Archiwa kategorii: Rozwój duchowy – Artykuły

POLA MORFICZNE I UKRYTY PORZĄDEK

Rupert Sheldrake– znany brytyjski biolog pokazuje, opierając się na licznych badaniach, zupełnie nową wizję funkcjonowania świata:

Wielu uczonych wierzyło, że biologia molekularna jest u progu ujawnienia tajemnic życia– dzięki zrozumieniu kodu genetycznego oraz sterowania przez ten kod syntezą białka. W międzyczasie techniki skanowania mózgu miały ukazać mechanistyczne struktury działania umysłu. Dekada mózgu, zainaugurowana w 1990 r. przez prezydenta George’a Busha, doprowadziła do dalszego przyspieszenia rozwoju nauk neurologicznych i wzbudziła jeszcze większy optymizm w kwestii możliwości poznania zakamarków duszy dzięki skanowaniu mózgu. W międzyczasie entuzjazm dla sztucznej inteligencji sprawił, iż zaczęto oczekiwać, że nowa generacja komputerów wkrótce będzie zdolna konkurować z umysłowymi zdolnościami człowieka, a nawet je przewyższyć. Skoro inteligencję, a nawet samą świadomość można zaprogramować w maszynach, to i rozwiązać można każdą ostateczną tajemnicę. Życie i umysł byłyby w pełni wyjaśnialne w kategoriach molekularnej i neuronalnej maszynerii. Redukcjonizm zostałby zatwierdzony jako jedyna słuszna droga. Twierdzenia wszystkich tych, którzy nauczali, że umysły obejmują coś, co wykracza poza zasięg mechanistycznej nauki, zostałyby raz na zawsze obalone. Ale tak się nie stało.

CHWILA PRAWDY

W latach 80. XX w. zapanowało uniesienie, kiedy to nowe techniki umożliwiły klonowanie genów oraz odkrywanie poszczególnych sekwencji „liter” w kodzie genetycznym. Chwila ta wydawała się zwieńczeniem biologii: oto instrukcje życia jako takiego zostały wreszcie obnażone, stwarzając biologom możliwości genetycznej modyfikacji roślin i zwierząt (oraz – przy okazji –  wzbogacenia się w stopniu większym, niż kiedykolwiek byli w stanie sobie wyobrazić). Odnotowywano ciągły strumień nowych odkryć; prawie co tydzień nagłówki gazet obwieszczały jakiś nowy „przełom”: Uczeni odkrywają geny, które pokonają raka, Terapia genowa daje nadzieje ofiarom artretyzmu, Uczeni odkrywają sekret starzenia się itd.

To zadziwiające osiągnięcie w rzeczy samej odmieniło nasze myślenie o nas samych, jednak inaczej, niż oczekiwano. Pierwszą niespodzianką było to, że genów jest tak mało. Zamiast przewidzianych 100 000 czy jeszcze większej ich liczby, ostateczny rejestr liczący około 25 000 genów był wielkim zaskoczeniem, zwłaszcza gdy porównano go z genomem innych zwierząt, znacznie prostszych niż my. Muszka kwiatowa posiada 17 000 genów, a jeżowiec – około 26 000. Wiele gatunków roślin ma znacznie więcej genów niż my – na przykład ryż ma ich około 38 000.
Szokiem było odkrycie, że odmienność struktur ciała u wielu odmiennych grup zwierząt nie odzwierciedla się w różnicach na poziomie genów. Jak stwierdziła dwójka czołowych specjalistów od rozwojowej biologii molekularnej, „tam, gdzie najbardziej liczyliśmy się z tym, że natrafimy na różnice, tam stwierdzamy konserwatywny brak zmian”.

W konsekwencji poznawania ludzkiego genomu nastroje uległy dramatycznej zmianie. Zamiast starego założenia głoszącego, że przeniknięto by tajemnicę życia, gdyby biolodzy molekularni poznali „program” jakiegoś organizmu, zaczyna pojawiać się świadomość istnienia potężnego rozziewu między sekwencjami genów oraz tym, w jaki sposób organizmy żywe rozwijają się i zachowują.

DZIEDZICZENIE PÓL MORFICZNYCH

Biolog Rupert Sheldrake w swojej przełomowej książce „Nowa Biologia” prezentuje hipotezę istnienia pól morfogenetycznych, które są odpowiedzialne za charakterystyczne formy i organizacje systemów na każdym poziomie złożoności, nie tylko w dziedzinie biologii, lecz również w chemii i fizyce. Pola te porządkują układy, z którymi się wiążą oddziałując na procesy, które z energetycznego punktu widzenia jawią się jako indeterministyczne czy też probabilistyczne; narzucają one ograniczenia na wyniki procesów fizycznych możliwe z energetycznego punktu widzenia – ograniczenia, które mają swoje własne wzory.

Skoro pola morfogenetyczne stanowią przyczynę organizacji i formy systemów obiektów materialnych, zatem same muszą posiadać charakterystyczne struktury. Skąd zatem biorą się owe pola-struktury? Pochodzą one od pól morfogenetycznych skojarzonych z wcześniejszymi podobnymi układami. Pola morfogenetyczne wszystkich wcześniej istniejących układów stają się obecne dla każdego podobnego systemu; struktury układów dawniejszych wpływają na późniejsze podobne układy poprzez skumulowany wpływ, który działa zarówno poprzez czas jak i poprzez przestrzeń.

Zgodnie z tą hipotezą układy zorganizowane są w taki, a nie inny sposób, ponieważ podobne układy w podobny sposób zorganizowane były w przeszłości. Na przykład molekuły złożonej organicznej substancji chemicznej krystalizują według charakterystycznego wzoru, ponieważ ta sama substancja już krystalizowała w podobny sposób w przeszłości. Roślina przyjmuje formę charakterystyczną dla jej gatunku, ponieważ wcześniejsze przedstawicielki tego gatunku przyjmowały tę formę. Zwierzę instynktownie działa w określony sposób, ponieważ podobne zwierzęta tak samo zachowywały się wcześniej.

Podczas gdy teoria mechanistyczna praktycznie wszystkie zjawiska związane z dziedziczeniem przypisuje dziedziczności genetycznej, utożsamianej z DNA, to hipoteza formatywnej przyczynowości dodatkowo postuluje, że organizmy żywe dziedziczą pola morficzne organizmów z przeszłości należących do tego samego gatunku. Ten rodzaj dziedziczenia ma miejsce dzięki rezonansowi morficznemu, nie zaś przez geny. Tak więc dziedziczność obejmuje zarówno genetyczne dziedziczenie białek, jak i rezonans morficzny od podobnych form z przeszłości.

PRZYKŁAD – TRENING SZCZURÓW

Jeśli jakieś zwierzę, powiedzmy szczur, nauczy się nowego wzoru zachowania, wówczas każdy następny szczur (z tej samej rasy, hodowany w podobnych warunkach itp.) będzie wykazywał tendencję do szybszego uczenia się tego samego wzoru zachowań. Im więcej będzie szczurów, które wyuczyły danego zadania, tym łatwiej nauczy się tego każdy kolejny podobny szczur. Np. gdyby w laboratorium w Londynie nauczyć tysiące szczurów jakiegoś zadania, we wszystkich innych laboratoriach podobne szczury wykonywałyby to samo zadanie szybciej. Gdyby szybkość uczenia się szczurów w jakimś innym laboratorium, powiedzmy w Nowym Jorku, została zmierzona przed treningiem, jakiemu poddano londyńskie szczury, i po owym treningu, okazałoby się, że szczury przetestowane za drugim razem uczą się szybciej niż szczury przetestowane za pierwszym razem. Efekt ten powinien nastąpić mimo braku jakiegokolwiek fizycznego związku ani komunikacji pomiędzy tymi dwoma laboratoriami.

Taka predykcja może się wydać tak nieprawdopodobna, że aż absurdalna. Jednak już od dawna istnieją dane z laboratoryjnych badań nad szczurami, świadczące o tym, że przewidywany efekt rzeczywiście ma miejsce.


NIEZALEŻNA NAUKA 

W przeszłości niektóre spośród najbardziej innowacyjnych badań naukowych prowadzone były przez amatorów. Na przykład Charles Darwin nigdy nie zajmował stanowiska w żadnej instytucji. Pracował niezależnie w swoim domu w Kent, badając skorupiaki wąsonogi, hodując gołębie i przeprowadzając wraz z dziećmi doświadczenia we własnym ogrodzie. Był on po prostu jednym z wielu niezależnych badaczy, którzy, nie licząc na granty, nie poddawani konserwatywnym naciskom anonimowych recenzji kolegów po fachu, byli autorami wysoce oryginalnych prac. Dzisiaj tego rodzaju wolność nieomal nie istnieje. Począwszy od drugiej połowy XIX w. nauka podlega coraz większej profesjonalizacji. Po II wojnie światowej nastąpiła potężna ekspansja badań instytucjonalnych. Obecnie działa jedynie garstka niezależnych uczonych.

Podobnie jak miało to miejsce w jej najbardziej owocnych okresach, nauka raz jeszcze może być budowana oddolnie, od samych podstaw. Badania mogą wyrastać z osobistego zainteresowania naturą przyrody, które to zainteresowanie zrazu skłania wielu ludzi do kariery w nauce, lecz jakże często obumiera z powodu wymogów życia w instytucjonalnych ramach.

Nierozwiązane problemy biologii zebrane w 1 rozdziale tej książki były nierozwiązane w 1981 r. i dzisiaj również nie są rozwiązane. Kwestie dyskutowane przez Ruperta Sheldrake’a pozostają całkowicie otwarte.

Debata trwa, ty zaś, Czytelniku, czytając tę książkę a także przystępując do wspólnych eksperymentów, też możesz mieć w niej swój udział. W książce „Nowa biologia” znajdziesz m.in. opis ciekawych eksperymentów naukowych oraz rozmowę Ruperta Sheldrake’a z Davidem Bohmem – wybitnym fizykiem kwantowym.

Bezpłatny fragment z książki
Ruperta Sheldrake’a „Nowa biologia”
można przeczytać na stronie
Wydawnictwa Virgo:

Zobacz tutaj

MAPA POZIOMÓW ŚWIADOMOŚCI

Dr Dawid Hawkins przez ponad 20 lat zajmował się badaniem ludzkiej świadomości. Na podstawie udokumentowanych badań kinezjologicznych opracował Mapę Poziomów Świadomości, która pozwala kalibrować poziom świadomości danej osoby, grupy osób, systemu filozoficznego, idei, ruchu politycznego, firmy, a nawet całej ludzkości w dowolnym okresie historycznym.

drh

David R. Hawkins (1927-2012) był doktorem psychiatrii i dożywotnim członkiem Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. W trakcie swojej 50-letniej pracy naukowej współpracował z wieloma noblistami. W uznaniu za swoją pracę otrzymał również tytuł szlachecki od Królowej Danii. Jego książki omawiające najważniejsze zasady duchowego wzrostu i przekraczania kolejnych poziomów świadomości zostały przetłumaczone w kilkudziesięciu językach.


KINEZJOLOGIA I BADANIA NAD ŚWIADOMOŚCIĄ

Dr Hawkins rozpoczął własne badania zainspirowany pracą dr. Johna Diamonda, który w latach 70. zaobserwował, że podczas kinezjologicznego testu mięśniowego, mięsień ulega wzmocnieniu lub osłabieniu na skutek obecności pozytywnych lub negatywnych bodźców fizycznych oraz emocjonalnych i intelektualnych.Z zupełnie nieokreślonych powodów pewne abstrakcyjne symbole okazały się wywoływać u badanych słaby wynik, inne zaś wręcz odwrotnie. Badani słuchający nagrań ze znanymi oszustwami – powszechnie wypadali słabo. Gdy zaś słuchali nagrań z prawdziwymi – w oczywisty sposób – wypowiedziami, wszyscy bez wyjątku osiągali silny wynik. To właśnie stało się punktem wyjścia dla pracy Davida Hawkinsa, który w 1975r. rozpoczął badania nad kinezjologiczną reakcją na prawdę i kłamstwo. Jego wieloletnie badania z udziałem tysięcy osób potwierdziły, że reakcja kinezjologiczna odzwierciedla zdolność ludzkiego organizmu do odróżnienia nie tylko bodźca pozytywnego od negatywnego, ale też anabolicznego (ulepszającego życie) od katabolicznego (pochłaniającego życie) oraz, co najbardziej doniosłe, prawdę od nieprawdy!

Całkowita niezależność wyników testu od systemów wierzeń, osobistych opinii, rozsądku czy logiki badanych była powszechnie obserwowana przez wielu lekarzy i badaczy. Odpowiedzi w teście kinezjologicznym okazały się być przekonujące w różnych kulturach i populacjach oraz niezmienne z upływem czasu. Dlatego też wyniki testu spełniają naukowy wymóg replikacji, a zatem mogą być niezawodnie zweryfikowane przez każdego pytającego. Szczegóły dotyczące badań oraz omówienie zastosowania Mapy Świadomości można znaleźć w książce „Siła czy moc”(Wyd. Virgo).

W miarę dalszych badań, wykorzystując test kinezjologiczny, dr Hawkins stworzył sposób kalibracji relatywnej prawdy, dzięki której stanowiska intelektualne, wypowiedzi, czy ideologie mogły zostać sklasyfikowane na skali od 1 do 1000. Liczby określające kalibracje nie odzwierciedlają wzrostu arytmetycznego, lecz logarytmiczny. Dla przykładu: poziom 300 nie jestpodwojeniem poziomu 150 lecz oznacza wykładnik potęgi liczby dziesięć (10300). Niewielki wzrost o kilka punktów reprezentuje zatem znaczny wzrost mocy.


PRZEKRACZANIE POZIOMÓW ŚWIADOMOŚCI

Gdy przyjrzymy się opracowanej mapie świadomości, stanie się jasne, że wykalibrowane poziomy są skorelowane z określonymi procesami świadomości – emocjami, postrzeganiem czy postawami, światopoglądami i przekonaniami duchowymi.

Zobacz MAPĘ ŚWIADOMOŚCI

Punkt krytyczny odpowiedzi został wykalibrowany na skali świadomości na około 200. Jest to poziom powiązany z Odwagą. Wszystkie postawy, myśli, uczucia i związki, znajdujące się poniżej tego poziomu sprawiają, że osoba ulega osłabieniu. Natomiast postawy, myśli, uczucia czy postacie historyczne, które są wykalibrowane wyżej, wzmacniają badanego. Jest to zatem punkt równowagi pomiędzy słabymi a mocnymi atraktorami oraz negatywnym i pozytywnym oddziaływaniem.

Na poziomach poniżej 200 podstawowym impulsem jest dążenie do przetrwania, pomimo że na samym dole skali, czyli w sferze beznadziei i depresji, brakuje nawet tego bodźca. Poziomy Strachu i Złości, znajdujące się wyżej, charakteryzują się egoistycznymi pobudkami, biorącymi się z popędu do osobniczego przetrwania. Na poziomie Dumy motyw przetrwania może ulec rozszerzeniu, obejmując także przetrwanie innych. W miarę jak przekroczy się linię graniczną pomiędzy negatywnymi i pozytywnymi aspektami Odwagi, dobrobyt innych ludzi staje się coraz bardziej istotny. Zanim osiągnie się poziom 500, szczęście innych jawi się już jako podstawowa siła motywacyjna. Poziomy powyżej 500 charakteryzują się zainteresowaniem uważnością duchową, tak w przypadku samego siebie, jak i reszty ludzi, a w miarę zbliżania się do 600 dobro ludzkości i dążenie do osiągnięcia oświecenia stają się najważniejszymi celami. Od 700 do 1000 życie zostaje poświęcone zbawieniu całej ludzkości. Poziom 1000, będący najwyższym możliwym polem energii w ludzkiej sferze w dziejach świata osiągany był jedynie przez niewielu, określanych mianem Wielkich Wcieleń (założycieli głównych religii świata jak Jezus Chrystus, Budda, Zaratustra czy Krishna). Doznali oni oświecenia przez Boską Obecność, która zastąpiła ich liniowy, ograniczony, przeciętny ludzki umysł przez nieliniową Rzeczywistość.

Już samo zastanowienie się nad tą mapą może wzbudzić ogromny przypływ empatii dla całego życia, we wszystkich jego formach. Jeśli przyjrzymy się rzekomo mniej „chwalebnym” postawom emocjonalnym, uświadomimy sobie, że nie są one ani dobre, ani złe. Sądy moralne są jedynie funkcją światopoglądu, wynikają z niego. Możemy na przykład dostrzec, że osoba na poziomie Żalu, który jest wykalibrowany na niskim poziomie energii 75, znajdzie się w o wiele lepszym położeniu, jeśli wzniesie się na poziom Złości, wykalibrowany na 150. Złość, sama w sobie będąca destruktywnym uczuciem, wciąż pozostaje niskim stanem świadomości, jednakże – jak pokazuje historia dziejów – Apatia potrafi uwięzić całe subkultury, jak i jednostki. Jeżeli osoby, ogarnięte poczuciem beznadziei, mogą zechcieć czegoś lepszego (Pożądanie, 125), a następnie przy pomocy energii Złości na poziomie 150 rozwinąć Dumę (175), mogą wtedy być zdolne do sięgnięcia po Odwagę, wykalibrowaną na 200 i posuwać się w kierunku ulepszenia ich własnych lub ogólnoludzkich warunków.

I na odwrót, osoba, która osiągnęła już nawykowy poziom bezwarunkowej Miłości, będzie traktować wszystko, co znajduje się poniżej, jako nie do zaakceptowania. Ludzie, znajdujący się dużo niżej na skali świadomości, mogą odbierać te same postawy jako dopuszczalne i nawet otwarcie stawać w obronie ich słuszności. W miarę jak zwiększa się rozwój indywidualnej świadomości, postęp staje się samonapędzający, sprawiając, że samodoskonalenie staje się sposobem na życie.

OSOBISTA PODRÓŻ DUCHOWA

Opracowana skala ujawniła, że każda osoba doświadcza, postrzega i interpretuje świat oraz jego wydarzenia zgodnie ze swoim przeważającym poziomem świadomości. Każdy poziom świadomości posiada swoje własne, wrodzone problemy, ale też pasujące do nich rozwiązania. Każdy poziom reprezentuje zakończenie ewolucji, która go poprzedza, ale jest też zarazem furtką do następnego.

Badania Hawkinsa dowodzą, że wszystko co nas otacza ma wpływ na naszą świadomość: ludzie z którymi obcujemy, muzyka, którą słuchamy, książki, które czytamy, programy telewizyjne, które oglądamy, itd. Jest to cenna wskazówka dla osób zainteresowanych własnym rozwojem.

Mapa Poziomów Świadomości pozwala odnaleźć nasze aktualne miejsce na drabinie duchowego rozwoju oraz wskazówki odnośnie swojej osobistej podróży do stania się tym, kim możemy się stać. Pozwala rozpoznać obszary życia, w których kierujemy się siłą i dokonać transformującego przejścia na poziomy Mocy.

Książki Davida Hawkinsa opublikowane w języku polskim:
Siła czy moc, Przekraczanie poziomów świadomości,
Przywracanie zdrowia, Oko w oko z Jaźnią.

Fragmenty dostępne na stronie Wydawnictwa Virgo: virgobooks.pl
             

 

Duchowe przebudzenie

Wiele osób może zadawać pytanie, czym jest przebudzenie duchowe? Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie różni się ono wiele od przebudzenia ze zwykłego snu. Jest to dokładnie to samo, tylko dotyczy innego poziomu postrzegania. Każdy zna ten moment przebudzenia ze snu, przecież robi to codziennie. Czasem po nocy pełnej snów bardzo wyraźnie widać ten proces. Świadomość przechodzi z marzeń sennych do poczucia realności. Budzi się umysł. Bardzo płynna jest ta granica. W stanie marzeń sennych często identyfikujemy się uczuciami, obrazami, mimo że ta identyfikacja jest bardzo mglista i niestabilna. Gdy sen się kończy, świadomość zaczyna powracać do świata materii. Włącza się umysł. Po chwili świadomość przenosi się do świata fizycznego, czuć swoje ciało, czuć rzeczywistość wokoło. Człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że jest już w materii, w prawdziwej rzeczywistości. Po przebudzeniu sen zaczyna wydawać się czymś odległym, mglistym, nierealnym. Im większy kontakt zmysłowy z materią, tym sen wydaje się bardziej nierzeczywisty. Człowiek się przebudził. Wszelkie troski snu stały się śmieszne, wszelkie lęki wyblakły, nastąpiła wolność od iluzji snu.

Jest taki tradycyjny sposób szybkiego uwolnienia się od uczuć snu, wystarczy spojrzeć w okno na otaczający świat. Jest to sposób skuteczny. Świadomość wchodzi w głębszy kontakt z tym co nazywa rzeczywistością, tym samym sen staje się całkowicie nierealny. Można spokojnie odetchnąć… to był tylko sen.

Sen

Żeby zrozumieć przebudzenie duchowe warto zrozumieć czym jest i jak wygląda sen. Sen jest wyobrażeniem. Jest kreacją umysłu, dokładniej kombinacją obrazów i odczuć zapisanych w podświadomości. Ten obraz jest tak realny, ponieważ człowiek podczas snu całkowicie się z tym obrazem utożsamia. Podczas snu świadomość najczęściej nie wie, że śni. Po prostu tworzy obrazy, doświadcza uczuć, jest w tym pogrążona całkowicie. Świat marzeń sennych staje się rzeczywistością ostateczną. Świadomość człowieka nie widzi żadnego alternatywnego świata. Jest całkowicie pochłonięta tworzoną iluzją. Dlatego tez sen wydaje się realny i rzeczywisty.

Gdyby w momencie śnienia pojawiła się świadomość świata realnego (poza snem), sen stałby się świadomy. Wtenczas człowiek zyskuje świadomość, że poza wyimaginowanym światem coś jeszcze jest (w tym wypadku materia). Człowiek wie, że tak naprawdę jego ciało śpi w materii, a umysł śni. Wtedy pojawia się myśl: „Ja przecież śnię! To nie dzieje się naprawdę!”. Człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że to co widzi nie jest ostateczną rzeczywistością. Tu przychodzi wewnętrzny luz i wolność. W takim momencie sen staje się świadomy i można go świadomie zmieniać.„To tylko sen, jestem tu całkowicie bezpieczny, mogę robić wszystko.” W takim stanie świadomości żaden koszmar, żadna niebezpieczna senna wizja nie jest w stanie zakłócić spokoju śniącego. Ponieważ jest świadomość, że to co się dzieje jest tylko snem – iluzją. Taki stan jest zwany świadomym snem (LD – Lucid Dream), gdzie śniący całkowicie swobodnie kształtuje rzeczywistość sennych marzeń. W stanie świadomego snu ma się świadomość nierealności i iluzoryczności tworzonych obrazów. Powstaje wewnętrzne poczucie wolności i radość doświadczania tej iluzji.

Przebudzenie duchowe jest takim samym procesem jak przebudzenie ze snu lub przebudzenie świadomości w trakcie snu. Różnica jest tu jedna. Człowiek budzi się ze snu o materii.

Sen o materii

Twoje aktualne życie jest oparte na Twoim światopoglądzie. Umysł wytworzył wiele wyobrażeń dotyczących życia w tym społeczeństwie. Stworzony został cały kompleksowy system iluzji życia. Można to przyrównać o snu. Świadomość utożsamia się z tym całkowicie, dlatego wszelkie wyobrażenia co do rzeczywistości stają się realnym doświadczeniem. Cała aktualna rzeczywistość i wszelkie sprawy społeczne wydają się tak prawdziwe, że wręcz nie do podważenia. Przecież każdy wie, że pieniądze są realne, praca jest realna, obrzędy religijne są realne. Całe życie człowieka jest czasem do bólu realne. Dochodzi do tego, że człowiek zaczyna całkowicie utożsamiać się z tym co widzi, ze swoimi myślami i uczuciami. Świadomość zupełnie zatraca się w doświadczeniu materii. To jest identyczna sytuacja, która była opisana przy iluzji snu. Świadomość zatraciła się całkowicie w iluzji stworzonej przez umysł. Jedyna różnica to taka, że ze snu budzimy się każdego dnia. Z iluzji materii przebudzić się jest trudniej. Niektórzy całe życie pozostaną śpiącymi.

Za każdym razem gdy budzimy się ze zwykłego snu wchodzimy w rzeczywistość materialną. Ta rzeczywistość jest traktowana właśnie jako rzeczywistość ostateczna, za którą nie ma nic. Dlatego wydaje się ona tak realna i prawdziwa. Wszystkie rzeczy będące w tej rzeczywistości są dla umysłu do końca prawdziwe. Każda iluzja, ocena umysłu, przyjmuje realną postać. To co umysł widzi w materii staje się realnym doświadczeniem świadomości. Tak jak to miało miejsce podczas snu.

Co jest realne?

Powstaje zasadnicze pytanie czy to co widzę jest realne czy nie? Dla większości ludzi jest realne, ponieważ stanowi jedyną i ostateczną rzeczywistość. Niektórzy jednak dostrzegają pomiędzy iluzjami „coś więcej”. Zauważają, że interpretacje umysłu są odpowiedzialne za postrzeganie świata. To co ładne dla jednych, może być brzydkie dla drugich. Wszystko jest względne i nie stanowi warunków. Świat nie może być obiektywny, czyli „moja wizja świata” nie jest jedyną. Ludzie tacy dostrzegają względność materii. Widzą w niej coś niestałego i zmiennego. Postrzegają materię jako substancję o nieskończonych możliwościach interpretacyjnych. Tacy ludzie często czują łączność ze swoją prawdziwą duchową świadomością. Jak w zwykłym śnie człowiek staje się świadomy że śni i że to nie jest rzeczywistość ostateczna, tak można sobie uświadomić, że ta materia również nie jest ostateczną rzeczywistością. Jest niewątpliwie wyższa rzeczywistość dostrzegalna poza materią. W śnie może pojawić się świadomość, że to jest iluzja, a prawdziwe ciało spokojnie śpi. W materii też może pojawić się taka świadomość. Materia to iluzja, a prawdziwe JA jest bezpieczne i „śni”. To prawdziwe JA jest przez niektórych nazywane duszą, Wyższym Ja, boskością wewnątrz człowieka, obserwatorem, świadomością. To właśnie ta pierwotna boskość śni sen o materii. To, co się pojawia w świecie zjawiskowym jest tylko odbiciem snu duszy. Nic tu w materii nie jest realne i ostateczne. Wszystko jest boskim snem. Ta świadomość daje wolność i radość. Wszystko jest boską grą energii, snem trwającym na ekranie duszy. Ludzie, którzy są tego świadomi, są określani przez innych jako przebudzeni.

Moment przebudzenia

Ta chwila zdarza się samoistnie. Nie można jej przyśpieszyć ani opóźnić. Wszystko jest wplecione w naturalny bieg wszechświata. Wszystko jest na swoim miejscu. Przez tysiące lat większość ludzkości śni. Tworząc wielkie rzeczy, bawiąc się materią – śnimy wielki sen o rzeczywistości. Czasem jest on pełen radości, czasem pełen cierpienia. Aktualny obraz cywilizacji odzwierciedla dokładnie nasze myśli i uczucia. Jest to nasza wspólna iluzja. Wszystko jest tworzone jak we śnie, dzięki nam, naszym myślom i działaniom. Cała kwestia w tym, że ta rzeczywistość przybrała dość dramatyczny dla wielu obraz. Wiele cierpienia, bólu, lęku i nienawiści. Choć jest to świat nieskończonych możliwości, wielu wybiera doświadczenie cierpienia. Tworzymy ten świat na podstawie wyobrażeń o trudności, walce, władzy, wykorzystaniu, lęku i zazdrości. Owocem jest taka, a nie inna rzeczywistość. Najczęściej nie jest to kreacja świadoma, jest to zagubienie w pojęciach i wyobrażeniach.

Ta rzeczywistość jest stworzona przez egotyczny umysł, który działa bardzo destruktywnie. Wzorce takiego działania są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wszystko odbywa się automatycznie – sen jest śniony przez całą cywilizację. Jest to ciągła iluzja. Przechodzi z ojca na syna jako wyobrażenia i nauki działania w tym świecie. Wyobrażenia o trudności, zdobywaniu, pieniądzach, karierze, wyzysku. Wydaje się, że nie ma możliwości odwrotu… a jednak.

Wszechświat pulsuje i trwa w nieustannym ruchu energii. Wszystko płynie. Był moment całkowitego zagubienia w umyśle, teraz przychodzi moment całkowitej wolności – ponad umysłem. Rozwój technologii sprawił, że żyjemy w erze informacji. Ta informacja rozprzestrzenia się po całym świecie szybciej niż kiedykolwiek. Dzięki temu ludzie mają dostęp do wiedzy. To początek przebudzenia. Wielu ludzi doznaje przebudzenia ze snu o materii. Zaczyna zauważać, że wszelkie działania aktualnej cywilizacji są powodowane programami umysłu. Wszyscy żyją automatycznie we własnej iluzji, tworząc własny sen. Wielu zadaje sobie pytanie – jak to możliwe? Czy to ja zwariowałem czy reszta? Nikt nie zwariował, jest to naturalny etap rozwoju świadomości. Naturalny ruch energii. Tak jak naturalne jest przejście na wyższy poziom postrzegania – Przebudzenie.

Każde działanie rzeczywistości jest dokładnie na swoim miejscu. Tak jak zdarzenia prowadzące niegdyś człowieka do upadku, tak i aktualne zdarzenia prowadzące do przebudzenia. W ostatnim stuleciu pojawiły się ogromne możliwości rozwoju – wszystko dzięki usprawnionej komunikacji. Tym samy pojawiła się możliwość rozwoju duchowości. Nie religijności ale duchowości. Ludzie zaczynają się budzić. Dostrzegają coraz więcej, czują coraz więcej. Wszystko zmierza w jednym i naturalnym kierunku – wewnętrzna boskość człowieka budzi się w materii.

Proces przebudzenia

Przebudzenie odbywa się naturalnie. Tak jak ciało samo budzi się ze snu, tak świadomość sama budzi się przechodząc na inny poziom postrzegania. Nie można tego przyśpieszyć ani opóźnić. Kiedy przychodzi właściwy czas, człowiek zaczyna dostrzegać świat ponad iluzjami. Często dzieje się tak za sprawą przeżytych ciężkich doświadczeń w materii, kiedy to cały dotychczasowy świat człowieka ulega zawaleniu. Zdarzenia stają się tak ciężkie, że umysł się poddaje i opuszcza wszelkie wyobrażenia. Nie jest w stanie ich nadal utrzymywać. Takie rzeczy mogą się dziać podczas śmierci klinicznej czy innych tragedii wstrząsających całym życiem. Wtenczas ludzie wychodzą ponad iluzje stwarzane przez umysł, dostrzegają świat zupełnie z innej perspektywy. Świadomość wznosi się ponad wyobrażenia i wchodzi w czyste istnienie, które nie ma warunków i jest cudem samym w sobie. Człowiek może dostrzec piękno istnienia ponad wszelkimi ocenami umysłu. Może dostrzec boskość, której jest częścią.

Oczywiście aby się przebudzić nie trzeba przeżywać ciężkich doświadczeń. Jednak niektórzy ludzie tak bardzo śnią, że aby doszło do przebudzenia potrzebny jest silny wstrząs. Niekiedy ludzie są tak bardzo zatraceni w doczesnych sprawach i iluzjach, że nie są w stanie dostrzec niczego więcej. Widząc tylko materię, pieniądze, sławę, walkę, tkwią całkowicie w objęciach egotycznego umysłu. Tworzą tak silne wyobrażenie o sobie jako o oddzielonej i walczącej jednostce, że nie są w stanie dostrzec jedności i boskości istnienia. Tacy najczęściej potrzebują silnego wstrząsu, który rozbija egotyczne spojrzenie. Wszystko zależy od człowieka.

Przebudzenie może też przyjść łagodnie. Człowiek może natrafiać na informacje, nauki mistrzów, inspiracje duchowe, które delikatnie kierują świadomość ku wyjściu ponad iluzję wyobrażeń o świecie. Tu przydają się wszelkie teksty ukazujące świat z innego punktu widzenia. Zmiana punktu widzenia pomaga wyjść ponad dotychczasową iluzję życia. Człowiek może dostrzec wszystko „z góry”, ponad podziałami, ponad określeniami. Nie musi już wyobrażać siebie jako odrębne JA, które ma problemy w rzeczywistości. Może dostrzec siebie jako boską cząstkę całego istnienia.  Postrzegać świat i ludzkość jako jeden cudowny organizm, w istnieniu którego uczestniczy. Wtenczas świadomość budzi się ze snu o materii. To moment, kiedy świadomość powraca do jedności ponad iluzją dualizmów. Wszelkie doczesne problemy przestają być ważne, świadomość dostrzega cały proces istnienia. Dostrzega, że jest częścią totalności, jest tą rzeczywistością… i o nic nie musi się martwić. Nie jest oddzieloną jednostką, która cierpi, a na końcu umiera. Widzi, że śmierć nie istnieje. Można już odpocząć i rozpłynąć się w istnieniu.

Tylko Ty wybierasz, jak chcesz się przebudzić. Możliwe, że już jesteś przebudzony i wypełnia Cię całkowita akceptacja i zrozumienie. Możesz więc wskazywać drogę innym. Możliwe też, że jesteś całkowicie owładnięty snem o materii. Otoczony wyobrażeniami o sobie i świecie, które traktujesz jako realną rzeczywistość. To nic złego. Przyjdzie naturalny czas kiedy świadomość się przebudzi. Może to się zdarzyć spokojnie, lekko i łatwo, może też błyskawicznie (co może wiązać się z cierpieniem dla ego). Nie jest ważne jak przebudzenie nastąpi – ważne, że nastąpi. To naturalny proces ewolucji wszechświata.

Kierując uwagę na duchowość, człowiek wyraża wewnętrzną wolę przebudzenia. Wprawia w ruch energie wszechświata, które sprawiają, że świadomość dąży do przebudzenia. Możliwe, że właśnie dlatego trafił do Ciebie ten tekst. Jeśli to czytasz, znaczy to, że już jesteś otwarty na duchowość. Już świadomość wyraziła wolę przebudzenia. Już uczestniczysz w naturalnym procesie wzrostu świadomości. Nie jest ważne, co umysł sobie pomyśli, co postanowi zrobić dalej. Proces przebudzenia świadomości już trwa. Ludzkość odzyskuje zapomnianą jedność. Wszechświat zaczyna świadomie postrzegać siebie, zaczyna przypominać sobie „kim jestem”. Następuje przebudzenie.

Zmiana – Artman

Zmiana jest częścią rozwoju. Oczywiście zmiana na lepsze. Zmiana powoduje to, że zmienia się nasze życie, nasze poglądy, otoczenie i ludzie, z którymi wchodzimy w relacje. Często wydaje się nam, że możemy robić to samo, mówić to samo, przebywać z tymi samymi ludźmi i równocześnie się zmieniać. Jeżeli otaczający nas ludzie również się harmonijnie zmieniają w sposób zbliżony, do naszego, to wtedy jest to możliwe. Jeżeli natomiast osoby, z którymi mamy kontakt się nie zmieniają, wtedy nie ograniczaj się myślą, że musisz przebywać z tymi ludźmi, bo są na przykład twoją rodziną, więc nie możesz zrezygnować z rodzinnych spotkań, które przeważnie zmieniają się w wielkie użalanie się i opowiadanie o okropnościach świata i chorobach. To Twój wybór i ty go dokonujesz. To ty żyjesz swoim życiem i to ty zbierasz owoce swoich wyborów. Nikt Cię nie zmusza do niczego. To zawsze jest twoja decyzja. Oczywiście możesz mi teraz udowadniać, że na nic nie masz wpływu – począwszy od globalizacji, poprzez problemy finansowe, a skończywszy na tym, że w pobliskim warzywniaku nie ma twoich ulubionych jabłek. Ale prawda jest taka, że swoim myśleniem, działaniem i słowami tworzysz swoją rzeczywistość. Zrozum to dobrze – tworzysz swoją rzeczywistość. Jesteś stworzony na podobieństwo Boga. Masz więc również moc tworzenia. Może innym odpowiada życie w głodzie, poniżeniu i ciągłych konfliktach. Ty jednak masz już szerszą świadomość i wiesz, że za wszystko w swoim życiu odpowiadasz ty. Ty podejmujesz decyzje. To prawda, że wielu ze swoich decyzji nie pamiętasz, bo zostały one podjęte bardzo dawno temu – w dzieciństwie, okresie prenatalnym lub nawet w przeszłych wcieleniach (nie musisz w to wierzyć, choć to oczywiście, że nie wierzysz, nie kasuje automatycznie skutków podjętych wtedy decyzji). Nie czas „płakać nad rozlanym mlekiem” jednak. Przebacz sobie i Bogu za podjęte wcześniej decyzje. Teraz możesz podjąć znacznie lepsze. Masz więcej dobrych, rozwijających lektur, masz większy dostęp do informacji – również duchowej. Możesz również uczestniczyć w najróżniejszych warsztatach. Pamiętaj jednak, że to ty zawsze podejmujesz decyzje. Inni – również wielcy mistrzowie Cię tylko inspirują i są gotowi przekazać ci wiedzę i umiejętności do których dojrzałeś i które mogą Ci bardzo pomóc.

Obawiamy się zmiany z jednej głównej przyczyny – nie wiemy co ona spowoduje w naszym życiu. Nie jesteśmy zatem pewni tego, co nas spotka. Jeśli podjąłeś dobre decyzje, to może cię spotkać tylko dobro. I nawet, jeśli w początkowym okresie będą Cię spotykały sytuacje powodujące, że poczujesz, iż chcesz dobrze, ale wciąż jeszcze przyciągasz do siebie niekorzystne wydarzenia, czy osoby, to wiedz, że spotyka cię dokładnie to, czego oczekujesz – świadomie i podświadomie. Zatem w początkowym okresie, choć świadomie chcesz zmiany i chcesz inaczej funkcjonować, to twoja podświadomość, która zawiera wszystkie twoje doświadczenia, decyzje i intencje, zmienia się wolniej. Po prostu sfera podświadoma jest o wiele większa.

Wraz ze zmianą myśli, słów i czynów, nawyków, energii i intencji, twoja podświadomość powoli uczy się tego. Następuje zmiana również w niej. Wchodzą nowe wzorce, które zaczynają pracować i przyciągać do siebie odpowiadające im energetyczne okoliczności oraz ludzi czy inne istoty.

Często nabieramy ochoty na zmiany dopiero, gdy w naszym życiu jest bardzo źle i się nie układa. Po prostu wcześniej mogliśmy wytrzymać z cierpieniem i bólem, ale skoro przybrał on na sile, to zdajemy sobie sprawę z tego, że już dłużej tak nie można. Znaczy to, że trzeba wprowadzić jakieś zmiany. Zazwyczaj chcielibyśmy, aby w pięć minut dokonał się w naszym życiu prawdziwy przełom. Tak również może być, choć, aby coś takiego mogło się zdarzyć, potrzebna jest pełna wewnętrzna zgoda na zmianę i całkiem nowe sytuacje czy energie oraz sposoby reagowania na nie. To jest właściwie najważniejsze – sposób reagowania na to, co nas spotyka, czyli Twój odbiór danej sytuacji i wnioski jakie wyciągasz. To twoja reakcja powoduje czy coś jest miłe, przyjemne czy nieprzyjemne albo nijakie dla ciebie. Twoja umiejętność pozwalania lub nie, alby coś na ciebie wpływało.

Jeśli jest w twoim życiu źle i już nie możesz wytrzymać, siądź zupełnie sam, najlepiej w kompletnej ciszy. Oddychaj spokojnie przez pewien czas, zrób sobie herbatę owocową i rozluźnij się. Możesz się również położyć i dłoń, którą piszesz – dawczą – na głowie, sercu lub splocie słonecznym. Poleż tak kilka minut. Potem pomódl się o najkorzystniejsze dla Ciebie rozwiązanie tej sprawy i wyniesienie z niej możliwie najwięcej korzyści. Słowa modlitwy mogą brzmieć na przykład tak:

Dobry Boże (Jezusie, Opiekunie Duchowy) proszę Cię teraz o pomoc. Widzisz w jakiej jestem sytuacji. Proszę Cię abym znalazł najlepsze rozwiązanie. Proszę Cię Boże, podsuń mi teraz pomysł, jak to rozwiązać. Proszę Cię o moc i wsparcie, abym dokonał w swoim życiu zmiany na lepsze. Proszę o wsparcie również wszystkie wysokorozwinięte Duchowo Istoty, które mogą i chcą mi pomóc. Wiem, że Ty Boże (Jezusie, Opiekunie Duchowy) możesz wszystko. Powierzam Ci w całości rozwiązanie tej sprawy. Otwieram się na boską miłość, mądrość i moc. Dziękuję Ci Boże.

Możesz również dodać:

Dziękuję Ci Boże za to, że się o mnie troszczysz i chcesz, abym żył już teraz w dostatku, radości, szczęściu i dobrobycie. Dziękuję, że zmieniasz moje nastawienie do siebie samego, wydarzeń, jakie mi się zdarzają, do innych ludzi oraz Ciebie Boże. To cudownie móc żyć zgodnie z bosko Doskonałym Planem, jaki masz dla mnie. Dziękuję, że pokazujesz mi, jak można żyć zgodnie z nim. Dziękuję, że już teraz jestem jego częścią i potrafię coraz pełniej wyrażać sobą boskie cechy i energie.

Dziękuję również wszystkim wysokorozwiniętym istotom, jak Jezusowi, Buddzie za wsparcie i pomoc. Niech Światło Bożej Mądrości prowadzi mnie zawsze przez życie.

Teraz chwilę posiedź w ciszy. Na chwilę „wyłącz” myślenie w rodzaju „oj co ja teraz zrobię” czy „ale się wpakowałem”. Posłuchaj w ciszy, co Bóg i Twoja własna intuicja mają Ci do powiedzenia. Zapisz to. Możesz również siąść z kartką i zapisać własne pomysły na rozwiązanie sprawy. Wybierz potem najlepszy. Najczęściej znamy od razu rozwiązanie, ale boimy się czy sobie poradzimy, albo co inni – rodzina, znajomi czy przyjaciele na to powiedzą. Pozwól sobie na wolność. Jeśli nie krzywdzisz nikogo – również siebie, to masz prawo działać tak, jak uważasz za stosowne. Bóg cię w tym wesprze, bowiem on zawsze wspiera to, co dobre i korzystne. Nie myl tego z działaniami ludzi, którzy chwilowo zewnętrznie doszli do czegoś krzywdząc innych. Prędzej czy później zapłacą za to. Bóg Cię wesprze, ale to ty będziesz działać, więc masz się sam przekonać do tego, co chcesz zrobić, bo Bóg nikogo do niczego nie zmusza i nikomu nic nie każe. Jest nieograniczoną, wszystko akceptującą Miłością.

Po dokładnym określeniu co chcesz zmienić i po co, pozostaje ci najważniejsze – wprowadzenie twego najlepszego pomysłu w życie. Co bowiem po najlepszym planie, skoro nie jest realizowany. Wiele osób wycofuj się przed szybkimi i znacznymi zmianami, bowiem boją się swojej własnej siły. Boją się, co będzie dalej, bo…wcześniej tak nie działali. Nie każę Ci wywracać swojego życia do góry nogami. Raczej zwracam uwagę na to, że aby zaszła w twoim życiu jakakolwiek zmiana, trzeba mówić, myśleć i działać inaczej niż przedtem. Albo z innym zrozumieniem. Najlepiej jeszcze, jeżeli wyrażasz wewnętrznie pełną zgodę na przemianę i zmianę. Wtedy wszystko niejako dzieje się samo, bowiem wszechświat pomaga ci w realizacji dobrego, boskiego planu.

Wyrażanie siebie jest bardzo ważne w rozwoju duchowym. Chodzi o przejawianie w coraz pełniejszy sposób swojej dobrej, boskiej natury.

To oznacza, że jeśli wcześniej baliśmy się reakcji otoczenia, przejawiając na przykład spokój, radość czy miłość, to teraz pozwalamy sobie na przejawianie tych boskich cech i uczuć. Nie oczekuj jednak od razu, że otoczenie przyjmie to ze zrozumieniem i miłością. To Ty się zmieniasz, a nie oni. Zrozumienie tego faktu zaoszczędzi Ci mnóstwa nerwów i walk z otoczeniem. To Ty się zmieniasz, a więc to Twoje reakcje i poglądy się zmieniają. Twoje dotychczasowe otoczenie może nadal obstawać przy dotychczasowych sposobach działania i myślenia. Pozwolenie im na to i nie przekonywanie ich na siłę do Twojego światopoglądu jest ważne. Takie podejście sprawia, że po pierwsze, szanujesz ich wolną wolę, a po drugie, oddajesz tę sprawę Bogu – co oznacza, że wierzysz, że jeżeli naprawdę będą chcieli zmiany, to również, podobnie jak Ty – trafią na właściwe książki, publikacje i właściwych ludzi.

Możesz przy innych wyrazić swoją opinię odnośnie jakiejś kwestii wiary, rozwoju duchowego czy modlitwy. Jeśli jednak poczujesz, że twoje poglądy są im obce i patrzą na Ciebie co najmniej jak na kosmitę, wtedy chyba nie warto tracić czasu na walkę słowną. Zrobiłeś swoje. Powiedziałeś co myślisz i pozwalasz im zadecydować, co sami chcą wyrażać. Sam zobaczysz, że nawet po rozwoju trwającym kilka lat będziesz miał chwile (dłuższe lub krótsze), gdy będzie Ci się wydawało, że błądzisz i że to może nawet to oni mają rację. Chodzi o to, że często jakieś myślokształty dotyczące ważnych kwestii, jak Bóg czy formy kultu są ukryte głęboko w podświadomości i mogą wywołać gwałtowne reakcje. Można to porównać do gorączki. Wbrew pozorom i opiniom niektórych lekarzy, gorączka nie jest symptomem choroby, tylko zdrowienia. Organizm podwyższa temperaturę ciała, aby łatwiej i szybciej poradzić sobie z wirusami czy bakteriami, albo trucizną. Dlatego obniżanie temperatury lekami przeciwgorączkowymi, jeśli nie trwa ona dłużej niż trzy dni i nie przekracza temp 38-39 st. Jest raczej szkodliwe, bo spowalnia zdrowienie. Dlatego też czasem i w duchowości ma się „gorączkę” polegającą na tym, że przez kilka dni lub dłuższy okres czujemy się rozbici wewnętrznie i jakby zawieszeni w próżni. Przyjmujemy nowe poglądy, ale jakby chętnie wrócilibyśmy do tych starych, bo dobrze znane i wydawałoby się, bardzo bezpieczne. Poza tym najbliższe otoczenie robi wiele, abyśmy znowu „byli sobą”, czyli powrócili do tego, jacy byliśmy kiedyś. To normalne, że tak się czujemy. To ustalanie się wewnętrznej równowagi pomiędzy energetyką poszczególnych ciał. To jak przechodzenie przez próg. Podnosimy nogę i zastanawiamy się czy mamy dość sił, aby go przekroczyć. Myślę, że warto pójść do przodu i zobaczyć, co przygotował dla nas w salonie Bóg. To co przygotowali ludzie już znamy.

Zmiana, aby była trwała powinna być ugruntowana. Znasz pewnie nie raz tzw. noworoczne postanowienia: od dziś ćwiczę codziennie, od dziś nie jem lodów. I co dalej? Zazwyczaj po kilku dniach idziesz po lody wmawiając sobie, że właśnie ćwiczysz mięśnie nóg pokonując trzy schodki sklepiku. Ugruntowanie to przekonanie własnej podświadomości, że oto wybraliśmy coś nowego, innego, że jest to dla nas ważne i cenne. Pamiętasz jak uczyłeś się chodzić? A jak uczyłeś się pisać? A prowadzić samochód? Wiele z tego nie pamiętasz wcale, albo bardzo słabo. A wiesz dlaczego? Bo na tyle utrwaliłeś sobie te umiejętności, że wykonujesz je prawie automatycznie. Nie myślisz o nich, tylko je robisz. Twoja podświadomość sobie je utrwaliła. Nie namawiam Cię, byś robił cokolwiek nieświadomie. Po prostu każda zmiana potrzebuje trochę czasu, aż ty sam się do niej przyzwyczaisz i zaczniesz traktować jako coś naturalnego i dobrego. Obecnie, ponieważ podejmujemy o wiele więcej decyzji, niż nasi przodkowie, zmiany są szybsze i częstsze. Dobrze jest odnaleźć swoją własną wewnętrzną harmonię – również tę związaną z wprowadzeniem jakichkolwiek zmian. Poza tym, ponieważ działasz inaczej i myślisz inaczej również ciało dostosowuje się do zmian. W mózgu zostają przetarte nowe ścieżki połączeń nerwowych. Mózg uczy się przekazywać bodźce nowymi drogami.

Ponieważ nie żyjemy w próżni, to zazwyczaj nasza zmiana spotyka się z zainteresowaniem otoczenia. Jeśli będziemy obstawać przy swoim, dobrym postanowieniu, to otoczenie to zaakceptuje, choć niekoniecznie się z tym zgadza. Jeśli jednak będziesz szukał u nich poparcia dla swoich decyzji, wtedy nie zawsze się z nim spotkasz. Być może zmiany, jakie chcesz wprowadzić w swoim życiu w ocenie najbliższych są złe, szkodliwe i oczywiście burzą ich wizję ciebie oraz tego, jaki i kim jesteś. Teraz, jeśli będziesz próbował zadowolić wszystkich, to najprawdopodobniej zahamujesz swoje zmiany, albo też w ogóle się wycofasz. Czasami trzeba postawić na swoim. Zależy, na ile sam chcesz zmiany i na ile jesteś samodzielny w formułowaniu swoich celów i podejmowanych działaniach. Zależy, na ile ufasz Bogu w sobie, a na ile ludziom i ich wyobrażeniom o tym co dobre, kim jesteś, jaki jesteś, kim jest Bóg i co On od nas ma.

Pamiętaj, że na dobrą zmianę zawsze jest odpowiednia pora. Nie liczy się ani wiek, ani pora roku. Liczy się tylko twoja wola zmiany. Szanuj siebie co najmniej tak, jak szanujesz innych.

Spokój, zdecydowanie i łagodność znacznie ułatwiają kontakty z otoczeniem. Twoja postawa komunikuje otoczeniu, że się zmieniłeś. Wybrałeś inne poglądy i inne wartości i chcesz je teraz prezentować.

Konsekwentne wyrażanie wybranych wartości i postaw sprawia, że czujesz do siebie szacunek i zaufanie. Ponieważ ty się zmieniłeś, zmieni się również twoje otoczenie, albo zmieni się stosunek otoczenia do Ciebie, co właściwie jest tym samym. Chodzi o to, że oczekujemy innej reakcji na siebie i swoje działania.

Najtrudniejsze zmiany dotyczą światopoglądu – tego za kogo się sami uważamy i w co wierzymy. Ale w końcu dlaczego mamy całe życie mieć te same poglądy, również na te najważniejsze sprawy? Zmieniamy ubrania, zmieniamy mieszkania, ba – nasze ciało się zmienia. Dlaczego więc również w kwestiach Boga czy wiary mamy tkwić w poglądach, jakie nam wpojono, gdy byliśmy małymi dziećmi? Przecież dochodzą nowe fakty, nowe interpretacje i nowe spostrzeżenia. Nie daj sobie wmówić, że ktoś, choćby nie wiem jakim znanym, podziwianym i szanowanym człowiekiem był, że tylko on ma monopol na mądrość i władny jest mówić, co mamy myśleć i robić. Jeżeli działasz zgodnie z boskimi zasadami – to znaczy pełen bożej miłości, mądrości i mocy, zgodnie z Najwyższym Dobrem, robiąc to co jest korzystne zarówno dla Ciebie jak i dla innych, to zawsze działasz dobrze i Bóg Cię wspiera obdarzając wszystkim, co Ci aktualnie potrzebne. Tutaj oczywiście warto zaznaczyć, że wraz ze zmianą następuje pełniejsze rozumienie – również tak podstawowych pojęć, jak miłość czy szczęście, albo dobroć. Dlatego Twoje rozumienie tych spraw będzie się różnić od rozumienia, które posiadają osoby nie zainteresowane zmianą na lepsze. Szanuj ich stanowisko, ale nie ulegaj namowom innych, byś „był taki jak zawsze” czy też „nie wygłupiał się”. Jeżeli szczerze czujesz, że robisz coś z głębi serca, będąc w pełni przekonanym, że to jest dobre dla Ciebie i nikomu nie szkodzi, to zrób to. Żyj mądrze korzystając ze wszystkich swoich wrodzonych cech, predyspozycji i zdolności. Odkrywaj je i rozwijaj. Po to tu jesteś, aby odkrywać i tworzyć samego siebie, zgodnie z bożym planem.

Ktoś mądry zauważył, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja również ułożyłem podobny aforyzm: Jego punkt widzenia był dziurką od klucza. Postrzeganie zależy od naszej wiedzy, predyspozycji, umiejętności, doświadczenia, mądrości, inteligencji, poczucia humoru, relacji z samym sobą, otoczeniem, ludźmi, Bogiem, przyjaciółmi itd. W zasadzie można powiedzieć, że zależy od wielu czynników. Zależy od tych czynników, których jesteśmy świadomi i od tych, które sobie dopiero uświadomimy.

Zwrócenie uwagi na to, co powoduje, że nasze postrzeganie się zmienia uświadamia nam, że wraz ze zmianą w którejkolwiek ze sfer mających wpływ na nas i nasze postrzeganie siebie, świata, zjawisk zachodzi również zmiana w naszym postrzeganiu. Oczywiście, nie od razu zmienia się to w dużym stopniu. Stopień zmiany zależy od ważności danego czynnika, który się zmienił, lub w którym my coś zmieniliśmy.

Ezoteryka uczy – Jak wewnątrz, tak i na zewnątrz. I choć zewnętrze, środowisko jest również ważnym czynnikiem wpływającym na nas i na zmiany, jakie wprowadzamy w swojej osobowości, to decydujące znaczenie ma nasze nastawienie wewnętrzne – nasza własna i wolna wola.

Zmiany, jakie zachodzą w naszym życiu zazwyczaj zaczynają się właśnie od zmiany wewnętrznej – dostrzeżenia czegoś istotnego i podjęcia nowej, lepszej decyzji. To prawda, że często, aby doszło do podjęcia decyzji o zmianie najpierw coś widzimy na zewnątrz. Ale, gdyby wewnątrz nas – w naszym umyśle nie było tej mądrości, która rozpoznaje to, co chcemy zmienić, to zewnętrzny czynnik nie miałby na nas żadnego wpływu. Dzięki takiemu spojrzeniu możemy stać się świadomi prawdy o tym, że to nasze własne wewnętrzne postrzeganie odpowiedzialne jest za wszystko. To powoduje, że odzyskujemy moc zmiany, albowiem moc zmiany zawsze jest wewnątrz nas. Dopóki czekamy tylko i wyłącznie na to, aż czynniki zewnętrzne ułożą się po naszej myśli, możemy czekać długo. Z chwilą jednak, gdy wychodzimy z inicjatywą, wszechświat i nasza podświadomość jakby zauważają to i mówią sobie „oho to jest dla niego ważne, no dobrze, pomóżmy mu urzeczywistnić jego pragnienie zgodnie z bożym planem”. I wtedy wydarzenia często układają się bardzo pomyślnie. Poza tym nasze działanie pogłębia w nas wiarę w osiągnięcie celu. Dajemy również Bogu znać, że oto jesteśmy gotowi. Idziemy i…reszta należy do Niego. Jest taka anegdota. Do znanego z pobożności rabina przyszli okoliczni rolnicy z prośbą, by się pomodlił o deszcz, bo od miesiąca nie padał w tej okolicy i pola ze zbożem zaczynały wysychać. On ich wysłuchał i zapytał; Wierzycie, że moja modlitwa sprawi, że Bóg ześle deszcz? O tak Rabi – odpowiedzieli. On im na to odparł – nieprawda. Gdybyście wierzyli, zabralibyście ze sobą parasole.

Zmiana jest częścią życia i kto nie podąża za zmianami na lepsze, marnuje okazje do polepszenia swojego życia i rozwoju. Zmiana jest podążaniem za Boskim Planem każdego z nas. Gdy te zmiany przychodzą naturalnie, łagodnie i swobodnie, a my podejmując je czujemy się radośni i szczęśliwi to zazwyczaj znaczy to, że odnaleźliśmy swoją ścieżkę, swoją drogę wytyczoną dla nas przez Boga i że nią podążamy. Radość, czysta radość jest oznaką, że nasz świadomość jest wypełniona boskimi energiami, że napełniamy się Miłością. Jak jestem radosny kocham siebie i świat, a właściwie samo się kocha. Radość jest przedpokojem Miłości. A może odwrotnie;).

Czy jest jakiś kres zmian? Na tym planie przejawiania się jest to oświecenie. A co będzie dalej? Może kolejna zmiana i rozwój. Podążając w stronę pełnego poznania Boga z pewnością się dowiesz. Do zobaczenia u celu.

Życzę Ci, aby wszelkie zmiany w Twoim życiu były na lepsze i szybko się realizowały zgodnie z Najwyższym Dobrem Twoim i innych. Tego samego życzę sobie:)

Artman

Każdy uśmiech – Jakub „Qba” Niegowski

Uśmiech to znak nie tylko tego, że jest u nas dobrze, to także symbol życzliwości i sympatii, który daje sygnał innym „jest dobrze” i tym samym może szybko nakręcić bardzo pozytywną atmosferę i ułatwić wiele rzeczy.

Uśmiech powinien być tak naprawdę jedną ze sztandarowych rzeczy zaliczanych do elementów rozwoju duchowego. I choć życzliwość i pomoc innym wiele szkół duchowych zalicza w poczet elementów rozwojowych, jakoś rzadko się teraz słyszy po prostu – uśmiech.

Dlaczego? To przecież najprostsze co możemy zrobić, a często szalenie skutecznie podnosi nas i naszych bliźnich na duchu.

Oczywiście ktoś może powiedzieć – a z czego tu się cieszyć, nie mam powodów by się uśmiechać. Ale prężcież nasze postępowanie i reakcje determinują w dużej mierz nasz dalszy los. Podobne przyciąga podobne. Skoro jesteśmy naburmuszeni i zdołowani, to w efekcie dostajemy tylko więcej powodów do naburmuszenia i dołowania. Uśmiech może nas uwolnić, zwłaszcza poparty specyficznym wewnętrznym rozweseleniem.

Oto małe ćwiczonko:

Stań przed lustrem, lub postaw sobie mniejsze lusterko na stole, ale takie, w którym swobodnie będziesz widział całą swoją twarz. Uśmiechnij się do siebie. Popatrz sobie głęboko w oczy, uśmiechnij się i powiedz do osoby w lustrze coś miłego. Może być w myślach, może być na głos, jak uważasz, że będzie lepiej tak zrób.

Jeżeli masz problem z uśmiechaniem się do siebie i mówieniem do lustra pozytywnych miłych rzeczy, to znak, że masz fatalną samoocenę i wtedy koniecznie trzeba nad nią popracować.

Przyjmijmy jednak, że umiesz mówić sobie komplementy do lusterka.:) Uśmiechasz się i co? Długo Ci zajęło nim poprawił Ci się choć trochę nastrój? Prawdopodobnie zmianę na lepsze odczułeś niemal natychmiast.

Tak samo działa to z innymi ludźmi – wystarczy jeden życzliwy uśmiech, a wewnętrzne napięcia zaczynają ustępować, ludzie się rozluźniają i łatwiej im jest przywołać u siebie jakieś pozytywne myśli, które zastąpią dotychczasowe dołowanie i napięcie.

Oczywiście nie zawsze jeden uśmiech wystarczy by rozwiązać czyjeś problemy i pozbawić go stresu, aż tak dobrze to niema, ale częste uśmiechnie się do siebie wydatnie pomaga ludziom lepiej radzić sobie z rzeczywistością i swoim życiem.

Pewien człowiek powiedział kiedyś: „Życie jest podobne do lustra: Jeśli się do niego uśmiechasz, jest piękne, gdy spozierasz na nie z ukosa, staje się nie do wytrzymania.”

W Internecie nie możemy się uśmiechać do siebie, ale możemy napisać coś miłego, pozytywnego. Możemy komuś napisać np., że podoba nam się to, co robi, że cieszymy się i jesteśmy wdzięczni. Możemy w jakiś inny sposób wyrazić swój entuzjazm. To nie jest nieważne. To jest szalenie ważne i czasem decydujące dla spraw wagi ogromnej.

Dlatego zachęcam, uśmiechajcie się do ludzi, a jeśli nie możecie, piszcie im to, co normalnie przekazalibyście w życzliwym uśmiechu.

W ten prosty sposób czynimy świat lepszym!

Miłość do drugiego człowieka może być tak łatwo wyrażona, wystarczy malutki wysiłek poruszenia kilkoma mięśniami twarzy i jedna pozytywna myśl wysłana do kogoś – efekt jest zaś przepotężny! I może to właśnie dlatego ludzie uśmiechają się tak rzadko, gdyż z jakiegoś powodu nie chcą sięgać po tak potężną i prostą zarazem technikę. Miast tego wolą skomplikowanymi metodami próbować, ale tylko próbować, naprawiać swoje życie, zamiast się uśmiechnąć..

Pamiętajcie więc o tej wielkiej mocy którą posiada każdy jeden człowiek. Każdy posiada tak silne narzędzie, tak dużą moc, a im bardziej świadomie jej użyje, tym bardziej niesamowite rzeczy się dzieją! Jakie? Eksperymentujcie i sprawdzacie sami. :) Niema nic równie łatwego jak pradawna, Boska technika – Uśmiech. :)

Jakub „Qba” Niegowski

www.jakubniegowski.pl

…o Bogu i Holendrze, naukowo

W zwartym idąc szyku, wdałem się w interesującą dyskusję z pewnym bardzo przejmującym, dynamicznym i młodym duchem Holendrem. Nic nie mam do Holendrów, a wprost przeciwnie – jest to kolejny reprezentant tego małego i nieco przynudnawego (za wyjątkiem Amsterdamu) kraju, który pojawił się ostatnio w moim życiu, wnosząc sporą dawkę wszelakiej maści inspiracji, które rozpinały się na skali we wszystkich kategoriach: od „zamęt” do „wow, niesamowite”. Przykładowo, pochwalę się, że nauczyłem się już dwóch słów w inszym języku – klasycznie, pierwszym było „k^&wa”, drugim „dziękuję bardzo”. Jednakże, nie o język tutaj chodzi – taka inspiracja byłaby zdecydowanie zbyt wątła i cherlawa, aby tworzyć z niej sensowny artykuł, nieprawdaż, Szanowny Czytelniku? ;)

Tak więc, siedzieliśmy sobie w trójkę – ja, ów Holender i jeszcze jeden reprezentant kraju nad Wisłą (który gra, co prawda, od dłuższego czasu w drużynie kangurów) w kajucie na pięknym, ponad 30 metrowym skunerze, rozmawiając na tematy wszelakie i w pewnym momencie rozmowa – a jakże – zjechała na sprawy religijne. Nie powinienem się dziwić, w końcu, była to niedziela, dzień Pański. Zapytany przyznałem zgodnie z prawdą że nie jestem za grosz religijny, kulturalnie przemilczając fakt duchowych poszukiwań i zainteresowań, bo końcu, z religią mają one nic wspólnego. Ośmielony tym faktem Holender bez kozery opowiedział swoje spotkanie z pewnym biskupem, któremu wypalił: „trzeba być idiotą aby wierzyć w takie bajki jak w istnienie Boga, nie ma żadnych naukowych dowodów na to, że Bóg istnieje”.

Zastanawiacie się, jak Elijah zareagował na takie stwierdzenie? W końcu, widziałem czy doświadczałem niejedną rzecz, która klasyfikuje się w kategorii „cudów” niemalże, od egzorcyzmów, poprzez kontakty ze zmarłymi, trafne proroctwa, życie przez kilka lat bez jedzenia, poprzednie wcielenia, niezwykłe uzdrowienia, itd. itp. W rzeczy samej, spodziewać się można, że biorąc pod uwagę powyższe, powinienem zdecydowanie zaoponować. Tymczasem, przyznałem mu całkowicie rację. Ano faktem jest, że nie ma najmniejszych dowodów na istnienie Boga i naukowo nie dowiedziono jego istnienia. Faktem też jest, że mimo, że widziałem rozmaite cuda, to nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że na 100% mają one coś wspólnego z Bogiem. Faktem także jest, że naukowo nie dowiedziono jeszcze wielu innych rzeczy, np. teorii ewolucji – dlatego też, to co wyprodukował Darwin nadal nazywane jest tylko „teorią”. Co więcej, rzeczy, które domagają się naukowych dowodów, jest bowiem cała masa.

To jeszcze nic: ciekawszą jednak sprawą jest, że tak samo, jak nie ma żadnego dowodu naukowego na istnienie Boga, nie ma też ŻADNEGO naukowego dowodu na to, że Bóg nie istnieje. Musimy jasno zdawać sobie sprawę, że większość dyskusji i argumentów logicznych niezbicie „udowadniających” nieistnienie Boga, pokazuje jedynie błędy w filozofii i logice rozmaitych religii i Jego religijnych interpretacji czy koncepcji. Tymczasem religie to jedynie produkty współczesnej cywilizacji, który starał się, na miarę swoich skromnych i ograniczonych możliwości, zinterpretować pewne ponadczasowe zjawiska. Bardziej jednak niż to, religie powstawały jako systemy scentralizowanej władzy, mające na celu dominację wybranej grupy ludzi (kapłanów, biskupów, rabinów, „wtajemniczonych”, itd) nad prostym ludem i przejęcie kontroli nad nim. Aby to zrozumieć, wystarczy IQ > 110 oraz nieco czasu poświęconego na studiowanie historii Kościoła Katolickiego czy też dowolnie innej wybranej religii. W< każdej praktycznie znajdziemy gnioty, logiczne sprzeczności, politycznie ustawiane dogmaty czy wyssane z palca wierzenia – i to właśnie one, a nie Bóg, stają się celem ataków rozmaitej maści spekulantów, z których duża część nie zauważa różnicy, że religia ze swoimi interpretacjami i Bóg to dwie bardzo odrębne rzeczy.

Ponieważ jednak temat religii jest tak samo pasjonujący jak mój holenderski („k^&wa”, „dziękuję bardzo”), wrócę do tematu głównego. Jako że nie można naukowo udowodnić jego istnienia ani jego nieistnienia, to matematyczne prawdopodobieństwo istnienia Boga wynosi dokładnie 1/2, czyli 50%. Czyli, że masz 1 na dwie szanse, że Bóg istnieje. Biorąc pod uwagę takie duże statystyczne prawdopodobieństwo wygranej, trzeba być co najmniej dziwnym aby nie obstawiać jego istnienia. Co gorsza – grałeś kiedyś w Totolotka? Szansa wygrania głównej nagrody wynosi tam 1 do 13,983,816, czyli masz szansę jedną na prawie 14 milionów, że wygrasz główną nagrodę. Jeśli zatem kiedykolwiek wysłałeś kupon Totolotka z wiarą w wygraną (1 do 14 milionów) zaś jednocześnie nie wierzysz w istnienie Boga (szansa 1 do 2), to jesteś w najlepszym wypadku matematycznym kaleką, w najgorszym zaś, hmm, może to przemilczę, bo przychodzą mi same niecenzuralne słowa na myśl, a i tak już zbyt dużo poprzeklinałem w tym artykule ;)

Zostawiając to, jak zwykle, samodzielnemu przemyśleniu, matematycznie polecam wiarę w Boga (Jezu, ale nie w religie, „ku^&a”, „dziękuję bardzo”). Jeśli istnieje, to wybaczy ci te błędy w myśleniu, a jeśli nie, to i tak niewiele tracisz – mniej, niż wysłanie kuponu Totolotka. ;-)

Pozdrawiam,

Elijah

Dlaczego wciąż zadaję pytania?

Kolega zapytał mnie dlaczego w moich artykułach wciąż zadaje pytania, dlaczego coraz mniej piszę o sobie i jak to było ze mną w opisywanych przeze mnie sprawach. Pytania zadaję dlatego bo nie mam na nie jednoznacznej odpowiedzi, tzn nie mam takiej odpowiedzi, która przelana na słowo pisane, miałby jakiś sens. Mam odpowiedzi w sobie, są to moje odpowiedzi, dotyczą tylko mojej osoby i mojego życia. Nie widzę większego sensu w zalewaniu innych moimi odpowiedziami, podpowiadaniu tego co jest prawdą a co nią nie jest. Moje odpowiedzi są moją prawdą i nie muszą być prawdą innych. Nie chcę też być kolejną osobą serwującą innym zewnętrzną prawdę, prawdę innych ludzi, czy wiedzę książkową.

Jest tyle książek, mają w sobie tyle wiedzy. Nie wiem czy jestem w stanie napisać coś nowego, coś o czym nikt inny wcześniej by nie napisał. Dla mnie osobiście napychanie kolejnymi porcjami wiedzy przynosi więcej szkody niż pomocy.

Tak dla przykładu: Miałam ostatnio klientkę, która przyszła po pomoc, ale nie pozwalała sobie pomóc. Ta dziewczyna miała niesamowitą wiedzą, wyglądało na to że przeczytała wiele, wiele książek. Na każde moje pytanie odpowiadała, że ona o tym wie, czytała o tym i że to jej na pewno nie dotyczy. Ani razu nie podjęła wysiłku, by odpowiedzieć na pytania które zadawałam. Ani razu nie pokusiła się o poczucie odpowiedzi. Ona te odpowiedzi wymyślała, pomagając sobie nabytą z książek wiedzą. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że każde przeczytane mądre słowo, stanowiło kolejną cześć zbroi w którą się odziała. Właśnie tak postrzegam wszystkich oczytanych. Mają tak wiele wiedzy, nabytej mądrości książkowej, tak wiele informacji, że praktycznie niemożliwym staje się przebicie przez skorupę którą sobie z tej wiedzy utworzyli. Ta wiedza jest jak sterydy dla ich umysłu, napędza go, pozwala dyskutować, odpowiadać na każde pytanie, zagłuszając odpowiedzi serca.

Zadaję tyle pytań dlatego, bo uważam że serce automatycznie odpowie na każde pytanie. Możliwe, że nie odpowie pełnym zdaniem, a zrobi to tylko za pomocą impulsu. Możliwe, że chwile potem umysł będzie się starał zagłuszyć ten impuls kontrargumentami, przykładami, sprzeciwem w każdej postaci. Ale sam fakt że pojawił się impuls z serca jest bardzo znaczący. Mam też nadzieje, że im więcej jest pytań, tym bardziej znudzony będzie umysł, tym mniej będzie mu się chciało odpowiadać, a serce i tak odpowie pyknięciem czy impulsem. Wierze w to, że w pewnym momencie, tych pyknięć serca będzie tak dużo, że umysłowi nie da się tego zagłuszyć.

Przyznaję, że praktycznie zaprzestałam czytania literatury duchowej. Tylko kilka książek wciąż czytam i to z wielką namiętnością i które to książki są jak balsam dla mojego serca. Przy tej właśnie okazji chciałabym polecić książki Władimira Megre „Anastazja”. Jest to seria, na razie ośmiu książek, napisana bardzo prostym językiem, opisująca proste rzeczy i zjawiska. Od razu mówię, że książki te nie dają żadnej pożywki umysłowi i dlatego wiele osób poszukujących kolejnej porcji czystej wiedzy, te książki odrzuca.

Serię tą poleciłam praktycznie każdej znajomej osobie i czasem zaskakiwały mnie informacje zwrotne które od nich otrzymywałam. Ktoś tam nie przeczytał książki bo nie podobała mu się okładka. Inna osoba w księgarni otworzyła książkę na przypadkowej stronie i przeczytała kilka zdań i te zdania nie miały dla niej sensu, wiec zniechęciła się do książki. Jeszcze ktoś przeczytał ostatnią cześć i nie za bardzo ją rozumiał. Ja osobiście dostałam tę książkę na urodziny i musiało minąć kilka miesięcy zanim po nią sięgnęłam. Myśli, które miałam a które powodowały te opóźnienie, były niesamowite. Tak, jakby mój umysł podpowiadał mi, że książka jest do niczego i że nie warto po nią sięgać. Tak samo jak, moim zadaniem, umysły tych innych osób kazały im osądzać książkę po okładce lub kilku zdaniach wyrwanych z kontekstu. Tak często umysł zrobi wszystko aby nie dopuścić do nas tego, czego na prawdę potrzebujemy.

Ważne też aby, po przeczytaniu tych książek czy ich fragmentu, zadać sobie pytanie o to jak się czujesz po jej przeczytaniu, a nie o to co o tej książce myślisz. Gdy zadasz pytanie o to, co myślisz to skontaktujesz się z opinią twojego umysłu na ten temat. Zadaj sobie wiec pytanie o to jak się czujesz po przeczytaniu? Czy czujesz się inaczej niż przed tym jak do tej książki zasiadłeś? Jakie uczucia w tobie zagościły?

Czasem jeszcze znajomi podsyłają mi fragmenty książek czy przekazów, które na nich zrobiły wielkie pozytywne lub negatywne wrażenie. Muszę przyznać, że treść tych przekazów mnie zaskakuje i to dość negatywnie. Nie tylko ja zauważam, że przekazy coraz częściej nie przekazują prawdy. Najczęściej dają ludziom kolejny powód by szukać przyczyny swoich nieszczęść w innych.

Sama jeszcze nie dawno tłumaczyłam przekazy Tobiasza i wciąż dźwięczą mi w głowie zdania o tym, że bierzemy na siebie myśli i problemy innych. Gdy wtedy tłumaczyłam ten tekst, to wydawało mi się to takie piękne. Było tym czego potrzebowałam – zapewnieniem, że moje problemy nie są moimi problemami, że zawinił ktoś inny a ja jestem tylko ofiarą. Jestem ofiarą tego kogoś albo ofiarą tej części mnie, która zdecydowała się wziąć problemy innych na siebie. Z myślą, że jestem ofiarą, że mam na sobie problemy innych, niewiele mogę zrobić. Mogę powiedzieć, że chciałam podoświadczać problemów innych związanych z brakiem pracy czy z biedą, ale czy jest to powód dla którego nie mam teraz pracy czy też jestem biedna? Jeśli faktycznie nie mam pracy i cierpię biedę, to czyj to jest problem? Innych czy mój? Jeśli rzeczywiście wzięłam od innych jakiś ich problem – przykładowo biedę – to zrobiłam to tylko dlatego, że miałam w sobie zapotrzebowanie na ten stan. Przyciągnęłam tę biedę, bo moje wewnętrzne ograniczenie, przyciągnęło te zewnętrzne ograniczenia. Nie jest w stanie przyjść do nas nic, na co nie mamy wewnętrznego zapotrzebowania.

Ostatnio otrzymałam interesujący fragment o tym, że często negatywne myśli które słyszymy w głowie są myślami które ktoś inny o nas myśli. Niestety w tej dziedzinie wciąż nic się nie zmieniło: jeśli masz w głowie negatywne myśli czy uwagi na swój to, są to twoje myśli na twój temat. Za każdym razem gdy wmawiasz sobie, że ta negatywna myśl o tobie jest tym co ktoś inny o tobie pomyślał, odbierasz sobie tym szanse na dowiedzenie się czegoś o sobie. Masz w swojej głowie negatywną informację na swój temat, więc możesz się tym zająć, coś z tym zrobić. Wtedy kiedy te informacje nazywasz myślami innej osoby o tobie – to nie wiele możesz z tym zrobić – bo nic nie da się zrobić z tym co ktoś inny o tobie myśli i zapewne do końca życia będziesz wysłuchiwać tych negatywów.

Ciekawi mnie jedna rzecz: osoby które faktycznie i do końca uporały się ze swoją niską samooceną, nie słyszą w głowie negatywnych myśli na swój temat. Nie mają manii prześladowczej że ktoś inny o nich źle myśli. Ja sama jestem tego przykładem – jestem osobą która miała bardzo niską samoocenę. Dużo czasu zajęło mi pozbycie się jej i nabycie prawdziwej opinii na swój temat. Nie objawia się to tym, że teraz słyszę same pozytywy w mojej głowie albo słyszę w głowie pozytywne myśli innych o mnie. Teraz mam świadomość że nie jestem punktem centralnym myśli innych osób, że nie jestem osobą o której plotkują. Wiem, że ludzie mają ciekawsze zajęcia niż myśleć negatywnie czy pozytywnie na mój temat. Tak samo jak ja mam ciekawsze zajęcia niż myśleć o kimś pozytywnie czy negatywnie. Ja sobie po prostu jestem. Jestem jaka jestem i dobrze mi ze sobą. Ale gdybym zdecydowała się wytwarzać i wierzyć w iluzje, że ludzie o mnie myślą, krytykują mnie, obgadują to wtedy bardzo krótka jest droga od iluzji do rzeczywistości. Wtedy wręcz zmuszałabym innych by o mnie myśleli, moją energia wywierałabym presję, wręcz błagając ich dusze o to by dostarczyli mi to, w co tak usilnie wierzę. Osoba która nie ma lęku przed byciem ocenioną przez innych – nie jest przez innych oceniana.

Kiedyś bardzo chciałam być jasnowidzem, wiedzieć co inni myślą. Teraz wiem, że pragnęłam tego by upewnić się czy myśli innych o mnie, są na prawdę aż tak negatywne jak mi się wydawało. Nawet ludzie którzy mówią, że słyszą co inni myślą, widzą ich myśli czy nastawienie – używają do tego czakry trzeciego oka, czyli czakry myślokształtów. A czym są myślokształty? Czyli wygląda to mniej więcej tak, że osoba jest zanurzona we własnych ograniczeniach i właśnie z tej perspektywy stara się usłyszeć czy zobaczyć co myśli inna osoba. Albo może jeszcze inne porównanie: to wygląda tak jakby osoba która stara się poznać myśli innych, miała na nosie magiczne lustrzane okulary, które pozwolą jej poznać tylko te myśli, które są lustrzanym odbiciem tego co ta osoba ma w sobie. Czy jest możliwe, że ta osoba usłyszy to co naprawdę jest tym co druga osoba myśli, czy tak naprawdę dostrzega swoje własne ograniczenie w głowach innych? Jedynym „mechanizmem” pozwalającym poznać prawdę drugiego człowieka, jest serce. Serca nie da się zmanipulować aby powiedziało nam rzeczy, które chcemy usłyszeć, aby pokazało nam rzeczy, myśli które na nasze własne żądanie będą nas krzywdzić.

Jak czujesz, co inni o tobie myślą? Jaki masz dowód, że ludzie faktycznie tak o tobie myślą? Czy może jednak są tam twoje myśli na twój temat? Często tak długo pracujesz nad sobą, nad swoją samooceną, aby była w końcu pozytywna? Czy myślisz, że jeśli twoja praca nad tym trwa już miesiąc, rok, dekadę to znaczy że twoja samoocena już jest pozytywna, a te myśli które słyszysz nie mogą być twoje ze względu na twoją pracę nad tym tematem? Czy na pewno? Czy może jeszcze, po prostu, do końca nie rozprawiłeś się z jakąś negatywną myślą na swój temat? Jakie masz korzyści z tego, że według ciebie inni o tobie myślą, rozmawiają? Czy czujesz się przez to osobą wartą zainteresowania – bo inni o tobie myślą, nawet jeśli to myślenie jest negatywne? Czy czujesz się osobą kontrowersyjną – bo wydaje ci się, że ludzie myślą o tobie negatywnie? Czy czujesz że jesteś widoczny i zauważalny dla innych, bo wydaje ci się że o tobie myślą? Kiedy będziesz gotowy poczuć się osobą interesującą, nawet jeśli inni nie dają ci dowodów na to, że się tobą interesują? Kiedy poczujesz się interesujący tak po prostu? Interesujący dla siebie a nie dla innych?

Dlaczego, zamiast rozprawić się ze swoimi ograniczeniami, pozbawiasz się takiej możliwości mówiąc, że to są ograniczenia innych, myśli innych, opinie innych? Przecież jeśli masz je w sobie, to one są przede wszystkim Twoje.

…o miliardach unikatowych Wszechświatów

Nic tak nie inspiruje jak butelka wódki zagryziona czosnkową kiełbasą. Tudzież klasycznie można zamiast tego sięgnąć po śledzia. Do składników podstawowych należy też zaliczyć doborowe towarzystwo, które nie wylewa za kołnierz, najlepiej sprawdzone, doświadczone i zaprawione w bojach. Ważne jest też w miejsce – w końcu nie wszędzie można prowadzić głębokie, natchnione alkoholem dyskusje o sztuce, sensie życia czy polityce. I w taki oto idealny sposób można uczcić kolejny weekend po całym szarym tygodniu pracy.

Konsternacja? Przecież miało być o świadomości?

No i jest. Oto wizja jednego ze Wszechświatów, który jak przypuszczam jest znany – w mniej lub bardziej zbliżonej wersji – szanownemu Czytelnikowi. Oczywiście, taki Wszechświat niekoniecznie musi być moim ani twoim doświadczeniem. W zasadzie, to osobiście nigdy w taki sposób nie „świętuję” weekendu. Mój świat, widziany moimi oczyma wygląda zupełnie inaczej niż kogokolwiek innego na tej planecie, dla mnie nie ma szarych dni, nawet szarość jest unikatowa! I tutaj dochodzimy do bardzo ciekawego paradoksu – żyjąc w tym samym świecie a nawet w tym samym kraju czy mieście, będąc przedstawicielami tego samego gatunku, porozumiewając się w podobny sposób – w zupełnie indywidualny sposób odbieramy rzeczywistość. Właściwie to tworzymy ponad sześć miliardów unikatowych Wszechświatów!

Wiele osób sili się na indywidualność, chce wyróżnić się z tłumu, z masy, ze społeczeństwa. Tymczasem, jedyny wysiłek jaki należy zrobić, to zwyczajnie zrozumieć, że już jesteś zupełnie wyjątkową i niepowtarzalną istotą, unikalnym dziełem w skali całego Kosmosu, ba, w skali całego Wszechświata – tego i wszystkich innych które istnieją!

Wiele rzeczy o tym świadczy:

– twoje ciało – jest unikatem na skalę światową, nie ma drugiej całkowicie identycznej osoby, twój wzrost, waga, budowa, rysy twarzy, kolor oczu, barwa głosu – to wszystko jest niepowtarzalną we wszechświecie i wyjątkową kombinacją, która ciebie tworzy

– twoje linie papilarne są kompletnie unikatowe – nie ma nikogo, kto miałby takie same na świecie, ale o tym chyba nie muszę wspominać? ;)

– połączone z twoim ciałem imię i nazwisko to jedyna kombinacja na świecie

– w miejscu i czasie w którym rodziła cię twoja mama – nie urodził się żaden inny człowiek; ok, może inne dzieci rodziły się gdzieś obok, ale łóżko na którym pojawiłeś się na świecie należało wówczas tylko dla ciebie :)

– twoi rodzice – nawet jeśli dzielisz je z rodzeństwem – są niepowtarzalni, większość z 6 miliardów ludzi na świecie ma innych rodziców ;)

– twój dom – podobnie jak rodzice, jest wyjątkowym miejcem, praktycznie cała reszta populacji mieszka gdzie indziej ;)

– twoj pokoj – nawet jesli wisi w nim plakat, ktory ma 100000 innych ludzi i mebel z Ikei, ktory jest w milionach innych domow – to kombinacja i układ tych elementów jest zupełnie niepowtarzalnym efektem twojej inwencji twórczej

– cokolwiek stworzysz, jest tylko i wyłącznie twoim niepowtarzalnym dziełem; nawet jeśli kradniesz czyjeś dzieło – to kradniesz to wyjątkowy i niepowtarzalny sposób ;)

– twoi znajomi – napotkałeś na swojej drodze życia taką grupę osób, której w takiej kombinacji nie spotkał nikt inny

– twoje rozmowy z ludźmi – są całkowicie niepowtarzalne! Nikt na świecie nie przeprowadził ani nigdy tego nie zrobi, identycznej rozmowy jaką ty przeprowadziłeś z kimkolwiek – każda rozmowa jest wyjątkowa, dzieje się w specyficznym miejscu, obierasz ją na swój wyjątkowy sposób i przeżywasz w jej trakcie wyjątkowe, specyficzne dla ciebie emocje, nawet – jeśli jest obecny w tym samym miejscu!

– ciasto, które upieczesz – nawet jeśli skorzystasz z przepisu który zna cały kraj, to proporcja składników, twój wysiłek, naczynia z których skorzytasz, miejsce przyrządzenia i czas jest niepowtarzalnym zjawiskiem w skali wszechświata :)

– chleb, który w życiu zjadłeś był zjedzony tylko i wyłącznie przez ciebie – nikt inny nie zjadł go przed tobą ani nie zje po tobie ;)

– podobnie jak i reszta jedzenia czy napojów ;)

– i jak myślisz – ilu ludzi na świecie jest w tej chwili ubranych dokładnie tak samo jak ty? Nawet jeśli mają rzeczy tej samej marki, to myślisz, że noszą w tej chwili taką samą bieliznę czy buty? ;)

– zauważyłem kiedyś, że moje buty, z racji sposobu w jaki chodzę, ścierają się w dość unikatowy sposób, będący kombinacją kształtu mojej stopy, stylu chodzenia, wagi oraz podłoża! Podobnie jest i z tobą – twoje buty, ubiór i wszystkie rzeczy z których korzystasz zużywają się w wyjątkowy i niepowtarzalny sposób! :)

– twoje myśli – nawet jeśli myślisz podobnie w niektórych tematak jak twoi znajomi, to suma myśli i poglądów jest zupełnie unikatowa i w sposób wyjątkowy tworzy twoją osobowość

– twoje lęki też są wyjątkowe – nawet jeśli boisz się pająków czy węży podobnie jak inni, to sposób, miejsce i czas przeżywania tego strachu jest dla ciebie całkowicie wyjątkowe i niepowtarzalne

– twoje pasje są unikalne – cokolwiek robisz, robisz to i rozumiesz w wyjątkowy, specyficzny i wyłącznie twój sposób

– twoje plany – nawet jeśli dzielisz je z innymi ludźmi, są wyjątkowe i realizujesz je w unikatowy sposób

– kombinacja plików w twoim komputerze jest unikatowa ;)

– czas w którym żyjesz jest całkowicie niepowtarzalny! Zatrzmaj się na chwilę, oderwij wzrok od monitora i rozejrzyj się wokoło – jak sądzisz, jak wyglądało dokładnie to miejsce w którym teraz jesteś 100 lat temu? A tysiąc lat temu? Albo, jak wyglądało milion lat temu? Choć rzeczy mogą wydawać ci się zwykłe i codzienne – to jest to unikatowe miejsce dla całego Wszechświata, które się nie powtórzyło w przeszłości ani też nie powtórzy w przyszłości!

I teraz się pytam – gdzie ta nuda i szarość? Zmień swoje spojrzenie na życie, gdyż jesteś niepowtarzalną, wyjątkową i specjalną istotą doświadczającą życia w swój unikatowy sposób, podobnie jak pozostałe 6 miliardów ludzi! I być może wkrótce opuścisz ten świat, właściwie, opuścisz go na pewno, śmierć jest nieuniknioną częścią Życia. I nawet jeśli wydaje ci się, że nie zrobiłeś niczego specjalnego, niczego niezwykłego – to wprost przeciwnie, mylisz się – przeżyłeś życie w wyjątkowy, zupełnie unikalny dla ciebie i całego Wszechświata sposób!

Pozdrawiam serdecznie –

unikat pt. Elijah :)

www.elijah-blog.info

Moja desidreata – Confiable

Krocz spokojnie pośród zgiełku i pośpiechu, pamiętając jaki spokój można znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.

Prawdę swoją wypowiadaj jasno i spokojnie. Słuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.

Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.

Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Źródłem radości niech będą dla Ciebie zarówno twoje osiągnięcia jak i plany.

Wykonuj swą pracę z sercem, jakakolwiek byłaby skromna, jedynie ją posiadasz w zmiennych kolejach losu.

Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.

Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.

Przyjmuj spokojnie to, co przynoszą ci lata, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.

Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się jednak tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.

Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie – wszechświat bez wątpienia jest taki, jaki być powinien.

Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się trudzisz i jakikolwiek są twoje pragnienia, w zgiełku życia pozostań w zgodzie ze swą duszą.

Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.

Bądź uważny. Staraj się być szczęśliwy.

– 1927r. Dezyderata, Max Ehrmann.

——————————————————————-

Życie bez zmartwień

Każdy z nas czasem się martwi; nieraz martwienie się daje pożytek (jeśli myślimy nad tym co wymaga przemyślenia), częściej jednak martwienie się jest złym nawykiem, myśleniem nad czymś czego nie zmienimy, denerwowaniem się, traceniem nerwów i czasu.

Jak przestać się martwić?

* Pogódź się z najgorszym możliwym scenariuszem. Wyjdź z przegranej sytuacji; zadaj sobie pytanie: „Ile mogę teraz zyskać jeśli się postaram?”, zamiast „Ile mogę stracić jeśli się nie postaram?”. Jeśli postawisz problem z perspektywy „ile mogę zyskać?”, nie będziesz się martwić o ewentualną utratę (z którą już się pogodziłeś!), łatwiej przyjdzie Ci koncentrowanie się na działaniu, osiąganiu.

* Pomyśl jakie są szanse, że w ogóle wydarzy się coś czego się obawiasz.

* Jeśli coś się i tak wydarzy (niezależnie od tego co zrobisz) i nie będziesz mieć wpływu jak to się potoczy: NIE MARTW SIĘ. Są ciekawsze i konstruktywniejsze rzeczy do robienia, niż martwienie się tym czego zmienić nie możesz.

Koncentrowanie się na pracy, sukcesach, pozytywach

Patrz w górę, nie w dół. Koncentruj się na wysiłku, pracy, dochodzeniu do celów, sukcesach. Nie na porażkach, trudnościach, upływającym czasie. Z każdej porażki i krytyki wyciągaj lekcje; nie powtarzaj błędów. Nie rozpamiętuj jednak przeszłości – BYŁO – MINEŁO, nie wróci. Zostało już tylko w pamięci.

Patrz w przyszłość – na to co Cię czeka, na to jakie będziesz mieć okazje.

Oddychaj głęboko. Ewolucja wykształciła w nas mechanizm, który powoduje, że przestajemy oddychać w stresie – ukrywając się w krzakach, np. przed niebezpiecznym zwierzęciem, musieliśmy być bezszelestni. Teraz jednak mamy inne zagrożenia; bezdech wciąż jest wywoływany stresem, ale nie pomaga nam radzić sobie z problemami, które go wywołują. Inne czasy, inne problemy, inne metody radzenia sobie z problemami; że wysiłku ewolucji w XX wieku nie zmieniliśmy i wciąż mamy mechanizmy działające nawet u zwierząt, które nie są optymalnym wsparciem w naszej kulturze.

Patrz przed siebie – dosłownie: nie bądź pochylonym, nie patrz w dół, bo wtedy uciskasz tętnice zapewniające dopływ krwi (wraz ze składnikami odżywczymi, tlenem i glukozą) do mózgu. Postawa ciała ma wpływ na to jak się czujesz i kim się czujesz.

Żyj teraźniejszością, carpe diem!

Zbyt często odkładamy życie na przyszłość – „Jak się dorobię to zacznę żyć tak jak chcę”; „Po studiach, gdy znajdę dobrą pracę za granicą i wyemigruje z tego chorego kraju, zacznę żyć, teraz muszę tylko przetrwać”.

Łatwo jest żyć przyszłością, która zawsze będzie dalej niż na wyciągnięcie ręki, a teraźniejszość umyka nam tak szybko iż tego nie zauważamy. Liczymy naiwnie, że za kilka lat na naszym horyzoncie pojawi się coś wspaniałego. Usprawiedliwiamy tym samym własną bezczynność.

Życie jest krótkie; nie odkładaj życia – żyj teraz. Nie mów sobie, że zaczniesz żyć tak jak chcesz od jutra, następnego tygodnia. Zacznij teraz!

Działaj!

„Jesteś znudzony życiem? Rzuć się w jakąś pracę, w którą wierzysz całym sercem; żyj dla niej, umrzyj dla niej, a znajdziesz szczęście, którego nie spodziewałeś się mieć.” – D. Carnegie.

Gdy zdecydujesz się coś zrobić, coś osiągnąć – działaj! Bądź zajęty działaniem, dochodzeniem do swoich celów i marzeń – nie znajdziesz czasu na negatywne myśli (smutek, niepewność, niepokój). Znajdziesz satysfakcję.

Nie szukaj szczęścia – im mocniej go będziesz szukać tym większe nieszczęście znajdziesz.

Wybieraj optymalne rozwiązania

Stoisz przed wyborem jakiejś decyzji? Przeanalizuj ją dokładnie na podstawie wszystkich informacji jakie są Ci dostępne i podejmij na ich podstawie najlepszy – Twoim zdaniem – wybór.

Jeśli później okaże się, że wybór nie był najlepszy: są dwie możliwości:

1. Nie miałeś dostępu do wszystkich informacji lub wystąpił czynnik losowy, którego nie byłeś w stanie przewidzieć – nie martw się więc złą decyzją: podjąłeś najlepszą jaką byłeś w stanie mając dane informacje.

2. Twoja decyzja była błędna, bo źle oceniłeś informacje – pomyśl co dokładnie oceniłeś źle, wyciągnij z tego lekcje na przyszłość.

Nauka z błędów

Czujesz, że w swojej przeszłości popełniłeś mnóstwo błędów, przez to nie jesteś tam gdzie chciałeś dojść?

Życie dało Ci lekcję, nie marnuj jej. Ludzie, którzy na początku swojego życia przypadkiem nie popełnili wielu błędów – popełnią je w przyszłości, tracąc jeszcze więcej. Ty jesteś mądrzejszy o pewne lekcje. Żaden człowiek nie zaszedłby daleko, gdyby nie popełniał błędów – uczymy się na błędach, a kto więcej się nauczył ten jest mądrzejszy i dalej zajdzie. Oczywiście, nie należy powtarzać błędów, ani ich specjalnie popełniać. To nie sama ilość i kaliber błędów nas uczy, lecz lekcja z nich wyciągnięta.

Staraj się też uczyć na cudzych błędach – te nic Cię nie kosztują.

Krytyka innych

Nie krytykuj innych.

Gdy nachodzi Cię chęć krytyki, postaw się w butach danej osoby. Czy na jej miejscu, mając jej możliwości i otoczenie, mając za sobą jej przeszłość i wiedze, zachowywałbyś się inaczej?

Staraj się dawać innym pozytywne informacje zwrotne (np. „Podoba mi się sposób w jaki zaczynasz się uczyć, coraz bardziej systematycznie i z pasją”), zamiast negatywnych („Wciąż uczysz się źle! jak tak dalej będzie to skończysz jako robotnik z łopatą w ręce!”). Negatywne opinie działają negatywnie na drugą osobę: powodują, że traci pewność siebie, wiarę w siebie, energie, poczucie własnego „ja”, wiarę w to, że w ogóle jest sens się starać. Niszczą ją. Obniżają sprawność pracy danej osoby i jej komfort życia. Przy okazji budzą negatywne nastawienie do Ciebie – osoby, od której wychodzą negatywne opinie.

Zostaw krytykę na wrogów, a i na nich szkoda… Twojego czasu.

Pozytywne opinie motywują do lepszego działania („jakbyś tu jeszcze się bardziej starał to już w ogóle byłoby super”, zamiast „wciąż to robisz źle!”).

Jeśli już jesteś zmuszony zwrócić komuś uwagę na błąd: unikaj niekonstruktywnej krytyki („Wciąż to robisz źle!”); staraj się dawać informacje jak dana osoba może się poprawić („Gdybyś tutaj jeszcze trochę to usprawnił to już by było super””).

Gdy jesteś zmuszony skrytykować, zwrócić uwagę na czyjś błąd, staraj się to zrobić pośrednio, niejako przypadkiem („tu jest OK, tam trochę Ci nie wyszło, ale to nic”), przyznając się, że i Ty popełniasz błędy.

Zamiast też mówić wprost – „Robisz to źle!”, lepiej zadać nieoskarżające pytanie – „Czy nie sądzisz, że można by było to zrobić lepiej?”

Odbieranie krytyki

Ludzie są uczuleni na swoje wady występujące u innych (w skrajnym wypadku, w psychologii, mechanizm ten nazywa się projekcja – wręcz przypisujemy innym nasze wady). Jeśli ktoś Cię krytykuje, popatrz czy on sam nie ma tych wad.

Jeśli ktoś neguje Twoje dokonania, nie wierzy w Ciebie – popatrz czy dana osoba nie uważa tak naprawdę tego o sobie; wyparcie (wyparcie się swoich wad, słabości, złych myśli, etc. do podświadomości) oraz projekcja (nieświadome przypisywanie innym własnych wad lub złych myśli) to jedne z najczęściej używanych mechanizmów obronnych ludzkiej psychiki.

Powodem krytyki bywa też czasami zazdrość – im mocniej odstawiasz innych tym bardziej jesteś narażony na krytykę z zawiści, często mocno przesadzoną, czasami całkiem chybioną.

Zastanów się czy krytyka, której doświadczasz, jest słuszna. Jeśli jest – zastanów się nad tym co możesz w sobie zmienić aby ta krytyka stała się nieaktualna za jakiś czas, abyś był lepszym człowiekiem. Wyciągnij z krytyki lekcje.

Jeśli krytyka jest niekonstruktywna, ale zasadna – również zastanów się czego możesz się z niej nauczyć, co w sobie zmienić.

Jeśli krytyka jest nietrafiona (bo ktoś np. nie zna Twojej sytuacji z bliska, ocenia po mylnych pozorach), nie myśl o niej, zapomnij o niej, otwórz parasol i spraw by spłynęła po parasolu niczym brudny deszcz, a na Ciebie nie kapnęła.

Pamiętaj, że wielu ludzi ma wiele kompleksów i tak mocno zaniżoną samoocenę, że jedyny sposób jaki widzą na poprawienie sobie nastroju, i dowartościowanie się względem innych, jest obniżanie wartości innych (zamiast pracowania nad sobą!), tj. krytykowanie innych, negowanie ich starań i zdolności, wytykanie im błędów, itd. – czerpią satysfakcje z kopania innych; są sfrustrowani, więc nie miej im tego za złe, ale ich krytykę odbieraj z przymrużeniem oka. Ludzie w złości podejmują złe decyzje; agresje kierują nieco na ślepo. Krytyka często jest wyrażana ze złości, a więc rzadko jest w pełni celna i słuszna. I działa jak jad, wirus, który Cię zaczyna niszczyć od środka.

Pamiętaj też, że nikt nie jest idealny i w każdym można znaleźć jakieś defekty, ale należy się skupiać na pozytywach.

Odbierając krytykę skup się na argumentach, pomiń zachowanie i emocje. Wysłuchaj spokojnie krytyki do końca, bez przerywania – daj się komuś wygadać, zachowując cisze i spokój. Gdy skończy – zapytaj spokojnie czy ma jeszcze coś do dodania. Przyznaj, że wysłuchałeś krytyki, niekoniecznie wprost („Rozumiem, że jesteś zatroskany moim zachowaniem i nie podoba się ono Tobie.”).

Jeśli ktoś ma racje – przyznaj to! Jeśli ktoś ma racje tylko w niektórych punktach – powiedz „masz rację z …”.

Jeśli krytykę uważasz za niesłuszną – możesz się z nią zgodzić pośrednio, unikiem, rozładowując emocje osoby atakującej.

– Nie masz zielonego pojęcia jak dobrze jeździć samochodem, zobaczysz: w końcu będziesz mieć wypadek!!!

– Ciężko odmówić Ci racji, że mamy inne style prowadzenia pojazdu.

– Jesteś głupi!!! Nie masz pojęcia co znaczy to słowo! (…)

– Rozumiem Twoje zdenerwowanie. Nie jestem nieomylny. Masz jeszcze coś do dodania?

– Nie posprzątałeś znowu pokoju!!! Jesteś beznadziejnym, chaotycznym bałaganiarzem, nikt inny by z tobą nie wytrzymał!!!

– Przyznaję, że mam ostatnio dużo pracy i nie znalazłem dziś czasu aby zrobić porządek, za co Cię przepraszam.

„Jeśli los podsuwa Ci pod rękę cytrynę – zrób lemoniadę!”

Nie walcz z losem – korzystaj z okazji jakie Ci oferuje; zajdziesz wtedy daleko i szybko, bez większego wysiłku. Jeśli będziesz szedł pod prąd – szybko się zmęczysz i daleko nie zajdziesz. Współpracuj z tym co nieuchronne. Stań się trochę… oportunistą.

Wyciągaj z wszystkiego pozytywne strony, które działają na Twoją korzyść (np. krytyka daje Ci informacje nt. tego co możesz ulepszyć, pozwanie Twojej firmy do sądu da jej darmową reklamę, stanie w korku daje Ci okazję pomedytować, etc.)

Przełamuj swoją strefę komfortu

Wychowałeś się w rodzinie, w której były określone zarobki, był określony komfort życia, określony status społeczny. Życie na tym, określonym, pułapie (i powiedzmy ±25%) jest już Tobie znane, swojskie. Jest to Twoja tzw. strefa komfortu (ang. comfort zone). Jeśli z powodu przeciwności życiowych zaczniesz zarabiać znacznie mniej, będziesz czuć się bardziej niekomfortowo, źle, niż wynikałoby to ze stanu rzeczywistego.

Co jest zaskajujące, to to iż nagła okazja do życia znacznie powyżej tego pułapu również postawi Cię w sytuacji niekomfortowej, nawet do tego stopnia iż np. możesz nieświadomie sabotować swoją rozmowę o dobrze płatną pracę w dobrze prosperującej firmie. Sabotować okazje do lepszego życia.

Taki sabotaż własnych wysiłków, ale także okazji jakie daje Ci życie (np. okazji do umówienia się z kimś atrakcyjnym) jest częsty i zwykle nieświadomy. Z jednej strony czegoś chcemy, z drugiej stawia nas to w sytuacji nieznanej, niepewnej, poza granicami naszego poczucia bezpieczeństwa, a przed tym z kolei usilnie broni nas nasza podświadomość.

Być może jest to mechanizm na stałe wpisany w nasz mózg i w geny: być może przez wieki ewolucji jednostki, które trzymały się sprawdzonych, działających rozwiązań, stałej osady, częsciej przekazywały swoje geny; natomiast osobniki przełamujące granice częściej gineły. Być może to ten sam mechanizm, który powoduje, że mamy lęk wysokości i instynktownie oddalamy się od krawędzi zbocza.

Najlepszą bronią przeciwko nieświadomemu samo-sabotażowi jest zdawać sobie sprawę iż każda nowa sytuacja, jeśli ma szanse znacznie poprawić nasz byt, zbudzi opór w jakieś głębokiej sferze naszego umysłu i może nas pchnąć do samo-sabotażu: wprost (np. poprzez narośnięcie negatywnych emocji i ucieczkę) lub pośrednio (np. poprzez zwiększony stres, który spowoduje iż wszystko zepsujemy).

Relacje z innymi

Nie rób niczego, w kontaktach międzyludzkich, co będzie działać na Twoją niekorzyść (np. nie krytykuj nikogo o ile nie odniesiesz z tego wymiernej korzyści, przy czym sama satysfakcja jest kiepską korzyścią – pewnie minie dużo szybciej niż negatywny stosunek drugiej osoby do Ciebie; nie mów nikomu niczego co pozwoli o Tobie myśleć negatywnie, itd. – o ile nie musisz lub nie odniesiesz z tego większej korzyści niż strat).

Na ogół lepiej powiedzieć zbyt mało niż zbyt dużo; brak informacji o Tobie zwykle działa na Twoją korzyść: np. wywołuje pozytywną ciekawość Twoją osobą.

Zawsze możesz udzielić więcej informacji, lecz wypowiedzianych zdań już nie cofniesz.

Nie krytykuj innych dla samej satysfakcji „dokopania komuś” – to Ci nic nie da na dłuższą metę, a wywoła negatywny stosunek do Ciebie; krytyka wróci do Ciebie niczym bumerang. Wypuść negatywne emocje, nie w kogoś, lecz „w powietrze” czy rzeczy martwe. Z powodu ewolucji człowiek ma m.in. negatywne emocje, ale to nie znaczy, że ma nimi rzucać na prawo i lewo. Nie tłum jednak emocji w sobie, chyba że chcesz mieć nerwicę i depresje.

Nie ukazuj nigdy nikomu swojej niepewności w jakiejkolwiek kwestii. Żadnych trzykropek, żadnego dawania znać, „nie wiem co robić…”.

 

Staraj się nie brać od nikogo żadnych podarków wciskanych Tobie do ręki jeśli nie są (i nie będą) Tobie potrzebne – nie czyń sobie zbędnego długu u innych za coś co i tak wyrzucisz do śmieci.

Gdy komuś wyświadczysz przysługę i usłyszysz „Bardzo Ci dziękuje, jak mógłbym się Tobie odwdzięczyć?” nie przesadzaj z formułkami grzecznościowymi typu „nie ma za co” i „ależ nie masz u mnie żadnego długu”. Dług wdzięczności drugiej osoby może Ci się przydać w przyszłości – nie pozbywaj się go pochopnie.

Nie wywołuj wobec siebie negatywnych postaw i emocji innych.

Bądź skromny; nawet jeśli uważasz, że jesteś w czymś od kogoś lepszy – nigdy tego nie ukazuj, to by tylko zaspokoiło Twoją próżność i nie dało żadnych innych korzyści.

Nie daj nikomu odczuć, że masz słabości, wady, potrzeby. Ludzie cenią i zbliżają się do tych, którzy wydają im się silni, bezproblemowi i radzą sobie z każdą sytuacją. Lgną do takich ludzi nawet nieświadomie – to instynkt nas pcha do tych, którzy mogą zapewnić nam bezpieczeństwo i wsparcie.

Przykład: jest Ci samotno, chcesz się spotkać z przyjaciółką. Nie mów jej jednak: „Jest mi smutno, chciałbym żebyś się ze mną spotkała, znajdziesz dla mnie dzisiaj czas?” bo to da jej do zrozumienia, że potrzebujesz czegoś od niej (co budzi jej negatywną postawę), ujawni Twoją słabość, a także (jeśli się zgodzi z Tobą spotkać) spowoduje, że obydwoje będziecie czuli, że masz wobec niej dług.

Jeśli więc pragniesz się z kimś spotkać, lepiej jest np. powiedzieć: „Dzisiaj będę na rynku, będę miał chwilę czasu. Wiem, że ostatnio masz problemy – może zechcesz ze mną wypić piwo czy kawę i porozmawiać? Jeśli to by Ci pomogło to chętnie się z Tobą spotkam.” – to wywoła pozytywny stosunek do Ciebie i niewymuszoną chęć spotkania.

Innymi słowy: nie tylko ukrywaj swoje wady, potrzeby, słabości, ale wręcz „projektuj” je na innych. Staraj się im pomóc. A oni pomogą Tobie, nawet nie pozwalając Ci zdążyć powiedzieć „pomóż mi”.

Niektórzy ludzie powiedzą Ci, że lubią pomagać, że lubią jak czasem ktoś ich potrzebuje, że wcale nie szukają osób silnych, bez wad, etc. Na poziomie świadomym może tak być, ale jest też podświadomość. Wydaje się nam, że jesteśmy ponad nasze instynkty – możemy je kontrolować, ale nie możemy zniewelować ich wpływu do zera.

Pamiętaj, że słowa nie przekazują myśli w sposób dokładny. Nawet jeśli ktoś mówi, że coś myśli to nie znaczy, że jego podświadomość tak myśli – w podświadomości tkwią w nas zwierzęce instynkty i dążenie do przetrwania m.in. poprzez zbliżanie się do silnych ludzi, bez słabości, którzy są gwarantem naszego bezpieczeństwa. Nasza podświadomość wcale nie jest skomplikowana, dąży do przekazania genów następnym pokoleniom, wyeliminowania innych, słabszych jednostek gdy następuje przeludnienie, itp. Rządzą nią proste zasady i popędy, które mają nadbudowę w postaci naszej świadomości, wpojonych nam zasad, etc.

Czasami jednak warto ukazać swoje słabości, nie te prawdziwe, lecz zmyślone. Niech inni (w tym Twoi wrogowie) gryzą Cię w Twoje dobrze chronione punkty. Niech sobie połamią zęby, Haniu ;-)

Postaw się czasami w butach obcej osoby – w ten sposób znajdziesz się 100 mil dalej nosząc czyjeś buty – (to cytat anonimowej osoby, ale jakże prawdziwy – ludzie są egocentryczni, wiele nauczyliby się o świecie próbując się postawić na miejscu innych, ujrzeć świat ich oczyma).

Jeśli jesteś zmuszony sytuacją (np. podczas rozmowy kwalifikacyjnej) przyznać się do czegoś co działa na Twoją niekorzyść (np. niskie wykształcenie, marna poprzednia praca, etc.) – przyznaj się otwarcie, szczerze, pewnym głosem, nie okazując iż uważasz tego za swoją wadę czy słabość. To jakie Ty masz podejście do danego aspektu Twojej historii, czy osobowości, przekłada się na to jak ktoś inny to odbierze. Jeśli ze wstydem, niepewnym głosem powiesz: „mam tylko średnie… nie udało mi się dostać na studia…” zabrzmisz jak osoba przegrana, niepewna siebie, mierna. Jeśli powiesz pewnym siebie głosem „mam wykształcenie średnie” i np. dodasz „nie miałem czasu na studia, jest w życiu tyle ciekawych zajęć” – wypowiesz dokładnie ten sam fakt, ale tym razem zabrzmi on wręcz jako Twój atut, zaleta.

Nie okazuj przesadnych emocji. Uśmiech? OK. Złość, agresja, smutek? NIE!

Szanuj innych, a sam będziesz szanowany. Szanowanie nie oznacza ulegania. Szanowanie znaczy docenianie czyjegoś czasu, tolerowanie czyichś opinii (nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy, choć mamy też prawo wyrazić własne), nie mówienie „mylisz się” bez podawania argumentów.

Nikomu niczego nie obiecuj.

Popełniłeś błąd w relacji z kimś? Szybko i otwarcie przyznaj się do tego tej osobie. Buduj mosty, nie zostawiaj za sobą zgliszczy.

Słuchaj innych więcej niż mów. Słuchaniem czegoś się uczysz i tworzysz pozytywną więź drugiej osoby z Tobą. Mówieniem zaspokajasz własną próżność.

Wspólnie z kimś doszedłeś do jakiegoś pomysłu? Nie przywłaszczaj sobie tego pomysłu, powiedz raczej, że to pomysł tej drugiej osoby. Lepiej na tym wyjdziesz. Pewne rzeczy, które dajesz innym wracają później do Ciebie z procentem, a dawanie niektórych rzeczy nic Cię nie kosztuje.

Sugerując coś komuś: spraw, aby myślał, że to jego pomysł. Nawet najlepsze pomysły są ignorowane przez innych jeśli są wypowiedziane słowami „Mam ten genialny pomysł! Musimy to zrobić!”. Słowo „musimy” rodzi bunt, awersje. Jeśli zadasz komuś pytanie „Czy nie rozsądnie byłoby zrobić to? Co o tym myślisz?” sprawisz, iż ktoś odniesie wrażenie, że ma wpływ, współudział w danym pomyśle, zaangażuje go to i łatwiej się na niego zgodzi.

Ludzie robią innym na złość i pociąga ich to czego robić nie mogą. Uczynienie danego środka nielegalnym (np. narkotyku) to najsprytniejszy sposób na wywołanie zainteresowania nim. Korzystaj więc z przewrotnej ludzkiej natury. Następujące słowa skierowane do osoby o płci przeciwnej:

„Nie zaurocz się we mnie przypadkiem. Choć pewnie i tak tego nie zrobisz, bo wiem że nie lubisz się pakować w problemy.” są bardzo przewrotne i przebiegłe, a skutek czasami jest odwrotny.

Okaż zainteresowanie drugim człowiekiem – nie ważne czy to śmieciarz czy prezydent – ludzka natura, niezależnie od wykształcenia, statusu i inteligencji, jest próżna. Lubimy gdy inni się nami interesują, w pewnych granicach oczywiście (zbyt duże zainteresowanie może wystraszyć daną osobę).

Uśmiechaj się do ludzi – to budzi sympatie.

Nie używaj słów typu ‚dzięki’ (lecz ‚dziękuje’), nie przeplataj jednego języka z drugim (np. wstawki w j. ang. w wypowiedzi w j. pol.), nie używaj „sh” zamiast „sz”, nie używaj w jednym zdaniu więcej niż 3 znaków zapytania, ani więcej niż 3 wykrzykników!!!!!!! Ogólnie: bądź dbały o mowę i pisownie. Wypowiadaj się wolno – szybkie mówienie kojarzy się z nieprzemyślaną paplaniną. Ludzie oceniają (nawet nieświadomie) po pozorach, a jednym z pozorów jest sposób w jaki się wypowiadasz. Ich ocena Ciebie ma wpływ na Twoją samo-ocenę, a ta na Twoje samopoczucie i produktywność.

Imię człowieka jest zwykle najmilszym słowem jakie dla niego istnieje. Używaj czasami imienia rozmówcy w rozmowie jeśli chcesz, aby obdarzył Cię sympatią i zaufaniem.

Jeśli rozmawiasz z kimś dla egoistycznych celów (tj. np. chcesz by dana osoba Cię polubiła), a nie chcesz wynieść z danej rozmowy informacji dla siebie (lub dana osoba i tak nie wie nic co Cię interesuje): staraj się poruszać tematykę, która interesuje Twojego rozmówce; zaspokoisz tym jego próżność, wzbudzisz sympatie.

Staraj się spowodować, żeby dana osoba poczuła się przy Tobie ważna, wyjątkowa – to wzbudzi jej sympatię do Ciebie. Ale nie przesadzaj i absolutnie nie daj odczuć drugiej osobie, że mocno Ci na niej zależy. No, chyba że w bardzo bliskim związku (partner, którego darzysz miłością).

Ludzie mają tendencje do doceniania tego co jest niedostępne, co nie przychodzi im same do ręki. Gdy komuś na nas mocno zależy – ktoś jest dla nas na wyciągniecie ręki – nie doceniamy tego. Dlatego za nikim nie szalej, spraw by to innym zależało na Tobie. Paradoksalnie: Twoja niedostępność (w rozsądnych granicach) może okazać się kluczem do zainteresowania sobą kogoś na kim Ci zależy.

Zamiast rozkazywać (jeśli musisz wydać polecenie), staraj się zadawać pytania. „Zrób to!” -> „Może byś zrobił to?”.

Ludzie nie lubią mieć kogokolwiek nad sobą, a chętnie wykonują pracę gdy wydaje im się, że to oni zdecydowali, że będą ją robić (a „polecenie” może być ukryte w pytaniu, wymuszona odpowiedź powoduje, iż ktoś myśli, że sam podjął decyzje, iż coś zrobi)

Unikaj głupich ludzi (tj. mało-inteligentnych, nie mało-wiedzących). Lepiej mieć inteligentnych wrogów niż głupich przyjaciół.

Nie czyń sobie wrogów, lecz sprzymierzeńców.

Nie złość się na swoich wrogów – złość na nich zaszkodzi tylko Tobie. Nie trać ani chwili na myślenie o ludziach, których nie lubisz. Nie trać czasu na żadne zemsty, etc. – takim działaniem robisz krzywdę przede wszystkim sobie, a agresja którą byś wyrzucił z siebie znowu by wróciła – druga osoba zemściłaby się za Twoją zemstę. Ignoruj ich – w ten sposób wyświadczysz sobie przysługę (będziesz mieć więcej czasu i stracisz mniej nerwów) i szybciej wykończysz ich samych. Postaw się z drugiej strony: jeśli Twój wróg teraz zaciska zęby ze złości na Ciebie: niszczy sobie szkliwo, traci nerwy i czas – nienawiść do Ciebie i Twoje niewzruszenie niszczy go.

Wyrażając swoje opinie używaj słów typu „Wg mnie…”.

Wypowiedź bez uwagi, że to Twoja subiektywna opinia („Aborcja powinna być zabroniona!”) budzi negatywny stosunek do Ciebie i tego co mówisz, szczególnie jeśli Twój rozmówca nie podziela Twojej opinii. Nie bądź arogancki jeśli nie wyniesiesz z tego pożytku.

Wyrażając swoje życzenie, pragnienie, zawsze staraj się uargumentować: „… bo …”, „… ponieważ …”.

Często to co po słowie „bo” nie ma już znaczenia, ale istnienie w prośbie słowa bo działa magicznie.

Jeśli ktoś Ci przeszkadza – zajmuje Twój czas, asertywnie daj do zrozumienia, że masz do wykonania pracę; powiedz np. „niestety, ale muszę już wracać do pracy”. Nikt nie poczuje się odrzucony, ani nie będzie Cię dłużej zatrzymywał, jeśli usprawiedliwisz, że wracasz do pracy, a nie np. do oglądania TV. Jeśli jakiś Nowak wciąż będzie natrętny powiedz „Do widzenia Panie Nowak”, formuła żegnająca jest dość mocnym (ale wciąż kulturalnym) akcentem dającym do zrozumienia „idź już sobie”.

Wpływanie na innych

Oto główne sposoby wpływania na innych; mówiąc wprost: manipulacji. Uważaj z nimi – jeśli ich nadużyjesz – wywołasz do siebie antypatie. Zrozum jak one działają (aby umieć się przed nimi bronić) i staraj się ich sam nie wykorzystywać. Zdecydowanie nie korzystaj z tych metod na osobach, z którymi na utrzymaniu dobrej relacji Ci zależy.

* Reguła wzajemności: wywołanie poczucia zobowiązania drugiej osoby. Przykład: dajesz drobny (nawet symboliczny) prezent drugiej osobie, tak żeby wyglądało to na altruistyczną intencje („chcę Ci to dać, bo Cię lubię”), później prosisz ją o jakąś przysługę. Ciężko będzie jej odmówić, gdyż będzie czuła, że ma wobec Ciebie dług, który wypada spłacić.

* Reguła sympatii: łatwiej jest nam zaakceptować prośby od osób, które są podobne do nas i które darzymy sympatią. Przykład: osoba stara się wpierw wzbudzić Twoją sympatie do niej, wykazuje jak bardzo jesteście do siebie podobni. Później pyta się o jakąś przysługę. Bliskim (również w znaczeniu emocjonalnym) ciężko odmówić, prawda?

* Reguła zaangażowania: jeśli ktoś podejmie błędną decyzje i zacznie brnąć nienajlepszą ścieżka – ciężko będzie mu zawrócić. Mamy tendencje do trzymania się naszych wyborów, nawet tych nienajlepszych. Człowiek, który idzie ulicą, nagle zawraca i idzie w przeciwnym kierunku (bo zdał sobie sprawę, że nie ma sensu iść tam gdzie właśnie szedł) wygląda dla innych jak wariat i on też by się dziwnie czuł ukazując taką niekonsekwencje. Jeśli więc ktoś podjął jakąś decyzje, która jest Tobie na rękę, a z której chce się teraz wycofać – możesz względnie łatwo przekonać daną osobę, że teraz głupio by było, żeby cała praca w tym kierunku poszła na marne.

* Reguła malejących próśb: Odmowa spełnienia naszej prośby budzi wyrzuty sumienia, które sprzyjają nam przy wypowiedzeniu następnej prośby. Można poprosić kogoś o coś poważnego, na co wiemy że się nie zgodzi, aby po chwili wypowiedzieć to na czym tak naprawdę nam zależy („a może chociaż zgodzisz się na …?”).

Przykład: Damian chce wrócić do domu dopiero o 23.

– Mamo! Mamo! Czy mogę do domu wrócić o 23?

– Damianku… nie, proszę Cię wróć przed 22.

Porażka! Oto ta sama scena rozegrana z wykorzystaniem reguły malejących próśb:

– Mamo! Mamo! Czy mogę zostać u Moniki na noc?

– Damianku… nie, proszę Cię: wróć na noc.

– Mamo.. a mogę chociaż być do 23?

– No dobrze…

Sukces! Mama Damiana miała wyrzuty sumienia, że nie zgodziła się spełnić pierwszej prośby syna, głupio jej też było odmawiać wszystkim życzeniom syna.

* Ocenianie po pozorach: gdy nie mamy o czymś dużej ilości informacji – używamy tych co mamy. Mówi się wtedy, że oceniamy po pozorach. Kupując używany samochód zwracamy uwagę nawet na to czy jest umyty – po tej błahej informacji oceniamy czy właściciel dbał o samochód. Spotykając zadbanego człowieka w garniturze, oraz kogoś nieuczesanego, nieogolonego… jak myślisz, kto wzbudzi w Tobie większą ufność? A przecież to pozory, które stosunkowo łatwo zmienić!

* Reguła doceniania tego co ciężko dostępne: doceniamy to co utraciliśmy, to co właśnie tracimy lub widzimy, że możemy wkrótce utracić. Doceniamy (a często przeceniamy) też to co jest trudne do zdobycia. Przykład: wchodzisz do sklepu i na wystawie widzisz coś co chciałbyś kupić, lecz się wahasz. Po chwili widzisz, że ktoś kupuje tę rzecz, a ekspedientka mówi „och, teraz nam został już tylko ostatni egzemplarz, na wystawie”. Pomoże Ci to w zdecydowaniu się na kupno, prawda?

* Podążanie za innymi: gdy nie wiemy jak się zachować, co robić: patrzymy na ludzi obok nas i ich naśladujemy. Na słabsze jednostki działa to nawet wtedy gdy powinny wiedzieć jak się mają zachować. Przykłady: śmiech – jeśli ktoś powie kawał, którego nie zrozumiemy, lecz inni się zaczną śmiać – pewnie i my się roześmiejemy, wręcz głupio byłoby odstawać od reszty; będąc w obcej nam sytuacji (np. wizyta w kościele obcego nam wyznania, wizyta u ludzi z innej kultury, innej części świata) patrzymy na innych i zachowujemy się jak oni; słowa w reklamie „Już 12 milionów ludzi kupiło nasz produkt” wywołają u wielu osób myślenie „Tyle ludzi się na to zdecydowało, to musi być dobre, więc ja to też chce”.

* Podążanie za autorytetami: jeśli to same zdanie wypowie śmieciarz oraz dr hab. wykładający na uniwersytecie, to oczywiście… Osoba, która wypowiada dane zdanie może mieć większy wpływ na to jak odbierzemy dane zdanie, niż sama treść zdania! Nawet jeśli coś jest całkowicie bez sensu, lecz jest wypowiedziane przez autorytet – przez kogoś kogo uważamy za osobę mądrzejszą od nas samych, nie zanegujemy tego łatwo.

* Reguła względności: Nasze oceny są względne, tzn. cokolwiek oceniamy przyrównujemy do tego co znamy, co widzimy. Przykład: w sklepie elektronicznym stoją 3 zestawy DVD, różnej klasy. Najdroższy i najlepszy kosztuje 800zł. Wchodzimy do innego sklepu, tutaj tamten („najdroższy i najlepszy”) jest najgorszym i najtańszym, kosztuje też mniej (mimo, że to ten sam model) – 700zł. Kupimy go skoro jest tańszy? Raczej nie. W naszych oczach straci na wartości gdy ujrzymy lepsze modele.

Jaka z tego lekcja? Np. pokazujemy klientowi specjalnie gorszy towar o wysokiej cenie. Klient się zastanawia… Po chwili mówimy: „ach, przypomniało mi się, że mam tu coś znacznie lepszego prawie w tej samej cenie!”. To działa jak haczyk na ryby. Jeśli jeszcze wzbogacimy trick o wykorzystanie zasady „doceniania tego co ciężko dostępne” i regułę „podążanie za innymi”, słowami: „ale to ostatni egzemplarz, tyle ludzi już go kupiło” to mamy bankowego klienta. Nie ważne, że na zapleczu mamy jeszcze dużo takiego towaru. Niemoralne? Ale używane! Nie każdy sprzedawca ma serce Matki Teresy i altruizm Czerwonego Krzyża. Miej to na uwadze kupując coś w sklepie, nie daj z siebie zrobić ofiary.

Inne metody manipulacji

Mówi się, że statystyki są trzecim rodzajem kłamstw. Statystyki nie są jednak subiektywne, natomiast sposób prezentacji i prezentowane wnioski z nich wyciągnięte bywają manipulacją.

Ta sama informacja przedstawiona innymi słowami może być całkowicie inaczej odebrana.

Metoda „korelacji” jest chyba najczęściej stosowaną metodą manipulacji statystykami – na ironie: nierzadko osoby, które podają daną informacje same nie są świadome bzdurnego wniosku jaki wyciągają ze statystyk.

Przykład: jakiś czas temu przeprowadzono badania naukowe sprawdzające jak długość snu wpływa na długość życia.

Okazało się, że Ci którzy śpią krócej żyją dłużej (w znaczeniu lat życia, a nie tylko czasu spędzonego w stanie świadomości).

Prosty (i błędny!) wniosek jaki się nasuwa z powyższej informacji: śpijmy krócej, bo tak jest zdrowiej.

Problem polega na tym, że korelacja nie oznacza związku przyczyno-skutkowego! Korelacja większej śmiertelności z dłuższym snem może wynikać z wielu innych czynników, m.in. faktu że ludzie chorzy (często nieuleczalnie) mają osłabiony organizm i spędzają więcej czasu w stanie snu.

Ta sama informacja może być przedstawiona na różne sposoby – można ją „wybielić”, można zaciemnić. Czasami wystarczą same emocje. Prezenter w TV mówiący z oburzeniem o uczestnikach jakieś manifestacji może przelać negatywny stosunek widza na uczestników danej manifestacji. To nic, że widz – gdyby nie emocjonalna reakcja prezentera i niepełne informacje o manifestacji – mając pełne dane pomyślałby coś całkiem innego.

Ludzie mają tendencje do przejmowania emocji rozmówcy: zacznij się denerwować i krzyczeć na rozmówcę: prawie na pewno wzrośnie mu tętno i za chwilę też będzie krzyczeć na Ciebie. W ten sposób można w innych wzbudzać określone emocje i postawy. Emocje są potężną bronią, której nie doceniamy, myśląc naiwnie, że naszym racjonalnym umysłem kontrolujemy wszystkie sfery naszej psychiki. A jakże łatwo nas czasem wyprowadzić z równowagi i sprawić by to emocje wzięły w nas góre nad zdrowym rozsądkiem.

Odpowiednio zadane pytanie sugeruje odpowiedź. Jeśli nauczyciel powie „Kto nie chce mieć dzisiaj klasówki ręka do góry” to inna ilość będzie przeciwko klasówce niż gdyby powiedział „Kto chce mieć dzisiaj klasówkę ręka do góry”. Jeśli zadajesz komuś pytanie licząc, że odpowie tak, a nie inaczej: zasugeruj odpowiedź w pytaniu, spraw by inna odpowiedź (niż ta, która jest Ci na rękę) zabrzmiała głupio, wywołała wstyd czy poczucie winy.

Kłótnie

Jest w nas pewna siła fatalna: skłonność do kłótni, agresji, atakowania innych. W psychologii takie zachowania nazywają się acting-out – wyładowujemy nasze negatywne emocje na innych i jest to nasza ludzka natura. Kilka tyś. lat temu przeżyły te osoby, które wykończyły inne, słabsze, samemu przekazując geny następnym pokoleniom. To dlatego w człowieku jest tyle złości i „zła” – samo dobro odpadło podczas ewolucji; szczęście również – osoby, które były szczęśliwe nic nie robiły i nie przekazywały genów następnym pokoleniom.

Najlepszym sposobem na wyciągnięcie maksimum z kłótni jest unikanie kłótni. Kłócenie się jest jak startowanie w para-olimpiadzie – z góry jesteś skazany na przegraną, bo wygrana w niej to tylko wykazanie własnej ułomności.

Memy – wirus umysłu

Memami nazywa się odpowiednik genów w naszej psychice – pomysły, myśli które są kopiowane. Memy są samolubne, podobnie jak geny, tj. dążą do replikowania się. Kopiowane nie są te najlepsze (z naszego, subiektywnego punktu widzenia), lecz te które łatwo wpadają ludziom do głów. Dobrym przykładem są tutaj religie – wiara w to, że żyjemy po śmierci – taki mem trafia na podatny grunt, bo chcemy abyśmy żyli wciąż po śmierci. Jak bardzo potężne są memy? Spójrz na ilość ludzi religijnych. Memy to jednak nie tylko religia, lecz… wszystko. Każda nasza myśl, którą możemy przekazać drugiemu człowiekowi, jest memem. Stwórz odpowiedni mem i puść go w świat – będzie żył dłużej niż Ty i być może wejdzie w psychikę milionów ludzi i setek następnych pokoleń.

Pamiętaj też, że niewielka akcja może wzbudzić olbrzymią reakcje. Kulka śniegowa puszczona z dużej góry może szybko stać się olbrzymią kulą, która zabije 10 turystów, podobnie jak krzyk w górach może wywołać lawinę; odkrycie pozornie błahej substancji może diametralnie zmienić ten świat. Błaha rzecz, którą powiesz swojemu znajomemu może zostać przez niego przekazana jemu matce, ta może powiedzieć jej przyjaciółce, … postęp jest często lawinowy, niektóre memy kopiują się niczym wirus.

Pamiętaj, że Twoja niewielka akcja teraz może w olbrzymi sposób wpłynąć na świat za 100 lat. Np. spóźnisz się na autobus, kierowca poczeka na Ciebie wstrzymując autobus na przystanku o 20 sekund, później na drodze autobus będzie 50 metrów do tyłu i nie weźmie udziału w wypadku samochodowym nie zabijając osoby, która później okaże się ojcem matki osoby, która wywoła III wojnę światową, a brak III wojny światowej (w której doszłoby do wybuchu bomby zmiatającej z powierzchni ziemi 95% ludności) będzie miał jeszcze bardziej kolosalny wpływ na cywilizacje za 500 lat, bo wszystkie wydarzenia, które inaczej się potoczyły będą się potęgować z czasem.

Ten świat jest mechanizmem, w którym jeden inaczej działający tryb może wywołać lawinę zmian. Niczym domino. Uważaj więc, który klocek przewracasz i jakie memy puszczasz w świat. Jesteś jednym z 6 miliardów ludzi na tej planecie, ale masz spory wpływ na ten świat. Postaraj się, żeby to był pozytywny wpływ i abyś na łożu swojej śmierci miał czyste sumienie i myśli „byłem dobrym człowiekiem”.

Schematy

Schematy prześladują nas na każdym kroku – powodują, że często funkcjonujemy niczym roboty robiąc coś niejako automatycznie, z rutyny.

Schematy zachowania to wpojone nam zasady kultury, ale też np. wizerunek rodziny – nie ważne jak dobra/zła była sytuacja w Twoim domu, w Twoim dzieciństwie, i nie ważne jak bardzo wydaje Ci się, że nie powtórzysz błędów rodziców. Dziecko alkoholików będzie miało tendencje do alkoholizmu. Córka agresywnego ojca będzie podświadomie szukać agresywnego partnera, który będzie jej przypominał wzorzec męża wyniesiony z domu – tj. własnego ojca. Dziecko z rozbitej rodziny nie będzie w stanie utrzymać rodziny, gdyż nawet nie wie jak taka rodzina wygląda od środka, jak funkcjonuje na co dzień.

Schemat rodziny masz wpojony głęboko – zapewne myślisz, że przed nim uciekniesz, używając racjonalnego umysłu. Powodzenia. Nie mniej jednak zdaj sobie sprawę z istnienia schematów – świadomość tego gdzie, w czym tkwi problem będzie Ci pomocna. Bądź świadomy z czym walczysz.

Schematy to memy. Schematami są też Twoje zachowania i cechy: np. nieśmiałość, śmiałość, pewność siebie czy niepewność, itd. Bądź wolny, pozbądź się schematów. Przynajmniej do tego dąż.

Nieśmiałość

Umysł szuka jednocześnie pozytywnych, przyjemnych bodźców, jak i unika negatywnych, nieprzyjemnych. Niestety, perspektywa bliskich negatywnych bodźców (np. odrzucenia) przyćmiewa zwykle dużo ważniejsze pozytywy, które są bardziej odległe w czasie. Okazje (m.in. na poznanie ciekawych ludzi) przechodzą nam więc koło nosa.

Na nieśmiałość ma też wpływ niska samo-ocena i brak pewności siebie.

Samo-ocena jest nie mniej ważna niż to jak wyglądasz i kim jesteś – Twoja samo-ocena przekłada się na to jak odbierają Cię inni. Wyrzuć ze swojej głowy zdania „jestem nieciekawy”, „pewnie się jej/mu nie podobam”, etc. – takie myśli są samo-spełniającą się przepowiednią, ponieważ podświadomie dążysz do tego, aby spełniło się to w co wierzysz. Co więcej – szukamy potwierdzenia tego w co wierzymy. Jeśli więc będziesz myśleć negatywnie (‚nie podobam się tej osobie”) to możesz nawet neutralne informacje niewerbalne od tej osoby odebrać (błędnie!) jako wyrażające niechęć do Ciebie.

Praktyka czyni mistrza: jeśli np. nigdy nie podrywałeś obcej kobiety na ulicy to nie licz, że pierwszy Twój debiut będzie w 100% udany – nikt z nas nie urodził się z takimi umiejętnościami, są one nabyte, wyuczone – m.in. na błędach. Jeśli nie wyjdzie Ci „zagadanie do kogoś” spróbuj się na chwile postawić na miejscu drugiej strony – jak siebie samego widzisz oczami danej osoby? Co było źle? Co mógłbyś poprawić w swoim zachowaniu?

Naucz się znosić swoje pomyłki i chwilowe przegrane. Młody ptak zanim wzleci wysoko w powietrze wpierw wiele razy się potyka. Każdy błąd czegoś go jednak uczy i ptak w końcu wzlatuje. Ty też możesz wzbić się wysoko o ile przezwyciężysz w sobie strach przed drobnymi upadkami. W każdym aspekcie życia, nie tylko w pokonywaniu nieśmiałości. 

Mowa ciała

Kontakt wzrokowy

* unikanie – niepewność siebie i/lub podporządkowanie i/lub chęć ukrycia myśli, informacji lub chęć odejścia

* 25% – zainteresowanie

* 90% – zainteresowanie seksualne

* 100% – agresja

Rozszerzone źrenice oznaczają zainteresowanie, poza tym wyglądają atrakcyjnie u osobnika płci przeciwnej.

Jeśli kobieta spuszcza wzrok w dół, potem patrzy na boki: pewnie jest Tobą zainteresowana. Jeśli od razu patrzy na bok, bez spuszczania wzroku – są mniejsze szanse, że interesuje się Tobą.

Głowa

Po wychyleniu głowy (do przodu, w kierunku rozmówcy, na bok lub do tyłu) można rozpoznać nastawnie: im bardziej głowa nachylona w kierunku rozmówcy (i nie na bok) tym nastawienie jest bardziej pozytywne. Podobnie z innymi częściami ciała (ręce, nogi) – wychylone w kierunku rozmówcy oznaczają pozytywne nastawienie.

Podbródek podparty na palcach oznacza krytyczne nastawienie. Głowa podparta na rękach wyraża znudzenie.

Dłonie, ręce

Dłonie otwarte wyrażają szczerość, otwartość, uspokojenie.

Im mocniejszy uścisk dłoni tym, zazwyczaj, osoba bardziej pewna siebie, mniej podporządkowana.

Ręce wyciągnięte w kierunku rozmówcy (np. położone na stole) oznaczają pozytywne nastawienie, otwartość, zgodę. Ręce ukryte (np. w kieszeni) zdradzają chęć ukrycia czegoś.

Ręce założone „na krzyż” oznaczają negatywne, obronne nastawienie.

Uwodzenie płci przeciwnej

Jest proste – jeśli znamy kilka zasad.

Pomyśl na chwilę, że człowiek to małpa. Pomyśl jakich cech u płci przeciwnej będzie nakazywał szukać instynkt samcowi, a jakie samicy. Te same instynkty są w nas, choć nasza kultura je tłumi, a nam wydaje się, że jesteśmy ponad nie.

Kobieta szuka kogoś kto zapewni jej bezpieczeństwo, wsparcie, ochroni ją i dzieci przed niebezpieczeństwem, zapewni im dobrobyt.

Mężczyzna szuka kobiety, która zapewni mu potomstwo – a im jest ładniejsza i zdrowiej wygląda tym podświadoma ocena jej płodności wypada lepiej.

Wykrywanie kłamstw, wyciąganie prawdy

Kłamca:

* unika kontaktu wzrokowego (choć może to oznaczać zaledwie brak pewności siebie lub chęć ukrycia jakichś faktów)

* unika gestykulacji, a jeśli już poruszy, np. ręką lub nogą, to ruch ten jest nienaturalny

* brakuje mu synchronizacji mowy i gestów, lub jego gesty i mowa zaprzeczają sobie wzajemnie

* broni się przed zarzutami o kłamstwo; osoba, która mówi prawdę, oskarżona o kłamstwo, zwykle przejdzie do ataku

* częściej używa słów rozmówcy w kłamstwie. – „Kochasz mnie?”; – „Tak, kocham Cię”. – „Oszukujesz mnie?; – „Nie oszukuje Cię”.

* stara się unikać ciszy, paplając ile się da

* nie mówi danej informacji wprost, lecz ją implikuje („przecież wiesz, że tak było” zamiast „tak było!”)

* zwykle myśli dłużej nad odpowiedzią

* oskarża łatwiej innych o kłamstwo (w psychologii to tzw. projekcja)

* czuje się lepiej po zmianie tematu

Sposoby na wyciągnięcie prawdy:

* zadaj jasne i krótkie pytanie wprost, bez wcześniejszego uprzedzenia tematu, aby dana osoba nie miała czasu na przygotowanie zmyślonej odpowiedzi

* pytaj łagodnym głosem, bez oskarżania, nawet jeśli spodziewasz się kłamstwa

* nie ukazuj tego co już wiesz – aby móc sprawdzić czy dana osoba mówi coś co się zgadza z tym co już wiesz, czy może kłamie na całej linii

* jeśli podejrzewasz, że właśnie zostałeś okłamany – po chwili ciszy zadaj pytanie „Naprawdę?” i spójrz danej osobie prosto w oczy, obserwuj jej mowę ciała

* Zadaj niewinne pytanie, np. „Czy coś ciekawego się wydarzyło wczoraj rano?” – odpowiedź „Czemu pytasz?” sugeruje zaniepokojenie drugiej osoby, zwykle nie bez powodu.

* Oskarż niewprost, np. „Potrzebuje Twojej rady: Wydaje mi się, że ktoś w naszej firmie wykrada materiały eksploatacyjne z magazynu, nie wiesz co można by z tym zrobić?”, „Podobno ktoś w naszej firmie pije alkohol podczas pracy. Nie wiem jak dyplomatycznie podejść do tej osoby – może masz jakiś pomysł?” – jeśli Twój rozmówca jest niewinny to z przyjemnością Ci doradzi co czynić, jeśli jest winny będzie czuł się niezręcznie i będzie starał się bronić zapewniając, że on tego nigdy nie robi.

* Porusz ogólny temat. Będąc nauczycielem możesz powiedzieć do ucznia: „Czy nie jest to niesamowite, że ktoś może ściągać na klasówce, kiedy stoję za jego plecami, i liczyć że tego nie widzę? ” – winny uczeń spróbuje zmienić niewygodny dla niego temat, niewinny chętnie o nim porozmawia.

Udaj, że znasz prawdę:

* „Chyba nie miałeś mnie za idiotę, który o tym wszystkim nie wiedział?”

* Oskarż kogoś o coś, lecz nie precyzując do końca tego co „wiesz”; po chwili powiedz „Jestem zbyt zdenerwowany by teraz o tym rozmawiać, może jednak innym razem” – osoba winna raczej nie będzie miała nic przeciwko, niewinna wpadnie w szał i poprosi, żebyś sprecyzował o co Ci chodzi teraz.

* Strzał w ciemno. „Właśnie dowiedziałem się czegoś nieprzyjemnego. Wiem, że teraz znowu mnie okłamiesz i się tego wyrzekniesz, ale chcę żebyś wiedział, że ja wiem” – udajesz, że dobrze wiesz, iż jest winny jakiegoś kłamstwa – „Obydwoje wiemy o co chodzi. Czy możesz przestać się ze mną bawić? Nie chcesz powiedzieć? Im dłużej będę czekał na wyjaśnienia od Ciebie tym bardziej zły będę.” – jeśli jest naprawdę niewinny – łatwo to po nim poznasz.

Asertywność

Asertywność to sprawna komunikacja, chronienie granic własnego „ja” przed innymi, stanowcze ale grzeczne wyrażanie swoich myśli, oczekiwań i pragnień w sposób, który nie rani uczuć innych oraz nie narusza ich praw.

Pamiętaj, że masz pewne prawa. Ludzie są bezwzględni – będą prosili Cię o pomoc, będą zwalać na Ciebie pracę, odpowiedzialność. Nie wystarczy umieć powiedzieć „nie” – należy też zwykle usprawiedliwić swoją decyzję: jeśli ktoś Ci coś narzuca (i nie jest to usprawiedliwione, np. pracą) – spróbuj wywołać winę danej osoby, spróbuj żeby to ona czuła się źle, a nie Ty odmawiając.

Będąc pewnym siebie, inteligentnym i mądrym człowiekiem (jakim zapewne jesteś dochodząc tak daleko w lekturze tego pliku), być może wrażliwym, altruistycznym i uczynnym, jesteś narażony na presje otoczenia, które chętnie zwraca się do Ciebie z prośbami o pomoc. Przykładowy Marek może usłyszeć od kogoś kto próbuje go wykorzystać: „Marek, to Twój problem, że umiesz tak dużo – a ja mam teraz inny problem i tylko Ty potrafisz sobie z nim poradzić; nie masz wyjścia: musisz mi pomóc”.

Pamiętaj, że Twoje zalety (wiedza-mądrość, etc.) są Twoimi atutami, nie pozwól, by ktoś zrobił z nich „wady”. Bądź grzeczny, ale i stanowczy i nie bój się odmawiać, nie bój się też oczekiwać czegoś w zamian. Jednak zamiast agresywnego „nie!” staraj się odmówić dyplomatycznie, używając magicznego słowa „bo” (lub „ponieważ”) – „… bo teraz jestem zajęty pracą i niestety nie mogę dla Ciebie znaleźć czasu, przykro mi”.

Wytłumaczenie po słowie bo może być szczere do bólu – nie wstydź się powiedzieć, że np. nie masz ochoty pomóc i już. Niech to druga strona się wstydzi – że Cię o coś prosi.

Unikaj agresywnej postawy. Weź 10 głębokich oddechów i dopiero wtedy powiedz jasno to co chcesz wypowiedzieć.

Mów powoli. Wolna mowa kojarzy się z wyrażaniem przemyślanych mysli.

Odmawiając nigdy nie okazuj niepewności („raczej tego nie zrobię…”), bo ktoś zacznie wtedy naciskać właśnie tam gdzie się wahasz; nie prowokuj do dyskusji – pierwsze Twoje zdanie powinno być wypowiedziane na tyle stanowczym głosem (ale nie agresywnym!), aby ktoś sobie od razu zdał sprawę, że tego nie zrobisz i już.

Bądź bezpośredni, „nie owijaj w bawełne”, powiedz wprost czego oczekujesz lub czego sobie nie życzysz.

W odniesieniu do swoich decyzji wypowiadaj się pewnym tonem (np. „jutro wyjeżdzam na wycieczkę”), dając do zrozumienia, że decyzje już zapadły i inni nie mają na nie wpływu.

„Przykro mi, ale nie spełnię pańskiej prośby, ponieważ nie mam w tym żadnego interesu. Mam nadzieję, że znajdzie pan kogoś innego kto zechce panu pomóc – życzę powodzenia. Do widzenia.” – grzeczne, a zarazem dobitne.

Sen

Martwienie się bezsennością powoduje większe negatywne skutki niż sama bezsenność.

Nie masz ochoty spać? Wstań i rób coś! Zegar tyka, czas ucieka, życie mija; nie ma sensu go marnować leżąc w łóżku i próbując na siłę zasnąć – sen jest najbardziej cenny, gdy jest głęboki, a taki ma miejsce gdy idziemy spać padnięci, a nie na siłę mimo braku senności.

Sen dorosłego człowieka odbywa się w ok. 90-120 minutowych cyklach; u dzieci cykle te są dłuższe, u starszych osób krótsze; podczas każdego cyklu ma miejsce faza NREM (sen głęboki, który ma na celu oszczędzanie energii, regeneracje organizmu, wzmocnienie układu odpornościowego) oraz REM (tzw. sen paradoksalny, z irracjonalnymi i żywymi marzeniami sennymi, który jest potrzebny tylko naszemu mózgowi, a jego dokładna rola jest wciąż niewiadoma; prawdopodobnie ma m.in. na celu regeneracje połączeń pomiędzy neuronami, tj. synaps).

Podczas snu REM, który stanowi 10-25% snu, mózg przestaje kontrolować temp. ciała (jednak faza REM trwa do 30 minut, więc nie ma tu zagrożenia); EEG w stanie REM jest rozsychnchronizowane, nieregularne; marzenia senne w fazie REM są wynikiem wyładowań w synapsach – nasz mózg „wariując” z powodu procesu regeneracji w synapsach generuje różne dziwne, przypadkowe informacje, które nasza świadomość odbiera jako marzenia senne i próbuje nieudolnie stworzyć z tego sensowną całość. Dopatrujemy się w marzeniach sennych różnych ukrytych znaczeń, ale ich tam nie ma (chyba, że akurat nasz umysł sobie coś tam utworzył z serii przypadkowych impulsów). Marzenia senne to efekt uboczny potrzebnych mózgowi procesów. W fazie REM mięśnie naszego ciała (oprócz odpowiadających za ruchy gałek ocznych) są sparaliżowane, po to abyśmy sobie nie wyrządzili krzywdy śniąc, że np. właśnie biegniemy wykopać piłkę na boisku. Mechanizm tego paraliżu u niektórych osób działa przesadnie, jeszcze chwilę po przebudzeniu, a u niektórych w ogóle nie działa i są oni każdej nocy narażeni na zrobienie sobie krzywdy – lunatykują.

W fazie NREM marzenia senne mają miejsce rzadko, w mniej głębokiej fazie NREM, są racjonalne, mało żywe i w zasadzie do nich nie pasuje nazwa marzenia senne, lecz „myślenie spowolnionego mózgu”.

Po zakończeniu każdego cyklu (tj. co 90-120 min.) na chwilę się budzimy, ale zwykle tego nie pamiętamy, przyzwyczailiśmy się do tego, że po zakończeniu cyklu zwykle nie wstajemy i śpimy dalej. Nasz mózg jest dość plastyczny jeśli chodzi o dopasowanie się do rytmu jaki mu narzucimy, jeśli tylko będziemy systematyczni.

Czasami budząc się przedwcześnie (np. z powodu hałasu) czujemy się bardziej rześcy niż po dłuższym śnie; czasami przeciwnie: po krótszym śnie czujemy się fatalnie zmęczeni – samopoczucie nie zależy jednak tylko od długości snu, lecz przede wszystkim od momentu przebudzenia się; obudzenie się w głębokiej fazie NREM jest fatalne dla naszego samopoczucia; obudzenie się w fazie REM powoduje, że pamiętamy aktualnie „śnione” marzenie senne i czujemy się dobrze. Najlepsze samopoczucie jest, gdy obudzimy się naturalnie pomiędzy dwoma kolejnymi cyklami. Unikaj więc budzika.

Nasz biologiczny zegar pracuje w trybie 24,5 do 25,5 h (mimo, że doba ma 24h), ale bodźce zewnętrzne (m.in. brak światła wieczorem) spychają nas w tryb 24h. Gdy jesteśmy pozbawieni bodźców, mówiących nam czy jest dzień czy noc, nasza „doba” ma 25h.

Oprócz 25h, okołodobowych cykli (rytm cirkaradialny), za które odpowiada mała grupa neuronów na przodzie mózgu zwana SCN, mamy też rytm ultradobowy, który dzieli sen na fazy NREM i REM, ale wpływa na nas również gdy nie śpimy – po naturalnym przebudzeniu mamy 90-110 minut dobrej koncentracji po czym przychodzi 20 minutowy okres gorszego skupienia, podczas którego łatwiej wpaść w „marzenia na jawie”, odpowiednik fazy REM podczas snu – potem znów 90-110 min. dobrej koncentracji, itd. Wykorzystując te 20 min. na drzemkę możemy znacznie poprawić efektywność naszej pracy umysłowej, szczególnie na następne 90-110 min. Wielu twórczych ludzi (np. T. Edison, Leonardo da Vinci, N. Tesla, Napoleon) korzystało z takich drzemek. Jeśli wesprzesz swój umysł takimi drzemkami może za 100 lat i Twoje nazwisko pojawi się obok tamtych geniuszy na liście wielkich ludzi, którzy zmienili ten świat.

W stanie snu spędzamy ok. 1/3 życia; sen typowej osoby w XXI wieku bardzo odbiega od naturalnego trybu, naturalniej jest spać kilka razy w ciągu doby; wbrew powszechnemu mniemaniu, nie mamy zaprogramowanego 8 godzinnego snu – można spać efektywniej, krócej.

Odpowiednia ilość snu o optymalnych porach to klucz do dobrego samopoczucia i dobrej sprawności intelektualnej. Depresja i geniusz mają wysoką korelacje z nieprzeciętnym trybem snu.

Nie leż w łóżku jeśli nie śpisz – niech Twój umysł kojarzy łóżko ze snem i szybko Cię usypia gdy się w nim znajdziesz.

Rano, po przebudzeniu się, od razu wstań z łóżka – dalsze leżenie w pół-śnie, choć przyjemne, jest nieproduktywne i ma negatywny wpływ na Twoją energie podczas dnia.

Zminimalizuj oświetlenie przed zaśnięciem i zapewnij sobie jasne (najlepiej naturalne!) oświetlenie po przebudzeniu.

Rozwój umysłu

Nie bój się zmian.

Spraw, by Twój mózg odbierał różne bodźce; nie wpadaj w rutynę. Jeśli możesz dojeżdżać do pracy różnymi drogami o podobnej długości – jeździ nimi na przemian. W dane miejsce staraj się dostać taką drogą jakiej jeszcze nie znasz.

Staraj się od-uzależnić od wsparcia technologii: przed spojrzeniem na zegarek spróbuj zgadnąć godzinę wyrabiając sobie lepsze poczucie czasu, przed spojrzeniem na kompas spróbuj odczytać kierunki z takich inf. jak godzina i kierunek skąd świeci słońce, numery tel. znajomych staraj się zapamiętywać w głowie z pomocą mnemoniki, etc. Noś przy sobie jednak jakiś notes – jeśli przyjdą Ci do głowy ciekawe pomysły – nie warto ryzykować ich utraty.

„Jesteśmy tym co jemy”

Chcesz poprawić swoją inteligencje, pamięć, refleks, wytrzymałość mięśni, samopoczucie, etc.?

Upewnij się, że Twoja dieta zawiera w odpowiedniej ilości wszystko co niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Stosuj różnorodną dietę – organizm sam wybierze co mu potrzeba jeśli będzie miał zapewnione wszystkie składniki – w różnym pokarmie.

Jednak nawet najbardziej zróżnicowana typowa, współczesna dieta może nie zapewnić optymalnej ilości pewnych składników lub chemia (np. konserwanty) czy inne procesy (np. gotowanie) skutecznie pozbawią pokarm niektórych cennych składników.

Jedz dużo ryb lub nawet wesprzyj się suplementem o nazwie Omega-3 z apteki – pomaga nie tylko na krwiobieg, ale przede wszystkim na nasz mózg, zawiera to co jest mu bardzo potrzebne, a jednocześnie to czego jest b. mało w typowej, zachodniej diecie. Zainteresuj się też innymi suplementami, które wspomogą Twoją pracę umysłową.

Życie to nieustanna walka

Radzenie sobie z innymi ludźmi to jedno, z samym sobą to drugie. Najcięższe walki przeprowadzamy ze sobą.

Rób wszystko najlepiej jak potrafisz – miej czyste sumienie. „Zrobiłem wszystko co mogłem, nic więcej zrobić nie mogłem, osiągnąłem tyle ile byłem w stanie”. A zajdziesz w życiu daleko i osiągniesz spokój ducha.

Bądź sobą; nie patrz na innych – nie pozwól by względne normy społeczne i presja innych abyś i Ty mieścił się w przeciętności, spowodowały, że… może nie okażesz się drugim Einsteinem czy Edisonem; ludzie wyjątkowi i kreatywni są ekscentryczni i nie mieszczą się w normach przeciętności. Nie wychodź jednak poza normy dla samego wyróżniania się, „bo chcę być inny”, dla zaspokojenia własnej próżności.

Co masz zrobić dziś zrób dziś. Bądź systematyczny. Zaczynaj od najważniejszych i najtrudniejszych zadań.

Pamiętaj, że nie istnieje coś takiego jak „Twoje prawdziwe, jedyne >ja<„.

Nasza osobowość jest zmienna, kształtuje się przez całe nasze życie, dostosowuje się do warunków w jakich żyjemy. Nie szukaj własnego „ja” – nie znajdziesz tego czego nie ma. Kreuj własną osobowość, staraj się być tym kim chcesz być, a nim będziesz jeśli włożysz w to prace.

Twój mózg odbiera zewnętrzne bodźce, które mają na niego duży wpływ, ale ma też pewną pętle zwrotną – to co sam myślisz potrafi działać, w pewnym stopniu, jak zewnętrzne bodźce. Wykorzystaj to. Korzystaj również ze swojej wyobraźni.

Masz jutro ważne spotkanie? Rozegraj je w swojej wyobraźni – będziesz lepiej na nie przygotowany, bo w części… już je będziesz mieć za sobą.

Chcesz poderwać ciekawą osobę? Rozegraj podryw w wyobraźni – udany! Wtedy Twój umysł będzie miał w pamięci udany podryw, co doda Ci wiary w siebie.

Im ciekawsze, oryginalniejsze i odkrywcze masz pomysły, tym bardziej inni nie będą w stanie wyrazić sensownej opinii o nich. Nie przejmuj się więc opiniami innych – jeśli niektóre Twoje pomysły są genialne i wyprzedzają aktualną cywilizacje 50 lat wprzód: pewnie zostaną docenione dopiero jak ludzkość do tego dojrzeje, za 40 lat, po Twojej śmierci, a teraz zostaną skwitowane przez głupich ludzi słowami „głupota!”. Bynajmniej nie czekaj na swoją śmierć – idź dalej naprzód. daVinci

Uwierz w siebie – masz tak samo działający mózg jak Sokrates, Newton, Albert Einstein, … – też jesteś człowiekiem. Nie wierz w to, że ktoś ma w genach bycie „Einsteinem”. Geny to sposób na usprawiedliwienie własnego lenistwa.

Nie rób sobie „testów na inteligencje” – inteligencji nie potrafimy zmierzyć, nawet nie zdefiniowaliśmy czym ona dokładnie jest. „Testy IQ” mierzą umiejętności powiązane ze zdolnością rozwiązywania klasy pewnych problemów, ale jakikolwiek wynik Ci nie wyjdzie – będzie on zależał od Twojej chwilowej sprawności (samopoczucie, wyspanie, stan emocjonalny, chwilowa chemia w mózgu, koncentracja) i wynik ten może negatywnie wpłynąć na Twoją psychikę, tzn. możesz stworzyć sobie w głowie mentalną barierę, granice: „nie mogę zrobić więcej, bo nie jestem na tyle inteligentny”. Ograniczysz sam siebie. To co przede wszystkim wyróżnia wielkich ludzi (Edison, DaVinci, Darwin, itd.) od reszty to nie inteligencja, lecz pasja, otwartość umysłu, chęć nauki, pracowitość, dziecięca ciekawość i wyciąganie satysfakcji z tego co się robi – czy myślisz, że mając te cechy i poświęcając swoje życie jakieś dziedzinie (która Cię interesuje i nad którą praca przynosiłaby Ci satysfakcje) nie osiągnąłbyś równie wiele co tamci wielcy ludzie?

Rozwijanie się, praca mentalna, itd. zwiększają Twoją inteligencje; testy IQ są samo-spełniającą się, groźną, przepowiednią – komu wyjdzie wysokie „IQ” ten będzie więcej nad sobą pracował mentalnie, wierząc w siebie, zwiększając swoją inteligencje, ten komu wyjdzie niskie „IQ” nie będzie pracował, nie będzie miał wiary, w to że ma – jak to się szumnie mówi – „zdolności”, w efekcie swojej inteligencji nie zwiększy. W genach mamy pewne predyspozycje, ale są one małym ułamkiem tego co się nazywa „zdolnościami” i „talentami”. Reszta to wpływ otoczenia, bodźców napływających do naszego mózgu, tego co spożywamy i tego jak myślimy (np. wiara w siebie).

 

Najpoważniejsze bariery, limity tego co możesz osiągnąć, to nie Twoje zdolności, nie inni ludzie, nie Twój status, nie sytuacja finansowa; największe limity masz we własnej głowie – sam sobie je tworzysz, tworzą je też inni ludzie wciskając Ci kit, że coś jest niemożliwe, że nie dasz rady, etc.

Jeśli nie wierzysz, że coś jest możliwe: nie dokonasz tego. Przyjdzie ktoś inny, kto nie zda sobie sprawy, że „nie można” i zrobi to, z powodzeniem. Jeśli połowa ludzi na tym świecie czas spędzony na myśleniu „nie dam rady” spędziłaby na działaniu to już byśmy pewnie skolonizowali księżyc, Mars, spowolnili proces starzenia o 200% i kto wie co jeszcze. Ale blokują nas bariery, które sami sobie tworzymy w umysłach. Bariery, które tworzą podstawowe mechanizmy naszej psychiki – dążenie do stałości, strach przed zmianami, ryzykiem, strach przed tym co nieznane, co może przynieść nowe zagrożenia, które są dla nas niewiadomą.

Jeśli ktoś powie Ci, żebyś przebiegł przez rozżarzone węgle – pewnie tego nie zrobisz; powstrzyma Cię Twoja psychika, bariery mentalne, nie fizyczne. Bariery mentalne chronią nas przed zajęciami, które nasz umysł uważa za niebezpieczne, chronią przed samo-destrukcją, przed powstrzymaniem przekazania genów. Jednak to te jednostki, które łamią bariery dochodzą daleko i wyświadczają następnym pokoleniom cenniejszą przysługę niż tylko przekazanie genów. Pamiętaj, że Twoja podświadomość wyolbrzymia kłopoty, limity i bariery, aby Cię chronić.

Naucz sie j. ang. (jeśli jest Ci obcy) – to może być najlepsza inwestycja w siebie jakiej dokonasz.

Staraj się zachować optymalną wagę ciała.

Staraj się uczynić wszystko najprostszym jak się da (to słynne słowa Einsteina), lubimy sobie zbyt komplikować wiele spraw.

Niczego nie bądź pewien. Nie wszystko jest takie na jakie wygląda. Nawet precyzyjne dowody w matematyce opierają się na aksjomatach, których udowodnić nie potrafimy – przyjmujemy je na intuicje. Nikt jeszcze nie udowodnił, że ten świat istnieje (a może to sen?) – nie ma takiej rzeczy, której można być pewnym; pozory mylą, a prawda często okazuje się inna niż przypuszczaliśmy.

Słuchaj się swojego wewnętrznego głosu – on dobrze wie co masz robić; ignorujemy go z lenistwa, bo on nie mówi nam abyśmy się obijali. Chcesz nie pójść dziś do pracy? Wewnętrzny głos powie Ci, żebyś poszedł, ale lenistwo może go zagłuszyć.

Biegasz dla sportu, kondycji, dobrego samopoczucia? Biegaj w drodze z/do szkoły/uczelni/pracy – zaoszczędzisz sporo czasu.

Nie oglądaj w TV wiadomości; nie zaprzątaj sobie głowy negatywnymi informacjami, na które nie masz wpływu i które nic Ci nie dają prócz zdenerwowania.

Kieruj swoje marzenia w kierunku tego co możesz osiągnąć – marzenia o tym co osiągalne zmotywują i zmobilizują Cię do działania. Marzenia o tym czego osiągnąć nie możesz będą dla Ciebie usprawiedliwieniem nic-nie-robienia, pomyślisz: „przecież i tak tego nie osiągnę”.

Podpatruj tych, którzy do czegoś doszli w życiu – pewnie możesz się od nich czegoś nauczyć, nawet jeśli są głupsi od Ciebie.

Automatyzuj swoją pracę; inwestuj teraz, abyś mógł czerpać z tego później; jeśli masz do wykonania daną pracę na 2 sposoby: jeden żmudniejszy, ale ułatwiający wykonywanie danej pracy w przyszłości – zainwestuj w ten żmudniejszy wybór; jednocześnie korzystaj teraz z wszystkiego, nie odkładaj życia – pamiętaj, że jutra może dla Ciebie już nie być, nie znasz dnia, ani godziny. Naucz się łowić grube ryby, jedna gruba ryba może da Ci więcej pożytku niż 10 małych, a łowiąc 10 małych stracisz 10 razy więcej czasu i energii.

Społeczeństwo to piramida – staraj się być na jej górze, niech to inni pracują na Ciebie. Jeśli masz np. małą firmę – rozwijaj się; pracując samemu nie masz perspektyw na rozwój; zatrudnij ludzi, niech pracują na Ciebie – oni robią pracę fizyczna, a Ty psychiczną. Ty możesz mieć 100 różnych, wielkich firm – jeśli tylko stworzysz z nich „piramidy”, które same będą pracować na Ciebie, przy okazji zrobisz dobry uczynek i dasz ludziom pracę. Nie miej wyrzutów sumienia, że „żyjesz z pracy czyichś rąk” – nie Ty to ktoś inny; praca umysłowa to też praca, nie mniej lekka, a będąca jednocześnie dobrym inwestowaniem w siebie.

Pamiętaj, że Bill Gates nie został najbogatszym człowiekiem poprzez pisanie programów, lecz przez wykupywanie dobrych rozwiązań innych, dobry marketing, przez dobre układy, umowy, dobre zarządzanie firmą i stworzenie „piramidy”. Pozwól pracować na „niskim poziomie” innym (czasami fizycznie, niczym koń na polu), nie zabieraj im pracy jakiej chcą. Ich wybór. Ty pracuj umysłowo.

Nie zawsze więcej pracy implikuje większe korzyści; często sposób użycia siły ma większe znaczenie niż natężenie siły; 10 osiłków może próbować całe życie pchnąć z jednego miejsca głaz, bezskutecznie; ktoś inny chwilę się zastanowi i pchnie głaz w odpowiednim miejscu, lub użyje kija jako dźwigni – głaz po chwili poleci z hukiem. Nie bądź tym, który próbuje głową rozwalić mur, a śrubkę odkręcić młotkiem – wybieraj optymalne rozwiązania. Nawet najszybszy komputer potrafi liczyć latami kiepskim algorytmem to co słaby komputer policzy w 10 sekund optymalnym algorytmem. Używaj optymalnych narzędzi do danych problemów.

Skup się na wygrywaniu, a nie na unikaniu przegranej.

Trenuj „silną wolę” – bez niej nie zajdziesz daleko, będziesz oddawał się przyjemnym, lecz nieproduktywnym zajęciom, które nie przyniosą Ci korzyści w dłuższym okresie.

Pamiętaj, że zajęcia produktywne też przyniosą Ci pozytywne rezultaty, w znacznie większych ilościach, lecz trzeba na nie poczekać. Zwykle warto.

Sposób na silną wolę?

Myśl o motywacjach – wyobraź sobie siebie za x dni/miesięcy/lat, gdy już osiągniesz to co chcesz osiągnąć danym działaniem.

Nie trenuj silnej woli np. stawianiem na widocznym miejscu czegoś czemu nie możesz się oprzeć (np. czekolada, papierosy) i mówieniem sobie „nie mogę!” – lepiej jest używać pozytywnych myśli i afirmacji, niż zakazów! I nie rozpraszać się niepotrzebnie widokiem czegoś zbędnego np. na naszym biurku.

Lepsza kontrola własnych pragnień zwiększy Twoją samoocene, poczucie kontroli nad swoim życiem i… zwiększy silną wolę. Mechanizm ten, jak i wiele innych w psychologii, działa z pętlą zwrotną: im więcej inwestujesz tym później wykładniczo więcej zyskujesz. Inwestuj więc; odmów sobie teraz przyjemnej bzdury, aby później czerpać korzyści z dużo bardziej przyjemnych zajęć. Ale nie wpadnij też w drugą skrajność i nie odkładaj czerpania satysfakcji ciągle „na przyszłość”; nie bądź jak człowiek, który całe życie sieje na polu, lecz nigdy nie zbiera plonów.

Na prawo do życia nie musisz zapracowywać – już je masz. Akceptuj siebie, dbaj o siebie. Jeśli Ty zaakceptujesz siebie takim jakim jesteś – inni też Cię zaakceptują. Nie narzucaj sobie niemożliwych celów; słowa „muszę być perfekcyjny” będą Cię niszczyć i spychać na dno. Słowa „chcę być perfekcyjny” działają lepiej. Do niczego się nie zmuszaj, rób wszystko z ochotą, pasją, albo nie rób wcale.

Uczucia i myśli są samonapędzającym się mechanizmem – dlatego myśl pozytywnie. Myśl „idę w dół, jest coraz gorzej” rozkręci negatywne myśli, będzie samo-spełniającą się przepowiednią. Pamiętaj, że prócz świadomej sfery w Twojej psychice jest też podświadomość – ona Cię uważnie słucha i stara Ci się wierzyć; jeśli powiesz sobie, że jesteś beznadziejny, ona „usłyszy” i tego nie zignoruje – zadziała to niczym bomba zegarowa, impuls który wróci do Twojej świadomości mówiący, że jesteś beznadziejny. A nie jesteś.

Interpretacja faktów w naszym umyśle bywa ważniejsza niż same fakty. To nie tragedia 11 września 2001r. w Nowym Jorku spowodowała u wielu ludzi w N.J., którzy przeżyli, zespół-stresu-pourazowego; dobił ich sposób w jaki odebrali tę tragedie i zagrożenie. Jeśli byliby psychicznie gotowi na wszystko – ta tragedia nie wpłynełaby tak negatywnie na ich psychikę. zegar

Żyj pełnią życia – tak jakby każdy dzień był Twoim pierwszym i ostatnim, ale nie zapominaj, że czeka Cię też pewnie przyszłość i staraj się, aby było Ci w niej coraz lepiej.

Bądź gotowy na wszystko, nawet na to, że za 8 minut umrzesz, stracisz zdrowe zmysły lub dowiesz się, że je straciłeś je 10 lat temu, a część Twoich znajomych istnieje tylko w Twoim umyśle – nie pozwól, aby życie Cię zaskakiwało.

Nie bierz życia zbyt serio, prawdopodobnie i tak nie wyjdziesz z niego żywy (chyba, że dożyjesz momentu, w którym ludzkość będzie w stanie zatrzymać proces starzenia).

Baw się póki możesz, jeśli masz 2 ręce i 2 nogi, póki nie musisz chodzić o lasce i nie zmaga Cię choroba Alzhaimera. Aktualne lata już nie wrócą, zegar tyka, klepsydra Twojego życia została przewrócona, z każdym Twoim oddechem dzieli Cię od Twojego końca coraz mniej.

 

„Jakież to wspaniałe, czuć się bezpiecznie z osobą, przy której ani nie ważysz myśli, ani nie mierzysz słów, ale wylewasz je dokładnie takie jakimi są, nieoddzielając ziarna od chwastów, wiedząc, że przyjazna ręka przesortuje je, zatrzyma to, co wartościowe, a resztę rozwieje podmuchem miłego wiatru…”

Jeśli ‚czujesz’ – mów o tym. Nie zachowuj tego na inny, ‚lepszy’ moment, który być może nigdy nie nadejdzie.

Kieruj się sobą, nie innymi. Kiedy stoisz na rozdrożu, nie wiesz dokąd iść – wsłuchaj się w swoje serce. Nikt nie zna Ciebie, Twoich pragnień, lepiej niż ono.

„Niech słońce nie zachodzi nad gniewem Twoim…” – nie pozwalaj by kierowały Tobą negatywne emocje, gniew czy złość.

Naucz się jako pierwszy wyciągać dłoń do tych, których kochasz. Nigdy nie będziesz tego żałować.

Nie trać czasu. Nigdy. Chcesz poczekać z tym co w Tobie teraz, dziś? Rok, miesiąc, tydzień? Po co? Czasem i dzień może stać się niepotrzebną nikomu wiecznością.

 

autor artykułu: Confiable

Jestem lepszą kapustą

Ja po prostu jestem lepsza. Jestem ładniejsza niż inne – i mimo, że nikt inny tego nie potwierdzi, to wiem że jestem ładniejsza. Jestem mądrzejsza niż inni – i ci inni czasem zaskakują mnie swoja mądrością, a ja siebie zaskakuję swoim zacofaniem, ale to tylko wyjątek który potwierdza regułę – że jestem mądrzejsza. Jestem taka inna niż wszyscy, taka wrażliwsza, czulsza, taka bardziej głęboka – nikt nie jest na takim poziomie głębokości i wrażliwości jak ja. Jestem bardziej utalentowana – i mimo, że nie mam żadnego konkretnego talentu, to i tak jestem bardziej utalentowana od innych. Mam lepszy gust – i mimo, że sama się najciekawiej nie ubieram, to przecież wiem co jest ładne a co nie jest – i wiem, że ludzie powinni się na mnie wzorować, bo lepszego gustu niż mój, nigdzie nie znajdą.

A co się kryje pod tą – „najlepszą” ? Gdyby ta postawa, że jestem najlepsza zniknęła, to co mi zostanie? Strach, że jestem gorsza, że wcale taka mądra nie jestem i że wybierałam życie w iluzji żeby czuć się lepiej, że wcale taka piękna nie jestem i starałam się wypatrywać brzydotę w innych żeby samej poczuć się lepiej. Okaże się, że wcale nie mam tak wiele ludziom do zaoferowania, że ludzie wcale nie chcą mojej pomocy, bo całkiem dobrze sobie radzą. Ale wybierałam życie w iluzji, że ja radzę sobie lepiej, że mam innym pomagać, że mają brać że mnie przykład – tylko po to, by nie zobaczyć szarości i ubogości mojego własnego życia. Wolałam skupić się na zastanawianiu się dlaczego inni nie biorą że mnie przykładu, niż zająć się własnym życiem, żyć tym życiem na 100% i być w pełni sobą.

A co się kryje pod tym że jestem gorsza? Pod tym strachem, że nic nie mam do zaoferowania, że jestem bardziej szara niż mysz?

Jesteśmy jak kapusta. Każda nasza „prawda” o nas jest jak liść, który przykrywa kolejny liść, czyli kolejną „prawdę ”. A liści jest wiele i zwariować można zastanawiając się nad tym jacy naprawdę jesteśmy, który liść jest bardziej prawdziwy. Często wybieramy myślenie o sobie w jakiś sposób i stosujemy afirmacje, aby zacząć wierzyć w to co chcemy wierzyć. Ale najczęściej afirmacje są jak kolejny liść, który ma przykryć te inne mniej atrakcyjne liście.

Może twoim wierzchnim liściem jest ten który mówi, że jesteś lepszy i wybiórczo czerpiesz informacje ze świata aby to potwierdzić. Możliwe że twoim wierzchnim liściem jest ten, że jesteś gorszy – więc używasz wybiórczych przykładów ze świata by to sobie udowodnić. Każdym przykładem osoby odnoszącej sukces katujesz siebie, jesteś w stanie użyć każdego wydarzenie by udowodnić sobie, że coś z tobą jest nie tak. Czasami nie możesz się zdecydować co o sobie myśleć – jednego dnia czujesz się panem świata, ponadczłowiekiem, a drugiego dnia spadasz na dno uważając się za ostatnie byle co. Nie możesz się zdecydować w które kłamstwo o sobie wierzyć bardziej.

Tak na prawdę boimy się uchylić kolejnego liścia, boimy się spojrzeć w głąb siebie aby przypadkiem nie okazało się, że to co ukrywamy sami przed sobą, jest faktycznie straszne. Ale to tylko kolejny liść. Prawda o każdym człowieku jest piękna.

Gdzie jest ta prawda? Jak do niej dotrzeć?

Prawda tkwi w głąbie. Każda kapusta ma swój głąb – środek, do którego podoczepiane są liście – i w tym środku zapisana jest prawda o nas. Nie jest tym to kłamstwo, że jesteśmy lepsi, nie jest tym też ten fałsz że jesteśmy gorsi. Prawda o każdym człowieku jest identyczna. Każdy człowiek jest taki sam. Każdy człowiek jest dobry i jeśli nie czujesz się dobry to znaczy, że nie dotarłeś jeszcze do środka siebie a wciąż otaczasz się jakimś liściem. Człowiek jest pełnią, ma w sobie wszystko, człowiek z natury jest szczęśliwy i radosny i nie potrzebuje nic, by czuć pełnię szczęścia i radości. Jeśli nie czujesz tej pełni, to zapewne wierzysz w jakieś kłamstwa o sobie, wierzysz że masz coś, albo że nie masz czegoś, co pozwalałoby ci czuć się szczęśliwym. Wierzysz, że urodziłeś się niepełny. Wierzysz że zostałeś stworzony z brakami, że nie jesteś doskonały. Ale to nie jest prawdą. Urodziłeś się doskonały. W każdym wcieleniu rodziłeś się doskonały, pełny, rodziłeś się bogiem. Jeśli tego teraz nie czujesz, to dlatego, że bardzo silnie wierzysz we wszystkie swoje liście, wierzysz we wszystkie kłamstwa na swój temat, wierzysz we wszystkie fałszywe ograniczenia ciebie dotyczące – i boisz się, że to jest prawda.

Wybierasz myślenie, ze gdybyś wyglądał inaczej, był niższy wyższy, chudszy, grubszy, to byłbyś szczęśliwszy. W osiągnięciu szczęścia przeszkadza nam kraj w którym się urodziliśmy, miasto, dzielnica. Przeszkodą jest czas w którym się urodziliśmy – bo gdybyśmy się urodzili 10 lat wcześniej albo 10 lat później, to wszystko byłoby lepiej i inaczej. Za przyczynę nieszczęścia uważamy nasze imię – bo brzmi dziwacznie albo nie podoba się nam pod kontem numerologii. Data naszego urodzenia też nas krzywdzi – używamy astrologii jako kata – to przeklęte ustawienie planet. Nasz znak zodiaku jest kolejnym wielkim ograniczeniem. Gdybym tylko była baranem – to moje życie byłoby takie proste. Wygląda na to, że cały wszechświat się sprzysiągł aby nam spartaczyć życie. Ale to wszystko nieprawda. To nasz umysł wyszukuje kolejne dowody na to, że przyczyna naszego nieszczęścia powodowana jest warunkami zewnętrznymi które nas ukształtowały. Czy ustawienie planet jest w stanie jakoś wpłynąć na naszą boskość, na nasz niezmienialny, prawdziwy, boski środek? Czy jest coś, co może nam tę boskość odebrać albo przyćmić? Człowiek jest w stanie uwierzyć w iluzje i w kłamstwo i naoszukiwać się, że jego boskość jest przyćmiona. Ale to tylko iluzja. Boskość jest nieprzyćmiewalna.

Zapewne masz jakiegoś idola, którego życie jest dla ciebie przykładem. Czy wiesz że jesteś dokładnie taki sam jak ta osoba – a jedyne co was odróżnia, to iluzje w które wierzycie na swój temat? To co ciebie dzieli od osoby, którą chciałbyś być, to strach że jesteś inny, że jesteś gorszy i że jesteś niedoskonały.

Czy jest jakaś metoda by rozebrać się z liści i dotrzeć do swojego środka? Czy da się pozbyć tych kolejnych nawarstwionych kłamstw bez przyjrzenia się im? Nie wiem. Wiem natomiast, że świadomość kłamstwa je rozpuszcza.

Często siadam i wyobrażam sobie spływającą na mnie prawdę . Wyobrażam sobie ją jako białe światło które niczym surowica spływa z góry i poprzez moją głowę płynie do serca. Serce transformuje i wysyła tą prawdę tam, gdzie są iluzje i bloki we mnie powodując, że one się kruszą a do mojej świadomości docierają informacje o kolejnych kłamstwach i pozwalam im wtedy odejść. Gdy tylko wpadam w pułapkę mojego umysłu i zaczynam grać w tą grę, jestem gorsza/jestem lepsza, staram się jak najszybciej zobaczyć w tym grę. Gdy tylko poczuję się gorzej – staram się w tym dostrzec kolejny liść kapusty, kolejną warstwę. Staram się nie zagłębiać w to kłamstwo, nie babrać w nim masochistycznie, tylko traktować to jako informacje od mojego serca do świadomości o tym, którego kłamstwa się właśnie pozbywam.

Moja mama zawsze powtarzała, ze głąb kapusty ma najwięcej witamin, że jest najzdrowszy, obierała mi go z liści i dawała do jedzenia niczym najlepszy przysmak. Dość ciekawe jest to, że gdy większość osób gotuje coś z kapusty, to używa głównie liści, czy to do bigosu czy do gołąbków, a środek kapusty wyrzuca bo jest za twardy. Czy nie jest to analogią do naszego życia? Zajmujemy sie liśćmi, czyli kolejnymi warstwami kłamstw o nas – a głąb, to centrum, tą twardą opokę nas samych, wyrzucamy.