Jednostronna miłość

Pytający: „Czemu miłość nie jest odwzajemniona? Czemu powstaje sytuacja jednostronnej miłości? Kładę moje bolące serce przed Tobą. Proszę operuj.”

– Dobrze, zaczynam więc operację.

Jedna forma kocha, a druga tego nie odwzajemnia. Dlaczego tak się dzieje? I jest ból, który za tym idzie. Wielki ból. Dla wielu ludzi jest to niebywały ból.

Wiecie, że podstawowym uwarunkowaniem – „JA” umysłowego, egotycznego – jest bardzo głęboko zakorzenione poczucie braku. Poczucie niedostatku, niekompletności. I wtedy umysł próbuje to wypełnić poprzez swoje strategie. Stworzone przez umysł „JA” próbuje wypełnić ten brak, który zna i czuje prawie bezustannie. Z wyjątkiem krótkich momentów kiedy coś było tam wstawione i wtedy przez chwilkę, brak nie jest odczuwany. Jednak to nigdy nie trwa długo, więc szuka następnej rzeczy. Szuka w przyszłości. Szuka żeby dodać coś do siebie, żeby wypełnić tę nieustannie istniejącą dziurę. „Nie jestem sobą, nie jestem kompletny. Nie jestem w domu, nie jestem spełniony. Są to różnego rodzaju strategie.

Jednym z głównych obszarów, w których umysł poszukuje wypełnienia tego braku jest obszar relacji międzyludzkich. Druga osoba. On lub ona. Kiedy to się dzieje, cała uwaga „JA” (umysłu) zostaje skupiona na jednej, innej osobie, która jest postrzegana nieświadomie jako „Jedyna, która mnie dopełni”. Sprawi, że stanę się całością. On lub ona jest tą jedyną/tym jedynym. Jest to niemalże obsesyjne lgnięcie do tego obrazu, formy tej osoby. I to nazywa się „zakochaniem”. I czasem, jeśli masz szczęście, druga osoba czuje to samo w stosunku do Ciebie. Czuje, że Ty również ją dopełnisz.

Oczywiście jest to wspaniałe. Obydwoje czujecie, że będziecie dopełniać się nawzajem. Prawdopodobnie będziecie chcieli wziąć ślub, „podpisać kontrakt”… tylko dlatego, żeby mieć pewność: „Do końca życia będziesz mnie dopełniał i mnie nie opuścisz, a jeśli to zrobisz to poniesie za sobą niemiłe konsekwencje… Nawet o tym nie myśl…” I wtedy pobieracie się, tu film się kończy. Reżyser mówi: „Cięcie.” Mimo to życie płynie dalej. Potem w małżeństwie, być może nawet podczas miesiąca miodowego, przychodzą do głowy pierwsze wątpliwości. Czy to właściwie działa? Czy ktoś może sprostać temu ogromnemu zadaniu jakim jest zaspokajanie i dopełnianie drugiej osoby? Wtedy zaczynacie codzienne życie. Praca, rodzina… I tak stopniowo zaczyna wyglądać na to, że to dopełnianie już nie działa. Poczucie braku powraca. On lub ona nie zachowuje się już tak jak zachowywać się powinien, żebym czuł się dopełniony. Żeby mnie uszczęśliwić. Możecie to przeczytać w anonsach. Nie wiem czy czytacie to w indiach… „Szukam osoby, która uczyni mnie szczęśliwym”. Kto mógłby temu podołać? Nikt nie jest w stanie.

I wtedy ten brak, który był przysłonięty przez tymczasową iluzję, że ta osoba Cię dopełnia… powraca. (Swoją drogą ta osoba była Twoim ciałem bolesnym, ale tego nie wiedziałeś). Nagle poczucie niepełności, osamotnienia, strachu, nie bycia sobą… powraca. Ale teraz powiązałeś to z tą drugą osobą i mówisz: „On lub ona jest powodem tego co ja czuję.” Znów czujesz podstawowe, egotyczne uwarunkowania. Czujesz to nawet mocniej, ponieważ przez krótką chwilę to było przykryte przez wasz związek miłosny. Dalej stopniowo miłość obraca się w nienawiść. Za każdym razem, kiedy osoba nie wypełnia swoich obligacji, miłość zamienia się w agresję, wrogość. Potem oboje są zamknięci w sobie: – „Co jest z Tobą nie tak?” – „Nic… nie chce z tobą rozmawiać.” Złość może się przejawiać dowolnie np.: rzucanie czymś… cokolwiek sobie wymyślą.

Nagle ich związek załamuje się. Potem przez jakiś czas znowu funkcjonuje. Dalej znów się psuje. Raz działa, raz nie. Potem te okresy, w których nie działa stają się coraz dłuższe. I wtedy czujesz to nieprzyjemne uczucie. Szczęśliwość małżeńska obraca się w nieszczęśliwość przebywania ze sobą. Szczęśliwość miesiąca miodowego staje się rozwodem. To wszystko jest tak na prawdę jednym i tym samym. To była próba wypełnienia Ciebie przez jakąś formę, jakiś rodzaj formy. To co się dzieje z Tobą na końcu to poczucie jeszcze większego niedopełnienia…. i wtedy obwiniasz tamtą formę, że jest powodem tego co czujesz. To jest egotyczny ból. Jest to ból powstający w związkach „miłość-nienawiść”.

Teraz pytający oczywiście nie jest na tym etapie, ponieważ jest to „jednostronny ruch” (jednostronna miłość) jak to określił. Ta wielka miłość jest odczuwana do jakiejś formy jednak nie jest odwzajemniona. Co wtedy zrobić? Wtedy czujesz ten brak jeszcze mocniej. I to boli. Istnieje tendencja umysłu do wymyślania różnego rodzaju fantazji na ten temat. Różnych historii. I to wyobrażenie o „JA” staje się bardzo bolesnym obrazem. Jeśli będzie to trwało dalej może się zdarzyć, że to przyciąganie zamieni się w nienawiść. Może się zdarzyć, nie mówię, że tak będzie w tym przypadku. I wtedy dostrzegasz, że miłość nigdy nie była tam na pierwszym miejscu. Więc to co ludzie nazywają „miłością”, jest to głęboko zakorzeniona potrzeba ego. Skupiona na jednej formie.

2 myśli nt. „Jednostronna miłość

  1. m

    Kto jest w stanie doświadczyć pełni, zrezygnować z iluzji kalki, za każdym razem łudząc się, ze obraz pod nią inny będzie od pisanego „na górze”…
    Czy stając się doskonałym i wolnym – od wszystkiego – uwolnimy sie od świata nam danego?

    Odpowiedz
  2. Jagoda

    Miłość jednostronna jest najgorszym z możliwych uczuć. Pozornie na początku daje szczęście, a po czasie jednak rani bardzo. Sama doświadczyłam nieszczęśliwej miłości udało mi się odnaleźć szczęście u boku niesamowitego człowieka, z którym wzięłam niedawno ślub w uroczym miejscu pod Warszawą http://www.promenadacountry.pl/imprezy-pikniki/wesela . Czasem warto jest poczekać, ponieważ na każdego z nas czeka gdzieś idealna osoba.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.