Naturalność Boskości

Każda droga duchowa ma podobne założenia. W zależności do regionu i kultury różnią się bardziej lub mniej, jednak mają pewien wspólny mianownik. Wszyscy dążą do szczęścia, totalnej radości, miłości – raz pod postacią jedności z Bogiem, raz pod postacią oświecenia, czy też wreszcie pod postacią świętego spokoju.

Ludzie od wieków poszukują optymalnej drogi duchowej, która ma dać w końcu wyzwolenie z tego dołu cierpienia i nieświadomości jakim jest świat. Wielu mistrzów takową drogę znalazło, osiągnęli cel. Choć była to zawsze indywidualna droga, to wyznaczyli oni pewne nurty rozwoju, które do tej pory funkcjonują wśród adeptów. Każdy znajduje sobie właściwą drogę i nią podąża, to jest jak najbardziej w porządku. Każdy ma nadzieję osiągnąć wspaniałe rezultaty, zjednoczyć się z Bogiem, czy w końcu się oświecić.

Czym jest to, czego tak wszyscy szukają? Czym jest boskość, o której wszyscy mówią? I dlaczego wszyscy do niej dążą, jakby była jakimś niewyobrażalnym celem?

W przyrodzie nie ma rozróżnienia na boskie i nieboskie. Natura nie ma potrzeby takiego podziału, czemu miałby on służyć? Ptak szybujący po błękitnym niebie nie szuka boskości. Nie dąży do żadnego zjednoczenia z Bogiem, nie próbuje kombinować z oświeceniem. On już jest na swoim miejscu. Cała natura jest dokładnie tu, gdzie być powinna. Nic więcej nie trzeba. Jest to ogromna inteligencja, szeroko przekraczające umiejętność logicznego myślenia umysłu. Umysł nie potrafiłby rozwinąć tak wspaniałego systemu życia, jaki wytworzył się na tej planecie. Jest to piękny proces rozwoju miłości, gdzie wszystko jest naturalne i spontaniczne.

Naturalność.

Boskość jest naturalnością. Jest do końca naturalna dla wszystkich istot. Boskość jest tym, co istnieje. Nie ma nic innego. Wszystko jest jednym procesem, gdzie nie ma żadnych podziałów. Jesteś totalnie zanurzony w boskości, w materii, w miłości, energii, Bogu, czy jakkolwiek to nazwać. Czego chcieć więcej? To już się odbywa. Ten moment jest teraz. Jesteś w nim. Gdzie chcesz iść?

Można powiedzieć, że człowiek zaprzeczył boskości poprzez odejście od naturalności. Odejście od siebie. Jest to po części prawdą, ponieważ zatapiając się w iluzji stworzył ból ciała, blokady energii. Przestał się przejawiać w pełni. Ma to swoją przyczynę w mentalnym oddzieleniu od całości.

Umysł korzystając z mocy twórczej oddzielił się od boskości. Dokładniej stworzył iluzję oddzielenia, ponieważ nie może się oddzielić od boskości. Wymyślił sobie boskość i nieboskoość, poczym stwierdził, że wcale boski nie jest. Ten dualizm (jak każdy) sam w sobie jest ograniczeniem. Sam umysł jest boskością, mimo to narzucił pewną iluzję, że tak nie jest. Dotykając bezpośrednio miłości stwierdził, że miłości nie doświadcza. Dzięki swojej mocy kreacji, stworzył świat dualizmu, gdzie są same podziały: boski – nieboski, ładny – brzydki, piękna – bestia. Świat iluzji.

Natura wytworzyła tak zaawansowany fenomen jak umysł. Jest to ogromny krok w stronę całkowicie świadomego odczuwania boskości. Stworzenie umysłu przyniosło jednak iluzję. Ludzka populacja gdzieś zbłądziła, a raczej naturalnie zaczęła badać pewne rejony mentalne. W porządku, wiemy już jak to jest być oddzielonym. Teraz można zobaczyć jak to jest być jednością z boskością.

Ta iluzja indywidualności pojawiła się wraz z umysłem, a skrystalizowała się wraz z wykształceniem intelektu. Jest to proces indywidualizacji, który jest naturalny i jest częścią całościowego procesu ewolucji wszechświata. Wszystko jest więc w porządku. Nie można być jednością nie znając wcześniej stanu oddzielenia.

Warto zauważyć, że ten proces ewolucji działa sam. Jest to fala życia, ocean energii, w którym ruch zdarza się samoistnie. Rozwój po prostu się dzieje. Można powiedzieć, że nie masz na niego wpływu, choć nie do końca. Możesz za nim podążyć lub stawić mu opór. Tu jest faktycznie realna wolna wola. W tym momencie Ty wybierasz, co chcesz robić. Innymi słowy, wszechświat sprawdza dzięki Twemu ciału, czy korzystnie jest się opierać, czy może lepiej podążyć za falą życia..

Właśnie, co dla Ciebie jest korzystne? Możesz działać, możesz nic nie robić. Możesz walczyć, możesz zaakceptować. Tylko Ty wybierasz jak chcesz się przejawiać. Masz swoje cele, swoje marzenia, wyobrażenia, warunki. Ja też je mam. Nasze światy się różnią w mniejszym lub większym stopniu. Jednak to wszystko nie ma różnicy, ponieważ jesteśmy do końca zanurzeniu w boskim procesie rozwoju. Nieważne czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, proces nadal trwa. Nieważne czy żyjemy, czy nie, czy do czegoś dążymy, czy stoimy w miejscu. Czy płyniemy z falą życia, czy stawiamy jej opór, wszystko jedno. Te wszystkie rzeczy i tak znajdują się w polu boskości i dzięki nim wszechświat poznaje siebie. Innymi słowy – wszystko jest w porządku. Warto tylko to dostrzec i tym samym zaakceptować.

Rozwój duchowy pojawił się od momentu, kiedy człowiek chciał uciec od cierpienia (które sam sobie stworzył). Wpadł w pewną pętlę, z której nie tak łatwo wyjść. Ponieważ nie można uciec od cierpienia, a zarazem ciągle go tworzyć. Tak się niestety dzieje z większością ludzi. Następuje tu pewien mechanizm walki, starania się, droga duchowa. Ucieczka od cierpienia czy marnego życia – może kiedyś się to uda? Uda się wtedy, kiedy wszystkie starania zostaną porzucone i nastąpi całkowita akceptacja swego istnienia.

Przyczyną cierpienia jest zły (iluzoryczny) pogląd na świat, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Można powiedzieć, że rozwija się on samoistnie. Cała cywilizacja jest zarażona poglądem cierpienia stworzonym przez umysł. Jest to nic innego jak pewien filtr mentalny, który narzuca ściśle określone spojrzenie na świat. Zamiast boskości widzimy oddzielenie i cierpienie. Warto pamiętać, że dla procesu miłości nie ma różnicy co tam aktualnie sobie cywilizacja ubzdura i w co wierzy.

Widzimy, że człowiek nie jest taki, jaki powinien być. Chcemy być lepsi, więksi, bardziej oświeceni, bardziej pełni. Mimo to naturalnie jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. To jest boskie. Wszystko jest w porządku, po co poprawiać naturę? Natura sama wie co robi, jest to wyższa inteligencja działania, po co ją poprawiać? Chcąc poprawić już doskonałe stawiamy tylko opór rzeczywistości i pewne napięcia. Powstaje chęć bycia gdzie indziej. Moment boskości jest tu i teraz.

Nie trzeba nigdzie uciekać, nie trzeba nigdzie dążyć. Oczywiście można to robić, jednak bez zbędnego oczekiwania na coś, co jest gdzieś w przyszłości. Warto brać udział w naturalnym rozwoju z pełną akceptacją. Co ma być to będzie, poddaj się wyższej inteligencji natury. Wtedy rozwój, jeśli takowy ma być, przyjdzie spontanicznie i naturalnie. Bez problemu, bez oporu, z łatwością i lekkością. Bez intencjonalnego pchania i wysiłków starania. Może się okazać, że po poddaniu nic się nie zmieniło. Nadal wykonujemy te same czynności, nadal dzieje się tak samo. Mimo to w głębi czujemy się wolni. Ostateczną rzeczywistością staje się boskość. Nie ma już celu, do którego się dąży. Samo istnienie jest przyczyną i celem samym w sobie.

Czy cierpienie jest naturalne?

Cierpienie samo w sobie w naturze nie istnieje. Jest tworzone przez umysł jako wyuczona reakcja na zdarzenia w rzeczywistości. Wynika najczęściej z oporu umysłu przed zmianami, jak i z niewłaściwej oceny rzeczywistości.

Ból nie jest cierpieniem. Ból jest pewnym przejawem energii. Jest to coś naturalnego, ruch energii, co jest na swój sposób przepełnione boskim pięknem. Przy zmianie założeń, można powiedzieć, że dotyk też jest bólem, ale o mniejszym natężeniu. Jeśli dobrze sobie to wmówić, to można nauczyć ciało jak cierpieć z samego dotyku. Można, tylko po co? Po co też sprawiać sobie cierpienie z bólu?

Cierpienie jest w istocie pewnym stanem umysłu. Kiedy na skutek zdarzenia z zewnątrz ciało się napina, stawia opór – zaczyna się ból interpretowany – cierpienie. Jest ono uwarunkowane od oceny sytuacji, a to odbywa się przez umysł. Kiedy umrze bliska osoba, ludzie cierpią. Kiedy traci się cały majątek, ludzie cierpią. Jest to mentalne „nie” dla rzeczywistości. Ma to przełożenie na ciało w postaci napięć i oporów.

Umysł określa szczęście jako coś przeciwnego do cierpienia. Tak naprawdę jest to ruch energii o innym kształcie i z punktu widzenia wszechświata nie różni się on od zbytnio od ruchu energii cierpienia. Jest to ta sama energia w innej postaci. Mimo to z punktu widzenia ego różnica jest kolosalna. Ego próbuje uciec od cierpienia i utrzymać jak najdłużej szczęście. Myśli, że stan szczęścia jest tożsamy ze stanem boskości. Tym samym totalnie neguje cierpienie mówiąc, że jest nieboskie, pochodzi od diabła, czy nieświadomości.

Kwestia w tym, że cierpienie jest tak samo naturalne i boskie jak szczęście. Wszystko jest przecież w polu boskości, Te energie istnieją czy w nie wierzymy czy nie. W momencie prawdziwego zrozumienia nie ma różnicy czego doświadczamy. Jednak na początku drogi warto skierować umysł na pozytywne energie, zharmonizować ciało co z kolei umożliwi dalszy rozwój.

Boskość.

Warto sobie uświadomić czym jest boskość. Najprościej powiedzieć, że jest to wszystko, co istnieje. Nic innego nie istnieje, a jeśli zaistnieje, też będzie stworzone przez boskość, która jest zarówno przyczyną jak i skutkiem. Nic nie istnieje poza boskością. Wszystko co jest w tym wszechświecie, jest utrzymywane przez pierwotną inteligencję – miłość. Każdy atom, każda komórka jest przepełniona wibracją życia. Ty również bierzesz w tym udział – wszechświat Cię kocha. Utrzymuje przy życiu, daje energię, delikatnie otula przestrzenią. Istniejesz.

Niektórzy powiedzą, że Boga da się doświadczyć poprzez głęboką medytację. Wchodzi się wtedy w stany błogości i miłości. Są to piękne stany. Oczywiście, jest to boskość, a dokładniej pewien wysokowibracyjny aspekt boskości. Wspaniale, kiedy istoty tego doświadczają. Nie dzieje się nic złego kiedy nie doświadczają. Widać wtedy doświadczają innego aspektu boskości – co jest jak najbardziej na miejscu.

Kiedy człowiek sobie uświadomi naturę boskości, przestanie stawiać opór przed rzeczywistością. Nie będzie już napięcia, bez względu na to co przyjdzie. Będzie totalna akceptacja tego co jest, ponieważ wszystko jest boskością. Wszystko odbywa się w polu miłości. Ruch, który wtedy nastąpi, będzie ruchem natury. Nie ma już indywidualnego starania się, walki czy pragnienia. Proces ewolucji następuje naturalnie – jak Pan Bóg przykazał. ;)

Przychodząca akceptacja zmieni ciało. Jest to wielkie cielesne i mentalne „tak” dla rzeczywistości. Nie ma złego i dobrego. Nic nie trzeba oceniać. Jest się na miejscu – uczestniczy się w naturalnym rozwoju wszechświata. Koniec walki o cokolwiek. Koniec starań i stwarzania napięć. Umysł nie ma co do roboty, nie musi już błądzić w pojęciach, cierpieniu i szczęściu. Jest czysta naturalność. Człowiek dochodzi do punktu boskości, w którym przecież zawsze był.

„…

In morning dew

A glorious scene came through

Like war is over now

I feel I’m coming home again

Pure moments of thought

In the meaning of love

This war is over now

I feel I’m coming home again

…”

Sarah Brightman – The War is over

3 myśli nt. „Naturalność Boskości

  1. swishy

    Mam jedno pytanie. Czytając większość Twoich artykułów doszłam do wniosku, że Biblia też może być przekazywaniem nieprawdziwych wydarzeń, czy wzorców postępowania. podobnie jak w innych religiach… jedna kwestia mi się nasuwa… skoro wierzysz, że świadomość się reinkarnuje, przemieszcza, lub trwa cały czas to jeśli na Ziemi osiągnie się wyższą świadomość, prywatny raj to gdzie jest tu miejsce na pierwotne dążenie człowieka do tego lepszego miejsca?? Trochę to zaprzecza naturze ludzkiej. Wydaje mi się, że człowiek nie jest w stanie osiągnąć boskiego stanu, bo przecież losy jednego człowieka zmieniają cały świat… już dawno zaistniał by raj na Ziemi.. Twoje nauki są bardzo cenne jednak totalne oświecenie nie leży w zasięgu możliwości człowieka…

    Odpowiedz
  2. AnandaNa

    Tu warto zweryfikować swoje własne wyobrażenia na temat boskości i oświecenia. Oświeceniem można nazwać całkowite zsynchrnonizowanie się z boskim ruchem. W takim układzie nie trzeba mieć boskich mocy (jakkolwiek sobie je umysł wyobraża), po prostu wystarczy totalnie zaakceptować istnienie.

    Jeśli rozpatrywać z punktu widzenia ego, to oczywiście osiągnięcie boskich mocy równa się całkowitej zmianie świata (przez jednostę, która te boskie moce osiągnęła). Jednak wychodząc poza ego widać, że wszystko już w tej chwili jest na miejscu. Nie trzeba nic zmieniać. Boskość już w tej chwili wszystko utrzymuje w doskonałym stanie istnienia. Tylko z poziomu ego ten świat wydaje się jakiś nijaki (zły).
    Osiągając boską świadomość już się nie walczy z wszechświatem. Płynie się zgodnie z nim. Człowiek wtedy nie chce usilnie zmieniać świata, zamiast tego robi to, co jest w danej chwili do zrobienia. Działa jak woda, która po prostu płynie – nie próbując robić nic innego. Takie działanie jest czyste i zgodne z ruchem boskości.

    Budda osiągnął oświecenie. I co zrobił? Tylko nauczał (aż nauczał). Nadal prowadził żebracze życie, nadal jadł, spał, chodził, rozmawiał. Nie chodzi o to, że po oświeceniu można zmieniać cały świat. Chodzi o to, że po oświeceniu nie stawia się już oporu temu, co jest. Wszystko jest w porządku, ponieważ działa zgodnie z ruchem boskiej energii we wszechświecie – zgodnie z procesem miłości, który odbywa się sam. Oświecony jest tego świadomy i całkowicie z tym zsynchrnonizowany.:)

    Odpowiedz
  3. derek

    nie przesadzajcie z tym Buddą,to był tylko facio,który coś zobaczył na czubku swego nosa,Hindusi bardzo lubią przesadzać(np.z tymi swoimi bóstwami,których jest bez liku)i innymi rzeczami

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.