Archiwa kategorii: Pierwsze kroki ku Miłości

1.8 Korzyści z zapisywania dialogów

Mistrzu, zamiast spisywać rozmowy z Tobą piszę wspomnienia z przeszłości, nie odmawiam tej pracy wartości, tym bardziej, że wiele uczę się dzięki temu, ale to przecież przeszłość. Czy warto do niej wracać?

Wspomnienia przywołują miłość i pozwalają przypomnieć sobie i wprowadzić w życie idee i wartości z którymi kiedyś miałeś kontakt. Pod tym względem wspominanie jest bardzo cenne – stanowiąc ugruntowanie prawd, wokół których warto budować życie. Przypomnij sobie sen, który miałeś dwa dni temu. 

Szedłem gdzieś z matką, a wiem, że jak śni mi się matka to chodzi we śnie najczęściej o Ciebie – o Boską Matkę, szedłem i nagle zauważyłem, że przeczesując ręką włosy sporo mi ich zostaje na dłoni. Pokazałem to matce ze słowami – chyba niedługo będę całkiem łysy jak mnich.

Wypadające włosy symbolizują pozbywanie się czegoś niepotrzebnego a związanego z głową i myśleniem – ogólnie z obrazem świata powstającym w myśli i odczuciu. Tematy, które zacząłeś przywoływać pisząc zaczęły bardzo silnie zmieniać twój stosunek do świata, zacząłeś myśleć o służeniu Mnie i innym i stało się to nowym odkryciem. To wielki dar, jaki otrzymałeś. A wszystko, dlatego że w końcu dałeś się nakłonić do zapisywania tego, co mam do powiedzenia. Opisy wydarzeń ilustrują różne prawdy życiowe i duchowe oraz pokazują jak można żyć i tworzyć własne życie mając Boga za Przewodnika i przyjaciela. Pisz nadal a Ja będę urozmaicał opowiadania swoimi komentarzami i objaśnieniami. Pisz więc i nie ociągaj się bo ten sposób komunikacji ze Mną będzie ci coraz bardziej potrzebny, tak jak dzisiaj.

Tak, powiedziałeś, że powinienem napisać kilka słów do znajomej a ja broniłem się przed tym, ponieważ nie chciałem się wygłupić tym bardziej, ze nie wiem, co się aktualnie z nią dzieje, tyle wiem, co słyszę od Ciebie, – że ma kłopoty.

I co się stało?

Usiadłem i po pierwszym słowie, które napisałem zaczęły tak szybko płynąć następne, że nie mogłem zdążyć z ich spisywaniem. Aż się denerwowałem, że piszę tak szybko i robię wiele błędów aż w końcu dotarło do mnie, że żartujesz sobie i starasz się mnie rozzłościć i to mnie rozbawiło.

I co dalej?

Kiedy skończyłem byłem zaskoczony, że napisałem tak wiele a czuję się jakbym nie napisał nic.

Od ciebie nie pochodziło nic.

Potem, gdy przeczytałem te dwie strony druku byłem zaskoczony jak konkretnie i stanowczo się wypowiedziałeś.

I co?

Dziś ten list już został wysłany, dziś jest dobry dzień, 23 listopada, dzień urodzin Sri Sathya Sai Baby. Chcę Ci z tej okazji podziękować za wszystkie prezenty, jakie dostałem od Ciebie w ciągu ostatniego tygodnia, było ich zaskakująco wiele. Bardzo Ci dziękuję. Oprócz wielu rzeczy materialnych szczególnie dziękuję za to, że pokazałeś mi jak wielką radością jest dawanie i dzielenie się z innymi. Kupiłem kilka prezentów dla znajomych, których na takie rzeczy nie stać. To była wielka radość.

Po drugie chciałbym Ci życzyć wiele radości i szczęścia, tego abyś jak najwięcej znajdował ich w naszym działaniu tutaj i abyś mógł jak najczęściej dzielić się z nami Twoja miłością, bo myślę, że to sprawi Ci radość.

To piękne życzenia, szczególnie to ostatnie. I dziękuję ci za nie. 

1.7 Boskie Światło

Sri Sathya Sai Baba wtargnął w moje życie jak nagły sztorm. Interesując się sprawami duchowymi, prędzej czy później każdy zetknie się z informacjami o Nim. Tak, jak to było w moim wypadku mogą one nie zrobić na człowieku specjalnego wrażenia. Dziś już wiem, że znaczy to, że nie jest jeszcze gotów. Kto choć raz zetknie się ze Sri Sathya Sai Babą nigdy już nie jest taki sam. Kolega wyruszył do Indii z pielgrzymką po świętych miejscach. Ostatnie dwa tygodnie wyprawy spędził w ashramie w Puttaparthi. Powrócił zupełnie odmieniony. Byłem bardzo zaskoczony skalą zmian, racjonalista odbierający rzeczywistość wyłącznie poprzez pryzmat intelektu nagle opowiadał o niezwykłych doświadczeniach duchowych. O miłości której doznawał, miłości do wszelkiego stworzenia, miłości która była bardzo wyraźnie związana z postacią Sri Sathya Sai, miłości, która bez najmniejszych wątpliwości została przez Niego udzielona na wyraźną prośbę o doświadczalne doznanie Prawdy.

Rozmowa z kolegą wstrząsnęła mną do głębi. Miłość, która odczuwał w obecności Sri Sai była bardzo podobna do tego co odczuwałem przed laty. Każdy z nas buduje swój świat na podstawie własnych przeżyć, inaczej nie potrafimy. Prawdomówność kolegi i zmiany, które w nim zaszły w bardzo krótkim czasie wskazywały dobitnie na dwie sprawy; autentyczność doświadczeń oraz wręcz niewyobrażalną duchową moc Sri Sathya Sai.

Rozstaliśmy się późnym wieczorem. Ledwie przyłożyłem głowę do poduszki pojawiło się zdumiewające zjawisko. Zamknąłem oczy i pojawiło się błękitne, potężniejące z każdą chwilą światło. Miało cudowny kolor, wizje tego rodzaju to rzadkość. Po chwili dostrzegłem w świetle ruch i ujrzałem zbliżającą się Postać. Trudno było Go nie poznać – płomienista pomarańczowa szata i charakterystyczna fryzura afro. Sri Sathya Sai zbliżał się powolnym krokiem, od Jego słodkiego uśmiechu robiło się po prostu cudownie na sercu. Nawet dziś, kiedy spisuję te wspomnienia następuje wyraźne połączenie duchowe z miłością Sri Sai i jej gorący prąd wpada wprost do serca i ożywia całą istotę.
W lewej ręce Baba niósł skrzypce. Zapytałem zdziwiony – „Baba, Ty grasz na skrzypcach?” Nie odpowiedział, lekkim ruchem podniósł instrument do policzka i wciąż z tym cudownym uśmiechem dotknął strun smyczkiem. Najpierw oniemiałem by po chwili rozpłynąć się i zniknąć w cudownej muzyce. W subtelnych tonach pieśni, która docierała do najgłębszych rejestrów duszy, tam gdzie królują wyłącznie światło i miłość, zawierało się Boskie tworzenie i niszczenie, słodycz ponad pojęcie i ponad możliwości wyrażenia. Pieśń dobra i miłości. Taką muzykę musiał słyszeć Stwórca, kiedy tworzył ten Wszechświat?

Następne dni i tygodnie były okresem głębszej refleksji. Szybko zrozumiałem, że w tak niezwykły sposób mogą manifestować się jedynie autentyczna Moc i Miłość. Jeśli tak, to zdałem sobie sprawę, że żyjemy w niesamowitych czasach. Dwa tysiące lat temu podobne zjawiska, związane z innym człowiekiem, nadały kształt kulturze i duchowości Zachodu. Dziś dzieją się podobne lub jeszcze większe rzeczy, w dodatku na olbrzymią skalę, dotykającą już nie dziesiątek czy setek ale setek tysięcy i milionów ludzi na całym świecie. Jako ludzkość nie możemy przejść obok nich obojętnie. Prawdopodobnie mamy do czynienia z najważniejszym wydarzeniem w naszych dziejach jako gatunku ludzkiego. Żywa i kochająca Boskość, z której wszystko wzięło swój początek, jest z nami, w ludzkim ciele, tutaj na Ziemi.

Wkrótce stało się dla mnie jasne, że po prostu muszę pojechać do Indii i doświadczyć bezpośrednio kontaktu z Sri Sai. Ta konstatacja przyszła w dość niecodzienny sposób. Właściwie nie była wynikiem żadnego racjonalnego procesu. Obudziłem się pewnego dnia i wiedziałem, że powinienem pojechać, odwiedzić Sri Sathya Sai Babę w Indiach.

Jednak wyjazd nastąpił znacznie później niż się spodziewałem, jeszcze wiele spraw musiało się zmieścić „między ustami a brzegiem pucharu”. W końcu jednak znalazły się pieniądze, trudności z wizą i otrzymaniem biletu zostały pokonane i na dzień przed wyjazdem siedziałem w domu z wielkimi oczekiwaniami i nadziejami. Siedziałem i płakałem, sam nie wiem czemu.

Wylot miał nastąpić w piątek około południa, a w czwartek wczesnym wieczorem odbierałem paszport z wizą i bilet, wszystko zostało załatwione dosłownie na ostatnią chwilę. Wcześniej nie było miejsc w samolocie, konsul domówił wizy, wiele rzeczy jakby wyraźnie się nie układało. Gdy wychodziłem z biura, spojrzałem na dokumenty w dłoni i zwróciłem się do Mistrza z podziękowaniem. Powiedziałem. „Wiem, że przyłożyłeś do tego rękę. Dziękuję Ci.” W tym samym momencie przyszła zaskakująca odpowiedź – po angielsku. „You are welcome”. Z odpowiedzią przyszła miłość. Wtedy zrozumiałem, kto odpowiadał mi przez te wszystkie lata. Wtedy dotarło to do mnie po raz pierwszy.

Opuszczałem kraj, z lekką obawą, czy aby nie doznam rozczarowania?. Jednak to co się tam wydarzyło? Pobyt w Indiach w obecności Sri Sathya Sai Baby przekroczył o całe niebo wcześniejsze oczekiwania i wyobrażenia. Powiedzieć, że zostałem oczarowany to mało. Wróciłem zupełnie innym człowiekiem.

Jeszcze w kraju obejrzałem kilka kaset z ashramu. Zauważyłem, jak wydawałoby się nienaturalnie ludzie reagują na pojawienie się Swamiego. Składają ręce jak do modlitwy, uśmiechają się dziwnie i w ogóle robią rozanielone miny. Dopiero na miejscu wszystko stało się jasne. A powód takich zachowań wykraczał swoją niesamowitością daleko poza wszelkie moje wyobrażenia.
Siedzieliśmy w dużej grupie oczekując na wyjście Swamiego. Kiedy pojawił się na horyzoncie przez zgromadzenie przeszło coś na kształt uderzenia prądem. Po chwili zrobiło się po prostu cudownie. Z dużą intensywnością napływała czysta i świeża energia, serdeczna miłość, trudne do opisania spokojne i głębokie szczęście. Doświadczałem tego za każdym razem gdy Baba się pojawiał się w polu widzenia, łącznie grubo ponad sto razy.

Efekty działania energii Sri Sathya Sai Baby były aż nadto wyraźne. Po pierwsze znacznie zmieniało się samopoczucie. W miejsce zmęczenia upałem, oczekiwaniem, klimatem i w ogóle Indiami pojawiał się spokój, głęboki spokój i odprężenie. Po drugie, energia Sri Sai przynosiła tez wyraźne efekty w sferze psychiki i myśli. Wiele razy obserwowałem jak podczas darshanu pojawia się głęboki wgląd w procesy psychiczne. Niektóre elementy umysłu zostały oświetlane po czym odchodziły w nicość. Wydaje mi się, że w ten sposób Sai Baba prowadzi proces oczyszczenia ludzi, którzy Go odwiedzają. Po trzecie pojawiała się żywa, przejmująca i intensywna miłość, obejmowała sobą ciało, umysł, duszę, jest to uczucie nieopisywalne, nie porównywalne z żadnym innym, orzeźwiający i krystalicznie czysty dotyk kochającej Boskości. W obecności Sri Sathya Sai Baby bardzo łatwo doznać prawdy, że Bóg to Najwyższa, najbardziej przejmująca do głębi i najbardziej słodka Miłość.

Podczas darshanów często siedziałem w medytacji z zamkniętymi oczami i nie zwracałem uwagi na zachowania ludzi wokoło. W pewnej chwili przychodziła elektryzująca fala miłości, za nią następna i następna. Jakby ktoś zapalał w środku, w umyśle, światło i powoli powiększał jego moc. Po chwili otwierałem oczy i widziałem, że to Sathya Sai właśnie wyszedł do oczekujących ludzi.

W dzień swoich urodzin miałem to szczęście, że Sri Sai podszedł i zatrzymał się może 30 centymetrów ode mnie. Pomyślałem, że takiej okazji do badań nie mogę przepuścić i dotknąłem prawą dłonią Jego stopy. Przeżyłem szok. Natychmiast włosy stanęły mi na całym ciele, a ręka zamieniła się w coś na podobieństwo napęczniałego węża strażackiego, przez który z olbrzymią siłą była wtłaczana wrząca energia. Energia płynęła nie tylko przez ciało, lecz również w odległości do około pięciu centymetrów od powierzchni skóry. Zalała mnie fala niesłychanego szczęścia i uniesienia. Sri Sai stał obok może pół minuty a ja po prostu nie mogłem cofnąć ręki. Potem przez kilka godzin mówiłem z wielkim trudem. Wtedy jeszcze nie byłem do końca świadomy faktu, że ten dotyk całkowicie odmienił moje życie.

Pamiętam, jak innym razem Swami powoli przechodził tuż obok a ja modliłem się w duchu i prosiłem Go by szedł szybciej, bo czułem że za chwilę spłonę od wrzącego dotyku Jego miłości. Jej natężenie było tego dnia tak wielkie, że czułem się jakbym siedział w płomieniu wypływającym z hutniczego pieca. Nie wiem jak to przetrwałem, chyba dlatego, że nie miałem wyjścia. Po takim darshanie człowiek długo pozostaje w stanie słodkiej ekstazy. W większości wypadków przez kilka godzin mówiłem z trudnością.

Wniosek z wielu doświadczeń jest dla mnie oczywisty. Jako Sri Sathya Sai Baba manifestuje się kochająca Boskość, co do tego nie mam już żadnych wątpliwości i żadna siła ani niczyje opinie nie są w stanie zachwiać tego przekonania czy raczej powiedziałbym ściślej tej wiedzy.

Po powrocie z ashramu wkrótce zauważyłem, że kiedy mówi się lub tylko myśli o Sri Sai zaraz zmienia się atmosfera i napływają Jego energie. Do dziś jestem zaskoczony jak silne jest to zjawisko, odczuwam je szczególnie, kiedy jestem zmęczony. Znajomi, którym zwracam na ten fakt uwagę są zazwyczaj za pierwszym razem bardzo zdumieni.
Energia Sri Sathya Sai, wiem to bo wypraktykowałem w ciągu wielu lat jest zawsze dostępna. Wystarczy o Nim pomyśleć, poprosić o pomoc, On nigdy nie odmawia. Jest czystą, niezakłóconą niczym Miłością. Energia płynie z książek, filmów o Nim, także ze zdjęć. Kiedy w ciągu dnia czuję się gorzej np. z powodu choroby siadam przed Jego zdjęciem i często objawy ustępują po kilku – kilkunastu minutach. Mam świadomość, że brzmi to dziwnie, ale tak po prostu jest.

Wiem, że niektórzy ludzie oskarżają Sri Sai o przedziwne rzeczy, twierdzą jakoby utracił swe moce etc. To plotki, którym nie warto poświęcać uwagi. Dla mnie jest dziwne, że ludzie, którzy nie widzą energii i nie potrafią określić jakie skutki fizyczne, psychiczne i umysłowe wywołuje pozwalają sobie na tak kategoryczne stwierdzenia. Zwodzą ludzi. Gdyby byli w stanie choć w części ujrzeć energię Sri Sai wiedzieliby w jakim są błędzie. Energia Sri Sai nie da się porównać z żadną inną energią ludzką. Każdy wielki Nauczyciel wywołuje w ludziach różne reakcje. Dlaczego to czyni pozostaje Jego tajemnicą. Jednak jestem pewny, że Sri Sathya Sai Baba robi to wyłącznie dla dobra innych.

Drogi Mistrzu, dziś, kiedy kieruję umysł ku Twej bliskości pojawia się to samo odczucie uniesienia i miłości. Dziękuję, że nauczyłeś mnie tych ćwiczeń.

Kontemplacja formy, w której żywo i czysto przejawia się Boskość przynosi liczne błogosławieństwa, wznosi, oczyszcza, daje nowy napęd życiowy i stopniowo prowadzi poza obręb tego świata.

Stałe zatopienie w kontemplacji z umysłem skierowanym ku bliskości Boskiej jest najwyższą formą istnienia ludzkiego w ciele, co więcej jest to możliwe do osiągnięcia. 

Czy jest jakaś granica, nie wiem jak to powiedzieć, poza którą już nie możesz dać nic więcej, czy ta droga kiedyś się kończy?

Kończy się wtedy, gdy nie ma już pomiędzy nami rozdziału, ale zawsze mam coś do zaoferowania i niekoniecznie musi to być prezent dla ciebie. Potem i ty możesz dawać z serca, nie myśląc o sobie dzielić się radością i szczęściem.
A jeśli interesuje cię to czy Moje zasoby miłości i szczęścia mogą się kiedyś wyczerpać i czy istnieje dla nich jakaś granica to wiedz, że nie istnieje.

[…]

Mój poprzedni nauczyciel twierdził, że najwyższą wartością jest poznanie samego siebie.

Poznanie siebie samego, jeśli masz na myśli sens absolutny to tak, bo jest to równoznaczne z rozpoznaniem i zjednoczeniem się w miłości z Brahmanem. Ale on miał na myśli poznanie siebie jako osobowości i wolność od jej skrytego wpływu a to jest dar uboczny otrzymywany na drodze miłości i wcale nie jest to takie ważne.

Umysł chce wiele wiedzieć, bo sądzi, że ta wiedza da mu wolność lub przewagę nad innymi, ale to nie jest dobra droga. Wiele rzeczy usuwam z was bez informowania o tym zewnętrznie, a i to, co wiecie dzisiaj możecie jutro zapomnieć i zająć się czymś innym.

Wielu ludzi gromadzi duchową wiedzę jakby to ona sama w sobie miała jakąś wartość, ale wartość ma jedynie duch, który ją ożywia i sprawia, że naturalnie w jasnym wglądzie umiesz w jednej chwili ogarnąć istotę sprawy.

Wiedza ma wtedy wartość gdy wzbogaca ciebie i otwiera serce ku Bogu. Aby skorzystać z niej w pełni nie wystarczy „wiedzieć’, trzeba wprowadzać ją i wnioski z niej wynikające w życie.

A nade wszystko warto zbliżać się ku Miłości. Miłość jest ważna i ku niej należy się kierować, ku bliskiemu, niemal fizycznemu odczuwaniu Boskiej bliskości i obecności a resztą dobrze się bawić i z niczym nie wiązać. Żyjcie w miłości ku Bogu i niech Ona oświetla wam drogę. 

Jak to zrobić? Mam tu na myśli sprawy, że tak powiem techniczne.

Tak, wiem. Wyobraźcie sobie, że jestem bardzo blisko was, że dotykacie Mnie a potem obejmujecie. Tak trwajcie. To potężna medytacja, miłość, która z nią przyjdzie spali wiele obciążeń ego. Ona wyprowadzi was poza twory waszego umysłu, które nazywacie światem. Tuż za nim a więc tuż obok, a więc wszędzie, rozciągają się nieskończone połacie zalanej cudownym światłem ziemi miłości. To wasz kraj, wasza Ojczyzna, skąd wszyscy pochodzicie. 

1.6 Przygoda ze śmiercią

Wiele lat temu siedziałem w gabinecie i czytałem książkę poświęconą śmierci i umieraniu, napisaną przez pewnego lamę z Tybetu. Był wieczór, wkoło bardzo cicho, pusty dom, przysiadłem w wygodnym fotelu. Umysł naturalnie wszedł w medytację, uspokoił się, znikły myśli. Właściwie kołatała się tylko jedna, pod wpływem lektury rozmyślałem o śmierci o tym, czym ona jest.
I jakby na zawołanie nagle poczułem, że nie jestem sam. W salonie, obok może w odległości 4-5 metrów pojawił się jeszcze Ktoś. Bardzo wyraźnie odczuwałem Jego promieniowanie wewnętrzne, rosło z każda chwilą. Zalała mnie fala niezwykle lekkiej miłości, takiej czułej i niesłychanie troskliwej, takiej, która widzi wszystko i wszystko rozumie…
Nigdy nie jestem do końca pewny tego co widzę w sferze wewnętrznej, wydawało mi się że Gość to mężczyzna. Stał, patrzył i emanował cudowną mocą miłości. I wiedziałem, że to właśnie On jest Śmiercią. Niezwykłe zjawisko, niesamowite odczucie.
Nie twierdzę, że rozumiem to, czego doświadczyłem. Z jednej strony bardzo wyraźna obecność Kogoś, kogo każda komórka mego ciała rozpoznaje jako Śmierć a z drugiej cudowna płynąca od Niego miłość, tak żywa, tak natchniona, darząca niesłychanym ukojeniem i wyzwoleniem. Skłoniłem się przed Nim głęboko i zwróciłem z prośbą o błogosławieństwo. Nie wykonał żadnego gestu, ale Jego miłość mówiła wszystko. Była tak intensywna i tak gorąca, że czułem jak otwiera mi serce i płynie gdzieś głęboko szerokim strumieniem. Wizyta niezwykłego Gościa trwała trzy dni. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że tylko Ktoś tak gorąco kochający jak On może pełnić rolę towarzysza w przejściu na drugą stronę. Wiem ze pójdę tam kiedyś za Nim i będzie to dzień wielkiej radości i wielkiej miłości.
I właściwie nadal nie wiem, co się wydarzyło i kogo wtedy ujrzałem.

Ujrzałeś Śmierć i wiedz, że jest to wielka rzadkość spotkać Ją za życia. 

To dziwne, że była osobą, mężczyzną…

Nie, tylko się tak tobie wydawało. On/Ona nie posiada płci.

Ale jest żywą istotą? Człowiekiem?

Tak, przychodzi, aby dopełnić cielesnego bytu stworzeń i poukładać to, co da się poukładać tak, aby odchodzący miał jak najlepszą podróż na drugą stronę. Aby płynął swobodnie na skrzydłach miłości ponad wszystkie sprawy i stany wprost w objęcia kochającego i troskliwego Stwórcy Wszechświata. 

Wielu ludzi odchodzi w wypadkach, nagle lub długo cierpi.

Dla wielu ludzi śmierć jest wyzwoleniem od cierpień, zmagań ze sobą, od ograniczeń. A stanu, którego doświadczają tuż po przejściu nie da się porównać z niczym.

Z „tej strony” granica śmierci ma duże znaczenie, z drugiej nie jest aż tak istotna. Tuż za nią rozciąga się cudowna kraina. 

Już drżę z niecierpliwości na myśl o niej, chciałbym ją poznać, jest z pewnością niesamowita.

Tak, rzeczywiście jest dla was „niesamowita”. Ale nie pragnij, wszystko przyjdzie w swoim czasie. I następna uwaga. Pragnienie poznania tego czy tamtego świata nie jest cennym uczuciem. Znacznie wartościowsze jest pragnienie służenia innym a najcenniejsze ze wszystkich – pragnienie miłości i zjednoczenia z Najwyższym. Weź sobie do serca Moje słowa. 

Chyba nie boję się śmierci, raczej czekam na nią z zainteresowaniem, wiem że zobaczę wtedy Ciebie kochany Mistrzu.

To prawda. 

I będzie bardzo fajnie.

O tak. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. 

Czy już wiadomo, kiedy to nastąpi?

Z dokładnością do godziny. 

To dobrze, lubię precyzję, w niej jak sądzę wyraża się doskonałość.

Masz poczucie humoru. 

Chyba po Tobie Ojcze.

Dawno Mnie tak nie nazywałeś. 

Rzeczywiście trochę czasu upłynęło, czy może masz coś przeciwko temu? Chętnie się dostosuje do Twojej woli.

Nie, skądże, ale „Baba” jest słodsze. 

Sanskryt to dziwny język. Natchniony.

Przeze Mnie. 

Czy mogę mieć jeszcze dodatkowe pytania odnośnie mego Gościa tamtego wieczoru?

Oczywiście, pytaj śmiało. 

W naszej kulturze śmierć jest zazwyczaj kobietą a tu pojawił się mężczyzna, przystojny i na dodatek taki czuły.

Tak było. 

Dlaczego akurat w takiej formie?

Mistrz wybrał taką formę, ponieważ była dla ciebie odpowiednia. Innych mógłbyś nie zrozumieć. 

Nie czułem, że był Mistrzem, ale wyraźnie, że Śmiercią.

Odczuwałeś przejmującą miłość i to właśnie była Jego wizytówka. To był jeden z Mistrzów pełniących rolę strażników pomiędzy światami, którzy prowadzą umierających ludzi na drugi brzeg. 

Czy mógłbyś powiedzieć na ten temat nieco więcej?

Innym razem, nie dziś. Wiedza nie jest tak ważna jak miłość i nie należy nigdy zastępować jednej drugą. Jeśli masz do wyboru kierować się głosem rozumu czy wiedzy albo postępować za Boską Miłością zawsze wybieraj to drugie.

Śmierć jest częścią życia. Żyjesz dalej poza światem materialnym. Istnienie nie kończy się nigdy. Przyjdziesz do Mnie to wszystko sobie przypomnisz. Przyjdziecie do Mnie to wszystko sobie przypomnicie.

Będziemy mieli dużo do omówienia.

Rozmowa serc toczy się bez słów. Jej tematem, teraz i przez całą wieczność jest?

Miłość.

Tak. 

1.5 Wizja Boga

Witaj drogi Mistrzu, chcę ci przede wszystkim podziękować za dzień dzisiejszy, za Twoją bliskość i czułość. Chciałbym Cię tez zapytać o to co dziś ujrzałem. Przez chwilę jakby zaczynała otwierać się druga rzeczywistość, poza „zasłoną” materialności istniało żywe, olbrzymie Światło a jego blask przebijał się strumieniami „stamtąd” „tutaj”. Nagle dotarło do mnie jak nietrwały jest nasz świat, a właściwie nasz obraz świata, który nosimy w sobie bo rzeczywistość może być zgoła zupełnie inna. Zdjął mnie lęk, że zaraz to Światło obejmie mnie i zniknę w Nim na zawsze bez śladu wraz z całym światem i wtedy Ono jakby zaczęło się wycofywać i po chwili wizja znikła. Bałem się, kiedy ten widzialny i odczuwalny świat zaczął topnieć i niknąć i zaczęło do mnie docierać że Ty, kochane i cudowne Światło jesteś jedyną, tą prawdziwą Rzeczywistością.

Lęk jest dużym problemem dla wielu z was. Lęk nie pozwala wam otworzyć się i przyjąć Miłości, tak jakby na to zasługiwała.

Drugim problemem są zamknięte serca. Zamknięte na miłość, na innych, na Boskość. Winne temu stanowi rzeczy jest skupienie się na sobie, własności, pragnieniach, pożądaniu, pomysłach. A Boskość jest bardzo, bardzo blisko. Jest tutaj przez cały czas. Wszystko jest światłem, jedynie w umyśle powstaje obraz materialnych wrażeń, wokół których konstruujecie ten świat. To, co nazywacie „światem” składa się z wiązki wrażeń i wyobrażeń, utrwalanych przez wiele lat. To co nazywacie „światem” ma naturę z gruntu umysłową, nie „fizyczną”. 

Mistrzu przyznam, że nie rozumiem. Czy to znaczy, że „fizyczność” nie istnieje? Czym w takim razie jest to co nazywamy „materialnością”, „fizycznością”?

Materialność to pewna koncepcja oparta o wrażenia zmysłowe. Rzeczywistość jest inna. Rzeczywistość to Światłość i Miłość. Materialność nie jest bytem obiektywnym, jedynym Bytem Obiektywnym, jest Byt Najwyższy, Stwórca, który wyłonił z siebie wszystko. 

Przyznam, że nadal nie bardzo rozumiem.

To co nazywasz rzeczami i określasz jako “istniejące” jest czymś innym, niż ci się WYDAJE. Tak was wychowano, że nadajecie byt obiektywny „rzeczywistości” złożonej z wrażeń cielesnych i na ich podstawie kształtujecie swoje koncepcje umysłowe. I to nazywacie rzeczywistością. Ale tak naprawdę to jedynie wasze myśli, wyobrażenia o tym co jest, nie to co naprawdę jest. I tak jesteście przywiązani do tego SPOSOBU MYŚLENIA o świecie, że gdy pojawiają się wydarzenia, czy doświadczenia kwestionujące wasz „ulubiony, przyjęty porządek rzeczy” rodzi się wielki lęk. Boicie się utraty „własnej rzeczywistości” czyli własnych myśli o tym jaki jest świat. 

Chyba zaczynam pojmować. To co nazywamy światem jest wiązką wrażeń myślowo – emocjonalnych. Czy dobrze myślę?

Z grubsza tak. 

Mistrzu, jakie praktyczne wnioski wynikają z Twoich słów?

Zacznijcie myśleć, że nie rozumiecie „świata”, że nie rozumiecie nawet podstaw jego istnienia, że nie znacie i nie rozumiecie samych siebie. Porzućcie dumę z „wiedzy”, i z każdego innego powodu, owo dumne „ja wiem”, które tworzy świat i swoje jego zrozumienie, by w nim panować i się wywyższać. “Wy” jako samodzielne jednostki też jesteście jedynie stanem myślenia, myślą zakorzenioną głęboko i uparcie. Bez realnego bytu. Prawdziwym Bytem człowieka jest Światłość, nie ta myśl „ja” dręcząca was od pokoleń, której nadajecie tak wielką rangę. Wiedzcie o tym, a kiedyś ten obraz zniknie, myśli o „świecie” i on sam znikną pewnego dnia jak płomień zdmuchniętej świecy. Pozostaną Miłość, Radość i Szczęśliwość, jedyne Istnienie. Na razie wstrzymajcie rozbudowę tego „ja”. Ograniczajcie myślenie oparte na „ja” i ograniczajcie pragnienia. Myślcie o Bogu nie o „ja”.
Nie pozwalajcie aby kierował wami lęk. Lęk zamyka was przed Światłem, Miłością i Bogiem. Otwórzcie się na Nie całkowicie, teraz, zaraz. Pozwólcie, aby Boskość ujęła was Sobą. 

W jaki sposób powstaje nasze uczucie oddzielenia i osobowość „ja”?

„Ja osobowe” związane z cielesnością jest odbiciem Jedynego Ja, Boskiej Istoty. Podobnie jak „świat” jest oparte na wiązce wrażeń cielesnych i rodzi się wraz z tym co nazywacie „światem”. Obie te konstrukcje łącznie możemy nazwać stanem myślenia śmiertelnego. Chcę podkreślić, że są to stany umysłu, nie mające wiele wspólnego z Rzeczywistością. 

Dlaczego nie widzimy i nie rozumiemy tego jasno?

Ponieważ uwikłaliście się w działanie i myślenie ”wewnątrz świata”. Weźmy takie porównanie; jesteście aktorami, którzy tak bardzo zaangażowali się w grę, że zapomnieli, że to tylko przedstawienie. Weźmy następne; kiedy śpicie wszystkie wydarzenia wydają się wam bardzo realne i często reagujecie na nie silnymi emocjami, ale rano wiecie, że to był tylko sen. To co nazywacie rzeczywistością, światem i sobą to właśnie jest taki sen. Życie jest snem, śmierć jest przebudzeniem. Wtedy stajecie twarzą w twarz z Miłością. 

Co w takim razie powinniśmy zrobić, jakie praktyczne działania podjąć?

Ujmę je tutaj krótko, więcej znajdzie się w dalszej części książki. Obudzenie się, czy tez dostrzeżenie Rzeczywistości to powrót, uświadomienie sobie prawdziwej tożsamości poza wyobrażeniami umysłu na temat siebie i świata. Będąc stale zanurzony w „sobie” i „świecie” powinieneś stać się bardzo uważny i ostrożny, tak aby dalszymi działaniami nie powiększać jeszcze więzów, to raz. Druga cześć odpowiedzi i wskazówek wynika z tego kim naprawdę jest każdy z was. Dziś możecie wierzyć Mi lub nie, ale jesteście Miłością i Światłem, jednością z Bogiem i samym Bogiem. Dlatego dobrze będzie, gdy „małe ja’ zacznie zwracać się z miłością do Boskości, zwracać się z modlitwą i prośbą do Najwyższej Mocy, po to by pobłogosławiła je przebudzeniem, wolnością od siebie i tego świata snu.

Nie wracajcie do przeszłości, swoich poglądów, opinii i nawyków, lecz proście Miłość, aby ukształtowała „was” tak jak Ona sobie tego życzy. Zapomnijcie i przeszłości i idźcie za kochającą Boskością wciąż dalej i dalej – w Nieznane. Nieznane na długo stanie się waszym domem.

Przeszłość to tylko wasza myśl, prawdziwej przyszłości nie znacie. Pozostaje teraźniejszość, która tez nie jest ważna bo nie odbieracie jej czysto i właściwie. Co pozostaje? Zwrot ku Miłości i Boskości. Tylko to przyniesie z czasem trwałe, dobre skutki i wiele, wiele błogosławieństw. 

[…]

Drogi Mistrzu czy rzeczywiście jest tak, że jesteś jedynym inspiratorem tego, co się wydarza? Wszystko mieści się dokładnie w granicach które Ty zakreślasz i nic, absolutnie nic nie może się z nich wyłamać?

Tak jest. 

Wciąż nie pojmuję, dlaczego świat jest taki, jaki jest, ten świat śpi będąc święcie przekonanym o swej samodzielności tymczasem to Ty skryty za cienką powłoką zdarzeń pociągasz za wszystkie sznurki. Stąd wynika, że wszystko jest tak jak ma być i w żadnym z wydarzeń nie ma błędu ani niesprawiedliwości, bo przecież jesteś we wszystkim. Czy to oznacza, że ty jako Najwyższy nie masz żadnych pragnień wobec świata? Np. by ludzie bardziej ciebie kochali, przecież mógłbyś to uczynić? Gdzie tu jest prawda?

Prawda jest prosta i jest nią Miłość, którą jestem. Prawda ta jest nieprzenikniona dla umysłu i nie robi na nim większego wrażenia. To jest bowiem prawda serca, tej „części” was, która dzięki duchowej świadomości ma kontakt z żywą Boskością.

Wszystkie wydarzenia mają swe miejsce w Boskim Planie. Plan to słodka pieśń miłości dająca uniesienie ku Obecności kochającego Stwórcy. Nie ma w nim błędu, nawet najmniejszego. Plan to jedna z najcudowniejszych tkanek Życia, to Boski Dar dla Wszechświata, dar miłości i mądrości. 

Nie mam wątpliwości Mistrzu, że jest tak jak mówisz, ale dlaczego w tym Planie istnieje cierpienie?

W „waszym świecie” w ten sposób Wszechświat daje wam znać, że pewnych rzeczy nie powinniście czynić, ponieważ są odstępstwem od obowiązujących Zasad. Zasady, na których opiera się konstrukcja Wszechświata wynikają z miłości, która troskliwie dba o dobro wszystkich istnień. O dobro i rozwój. Możecie ich nie przyjmować do wiadomości w „waszym świecie” co jednak nie zmienia ich działania. Cierpienie spala negatywne skłonności, uczy korygować postępowanie i myślenie, kieruje ku wyższym wartościom. W rzeczywistości, w której żyjecie stanowi także hamulec dla wybujałych pragnień i czynów powodowanych ignorancją. Ono dokonuje w was transformacji. 

Mistrzu, są to bardzo piękne słowa i płynie z nich cudowna energia, są więc z pewnością prawdą. Ale jest coś co nadal mnie niepokoi i każe pytać dalej. Trudno pogodzić się z koniecznością istnienia cierpień kiedy widzimy co się dzieje na świecie.

Pomyśl więc co by się stało, gdyby czyny nie spotykały się ze swoimi konsekwencjami. Przemoc, oszustwo, manipulacja, agresja, kłamstwo. Jak wyglądałby ten świat, gdyby nie istniał czynnik oduczający was tych zachowań i kierujący konsekwentnie na ścieżki Miłości?

Chcecie aby „sprawiedliwość była na świecie”, ponieważ jej brak kłóci się z waszymi głębokimi odczuciami. Ale jednocześnie nie macie ochoty przyjąć do wiadomości, że sprawiedliwość JUŻ JEST. Bez istnienia prawa karmy kierującego ludzkość ku Miłości Wszechświat byłby nielogiczny. Tak mógłby wyglądać, gdyby stworzył go szalony Bóg.
Jednak sprawy idą w dobrym i coraz lepszym kierunku, dziś wydaje się, że katastrof i konfliktów jest więcej ale to chwilowy stan. Rozliczacie się w ten sposób z przeszłością, z wiekami, kiedy żyliście pogrążeni w ciemnościach. Światłość jest blisko, bardzo blisko. „Świat” odejdzie, ujawni się Światło. 

Drogi Baba, być może problemem jest tutaj fakt, że nie widzimy na co dzień działania prawa przyczyny i skutku.

Tak, to jeden z „problemów”, ale jest bardzo prosty sposób, aby się przekonać o jego istnieniu i to dość szybko, jeśli tylko zechcecie. 

Tak? W jaki sposób?

Jest taki cudowny sposób na wszelkie problemy, nie tylko ten jeden. 

Tak? Czy mógłbyś Mistrzu uchylić rąbka tajemnicy?

Prosty sposób na wszystkie problemy i pytania to poprosić o pomoc. Poprosić o odpowiedź. Poproście a dostaniecie. Ludziom w potrzebie, ludziom szczerze poszukującym prawdy nikt nie odmawia.
Zwróćcie się z modlitwą, z prośbą ku Boskości by odpowiedziała na pytanie o istnienie prawa przyczyn i skutków. Aby wam pokazała jego działanie i logikę.

A kiedy się to stanie zacznijcie głęboko zastanawiać się nad waszym życiem. Gdy już odkryjecie istnienie prawa – starajcie się dostosować wasze słowa, myśli i czyny do najważniejszych zasad. Myślcie o dobru, mówcie dobrze, nie mówcie źle, czyńcie dobro i proście w tych działaniach kochającą Boskość o pomoc. To droga do przemiany życia na lepsze, droga do wyzwolenia spod wpływu waszego negatywnego obrazu „świata”.

Pamiętajcie – proście a dostaniecie. 

[…]

Pamiętam taką sytuację sprzed lat. Śpieszyłem się na zajęcia, miałem je chyba około dwunastej. Z niewiadomego dla mnie powodu furtka z ogrodu na ulicę nie była zamknięta i pies, wilczur, który biegał w ogrodzie gdzieś znikł. Spieszyłem się do pracy ale przecież musiałem go wcześniej znaleźć. Im dłużej szukałem go w okolicy, tym bardziej byłem zły i zdenerwowany. W końcu odnalazłem go w parku, dość daleko od domu, przyprowadziłem i skrzyczałem oraz uderzyłem kilka razy otwartą dłonią. Do dziś pamiętam jak się trząsł, potężny wilczur a drżał na całym ciele. Potem było mi bardzo głupio z tego powodu, że się tak uniosłem i że go uderzyłem. Żałuję tego.

Była jesień i szybko zapadał zmrok. Tego samego dnia znajomy poprosił mnie abym pojechał z nim odstawić samochód do serwisu. Załatwiliśmy lawetę, załadowaliśmy uszkodzone auto i pojechaliśmy pod miasto do warsztatu. Gdy dojechaliśmy na miejsce zapadł zmrok. Wokół pustego o tej porze warsztatu rozciągał się metalowy płot z prętów. Wysiadłem i pomyślałem, że trzeba kogoś poszukać, w końcu musimy zostawić tutaj samochód. Było bardzo ciemno, podszedłem do ogrodzenia i oparłem się o nie, chciałem zajrzeć do domku ochrony. W tym momencie poczułem silne uderzenie w prawe biodro, tak silne, że odrzuciło mnie na metr, może półtora od płotu. Bardziej zdziwiony i zaskoczony niż przestraszony chciałem zorientować się co zaszło. Podszedłem do świateł samochodu. Z prawej strony, na wysokości biodra, miałem wyrwany kawał spodni wielkości dłoni. Po prostu wisiał na kilku nitkach. Byłem zdumiony.

Za chwilę z domku wyszedł ochroniarz z latarką. Wtedy, za płotem, zauważyłem ciemny kształt psa, podobnego z budowy do rotweilera. Człowiek odprowadził go i zamknął w domku. Powiedział, że trzeba na niego bardzo uważać, bo został wyszkolony i atakuje bez ostrzeżenia. Rzeczywiście pies nawet nie szczeknął, podszedł cicho i czekał na mnie. Gdyby nie ogrodzenie mógłby po prostu wyszarpnąć mi kawał ciała. Nie był w stanie przecisnąć szerokiego pyska przez pręty.
Przyznam, że gdy dotarło do mnie co właśnie mnie ominęło gorąco podziękowałem Mistrzowi za ochronę a zaraz potem jeszcze goręcej przepraszałem Go za wcześniejsze postępowanie. To była doskonała lekcja, pamiętam ją do dziś.

Przemoc nie jest rozwiązaniem. Rozwiązaniem jest miłość. 

Kilka razy już opowiedziałem ja znajomym, raz czy dwa spotkałem się z wątpliwością, że to przecież mógł być przypadek.

Ale nie był. Gdyby nawet, to poszukaj najbardziej wartościowej lekcji, jaką mogłeś wynieść z tego doświadczenia. Poza tym, cudze wątpliwości nie są dobrą wskazówką na drodze duchowej. Ludzie działają pod wpływem iluzji, a duchowość to wyjście poza jaj obręb. 

Najbardziej wartościowa lekcja jest taka, że moje postępowanie przyniosło natychmiast nieprzyjemny skutek i na przyszłość nie powinienem się złościć a już na pewno nie powinienem podnosić ręki na zwierzątko.

Akceptuję wniosek. Miałeś wtedy duże szczęście. 

Jeszcze raz Ci dziękuję. Nawet się nie przestraszyłem, potem, gdy zrozumiałem co się stało pojawił się doskonały nastrój. Coś w końcu zrozumiałem, a może raczej cieszyłem się że prawo działa i wcześniejsze przeczucia wewnętrzne były trafione w dziesiątkę. Odczuwałem też dużą pokorę wobec życia i Ciebie.

Tak wygląda jeden z kroków ku Światłu. 

[…]

Dziękuję ci za to, że pojawiasz się przed moim wewnętrznym wzrokiem, szkoda, że ludzie nie mogą ujrzeć Twej zdumiewającej, olbrzymiej skromności, na pewno zmieniliby w jednej chwili stosunek do Ciebie.

Wielu ludzi nie ma ochoty Mnie oglądać. Uważają, że nie daję im tego czego potrzebują. Jednak najczęściej to o co proszą nie jest dla nich korzystne, nie przyniesie ani im ani nikomu innemu nic dobrego. Stąd bierze się Moje „nie”. Ludzie czasem urągają Mi z tego powodu i gniewają się na Mnie ale nigdy się nie obrażam.

Jestem Miłością. Świat utkany jest z cienkiej przędzy miłości. Ziemia i chmury nad nią to miłość. Liście jesienią to kolorowe miłosne listy wysyłane przez drzewa ku Ziemi. Wiatr to oddech Boga, który delikatnie głaszcze wasze twarze. Kocham was moi serdeczni przyjaciele. Spójrzcie we Mnie, spójrzcie z miłością a ukażę się wam. Jestem blisko, bardzo blisko. Jestem Miłością. Miłością bez granic. Ty i Ja jesteśmy Miłością. Wasze myśli mają moc tworzenia „świata”. Nie twórzcie go nadal na starą modłę, zwróćcie je wszystkie ku Mnie a Ja pomogę wam wyzwolić się ku Miłości i szczęściu. 

1.4 Trzej Mistrzowie w jaskini

Pewnego wieczoru siedziałem nad książką Paula Bruntona „Ścieżkami jogów”. Brunton opisuje w niej niezwykłe wydarzenia, w których uczestniczył podczas pobytu w Indiach. Nagle dotarło do mnie, że wszystkie manifestacje, cudowne wydarzenia są pewnymi procesami energetycznymi i jako takie wymagają istnienia zbiornika, bądź zbiorników specjalnych energii. Skoro bowiem jest skutek – musi istnieć jego przyczyna. To odezwał się mój ścisły umysł – skoro w Indiach zachodzi tyle niezwykłych wydarzeń, skoro jest to kraj słynny z życia i działalności wielu świętych to znaczy, że jest tam jakieś źródło promieniujące energia duchową. A skoro tak, to z pewnością można się z nim „połączyć”, ponieważ w świecie energii nie istnieje coś takiego jak oddzielenie.

Wielokrotnie w życiu obserwowałem i doświadczałem energii przypływających wskutek myślenia o kimś lub czymś. Umiejętność ta jest naturalnym skutkiem ubocznym medytacji.
Ale do rzeczy. Pomyślałem, że zrobię małe doświadczenie, wejdę w stan medytacji, wyciszę umysł a następnie spróbuje się połączyć z tym centrum energii jak je roboczo nazwałem.
Jak pomyślałem tak zrobiłem. W pogłębiającym się wyciszeniu pomyślałem tak – Mistrzu będę liczył od dziesięciu w dół i kiedy doliczę do jednego proszę Cię, aby nastąpiło połączenie.

Dziesięć, dziewięć, osiem,…trzy, …, dwa,…., jeden….

Przez moment nie działo się nic, trwałem w ciszy i ciemności. Jednak po chwili zaczęły się pojawiać pierwsze obrazy. Zauważyłem, że jestem w jakiejś wielkiej grocie skalnej, z tyłu piętrzyło się wielkie rumowisko zawalające wejście. Po wysokich ścianach gdzieniegdzie spływała wilgoć znacząc ciemniejszymi smugami swe ścieżki.
Odwróciłem się tyłem do wejścia i mało nie krzyknąłem ze zdumienia. Pieczara rozszerzała się i kończyła w odległości dziesięciu kroków pionową ścianą. U jej stóp ujrzałem trzy postaci ludzkie, trzech mędrców siedzących w postawie lotosu. Siedzący pośrodku znajdował się na podwyższeniu. Wszyscy trzej sprawiali wrażenia bardzo, bardzo starych. Świadczyły o tym długie siwe włosy, brody spływające na złączone w pozycji lotosu nogi, pomarszczone twarze. A jednak biła od nich niesamowita aura, jakby ciepło, oddanie, miłość znajdująca swe źródło gdzieś bardzo głęboko i promieniująca przez tych ludzi na zewnątrz w świat. Co dziwne wszyscy trzej nie dawali żadnych oznak życia, tylko wysiliwszy wzrok wewnętrzny dostrzegałem w ich wnętrzu coś na kształt słabego światełka świadczącego o tym, że wciąż żyli.

Zwróciłem się do Mistrza z prośbą, aby wyjaśnił co widzę. Po chwili usłyszałem Jego cichy głos.

Ci trzej mędrcy znaleźli się tutaj przed ponad tysiącem ziemskich lat. Przybyli do niedostępnych Himalajów, aby oddawać się medytacji. Tutaj kochająca Boskość objawiła im plan, według którego mogą służyć Jej wprowadzając swe ciała w głęboki letarg i tworząc z nich kanały dla strumieni Boskiej Miłości, które przez dziesięć wieków będą potrzebne światu do czasu przyjścia następnego Posłańca. Oddali się całkowicie Bogu i używając objawionych im sekretnych technik jogicznych weszli w stan pomiędzy życiem i śmiercią. Trwają w nim do dziś dnia. Pomimo iż nie widzisz w nich oznak życia, są w pełni świadomi tego, że tu jesteś, że jesteśmy tu obaj. 

Później kilka razy zastanawiałem się, kim będzie Posłaniec, o którym wspominał Mistrz, ale On milczał a sam nie byłem znaleźć odpowiedzi innej jak podawana przez religie w przepowiedni o Powtórnym Przyjściu: Jezusa w chrześcijaństwie, Mesjasza u Żydów, Maitrei w buddyzmie i Kalki Awatara w hinduizmie. Dopiero po latach w pełni zrozumiałem, o kim wtedy mówił Mistrz dopiero, gdy spotkałem się z niezwykłymi cudami towarzyszącymi życiu Awatara naszych czasów – Bhagavana Sri Sathya Sai Baby.

Mistrzu, do czego jest potrzebna ta energia?

Bez niej ludzie zapomnieliby o istnieniu wyższych światów i konieczności zwracania się z miłością ku Bogu. Wasze serca stałyby się wyschnięte bez miłości, ludzie kierowaliby się innymi motywami niż dobro i miłość a to przyniosłoby wam wiele cierpienia. Mistrzowie jogi wiedząc o tym powstrzymali się od dalszych narodzin na Ziemi. Pokłoń się przed Nimi, oddaj hołd ich pracy i poświeceniu dla was. 

Pokłoniłem się im do stóp i powiedziałem: Wielcy Mistrzowie dziękuje wam za Waszą pomoc i poświecenie. Proszę o Wasze błogosławieństwo.
Nie nastąpił żaden ruch. Po dłuższej chwili odczułem mrowienie w okolicach szczytu głowy stopniowo przechodzące w ucisk. Po kilku minutach już bardzo wyraźnie czułem jak powoli spływa w dół wysoka i gorąca energia jakby wypalająca coś po drodze. Można to porównać do cieczy, miodu powoli osuwającego się po sklepieniu czaszki niżej i niżej. Po dotarciu do klatki piersiowej, na wysokości serca zjawisko ustąpiło. Całość odczuwałem bardzo wyraźnie, trwało to ponad półtorej godziny. Następnego dnia ponownie poprosiłem Mistrza o „połączenie” i znów przyszło wrażenie spływającej powoli płomienistej energii, tym razem trwało około piętnastu minut.

Poprosiłem dziś Mistrza o komentarz do całego wydarzenia.

Ci ludzie są tam do dziś dnia, jeśli chcecie otrzymać od nich wsparcie duchowe to wiedzcie, że nigdy wam nie odmówią. Zachowujcie się przyzwoicie i poproście o błogosławieństwo duchowe, wyłącznie o to, nic ziemskiego. Są bardzo potężni i ich władza rozciąga się daleko poza Ziemię. 

Mistrzu, jak to „władza”?

Wpływ na przebieg zdarzeń. Oni dawno zakończyli swój ziemski cykl i rozpłynęli się w miłości. Przez ten czas, kiedy byłem tu cieleśnie nieobecny podtrzymywali płomień miłości do Boga. Czynią cuda jeszcze dziś. Czas i przestrzeń nie jest dla nich przeszkodą. Miłość dawno otworzyła im wszystkie bramy. Pomogą wam. Proście a dostaniecie. 

Poproszę ich o miłość do Ciebie, mogę?

Tak, nie odmówią ci, jesteśmy jednym, wiele ciał jedno Serce.

Mistrzu, mam jeszcze jedno pytanie.

Słucham.

Czy ten sposób myślenia – o istnieniu jednego centrum, które wywołuje, lub zasila energią duchową wszystkie procesy w Indiach jest prawidłowy?

Nie, nie istnieje jedno materialne centrum. Istnieje Jedno Centrum wszelkiej energii i jest nim kochający Stwórca. Sytuacja, którą opisałeś, jak również prowadzący do niej sposób myślenia zostały zaaranżowane po to byś mógł skorzystać z błogosławieństwa Mistrzów. Ty i wielu innych, którzy teraz przeczytają te słowa. Poproście a dostaniecie Wiele istnień czeka aby wam pomóc i skierować na właściwą drogę. Wiele istnień, czerpiących swą inspirację od Jedynego. 

Kosmos i ludzie stamtąd, wejście w strefę Wegi

Ni stąd ni zowąd przeżyłem jedną z najdziwniejszych i najwspanialszych przygód w życiu.

Właśnie wychodziłem od dentysty, co istotne nie brałem żadnych środków znieczulających, takie były wtedy czasy w państwowej służbie zdrowia.

Szedłem przez niewielki plac wśród domów i zupełnie niespodziewanie jakaś siła zmusiła mnie do podniesienia wzroku i spojrzenia w niebo. Ku memu zaskoczeniu na bezchmurnym niebie zauważyłem całkiem niewysoko srebrnie lśniący obiekt. Kształtem swym przypominał pękate cygaro. Powoli płynął w powietrzu kierując się od rynku (najludniejszej części miasta) na zachód.
Tym, co prawie natychmiast przykuło moją uwagę był fakt, że poruszał się w poziomie bardzo równym kursem po linii prostej. Nie widziałem żadnych śladów smugi kondensacyjnej ani jakiegokolwiek spalin czy śladów działania silnika. Drugą zastanawiającą rzeczą była lśniąca otoczka dobrze widoczna przy bliższym przyjrzeniu się. Wyglądała jak wielka lśniąca bańka mydlana o eliptycznym kształcie, w której owo cudo było zamknięte.
Trudno mi było ocenić wielkość pojazdu ze względu na odległość. Pomyślałem, że oto mam przed sobą prawdziwe UFO, w biały dzień, w samym środku miasta. Zaskoczony już chciałem zatrzymywać przechodzących ludzi, jednak wyraźnie odczułem, że nie powinienem tego czynić. Wyszedłem zza domów w kierunku większego placu skąd miałem lepszy widok i obserwowałem oddalający się obiekt przez mniej więcej dziesięć minut.
Wyraźnie nigdzie się nie śpieszyli. Co więcej miałem wrażenie jakby pojazd emitował silną energię spływającą ku ziemi.

W domu zaraz usiadłem do medytacji próbując połączyć się z pojazdem i jego załogą.

W wyciszeniu skupiłem się na energii pojazdu i po chwili zobaczyłem jego dowódcę, takie przynajmniej robił wrażenie. Nie chciał kontaktu i robił wszystko, aby mnie zignorować. Zapytałem kim jest i co robi, coś tam odburknął więc poprosiłem aby przekazał mnie swojemu opiekunowi czy tez odpowiedzialnemu za misję. W międzyczasie w 1/3 walcowatego kształtu dostrzegłem dwa równolegle ustawione generatory emitujące silną energię, którą tak wyraźnie odczułem wcześniej.
Po chwili ciszy pojawił się bardzo sympatyczny człowiek, uśmiechnięty i skory do rozmowy.

– Skąd jesteście?

– Z miejsca, które wy nazywacie Wega.

– Czym zajmujecie się na Ziemi??

– Działamy na terenie obszaru Europy środkowo – zachodniej. Bazę mamy w Polsce. Pracujemy nad zmianą wibracji tego terenu, zmieniają się u was warunki życia i nadchodzą nowe czasy, więc potrzebujecie świeżego spojrzenia.

– Jak rozumiem nasycacie teren miasta czymś w rodzaju nowej energii.

– Tak, można tak to ująć. Pomagamy wam.

Odpowiedzi wyłaniały się z ciszy, która zapadła wskutek medytacji, a była tak głęboka, że umysł chwilami wyłączał się zupełnie dając miejsce niezakłóconemu odbiorowi słów, myśli i wrażeń płynących od mego rozmówcy.

Rozmawiałem z nim chwilę a on odpowiadał i pokazywał obrazy, jakby zdjęcia i towarzyszące im wrażenia napływające z bardzo daleka. Obrazy baz, pojazdów, terenów, nad którymi przelatują i skutków, jakie spodziewają się wywołać
W pewnej chwili przyszło mi do głowy, aby poprosić o pokazanie jego macierzystej planety. Tu nagle zamilkł na dłuższą chwilę.

– Nie mogę takiej decyzji wydać sam, muszę zapytać Opiekuna planety czy się zgodzi.

Poczułem jakby „wyłączył się” z kontaktu ze mną i zapadła głęboka cisza. Trwała dosyć długo a ja spokojnie siedziałem w głębokiej medytacji i czekałem.

W absolutnej ciszy, która nastąpiła wyczułem gdzieś bardzo daleko jakieś poruszenie. Tak jakby ktoś zainteresował, skierował ku mnie swoje myśli i sprawdzał czy jestem właściwym człowiekiem. Za chwile nastąpiło zjawisko, które mnie zaszokowało. Pojawił się Mistrz, w obrazie przed wewnętrznym wzrokiem przyszedł jako mężczyzna, ale w odczuciu… Napłynęła fala niesłychanie serdecznej miłości, takiej ciepłej, pełnej ufności i akceptującej wszystko. Szokiem dla mnie było to, że człowiek który wcale mnie nie znał kochał i akceptował bez najmniejszych zastrzeżeń. Ten wstrząs dobrze pamiętam do dziś.

– Czy mogę.. – Zapytałem

– Tak. – Nie dał mi dokończyć.

Ale spotkanie z Nim było dopiero wstępem do tego, co miało się dopiero wydarzyć.

– Chciałbym zobaczyć jak wygląda odlot z Ziemi.

– Dobrze, to będzie dla ciebie pouczające doświadczenie. – Odpowiedział z tą swoją cudowną akceptacją. Zapadła cisza.
Wkrótce przed mym wewnętrznym wzrokiem pojawiła się polana w parku na skraju miasta. Stał na niej znajomy mi pojazd. Obok pilot ubrany w ciekawy kombinezon „cztery kwadraty”, na głowie hełm z szybą z tworzywa w cienkie paseczki. Zaskakujące, że kolana miał w innym miejscu, znacznie niżej niż ludzie na Ziemi. Sprawiały wrażenie jakby mogły zginać się w obie strony, inaczej niż nasze. Tak samo dłonie w ciemnych, miękkich rękawicach i palce poruszające się bardzo miękko w przód i tył, jakby dłuższe i mające więcej stawów.
Gestem wskazał żebym wszedł do środka. Obiekt mógł mieć na oko jakieś osiem-dziewięć metrów długości i trzy i pół do czterech wysokości. Teraz już bardzo wyraźnie widziałem otaczającą go, połyskującą, przezroczystą bańkę.

Podszedłem i przeniknąłem przez nią. Nie sposób opisać doznania, które nastąpiło. Moja świadomość zamknięta jak u każdego normalnego człowieka w obrębie głowy nagle rozszerzyła się obejmując sobą wnętrze statku i przestrzeń wokół niego. „Widziałem’ i „słyszałem” wszystko samą świadomością tak jakby była ekranem, na którym wszystko wewnątrz się dzieje a ja bez najmniejszego wysiłku znałem myśli i stan psychiczny pozostałych członków załogi. Poza nami było jeszcze dwóch ludzi, uśmiechali się do mnie bardzo życzliwie, siedzieli gdzieś w bardzo ciasnych pomieszczeniach, ale wyraźnie im to nie przeszkadzało. Wyraźnie odczuwałem, że podstawą świadomości była miłość. Wszechobecna i wszechprzenikająca miłość i akceptacja wszystkiego. Jakby nasze świadomości stopiły się tworząc jedną wspólną. Ta właśnie wspólna świadomość kierowała i napędzała ten pojazd!

Przeszedłem na przód pojazdu, za mną pilot. Usiedliśmy w ciasnej kabinie, on po mojej prawej stronie. Nad nami przezroczysta czasza, za chwilę bez żadnego wrażenia przeciążenia ujrzałem wierzchołki drzew, chmury i gwiaździste niebo. Zdążyłem jeszcze zapytać „Ile potrwa lot?” i otrzymać odpowiedź „Sześć minut” gdy przezroczysta szyba nad głowami przybrała mleczny kolor a cały pojazd jakby zanurzył się w miłej i gorącej wibracji. Nie miała tam wstępu żadna myśl. Trwało to pięć do sześciu minut. Nagle szyba znów stała się przezroczysta i z pewnej odległości dostrzegłem przed nami ogromną planetę. Była bardzo piękna, trwała majestatycznie zawieszona w pustej przestrzeni, otaczała ją gigantyczną połyskująca sfera. Zatrzymaliśmy się na chwilę, tak jakby mój przewodnik pytał o pozwolenie dalszego lotu. Najwyraźniej je otrzymał, bo zaraz niezauważalnie ruszyliśmy dalej. Prawie krzyknąłem z wrażenia, kiedy przekraczaliśmy barierę. Tym razem świadomość rozpłynęła się i objęła niewyobrażalny bezkres całej planety. To było wielkie pojednanie z Miłością, z Naturą, z Bogiem. Niewyrażalne uczucie…
Świadomość święciła swój triumf, uwolniona spod codziennych barier znajdowała swe spełnienie w unii ze wszystkim. Nie pragnęła niczego. Jak można pragnąć czegokolwiek będąc wszystkim?

Jakiś czas płynęliśmy wysoko ponad chmurami potem pojazd zanurkował w dół i po chwili zza mlecznej mgły dostrzegłem ziemię. Pośród niewyrażalnej słodyczy wszechobecnej miłości usłyszałem niezwykłą pieśń. A raczej powinienem powiedzieć, że odczułem ja całym sobą jakbym słyszał i doznawał uniesienia towarzyszącego chorałowi śpiewanemu przez zastępy anielskie. Nie były to jednak dźwięki, ale wibracje miłości jedne silniejsze inne cichsze zestrojone razem w ogromnej przestrzennej symfonii. Wsłuchałem się całym sobą w tony owej pieśni miłości, pieśni istnienia docierającej na falach wewnętrznej, słodkiej ekstazy. W miarę jak zbliżaliśmy się do powierzchni pieśń potężniała i stawała wyraźniejsza, dołączały coraz to nowe subtelniejsze tony. Wkrótce zrozumiałem co jest jej źródłem. Ta niezwykła symfonia wydobywała się z otaczającej nas przyrody. To była jej pieśń życia. Niższe i mocniejsze tony to głosy wysokich drzew, „głosy” krzewów i młodych drzew brzmiały mniej donośnie, kwiaty a nawet pojedyncze źdźbła traw dołączały swe cichutkie nuty i tak powstawała niesłychana harmonia dźwięków. Wrażenie to można porównać do orkiestry symfonicznej w olbrzymiej katedrze, gdy dźwięki rodzą się i wybrzmiewają swobodnie w wielkiej pustej przestrzeni.

Wylądowaliśmy na niewielkiej polanie i wysiadłem z pojazdu. Wszystko widziałem jakby przez mgłę, ale wewnętrznie odczuwałem bardzo żywo. Polanę okalały wysokie na jakieś cztery metry krzewy, wkoło było sporo kwiatów i różnych roślin. Czułem się nieswojo nie chcąc mimowolnie czegoś zniszczyć, nie wiedziałem, jakie skutki mogę tu wywołać, więc tylko stałem i rozglądałem się. Widziałem kwiaty podobne do ziemskich narcyzów i pamiętam jak zacząłem uważnie przyglądać się roślinom, w końcu nie każdego dnia ma się okazję zobaczyć florę z innej planety.

Bliższe przyjrzenie się kwiatom sprawiło, że dostrzegłem wyraźną różnicę, to z pewnością nie były narcyzy ani żadne znane mi ziemskie kwiaty! Gdy sobie to uświadomiłem, poczułem się przez chwilę jak w pułapce i zalała mnie nagła fala panicznego lęku najwyraźniej wywołana obcością środowiska wokół. Szybko jednak opanowałem się i przeniosłem odczuwanie na tony wszechobecnej, słodkiej miłości. Nie, stanowczo tutaj nic nie mogło mi grozić!

Uważne przyglądanie się roślinom sprawiło, że dostrzegłem coś nowego. Skupienie na roślinie czy jakimkolwiek innym obiekcie powodowało, że zaczynałem silnie odczuwać jego doznania. Wszystko wokół żyło i czuło. W ten sposób odkryłem kolejną niesamowitą rzecz. Skupiłem się na małym źródełku i po chwili napłynęły wyraźne wrażenia; ono chciało wydać z siebie jak najwięcej wody, ponieważ ktoś tam, inne rośliny czy istnienia mogły jej potrzebować. Ono starało się ze wszystkich sił, aby zrobić, co w jego mocy – dla dobra innych. Kwiaty wytwarzały pyłek i nektar po to by podzielić się nim z owadami i służyć im. Drzewa kształtowały swe liście po to by służyć cieniem komuś, kto mógł tego potrzebować, tak samo płynące po niebie chmury przenikało pragnienie oddawania siebie, transformacji w deszcz dający życie przyrodzie i ochrony innych żywych istnień przed promieniami słońca. Gdziekolwiek, na czymkolwiek skupiłem swą uwagę znajdowałem bezinteresowną troskę o innych, wolę służenia im i miłości. Tak oto odkryłem drugą cechę konstytuującą ten niezwykły świat – płynącą z miłości wolę służenia innym. Każda najmniejsza cząsteczka tego świata była przeniknięta miłością i bezinteresowną wola służenia, bez najmniejszej troski i myśli o sobie. W tym świecie nie było śladu ego.

Te planetę poznawałem przez kilka następnych dni. Wracałem do domu, siadałem do medytacji i po kilkunastu minutach przekraczałem barierę wokół pełnej miłości Wegi.
Czasem towarzyszył mi człowiek z pierwszego dnia podróży a czasem nie, czasem pojawiał się Mistrz. Dużo czasu poświęcał na tłumaczenie współzależności pomiędzy organizmami żyjącymi na planecie i temu skąd one wynikają – ze wspólnego Źródła, którym jest Miłość. Tam było to takie oczywiste!

Życie na Wedze przejawia w niezwykłym stopniu wiele boskich cech; miłości, bezinteresownej troski o innych, poświecenia, oddania i pokory rozumianej jako nieobecność ego. Bezpośrednie doświadczenie tych stanów wywarło na mnie niezatarty przez czas ślad, co innego bowiem słuchać o nich a co innego doświadczać w pełni i czerpać z tego naukę. Chcę tutaj wyrazić swą głęboką wdzięczność Mistrzowi z Wegi za poświecony czas i ofiarowaną miłość.

Moje podróże na Wegę zakończyły się równie niezwykle jak się zaczęły.

Chyba trzeciego dnia przyszła mi do głowy myśl, aby zapytać Mistrza o życie ludzkie na Wedze – czy są tu istoty podobne do nas? Mistrz odpowiedział, że owszem i zaraz może mnie do nich zabrać. Po kilku minutach obok na polanie pojawił się znany mi pojazd. To dziwne, właściwie dopiero teraz zdałem sobie sprawę z faktu, że moje pytanie mogło zabrzmieć dziwacznie, przecież widziałem już pojazdy i rozmawiałem z ludźmi stamtąd, z załogą ziemskiej bazy, w końcu chyba byli mieszkańcami Wegi?

Wsiadłem do pojazdu, uniósł się i po kilku, nie więcej jak pięciu minutach wlecieliśmy w coś przypominające gęstą mgłę. Pojazd wylądował. Bardziej wyczuwałem niż widziałem obecność co najmniej kilku ludzi. Znajdowali się za wysokim i szerokim murem, którego końce ginęły we mgle. Wyraźnie wyczuwałem rezerwę z ich strony, byli czujni, najwyraźniej mieli świadomość, że ktoś obcy pojawił się w okolicy. Zza muru płynęło kilka strumieni energii, najwyraźniej pochodzących od żywych i myślących istot. Każdy z nich znajdował się wewnątrz mniej więcej owalnej budowli, ich układ i wielkość przywodziła na myśl afrykańską wioskę z okrągłymi chatami. Po chwili zwróciłem się do tego, który promieniował najsilniej.

– Witaj.

– Kim jesteś? – Przyszło w odpowiedzi.

Pomyślałem, że skoro pytają to znaczy, że nie wiedzą, Mistrz wcześniej przejrzał mnie na wylot, widocznie nie chcą albo nie potrafią tego zrobić.

– Jestem tu gościem, przybyłem z Ziemi, żyjecie na cudownej planecie.

– Ludzie na Ziemi nie rozumieją istoty życia ani jego wartości. Niszczycie w barbarzyński sposób delikatną strukturę, jaka otacza waszą planetę.

Myśli napływały i układały się w pełne spokoju zdania. Nie chciałem zaprzeczać ani wyjaśniać że być może jestem inny.

– W jakim celu przybyłeś? – Pomimo uprzejmości cały czas wyczuwałem wyraźną rezerwę w stosunku do mnie.

– Chciałem zobaczyć jak wygląda życie poza Ziemią i jestem tym co widzę niesłychanie podbudowany.

– Rozumiemy znaczenie tej planety dla naszego istnienia i kochamy ją. Stanowimy jej część. Chcielibyśmy abyś otworzył się na nas tak abyśmy mogli zobaczyć kim jesteś.

Pytanie zastanowiło mnie, a wiec najwyraźniej nie chcieli „prześwietlać” mnie na siłę. Ja również powstrzymywałem się od gapienia się na nich nie wiedząc czy może to zostać źle odebrane. Nie chciałem posunąć się do czegoś niewłaściwego podczas tak kulturalnie rozpoczętego spotkania z istotami z innej planety.

Jednak nie wiedziałem, co zrobić, w końcu zastanowiłem się i zwróciłem z prośbą do drogiego Mistrza, aby to On im się ukazał. To miało być coś w rodzaju kawału. Mistrz wyraził zgodę i po chwili przygotowania otwarłem całą swą sferę mentalną i duchową zwracając się jednocześnie do Mistrza z prośbą, aby przybliżył się z Jego miłością.

Poczułem tylko jak przepływa gorąca, wibrująca energia taka, jaka towarzyszy zazwyczaj błogosławieństwom udzielanym przez Mistrza.
Kiedy przeniosłem z powrotem wzrok na zewnątrz ujrzałem że w moich rozmówców jakby nagły piorun strzelił. Szok mieszał się z konsternacją. Płynęły chaotyczne urywane zdania.

– Nie wiedzieliśmy kim jesteś, byłeś tak głęboko ukryty, mieliśmy tak negatywne zdanie o ziemianach…

Nagle znikła cała poprzednia rezerwa, w jej miejsce pojawiła się szczera otwartość i wyraźne przejęcie.

Po kilku dniach takich, trwających nawet do kilku godzin wizyt, Mistrz pojawił się i powiedział, że już czas się żegnać i że jeszcze kiedyś powrócę na niezwykłą Wegę. Pożegnałem się z Opiekunem Wegi i jej mieszkańcami. Tego dnia wieczorem zasiadłem do spisywania na gorąco swoich wrażeń i to jest ten opis, a przynajmniej pewne jego fragmenty.

Drogi Mistrzu czy miałbyś ochotę podsumować to doświadczenie?

Owszem. Wiele się nauczyłeś z tego króciutkiego pobytu poza Ziemią. To wielki dar już w młodym wieku zajrzeć za zasłonę, jaka oddziela planetę od mieszkańców Kosmosu. Jeszcze większym darem jest spojrzenie w głębiny samoświadomości opiekującej się żywymi istotami Wegi. Świadomości i Miłości. 

Dziękuje Ci Baba za to tak budujące doświadczenie. Doznawałem na samym sobie głębokich i przejmujących odczuć miłości, oddania i służenia innym istotom, w imię miłości i dobra.

Ta Siła stworzyła Wszechświat. 

Miłość.

Żywa i czuła Miłość. 

Chciałbym Cię prosić o to bym potrafił z Twoją pomocą uczyć się, nabywać tych wspaniałych cech i wprowadzać w życie to, co z nich wynika.

Znakomita prośba. 

1.2 Mistrz w krótkiej szacie.

Przed laty wielokrotnie miałem przyjemność widywać Mistrzów i Nauczycieli. Pojawiali się w snach lub przed wzrokiem wewnętrznym, najpierw w trakcie medytacji potem widywałem ich również w podczas codziennych zajęć. Wielokrotnie przekonywałem się, że nie tylko są bardzo mądrzy, lecz również posiadają niezwykłe poczucie humoru. Pamiętam jeden taki wypadek – wielka, amfiteatralna sala wypełniona po brzegi Mistrzami ubranymi w długie, piękne szaty. Był to czas oczekiwania na wybór nowego prezydenta i wynik nie był znany do końca.

Wynik był znany wiele lat wcześniej? Pamiętasz co ci powiedziałem na rok przed wyborami? 

Rzeczywiście, zupełnie zapomniałem. Usłyszałem od Ciebie imię i nazwisko przyszłego prezydenta, jak również to, że będzie rządził dwie kadencje. Wszystko się sprawdziło.

Ludzie rządzący powinni więcej czasu poświęcać medytacji a ich zadanie byłoby znacznie łatwiejsze. Rządzenie to bardzo trudne i wymagające zajęcie a często poza inspiracją wewnętrzną nie ma innych źródeł wsparcia i dobrych pomysłów.

Być może, ktoś przeczyta Twoje słowa drogi Mistrzu i weźmie je sobie do serca. W końcu idzie tu o dobro nas wszystkich.
Powracając do mojej opowieści, stałem przed salą pełną Mistrzów, patrzyłem jak siedzą, rozmawiają pomiędzy sobą, żartują, to był niezwykły widok. Bardzo budujący, płynęła od Nich taka słodka i unosząca energia, radość nosząca ślady ekstazy.

To wcale nie były ślady, po prostu nie byłeś w stanie odebrać pełni słodyczy emanacji Mistrzów. 

W pewnej chwili zastanowił mnie fakt, ze wszyscy są tak pięknie ubrani we wspaniałe szaty sięgające od ziemi i zadałem Tobie pytanie – czy wszyscy Mistrzowie zawsze chodzą tak ubrani?

I co, i co?

Masz cudowne poczucie humoru… Nie odpowiedziałeś, ale prawie w tej samej chwili z drugiego lub trzeciego rzędu wstał jeden z Nich, podniósł rękę i powiedział:

„Ja nie!”

Miał na sobie taka samą piękna szatę jak wszyscy tyle, że sięgająca zaledwie do połowy ud. Spod niej wystawały gołe nogi… To była taka wersja „mini”. Nie wiem, całość robiła komiczne wrażenie i najwyraźniej o to Mu chodziło. Wybuchnąłem śmiechem.

I co było dalej?

Pojawiłeś się Ty jako Sri Sathya Sai Baba a wszyscy obecni wstali i zapadła niesamowita cisza.
Usiadłeś z boku w pierwszym rzędzie i zaraz Mistrzowie usiedli także. Kiedy tak stałem i patrzyłem poczułem że powinienem pokłonić się Wam wszystkim, tyle w Was było miłości, spokoju, mądrości, wielu, wielu nie wyrażonych rzeczy. Myślę, że doświadczyłem wielkiej łaski, że mogłem ujrzeć tak wspaniałe zgromadzenie. Dziękuję Ci za to. Potem Twoja aura objęła salę i Mistrzowie, Ty i ja stopiliśmy się w jedno.

Wszyscy czekali na zakończenie liczenia głosów i ogłoszenie wstępnych wyników. Byłem tam z Wami ponad dwie godziny. Wtedy była ustalana dalsza przyszłość tego kraju, wydarzenia, które maja nastąpić w ciągu najbliższych trzech lat.

A widzisz, cos jednak zapamiętałeś. Wszystko wiadomo na wiele lat naprzód, wydarzeniami w świecie zajmują się Mistrzowie i skrupulatnie wszystko planują. Biorą pod uwagę losy indywidualne i zbiorowe oraz to, czego powinniście się nauczyć. Bo życie jest lekcją. 

A jej tematem jest Miłość.

Miłość to Boskość…

Właściwie na wiele lat wcześniej wszystko jest ustalone, wszystkie wydarzenia polityczne i społeczne.

Tak.

Stąd wynika, że właściwie nie ma co się w nie angażować ani nawet nimi interesować skoro i tak będzie co ma być.

Tak, jeśli idziesz w kierunku Boskości nie jest wskazane interesowanie się polityką czy wydarzeniami na świecie. Wynik wszystkich wydarzeń w tym konfliktów i wojen jest znany na długo przed datą ich rozpoczęcia. Ich przyczyny leżą głęboko w sferach karmy i dharmy. Nikt z was nie ma na nie wpływu a udzielanie im uwagi odwraca od Boskości. 

Jeden z Mistrzów siedział przed czymś przypominającym komputer – tyle ze był sterowany myślą a jego moc obliczeniowa przekraczała miliony razy to, czym dziś dysponujemy. Siedział i w skupieniu patrzył na ekran – tam w trudny do wytłumaczenia przestrzenny sposób były generowane przyszłe scenariusze wydarzeń a On z miliardów kombinacji wybierał ten, który zostanie zrealizowany.

Opowiedz jak to robił. 

To był bardzo ważny Mistrz. Wokół siedzieli inni i czekali na ostateczny wynik – oni zajmowali się szczegółami. Mistrz pozwolił mi spojrzeć przez ramię, pokazał jak tworzą się scenariusze i na ilu płaszczyznach należy je rozważać. Pamiętam, że przed wzrokiem wewnętrznym przepływały w niesamowitym tempie tysiące obrazów. Wtedy, gdy zapytałem Go o to jak wybierze ten właściwy wskazał na swoje serce i powiedział, że Bóg w sercu mu powie. Wtedy Jego odpowiedź stanowiła dla mnie zagadkę.

Odpowiedź przychodzi z serca. Boskość mieszka z sercu każdego człowieka. 

Wszystko jest określone z góry. Zmiany gospodarcze, wahania cen akcji. Wszystko.

Wypadki lotnicze.

I samochodowe też.

Czas odejścia każdego z nas.

Tak, ale wy nie odchodzicie, raczej przechodzicie w drugi, poza materialny wymiar bytu. Każdy „po tej stronie” ma pewien zapas energii wystarczający na przeżycie określonej ilości lat. 

Mistrzu, Ty możesz to zmienić.

Nie ma z tym problemu.

Od czego to zależy?

Naprawdę chciałbyś to wiedzieć?

Tak, proszę.

Aktualnie na Ziemi długość życia jest określana przez serce człowieka, duchową świadomość, tę „część” was, która ma kontakt z Boskością. Rozważamy karmę, waszą drogę duchową i wspólnie podejmujemy najlepszą decyzję. Gdy przebieg wypadków idzie w niewłaściwym kierunku i mógłby wam przynieść duże szkody karmiczne, zdarza się, że odchodzicie „przed terminem”. 

Kto o tym decyduje?

Wy sami. 

No chyba nie.

Patrzycie na człowieka jako na ciało, to nie jest właściwe widzenie. Jesteście kimś znacznie, znacznie większym. Zdarza się również, że otrzymujecie możliwość dłuższego przebywania w ciele na Ziemi, ma to miejsce wówczas, gdy zdecydowanie kierujecie się w stronę Ducha i odejście z ciała zakłóciłoby ten korzystny proces. 

Czy zatem można Cię prosić o przedłużenie życia?

Nie.

Nie?

Nie. Można prosić o dodatkowy czas na poukładanie, dokończenie spraw, zrobienie czegoś wartościowego, czas na zwrot ku Bogu i pojednanie z Nim. Przedłużenie życia po to tylko żeby być „tutaj” dłużej nie ma większej wartości. Życie to nieustanny ruch naprzód, rozwój ku Miłości. Rozwój za życia ziemskiego, a potem rozwój za życia pozamaterialnego. Dobrze przemyślcie o co chcecie poprosić, niektóre dobre rzeczy maja szansę spełnić się natychmiast. 

Drogi Mistrzu, czy mógłbyś podpowiedzieć, które prośby są Ci szczególnie miłe, czym możemy sprawić Ci radość?

O, to pytanie sprawia mi radość! To bardzo dobre pytanie.

Sprawiacie radość Boskości, gdy zwracacie się ku Niej z prośbami, modlitwami o możliwość zwrócenia się ku dobru, ku miłości, z prośbami o wsparcie dla innych, cierpiących i potrzebujących, z prośbami o miłość i szczęście dla innych, dla ludzi tutaj i „tam”, dla zwierząt, wszystkich istnień.

Boskość To miłość, to ktoś, kto bardzo was kocha. Matka, Ojciec, drogi przyjaciel, oddany powiernik. Proście o możliwość zbliżenia się ku Niej, o siłę duchową niezbędną do odwrócenia się i wzniesienia ponad przyciąganie spraw świata. Proście o możliwość nauki pokory i skromności. Proście o łaskę i miłość ku Bogu. 

Dziękuję Ci Mistrzu za rozmowę

1.1 Doświadczenia zazen

Już jako dziecko byłem religijny, z upodobaniem budowałem małe ołtarzyki Jezusowi, i przynosiło mi to dziwne zadowolenie. Jako nastolatek znalazłem fascynujące książki na temat Raja Jogi, między innymi doktora R. S. Mishra „Podstawy Jogi Królewskiej” (Fundamentals of Yoga”), ale tak na poważnie zająłem się medytacją mając blisko piętnaście lat.
Pomimo wszelkich ostrzeżeń, jakie można znaleźć w każdej dobrej książce o medytacji, że w żadnym wypadku nie należy podejmować praktyki medytacyjnej na własną rękę, temat tak mnie pociągał, że podjąłem samodzielna praktykę polegająca na ćwiczeniach oddechowych i skupianiu uwagi. Nie przypominam sobie żadnych interesujących doświadczeń z tego okresu.

Jakieś dwa lata później zaczął być modny buddyzm Zen i wpadła mi w ręce książka sensei Philipa Kapleau o zazen. Rodzina goniła mnie do nauki, więc rozkładałem książki i siadałem do zazen. I rodzina była szczęśliwa, że jestem pilnym uczniem i ja, bo robiłem to co mnie pociągało. Wiele lat później zostałem uczniem sensei Zensona Gifforda z Toronto, ucznia Rosiego Kapleau.

Moja medytacja nie miała jeszcze wtedy charakteru religijnego. Po prostu siedziałem ze skrzyżowanymi nogami, skupiałem umysł na miejscu wewnątrz brzucha i regulowałem oddech czekając aż ucichną myśli. Na początku było to bardzo trudne, ale na początku wszystko jest trudne i miałem tego świadomość. Siedziałem w zazen trzy razy po pół godziny w ciągu dnia, czasem także około trzydzieści minut przed zaśnięciem. Chyba po dwóch miesiącach takiej medytacji odczułem wyraźną zmianę stanu umysłu. Myśli ucichały, to była jakaś nowość, coś się działo. „Sprowadzałem” myśli na dno brzucha aż pojawiała się pustka w głowie. Zupełne zacichnięcie, żadnej myśli, a cały umysł pozostawał skupiony na dnie brzucha. To bardzo fajne uczucie. Po jakimś czasie zacząłem spostrzegać, że ni stąd ni zowąd, z dużą siłą „wybuchają” w ciszy dawne wspomnienia. Nagle przychodzą i owładają człowiekiem doznania czy przemyślenia sprzed miesięcy albo i lat. Sporo czasu trwało zanim pojąłem, że to część jakiegoś naturalnego procesu. Kiedy to wreszcie zrozumiałem byłem z siebie bardzo dumny, coś udało mi się odkryć a to był już jakiś postęp.

Cisza nastawała zazwyczaj po pierwszej, półgodzinnej rundzie medytacji a pod koniec drugiej zdarzały się nagłe wspomnienia. Wkrótce nauczyłem się nie zwracać na nie uwagi i dalej robić swoje skupiając myśli na dnie brzucha. Tak medytowałem jeszcze około miesiąca i obserwacja całego procesu – myśli, ich zniknięcie, pustka w głowie, jaka przychodzi a potem nagłe przebłyski wspomnień potem znów cisza i pustka – zaczęła stawać się już czymś rutynowym. I wtedy zdarzyło się coś, co wywróciło całą moja wiedzę o świecie do góry nogami.

Usiadłem do medytacji, skupiłem umysł na dnie brzucha, wyobraziłem sobie jak z oddechem wszelkie energie związane z myślami spływają na dno brzucha i tam pozostają. Przyszła cisza, potem dodatkowe myśli a potem… Nagle poczułem jakby na ciele poruszyła się jakaś zasłona i powoli od czubka głowy w dół spływała odsłaniając coś niesamowitego. Po jej opadnięciu ujrzałem Światło.

Doświadczyłem Miłości i stopiłem się z Nią w jedno.

Umysł nie istniał a w jego miejsce pojawiła się bezkresna przestrzeń wypełniona cudowną miłością, wolnością i właśnie Światłem. Było Ono wszędzie, kochające, żywe nieskończone. Poza czasem i przestrzenią. Znikła wszelka odległość i poczucie oddzielenia. To małe „ja osobowe” rozpłynęło się a w zamian napłynęła świadomość że jestem i żyję w tym ciele i poza nim i mym prawdziwym Bytem jest bezkres, miłość i cudowna niezmącona niczym wolność. To była świadomość, że Jestem wszystkim we wszystkich i nigdy nie istniał żaden podział ani dystans. Łzy płynęły mi po policzkach z ogromnego i cudownego wzruszenia. Wstałem z zazen i widziałem wszystko w nowym świetle, spoglądałem na biedne sprzęty w małym pokoiku i odczuwałem głęboką wdzięczność za to ze tu są i służyły mi do tej pory. Usiadłem nad książką do języka rosyjskiego i płakałem tylko z tego powodu, że mogę czytać. Nie było we mnie ani śladu ego. Wyjrzałem przez okno, przed domem stała sąsiadka, ale w miejsce zwyczajnej odrębności była cudowna jedność z nią i ze wszystkim. Istniało tylko Światło i Jedność. Pierwszego dnia, kiedy się pojawił stan ten trwał wiele godzin a znikł dopiero następnego dnia podczas normalnych zajęć szkolnych. Potem przychodził jeszcze wiele razy i wskutek różnych wydarzeń. Najczęściej powodem była kilkugodzinna medytacja. Raz, co niezwykłe – przez kilka godzin skupiałem się na rozwiązaniu zadania z matematyki i nie chciałem przyjąć do wiadomości, że nie mogę sobie poradzić. Z upływem czasu rosło skupienie i determinacja. Wreszcie udało się i poszedłem spokojnie do łóżka. Obudziłem się następnego ranka i To już było. Znów Światło i bezkres i ta cudowna nie do opisania miłość przenikająca wszystko, będąca podstawą i treścią wszystkiego.

Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, że świat nie jest wcale tym, za co go uważamy.

0 Wprowadzenie

Jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że mogę podzielić się doświadczeniami i mądrością płynącą z rozmów z Mistrzem z szerokim gronem ludzi zainteresowanych.

Książka jest owocem duchowej miłości i jej pisaniu towarzyszyły przez bardzo długi czas cudowne chwile. Dziękuję za nie Mistrzowi, konsekwentnie i od lat dzielącemu się ze mną i każdym, kto zechce się ku Niemu zwrócić Jego niezwykłą miłością. Dziękuję Mu z całego serca, ponieważ tak, jak dał mi się poznać, jest najbardziej czułą i kochającą Istotą na świecie, zawsze gotową służyć innym bez cienia osobistego zainteresowania. Dziękuję Ci drogi Mistrzu raz jeszcze.

Zaczynałem dawno temu, pewnym przełomem był moment, kiedy jeden z moich ziemskich Nauczycieli nauczył mnie słyszeć głos wewnętrzny ponad ograniczeniami czasu, przestrzeni i ludzkiego umysłu. Po latach doświadczeń okazało się, że stanowi to dopiero wstęp do czegoś znacznie większego – do budzenia się miłości ku Boskości i zbliżania ku Niej.
Mam nadzieję, że ta książka będzie stanowić źródło wskazówek i natchnienia dla ludzi zainteresowanych i poszukujących.

Do swego Rozmówcy zwracam się często Mistrzu lub Baba – co pochodzi z sanskrytu, natchnionego języka Indii i znaczy „Ojcze”.

Wiele razy pytano mnie, z kim jak sądzę rozmawiam. Odpowiedź pozostawiam Twojej czytelniku domyślności, wrażliwości i inteligencji. Tak proszę Cię abyś głęboko zastanowił się i sam znalazł odpowiedź. Będzie to znacznie cenniejsze niż podanie jednego słowa, które nie niesie jeszcze dla Ciebie takiej głębi znaczenia, szczęścia i miłości. Znajdź odpowiedź a nade wszystko wszystkie uczucia, jakie jej towarzyszą. One są najważniejsze będąc nam dobrym przewodnikiem, bowiem najlepiej ku Miłości prowadzi właśnie miłość. Wartość przekazu poznasz po owocach, jakie Ci przyniesie.

Zapraszam Cię do wspólnej podróży i wspólnego odkrywania tego, co było tu zawsze a swoja cudownością i niezwykłością przekracza wszystko, co dotąd znaliśmy.

Wiem, że wiele poruszonych tu spraw wyda Ci się dziwnymi a niektóre uznasz za niemożliwe. Jednak już teraz odpowiem na te wątpliwości w następujący sposób. Tuż koło Ciebie rozpościera się niezwykła kraina cudów, jest ona dosłownie na wyciagnięcie ręki. Co więcej właściwie to nawet nie trzeba jej specjalnie szukać, była tutaj zawsze i zawsze będzie. Sam byłem zdumiony, gdy kochający Mistrz zaczął ją odkrywać przede mną. To kraina niezwykłych wydarzeń, budujących inspiracji, kraina, w której penetrujący ja człowiek doświadcza pogłębiającego się szczęścia i radości. Kraj, gdzie króluje miłość, żywa, gorąca, odczuwalna i bliska. Kraj, gdzie można spotkać Kogoś, kto był i jest tutaj od zarania czasów i tylko czeka na każdą naszą dobrą myśl, czyn słowo, by w zamian móc obdarzyć nas swoją miłością. I jednocześnie, przeciwnie do tego, co nas uczono – to wszystko jest na wyciągnięcie ręki, tutaj, teraz, nie gdzieś daleko czy dopiero po śmierci. Wydaje mi się, że w tym życiu pozwolono mi znaleźć ukryte drzwi, za którymi, tuż obok możemy znaleźć łączność, dostęp czy też jak to nazwiemy – do najwspanialszej tajemnicy tego świata a może i Wszechświata. Tą niesamowitą Tajemnicą Tajemnic jest sam kochający nas Stwórca. Uwierz mi proszę czytelniku, że zapisuję te słowa z dużym namysłem, świadomością i odpowiedzialnością za to, co mówię.

Wiem, że dziś jeszcze możesz mi nie wierzyć, jest to naturalne zjawisko. Ale proszę Cię poczekaj i sam sprawdź, co jest rzeczywistością. Stąd właśnie książka, opisująca wydarzenia, jak i wyjaśnienia wielu ważnych kwestii, które przekazał mi kochający Mistrz. Opisująca dowody, które mi wskazano i wskazówki jak Ty możesz znaleźć swoje. Oczywiście same słowa, mimo znaków, jakie im towarzyszyły i zazwyczaj towarzyszą nie są jeszcze dowodem. Na czym więc polega mój i być Twój czytelniku dowód? Pozwolono mi znaleźć niezwykły i cudowny sam w sobie klucz do rzeczywistości miłości. I teraz ten złoty klucz, na życzenie mego kochającego Mistrza, przekazuję Tobie, wraz z garścią Jego wskazówek jak znaleźć drzwi. Proszę Cię otwórz szeroko swoje umysł i serce i daj się unieść słowom Mistrza a nade wszystko Jego Miłości. Być może już wkrótce zrozumiesz, że w ogóle nie potrzebujesz klucza, bo drzwi są zawsze otwarte a jedyne ograniczenia, to te, które sami sobie kiedyś narzuciliśmy i przy których uparcie trwamy.

Przekazuję Tobie tę książkę z najlepszymi życzeniami i najlepszymi myślami a teraz pozwalam sobie zamilknąć, aby już wkrótce mógł przemówić Ktoś, przy kim wszyscy, którzy Go poznali milczą, trwając w emanującej z Niego potędze Miłości i Szczęścia.

Drogi Mistrzu przyjmij miłość jako skromny wyraz głębokiej wdzięczności za Twoje dary, za Twoją Miłość, za to, że jesteś i za to, Kim jesteś. Kocham Cię. Niech wszyscy czytelnicy będą szczęśliwi. Niech wszystkie istoty będą szczęśliwe. Bardzo, bardzo szczęśliwe.