Czy możliwe jest poznanie siebie? – Marcin Kotasiński

Czy uważasz Czytelniku, że możesz osiągnąć poznanie siebie, które będzie zupełne i adekwatne do doświadczenia i do twoich oczekiwań?

Ogólnie, nauka twierdzi, że nie jest to możliwe. Choć nie ma na to dowodów! Takie zagadnienie, o tyle ile się orientuję, nie jest nawet poważnie rozważane w nauce. Ale można tu zapytać, co robi filozofia i psychologia, jeśli nie ‘poznanie siebie’, poznanie filozofującego człowieka, psyche. Albo znamy „Poznaj siebie!” pochodzące, choćby od Sokratesa czy św. Augustyna. Mamy także… wskazówki? Świadectwa(?), poznania siebie pochodzące z dalekiego wschodu, a nawet z bliskiego. Budda miał poznać siebie, jego nauki mają stanowić wskazówkę kierującą na poznanie siebie, a nie tylko Budda świadczy o mądrości buddyzmu. Sporo „buddów” jest w tej religii, choć stoją w cieniu pierwszego. Ta cała rzesza Oświeconych z Indii, z rozmaitych odłamów religijnych, tradycji mistycznych. Trudno wymieniać joginów z imion, choć wielu można znaleźć, o których opowieści w drodze do nas z dalekiego wschodu „zmutowały”, mówią o jarmarcznych sztuczkach joginów-fakirów, czyniących coś nadzwyczajnego ze sobą dzięki poznaniu, że mogą. Ale gdy zaglądamy w ich nauki to, na przykład jogę zaczynamy traktować serio. Filozofia choć nie tak jak nasza konsekwentna w wyjaśnianiu twierdzeń, jednak wzbudza zdziwienie wiedzą, która tłumaczy Jedność i transcendencję. A Jezus? Czy można taki dwu tysiącletni „numer z krzyżem” zrobić nie znając, ile zrobić się potrafi?

Świadectw jest aż nadto, ale wciąż odbiera im się wiarygodność. A jeśli już nie można tym szczegółowym, to w ogóle twierdzi się, że poznać się nie sposób. Choć nie wiadomo dlaczego. Można dalej naciskać, pytać, co mówił, na przykład Schopenhauer pod wpływem buddyzmu, o Wyzwoleniu. Albo ten nietzscheański Nadczłowiek, Wyzwolony, ten, który przekracza ludzi zniewolonych? Nietzsche nad nim się tak egzaltował i może od pędu ku temu zwariował. Poza tym czy fenomenologia nie uzyskuje przypadkiem poznania siebie? Psychoanaliza? Psychologia głębi? Każda inna nauka czy czegoś nie mówi o człowieku? Czy to wszystko, co w ogóle robimy, czy nie jest to przypadkiem poznanie siebie?

Jest taki bezpośredni argument na tę niejasną naukową tezę o braku samopoznania, brzmi on: Czy ten, kto nie poznał jeszcze siebie, może mówić, że nie sposób tego uczynić? Przecież nie poznał. Jest w drodze…, a dowodu odwrotnego też nie ma. Tylko sceptycyzm, to przecież za mało, aby zatrzymać nas, cywilizację w biegu, rzekłbym ku samopoznaniu, bo tak to postrzegam.

Co mamy za?

Kiedy spoglądamy w lustro dokonujemy aktu poznawczego, coś o sobie poznajemy. Poznajemy czy to, co widzimy jest tym, w czym na pewno dobrze się czujemy i czy wygląda dobrze. Poznajemy czy to „o nas”, w nas ukryte, pozwala się na chwilę, trochę do światła wydobyć i porównać z odbiciem w lustrze. Aby przez identyfikację i odkrycie nieuświadomionego podobieństwa uznać, że to, co w lustrze jest ładne, budzi dobre samopoczucie, że to Prawda i Dobro. Albo odwrotnie wymaga zmiany, dalszego poszukiwania siebie. W czym? W tym prostym banale, jakim jest odzież, uczesanie itp., to, co oglądamy w lustrze.

Dzieje się to także ze strony doświadczenia, gdy starając się uczynić coś, nie udaje się to. Dowiadujemy się, że coś z naszą wiedzą o nas i doświadczeniu jest nie tak. Dowiadujemy się, że nasze przeświadczenie o tym, iż wie się, jak coś uczynić, i że ma się odpowiednią wiedzę do tego upada. Poznajemy siebie, choć raczej niezbyt przyjemnie. Można tu użyć jaskrawego przykładu, powtarzającego się nieustępliwie przez każde pokolenie. Młodzież szuka styczności z tym, co dorośli zakazują, eksperymentuje, aby przesadzając poznać, że ‘nie chce takiego siebie’, wyrasta zdrowy człowiek, staje się dorosły i zakazuje, bo posiadł już daną wiedzę o sobie.

Poznajemy także siebie dzięki pośrednictwu innych ludzi, gdy ci mówią nam coś o nas lub radzą coś lepszego, wskazując tym, że wiedzą, o nas, od nas coś więcej i wiedzą lepiej, co dla nas dobre. Jakby mówili, że jest jakaś ogólna wiedza o człowieku, Prawda i Dobro odpowiednie dla każdego, ‘poznanie siebie’ na ileś już jasne i wiadome.

Poznajemy także siebie w „czystych” aktach refleksji, gdy się nad sobą namyślamy w oderwaniu od doświadczenia. Czy to refleksja nad życiem, pewnym szeregiem ostatnich doświadczeń i własnym samopoczuciem w nich, nad tym czy takie coś jest chciane. Są też refleksje bardzie wyabstrahowane, niektóre potężne, podnoszące umysł człowieka na wyższy poziom. Spostrzega się pewną syntezę wiedzy, powtarzających się zdarzeń, różnych i oderwanych od siebie na własny temat i świata, gdzie dotyka się czegoś bardzo ogólnego o sobie, wyabstrahowanego jak nigdy dotąd. Albo te „czyste” oderwane refleksje nad samą świadomością, która sam siebie w nich postrzega, to poznanie skierowane na poznającego, refleksje nad samym sobą, umysłem.

W każdym z tych przypadków coś o sobie poznajemy, zbieramy „ziarnko do ziarnka”. Dzięki temu „zbieractwu” wiemy o sobie w późniejszym i nawet aktualnym wieku więcej. Wiemy wciąż lepiej, co sprawia nam przyjemność, czego szukamy, czego unikamy. Zbierając o sobie wiedzę wiemy wciąż więcej o tym, do czego jesteśmy zdolni, co potrafimy. Zdobywana wiedza pozwala nam dokonywać coraz lepszych i trafniejszych wyborów, w których unikamy tego, czego nie chcemy, a co poznaliśmy jako takie wcześniej. Potrafimy w ten sposób osiągnąć coś lepiej i przyjemniej niż za pierwszym razem, kiedy się jeszcze „potykaliśmy”. Poznaliśmy tu, zatem to o sobie, że nie lubimy się potykać i to, że potrafimy lepiej.

Zbierając „ziarnka” o sobie i w procesie życia budując opinię o sobie, i będąc przy tym obiektywnymi, starając się nie okłamywać samych siebie. Nawet świadomie odszukując w sobie sytuacje, treści, w których siebie okłamujemy… tak poznajemy siebie.

Nie ma tu argumentu na to, że nie możemy poznać siebie w wyższy sposób, w jakiś skończony, wypełniony. Natomiast wciąż zdarzające się jednorazowe ‘poznania siebie’, te przykładowe, świadczą o tym, że poruszamy się do przodu, ku lepiej i więcej. To argument na to, że można. Zapytać tu można, czy jesteśmy skończeni czy nieskończeni? Bo czy poznając siebie, możemy wypełnić ten proces, czy rozciągnąć go w nieskończoność. A jeśliby się okazało, że jesteśmy nieskończeni w tym naszym duchowym, bo mentalnym, nie materialnym życiu jako podmiot. Czy pomimo nieskończoności możliwe są w niej jakościowe skoki? To wypełnienie właśnie, które i tak rozwija się w nieskończoność.

Przecież gdyby się dobrze zorientować, czego się szuka i chce, i zorientować się, co się potrafi, i uczynić to tak, ażeby mało zaskakiwało. Byłoby to świadectwem osiągnięcia pewnej zupełności. To było by już poznanie siebie, orientować się, co do swoich pragnień w każdej sytuacji i zdolności do ich realizacji.

Nie można twierdzić, że nie można poznać siebie. Może w stanie przed nie można twierdzić, że jest on pewny. Ale pewne jest to, że siebie poznajemy, jesteśmy wszyscy jednocześnie we własnych procesach poznania siebie i uczestniczymy w jednym globalnym dotyczącym nas wszystkich.
Czytelniku jeśli zainteresowany jesteś poznaniem siebie, zapraszam na swoją stronę internetową Poznanie:
https://sites.google.com/site/samoswiadomosc

Znajdziesz na niej szereg artykułów o tej tematyce, także informacje na temat książki mojego autorstwa „Rozwój duchowy a samoświadomość”, która opisuje metodę na to jak poznawać siebie efektywnie, zapraszam.

Marcin Kotasiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.