Huna cz.1 – Historia początków

Rajskie wyspy Polinezji. Położone nad błękitnym oceanem, zalane jasnym słońcem. Gdzie czystą i obfitą zieleń lasów otaczały złote plaże, a natura swym bogactwem wprawiała w zachwyt. Te piękne wyspy, były zamieszkiwane niegdyś przez wiele plemion Polinezyjczyków. Żyli oni spokojnie w małych skupiskach. Natura hojnie obdarowywała ich swymi owocami tak, że wszyscy żyli w dostatku i spełnieniu.

Wiedli oni naprawdę szczęśliwe życie. Bez zazdrości, bez kłamstwa, bez wstydu. Każdy, kto należał do plemienia, był w pełni akceptowany i kochany. Nie było problemu z okazywaniem miłości. Ludzie byli otwarci i szczęśliwi. A cieszyli się z wielu rzeczy, cieszyli się sobą, miłością, seksem, twórczością, naturą, słońcem, oceanem, tańcem…wszystkim.:)

Społeczność wyspiarzy była podzielona na system kastowy. Każdy miał swoją specjalność, pracę do wykonania i każdy był potrzebny. Dzieci były wychowywane zgodnie ze swoimi predyspozycjami i szkolone w danej specjalności od małego. Dzięki temu, wszystko miało swoje miejsce i było doskonale dopasowane.

Jedną z takich kast była kasta Kahunów. Dosłownie znaczy to „Strażnicy tajemnicy”. A w praktyce byli to kapłani, którzy dbali o wszystkich innych i utrzymywali porządek. Pomagali ludziom w ich ewentualnych problemach, doradzali i uzdrawiali. Ich wiedza w zakresie psychologii dorównywała obecnym odkryciom, a praktyczne zastosowanie tej wiedzy, swą skutecznością daleko przekracza dzisiejsze systemy pomocy psychologicznej.

Wszyscy darzyli kahunów ogromnym szacunkiem, nie tylko za ich zasługi społeczne. Również dlatego, że władali oni potężną mocą magiczną. Dzięki niej właśnie mogli uzdrawiać. Legendy mówią, że potrafili oni chodzić po lawie, zmieniać pogodę, panować nad zwierzętami, a nawet zmieniać przyszłość. Byli to naprawdę wielcy ludzie, którzy świadomie posługiwali się wielką mocą.

Niestety, na przestrzeni wieków nawet oni nie byli w stanie zapobiec zdarzeniom, które miały nadejść. W miarę upływu czasu, ludy polinezyjskie podzieliły się na wiele odrębnych plemion. Zaczęły prowadzić ze sobą wojny, w których kahuni wykorzystywali swoją moc nie tylko do celów ratowania życia.

Powstało wiele odrębnych „wierzeń”, wiele bożków, którym składano ofiary. Byli to bogowie wojny, którzy rzekomo pomagali wodzom podbijać wrogie plemiona. Kahuni jednak wiedzieli, iż miały one charakter bardziej symboliczny.

Po wielu bitwach i ciężkich czasach, przyszło zjednoczenie. Polinezyjskie plemiona stały się jednością za sprawą władcy Kamehamehy I i jego najwyższego kapłana Hewahewy.

Hewahewa był bardzo inteligentnym kahuną, a do tego potrafił władać wielką mocą. Pewnego dnia otworzyła się przed nim wizja przyszłości. Ujrzał białych ludzi przypływających na wielkich łodziach. Wiedział, że posiadają oni potężną broń, wielkie statki, maszyny, bogate ubrania. Wiedział też, że przypływają razem ze swoim Bogiem. Sądząc po wizjach stwierdził, że ten Bóg jest jakąś potężną istotą. To zrobiło na nim wrażenie. Nie chcąc walczyć z tak groźnym przeciwnikiem, kazał zniszczyć wszystkie posągi bożków, wszystkie ołtarze i świątynie, a kahunom zakazał używania mocy. Postanowił przyjąć nową religię, wierząc w, że potrafi ona zdziałać naprawdę ogromne cuda… nawet wskrzeszać zmarłych, jak to czynił mistrz nowoprzybyłych (Jezus).

Dokładnie przewidział czas i miejsce przybycia statku i przygotował specjalną mowę powitalną.

W 1820 roku, na jedną z wysp przybyły europejskie statki. Wylądowali dokładnie na miejscu przewidzianym przez najwyższego Kahunę. Tak więc Hewahewa powitał ich serdecznie, wygłaszając swoją mowę. O tradycyjnej magii tylko wspomniał i powiedział, że sam jest magiem. Jednak całą uwaga była poświęcona nowym kapłanom i ich wszechmocnemu Bogu z dalekich krain.

Po krótkich przygotowaniach misjonarze zaczęli swoje zadanie. Podzielili się i wyruszyli na wiele wysp, by szerzyć wiarę chrześcijańską. Zadowolony Hewahewa postanowił towarzyszyć jednej grupie nowych kapłanów, żeby zobaczyć jak sobie radzą. Niestety czekało go niemiłe zaskoczenie… Szybko okazało się, że biali kahuni nie znają żadnej wielkiej magii. Bóg ich milczy, a oni sami głodują, chorują i umierają. Byli zupełnie bezbronni.

Chcąc dowiedzieć się, o przyczynę niepowodzeń, Hewahewa zaczął wypytywać się misjonarzy dlaczego tak się dzieje. Okazało się, że „chrześcijańscy magowie” potrzebują świątyń. Nie namyślając się długo, Hewahewa zlecił swoim ludziom zbudowanie dużej świątyni, kościoła. Wszystko w nadzieji, że chrześcijański Bóg zacznie działać. Zaczęła się budowa ogromnej świątyni, która pochłonęła wiele czasu i energii. Jednak udało się ją ukończyć i została poświęcona.

Wielki kahuna dumny z tego, że może pomoc swoim braciom, białym magom, był pewien sukcesu. Bardzo się z nimi zaprzyjaźnił. A Polinezyjczycy tylko czekali na spektakularne uzdrowienia z ciężkich dolegliwości i wskrzeszenia zmarłych. Przecież misjonarze nieraz opowiadali barwne opowieści o działaniu Jezusa i mocy ich Boga.

Świątynia stała, misjonarze byli… a po cudach ani śladu.

Hewahewa był coraz bardzies sceptyczny. Widząc w tym wszystkim oszustwo, był zmuszony powrócić do dawnych wierzeń i swojej sprawdzonej magii. To samo polecił kahunom. W końcu ludzie potrzebowali uzdrowień, zarówno Polinezyjczycy, jak i nowoprzybyli chrześcijanie.

Mijały lata, chrześcijaństwo się rozrastało, wyspy stawały się coraz bardziej cywilizowane. Jednak wraz z chrześcijaństwem, równolegle rozwijała się Huna, która była skuteczniejsza. Widząc to, chrześcijanie wystraszyli się, że czarna magia może przysłonić ich nauki i Boga. Postanowili oni zakazać wszelkiego posługiwania się magią. Kahuni zostali wyjęci spod prawa. Zostali zepchnięci do „podziemi” tamtejszego społeczeństwa. Na szczęście tamtejsze władze były w większości pochodzenia polinezyjskiego i miały świadomość mocy kahunów, więc nie wchodziły im w drogę. Magia nie byłą oficjalna, jednak większość i tak jej używała, w tajemnicy przed Europejczykami. Zepchnięta na margines, wiedza ta po pewnym czasie, prawie całkiem zanikła. Przenoszona z pokolenia na pokolenie z coraz mniejszym entuzjazmem, zagubiła się w nowoczesności cywilizacji. Jednak nie do końca.

Max Freedom Long był współczesnym człowiekiem, który przypadkowo zainteresował się zanikającą tajemniczą tradycją. Jako nauczyciel w szkółce na Hawajach, spotkał się z dziwnymi legendami, opowiastkami, czy tajemniczymi zachowaniami. Bardzo go to zaintrygowało. Chciał zbadać tą tradycję dokładniej, a jako racjonalista, nawet podważyć istnienie jakiejkolwiek magicznej niezwykłości. Mimo początkowych oporów tamtejszej ludności, zbierał coraz więcej wiadomości. Odkrywał tajemnice starożytnej wiedzy hawajskiej. Przypadkowo spotykał ludzi, którzy próbowali badać to samo.

Zajął się studiowaniem języka używanego przez tradycyjnych Polinezyjczyków, odkrywał coraz to nowe informacje. Był nawet świadkiem wielu niezwykłych wydarzeń.

W miarę zagłębiania się w tą „wiedzę tajemną”, przed Longiem ukazywały się coraz to bardziej fantastyczne rzeczy. Zafascynował go ogrom i możliwości wykorzystania Huny w dzisiejszych czasach.

Jest autorem wielu książek poświęconych Hunie i zarazem pierwszym wielkim badaczem „tajemnicy”. Odkrył powiązania wiedzy Polinezji, ze starożytnym Egiptem, a nawet Indiami. Wszystko zaczynało się układać w całość.

Huna stała się brakującym ogniwem między religią, a nauką. Między praktyką, a teorią. Dzięki niej, Long mógł bardzo jasno wytłumaczyć wiele do tej pory niewyjaśnionych zjawisk. Wiele tajemnic przeszłości związanych z religią stało się jasnych.

Sam autor uważał, że jego odkrycie może zrewolucjonizować świat…i miał rację. Huna stała się popularna. Wielu ludzi korzysta z tej wiedzy z powodzeniem. Posługuje się nią świadomie w codzienności, dzięki temu kreując sobie cudowną i świetlaną przyszłość.

c.d.n.

5 myśli nt. „Huna cz.1 – Historia początków

  1. Stan

    wydaje mi się, że huna jest pozostałością po atlantach, cywilizacji która nagle przestała istnieć zatopiona w oceanie około 10 000 lat temu

    Odpowiedz
  2. Arturos

    Pozwoliłem sobie zapodać parę cytatów z książki Ewy Seydlitz „Przemiany w ultrafiolecie”. Mam nadzieję, że zostanie mi to poczytane za reklamę a nie naruszenie praw autorskich. Stanowczo polecam tę pozycję wszystkim, którzy chcą załyknąć trochę wiedzy o naszej przeszłości i pochodzeniu na wysokim poziomie.

    „Niebezpieczna wiedza, którą dysponowali ludzie przed potopem […] została zniszczona, nie tylko wodami potopu czy skróceniem długości życia; później wielokrotnie jeszcze ingerowano i niszczono dawne kulty demonów, co nastąpiło w Sodomie, Gomorze i miastach sąsiednich. Pamięć o tych historycznych wydarzeniach z tamtej epoki rozbito na cząstki, zmitologizowano i rozsiano po różnych, nie kontaktujących się ze sobą przez tysiące lat, miejscach globu. Jej ponowne odkrycie, scalenie i wykorzystanie zaplanowano na obecne czasy, gdyż „potomstwo Abrahama i Jakuba” jest już „liczne jak proch ziemi” i rozprzestrzeniło się „na zachód i na wschód, na północ i na południe” po całej planecie. Przyszedł czas, aby odziedziczyć zapowiadane kiedyś „gwiazdy na niebie” i stać się takimi, jak mieszkańcy innych planet.
    […]
    Wiedza o „skutecznej modlitwie” (w tym także o „modlitwie śmierci”) została przechowana na Hawajach i przywrócona dopiero w XX wieku. Na niewielkim obszarze wysp kahuni nie stanowili żadnego zagrożenia dla rozwoju nowej mentalności, lecz enklawę dla dawnej świadomości i nauki, która dopiero teraz, po doświadczeniu chrześcijaństwa, może zostać wykorzystana właściwie i w dobrych celach.

    Odpowiedz
  3. JaWamDam

    Skuteczna modilitwa jest modlitwa intencji (bez slowa), wszechswiat odzwierciedla intencje i to powoduje zmiany fizyczne. Powstawanie obiektow, zmian, procesow.
    Plaplanie i mamrotanie jest tylko tym.

    ps. Falszywe intencje lub egoistyczne przynosza szkode. Zaobacz Ying Yang.
    Warto pomedytowac troszeczke (wyczyscic szum) i rozpoczac komunikacje ze wszechswiatem, ktorym ty jestes. Pamietaj ze jestes odoczony i przenikniety przez to z kim sie komunikujesz.
    Chcesz przyspieszyc pewne pozytywne procesy? Zacznij praktykowac Wspolczucie i Bezinteresownosc – bezwarunkowo, na zawsze.

    Odpowiedz
  4. max

    A czy nie wszyscy są egoistami?
    Gdyby nie egoizm nie przeżylibyśmy ani jednego dnia nie myśląc o sobie? Jest kilka rodzaj egoizmu.
    Każdy człowiek jest odzwierciedleniem istnienia i każdy człowiek ma indywidualna nić łączącą z istnieniem może to być zwykła modlitwa w którą wierzy może to być intencja może to być własna prośba etc.
    Ta droga którą ty obierasz jest najwłaściwasza nie ma lepszej lub gorszej.
    Głupotą by było przekonywać więc siebie nawzajem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.