Rozwój, a gonitwa za urojeniami.

Człowiek wstępując na drogę rozwoju duchowego tworzy nowe wyobrażenia. Ludzie rozwijający się duchowo tworzą się nowe cele, nowe pragnienia. Od mistrzów przejmuje się wyobrażenia o oświeceniu, mistrzostwie, radości, miłości, jedności. Wtedy zaczyna się pewien proces gonitwy. Chęci osiągnięcia czegoś, co jest bardzo duchowe i znajduje się na „końcu drogi”.

Cała gonitwa za wymyślonymi celami wynika z nie akceptacji siebie w teraźniejszości. Jestem tak, a chciałbym być inny. Inni są „lepsi”, dlatego ja muszę starać się być tacy jak oni. Lepszy, mądrzejszy, bardziej oświecony. Cały czas jest dążenie do bycia lepszym niż się jest. Na tym właściwie polega rozwój większości rozwojowców. Na oczyszczaniu, ćwiczeniach ezoterycznych, cały czas jest chęć bycia innym – lepszym, bardziej rozwiniętym, bliższym oświecenia.

Na początku drogi to jest dobre. Na początku warto podnieść swój poziom życia, aby umożliwić relaks mentalny. Warto pozbyć się głównych blokad, by w ogóle umożliwić medytację czy rozwinąć świadomość. Jednak potem sprawa wygląda inaczej. Warto zauważyć, że potem rozwój wpada w rutynę. Spotykam często ludzi, którzy tylko czekają na to „co by tu jeszcze oczyścić”. Całe oczyszczanie wchodzi w rutynę. Człowiek działa jak automat. Coś się źle poczułem… trzeba oczyścić, bo oświeceni się źle nie czują. Ciągle jest coś nie tak i ciągle jest „rozwój”. Dążenie do doskonałości. Może być i tak, tylko czy to jest optymalny rozwój? Warto zadać sobie pytanie, czy te pragnienia i określone, automatycznie wręcz, działania nie przysłaniają cudu teraźniejszości i doświadczania istnienia?

Wraz ze wzrostem świadomości pojawia się możliwość dostrzeżenia wszystkich swoich mentalnych uwarunkowań i astralnych pragnień. W tym punkcie człowiek może zauważyć, że pragnienie rozwoju, to też pragnienie. Wtedy pojawiają się dwie możliwości, albo będę się rozwijał dalej, goniąc za czyimiś wyobrażeniami o oświeceniu, albo zaakceptuję totalnie siebie w teraźniejszości i zacznę doświadczać tego, co jest w pełni. To kluczowy wybór.

Goniąc za oświeceniem popadamy w pułapkę ego. To ego chce osiągnąć kolejną rzecz, tym razem bardzo duchową. Bardzo, wydaje się, wzniosłą. Oświecenie, brzmi majestatycznie i wspaniale. To duże wyzwanie, właściwie niemożliwe wyzwanie. Dlatego tak podniecające. Ego lubi takie zabawy. To wszystko wydaje się warte ciężkiej pracy (a po przeafirmowaniu, lekkiej pracy). Przecież każdy dąży do oświecenia.

W pewnym momencie zrozumiałem, że czas nie istnieje. To pociągnęło za sobą wiele spostrzeżeń. Nie ma narodzin, nie ma śmierci, nie ma reinkarnacji…i nie ma oświecenia. Wszystkie te rzeczy są w tej chwili projekcją mentalną. Nie ma ich w teraźniejszości. Są wymysłami umysłu. Wydaje się oczywiste, ale może okazać się wyzwalające. W końcu, po co zajmować się wymysłami?

Jesteś całkowicie zanurzony w teraźniejszym istnieniu. Nie istnieje nic więcej. Nigdy nie istniało. Dlatego oświecenie, jeśli jest, jest tu i teraz. Nigdy nie będzie gdzie indziej. W przyszłości są tylko wyobrażenia o oświeceniu.

Co zrobić, gdy nie jesteś oświecony? Gdy tu i teraz nie ma oświecenia (czyli nie ma tego, co nazywamy oświeceniem). A kto powiedział, że musisz być oświecony? Wstępując na drogę duchową wskazali Ci cele. Oświecenie, osiągnięcie szczęścia, osiągnięcie wolności, nadprzyrodzonych mocy, poczucia miłości i jedności, cokolwiek. Nie jest to złe, jednak to tylko cele dla ego. Twoje ego było bardzo chętne by osiągnąć oświecenie. By stać się nadczłowiekiem, czy uwolnić się od wszelkich cierpień. Twoje ego chce być oświecone. Chce mieć te wszystkie cechy, które składają się na oświecenie. Oczywiście da się je osiągnąć, wystarczy trochę praktyki, ćwiczeń, afirmacji i wizualizacji. Po chwili czuję szczęście, czuję wolność, zaraz przeafirmuję miłość i będę szczęśliwy. Ale czy będę „oświecony”? Czy kiedy wyuczę się wszystkich cech oświeconego, będę oświecony? Nie wiadomo, ponieważ nikt się jeszcze tak nie oświecił.:)

Zupełnie innym podejściem jest totalna akceptacja siebie tu i teraz. Uświadomienie sobie, że już nigdzie nie musisz iść. Uświadomienie sobie mentalnych celów i pragnień. Wszystkie cele, włącznie z oświeceniem, okazują się wymysłami i polem gry ego. Wraz z takim uświadomieniem okazuje się, że nigdzie nie trzeba iść. Jest się dokładnie na swoim miejscu. Nawet, jeśli się nie pasuje do wyobrażeń o „oświeconym”.

Jeśli nie mam zdolności parapsychicznych, nie umiem uzdrawiać, nie umiem wychodzić z ciała, nie czuję jedności ze wszechświatem, nie mam świadomości totalnej… to czy muszę z tego robić napięcia? Czy muszę czuć się w jakiś sposób gorszy? Czy w końcu muszę dążyć do osiągnięcia tego? Czy to jest jakiś bezwzględny cel? Odpowiedź na wszystkie pytania brzmi NIE.

Jesteś dokładnie na swoim miejscu w rzeczywistości. Usiądź i odpocznij. I tak wiele już zrobiłeś. Wejdź totalnie w chwilę teraźniejszą i pozwól, niech się dzieje samo. Niech umysł nie tworzy pragnień. Pragnienia tylko przeszkadzają w rozwoju, ponieważ nie pozwalają dostrzec teraźniejszości. Nie pozwalają odkryć światła świadomości, które z Ciebie promieniuje.

Nieważne kim jesteś, jakie masz moce czy jakich nie masz. Nie ważne czy jesteś lepszy, czy gorszy od innych ludzi. Jesteś przejawem boskości. Twoja jaźń, dusza, zawsze doświadcza istnienia. Zawsze doświadcza tego, co jest teraz i jest z tego niezmiernie szczęśliwa. Uczestniczy w boskim procesie tworzenia. Dlaczego miałbyś robić co innego niż ona? Jaźń doświadcza, Ty się uganiasz za oświeceniem. Może spróbuj doświadczać istnienia i boskiej gry razem z nią. Stań się tą świadomością. Każdą chwilę życia, każde doświadczenie otocz świadomością. Niech z Twych oczu patrzy Bóg, niech przez Twoje ciało czuje Bóg. Jesteś przejawem Boga. To na prawdę piękne.

Nie musisz zaprzestawać swojego dotychczasowego rozwoju, nic nie musisz. Jeśli chcesz doświadczać rozwoju, doświadczaj. Jeśli chcesz doświadczać czego innego, doświadczaj. Ważna jest świadomość, iż jesteś jaźnią, przejawem Boga, który doświadcza. Obserwuj to z poziomu nieskończonego, z poziomu świadomości. Twoja świadomość jest świadomością jaźni, która porusza się na niższych planach, by je zbadać (doświadczyć). To dusza, prawdziwy TY, doświadcza istnienia.

Chodzi o zmianę podejścia do życia. Już nie jesteś oddzielną świadomością, próbującą znaleźć drogę do Boga. Ta oddzielona świadomość to ego. Teraz jest inaczej. Jesteś Bogiem, doświadczającym świata. Każde, nawet najmniejsze doświadczenie, jest ucztą dla duszy. Przecież każde doświadczenie pochodzi z boskiego źródła. Dzieje się w polu boskości, stanowi część procesu miłości. Jesteś tego częścią, nie jesteś odrębną świadomością, próbującą odzyskać jedność. Jesteś już jednością.

A co z oświeceniem? Ten stan, który nazywasz oświeceniem (Twoje wyobrażenia o oświeceniu) przyjdzie albo i nie. Nie ma to w sumie znaczenia. Nie musisz do niego dążyć. Jesteś teraz w tym miejscu i w tym doświadczeniu. Gdybyś miał doświadczać teraz oświecenia, już dawno byś doświadczył. Jednak doświadczasz tego. Zaakceptuj to totalnie. Doświadczaj całą świadomością. Zanurz się w istnieniu całkowicie. Poczujesz wewnętrzne, wieczne światło, które doświadcza istnienia. Właśnie tu i teraz. Jesteś wieczną duszą, przejawem Boga, który doświadcza istnienia. Doświadczaj więc z otwartym sercem i bez oporów. Niech teraźniejszość nie będzie przysłonięta pragnieniami w przyszłości i obciążeniami z przeszłości. Zaakceptuj totalnie chwilę teraźniejszą i znajdź w niej boskość. Tak się stanie, kiedy tylko uświadomisz sobie, że Ty jesteś jaźnią i Ty doświadczasz istnienia. Właśnie tu i teraz :)

11 myśli nt. „Rozwój, a gonitwa za urojeniami.

  1. mix

    Spoko artykul. Ale po jego przeczytaniu nasuwa mi sie takie pytanie: czy idac tak przedstawionym torem nie mozna przegiac, dojsc do wniosku ze nic nie trzeba robic i dojsc do absurdu w takiej postaci, ze nawet jesli cos mi szkodzi, to nic z tym nie zrobie, bo nie musze dazyc do udoskonalenia tego aspektu? Bo jest on doskonaly w takiej postaci jak jest teraz, a ja nie musze sie czuc z tego powodu gorszy czy lepszy.
    To taki moj punkt, ktory mnie w tym nurtuje.

    Odpowiedz
  2. AnandaNa

    Powyższy stan wewnętrznego zrozumienia jest stanem akceptacji aktualnej rzeczywistości – czyli uświadomieniem sobie, że wszystko jest na miejscu. Nawet dążenie do czegoś czy działanie.

    Natura sama się rozwija. Uświadomienie sobie tego może spowodować wewnętrzny luz. To dzieje się samo. Jesem już na miejscu – czyli w ciągłej drodze, ktora rozwija się sama, zgodnie z Boskim Planem Wszechświata. Wtedy jest samo doświadczenie, które samo w sobie jest boskością.

    Cała istota ludzka jako pole energetyczne trwa w nieustannym ruchu. Tylko umysł spekuluje dokąd ten ruch zmierza (to też jest tylko myśl) i na tej podstawie tworzy poczucie „bycia nie na miejscu”. Jednak jest już na miejscu, jest oryginalnym i niepowtarzalnym aspektem wszechświata, dzięki któremu wszechświat poznaje siebie. Tak jak drzewo jest drzewem, a kwiat jest kwiatem. Oba są na miejscu. Drzewo nie chce być kwiatem, kwiat nie chce być drzewem. Spoczywają w doświadczeniu boskości. :)

    Odpowiedz
  3. Ina

    Ja mam bardzo udoskonalony ten aspekt, ale nie wiem czy to do konca dobre bo bardzo sie w niego angazuje i czasem wydaje mi sie ze nie musze nic robic tylko go ulepszac czasem nawet moi znajomi mnie nerozumieja choc bardzo mnie lubia a od pewniego czasu mowia ze sie zmienilam. Dąze do perfekcj a moze nawet kiedys do reinkarnacji, ale jedno teraz wiem ze jestem od niego uzalezniona.

    Odpowiedz
  4. tores

    Bardzo spodobal mi sie ten artykul, ale mysle ze mimo wszystko powinnismy zmieniac w sobie to co jest zle dla nas i dla otoczenia.Wazne jest by zyc mandrze.Zgadzam sie iz przez brak spelnienia i nie akceptacje terazniejszosci nabawiamy sie kompleksow i jestesmy zrudlem buntu z czego rodzi sie zlosc i glupota.

    Odpowiedz
  5. Eliszka

    Przyłączam się do ‚dziękczynienia’.
    Dzięki za spokój i ciszę, jak wypełnia serce i duszę po tych słowach.

    Odpowiedz
  6. Lena

    Przepiekny, mądry i pokrzepiający artykuł. Popłynęły mi lzy gdy go przeczytalam. Mysle ze czesc osob blednie interpretuje przekaz. Nie chodzi o to by zaniechac rozwoju w takiej czy innej postaci, dazenia do doskonalosci. Chodzi o to aby uzmyslowic sobie, ze wszystko dzieje sie naturalnie, ze nie powinnysmy narzucac sobie kolejnych celow aby dazyc do bycia moze blednie pojetej przez kogos ‚doskonalosci’. Oswiecenie, bycie doskonalym, dla kazdego z nas moze znaczyc cos zgola innego i rozne drogi moga don wiezc.

    Czesto wlasnie jestesmy pelni napiec, bo chcemy dotknac doswiadczyc czegos co jest w przyszlosci i nie doswiadczamy tego co tu i teraz – jakie to proste a jakie jednoczesnie skomplikowane.

    Zycie istotnie jest piekne, kazda chwila ktora nas otacza i tak naprawde po czesci jest to projekcja naszego serca. na ile pozwolimy mu sie wyzwolic z lekow i pragnien, na tyle bedzie wolne i szczesliwe by calym soba odbierac przepiekne pozytywne wibracje, caly cud jakim jest nasze istnienie.

    Dziekuje autorowi za ten artykul, mam nadzieje ze i mi kiedys w pelni bedzie dane doswiadczyc swiadomosci jaka posiadasz:)

    Odpowiedz
  7. focio

    Leno!Twoje ostatnie slowa..”Dziekuje autorowi za ten artykul, mam nadzieje ze i mi kiedys w pelni bedzie dane doswiadczyc swiadomosci jaka posiadasz:)”no przeciez wcale nie musisz gonic autora tych slow w swym rozwoju..nie musisz dazyc do swiadomosc autora:)mysle ze rozumiesz co mial na mysli:)badz soba!zyj!kreuj!doswiadczaj!:)))pozdrawiam i rowniez DZIEKUJE za piekne slowa AnandaNa

    Odpowiedz
  8. Ksenia

    Tak, autor emanuje Ciszą. Uczy nie stawiania oporu, czyli totalnej akceptacji wszystkiego co jest.
    Jak dodaje do tego zachwyt to pojawia się radość i miłość.
    A najfajniejsza jest niedualna nauka, że nic nie jest lepsze ani gorsze. Uczenie niewartościowania jest tutaj wspaniałe.
    Każdy artykuł tchnie zrównoważeniem i harmonią. Wahadło nie wychyla się w żadną stronę. Wiadomo jak pojawia się nadmierna ekscytacja z idealizacją to przeciwwagą jest smutek i np, żal z dewaluacją.
    AnandaNa pokazuje, że żadne z uczuć nie jest dobre ani złe. Po prostu jest jakie jest. Wraz z obserwacją można nie przywiązywać się do żadnych stanów. Wszystko płynie zanurzone i połączone w Boskim Źródle…
    Czucie tej naturalnej Boskości w sobie i w otaczającym świecie jest właśnie wolnością do której wszyscy chyba podświadomie dążą. Jaskółka nie jest gorsza od lwa. Prawnik nie jest lepszy od sprzątaczki. Po prostu każdy jest inny, ale nie znaczy, że gorszy lub lepszy.
    Wtedy pojawia się świeżość każdej chwili, nadzwyczajna żywotność i moc ześrodkowania.
    Pan wrócił do Domu, z którego nigdy nie wychodził. Ot, paradoks.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.