To, co z ust wypływa

Często nasze życie dekorujemy słowami. Tzn nasze życie nie do końca jest takim o jakim marzymy – i zamiast skupić się na tym by je udoskonalić, skupiamy się na tym aby opisać je innym tak, by wyglądało na lepsze, pełniejsze, szczęśliwsze. Zamiast uszczęśliwiać się, po prostu opisujemy się jako szczęśliwi, prezentujemy się przed innymi jako szczęśliwi. Pierwsze trzy czakry odpowiadają za życie, jego pełnie, rozmach, radość w nim. Czakra gardła odpowiada za komunikowanie i wyrażanie siebie. To co robi większość ludzi to zastępuje pierwsze trzy czakry, czakrą gardła. Nie zajmują się życiem a zajmują się słowami. Nie zajmują się przeżywaniem życia, raczej zajmują się sprawianiem wrażenia na temat życia.

Czy radość z życia można wyrazić? Czy raczej można ją tylko odczuwać? Dlaczego ma dla nas tak wielkie znaczenie to, by udowodnić innym jak to wspaniale żyjemy, jak to niesłychanie szczęśliwi czy nieszczęśliwi jesteśmy? Dlaczego nie ufamy, że nasze szczęście czy nieszczęście, jest widoczne gołym okiem i nie potrzeba żadnych słów żeby było bardziej widoczne. Dlaczego łudzimy się, że nasze słowa i wspaniałe opisy są w stanie ukryć prawdę o naszym życiu? Jeśli coś nam w jakości naszego życia przeszkadza, to nie ma takich słów i opisów, które mogłyby to ukryć. Czy ukrywając to przed innymi, tak na prawdę nie łudzimy się, że w końcu uda się nam ukryć to przed sobą? Czy możliwe, że koloryzujemy nasze życie dlatego, że wstydzimy się naszego życia takim jakim jest? Uciekamy od naszego życia bo go nie lubimy takim jakim jest.

Czy koloryzowanie jakości życia zmienia jego jakość? Czy dzięki temu, że stworzyliśmy wrażenie iż nasze życia jest takie półfantastyczne, ono naprawdę takim się staje? Czy gdy tysiąc razy powtórzymy, że nasze życie jest spełnione to ono takim się stanie? Czy nie jest już pora by się faktycznie obnażyć, pozbyć złudzeń, przestać okłamywać innych i siebie, stanąć nagimi przed samymi sobą i zobaczyć dlaczego nie pozwalamy sobie na tą pełnię, dlaczego zabraniamy sobie odczuwać szczęście i spełnienie już teraz?

Jestem jedną z tych osób z którymi bardzo ciężko wygrać dyskusje. Bardzo szybko znajduję kontrargumenty, bardzo sprytnie potrafię nakierować dyskusje na tory na których czuję się bezpiecznie. Jednym słowem potrafię tak odwrócić kota ogonem, że nikt się nie domyśli, a ja panuję nad rozmową. Ale dlaczego to robie? Dlaczego wyrobiłam w sobie tę umiejętność prowadzenia dyskusji wręcz do perfekcji? Bo czuję się zagrożona, że rozmówca pokaże mi moje niedoskonałości, unaoczni mi jakieś rzeczy o mnie, których nie chce wiedzieć czy widzieć. Za każdym razem gdy za wszelką cenę staram się wygrać dyskusję, uciekam przed zrozumieniem czegoś. Trzymam się usilnie czegoś co już wiem, nie chcąc nawet spojrzeć na coś nowego, innego, możliwe że cennego, co chce przekazać mi rozmówca.

Każdy rozmówca ma dla nas informację. Ale najczęściej nie jest to informacja prosta do znalezienia. Rzadko ktoś siada z nami i mówi: „Słuchaj z Tobą to jest tak i owak.” Najczęściej sami musimy wyciągnąć wnioski. W naszym świecie, gdy tak rzadko mówi się to, co się na prawdę czuje, gdy tak rzadko mówi się wprost, gdy informacje są tak bardzo zawoalowane w to co wypada, w strach, w potrzebę przymilenia się – w tym obecnym świecie słowa naszego rozmówcy raczej nie są dla nas informacją – najczęściej tą informacją jest jego zachowanie, energia, czasem wyciągamy naukę z niezgodności tego co osoba mówi, z tym jak to mówi i czym emanuje.

Czy rozszyfrowujesz cenne informacje z którymi przychodzą do ciebie ludzie i zdarzenia? Czy ważniejsza jest dla ciebie informacja czy forma w jakiej jest podana? Czy odrzucasz niektórych ludzi z powodu formy w jakiej przekazują ci informacje? To czy ktoś mówi do ciebie w ciepły i miły sposób, czy też mówi do ciebie w sposób zimny i okrutny, też jest dla ciebie ważną informacją. Gdybyś miał wybór to co byś wybrał: piękne i słodkie słowa które nie mają wpływy na twój rozwój, czy raczej surową, często brutalną informacje która może odmienić twój świat? Czy to nie jest tak, że w tym naszym świecie, bardziej powinniśmy cenić osoby mniej zakłamane, prawdziwsze, uczciwsze, bardziej bezpośrednie, które przekazują nam informacje wprost? A czy raczej nie wybieramy tych, którzy słodkimi słowami uklepują w nas to, czego tak na prawdę chcemy się pozbyć. Czy to, że najczęściej wybierasz piękne słowa ponad słowami prawdziwymi, nie wynika przypadkiem z tego, że się boisz stracić swój wizerunek o sobie?

Co w tobie decyduje, którą informację przyjmujesz a którą odrzucasz? Co jest twoim narzędziem selekcji informacji i osób, które z tą informacją przychodzą? W jaki sposób decydujesz, która informacja jest prawdziwa a która fałszywa? Czy za prawdziwą informację uważasz tę która ci się podoba? Która pokazuje ciebie w lepszym świetle? Po której się lepiej czujesz – choćby tylko chwilowo? Czy informacja która tobą w jakiś sposób wstrząsa, która pokazuję ci twoje ograniczenia, która nie jest zbyt miła, jest informacją fałszywą? Która informacja może pomóc ci bardziej? I dlaczego najczęściej odrzucasz tę informację która może ci pomóc, wybierając tę przyjemną po to, by chwilowo poczuć się lepiej?

Czy oznaką ważności informacji nie jest to, jak silne emocje ona w nas porusza? Im bardziej informacja nami wstrząsa tym bardziej nas dotyczy, coś w nas porusza, pokazuje nam naszą gotowość na zmianę. A co najcześciej robimy gdy dostajemy poruszającą nas informację o nas samych? Przekierunkowujemy calą uwagę na listonosza – tego który dostarczył wiadomości i z nim walczymy. Mamy sygnał ze środka nas, jakim jest wielkie poruszenie, emocje, ale nie zajmujemy się tym, tylko staramy się by ten który dostarczył wiadomość, ją „odszczekał”. Czujemy się poruszeni, wstrząśnięci i szukamy winowajcy na zewnatrz – w innych ludziach. A tak naprawde nikt nie jest winny. Ktoś uderzył w stól, a nożyce się w nas odezwały. To my mamy nożyce – to nasze nożyce. To nasz problem, nasze ograniczenie i mimo że na początku ciężko to odczuć, to ta osoba która dostarcza nam informację, jest naszym najlepszym przyjacielem.

3 myśli nt. „To, co z ust wypływa

  1. MS

    dobrze wyrazone, niestety w moim odczuciu malo jest osob ktore nie chca byc glaskane slownie, taki sposob komunikacji zwyczajnie karmi proznosc, ego zarowno sluchajacego jak i mowiacego i trudno sie przebic z tym „prawidziwym” postrzeganiem swiata.. sama czuje sie w mniejszosci i okrutnie trudno mi, funkcjonowac w rodzinie gdzie – bo wlasnie w takiej komorce przyszlo mi wzrastac.

    Odpowiedz
  2. EWA

    Dziękuję Ci Moniko za poruszenie tego tematu.Myślę że nadużywamy słów i nie bardzo zastanawiamy się jaki mają one wpływ na ludzi z którymi się komunikujemy.Słowo jest potężnym narzędziem którym mozna człowieka uszczęsliwić ale mozna też zabić.Nawet nie wiemy ile razy zabijamy zupełnie świadomie czasem tylko dlatego żeby rozmasować sobie ego.Tymczasem słowa są narzędziem tworzącym naszą karmę.Wszyscy mamy tyle do powiedzenia a przecież uczymy się słuchając.Mowa jest srebrem a milczenie złotem.

    Odpowiedz
  3. homo religiosus

    Troche pokretny ten artykul. Jezleli mielibymy przejmować się kazdą informacją wypływającą z ust innych. To moglo by sie to skonczyć jakas paranoją. W jaki sposob mozemy dowiedziec sie czegos od osob (oczywiscie wiekszosci osob), które projektują swoj wewnetrzny swiat na innych – swoje kompleksy, lęki i pragnienia. Raczej uzyskalibyśmy informacje dotyczącą samych adwersarzy, niz jakis okreslony konstruktywny sąd na temat naszej osoby.Mówisz tez o sposobie przekazywania komunikatu, ale to równiez bywa doskonale wystudiowane – kazdy, gest, mimika itd. Sercem mozemy jedynie poznawac samych siebie, reszta tak naprawde pozostaje malo istotna.. albo mniej istotna, niz nam sie zazwyczja zdaje.

    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.