…o odpowiedzialności

Pamiętam doskonale swojego pierwszego duchowego nauczyciela, którego poznałem będąc jeszcze studentem. Zafascynował mnie w pewnien sposób swoim nowatorskim spojrzeniem na świat, optymizmem i praktyczną mądrością, za którą kryły się narzędzia do zmiany życia na lepsze. Odwiedzałem go dość często, jako że widziałem, że spotkania przynoszą prawdziwe, namacalne wręcz efekty. Przesiadywaliśmy pewnego razu w gabinecie, kiedy przyszła jego żona. Zamieniwszy parę słów, opuściła nas dość szybko, natomiast mój nauczyciel spojrzał na mnie i rzekł, zaskakująco zmieniając temat prowadzonej rozmowy:

-Wiesz co mi się najbardziej w niej podoba? To, że potrafi być za siebie odpowiedzialna.

Utkwiło mi to zdanie w pamięci dość głęboko, a to chyba głównie z racji tego, że nie potrafiłem tego wówczas w pełni zrozumieć. Wysokie notowania miały u mnie żeńskie krągłości, zgrabne nogi i piękne oczy; oczywiście, doceniałem też kobiecy „charakter”, ale słowo to było wówczas dla mnie dość enigmatyczne i mgliście oznaczało wszystko, co nie było fizyczne. I trudno było mi nawet wpasować owo słowo w całokształt danej osoby, albo umiejscowić na którejś pozycji w rankingu ;) Tymczasem upływały lata, zagłębiałem się coraz bardziej w rozmaitej wiedzy dotyczącej spraw duchowych, pojawiały się nowe doświadczenia i coraz głębiej poznawałem życie we wszystkich jego odcieniach. Z czasem też zaczynałem coraz bardziej doceniać znaczenie odpowiedzialności i zacząłem coraz bardziej rozumieć, jaka wielka głębia się za tym słowem kryje.

Najprościej możnaby rzec, iż odpowiedzialność to umiejętność akceptowania konsekwencji swoich myśli, słów i działań. Z punktu widzenia metafizycznego, jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co się w naszym życiu dzieje. Jako „dusza” wybieramy bowiem miejsce, czas, kraj, rodziców a także rzeczy, jakie mamy zamiar w danej inkarnacji doświadczać. Rzecz jasna, w pełni świadomy wybór jest rzadkością – z reguły kierują nami nieświadome intencje i motywacje, stąd często lądujemy z ręką w nocniku, nie wiedząc o co chodzi i dlaczego tutaj jestem. I myślę, że jest to jak najbardziej w porządku, ponieważ czas na rozwijanie świadomości tak doniosłych spraw przychodzi we właściwym momencie, zaś na początku warto odrobić podstawowe lekcje z naszego lokalnego, ziemskiego podwórka. Mógłbym w tym momencie zacząć omawiać wspaniałe rzeczy, które zaprezentowane zostały w filmie Sekret czy też takie, jakie daje praktyka Huny. „Energia podąża za uwagą” czy „Świat jest taki, jaki myślisz że jest” to rzeczywiście fantastyczne, doniosłe prawdy które pojąwszy, mogą czynić cuda w ludzkim życiu, niemniej ich zrozumienie wymaga większego zaangażowania, wysiłku i przede wszystkim, osobistej praktyki. Wciąż zalatuje zbyt mocno metafizyką i ciągle nie jest to ta podstawowa lekcja odpowiedzialności, jakiej moim zdaniem warto się przyjrzeć. Zacznijmy zatem od podstaw i prostego ćwiczonka, które nam to zagadnienie przybliżą.

Wyobraź sobie, budzisz się pewnego ranka i – zakładając że nie śpisz w piwnicy – spoglądasz przez okno, a tam piękny, słoneczny, upalny wręcz dzień. Jestem przekonany, że u większości szanownych Czytelników taki widok wywoła uśmiech na twarzy i przypływ pozytywnych emocji. Może się jednak zdarzyć, że zareagujesz bardzo negatywnie i nerwowo na takie słońce i przeklniesz pogodę na czym świat stoi. Nierealne? No to wyobraź sobie, że stoisz w 40C upale, w korku, w środku zatłoczonego miasta a Twoje auto nie ma klimatyzacji. Będziesz się cieszyć czy denerwować? Teraz łatwiej to zrozumieć, prawda?

Wniosek prosty: to samo zdarzenie, ale rózne reakcje – czyli to my wpływamy i decydujemy o tym, jak odbierać dane zjawisko. Innymi słowy, to my jesteśmy odpowiedzialni za to, jak reagujemy i jak interpretujemy rzeczy. W efekcie, koniec końców, to my jesteśmy odpowiedzialni za to, jakie emocje w nas powstają.

Znam osobę, która potrafi to bardzo ładnie wykorzystać w życiu codziennym. Jest to prosty chłopak, żaden duchowy guru, ale niewątpliwie człowiek o wiekim sercu, człowiek, od którego bije radością i optymizmem na kilometr ;) Lubię jego filozofię: Narzekać na to, że nie mam Mercedesa? Cóż, będę cieszył się z 12-letniego Suzuki, zawsze dojeżdża do celu. Nie pojechałem na wycieczkę do Egiptu? Lokalne jezioro też daje mi dużo frajdy. Problem bo pada deszcz? Bynajmniej, pooglądam w domu filmy. Ktoś nie chciał mi pomóc? Dobrze, nic się nie stało, jego wola, załatwię sprawę sam, itd. Jak mi sam opowiedział, jego pozytywne podejście do życia robi wrażenie na wielu znajomych. Pytany o swoją postawę odpowiada, że zrozumiał, że to jak się czuje to jego indywidualny wybór, jego własna interpretacja tego, co się dzieje wokoło. Ponieważ wziął na siebie odpowiedzialność za to, co czuje – jest w stanie zmieniać swoje spojrzenie na rzeczywistość i w rezultacie, cieszyć się życiem i przyjmować je takie, jakim jest. Co ciekawe, niektórzy to przyjmują jako ciekawą inspirację, ale jest spora grupa ludzi, która – uwaga – potrafi go skrytykować za taką postawę i wciągnąć go w swoje bagno lęków, wątpliwości i narzekań, w którym sami siedzą po uszy! Czyż to nie zdumiewające? Przypomina mi się tutaj słynne zdanie Einsteina: „Dwie rzeczy są nieskończone. Wszechświat i ludzka głupota”. Poświęcę kilka słów takim osobom, gdyż to, co je cechuje to właśnie brak odpowiedzialności i umiejętności wzięcia steru życia we własne ręce.

Po czym najłatwiej rozpoznać, że ktoś nie jest odpowiedzialny? Po manipulacjach jakie stosuje. Osoba, która potrafi być panem swojego życia, nie ma potrzeby manipulowania innymi ludźmi, gdyż wie, że jest w stanie sobie sama doskonale poradzić, a nawet jeśli będzie potrzebna pomoc z zewnątrz – to ją uzyska bez jakichkolwiek sztuczek, kombinowania lub presji. Taka osoba – bardziej lub mniej świadomie – wie lub wewnątrz czuje, że Wszechświat nigdy nie stawia nas przed zadaniami ponad nasze siły, oraz to że zawsze ma ze sobą wsparcie Najwyższej Inteligencji. Tymczasem osoba niedojrzała nie ma tej świadomości i próbuje z poziomu swoich prymitywnych wyobrażeń nas ustawiać. Wysłałem ostatnio pewnej kobiecie, która znalazła się w trudnej sytuacji życiowej i przytłoczyły ją jej własne emocje podręcznik EFT i zachęcałem do zapoznania się z nim. Emotional Freedom Techniques to jedna z najwspanialszych i najprostszych, a jednocześnie bardzo skutecznych metod pracy nad swoimi emocjami, którą ostatnio polecam każdemu. Można ją opanować dosłownie w pół godziny, nie wymaga żadnych specjalnych zdolności a rezultaty pracy widoczne są niezwykle szybko. Nie będę się nad tym tutaj rozpisywał, gdyż to oddzielny temat, niemniej polecam gorąco zapoznanie się z nim każdemu, kto chce poprawić jakość swojego życia. Wracając jednak do tematu owej kobiety: jak kochani myślicie, jaki był rezultat? Otóż książka leży nietknięta, ja zaś dostałem wiadomości, w których próbowała mną zmanipulować, wywołać poczucie winy pisząc rzeczy w stylu „ewidentnie Ci pomogłam”, „myślałam że coś we mnie wyczujesz i pomożesz”, oskarżając mnie, że moje myślenie jest „skamieniałe, oziębione” i dochodząc do niezwykłego wniosku że „stąd Twoja praca nad sobą”. Dla kontrastu, w tym samym czasie wysłałem ten sam podręcznik dla kolegi, który jest bardziej świadomy i odpowiedzialny za swoje życie. Jaka była reakcja? Wziął sprawy w swoje ręce i po paru dniach dostałem od niego wiadomość, cytuję dosłownie: „o kur… dziala chyba ten EFT … w 70% zanikł lęk przed pająkami po 3 minutach sesji….. niemożliwe!”. Dwie różne postawy, dwa różne efekty końcowe. Teraz zastanów się: którą z nich chcesz dla siebie wybrać?

To mi pokazało niezwykle ważne role, które możemy przyjąć w relacji z nieodpowiedzialnymi ludźmi: holownika albo mechanika. Jesteśmy holownikiem wówczas, kiedy na swoje barki przyjmujemy odpowiedzialność za cudze emocje i stany. Robimy wówczas wszystko, aby daną osobę pociągnąć za sobą do przodu, pomóc jej wyjść z obecnej sytuacji ale niewiele to daje – uzależniamy ją coraz bardziej od swojej siły i pozbawiona naszej pomocy, nadal stoi ona w miejscu. Na dłuższą metę taka sytuacja jest bardzo męcząca i w zasadzie szkodliwa dla dwóch stron. Holujący traci sporo energii i jest hamowany przez drugą osobę, zaś holowany utwierdza się w roli ofiary i nie rozwija swojego Boskiego potencjału. Jest też rola mechanika – pomagamy danej osobie na tyle, aby mogła ruszyć dalej o własnych siłach bądź dajemy jej niezbędne do tego narzędzia. Można nawet ją nieco „pchnąć” w rozwoju do przodu – ale tak, jak to się robi z autem, czyli po to, aby samo zapaliło i jechało dalej korzystając z własnego napędu.

Przyznam, że sam przez długi czas byłem holownikiem – ratownikiem, zwyczajnie nie widząc pewnych mechanizmów i czując się winny zostawiania kogoś bez pomocy. Po przebłysku świadomości (opisanym w artykule o manipulacji poczuciem winy) sytuacja się zmieniła na lepsze. Teraz pozbywam się całkowicie poczucia winy związanego z pozostawieniem takich „ofiar” na pastwę losu, czy swoich karmicznych ról. I czuję, że jest to jak najbardziej w porządku, gdyż wspiera mnie w tym wyborze wielu świetnych nauczycieli duchowych – Jezus w ewangelii św. Mateusza mówi „Nie dawajcie psom tego, co święte, ani nie rzucajcie pereł waszych przed wieprze, by ich przypadkiem nie podeptały nogami i obróciwszy się nie rozszarpały was”; Budda sugeruje właściwe towarzystwo jako niezbędną rzecz na ścieżce rozwoju oraz wspomina Babaji w słowach: „Jeśli nie możesz kogoś chwalić – pozwól mu odejść ze swojego życia”. A nie potrafię pozytywnie patrzyć na ludzi, którzy marnują swoje talenty i zdolności, żerując jak pasożyty kosztem innych – wolę pomagać tym, którzy szczerze chcą sami sobie pomóc.

Na zakończenie, chciałbym podsumować sprawę odpowiedzialności w trzech wzajemnie powiązanych punktach:

1. Im bardziej jesteśmy świadomi i rozumiemy nasze położenie, tym bardziej wzrasta osobista odpowiedzialność za nas samych. Najważniejszą rzeczą do zrozumienia w tym temacie jest to, że sami możemy i jesteśmy w stanie kształtować to, co czujemy i myślimy i że od naszych wyborów i decyzji zależy to, jak nasze życie wygląda. Mamy wolną wolę w wyborze, co chcemy przejawiać. Ponieważ inni ludzie też mają wolną wolę – nie mamy żadnego obowiązku ani nie musimy być za nikogo odpowiedzialni (oczywiście, nieco inaczej wygląda sprawa dzieci)

2. Im bardziej wzrasta zakres naszej odpowiedzialności za nas samych, tym bardziej rośnie też akceptacja sytuacji, w której się znajdujemy. Akceptacja zaś jest niezbędna aby realizować punkt następny.

3. Będąc świadomym miejsca i akceptując swoje położenie, jestem w pełni odpowiedzialny za siebie – czyli dzięki temu daję SOBIE prawo i moc do zmiany mojego życia na lepsze. Staję się sternikiem swojego życia, podejmując za siebie decyzję i przyjmując ich konsekwencję. I zahaczę teraz o metafizykę, gdyż dla niektórych ten punkt może brzmieć przerażająco. Uzyskujemy wolność, ale nie jesteśmy sami w podejmowaniu decyzji. W momencie, którym zaczynamy o sobie samostanowić, pokazuje się kolejna opcja: możemy zgrać naszą wolę z wolą Najwyższej Inteligencji, Wszechświata, Boga. Życie zaczyna nabierać niezwykłego wymiaru, smaku i harmonii… ale żeby to poznać, trzeba zacząć od podstaw :)

Życząc wszystkim powodzenia, wytrwałości i cierpliwości w pracy nad sobą,

pozdrawiam – Elijah

www.elijah-blog.info

2 myśli nt. „…o odpowiedzialności

  1. Wasiak

    Witaj,piszesz że wszechświat nigdy nie stawia nas przed zadaniami ponad nasze siły.Proszę więc wytłumacz masowe mordy w obozach zagłady na dzieciach i dorosłych podczas II Wojny Swiatowej.Jak do tego można kogokolwiek przygotować?

    Odpowiedz
    1. Andi

      Bonjour,doctorante en science politique à l&Uosuq;rniversité Montpellier I (laboratoire CEPEL CNRS), je réalise une thèse sur la blogosphère.En acceptant de répondre à ce questionnaire (temps estimé : 15 min), vous apportez une aide précieuse à mes recherches.Vos réponses seront traitées de façon confidentielle.En vous remerciant,Voici le lien vers le questionnaire : Marie Neihouser

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.