3.2 Duchowe wyobrażenia

Jeśli Twoja wiara jest taka, jaką kościół przykazał i dobrze Ci z tym, nie musisz czytać dalej. Jeśli Twoja relacja z Bogiem jest w porządku i dobrze Ci z tym, nie czytaj dalej. Jeśli wiesz, czym jest boskość, czujesz i doświadczasz, omiń ten rozdział. Jeśli jesteś obrońcą wiary i „wiesz lepiej”, nie musisz czytać dalej.

Kwestia, która została tu przedstawiona dotyczy wszystkich religii, w których występuje jakikolwiek Bóg lub wielobóstwo. Nie odnosi się do żadnej konkretnej religii. Bardziej do schematu, który jest na tym polu popularny. Nie ma tu krytyki jakiejkolwiek religii czy sekty. Wskazane są tylko pewne rzeczy, które mogą stać się ograniczeniem na ścieżce rozwoju duchowego.

Wyobrażenia.

Na początek prosta zabawa. Wyobraź sobie rzecz, która będzie stopniowo opisywana. Postaraj się wyobrażać szczegółowo. Zatem zacznijmy:

– To coś ma duże uszy.

– To coś ma czasem wielkie kły.

– To coś często chodzi po lesie, w Indiach.

– To coś ma ogonek.

– To coś ma długą trąbę.

Widzisz to przed sobą? Wiesz już, co to jest? Widzisz, jaki jest szary, duży z trąbą? To teraz muszę Cię rozczarować… To nie jest słoń. Więc co to jest? To jest Twoje wyobrażenie słonia. Jest to obraz Twojej wyobraźni. Twój umysł stworzył (lub próbował stworzyć) mentalny obraz tego, o czym czytał. Czytając poszczególne informacje obraz stawał się coraz bardziej wyraźny. W końcu nastąpiło olśnienie -„to przecież słoń!” i przed oczyma stanął słoń. Dokładniej było to wyobrażenie, wizja stworzona przez umysł. Wizja w wyobraźni ma mało wspólnego z realnym stojącym przed Tobą słoniem.

Przenosząc to doświadczenie wyobrażenia na pole duchowości można dojść do wielu ciekawych wniosków.

Wszyscy prekursorzy wielkich religii byli mistykami. Mieli osobisty i bardzo głęboki kontakt z sobą i całym procesem życia. Potrafili odkryć w swoim wnętrzu istnienie, a swoje odkrycie postanowili przekazać innym. Jednak nie było to takie proste – opisać słowami coś, co jest ponad wszelkimi słowami. Posługiwali się więc „drogowskazami”, metaforami, określeniami. To wszystko miało na celu pokazanie jak ten mistyczny kontakt z wszechświatem wygląda. Poprzez grę słów próbowali przekazać swoje ponadczasowe doświadczenie. Cała zabawa polegała na tym, by słowami oddać pewne odczucia. Tak, by odbiorca umiał poczuć totalność wszechświata. Mistrzowie pragnęli nauczyć innych swojej drogi. Pospolity lud tamtego okresu był prosty. Trudno było tym ludziom wytłumaczyć, co dokładnie czuł taki mistyk. Dlatego powstało pewne określenie absolutu czegoś, czego nie można wypowiedzieć -powstała forma Boga. Od tej pory to, co nienazwane, zostało nazwane. Umysł był w swoim żywiole. Teraz dopiero można było poznać Boga, teraz dopiero można wymyślić, jaki to on jest, jaki nie jest. Potem już lawinowo powstawały nowe określenia, nowe teorie, coraz to różne wyobrażenia na temat Boga. Umysł człowieka okazuje się cudownie kreatywny.

-Bóg taki, Bóg inny, Bóg wojny, Bóg miłości, Bogini życia, Bóg śmierci, Syn Boży, Matka Boża, Bóg słońca… Oczywiście ludzie już nie doświadczali osobistego kontaktu z nieprzejawionym. Gdyby tak było, wiedzieliby, że jakiekolwiek nazywanie Boga jest absurdem. Nie mówiąc już o wojnach i szerzeniu śmierci w imię miłości Boga, co jest autentyczną nieświadomością.

Nie było by w tym nic poruszającego gdyby nie to, że ta nieświadomość została nam do dzisiaj. Wielu duchowych nauczycieli naucza o Bogu. Nie tyle wskazują drogę do Boga, co opowiadają o Bogu najróżniejsze rzeczy. Wielu teologów pisze książki o wierze, o Bogu. Wychwalają Boga – jaki to On nie jest wspaniały, jaki hojny, miłosierny, jaki sprawiedliwy. Niektórzy nawet twierdzą, że Bóg jest bardzo srogi i tylko czeka jakby tu człowieka dopaść. W tym natłoku informacji i wyobrażeń, wzniosłych tekstów i artystycznych wizji, zatraciło się gdzieś źródło. Realne źródło boskości, doświadczenia mistycznego i jasnego poglądu na rzeczywistość. Tylko nieliczne głosy współczesnych mistyków rozwiewają nieświadomość. Oni to mówią o realnej boskości, która trwa tu i teraz. Jednak słuchają ich tylko ci, którzy są na to gotowi. Większa część naszej cywilizacji zupełnie się tym nie interesuje. Wystarczy im codzienne odbycie swojej praktyki duchowej i spokojne sumienie. Załatwia to sprawę z Bogiem. Wszyscy są szczęśliwi. No, może nie do końca.