Archiwa tagu: ego

Cisza przemawia

Jesteśmy zależni od natury nie tylko z uwagi na fizyczne przetrwanie. Potrzebujemy też natury, żeby wskazała nam drogę do domu, drogę wyjścia z więzienia, którym są nasze umysły. Zgubiliśmy się w robieniu, myśleniu, pamiętaniu i oczekiwaniu. Zgubiliśmy się w labiryncie złożoności i świecie problemów. Zapomnieliśmy to, o czym wciąż wiedzą skały, rośliny i zwierzęta. Zapomnieliśmy jak BYĆ. Być spokojnym, być sobą, być tam, gdzie jest Życie: TU i TERAZ.

Kiedy kierujesz uwagę na element natury, na coś co powstało bez udziału człowieka, wychodzisz z więzienia koncepcyjnego myślenia i do pewnego stopnia, przebywasz w stanie połączenia z Bytem, w którym istnieje tylko to co naturalne. Kierowanie uwagi na kamień, drzewo czy zwierzę nie oznacza, że należy o nich myśleć lecz po prostu je odbierać, utrzymywać w swojej świadomości. Coś z ich istoty przenosi się wówczas na Ciebie. Czujesz ich CISZĘ i ta sama CISZA pojawia się w Tobie. Czujesz jak głęboko spoczywają w Bycie, będąc jednością z tym, czym są i gdzie są. Kiedy zdajesz sobie z tego sprawę, ty też docierasz do miejsca spoczynku głęboko w sobie.

Spacerując czy odpoczywając wśród natury, uczcij jej królestwo i bądź w nim kompletnie. Wycisz się. Słuchaj. Zauważ jak bardzo każde zwierzę i każda roślina są sobą. W przeciwieństwie do ludzi nie podzieliły samych siebie na dwie części. Nie żyją mentalnymi wyobrażeniami o sobie, więc nie muszą ich chronić i wzmacniać. Sarna jest sobą, żonkil jest sobą. Wszystkie elementy natury są jednością nie tylko same ze sobą, ale i z całością. Nie usunęły siebie ze struktury całości przypisując sobie oddzielną egzystencję: „Ja” i reszta wszechświata.

Kontemplacja natury może cię oswobodzić od „Ja”, źródła wszelkich kłopotów. Bądź świadomy różnych subtelnych odgłosów natury. Szelestu liści na wietrze, spadających kropli deszczu, brzęczenia owada, pierwszego ptasiego śpiewu o świcie. Całkowicie oddaj się słuchaniu. Poza granicą dźwięków jest coś bardziej rozległego: świętość, której myśl nie zrozumie.

Nie jesteś twórcą własnego ciała, nie jesteś też w stanie kontrolować jego funkcji. Tu działa inteligencja potężniejsza od ludzkiego umysłu. Ta sama inteligencja podtrzymuje wszelką naturę. Nie możesz bardziej się do niej zbliżyć, niż będąc świadomym swojego wewnętrznego pola energetycznego – czując ożywioną obecność w swoim ciele.

Figlarność i wesołość psa, jego bezwarunkowa miłość i gotowość do radowania się życiem w każdej chwili często kontrastują ze stanem psychicznym jego pana – z depresją, podenerwowaniem, obciążeniem problemami, zagubieniem w myślach, nieobecnością w jedynym miejscu i jedynym czasie, jaki jest: Tu i Teraz.

Zastanawiające, jak udaje się psu, który żyje z taką osobą, pozostawać sobą, być tak radosnym. Kiedy odbierasz naturę jedynie umysłem, poprzez myślenie, nie jesteś w stanie wyczuć Jej żywotności, jej istoty. Widzisz jedynie formę, ale nie jesteś świadomy zawartego w niej życia – świętej tajemnicy.

Myśl pomniejsza naturę, widząc w niej jedynie artykuł potrzebny do osiągnięcia zysku, czy wiedzy, albo innego użytkowego celu.

Wiekowy las staje się drewnem, ptak celem naukowym, góra kopalnią, lub czymś do zdobycia.

Kiedy odbierasz naturę, stwarzaj przestrzeń nie-myślenia, nie-umysłu.

Kiedy tak podejdziesz do natury, ona odpowie ci i weźmie udział w ewolucji ludzkiej i ziemskiej świadomości. Zauważ jak bardzo obecny jest kwiat, jak poddany życiu.

Roślina, którą masz w domu – czy szczerze jej się przyjrzałeś?

Czy pozwoliłeś temu znajomemu, choć tajemniczemu istnieniu, które nazywamy rośliną nauczyć cię swoich sekretów?

Czy zauważyłeś, jaka jest spokojna? Otoczona przestrzenią Ciszy?

Z chwilą, kiedy uświadomisz sobie bijącą z rośliny emanację spokoju i Ciszy, roślina ta stanie się twoim nauczycielem.

Obserwuj zwierzę, kwiat, drzewo i patrz, jak spoczywa w Bycie. Ono jest sobą. Ma mnóstwo dostojeństwa, niewinności i świętości. Ale żebyś mógł to zobaczyć, musisz porzucić mentalny nawyk nazywania i przylepiania etykietek.

Z chwilą, gdy tak będziesz patrzył, poczujesz niewypowiedziany wymiar natury, którego nie da się zrozumieć myślą, ani odebrać zmysłami. To jest harmonia, świętość, która wypełnia nie tylko wszelką naturę, ale jest także w tobie.

Powietrze, którym oddychasz, to natura, tak jak i sam proces oddychania. Skieruj swoją uwagę na oddychanie i zdaj sobie sprawę, że nie ty to robisz. To jest oddech natury. Gdybyś musiał pamiętać o oddychaniu, szybko byś umarł, a gdybyś próbował przestał oddychać, natura by zwyciężyła. Ponownie łączysz się z naturą w sposób intymny i bardzo silny, kiedy jesteś świadomy swojego oddechu i starasz się utrzymywać na nim swoją uwagę. To leczy i głęboko cię wzmacnia. Powoduje zmianę świadomości z koncepcyjnego świata myśli do królestwa bezwarunkowej świadomości.

Potrzebujesz natury, jako swojego nauczyciela, żeby pomogła ci znowu połączyć się z twoją istotą. Jednak nie tylko ty potrzebujesz natury, ona także potrzebuje ciebie. Nie jesteś oddzielony od natury.

Wszyscy jesteśmy częścią Jednego życia, które wyraża się w niezliczonych formach w całym wszechświecie, formach, które są ze sobą wzajemnie powiązane.

Kiedy rozpoznasz świętość, piękno, niesamowity spokój i dostojeństwo, w jakim kwiat, czy drzewo egzystuje, dodajesz kwiatu, czy drzewu coś więcej.

Poprzez twoje rozpoznanie i twoją świadomość natura poznaje także samą siebie.

Poznaje swoje piękno i świętość – poprzez ciebie. Wielka, cicha przestrzeń trzyma całą naturę w swoich objęciach.

Trzyma także ciebie.

Tylko kiedy sam jesteś spokojny możesz dostąpić królestwa Spokoju, właściwego skałom, roślinom i zwierzętom. Tylko wtedy, gdy uciszy się twój hałaśliwy umysł możesz połączyć się z naturą na bardzo głębokim poziomie i wykroczyć poza podziały, stworzone przez niepohamowane myślenie.

Myślenie jest jednym z etapów na drodze ewolucji. Spokój właściwy naturze istniał jeszcze przed narodzeniem się myśli. Drzewo, kwiat, ptak, skałą, nie są świadome własnego piękna i świętości. Kiedy ludzie doznają tego Spokoju, wykraczają poza myśl.

W Spokoju, który wykracza poza myśl, pojawia się dodatkowy wymiar świadomości wiedzącej. Natura może cię doprowadzić do Spokoju, to jest jej dar dla ciebie. Kiedy odbierasz naturę i łączysz się z jej wymiarem spokoju, twoja świadomość stapia się z nim.

To jest twój dar dla natury.

Poprzez ciebie natura staje się świadoma samej siebie.

Natura w pewnym sensie czekała na ciebie miliony lat.

Teraz – Inspiracje

Mogłoby się wydawać, że chwila obecna jest tyko jedną z wielu, wielu chwil. Każdy dzień wydaje się składać z tysięcy chwil, w których wydarzają różne rzeczy. Ale Jeżeli przyjrzysz się uważniej, czy możesz zaprzeczyć, że jest tylko jedna chwila – zawsze. Czy życie, kiedykolwiek, nie jest tą chwilą?

Ta jedyna chwila-TERAZ-jest jedyną rzeczą, od której nigdy nie możesz uciec, jedyny pewnik w twoim życiu. Co by się nie wydarzyło, jak bardzo by się twoje życie nie zmieniło, jedno jest pewne: zawsze jest TERAZ.

Skoro nie ma ucieczki od TERAZ, to dlaczego nie przyjąć go serdecznie, nie zaprzyjaźnić się z nim?

***

Kiedy jesteś zaprzyjaźniony z chwilą obecną, czujesz się jak u siebie w domu, nie zależnie od tego, gdzie jesteś. Jeżeli nie czujesz się w TERAZ jak u siebie w domu, to dokąd byś nie poszedł, będziesz zawsze odczuwał niepokój.

***

Chwila obecna Jest laka, jaka jest. Czy pozwolisz jej być?

***

Podział życia na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zosta! stworzony przez umysł i jest zwykłą iluzją. Przeszłość i przyszłość są wytworami myśli, umysłową abstrakcją. Przeszłość można pamiętać tylko TERAZ. To, co pamiętasz, to wydarzenie, które miało miejsce w TERAZ i pamiętasz je TERAZ. Przyszłość, kiedy nadejdzie, staje się TERAZ. Jak widzisz jedyną rzeczywistością, rzeczywistością, która zawsze ]est, Jest TERAZ.

***

Utrzymywanie uwagi w TERAZ nie neguje twoich życiowych potrzeb. Uznajesz to, co jest najważniejsze. Potem możesz zająć się mniej ważnym z większą łatwością. Nie mówisz: „Nie będę się już niczym zajmował, bo istnieje tylko TERAZ”. Nie – Najpierw musisz odnaleźć to, co jest najważniejsze i uczynić TERAZ swoim przyjacielem, nie wrogiem.

Uznaj je i szanuj. Kiedy TERAZ staje się podstawą i zasadniczym przedmiotem twojej uwagi życie przebiega bez zakłóceń.

***

Zmywanie naczyń, kreślenie strategii firmy, planowanie podróży – co jest ważniejsze: to co robisz czy rezultat, jaki chcesz osiągnąć? Ta chwila czy Jakaś przyszła chwila?

Czy traktujesz tę chwilę jak przeszkodę, którą musisz pokonać? Czy czujesz, że jest przyszli chwila, do której chcesz dotrzeć, która jest ważniejsza?

Prawie wszyscy tak żyją przez większość czasu. Skoro przyszłość nigdy nie nadejdzie, chyba że jako teraźniejszość, to taki sposób życia jest szkodliwy. Wyzwala w tle stały podkład niepokoju, napięcia i niezadowolenia. Nie uznaje życia, które jest chwilą obecną i nigdy czymś, co nie jest chwilą obecną.

Poczuj energię w swoim ciele. To cię zakotwicza w TERAZ.

***

Nigdy nie weźmiesz na siebie odpowiedzialności za życie, dopóki nie weźmiesz odpowiedzialności za tę chwilę – TERAZ. Tak jest, ponieważ TERAZ jest jedynym miejscem gdzie można znaleźć życie. Wziąć odpowiedzialność za życie, znaczy nie stawiać wewnętrznego oporu temu, co jest, nić spierać się z tym, co się wydarza. Iść z życiem równym krokiem.

TERAZ jest, jakie jest, bo inaczej być nie może. Buddyści zawsze wiedzieli a fizycy teraz potwierdzają, że rzeczy i wydarzenia nie są od siebie odizolowane. Mimo pozornego podziału, wszystko jest ze sobą powiązane, jest częścią całego kosmosu, który wytworzył postać, jaką przybiera ta chwila.

Kiedy mówisz „tak” temu co jest, współistniejesz z mocą i inteligencją samego Życia. Tylko wtedy możesz zmieniać świat na lepsze.

Prostym, ale ważnym ćwiczeniem duchowym jest akceptacja wszystkiego, co się wydarza w TERAZ – wewnątrz i na zewnątrz.

***

Kiedy kierujesz uwagę na TERAZ, stajesz się czujny. To tak, jakbyś się przebudził ze snu, ze snu myśli, ze snu przeszłości i przyszłości. Taka jasność, taka prostota. Nie ma miejsca na tworzenie problemów. Tylko ta chwila, taka, jaka Jest.

***

Z chwilą, kiedy kierujesz uwagę na TERAZ, pojmujesz, że życie jest święte. We wszystkim, co odbierasz swoimi zmysłami, kiedy jesteś obecny. Jest świętość. Im więcej przebywasz w TERAZ, tym bardziej odczuwasz prostą ale głęboką radość istnienia i świętość wszelkiego żvcia.

***

Ludzie często mylą TERAZ z tym, co wydarza się w TERAZ, ale to nie to. TERAZ Jest głębsze od tego. co się w nim wydarza. Jest przestrzenią, w której się wydarza.

Nie myl więc treści tej chwili z TERAZ. TERAZ jest głębsze od jakiejkolwiek treści, która się w nim pojawia.

***

Kiedy wkraczasz w TERAZ, wychodzisz poza swój umysł i jego zawartość. Nieustający potok myśli zwalnia. Myśli nie pochłaniają już całej twojej uwagi, już całkowicie cię nie wciągają. Pojawiają się przerwy między myślami – przestrzeń, CISZA. Zaczynasz spostrzegać swoją głębię i bezmiar.

***

Myśli, emocje, postrzeganie zmysłowe i wszystko, czego doświadczasz, stanowi treść twojegi życia. „Moje życie” – z tego czerpiesz poczucie tego, kim jesteś i „moje życie” jest treścią, przynajmniej tak ci się wydaje.

Stale umyka ci najbardziej oczywisty fakt: twoje najgłębsze poczucie Jam Jest nie ma nic wspólnego z tym, co się w twoim życiu wydarza, nic wspólnego z treścią. To poczucie Jam Jest i TERAZ stanowiąjedno i nigdy się nie zmieniają. W dzieciństwie, podeszłym wieku, w zdrowiu, czy chorobie, w powodzeniu, czy niepowodzeniu. Jam Jest — obszar teraźniejszości – pozostaje niezmienny na najgłębszym poziomie – Zwykle myli się go z treścią, tak więc doświadczasz Jam Jest lub TERAZ niewyraźnie i niebezpośrednio, poprzez treść własnego życia – Innymi słowy twoje poczucie Jam Jest jest przesłonięte przez wydarzenia, potok myśl i przez inne rzeczy z tego świata. TERAZ jest przesłonięte przez czas.

No i zapominasz o swoim zakorzenieniu w Bycie, o swojej świętej rzeczywistości i zatracasz się w świecie. Zamęt, gniew, depresja, przemoc i konflikt pojawiają się, kiedy człowiek zapomina kim jest.

A przecież tak łatwo jest zapamiętać prawdę i wrócić do domu: nie jestem moimi myślami. emocjami- postrzeganiem zmysłowym ani doświadczeniami. Nie jestem treścią mojego życia. Jestem Życiem. Jestem przestrzenią w której wszystko się wydarza. Jestem świadomością. Jestem TERAZ. Jam Jest.

 

Jednostronna miłość

Pytający: „Czemu miłość nie jest odwzajemniona? Czemu powstaje sytuacja jednostronnej miłości? Kładę moje bolące serce przed Tobą. Proszę operuj.”

– Dobrze, zaczynam więc operację.

Jedna forma kocha, a druga tego nie odwzajemnia. Dlaczego tak się dzieje? I jest ból, który za tym idzie. Wielki ból. Dla wielu ludzi jest to niebywały ból.

Wiecie, że podstawowym uwarunkowaniem – „JA” umysłowego, egotycznego – jest bardzo głęboko zakorzenione poczucie braku. Poczucie niedostatku, niekompletności. I wtedy umysł próbuje to wypełnić poprzez swoje strategie. Stworzone przez umysł „JA” próbuje wypełnić ten brak, który zna i czuje prawie bezustannie. Z wyjątkiem krótkich momentów kiedy coś było tam wstawione i wtedy przez chwilkę, brak nie jest odczuwany. Jednak to nigdy nie trwa długo, więc szuka następnej rzeczy. Szuka w przyszłości. Szuka żeby dodać coś do siebie, żeby wypełnić tę nieustannie istniejącą dziurę. „Nie jestem sobą, nie jestem kompletny. Nie jestem w domu, nie jestem spełniony. Są to różnego rodzaju strategie.

Jednym z głównych obszarów, w których umysł poszukuje wypełnienia tego braku jest obszar relacji międzyludzkich. Druga osoba. On lub ona. Kiedy to się dzieje, cała uwaga „JA” (umysłu) zostaje skupiona na jednej, innej osobie, która jest postrzegana nieświadomie jako „Jedyna, która mnie dopełni”. Sprawi, że stanę się całością. On lub ona jest tą jedyną/tym jedynym. Jest to niemalże obsesyjne lgnięcie do tego obrazu, formy tej osoby. I to nazywa się „zakochaniem”. I czasem, jeśli masz szczęście, druga osoba czuje to samo w stosunku do Ciebie. Czuje, że Ty również ją dopełnisz.

Oczywiście jest to wspaniałe. Obydwoje czujecie, że będziecie dopełniać się nawzajem. Prawdopodobnie będziecie chcieli wziąć ślub, „podpisać kontrakt”… tylko dlatego, żeby mieć pewność: „Do końca życia będziesz mnie dopełniał i mnie nie opuścisz, a jeśli to zrobisz to poniesie za sobą niemiłe konsekwencje… Nawet o tym nie myśl…” I wtedy pobieracie się, tu film się kończy. Reżyser mówi: „Cięcie.” Mimo to życie płynie dalej. Potem w małżeństwie, być może nawet podczas miesiąca miodowego, przychodzą do głowy pierwsze wątpliwości. Czy to właściwie działa? Czy ktoś może sprostać temu ogromnemu zadaniu jakim jest zaspokajanie i dopełnianie drugiej osoby? Wtedy zaczynacie codzienne życie. Praca, rodzina… I tak stopniowo zaczyna wyglądać na to, że to dopełnianie już nie działa. Poczucie braku powraca. On lub ona nie zachowuje się już tak jak zachowywać się powinien, żebym czuł się dopełniony. Żeby mnie uszczęśliwić. Możecie to przeczytać w anonsach. Nie wiem czy czytacie to w indiach… „Szukam osoby, która uczyni mnie szczęśliwym”. Kto mógłby temu podołać? Nikt nie jest w stanie.

I wtedy ten brak, który był przysłonięty przez tymczasową iluzję, że ta osoba Cię dopełnia… powraca. (Swoją drogą ta osoba była Twoim ciałem bolesnym, ale tego nie wiedziałeś). Nagle poczucie niepełności, osamotnienia, strachu, nie bycia sobą… powraca. Ale teraz powiązałeś to z tą drugą osobą i mówisz: „On lub ona jest powodem tego co ja czuję.” Znów czujesz podstawowe, egotyczne uwarunkowania. Czujesz to nawet mocniej, ponieważ przez krótką chwilę to było przykryte przez wasz związek miłosny. Dalej stopniowo miłość obraca się w nienawiść. Za każdym razem, kiedy osoba nie wypełnia swoich obligacji, miłość zamienia się w agresję, wrogość. Potem oboje są zamknięci w sobie: – „Co jest z Tobą nie tak?” – „Nic… nie chce z tobą rozmawiać.” Złość może się przejawiać dowolnie np.: rzucanie czymś… cokolwiek sobie wymyślą.

Nagle ich związek załamuje się. Potem przez jakiś czas znowu funkcjonuje. Dalej znów się psuje. Raz działa, raz nie. Potem te okresy, w których nie działa stają się coraz dłuższe. I wtedy czujesz to nieprzyjemne uczucie. Szczęśliwość małżeńska obraca się w nieszczęśliwość przebywania ze sobą. Szczęśliwość miesiąca miodowego staje się rozwodem. To wszystko jest tak na prawdę jednym i tym samym. To była próba wypełnienia Ciebie przez jakąś formę, jakiś rodzaj formy. To co się dzieje z Tobą na końcu to poczucie jeszcze większego niedopełnienia…. i wtedy obwiniasz tamtą formę, że jest powodem tego co czujesz. To jest egotyczny ból. Jest to ból powstający w związkach „miłość-nienawiść”.

Teraz pytający oczywiście nie jest na tym etapie, ponieważ jest to „jednostronny ruch” (jednostronna miłość) jak to określił. Ta wielka miłość jest odczuwana do jakiejś formy jednak nie jest odwzajemniona. Co wtedy zrobić? Wtedy czujesz ten brak jeszcze mocniej. I to boli. Istnieje tendencja umysłu do wymyślania różnego rodzaju fantazji na ten temat. Różnych historii. I to wyobrażenie o „JA” staje się bardzo bolesnym obrazem. Jeśli będzie to trwało dalej może się zdarzyć, że to przyciąganie zamieni się w nienawiść. Może się zdarzyć, nie mówię, że tak będzie w tym przypadku. I wtedy dostrzegasz, że miłość nigdy nie była tam na pierwszym miejscu. Więc to co ludzie nazywają „miłością”, jest to głęboko zakorzeniona potrzeba ego. Skupiona na jednej formie.

Ocenianiem ograniczam siebie

Zauważyłam, że gdy patrzę na człowieka, to nie widzę w nim tego, kim ten człowiek jest na prawdę, tylko widzę w nim to, na co pozwalają mi moje oczy i moje ograniczenia. Gdy obserwuję zachowania innych, to nadaję im interpretację według tego co jest mi znane, według tego co podpowiada mi mój umysł. Gdy patrzę na twarz człowieka, to automatycznie wiem co on może myśleć, wiem kim on jest, ale czy na prawdę wiem? Nie wiem. Mój umysł wsadza moje myśli, moje oczekiwania, mój strach, w twarz czy w osobę tego człowieka. To co mi się wydaje, że ten człowiek myśli, jest tylko moim wydawaniem się, jest tylko tym co ja bym myślała, gdybym była tym człowiekiem. To co myślę o innym człowieku jest nieskończoną kopalnią wiedzy na temat moich własnych ograniczeń.

Czasem widzę na twarzy człowieka radość i uważam, że jest to radość fałszywa tylko dlatego, że ja bym się w takiej sytuacji nie cieszyła. Czasem widzę, jak drugi człowiek patrzy się na mnie w sposób który oceniam jako negatywny – i od razu znam wszystkie negatywne myśli tego człowieka na mój temat. Czy na prawdę są to myśli tego człowieka? Czy na prawdę widzę jego prawdziwe spojrzenie? Nie. W tym człowieku widzę to wszystko co myślę o sobie, wszystko czego się boję na swój temat. Widzę to, czego nie chciałabym by we mnie zauważył. „Negatywne” spojrzenie drugiego człowieka, jest tym co pozwala mi skontaktować się ze wszystkimi moimi negatywnymi myślami na swój własny temat.

Czasem obserwuję negatywne cechy mojego pracodawcy, widzę jego nieprofesjonalne, wręcz głupie posunięcia, widzę jego niedociągnięcia i zastanawiam się dlaczego to on jest szefem. No właśnie? Dlaczego to on jest szefem a nie ja, skoro ja widzę wszystkie jego błędy i wiem, że ja na jego pozycji, byłabym lepsza. Czy na pewno widzę tego człowieka takim jakim jest? Czy może widzę w nim to, co chcę widzieć? Może dostrzegam jego niedoskonałości tylko po to, by poczuć się lepiej? Albo może widzę w nim siebie? I jak to moje negatywne myślenie o nim wpływa na nasze relacje? Jaki to ma energetyczny wpływ na jego i moją prace?

Tak samo traktuję świat. Moimi pięcioma zmysłami zauważam świat, klasyfikuję go, definiuję, kategoryzuję, oceniam. Głównie oceniam świat za pomocą moich oczu, które widzą tylko cząstkę tego co na prawdę istnieje. Moje oczy widzą tylko to, co jest dla nich widzialne – a to tylko niewielka część tego, co na prawdę istnieje. Moje uszy słyszą tylko te dźwięki które są w stanie usłyszeć – a co z reszta dźwięków? Moje palce są w stanie dotknąć tylko to, co namacalne. Ale czy to oznacza, że to co nie namacalne nie istnieje? Kierując się moimi bardzo ograniczonymi zmysłami nazywam i oceniam świat – tak na prawdę go ograniczam – dopasowuję go, naciągam, do tego co jest mi znane.

Coś co jest wielkie, nieograniczone i nieskończone w swoim potencjale i możliwościach – ja nazywam, klasyfikuję. Ja, która potrafię zobaczyć tylko nikłą część tego co widzialne, która mogę usłyszeć tylko klika dźwięków, idę w świat i twierdzę że go znam. Patrzę na różne dziedziny życia i nie widzę ich sensu, nie widzę dla nich przyszłości. Patrzę na świat i z wielkim zdecydowaniem twierdzę że coś jest dobre, a coś innego jest złe.

To samo tyczy się możliwości i potencjału który ma w sobie świat. W niektórych rzeczach i posunięciach widzę potencjał, innym go odmawiam. Dlaczego? Czy te rzeczy, pomysły, o których decyduję że nie mają szansy na sukces – czy one na prawdę nie mają szansy na sukces? Czy po prostu nie potrafię go dostrzec poprzez mój ograniczony sposób oceniania. A może te posunięcia, o których myślę że nie mają szansy na sukces, nigdy nie będą sukcesem, bo w moim procesie oceniania tak o tym zadecydowałam?

Czy zastanawialiście się dlaczego wielcy myśliciele rzadko odnoszą sukces w biznesie? Czy zauważyliście, że część osób o których kiedyś myśleliście, że nie należą do zbyt inteligentnych, doskonale radzą sobie w dorosłym życiu – powodzi im się finansowo, założyli firmy które odnoszą sukces? Czy dzieje się tak dlatego, że oni mniej myślą a więcej działają? A może dzieje się tak dlatego, że ci myśliciele mają tak wielkie umysły które pozwalają im wynaleźć coraz to nowe i większe rzeczy których można się bać, dostrzec coraz to inne ograniczenie, które niby ma świat. Doszukują się coraz to nowych zależności, reguł, definicji – i zgadnijcie co? Definiują świat sami będąc prawie ślepi, prawie głusi.

Świat nie ma ograniczeń. To człowiek jest pełen ograniczeń. Człowiek wierzy w iluzje ograniczeń – i w imię tej iluzji ogranicza siebie i rozprzestrzenia tę iluzję, nie tylko na siebie, ale i na resztę ludzi, i na cały świat. A im większy ma umysł, większą inteligencję i zdolność wyciągania wniosków, tym większa szansa na kolejne ograniczenia.

Skoro osoba A ma partnera a osoba B nie ma, to osoba B nie ma czegoś co ma osoba A – to jest taki absurd, który w naszym społeczeństwie, wcale taki absurdalny nie jest. Przecież każdy człowiek jest doskonały. Każdy człowiek ma wszystko. Każdy człowiek może mieć wszystko. Tylko, że w naszym społeczeństwie, każdy chce być kimś innym, być każdym tylko nie sobą – bo wszędzie jest dobrze tam, gdzie nas nie ma – wszystko jest dobre, tylko nie my.

Informacje w kłótni

Informacje o sobie można czerpać nawet z kłótni – czy to tej, w której się uczestniczy czy tej, którą się obserwuje. Poniżej zamieszczę „analizę kłótni”, którą kiedyś napisałam. To pokazuje jak wyciągnąć cenne dla nas informacje o nas z kłótni.

Czym jest kłótnia, jak się zaczyna?

Zaczyna się od tego, że jedna strona sporu poruszy w drugiej stronie emocje. Jeśli mamy na coś emocjonalną reakcje znaczy, że dotknęliśmy w nas ropiejącego punktu, czegoś ważnego, co wymaga przyjrzenia się temu. Obecność emocji świadczy o gotowości i dojrzałości problemu do jego rozwiązania.

Gdy wywiązuje się kłótnia może ona przybrać różne tory.

Często nie chcąc przyjrzeć się sobie, walczymy z przeciwnikiem starając się mu udowodnić, że nasza emocja to jego problem. Czyli, że ktoś inny jest odpowiedzialny za nasze wkurzenie i złość – ja jestem ok, ale ty … mnie wkurzasz.

Czasem już wiemy, że nasza emocja to nasz problem. Czyli ty jesteś ok, a ja jestem wkurzony. Ja wybrałem wkurzenie, to mój stan, to wkurzenie należy do mnie, a ty tylko pomogłeś mi dostrzec co we mnie wrze.

Jeżeli obie strony odczuwają emocje – obie dotknęły wrzących, nie akceptowanych części siebie.

Czasem proces między dwiema osobami zamienia się w proces grupowy. Każda aktywna w sporze osoba jest emocjonalnie zaangażowana, co oznacza że spór dotyka ropiejącego punktu każdej z tych osób. Każda osoba uczestnicząca w sporze i przeżywająca emocje, ma szanse dotrzeć do ropiejącego punktu i uleczyć go. Temat sporu jest jeden, ale ropiejące punkty każdego uczestnika mogą być różne.

A co z uczestnikami sporu, którzy nie odczuwają emocji, a w sporze uczestniczą? Mogą być zablokowani na odczuwanie emocji albo ich ropiejący punkt może nie wyzwalać emocji. Czy maja ropiejący punkt? Mają, bo gdyby nie mieli, to zgodnie z zasadą: „uderz w stół, a nożyce się odezwą” siedzieliby cicho, bez emocji przyglądając się sporowi. Samo uczestnictwo w sporze świadczy o gotowości wewnętrznej na uleczenie problemu, który stoi za naszą motywacja by w sporze uczestniczyć.

Co jeśli ktoś odczuwa emocje, a nie uczestniczy w sporze. Odczuwanie emocji, świadczy o obecności problemu – bo „nożyce się odezwały”.

Co jeśli ktoś stara się kłótnie zakończyć? Znaczy, że kłótnia dotknęła jego ropiejącego punktu, że coś poczuł i możliwe, że nie chce tego czuć, więc stara się zakończyć spór. Ale „nożyce się odezwały”, pojawiła się emocja, jest więc też gotowość do uleczenia.

Brak gotowości uczestników kłótni do przyjrzenia się sobie, może sprawić że spór zamieni się w bezsensowną, do niczego nie prowadzącą, wymianą zdań. Gdy uczestnicy sporu są gotowi by przyjrzeć się sobie – następuje oczyszczenie, uleczenie i zrozumienie samych siebie.

Czasem nie potrzeba kłótni – wystarczy zaobserwować własne emocji i uleczenie ropiejącego punktu. Czasem potrzebne są silne emocje, by moc zidentyfikować temat tkwiący w ropiejącym punkcie.

Ktoś, kto się naśmiewa się z kłótni, tematu kłótni lub z jej uczestników, najczęściej śmiechem stara się zagłuszyć emocje i broni sobie dostępu do kolejnych informacji o sobie, o jego własnym ropiejącym punkcie. Czy jest gotowy na uleczenie? Wewnętrznie tak, bo kłótnia zaistniała i wziął w niej udział.

Ktoś, kto pokazuje uczestnikom kłótni głębokość i mechanizmy procesu kłótni, tak naprawdę, po prostu dotknął swojego ropiejącego punktu, a może tym być jego schemat nauczyciela, pomagacza czy przewodnika.

Jeśli kłótnia zaistnieje na jakimś obszarze – dotyczy wszystkich obecnych. Czasem tylko po to by pokazać niektórym jak wielkich zmian dokonali, że kłótnie ich nie dotyczą najczęściej po to by uleczyć ropiejące rany. To tak jak z tego dowcipu, gdy Bóg rzecze: Nie po to was przez 5 lat do kupy zbierałem, żeby wam teraz odpuścić.

Każdy z uczestników kłótni ma wolną wolę by uleczyć lub by zatrzymać ropiejący punkt. Jeśli uleczy – przeniesie się do innego poziomu. Jeśli nie – jego dusza przyciągnie do niego inną sytuacje, w której będzie możliwe uleczenie, czyli poznanie siebie i pozwolenie na zniknięcie problemu.

Uczestnik kłótni jest gotowy wewnętrznie, może natomiast nie być gotowy zewnętrznie (świadomość, duma, ego). Spowodowane jest to strachem przed zmianą.

Mam nadzieje, że w powyższym tekście pokazałam, że każda osoba uczestnicząca w kłótni lub jej się przyglądająca, może z zaistniałej sytuacji wyciągnąć jakąś cenną informacje na swój temat. Kolejny puzzel układanki zwanej JA.