Archiwa tagu: podświadomość

…o właściwej samoocenie.

„Chwila zgody na wszystko, co istnieje, jest lepsza niż tysiąc lat pobożności.”

Anthony de Mello

Z pojęciem samooceny zetknąłem się na samym początku mojej przygody z rozwojem osobistym, czy też duchowym, jak kto woli. Definicje były różne, ale jedna rzecz, która charakteryzowała wszystkich autorów piszących w tym temacie była zgodna – parcie na jak najwyższą samoocenę. Wyżej, wyżej, więcej i więcej – czy to przypadkiem nie przypomina wyścigu szczurów? Ten sam schemat – jak najwięcej, najszybciej i najwyżej – tylko zaaplikowany w innym temacie. Obserwując reakcje ludzi wokół siebie, zacząłem zastanawiać się nad tym, czym naprawdę jest samoocena i jak powinna ona się kształtować. I oto w przypływie inspiracji zrozumiałem, że:

Właściwa samoocena to stan, w którym bezwarunkowo kocham i akceptuję siebie dokładnie takiego, jakim jestem.

Cechą charakterystyczną tej definicji jest to, że nie jest ona w żaden sposób związana z pojęciami „wysoki” czy też „niski”. Moje bliższe przyjrzenie się tematowi samooceny doprowadziło mnie do zrozumienia, że właściwa samocena nie jest ani wysoka ani niska i używanie tych pojęć w kontekście samooceny to totalne nieporozumienie. Dlaczego? Odpowiedź jest banalna: skoro samoocena jest generalnie tym, jak sami siebie oceniamy, to ocenianie swojej oceny jako wysokiej lub niskiej jest jedynie tkwieniem w tym samym zaklętym kręgu ocen, czyli produkowaniem oceny dla oceny. Nieco przypomnina to zastanawianie się jak bardzo maślane jest masło lub czy ten sam biały kolor jest bardziej czy mniej biały. Pomijając dalsze filozoficzne konotacje, najważniejsze jest zauważenie, że doczepianie do samoceny słów „niski” lub „wysoki” to tkwienie w tym samym świecie względności, który w każdej chwili może zostać zachwiany i naruszony, czyli nasza „wysoka” samoocena może nagle spać na pysk i prysnąć jak bańka mydlana, lub odwrotnie „niska” samoocena może w danej chwili przeistoczyć się w wysoką, co akurat wielu może uznać za stosowne. Rzecz jasna, jeśli nam to pasuje możemy nadal tkwić sobie na tej psychodelicznej huśtawce naszego umysłu, bujając się notorycznie góra-dół, albo też, możemy odnaleźć właściwą samoocenę, która jest czymś, co poza owe ograniczenia wykracza.

Aby to dogłębniej zrozumieć, przyjrzyjmy się iluzji zwanej wysoką lub niską samooceną. Przede wszystkim należy zrozumieć, że wyznaczana jest ona w oparciu o indywidualną interpretację rzeczy dziejących się na zewnątrz nas. Bardzo łatwo to zrozumieć posługując się poniższym ćwiczeniem. Jest taka znana scena z filmu „Matrix”, gdzie Neo wraz z Morfeuszem znajdują się w białej pustce, gdzie nie ma nic oprócz sofy. Teraz spróbuj sobie wyobrazić jeszcze bardziej ekstremalny scenariusz: jesteś zawieszony całkowicie sam, bez nikogo ani niczego w takiej totalnie pustej przestrzeni – i nawet ową sofę ktoś Ci zabrał ;). Jak siebie wówczas ocenisz? Wysoko? Nisko? Z czym się porównasz, aby określić siebie takimi słowami? Jak widać, w takiej sytuacji samoocena zwyczajnie nie będzie miała jakiejkolwiek podstawy aby zaistnieć.

Tymczasem, polecam kolejne ćwiczenie pokazujące kruchość i zmienność naszych ocen. Wyobraź sobie pracę z której jesteś bardzo zadowolony i w której zarabiasz niezmiennie 3000 DT (DukatoTalarów ;) miesięcznie. Zakładam też, że jest to więcej niż otrzymują wszyscy Twoi znajomi i patrząc z tradycyjnego punktu widzenia, można śmiało powiedzieć, że Twoja samoocena w aspekcie finansowym jest w tym momencie bardzo wysoka. Załóżmy teraz, że w kraju w którym żyjesz jest inflacja w skali 5% rocznie, czyli, upraszczając temat znacznie, co roku ceny rosną o 5% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Po 30 latach pracy w tej samej firmie i takich samych zarobkach, za te same pieniądze możesz kupić cztery razy mniej rzeczy, niż miało to miejsce na starcie. Jeśli do tego dodasz fakt, że znajomi otrzymali podwyżki i zmieniwszy miejsce zatrudnienia zarabiają powiedzmy dwa razy tyle, co Ty, to jak bedziesz siebie w tym momencie oceniał? Z całą pewnością Twoja samoocena poszybuje drastycznie w dół.

Ale to jeszcze nic: pomijając przypadki ekstremalne, w zasadzie dla każdego praktycznie człowieka można znaleźć inną osobę, która bedzie w czymś „lepsza” lub „gorsza”. Teraz pytanie – w jaki sposób wyznaczysz dla siebie poprzeczkę? Możesz z łatwością dowartościować się porównując Twoje wynagrodzenie z tym, co otrzymują pracownicy fizyczni na Tajwanie, albo możesz załamać się porównując swój przychód z zarobkami maklera z Wall Street. Taka gonitwa i warunkowanie umysłu może trwać w nieskończoność, gdyż zawsze znajdą się ludzie którzy są w bezpośrednim porównaniu zarówno „lepsi” albo „gorsi”. Wniosek z tego prosty – budowana w taki sposób samooocena będzie zawsze narażona na zachwiania w zależności od wpływających na nas czynników zewnętrznych. Co więcej, taka samoocena będzie zawsze tylko i wyłącznie kruchą grą i zabawą naszego ego.

Patrząc na klasyczne podejście do samooceny rzuca się w oczy jeszcze jedna rzecz. O ile nikt nie ma większych problemów ze wskazaniem negatywnych objawów i skutków niskiej samooceny, takich jak np. poczucie wstydu, nieumiejętność radzenia sobie z krytyką, brak zaradności, potępianie siebie, itd., to mało kto wskazuje na fakt, że tak samo wysoka samoocena może być przyczyną poważnych problemów i jest stanem dalekim od równowagi. Ludzie przekonani o swojej wyższości i lepszości mogą zachowywać się w sposób arogancki, butny a nawet agresywny w stosunku do ludzi w swoim otoczeniu tylko po to, aby – świadomie lub podświadomie – utrzymać w sobie przekonanie o swojej nieskazitelnej doskonałości. Zawyżona samoocena prowadzi do przeceniania swoich zdolności i umiejętności, powoduje tendencje do ignorowania alternatywnych faktów, pogardy, wrogości czy złośliwości wobec innych. Można powiedzieć słowami znanego powiedzenia, że przerost samooceny prowadzi do „zaprzedania duszy diabłu” – zaczynasz bronić i trzymać się za wszelką cenę stworzonych iluzji, robisz wszystko aby utrzymać status quo, zaprzedajesz się swojemu ego tracąc autentyczność. Gdzie wówczas jesteś, jak wygląda kontakt z prawdziwym samym sobą? W konsekwencji – hamujesz swój własny rozwój osobisty, gdyż zamiast otwierać serce i akceptację do świata, dążyć do spokoju i błogości gonisz za zakłamanymi wyobrażeniami. I nie jest to tylko wymysł mojej wyobraźni – od końca lat 90-tych prowadzone były w USA badania, które pokazywały wyraźnie, że spora grupa przestępców, dokładnie odwrotnie w stosunku do tego, co początkowo zakładano, ma bardzo wysoką samoocenę i bez pardonu atakuje tych, którzy ową samoocenę próbują naruszyć. Takich przykładów znajdziemy w około znacznie więcej, patrząc z punktu historycznego można wskazać na faszystów uznających się za nadludzi w stosunku do innych narodowości. Jakie owoce przyniosła taka postawa, każdy wie. Podsumowując, przecenianie właśnej wartości jest podobnie szkodliwe i destrukcyjne jak i jej niedocenianie, choć efekty tego nie są może aż tak wyraziste i zauważamy je dopiero w dłuższej perspektywie czasowej.

Jak zatem zacząć budowanie właściwej samooceny?

Pierwszą i zasadniczą rzeczą jest przyjęcie na siebie odpowiedzialności za to, co o sobie myślimy – niezależnie od tego jak nieprzyjemnie to wszystko wygląda. Nawet jeśli owe przekonania przekazali nam inni ludzie – to w ostatecznym rozrachunku my i tylko my decydujemy o tym, kogo chcemy słuchać. Przykładowo: jak zareagujesz, jak 5-letnie dziecko nazwie Cię głupkiem? A jak, jeśli to samo słowo powtórzy profesor na uniwersytecie? Nauczono nas abyśmy przekazywali władzę w ręce autorytetów i żyli w ich cieniu – ale czy naprawdę mają tak perfekcyjnie rozwiniętą zdolność oceny, aby bezgranicznie im wierzyć i ufać? Czy zawsze dążą do naszej korzyści i czy na pewno chcą dla nas tego, co najlepsze?

Warto się nad tym zastanowić, gdyż tylko i wyłącznie od nas zależy, jaką prawdę chcemy w życiu przyjąć i uznać za swoją własną. Nawet jeśli w Twojej głowie jest w tej chwili okropny śmietnik, to jest to efekt Twojego wyboru – zaakceptuj to! Nie ma co załamywać rąk – mimo, że wiele osób boi się słowa odpowiedzialność jak ognia, to uznanie tego faktu jest jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie mogą Ci się przytrafić w życiu. Zmienia bowiem nasz stosunek to niego i zamiast być zewnątrz- stajemy się wewnątrzsterownym, słuchając swojego wewnętrznego głosu i sami stanowiąc i decydując o sobie. To pozwola odzyskać nam autonomię, wolność i niezależność – od opinii innych ludzi, rodziców, księży, polityków, kreatorów mody czy gwiazd filmowych. To jest solidną podstawą do wprowadzania w naszym życiu zmian. Zmiany te dotyczą jednak jednej zasadniczej rzeczy – pokochania siebie.

To my decydujemy o tym, czy chcemy czy nie chcemy siebie uznać i zaakceptować. Co prawda, będąc odpowiedzialni za siebie możemy w naszym życiu zmieniać bardzo wiele – zacząć zdobywać wymarzone rzeczy czy kształtować ciało tak, aby było tak piękne jak tylko tego zapragniemy – ale czy to naprawdę uczyni nas szczęśliwszymi czy może wpędzi w niekończący się wyścig szczurów i spiralę konsumpcji? I nie zrozumcie mnie kochani źle – ja nie mam nic przeciwko ziemskim uciechom, wprost przeciwnie, każdemu życzę aby w pełni się tutaj spełniał i realizował marzenia. Tylko, czy naprawdę od tego ma zależeć nasza wartość jako ludzi i miłość własna? Myślę, że budowanie swojej samooceny w zależności od tego ile mam albo jak wyglądam to niemiłosiernie okropna krótkowzroczność. To wszystko bowiem nieuchronnie przeminie. Akceptacja siebie, takim jak jesteśmy jest o tyle ważna, że umysł jak małpa zawsze znajdzie się obiekt do porównań, który może być od nas lepszy albo i gorszy. Podobnie też w naszym otoczeniu znajdą się ludzie, którym coś w Tobie nie będzie odpowiadać – negatywne opinie ominęły nawet Buddy czy Jezusa. Przestań zatem warunkować się swoimi i cudzymi ocenami, i zacznij kochać i szanować siebie niezależnie od tego, jak bardzo wydaje mi się coś dobre lub złe.

Pierwsze ćwiczenie jakie mogę w tym miejscu polecić – napisz na kartce wszystko, co uważasz w sobie za złe, niedobre, niegodziwe, wstydliwe, ograniczające – i do każdego z tych określeń zastosuj następującą formułę:

Pomimo że [tutaj nazwa tego, co uważasz za złe] w pełni kocham, szanuję i akceptuję siebie.

albo:

Ja, [tutaj swoje imię], w pełni kocham i akceptuję siebie pomimo, że [i tutaj wymieniam problem]

Sceptyk z pewnością zarzuci mi, że takie afirmowanie jest oszukiwaniem siebie. Bo jak mogę kochać siebie, skoro czuję, że jest inaczej? Właśnie na tym polega rzecz – Twoje poczucie bycia gorszym, niegodnym, bezwartościowym jest tak samo wprowadzone z zewnątrz do Twojego umysłu, jak owa afirmacja. Z tym, że najprawdopodobniej dowiedziałeś się od tego od innej osoby, która w podobny sposób afirmowała Ci, że jesteś niedobry aż w końcu w to uwierzyłeś. Wróć zatem do tego, co pisałem o odpowiedzialności – to Twój, świadomy lub nieświadomy wybór spowodował, że w taki sposób się oceniasz. Musisz zadecydować, w co chcesz wierzyć i komu zaufać – sobie czy innym? Postaraj się zatem poczuć, że może być inaczej, otwórz się na inną perspektywę i spojrzenie.

Oczywiście, afirmacja to tylko jedna z dróg. Jakikolwiek sposób, metoda czy technika jaką zastosujesz, aby pokochać i w pełni zaakceptować siebie, o ile nie będzie działać na szkodę i kosztem innych ludzi, przyniesie pozytywne efekty. Ważne też jest to, aby na tym nie poprzestawać. Właściwa samoocena to nie tylko powtarzanie sobie, jak bardzo siebie kocham i myślenie o sobie z akceptacją. To także realizacja tego w życiu, przejawianie tego w słowach i uczynkach. I niekoniecznie musimy zaraz czynić w tym momencie cuda, gdyż tak naprawdę w zupełności wystarczy zacząć od prostych, codziennych rzeczy. Postępujmy zatem tak, abyśmy nie musieli nic sobie zarzucać, odważnie, w zgodzie z własnym sumieniem. Dopiero właściwe połączenie myślenia z miłością, mówienia z miłością i działania z miłością przynosi w pełni pożądany efekt w postaci właściwej samooceny – czyli stanu, w którym bezwarunkowo kocham i akceptuję siebie dokładnie takiego, jakim jestem.

Pozdrawiając serdecznie i życząc powodzenia na duchowej ścieżce

Elijah

www.elijah-blog.info

Działanie z umysłu

Wiele jest tekstów i inspiracji w rozwoju duchowym poświęconych umysłowi. Co chwila słyszy się to słowo. Umysł taki, umysł owaki. Ogólnie wychodzi na to, że ten twór jest czymś dziwnym, nieduchowym, a nawet złym. Różnie to z umysłem bywa. Cały czas się gdzieś przeplata, zawsze nam towarzyszy. Dochodzi jeszcze dualizm: serce i umysł, co właściwie tylko utwierdza w przekonaniu, ze ten intelekt to coś gorszego. Tu wielu ludzi zaczyna się gubić, nie wie co z umysłem począć, słuchać czy nie słuchać. Ogólna moda duchowa jest utrzymana w jednym tonie – słuchaj serca, odrzuć umysł. Czy faktycznie? Warto przyjrzeć się temu bliżej.

Pole mentalne

Na początku spójrzmy na człowieka jako całość. Nie ma podziału na umysł i nie-umysł. Jest jedno pole energii, które wibruje w przestrzeni. Nie ma tu rozdzielenia na umysł, ciało, dusze czy serce. Jest całość – istota ludzka, która jest wachlarzem różnych wibracji. Od najniszych cielesnych, po wysokie „duchowe”. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim balansuje wibracja tego, co zostało nazwane umysłem.

Pole mentalne człowieka jest po prostu pewną częstotliwością energii, które wchodzi w całość istoty ludzkiej. Pole to w porwnaniu do energii uczuć ma wyższe wibracje. Warto na to zwrócić uwagę. Sama myśl jest bardzo czysta. Jest to piękny twór w przestrzeni. Bardzo jasny i posiadający przejrzystą formę. Nie jest co prawda tak kolorowy i silny jak ruch energii astralnej (uczuć), jednak jest o wiele bardziej subtelny, delikatny i przyjemniejszy w doświadczaniu. Energia ta ma wysoką częstotliwość co sprawia, że przenika ona wszystkie niższe i gęstrze ciała. Pole mentalne jest większe od postaci fizycznej człowieka i zawiera w sobie wszystkie pozostałe pola – astralne, eteryczne i fizyczne.

Można powiedzieć, że ewolucja skoczyła na wyższy poziom tworząc umysł i myśli. Przykładowo pole energetyczne zwierząt nie jest wykształcone na tyle by objąć wibracje planu mentalnego. Po prostu w ich ciałach nie ma energii wibrującej z taką prędkością. Zwierzęta mają rozwinięte energie uczuć i dopiero zaczynają doświadczać myśli. Są to takie mgliste próby użycia uczuć do analizy sytuacji, jednak nie potrafią uświadomić sobie danej rzeczy na wyższym poziomie. Nie mogą stworzyć odbicia rzeczywistości na polu mentalnym, tym samym nie mogą rozumieć (zdawać sobie sprawy z istnienia). Ich pole dopiero zaczyna wibrować częstotliwością myśli. Większość ruchu odbywa się na planie astralnym. Po prostu czują, nie rozumiejąc dokładnie co. Warto zwrócić uwagę, że świadomość zwierzęcia jest na poziomie uczuć. To uczucia pobudzają do działania. Można to przyrównać do pierwotnego instytnku, który jest nieopanowany. Zwierze czuje – zwierze robi. Występuje tu pełna zgodność działania, ale i brak wyboru.

Rozumienie

Kolejnym krokiem w ewolucji jest umysł – manifestają fizyczną, która obejmuje częstotliwość energii mentalnej jest człowiek. Tu pojawia się doświadczanie myśli. Pojawia się to co zwiemy „rozumieniem”. Rozumienie jest postrzeganiem myślokształtu stworzonego na podstawie obserwacji planu materialnego. W umyśle powstaje obraz tego, co widzimy, jednak nie jest to zwykły obraz. On zawiera w sobie wiele aspektów widzianej rzeczy. Im więcej aspektów, tym większe rozumienie tego, co się widzi. Przykładowo spojrzawszy pierwszy raz na klocek, dziecko dostrzega kształt i kolor… nic więcej. Rozumienie klocka jest ograniczone do kształtu i koloru. Jednak gdy zacznie dotykać, rzucać, smakować, próbować działać, obraz klocka na planie mentalnym zaczyna się klarować. Dziecko zaczyna coraz bardziej rozumieć naturę klocka. Powstaje obraz zawierający wiele aspektów. Ulokowane w pamięci dane mogą być używane do tworzenia mentalnego obrazu. Dzięki takiemu rozumieniu dziecko może do woli przekształcać obraz w umyśle, wyobrażać sobie do czego może wykorzystać klocek i tym samym osiągać pewne cele. Im większe rozumienie (szersze postrzeganie na planie mentalnym) tym więcej możliwości działania. Jeśli dziecko się stanie większe, może dostrzec przyczyny powstania klocka, również jego cel i skutek. Tym samym pozna go całkowicie. Takie zrozumienie zaczyna być doświadczane na polu przyczynowym. Narazie zajmijmy się mentalnym – umysłem.

Gdy na polu mentalnym powstanie pewien obraz, może on być swobodnie przekształcany, dzięki czemu jest możliwość przewidywania czy też świadomego przypominania sobie przeszłości. Po prostu w umyśle tworzy się pewna wizja, zmodyfikowana kopia materii lub jak kto woli – świat iluzji. Jest to również naturalne. Jeśli jest poznanie tylko z jednej strony, odbicie na planie mentalnym jest niepełne. Człowiek nie rozumie danej rzeczy i naturalnie dąży do poznania drugiej strony. Przykładowo czując szczęście nie zrozumie go gdy nigdy nie zaznał bólu.

Warto też wspomnieć, że na polu mentalnym również tworzą się odpowiedniki astralnych rzeczy. Tak mogą być zrozumiane uczucia czy też emocje. Jeśli one są poznane i zrozumiane, stają się „przyjaciółmi”, gdy zaś są nierozumiane, mogą utrudnić życie. Warto więc świadomie obserwować wszystko co jest w polu człowieka. Dzięki temu tworzy się na polu mentalnym jasna wizja tego, co jest. Powstaje zrozumienie tego świata, a co za tym idzie ogromna akceptacja i czysta radość z istnienia. Akceptacja może być nazwana synonimem zrozumienia. Im bardziej człowiek rozumie, tym bardziej akceptuje. Jest to naturalny proces.

Działanie z intelektu – Piękno logiki

Umiejętność tworzenia myślokształtów (czyli ogólnie myślenia) może stać się błogosławieństwem lub przekleństwem. Można używać umysłu czysto i tworzyć jasne myślokształty, można też tworzyć cuda niewidy i zrobić sobie bigos (tzw. dysharmonia życia). To często przynosi cierpienie. Przede wszystkim obraz poznawanych rzeczy nie jest pełny. Nie ma pełnego zrozumienia. Przeciętny człowiek nie rozumie własnych uczuć, nie potrzega ich jasno. Nie wie czym one są, nie wie jakie są ich przyczyny, wygląd i skutki. Co najwyżej postrzega to mgliście. Również z rozumieniem otaczającego świata nie jest najlepiej. Ludzie coś tam rozumieją, coś tam widzą, wyciągają jakieś wnioski, jednak jest to obraz bardzo cząstkowy. Dlatego też podejmowane decyzje nie są optymalne. Jeśli się nie ma wystarczająco jasnego poglądu na świat, trudno dokonywać właściwych wyborów. Jedynym kryteruim wyboru staje się własne czucie, a z tym to w ogóle różnie bywa. Większość uczuć jest powodowanych wcześniejszymi uwarunkowaniami, więc działamy na tyle, na ile pozwolą nam nasze programy. Wybory podejmowane pod wpływem emocji, uczuć i uwarunkowań nie koniecznie muszą być trafne. Najczęściej nie są, a to dlatego, że podświadomość nie jest oczyszczona. I nie pomogą tu słowa mistrzów duchowych nawołujących do podążania za uczuciami, jeśli uczucia są uwarunkowane negatywnymi wzorcami. Warto być tego świadomym.

Przykładem może być osoba, która czuje entuzjazm do gier hazardwych. I cała podświadomość cieszy się, wyzwala pełno pozytywnych emocji i człowiek za tym idzie – stawia wszystko na jedną kartę. I choć umysł logicznie myślący zaniechałby takiego działania (analizując prawdopodobieństwo), to człowiek działa i traci wszystko. Staje się smutny, ponieważ nie osiągnął celu. Jest to sytuacja czysto teoretyczna, ułatwiająca zrozumienie. Analogicznie może się dziać w związkach partnerskich, w poszukiwaniu pracy czy jakiejkolwiek dziedzinie życia.

Umysłu warto używać jasno i czysto. Do tego bowiem został stworzony. Logika nadaje się doskonale do życia w tym świecie. Cały właściwie świat jest doskonale logiczny i jasny. Wystarczy tylko jasno na niego spojrzeć. Zrozumieć. Wszystko jest doskonale proste i rządzi się pewnymi prawami. Wystarczy tylko widzieć te prawa i umiejętnie z nich korzystać. Nic więcej, nic mniej. Najszybszą drogą zrozumienia świata i jego prawidłowości jest obserwacja – tak zwane uważne życie. Po pewnym czasie takiego uważnego istnienia, obraz świata zaczyna się klarować. Wszystko staje się jasne i proste. Wtedy można działać czysto używając właśnie umysłu. Człowiek wyzwala się z programów podświadomości, nie działa już uwarunkowany (jak zwięrzęta), ale działa świadomie. Używając umysłu jako narzędzia do działania można na prawde wiele zdziałać – wszak myśl sama w sobie ma wysokie wibracje.

Przykładowo chcę coś osiągnąć – analizuję sytuację, znam skutki moich działań, znam moje możliwości, wszystko postrzegam jasno. Wystarczy po prostu obmyśleć optymalny plan działania i zwyczajnie działać. Żadna wyższa filozofia czy ezoteryczna tajemnica. Tworząc przyczyny osiąga się odpowiednie skutki… i niczego się tu nie oszuka. Wszechświat jest doskonale prosty. Logiczne rozumienie jest bardzo użyteczne, jeśli nie jest zabarwione podświadomymi programami typu lęki, niepewności, awersje, pragnienia i pożądania. Samo czyste myślenie jest na prawdę potężnym narzędziem, które doskonale nadaje się do działania w tym świecie.

Wszystko co wychodzi z czystego umysłu jest w harmonii z tą materią i ruchem wszechświata. Na tym opierają się wszystkie genialne wynalazki czy ogólny postęp filozoficzny. Najprostrzym przykładem czystego użycia umysłu jest rozwiązanie zagadki logicznej (najpierw oczywiście przez umysł stworzonej). Jest pewna zagadka, są pewne prawidłowości (które są całkowicie znane) i wystarczy pomyśleć. Czyli stworzyć odbicie zagadki na planie mentalnym i odpowiednio przekształcić. Jasne i proste działanie. Brak emocji i podświadomych uwarunkowań. To właśnie można nazwać działaniem samego intelektu. Umysł może działać analogicznie w tym świecie. Im więcej zna prawidłowości, im lepiej określi siebie, tym lepiej i efektywniej może działać prowadząc istotę do spełnienia.

Obserwując ten świat człowiek uczy się jego zasad. Co więcej im większe zrozumienie i czystość postrzegania, tym większy kontakt z intuicją. Można nawet powiedzieć, że pole mentalne rozwija się dalej w kierunku intuicji. Nie jest to instynkt ani podświadome programy… jest to ponad mentalne zrozumienie. Można to przyrównać do logiki, jednak o wiele bardziej bezpośrednie i zawierające doskonałe zrozumienie.

Intuicja, a podświadomość.

Tu warto wspomnieć o jednej rzeczy. Intuicja nie jest równoznaczna z podświadomymi programami. Choć na pierwszy rzut oka można tak to odebrać. W końcu oba sygnały są odczuciami… a przecież powszechnie wiadomo, że trzeba za odczuciami iść. Warto odróżnić uczucia pochodzące z programów podświadomości od sygnałów intuicji. Przede wszystkim warto zrozumieć czym są te wyuczone programy. Najprościej rzecz biorąc, są to zniekształcone odbicia rzeczy na planie astralnym. Podświadomość tworzy obraz każdej postrzeganej rzeczy, ustosunkowując się do niej emocjonalnie. Nie są to rzeczy rozumiane, ale odczuwane. Postrzenganie astralne nie jest tak czyste jak na planie mentalnym. Odbicia rzeczy w astralu są zniekształcone i najczęściej naładowane uczuciami/emocjami. Przykładem może być czucie silnego pragnienia by coś posiadać. Po prostu człowiek to chce mieć, dąży do tego za wszelką cenę – bo tak czuje. Nie rozumie, ze dana rzecz nie jest naprawdę potrzebna do szczęścia, po prostu chce i koniec. Poddaje się pragnieniu i działa bardziej instynktownie. Po osiągnięciu celu okazuje się, że wcale tak miło nie jest, a pragnienia nie zostały do końca zaspokojone. Patrząc przez emocje trudno dokonywać trafnych wyborów, czyli takich, które są zgodne z osobistymi deklaracjami. O wiele łatwiej jest dokonywać wyborów posługując się polem mentalnym, czyli rozumiejąc logicznie i podejmując właściwe decyzje.

Tu właśnie zbliżamy się do intuicji. Podstawową cechą intuicji jest „nadświadome rozumienie”. Jest to zrozumienie przyczyn i skuktów, zrozumienie rzeczy na wyższym planie, całościowo. Są to bardzo subtelne odczucia nie mające nic wspólnego z silniejszymi emocjami i uwarunkowanymi uczuciami. Są to bardzo delikatne sygnały kierunku w jakim najoptymalniej jest podążać. Nie w kierunku wyuczonych pragnień, ale w kierunku na prawdę optymalnym dla nas na daną chwilę. Ten kierunek jest właśnie wyznaczany przez intuicję i wywodzi się z nadświadomego zrozumienia.
Intuicja jest jeszcze subtelniejszą energią niż pole mentalne. O ile decyzje pochodzące z logiki okazują się trafne (gdy zostaną poznane zasady świata), o tyle decyzje biorące się z intuicji są jeszcze trafniejsze – właściwie doskonałe. Dzieje się tak dlatego, że intuicja jest wyższym planem i rozumienie intuicyjne jest jeszcze szersze, co za tym idzie pełniejsze. Wszystko jest jeszcze prostrze i jaśniejsze, niemal oczywiste. Pole widzenia jest ogromne, dlatego daje możliwość niemalże doskonałego działania. Intuicja jest związana z ciałem przyczynowym człowieka (i wyższymi). Jeśli człowiek ma rozwinięte ciało przyczynowe (te nad mentalnym), ma rozwiniętą intuicję. Oczywiście sygnały mogą dochodzić z wyższych planów, nie tylko z przyczynowego. Im wyższy plan tym wyższa jakość odpowiedzi. Jednak człowiek na aktualnym poziomie rozwoju rzadko kiedy doświadcza inspiracji z wyższych planów niż przyczynowy – choć i tak jest bardzo dobrze.

Z poziomu intuicji czuć, że wszystko jest jasne i zrozumiałe – oczywiste. Nie trzeba się zastanawiać nad wyborami, nie trzeba analizować logicznie. Cały proces wyborów przychodzi jeszcze szybciej, niemalże natychmiastowo wybiera się najbardziej optymalną opcję. Niektórzy mówią na to boskie prowadzenie, co jest trafną nazwą. Jeśli intuicję nazwać głosem serca, to jest jak najbardziej słuszna droga, która prowadzi do samorealizacji.

Serce i umysł

Wracając do umysłu i serca. Nie jest ważne czym się kierujesz. Każda droga ma swój czas i miejsce. Rozwój następuje samoistnie. Jeśli stwierdzisz, że warto posługiwać się umysłem – korzystaj więc z umysłu. Jeśli poczujesz pragnienie, możesz iść za pragnieniem. Jeśli czujesz intuicyjne zrozumienie – idź za tą inspiracją. Tu nie ma wyznaczników jakości czy prawidłowości. Działasz jak chcesz tworząc własną i unikalną drogę – własny wzór poznania tej rzeczywistości.

Umysłu warto słuchać tak samo jak serca. Czysty umysł prowadzi do szczęśliwości. Podobnie jak czyste serce (uczucia intuicyjne). Umysł nie mający czystej i pełnej wizji tej rzeczywistości może wyprowadzić w maliny (co też nie jest złe :) ). Zanieczyszczona podświadomość również nie doprowadzi do szczęścia. Nie ma tu więc różnic. Działaj jak uważasz za słuszne. Korzystaj ze wszystkich znanych narzędzi by osiągnąć to co chcesz. W taki sposób następuje samorealizacja, czyli wypełnienie swego sensu istnienia.

Po pewnym czasie da się zauważyć wspaniałą rzecz. Umysł zaczyna współpracować z sercem. Uczucia zaczynają dopełniać logiczne działanie intelektu. Całość istoty ludzkiej zaczyna wibrować coraz bardziej spójnie i harmonijnie – w szerokim spektrum wibracji. Następuje swego rodzaju pełnia – iluminacja istnienia. To w tym punkcie istota ludzka rozkwita w pełni, działając doskonale w doskonałym świecie.
Jesteś kreatorem. Wybór należy do Ciebie. :)