Archiwa tagu: inspiracje

Każdy uśmiech – Jakub „Qba” Niegowski

Uśmiech to znak nie tylko tego, że jest u nas dobrze, to także symbol życzliwości i sympatii, który daje sygnał innym „jest dobrze” i tym samym może szybko nakręcić bardzo pozytywną atmosferę i ułatwić wiele rzeczy.

Uśmiech powinien być tak naprawdę jedną ze sztandarowych rzeczy zaliczanych do elementów rozwoju duchowego. I choć życzliwość i pomoc innym wiele szkół duchowych zalicza w poczet elementów rozwojowych, jakoś rzadko się teraz słyszy po prostu – uśmiech.

Dlaczego? To przecież najprostsze co możemy zrobić, a często szalenie skutecznie podnosi nas i naszych bliźnich na duchu.

Oczywiście ktoś może powiedzieć – a z czego tu się cieszyć, nie mam powodów by się uśmiechać. Ale prężcież nasze postępowanie i reakcje determinują w dużej mierz nasz dalszy los. Podobne przyciąga podobne. Skoro jesteśmy naburmuszeni i zdołowani, to w efekcie dostajemy tylko więcej powodów do naburmuszenia i dołowania. Uśmiech może nas uwolnić, zwłaszcza poparty specyficznym wewnętrznym rozweseleniem.

Oto małe ćwiczonko:

Stań przed lustrem, lub postaw sobie mniejsze lusterko na stole, ale takie, w którym swobodnie będziesz widział całą swoją twarz. Uśmiechnij się do siebie. Popatrz sobie głęboko w oczy, uśmiechnij się i powiedz do osoby w lustrze coś miłego. Może być w myślach, może być na głos, jak uważasz, że będzie lepiej tak zrób.

Jeżeli masz problem z uśmiechaniem się do siebie i mówieniem do lustra pozytywnych miłych rzeczy, to znak, że masz fatalną samoocenę i wtedy koniecznie trzeba nad nią popracować.

Przyjmijmy jednak, że umiesz mówić sobie komplementy do lusterka.:) Uśmiechasz się i co? Długo Ci zajęło nim poprawił Ci się choć trochę nastrój? Prawdopodobnie zmianę na lepsze odczułeś niemal natychmiast.

Tak samo działa to z innymi ludźmi – wystarczy jeden życzliwy uśmiech, a wewnętrzne napięcia zaczynają ustępować, ludzie się rozluźniają i łatwiej im jest przywołać u siebie jakieś pozytywne myśli, które zastąpią dotychczasowe dołowanie i napięcie.

Oczywiście nie zawsze jeden uśmiech wystarczy by rozwiązać czyjeś problemy i pozbawić go stresu, aż tak dobrze to niema, ale częste uśmiechnie się do siebie wydatnie pomaga ludziom lepiej radzić sobie z rzeczywistością i swoim życiem.

Pewien człowiek powiedział kiedyś: „Życie jest podobne do lustra: Jeśli się do niego uśmiechasz, jest piękne, gdy spozierasz na nie z ukosa, staje się nie do wytrzymania.”

W Internecie nie możemy się uśmiechać do siebie, ale możemy napisać coś miłego, pozytywnego. Możemy komuś napisać np., że podoba nam się to, co robi, że cieszymy się i jesteśmy wdzięczni. Możemy w jakiś inny sposób wyrazić swój entuzjazm. To nie jest nieważne. To jest szalenie ważne i czasem decydujące dla spraw wagi ogromnej.

Dlatego zachęcam, uśmiechajcie się do ludzi, a jeśli nie możecie, piszcie im to, co normalnie przekazalibyście w życzliwym uśmiechu.

W ten prosty sposób czynimy świat lepszym!

Miłość do drugiego człowieka może być tak łatwo wyrażona, wystarczy malutki wysiłek poruszenia kilkoma mięśniami twarzy i jedna pozytywna myśl wysłana do kogoś – efekt jest zaś przepotężny! I może to właśnie dlatego ludzie uśmiechają się tak rzadko, gdyż z jakiegoś powodu nie chcą sięgać po tak potężną i prostą zarazem technikę. Miast tego wolą skomplikowanymi metodami próbować, ale tylko próbować, naprawiać swoje życie, zamiast się uśmiechnąć..

Pamiętajcie więc o tej wielkiej mocy którą posiada każdy jeden człowiek. Każdy posiada tak silne narzędzie, tak dużą moc, a im bardziej świadomie jej użyje, tym bardziej niesamowite rzeczy się dzieją! Jakie? Eksperymentujcie i sprawdzacie sami. :) Niema nic równie łatwego jak pradawna, Boska technika – Uśmiech. :)

Jakub „Qba” Niegowski

www.jakubniegowski.pl

O rozgwieździe

Zasłyszałem ostatnio ciekawą, niezwykle inspirującą historię, którą chciałbym się z Wami podzielić.

To historia o chłopcu i dziadku, którzy wybrali się wspólnie na plażę. Akurat właśnie przyszedł odpływ, morze zaczęło się wycofywać i pozostawiło za sobą tysiące rozgwiazd. Leżąc na piasku i będąc niemiłosiernie opiekane przez słońce, niechybnie czekała je śmierć. W pewnym momencie dziadek zauważył, jak mały chłopiec bierze jedną w rękę i wrzuca z powrotem do wody. Następnie wraca, chwyta następną, wrzuca do wody – i tak w kółko. Podszedł do niego i pyta:

-Wnuczku, dlaczego to robisz? W końcu, plaża jest ogromna, takich plaż są wokoło setki, na każdej z nich tysiące rozgwiazd, nie jesteś w stanie uratować każdej! Jaka więc to ma znaczenie?

-Na pewno ma to znaczenie dla tej, którą właśnie wrzuciłem do wody! – odparł wnuczek.

Tak samo w życiu, może się wydawać, że nie robimy nic wielkiego, w końcu, na świecie są tysiące, ba, miliony albo i nawet miliardy ludzi, z którymi nigdy się nie zetkniemy i na których życie nigdy nie będziemy mieć wpływu. Niemniej – na pewno mamy wpływ na tą niewielką grupę, która jest wokoło nas, więc warto podjąć wysiłek. Właściwie, to nawet nie trzeba nic robić – wystarczy uczciwie zająć się samym sobą… To bywa często bardziej inspirujące dla innych ludzi niż misyjne, nawracające mowy (których, zasadniczo, nie praktykuję).

Spodobała mi się ta historia, gdyż w pewnym momencie zacząłem wątpić, czy cokolwiek robię ma głębszy sens. Następnie usłyszałem tą historię po czym dostałem życzenia, wklejone nieco wcześniej – i dzięki temu zrozumiałem, że nawet jeśli nie dotykam milionów, to i tak wpływam jakoś na tą grupę ludzi, która jest najbliżej mnie. I wpływam też na siebie. I cieszy mnie tym bardziej to, że jest to pozytywny wpływ. I najciekawsze jest to, że Ty również taki wpływ masz. Juppi! :)

Elijah

…o miliardach unikatowych Wszechświatów

Nic tak nie inspiruje jak butelka wódki zagryziona czosnkową kiełbasą. Tudzież klasycznie można zamiast tego sięgnąć po śledzia. Do składników podstawowych należy też zaliczyć doborowe towarzystwo, które nie wylewa za kołnierz, najlepiej sprawdzone, doświadczone i zaprawione w bojach. Ważne jest też w miejsce – w końcu nie wszędzie można prowadzić głębokie, natchnione alkoholem dyskusje o sztuce, sensie życia czy polityce. I w taki oto idealny sposób można uczcić kolejny weekend po całym szarym tygodniu pracy.

Konsternacja? Przecież miało być o świadomości?

No i jest. Oto wizja jednego ze Wszechświatów, który jak przypuszczam jest znany – w mniej lub bardziej zbliżonej wersji – szanownemu Czytelnikowi. Oczywiście, taki Wszechświat niekoniecznie musi być moim ani twoim doświadczeniem. W zasadzie, to osobiście nigdy w taki sposób nie „świętuję” weekendu. Mój świat, widziany moimi oczyma wygląda zupełnie inaczej niż kogokolwiek innego na tej planecie, dla mnie nie ma szarych dni, nawet szarość jest unikatowa! I tutaj dochodzimy do bardzo ciekawego paradoksu – żyjąc w tym samym świecie a nawet w tym samym kraju czy mieście, będąc przedstawicielami tego samego gatunku, porozumiewając się w podobny sposób – w zupełnie indywidualny sposób odbieramy rzeczywistość. Właściwie to tworzymy ponad sześć miliardów unikatowych Wszechświatów!

Wiele osób sili się na indywidualność, chce wyróżnić się z tłumu, z masy, ze społeczeństwa. Tymczasem, jedyny wysiłek jaki należy zrobić, to zwyczajnie zrozumieć, że już jesteś zupełnie wyjątkową i niepowtarzalną istotą, unikalnym dziełem w skali całego Kosmosu, ba, w skali całego Wszechświata – tego i wszystkich innych które istnieją!

Wiele rzeczy o tym świadczy:

– twoje ciało – jest unikatem na skalę światową, nie ma drugiej całkowicie identycznej osoby, twój wzrost, waga, budowa, rysy twarzy, kolor oczu, barwa głosu – to wszystko jest niepowtarzalną we wszechświecie i wyjątkową kombinacją, która ciebie tworzy

– twoje linie papilarne są kompletnie unikatowe – nie ma nikogo, kto miałby takie same na świecie, ale o tym chyba nie muszę wspominać? ;)

– połączone z twoim ciałem imię i nazwisko to jedyna kombinacja na świecie

– w miejscu i czasie w którym rodziła cię twoja mama – nie urodził się żaden inny człowiek; ok, może inne dzieci rodziły się gdzieś obok, ale łóżko na którym pojawiłeś się na świecie należało wówczas tylko dla ciebie :)

– twoi rodzice – nawet jeśli dzielisz je z rodzeństwem – są niepowtarzalni, większość z 6 miliardów ludzi na świecie ma innych rodziców ;)

– twój dom – podobnie jak rodzice, jest wyjątkowym miejcem, praktycznie cała reszta populacji mieszka gdzie indziej ;)

– twoj pokoj – nawet jesli wisi w nim plakat, ktory ma 100000 innych ludzi i mebel z Ikei, ktory jest w milionach innych domow – to kombinacja i układ tych elementów jest zupełnie niepowtarzalnym efektem twojej inwencji twórczej

– cokolwiek stworzysz, jest tylko i wyłącznie twoim niepowtarzalnym dziełem; nawet jeśli kradniesz czyjeś dzieło – to kradniesz to wyjątkowy i niepowtarzalny sposób ;)

– twoi znajomi – napotkałeś na swojej drodze życia taką grupę osób, której w takiej kombinacji nie spotkał nikt inny

– twoje rozmowy z ludźmi – są całkowicie niepowtarzalne! Nikt na świecie nie przeprowadził ani nigdy tego nie zrobi, identycznej rozmowy jaką ty przeprowadziłeś z kimkolwiek – każda rozmowa jest wyjątkowa, dzieje się w specyficznym miejscu, obierasz ją na swój wyjątkowy sposób i przeżywasz w jej trakcie wyjątkowe, specyficzne dla ciebie emocje, nawet – jeśli jest obecny w tym samym miejscu!

– ciasto, które upieczesz – nawet jeśli skorzystasz z przepisu który zna cały kraj, to proporcja składników, twój wysiłek, naczynia z których skorzytasz, miejsce przyrządzenia i czas jest niepowtarzalnym zjawiskiem w skali wszechświata :)

– chleb, który w życiu zjadłeś był zjedzony tylko i wyłącznie przez ciebie – nikt inny nie zjadł go przed tobą ani nie zje po tobie ;)

– podobnie jak i reszta jedzenia czy napojów ;)

– i jak myślisz – ilu ludzi na świecie jest w tej chwili ubranych dokładnie tak samo jak ty? Nawet jeśli mają rzeczy tej samej marki, to myślisz, że noszą w tej chwili taką samą bieliznę czy buty? ;)

– zauważyłem kiedyś, że moje buty, z racji sposobu w jaki chodzę, ścierają się w dość unikatowy sposób, będący kombinacją kształtu mojej stopy, stylu chodzenia, wagi oraz podłoża! Podobnie jest i z tobą – twoje buty, ubiór i wszystkie rzeczy z których korzystasz zużywają się w wyjątkowy i niepowtarzalny sposób! :)

– twoje myśli – nawet jeśli myślisz podobnie w niektórych tematak jak twoi znajomi, to suma myśli i poglądów jest zupełnie unikatowa i w sposób wyjątkowy tworzy twoją osobowość

– twoje lęki też są wyjątkowe – nawet jeśli boisz się pająków czy węży podobnie jak inni, to sposób, miejsce i czas przeżywania tego strachu jest dla ciebie całkowicie wyjątkowe i niepowtarzalne

– twoje pasje są unikalne – cokolwiek robisz, robisz to i rozumiesz w wyjątkowy, specyficzny i wyłącznie twój sposób

– twoje plany – nawet jeśli dzielisz je z innymi ludźmi, są wyjątkowe i realizujesz je w unikatowy sposób

– kombinacja plików w twoim komputerze jest unikatowa ;)

– czas w którym żyjesz jest całkowicie niepowtarzalny! Zatrzmaj się na chwilę, oderwij wzrok od monitora i rozejrzyj się wokoło – jak sądzisz, jak wyglądało dokładnie to miejsce w którym teraz jesteś 100 lat temu? A tysiąc lat temu? Albo, jak wyglądało milion lat temu? Choć rzeczy mogą wydawać ci się zwykłe i codzienne – to jest to unikatowe miejsce dla całego Wszechświata, które się nie powtórzyło w przeszłości ani też nie powtórzy w przyszłości!

I teraz się pytam – gdzie ta nuda i szarość? Zmień swoje spojrzenie na życie, gdyż jesteś niepowtarzalną, wyjątkową i specjalną istotą doświadczającą życia w swój unikatowy sposób, podobnie jak pozostałe 6 miliardów ludzi! I być może wkrótce opuścisz ten świat, właściwie, opuścisz go na pewno, śmierć jest nieuniknioną częścią Życia. I nawet jeśli wydaje ci się, że nie zrobiłeś niczego specjalnego, niczego niezwykłego – to wprost przeciwnie, mylisz się – przeżyłeś życie w wyjątkowy, zupełnie unikalny dla ciebie i całego Wszechświata sposób!

Pozdrawiam serdecznie –

unikat pt. Elijah :)

www.elijah-blog.info

Moja desidreata – Confiable

Krocz spokojnie pośród zgiełku i pośpiechu, pamiętając jaki spokój można znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.

Prawdę swoją wypowiadaj jasno i spokojnie. Słuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.

Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.

Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Źródłem radości niech będą dla Ciebie zarówno twoje osiągnięcia jak i plany.

Wykonuj swą pracę z sercem, jakakolwiek byłaby skromna, jedynie ją posiadasz w zmiennych kolejach losu.

Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.

Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.

Przyjmuj spokojnie to, co przynoszą ci lata, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.

Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się jednak tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.

Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie – wszechświat bez wątpienia jest taki, jaki być powinien.

Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się trudzisz i jakikolwiek są twoje pragnienia, w zgiełku życia pozostań w zgodzie ze swą duszą.

Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.

Bądź uważny. Staraj się być szczęśliwy.

– 1927r. Dezyderata, Max Ehrmann.

——————————————————————-

Życie bez zmartwień

Każdy z nas czasem się martwi; nieraz martwienie się daje pożytek (jeśli myślimy nad tym co wymaga przemyślenia), częściej jednak martwienie się jest złym nawykiem, myśleniem nad czymś czego nie zmienimy, denerwowaniem się, traceniem nerwów i czasu.

Jak przestać się martwić?

* Pogódź się z najgorszym możliwym scenariuszem. Wyjdź z przegranej sytuacji; zadaj sobie pytanie: „Ile mogę teraz zyskać jeśli się postaram?”, zamiast „Ile mogę stracić jeśli się nie postaram?”. Jeśli postawisz problem z perspektywy „ile mogę zyskać?”, nie będziesz się martwić o ewentualną utratę (z którą już się pogodziłeś!), łatwiej przyjdzie Ci koncentrowanie się na działaniu, osiąganiu.

* Pomyśl jakie są szanse, że w ogóle wydarzy się coś czego się obawiasz.

* Jeśli coś się i tak wydarzy (niezależnie od tego co zrobisz) i nie będziesz mieć wpływu jak to się potoczy: NIE MARTW SIĘ. Są ciekawsze i konstruktywniejsze rzeczy do robienia, niż martwienie się tym czego zmienić nie możesz.

Koncentrowanie się na pracy, sukcesach, pozytywach

Patrz w górę, nie w dół. Koncentruj się na wysiłku, pracy, dochodzeniu do celów, sukcesach. Nie na porażkach, trudnościach, upływającym czasie. Z każdej porażki i krytyki wyciągaj lekcje; nie powtarzaj błędów. Nie rozpamiętuj jednak przeszłości – BYŁO – MINEŁO, nie wróci. Zostało już tylko w pamięci.

Patrz w przyszłość – na to co Cię czeka, na to jakie będziesz mieć okazje.

Oddychaj głęboko. Ewolucja wykształciła w nas mechanizm, który powoduje, że przestajemy oddychać w stresie – ukrywając się w krzakach, np. przed niebezpiecznym zwierzęciem, musieliśmy być bezszelestni. Teraz jednak mamy inne zagrożenia; bezdech wciąż jest wywoływany stresem, ale nie pomaga nam radzić sobie z problemami, które go wywołują. Inne czasy, inne problemy, inne metody radzenia sobie z problemami; że wysiłku ewolucji w XX wieku nie zmieniliśmy i wciąż mamy mechanizmy działające nawet u zwierząt, które nie są optymalnym wsparciem w naszej kulturze.

Patrz przed siebie – dosłownie: nie bądź pochylonym, nie patrz w dół, bo wtedy uciskasz tętnice zapewniające dopływ krwi (wraz ze składnikami odżywczymi, tlenem i glukozą) do mózgu. Postawa ciała ma wpływ na to jak się czujesz i kim się czujesz.

Żyj teraźniejszością, carpe diem!

Zbyt często odkładamy życie na przyszłość – „Jak się dorobię to zacznę żyć tak jak chcę”; „Po studiach, gdy znajdę dobrą pracę za granicą i wyemigruje z tego chorego kraju, zacznę żyć, teraz muszę tylko przetrwać”.

Łatwo jest żyć przyszłością, która zawsze będzie dalej niż na wyciągnięcie ręki, a teraźniejszość umyka nam tak szybko iż tego nie zauważamy. Liczymy naiwnie, że za kilka lat na naszym horyzoncie pojawi się coś wspaniałego. Usprawiedliwiamy tym samym własną bezczynność.

Życie jest krótkie; nie odkładaj życia – żyj teraz. Nie mów sobie, że zaczniesz żyć tak jak chcesz od jutra, następnego tygodnia. Zacznij teraz!

Działaj!

„Jesteś znudzony życiem? Rzuć się w jakąś pracę, w którą wierzysz całym sercem; żyj dla niej, umrzyj dla niej, a znajdziesz szczęście, którego nie spodziewałeś się mieć.” – D. Carnegie.

Gdy zdecydujesz się coś zrobić, coś osiągnąć – działaj! Bądź zajęty działaniem, dochodzeniem do swoich celów i marzeń – nie znajdziesz czasu na negatywne myśli (smutek, niepewność, niepokój). Znajdziesz satysfakcję.

Nie szukaj szczęścia – im mocniej go będziesz szukać tym większe nieszczęście znajdziesz.

Wybieraj optymalne rozwiązania

Stoisz przed wyborem jakiejś decyzji? Przeanalizuj ją dokładnie na podstawie wszystkich informacji jakie są Ci dostępne i podejmij na ich podstawie najlepszy – Twoim zdaniem – wybór.

Jeśli później okaże się, że wybór nie był najlepszy: są dwie możliwości:

1. Nie miałeś dostępu do wszystkich informacji lub wystąpił czynnik losowy, którego nie byłeś w stanie przewidzieć – nie martw się więc złą decyzją: podjąłeś najlepszą jaką byłeś w stanie mając dane informacje.

2. Twoja decyzja była błędna, bo źle oceniłeś informacje – pomyśl co dokładnie oceniłeś źle, wyciągnij z tego lekcje na przyszłość.

Nauka z błędów

Czujesz, że w swojej przeszłości popełniłeś mnóstwo błędów, przez to nie jesteś tam gdzie chciałeś dojść?

Życie dało Ci lekcję, nie marnuj jej. Ludzie, którzy na początku swojego życia przypadkiem nie popełnili wielu błędów – popełnią je w przyszłości, tracąc jeszcze więcej. Ty jesteś mądrzejszy o pewne lekcje. Żaden człowiek nie zaszedłby daleko, gdyby nie popełniał błędów – uczymy się na błędach, a kto więcej się nauczył ten jest mądrzejszy i dalej zajdzie. Oczywiście, nie należy powtarzać błędów, ani ich specjalnie popełniać. To nie sama ilość i kaliber błędów nas uczy, lecz lekcja z nich wyciągnięta.

Staraj się też uczyć na cudzych błędach – te nic Cię nie kosztują.

Krytyka innych

Nie krytykuj innych.

Gdy nachodzi Cię chęć krytyki, postaw się w butach danej osoby. Czy na jej miejscu, mając jej możliwości i otoczenie, mając za sobą jej przeszłość i wiedze, zachowywałbyś się inaczej?

Staraj się dawać innym pozytywne informacje zwrotne (np. „Podoba mi się sposób w jaki zaczynasz się uczyć, coraz bardziej systematycznie i z pasją”), zamiast negatywnych („Wciąż uczysz się źle! jak tak dalej będzie to skończysz jako robotnik z łopatą w ręce!”). Negatywne opinie działają negatywnie na drugą osobę: powodują, że traci pewność siebie, wiarę w siebie, energie, poczucie własnego „ja”, wiarę w to, że w ogóle jest sens się starać. Niszczą ją. Obniżają sprawność pracy danej osoby i jej komfort życia. Przy okazji budzą negatywne nastawienie do Ciebie – osoby, od której wychodzą negatywne opinie.

Zostaw krytykę na wrogów, a i na nich szkoda… Twojego czasu.

Pozytywne opinie motywują do lepszego działania („jakbyś tu jeszcze się bardziej starał to już w ogóle byłoby super”, zamiast „wciąż to robisz źle!”).

Jeśli już jesteś zmuszony zwrócić komuś uwagę na błąd: unikaj niekonstruktywnej krytyki („Wciąż to robisz źle!”); staraj się dawać informacje jak dana osoba może się poprawić („Gdybyś tutaj jeszcze trochę to usprawnił to już by było super””).

Gdy jesteś zmuszony skrytykować, zwrócić uwagę na czyjś błąd, staraj się to zrobić pośrednio, niejako przypadkiem („tu jest OK, tam trochę Ci nie wyszło, ale to nic”), przyznając się, że i Ty popełniasz błędy.

Zamiast też mówić wprost – „Robisz to źle!”, lepiej zadać nieoskarżające pytanie – „Czy nie sądzisz, że można by było to zrobić lepiej?”

Odbieranie krytyki

Ludzie są uczuleni na swoje wady występujące u innych (w skrajnym wypadku, w psychologii, mechanizm ten nazywa się projekcja – wręcz przypisujemy innym nasze wady). Jeśli ktoś Cię krytykuje, popatrz czy on sam nie ma tych wad.

Jeśli ktoś neguje Twoje dokonania, nie wierzy w Ciebie – popatrz czy dana osoba nie uważa tak naprawdę tego o sobie; wyparcie (wyparcie się swoich wad, słabości, złych myśli, etc. do podświadomości) oraz projekcja (nieświadome przypisywanie innym własnych wad lub złych myśli) to jedne z najczęściej używanych mechanizmów obronnych ludzkiej psychiki.

Powodem krytyki bywa też czasami zazdrość – im mocniej odstawiasz innych tym bardziej jesteś narażony na krytykę z zawiści, często mocno przesadzoną, czasami całkiem chybioną.

Zastanów się czy krytyka, której doświadczasz, jest słuszna. Jeśli jest – zastanów się nad tym co możesz w sobie zmienić aby ta krytyka stała się nieaktualna za jakiś czas, abyś był lepszym człowiekiem. Wyciągnij z krytyki lekcje.

Jeśli krytyka jest niekonstruktywna, ale zasadna – również zastanów się czego możesz się z niej nauczyć, co w sobie zmienić.

Jeśli krytyka jest nietrafiona (bo ktoś np. nie zna Twojej sytuacji z bliska, ocenia po mylnych pozorach), nie myśl o niej, zapomnij o niej, otwórz parasol i spraw by spłynęła po parasolu niczym brudny deszcz, a na Ciebie nie kapnęła.

Pamiętaj, że wielu ludzi ma wiele kompleksów i tak mocno zaniżoną samoocenę, że jedyny sposób jaki widzą na poprawienie sobie nastroju, i dowartościowanie się względem innych, jest obniżanie wartości innych (zamiast pracowania nad sobą!), tj. krytykowanie innych, negowanie ich starań i zdolności, wytykanie im błędów, itd. – czerpią satysfakcje z kopania innych; są sfrustrowani, więc nie miej im tego za złe, ale ich krytykę odbieraj z przymrużeniem oka. Ludzie w złości podejmują złe decyzje; agresje kierują nieco na ślepo. Krytyka często jest wyrażana ze złości, a więc rzadko jest w pełni celna i słuszna. I działa jak jad, wirus, który Cię zaczyna niszczyć od środka.

Pamiętaj też, że nikt nie jest idealny i w każdym można znaleźć jakieś defekty, ale należy się skupiać na pozytywach.

Odbierając krytykę skup się na argumentach, pomiń zachowanie i emocje. Wysłuchaj spokojnie krytyki do końca, bez przerywania – daj się komuś wygadać, zachowując cisze i spokój. Gdy skończy – zapytaj spokojnie czy ma jeszcze coś do dodania. Przyznaj, że wysłuchałeś krytyki, niekoniecznie wprost („Rozumiem, że jesteś zatroskany moim zachowaniem i nie podoba się ono Tobie.”).

Jeśli ktoś ma racje – przyznaj to! Jeśli ktoś ma racje tylko w niektórych punktach – powiedz „masz rację z …”.

Jeśli krytykę uważasz za niesłuszną – możesz się z nią zgodzić pośrednio, unikiem, rozładowując emocje osoby atakującej.

– Nie masz zielonego pojęcia jak dobrze jeździć samochodem, zobaczysz: w końcu będziesz mieć wypadek!!!

– Ciężko odmówić Ci racji, że mamy inne style prowadzenia pojazdu.

– Jesteś głupi!!! Nie masz pojęcia co znaczy to słowo! (…)

– Rozumiem Twoje zdenerwowanie. Nie jestem nieomylny. Masz jeszcze coś do dodania?

– Nie posprzątałeś znowu pokoju!!! Jesteś beznadziejnym, chaotycznym bałaganiarzem, nikt inny by z tobą nie wytrzymał!!!

– Przyznaję, że mam ostatnio dużo pracy i nie znalazłem dziś czasu aby zrobić porządek, za co Cię przepraszam.

„Jeśli los podsuwa Ci pod rękę cytrynę – zrób lemoniadę!”

Nie walcz z losem – korzystaj z okazji jakie Ci oferuje; zajdziesz wtedy daleko i szybko, bez większego wysiłku. Jeśli będziesz szedł pod prąd – szybko się zmęczysz i daleko nie zajdziesz. Współpracuj z tym co nieuchronne. Stań się trochę… oportunistą.

Wyciągaj z wszystkiego pozytywne strony, które działają na Twoją korzyść (np. krytyka daje Ci informacje nt. tego co możesz ulepszyć, pozwanie Twojej firmy do sądu da jej darmową reklamę, stanie w korku daje Ci okazję pomedytować, etc.)

Przełamuj swoją strefę komfortu

Wychowałeś się w rodzinie, w której były określone zarobki, był określony komfort życia, określony status społeczny. Życie na tym, określonym, pułapie (i powiedzmy ±25%) jest już Tobie znane, swojskie. Jest to Twoja tzw. strefa komfortu (ang. comfort zone). Jeśli z powodu przeciwności życiowych zaczniesz zarabiać znacznie mniej, będziesz czuć się bardziej niekomfortowo, źle, niż wynikałoby to ze stanu rzeczywistego.

Co jest zaskajujące, to to iż nagła okazja do życia znacznie powyżej tego pułapu również postawi Cię w sytuacji niekomfortowej, nawet do tego stopnia iż np. możesz nieświadomie sabotować swoją rozmowę o dobrze płatną pracę w dobrze prosperującej firmie. Sabotować okazje do lepszego życia.

Taki sabotaż własnych wysiłków, ale także okazji jakie daje Ci życie (np. okazji do umówienia się z kimś atrakcyjnym) jest częsty i zwykle nieświadomy. Z jednej strony czegoś chcemy, z drugiej stawia nas to w sytuacji nieznanej, niepewnej, poza granicami naszego poczucia bezpieczeństwa, a przed tym z kolei usilnie broni nas nasza podświadomość.

Być może jest to mechanizm na stałe wpisany w nasz mózg i w geny: być może przez wieki ewolucji jednostki, które trzymały się sprawdzonych, działających rozwiązań, stałej osady, częsciej przekazywały swoje geny; natomiast osobniki przełamujące granice częściej gineły. Być może to ten sam mechanizm, który powoduje, że mamy lęk wysokości i instynktownie oddalamy się od krawędzi zbocza.

Najlepszą bronią przeciwko nieświadomemu samo-sabotażowi jest zdawać sobie sprawę iż każda nowa sytuacja, jeśli ma szanse znacznie poprawić nasz byt, zbudzi opór w jakieś głębokiej sferze naszego umysłu i może nas pchnąć do samo-sabotażu: wprost (np. poprzez narośnięcie negatywnych emocji i ucieczkę) lub pośrednio (np. poprzez zwiększony stres, który spowoduje iż wszystko zepsujemy).

Relacje z innymi

Nie rób niczego, w kontaktach międzyludzkich, co będzie działać na Twoją niekorzyść (np. nie krytykuj nikogo o ile nie odniesiesz z tego wymiernej korzyści, przy czym sama satysfakcja jest kiepską korzyścią – pewnie minie dużo szybciej niż negatywny stosunek drugiej osoby do Ciebie; nie mów nikomu niczego co pozwoli o Tobie myśleć negatywnie, itd. – o ile nie musisz lub nie odniesiesz z tego większej korzyści niż strat).

Na ogół lepiej powiedzieć zbyt mało niż zbyt dużo; brak informacji o Tobie zwykle działa na Twoją korzyść: np. wywołuje pozytywną ciekawość Twoją osobą.

Zawsze możesz udzielić więcej informacji, lecz wypowiedzianych zdań już nie cofniesz.

Nie krytykuj innych dla samej satysfakcji „dokopania komuś” – to Ci nic nie da na dłuższą metę, a wywoła negatywny stosunek do Ciebie; krytyka wróci do Ciebie niczym bumerang. Wypuść negatywne emocje, nie w kogoś, lecz „w powietrze” czy rzeczy martwe. Z powodu ewolucji człowiek ma m.in. negatywne emocje, ale to nie znaczy, że ma nimi rzucać na prawo i lewo. Nie tłum jednak emocji w sobie, chyba że chcesz mieć nerwicę i depresje.

Nie ukazuj nigdy nikomu swojej niepewności w jakiejkolwiek kwestii. Żadnych trzykropek, żadnego dawania znać, „nie wiem co robić…”.

 

Staraj się nie brać od nikogo żadnych podarków wciskanych Tobie do ręki jeśli nie są (i nie będą) Tobie potrzebne – nie czyń sobie zbędnego długu u innych za coś co i tak wyrzucisz do śmieci.

Gdy komuś wyświadczysz przysługę i usłyszysz „Bardzo Ci dziękuje, jak mógłbym się Tobie odwdzięczyć?” nie przesadzaj z formułkami grzecznościowymi typu „nie ma za co” i „ależ nie masz u mnie żadnego długu”. Dług wdzięczności drugiej osoby może Ci się przydać w przyszłości – nie pozbywaj się go pochopnie.

Nie wywołuj wobec siebie negatywnych postaw i emocji innych.

Bądź skromny; nawet jeśli uważasz, że jesteś w czymś od kogoś lepszy – nigdy tego nie ukazuj, to by tylko zaspokoiło Twoją próżność i nie dało żadnych innych korzyści.

Nie daj nikomu odczuć, że masz słabości, wady, potrzeby. Ludzie cenią i zbliżają się do tych, którzy wydają im się silni, bezproblemowi i radzą sobie z każdą sytuacją. Lgną do takich ludzi nawet nieświadomie – to instynkt nas pcha do tych, którzy mogą zapewnić nam bezpieczeństwo i wsparcie.

Przykład: jest Ci samotno, chcesz się spotkać z przyjaciółką. Nie mów jej jednak: „Jest mi smutno, chciałbym żebyś się ze mną spotkała, znajdziesz dla mnie dzisiaj czas?” bo to da jej do zrozumienia, że potrzebujesz czegoś od niej (co budzi jej negatywną postawę), ujawni Twoją słabość, a także (jeśli się zgodzi z Tobą spotkać) spowoduje, że obydwoje będziecie czuli, że masz wobec niej dług.

Jeśli więc pragniesz się z kimś spotkać, lepiej jest np. powiedzieć: „Dzisiaj będę na rynku, będę miał chwilę czasu. Wiem, że ostatnio masz problemy – może zechcesz ze mną wypić piwo czy kawę i porozmawiać? Jeśli to by Ci pomogło to chętnie się z Tobą spotkam.” – to wywoła pozytywny stosunek do Ciebie i niewymuszoną chęć spotkania.

Innymi słowy: nie tylko ukrywaj swoje wady, potrzeby, słabości, ale wręcz „projektuj” je na innych. Staraj się im pomóc. A oni pomogą Tobie, nawet nie pozwalając Ci zdążyć powiedzieć „pomóż mi”.

Niektórzy ludzie powiedzą Ci, że lubią pomagać, że lubią jak czasem ktoś ich potrzebuje, że wcale nie szukają osób silnych, bez wad, etc. Na poziomie świadomym może tak być, ale jest też podświadomość. Wydaje się nam, że jesteśmy ponad nasze instynkty – możemy je kontrolować, ale nie możemy zniewelować ich wpływu do zera.

Pamiętaj, że słowa nie przekazują myśli w sposób dokładny. Nawet jeśli ktoś mówi, że coś myśli to nie znaczy, że jego podświadomość tak myśli – w podświadomości tkwią w nas zwierzęce instynkty i dążenie do przetrwania m.in. poprzez zbliżanie się do silnych ludzi, bez słabości, którzy są gwarantem naszego bezpieczeństwa. Nasza podświadomość wcale nie jest skomplikowana, dąży do przekazania genów następnym pokoleniom, wyeliminowania innych, słabszych jednostek gdy następuje przeludnienie, itp. Rządzą nią proste zasady i popędy, które mają nadbudowę w postaci naszej świadomości, wpojonych nam zasad, etc.

Czasami jednak warto ukazać swoje słabości, nie te prawdziwe, lecz zmyślone. Niech inni (w tym Twoi wrogowie) gryzą Cię w Twoje dobrze chronione punkty. Niech sobie połamią zęby, Haniu ;-)

Postaw się czasami w butach obcej osoby – w ten sposób znajdziesz się 100 mil dalej nosząc czyjeś buty – (to cytat anonimowej osoby, ale jakże prawdziwy – ludzie są egocentryczni, wiele nauczyliby się o świecie próbując się postawić na miejscu innych, ujrzeć świat ich oczyma).

Jeśli jesteś zmuszony sytuacją (np. podczas rozmowy kwalifikacyjnej) przyznać się do czegoś co działa na Twoją niekorzyść (np. niskie wykształcenie, marna poprzednia praca, etc.) – przyznaj się otwarcie, szczerze, pewnym głosem, nie okazując iż uważasz tego za swoją wadę czy słabość. To jakie Ty masz podejście do danego aspektu Twojej historii, czy osobowości, przekłada się na to jak ktoś inny to odbierze. Jeśli ze wstydem, niepewnym głosem powiesz: „mam tylko średnie… nie udało mi się dostać na studia…” zabrzmisz jak osoba przegrana, niepewna siebie, mierna. Jeśli powiesz pewnym siebie głosem „mam wykształcenie średnie” i np. dodasz „nie miałem czasu na studia, jest w życiu tyle ciekawych zajęć” – wypowiesz dokładnie ten sam fakt, ale tym razem zabrzmi on wręcz jako Twój atut, zaleta.

Nie okazuj przesadnych emocji. Uśmiech? OK. Złość, agresja, smutek? NIE!

Szanuj innych, a sam będziesz szanowany. Szanowanie nie oznacza ulegania. Szanowanie znaczy docenianie czyjegoś czasu, tolerowanie czyichś opinii (nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy, choć mamy też prawo wyrazić własne), nie mówienie „mylisz się” bez podawania argumentów.

Nikomu niczego nie obiecuj.

Popełniłeś błąd w relacji z kimś? Szybko i otwarcie przyznaj się do tego tej osobie. Buduj mosty, nie zostawiaj za sobą zgliszczy.

Słuchaj innych więcej niż mów. Słuchaniem czegoś się uczysz i tworzysz pozytywną więź drugiej osoby z Tobą. Mówieniem zaspokajasz własną próżność.

Wspólnie z kimś doszedłeś do jakiegoś pomysłu? Nie przywłaszczaj sobie tego pomysłu, powiedz raczej, że to pomysł tej drugiej osoby. Lepiej na tym wyjdziesz. Pewne rzeczy, które dajesz innym wracają później do Ciebie z procentem, a dawanie niektórych rzeczy nic Cię nie kosztuje.

Sugerując coś komuś: spraw, aby myślał, że to jego pomysł. Nawet najlepsze pomysły są ignorowane przez innych jeśli są wypowiedziane słowami „Mam ten genialny pomysł! Musimy to zrobić!”. Słowo „musimy” rodzi bunt, awersje. Jeśli zadasz komuś pytanie „Czy nie rozsądnie byłoby zrobić to? Co o tym myślisz?” sprawisz, iż ktoś odniesie wrażenie, że ma wpływ, współudział w danym pomyśle, zaangażuje go to i łatwiej się na niego zgodzi.

Ludzie robią innym na złość i pociąga ich to czego robić nie mogą. Uczynienie danego środka nielegalnym (np. narkotyku) to najsprytniejszy sposób na wywołanie zainteresowania nim. Korzystaj więc z przewrotnej ludzkiej natury. Następujące słowa skierowane do osoby o płci przeciwnej:

„Nie zaurocz się we mnie przypadkiem. Choć pewnie i tak tego nie zrobisz, bo wiem że nie lubisz się pakować w problemy.” są bardzo przewrotne i przebiegłe, a skutek czasami jest odwrotny.

Okaż zainteresowanie drugim człowiekiem – nie ważne czy to śmieciarz czy prezydent – ludzka natura, niezależnie od wykształcenia, statusu i inteligencji, jest próżna. Lubimy gdy inni się nami interesują, w pewnych granicach oczywiście (zbyt duże zainteresowanie może wystraszyć daną osobę).

Uśmiechaj się do ludzi – to budzi sympatie.

Nie używaj słów typu ‚dzięki’ (lecz ‚dziękuje’), nie przeplataj jednego języka z drugim (np. wstawki w j. ang. w wypowiedzi w j. pol.), nie używaj „sh” zamiast „sz”, nie używaj w jednym zdaniu więcej niż 3 znaków zapytania, ani więcej niż 3 wykrzykników!!!!!!! Ogólnie: bądź dbały o mowę i pisownie. Wypowiadaj się wolno – szybkie mówienie kojarzy się z nieprzemyślaną paplaniną. Ludzie oceniają (nawet nieświadomie) po pozorach, a jednym z pozorów jest sposób w jaki się wypowiadasz. Ich ocena Ciebie ma wpływ na Twoją samo-ocenę, a ta na Twoje samopoczucie i produktywność.

Imię człowieka jest zwykle najmilszym słowem jakie dla niego istnieje. Używaj czasami imienia rozmówcy w rozmowie jeśli chcesz, aby obdarzył Cię sympatią i zaufaniem.

Jeśli rozmawiasz z kimś dla egoistycznych celów (tj. np. chcesz by dana osoba Cię polubiła), a nie chcesz wynieść z danej rozmowy informacji dla siebie (lub dana osoba i tak nie wie nic co Cię interesuje): staraj się poruszać tematykę, która interesuje Twojego rozmówce; zaspokoisz tym jego próżność, wzbudzisz sympatie.

Staraj się spowodować, żeby dana osoba poczuła się przy Tobie ważna, wyjątkowa – to wzbudzi jej sympatię do Ciebie. Ale nie przesadzaj i absolutnie nie daj odczuć drugiej osobie, że mocno Ci na niej zależy. No, chyba że w bardzo bliskim związku (partner, którego darzysz miłością).

Ludzie mają tendencje do doceniania tego co jest niedostępne, co nie przychodzi im same do ręki. Gdy komuś na nas mocno zależy – ktoś jest dla nas na wyciągniecie ręki – nie doceniamy tego. Dlatego za nikim nie szalej, spraw by to innym zależało na Tobie. Paradoksalnie: Twoja niedostępność (w rozsądnych granicach) może okazać się kluczem do zainteresowania sobą kogoś na kim Ci zależy.

Zamiast rozkazywać (jeśli musisz wydać polecenie), staraj się zadawać pytania. „Zrób to!” -> „Może byś zrobił to?”.

Ludzie nie lubią mieć kogokolwiek nad sobą, a chętnie wykonują pracę gdy wydaje im się, że to oni zdecydowali, że będą ją robić (a „polecenie” może być ukryte w pytaniu, wymuszona odpowiedź powoduje, iż ktoś myśli, że sam podjął decyzje, iż coś zrobi)

Unikaj głupich ludzi (tj. mało-inteligentnych, nie mało-wiedzących). Lepiej mieć inteligentnych wrogów niż głupich przyjaciół.

Nie czyń sobie wrogów, lecz sprzymierzeńców.

Nie złość się na swoich wrogów – złość na nich zaszkodzi tylko Tobie. Nie trać ani chwili na myślenie o ludziach, których nie lubisz. Nie trać czasu na żadne zemsty, etc. – takim działaniem robisz krzywdę przede wszystkim sobie, a agresja którą byś wyrzucił z siebie znowu by wróciła – druga osoba zemściłaby się za Twoją zemstę. Ignoruj ich – w ten sposób wyświadczysz sobie przysługę (będziesz mieć więcej czasu i stracisz mniej nerwów) i szybciej wykończysz ich samych. Postaw się z drugiej strony: jeśli Twój wróg teraz zaciska zęby ze złości na Ciebie: niszczy sobie szkliwo, traci nerwy i czas – nienawiść do Ciebie i Twoje niewzruszenie niszczy go.

Wyrażając swoje opinie używaj słów typu „Wg mnie…”.

Wypowiedź bez uwagi, że to Twoja subiektywna opinia („Aborcja powinna być zabroniona!”) budzi negatywny stosunek do Ciebie i tego co mówisz, szczególnie jeśli Twój rozmówca nie podziela Twojej opinii. Nie bądź arogancki jeśli nie wyniesiesz z tego pożytku.

Wyrażając swoje życzenie, pragnienie, zawsze staraj się uargumentować: „… bo …”, „… ponieważ …”.

Często to co po słowie „bo” nie ma już znaczenia, ale istnienie w prośbie słowa bo działa magicznie.

Jeśli ktoś Ci przeszkadza – zajmuje Twój czas, asertywnie daj do zrozumienia, że masz do wykonania pracę; powiedz np. „niestety, ale muszę już wracać do pracy”. Nikt nie poczuje się odrzucony, ani nie będzie Cię dłużej zatrzymywał, jeśli usprawiedliwisz, że wracasz do pracy, a nie np. do oglądania TV. Jeśli jakiś Nowak wciąż będzie natrętny powiedz „Do widzenia Panie Nowak”, formuła żegnająca jest dość mocnym (ale wciąż kulturalnym) akcentem dającym do zrozumienia „idź już sobie”.

Wpływanie na innych

Oto główne sposoby wpływania na innych; mówiąc wprost: manipulacji. Uważaj z nimi – jeśli ich nadużyjesz – wywołasz do siebie antypatie. Zrozum jak one działają (aby umieć się przed nimi bronić) i staraj się ich sam nie wykorzystywać. Zdecydowanie nie korzystaj z tych metod na osobach, z którymi na utrzymaniu dobrej relacji Ci zależy.

* Reguła wzajemności: wywołanie poczucia zobowiązania drugiej osoby. Przykład: dajesz drobny (nawet symboliczny) prezent drugiej osobie, tak żeby wyglądało to na altruistyczną intencje („chcę Ci to dać, bo Cię lubię”), później prosisz ją o jakąś przysługę. Ciężko będzie jej odmówić, gdyż będzie czuła, że ma wobec Ciebie dług, który wypada spłacić.

* Reguła sympatii: łatwiej jest nam zaakceptować prośby od osób, które są podobne do nas i które darzymy sympatią. Przykład: osoba stara się wpierw wzbudzić Twoją sympatie do niej, wykazuje jak bardzo jesteście do siebie podobni. Później pyta się o jakąś przysługę. Bliskim (również w znaczeniu emocjonalnym) ciężko odmówić, prawda?

* Reguła zaangażowania: jeśli ktoś podejmie błędną decyzje i zacznie brnąć nienajlepszą ścieżka – ciężko będzie mu zawrócić. Mamy tendencje do trzymania się naszych wyborów, nawet tych nienajlepszych. Człowiek, który idzie ulicą, nagle zawraca i idzie w przeciwnym kierunku (bo zdał sobie sprawę, że nie ma sensu iść tam gdzie właśnie szedł) wygląda dla innych jak wariat i on też by się dziwnie czuł ukazując taką niekonsekwencje. Jeśli więc ktoś podjął jakąś decyzje, która jest Tobie na rękę, a z której chce się teraz wycofać – możesz względnie łatwo przekonać daną osobę, że teraz głupio by było, żeby cała praca w tym kierunku poszła na marne.

* Reguła malejących próśb: Odmowa spełnienia naszej prośby budzi wyrzuty sumienia, które sprzyjają nam przy wypowiedzeniu następnej prośby. Można poprosić kogoś o coś poważnego, na co wiemy że się nie zgodzi, aby po chwili wypowiedzieć to na czym tak naprawdę nam zależy („a może chociaż zgodzisz się na …?”).

Przykład: Damian chce wrócić do domu dopiero o 23.

– Mamo! Mamo! Czy mogę do domu wrócić o 23?

– Damianku… nie, proszę Cię wróć przed 22.

Porażka! Oto ta sama scena rozegrana z wykorzystaniem reguły malejących próśb:

– Mamo! Mamo! Czy mogę zostać u Moniki na noc?

– Damianku… nie, proszę Cię: wróć na noc.

– Mamo.. a mogę chociaż być do 23?

– No dobrze…

Sukces! Mama Damiana miała wyrzuty sumienia, że nie zgodziła się spełnić pierwszej prośby syna, głupio jej też było odmawiać wszystkim życzeniom syna.

* Ocenianie po pozorach: gdy nie mamy o czymś dużej ilości informacji – używamy tych co mamy. Mówi się wtedy, że oceniamy po pozorach. Kupując używany samochód zwracamy uwagę nawet na to czy jest umyty – po tej błahej informacji oceniamy czy właściciel dbał o samochód. Spotykając zadbanego człowieka w garniturze, oraz kogoś nieuczesanego, nieogolonego… jak myślisz, kto wzbudzi w Tobie większą ufność? A przecież to pozory, które stosunkowo łatwo zmienić!

* Reguła doceniania tego co ciężko dostępne: doceniamy to co utraciliśmy, to co właśnie tracimy lub widzimy, że możemy wkrótce utracić. Doceniamy (a często przeceniamy) też to co jest trudne do zdobycia. Przykład: wchodzisz do sklepu i na wystawie widzisz coś co chciałbyś kupić, lecz się wahasz. Po chwili widzisz, że ktoś kupuje tę rzecz, a ekspedientka mówi „och, teraz nam został już tylko ostatni egzemplarz, na wystawie”. Pomoże Ci to w zdecydowaniu się na kupno, prawda?

* Podążanie za innymi: gdy nie wiemy jak się zachować, co robić: patrzymy na ludzi obok nas i ich naśladujemy. Na słabsze jednostki działa to nawet wtedy gdy powinny wiedzieć jak się mają zachować. Przykłady: śmiech – jeśli ktoś powie kawał, którego nie zrozumiemy, lecz inni się zaczną śmiać – pewnie i my się roześmiejemy, wręcz głupio byłoby odstawać od reszty; będąc w obcej nam sytuacji (np. wizyta w kościele obcego nam wyznania, wizyta u ludzi z innej kultury, innej części świata) patrzymy na innych i zachowujemy się jak oni; słowa w reklamie „Już 12 milionów ludzi kupiło nasz produkt” wywołają u wielu osób myślenie „Tyle ludzi się na to zdecydowało, to musi być dobre, więc ja to też chce”.

* Podążanie za autorytetami: jeśli to same zdanie wypowie śmieciarz oraz dr hab. wykładający na uniwersytecie, to oczywiście… Osoba, która wypowiada dane zdanie może mieć większy wpływ na to jak odbierzemy dane zdanie, niż sama treść zdania! Nawet jeśli coś jest całkowicie bez sensu, lecz jest wypowiedziane przez autorytet – przez kogoś kogo uważamy za osobę mądrzejszą od nas samych, nie zanegujemy tego łatwo.

* Reguła względności: Nasze oceny są względne, tzn. cokolwiek oceniamy przyrównujemy do tego co znamy, co widzimy. Przykład: w sklepie elektronicznym stoją 3 zestawy DVD, różnej klasy. Najdroższy i najlepszy kosztuje 800zł. Wchodzimy do innego sklepu, tutaj tamten („najdroższy i najlepszy”) jest najgorszym i najtańszym, kosztuje też mniej (mimo, że to ten sam model) – 700zł. Kupimy go skoro jest tańszy? Raczej nie. W naszych oczach straci na wartości gdy ujrzymy lepsze modele.

Jaka z tego lekcja? Np. pokazujemy klientowi specjalnie gorszy towar o wysokiej cenie. Klient się zastanawia… Po chwili mówimy: „ach, przypomniało mi się, że mam tu coś znacznie lepszego prawie w tej samej cenie!”. To działa jak haczyk na ryby. Jeśli jeszcze wzbogacimy trick o wykorzystanie zasady „doceniania tego co ciężko dostępne” i regułę „podążanie za innymi”, słowami: „ale to ostatni egzemplarz, tyle ludzi już go kupiło” to mamy bankowego klienta. Nie ważne, że na zapleczu mamy jeszcze dużo takiego towaru. Niemoralne? Ale używane! Nie każdy sprzedawca ma serce Matki Teresy i altruizm Czerwonego Krzyża. Miej to na uwadze kupując coś w sklepie, nie daj z siebie zrobić ofiary.

Inne metody manipulacji

Mówi się, że statystyki są trzecim rodzajem kłamstw. Statystyki nie są jednak subiektywne, natomiast sposób prezentacji i prezentowane wnioski z nich wyciągnięte bywają manipulacją.

Ta sama informacja przedstawiona innymi słowami może być całkowicie inaczej odebrana.

Metoda „korelacji” jest chyba najczęściej stosowaną metodą manipulacji statystykami – na ironie: nierzadko osoby, które podają daną informacje same nie są świadome bzdurnego wniosku jaki wyciągają ze statystyk.

Przykład: jakiś czas temu przeprowadzono badania naukowe sprawdzające jak długość snu wpływa na długość życia.

Okazało się, że Ci którzy śpią krócej żyją dłużej (w znaczeniu lat życia, a nie tylko czasu spędzonego w stanie świadomości).

Prosty (i błędny!) wniosek jaki się nasuwa z powyższej informacji: śpijmy krócej, bo tak jest zdrowiej.

Problem polega na tym, że korelacja nie oznacza związku przyczyno-skutkowego! Korelacja większej śmiertelności z dłuższym snem może wynikać z wielu innych czynników, m.in. faktu że ludzie chorzy (często nieuleczalnie) mają osłabiony organizm i spędzają więcej czasu w stanie snu.

Ta sama informacja może być przedstawiona na różne sposoby – można ją „wybielić”, można zaciemnić. Czasami wystarczą same emocje. Prezenter w TV mówiący z oburzeniem o uczestnikach jakieś manifestacji może przelać negatywny stosunek widza na uczestników danej manifestacji. To nic, że widz – gdyby nie emocjonalna reakcja prezentera i niepełne informacje o manifestacji – mając pełne dane pomyślałby coś całkiem innego.

Ludzie mają tendencje do przejmowania emocji rozmówcy: zacznij się denerwować i krzyczeć na rozmówcę: prawie na pewno wzrośnie mu tętno i za chwilę też będzie krzyczeć na Ciebie. W ten sposób można w innych wzbudzać określone emocje i postawy. Emocje są potężną bronią, której nie doceniamy, myśląc naiwnie, że naszym racjonalnym umysłem kontrolujemy wszystkie sfery naszej psychiki. A jakże łatwo nas czasem wyprowadzić z równowagi i sprawić by to emocje wzięły w nas góre nad zdrowym rozsądkiem.

Odpowiednio zadane pytanie sugeruje odpowiedź. Jeśli nauczyciel powie „Kto nie chce mieć dzisiaj klasówki ręka do góry” to inna ilość będzie przeciwko klasówce niż gdyby powiedział „Kto chce mieć dzisiaj klasówkę ręka do góry”. Jeśli zadajesz komuś pytanie licząc, że odpowie tak, a nie inaczej: zasugeruj odpowiedź w pytaniu, spraw by inna odpowiedź (niż ta, która jest Ci na rękę) zabrzmiała głupio, wywołała wstyd czy poczucie winy.

Kłótnie

Jest w nas pewna siła fatalna: skłonność do kłótni, agresji, atakowania innych. W psychologii takie zachowania nazywają się acting-out – wyładowujemy nasze negatywne emocje na innych i jest to nasza ludzka natura. Kilka tyś. lat temu przeżyły te osoby, które wykończyły inne, słabsze, samemu przekazując geny następnym pokoleniom. To dlatego w człowieku jest tyle złości i „zła” – samo dobro odpadło podczas ewolucji; szczęście również – osoby, które były szczęśliwe nic nie robiły i nie przekazywały genów następnym pokoleniom.

Najlepszym sposobem na wyciągnięcie maksimum z kłótni jest unikanie kłótni. Kłócenie się jest jak startowanie w para-olimpiadzie – z góry jesteś skazany na przegraną, bo wygrana w niej to tylko wykazanie własnej ułomności.

Memy – wirus umysłu

Memami nazywa się odpowiednik genów w naszej psychice – pomysły, myśli które są kopiowane. Memy są samolubne, podobnie jak geny, tj. dążą do replikowania się. Kopiowane nie są te najlepsze (z naszego, subiektywnego punktu widzenia), lecz te które łatwo wpadają ludziom do głów. Dobrym przykładem są tutaj religie – wiara w to, że żyjemy po śmierci – taki mem trafia na podatny grunt, bo chcemy abyśmy żyli wciąż po śmierci. Jak bardzo potężne są memy? Spójrz na ilość ludzi religijnych. Memy to jednak nie tylko religia, lecz… wszystko. Każda nasza myśl, którą możemy przekazać drugiemu człowiekowi, jest memem. Stwórz odpowiedni mem i puść go w świat – będzie żył dłużej niż Ty i być może wejdzie w psychikę milionów ludzi i setek następnych pokoleń.

Pamiętaj też, że niewielka akcja może wzbudzić olbrzymią reakcje. Kulka śniegowa puszczona z dużej góry może szybko stać się olbrzymią kulą, która zabije 10 turystów, podobnie jak krzyk w górach może wywołać lawinę; odkrycie pozornie błahej substancji może diametralnie zmienić ten świat. Błaha rzecz, którą powiesz swojemu znajomemu może zostać przez niego przekazana jemu matce, ta może powiedzieć jej przyjaciółce, … postęp jest często lawinowy, niektóre memy kopiują się niczym wirus.

Pamiętaj, że Twoja niewielka akcja teraz może w olbrzymi sposób wpłynąć na świat za 100 lat. Np. spóźnisz się na autobus, kierowca poczeka na Ciebie wstrzymując autobus na przystanku o 20 sekund, później na drodze autobus będzie 50 metrów do tyłu i nie weźmie udziału w wypadku samochodowym nie zabijając osoby, która później okaże się ojcem matki osoby, która wywoła III wojnę światową, a brak III wojny światowej (w której doszłoby do wybuchu bomby zmiatającej z powierzchni ziemi 95% ludności) będzie miał jeszcze bardziej kolosalny wpływ na cywilizacje za 500 lat, bo wszystkie wydarzenia, które inaczej się potoczyły będą się potęgować z czasem.

Ten świat jest mechanizmem, w którym jeden inaczej działający tryb może wywołać lawinę zmian. Niczym domino. Uważaj więc, który klocek przewracasz i jakie memy puszczasz w świat. Jesteś jednym z 6 miliardów ludzi na tej planecie, ale masz spory wpływ na ten świat. Postaraj się, żeby to był pozytywny wpływ i abyś na łożu swojej śmierci miał czyste sumienie i myśli „byłem dobrym człowiekiem”.

Schematy

Schematy prześladują nas na każdym kroku – powodują, że często funkcjonujemy niczym roboty robiąc coś niejako automatycznie, z rutyny.

Schematy zachowania to wpojone nam zasady kultury, ale też np. wizerunek rodziny – nie ważne jak dobra/zła była sytuacja w Twoim domu, w Twoim dzieciństwie, i nie ważne jak bardzo wydaje Ci się, że nie powtórzysz błędów rodziców. Dziecko alkoholików będzie miało tendencje do alkoholizmu. Córka agresywnego ojca będzie podświadomie szukać agresywnego partnera, który będzie jej przypominał wzorzec męża wyniesiony z domu – tj. własnego ojca. Dziecko z rozbitej rodziny nie będzie w stanie utrzymać rodziny, gdyż nawet nie wie jak taka rodzina wygląda od środka, jak funkcjonuje na co dzień.

Schemat rodziny masz wpojony głęboko – zapewne myślisz, że przed nim uciekniesz, używając racjonalnego umysłu. Powodzenia. Nie mniej jednak zdaj sobie sprawę z istnienia schematów – świadomość tego gdzie, w czym tkwi problem będzie Ci pomocna. Bądź świadomy z czym walczysz.

Schematy to memy. Schematami są też Twoje zachowania i cechy: np. nieśmiałość, śmiałość, pewność siebie czy niepewność, itd. Bądź wolny, pozbądź się schematów. Przynajmniej do tego dąż.

Nieśmiałość

Umysł szuka jednocześnie pozytywnych, przyjemnych bodźców, jak i unika negatywnych, nieprzyjemnych. Niestety, perspektywa bliskich negatywnych bodźców (np. odrzucenia) przyćmiewa zwykle dużo ważniejsze pozytywy, które są bardziej odległe w czasie. Okazje (m.in. na poznanie ciekawych ludzi) przechodzą nam więc koło nosa.

Na nieśmiałość ma też wpływ niska samo-ocena i brak pewności siebie.

Samo-ocena jest nie mniej ważna niż to jak wyglądasz i kim jesteś – Twoja samo-ocena przekłada się na to jak odbierają Cię inni. Wyrzuć ze swojej głowy zdania „jestem nieciekawy”, „pewnie się jej/mu nie podobam”, etc. – takie myśli są samo-spełniającą się przepowiednią, ponieważ podświadomie dążysz do tego, aby spełniło się to w co wierzysz. Co więcej – szukamy potwierdzenia tego w co wierzymy. Jeśli więc będziesz myśleć negatywnie (‚nie podobam się tej osobie”) to możesz nawet neutralne informacje niewerbalne od tej osoby odebrać (błędnie!) jako wyrażające niechęć do Ciebie.

Praktyka czyni mistrza: jeśli np. nigdy nie podrywałeś obcej kobiety na ulicy to nie licz, że pierwszy Twój debiut będzie w 100% udany – nikt z nas nie urodził się z takimi umiejętnościami, są one nabyte, wyuczone – m.in. na błędach. Jeśli nie wyjdzie Ci „zagadanie do kogoś” spróbuj się na chwile postawić na miejscu drugiej strony – jak siebie samego widzisz oczami danej osoby? Co było źle? Co mógłbyś poprawić w swoim zachowaniu?

Naucz się znosić swoje pomyłki i chwilowe przegrane. Młody ptak zanim wzleci wysoko w powietrze wpierw wiele razy się potyka. Każdy błąd czegoś go jednak uczy i ptak w końcu wzlatuje. Ty też możesz wzbić się wysoko o ile przezwyciężysz w sobie strach przed drobnymi upadkami. W każdym aspekcie życia, nie tylko w pokonywaniu nieśmiałości. 

Mowa ciała

Kontakt wzrokowy

* unikanie – niepewność siebie i/lub podporządkowanie i/lub chęć ukrycia myśli, informacji lub chęć odejścia

* 25% – zainteresowanie

* 90% – zainteresowanie seksualne

* 100% – agresja

Rozszerzone źrenice oznaczają zainteresowanie, poza tym wyglądają atrakcyjnie u osobnika płci przeciwnej.

Jeśli kobieta spuszcza wzrok w dół, potem patrzy na boki: pewnie jest Tobą zainteresowana. Jeśli od razu patrzy na bok, bez spuszczania wzroku – są mniejsze szanse, że interesuje się Tobą.

Głowa

Po wychyleniu głowy (do przodu, w kierunku rozmówcy, na bok lub do tyłu) można rozpoznać nastawnie: im bardziej głowa nachylona w kierunku rozmówcy (i nie na bok) tym nastawienie jest bardziej pozytywne. Podobnie z innymi częściami ciała (ręce, nogi) – wychylone w kierunku rozmówcy oznaczają pozytywne nastawienie.

Podbródek podparty na palcach oznacza krytyczne nastawienie. Głowa podparta na rękach wyraża znudzenie.

Dłonie, ręce

Dłonie otwarte wyrażają szczerość, otwartość, uspokojenie.

Im mocniejszy uścisk dłoni tym, zazwyczaj, osoba bardziej pewna siebie, mniej podporządkowana.

Ręce wyciągnięte w kierunku rozmówcy (np. położone na stole) oznaczają pozytywne nastawienie, otwartość, zgodę. Ręce ukryte (np. w kieszeni) zdradzają chęć ukrycia czegoś.

Ręce założone „na krzyż” oznaczają negatywne, obronne nastawienie.

Uwodzenie płci przeciwnej

Jest proste – jeśli znamy kilka zasad.

Pomyśl na chwilę, że człowiek to małpa. Pomyśl jakich cech u płci przeciwnej będzie nakazywał szukać instynkt samcowi, a jakie samicy. Te same instynkty są w nas, choć nasza kultura je tłumi, a nam wydaje się, że jesteśmy ponad nie.

Kobieta szuka kogoś kto zapewni jej bezpieczeństwo, wsparcie, ochroni ją i dzieci przed niebezpieczeństwem, zapewni im dobrobyt.

Mężczyzna szuka kobiety, która zapewni mu potomstwo – a im jest ładniejsza i zdrowiej wygląda tym podświadoma ocena jej płodności wypada lepiej.

Wykrywanie kłamstw, wyciąganie prawdy

Kłamca:

* unika kontaktu wzrokowego (choć może to oznaczać zaledwie brak pewności siebie lub chęć ukrycia jakichś faktów)

* unika gestykulacji, a jeśli już poruszy, np. ręką lub nogą, to ruch ten jest nienaturalny

* brakuje mu synchronizacji mowy i gestów, lub jego gesty i mowa zaprzeczają sobie wzajemnie

* broni się przed zarzutami o kłamstwo; osoba, która mówi prawdę, oskarżona o kłamstwo, zwykle przejdzie do ataku

* częściej używa słów rozmówcy w kłamstwie. – „Kochasz mnie?”; – „Tak, kocham Cię”. – „Oszukujesz mnie?; – „Nie oszukuje Cię”.

* stara się unikać ciszy, paplając ile się da

* nie mówi danej informacji wprost, lecz ją implikuje („przecież wiesz, że tak było” zamiast „tak było!”)

* zwykle myśli dłużej nad odpowiedzią

* oskarża łatwiej innych o kłamstwo (w psychologii to tzw. projekcja)

* czuje się lepiej po zmianie tematu

Sposoby na wyciągnięcie prawdy:

* zadaj jasne i krótkie pytanie wprost, bez wcześniejszego uprzedzenia tematu, aby dana osoba nie miała czasu na przygotowanie zmyślonej odpowiedzi

* pytaj łagodnym głosem, bez oskarżania, nawet jeśli spodziewasz się kłamstwa

* nie ukazuj tego co już wiesz – aby móc sprawdzić czy dana osoba mówi coś co się zgadza z tym co już wiesz, czy może kłamie na całej linii

* jeśli podejrzewasz, że właśnie zostałeś okłamany – po chwili ciszy zadaj pytanie „Naprawdę?” i spójrz danej osobie prosto w oczy, obserwuj jej mowę ciała

* Zadaj niewinne pytanie, np. „Czy coś ciekawego się wydarzyło wczoraj rano?” – odpowiedź „Czemu pytasz?” sugeruje zaniepokojenie drugiej osoby, zwykle nie bez powodu.

* Oskarż niewprost, np. „Potrzebuje Twojej rady: Wydaje mi się, że ktoś w naszej firmie wykrada materiały eksploatacyjne z magazynu, nie wiesz co można by z tym zrobić?”, „Podobno ktoś w naszej firmie pije alkohol podczas pracy. Nie wiem jak dyplomatycznie podejść do tej osoby – może masz jakiś pomysł?” – jeśli Twój rozmówca jest niewinny to z przyjemnością Ci doradzi co czynić, jeśli jest winny będzie czuł się niezręcznie i będzie starał się bronić zapewniając, że on tego nigdy nie robi.

* Porusz ogólny temat. Będąc nauczycielem możesz powiedzieć do ucznia: „Czy nie jest to niesamowite, że ktoś może ściągać na klasówce, kiedy stoję za jego plecami, i liczyć że tego nie widzę? ” – winny uczeń spróbuje zmienić niewygodny dla niego temat, niewinny chętnie o nim porozmawia.

Udaj, że znasz prawdę:

* „Chyba nie miałeś mnie za idiotę, który o tym wszystkim nie wiedział?”

* Oskarż kogoś o coś, lecz nie precyzując do końca tego co „wiesz”; po chwili powiedz „Jestem zbyt zdenerwowany by teraz o tym rozmawiać, może jednak innym razem” – osoba winna raczej nie będzie miała nic przeciwko, niewinna wpadnie w szał i poprosi, żebyś sprecyzował o co Ci chodzi teraz.

* Strzał w ciemno. „Właśnie dowiedziałem się czegoś nieprzyjemnego. Wiem, że teraz znowu mnie okłamiesz i się tego wyrzekniesz, ale chcę żebyś wiedział, że ja wiem” – udajesz, że dobrze wiesz, iż jest winny jakiegoś kłamstwa – „Obydwoje wiemy o co chodzi. Czy możesz przestać się ze mną bawić? Nie chcesz powiedzieć? Im dłużej będę czekał na wyjaśnienia od Ciebie tym bardziej zły będę.” – jeśli jest naprawdę niewinny – łatwo to po nim poznasz.

Asertywność

Asertywność to sprawna komunikacja, chronienie granic własnego „ja” przed innymi, stanowcze ale grzeczne wyrażanie swoich myśli, oczekiwań i pragnień w sposób, który nie rani uczuć innych oraz nie narusza ich praw.

Pamiętaj, że masz pewne prawa. Ludzie są bezwzględni – będą prosili Cię o pomoc, będą zwalać na Ciebie pracę, odpowiedzialność. Nie wystarczy umieć powiedzieć „nie” – należy też zwykle usprawiedliwić swoją decyzję: jeśli ktoś Ci coś narzuca (i nie jest to usprawiedliwione, np. pracą) – spróbuj wywołać winę danej osoby, spróbuj żeby to ona czuła się źle, a nie Ty odmawiając.

Będąc pewnym siebie, inteligentnym i mądrym człowiekiem (jakim zapewne jesteś dochodząc tak daleko w lekturze tego pliku), być może wrażliwym, altruistycznym i uczynnym, jesteś narażony na presje otoczenia, które chętnie zwraca się do Ciebie z prośbami o pomoc. Przykładowy Marek może usłyszeć od kogoś kto próbuje go wykorzystać: „Marek, to Twój problem, że umiesz tak dużo – a ja mam teraz inny problem i tylko Ty potrafisz sobie z nim poradzić; nie masz wyjścia: musisz mi pomóc”.

Pamiętaj, że Twoje zalety (wiedza-mądrość, etc.) są Twoimi atutami, nie pozwól, by ktoś zrobił z nich „wady”. Bądź grzeczny, ale i stanowczy i nie bój się odmawiać, nie bój się też oczekiwać czegoś w zamian. Jednak zamiast agresywnego „nie!” staraj się odmówić dyplomatycznie, używając magicznego słowa „bo” (lub „ponieważ”) – „… bo teraz jestem zajęty pracą i niestety nie mogę dla Ciebie znaleźć czasu, przykro mi”.

Wytłumaczenie po słowie bo może być szczere do bólu – nie wstydź się powiedzieć, że np. nie masz ochoty pomóc i już. Niech to druga strona się wstydzi – że Cię o coś prosi.

Unikaj agresywnej postawy. Weź 10 głębokich oddechów i dopiero wtedy powiedz jasno to co chcesz wypowiedzieć.

Mów powoli. Wolna mowa kojarzy się z wyrażaniem przemyślanych mysli.

Odmawiając nigdy nie okazuj niepewności („raczej tego nie zrobię…”), bo ktoś zacznie wtedy naciskać właśnie tam gdzie się wahasz; nie prowokuj do dyskusji – pierwsze Twoje zdanie powinno być wypowiedziane na tyle stanowczym głosem (ale nie agresywnym!), aby ktoś sobie od razu zdał sprawę, że tego nie zrobisz i już.

Bądź bezpośredni, „nie owijaj w bawełne”, powiedz wprost czego oczekujesz lub czego sobie nie życzysz.

W odniesieniu do swoich decyzji wypowiadaj się pewnym tonem (np. „jutro wyjeżdzam na wycieczkę”), dając do zrozumienia, że decyzje już zapadły i inni nie mają na nie wpływu.

„Przykro mi, ale nie spełnię pańskiej prośby, ponieważ nie mam w tym żadnego interesu. Mam nadzieję, że znajdzie pan kogoś innego kto zechce panu pomóc – życzę powodzenia. Do widzenia.” – grzeczne, a zarazem dobitne.

Sen

Martwienie się bezsennością powoduje większe negatywne skutki niż sama bezsenność.

Nie masz ochoty spać? Wstań i rób coś! Zegar tyka, czas ucieka, życie mija; nie ma sensu go marnować leżąc w łóżku i próbując na siłę zasnąć – sen jest najbardziej cenny, gdy jest głęboki, a taki ma miejsce gdy idziemy spać padnięci, a nie na siłę mimo braku senności.

Sen dorosłego człowieka odbywa się w ok. 90-120 minutowych cyklach; u dzieci cykle te są dłuższe, u starszych osób krótsze; podczas każdego cyklu ma miejsce faza NREM (sen głęboki, który ma na celu oszczędzanie energii, regeneracje organizmu, wzmocnienie układu odpornościowego) oraz REM (tzw. sen paradoksalny, z irracjonalnymi i żywymi marzeniami sennymi, który jest potrzebny tylko naszemu mózgowi, a jego dokładna rola jest wciąż niewiadoma; prawdopodobnie ma m.in. na celu regeneracje połączeń pomiędzy neuronami, tj. synaps).

Podczas snu REM, który stanowi 10-25% snu, mózg przestaje kontrolować temp. ciała (jednak faza REM trwa do 30 minut, więc nie ma tu zagrożenia); EEG w stanie REM jest rozsychnchronizowane, nieregularne; marzenia senne w fazie REM są wynikiem wyładowań w synapsach – nasz mózg „wariując” z powodu procesu regeneracji w synapsach generuje różne dziwne, przypadkowe informacje, które nasza świadomość odbiera jako marzenia senne i próbuje nieudolnie stworzyć z tego sensowną całość. Dopatrujemy się w marzeniach sennych różnych ukrytych znaczeń, ale ich tam nie ma (chyba, że akurat nasz umysł sobie coś tam utworzył z serii przypadkowych impulsów). Marzenia senne to efekt uboczny potrzebnych mózgowi procesów. W fazie REM mięśnie naszego ciała (oprócz odpowiadających za ruchy gałek ocznych) są sparaliżowane, po to abyśmy sobie nie wyrządzili krzywdy śniąc, że np. właśnie biegniemy wykopać piłkę na boisku. Mechanizm tego paraliżu u niektórych osób działa przesadnie, jeszcze chwilę po przebudzeniu, a u niektórych w ogóle nie działa i są oni każdej nocy narażeni na zrobienie sobie krzywdy – lunatykują.

W fazie NREM marzenia senne mają miejsce rzadko, w mniej głębokiej fazie NREM, są racjonalne, mało żywe i w zasadzie do nich nie pasuje nazwa marzenia senne, lecz „myślenie spowolnionego mózgu”.

Po zakończeniu każdego cyklu (tj. co 90-120 min.) na chwilę się budzimy, ale zwykle tego nie pamiętamy, przyzwyczailiśmy się do tego, że po zakończeniu cyklu zwykle nie wstajemy i śpimy dalej. Nasz mózg jest dość plastyczny jeśli chodzi o dopasowanie się do rytmu jaki mu narzucimy, jeśli tylko będziemy systematyczni.

Czasami budząc się przedwcześnie (np. z powodu hałasu) czujemy się bardziej rześcy niż po dłuższym śnie; czasami przeciwnie: po krótszym śnie czujemy się fatalnie zmęczeni – samopoczucie nie zależy jednak tylko od długości snu, lecz przede wszystkim od momentu przebudzenia się; obudzenie się w głębokiej fazie NREM jest fatalne dla naszego samopoczucia; obudzenie się w fazie REM powoduje, że pamiętamy aktualnie „śnione” marzenie senne i czujemy się dobrze. Najlepsze samopoczucie jest, gdy obudzimy się naturalnie pomiędzy dwoma kolejnymi cyklami. Unikaj więc budzika.

Nasz biologiczny zegar pracuje w trybie 24,5 do 25,5 h (mimo, że doba ma 24h), ale bodźce zewnętrzne (m.in. brak światła wieczorem) spychają nas w tryb 24h. Gdy jesteśmy pozbawieni bodźców, mówiących nam czy jest dzień czy noc, nasza „doba” ma 25h.

Oprócz 25h, okołodobowych cykli (rytm cirkaradialny), za które odpowiada mała grupa neuronów na przodzie mózgu zwana SCN, mamy też rytm ultradobowy, który dzieli sen na fazy NREM i REM, ale wpływa na nas również gdy nie śpimy – po naturalnym przebudzeniu mamy 90-110 minut dobrej koncentracji po czym przychodzi 20 minutowy okres gorszego skupienia, podczas którego łatwiej wpaść w „marzenia na jawie”, odpowiednik fazy REM podczas snu – potem znów 90-110 min. dobrej koncentracji, itd. Wykorzystując te 20 min. na drzemkę możemy znacznie poprawić efektywność naszej pracy umysłowej, szczególnie na następne 90-110 min. Wielu twórczych ludzi (np. T. Edison, Leonardo da Vinci, N. Tesla, Napoleon) korzystało z takich drzemek. Jeśli wesprzesz swój umysł takimi drzemkami może za 100 lat i Twoje nazwisko pojawi się obok tamtych geniuszy na liście wielkich ludzi, którzy zmienili ten świat.

W stanie snu spędzamy ok. 1/3 życia; sen typowej osoby w XXI wieku bardzo odbiega od naturalnego trybu, naturalniej jest spać kilka razy w ciągu doby; wbrew powszechnemu mniemaniu, nie mamy zaprogramowanego 8 godzinnego snu – można spać efektywniej, krócej.

Odpowiednia ilość snu o optymalnych porach to klucz do dobrego samopoczucia i dobrej sprawności intelektualnej. Depresja i geniusz mają wysoką korelacje z nieprzeciętnym trybem snu.

Nie leż w łóżku jeśli nie śpisz – niech Twój umysł kojarzy łóżko ze snem i szybko Cię usypia gdy się w nim znajdziesz.

Rano, po przebudzeniu się, od razu wstań z łóżka – dalsze leżenie w pół-śnie, choć przyjemne, jest nieproduktywne i ma negatywny wpływ na Twoją energie podczas dnia.

Zminimalizuj oświetlenie przed zaśnięciem i zapewnij sobie jasne (najlepiej naturalne!) oświetlenie po przebudzeniu.

Rozwój umysłu

Nie bój się zmian.

Spraw, by Twój mózg odbierał różne bodźce; nie wpadaj w rutynę. Jeśli możesz dojeżdżać do pracy różnymi drogami o podobnej długości – jeździ nimi na przemian. W dane miejsce staraj się dostać taką drogą jakiej jeszcze nie znasz.

Staraj się od-uzależnić od wsparcia technologii: przed spojrzeniem na zegarek spróbuj zgadnąć godzinę wyrabiając sobie lepsze poczucie czasu, przed spojrzeniem na kompas spróbuj odczytać kierunki z takich inf. jak godzina i kierunek skąd świeci słońce, numery tel. znajomych staraj się zapamiętywać w głowie z pomocą mnemoniki, etc. Noś przy sobie jednak jakiś notes – jeśli przyjdą Ci do głowy ciekawe pomysły – nie warto ryzykować ich utraty.

„Jesteśmy tym co jemy”

Chcesz poprawić swoją inteligencje, pamięć, refleks, wytrzymałość mięśni, samopoczucie, etc.?

Upewnij się, że Twoja dieta zawiera w odpowiedniej ilości wszystko co niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Stosuj różnorodną dietę – organizm sam wybierze co mu potrzeba jeśli będzie miał zapewnione wszystkie składniki – w różnym pokarmie.

Jednak nawet najbardziej zróżnicowana typowa, współczesna dieta może nie zapewnić optymalnej ilości pewnych składników lub chemia (np. konserwanty) czy inne procesy (np. gotowanie) skutecznie pozbawią pokarm niektórych cennych składników.

Jedz dużo ryb lub nawet wesprzyj się suplementem o nazwie Omega-3 z apteki – pomaga nie tylko na krwiobieg, ale przede wszystkim na nasz mózg, zawiera to co jest mu bardzo potrzebne, a jednocześnie to czego jest b. mało w typowej, zachodniej diecie. Zainteresuj się też innymi suplementami, które wspomogą Twoją pracę umysłową.

Życie to nieustanna walka

Radzenie sobie z innymi ludźmi to jedno, z samym sobą to drugie. Najcięższe walki przeprowadzamy ze sobą.

Rób wszystko najlepiej jak potrafisz – miej czyste sumienie. „Zrobiłem wszystko co mogłem, nic więcej zrobić nie mogłem, osiągnąłem tyle ile byłem w stanie”. A zajdziesz w życiu daleko i osiągniesz spokój ducha.

Bądź sobą; nie patrz na innych – nie pozwól by względne normy społeczne i presja innych abyś i Ty mieścił się w przeciętności, spowodowały, że… może nie okażesz się drugim Einsteinem czy Edisonem; ludzie wyjątkowi i kreatywni są ekscentryczni i nie mieszczą się w normach przeciętności. Nie wychodź jednak poza normy dla samego wyróżniania się, „bo chcę być inny”, dla zaspokojenia własnej próżności.

Co masz zrobić dziś zrób dziś. Bądź systematyczny. Zaczynaj od najważniejszych i najtrudniejszych zadań.

Pamiętaj, że nie istnieje coś takiego jak „Twoje prawdziwe, jedyne >ja<„.

Nasza osobowość jest zmienna, kształtuje się przez całe nasze życie, dostosowuje się do warunków w jakich żyjemy. Nie szukaj własnego „ja” – nie znajdziesz tego czego nie ma. Kreuj własną osobowość, staraj się być tym kim chcesz być, a nim będziesz jeśli włożysz w to prace.

Twój mózg odbiera zewnętrzne bodźce, które mają na niego duży wpływ, ale ma też pewną pętle zwrotną – to co sam myślisz potrafi działać, w pewnym stopniu, jak zewnętrzne bodźce. Wykorzystaj to. Korzystaj również ze swojej wyobraźni.

Masz jutro ważne spotkanie? Rozegraj je w swojej wyobraźni – będziesz lepiej na nie przygotowany, bo w części… już je będziesz mieć za sobą.

Chcesz poderwać ciekawą osobę? Rozegraj podryw w wyobraźni – udany! Wtedy Twój umysł będzie miał w pamięci udany podryw, co doda Ci wiary w siebie.

Im ciekawsze, oryginalniejsze i odkrywcze masz pomysły, tym bardziej inni nie będą w stanie wyrazić sensownej opinii o nich. Nie przejmuj się więc opiniami innych – jeśli niektóre Twoje pomysły są genialne i wyprzedzają aktualną cywilizacje 50 lat wprzód: pewnie zostaną docenione dopiero jak ludzkość do tego dojrzeje, za 40 lat, po Twojej śmierci, a teraz zostaną skwitowane przez głupich ludzi słowami „głupota!”. Bynajmniej nie czekaj na swoją śmierć – idź dalej naprzód. daVinci

Uwierz w siebie – masz tak samo działający mózg jak Sokrates, Newton, Albert Einstein, … – też jesteś człowiekiem. Nie wierz w to, że ktoś ma w genach bycie „Einsteinem”. Geny to sposób na usprawiedliwienie własnego lenistwa.

Nie rób sobie „testów na inteligencje” – inteligencji nie potrafimy zmierzyć, nawet nie zdefiniowaliśmy czym ona dokładnie jest. „Testy IQ” mierzą umiejętności powiązane ze zdolnością rozwiązywania klasy pewnych problemów, ale jakikolwiek wynik Ci nie wyjdzie – będzie on zależał od Twojej chwilowej sprawności (samopoczucie, wyspanie, stan emocjonalny, chwilowa chemia w mózgu, koncentracja) i wynik ten może negatywnie wpłynąć na Twoją psychikę, tzn. możesz stworzyć sobie w głowie mentalną barierę, granice: „nie mogę zrobić więcej, bo nie jestem na tyle inteligentny”. Ograniczysz sam siebie. To co przede wszystkim wyróżnia wielkich ludzi (Edison, DaVinci, Darwin, itd.) od reszty to nie inteligencja, lecz pasja, otwartość umysłu, chęć nauki, pracowitość, dziecięca ciekawość i wyciąganie satysfakcji z tego co się robi – czy myślisz, że mając te cechy i poświęcając swoje życie jakieś dziedzinie (która Cię interesuje i nad którą praca przynosiłaby Ci satysfakcje) nie osiągnąłbyś równie wiele co tamci wielcy ludzie?

Rozwijanie się, praca mentalna, itd. zwiększają Twoją inteligencje; testy IQ są samo-spełniającą się, groźną, przepowiednią – komu wyjdzie wysokie „IQ” ten będzie więcej nad sobą pracował mentalnie, wierząc w siebie, zwiększając swoją inteligencje, ten komu wyjdzie niskie „IQ” nie będzie pracował, nie będzie miał wiary, w to że ma – jak to się szumnie mówi – „zdolności”, w efekcie swojej inteligencji nie zwiększy. W genach mamy pewne predyspozycje, ale są one małym ułamkiem tego co się nazywa „zdolnościami” i „talentami”. Reszta to wpływ otoczenia, bodźców napływających do naszego mózgu, tego co spożywamy i tego jak myślimy (np. wiara w siebie).

 

Najpoważniejsze bariery, limity tego co możesz osiągnąć, to nie Twoje zdolności, nie inni ludzie, nie Twój status, nie sytuacja finansowa; największe limity masz we własnej głowie – sam sobie je tworzysz, tworzą je też inni ludzie wciskając Ci kit, że coś jest niemożliwe, że nie dasz rady, etc.

Jeśli nie wierzysz, że coś jest możliwe: nie dokonasz tego. Przyjdzie ktoś inny, kto nie zda sobie sprawy, że „nie można” i zrobi to, z powodzeniem. Jeśli połowa ludzi na tym świecie czas spędzony na myśleniu „nie dam rady” spędziłaby na działaniu to już byśmy pewnie skolonizowali księżyc, Mars, spowolnili proces starzenia o 200% i kto wie co jeszcze. Ale blokują nas bariery, które sami sobie tworzymy w umysłach. Bariery, które tworzą podstawowe mechanizmy naszej psychiki – dążenie do stałości, strach przed zmianami, ryzykiem, strach przed tym co nieznane, co może przynieść nowe zagrożenia, które są dla nas niewiadomą.

Jeśli ktoś powie Ci, żebyś przebiegł przez rozżarzone węgle – pewnie tego nie zrobisz; powstrzyma Cię Twoja psychika, bariery mentalne, nie fizyczne. Bariery mentalne chronią nas przed zajęciami, które nasz umysł uważa za niebezpieczne, chronią przed samo-destrukcją, przed powstrzymaniem przekazania genów. Jednak to te jednostki, które łamią bariery dochodzą daleko i wyświadczają następnym pokoleniom cenniejszą przysługę niż tylko przekazanie genów. Pamiętaj, że Twoja podświadomość wyolbrzymia kłopoty, limity i bariery, aby Cię chronić.

Naucz sie j. ang. (jeśli jest Ci obcy) – to może być najlepsza inwestycja w siebie jakiej dokonasz.

Staraj się zachować optymalną wagę ciała.

Staraj się uczynić wszystko najprostszym jak się da (to słynne słowa Einsteina), lubimy sobie zbyt komplikować wiele spraw.

Niczego nie bądź pewien. Nie wszystko jest takie na jakie wygląda. Nawet precyzyjne dowody w matematyce opierają się na aksjomatach, których udowodnić nie potrafimy – przyjmujemy je na intuicje. Nikt jeszcze nie udowodnił, że ten świat istnieje (a może to sen?) – nie ma takiej rzeczy, której można być pewnym; pozory mylą, a prawda często okazuje się inna niż przypuszczaliśmy.

Słuchaj się swojego wewnętrznego głosu – on dobrze wie co masz robić; ignorujemy go z lenistwa, bo on nie mówi nam abyśmy się obijali. Chcesz nie pójść dziś do pracy? Wewnętrzny głos powie Ci, żebyś poszedł, ale lenistwo może go zagłuszyć.

Biegasz dla sportu, kondycji, dobrego samopoczucia? Biegaj w drodze z/do szkoły/uczelni/pracy – zaoszczędzisz sporo czasu.

Nie oglądaj w TV wiadomości; nie zaprzątaj sobie głowy negatywnymi informacjami, na które nie masz wpływu i które nic Ci nie dają prócz zdenerwowania.

Kieruj swoje marzenia w kierunku tego co możesz osiągnąć – marzenia o tym co osiągalne zmotywują i zmobilizują Cię do działania. Marzenia o tym czego osiągnąć nie możesz będą dla Ciebie usprawiedliwieniem nic-nie-robienia, pomyślisz: „przecież i tak tego nie osiągnę”.

Podpatruj tych, którzy do czegoś doszli w życiu – pewnie możesz się od nich czegoś nauczyć, nawet jeśli są głupsi od Ciebie.

Automatyzuj swoją pracę; inwestuj teraz, abyś mógł czerpać z tego później; jeśli masz do wykonania daną pracę na 2 sposoby: jeden żmudniejszy, ale ułatwiający wykonywanie danej pracy w przyszłości – zainwestuj w ten żmudniejszy wybór; jednocześnie korzystaj teraz z wszystkiego, nie odkładaj życia – pamiętaj, że jutra może dla Ciebie już nie być, nie znasz dnia, ani godziny. Naucz się łowić grube ryby, jedna gruba ryba może da Ci więcej pożytku niż 10 małych, a łowiąc 10 małych stracisz 10 razy więcej czasu i energii.

Społeczeństwo to piramida – staraj się być na jej górze, niech to inni pracują na Ciebie. Jeśli masz np. małą firmę – rozwijaj się; pracując samemu nie masz perspektyw na rozwój; zatrudnij ludzi, niech pracują na Ciebie – oni robią pracę fizyczna, a Ty psychiczną. Ty możesz mieć 100 różnych, wielkich firm – jeśli tylko stworzysz z nich „piramidy”, które same będą pracować na Ciebie, przy okazji zrobisz dobry uczynek i dasz ludziom pracę. Nie miej wyrzutów sumienia, że „żyjesz z pracy czyichś rąk” – nie Ty to ktoś inny; praca umysłowa to też praca, nie mniej lekka, a będąca jednocześnie dobrym inwestowaniem w siebie.

Pamiętaj, że Bill Gates nie został najbogatszym człowiekiem poprzez pisanie programów, lecz przez wykupywanie dobrych rozwiązań innych, dobry marketing, przez dobre układy, umowy, dobre zarządzanie firmą i stworzenie „piramidy”. Pozwól pracować na „niskim poziomie” innym (czasami fizycznie, niczym koń na polu), nie zabieraj im pracy jakiej chcą. Ich wybór. Ty pracuj umysłowo.

Nie zawsze więcej pracy implikuje większe korzyści; często sposób użycia siły ma większe znaczenie niż natężenie siły; 10 osiłków może próbować całe życie pchnąć z jednego miejsca głaz, bezskutecznie; ktoś inny chwilę się zastanowi i pchnie głaz w odpowiednim miejscu, lub użyje kija jako dźwigni – głaz po chwili poleci z hukiem. Nie bądź tym, który próbuje głową rozwalić mur, a śrubkę odkręcić młotkiem – wybieraj optymalne rozwiązania. Nawet najszybszy komputer potrafi liczyć latami kiepskim algorytmem to co słaby komputer policzy w 10 sekund optymalnym algorytmem. Używaj optymalnych narzędzi do danych problemów.

Skup się na wygrywaniu, a nie na unikaniu przegranej.

Trenuj „silną wolę” – bez niej nie zajdziesz daleko, będziesz oddawał się przyjemnym, lecz nieproduktywnym zajęciom, które nie przyniosą Ci korzyści w dłuższym okresie.

Pamiętaj, że zajęcia produktywne też przyniosą Ci pozytywne rezultaty, w znacznie większych ilościach, lecz trzeba na nie poczekać. Zwykle warto.

Sposób na silną wolę?

Myśl o motywacjach – wyobraź sobie siebie za x dni/miesięcy/lat, gdy już osiągniesz to co chcesz osiągnąć danym działaniem.

Nie trenuj silnej woli np. stawianiem na widocznym miejscu czegoś czemu nie możesz się oprzeć (np. czekolada, papierosy) i mówieniem sobie „nie mogę!” – lepiej jest używać pozytywnych myśli i afirmacji, niż zakazów! I nie rozpraszać się niepotrzebnie widokiem czegoś zbędnego np. na naszym biurku.

Lepsza kontrola własnych pragnień zwiększy Twoją samoocene, poczucie kontroli nad swoim życiem i… zwiększy silną wolę. Mechanizm ten, jak i wiele innych w psychologii, działa z pętlą zwrotną: im więcej inwestujesz tym później wykładniczo więcej zyskujesz. Inwestuj więc; odmów sobie teraz przyjemnej bzdury, aby później czerpać korzyści z dużo bardziej przyjemnych zajęć. Ale nie wpadnij też w drugą skrajność i nie odkładaj czerpania satysfakcji ciągle „na przyszłość”; nie bądź jak człowiek, który całe życie sieje na polu, lecz nigdy nie zbiera plonów.

Na prawo do życia nie musisz zapracowywać – już je masz. Akceptuj siebie, dbaj o siebie. Jeśli Ty zaakceptujesz siebie takim jakim jesteś – inni też Cię zaakceptują. Nie narzucaj sobie niemożliwych celów; słowa „muszę być perfekcyjny” będą Cię niszczyć i spychać na dno. Słowa „chcę być perfekcyjny” działają lepiej. Do niczego się nie zmuszaj, rób wszystko z ochotą, pasją, albo nie rób wcale.

Uczucia i myśli są samonapędzającym się mechanizmem – dlatego myśl pozytywnie. Myśl „idę w dół, jest coraz gorzej” rozkręci negatywne myśli, będzie samo-spełniającą się przepowiednią. Pamiętaj, że prócz świadomej sfery w Twojej psychice jest też podświadomość – ona Cię uważnie słucha i stara Ci się wierzyć; jeśli powiesz sobie, że jesteś beznadziejny, ona „usłyszy” i tego nie zignoruje – zadziała to niczym bomba zegarowa, impuls który wróci do Twojej świadomości mówiący, że jesteś beznadziejny. A nie jesteś.

Interpretacja faktów w naszym umyśle bywa ważniejsza niż same fakty. To nie tragedia 11 września 2001r. w Nowym Jorku spowodowała u wielu ludzi w N.J., którzy przeżyli, zespół-stresu-pourazowego; dobił ich sposób w jaki odebrali tę tragedie i zagrożenie. Jeśli byliby psychicznie gotowi na wszystko – ta tragedia nie wpłynełaby tak negatywnie na ich psychikę. zegar

Żyj pełnią życia – tak jakby każdy dzień był Twoim pierwszym i ostatnim, ale nie zapominaj, że czeka Cię też pewnie przyszłość i staraj się, aby było Ci w niej coraz lepiej.

Bądź gotowy na wszystko, nawet na to, że za 8 minut umrzesz, stracisz zdrowe zmysły lub dowiesz się, że je straciłeś je 10 lat temu, a część Twoich znajomych istnieje tylko w Twoim umyśle – nie pozwól, aby życie Cię zaskakiwało.

Nie bierz życia zbyt serio, prawdopodobnie i tak nie wyjdziesz z niego żywy (chyba, że dożyjesz momentu, w którym ludzkość będzie w stanie zatrzymać proces starzenia).

Baw się póki możesz, jeśli masz 2 ręce i 2 nogi, póki nie musisz chodzić o lasce i nie zmaga Cię choroba Alzhaimera. Aktualne lata już nie wrócą, zegar tyka, klepsydra Twojego życia została przewrócona, z każdym Twoim oddechem dzieli Cię od Twojego końca coraz mniej.

 

„Jakież to wspaniałe, czuć się bezpiecznie z osobą, przy której ani nie ważysz myśli, ani nie mierzysz słów, ale wylewasz je dokładnie takie jakimi są, nieoddzielając ziarna od chwastów, wiedząc, że przyjazna ręka przesortuje je, zatrzyma to, co wartościowe, a resztę rozwieje podmuchem miłego wiatru…”

Jeśli ‚czujesz’ – mów o tym. Nie zachowuj tego na inny, ‚lepszy’ moment, który być może nigdy nie nadejdzie.

Kieruj się sobą, nie innymi. Kiedy stoisz na rozdrożu, nie wiesz dokąd iść – wsłuchaj się w swoje serce. Nikt nie zna Ciebie, Twoich pragnień, lepiej niż ono.

„Niech słońce nie zachodzi nad gniewem Twoim…” – nie pozwalaj by kierowały Tobą negatywne emocje, gniew czy złość.

Naucz się jako pierwszy wyciągać dłoń do tych, których kochasz. Nigdy nie będziesz tego żałować.

Nie trać czasu. Nigdy. Chcesz poczekać z tym co w Tobie teraz, dziś? Rok, miesiąc, tydzień? Po co? Czasem i dzień może stać się niepotrzebną nikomu wiecznością.

 

autor artykułu: Confiable

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Gdy miałam 14 lat, byłam dość typową nastolatką. Zadawałam pytania, na które nikt nie miał odpowiedzi. Byłam otoczona ludźmi, a jednocześnie bardzo samotna w moim postrzeganiu świata i dążeniu do zapełnienia pewnego rodzaju nieokreślonej pustki i wewnętrznej tęsknoty. Wciąż mi czegoś brakowało, nigdy nie czułam się spełniona i nawet otoczona przyjaciółmi czułam, że jest coś bardzo ważnego, co wciąż omijam. Nie wiedziałam, co to jest, więc zaczęłam szukać. Wpadła mi w ręce pierwsza duchowa książka, potem następna, i w ten sposób weszłam na Drogę Poznania.

Zaczęłam szukać – ale nie wiedziałam, czego szukam i co chcę poznać. Z przeczytanych książek i studiów psychologicznych coraz więcej dowiadywałam się o sobie, innych ludziach i zależnościach między nami. Ponieważ psychologia nie przyniosła mi oczekiwanych odpowiedzi, zajęłam się parapsychologią i duchowością. W którymś momencie okazało się, że jestem na ścieżce rozwoju duchowego i że moja z początku nikła wiedza zaczęła się powiększać do tego stopnia, że z osoby wciąż zadającej pytania zamieniłam się w osobę, które miała coraz więcej odpowiedzi dla innych, którzy te pytania zadawali. No dobrze – przyznam się bez bicia, że odpowiadałam nawet na pytania, jeśli ktoś ich nie zadał i nawet jeśli ktoś nie chciał znać odpowiedzi. Poczułam swoją misję. Poczułam, że mogę pomóc innym, gdyby tylko zechcieli mnie słuchać.

Zdobywanie wiedzy z dziedziny rozwoju duchowego i dzielenie się nią bardzo mnie pochłonęło. Przestały być ważne relacje z innymi ludźmi – bo nie chciałam spędzać z nimi czasu, chciałam natomiast ich nawracać i naprawiać. Nie chodziłam na imprezy i przyjęcia, bo to było marnowanie czasu, czynność niegodna osoby uduchowionej. Często zamykałam się w czterech ścianach własnego domu i robiłam ćwiczenia, pisałam, wybaczałam, wynajdowałam w sobie kolejne rzeczy do przepracowania, czytałam przekazy kolejnego guru i starałam się zastosować je na sobie. Przeszukiwałam Internet, by znaleźć kolejną pożywkę dla mojego duchowego nałogu. Odwiedzałam fora duchowe, ale z nich uciekałam dość szybko, widząc w nich lustro własnych chybionych poszukiwań. Przestałam żyć a zaczęłam się duchowo rozwijać.

W końcu przyszedł czas, gdy szukając inspiracji do kolejnego artykułu zaczęłam rozmyślać o tym, co mnie skłoniło do wstąpienia na drogę rozwoju duchowego, i zaczęłam zadawać sobie pytania o to, dokąd ta droga mnie prowadzi. Odpowiedzi mną wstrząsnęły. Okazało się, że jestem starsza o prawie 20 lat i bardziej zagubiona niż gdy miałam 14 lat, a przyczyna mojej przygody z duchowością wcale nie została uleczona. Pustka, którą czułam wewnątrz, wciąż we mnie jest, wciąż tęsknie do czegoś, czego nie potrafię sprecyzować.

Zdałam sobie sprawę, że prawie dwie dekady spędziłam na poszukiwaniu, dowiadywaniu się, zbieraniu informacji i faktów, dzieleniu się wiedzą. Dotarł do mnie prosty fakt, że wiem tak dużo, tak dużo, dużo więcej niż na samym początku, i że ta wiedza nie jest w stanie mnie uszczęśliwić i wypełnić mnie. Dotarło do mnie, że to wszystko, co wiem, nie jest nawet jedną tysięczną procenta wiedzy wszechświata – a jeśli wszechświat jest nieskończony, to wiedza o nim też jest nieograniczona. Droga poznania przestała być dla mnie czymś, co chciałabym kontynuować. Poznawanie prowadziło mnie do potrzeby głębszego poznawania. Każde pytanie przynosiło i odpowiedź i wiele kolejnych pytań. Zrozumiałam, że droga poznania, aczkolwiek bardzo chwalebna, jest także długa, żmudna i wiele setek lub tysięcy wcieleń mnie czeka, by ją zgłębić. A ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem starą duszą i, że jest to moje ostatnie wcielenie. Wszystko, czego dowiedziałam się o sobie na drodze poznania, przestało mieć sens i jakiekolwiek znaczenie. Natomiast tęsknota, którą miałam w środku, zaczęła być rozdzierająco nieznośna.

Zaczęłam czuć, że potrzebuję czegoś dobrego – jakiegoś niewypowiedzianego dobra. Bezskutecznie rozpowiadałam o tym wszystkim dookoła mając nadzieję, że coś mi podpowiedzą. Czułam, że z tym „dobrem” jestem bliżej tego czegoś, do czego tęsknię, niż byłam kiedykolwiek wcześniej. Męczyłam się z tym przez kilka miesięcy. I nagle zrozumiałam.

Każda droga prowadzi do Rzymu. Dla mnie Rzymem jest Bóg, jego fizyczno-energetyczna obecność w człowieku, tak by mógł on się stać boskim człowiekiem. Nie wiedza o Bogu i jego dziele, ale jego nieustająca obecność w moim sercu. Zrozumiałam, że tęskniłam za Bogiem. Zrozumiałam, że tym wszystkim, do czego tak długo dążyłam, czego pragnęłam, jest obecność Boga w moim sercu. Stanęła mi przed oczami biblijna przypowieść o owocu / drzewie poznania, o wygnaniu z Raju i powrocie do niego. Poczułam, że moje nowe odkrycie postawiło mnie u bram Raju.

Zastanawiałam się nad ostatnimi dwudziestoma laty i myślałam, że były zmarnowane. Byłam pod wpływem bardzo silnego odwracacza uwagi, czyli rozwoju duchowego. Zrozumiałam, że to coś znane jako rozwój duchowy, w takiej postaci w jakiej jest obecnie uprawiane, jest niczym innym jak zdobywaniem wielu faktów i informacji często niekoniecznie prawdziwych i akuratnych. Jest długą i mamiącą nasze ego drogą, która wydaje się tak logiczna i prawdziwa i która kusi oświeceniem (wzniesieniem, wniebowstąpieniem) tuż za kolejnym zakrętem. To droga, na której końcu i tak czeka na nas Bóg. Naszym przeznaczeniem jest powrót do Raju czyli do Boga – od nas tylko zależy, kiedy i po jak wielu trudach się to wydarzy.

Ktoś mógłby pomyśleć, że pobrzmiewam jak nawrócona katoliczka – ale nie zgodzę się z nim zupełnie – daleko mi do katolicyzmu tak samo jak daleko mi do wyznawania każdej innej religii. Ta biblijna przypowieść wydawała mi się po prostu najodpowiedniejszym obrazowym sposobem, by przedstawić to, co czuję. Ja lubię słowo „Bóg”, ale równie dobrze mogłabym je zastąpić Wielką Jaźnią, Początkiem Wszystkiego… to tylko słowa.

Co i jak się zmieni, gdy wpuszczę Boga do mojego serca? Tego nie wiem i niczego nie oczekuję. Wiem natomiast, że już nie chcę żyć bez Boga i miłości w moim sercu. Do tej pory starałam się dobrze postępować, ale też pełna byłam wymówek i wytłumaczeń, gdy moje postępowanie nie wynikało z miłości do drugiego człowieka. Dobre postępowanie na moje oko ma mało wspólnego z postępowaniem wynikającym z czucia Boga i prawdziwej miłości w sercu. Dobre postępowanie wynika z uciekania przed poczuciem winy i wyrzutami sumienia, a czasem nawet ze strachu przed karą. Dobre postępowanie ma też jakiś cel – może to pokazywanie się przed innymi jako osoba dobra, może głaskanie swojego ego i udowadnianie sobie, że jest się dobrym. Natomiast życie i działanie z Bogiem i miłością w sercu wynika z wszechogarniającej miłości i czucia tej miłości wobec wszystkich i wszystkiego dookoła. Mając Boga w sercu zupełnie inaczej zaczyna się dzień, inaczej się działa, planuje. Inaczej zwraca się do ludzi, inaczej się ich traktuje, inaczej się na nich patrzy. Nie ma w nas oceny a jest zrozumienie. Nic nie jest złe i wszystko staje się zrozumiałe.

Kiedyś miałam problem z pewnym forum duchowym, na którym jego uczestnicy zalewali się miłością, czułymi słowami, serduszkami, kwiatkami i całą słodyczą dostępną w emotikonach. Ja się czułam jak obrzucana błotem wtedy gdy Ci ludzie mówili mi, że szanują mnie i moje wypowiedzi i gdy zalewali mnie miłością. Nie potrafiłam dokładnie wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. Starałam się o tym pisać i tłumaczyć, ale szczerze mówiąc sama nie byłam pewna, o czym piszę i co mi w trawie piszczy. Teraz już wiem, że uczestnicy tego forum, mimo ich najszczerszych chęci, nie zalewali się prawdziwą miłością, tylko tą najbardziej popularną miłością warunkową. Gdyby to była prawdziwa miłość, nie potrzebowaliby tak bardzo o tej miłości mówić, nie skupialiby się na słowach o miłości a po prostu by kochali – miłość byłaby zawarta i widoczna w każdej ich wypowiedzi. A na tym forum posty z nienawiścią, obwinianiem i brakiem akceptacji dla drugiego człowieka przeplatały się z wyznaniami miłości, przeprosinami komplementami najróżniejszej treści. Nie daj Boże ktoś powiedział coś innego, coś nowego, coś co burzyło spokój uczestników – sucha nitka na takiej osobie nie zostawała. To nie jest miłość.

Czym jest ta prawdziwa miłość? Czuję, że istnieje coś takiego jak prawdziwa miłość, która to jest odmienna od tego, co często obserwuję dookoła i co sama wielokrotnie odczuwałam i co miłością nazywałam. Prawdziwą miłością nie jest uczucie, którym obdarzamy naszego partnera – bo jego najczęściej kochamy za coś. Kochamy czyli często odczuwamy przyjemny komfort z bycia razem albo rosnące nadzieje na spełnienie naszych oczekiwań. Kochamy go za to, jaki jest (nie za to, że po prostu jest), kochamy go za to, jak się dzięki niemu czujemy, za skrzydła których nam dodaje, za to jak nas traktuje, jak o nas mówi, za to że chce z nami być. Czasami po jakimś czasie taka miłość zmienia się, często słabnie, czasami się kończy. Czy prawdziwa miłość może się skończyć? Czy kochając prawdziwie zmienia się natężenie naszej miłości, czy raczej wciąż się kocha tak samo albo każdego dnia głębiej? Czy kochając prawdziwie możemy kogoś krzywdzić? …

Tematu miłości chyba nigdy nie wyczerpie.

Wracając do Boga. Śmiem przypuszczać, że On się nam daje poznać – bo szanuje drogę którą wybraliśmy. Wie On, że wybraliśmy długą drogę, praktycznie niekończący się objazd do celu – drogę poznawania Boga i jego dzieła. Bóg się nam daje poznać, bo wie, że w pewnym momencie zaprzestaniemy tego poznawania i zaczniemy go czuć i wpuścimy go świadomie do naszych serc.

Mieć prawo

Otoczeni jesteśmy różnymi regułami, regulacjami, prawami, przepisami. Dużo tego jest, oj, dużo. Dochodzą do tego jeszcze nasze osobiste prawa typu: „Mam prawo do szacunku”, „Mam prawo do miłości”, „Mam prawo do bogactwa”. Och, mamy tyle prywatnych praw w sobie i im silniejsi w naszej asertywności się robimy, tym bardziej domagamy się, by inni ich przestrzegali. A gdy inni ich nie przestrzegają, to wyciągamy całą dostępną broń, najczęściej inteligencję, sarkazm i stanowczość, aby wyegzekwować nasze prawa. Problemem jest, że każdy ma inny zestaw osobistych praw. Czasem są one zbliżone, czasem wywodzą się z podobnych założeń, ale zawsze są przyczyną nieporozumień, a nawet wojen.

Dla przykładu: wielokrotnie byłam świadkiem rozmowy, w której jedna ze stron domaga się szacunku – bo „Mam prawo do szacunku”, a druga strona egzekwuje swoje prawo: „Mam prawo mówić, co mi się podoba” albo „Mam prawo szanować według mojego uznania”. Najbardziej interesujące, a nawet żenujące, są starcia osób uduchowionych, gdy obie strony przypinają duchowo-logiczne uzasadnienia, dlaczego to one mają rację. Wygrywa ta strona, której silniej uda się zmanipulować przeciwnika wiedzą, prestiżem, logiką, uporem, agresją i innymi tanimi lub drogimi chwytami. Taki spór niby prowadzony przez „uduchowione” osoby, na „uduchowione” tematy, przywołujące „uduchowione” argumenty, nie ma nic wspólnego z duchowością. To jest zwykła walka o władze maskowana logicznymi, powszechnie tolerowanymi prawami osobistymi.

Przykładowe prawo „Mam prawo do szacunku” – co ono naprawdę oznacza? Oznacza, że mam prawo wymagać szacunku od innych. Mam prawo egzekwować pewne specyficzne, miłe memu sercu zachowania, od otoczenia. Mam prawo złościć się, gdy ich nie otrzymuję. Tak naprawdę nikt nie ma prawa do szacunku – szacunek po prostu jest. Nie ma się do niego prawa, nie zdobywa się do niego prawa. Szacunek jest rzeczą daną nam przez innych albo odczuwaną względem siebie przez nas samych. Nikt nie ma prawa wymagać od innej osoby, by nas szanowała, kochała, lubiła, akceptowała, tolerowała itd. itp.

Gdyby bardziej się w to zagłębić, to okaże się, że nie mamy prawa do niczego. I och, jak to strasznie i pesymistycznie brzmi. Nie mamy prawa do miłości. Mamy wybór, by kochać. Nie mamy prawa do bogactwa. Mamy wybór, by być bogatym. Nie mamy prawa do spokojnego wieczoru (bo te tysiące osób dokoła nas nie urodziło się po to, by spełniać nasze zachcianki), ale mamy wybór, by spokojnie spędzić wieczór. Gdy mamy prawo do spokojnego wieczoru, to każdy sąsiad z wiertarką, kobieta stukająca obcasami, płaczące dziecko będą nas denerwować i będziemy się czuć ignorowani. Gdy nie mamy prawa do spokojnego wieczoru, a zamiast tego mamy wybór, by spędzić wieczór w spokoju, to głosy świata zewnętrznego spowodują, że przemieścimy się w inne cichsze miejsce. Ale oczywiście, gdy masz prawo do spokojnego wieczoru, to będziesz się wściekał przez większość wieczoru i ostatecznie będzie to czas zmarnowany.

To, co opisałam, to taka subtelna różnica prawie tylko w nazewnictwie. Ale to nie jest tylko nazewnictwo. Wielkie wyzwolenie i wielką pokorę przynosi zrozumienie i poczucie, że do niczego nie mamy prawa. Dopóki czujesz, że masz prawo do czegoś, to zawsze będziesz się gniewał (czy odczuwał innego rodzaju negatywne emocje), gdy tego nie dostaniesz. Będziesz też się cieszył (lub odczuwał inne pozytywne emocje), gdy dostaniesz to, do czego masz prawo. W ten sposób będziesz sam siebie wodził za nos lub, jak kto woli, grał w gry własnego umysłu.

W temacie prawa chciałabym dodać parę zdań o prawach innego typu. O pierwotnych prawach danych nam od Boga. Są to dwa prawa. Tylko dwa – a zawierają w sobie wszystko, co potrzebne jest nam do szczęścia.

Pierwsze prawo to „Kochaj Boga najbardziej na świecie” Kochaj go tak mocno, że nie będziesz miał miejsca w sercu, by kochać coś lub kogoś innego. Gdy tak rozkochasz się w Bogu, a Bóg jest wszędzie i we wszystkim, zaczniesz kochać wszystko dookoła, a to się wiąże z drugim prawem „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”. Kochając Boga z całego serca będziesz też tak kochał każdą osobę, każdego człowieka, bo Bóg jest w nim, i będziesz też tak kochał siebie, bo Bóg jest w Tobie.

Może kiedyś rozwinę ten temat, a może go tak zostawię ufając, że głębokie przemyślenie tego tematu doprowadzi nas wszystkich do podobnych wniosków.

Pozdrawiam serdecznie

Monika

Czystość zen – Lemn

Czasem się mnie pytają – czym jest zen?

Za każdym razem mam inną odpowiedź.

Nie wiem jak można określić pustkę.

Nic stałego czy czegoś nieokreślonego nie przypisuje się do stałej definicji.

Być może dlatego najlepiej jest podawać za każdym razem inną odpowiedź.

Zawsze mówię to, co mi pierwsze przychodzi na myśl.

Najpierw to czuję, dopiero później staram się to przetłumaczyć na nasz język.

Słysząc słowo zen rozglądam się w około i w jednej chwili staję się świadomy całego piękna jakiego mogę doświadczyć.

Odczuwam zarazem coś wielkiego, przestrzeń o niezwykłej mocy i spokoju.

Jest to subtelne odczucie, bardzo delikatne i dające mi realną radość.

Teraz pytając się mnie o zen na myśl przychodzi mi jedno – czystość.

Czystość umysłu zen to lśniąca przezroczystością szyba, która doskonale pokazuje rzeczywistość – nie jest wybrudzona myślami.

Rzeczywistości nie sposób opisać – na jedną rzecz jest milion definicji i wszystkie są poprawne a można wymyśleć ich jeszcze nieskończenie wiele więcej.

Dlatego najlepiej nic nie mówić.

To jest właśnie ta czystość, która nie mąci obrazu.

Nie ma definicji, nie ma porównań, nie ma walki i nie ma czego poszukiwać.

Pozostaje tylko wielki spokój i czysty przekaz.

Dbajmy więc o czystość swojego umysłu.

…o nadstawianiu drugiego policzka

Wychowany zostałem w dobrej, jak mi się przez długi czas wydawało, chrześcijańskiej tradycji nadstawiania drugiego policzka. Przekazano mi – a jakże by inaczej – klasyczną interpretację tego biblijnego zdarzenia – czyli, nie broń się, bądź bierny i pasywny i jak ktoś Ci przywali, dla zachęty nadstaw jeszcze niepoharataną część twarzy. Podświadomie też kultywowałem, przeniesioną z poprzednich wcieleń, starą buddyjską tradycję nie zadawania cierpienia innym żyjącym istotom. Obydwie nauki pięknie się zgrywały i harmonizowały, tworząc zupełnie nieagresywną osobowość łagodnego jak baranek Elijaha ;-)

Ma się rozumieć, nie oznaczało to w żaden sposób, że nie byłem agresywny, bo byłem. Ale po kolei. Na moim osiedlu, w małej mieścinie na zadupiu wszechświata, tuż obok mnie dorastał pewien młodzieniec, o imieniu, dajmy na to Roman. Jak tylko sięgam pamięcią wstecz, Roman był bardzo zadziornym dzieckiem i od czasów przedszkola wdawał się w najprzeróżniejsze bójki i awantury. Mnie pięści Romana zwykle nie imały, pewnie dlatego, że byłem spokojnym, dobrze ułożonym, stojącym nieco z boku grzecznym chłopcem, który miał swój wąski świat wybranych znajomych oraz ulubionych książek. I tak ku chwale Boga i Ojczyzny mijały lata. Nieco później, w czasach nastoletnich, wraz z buntem przeciwko całemu światu, pojawiły się u mnie jak i kilku moich bliskich przyjaciół długie włosy – będące nietypowym, jak na taką małą mieścinę, manifestem odmienności. To oczywiście zwróciło uwagę Romka i zgromadzonej wokół niego grupy towarzyszy. Szczęśliwie dla nas, w tym czasie Romek zaprzestał już wojować ze wszystkimi pięściami. Matka natura zatrzymała wcześnie jego wzrost i będąc o głowę niższy i raczej szczupłej budowy ciała, wyglądał bardziej na chłopca niż dorastającego mężczyznę. Będąc zupełnie bierni, pokorni i potulni, staliśmy się łatwym obiektem notorycznych kpin i żartów (pamiętam, jak na kolegę wylano kiedyś całe wiadro wody) i celem uporczywych, nieprzyjemnych słownych ataków. Mimo niewielkiego wzrostu, animuszu Romkowi nie można było w żaden sposób odmówić.

Owe powtarzające się ataki na które, zgodnie z wyuczoną łagodnością nigdy nie reagowałem, prowadziły do narastania coraz większego wewnętrznego buntu i sprzeciwu. Zewnętrzna agresja rodziła we mnie coraz silniejszą złość, którą przez długi czas starałem się tłumić i bagatelizować.Pewnego dnia opierając się o ścianę czekałem na pojawienie się kolegi, i w pewnym momencie zauważyłem przechodzącego obok Romka. Jak zwykle zaczęły się kpiny, żarty i naśmiewanie z mojego wyglądu, które narastały im bardziej zwiększała się dzieląca nas odległość. Chyba nie miałem dobrego dnia – w pewnym momencie kipiący we mnie wulkan eksplodował. Za Romkiem poszła bardzo agresywna seria przekleństw oraz śmiertelnie poważne zapewnienie, że jeśli jeszcze kiedykolwiek usłyszę jakieś przykre słowo pod moim adresem, to spiorę go tak, że go rodzona matka nie pozna. Oczywiście, wyraziłem to w bardziej dosadny sposób. Jestem przekonany, że gdyby Romek wówczas cofnął się, to na pewno doszłoby do bijatyki, jednakże zniknął tym razem bez słowa za zakrętem.

W tym momencie moralność chrześcijańska oceniłaby moje postępowanie w sposób okrutny: jako niegodne pełnego miłości chrześcijanina. Tymczasem, rezultat owej słownej potyczki okazał się niezwykle zaskakujący: Romek przestał zachowywać się nieprzyjaźnie, a po jakimś czasie nawet – zaczął pierwszy mówić mi „cześć”. Od tamtego czasu zniknęły między nami jakiekolwiek animozje, i choć nie zostaliśmy przyjaciółmi, to przyszło nam nawet kiedyś wspólnie pokopać piłkę.

Doniosłość owego historii z Romkiem przyszło mi zrozumieć po latach. Dzisiaj widzę, że bierna postawa w wielu wypadkach wcale nie prowadzi do zaprzestania przemocy – a paradoksalnie wręcz – często do jej kultywacji! Zachęcony bezczynnością napastnik niejednokrotnie dochodzi do wniosku, że ma zielone światło dla swoich występków oraz jest zupełnie bezkarny w tym co robi – i w rezultacie kontynuuje znęcanie się nad swoją ofiarą. Czy bycie biernym ma zatem sens? Otóż z całą pewnością stwierdzam, że nie zawahałbym się użyć siły po to, aby powstrzymać czyjąś przemoc i agresję – i że takie postępowanie jest jak najbardziej słuszne i prawidłowe! Podjęcie takiego kroku wymaga rzecz jasna wewnętrznej zgody, pewności, wyczucia i uważności – aby z pozycji defensora samemu nie stać się najeźdzcą. Użycie siły w sposób świadomy nie powinno nigdy rodzić dalszej agresji – ono ma pomóc napastnikowi zrozumieć, że postępuje niewłaściwie, a także w konsekwencji prowadzić do zmiany jego postawy. W ten sposób pomagamy nie tylko sobie ale i drugiej stronie, ponieważ – choć może nie zawsze jasno to widać – to osoba zadająca cierpienie również cierpi. Warto przy tym cały czas zachowywać otwarte serce, wybaczając drugiej stronie popełnione błędy, a także podjąć się zrozumienia, jaką lekcje przynosi nam całe doświadczenie.

Brnąc dalej, dopiero niedawno dotarło do mnie pełne i jasne zrozumienie tego, co mówił Jezus w słynnym Kazaniu na Górze. Zdumiewające, on wcale nie zachęcał do bycia prowadzoną na rzeź owieczką! Przyjrzyjmy się zatem tekstowi z Ewangelii Mateusza, rozdział 5. W czasach Jezusa uderzenie kogoś zewnętrzną częścią prawej dłoni w policzek wykorzystywane było do podkreślenia swojego autorytetu i dominacji. Lewa dłoń wykorzystywana była do nieczystych celów, więc uderzanie nią nie było praktykowane. Alternatywnie napastnik mógłby spoliczkować kogoś wewnętrzną stroną dłoni lub uderzyć ją w inny sposób – lecz to było w ówczesnej kulturze postrzegane jako uznanie równości ze swoją ofiarą. Jak widać więc, nadstawienie drugiego policzka stawiało najeźdzcę w kłopotliwej sytuacji i było zakamuflowanym żądaniem uznania równości! Widać też zaraz jasno, dlaczego Jezus nie miał wielu sympatyków wśród rządzącego duchowieństwa, dając tłumowi narzędzia do obrony przed uciskiem.

Podobnie sprawa ma się z słowami Jezusa o odstąpieniu komuś swojego okrycia: jest to kolejny źle interpretowany tekst. Ponownie, zupełnie nie chodzi to, aby dawać się komukolwiek wykorzystywać! Zresztą, zostawiając na chwilę słowa Jezusa na boku – czy naprawdę ktoś rozsądnie myślący wierzy, że taka postawa może być korzystna? Wracając szybko do słów mistrza: odstąpienie komuś swojego odzienia pozostawiało prześladowaną osobę nago – co w ówczesnych czasach przynosiło wstyd i hańbę… osobie ową goliznę oglądającej. Czyli znowu – oddaj co na sobie masz, ale nie po to, aby iść komukolwiek na rękę – lecz po to, aby swoją postawą zamanifestować sprzeciw wobec zewnętrznej agresji.

Ostatni akapit z Ewangelii zdaje się pozornie nie mieć większego sensu: jaka korzysć może być z pójścia kimś o milę więcej i jakie ma to powiązanie ze wcześniejszymi naukami? Otóż, spojrzenie poprzez historyczne tło nadaje temu stwierdzeniu głębszego sensu. Ówczesne rzymskie prawo pozwalało bowiem na wykorzystywanie ludności z terenów podbitych do przenoszenia ekwipunku lub innych przedmiotów, niemniej nie dalej jak przez jedną milę. Przekroczenie tego dystansu mogło grozić surowymi konsekwencjami dyscyplinarnymi w stosunku do łamiącego prawo żołnierza. I teraz wszystko staje się jasne: poprzez pójście dalej, kolejną milę, stawiamy oponenta w problematycznej sytuacji. Owa nadgorliwość miała nie inne zadanie jak zniechęcać Rzymian do wykorzystywania lokalnej ludności jako tragarzy.

Oto słowo Elijaha.

Jak zwykle do samodzielnego przemyślenia.

Kto ma rozum, niech myśli ;)

Amen ;-)

…Medytacja z Oświeconym

Witam serdecznie, chciałbym zaprosić Cię do ciekawego eksperymentu, w jakim pewnie jeszcze nie brałeś udziału.

Chodzi o medytację, o medytację z udziałem Oświeconej istoty… nie, zostaw na boku swoich mistrzów, przewodników, opiekunów, guru, Wielkie Białe Bractwo, dwunastu apostołów, Fantastyczną Czwórkę, Drużynę A i wszelkie inne urzeczywistnione duchowe autorytety. Tym razem weź udział w niezwykłej medytacji wraz z Oświeconym… SOBĄ SAMYM.

Na początek dwa słowa wyjaśnienia, gdyż pewnie dziwi Cię pomysł medytowania ze samym sobą, tym bardziej, Oświeconym samym sobą. Być może, pomysł swojego Oświecenia nie mieści się na dzień dzisiejszy w świecie Twoich wyobrażeń. Warto zatem to zmienić :-)

Pomysł zrodził się z kontemplacji tematu czasoprzestrzeni. W pewnym momencie jasne stało się dla mnie, że trzymając się ścieżki rozwoju, prędzej czy poźniej zrealizuję oświecenie (a w zasadzie uświadomię sobie, że w zasadzie już jestem i zawsze byłem oświecony, tylko nie jestem tego świadomy). Skoro więc, w pewnym punkcie czasoprzestrzeni istnieję jako istota oświecona, to całkiem możliwe też jest, że czasoprzestrzeń nie jest dla mnie już więcej barierą i ograniczeniem. Skoro tak, to powinienem mieć możliwość łatwego nawiązania kontaktu ze samym sobą, w końcu z kim jak kim, ale ze samym sobą powinienem harmonizować w 100% będąc Oświeconym :)

Rozumiejąc to wszystko, postanowiłem rozpocząć medytację ze Świetlistą istotą – ze sobą samym. I zadziałało! :-) Poczułem przypływ energii, miejsce w którym byłem pięknie się rozświetliło, zaczęły pojawiać się inspiracje, rozumienie…

W tym miejscu dodam, że ze sobą samym można właściwie medytować w dowolny sposób i w dowolnej technice. Można zwracać się o pomoc w rozwiązaniu problemów, wskazówki, rady, itd. – co tylko przyjdzie Ci do głowy. Oczywiście, na Oświeconej istocie niczego nie da rady wymusić, więc nie zdziw się, jeśli mie złapie się ona na Twoje manipulacje, hihi :-)

Udany kontakt ze samym sobą jest niezwykle inspirujący. Przede wszystkim uświadamia, że osiągnąłeś coś, co być może wydaje Ci się niemożliwe lub odległe. Pokonałeś bolączki, które w sobie nosisz, rozwiązałeś pomyślnie problemy, które przed Tobą stoją. Taki kontakt niezwykle wznosi świadomość, napawa otuchą, wiarą, że wszystko idzie w jak najlepszym kierunku, dodaje sił i zaufania do własnych możliwości, wypełnia morzem realizowalnych nadziei. Medytacja ze samym sobą uwalnia też od pewnych wzorców presji i oczekiwań związanych z samym Oświeceniem, po prostu, uświadamiasz sobie, że Ci się udało, że realizowałeś/zrealizowałaś Boską Doskonałość, co ugruntowuje w Tobie ciszę oraz poczucie spełnienia…

Korzyści jest pewnie i więcej, ciekawy jestem Waszych relacji z kontaktami… z Wami samymi :)

Pozdrawiam serdecznie,

Elijah

http://www.elijah-blog.info/

Niespełniony Atani

W Indiach żył sobie pewien pastuszek imieniem Atani. Był on bardzo szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Codziennie wstawał rano, brał swój flecik i wędrował na zielone pastwiska wraz ze swoimi krowami. Podczas gdy zwierzęta się pasły Atani chodził sobie po łąkach i lesie, grał na swoim fleciku, śpiewał, tańczył, czasem rzeźbił w drewnie – rozwijał się zupełnie swobodnie i robił to co chciał.

Pewnego dnia usłyszał od wędrowca opowieści o miastach pełnych smutku i niespełnienia, gdzie ludzie ciągle za czymś gonią i nigdy nie są szczęśliwi. Atani był tym zaskoczony, nawet nie wiedział co to jest niespełnienie. Nie wiedział jak to mozna zrobić, jak to poczuć, a że był bardzo tego ciekawy poszedł zapytać się o radę pewnego sadhu.

– Mistrzu, powiedz mi. Jak doświadczyć smutku i niespełnienia? – Zapytał pastuszek.

– Chłopcze, jest pewien sposób. Ale to nie takie proste. Widzisz, cały świat jest poruszany samostnie przez siły przyrody, zwane gunami. Wszystko co jest, samoistnie dąży do spełnienia czy to człowiek, czy ptak. Nie trzeba nic robić. Jednak ludzie zachodu korzystają ze swoich umysłów by czuć smutek i niespełnienie. Powiem Ci teraz jak to robią.

Pierwszym krokiem jest określenie siebie i swoich cech. Drugim krokiem jest stworzenie pragnienia czegoś, czego się nie ma. Dalej trzeba się zatracić w dążeniu do osiągnięcia tej cechy. Niespełnienie przyjdzie samo.

– Dziękuję mistrzu! – rozradował się – Spróbuję tak zrobić –

Atani długo myślał jakby tu poczuć niespełnienie. Przypomniał sobie, że pewnego razu widział bardzo silnego człowieka, który podnosił wielkie kłody drzewa. A że pastuszek był wątłej budowy ciała, pragnienie stania się wielkim było w sam raz aby stworzyć poczucie niespełnienia. Codziennie więc chodził i powtarzał „Chcę być wielki i silny, by móc podnosić wielkie drzewa.” Z dnia nadzień czuł się coraz słabszy i coraz bardziej nie na miejscu. Zapomniał o swoim fleciku i zabawach w lesie. Całe dnie próbował podnosić bezskutecznie drzewa. Zatracil się w dążeniu do wyznaczonego przez siebie celu i… po raz pierwszy w życiu poczuł niespełnienie. Uwierzył, że jego ciało może stać się wielkie i silne by wyrywać drzewa – jednak takie nie jest. Czuł się z tego powodu smutny… Teraz już wszystko rozumiał.

Usiadł wtedy pod drzewem i zaczął rozmyślać. – Jakże smutni muszą być ci ludzie, którzy są niespełnieni. Dlaczego myślą, że powinni być gdzie indziej niż są? To przynosi złe uczucia. Nie chcę już tego czuć. Po co mi być silnym? Już nie chcę być wielkim i silnym, moje ciało i tak nie rośnie.

Po tym zdarzeniu nigdy nie próbował już być niespełnionym i powrócił do swego pełnego radości życia.