Archiwa autora: AnandaNa

Gorsi w rozwoju?

Słysząc i czytając o wielkich dokonaniach joginów, mistrzów duchowych czy adeptów, człowiek kroczący ścieżką duchową może poczuć się co najmniej gorszy. Można też słuchać o dokonaniach „zwykłych” ludzi, którzy nierzadko podświadomie chwalą się swoimi doświadczeniami. Część ludzi osiąga stany mistyczne, opowiada jakie to ma wizje, jaki cudowny kontakt z Bogiem, jaką to wielką miłość czuje. Wielką moc i nieskończone cudowności, które powstają w ich ciele lub umyśle. Każdy mówi o swoich doświadczeniach duchowych, czego to on nie doświadczył.

W świecie rozwoju jest wiele doświadczeń. Każdy człowiek ma własne doświadczenia i nie może ich w obiektywny sposób porównać z doświadczeniem innych osób, ponieważ nigdy nie poczuł tego, co inni. Jedynie na podstawie słów i prób dostrajania się do wibracji innych może sobie wyobrazić, co czują inni. Jednak będzie to tylko twór mentalny, wyobrażenie tego, co czuje inny. Tak na prawdę nie wiadomo co czują inni, ponieważ w teraźniejszości nie czujemy tego, co oni. Porównanie doświadczeń odbywa się na zasadzie metafor, przenośni, porównań do innych rzeczy. Z tego wszystkiego powstaje mentalny obraz tego, co mogą czuć inni. Dalej można porównać, czy czujemy to samo i czy jesteśmy „lepsi” czy „gorsi”.

Jeśli czuję miłość, czy słowo „miłość” jest moim uczuciem? Jest to tylko słowo. U każdego może budzić inne skojarzenia. Więc co właściwie czuję? Tego nie wiesz. Dla niektórych miłość przybiera postać radości, u innych współczucia. Jest utożsamiana z delikatną i radosną wibracją w okolicy serca, poczuciem piękna, „łaskoczącej” energii… to tylko porównania, każdy może to określić inaczej. Oczywiście uczucia mogą być zbieżne i podobne, ponieważ jako istoty jesteśmy podobni. Zbudowani z tego samego, wychowani podobnie, działamy podobnie. Nasze doświadczenia są podobne, jednak nie takie same. Każdy z nas interpretuje wewnętrzne i osobiste doświadczenia inaczej.

Czym dla Ciebie jest miłość? Niektórym kojarzy się z pociągiem seksualnym i energią seksualną. Innym kojarzy się z zauroczeniem czy uzależnieniem. Smutna miłość romantyczna, kojarzona ze stratą i pustką. Jeszcze innym z oddaniem (poddaniem), uległością. Czasem przywodzi na myśl współczucie, smutek, troskę z miłości. Dalej może być kojarzona z zachwytem, głęboką przyjemnością ciała. Spełnieniem czy błogością wynikającą ze spełnienia warunków umysłu. W końcu niektórym słowo miłość przywodzi skojarzenia o wibrującej i rozświetlającej ciało energii, która promieniuje z głębi istoty.

Z tego wszystkiego wynika jedna rzecz. Nie ma możliwości zobiektyzowania doświadczeń. Każe jest subiektywne i jedyne w swoim rodzaju. Na jakiej podstawie twierdzisz, że nie czujesz boskiej miłości, czy nie doświadczasz stanów mistycznych? Na podstawie wyobrażeń i porównań do innych? To tylko wyobrażenia.

A może jednak czujesz miłość, tylko o tym nie wiesz. Nie wiesz jak ona wygląda? A może to co teraz czujesz wewnątrz ciała, jest właśnie delikatną miłością? Wczuj się w to. Zauważ, co czujesz. Wejdź świadomością wewnątrz swojego ciała. Zogniskuj świadomość na swoim polu energii, uświadom sobie, jakie uczucia przepływają delikatnie (prawie niewyczuwalne w tle) w ciele. Może odkryjesz coś niesamowitego. Odkryjesz radość i miłość, o której rozprawiają wszyscy mistycy. Poczym ku swemu zdziwieniu uświadomisz sobie, że ta wspaniała energia zawsze w Tobie była. Tylko wcześniej jej nie dostrzegałeś, nie zwracałeś na nią uwagi. Przepływała delikatnie przez Twoje ciało, jednak Ty nie wiedziałeś, na co zwrócić uwagę. Wyobrażałeś sobie niestworzone rzeczy. Więcej uwagi było poświęcane opowiadaniom innych o wspaniałej miłości i radości, jaka przez nich przepływa. Umysł oczekiwał niewiadomo czego, niezauważając wewnętrznego ruchu. Zwróć się do swego ciała. Być może odkryjesz, że wszystkie te wspaniałości już przepływają przez Twoje ciało, choć nie wiesz, że to właśnie to.

Jako dziecko na pewno czułeś miłość i radość. Tą czystą, pierwotną i naturalną miłość. Błogi stan istnienia. Było to totalne i całkowicie wypełniało Twoje ciało. Czułeś je w pełni, ponieważ uwaga była skierowana w ciało. Jako bobasek nie kierowałeś uwagi na zewnątrz. Choć nie miałeś porównania tych uczuć z innymi, to jednak one płynęły w Tobie nieustannym strumieniem. Co się stało z tą wspaniałą energią? Dlaczego teraz jej nie ma? Dlaczego wszyscy dążą do miłości i osiągnięcia wspaniałych stanów? Dlaczego wszyscy cierpią na brak miłości?

Ta wspaniała energia ciągle przepływa. Twoje ciało jest pełne energii, przecież żyjesz. Kwestia w tym, że świadomość od niej odeszła zatracając się w mentalnych wyobrażeniach. Jako małe dziecko uczyłeś się, jak odrywać uwagę od ciała wewnętrznego, od istnienia. W miarę przebywania w materii okazało się, że warto świadomością wychodzić ze swojego ciała podążając za rzeczami zewnętrznymi. Ponieważ wszyscy tak robią. Kiedy świadomość straciła łączność z wewnętrzną energią życia, radość i miłość stały się nieodczuwalne.

Wszystko czego doświadczasz jest w boskim polu. Wszystko co się dzieje w rzeczywistości jest prawdą. Fakt, że istniejesz jest sam w sobie bardzo mistyczny i wspaniały. Wystarczy skierować na to swoją uwagę. Skierować ją do wnętrza. Jest to łatwe, prawdopodobnie często to robisz, tylko nie jesteś świadomy, że to właśnie to. Oczekujesz niewiadomo czego mając w umyśle wyobrażenia o doświadczeniach innych. Tym samym nie dostrzegasz własnego istnienia.

Zwróć więc uwagę do wnętrza ciała. Poczuj pole energii. Bez oczekiwań, że osiągniesz boskie stany. Niczego nie oczekuj, ponieważ oczekiwania tworzą iluzję, która oddziela od istnienia. Po prostu trwaj i obserwuj. Możliwe, że na początku niczego nie doświadczysz. Jednak tylko dlatego, że nie wiesz na co zwracać uwagę, na czym zogniskować swoją świadomość. W miarę praktyki wgląd w ciało stanie się głębszy. Staniesz się bardziej wrażliwy. Poczujesz, że tak na prawdę ciało wibruje. Cała energia życia ciągle delikatnie „drży” promieniuje. Im głębiej w to wejdziesz, tym klarowniejsze stanie się doświadczenie. Wtedy zdasz sobie sprawę, że zawsze to czułeś. Cały czas przepływała ta energia, tylko nie zwracałeś na nią uwagi. Czy jest to miłość, czy radość? Miłość i radość to tylko słowa, kiedy poczujesz tą wspaniałą energię nie będą potrzebne słowa by to określać. Nic nie będzie potrzebne.

Kiedy światło świadomości zostanie wpuszczone do ciała, dzieje się cudowna rzecz. Wszystko co jest w ciele staje się świetliste. Każda komórka ciała ożywa. Ponieważ energia płynie za świadomością, dlatego zwracając świadomość ku wnętrzu, wzmagamy przepływ energii życia. Staje się ona odczuwalna. Mistyczne stany wielkich legendarnych joginów staną się dla Ciebie prawdą. Właściwie zawsze miałeś do nich dostęp, nie wiedziałeś tylko czego szukać. :)

Miłość przytoczona w tym tekście jest tylko przykładem. Tak samo ma się sprawa ze wszystkimi innymi cudownościami opisywanymi przez mistyków. Wszelka świadomość, poczucie jedni, miłość, głęboki spokój, stany radości czy wolności. To wszystko jest dla Ciebie dostępne w tej chwili. Nigdzie indziej, tylko w teraźniejszości. Zrzuć tylko przekonanie, że tego nie odczuwasz. Kiedy mentalne zaślepienie opadnie, odkryjesz, że zawsze miałeś do wszystkiego dostęp, zawsze byłeś pełny. Teraz tylko wiesz, na czym zogniskować swą świadomość. Odkryjesz w sobie wewnętrzny skarb.

Nie ma gorszych czy lepszych w rozwoju duchowym. Ci co doświadczają cudownych stanów nie są lepsi od tych, co niedoświadczają. Nie są dalej w rozwoju, nie są „z tyłu” ani „z przodu”. To tylko określenia wynikające z interpretacji umysłu, który widzi wszystko przysłonięte własnymi filtrami. Możesz Ci się zdawać, że niczego nie doświadczasz. Jednak to tylko złuda umysłu powodująca pewne zaślepienie. Zawsze doświadczałeś i będziesz doświadczał istnienia. Przecież istniejesz – to jedyny i niepodważalny argument. Kwestia tylko w tym, czy jesteś tego świadomy. :)

Rzeczywistość ostateczna

Co jest dla Ciebie rzeczywistością ostateczną? W większości wypadków ludzie widzą swoje poglądy, wyobrażenia i iluzje projektowane przez umysł jako ostateczną rzeczywistość. Jest to bardzo ciasna i ograniczona rzeczywistość, nie ma w niej przestrzeni. Jest ona „płaska”. Wszystko jest jasno określone przez umysł, sklasyfikowane i nazwane. Taka rzeczywistość jest zbiorem wyobrażeń i określeń. Większość ludzi żyje w przekonaniu, że to jest prawdziwa i ostateczna rzeczywistość, że nie może być inna. Tacy ludzie charakteryzują się zamkniętym umysłem, nie dopuszczają do siebie możliwości innego poglądu na świat i istnienie. Żyją w więzieniu umysłu, śnią sen o formie.

Rzeczywistość zawsze jest inna niż nam się zdaje. To co teraz wiesz o rzeczywistości nie jest prawdą ostateczną, nie stanowi ostatecznej rzeczywistości. Zawsze jest „coś dalej”. Rzeczywistość nie ogranicza się do tego co o niej myślisz. Tak naprawdę ma mało wspólnego z wyobrażeniami i myślami. Kiedy w medytacji świadomość wychodzi ponad formę wyraźnie widać czystość rzeczywistości. Widać jak upadają wszelkie iluzje ego. Wszystko co było do tej pory „prawdą” zamienia się w nic nie znaczącą iluzję. Cała ówczesna ostateczna rzeczywistość rozpada się i ulatnia. Więzy wyobrażeń puszczają. Otwiera się zupełnie nowa i czysta przestrzeń. Cały wszechświat zyskuje inny wymiar. Nic nie jest już takie, jak poprzednio.

Przestrzeń, która się wtedy tworzy powoduje większą swobodę w przejawianiu się. Doskonale widać, że wszystkie wymysły umysłu, które wcześniej ograniczały i tworzyły rzeczywistość ostateczną, są nierealne. Tym samym otwiera się zupełnie nowy wymiar. Wymiar totalnej wolności i spokoju. Widać dokładnie, że to co się zdawało wcześniej ograniczeniem tak na prawdę nie istnieje. Jest wolność. To co zdawało się wcześniej zagrożeniem, jest tak naprawdę kolejnym wymysłem. To co zdawało się warunkiem radości, wcale nim nie jest. To co zdawało się realne i stałe, staje się przepływem energii, jak podmuch wiatru. Rzeczywistość sama w sobie jest czysta. Nie ma nic. Czy to Cię przeraża czy uszczęśliwia?

Jeśli Cię przeraża, to normalna reakcja ego, które nie chce zniknąć. Nie chce wchodzić w wolność istnienia, ponieważ tam stanie się nie potrzebne. Póki są wyobrażenia o rzeczywistości i opracowane systemy działania w tej rzeczywistości, wszystko jest w porządku. Jakoś życie leci, zgodnie z programami. Daje ono złudne poczucie wolności, na tyle ile sobie człowiek wyobraża. Ego uważa, że wszystko jest w porządku.

Czasem jednak budzi się w człowieku tęsknota za tą wolnością totalną. Wtedy wizja osiągnięcia czystości uszczęśliwia człowieka. Ta chęć porzucenia ego tkwi gdzieś w głębi istoty. Gdzieś w tle wiadomo, że cała rzeczywistość jest inna. Często ludzie mają intuicyjne przeczucie, że nie jest to rzeczywistość ostateczna. Tyko co zrobić, by wyzwolić się z formy? Wiele ćwiczeń, wiele medytacji, wiele kombinowania i nic. Ego próbuje wyjść ponad ego, co jest właściwie niemożliwe.

Osiągnięcie stanu ponad formą możliwe jest tylko wtedy, kiedy całą istotą, nie tylko umysłem, istnieje wola wyjścia ponad iluzję. Jeśli się jest totalnie gotowym porzucić wszystkie osiągnięcia, pragnienia, oczekiwania, lęki, niechęci, chęci, złości i wszystko, co do tej pory stanowiło część składową iluzji. Jest to gotowość totalna, gotowość całego ciała i umysłu. Nic nie może trzymać w dotychczasowym świecie, ponieważ nie pozwoli iść dalej. Każde przywiązanie (do pozytywów, czy negatywów), utrzymuje człowieka w stanie iluzji.

Warto zauważyć, że zarówno rzeczy negatywne jak i pozytywne utrzymują w świecie wyobrażeń. W przypadku rzeczy pozytywnych jest to całkiem zrozumiałe. Przecież nikt nie chce stracić przyjemności. Po co porzucać przyjemności, które daje dotychczasowa iluzja świata? Właśnie, po co? Jeśli nie wiesz po co, nie porzucisz ich. Jednak jeśli sobie zobaczysz te nieświadome przyjemności, stwierdzisz, że tak naprawdę są to tylko warunkowe wybuchy wewnętrznej energii, czy to radości, czy podniecenia. Pewne fenomeny energetyczne, które mijają tak szybko jak się pojawiają. Podobno „w życiu piękne są tylko chwile”. W świecie iluzji faktycznie jest to prawdą, wszystko jest chwilowe i tak nietrwałe jak iluzja.

W przypadku rzeczy negatywnych sytuacja wygląda trochę inaczej. Ogólnie umysł deklaruje, że nie chce rzeczy negatywnych w swoim życiu. Nikt nie chce cierpieć, nikt nie chce smutku, straty, żalu, pustki, samotności, bólu. Choć natura tych uczuć jest taka sama jak pozytywnych – pewne formy energetyczne, które również mijają. Mimo to oceniamy, że te formy są gorsze i złe. Przywiązuje nas do nich wiara w nieuchronność ich nastąpienia, wiara w ich istnienie i realność. Ucieczka przywiązuje tak samo jak chęć lgnięcia.

Wolność przychodzi wtedy, kiedy jest gotowość porzucenia wszystkiego.

Taki stan można osiągnąć mając świadomość wewnętrznego pola energii. Czuć ciało i całe pole energii, które w ciele się przejawia. Czując własne istnienie nawiązujemy kontakt z boskością. Żadne wymyślone iluzje i interpretacje nie mają dostępu do świadomości, ponieważ świadomość od razu widzi, że pojawiają się one w polu ciała. Poczym przemijają, a istnienie jest trwałe. Jest to wewnętrzna cisza, tło wszystkich fenomenów energetycznych. Wtedy świadomość nie skupia się na nich, nie utożsamia się z nimi. Dlatego wszystkie ograniczenia nie mają dostępu do świadomości.

W tym stanie nie ma właściwie znaczenia co przychodzi z zewnątrz, ze świata zmysłów. Cokolwiek przyjdzie jest tylko przemijającym wrażeniem energetycznym. Nie wpływa to na wewnętrzne poczucie istnienia. Nie zmienia wewnętrznej ciszy. Cokolwiek się dzieje, dzieje się na obrzeżach istnienia, nie ma dostępu do wnętrza. Stan ten to wewnętrzna stabilność i spokój. Nie sięga tam nic.

Rzeczywistość ostateczna nie jest już utożsamiana z materią i iluzjami. Wyraźnie widać jej głębszy poziom. Wszystko co na powierzchni jest pewnym zdarzeniem. Bez interpretacji i oceny ze strony świadomości, każde zdarzenie przynosi niewysłowioną „radość”. Jest to nieuwarunkowana radość, która jest porównywalna z totalnym wewnętrznym luzem i spokojem. Samo istnienie przynosi radość, samo w sobie jest wspaniałe. Ponieważ człowiek jest pierwotnie wypełniony radością wewnętrzną. Nie jest to radość znana ze świata iluzji, która jest porównywalna z emocjami. Jest to głębokie poczucie radości istnienia, niezależna od niczego. Człowiek jest wtedy stabilny i niezależny od zewnętrznych czynników. Traktuje zdarzenia materii jako zabawę, boską grę, która przemija. Nie ma awersji i pragnień, dlatego działanie nie krępuje świadomości. Iluzja o rzeczywistości ostatecznej nie ogranicza już świadomości. Jest totalna wolność. Cokolwiek się robi, ciągle czuć wewnętrzne istnienie, które jest stabilne i niezmienne. Ten stan jest stanem wolnym od formy.

Na początku pojawia się jako przebłyski wolności. W miarę gotowości na porzucenie, stan ten staje się głębszy. Choć nadal istnieje uwikłanie w formę, to coraz częściej widać jej nierealność. Światopogląd ego staje się przezroczysty. Choć do wolności totalnej jeszcze trochę pozostaje, to jest ona coraz bliżej.

Jogin, który jest w głębokim i stabilnym kontakcie z istnieniem jest wolny od zewnętrznych działań. W stanie głębokiego kontaktu z istnieniem, nie jest ważne co robi. Nie jest ważne co go spotyka, a co nie. Nieważne czy doświadcza rzeczy uznawanych wcześniej za dobre lub złe. Wszystko jest jednakie, a jogina wypełnia stabilny spokój, który czuje jako wewnętrzną świetlistość poza formą. Może w swoim polu gościć radość, spontaniczność, miłość, złość, lęk, ból, przyjemność… cokolwiek jest w ciele, przemija. Jest pewną formą energii. Wszystko jednako sprawia radość, która wypływa nie tyle z rzeczy zewnętrznych, co z wnętrza i świadomości istnienia.

Znika pojęcie rzeczywistości ostatecznej. Nie ma ograniczeń. To co uważane było do tej pory jako prawda, rozpływa się w morzu istnienia. Iluzja znika. Można wszystko, nie trzeba nic. Nic nie jest warunkiem niczego. Istnieje totalna boskość.

Świadomość budzi się ze snu o formie i materii.

:)

Dostrajanie się, a wewnętrzna stabilność

Człowiek jest istotą naśladowczą. Już od poczęcia, istota ludzka zapełnia swoje pole najróżniejszymi energiami i różnymi wzorcami. Choć na samym początku jest skupiona na własnym polu, a uwaga nie jest skierowana na zewnątrz, to w miarę upływu czasu świadomość coraz bardziej interesuje się światem zewnętrznym. Można powiedzieć, że gdziekolwiek jest noworodek, przejmuje wzorce otoczenia i dostraja się do energii będących wokoło. Energie ludzi, zdarzeń i rzeczy. Obserwuje i przejmuje. Cokolwiek odbierze swoimi zmysłami zawiera w sobie informację i odpowiednie wibracje energii. Każda sytuacja, rzecz czy istota ma swoją własną specyficzną wibrację, dlatego wszechświat jest tak zróżnicowany i wielobarwny. Jeśli małe dziecko jest wychowywane w spokojnym domu, ma w swoim polu spokój. Nauczyło się takiej właśnie wibracji, przejęło ją od otoczenia.

W praktyce ten mechanizm wygląda tak, że czysta i nieuwarunkowana świadomość, rozwija się i zaczyna obrastać w formy mentalne. Zaczyna tworzyć różne wzorce zachowań, reakcji, filtry percepcyjne. Tworzy się indywidualną formę. Tak kształtowane ciało zyskuje specyficzne, własne wibracje i oryginalny własny charakter. Wszystko dzieje się za pomocą dostrajania się do rzeczywistości, w której egzystuje.

Małe dziecko nie jest świadome, do jakich wibracji się dostraja (jakie wzorce przejmuje) jednak robi to całym sobą. Nie ocenia, przejmuje wszystko całkowicie. Uczy się od każdej osoby i każdego zdarzenia. Nawet najmniejsza reakcja osoby ważnej dla dziecka (np. matki) potrafi dać wzorzec energetyczny na całe życie. Nawet jedno mocne zdarzenie może napiętnować ciało bólem emocjonalnym, powtarzającym się cyklicznie w przyszłości.

Kiedy dziecko osiąga wiek mniej więcej 7 lat, jego światopogląd jest już ukształtowany. O ile nie zacznie świadomego rozwoju duchowego, jego bazowy światopogląd (obraz życia) nie zmieni się. W dalszych etapach życia, nieświadomie będą powtarzane wzorce nabyte w dzieciństwie. Przez większość życia będzie się dostrajało do takich wibracji, jakie zna i jakie wydają mu się bezpiecznie i „jedynie słuszne”. Kwestia w tym, że nie każde takie są.

W miarę upływu czasu, człowiek coraz mniej się dostraja. Umysł staje się bardziej zamknięty i nie tak chłonny, jak za młodu. Oczywiście nadal mogą pojawiać się autorytety, do których można się dostrajać, jednak będą one podobne do autorytetów z dzieciństwa.

Sytuacja zmienia się, kiedy zaczynamy uświadamiać sobie, do czego się dostrajamy. Zaczynamy świadomy rozwój. Wtedy można zauważyć, czy to co robimy jest dla nas korzystne. Czy wzorce, które nas określają są naprawdę warte, by trzymać je w swoim polu energetycznym. Wtedy pojawia się możliwość całkowitej zmiany swego dotychczasowego życia. Zmiany swoich wibracji i energii, którymi się otaczamy (które są w ciele). Co za tym idzie, zmiany całego świata i rzeczywistości, która do tej pory nas otacza.

Wiele razy zdarzało się tak, że człowiek widząc jakiegoś mistrza (niekoniecznie duchowego) inspirował się i „udawał go”. Jeśli ktoś coś robi dobrze, warto go naśladować. To właśnie mechanizm dostrajania się do wibracji innych ludzi. Jest to inna nazwa uczenia się poprzez obserwację. Czerpanie z wzorców zachowań innych istot i naśladowanie autorytetów. W większości ten mechanizm nie jest świadomy. Po prostu, coś nam się podoba i umysł „chce tym być”. Tak powstaje w polu określona energia, która działa później w życiu. Trafne jest tu powiedzenie „Z jakim przestajesz, takim się stajesz”. Ludzie i rzeczywistość z jaką się człowiek zadaje, kształtuje jego charakter i całe przejawianie się w tej rzeczywistości.

Warto zadać sobie pytanie, kto jest dla Ciebie autorytetem w życiu? Z kim się spotykam? W jakim towarzystwie się obracam? Kogo podziwiasz? Kogo starasz się naśladować? Kto Cię inspiruje? Te pytanie wskażą do czego dążysz i jakie wibracje przejmujesz. W rezultacie wskażą cel, do którego zmierzasz i który prędzej czy później osiągniesz. Zobaczysz wibracje, które Cię otaczają. Jesteś zadowolony?

Dla ludzi rozwijających się duchowo ważnymi autorytetami stają się mistrzowie duchowi, których teraz jest zaskakująco dużo. Tylko czy na prawdę są oni dostatecznie warci totalnego dostrajania się? Zazwyczaj nie. Warto inspirować się tylko tymi cechami, które są w danej chwili najważniejsze, nie trzeba koniecznie przejmować wszystkiego od danego mistrza. Szczególnie, że wiele mistrzów z „drugiej ręki” niekoniecznie ma jasny pogląd na rzeczywistość. Co nie znaczy, że nie warto ich słuchać. Wręcz przeciwnie. Jeśli trafiłeś na danego mistrza, to znaczy, że odpowiada on Twoim wibracjom. Być może chcesz się od niego czegoś nauczyć, przejąć jakąś pozytywną cechę, zainspirować się. To umożliwia dalszy rozwój.

Jednak czasem nie warto poprzestawać na jednym i jedynym mistrzu. Rozwój duchowy w naszym społeczeństwie jest z goła inny niż rozwój w adepta w Indiach, który całe życie dostraja się do mistrza. Uczy się od niego i przejmuje wszystko. Dopiero później sam wkracza na poziom mistrzowski i kroczy samotną ścieżką.

Rzeczywistości rozwojowców na zachodzie jest trochę inna. Tutaj poza rozwojem duchowym jest wiele innych spraw na głowie, dlatego nie ma możliwości oddania się zupełnie mistrzowi. I to jest dobre, jeśli umie się z tego korzystać. Dlatego inspirując się wieloma mistrzami, można tworzyć własną i indywidualną drogę rozwoju. Własną drogę życia. Jest to korzystne o ile ma się świadomość do czego się człowiek dostraja. Jakie energie przejmuje od danego mistrza? Na to właśnie zwracam uwagę w tym tekście.

Do czego zatem nie warto się dostrajać? Do wszelkich negatywnych rzeczy, które przynoszą smutek, ból i cierpienie. Do ludzi otaczających się złością, ciemnością, smutkiem, nienawiścią, brudem, pomieszaniem i szaleństwem. Są to energie niekorzystne dla człowieka. Zauważ, w jakim towarzystwie przebywasz, co Cię pociąga w ludziach. Co Cię interesuje w tej rzeczywistości? Czym się zajmujesz i z czego czerpiesz inspiracje? Co dla Ciebie jest mistrzem i jakie cechy przejmujesz? Mistrzem może być każdy człowiek, czy każda inspirująca rzecz czy zdarzenie. Słowo „mistrz” jest umowne, jest to po prostu coś, z czego czerpiemy inspiracje.

Na początek jakiegokolwiek rozwoju duchowego warto uporządkować swoje życie i swój światopogląd. Warto skierować uwagę na pozytywne rzeczy i do nich się dostrajać. Dopiero później, mając już względną stabilność emocjonalną, pozwalającą na medytację, można zacząć doświadczać świadomie wszystkiego. Później przychodzi etap, kiedy nie ma znaczenia czy doświadczam „Dobrego” czy „złego”, ponieważ wszystko jest boskością/istnieniem. Jednak zanim się to zrozumie, zanim dostrzeżemy iluzję ego, warto uporządkować to właśnie ego aby umożliwić sobie dalsze kroki.

Przykładowo wielu ludzi słucha zespołów Heavy Metalowych, fascynując się „mocą” przekazu wykonawców. Wielu się do nich upodabnia, udaje ich, wprowadzając w tym samym w swoje pole najbardziej widoczne cechy danych mistrzów. Jeśli ktoś potrzebuje tego typu energii, to ma szansę tego doświadczyć. Być może potrzebuje wyrazić jakiś bunt lub szuka akceptacji poprzez taki sposób przejawiania się. Nie jest to istotne. Nie jest to też złe. Cała kwestia w tym by robić to świadomie.

Wielu też dostraja się do ludzi „walczących”. Podziwia rekinów biznesu, ludzi stalowej woli czy silnych psychicznie. Podświadomie dostraja się do najsilniejszych.  Uczą się sposobów wygrywania tej rywalizacji (która jest w tym wypadku urojona). Tu w grę wchodzi ego. W większości tacy idole uczą walki ze światem. To może doprowadzić do frustracji i pogłębienia stresu. Oczywiście nie wszystkie ich cechy są negatywne. Jest wiele pozytywów, które można wykorzystać. Warto być po prostu świadomym co się przejmuje.

Dobrze jest zwrócić uwagę na przebywanie w towarzystwie podszytym uczuciami smutku i beznadziei. Jeśli jesteś w grupie znajomych, którzy co jakiś czas spotykają się aby „pobiadolić”, może warto się temu przyjrzeć. Tak jak zawsze, nie jest złe, chodzi po prostu by było świadome.

To tylko niektóre przykłady. W całości życia można znaleźć wiele rzeczy, do których się dostrajamy. Nie wszystkie są dla nas korzystne (o ile świadomie dążymy do czystości energetycznej, która jest korzystna).

Do czego warto się dostrajać? Jeśli zależy Ci na szczęściu i harmonii –  na pewno do boskości (na początku do wyobrażeń o boskości), miłości, szczęśliwości. Do rzeczywistości, która zawiera jak najwięcej pozytywnych energii. Przykładowo przebywanie na łonie natury dostraja do jej spokoju. Jest to bardzo pozytywne, ponieważ natura przejawia boskość swobodnie, naturalnie. Dostrajanie się do natury (czerpanie inspiracji) jest bardzo korzystne i oczyszczające duchowo.

Warto się dostrajać do Boga, nawet, jeśli na początku jest to wyobrażenie o boskości. Nawet wyobrażenie o szczęściu, błogości i radości wprowadza w ciało energię o wyższych wibracjach. Dlatego wyobrażając sobie radość, miłość, harmonię i błogość, dostrajasz się do boskości. W miarę upływu czasu ta energia będzie czystsza i Twoje pole bardziej świetliste i piękniejsze. Warto się dostrajać do boskości w sobie. Kiedy już będziesz dostrojony i uświadomisz sobie wewnętrzną boskość, zaczniesz projektować ją na otoczenie.

Warto uczyć się od mistrzów duchowych. Jacykolwiek by oni nie byli, mogą mieć nam coś do powiedzenia. Coś, co może być dla nas krokiem milowym w rozwoju. Mistrzowie duchowi mówią z reguły o rzeczach związanych z duchowością więc warto się nimi inspirować.

Często człowiek dostraja się nieświadomie. Widzi jakiegoś człowieka i w głębi ducha go podziwia, zazdrości, czy inspiruje się. To oznaka, że się dostrajamy i przyjmujemy wibracje pola naszego idola. Warto być świadomym, do jakich wibracji się dostrajamy, a przede wszystkim warto być stabilnym i niezależnym wewnętrznie.

Kiedy mamy poczucie niezależności, nikt nas nie zafascynuje i nie spowoduje szybszego bicia serca. Może to być świadoma lub nieświadoma niezależność. Jeśli ta stabilność jest nieświadoma, może przybrać formę „betonizmu umysłowego”. Taka sytuacja jest niekorzystna, zamyka człowieka na inspiracje innych, tym samym zamyka drogę rozwoju.

Ludzie stabilni i niezmienni wewnętrznie roztaczają swoje wibracje na otoczenie. Inni mniej stabilni dostrajają się do nich, ulegają ich woli (jeśli nie mają świadomości, co dla nich dobre).

Człowiek świadomy swojej duchowej stabilności działa trochę inaczej. Nie zamyka się na inspiracje korzystne dla niego, a mimo to nie dostraja się do wszystkiego, co popadnie. Nie ma wtedy nieświadomej zachłanności na doświadczenia innych. Jest wewnętrzny spokój i stabilność. Świadomość, że nie trzeba nikogo udawać, nie trzeba do nikogo się dostrajać. Wtedy powstaje wolny wybór, jakie energie wprowadzić do swego pola. Być może jesteś już na takim poziomie, że niczego nie musisz już zmieniać. Jesteś doskonały i masz tego świadomość, a Twoje wibracje są zgodne z boskością. Wtedy trwaj w tym stanie stabilnie, wszystko jest w porządku.

Kiedy ma się głęboką stabilność, nic nie wyprowadzi człowieka z równowagi. W każdym towarzystwie zachowa spokój i świadomość. Przy głębokiej stabilności nie jest ważne gdzie będziemy. Wszędzie będziemy promieniować własną niezachwianą energią. Kiedy inni ludzie będą otoczeni złością, można zachować radość, nie dostrajając się do otoczenia itp. Wymaga to dużej niezależności, szczególnie jeśli w grę wchodzą silne emocje. Jednak taka świadoma niezależność jest możliwa i korzystna.

Warto pamiętać, że w towarzystwie nie trzeba się do niczego dostrajać. Można być sobą. Można dostrajać się do boskości w sobie i promieniować nią na otoczenie. Być samemu dla siebie źródłem wysokowibracyjnych energii. Wtedy to inni mają szansę dostroić się do spokoju, harmonii, radości i miłości.

Jeśli człowiek ma ugruntowane pole o wysokich wibracjach, w jego otoczeniu wszyscy czują się swobodnie i zaczynają się do niego dostrajać. Wtedy często okrzykują go mistrzem i zaczynają świadomie lub podświadomie naśladować.

Cała kwestia w tym, by być stabilnym wewnętrznie i być dostrojonym do boskości. Czego Tobie serdecznie życzę. :)

Rozwój, a gonitwa za urojeniami.

Człowiek wstępując na drogę rozwoju duchowego tworzy nowe wyobrażenia. Ludzie rozwijający się duchowo tworzą się nowe cele, nowe pragnienia. Od mistrzów przejmuje się wyobrażenia o oświeceniu, mistrzostwie, radości, miłości, jedności. Wtedy zaczyna się pewien proces gonitwy. Chęci osiągnięcia czegoś, co jest bardzo duchowe i znajduje się na „końcu drogi”.

Cała gonitwa za wymyślonymi celami wynika z nie akceptacji siebie w teraźniejszości. Jestem tak, a chciałbym być inny. Inni są „lepsi”, dlatego ja muszę starać się być tacy jak oni. Lepszy, mądrzejszy, bardziej oświecony. Cały czas jest dążenie do bycia lepszym niż się jest. Na tym właściwie polega rozwój większości rozwojowców. Na oczyszczaniu, ćwiczeniach ezoterycznych, cały czas jest chęć bycia innym – lepszym, bardziej rozwiniętym, bliższym oświecenia.

Na początku drogi to jest dobre. Na początku warto podnieść swój poziom życia, aby umożliwić relaks mentalny. Warto pozbyć się głównych blokad, by w ogóle umożliwić medytację czy rozwinąć świadomość. Jednak potem sprawa wygląda inaczej. Warto zauważyć, że potem rozwój wpada w rutynę. Spotykam często ludzi, którzy tylko czekają na to „co by tu jeszcze oczyścić”. Całe oczyszczanie wchodzi w rutynę. Człowiek działa jak automat. Coś się źle poczułem… trzeba oczyścić, bo oświeceni się źle nie czują. Ciągle jest coś nie tak i ciągle jest „rozwój”. Dążenie do doskonałości. Może być i tak, tylko czy to jest optymalny rozwój? Warto zadać sobie pytanie, czy te pragnienia i określone, automatycznie wręcz, działania nie przysłaniają cudu teraźniejszości i doświadczania istnienia?

Wraz ze wzrostem świadomości pojawia się możliwość dostrzeżenia wszystkich swoich mentalnych uwarunkowań i astralnych pragnień. W tym punkcie człowiek może zauważyć, że pragnienie rozwoju, to też pragnienie. Wtedy pojawiają się dwie możliwości, albo będę się rozwijał dalej, goniąc za czyimiś wyobrażeniami o oświeceniu, albo zaakceptuję totalnie siebie w teraźniejszości i zacznę doświadczać tego, co jest w pełni. To kluczowy wybór.

Goniąc za oświeceniem popadamy w pułapkę ego. To ego chce osiągnąć kolejną rzecz, tym razem bardzo duchową. Bardzo, wydaje się, wzniosłą. Oświecenie, brzmi majestatycznie i wspaniale. To duże wyzwanie, właściwie niemożliwe wyzwanie. Dlatego tak podniecające. Ego lubi takie zabawy. To wszystko wydaje się warte ciężkiej pracy (a po przeafirmowaniu, lekkiej pracy). Przecież każdy dąży do oświecenia.

W pewnym momencie zrozumiałem, że czas nie istnieje. To pociągnęło za sobą wiele spostrzeżeń. Nie ma narodzin, nie ma śmierci, nie ma reinkarnacji…i nie ma oświecenia. Wszystkie te rzeczy są w tej chwili projekcją mentalną. Nie ma ich w teraźniejszości. Są wymysłami umysłu. Wydaje się oczywiste, ale może okazać się wyzwalające. W końcu, po co zajmować się wymysłami?

Jesteś całkowicie zanurzony w teraźniejszym istnieniu. Nie istnieje nic więcej. Nigdy nie istniało. Dlatego oświecenie, jeśli jest, jest tu i teraz. Nigdy nie będzie gdzie indziej. W przyszłości są tylko wyobrażenia o oświeceniu.

Co zrobić, gdy nie jesteś oświecony? Gdy tu i teraz nie ma oświecenia (czyli nie ma tego, co nazywamy oświeceniem). A kto powiedział, że musisz być oświecony? Wstępując na drogę duchową wskazali Ci cele. Oświecenie, osiągnięcie szczęścia, osiągnięcie wolności, nadprzyrodzonych mocy, poczucia miłości i jedności, cokolwiek. Nie jest to złe, jednak to tylko cele dla ego. Twoje ego było bardzo chętne by osiągnąć oświecenie. By stać się nadczłowiekiem, czy uwolnić się od wszelkich cierpień. Twoje ego chce być oświecone. Chce mieć te wszystkie cechy, które składają się na oświecenie. Oczywiście da się je osiągnąć, wystarczy trochę praktyki, ćwiczeń, afirmacji i wizualizacji. Po chwili czuję szczęście, czuję wolność, zaraz przeafirmuję miłość i będę szczęśliwy. Ale czy będę „oświecony”? Czy kiedy wyuczę się wszystkich cech oświeconego, będę oświecony? Nie wiadomo, ponieważ nikt się jeszcze tak nie oświecił.:)

Zupełnie innym podejściem jest totalna akceptacja siebie tu i teraz. Uświadomienie sobie, że już nigdzie nie musisz iść. Uświadomienie sobie mentalnych celów i pragnień. Wszystkie cele, włącznie z oświeceniem, okazują się wymysłami i polem gry ego. Wraz z takim uświadomieniem okazuje się, że nigdzie nie trzeba iść. Jest się dokładnie na swoim miejscu. Nawet, jeśli się nie pasuje do wyobrażeń o „oświeconym”.

Jeśli nie mam zdolności parapsychicznych, nie umiem uzdrawiać, nie umiem wychodzić z ciała, nie czuję jedności ze wszechświatem, nie mam świadomości totalnej… to czy muszę z tego robić napięcia? Czy muszę czuć się w jakiś sposób gorszy? Czy w końcu muszę dążyć do osiągnięcia tego? Czy to jest jakiś bezwzględny cel? Odpowiedź na wszystkie pytania brzmi NIE.

Jesteś dokładnie na swoim miejscu w rzeczywistości. Usiądź i odpocznij. I tak wiele już zrobiłeś. Wejdź totalnie w chwilę teraźniejszą i pozwól, niech się dzieje samo. Niech umysł nie tworzy pragnień. Pragnienia tylko przeszkadzają w rozwoju, ponieważ nie pozwalają dostrzec teraźniejszości. Nie pozwalają odkryć światła świadomości, które z Ciebie promieniuje.

Nieważne kim jesteś, jakie masz moce czy jakich nie masz. Nie ważne czy jesteś lepszy, czy gorszy od innych ludzi. Jesteś przejawem boskości. Twoja jaźń, dusza, zawsze doświadcza istnienia. Zawsze doświadcza tego, co jest teraz i jest z tego niezmiernie szczęśliwa. Uczestniczy w boskim procesie tworzenia. Dlaczego miałbyś robić co innego niż ona? Jaźń doświadcza, Ty się uganiasz za oświeceniem. Może spróbuj doświadczać istnienia i boskiej gry razem z nią. Stań się tą świadomością. Każdą chwilę życia, każde doświadczenie otocz świadomością. Niech z Twych oczu patrzy Bóg, niech przez Twoje ciało czuje Bóg. Jesteś przejawem Boga. To na prawdę piękne.

Nie musisz zaprzestawać swojego dotychczasowego rozwoju, nic nie musisz. Jeśli chcesz doświadczać rozwoju, doświadczaj. Jeśli chcesz doświadczać czego innego, doświadczaj. Ważna jest świadomość, iż jesteś jaźnią, przejawem Boga, który doświadcza. Obserwuj to z poziomu nieskończonego, z poziomu świadomości. Twoja świadomość jest świadomością jaźni, która porusza się na niższych planach, by je zbadać (doświadczyć). To dusza, prawdziwy TY, doświadcza istnienia.

Chodzi o zmianę podejścia do życia. Już nie jesteś oddzielną świadomością, próbującą znaleźć drogę do Boga. Ta oddzielona świadomość to ego. Teraz jest inaczej. Jesteś Bogiem, doświadczającym świata. Każde, nawet najmniejsze doświadczenie, jest ucztą dla duszy. Przecież każde doświadczenie pochodzi z boskiego źródła. Dzieje się w polu boskości, stanowi część procesu miłości. Jesteś tego częścią, nie jesteś odrębną świadomością, próbującą odzyskać jedność. Jesteś już jednością.

A co z oświeceniem? Ten stan, który nazywasz oświeceniem (Twoje wyobrażenia o oświeceniu) przyjdzie albo i nie. Nie ma to w sumie znaczenia. Nie musisz do niego dążyć. Jesteś teraz w tym miejscu i w tym doświadczeniu. Gdybyś miał doświadczać teraz oświecenia, już dawno byś doświadczył. Jednak doświadczasz tego. Zaakceptuj to totalnie. Doświadczaj całą świadomością. Zanurz się w istnieniu całkowicie. Poczujesz wewnętrzne, wieczne światło, które doświadcza istnienia. Właśnie tu i teraz. Jesteś wieczną duszą, przejawem Boga, który doświadcza istnienia. Doświadczaj więc z otwartym sercem i bez oporów. Niech teraźniejszość nie będzie przysłonięta pragnieniami w przyszłości i obciążeniami z przeszłości. Zaakceptuj totalnie chwilę teraźniejszą i znajdź w niej boskość. Tak się stanie, kiedy tylko uświadomisz sobie, że Ty jesteś jaźnią i Ty doświadczasz istnienia. Właśnie tu i teraz :)

Zogniskowanie Teraźniejszości cz.2

Pojawia się pytanie, jak zogniskować świadomość na „Tu i teraz”?

To kluczowe pytanie.

Jest wiele sposobów. Każdy może mieć swój. Być może większość nie potrzebuje żadnego sposobu. Może większość już jest w stanie Tu i teraz. Wtedy nie ma już gdzie iść.:)

Jeśli jednak czujesz, że umysł w większości czasu przebywa poza Tobą i nie jesteś tego świadomy, to warto posłużyć się pewnymi praktykami skupiającymi świadomość na teraźniejszości i na ciele. Oczywiście nie musisz nic robić, jednak czasem warto spróbować.

Przede wszystkim, warto wrócić świadomością do ciała. Warto dojść do takiego stanu, gdzie pojawia się świadomość ciała. Spróbować poczuć ciało od środka, widzieć oczami ciała, słyszeć uszami ciała, czuć ciałem. Być po prostu w ciele. Zogniskować swoją świadomość na swoim ciele. Jest to integracja na poziomie egzystencjalnym.

Ciało stanowi nieodłączną część Twego istnienia. Ciało i duch nie są czymś oddzielnym. Są przejawem tego samego istnienia. Przenikają się nawzajem, wpływają na siebie i tworzą razem całość. Można powiedzieć, że ciało jest rozszerzeniem ducha, tylko na niższym wibracyjnie poziomie. Sprowadzając świadomość do ciała, sprowadzasz świadomość do istnienia. Zaczynasz istnieć świadomie. Może się okazać, że jest to wyzwalający moment. Dlatego nie warto negować ciała, tylko skorzystać z niego, jako drogi do pełnego doświadczenia istnienia.

Czasem, kiedy umysł wraca do ciała, pojawia się pewna niechęć. Kiedy umysł ogniskuje się na teraźniejszości pojawia się bunt i opór. Tu warto zrozumieć jedną kwestię – opór powodują wyobrażenia i przekonania dotyczące ciała i rzeczywistości. Kiedy umysł koncentruje się na chwili obecnej, tak naprawdę koncentruje się na wyobrażeniach dotyczących chwili obecnej. Wyobrażeniach o aktualnym świecie, aktualnej sytuacji, o sobie. Najczęściej te wyobrażenia są nieciekawe. Umysł widzi i ocenia swoją sytuację życiową, ocenia swoje ciało – częstokroć czując do niego niechęć. To wszystko jest tylko subiektywną wizją rzeczywistości.

Nie chodzi o to, by umysł powrócił do teraźniejszości, tylko aby świadomość się Tu zogniskowała. Kiedy świadomość ogniskuje się na ciele, obejmuje też umysł. Całe pole ciała jest objęte świadomością. Tak więc wszystkie procesy umysłu stają się widoczne. Nie ma wtedy interpretacji umysłu, dlatego nie ma czegoś takiego jak negatywna sytuacja życiowa. Jest czysta rzeczywistość, jest pole istnienia. Kiedy nawet przyjdą oceniające myśli, człowiek jest ich świadom. Nie jest myślami, tylko pozwala im być w polu ciała. Pozwala myślom przepływać przez pole istnienia, jednak nie słucha ich.

Sama świadomość trwa w ciszy, jest to obserwator. Z poziomu obserwatora nie ma miejsca na interpretacje rzeczywistości. Nic nie jest złe, ani dobre. Nie ma ocen. Dlatego rzeczywistość jest. Po prostu jest. Istnieje i doświadcza. Jest to zupełnie nowy wymiar obserwacji. Jest czysty od ocen i interpretacji. Dlatego jest cudem samym w sobie. Warto powrócić świadomością do chwili teraźniejszej, aby stanąć ponad myślami. Wtedy pozostanie czyste doświadczenie i czysty przejaw Boga.

Dobrym pytaniem, które przywołuje świadomość do ciała jest: „Co w tej chwili robi moje ciało?” lub „Co teraz dzieje się w moim polu?”- To magiczne pytanie od razu powoduje powrót świadomości. Wtedy umysł może się zatrzymać, porzucić swoje dotychczasowe zajęcie, by zaobserwować ciało. Po prostu obserwować, nie działać, nie oceniać, nie rozmyślać. Wtedy znikają wyobrażenia, nawet wyobrażenie ciała, które jest zawarte w pytaniu. Co się dzieje w moim polu, które nie jest ciałem, nie jest też myślą, jednak zawiera w sobie obie te wibracje. Na tą krótką chwilę włącza się cicha obserwacja. Co robi moje ciało? Jest ciche czekanie, obserwowanie, świadomość. Jest dziecinna ciekawość, pełnia uwagi. Wystarczy to zrobić odpowiednio głęboko, a stanie się to mistycznym momentem.

Oczywiście po chwili ego wepchnie się pomiędzy świadomością, a ciałem. Powstaną interpretacje i oceny. Zacznie odpowiadać: „Moje ciało leży, oddycha, czuje coś, myśli…”. Ewentualnie zauważy coś więcej, poczym powróci do swoich rutynowych działań, czyli myślenia. Warto te myśli również zaobserwować. Jeśli uda się to obserwować, być tego świadomym, to znaczy, że nadal jesteśmy w przestrzeni ciała. Jesteśmy świadomi, że w tej przestrzeni pojawiają się myśli. Czyli nadal jesteśmy zogniskowani.

Kolejnym bardzo efektywnym sposobem, jest zapytanie „kim jestem”? – Poczym obserwowanie swego umysły. Nie warto zagłębiać się w umysłowe rozważania na temat tego pytania. Ponieważ to tylko wyobrażenia, a Ty nie jesteś wyobrażeniem. Wystarczy prosta obserwacja działania myśli. Umysł wymyśli wiele rzeczy. Będzie jednak musiał w końcu spojrzeć na ciało. Ponieważ pytanie „Kim jestem?” Prowadzi do ciała. Tym samym do teraźniejszości. To pytanie prowadzi do głębi istnienia, do Twojej prawdziwej istoty. Więc w pewnym momencie uwaga przyjdzie ku ciału. Kiedy wyczerpią się wszystkie wymysły, zapali się świadomość. Człowiek zacznie po prostu być w ciele. Nagle uświadomi sobie, że jest w środku swego pola. I powstanie chwila ciszy. Chwila bycia. Nie będzie już pytania, kim jestem. Będzie po prostu istnienie. Świadomość zostanie zogniskowana.

Raz posłużyłem się wizualizacją czegoś w rodzaju linijki czasu. Wyobraziłem sobie, że ta linijka wyłania się z punktu zerowego i biegnie w przeszłość. Tak jak muzyka, której dźwięki odchodzą w przeszłość, a mimo to ciągle dźwięczą w naszym umyśle. Relacja zapamiętanych dźwięków układa w głowie melodię. Dlatego zawsze jesteśmy świadomością trochę z tyłu. Umysł zawsze zwraca uwagę na to, co przed chwilą odleciało. Chce objąć świadomością tą część osi czasu, która już odeszła w przeszłość. Jesteśmy parę chwil za teraźniejszością. Linijka cały czas się przesuwa w przeszłość, a my jesteśmy cały czas kawałek za punktem zero. Ponieważ w umyśle jest lekkie opóźnienie. Umysł zawsze się trochę spóźnia z istnieniem, potrzebuje czasu na interpretację i objęcie wszystkiego. Warto to zauważyć.

Dlatego proponuję tu wizualizację pewnej podziałki, osi czasowej, która cały czas tworzy się w punkcie zero i odpływa w przeszłość. Teraz kluczowy moment. Przesuwaj się świadomością w górę biegnącej linijki czasu – do zera, tam gdzie się ona tworzy. Pozwól całemu wszechświatowi odpływać. Coraz bliżej i bliżej… I nagle punkt zero, jesteśmy tam, gdzie tworzy się czas. Tworzymy się razem z czasem. Jesteśmy w teraźniejszości i… o dziwo jesteśmy też w ciele.:)

Myśli same przestają się tworzyć. W punkcie zero jest cisza.

Świadomość jest zogniskowana.

Można wyobrazić sobie ciało jako dom, w którym mieszka świadomość. I powiedzieć sobie, że teraz Pan wraca do domu. I poczuć, że ciało jest wypełnione świadomością – jest pełne światła. Po prostu przyprowadzić świadomość do ciała. Najpierw do nóg, potem coraz wyżej, do brzucha, do klatki piersiowej, do szyi i głowy. Sprowadzić się do ciała. Warto rozgościć się w swoim ciele. To w końcu Twój dom, Twoja świątynia. Odbieramy wtedy wszystkie uczucia ciała. Patrzymy z oczu ciała, czujemy ciałem. Po prostu jesteśmy totalnie w ciele. Nie można być w ciele w przeszłości, ani w przyszłości. Dlatego będąc całkowicie w ciele, jesteśmy też całkowicie zogniskowani na teraźniejszości. Jesteśmy do końca sobą. Istniejemy. Wtedy porzucamy całą mentalną bieganinę umysłu, choć na chwilę. Jesteśmy ześrodkowani.

Kiedy się tak otoczy świadomością siebie, od razu można zauważyć zmianę. Właściwie da się zauważyć zmianę postrzegania w momencie sprowadzenia świadomości w okolicę trzeciego oka. Wtedy zaczynamy być świadomi. Można dostrzec siebie, można poczuć siebie bardzo wyraźnie. Wtedy się po prostu jest w ciele, nie rozprasza się energii na niepotrzebne myśli. Zwyczajnie jest się w domu, jest się tu i teraz. Jest się świadomym również stanu, który nas otacza. Aktualnej sytuacji. Nie wyobrażeń o sytuacji, ale rzeczywistej sytuacji. Jest się świadomym tych informacji odbieranych przez zmysły. Jest się zogniskowanym.

Kiedy Twoje ciało stanie się domem warto zwrócić uwagę na jedną rzecz – aby nie przywiązywać się do ciała. Po prostu, gdy to ciało umrze, podświadomość może nie chcieć jego opuścić, ponieważ nauczyła się w nim mieszkać, przywiązała się do niego. Dlatego warto użyć tej wizualizacji tylko po to, by nauczyć się ogniskować swoją świadomość na momencie teraźniejszym. Potem należy porzucić metodę, tak aby została sama umiejętność bycia w świadomości.

Właściwie to każdą metodę należy odrzucić, gdy staje się niepotrzebna. Jeśli nie porzucimy metody, stanie się ona dla świadomości więzieniem. Kolejnym przyzwyczajeniem. To jest niepotrzebne.

Dlatego mówię tu o zogniskowaniu świadomości, a nie przywiązaniu do ciała. Świadomość można zogniskować w każdych warunkach, nie tylko w ciele fizycznym, ale i np. w astralnym. Po prostu stać się świadomym.

Każda medytacja uczy bycia Tu i Teraz. Jednak medytacja kojarzy się ludziom z czymś trudnym i nudnym. Kojarzy się z siedzeniem i nic nie robieniem. Tak bez sensu. Czasem trudno w dzisiejszych czasach przetłumaczyć ludziom istotę medytacji i jej cel. Dlatego zamiast medytacji proponuję zawarte tu sposoby. Są one bardziej zabawą, jednak mogą wywołać bardzo pozytywne efekty.

Jeśli chcesz, możesz sam popróbować różnych sposobów, by zogniskować świadomość. Niektórzy potrafią to robić ot tak na zawołanie. Po prostu być świadomym. Tak też myślałem, jednak teraz wiem, że ten stan to nie była pełna świadomość, tylko taka połowiczna. Najczęściej ludzie stają się świadomi na miarę swoich wyobrażeń. Czyli widzą świat poprzez interpretacje i filtry mentalne, to nazywają świadomością świata. Nie jest to świadomość obserwatora, jest to myślenie o świecie. Tworzenie myśli i wyobrażeń – bardzo subiektywnych i nietrwałych. A przecież wystarczy tylko obserwować i być świadomym. Wystarczy istnieć. Jeśli nie wierzysz, spróbuj.

Tak, tylko co Ci da ześrodkowanie świadomości? Cóż, jeśli tego doświadczysz, to zobaczysz.:)

Przede wszystkim pozbywamy się całego natłoku niepotrzebnych myśli i interpretacji. Myśli, które tworzą nierealne i wyimaginowane problemy. Wszystkie one stanowią skuteczną zasłonę dla teraźniejszości, ponieważ odprowadzają nas od niej. Myśli powodują zagubienie świadomości w świecie iluzji. Zupełnie niepotrzebnie.

A kiedy już będziesz w stanie świadomości, może się wydarzyć wiele pozytywnych rzeczy. Jednak nie koniecznie. Możesz na początku poczuć pewien opór do bycia w ciele. Może wcale nie być tak miło. Jest to spowodowane ciągłym napięciem ciała. Ciało przez lata było poddawane napięciom i stresom, nauczyło się utrzymywać wszelkie blokady energetyczne. Dlatego powracając świadomością do domu, może się okazać, że w domu wcale tak miło nie jest. Dom jest nieuporządkowany. Wtedy wyzwoleniem może okazać się jeszcze głębszy wgląd w ciało. Wgląd w naturę tych blokad. Jeśli coś jest napięte, obserwuj to. Zobacz jak dane miejsce się zachowuje. Kiedy ujrzysz te napięcie, po chwili ciało przestanie je utrzymywać. Pojawi się przepływ energii. Jednak nie na zawsze. Potem może się stać tak, że umysł znów wyprowadzi nas z ciała i napięcie powróci. Do całkowitego uwolnienia się od blokad warto użyć innych technik – np. oddechowych, czy afirmacji.

Chodzi ogólnie aby przez ciało mogła przepływać czysta energia. Im mniej blokad, tym czystsze ciało. Im mniej blokad, tym wyższe wibracje. Im wyższe wibracje, tym bliżej do stanu miłości, do stanu ciszy.

W stanie świadomości istnieje tylko Tu i teraz. Wszystko staje się bardziej żywe, kolory jaskrawsze, całe doświadczenie takie cudowne, jak nigdy przedtem. Wtedy pojawia się cud istnienia. Bez zbędnych interpretacji ego i oceniania. Pojawia się życie. Może po raz pierwszy tego doświadczysz, choć na pewno doświadczałeś czegoś podobnego będąc dzieckiem. Teraz masz szansę doświadczyć tego świadomie.

Może się tak stać, że ujrzysz całkiem nową rzeczywistość. Zupełnie inną i cudowniejszą niż wszystkie wyobrażenia o niej. Możesz się w niej zakochać. Jest ona tak delikatna i przepełniona życiem. Przejawia się w całkowitej doskonałości. Jesteś nią całkowicie połączony. Tańczysz w radosnym tańcu stworzenia.

Odkrywasz prawdziwą wolność. Całkowitą i totalną wolność. W stanie ciszy nie ma żadnych ograniczeń, nie ma Cię co tam ograniczać. Jesteś dokładnie w tej chwili gdzie powinieneś być. Nie ma już dokąd iść. Doszedłeś do celu. Jesteś w domu. Nagle spada z serca ogromy ciężar. I serce zaczyna śpiewać przepiękną pieśń miłości wszechświata.

OM TAT SAT

:)

Zogniskowanie Teraźniejszości cz.1

Codzienne myśli człowieka tworzą jeden wielki chaotyczny proces. Wydaje się, że naturą człowia jest ciągły mentalny szum. Myślenie nie potrafi ustać, umysł ciągle gdzieś błądzi. Przelatuje po myślach, wyobrażeniach, słowach, obrazach. Od przeszłości, do przyszłości. Myśli snują się na wszystkie tematy. Jest to nieprzerwany ciąg energii, ciąg skojarzeń. Nazywamy to „normalnym” działaniem umysłu. Można to też nazwać szaleństwem.

Umysł sprawia, że świadomości nigdy nie ma w ciele. Cała świadomość podąża za chaotycznym umysłem. Zawsze jest gdzie indziej. To sprawia, że energia jest rozproszona. Jak wiadomo energia podąża za uwagą, w tym wypadku uwaga jest skupiona na chaotycznym skakaniu myśli. Jest skierowana gdzieś poza ciało. Świadomość człowieka jest skierowana na wyobrażone rzeczy, które nie istnieją. Są one tylko wykreowane przez umysł. Ten proces sprawia, że myśli dostają odpowiednią porcję energii. Ciało mentalne tworzy myślokształty, czyli mentalne formy i zasila je własną energią. Skutek tego taki, że energia jest trwoniona na niepotrzebne myślenie. To prowadzi nie tyle do utraty energii, co do zagubienia się w swoich własnych wyobrażeniach, które stają się mocne.

Czy warto tkwić i umacniać swoje wyobrażenia? Moim zdaniem warto jest spojrzeć na samą rzeczywistość, czystą rzeczywistość, bez interpretacji i wyobrażeń. Czyż nie jest ona wystarczająco piękna? Jednak żeby to zrobić, warto najpierw pozbyć się całego chaosu z umysłu. Dostrzec fundamentalne programy i filtry mentalne, które ograniczają czysty wgląd w rzeczywistość. A przede wszystkim, warto przenieść swoją świadomość do ciała, rzeczywistości, a nie rozpraszać energię na wprowadzające pomieszanie twory umysłu.

Cała przyszłość to wyobrażenie umysłu. Rozmyślanie o różnych rzeczach w przyszłości, martwienie się o przyszłość, czekanie na coś z niecierpliwością – to wszystko jest kierowaniem energii na wyobrażenia. Jest to zasilanie stworzonych wyobrażeń, których realnie nie ma. Nie ma potrzeby rozpraszać świadomości na te rzeczy.

To samo dotyczy przeszłości. Jest ona zachowana w pamięci, w podświadomości jako wspomnienia – czyli pewne zakodowane obrazy i wzorce reakcji. Są one ulokowane w naszych ciałach subtelnych. Umysł czasem potrafi rozpamiętywać jakieś zdarzenie, krążyć wokoło niego, nie potrafi go opuścić. To powoduje również zasilanie i utrzymywanie tych energii. Skutek ten sam, co powyżej – świadomości nie ma w chwili obecnej, nie jej w teraźniejszości. Energia jest rozproszona.

Zastanawianie się nad problemami logicznymi, czy matematycznymi również jest skierowaniem energii poza ciało. Umysł już nie jest w ciele, jest przy problemie. Próbuje go badać ze wszystkich stron, jednak uwaga jest skierowana poza ciało. Świadomość nie jest zogniskowana.

Za każdym razem, kiedy uwaga jest skierowana poza ciało, człowiek jest nieświadomy swojego istnienia. Energia podąża za świadomością, więc kiedy świadomości nie ma w ciele, energii też w ciele nie ma. Człowiek nie ma w tej chwili swojej „mocy”. Nie wykorzystuje swego potencjału. Po prostu ciało jest nieuporządkowane i działa nieświadomie. Pana nie ma w domu. W domu może się pojawić bałagan i chaos. Wtedy jest nieświadomość i popadanie w stare podświadome wzorce. Nie jest to korzystne, szczególnie gdy podświadome wzorce działają przeciw człowiekowi.

Stan nieświadomości, podążanie za myślami jest podobne do snu. We śnie człowiek też nie jest świadomy gdzie jest. Jest gdzieś poza rzeczywistością, umysł błądzi w świecie astralnym, w świecie marzeń. Energia nie jest skupiona. Świadomość nie jest zogniskowana.

Po nocy pełnej męczących snów, człowiek czuje się wyczerpany. Jest niewyspany i często w nie za dobrym humorze. To właśnie skutek wyładowywania się energii na emocje związane z męczącymi obrazami. Za to kiedy człowiek ma świadomy sen, często jest po takim śnie bardzo wypoczęty i pełny energii. Co się stało? Po prostu świadomość była zogniskowana. Nie pozwoliła rozproszyć się nieświadomie energii. Umysł nie błądził bez celu podążając za losowymi wizjami, tylko był podporządkowany świadomości. Energia była zogniskowana.

Tak samo dzieje się, kiedy człowiek zapada w bardzo głęboki sen. Umysł wtedy wchodzi w głęboką nieświadomość. Nie błądzi po żadnych światach, nie błądzi po różnych czasach, jest właściwie wyłączony. Nie ma umysłu. Energia nie jest w żaden sposób rozpraszana. Po takiej nocy człowiek budzi się jak nowo narodzony.

Nie jest też nowością, że po wysiłku umysłowym ciało jest wyczerpane. A przecież być nie powinno, nie jest to przecież wysiłek fizyczny. A jednak wyczerpanie jest wyraźne. To wszystko jest spowodowane również rozproszeniem energii poza ciało. Umysł tworzył znów myśli poza ciałem. Znów rozpraszał nieświadomie energię. Uwaga była skierowana poza ciało, a energia za nią podążała. Człowieka nie było w ciele, nie było go w domu.

Kiedy nie ma świadomości w ciele, człowiek czuje się zagubiony. Nie wie gdzie jest, nie potrafi się odnaleźć. Otacza się problemami, zmartwieniami. Ciągle myślami gdzieś błądzi, ciągle jest gdzie indziej. Nieustannie analizuje. Filozofuje, rozważa, gdzie jestem, gdzie jest wszechświat. Filozofia jest błądzeniem poza ciałem. Co da rozważanie o sensie wszechświata, jeśli świadomości nie ma w ciele, nie ma doświadczenia istnienia? To właśnie rozpraszanie energii. Jest to niekorzystny stan, jednak większość ludzi właśnie tak żyje. Przeważnie umysł wyprowadza świadomość z ciała. Utożsamianie się z myślami, to właśnie nieświadome podążanie za nimi.

Stres powstaje wtedy, kiedy człowieka nie ma w ciele. Umysł tworzy myśli dotyczące przyszłości, kombinuje, broni się przed nią. Walczy z przyszłością. Ten opór, który tworzy umysł powoduje napięcia na ciele. Energia jest blokowana. Jest to tylko mentalnie stworzony opór. Jednak wszystko dzieje się nieświadomie, ponieważ Pana nie ma w domu. Ciało działa samo, a świadomość jest gdzieś rozproszona i podąża za chaosem myśli. Umysł z kolei kieruje stresującymi myślami, wyobrażeniami i czarnymi scenariuszami. Nic dziwnego, że ciało reaguje na to spięciami. Człowiek nie jest świadomy tego procesu, ponieważ świadomość zasila szare wyobrażenia.

Stres powstaje nie tylko na myśl o przyszłości. Właściwie jego głównym źródłem jest interpretacja rzeczywistości. Czyli narzucone na rzeczywistość mentalne obrazy, na które podświadomość reaguje spięciami na ciele. Interpretując człowieka w białym fartuchu jako lekarza, umysł dopasowuje do tej interpretacji wspomnienia bólu. Dlatego powstaje całkiem nieświadomy i właściwie irracjonalny lęk. Świadomość jest zagubiona w mentalnych obrazach rzeczywistości. Nie postrzega rzeczywistości czysto, tylko zasila wyobrażenia o rzeczywistości. To jest duża różnica, warto dokładnie zauważyć ten proces.

Całe masmedia powodują rozpraszanie uwagi umysłu, odciągają go od ciała. Wydaje się, że człowiek robi wszystko, aby nie być w ciele. Ogląda telewizję, słucha radia, czyta książki, gra w różne gry, czy chodzi na imprezy. Nie twierdzę, że jest to niekorzystne, czy złe. Zwracam tylko uwagę na sposób robienia tych czynności. Jeśli służą one ucieczce z ciała, to jest to niekorzystne. Jeśli człowiek robi to wszystko tylko po to, by zapomnieć o swoich problemach, to jest to ucieczka od chwili teraźniejszej. Umysł odchodzi w kierunku czego innego, po to by nie musieć siedzieć w nudnym i pełnym cierpienia ciele. By nie musieć być w tej nudnej chwili. Robi wszystko by zapewnić sobie rozrywkę i znaleźć szczęście. To prowadzi do rozproszenia świadomości poza ciało, poza teraźniejszość, a w rezultacie do cierpienia.

Wszystko jest w porządku, kiedy oglądam TV i mam świadomość, że oglądam (że moje ciało ogląda). Jednak zatracenie się zaczyna wtedy, gdy zapominam o swoim ciele i podążam za tym, co oglądam. Wtedy moja świadomość jest zamknięta w tych obrazach, które daje mi telewizja. Można powiedzieć jedno: Świadomość zamknięta w telewizorze.:)

Jeszcze ciekawiej robi się, kiedy dziecko wstając od gry komputerowej mówi: „Zabili mnie”. – Świadomość zamknięta w świecie gry, gdzie ego utożsamia się z wirtualną postacią.

Ciało wydaje się takie nudne. Teraźniejszość wydaje się taka nudna, że w ogóle niewarta bycia. Tak myśli większość ludzi, bo i co ciekawego jest w byciu tu i teraz? Przecież ego chciałoby zawsze więcej i bardziej. Po co mu być w teraźniejszości. Woli być w przyszłości, przeszłości, w telewizji czy gdzie indziej – byle tylko nie tu i teraz. To jest trochę dziwne, zważywszy na to, że jedyny moment, jaki istnieje to właśnie teraźniejszość. Istnienie obywa się właśnie teraz. Ludzie nie czują tego wspaniałego momentu, ponieważ nigdy nie ma ich w pełni w teraźniejszości.

Ludzie wracają do ciała tylko czasami. Gdy coś ich zaboli, czy gdy nagle ciało znajdzie się w nieoczekiwanej sytuacji. Wtedy na chwilę powracają do teraźniejszości by zbadać, co się dzieje. Wtedy przez malutką chwilkę są w ciele, czują je od środka. Świadomość ogniskuje się, czeka. Jest dokładnie Tu i Teraz. Jest to powrót do domu. Jednak po chwili umysł tworzy wyobrażenie ciała i zaczyna analizować co się dzieje, czy to jest dobre czy złe. Tak tworzy nowe obrazy – świadomości już w ciele nie ma, jest w obrazach. Nie ma doświadczenia, jest tworzenie wyobrażeń.

Czasem zdarza się, że ciało zachoruje. Wtedy świadomość może powrócić na dłuższy czas. Ciało boli, wtedy przykuwa uwagę. Wydaje się to być całkiem naturalne, że bolące miejsce przyciąga uwagę jak magnes. Wtedy świadomość kieruje tam energię. Umożliwia to szybki powrót do zdrowia (oczywiście o ile jest to pozytywna i pełna miłości energia).

Świadomość powraca często do ciała, gdy człowiek jest na łonie natury. Opada wtedy cały szum mentalny. Umysł popada w zachwyt nad pięknem natury, nie ma myśli by to opisać. Pozostaje samo doświadczanie. W takich chwilach ciszy, przepływa przez człowieka czyste piękno. Serce się otwiera i promieniuje radością. Świadomość nie jest rozproszona, jest zogniskowana w cichym stanie obserwacji, w stanie czekania – jest to kontemplacja piękna przyrody. Takie chwile wypełniają serce zachwytem. To właśnie chwile teraźniejszości. W nich wychodzi na jaw cała cudowność wszechświata. Czy to jest aż takie nudne? Czy warto to zastępować pogonią za niczym?

Okazuje się, że ogniskując świadomość na „Tu i teraz”, człowiek nagle widzi, że posiada wszystko, co mu potrzeba. Okazuje się, że szczęście jest tu i teraz. Nagle zostaje otoczony cichą przestrzenią. Sam staje się również nieruchomą ciszą. Jest dokładnie tam, gdzie powinien być. Nic więcej, nic mniej.

Gdy świadomość jest zogniskowana, dokładnie widać, co przejawia się w ciele. Można być świadomym wszystkich procesów fizycznych, jak i mentalnych. Widać wszystkie uczucia, które przechodzą przez ciało. Czuć je w postaci energii, można je też dostrzec mentalnie jako pewne dziwne formy. Kiedy człowiek jest w ciele, kiedy jest ześrodkowany, wtedy nie utożsamia się z myślami. To jest piękny moment. Może czuć gniew, jednak nie podąża za gniewem, nie jest gniewem. Widzi gniew jako coś co jest w ciele i przemija. Nic więcej. Wszystko jest w porządku. Człowiek trwa w wielkim spokoju. Trwa w ciszy.

Tak samo dzieje się z innymi problematycznymi myślami, czy emocjami. Kiedy jest się przygnębionym z powodu wyobrażeń o sytuacji życiowej, to człowiek czuje się źle, czuje się ograniczony. Kiedy jednak uzyskuje ześrodkowanie świadomości, osiąga ciszę, zaczyna dostrzegać, że to tylko proces mentalny będący gdzieś w ciele. Nie trzeba za nim podążać i wchodzić w niego świadomością. Można ciągle być w ciele i go zaobserwować. Taki proces po chwili zniknie. Po prostu nie utrzymujemy go, nie dajemy mu energii, ponieważ jesteśmy w ciele, nie podążając za myślami.

To naprawdę wyzwalający stan. Stan pełen wolności i jasności.

Zogniskowanie świadomości można uzyskać też za pomocą różnych praktyk. Można dzięki nim znaleźć drogę do teraźniejszości. Mogą one sprawić, że świadomość powróci do domu, powróci do teraźniejszości.

Wierzysz w Boga? To może czas byś przestał…

Chcę na początku zaznaczyć, że ten tekst nie jest dla wszystkich. Jeśli Twoja wiara jest taka, jaką kościół przykazał i dobrze Ci z tym, nie czytaj dalej. Jeśli Twoja relacja z Bogiem jest w porządku i dobrze Ci z tym, nie czytaj dalej. Jeśli jesteś obrońcą wiary i „wiesz lepiej”, również proszę, nie czytaj dalej.:)

Kwestia którą tu przedstawię, dotyczy wszystkich religii, w których występuje jakikolwiek Bóg osobowy lub wielobóstwo. Nie jest ważne do jakiej religii się odnoszę, ważny jest sens tego co chcę przekazać. Dlatego nie krytykuję tu żadnej religii. Wskazuję tylko pewne rzeczy, które mogą stać się poważnym ograniczeniem na ścieżce rozwoju duchowego.

Na początek prosta zabawa. Poproszę Cię, byś wyobrażał sobie rzecz, którą będę stopniowo opisywał. Postaraj się wyobrażać szczegółowo. Tak więc zaczynamy:

– To coś jest duże.

– To coś jest szare.

– To coś ma cztery wielkie nogi.

– To coś ma duże uszy.

– To coś ma czasem wielkie kły.

– To coś często chodzi po lesie, w Indiach.

– To coś ma ogonek.

– To coś ma długą trąbę.

 

Widzisz to przed sobą? Wiesz już co to jest? Widzisz jaki jest szary, duży z trąbą? To teraz muszę Cię rozczarować… To nie jest słoń. :)

Więc co to jest? To jest Twoje wyobrażenie słonia. Jest to obraz Twojej wyobraźni. Twój umysł stworzył (lub próbował stworzyć) mentalny obraz tego o czym pisałem. Czytając poszczególne informacje obraz stawał się coraz bardziej wyraźny. W końcu nastąpiło olśnienie – „to przecież słoń!” i przed oczyma stanął słoń. No ale do końca to słoń nie był. To było wyobrażenie, wizja stworzona przez umysł.

Przejdźmy teraz na pole duchowości.

Wszyscy prekursorzy wielkich religii byli mistykami. Mieli osobisty i bardzo głęboki kontakt z sobą i całym procesem życia. Potrafili odkryć w swoim wnętrzu to co nieprzejawione, a swoje odkrycie postanowili przekazać innym. Jednak nie było to takie proste – opisać słowami coś, co jest ponad wszelkimi słowami. Posługiwali się więc „drogowskazami”, metaforami, określeniami. To wszystko miało na celu pokazanie jak ten mistyczny kontakt z wszechświatem wygląda. Poprzez grę słów próbowali wskazać swoje ponadczasowe doświadczenie.

A ludzie tamtego okresu byli prości. Trudno było im wytłumaczyć, co dokładnie czuł taki mistyk. Dlatego powstało pewne określenie absolutu czegoś, czego nie można wypowiedzieć – powstał Bóg. Od tej pory to, co nienazwane, zostało nazwane. Umysł był w swoim żywiole. Teraz dopiero można było poznać Boga, teraz dopiero można wymyślić jaki to on jest, jaki nie jest. Potem już lawinowo powstawały nowe określenia, nowe teorie, coraz to różne wyobrażenia na temat Boga. Umysł człowieka okazuje się cudownie kreatywny i jak tworzyć to tworzyć – Bóg taki, Bóg inny, Bóg wojny, Bóg miłości, Bogini życia, Bóg śmierci, Syn Boży, Matka Boża, Bóg słońca – do wyboru, do koloru. Oczywiście ludzie już nie doświadczali osobistego kontaktu z nieprzejawionym. Gdyby tak było, wiedzieli by, że jakiekolwiek nazywanie Boga jest absurdem. A zupełną głupotą okazałyby się wojny i szerzenie śmierci za Boga.

I nie było by w tym nic poruszającego gdyby nie to, że ta nieświadomość została nam do dzisiaj.

Wielu duchowych nauczycieli naucza o Bogu. Nie tyle wskazują drogę do Boga, co opowiadają o Bogu najróżniejsze rzeczy. Wielu teologów pisze książki o wierze, o Bogu. Wychwalają Boga – jaki to On nie jest wspaniały, jaki hojny, miłosierny, jaki sprawiedliwy. Niektórzy nawet twierdzą, że Bóg jest bardzo srogi i tylko czeka jakby tu człowieka dopaść. W tym natłoku informacji i wyobrażeń, wzniosłych tekstów i artystycznych wizji, zatraciło się gdzieś źródło. Tylko nieliczne głosy współczesnych mistyków rozwiewają nieświadomość. Jednak na ten czas o wiele więcej jest nieświadomych nauczycieli duchowych, którzy nauczają tego, co im powiedzieli. Nie znają innego Boga jak tylko Boga z wyobraźni. Boga, w którego trzeba wierzyć… wierzyć na słowo. Bo póki co, wydaje się, że innej drogi nie ma. Cóż, jest i zaraz do tego dojdziemy :)

Pamiętasz słonia? Nie był realny, był tylko wyobrażeniem. U większości ludzi tak samo jest z Bogiem. Nie potrafią go doświadczyć, dlatego wierzą innym na słowo. Wierzą w wyobrażenia innych. Za pomocą opowieści, uczuć, nauk, określeń, słów, myśli – tworzą swoje własne wyobrażenie Boga, w którego trzeba wierzyć. Tworzą swoje własne bóstwo, które z prawdziwym Bogiem nie ma wiele wspólnego. Ludzie nie są przeważnie świadomi, że drogowskazy to nie Bóg. Drogowskazy mają tylko nakierować na Boga, jednak nie stanowią samej jego istoty.

Takie stwarzanie wyobrażeń odbywa się na planie astralnym (inne określenie przestrzeni gdzie tworzą się wyobrażenia). Warto sobie uświadomić jak wielki jest myślokształt chrześcijańskiego Boga, którego wyobraża sobie pół świata. To jest duże i zawiera w sobie chyba wszystkie możliwe wibracje – od lęku do wyobrażeń błogości. Jednak nie jest to Bóg. Jest to tylko forma nieprzekraczająca świata wyobrażeń i emocji, dlatego nawet przeżycia ekstazy związane z tym myślokształtem nie przekraczają pewnego poziomu.

Teraz pewnie stwierdzisz, że to Cię nie dotyczy, że Ty wierzysz w prawdziwego Boga… właśnie, wierzysz. Wiara zawsze ma swój podmiot. Wierzy się zawsze w coś. Jeśli jest coś, to jest wyobrażenie tego czegoś. Jeśli jest wiara, to jest i wyobrażenie tego, w co się wierzy. To wyobrażenie może być bardzo subtelne, jednak kojarzyć jakieś uczucia, myśli związane z Bogiem. Nie twierdzę, że większość ludzi wyobraża sobie Boga jako starego dziadka z siwą brodą, który siedzi w niebie i ma nieskończoną moc. Takie wyobrażenia mogą budzić uśmiech na twarzy. Jednak czym się różni to wyobrażenie od innego wyobrażenia, skoro oba są taką samą myślą? Nawet jeśli zakazuje się wyobrażeń czy imion boga, zawsze w umyśle tworzy się jakaś forma, jakaś relacja wskazująca na coś zewnętrznego – zawsze jest to jakaś forma myślowa. Dziadek z brodą wydaje się mało prawdopodobny dla dorosłego, jednak jak się jest dzieckiem to wydaje się całkiem sensowne. Pozatym jak wytłumaczyć dziecku naturę Boga, skoro samemu się jej nie doświadczyło? Tylko za pomocą skojarzenia do osoby, najlepiej osoby takiego proroka (mistrza) z brodą.

Zawsze jest jakieś wyobrażenie. Wielu sądzi, że Bóg musi wyglądać jak człowiek; przecież stworzył człowieka na swoje podobieństwo. Wielu może myśleć, że Bóg jest podobny do Jezusa czy Kriszny. Jedno jest pewne, trudno Boga wyobrazić, jednak zawsze jakieś wyobrażenia są. Chociażby skojarzenia.

Wiele religii tworzy wyobrażenia o tym najwyższym. Np. hinduizm zawiera mnóstwo wyobrażeń, postaci i form, w które się wierzy. Nawet ludzie rozwijający się duchowo popadają w pułapkę wyobraźni. Wyobrażają sobie Wyższe Ja lub nadświadomość. To jest już bardzo subtelne wyobrażenie, choć może budzić jakieś skojarzenia i nadal być formą myślową.

W końcu buddyści, którzy przyjmują pustkę. Nie ma tam Boga, jest pustka. Tylko czy ta pustka nie staje się czasem wyobrażeniem pustki? Warto mieć świadomość gdzie się aktualnie jest i co się aktualnie dzieje. Może się okazać, że ta pustka jest tylko słowem budzącym odpowiednie skojarzenia.

To czym w końcu jest Bóg? Jak do niego się dostać? Przede wszystkim warto zdać sobie sprawę, że słowa to tylko drogowskazy. Mają na celu doprowadzenie człowieka do pewnego stanu, do pewnego doświadczenia, jednak nie są same w sobie niczym ważnym. W pewnym momencie trzeba porzucić słowa.

Boga można doświadczyć, wielu ludzi tego doświadcza. Różnie to nazywają, niekoniecznie Bóg. Może to być jedność z wszechświatem, proces życia, pustka, miłość, cisza, źródło wszechrzeczy… pamiętaj, że to tylko słowa. Mają na celu wskazać drogę, nie wzbudzić wyobrażenia.

Aby doświadczyć Boga, trzeba porzucić wszystko, co Bogiem nie jest. Po takim akcie pozostaje tylko prawdziwa natura człowieka, pozostaje to, co nieprzejawione, wtedy można doświadczyć Boga.

Nie mówię tu o chwilowej Bożej inspiracji. Takie inspiracje mogą się pojawić jako wynik wielkiej otwartości i ufności. Sama otwartość stwarza czystą przestrzeń, a ufność pozwala przyjąć inspiracje. To piękny stan, choć wydaje się być chwilowy.

Na początek warto sobie uświadomić, że kluczem do doświadczenia Boga jest wewnętrzny spokój, który tworzy przestrzeń dla czystej świadomości. Przestrzeń dla doświadczenia Boskości. Chodzi o to aby na chwilę oderwać się od myśli, warunków i wyobrażeń umysłu. Aby to zrobić najlepiej wyciszyć ciało i rozluźnić umysł. To jest dobre na początek, kiedy ciało i umysł są w trybie „działania w społeczeństwie”. Warto wejść w inną przestrzeń, ponad umysł i napięcia ciała. To ułatwi dotarcie do stanu „czystości”.

Ciało fizyczne jest materialnym przejawem boskości, tak jak cały fizyczny wszechświat. Poprzez ciało można otworzyć drzwi do Boskości. Dlatego ciało jest tak ważne. Powinno być ono dobrze odżywione i zadbane. Wszystko po to, by stworzyć odpowiednią przestrzeń do przejawienia Boskości.

Kolejnym ciałem jest ciało eteryczne. Nazwa jest umowna i odnosi się do przepływu energii w ciele. Powinno być ono rozluźnione, bez żadnych napięć. Mówiąc po polsku – powinniśmy być w stanie relaksu.

Dalsze ciało, to ciało astralne. Nie powinny nas trapić żadne emocje i niekorzystne uczucia. One blokują swobodny przepływ energii w ciele eterycznym. Dlatego porzuć wszelkie troski, smutek, cierpienie, wyobrażenia niespełnienia. To wszystko skutecznie uniemożliwia doświadczenie Boga.

Kolejnym ciałem jest ciało mentalne. Tu trzeba porzucić wszelkie wyobrażenia i wszelkie myśli. Jest to najtrudniejsze, bo myśli wydają się naszą naturą. Umysł zawsze coś myśli, zawsze ma jakieś wyobrażenia. Jednak przez te wyobrażenia nie można dostrzec Boga. To tu trzeba porzucić słowa, przekroczyć je. Pozbyć się całego mentalnego szumu, całego ego. Kiedy już się uda, człowiek staje się czysty. Naprawdę czysty.

W tej chwili nie ma bólu, nie ma niedostatku, nie ma chaosu myśli, nie ma nawet wyobrażeń. Jedyne co jest, to jest cisza. Ta piękna i niezgłębiona cisza wszechświata. Nie jest to cisza fizyczna, jest to cisza Boska. Poczujesz, że jesteś częścią tej cudownej przestrzeni. Jesteś świadomością. Uświadomisz sobie, że cały wszechświat przejawia się na tle tej czystej przestrzeni. Dostrzegasz to z zupełnie innego poziomu. Jest to poziom samej świadomości, która jest zjednoczona z wszechświatem w cyklu życia. W tej chwili jesteś jednością z Bogiem, z wszechświatem. Kiedy uświadomisz sobie tą ciszę, miłość popłynie sama. Nie będziesz musiał niczym manipulować, niczym kierować – miłość płynie sama. Jest to bardzo czysta miłość. Jest to bardziej radość z współistnienia, dziękczynienie za istnienie. Ten stan pojawia się samoistnie, wystarczy być na tyle czystym, by go przyjąć.

Jest ogromna różnica jakościowa między wyobrażeniem Boga, a stanem ciszy. Wyobrażenie jest pełne myśli, obrazów, całego tego szumu. Cisza jest nieporównywalnie czystsza.

Pewnie teraz sobie pomyślisz, że co ja za bzdury proponuję, miało być doświadczenie Boga, a nie jakaś cisza. – Cóż za różnica, czy użyję słowa drogowskazu „cisza”, czy słowa drogowskazu „Bóg”. Właściwie wolę słowo „cisza”, słowo „Bóg” jest już zbyt naładowane wyobrażeniami.

Wierzysz w Boga? To może czas byś przestał… wierzyć, a zaczął doświadczać? :)

Przestrzeń szczęścia

Będąc pewnego razu na spacerze, przechodziłem nieopodal stadniny koni. Jakże wspaniałe to zwierzęta, pełne energii. Idąc sobie wolno, moją uwagę przykuł biały rumak stojący przy barierce. Nie robił nic, zwyczajnie stał i się nie ruszał. Wydaje się, że obserwował. Inne konie biegały i krzyczały (czy jakkolwiek to nazwać), niektóre coś jadły, kiwały głowami i robiły inne końskie rzeczy. Jednak ten biały rumak nie robił nic. Zwyczajnie stał, otoczony ciszą i przestrzenią. Trwał w tej chwili, obserwował. Był to młody i pełen życia koń, mimo to trwał w całkowitym bezruchu i ciszy. Doświadczał.

Po całej jego istocie było widać, że jest całkowicie zanurzony w istnieniu. On po prostu jest. Istnieje. Trwa w istnieniu. Doznaje nieświadomej i totalnej radości istnienia. Po prostu trwa w tym stanie otoczony cichą przestrzenią – przestrzenią szczęścia.

Każda istota, każde stworzenie we wszechświecie jest otoczone przestrzenią. Przestrzeń jest nawet wewnątrz nas. Właściwie odległości miedzy poszczególnymi atomami są tak duże, że większość ludzkiej istoty wypełnia przestrzeń. Ona jest wszędzie, jest doskonale czysta i cicha.

Na tle tej przestrzeni zaczyna się wszystko przejawiać. Wszystkie aspekty materii fizycznej, materii astralnej i mentalnej (inne określenie na emocje i myśli). Wszystko jest osadzone na czystej przestrzeni. Wydawało się, że ten biały koń po prostu trwał w tej przestrzeni. Całą swoją istotą, totalnie w niej zanurzony. Był idealnie tu i teraz. Był doskonale na swoim miejscu. Nigdzie nie musiał iść, nic robić. Był totalnie wolny i był już na miejscu. Dotarł do domu. Czy można chcieć czegoś więcej?

Od początku naszej cywilizacji ludzie zaburzali swoją przestrzeń. Nie byli całkowicie w niej osadzeni, nie byli tam, gdzie powinni być. Odkąd pojawił się umysł, pojawiło się też i dążenie do celu. Pojawiła się rozbieżność, między „tu i teraz”, a czymś lepszym – celem w przyszłości. Ta rozbieżność mogła zaistnieć tylko wtedy, gdy pojawiły się wyobrażenia. Wyobrażenia o szczęściu w przyszłości, do którego trzeba dążyć.

Umysł zawsze tworzył cele. Priorytetowym celem człowieka jest osiągnięcie szczęścia. Skoro umysł zauważył, że może osiągnąć jakiś cel, zaczął wymyślać ich coraz więcej. O dziwo żaden z nich nie przynosił upragnionego stanu szczęścia. Szczęście zawsze było gdzieś w przyszłości, gdzieś w wyobrażeniach. Celów było coraz więcej i więcej, a spełnienia jak nie było, tak i nie ma do tej pory. Zawsze jest jakieś „ale”. Człowiek nie chce się wpasować w swoją przestrzeń, w teraźniejszość. Woli szukać spełnienia poza sobą.

Przestrzeń szczęścia wokoło istoty ludzkiej nie jest całkowicie wypełniona świadomością. Człowiek nie jest „Tu i teraz”. Zawsze jest w przyszłości i przeszłości, w wyobrażeniach. Ludzie współczesnej cywilizacji mają pełną głowę celów, do których trzeba dążyć. Już jako dzieci przejmują od rodziców pewne oczekiwania i „punkty do spełnienia”. Wpajane są młodym cele do osiągnięcia, dzięki którym zyskają szczęście. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę, że prawdziwe szczęście może być tylko w teraźniejszości. A skoro teraźniejszość jest teraz, to można osiągnąć i szczęście – w tej chwili i nigdzie indziej. Wystarczy tylko wejść odpowiednio głęboko w tą teraźniejszą przestrzeń. Doskonale wpasować się w pole wszechświata. Wpasować się w przestrzeń ciszy.

Wszystkie cele są wymysłem ego. Nie ma celu obiektywnego, który stawia przed nami wszechświat. W ogóle wszechświat nie stawia przed nami żadnych wymagań. Nic. Wszystko, co się tu dzieje, dzieje się samo. Dlatego nie trzeba na siłę do niczego dążyć. Jesteśmy całkowicie w swoich wyborach. To jest wolność totalna i całkowita. Robimy to, co chcemy robić. A chcemy wypełniać nasze cele. Właściwie zostaliśmy tak nauczeni, żeby szukać szczęścia przez spełnianie celów. Ciekawe gdzie nas to zaprowadziło? A przecież wystarczy podać się naturalnemu procesowi rozwoju wszechświata. Tak zwyczajnie i czysto. Bez oporów i błędnych wyobrażeń, bez usilnych dążeń, do wyimaginowanych celów.

Wszystkie cele tworzą rozbieżności i napięcia w umyśle. Odciągają świadomość od przestrzeni teraźniejszości. „Ja jestem tu, ale chcę być tam.” Tworzy się napięcie. Gdy jest napięcie nie ma czystej przestrzeni. Napięcie tworzy blokadę przepływu energii, stawia opór energii. Na tle przestrzeni pojawia się zaburzenie energii. Człowiek czuje się źle. Czuje się niespełniony i nieszczęśliwy. Sam wytworzył to niespełnienie, sam zadecydował, że będzie cierpieć. Sam też może tego zaprzestać.

– Chcę być bogaty, chcę mieć samochód, chcę mieć żonę i dzieci, chcę mieć dziewczynę, chcę mieć władzę, czy w końcu chcę się oświecić. Wszystko to są cele wymyślone przez ego. Umysł postawił kolejny warunek do szczęścia. To spowodowało odprowadzenie świadomości od teraźniejszej przestrzeni szczęścia. Człowiek już nie był zanurzony całkowicie w istnieniu. Był gdzie indziej, przy celach, myślami burząc harmonijny przepływ energii.

W cichej przestrzeni chwili teraźniejszej nie ma celów. Nie ma rozbieżności i napięcia. Wszystkie struktury ego padają. Kiedy świadomość zogniskuje się na przestrzeni teraźniejszości, widać dokładnie wszystko co się teraz dzieje. Widać jak przebiegają myśli, widać czego chce ego, jakie stawia cele. Wtedy wszystkie cele wydają się zwyczajnym wymysłem, wprowadzającym napięcia. Ego mówi wiele rzeczy, że jesteś taki, owaki, że jeszcze wiele ci brakuje do szczęścia. Ten głos w umyśle powie Ci wszystko, tylko nie to, że już jesteś na miejscu. Gdyby to powiedział, stałby się niepotrzebny, a on nie chce być niepotrzebny. Chce działać, tworzyć i wypełniać cele. Chce zapełnić lukę braku szczęścia. Jest przekonany, że jak wypełni cele, osiągnie szczęście. I ciągle próbuje to zrobić.

W tym wszystkim omija jedną rzecz. Omija teraźniejszość. Umysł neguje z góry, że w przestrzeni teraźniejszości może znaleźć szczęście i wyzwolenie. Jest to podstawowa pomyłka sprawiająca, że ludzie szukają szczęścia przez setki wcieleń. Ciągle sądzą, że szczęście jest gdzieś w przyszłości. A wystarczy spojrzeć na „tu i teraz”.

Kiedy umysł staje, by spojrzeć na teraźniejszość, otwiera się cudowna przestrzeń. Jest to wieczna teraźniejszość. Nie ma nic w przyszłości, nie ma nic w przeszłości. Jest teraz i nieskończona przestrzeń możliwości. Nieskończona przestrzeń ciszy. Przestrzeń szczęścia. Jednak nie jest ona wypełniona szczęściem, nie jest niczym wypełniona. Jest tylko źródłem szczęścia. Jest to ta cisza, która sprawia, że opadają z człowieka wszystkie oczekiwania, opory i napięcia. Przebywając w wiecznym teraz, nie trzeba nigdzie iść. Nagle jest się w miejscu, gdzie cały czas się dążyło. Jest się w domu. Wtedy przychodzi błogie odprężenie. Nie ma żadnych celów, nie ma żadnych warunków. Nie ma nawet braku szczęścia. Okazuje się, że nigdy nie było tego braku. Wtedy widać wyraźnie, że szczęście jest prawdziwą naturą człowieka. Jest prawdziwą naturą teraźniejszości. W cichej przestrzeni jest tylko rozwijający się nieustannie wszechświat. Jest tylko cud życia – istnienie. Aż istnienie. :)

W tej chwili można doświadczać wszystkiego. Kiedy jest świadomość czystej przestrzeni teraźniejszości, wszystkie formy wszechświata stają się doskonałe. Można posłużyć się nimi, by doświadczyć tego, czego się chce doświadczyć. Otwiera się przestrzeń niekończących się możliwości.

Wszystko jest na swoim miejscu, wszystko jest w porządku. Tak jak zawsze było i będzie. Świadomość wraca do punku wyjścia. Ogniskując się na tej przestrzeni teraźniejszości wszystko staje się grą światła. Boską grą życia, wypełnioną miłością. I nie trzeba niczego więcej. Bo czego można chcieć więcej? Umysł nie wymyśli niczego cudowniejszego.:)

W tym stanie nie ma celów. Samo życie staje się celem. Nie ma już napięcia i rozbieżności umysłu. Jest spokój i spełnienie. Świadomość całkowicie wypełnia pole teraźniejszości. Można powiedzieć, że jest to jedyny cel, który właśnie jest spełniany – jaźń doświadcza istnienia. I człowiek trwa w tym stanie otoczony przestrzenią szczęścia. Tak jak ten biały rumak.

Czas szczęścia

Człowiek to bardzo ciekawa istota. Posiada całkowicie wolną wolę i moc twórczą. To człowiek wybiera czym chce się otaczać, czego chce doświadczać, co chce czuć. Te wybory zależą tylko od nas, od nikogo i niczego więcej. Wydaje się proste. Powstaje wtedy jeszcze prostsze pytanie: Dlaczego w takim razie człowiek nie wybiera szczęścia? Dlaczego nie potrafi już tu i teraz odczuwać przestrzeni szczęścia? Czy coś z nami jest nie tak? Na szczęście wszystko w porządku. Po pierwsze człowiek nie wie, gdzie szukać szczęścia i nie jest świadomy, jak łatwo można je znaleźć.

Na wstępie proste ćwiczenie. Rozluźnij się, weź głębokie i relaksujące oddechy. Uspokój ciało i umysł. Na ten jeden moment postaraj się wejść w ciszę. Odsuń wszystkie problemy, niech nie trwają w umyśle. Odsuń je od siebie. Możesz zwizualizować skrzynkę, w którą wkładasz wszystkie problemy i zamykasz na zamek. Teraz możesz wyrzucić, rozpuścić, spalić skrzynkę, nie będzie Ci już potrzebna.

Bądź czysty i rozluźniony. Teraz spróbuj sobie wyobrazić, że masz wszystko to, co chciałeś mieć. Wyobraź sobie, że spełniły się wszystkie Twoje marzenia, zobacz siebie w spełnionym śnie. Poczuj tą spełnioną rzeczywistość. Wyobraź sobie, że jesteś otoczony wszystkimi wymarzonymi rzeczami. Wejdź w sytuację totalnego szczęścia i spełnienia. Wyobraź sobie idealnego partnera, również szczęśliwego przy Twoim boku. Wyobraź sobie ekskluzywny dom, spacer nad morzem. Możesz wyobrazić sobie nawet, że jesteś oświecony. Wyobraź sobie, że to wszystko przyszło do Ciebie bardzo łatwo i szybko. Rozsmakuj się w tej wizji, bądź w niej… i czuj.

Na koniec możesz wysłać tą wizję w przestrzeń, tak aby się urzeczywistniła. Poczym wyjdź z tej krótkiej medytacji.

Jak się czułeś? Jak się czujesz? Jeśli wyobraziłeś sobie wszystko odpowiednio realnie, wtedy powinieneś poczuć spełnienie. Choć w minimalnym stopniu poczuć się szczęśliwy i spełniony. Przynajmniej podczas trwania tej wizualizacji.

Jeśli poczułeś choć trochę pozytywnej energii, wtedy zwróć uwagę na jedną rzecz. Ta energia była w Tobie. Udało Ci się ją wzbudzić, mimo że te rzeczy nie były prawdziwe. Wyobrażając sobie spełnienie, udało się wzbudzić poczucie spełnienia. Nawet jeśli nie udało się wzbudzić tego uczucia podczas wizualizacji, to być może przyszło ono na myśl, że będziesz to miał. Być może przyszła radosna myśl, że kiedyś w przyszłości osiągniesz to, co sobie wymarzyłeś. Szczególnie jeśli wyobraziłeś sobie, że spełnienie marzeń przyszło do Ciebie łatwo i szybko. Tak czy inaczej, na myśl o spełnieniu, w ciele pojawiła się pozytywna energia – entuzjazm. Skoro sam wytworzyłeś w ciele tą energię, nasuwa się pytanie: Czyżby świat zewnętrzny nie był odpowiedzialny za nasze uczucia?

Podczas tej wizualizacji, przybliżyłeś się do szczęścia. Tak się stało tylko dlatego, że umysł dostał informację o spełnieniu i uruchomił odpowiednie procesy. Innymi słowy: Kazaliśmy ciału czuć szczęście. Spełniliśmy, wymyślone przez ego, warunki szczęścia. Dystans dzielący umysł od szczęścia został zredukowany. Nie było już dystansu czasowego między Tobą, a szczęściem. Wtedy popłynęła pozytywna energia.

Istota ludzka jest stworzona do szczęścia. Ma cudowną możliwość świadomego odczuwania radości istnienia. Kiedy dziecko jest małe, odczuwa szczęście bardzo mocno. To dlatego większość ludzi twierdzi, że dzieciństwo to najpiękniejsza pora życia. Jest takie niewinne i spontaniczne. Wielu ludzi przypomina sobie dzieciństwo jako jasne i radosne czasy. Ponieważ tak było w istocie. Dziecko jest totalne w życiu. Bierze z niego to, co najlepsze. Bawi się życiem. Nie stawia sobie żadnych warunków szczęścia. Po prostu odczuwa szczęście „Tu i teraz”. To jest piękne.:)

Kiedy młody człowiek dorasta, uczy się od dorosłych, że ta zabawa wcale szczęścia nie przynosi. Poznawanie świata wcale szczęścia nie przynosi. Doświadczanie rzeczywistości wcale nie jest przesycone radością i szczęściem. Dorośli uczą maluczkich, w jaki sposób stawiać sobie warunki szczęścia. Uczą sposobów, jak osiągnąć szczęście. Uczą jak stać się sławnym, uczą jak zarobić na luksusowe życie, uczą jak stworzyć cudowny związek. Ponieważ to wszystko nie jest takie proste, dlatego trzeba dzieci nauczyć, jak osiąga się szczęście.

I nagle, o dziwo pierwotna przestrzeń szczęścia gdzieś znika. Dziecko staje się coraz bardziej poważne. Staje się prawdziwym poszukiwaczem szczęścia. Zaczyna kombinować, jak tu dotrzeć do stanu spełnienia. Przecież dorośli nauczyli i wyznaczyli tyle celów. Tyle jest celów w życiu, które trzeba osiągnąć by być szczęśliwym. Dziecko oddala się od teraźniejszej przestrzeni szczęścia. Jego świadomość skupia się na przyszłości, na interpretacjach. Umysł zaczyna sprawować kontrolę, przysłania doświadczenie istnienia. Młody człowiek zaczyna walczyć o swoje szczęście w przyszłości… i tak już zostaje, nierzadko do końca życia.

Po drodze zostało zgubione coś bardzo istotnego. Została zagubiona przestrzeń szczęścia. Przestrzeń teraźniejszości. Kiedy dziecko nie miało żadnych warunków w głowie, pozwalało sobie na pełne doświadczanie szczęścia. Warto zwrócić uwagę na słowo „pozwalało”. W ćwiczeniu na początku, również można sobie pozwolić czuć szczęście. Zazwyczaj ludzie nie pozwalają sobie czuć radości i spełnienia. Oddzielają się od szczęścia, stawiają sobie warunki szczęścia. Taki warunek wchodzi w podświadomość i staje się blokującym, negatywnym programem -> Jeśli nie osiągnę tego celu, nie będę szczęśliwy. I faktycznie, ludzie nie są szczęśliwi, ponieważ warunek nie jest spełniony. Czasem tylko przychodzi chwila, kiedy to myślą o swoim celu. Wtedy przychodzi radosna dawka energii dodająca siły. Poczym następuje powrót do bazowego stanu braku szczęścia.

Umysł nauczył się, że szczęścia nie ma Tu i teraz. Tu i teraz jest brudno, szaro i ciężko. Może nie dosłownie, jednak brak pełnej radości i spontaniczności. Warto zauważyć jak zmieniła się wizja świata począwszy od dzieciństwa, do chwili obecnej. Dziecko postrzega świat kolorowo i radośnie. Dorosły wszędzie widzi problemy dzielące go od celu. Dlatego nie może być szczęśliwy. A przecież to tylko wyuczone oceny i interpretacje umysłu. Nie są one prawdziwe, to iluzje. Nie ma potrzeby trwać w iluzji nieszczęścia. Samo czyste istnienie jest wystarczające do poczucia pełnego szczęścia i radości. Warto to poczuć.

Ego nauczyło się stawiać warunki szczęścia. Stawia sobie cele w przyszłości, za których pomocą chce osiągnąć ten upragniony stan spełnienia i radości. Tylko jest problem, ponieważ przyszłość nie istnieje. Jesty wymysłem ego. Dlatego szczęście postawione mentalnie w przyszłości, też nie istnieje. Przynajmniej nie ma go Tu i Teraz. Wynika z tego, że go nie czuć. No i faktycznie nie czuć. Ludzie czują tylko szczęście wtedy, kiedy myślą o spełnionych warunkach. Trochę to dziwne i szalone, jeśli się to sobie uświadomi. Jednak cała cywilizacja ludzi tak właśnie działa.

Niektórzy potrafią spełniać swoje cele. Osiągają w materii bogactwo, sławę, spełnienie w związku… Jednak zawsze czegoś brakuje. Wtedy ego stawia dalsze cele, na przykład duchowość. Widząc, że materia nie daje mu pełnego szczęścia, zaczyna szukać w duchowości. Tu stawia kolejne cele: oświecenie, zaskarbia sobie miejsce w niebie przy Ojcu, czy pragnie się udać na rajską planetę (zależy w co kto wierzy). Jednak znów powstaje problem. Tym problemem jest kolejny cel, do którego trzeba dążyć. Znów jest dystans między teraźniejszością, a szczęściem w przyszłości. Znów coś zostaje zagubione. Można tak się bawić przez tysiące wcieleń, szukając szczęścia w przyszłości. Tylko pytanie – po co?

Przede wszystkim warto sobie uświadomić, że tylko TY masz władzę nad swoim ciałem i umysłem. Tylko Ty możesz go zmieniać i otaczać odpowiednimi wibracjami. Twoje ciało i umysł to pole energii i tylko TY decydujesz, jaka energia w tym polu przepływa. Nikt inny, żaden czynnik zewnętrzny nie ma na Ciebie wpływu. Może się wydawać, że wszystko zależy od czynników zewnętrznych, jednak to złudzenie. To tylko umysł jest przyzwyczajony reagować tak, a nie inaczej. To są podświadome i wyuczone reakcje, które powstają przy określonych czynnikach zewnętrznych. Na przykład nauczono nas, aby smucić się, jak ktoś umrze. Ego się smuci, że nie będzie już miało tego, czego chciało od tej osoby. Więc ciało reaguje smutkiem. Można wyuczyć ciało, by na śmierć reagowało radością, np.: w innych kulturach może tak być -> Przecież śmierć to kolejny etap rozwoju duszy, więc czego płakać – radować się. Wszystko jest kwestią ego i wyuczonych wzorców postrzegania rzeczywistości.

Wwystarczy być świadomym swego ciała i umysłu. Dostrzec niepotrzebne programy warunkujące szczęście i porzucić je. Zamienić wyobrażenie o szczęściu w przyszłości, na szczęście Tu i Teraz. Zamienić wyobrażenie na doświadczenie. Wystarczy opuścić wizje i wyobrażenia i totalnie otworzyć się na teraźniejszość. Bez oceniania, bez tworzenia problemów, bez wyobrażeń – ta rzeczywistość jest naprawdę cudowna. Brak słów by ją opisać. Całe serce jest przepełnione radością istnienia. Nie ma już żadnych warunków szczęścia w przyszłości. Jest za to całkowita wolność.

Niektórzy powiedzą, że to smutne, taki brak marzeń. Wtedy już nic nie trzeba robić, tylko usiąść i czekać na śmierć… Nic bardziej mylnego. Choć czasem ludzie popadają w stan bez marzeń i zdaje się bez ego. Taki stan jest bardzo nieświadomy i pełen smutku. Nie ma w nim spełnienia, a jest beznadzieja. Zamiast wolności jest wielkie poczucie ograniczenia. Wszystko wydaje się bez wartości i obojętne. Taki stan to otępienie i zamknięcie się na świat. Pełna smutku depresja i zwiedzenie światem (wyobrażeniem świata). To wielka obojętność dla życia i rzeczywistości. To zagubienie w interpretacjach. Nie ma nic wspólnego ze stanem czystej świadomości bez ego.

W stanie czystej świadomości i akceptacji wszystko wygląda zupełnie inaczej. To prawda, że nie trzeba nic robić, za to MOŻNA wszystko robić. Można robić obojętnie jaką rzecz. Wtedy pojawia się inna jakość życia. Bardzo wysoka wrażliwość na życie. Kiedy jest świadomość wibracji i swoich myśli, człowiek dostraja się do boskich wibracji szczęścia, radości, miłości i spełnienia. Wtedy już jest spełniony, więc życia nie traktuje jako wiązanki celów, do których trzeba dążyć. Życie traktuje jako boską zabawę, gdzie nie trzeba nic, a można wszystko. To zupełnie inny punkt widzenia. Już nie trzeba się warunkować, jest totalna wolność. Nie ma lęku przed życiem, bo nie można nic stracić – już się jest spełnionym. To jest cudowna chwila wolności. Wtedy umysł jest czysty. Jeśli będziesz chciał dla zabawy spełnić swoje marzenia, wtedy je spełnisz – bez lęku, bez stresu. Za to z całkowitym spokojem i lekkością, ponieważ już się bawisz, a nie kombinujesz. Jest to ogromna różnica podejścia. Życie nie ma już przed Tobą zamkniętych drzwi. Ponieważ Ty stałeś się nieograniczony, życie stało się przestrzenią możliwości. Trwasz w stanie Tu i Teraz i nic nie wyprowadzi Cię z równowagi. Żadna rzecz nie oddali Cię od szczęścia, ponieważ jesteś świadomy, że nie ma potrzeby odkładać szczęścia na później. Jesteś Tu i Teraz, zanurzony w przestrzeni szczęścia.

Najciekawsze z tego wszystkiego jest to, że tego stanu nie osiągnie się w przyszłości. Tylko w chwili teraźniejszej. Dlatego zawsze masz na to szansę. Królestwo Niebieskie zawsze jest w Tobie. Kwestia tylko w tym aby to dostrzec.

Wola życia. Cud istnienia cz.2

Warto zauważyć, że w istocie ludzkiej, jak i w całym istnieniu, jest również ogromna wola życia. Wola doświadczania. Chęć tworzenia, działania. Jest to pragnienie będące źródłem wszelkiego działania. Niektórzy zwą to karmą.  Jeśli człowiek chce doświadczyć uczucia bogactwa, karma powoduje wcielenie się w takich warunkach, gdzie można tego bogactwa doświadczyć. Dzięki temu dusza zbiera doświadczenie. Bada cały wszechświat doświadczeń, bada różne wibracje. To jest piękny proces. Warto się mu przyjrzeć.

Karma nie jest zła. Jest naturalna. Kiedy dusza doświadczy już wszystkiego czego chciała, przychodzi spełnienie. Jest ono totalne, nazywane czasem oświeceniem. Oświecenie można różnie interpretować. Większości ludzi kojarzy się z osiągnięciem nadludzkich mocy, doświadczeniem Boga, świadomością totalną. Tak też być może. Umysł lubi widzieć wielki cel w oświeceniu. Lubi dążyć do niestworzonego celu, do bycia nadczłowiekiem, do bycia Bogiem. Jednak nigdy nie akceptuje teraźniejszości. Nie akceptuje, że jest na takim, a nie innym etapie ewolucji. Chciałby być gdzie indziej, umysł popycha, kombinuje, dlatego też ciągle błądzi.

Można też oświecenie postrzegać jako totalną akceptację tego, co jest. Akceptację totalną nurtu życia, w którym się płynie. Akceptację rzeczywistości i poddaniu się jej. Poddaniu się ewolucji, która doprowadzi do faktycznego bycia „nadczłowiekiem”, a raczej świadomością nad umysłem.

Jeśli nie masz nadludzkich mocy i totalnej świadomości, w porządku, zaakceptuj to. Zaakceptuj totalnie to miejsce, gdzie teraz jesteś. Wszystko jest doskonale w porządku. Tak jak jest, znaczy, że tak powinno być. Wszystko ma swoje miejsce w ewolucji życia. Jesteś dokładnie w tym miejscu, gdzie powinieneś być. Zaufaj woli życia, ona Cię doprowadzi do najkorzystniejszej dla Ciebie sytuacji. Jeśli masz się stać oświecony, w porządku, wola życia Cię do tego doprowadzi. Zaufaj jej. Jak przeprowadziła Cię bez oporów poprzez wszelkie wcielenia niższych form życia, to doprowadzi Cię i dalej, do doświadczania boskości. Chodzi o to, by nie stawiać mentalnych napięć i oporów. Aby zaakceptować cały proces i w nim swobodnie uczestniczyć.

Nie opieraj się boskiej woli życia. Żyj i bądź świadom tego, jak się przejawiasz. Bądź świadom swego istnienia, obserwuj co robi Twoje ciało. Co robi rzeczywistość wokoło. Już nie musisz kombinować, by być szczęśliwym. Zaufaj procesowi życia. Zaufaj wszechświatowi. To naprawdę piękne. Nie ma nic bardziej cudownego. To się nazywa prawdziwe poddanie rzeczywistości. Poddanie i zaufanie Bogu.

Kiedy to sobie uświadomisz, życie i doświadczenie stanie się cudem samym w sobie. Dostrzeżesz w nim piękno ewolucji wszechświata. Poczujesz wolę życia duszy. Zrozumiesz, dlaczego dusza chce się przejawiać. To piękne doświadczenie. I nie trzeba nawet nigdzie dążyć. Nie trzeba próbować dotrzeć do oświecenia. Nie trzeba próbować dostać się nigdzie indziej. Przyjdzie wielka akceptacja tego co jest tu i teraz. Przyjdzie wielka akceptacja istnienia. Wypłynie też cudowna radość z samego procesu życia. Uświadomisz sobie, że robisz dokładnie to, co chciała robić dusza – przejawiać się i istnieć. Dlatego wszystko jest w największym porządku, nigdzie nie trzeba iść. Wystarczy być tego świadomym.

Jeśli coś się dzieje źle, sprawia ból. Obserwuj to. Niech umysł z tym nie walczy, ponieważ walka przynosi cierpienie. Doświadczaj tego w całej pełni, uświadom sobie to czego doświadczasz. Przyjmij to. Wtedy zapytaj siebie, czy tego chcę doświadczać? Czy tak naprawdę chcę istnieć? Czy tego chce dla mnie Bóg? Jeśli nie, zmień świadomie swoją sytuację. Nie będzie wtedy walki i napięcia. Zmiana będzie w pełni świadoma i spokojna. Zmieni się Twoje doświadczenie. Dusza zacznie doświadczać czego innego.

Jeśli świadomie nie możesz zmienić swojej sytuacji, wtedy doświadczaj jej w pełni. Widać to w tej chwili najlepsze dla Ciebie. Więc raduj się tym. Zniknie wtedy napięcie mentalne tworzące cierpienie. Zniknie interpretacja rzeczywistości. Kiedy zmieni się Twoje nastawienie, również rzeczywistość ulegnie zmianie. Wszystko w Tym świecie jest dla Ciebie. Możesz doświadczać tego, czego chcesz. Nic Cię nie ogranicza.

Jeśli doświadczasz tego, czego chcesz doświadczać – również obserwuj cały ten proces. Delektuj się aktualną chwilą bez lęku, że przeminie. Całkowicie w teraźniejszości, smakuj każdy aspekt docierający do zmysłów. Trwaj.

Jeśli poddasz się totalnie rzeczywistości, zaufasz Bogu, wtedy zaczniesz doświadczać samoistnie lepszej rzeczywistości. To jest wielkie przesłanie bhakti joginów – zaufaj Bogu.

Warto spojrzeć na swoje życie, na swoją sytuację i zadać pytania:

„Czy tego chcę naprawdę doświadczać? Czy tak chcę się przejawiać? Czy tak właśnie chcę istnieć? Czy to jest dla mnie dobre?” – te pytania potrafią oczyścić umysł. Potrafią oczyścić Twoje życie. Odpowiedz na nie szczerze. Czy aktualna sytuacja jest dla Ciebie dobra? Czy tego naprawdę chcesz doświadczać? Jeśli tak, wtedy doświadczaj. Ciesz się świadomie cudem istnienia. Poczuj w pełni tą radość z Twojego doświadczenia.

Jeśli aktualny stan Ci nie odpowiada. Jeśli nie chcesz się tak przejawiać – zmień to. Zgodnie ze swoim wewnętrznym poczuciem. To leży w Twojej mocy. Ty wybierasz, czego chcesz doświadczać. Zmień więc swoje doświadczenie i ciesz się nim. :)

Wola życia jest naturalna. Jest naturalna dla Ciebie i Twego ciała. Kiedy człowiek świadomie pragnie śmierci, pragnie nie istnieć, to jest tylko nieświadomy całego procesu. Jest zagubiony w świecie pojęć, nie dostrzega cudownej woli życia, jaka go otacza. Chęć nieistnienia jest w pewnym sensie nieporozumieniem. Po pierwsze dlaczego ktoś miałby nie istnieć, jeśli cały wszechświat istnieje i pragnie się przejawiać? Całe życie może być przepełnione pięknem i miłością. Może być pełne kolorów, światła i szczęśliwości. Dlaczego nie istnieć, jak można istnieć i tego doświadczać?

W pewnym momencie sobie uświadomisz, że wola duszy jest Twoją wolą. Wola Boga jest Twoją wolą. Uświadomisz sobie, że niczego więcej nie potrzebujesz. Wtedy inni mogą nazwać Cię oświeconym, co nie zrobi Ci specjalnej różnicy, ponieważ i tak będziesz zanurzony w błogości istnienia.

Jesteś otoczony cudem życia. Spójrz na rzeczywistość czysto, spostrzeż rzeczy takie, jakie są. Niech umysł nie stawia oporu ewolucji duszy. Czuj i obserwuj. Doświadczaj. Poczuj tą wewnętrzną wolę przejawiania się, wtedy zrozumiesz chęć doświadczania, czucia. Pojmiesz sens życia, sens przejawiania się. Wtedy przyjdzie wielka akceptacja dla wszelkiego istnienia. Zaakceptujesz wolę istnienia, doświadczysz cudu życia.