Archiwa tagu: rozwój duchowy

Afirmacje cz.2 – Podstawy

Co to są afirmacje?

Afirmacje to krótkie zdania, stworzone przez świadomość, tak, aby przekonać o czymś naszą podświadomość. Nadać nowy program dla podświadomości, aby lepiej działała w życiu i tym świecie.

Afirmacje mają na celu wzbudzić pozytywne uczucia, by zastąpić te negatywne.

Umysł człowieka jest tak skonstruowany, że zaczyna przejawiać w życiu to, na czym skupia swoją uwagę. Dlatego jeśli w dzieciństwie nasza uwaga była skupiana na niekorzystnych wzorcach, w dorosłym życiu przejawiamy te wzorce.

Doświadczając pewnych sytuacji, człowiek wyuczył się działać automatycznie i bardzo często niekorzystnie (na przykład lękiem do innych ludzi). To wszystko jest tylko programem podświadomości i można go świadomie zmienić na korzystniejszy. Teraz mamy możliwość świadomej zmiany starych i niewłaściwych zachowań, programów i wyobrażeń.

Afirmacje mogą być pozytywne i negatywne. Wielu ludzi w naszym społeczeństwie afirmuje negatywne rzeczy. Dlatego tak wiele pesymistów. Często się słyszy zdania typu : „Nie uda mi się. Jestem brzydka. Jestem do niczego. Ale Jestem głupi…” To wszystko uczy podświadomość negatywnych wzorców działania. O wiele korzystniej jest afirmować pozytywne cechy.

Każda rzecz widziana przez umysł jest klasyfikowana i powiązana z odpowiednim wyobrażeniem. Jeśli w dzieciństwie mama piekła ciasteczka i było bardzo przyjemnie, To od tej pory zapach ciasteczek zawsze wywołuje uczucie przyjemności. Nawet myśl o tym zapachu powoduje wyzwolenie wyuczonej reakcji przyjemności. Podświadomość nauczyła się jak reagować na zaistniałą sytuację w życiu. Dlatego tak ważne jest, aby nadawać zdarzeniom odpowiednie interpretacje i oceny. Jeśli wmówimy sobie, że cały świat jest szary i beznadziejny, w naszym życiu każda rzecz będzie szara i beznadziejna. Umysł będzie kojarzył wszystko w szarością. To sposób do szybkiego obrzydzenia sobie świata. A to tylko błędny program, który można zmienić.

Każdy program można zastąpić nowym. To wspaniała cecha umysłu, dzięki której cały czas możemy podwyższać jakość swego życia.

Cały światopogląd składa się z wyobrażeń o świecie. Jedne są korzystne, inne nie. Czasem są sprzeczne ze sobą. To wprowadza pewniej chaos do umysłu. Widać nawet, że ludzie w tej społeczności nie są wewnętrznie zharmonizowani. Wszystko za sprawą błędnych i pomieszanych wyobrażeń dotyczących świata. Warto zmienić te wyobrażenia na korzystne. Do tego służą afirmacje.

W późniejszym rozwoju warto w ogóle porzucić wszelkie wyobrażenia o świecie. I te niekorzystne i te korzystne. Tak aby postrzeganie rzeczywistości stało się czyste. Jednak zanim to nastąpi, warto ułożyć sobie w głowie na tyle, by uwolnić się od największych problemów i zyskać stabilność w świecie.

Zasady tworzenia afirmacji:

– Wszystkie afirmacje powinny być w czasie teraźniejszym. Dla PŚ nie istnieje inny czas. Jeśli afirmujesz: „będę spokojny i rozluźniony”, to odwlekasz to w nieskończoność, bo gdzieś w przyszłości „będziesz”. Dlatego zawsze czas teraźniejszy np.: „Jestem rozluźniony i spokojny, kiedy piszę sprawdziany.”

Nalepie wywoływać w sobie uczucia, które się afirmuje. Wtedy są one w czasie teraźniejszym i wyraźnie działają na podświadomość.

– Forma jak najbardziej pozytywna, bez słowa „nie”. Podświadomość często nie słyszy słowa „nie”. Ponieważ słucha całości słów i wzbudza w sobie odpowiednie emocje. Afirmując „Nie spotykam złych ludzi”, PŚ czuje w tej afirmacji złych ludzi i słowo spotykam. Dlatego uczy się, że ma spotykać złych ludzi. O wiele korzystniej jest afirmować pozytywną formą: „Spotykam miłych i kochających ludzi”.

– Afirmacje można tworzyć z użyciem własnego imienia. Najlepiej w trzech osobach, aby afirmacja była pełna z każdej strony. Warto stosować taką formę, ponieważ od różnych ludzi słyszymy właśnie takie określenia dotyczące siebie. Zdrobnienie imienia nie jest konieczne, jednak może być skuteczne.

„Ja, Pawełek, akceptuję siebie takim, jakim jestem”

„Ty, Pawełku, akceptujesz siebie takim, jakim jesteś” i

„On, Pawełek, akceptuje siebie takim, jakim jest”

– Lepiej unikać słów: muszę, nie mogę, potrzebuję, pragnę – te słowa budzą poczucie przymusu, ograniczenia i braku.

– Przy tworzeniu, uważaj by się afirmacje nie zaprzeczały. Zaprzeczające się treści wprowadzają chaos i paraliż decyzyjny do umysłu. Warto afirmować spójne i pasujące do siebie rzeczy. Najkorzystniej jest poprzeć czynami to, co się afirmuje. Wtedy efekty bedą najszybsze. Przykładowo afirmując radość życia, świadomie rób sobie przyjemności i raduj się nimi.

– Staraj się układać proste i zwięzłe zdania, żeby się nie pogubić.

– Używaj słów, które rozumiesz i są dla Ciebie jednoznaczne. Najlepiej aby tworzyły jednoznaczne wyobrażenia.

c.d.n.

Afirmacje cz.1 – Wstęp

Umysł człowieka jest niesamowitym narzędziem. Jest bardzo złożony i daje bardzo duże możliwości kreacji. Właściwie wszystko co przejawia się w naszym życiu jest kreacją umysłu. Dlatego jest bardzo ważne by umysł był czysty i miał właściwy pogląd na świat.

Kilka zdań o samej strukturze umysłu:

Istota ludzka składa się z trzech poziomów jaźni. Odkrył to już Zygmunt Freud, mówiąc o Ego, Id i Superego. Było to ogólne określenie, które dało podstawy współczesnej psychologii. Co ciekawe okazało się, że podobny podział umysłu opracowali polinezyjscy uzdrowiciele zwani kahunami. Oni jednak, w przeciwieństwie do Freuda, posiadali inny wgląd w naturę ludzkiego umysłu. Wiedza którą posiadali okazała się niezwykle praktyczna, a sposoby uzdrawiania oparte na tej wiedzy bardzo skuteczne.

Podstawowy podział umysłu obejmuje trzy części. Dzieli się tak ze względu na funkcje, które pełni. Dobre zrozumienie tych funkcji pozwoli nam lepiej zrozumieć zasadę działania tego wspaniałego narzędzia, jakim jest umysł.

1. Podświadomość – (niższa jaźń) jest to część umysłu odpowiadająca za działania nieświadome. Podświadomość ma kontrolę nad wszystkimi procesami ciała. Utrzymuje prawidłowy przepływ energii, kontroluje oddech, krążenie krwi, trawienie itp. Steruje także czynnościami wyuczonymi przez ciało. Jeśli się czegoś nauczymy, podświadomość potrafi powtarzać pewne zachowania czy działania. Jest ona wyposażona w wspaniałe mechanizmy służące do zapamiętywania. To podświadomość (dalej PŚ), utrzymuje w swoim polu wszystkie wspomnienia.

Jest często nazywana niższą jaźnią, nie dlatego że jest w jakiś sposób gorsza. Jest jakby młodszym bratem pozostałych jaźni. Nie ma własnej świadomości. Nie potrafi oceniać i myśleć. Jest często przyrównywana do zwierzątka, które wiernie powtarza wyuczone rzeczy. Nie ocenia czy są one korzystne, czy nie, po prostu je powtarza.

Podświadomość może się uczyć. Dzieje się tak poprzez częste powtarzanie danego wzorca zachowania, lub bardzo silną jednorazową koncentrację na wzorcu. Częste powtarzanie jest właśnie wykorzystywane w afirmacjach.

Porozumiewa się językiem uczuć, skojarzeń i wyobrażeń. Dlatego o wiele łatwiej zapamiętujemy uczucia, niż np. ciągi liczbowe. Warto o tym pamiętać przy pracy z podświadomością.

2. Świadomość – (średnie ja). Świadomość, to jest ta część jaźni, z którą się identyfikujemy. Słowo świadomość jest tu używane w kontekście świadomego myślenia, umysłu. Ta część Jest na tyle rozwinięta, że potrafi logicznie myśleć i porównywać. Potrafi wybierać i tworzyć. Jej głównym atutem jest wola.

Świadomość jest myślicielem. Często prowadzi się wewnętrzny dialog w umyśle. To właśnie świadomość rozmawia z podświadomością. Świadomość dostaje informacje zapamiętane przez PŚ i na tej podstawie analizuje aktualną sytuację. Dzięki temu świadomość może oceniać i porównywać rzeczy. Może wybierać

Obie jaźnie kontaktują się ze sobą tak telepatycznie.

Niższe Ja słucha uważnie swojego „starszego brata”. Natomiast średnie Ja nadaje znaczenia zdarzeniom. Jeśli coś się zdarzy, świadomość może ocenić zdarzenie i powiedzieć: „To jest dobre, tego się trzeba trzymać”. Albo: „to jest złe. Uciekamy!”. I podświadomość to zapamiętuje. Kojarzy zdarzenie z wywołanym uczuciem i pamięta wzorzec według którego ma się zachowywać. Dlatego tak ważna jest prawidłowa ocena tego, co widzimy i doświadczamy. Jeśli świadomość źle oceni zdarzenie, podświadomość zapamięta jak się ma zachowywać.

Takie procesy zachodzą podczas rozwoju dziecka w wieku od 0-3 lat. Wtedy to, jeszcze niewykształcona świadomość ocenia tak, jak oceniają to rodzice, a PŚ wszystko zapamiętuje. Potem można mieć lęki, albo inne problemy (lenistwo, depresje, uczucie niemocy i przytłoczenia rzeczywistością, nienawiść do ciała, niekorzystne zachowania w różnych okolicznościach). Wszystkie te niekorzystne programy tkwią w umyśle i sabotują przyszłe życie człowieka. Dlatego warto się od nich uwolnić zamieniając je na pozytywne. W tym wypadku całkiem świadomie i przytomnie możemy wybierać jak się chcemy zachowywać. Nie trzeba już być marionetką programów z dzieciństwa. Teraz całkiem świadomie możemy wybrać jak chcemy się przejawiać.

3. Nadświadomość – Wyższe Ja. To jest Wyższa inteligencja. Boska cząstka w Tobie. Źródło miłości, radości, szczęścia, inspiracji. Można się także z nią kontaktować. Wyższa jaźń, potrafi rozwiązać nasze problemy i robi to z łatwością. Jest dostrojona do najwyższych poziomów wibracyjnych, do boskości. Żeby się z nią skontaktować, najpierw trzeba mieć uporządkowaną Niższą i Średnią jaźń. I tym się tutaj zajmiemy.

————————————————-

Podsumowanie:

Średnie ja (świadomość) uczy niższe ja (podświadomość) jak istnieć w tej rzeczywistości. Podświadomość zapamiętuje wszystkie wzorce zachowań i interpretacji jakie jej wpojono. Poczym odtwarza nieustannie te wzorce w życiu, bez względu na to czy są one korzystne, czy nie. Ważne by były wyuczone.

Podświadomość uczy się za pomocą wyobrażeń i uczuć.

Zmiana – Artman

Zmiana jest częścią rozwoju. Oczywiście zmiana na lepsze. Zmiana powoduje to, że zmienia się nasze życie, nasze poglądy, otoczenie i ludzie, z którymi wchodzimy w relacje. Często wydaje się nam, że możemy robić to samo, mówić to samo, przebywać z tymi samymi ludźmi i równocześnie się zmieniać. Jeżeli otaczający nas ludzie również się harmonijnie zmieniają w sposób zbliżony, do naszego, to wtedy jest to możliwe. Jeżeli natomiast osoby, z którymi mamy kontakt się nie zmieniają, wtedy nie ograniczaj się myślą, że musisz przebywać z tymi ludźmi, bo są na przykład twoją rodziną, więc nie możesz zrezygnować z rodzinnych spotkań, które przeważnie zmieniają się w wielkie użalanie się i opowiadanie o okropnościach świata i chorobach. To Twój wybór i ty go dokonujesz. To ty żyjesz swoim życiem i to ty zbierasz owoce swoich wyborów. Nikt Cię nie zmusza do niczego. To zawsze jest twoja decyzja. Oczywiście możesz mi teraz udowadniać, że na nic nie masz wpływu – począwszy od globalizacji, poprzez problemy finansowe, a skończywszy na tym, że w pobliskim warzywniaku nie ma twoich ulubionych jabłek. Ale prawda jest taka, że swoim myśleniem, działaniem i słowami tworzysz swoją rzeczywistość. Zrozum to dobrze – tworzysz swoją rzeczywistość. Jesteś stworzony na podobieństwo Boga. Masz więc również moc tworzenia. Może innym odpowiada życie w głodzie, poniżeniu i ciągłych konfliktach. Ty jednak masz już szerszą świadomość i wiesz, że za wszystko w swoim życiu odpowiadasz ty. Ty podejmujesz decyzje. To prawda, że wielu ze swoich decyzji nie pamiętasz, bo zostały one podjęte bardzo dawno temu – w dzieciństwie, okresie prenatalnym lub nawet w przeszłych wcieleniach (nie musisz w to wierzyć, choć to oczywiście, że nie wierzysz, nie kasuje automatycznie skutków podjętych wtedy decyzji). Nie czas „płakać nad rozlanym mlekiem” jednak. Przebacz sobie i Bogu za podjęte wcześniej decyzje. Teraz możesz podjąć znacznie lepsze. Masz więcej dobrych, rozwijających lektur, masz większy dostęp do informacji – również duchowej. Możesz również uczestniczyć w najróżniejszych warsztatach. Pamiętaj jednak, że to ty zawsze podejmujesz decyzje. Inni – również wielcy mistrzowie Cię tylko inspirują i są gotowi przekazać ci wiedzę i umiejętności do których dojrzałeś i które mogą Ci bardzo pomóc.

Obawiamy się zmiany z jednej głównej przyczyny – nie wiemy co ona spowoduje w naszym życiu. Nie jesteśmy zatem pewni tego, co nas spotka. Jeśli podjąłeś dobre decyzje, to może cię spotkać tylko dobro. I nawet, jeśli w początkowym okresie będą Cię spotykały sytuacje powodujące, że poczujesz, iż chcesz dobrze, ale wciąż jeszcze przyciągasz do siebie niekorzystne wydarzenia, czy osoby, to wiedz, że spotyka cię dokładnie to, czego oczekujesz – świadomie i podświadomie. Zatem w początkowym okresie, choć świadomie chcesz zmiany i chcesz inaczej funkcjonować, to twoja podświadomość, która zawiera wszystkie twoje doświadczenia, decyzje i intencje, zmienia się wolniej. Po prostu sfera podświadoma jest o wiele większa.

Wraz ze zmianą myśli, słów i czynów, nawyków, energii i intencji, twoja podświadomość powoli uczy się tego. Następuje zmiana również w niej. Wchodzą nowe wzorce, które zaczynają pracować i przyciągać do siebie odpowiadające im energetyczne okoliczności oraz ludzi czy inne istoty.

Często nabieramy ochoty na zmiany dopiero, gdy w naszym życiu jest bardzo źle i się nie układa. Po prostu wcześniej mogliśmy wytrzymać z cierpieniem i bólem, ale skoro przybrał on na sile, to zdajemy sobie sprawę z tego, że już dłużej tak nie można. Znaczy to, że trzeba wprowadzić jakieś zmiany. Zazwyczaj chcielibyśmy, aby w pięć minut dokonał się w naszym życiu prawdziwy przełom. Tak również może być, choć, aby coś takiego mogło się zdarzyć, potrzebna jest pełna wewnętrzna zgoda na zmianę i całkiem nowe sytuacje czy energie oraz sposoby reagowania na nie. To jest właściwie najważniejsze – sposób reagowania na to, co nas spotyka, czyli Twój odbiór danej sytuacji i wnioski jakie wyciągasz. To twoja reakcja powoduje czy coś jest miłe, przyjemne czy nieprzyjemne albo nijakie dla ciebie. Twoja umiejętność pozwalania lub nie, alby coś na ciebie wpływało.

Jeśli jest w twoim życiu źle i już nie możesz wytrzymać, siądź zupełnie sam, najlepiej w kompletnej ciszy. Oddychaj spokojnie przez pewien czas, zrób sobie herbatę owocową i rozluźnij się. Możesz się również położyć i dłoń, którą piszesz – dawczą – na głowie, sercu lub splocie słonecznym. Poleż tak kilka minut. Potem pomódl się o najkorzystniejsze dla Ciebie rozwiązanie tej sprawy i wyniesienie z niej możliwie najwięcej korzyści. Słowa modlitwy mogą brzmieć na przykład tak:

Dobry Boże (Jezusie, Opiekunie Duchowy) proszę Cię teraz o pomoc. Widzisz w jakiej jestem sytuacji. Proszę Cię abym znalazł najlepsze rozwiązanie. Proszę Cię Boże, podsuń mi teraz pomysł, jak to rozwiązać. Proszę Cię o moc i wsparcie, abym dokonał w swoim życiu zmiany na lepsze. Proszę o wsparcie również wszystkie wysokorozwinięte Duchowo Istoty, które mogą i chcą mi pomóc. Wiem, że Ty Boże (Jezusie, Opiekunie Duchowy) możesz wszystko. Powierzam Ci w całości rozwiązanie tej sprawy. Otwieram się na boską miłość, mądrość i moc. Dziękuję Ci Boże.

Możesz również dodać:

Dziękuję Ci Boże za to, że się o mnie troszczysz i chcesz, abym żył już teraz w dostatku, radości, szczęściu i dobrobycie. Dziękuję, że zmieniasz moje nastawienie do siebie samego, wydarzeń, jakie mi się zdarzają, do innych ludzi oraz Ciebie Boże. To cudownie móc żyć zgodnie z bosko Doskonałym Planem, jaki masz dla mnie. Dziękuję, że pokazujesz mi, jak można żyć zgodnie z nim. Dziękuję, że już teraz jestem jego częścią i potrafię coraz pełniej wyrażać sobą boskie cechy i energie.

Dziękuję również wszystkim wysokorozwiniętym istotom, jak Jezusowi, Buddzie za wsparcie i pomoc. Niech Światło Bożej Mądrości prowadzi mnie zawsze przez życie.

Teraz chwilę posiedź w ciszy. Na chwilę „wyłącz” myślenie w rodzaju „oj co ja teraz zrobię” czy „ale się wpakowałem”. Posłuchaj w ciszy, co Bóg i Twoja własna intuicja mają Ci do powiedzenia. Zapisz to. Możesz również siąść z kartką i zapisać własne pomysły na rozwiązanie sprawy. Wybierz potem najlepszy. Najczęściej znamy od razu rozwiązanie, ale boimy się czy sobie poradzimy, albo co inni – rodzina, znajomi czy przyjaciele na to powiedzą. Pozwól sobie na wolność. Jeśli nie krzywdzisz nikogo – również siebie, to masz prawo działać tak, jak uważasz za stosowne. Bóg cię w tym wesprze, bowiem on zawsze wspiera to, co dobre i korzystne. Nie myl tego z działaniami ludzi, którzy chwilowo zewnętrznie doszli do czegoś krzywdząc innych. Prędzej czy później zapłacą za to. Bóg Cię wesprze, ale to ty będziesz działać, więc masz się sam przekonać do tego, co chcesz zrobić, bo Bóg nikogo do niczego nie zmusza i nikomu nic nie każe. Jest nieograniczoną, wszystko akceptującą Miłością.

Po dokładnym określeniu co chcesz zmienić i po co, pozostaje ci najważniejsze – wprowadzenie twego najlepszego pomysłu w życie. Co bowiem po najlepszym planie, skoro nie jest realizowany. Wiele osób wycofuj się przed szybkimi i znacznymi zmianami, bowiem boją się swojej własnej siły. Boją się, co będzie dalej, bo…wcześniej tak nie działali. Nie każę Ci wywracać swojego życia do góry nogami. Raczej zwracam uwagę na to, że aby zaszła w twoim życiu jakakolwiek zmiana, trzeba mówić, myśleć i działać inaczej niż przedtem. Albo z innym zrozumieniem. Najlepiej jeszcze, jeżeli wyrażasz wewnętrznie pełną zgodę na przemianę i zmianę. Wtedy wszystko niejako dzieje się samo, bowiem wszechświat pomaga ci w realizacji dobrego, boskiego planu.

Wyrażanie siebie jest bardzo ważne w rozwoju duchowym. Chodzi o przejawianie w coraz pełniejszy sposób swojej dobrej, boskiej natury.

To oznacza, że jeśli wcześniej baliśmy się reakcji otoczenia, przejawiając na przykład spokój, radość czy miłość, to teraz pozwalamy sobie na przejawianie tych boskich cech i uczuć. Nie oczekuj jednak od razu, że otoczenie przyjmie to ze zrozumieniem i miłością. To Ty się zmieniasz, a nie oni. Zrozumienie tego faktu zaoszczędzi Ci mnóstwa nerwów i walk z otoczeniem. To Ty się zmieniasz, a więc to Twoje reakcje i poglądy się zmieniają. Twoje dotychczasowe otoczenie może nadal obstawać przy dotychczasowych sposobach działania i myślenia. Pozwolenie im na to i nie przekonywanie ich na siłę do Twojego światopoglądu jest ważne. Takie podejście sprawia, że po pierwsze, szanujesz ich wolną wolę, a po drugie, oddajesz tę sprawę Bogu – co oznacza, że wierzysz, że jeżeli naprawdę będą chcieli zmiany, to również, podobnie jak Ty – trafią na właściwe książki, publikacje i właściwych ludzi.

Możesz przy innych wyrazić swoją opinię odnośnie jakiejś kwestii wiary, rozwoju duchowego czy modlitwy. Jeśli jednak poczujesz, że twoje poglądy są im obce i patrzą na Ciebie co najmniej jak na kosmitę, wtedy chyba nie warto tracić czasu na walkę słowną. Zrobiłeś swoje. Powiedziałeś co myślisz i pozwalasz im zadecydować, co sami chcą wyrażać. Sam zobaczysz, że nawet po rozwoju trwającym kilka lat będziesz miał chwile (dłuższe lub krótsze), gdy będzie Ci się wydawało, że błądzisz i że to może nawet to oni mają rację. Chodzi o to, że często jakieś myślokształty dotyczące ważnych kwestii, jak Bóg czy formy kultu są ukryte głęboko w podświadomości i mogą wywołać gwałtowne reakcje. Można to porównać do gorączki. Wbrew pozorom i opiniom niektórych lekarzy, gorączka nie jest symptomem choroby, tylko zdrowienia. Organizm podwyższa temperaturę ciała, aby łatwiej i szybciej poradzić sobie z wirusami czy bakteriami, albo trucizną. Dlatego obniżanie temperatury lekami przeciwgorączkowymi, jeśli nie trwa ona dłużej niż trzy dni i nie przekracza temp 38-39 st. Jest raczej szkodliwe, bo spowalnia zdrowienie. Dlatego też czasem i w duchowości ma się „gorączkę” polegającą na tym, że przez kilka dni lub dłuższy okres czujemy się rozbici wewnętrznie i jakby zawieszeni w próżni. Przyjmujemy nowe poglądy, ale jakby chętnie wrócilibyśmy do tych starych, bo dobrze znane i wydawałoby się, bardzo bezpieczne. Poza tym najbliższe otoczenie robi wiele, abyśmy znowu „byli sobą”, czyli powrócili do tego, jacy byliśmy kiedyś. To normalne, że tak się czujemy. To ustalanie się wewnętrznej równowagi pomiędzy energetyką poszczególnych ciał. To jak przechodzenie przez próg. Podnosimy nogę i zastanawiamy się czy mamy dość sił, aby go przekroczyć. Myślę, że warto pójść do przodu i zobaczyć, co przygotował dla nas w salonie Bóg. To co przygotowali ludzie już znamy.

Zmiana, aby była trwała powinna być ugruntowana. Znasz pewnie nie raz tzw. noworoczne postanowienia: od dziś ćwiczę codziennie, od dziś nie jem lodów. I co dalej? Zazwyczaj po kilku dniach idziesz po lody wmawiając sobie, że właśnie ćwiczysz mięśnie nóg pokonując trzy schodki sklepiku. Ugruntowanie to przekonanie własnej podświadomości, że oto wybraliśmy coś nowego, innego, że jest to dla nas ważne i cenne. Pamiętasz jak uczyłeś się chodzić? A jak uczyłeś się pisać? A prowadzić samochód? Wiele z tego nie pamiętasz wcale, albo bardzo słabo. A wiesz dlaczego? Bo na tyle utrwaliłeś sobie te umiejętności, że wykonujesz je prawie automatycznie. Nie myślisz o nich, tylko je robisz. Twoja podświadomość sobie je utrwaliła. Nie namawiam Cię, byś robił cokolwiek nieświadomie. Po prostu każda zmiana potrzebuje trochę czasu, aż ty sam się do niej przyzwyczaisz i zaczniesz traktować jako coś naturalnego i dobrego. Obecnie, ponieważ podejmujemy o wiele więcej decyzji, niż nasi przodkowie, zmiany są szybsze i częstsze. Dobrze jest odnaleźć swoją własną wewnętrzną harmonię – również tę związaną z wprowadzeniem jakichkolwiek zmian. Poza tym, ponieważ działasz inaczej i myślisz inaczej również ciało dostosowuje się do zmian. W mózgu zostają przetarte nowe ścieżki połączeń nerwowych. Mózg uczy się przekazywać bodźce nowymi drogami.

Ponieważ nie żyjemy w próżni, to zazwyczaj nasza zmiana spotyka się z zainteresowaniem otoczenia. Jeśli będziemy obstawać przy swoim, dobrym postanowieniu, to otoczenie to zaakceptuje, choć niekoniecznie się z tym zgadza. Jeśli jednak będziesz szukał u nich poparcia dla swoich decyzji, wtedy nie zawsze się z nim spotkasz. Być może zmiany, jakie chcesz wprowadzić w swoim życiu w ocenie najbliższych są złe, szkodliwe i oczywiście burzą ich wizję ciebie oraz tego, jaki i kim jesteś. Teraz, jeśli będziesz próbował zadowolić wszystkich, to najprawdopodobniej zahamujesz swoje zmiany, albo też w ogóle się wycofasz. Czasami trzeba postawić na swoim. Zależy, na ile sam chcesz zmiany i na ile jesteś samodzielny w formułowaniu swoich celów i podejmowanych działaniach. Zależy, na ile ufasz Bogu w sobie, a na ile ludziom i ich wyobrażeniom o tym co dobre, kim jesteś, jaki jesteś, kim jest Bóg i co On od nas ma.

Pamiętaj, że na dobrą zmianę zawsze jest odpowiednia pora. Nie liczy się ani wiek, ani pora roku. Liczy się tylko twoja wola zmiany. Szanuj siebie co najmniej tak, jak szanujesz innych.

Spokój, zdecydowanie i łagodność znacznie ułatwiają kontakty z otoczeniem. Twoja postawa komunikuje otoczeniu, że się zmieniłeś. Wybrałeś inne poglądy i inne wartości i chcesz je teraz prezentować.

Konsekwentne wyrażanie wybranych wartości i postaw sprawia, że czujesz do siebie szacunek i zaufanie. Ponieważ ty się zmieniłeś, zmieni się również twoje otoczenie, albo zmieni się stosunek otoczenia do Ciebie, co właściwie jest tym samym. Chodzi o to, że oczekujemy innej reakcji na siebie i swoje działania.

Najtrudniejsze zmiany dotyczą światopoglądu – tego za kogo się sami uważamy i w co wierzymy. Ale w końcu dlaczego mamy całe życie mieć te same poglądy, również na te najważniejsze sprawy? Zmieniamy ubrania, zmieniamy mieszkania, ba – nasze ciało się zmienia. Dlaczego więc również w kwestiach Boga czy wiary mamy tkwić w poglądach, jakie nam wpojono, gdy byliśmy małymi dziećmi? Przecież dochodzą nowe fakty, nowe interpretacje i nowe spostrzeżenia. Nie daj sobie wmówić, że ktoś, choćby nie wiem jakim znanym, podziwianym i szanowanym człowiekiem był, że tylko on ma monopol na mądrość i władny jest mówić, co mamy myśleć i robić. Jeżeli działasz zgodnie z boskimi zasadami – to znaczy pełen bożej miłości, mądrości i mocy, zgodnie z Najwyższym Dobrem, robiąc to co jest korzystne zarówno dla Ciebie jak i dla innych, to zawsze działasz dobrze i Bóg Cię wspiera obdarzając wszystkim, co Ci aktualnie potrzebne. Tutaj oczywiście warto zaznaczyć, że wraz ze zmianą następuje pełniejsze rozumienie – również tak podstawowych pojęć, jak miłość czy szczęście, albo dobroć. Dlatego Twoje rozumienie tych spraw będzie się różnić od rozumienia, które posiadają osoby nie zainteresowane zmianą na lepsze. Szanuj ich stanowisko, ale nie ulegaj namowom innych, byś „był taki jak zawsze” czy też „nie wygłupiał się”. Jeżeli szczerze czujesz, że robisz coś z głębi serca, będąc w pełni przekonanym, że to jest dobre dla Ciebie i nikomu nie szkodzi, to zrób to. Żyj mądrze korzystając ze wszystkich swoich wrodzonych cech, predyspozycji i zdolności. Odkrywaj je i rozwijaj. Po to tu jesteś, aby odkrywać i tworzyć samego siebie, zgodnie z bożym planem.

Ktoś mądry zauważył, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja również ułożyłem podobny aforyzm: Jego punkt widzenia był dziurką od klucza. Postrzeganie zależy od naszej wiedzy, predyspozycji, umiejętności, doświadczenia, mądrości, inteligencji, poczucia humoru, relacji z samym sobą, otoczeniem, ludźmi, Bogiem, przyjaciółmi itd. W zasadzie można powiedzieć, że zależy od wielu czynników. Zależy od tych czynników, których jesteśmy świadomi i od tych, które sobie dopiero uświadomimy.

Zwrócenie uwagi na to, co powoduje, że nasze postrzeganie się zmienia uświadamia nam, że wraz ze zmianą w którejkolwiek ze sfer mających wpływ na nas i nasze postrzeganie siebie, świata, zjawisk zachodzi również zmiana w naszym postrzeganiu. Oczywiście, nie od razu zmienia się to w dużym stopniu. Stopień zmiany zależy od ważności danego czynnika, który się zmienił, lub w którym my coś zmieniliśmy.

Ezoteryka uczy – Jak wewnątrz, tak i na zewnątrz. I choć zewnętrze, środowisko jest również ważnym czynnikiem wpływającym na nas i na zmiany, jakie wprowadzamy w swojej osobowości, to decydujące znaczenie ma nasze nastawienie wewnętrzne – nasza własna i wolna wola.

Zmiany, jakie zachodzą w naszym życiu zazwyczaj zaczynają się właśnie od zmiany wewnętrznej – dostrzeżenia czegoś istotnego i podjęcia nowej, lepszej decyzji. To prawda, że często, aby doszło do podjęcia decyzji o zmianie najpierw coś widzimy na zewnątrz. Ale, gdyby wewnątrz nas – w naszym umyśle nie było tej mądrości, która rozpoznaje to, co chcemy zmienić, to zewnętrzny czynnik nie miałby na nas żadnego wpływu. Dzięki takiemu spojrzeniu możemy stać się świadomi prawdy o tym, że to nasze własne wewnętrzne postrzeganie odpowiedzialne jest za wszystko. To powoduje, że odzyskujemy moc zmiany, albowiem moc zmiany zawsze jest wewnątrz nas. Dopóki czekamy tylko i wyłącznie na to, aż czynniki zewnętrzne ułożą się po naszej myśli, możemy czekać długo. Z chwilą jednak, gdy wychodzimy z inicjatywą, wszechświat i nasza podświadomość jakby zauważają to i mówią sobie „oho to jest dla niego ważne, no dobrze, pomóżmy mu urzeczywistnić jego pragnienie zgodnie z bożym planem”. I wtedy wydarzenia często układają się bardzo pomyślnie. Poza tym nasze działanie pogłębia w nas wiarę w osiągnięcie celu. Dajemy również Bogu znać, że oto jesteśmy gotowi. Idziemy i…reszta należy do Niego. Jest taka anegdota. Do znanego z pobożności rabina przyszli okoliczni rolnicy z prośbą, by się pomodlił o deszcz, bo od miesiąca nie padał w tej okolicy i pola ze zbożem zaczynały wysychać. On ich wysłuchał i zapytał; Wierzycie, że moja modlitwa sprawi, że Bóg ześle deszcz? O tak Rabi – odpowiedzieli. On im na to odparł – nieprawda. Gdybyście wierzyli, zabralibyście ze sobą parasole.

Zmiana jest częścią życia i kto nie podąża za zmianami na lepsze, marnuje okazje do polepszenia swojego życia i rozwoju. Zmiana jest podążaniem za Boskim Planem każdego z nas. Gdy te zmiany przychodzą naturalnie, łagodnie i swobodnie, a my podejmując je czujemy się radośni i szczęśliwi to zazwyczaj znaczy to, że odnaleźliśmy swoją ścieżkę, swoją drogę wytyczoną dla nas przez Boga i że nią podążamy. Radość, czysta radość jest oznaką, że nasz świadomość jest wypełniona boskimi energiami, że napełniamy się Miłością. Jak jestem radosny kocham siebie i świat, a właściwie samo się kocha. Radość jest przedpokojem Miłości. A może odwrotnie;).

Czy jest jakiś kres zmian? Na tym planie przejawiania się jest to oświecenie. A co będzie dalej? Może kolejna zmiana i rozwój. Podążając w stronę pełnego poznania Boga z pewnością się dowiesz. Do zobaczenia u celu.

Życzę Ci, aby wszelkie zmiany w Twoim życiu były na lepsze i szybko się realizowały zgodnie z Najwyższym Dobrem Twoim i innych. Tego samego życzę sobie:)

Artman

Teraz – Inspiracje

Mogłoby się wydawać, że chwila obecna jest tyko jedną z wielu, wielu chwil. Każdy dzień wydaje się składać z tysięcy chwil, w których wydarzają różne rzeczy. Ale Jeżeli przyjrzysz się uważniej, czy możesz zaprzeczyć, że jest tylko jedna chwila – zawsze. Czy życie, kiedykolwiek, nie jest tą chwilą?

Ta jedyna chwila-TERAZ-jest jedyną rzeczą, od której nigdy nie możesz uciec, jedyny pewnik w twoim życiu. Co by się nie wydarzyło, jak bardzo by się twoje życie nie zmieniło, jedno jest pewne: zawsze jest TERAZ.

Skoro nie ma ucieczki od TERAZ, to dlaczego nie przyjąć go serdecznie, nie zaprzyjaźnić się z nim?

***

Kiedy jesteś zaprzyjaźniony z chwilą obecną, czujesz się jak u siebie w domu, nie zależnie od tego, gdzie jesteś. Jeżeli nie czujesz się w TERAZ jak u siebie w domu, to dokąd byś nie poszedł, będziesz zawsze odczuwał niepokój.

***

Chwila obecna Jest laka, jaka jest. Czy pozwolisz jej być?

***

Podział życia na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zosta! stworzony przez umysł i jest zwykłą iluzją. Przeszłość i przyszłość są wytworami myśli, umysłową abstrakcją. Przeszłość można pamiętać tylko TERAZ. To, co pamiętasz, to wydarzenie, które miało miejsce w TERAZ i pamiętasz je TERAZ. Przyszłość, kiedy nadejdzie, staje się TERAZ. Jak widzisz jedyną rzeczywistością, rzeczywistością, która zawsze ]est, Jest TERAZ.

***

Utrzymywanie uwagi w TERAZ nie neguje twoich życiowych potrzeb. Uznajesz to, co jest najważniejsze. Potem możesz zająć się mniej ważnym z większą łatwością. Nie mówisz: „Nie będę się już niczym zajmował, bo istnieje tylko TERAZ”. Nie – Najpierw musisz odnaleźć to, co jest najważniejsze i uczynić TERAZ swoim przyjacielem, nie wrogiem.

Uznaj je i szanuj. Kiedy TERAZ staje się podstawą i zasadniczym przedmiotem twojej uwagi życie przebiega bez zakłóceń.

***

Zmywanie naczyń, kreślenie strategii firmy, planowanie podróży – co jest ważniejsze: to co robisz czy rezultat, jaki chcesz osiągnąć? Ta chwila czy Jakaś przyszła chwila?

Czy traktujesz tę chwilę jak przeszkodę, którą musisz pokonać? Czy czujesz, że jest przyszli chwila, do której chcesz dotrzeć, która jest ważniejsza?

Prawie wszyscy tak żyją przez większość czasu. Skoro przyszłość nigdy nie nadejdzie, chyba że jako teraźniejszość, to taki sposób życia jest szkodliwy. Wyzwala w tle stały podkład niepokoju, napięcia i niezadowolenia. Nie uznaje życia, które jest chwilą obecną i nigdy czymś, co nie jest chwilą obecną.

Poczuj energię w swoim ciele. To cię zakotwicza w TERAZ.

***

Nigdy nie weźmiesz na siebie odpowiedzialności za życie, dopóki nie weźmiesz odpowiedzialności za tę chwilę – TERAZ. Tak jest, ponieważ TERAZ jest jedynym miejscem gdzie można znaleźć życie. Wziąć odpowiedzialność za życie, znaczy nie stawiać wewnętrznego oporu temu, co jest, nić spierać się z tym, co się wydarza. Iść z życiem równym krokiem.

TERAZ jest, jakie jest, bo inaczej być nie może. Buddyści zawsze wiedzieli a fizycy teraz potwierdzają, że rzeczy i wydarzenia nie są od siebie odizolowane. Mimo pozornego podziału, wszystko jest ze sobą powiązane, jest częścią całego kosmosu, który wytworzył postać, jaką przybiera ta chwila.

Kiedy mówisz „tak” temu co jest, współistniejesz z mocą i inteligencją samego Życia. Tylko wtedy możesz zmieniać świat na lepsze.

Prostym, ale ważnym ćwiczeniem duchowym jest akceptacja wszystkiego, co się wydarza w TERAZ – wewnątrz i na zewnątrz.

***

Kiedy kierujesz uwagę na TERAZ, stajesz się czujny. To tak, jakbyś się przebudził ze snu, ze snu myśli, ze snu przeszłości i przyszłości. Taka jasność, taka prostota. Nie ma miejsca na tworzenie problemów. Tylko ta chwila, taka, jaka Jest.

***

Z chwilą, kiedy kierujesz uwagę na TERAZ, pojmujesz, że życie jest święte. We wszystkim, co odbierasz swoimi zmysłami, kiedy jesteś obecny. Jest świętość. Im więcej przebywasz w TERAZ, tym bardziej odczuwasz prostą ale głęboką radość istnienia i świętość wszelkiego żvcia.

***

Ludzie często mylą TERAZ z tym, co wydarza się w TERAZ, ale to nie to. TERAZ Jest głębsze od tego. co się w nim wydarza. Jest przestrzenią, w której się wydarza.

Nie myl więc treści tej chwili z TERAZ. TERAZ jest głębsze od jakiejkolwiek treści, która się w nim pojawia.

***

Kiedy wkraczasz w TERAZ, wychodzisz poza swój umysł i jego zawartość. Nieustający potok myśli zwalnia. Myśli nie pochłaniają już całej twojej uwagi, już całkowicie cię nie wciągają. Pojawiają się przerwy między myślami – przestrzeń, CISZA. Zaczynasz spostrzegać swoją głębię i bezmiar.

***

Myśli, emocje, postrzeganie zmysłowe i wszystko, czego doświadczasz, stanowi treść twojegi życia. „Moje życie” – z tego czerpiesz poczucie tego, kim jesteś i „moje życie” jest treścią, przynajmniej tak ci się wydaje.

Stale umyka ci najbardziej oczywisty fakt: twoje najgłębsze poczucie Jam Jest nie ma nic wspólnego z tym, co się w twoim życiu wydarza, nic wspólnego z treścią. To poczucie Jam Jest i TERAZ stanowiąjedno i nigdy się nie zmieniają. W dzieciństwie, podeszłym wieku, w zdrowiu, czy chorobie, w powodzeniu, czy niepowodzeniu. Jam Jest — obszar teraźniejszości – pozostaje niezmienny na najgłębszym poziomie – Zwykle myli się go z treścią, tak więc doświadczasz Jam Jest lub TERAZ niewyraźnie i niebezpośrednio, poprzez treść własnego życia – Innymi słowy twoje poczucie Jam Jest jest przesłonięte przez wydarzenia, potok myśl i przez inne rzeczy z tego świata. TERAZ jest przesłonięte przez czas.

No i zapominasz o swoim zakorzenieniu w Bycie, o swojej świętej rzeczywistości i zatracasz się w świecie. Zamęt, gniew, depresja, przemoc i konflikt pojawiają się, kiedy człowiek zapomina kim jest.

A przecież tak łatwo jest zapamiętać prawdę i wrócić do domu: nie jestem moimi myślami. emocjami- postrzeganiem zmysłowym ani doświadczeniami. Nie jestem treścią mojego życia. Jestem Życiem. Jestem przestrzenią w której wszystko się wydarza. Jestem świadomością. Jestem TERAZ. Jam Jest.

 

…o tworzeniu intencji

Tak sobie właśnie ostatnio uświadomiłem, że już dawno temu miałem napisać o czymś dość istotnym i… kompletnie wyleciało mi to z głowy. Dziwne tym bardziej, że zakodowało mi się w głowie przekonanie, że ten tekst już powstał. Przejrzawszy swoją stronę i upewniwszy się, że naprawdę istnieje jedynie w mojej wyobraźni, zabieram się za jego materializację. Skoro powstaje teraz, to najprawdopodobniej jest to najwłaściwszy do tego moment – ziarenko myśli dojrzało aby wypuścić pędy :)

Otóż tematem dzisiejszej rozprawki (drogie Dzieci Boże, dodał skrycie w myślach profesor Elijah) jest tworzenie intencji. Jest to temat o tyle ciekawy i interesujący, że intencje są mechanizmem napędzającym nasze życia i stoją u podstaw naszego funkcjonowania, jak to pokazuje czule poniższy wykres, zaprezentowany w pełnym dramaturgii i dynamiki trybie ASCII:

INTENCJA –> MYŚL –> SŁOWO, DZIAŁANIE

O wpływie myśli na nasze życie wiemy, temat przerabiany jest od tysięcy lat, kiedy to Budda powiedział „Jesteśmy tym, co myślimy” – albo i nawet wcześniej. Intencja, patrząc na to dość schematycznie i technicznie, jest jakby warstwą leżącą poniżej poziomu myśli. Nie chcę się w tym miejscu zagłębiać w dogłębne tłumaczenia, czym jest intencja, nie taki jest cel mojej dzisiejszej popisówy (od słowa „pisać” ;). Podrapanie się w tym miejscu po głowie dało mi wyraźnie do zrozumienia, że jest to słuszne podejście aby tematu głębiej nie kontynuować, i tylko w skrócie możemy powiedzieć, że intencja to nienazwana, nieokreślona słowami myśl, albo raczej – pierwotna energia która napędza wszystkie nasze myśli, słowa i działania.

Rozumienie mechanizmu tworzenia intencji jest tak samo istotne, jak pojęcie wpływu myśli na kształtowanie doczesnego życia. Cały czas wszechświat gra rozmaitymi intencjami – i albo my tymi kierujemy, albo owe intencje kierują nami. Przykładów rozmaitych gier intencji jest mnóstwo, właściwie jest z nich zbudowane całe życie i wszystkie relacje, jakie tworzymy. Najbardziej klasycznym przykładem może być tutaj relacja „kat” – „ofiara”, gdzie jedna strona, z reguły motywowana poczuciem winy lub innym równie destruktywnym mechanizmem w psychice, ma zwykle nieuświadomioną ochotę dostać w zęba, zaś druga strona, motywowana agresją lub innym równie destruktywnym mechanizmem w psychice, ma zupełnie uświadomioną ochotę komuś w tego zęba przygrzmocić. I mniej więcej w taki oto sposób dochodzi do klasycznego naruszenia artykułu 158 Kodeksu Karnego.

Mniej więcej takim też mechanizmem dogrywania się intencji można wytłumaczyć całą masę zjawisk w życiu. I mniej więcej taka filozofia bywa też często nadużywana i wykorzystywana w nie zawsze świadomych wytłumaczeniach prawie-guru, np:

-„No tak, skoro ten szaleniec wpadł do klasy i zastrzelił 9 uczniów, to z pewnością mieli oni intencję aby cierpieć i zginąć”, albo:

-„Tak, nazwałem Cię skończonym durniem i idiotą, ale najwyraźniej miałeś intencje aby sobie dokopać”, czy też:

-„Moja terapia jest genialna! Skoro ktoś po tym wylądował w psychiatryku, to widać miał takie intencje”.

Wytłumaczenia takie, mogą być mniej więcej prawdziwe. Określenie to powtarzam nieprzypadkowo – jako, że czasami są prawdziwe więcej, a czasami mniej: bo co, jeśli wpadając do klasy z bronią maszynową to JA tym czynem KREUJĘ w kimś intencję bycia ofiarą? Albo co, jeśli nazywając kogoś idiotą i debilem, to JA swoimi słowami zaniżam komuś poczucie samooceny i TWORZĘ z niego nieudacznika? Jest to jak najbardziej możliwy scenariusz, do którego nie wszyscy chcą się z łatwością przyznać, ponieważ czyni on ich, w jakimś stopniu, odpowiedzialnymi za innych ludzi – jakże bowiem prościej jest być egoistą przekonanym, że funkcjonuje się w zupełnym odcięciu od reszty! Tak samo łatwiej jest obarczyć kogoś odpowiedzialnością za intencję… którą pomogliśmy mu wykreować!

Omówmy jednak tworzenie intencji od początku.

Najprostszym scenariuszem jest taki, w który sami sobie tworzymy intencję. Jeśli jest to świadome, to w porządku i efekt jest pozytywny – nikt zdrowy psychicznie nie będzie sobie samemu tworzył destruktywnych scenariuszy, a raczej takie, które uważa za korzystne i pomyślne. Nieuświadomione intencje bywają już różne, czasami korzystne, częściej jednak nie, i co więcej – nieuświadomione intencje bywają z reguły tworzone przy współudziale innych ludzi!

Co jest zatem potrzebne do utworzenia intencji? Odpowiednio silna i ukierunkowana energia.

Łatwiej wyobrazić to sobie na prostym przykładzie. Zakładam, że większość szanownych Czytelniczek tego artykułu nigdy się nie… prostytuowała. Bez obrazy, to tylko przykład. Jesteś porządną kobietą, mającą swój szlachetny system wartości. Nagle pojawia się przed tobą totalnie nieznajomy, przystojny i elegancko ubrany człowiek. Bez pytania o twoje imię proponuje od razu 100 złotych za seks. Prawdopodobnie od większości dostanie w twarz za taką bezczelną propozycję. Niestrudzony, zwiększa stawkę do 1.000 PLN. Co wówczas? A co, jeśli stawka zostanie dalej podbita, do dajmy na to, 10.000zł? Grono opornych pań z pewnością zmaleje. Zmaleje jeszcze bardziej przy kwocie 100.000zł. Nadal trzymasz przy swoim, słoneczko? A co, jak stawką będzie milion złotych – cały milion! Ile osób gotowych jest zmienić swój system wartości i intencji przy takich kwotach? I nie śpiewać mi tutaj proszę: „Ja bym tego nigdy zrobiła!”. Pieniądz to tylko przykład energii, można go z łatwością zastąpić inną oddziałującą siłą, na przykład pistoletem przyłożonym do skroni. Czy wówczas również będziesz się tak butnie opierała?… Przy odrobinie wysiłku mógłbym znaleźć taki rodzaj energii i oddziaływania, który złamałby zasady i intencje dowolnej osoby (poza JEDNYM wyjątkiem, o czym później).

Ten przykład jasno pokazuje, jak w obliczu wpływu silnej, zewnętrznej energii, nasza początkowo czysta i szlachetna intencja ulega zmianie. Znacie powiedzenie „chodził, chodził aż wychodził”? To jeden z przykładów, gdzie zaangażowanie woli i wysiłek energetyczny (w dowolnej postaci, pieniędzy, czasu, czy mniej lub bardziej subtelnych energii ;) przekonuje ku nam drugą osobę. Inny powszechnie znany przykład to telewizyjne reklamy – energia skierowana na to, abyśmy odpowiednio wydawali nasze pieniądze. Bywają też nieświadomie kreowane pozytywne intencje – nie tak dawno moja była partnerka napisała mi, że wystarczyło, że przy niej byłem, a jej życie wyglądało przyjemniej, pozytywne i korzystne rzeczy działy się „same”. Podobnie wchodząc do miejsca, w którym medytuje dużo osób, odczuwamy spokój i wyciszenie. Zdarza się też tak w niektórych kościołach.

Nie zawsze jednak potrzeba do tego pieniędzy albo pistoletu do zmiany intencji, wystarczy jednak coś innego: autorytet. Uznanie autorytetu to przyznanie komuś władzy nad jakimś obszarem naszego życia. Zakładamy wówczas, że druga osoba wie od nas lepiej, oddajemy się w jej ręce – i wówczas szerokim, nieskrępowanym strumieniem płyną do nas czyjeś intencje, przekonania i wzorce. Pewnie, często jest to korzystne, choć bywają wyjątki, gdzie autorytet manipuluje innymi w celu uzyskania swoich korzyści. Autorytetami często bywają rodzice – dla wielu ludzi wyrwanie się z piekła przekonać i przejętych od nich intencji to prawdziwy wysiłek i sporo pracy. Warto zapamiętać, że prawdziwy autorytet, nigdy nie narzuci siłą swoich przekonań, a co więcej nawet, namawia chociażby do ich samodzielnego przemyślenia i zrozumienia. Tak postępują prawdziwi duchowi mistrzowie.

Na szczęście, osób które posiadają naprawdę silną i świadomie ukierunkowaną destruktywną energię nie ma aż tak wiele, więc nie ma się czego specjalnie obawiać, choć warto pozostać czujnym i świadomym. Często sama świadomość tego, że ktoś na zewnątrz nas próbuje podjąć wpływ jest wystarczającym sposobem obrony – możemy wówczas samodzielnie zadecydować, co z tym fantem zrobić. Poza tym, jest jedna energia, która jest najsilniejsza ze wszystkich i praktycznie nie wyobrażam sobie, aby mogła być w jakikolwiek sposób „pokonana”. To Boska energia miłości, energia wybaczenia. Prawdziwe oddanie i zawierzenie się jej potrafi czynić prawdziwe cuda i nie spotkałem jeszcze w życiu niczego silniejszego. Zawierzenie Bogu, poddanie się energii serca chroni nas najskuteczniej przed jakimkolwiek zewnętrznym, destrukcyjnym wpływem. Otwarcie się na Boską energię miłości to także otwarcie się na przypływ inspiracji, pozytywnych zdarzeń, odpowiedniego miejsca i harmonii w życiu. Fajnie opisał to kiedyś jeden z mistrzów ninjutsu, zapytany przez swojego ucznia:

– „A co jeśli ktoś wycelowałby w Ciebie pistolet”?

-„Nie byłoby mnie tam”- odparł z uśmiechem nauczyciel.

Polecam to przemyśleć! ;)

Świadomości,

Elijah

www.elijah-blog.info

Duchowość

Czym tak na prawdę jest duchowość? Duchowość jest przeżywaniem życia z całkowitym, głębokim i prawdziwym zrozumieniem tego co nam się przydarza, co obserwujemy, czego doświadczmy my i inni. Jak się to ma do tego za co duchowość uważana jest obecnie? Duchowość tak na prawdę nie jest znajomością Boga albo dążeniem do jego poznania jak się powszechnie uważa – bo czy można poznać Boga? Boga można zauważyć we wszystkim co nas otacza, ale czy można go poznać? Można przeczytać o nim setki książek, zapoznać się z tysiącami teorii, można nawet samemu te teorie wytwarzać – ale czy to napewno jest duchowość?

Notuję, że znane mi osoby, które twierdzą, że zajmują się „duchowością”, tak naprawdę oddalają się od rzeczywistego życia we własnym ciele i tu na Ziemi – odchodzą w świat energii, kosmicznych spotkań, zabiegów, oddalają się w coś co ja nazywam „demonstrowaniem duchowości wszem i wobec”. Tak naprawdę oddalają się od ducha bo oddają się duchowości.

Czym jest duchowość dzisiaj? Jest naginaniem praw boskich do praw człowieka. Dziś często tradycja jest ważniejsza od praw boskich. Rytualne obrzędy zaczerpnięte od naszych przodków są ważniejsze niż prawa boskie. Z praw boskich człowiek wybiera to co mu się podoba. Bierzemy prawa boskie, interpretujemy je by uzyskać korzyści dla siebie. Najczęściej bierzemy prawa boskie, zamieniamy je w pustobrzmiace slogany, ubieramy się w nie i demonstrujemy otoczeniu jak bardzo duchowi jesteśmy – i raczej nie jesteśmy tego świadomi.

W „Anastazji” W. Megre znalazłam fragment który jest dla mnie kwintesencja współczesnej duchowości „… doszedłem do wniosku, że osoby określające siebie jako „bardzo uduchowione” mają też druga stronę, której same się obawiają. Właśnie dlatego cały czas zapewniają innych o swojej duchowości, robią do niej aluzje. Chyba się boją, że ktoś może zauważyć tę ich drugą, ciemną stronę.”

Czy duchowość nie powinna być raczej życiem z duchem zamiast życiem jako osoba uduchowiona? Dla ilu „uduchowionych” osób to zajmowanie się „duchowością” jest tylko kolejną rolą, sposobem na przejście życia – jest tak naprawdę ucieczką od siebie w ciekawszy, bardziej interesujący świat? Jesli twoje życie kręci się wokół szeroko pojętej „duchowości”, rozmów na duchowe tematy, „duchowych” rozmyślań, medytacji, spotkań osób uduchowionych, poszerzania tej „duchowości”, pomagania osobom mniej „uduchowionym” – to może już czas by zadać sobie pytanie: kim byś był jeśli zaprzestałbyś tego co właśnie wymieniłam? Kim byłbyś gdybyś zaprzestał tych wszystkich duchowych czynności, duchowych rozmów, duchowych przemyśleń? Jak wyglądałoby twoje życie gdybyś tego zaprzestał? Co by ci w tym życiu zostało? Czy możesz powiedzieć, że bez tej „duchowości” twoje życie jest spełnione, piękne, szczęśliwe? Czy raczej używasz tej „duchowości” aby pozapełniać wszystkie luki w swoim życiu?

Ile z tej „duchowości” jest tylko pozą osoby uduchowionej, którą odgrywasz, a ile ta „duchowość” naprawdę daje twojemu duchowi? Czy „duchowość” nie stała się sposobem na życie? Niektórych ludzi łączy w grupy rodzaj słuchanej muzyki, innych polityczne poglądy. Czy ciebie z innymi nie łączy „duchowość”? Czy ta „duchowość” łączy cie z wszystkimi ludźmi, czy raczej łączy cię z tylko podobnymi tobie wyznawcami „duchowości”? Czy nie jest tak, że prawdziwa duchowość łączy wszystkich? Czy nie jest tak, że o prawdziwej duchowości można porozmawiać ze wszystkimi? Więc czym jest ta prawdziwa duchowość? I czy ty napewno o niej właśnie rozmawiasz z wybranymi i sobie podobnymi? Czy masz głębokie, oparte na miłości i akceptacje relacje tylko z tymi, którzy zajmują się duchowością? Czy wśród twoich znajomych dominują osoby z zakresem „wiedzy duchowej” podobnym do twojego? Jakie towarzyskie spotkania dominują w twoim życiu? Czy takie oparte na celebracji „duchowości”, czy te oparte na celebracji ducha? To zasadnicza różnica.

Czy zastanawiasz się dlaczego dostałeś to ciało które masz, dlaczego jesteś właśnie na Ziemi, dlaczego urodziłeś się w tej rodzinie, w tym kraju? Jaki był w tym boski plan? Czy po to dostałeś życie aby je spędzać na duchowych rozmyślaniach, czyli spędzać w swoim umyśle? Czy po to urodziłeś się w tym wymiarze, aby w myślach uciekać w inne wymiary? Czy po to urodziłeś się na tej pięknej Ziemi aby zachwycać się i wciąż opisywać inne galaktyki?

Czy byłbyś równie ciekawy dla innych ludzi gdybyś zaprzestał rozmów na egzotyczne, ezoteryczne tematy, które zadziwiają i może nawet fascynują innych ? „Duchowością” zająłeś się w jakimś celu. Jaki to cel? Czy chciałeś urozmaicić sobie życie, poprawić jego jakość? Sprawić by stało się pełniejsze? Co jest w stanie sprawić że twoje życie jest pełniejsze: prawdziwe życie tym życiem i będąc w tym życiu, czy raczej rozmyślanie o nim i powiększanie wiedzy jego dotyczącej, ale nie życie?

Kięża są duchownymi, zajmującymi się duchowością i często tak mało w nich ducha, tak mało ducha jest w tym co głoszą. Dlaczego? Bo zajęci są duchowością. Tyle maja reguł, przykazań, form dogmatow. Tyle ludzkich praw postawionych ponad prawa boskie, ponad prawdę. Tak często krytykuje się książy katolickich, że to co głoszą nie idzie w parze z tym jak żyją. Przypomnij sobe co ty zarzucasz księżom i zapytaj siebie czy nie można by było tego zarzucić i tobie.

…o odpowiedzialności

Pamiętam doskonale swojego pierwszego duchowego nauczyciela, którego poznałem będąc jeszcze studentem. Zafascynował mnie w pewnien sposób swoim nowatorskim spojrzeniem na świat, optymizmem i praktyczną mądrością, za którą kryły się narzędzia do zmiany życia na lepsze. Odwiedzałem go dość często, jako że widziałem, że spotkania przynoszą prawdziwe, namacalne wręcz efekty. Przesiadywaliśmy pewnego razu w gabinecie, kiedy przyszła jego żona. Zamieniwszy parę słów, opuściła nas dość szybko, natomiast mój nauczyciel spojrzał na mnie i rzekł, zaskakująco zmieniając temat prowadzonej rozmowy:

-Wiesz co mi się najbardziej w niej podoba? To, że potrafi być za siebie odpowiedzialna.

Utkwiło mi to zdanie w pamięci dość głęboko, a to chyba głównie z racji tego, że nie potrafiłem tego wówczas w pełni zrozumieć. Wysokie notowania miały u mnie żeńskie krągłości, zgrabne nogi i piękne oczy; oczywiście, doceniałem też kobiecy „charakter”, ale słowo to było wówczas dla mnie dość enigmatyczne i mgliście oznaczało wszystko, co nie było fizyczne. I trudno było mi nawet wpasować owo słowo w całokształt danej osoby, albo umiejscowić na którejś pozycji w rankingu ;) Tymczasem upływały lata, zagłębiałem się coraz bardziej w rozmaitej wiedzy dotyczącej spraw duchowych, pojawiały się nowe doświadczenia i coraz głębiej poznawałem życie we wszystkich jego odcieniach. Z czasem też zaczynałem coraz bardziej doceniać znaczenie odpowiedzialności i zacząłem coraz bardziej rozumieć, jaka wielka głębia się za tym słowem kryje.

Najprościej możnaby rzec, iż odpowiedzialność to umiejętność akceptowania konsekwencji swoich myśli, słów i działań. Z punktu widzenia metafizycznego, jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co się w naszym życiu dzieje. Jako „dusza” wybieramy bowiem miejsce, czas, kraj, rodziców a także rzeczy, jakie mamy zamiar w danej inkarnacji doświadczać. Rzecz jasna, w pełni świadomy wybór jest rzadkością – z reguły kierują nami nieświadome intencje i motywacje, stąd często lądujemy z ręką w nocniku, nie wiedząc o co chodzi i dlaczego tutaj jestem. I myślę, że jest to jak najbardziej w porządku, ponieważ czas na rozwijanie świadomości tak doniosłych spraw przychodzi we właściwym momencie, zaś na początku warto odrobić podstawowe lekcje z naszego lokalnego, ziemskiego podwórka. Mógłbym w tym momencie zacząć omawiać wspaniałe rzeczy, które zaprezentowane zostały w filmie Sekret czy też takie, jakie daje praktyka Huny. „Energia podąża za uwagą” czy „Świat jest taki, jaki myślisz że jest” to rzeczywiście fantastyczne, doniosłe prawdy które pojąwszy, mogą czynić cuda w ludzkim życiu, niemniej ich zrozumienie wymaga większego zaangażowania, wysiłku i przede wszystkim, osobistej praktyki. Wciąż zalatuje zbyt mocno metafizyką i ciągle nie jest to ta podstawowa lekcja odpowiedzialności, jakiej moim zdaniem warto się przyjrzeć. Zacznijmy zatem od podstaw i prostego ćwiczonka, które nam to zagadnienie przybliżą.

Wyobraź sobie, budzisz się pewnego ranka i – zakładając że nie śpisz w piwnicy – spoglądasz przez okno, a tam piękny, słoneczny, upalny wręcz dzień. Jestem przekonany, że u większości szanownych Czytelników taki widok wywoła uśmiech na twarzy i przypływ pozytywnych emocji. Może się jednak zdarzyć, że zareagujesz bardzo negatywnie i nerwowo na takie słońce i przeklniesz pogodę na czym świat stoi. Nierealne? No to wyobraź sobie, że stoisz w 40C upale, w korku, w środku zatłoczonego miasta a Twoje auto nie ma klimatyzacji. Będziesz się cieszyć czy denerwować? Teraz łatwiej to zrozumieć, prawda?

Wniosek prosty: to samo zdarzenie, ale rózne reakcje – czyli to my wpływamy i decydujemy o tym, jak odbierać dane zjawisko. Innymi słowy, to my jesteśmy odpowiedzialni za to, jak reagujemy i jak interpretujemy rzeczy. W efekcie, koniec końców, to my jesteśmy odpowiedzialni za to, jakie emocje w nas powstają.

Znam osobę, która potrafi to bardzo ładnie wykorzystać w życiu codziennym. Jest to prosty chłopak, żaden duchowy guru, ale niewątpliwie człowiek o wiekim sercu, człowiek, od którego bije radością i optymizmem na kilometr ;) Lubię jego filozofię: Narzekać na to, że nie mam Mercedesa? Cóż, będę cieszył się z 12-letniego Suzuki, zawsze dojeżdża do celu. Nie pojechałem na wycieczkę do Egiptu? Lokalne jezioro też daje mi dużo frajdy. Problem bo pada deszcz? Bynajmniej, pooglądam w domu filmy. Ktoś nie chciał mi pomóc? Dobrze, nic się nie stało, jego wola, załatwię sprawę sam, itd. Jak mi sam opowiedział, jego pozytywne podejście do życia robi wrażenie na wielu znajomych. Pytany o swoją postawę odpowiada, że zrozumiał, że to jak się czuje to jego indywidualny wybór, jego własna interpretacja tego, co się dzieje wokoło. Ponieważ wziął na siebie odpowiedzialność za to, co czuje – jest w stanie zmieniać swoje spojrzenie na rzeczywistość i w rezultacie, cieszyć się życiem i przyjmować je takie, jakim jest. Co ciekawe, niektórzy to przyjmują jako ciekawą inspirację, ale jest spora grupa ludzi, która – uwaga – potrafi go skrytykować za taką postawę i wciągnąć go w swoje bagno lęków, wątpliwości i narzekań, w którym sami siedzą po uszy! Czyż to nie zdumiewające? Przypomina mi się tutaj słynne zdanie Einsteina: „Dwie rzeczy są nieskończone. Wszechświat i ludzka głupota”. Poświęcę kilka słów takim osobom, gdyż to, co je cechuje to właśnie brak odpowiedzialności i umiejętności wzięcia steru życia we własne ręce.

Po czym najłatwiej rozpoznać, że ktoś nie jest odpowiedzialny? Po manipulacjach jakie stosuje. Osoba, która potrafi być panem swojego życia, nie ma potrzeby manipulowania innymi ludźmi, gdyż wie, że jest w stanie sobie sama doskonale poradzić, a nawet jeśli będzie potrzebna pomoc z zewnątrz – to ją uzyska bez jakichkolwiek sztuczek, kombinowania lub presji. Taka osoba – bardziej lub mniej świadomie – wie lub wewnątrz czuje, że Wszechświat nigdy nie stawia nas przed zadaniami ponad nasze siły, oraz to że zawsze ma ze sobą wsparcie Najwyższej Inteligencji. Tymczasem osoba niedojrzała nie ma tej świadomości i próbuje z poziomu swoich prymitywnych wyobrażeń nas ustawiać. Wysłałem ostatnio pewnej kobiecie, która znalazła się w trudnej sytuacji życiowej i przytłoczyły ją jej własne emocje podręcznik EFT i zachęcałem do zapoznania się z nim. Emotional Freedom Techniques to jedna z najwspanialszych i najprostszych, a jednocześnie bardzo skutecznych metod pracy nad swoimi emocjami, którą ostatnio polecam każdemu. Można ją opanować dosłownie w pół godziny, nie wymaga żadnych specjalnych zdolności a rezultaty pracy widoczne są niezwykle szybko. Nie będę się nad tym tutaj rozpisywał, gdyż to oddzielny temat, niemniej polecam gorąco zapoznanie się z nim każdemu, kto chce poprawić jakość swojego życia. Wracając jednak do tematu owej kobiety: jak kochani myślicie, jaki był rezultat? Otóż książka leży nietknięta, ja zaś dostałem wiadomości, w których próbowała mną zmanipulować, wywołać poczucie winy pisząc rzeczy w stylu „ewidentnie Ci pomogłam”, „myślałam że coś we mnie wyczujesz i pomożesz”, oskarżając mnie, że moje myślenie jest „skamieniałe, oziębione” i dochodząc do niezwykłego wniosku że „stąd Twoja praca nad sobą”. Dla kontrastu, w tym samym czasie wysłałem ten sam podręcznik dla kolegi, który jest bardziej świadomy i odpowiedzialny za swoje życie. Jaka była reakcja? Wziął sprawy w swoje ręce i po paru dniach dostałem od niego wiadomość, cytuję dosłownie: „o kur… dziala chyba ten EFT … w 70% zanikł lęk przed pająkami po 3 minutach sesji….. niemożliwe!”. Dwie różne postawy, dwa różne efekty końcowe. Teraz zastanów się: którą z nich chcesz dla siebie wybrać?

To mi pokazało niezwykle ważne role, które możemy przyjąć w relacji z nieodpowiedzialnymi ludźmi: holownika albo mechanika. Jesteśmy holownikiem wówczas, kiedy na swoje barki przyjmujemy odpowiedzialność za cudze emocje i stany. Robimy wówczas wszystko, aby daną osobę pociągnąć za sobą do przodu, pomóc jej wyjść z obecnej sytuacji ale niewiele to daje – uzależniamy ją coraz bardziej od swojej siły i pozbawiona naszej pomocy, nadal stoi ona w miejscu. Na dłuższą metę taka sytuacja jest bardzo męcząca i w zasadzie szkodliwa dla dwóch stron. Holujący traci sporo energii i jest hamowany przez drugą osobę, zaś holowany utwierdza się w roli ofiary i nie rozwija swojego Boskiego potencjału. Jest też rola mechanika – pomagamy danej osobie na tyle, aby mogła ruszyć dalej o własnych siłach bądź dajemy jej niezbędne do tego narzędzia. Można nawet ją nieco „pchnąć” w rozwoju do przodu – ale tak, jak to się robi z autem, czyli po to, aby samo zapaliło i jechało dalej korzystając z własnego napędu.

Przyznam, że sam przez długi czas byłem holownikiem – ratownikiem, zwyczajnie nie widząc pewnych mechanizmów i czując się winny zostawiania kogoś bez pomocy. Po przebłysku świadomości (opisanym w artykule o manipulacji poczuciem winy) sytuacja się zmieniła na lepsze. Teraz pozbywam się całkowicie poczucia winy związanego z pozostawieniem takich „ofiar” na pastwę losu, czy swoich karmicznych ról. I czuję, że jest to jak najbardziej w porządku, gdyż wspiera mnie w tym wyborze wielu świetnych nauczycieli duchowych – Jezus w ewangelii św. Mateusza mówi „Nie dawajcie psom tego, co święte, ani nie rzucajcie pereł waszych przed wieprze, by ich przypadkiem nie podeptały nogami i obróciwszy się nie rozszarpały was”; Budda sugeruje właściwe towarzystwo jako niezbędną rzecz na ścieżce rozwoju oraz wspomina Babaji w słowach: „Jeśli nie możesz kogoś chwalić – pozwól mu odejść ze swojego życia”. A nie potrafię pozytywnie patrzyć na ludzi, którzy marnują swoje talenty i zdolności, żerując jak pasożyty kosztem innych – wolę pomagać tym, którzy szczerze chcą sami sobie pomóc.

Na zakończenie, chciałbym podsumować sprawę odpowiedzialności w trzech wzajemnie powiązanych punktach:

1. Im bardziej jesteśmy świadomi i rozumiemy nasze położenie, tym bardziej wzrasta osobista odpowiedzialność za nas samych. Najważniejszą rzeczą do zrozumienia w tym temacie jest to, że sami możemy i jesteśmy w stanie kształtować to, co czujemy i myślimy i że od naszych wyborów i decyzji zależy to, jak nasze życie wygląda. Mamy wolną wolę w wyborze, co chcemy przejawiać. Ponieważ inni ludzie też mają wolną wolę – nie mamy żadnego obowiązku ani nie musimy być za nikogo odpowiedzialni (oczywiście, nieco inaczej wygląda sprawa dzieci)

2. Im bardziej wzrasta zakres naszej odpowiedzialności za nas samych, tym bardziej rośnie też akceptacja sytuacji, w której się znajdujemy. Akceptacja zaś jest niezbędna aby realizować punkt następny.

3. Będąc świadomym miejsca i akceptując swoje położenie, jestem w pełni odpowiedzialny za siebie – czyli dzięki temu daję SOBIE prawo i moc do zmiany mojego życia na lepsze. Staję się sternikiem swojego życia, podejmując za siebie decyzję i przyjmując ich konsekwencję. I zahaczę teraz o metafizykę, gdyż dla niektórych ten punkt może brzmieć przerażająco. Uzyskujemy wolność, ale nie jesteśmy sami w podejmowaniu decyzji. W momencie, którym zaczynamy o sobie samostanowić, pokazuje się kolejna opcja: możemy zgrać naszą wolę z wolą Najwyższej Inteligencji, Wszechświata, Boga. Życie zaczyna nabierać niezwykłego wymiaru, smaku i harmonii… ale żeby to poznać, trzeba zacząć od podstaw :)

Życząc wszystkim powodzenia, wytrwałości i cierpliwości w pracy nad sobą,

pozdrawiam – Elijah

www.elijah-blog.info