Archiwa autora: AnandaNa

Huna cz.5 – Mana i nić Aka

Mana

Kluczowym pojęciem w Hunie jest mana. Jest to energia. To dzieki niej, możemy kreować świat, działać na różnych planach rzeczywistości. Do organizacji świata astralnego, niższe Ja potrzebuje energii. Kahuni zwali tą energię „mana” (wiele gier fantasty przejęło słowo „mana” – w grach grze, każda postać maga, ma określoną ilość many do rzucania czarów). W jodze istnieje pojęcie „prana” (również podobieństwo) i oznacza to siłę życiową.

Mana jest faktycznie energią. Jest potrzebna do życia. Ciało człowieka jest wypełnione energią. Każdy żywy organizm potrzebuje energii i bierze udział w niekończącym się cyklu wymiany energetycznej.

W naszym wypadku mana potrzebna jest do kreacji rzeczywistości. Kiedy człowiek jest skupiony potrafi kierować większą ilością energii. Im więcej energii, tym myśli są mocniejsze i skuteczniej wpływają na podświadomość.

Energia jest potrzebna średniemu Ja. Jeśli człowiek ma dużo energii, jest naładowany maną, wtedy średnie ja jest „silniejsze”. Dzięki temu wywiera większy wpływ na niższe Ja. Polecenia są wyraziste i mają moc. Warto pamiętać, że dla podświadomości jest ważne to, co jest mocne.

Energia jest potrzebna również niższemu Ja. Ono to właśnie za pomocą energii organizuje świat astralny. Każda myśl ma pewien potencjał energii. Im ten potencjał jest większy, tym myśl skuteczniej wpływa na świat. Mana była przez kahunów utożsamiana z wodą. Ta właśnie woda służyła do „podlewania” pola umysłu. Jeśli dostarczymy jakiemuś wyobrażeniu dużo energii, wtedy ma ono większą moc i bardziej wpływa na świat materialny.

Nie da się ukryć, że mana jest jednym z podstawowych rzeczy używanych w praktyce huny.

– Skąd wziąć manę?

Mana bierze się dosłownie z powietrza. Pobieramy ją z powietrza, a jej źródłem jest słońce. Dzięki temu, że oddychamy, wchłaniamy energie do organizmu. Im spokojniej i głębiej oddychamy, tym więcej energii pobieramy. Niektórzy dostrzegają malutkie i biało-świetliste kuleczki w powietrzu. Szczególnie w słoneczny dzień. Jest ich pełno i radośnie sobie fruwają. To właśnie prana. Cząstki życiowej energii.

Uzupełnianie energii w ciele jest naturalną funkcją niższego Ja. Robi to z każdym oddechem. Jeśli podświadomość jest przyzwyczajona do płytkiego i niestabilnego oddychania, wtedy pobiera mało energii. Jeśli oddech jest pełny i spokojny, wtedy do nasze ciało zaopatrywane jest w większą jej ilość.

Niektórzy ludzie oddychają płytko – zaniżają swój potencjał energetyczny. Nauczyli się tego, by się „schować w tłumie” i nie zwracać na siebie uwagi. Tu się kryje lęk, jakoby mając większą ilość energii będą prowokowali do walki, lub zwracali na siebie niepotrzebną uwagę. Kiedy spłycą oddech, wycofują się z życia, wydaje się im to korzystne jednak takie nie jest. Nie ma energii.. Ludzie tacy są często słabi i chorowici. Bez chęci do życia – bo niby skąd wziąć do niego energię? A wystarczyłoby porządnie oddychać.

Czasem przedawkowanie energii jest niemiłe, bo nie wiadomo, co z nią zrobić. Dlatego ludzi nie ciągnie do nadmiaru many. Nadmiar energii kojarzy się ludziom z agresją lub z seksem. Nie wiedzą, co z nią zrobić. Warto wiedzieć, że energię tą można wykorzystać do kreacji pozytywnego świata.

Ludzie mający dużo energii życiowej są najczęściej zdrowi i radośni. Lubią żyć. Najczęściej dominują w otoczeniu, bo ci słabowici nieświadomie się podporządkowują. Co więcej, przelewają swoją radość na otoczenie. W obecności naenergetyzowanych i radosnych ludzi, wszyscy czują się radośnie. Ludzie tacy kojarzą się ze światłem i faktycznie, mają wewnętrzną jasność, którą promieniują w zwnętrza.

Warto wiedzieć, że w miarę praktyki huny potencjał energetyczny rośnie. Wpływ na otoczenie staje się większy i kreacja rzeczywistości zachodzi szybciej. Dlatego tak ważne jest oczyszczanie umysłu z negatywnych wzorców. Wszystko dlatego, aby tak duży potencjał energetyczny nie wykreował niekorzystnej rzeczywistości. Praktykując hunę najkorzystniej jest podnosić stale jakość swoich myśli tak, aby kreowana rzeczywistość była pełna szczęścia i harmonii.

Kahuni zawsze dbali o to, by mieć większy zapas energii życiowej. Chodzili zawsze bardzo naenergetyzowani i byli w każdej chwili gotowi do modlitwy. To okazywało się bardzo praktyczne, jednak należy pamiętać, że mieli oni właściwy i czysty światopogląd w swojej podświadomości.

– Różne rodzaje many.

Nie trzeba być specjalnie jasnowidzem, aby zauważyć różnicę między energiami. Niektóre miejsca są niekorzystne do pobierania energii.

Wyobraź sobie, jakby tu pobierać energię np. w szpitalu pełnym chorych i umierających ludzi. Czy też w rzeźni obłożonej zabrudzonymi białymi kafelkami… Nie muszę tłumaczyć, że te miejsca nie wzbudzają pozytywnych odczuć. Dlatego energia czerpana z takich źródeł, nie będzie zbyt korzystna – co najmniej spowoduje ból głowy.

Nie jest wskazane pobieranie energii od innych ludzi, czy zwierząt. Energie te, również nie są czyste i mogą nam zaszkodzić.

Wyobraź sobie teraz cichy las. Przez zdrowe sosnowe drzewa, przebijają się promienie słońca. Stąpasz bosymi stopami po bujnym i soczyście zielonym mchu. Powietrze aż wibruje pięknym i zdrowym zapachem. W takim miejscu bardzo przyjemnie pobiera się energię. Jest ona czysta i naprawdę wysoka jakościowo. Dlatego radzę pobierać energie na łonie natury, o ile to jest możliwe.

Podczas ładowania się maną, zawsze warto wizualizować czystą i świetlistą energię. Wtedy podświadomość wie jaką ma zbierać.

Istnieje też mana, która ma bardzo wysokie wibracje szczęścia, miłości i błogości. Jest to mana, którą dostajemy od wyższego Ja. Kiedy jesteśmy naładowani zwykłą maną, może ona zostać zamieniona na wyższą manę, dzięki Wyższemu Ja. Wtedy w naszym sercu może pojawić się radość, miłość, niewypowiedziane szczęście. Gdy podczas ładowania energią tak się stanie, mamy pewność, że jesteśmy naładowani wyższą maną. Jest to przejmujące i miłe uczucie.

Ta mana ma o wiele subtelniejsze wibracje, ale też o wiele większą moc. Dzięki niej następuje uzdrawianie, czy inne niesamowite, natychmiastowe cuda. Dlatego, że dostrajamy się do sfery Wyższego Ja, materializacja jest naprawdę pełna mocy. Jest zgodna z ruchem wszechświata. Wzbudza również w podświadomości pewność i entuzjazm. Wtedy wyniki kreacji są szybkie i pewne.

– Co znaczy naenergetyzowanie?

Usiądź wygodnie, poczym weź 8 głębokich i pełnych oddechów. Wyobrażaj sobie przy tym, jak czysta energia wlewa się do Twego ciała. Po chwili wypełnia każdą cząstkę ciała.

Zauważ, że po takim krótkim ćwiczeniu, kolory stały się żywsze, umysł bardziej się rozjaśnił. Wszystko trochę inaczej wygląda. To jest właśnie naenergetyzowanie. Czyli wypełnienie ciała energią. Nie tylko masz wystarczającą ilość many do utrzymania procesów życiowych, ale także jej nadmiar.

Kahuni znali wiele sposobów napełniania się energią, której potem używali do modlitwy. Warto zawsze utrzymywać wysoki potencjał energii. Watro się przyzwyczaić do głębokiego i spokojnego oddechu.

Na początku nie trzeba szaleć z ćwiczeniami i energetyzowaniem ciała. Po pewnym czasie, pojemność energetyczna wzrasta. Ciało przyzwyczaja się do większego potencjału. Człowiek ma więcej energii i jest bardziej żywy.

Energię powinno się rozprowadzać równomiernie po ciele, za pomocą odpowiednich wyobrażeń.

Kiedy zbieramy energię oddychając świadomie, wtedy skupiamy uwagę podświadomości. Świadome oddychanie robi ma niższym Ja wrażenie. Oddech skupia uwagę. Dlatego jest tak ważny i niezastąpiony. Bez energii, średnie Ja nie było by w stanie nauczyć niczego swego młodszego brata.

Na początku warto wypowiedzieć świadomą sugestię, że w tej chwili rozpoczyna się zbieranie energii. Tak wypowiedziany „rozkaz” instruuje podświadomość, co ma robić. W ten sposób szybciej i sprawniej nastąpi naładowanie.

Po pewnym czasie, można afirmować -> „Zawsze i wszędzie utrzymuję podwyższoną ilość energii życiowej. Zawsze jestem pełen energii i szybko ją uzupełniam.” Itp…

Ćwiczenie.

Najlepiej jest wykonywać ćwiczenia na łonie natury. Jeśli to jest nie możliwe, to przynajmniej na świeżym powietrzu.

Stajemy wyprostowani (a zarazem swobodnie i luźno), nogi na szerokości barków. Postawa powinna być stabilna, jednak nie napięta. Rozkładamy ręce w kształt litery „V”, głowa lekko do góry.

Mówimy swojej podświadomości – „Teraz zaczynam zbierać czystą energię życiową. Robię to dla przyjemności. Jest to dla mnie korzystne i bezpieczne.”

I zaczynamy ładować oddechem. Głęboki wdech, po chwili wydech.

Przy wdechu wyobrażamy sobie czystą energię wpływającą do naszego ciała. Można ją wizualizować jak wpływa z góry (z nieba), lub jak napływa z ziemi. Większość kobiet woli brać energię z ziemi. Za to mężczyźni preferują z nieba. Wypróbuj, jaki sposób Ci bardziej pasuje. Może nawet nie potrzebujesz do tego zbytnich wyobrażeń kierunku wpływu energii. Ważne by energia wpływała do Twego ciała.

Oddychając wizualizuj jak energia wpływa do ciała i wypełnia je równomiernie. Z każdym oddechem coraz więcej… i więcej, aż całe ciało będzie przepełnione czystą, krystaliczną energią. Energia może wlewać się z góry i wypełniać ciało jak woda, od nóg do czubka głowy. Na początku ćwiczeń, możesz nic nie czuć. Jednak potem może pojawić się świadomość wpływającej energii. Wtedy doświadczysz jej w całym ciele.

Na początek nie przesadzajmy z ilością oddechów. 10 pełnych oddechów w zupełności wystarczy. Oczywiście potem może być ich więcej. Ważne by się dobrze czuć.

****
 

Innym ćwiczeniem jest samo oddychanie (bez żadnych wizualizacji). Można to robić np. leżąc na ziemi, czy siedząc. Jeden warunek to mieć wyprostowany kręgosłup (tak aby energia przepływała swobodnie).

Jeszcze innym sposobem, może być wykorzystanie ćwiczeń jogi, czy Tai Chi. To już zależy od indywidualnych preferencji człowieka. Najważniejszy jest oddech. To dzięki niemu ładujemy się maną. Ćwicz tak, jak Ci wygodnie. Pamiętaj, że sugestia i głęboki oddech jest kluczem do zwiększenia ilości many.

Podświadomość sama umie zbierać manę. Jednak nie zawsze robi to w sposób optymalny. Dlatego warto ćwiczyć głęboki i stabilny oddech. Warto się do tego przyzwyczaić.

Przed każdą modlitwą, medytacją, czy inną pracą z umysłem, zalecane jest wziąć parę głębokich i energetyzujących oddechów. Wtedy energia wypełnia ciało i można efektywniej działać.

******
Nić Aka

Kahuni dokładnie wiedzieli w jaki sposób następuje komunikacja między jaźniami. Dzieje się to za pomocą „nici aka”. Czyli telepatycznym powiązaniem, którym posługuje się podświadomość (niższe Ja). M.F.Long tłumaczył wiele cudów, czy paranormalnych zdarzeń, właśnie za pomocą nici aka.

Nić ta jest wysyłana ze splotu słonecznego (siedziba podświadomości) i wiąże podświadomość z rzeczą, lub istotą, na którą ta zwróciła uwagę. Przy spojrzeniu na daną rzecz, niższe Ja wysyła ku niej nić aka i podłącza się do tej rzeczy. Dzięki aka, może powrócić do rzeczy pamięcią (czyli podążyć po nici).

Tak na przykład, jasnowidz potrafi odnaleźć zaginioną osobę, jednak musi dysponować jakąś rzeczą zaginionego, lub zdjęciem. Podświadomość jasnowidza łączy się z podświadomością zaginionego, poprzez nić, którą zaginiony jest przywiązany do zdjęcia. Sprawny jasnowidz potrafi odnaleźć osobę, dzięki telepatycznemu połączeniu.

Nić aka, może służyć także do innych ciekawych i wręcz niewiarygodnych rzeczy. Wszystko zależy od tego, jak wyuczona zostanie nasza podświadomość.

Cała energia, jest przesyłana właśnie nićmi aka. Tylko podświadomość umie posługiwać się tymi nićmi. Czyli może łączyć się za ich pomocą z różnymi rzeczami (czy osobami). Wszystko zależy od programu, według którego działa. Jeśli nauczymy ją kontaktować się z wyższym Ja, to będzie dla nas czyniła nieocenione zasługi. Jeśli natomiast będzie się łączyła z innymi zagubionymi ludźmi, to otrzymane informacje mogą mieć daleko do doskonałości.

Za pomocą nici aka, można również wysyłać energię do innych osób. Dzięki temu można uzdrawiać na odległość czy wspierać duchowo. Lub tez (niestety) szkodzić – jeśli się złorzeczy, przeklina czy nawet boi się o bliskie osoby. Wtedy nicią aka przesyłana jest niekorzystna energia, która może osłabiać adresata i w rezultacie mu zaszkodzić.

Jeśli matka boi się o własne dziecko, to wbrew pozorom, też śle mu osłabiającą energię. Może to zdziwić niektóre osoby, bo przecież troska jest oznaką miłości. Jednak zamiast miłości jest wysyłany lęk. O wiele korzystniej, jest być przekonanym, że dziecko jest całkiem bezpieczne, otoczone świetlistą mocą Boga. Takie myśli powodują, że dziecko faktycznie jest chronione przez światło. Warto zwrócić uwagę, jakie myśli przesyłamy do innych.

Tu jednak pewna ciekawostka, a zarazem przestroga : Jeśli wysyłamy złorzeczenia, ku osobie, która jest szczęśliwa i spokojna, to złorzeczenia powrócą do nas samych. Ponieważ tamta osoba ich nie odbierze i nadal będzie szczęśliwa. Z kolei sam nadawca wykreuje swoim polu energii złorzeczenie i nieczystości. Dlatego jest to niekorzystne. Czasem zdarza się tak, że złorzeczenia trafiają na podatny grunt, czyli adresat negatywnych myśli dostraja się do nich i przyjmuje je. Wtedy sytuacja jest z dwóch stron niekorzystna, ponieważ i adresat i nadawca złych myśli są dostrojeni do nieczystych wibracji i stwarzają w swoim świecie ból i cierpienie.

Szkodząc innym, szkodzimy sobie. Pomagając innym, pomagamy sobie.

Pomagając innym, śląc im pozytywne myśli, wypełniamy nasze pole pozytywną energią. Zajmujemy się dobrymi życzeniami i światłem. To jest dla nas korzystne. Zyskujemy dzięki temu szacunek i wdzięczność innych ludzi, co więcej – wspiera nas Wyższe Ja. Jeśli myślimy o kimś dobrze przesyłamy mu pozytywną energię. Większość ludzi widząc w naszym polu pozytywną energię dostraja się do niej. Wtedy uszczęśliwiamy innych sami nic na tym nie tracąc. Nie działają wtedy na nas żadne smutki, czy złości. Co więcej, przyciągamy do siebie samych pozytywnych ludzi i zdarzenia. Dlatego o wiele korzystniej jest otaczać się pozytywną energią.

Huna cz.4 – Anatomia cudów

Ponad światem materialnym niezaprzeczalnie „coś” istnieje. Cały wszechświat fizyczny ma swoją przyczynę na bardziej subtelnych poziomach. Dlatego między innymi, wszystko jest tak dokładne i działa według jakiegoś określonego wyżej wzoru. Fizycy wciąż nie mogą wyjść z podziwu dla precyzji i struktury całego wszechświata.

Jak wspomniałem, rzeczywistość materialna jest tylko wynikiem procesów, które zachodzą na wyższych planach. Podział wyższych światów jest oparty na wiedzy teozoficznej, jednak doskonale współgra z Huną. Obie nauki charakteryzują się wysoką jakością i mogą się nawzajem uzupełniać nie wprowadzając rozbieżności. Dla lepszego zrozumienia procesów huny można wykorzystać wiedzę teozoficzną. Poniżej przedstawiam krótki opis planów subtelnych znajdujących się ponad materią. Są to światy:

– Eteryczny – Bezpośrednio ponad materią jest świat energii życia. To tu atomy eteryczne organizują ruch planu materialnego. Ruchy energii eterycznej wpływają na atomy materialne. Niektórzy nie rozdzielają planu eterycznego i astralnego. Traktują plan eteryczny jako niższą część astrala. Nie jest to właściwie tak istotne.

– Astralny – subtelniejszy plan, jest to świat uczuć i wyobrażeń. To tu porusza się nasza podświadomość. Świat ten jest o wiele „rzadszy” i subtelniejszy niż fizyczny. Wygląda to tak, jakby każdy atom fizyczny był otoczony morzem malutkich atomów astralnych. Można sobie wyobrazić, jak delikatny i ulotny jest świat astralny. Jednak wpływa on pośrednio na plan eteryczny i fizyczny.

Kiedy śnimy, jesteśmy w świecie astralnym. Niektórzy mówią, że sen jest nierzeczywisty. Jest rzeczywisty, tylko na planie astralnym. Patrząc z innego punktu widzenia, jest tak samo nierzeczywisty jak świat materialny. :)

– Mentalny – jest jeszcze bardziej subtelniejszy niż astralny. Nie ma tu możliwości pojawienia się uczuć czy wyobrażeń o niskich wibracjach – czyli złości, nienawiści czy lęku. Ten świat jest bardzo delikatny, zawiera różne rozważania, myśli, idee i pojęcia. Wpływa on na świat astralny. Tak jak świadomość wpływa na podświadomość.

-Przyczynowy – Jeszcze wyżej niż mentalny. Ta sfera jest początkiem boskości, poza uczuciami i myślami. To tu trwa doskonały model wszechświata – idee przyczyn wszystkich rzeczy. Przyczyn stworzenia. To stąd można czerpać inspiracje dotyczące kreacji doskonałej rzeczywistości. Stwarzając rzeczywistość zgodnie z tym modelem, mamy pewność, że jest to rozwiązanie najkorzystniejsze i najwyższej jakości. To w świecie przyczynowym i wyższych mieści się siedziba duszy – Wyższego Ja.

Gdyby wszystko było zgodne ze „wzorem”, jaki istnieje w świecie przyczynowym, wtedy byłoby idealne. O ile Wyższe Ja zna optymalny sposób organizacji materii, tyle średnie i niższe Ja musi się jeszcze tego nauczyć. Tak przebiega ewolucja, tak wygląda droga do doskonałości. Aktualnie ludzkość rozwija średnie Ja, czyli świadomość i intelekt starając się jak najlepiej zorganizować materię fizyczną. Jednak daleko temu do doskonałości. W miarę rozwoju i uświadamiania boskości w sobie, ludzkość będzie w stanie tworzyć coraz bardziej idealny świat. W tej chwili jednak człowiek świadomie i podświadomie tworzy taką rzeczywistość, jaka mu się wydaje najlepsza, wcale nie odwołując się do wzoru ze świata przyczynowego. W praktyce wychodzi na to, że wykreowana rzeczywistość często przynosi ból. Ludzie kreują sobie cierpienie i niekorzystne sytuacje nie wiedząc jak można żyć optymalnie i szczęśliwie. Umysł człowieka sprowadza sam na siebie zagładę. Wszystko dlatego, że jeszcze niedoskonała (w porównaniu z Wyższym Ja) świadomość nie umie tworzyć doskonałego świata. Wystarczy spojrzeć na różnorodność wibracji ówczesnej cywilizacji – dość duże pomieszanie. A przecież wystarczy skierować swoją uwagę na Wyższe Ja i od niego czerpać inspiracje do kreacji doskonałej rzeczywistości – tego uczy huna.

Rzeczy i zdarzenia, które manifestują się w Twoim życiu są skutkiem działania Twojej podświadomości, świadomości i czasem nadświadomości. Wszystko co Cię spotyka, jest spowodowane Twoimi myślami…

Masz prawo się ze mną nie zgodzić, ponieważ Twoje doświadczenia mogą być inne. Możesz stwierdzić, że wcale tak nie jest, popierając to przykładami z życia – „myśli miałem dobre, a wyszło źle.” Wtedy Ja się spytam, czy jesteś do końca świadomy swoich myśli, podświadomych oczekiwań i nastawień? Jesteś świadomy do końca siebie samego i wszystkich procesów zachodzących w Tobie? 24h na dobę?

Przyglądając się dogłębnie swoim myślom i podświadomym oczekiwaniom widać dokładnie dlaczego nasz świat wygląda tak, a nie inaczej. W miarę wglądu w swoją podświadomość, można dostrzec coraz więcej zależności między swoim umysłem, a rzeczywistością. W końcu człowiek dochodzi do wniosku, że faktycznie sam w 100% kreuje swój świat. Wszystko co go spotyka jest jego kreacją i nie ma od tego wyjątków. To co człowiek ma w głowie (myśli, uczucia) organizuje niższe plany istnienia – świat materialny. Nawet jeśli jest przekonany, że to inni kreują jego rzeczywistość – wtedy to przekonanie również się materializuje w życiu.:)

Przykład – jestem przekonany, że świat jest miły i przyjemny. Wtedy spotykam takich ludzi i tworzą się takie sytuacje, które mi to faktycznie pokazują. I naprawdę widzę, że świat jest wspaniały. Lub są ludzie, którzy mają szczęście, tzw. Szczęściarze. W większości są to właśnie optymiści, których wszystkie trzy jaźnie tworzą wspólnie pozytywny świat. Znów wyobrażenia i myśli tworzą świat.

Wniosek z tego może być taki – jak zmienię myślenie, zmieni się również mój świat. To jest bardzo ważne stwierdzenie.

A jak to wygląda w praktyce? Nie zawsze tak pięknie. Ludzie zmieniają myślenie… nic. Tylko trzeba się przyjrzeć, co zmienili. Zmienili poglądy tylko średniego Ja, czyli świadomości. Ona łatwo zmienia zdanie, jednak ta zmiana trwa tylko w chwili, gdy się o tym myśli. Potem świadomość zapomina (ma krótką pamięć). A rzeczywistość nadal jest tworzona przez podświadomość, która ciągle trwa przy starych wyuczonych myślach. Dlatego się nic nie zmienia.

Warto sobie uświadomić, że rzeczywistość jest tworzona prawie w całości przez podświadomość. Świadome myśli to tylko kropla w morzu codziennych milionów myśli, które tkwią w podświadomości. Dlatego tak ważna jest zmiana tych podświadomych przyzwyczajeń. Jest to możliwe przez świadomą naukę nowych wzorców myślowych.

Mimo iż średnie Ja ma nikły wpływ na tworzenie rzeczywistości (kiedy człowiek nie jest przyzwyczajony do bycia w ciągłym stanie świadomości), to jednak wywiera duży wpływ na niższe Ja, które za każdym razem wiernie słucha poleceń. Średnie Ja jest nauczycielem dla niższego Ja. Wiedząc to, możemy teraz dogłębnie zmienić naszą rzeczywistość.

Niektórzy ludzie potrafią szybko zmieniać przekonania swojej podświadomości, wtedy zmiany są natychmiastowe. Inni z kolei muszą sporo nad swoją podświadomością popracować, aby był widoczny efekt. Kwestia tylko w otwartości podświadomości na wprowadzone zmiany.

Wielu znawców huny twierdzi, że po wykonaniu specjalnej modlitwy (o niej w dalszej cześci), wyższe Ja realizuje ich prośby. Wszystko niby jasne, tylko w praktyce wygląda to tak, że spełniają się wszystkie nasze modlitwy – nawet te niekorzystne. Tu wychodzi na jaw sprzeczność, przecież Wyższe Ja nam nie szkodzi. Wniosek z tego jeden: to nie wyższe Ja spełnia modlitwy, tylko właśnie niższe Ja, które przekonane do czegoś stara się to zrealizować. Nie jest ważne czy to, o co się modlimy, jest dla nas korzystne czy niekorzystne. Niższe Ja nie ocenia i spełni każde polecone zadanie (w momencie, kiedy się do niego przekona).

Bardzo przejrzyście opisał to w swoich książkach dr.J.Murphy. W swojej sztandarowej pozycji pt.: „Potęga podświadomości” udowadniał, że podświadomość ma niesamowitą twórczą moc. Faktycznie tak jest. Jednak zakładał on, że podświadomość sama w sobie jest doskonała i zna doskonały model rzeczywistości. Kwestia w tym, że podświadomość może znać doskonały model rzeczywistości, tylko wtedy gdy ma kontakt z Wyższym Ja. Wtedy to od Wyższego Ja bierze wzory działania. Sama podświadomość wykonuje to, czego się ją nauczy. Jeśli człowiek nauczy ją szkodzenia sobie, to będzie szkodziła. Dlaczego więc te modlitwy proponowane przez Murphy`ego przynosiły dobre skutki mimo, że nie było w nich wzmianki o Wyższym Ja? – Każda z nich jest pięknie ułożona i w swej wymowie odnosi się właśnie do wyobrażeń doskonałości. Tu warto powiedzieć, że nie ma innego źródła doskonałości niż wyższe Ja. Dlatego modlitwy te korzystały z inspiracji Wyższego Ja.

Warto pamiętać, że każda modlitwa się spełni. Jeśli podświadomość się przekona, to nie ma odwrotu. Kwestia w tym, żeby modlitwa była inspirowana Wyższym Ja i stwarzała jak najbardziej doskonałą rzeczywistość.

Niższe Ja organizuje plan astralny i eteryczny zgodnie z zadanym programem. Gdy te plany są zorganizowane, następuje materializacja w świecie materialnym. – Tak w skrócie wygląda anatomia cudów. Czyli zwykła kreacja rzeczywistości, którą na co dzień się posługujemy, tylko nie jesteśmy tego w pełni świadomi.

Niższe Ja potrafi zmieniać świat astralny dość szybko. Więcej czasu zabiera przyzwyczajenie się do tego nowego obrazu. Plan astralny ma to do siebie, że jest bardzo ulotny, w przeciwieństwie do materii. W świecie astralnym uczucia i obrazy zmieniają się stosunkowo szybko – tak jak we śnie, raz widzimy jeden krajobraz, a za ułamek sekundy już inny. Wydaje się być to bardzo nietrwałe. Kreacja na tym planie jest bardzo łatwa – wystarczy sobie wyobrazić i już jest. Jednak aby zmaterializowało się na planie fizycznym trzeba obraz utrzymywać w umyśle wystarczająco długo.

Można utrzymywać obraz w umyśle świadomie. Do tego długo i z dużą koncentracją. Wtedy energia przybiera pewną formę na planie astralnym, poczym formuje plany niższe, czyli eteryczny i materialny. Jednak świadome utrzymywanie obrazu w skoncentrowanym umyśle może być dla niektórych trudne. Lepiej sobie poradzi podświadomość, która może utrzymać dany obraz jak długo chce. Warunek jest jeden, musi się do niego przyzwyczaić (czyli nauczyć się tego obrazu).

Wydaje się proste. Takie jest faktycznie. Proste, lecz czasem pracochłonne. Chodzi o to, że czasem podświadomość nie chce wcale przyjmować nowych programów działania. Ponieważ jest przyzwyczajona do starych. Często też się dzieje tak, że świadomość sama nie jest przekonana do nowych programów, dlatego nie koncentruje się na nich tak bardzo. Kiedy świadomie nie poświęcamy wiele uwagi nowym programom, wszystko stanie się dla podświadomości nieważne i nic się nie nauczy. Dlatego przy pracy z podświadomością warto włożyć w to „całe serce” – tak, jakby to co afirmujemy lub wizualizujemy było najważniejsze na świecie. Wtedy potencjał energetyczny jest duży i podświadomość to zapamiętuje.

Dlatego tak ważna jest pewna wytrwałość i systematyczność w praktyce huny. Chodzi o to, by przekonać podświadomość, aby ta zorganizowała w określony sposób plan astralny. Potem następuje już tylko materializacja na planie fizycznym. Przy odrobinie cierpliwości, da się przekonać podświadomość do każdej rzeczy. Wiec – wszystko jest możliwe.

W miarę rozwoju duchowego, człowiek staje się coraz bardziej i dłużej świadomy. Przyzwyczaja się do bycia świadomym przez coraz dłuższe okresy. Tak oto podświadomość staje się świadomością. Jest to normalna droga ewolucji. Dzieje się tak dzięki praktykom medytacyjnym i kontemplacyjnym.

Kiedy dojdzie do tego duża wola i duża moc koncentracji energii, wtedy zdarzenia mogą się materializować w rzeczywistości bardzo szybko. Na tej zasadzie kahuni potrafili uzdrawiać czy stwarzać na poczekaniu inne cuda. Również dawni wielcy mistrzowie posiadali nadzwyczajne moce. To wszystko dlatego, że posiadali dużą moc koncentracji.

Warto zauważyć, że podczas nauczania podświadomości – afirmacji, wizualizacji, modlitw – następuje również koncentracja świadomości na celu. To również ogniskuje energię i stwarza rzeczywistość. Jednak póki co tej energii nie ma tak wiele aby nastąpiły zmiany na planie materialnym. Po wyuczeniu podświadomości, nowy obraz (program) będzie ciągle utrzymywany w umyśle, dlatego w szybkim czasie będzie miał odpowiednią ilość energii i będzie się mógł zmaterializować.

– Kreacja jest niekiedy przyrównywana do wzrostu roślin.

Wyobraź sobie, że Twój umysł to żyzne pole. Tylko Ty wybierasz, jakie nasiona zasadzisz. Od twoich decyzji zależy, co na tym polu urośnie. Nasionami są twoje myśli. Każda myśl to jakieś nasionko. Zauważ ile różnych myśli zostało zasianych – one wszystkie tworzą Twój ogród.

Jeśli podtrzymujesz daną myśl, to tak jakbyś ją podlewał. Ciągle o niej myśląc dajesz jej energię. Ważne dla Ciebie rzeczy już mogły wyrosnąć i wydać plon. Przykładowo w dzieciństwie marzyłeś o wyprawie do Egiptu. Jeśli ciągle o niej myślałeś, zapewne już nieraz byłeś w tym kraju. Jeśli nie, to znaczy, że to pierwotne marzenie zatonęło w natłoku innych myśli. Warto wiedzieć, że to czego się boisz również rośnie, właśnie dlatego, że lęk ciągle trwa w umyśle.

Myśli na polu umysłu jest pełno. W rzeczywistości realizuje się dokładnie wypadkowa wszystkich myśli. Dlatego czasem zdaje się, że rzeczywistość jest chaotyczna i nieprzewidywalna. Tylko dlatego, że sami nie wiemy jakie myśli mamy w głowie. Przykładowo bałagan w życiu, świadczy o bałaganie w umyśle. Kto ma czyste myśli, wydaje dobre owoce i na odwrót. Tego się oszukać nie da. Dlatego Mistrz powiedział -> „Po owocach ich poznacie”.

Najkorzystniejszym działaniem wydaje się być działanie wg. Planu – Średnie Ja chce coś zmienić w swoim życiu. Pyta się o radę Wyższego Ja, które wie co jest najkorzystniejsze. Poczym świadomie naucza niższe Ja, jak powinna wyglądać nowa rzeczywistość. Niższe Ja wykonuje zadanie i rzeczywistość zmieniona.

W praktyce wygląda to nieco inaczej. Z wyższym Ja można się skontaktować jedynie przy pomocy niższego Ja, czyli podświadomości. Ona bowiem potrafi się łączyć z różnymi źródłami informacji, poprzez wspomnianą telepatię. Taka łączność nie zawsze wychodzi. Chociażby z tego powodu, że niższe Ja czuje się winne i niegodne wobec Wyższego ja. Podświadomość wcale nie chce żyć w doskonałej rzeczywistości, ponieważ często myśli, że nie zasługuje. Taka nauka jest wprowadzana między innym przez Kościół Katolicki – „Panie nie jestem godzien…”. Oczywiście da się wszystko uzdrowić. Po pewnym czasie praktyki możemy odzyskać pełny kontakt z Wyższym Ja. Co za tym idzie polepszyć niewyobrażalnie jakość swojego życia.

Można również stwarzać rzeczywistość bez pomocy boskiej inspiracji. Jednak wtedy jest możliwość, że wykreujemy sobie coś, co wcale nie jest takie miłe, jakie miało być. Po prostu pogląd średniego Ja jest na tyle ograniczony, że nie potrafi określić co jest na dłuższą metę dobre. Im dalej w przyszłość tym trudniej przewidzieć skutek. Wyższe Ja nie ma takiego problemu, zawsze wie jak jest najlepiej, nie zastanawia się.

Dlatego na początek przygody z Huną, warto usprawnić kontakt z Wyższym Ja.

Podsumowanie.

– Naszą rzeczywistość kreujemy My sami, nikt inny. Robimy to za pomocą trzech jaźni.

– Nasza rzeczywistość może być podobna, bo nasze wyobrażenia o niej mogą być podobne.

– Podświadomość najwięcej przyczynia się do kreacji rzeczywistości. Świadomość naucza podświadomość, jak i co ma kreować. Wyższe Ja wie jak powinno być najlepiej i nas inspiruje.

– Modlitwa, to nic innego, jak świadome nauczanie niższego Ja.

– Najkorzystniej jest, gdy wszystkie trzy jaźnie działają zgodnie. To może być celem w praktykowaniu huny. Taki układ, przynosi szczęście, spełnienie, radość, harmonię. :)

Huna cz.3 – Trzy jaźnie człowieka

Gdy misjonarze przybyli na rajskie wyspy Polinezji, rozpoczęli rozgłaszać nauki o Bogu, duszy człowieka, zbawieniu i Jezusie. Przedstawiali im swoją wiarę i swoje poglądy na temat duchowości. Niektóre z tych rzeczy były kahunom znane, inne budziły śmiech. Zarówno kahuni jak i misjonarze dziwili się odmiennością swoich poglądów. Na dodatek wymiana informacji była często utrudniona nieprecyzyjnym tłumaczeniem. Mimo to się dogadywali.

Pierwszą rzeczą, którą byli zaskoczeni kahuni, było twierdzenie jakoby człowiek miał jedną jedyną duszę. Przecież wiedzieli oni dokładnie, że wnętrze człowieka składa się z trzech „duchów”. Był to właściwie podział na trzy funkcje, które jest w stanie wykonywać umysł. Koncepcja kahunów rozśmieszyła z kolei misjonarzy. Nic dziwnego, działo się to w 1820 roku, kiedy psychologia jeszcze nie istniała. (Psychologia jako nauka pojawiła się dopiero ok. 1880r.) Dlatego misjonarze mieli prawo nic nie wiedzieć o strukturze umysłu. I nic nie wiedzieli.

Dzisiejsza wiedza z zakresu psychologii przyjmuje za normalne istnienie dwóch jaźni człowieka – świadomości i podświadomości. Dla kahunów było to oczywiste wieki temu. Co więcej, ta wiedza miała bardzo praktyczne zastosowanie. Znając ją, kahuni potrafili uzdrawiać i działać cuda. Wiedzieli bowiem, jak potężny jest umysł człowieka. Warto poznać jego funkcjonowanie, aby móc skutecznie z niego korzystać.

Podstawowa struktura umysłu wg. Huny.

1. Świadomość (średnie Ja) – Przez kahunów zwane uhane. Jest to ta część umysłu, z którą się utożsamiamy, kiedy mówimy „ja”.

Świadomość pozwala nam myśleć logicznie. Potrafi analizować i przetwarzać fakty. Posiada bardzo ważną cechę – wolną wolę. Dzięki niej człowiek może wybierać to, co uważa za słuszne. Może działać świadomie, czyli świadomie kierować energią. Jak zobaczymy później, energia podąża za świadomością. Dlatego ważne jest na czym się koncentrujemy. Jest to jedna z podstawowych nauk huny. Koncentracja pozwala energii płynąć.

Świadomość może kierować świadomie ciałem. Kiedy się uczymy jakiejś czynności i jeszcze nie umiemy, robimy to świadomie i z uwagą. Kiedy już się nauczymy, podświadomość przejmuje kontrolę.

Świadomość potrafi oceniać i porównywać. Robimy to bardzo często. Dzięki temu wiemy, co dla nas dobre, a co niekoniecznie. Kiedy docierają do nas bodźce ze świata zewnętrznego, zazwyczaj podlegają one ocenie i interpretacji. To właśnie zadanie świadomości. Zobaczyć, porównać i uświadomić sobie.

Niestety, średnie Ja ma bardzo krótką pamięć. W zasadzie, to w ogóle nie ma pamięci. Liczy się dla niej to, co aktualnie odbiera. Działa tylko w chwili teraźniejszej. Można być świadomym tylko w teraźniejszości. Świadomość odbiera wiele informacji. Świat jest zapełniony milionami danych, a najczęściej jesteśmy świadomi tylko kilku z nich. Przykładowo oglądając obraz, jesteśmy skupieni na odbiorze obrazu, dźwięki, które w tej chwili dochodzą do umysłu są objęte marginalną uwagą. Mimo, że świadomie odbieramy tylko wycinek rzeczywistości, to wystarczy by określić swój stosunek do świata i podejmować kolejne decyzje.

Średnie Ja nie ma przyzwyczajeń. Ono po prostu reaguje na aktualne rzeczy i porównując je, wybiera dalsze działania. Jednak ocena wynika z poprzednio uzyskanej wiedzy i poglądów, które znajdują się w podświadomości. Po ocenie, średnie ja kieruje uwagę i wyraża wolę działania.

Świadomość nie potrafi też odczuwać. Działa na wyższych planach wibracyjnych. Potrafi za to myśleć abstrakcyjnie, rozwiązywać logiczne zadania, określać i nazywać przedmioty. Można ją porównać z ciałem mentalnym człowieka, które jest bardzo subtelne. Świadome odczuwanie odbywa się za pośrednictwem Niższego Ja, kiedy to średnie Ja odbiera informacje od niego informacje.

Dzięki świadomości możemy się rozwijać. Co więcej możemy to robić świadomie, a to w dużym stopniu ułatwia nam życie. I tak na przykład po przeczytaniu tego tekstu, możesz stwierdzić, czy informacje tu zawarte mogą Ci pomóc, lub nie. I w zależności od oceny, możesz świadomie podjąć odpowiednie działanie. Oczywiście, ocena i „logika” nie jest obiektywna. Dlatego, że odbierane informacje pochodzą najczęściej z podświadomości, a jej do obiektywizmu daleko.

Prawidłowo działająca świadomość wybiera jak się przejawiać w tej rzeczywistości, dzięki temu uczy ona podświadomość jak żyć.

W drodze ewolucji świadomość rozwija się i staje się nadświadomością.

2. Podświadomość (niższe Ja) – Przez kahunów zwane unihipili.

Przede wszystkim, podświadomość nie ma wolnej woli. Nie umie analizować i oceniać. Można ją przyrównać do komputera, który potrafi doskonale organizować, przetwarzać informacje i wykonywać polecenia. Jednak bez polecenia jest bezużyteczna. Dlatego niższe Ja słucha uważnie swojego nauczyciela – średniego Ja. Słucha bez krytyki i bez oceniania. Jest jak dobry piesek, który wypełnia jak najlepiej polecenia swojego pana. W tym co robi jest praktycznie bezbłędna. Dlatego niektórzy sądzą, że podświadomość sama w sobie jest idealna. To prawda, działa doskonale, tylko nie zawsze ma wprowadzone doskonałe programy.

Co do nazwy, to niższe Ja nie jest w jakiś sposób gorsze od średniego Ja. Każde z nich pełni jedyną w swoim rodzaju i niezastąpioną funkcję. Średnie Ja, jest po prostu na wyższym poziomie ewolucyjnym niż niższe Ja, które jest podobne cechami do zwierzątka. I to właśnie średnie Ja ma za zadanie nauczać, a nie odwrotnie.

Co potrafi niższe Ja? ->

– Niższe Ja jest najbliżej ciała fizycznego. Można je przyrównać do ciała astralnego i eterycznego. To właśnie podświadomość umożliwia funkcjonowanie ciała. Dzięki niej bije serduszko, następuje oddech, krąży energia… czyli odpowiada za podstawowe procesy organizmu, które ciało robi nieświadomie. To jest naturalne zadanie niższego Ja – utrzymać ciało przy życiu. Robi to 24h na dobę, przez całe życie. Teoretycznie rzecz biorąc, człowiek jest stworzony do idealnego zdrowia. Niższe Ja potrafi to wprowadzić w życie i utrzymać taki stan. Wszystko by było pięknie gdyby tylko średnie Ja dało takie polecenie, a z tym jest różnie. Najczęściej daje polecenie, by niszczyć ciało. Po prostu nasza społeczność wychowuje nas w sposób bardzo destrukcyjny, co podświadomość przejmuje i wykonuje.

– Potrafi kreować rzeczywistość. Jest to bardzo ważna rzecz. Dokładny opis w dalszej części.

– Kolejna funkcją niższego Ja jest czucie. Skoro jest najbliżej ciała, potrafi odczuwać. Zarówno bodźce fizyczne, jak i emocje. Wszystko co dochodzi do nas ze świata zewnętrznego przechodzi przez podświadomość. Dlatego tak ważne jest, by podświadomość była czysta i wolna od niekorzystnych programów.

To właśnie dzięki podświadomości potrafimy czuć się dobrze, smutno, szczęśliwie, czy źle. Wszystkie uczucia wywołuje niższe Ja. Wniosek z tego taki, że uczucia zależą tylko i wyłącznie od nas. Od naszych przyzwyczajeń i preferencji. A te są zmienne i wyuczalne. Dlatego mamy całkowitą władzę nad własnym życiem. Jednych cieszy pływanie statkiem, podczas gdy innych mdli na samą myśl o falach. Kwestia podświadomych i zaprogramowanych reakcji na bodźce zewnętrzne. Podobnie jest z uczuciem smutku, powstaje on mechanicznie pod wpływem określonych bodźców. Jest to wyuczona reakcja, którą można zmienić.

Gdy podświadomość odbierze jakiś sygnał z rzeczywistości, przekazuje go natychmiast średniemu Ja. Średnie Ja ocenia i wywołuje jakąś reakcję, a podświadomość zapamiętuje tą reakcję wraz ze zdarzeniem. W taki sposób przy każdym następnym podobnym zdarzeniu, odtwarzana będzie pierwotna reakcja.

– Niższe Ja jest niezastąpione w pamiętaniu informacji. Nieustannie rejestruje to co się wokoło dzieje. Nawet to, czego nie jesteśmy świadomi. Podświadomość pamięta wszystko. Rejestruje każdy zmysł w każdej chwili – przez całe życie. To również jest jej naturalne zadanie.

Niższe Ja nie ocenia tego co odbiera, jednak słucha uważnie średniego Ja. Świadomość mówi, jakie zdarzenia są ważne, a jakie nieważne. I właśnie w ten sposób podświadomość stopniuje wartość rzeczy i zdarzeń w pamięci. Ważne dla świadomości jest to, co jest „mocne”, czyli robi wrażenie. To najczęściej zapada mocno w pamięć. Rzeczy uznane za nieważne i mało istotne, są w pamięci, jednak trudno je sobie przypomnieć i nie wpływają zbytnio na zachowanie. Ponieważ przy ich zapamiętywaniu, było mało energii. Inaczej sprawa ma się z szokującymi wydarzeniami. Przy tych energii jest pełno (i to niezbyt pozytywnej energii, jednak silnej). Dlatego takie zdarzenie jest uznawane za „ważne” i wpływa znacząco na późniejsze działania podświadomości. Przykładowo szok potrafi spowodować głęboki uraz.

M.F.Long przyrównał system pamięci do sieci pajęczej, po której porusza się podświadomość. Wszystkie zdarzenia, są jak muchy. Jedne większe, inne mniejsze. Jedne są ciężkie inne lekkie, jednak wszystkie są w tej samej sieci. Nie ważne jest kiedy się działa dana rzecz, ważne jest, czy jest duża.

Na świadome żądanie można sobie przypomnieć daną rzecz i dać inny wzorzec jej postrzegania. To jest bardzo praktyczne. Ponieważ w większości przypadków średnie Ja nie było w pełni świadome tego co się dzieje, wyciągnęło błędne wnioski. Czyli nawet błahe zdarzenie, mogło być postrzegane za szczególnie niebezpieczne i zostawić uraz psychiczny. Tak jak mamusia straszy dziecko słowami ->” Bądź grzeczny, bo Pan cię zabierze.” Mamusia doskonale wie, że żaden Pan, nie zabierze jej ukochanego dziecka. Jednak dziecko bierze już to całkiem poważnie i naprawdę się boi „Pana który zabiera dzieci”. A w dorosłości powstają urazy psychiczne i lęk przed nieznajomymi ludźmi, którego nijak nie da się wykorzenić. Oczywiście to tylko przykład. Jednak analogicznie może się stać zupełnie co innego i pozostawić uraz na wiele lat.

Uwolnić się jest stosunkowo prosto – Poznać to zdarzenie, które wywołało mocne uczucia i uświadomić sobie, jak było naprawdę, że to naprawdę nie było tak straszne. Spojrzeć na to z innego punktu widzenia. To sprawia, że ówcześnie wprowadzony program zamienia się na nowy, korzystniejszy. Można też przeafirmować problem, czyli wprowadzić pozytywne wyobrażenia, zamiast negatywnych. W naszym wypadku – „Obcy ludzie, są dla mnie mili i bezpieczni.” To spowoduje, że podświadomość będzie już inaczej reagowała na daną sytuację i w rezultacie uwolni się od lęku.

– Kolejną funkcją, niejako wynikającą z poprzedniej, jest uczenie się. Podświadomość uczy się i przyzwyczaja. Tak jak robimy pewną nową rzecz świadomie i z uwagą, bo jeszcze jej nie umiemy, tak w miarę upływu czasu podświadomość uczy się. Idzie coraz łatwiej i sprawniej. W końcu podświadomość przejmuje całkiem kontrolę, to znaczy, że się nauczyła.

Podświadomość uczy się reakcji od świadomości. Najbardziej zwraca uwagę na te „ciężkie” i naładowane energią zdarzenia. Kiedy świadomość pod wpływem zdarzenia wyzwoli duży ładunek energii, wtedy zapadnie to w pamięć. Dlatego mocne urazy tak wpływają na życie. Można podświadomość uczyć za pomocą „szoku”. O wiele skuteczniej (i bezpieczniej), jest jednak uczyć podświadomość przez powtarzanie danej czynności. Aż do opanowania. Tak jak z jazdą na rowerze. Na początku idzie trudno i ciężko. Jednak gdy się opanuje, można się skupić na czym innym, a podświadomość sama utrzyma równowagę.

Afirmacje (czyli pozytywne programy podświadomości) działają dokładnie tak samo. Powtarzamy je, aż podświadomość ich się po prostu nauczy i wcieli w życie. Jest to bardzo praktyczna i efektywna metoda pracy z podświadomością.

Niektóre niższe Ja różnych ludzi, uczą się wolniej, a inne szybciej. Jednak to też zależy od przyzwyczajenia.

– Niższe Ja komunikuje się ze średnim Ja za pomocą telepatii. Nie ma innej drogi. Telepatia, czyli inaczej myśli, a jeszcze inaczej pewien ruch energii. To wszystko dzieje się na bardziej subtelnych poziomach niż materialny, dlatego nazywa się telepatią i jest nie do zmierzenia za pomocą aktualnej technologii. Widać trzeba poczekać jeszcze jakiś czas, aby znów nauka przyznała rację kahunom.:)

Ważne jest, aby nauczyć podświadomość, z kim lub czym ma się kontaktować i jakie informacje zbierać. Wbrew pozorom, nie jest to wszystko jedno. Można koncentrować się na złości i smutku, wtedy niższe Ja nawiąże kontakt z innymi smutnymi i złymi niższymi Ja. Można też koncentrować się na boskości w sobie, czyli wyższym Ja. Wtedy dostrajamy się do miłości i radości.

W miarę ewolucji podświadomość rozwija się i staje się świadomością.

 

*****
 

Misjonarze, którzy przypłynęli na Polinezję, wygłaszali swoje nauki i tłumaczyli zasady swojej wiary. Wiele przy tym było słów o Bogu. Jednym, jedynym Bogu, który jest w niebie. Wbrew pozorom, kahunom nie było trudno zrozumieć pojęcia „Boga”. Znali oni Boga, tylko inaczej nazywali i rozumieli. Bóg pełnił ważną rolę w ich życiu i mieli jego świadomość. Podstawową różnicą była lokacja Boga. O ile chrześcijanie wskazywali na Boga w niebie, o tyle kahuni wiedzieli, że Bóg jest we wnętrzu każdego człowieka.

3. Nadświadomość – (Wyższe Ja) – W języku hawajskim Aumakua, co znaczy „starszy, rodzicielski, godny całkowitego zaufania duch”.

Jest to jedna z jaźni człowieka, ta całkowicie rozwinięta i boska. Można powiedzieć, że ta cząstka człowieka jest już oświecona. Czyli jest złączona z Bogiem w wiecznej radości, świetlistości i miłości. Można ją przyrównać do najbardziej subtelnych ciał człowieka (przyczynowe, buddyczne, atmiczne). Jest to dusza, która trwa w nieustannym szczęściu i spełnieniu.

Kahuni wiedzieli, że tak jak istnieje duch „podrzędny” – czyli podświadomość, tak i istnieje duch „nadrzędny”, czyli nadświadomość. A relacje między nimi są podobne. Niższe Ja nie jest w stanie pojąć logiki średniego Ja, tak i średnie Ja nie jest w stanie pojąć boskości Wyższego Ja. Dlatego kahuni nie próbowali zrozumieć Wyższego Ja. Jest to intuicyjne poznanie, którego nie trzeba rozumieć umysłem. Nie starali się układać religii, domysłów, czy innych filozoficznych rzeczy. Traktowali go jako najwyższego ducha rodzicielskiego, który ich kocha… i oni kochali Jego. Tak po prostu.

Duch rodzicielski nie oznacza Ojca, czy Matki. Nie ma konkretnej płci. Wyższe Ja posiada całkowicie zintegrowane pierwiastki męski i żeński. Niektórzy sądzą, że aby ewoluować na poziom Wyższego Ja (oświecić się), trzeba się połączyć ze swoją drugą połówką. Nie jest to prawdą, ponieważ na poziomie Wyższego ja nie istnieje podział na płeć.

Wyższe Ja posiada nieograniczoną świadomość boskości. Poziom, na którym przebywa Wyższe Ja jest tak subtelny, że nie ma w nim miejsca na smutek, niepewność, ból, czy złość. Jest za to nieskończona miłość, radość, wolność, całkowita harmonia i pokój. Dlatego Wyższe Ja nie potrafi krzywdzić, czy wyrządzać szkód. Pamiętajmy, że nie jest to średnie Ja, które mogłoby coś takiego zrobić. Wyższe Ja jest na wiele wyższym stopniu rozwoju. Jest boskie i doskonałe.

Kahuni wiedzieli, że każdy człowiek ma swoje Wyższe Ja, czyli boską cząstkę w sobie. „Ciało jest świątynią ducha.” – Kahuni nie tylko to rozumieli, ale i to czuli.

Wszystkie Wyższe Ja wszystkich ludzi, są ze sobą nierozerwalnie połączone i tworzą tzw. Poe Aumakua – czyli Wielkie Towarzysto Wyższych Jaźni. To połączenie najbardziej odpowiada koncepcji Boga w chrześcijaństwie. Z tego wynika jedna prosta rzecz, wszyscy ludzie stanowią jedność na tym boskim poziomie rzeczywistości.

Wyższe Ja niczego od nas nie potrzebuje. Ani energii, ani darów, ani ofiar. Jednak może nam dać wszystko to, co najlepsze i to zupełnie za darmo! Ponieważ nas kocha. Wystarczy otworzyć się na jego pomoc i zaufać. A nieskończone błogosławieństwa i cuda staną się częścią naszego życia.

Wyższego Ja nie da się o niczym przekonać. Ono zna doskonały model rzeczywistości, nie potrzebuje nic wiedzieć. Nie ma więc nawet potrzeby przekonywać Wyższego Ja. To tak, jakby trzyletnie dziecko, przekonywało mamusie do swoich racji. Mamusia wysłucha, jednak i tak wie co jest najlepsze dla dziecka, bez względu na jego opinie. Warto o tym wiedzieć, szczególnie, że niektórzy myślą, że podczas modlitwy huny Wyższe Ja spełnia prośby. Ono nie spełnia, to podświadomość spełnia. Wyższe Ja inspiruje i wskazuje drogę.

Wyższe Ja zawsze wie co jest dla nas najlepsze. Jest to wzór idealnej rzeczywistości. Z tego poziomu możemy czerpać inspiracje najwyższej jakości. Wyższe Ja jest doskonałe, dlatego też jego inspiracje również są doskonałe. Jednak, czasem świadomość nie potrafi tego pojąć i często to odrzuca. Wyższe Ja na to pozwala, nie ingeruje, daje świadomości wolną wolę. Jednak, gdy jest poproszone o pomoc, zawsze jej udziela, dając o wiele więcej, z miłością.

Nadświadomość cały czas nam pomaga, inspiruje, cały czas do nas przemawia. Wystarczy skierować na nią uwagę i przyjąć jej inspiracje. Wtedy mamy szanse wznieść się na ten jakże subtelny poziom i pozwolić dziać się szczęściu.

Podsumowanie:

Kahuni odróżniali 3 jaźnie.

– Niższe Ja – Bez świadomości i logicznego myślenia, jednak potrafi perfekcyjnie wykonać program, którego nauczy się od świadomości. Dysponuje doskonałą pamięcią, która działa wg. wagi (im więcej energii w zdarzeniu, tym większy wpływ na rzeczywistość.

– Średnie Ja – Ocenia, analizuje i wnioskuje. Kieruje świadomie energią. Uczy tym samym niższe Ja.

– Wyższe Ja – Trwa w nieskończonym szczęści i miłości. Udziela inspiracji, obdarza miłością, szczęściem, zdrowiem, radością. Niczego nie potrzebuje. Kocha.

Aby skutecznie korzystać z huny, powinno się mieć świadomość swego umysłu i jego funkcjonowania. Bez tego możemy być zagubieni i nie rozumieć procesów zachodzących w nas samych. Dlatego ważne jest dokładne zrozumienie funkcji poszczególnych jaźni i ich możliwości.

Huna cz.2 – Czym jest huna?

Huna to hawajskie słowo, oznacza ono „tajemnicę” lub „ukryty”. Huna jest wiedzą tajemną, wywodzącą się z zamierzchłych czasów. Jej elementy można znaleźć w pradawnych kulturach – Indiach czy Starożytnym Egipcie. Jednak właśnie na wyspach Polinezji przetrwała ona najmniej zniekształcona. Ponieważ wyspiarze byli odizolowani od reszty świata mogli utrzymywać swoją wiedzę przez bardzo długi okres. Co może dziwić, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że przekazywana była tylko za pomocą słów. Polinezyjczycy nie znali pisma, cała wiedza przechodziła z pokolenia na pokolenie. Huna została na nowo odkryta przez Maxa Freedoma Longa. Wyciągnął on starożytną tajemnicę na światło dzienne współczesnego świata.

Niektórzy twierdzą, że Huna jest systemem magicznym. Mimo, że praktykując hunę, większość działań zachodzi na planach niewidzialnych, to nie nazwałbym tego magią. Są to bardziej naturalne prawa wszechświata. Huna jest po prostu wiedzą o życiu – o jego przyczynach i skutkach. Jest wiedzą o umyśle, wiedzą o Bogu, wiedzą o świecie. Pokazuje zasady, na których opiera się nasze życie w tej rzeczywistości. I pokazuje to z najbardziej praktycznego punktu widzenia. Huna jest praktyką. Pokazuje jak korzystać z cudownych i nieograniczonych mocy umysłu. Nie jest to pusta teoria, filozofia, czy religia bez praktycznego zastosowania. Jest bardzo użyteczna i praktyczna.

Dzięki swej spójności jest wręcz nauką. Nie ma tam miejsca na nieskuteczność. Nie ma miejsca na ślepą i często nieskuteczną wiarę. Wszystko jest jasne i przejrzyste. Wiadomo dlaczego, wiadomo jak. W Hunie wszystko ma swoje miejsce i jest wręcz logiczne. Na dodatek ta wiedza okazuje się dziecinnie prosta.

Co by było gdybym Ci powiedział, że dysponujesz cudowną mocą, która potrafi przekształcać twoją rzeczywistość w niewyobrażalnym wręcz stopniu? Gdybym powiedział, że możesz osiągnąć w życiu wszystko, o czym kiedykolwiek marzyłeś? Śniłeś o wycieczce w dalekie kraje? A może chcesz nowy dom, czy samochód? Chcesz znaleźć wreszcie idealnego partnera? Chcesz się uwolnić od lęków i negatywnych programów umysłu? Masz do tego wszystkiego prawo i możesz to osiągnąć. Wszystkie te rzeczy mogą się zmaterializować w Twoim świecie… i to w bardzo prosty sposób.

Niektórzy byliby zdziwieni, inny przyznaliby mi rację, a jeszcze inni wyśmiali. Jednak faktem jest, że Huna pomogła już milionom ludzi na całym świecie i ciągle się rozwija.

Wszystko jest możliwe. Również dla Ciebie. Posiadasz w sobie ogromny potencjał, który umożliwia kreację rzeczywistości. Można powiedzieć więcej, posługujesz się nim na co dzień. Dlaczego więc z tego nie skorzystać i świadomie zacząć stwarzać własną rzeczywistość? Przestać być rzucanym gdzie wiatr zawieje. Uniezależnić się od przeciwności losu i wziąć go w swoje ręce. Wreszcie móc poczuć wolność, radość, szczęście, spełnienie. Zasługujesz na to by stworzyć to w Twoim życiu.

Dzięki Hunie właśnie to wszystko jest możliwe.

Poznając zasady huny, niewątpliwie zyskuje się wiedzę o sobie samym (o umyśle). Można uświadomić sobie zależności między nami, a otaczającym nas światem. Dzięki temu, możemy zacząć świadomie kreować nasz świat… i wcale nie chodzi tu o fizyczną pracę, wręcz przeciwnie.

Nawet nie musisz nic kreować. Możesz używać huny by polepszyć swoje samopoczucie, wyleczyć się z chorób fizycznych, czy uwolnić się z pomieszania mentalnego.

System Huny jest zaskakująco prosty. Nie ma w nim nic skomplikowanego. Mimo, że prosty, to jednak niesamowicie efektywny. Jedyną trudnością okazują się nasze własne umysły, które nie zawsze działają tak, jak tego chcemy. Jednak Huna posiada również wiedzę, jak usunąć te trudności. Kahuni byli wręcz specjalistami od ludzkich umysłów. Znali zasady postępowania i uzdrawiania ludzkiej psychiki. W czym byli skuteczniejsi nawet od współczesnych psychiatrów. Wszystko po to by człowiek mógł wieść szczęśliwe życie. Tak się działo i dzieje nadal.

Huna jest nauką cudów. Każdy, kto ją poznał głębiej, stwierdza, że jest to system o nieograniczonych możliwościach. Nawet niedowiarek, czy początkowy sceptyk, szybko przekonuje się o skuteczności huny. Rzeczy kreowane przy pomocy modlitwy huny, faktycznie się materializują. To naprawdę działa, tysiące ludzi na całym świecie potwierdza to i stosuje hunę w codziennym życiu. Kreują oni sobie szczęśliwe i dostatnie życie.

Właściwie, można wykorzystywać hunę w każdych warunkach i do każdych celów. Nic nie stanowi ograniczenia. Nie ważne gdzie się urodziłeś, czy jakim językiem mówisz. Umysł ludzki działa na podobnych zasadach. Warto zrozumieć te zasady i wykorzystać je do polepszenia swojej sytuacji. Tego uczy Huna.

Huna nie jest religią. Mimo, że pada tu słowo „modlitwa”, nie jest to modlitwa taka, jaką znamy. Nazwałbym to raczej „życzeniem”. Wyraża się życzenie, a umysł to spełnia.

Nie wymaga to czczenia jakiegoś Boga, odprawiania jakichś nieznanych i tajemniczych rytuałów, czy uczęszczania na jakieś zebrania. Nie ma tu inicjacji czy sakramentów rzekomo niezbędnych. Co ważne, w żaden sposób nie koliduje z jakąkolwiek religią. Może natomiast poszerzyć horyzonty i sprawić, że na religię spojrzymy z innego punktu widzenia. Bardziej praktycznego punktu widzenia. Czasem zdarza się tak, że ludzie poznając hunę odkrywają głębię swojej religii. Potwierdza się tylko to, co wiedzieli w głębi od zawsze, a nie umieli tego dokładnie określić. Huna może zbliżyć do Boga. Wszystko zależy od Ciebie.

W Hunie nie musisz nic robić, nikt Cię nie przymusza. Nikt Ci też niczego nie obiecuje za darmo. Po prostu, chcesz coś osiągnąć, wtedy działaj. Nie musisz, ale możesz. Jesteś wolny.

Zasady huny są tak proste, że aż budzą radość. Jednak praktyka wymaga cierpliwości i pewnej samodyscypliny. Przynajmniej na początku. Później człowiek przyzwyczaja się do pracy nad sobą, zapoznaje się z umysłem i wszystko przychodzi o niebo łatwiej. Mamy naturalne prawdo do cudów.

Człowiek dostaje wszystko za darmo. Bogactwo wszechświata jest nieskończone. Czy drzewom trzeba „płacić” za życiodajne owoce? Czy ptaki na niebie cierpią niedostatek? Wszystko jest w harmonii. Energia ciągle krąży, jak w żywym organizmie. Człowiek jest przetwornikiem takiej energii, czy tego chce, czy nie. Jest częścią natury. Dlatego jest naturalnym prawem, aby żył w dostatku i szczęściu.

Ta energia może być użyta według woli człowieka. Można jej użyć do celów korzystnych, lub niekorzystnych. Oczywiście tylko głupiec użyłby narzędzia, aby sobie zaszkodzić. Głupiec, albo nieświadomy. Dlatego warto być świadomym działania tego najwspanialszego narzędzia, jakim jest umysł. Dzięki niemu wszystkie drogi staną otworem i nie będzie rzeczy niemożliwych. Tego uczy Huna.

Jak korzystać z Huny?

Najpierw przydałoby się poznać jej zasady. Postaram się opisać wszystko jak najbardziej przystępnie i prosto, a zarazem dokładnie. Aby każdy mógł się odnaleźć. Dalej, należy zrozumieć, na czym to wszystko polega. Poznać etykę kreacji, aby czasem sobie nie zaszkodzić (bo i to jest możliwe, jeśli się tego chce). Gdy wszystko zrozumiemy, można zacząć kreacje w praktyce. A potem, cieszyć się z efektów.:)

Czym jest Huna? – Jest instrukcją dotyczącą używania Boskiego Placu Zabaw, na którym się właśnie bawimy. I to jest cudowne.:)

Huna cz.1 – Historia początków

Rajskie wyspy Polinezji. Położone nad błękitnym oceanem, zalane jasnym słońcem. Gdzie czystą i obfitą zieleń lasów otaczały złote plaże, a natura swym bogactwem wprawiała w zachwyt. Te piękne wyspy, były zamieszkiwane niegdyś przez wiele plemion Polinezyjczyków. Żyli oni spokojnie w małych skupiskach. Natura hojnie obdarowywała ich swymi owocami tak, że wszyscy żyli w dostatku i spełnieniu.

Wiedli oni naprawdę szczęśliwe życie. Bez zazdrości, bez kłamstwa, bez wstydu. Każdy, kto należał do plemienia, był w pełni akceptowany i kochany. Nie było problemu z okazywaniem miłości. Ludzie byli otwarci i szczęśliwi. A cieszyli się z wielu rzeczy, cieszyli się sobą, miłością, seksem, twórczością, naturą, słońcem, oceanem, tańcem…wszystkim.:)

Społeczność wyspiarzy była podzielona na system kastowy. Każdy miał swoją specjalność, pracę do wykonania i każdy był potrzebny. Dzieci były wychowywane zgodnie ze swoimi predyspozycjami i szkolone w danej specjalności od małego. Dzięki temu, wszystko miało swoje miejsce i było doskonale dopasowane.

Jedną z takich kast była kasta Kahunów. Dosłownie znaczy to „Strażnicy tajemnicy”. A w praktyce byli to kapłani, którzy dbali o wszystkich innych i utrzymywali porządek. Pomagali ludziom w ich ewentualnych problemach, doradzali i uzdrawiali. Ich wiedza w zakresie psychologii dorównywała obecnym odkryciom, a praktyczne zastosowanie tej wiedzy, swą skutecznością daleko przekracza dzisiejsze systemy pomocy psychologicznej.

Wszyscy darzyli kahunów ogromnym szacunkiem, nie tylko za ich zasługi społeczne. Również dlatego, że władali oni potężną mocą magiczną. Dzięki niej właśnie mogli uzdrawiać. Legendy mówią, że potrafili oni chodzić po lawie, zmieniać pogodę, panować nad zwierzętami, a nawet zmieniać przyszłość. Byli to naprawdę wielcy ludzie, którzy świadomie posługiwali się wielką mocą.

Niestety, na przestrzeni wieków nawet oni nie byli w stanie zapobiec zdarzeniom, które miały nadejść. W miarę upływu czasu, ludy polinezyjskie podzieliły się na wiele odrębnych plemion. Zaczęły prowadzić ze sobą wojny, w których kahuni wykorzystywali swoją moc nie tylko do celów ratowania życia.

Powstało wiele odrębnych „wierzeń”, wiele bożków, którym składano ofiary. Byli to bogowie wojny, którzy rzekomo pomagali wodzom podbijać wrogie plemiona. Kahuni jednak wiedzieli, iż miały one charakter bardziej symboliczny.

Po wielu bitwach i ciężkich czasach, przyszło zjednoczenie. Polinezyjskie plemiona stały się jednością za sprawą władcy Kamehamehy I i jego najwyższego kapłana Hewahewy.

Hewahewa był bardzo inteligentnym kahuną, a do tego potrafił władać wielką mocą. Pewnego dnia otworzyła się przed nim wizja przyszłości. Ujrzał białych ludzi przypływających na wielkich łodziach. Wiedział, że posiadają oni potężną broń, wielkie statki, maszyny, bogate ubrania. Wiedział też, że przypływają razem ze swoim Bogiem. Sądząc po wizjach stwierdził, że ten Bóg jest jakąś potężną istotą. To zrobiło na nim wrażenie. Nie chcąc walczyć z tak groźnym przeciwnikiem, kazał zniszczyć wszystkie posągi bożków, wszystkie ołtarze i świątynie, a kahunom zakazał używania mocy. Postanowił przyjąć nową religię, wierząc w, że potrafi ona zdziałać naprawdę ogromne cuda… nawet wskrzeszać zmarłych, jak to czynił mistrz nowoprzybyłych (Jezus).

Dokładnie przewidział czas i miejsce przybycia statku i przygotował specjalną mowę powitalną.

W 1820 roku, na jedną z wysp przybyły europejskie statki. Wylądowali dokładnie na miejscu przewidzianym przez najwyższego Kahunę. Tak więc Hewahewa powitał ich serdecznie, wygłaszając swoją mowę. O tradycyjnej magii tylko wspomniał i powiedział, że sam jest magiem. Jednak całą uwaga była poświęcona nowym kapłanom i ich wszechmocnemu Bogu z dalekich krain.

Po krótkich przygotowaniach misjonarze zaczęli swoje zadanie. Podzielili się i wyruszyli na wiele wysp, by szerzyć wiarę chrześcijańską. Zadowolony Hewahewa postanowił towarzyszyć jednej grupie nowych kapłanów, żeby zobaczyć jak sobie radzą. Niestety czekało go niemiłe zaskoczenie… Szybko okazało się, że biali kahuni nie znają żadnej wielkiej magii. Bóg ich milczy, a oni sami głodują, chorują i umierają. Byli zupełnie bezbronni.

Chcąc dowiedzieć się, o przyczynę niepowodzeń, Hewahewa zaczął wypytywać się misjonarzy dlaczego tak się dzieje. Okazało się, że „chrześcijańscy magowie” potrzebują świątyń. Nie namyślając się długo, Hewahewa zlecił swoim ludziom zbudowanie dużej świątyni, kościoła. Wszystko w nadzieji, że chrześcijański Bóg zacznie działać. Zaczęła się budowa ogromnej świątyni, która pochłonęła wiele czasu i energii. Jednak udało się ją ukończyć i została poświęcona.

Wielki kahuna dumny z tego, że może pomoc swoim braciom, białym magom, był pewien sukcesu. Bardzo się z nimi zaprzyjaźnił. A Polinezyjczycy tylko czekali na spektakularne uzdrowienia z ciężkich dolegliwości i wskrzeszenia zmarłych. Przecież misjonarze nieraz opowiadali barwne opowieści o działaniu Jezusa i mocy ich Boga.

Świątynia stała, misjonarze byli… a po cudach ani śladu.

Hewahewa był coraz bardzies sceptyczny. Widząc w tym wszystkim oszustwo, był zmuszony powrócić do dawnych wierzeń i swojej sprawdzonej magii. To samo polecił kahunom. W końcu ludzie potrzebowali uzdrowień, zarówno Polinezyjczycy, jak i nowoprzybyli chrześcijanie.

Mijały lata, chrześcijaństwo się rozrastało, wyspy stawały się coraz bardziej cywilizowane. Jednak wraz z chrześcijaństwem, równolegle rozwijała się Huna, która była skuteczniejsza. Widząc to, chrześcijanie wystraszyli się, że czarna magia może przysłonić ich nauki i Boga. Postanowili oni zakazać wszelkiego posługiwania się magią. Kahuni zostali wyjęci spod prawa. Zostali zepchnięci do „podziemi” tamtejszego społeczeństwa. Na szczęście tamtejsze władze były w większości pochodzenia polinezyjskiego i miały świadomość mocy kahunów, więc nie wchodziły im w drogę. Magia nie byłą oficjalna, jednak większość i tak jej używała, w tajemnicy przed Europejczykami. Zepchnięta na margines, wiedza ta po pewnym czasie, prawie całkiem zanikła. Przenoszona z pokolenia na pokolenie z coraz mniejszym entuzjazmem, zagubiła się w nowoczesności cywilizacji. Jednak nie do końca.

Max Freedom Long był współczesnym człowiekiem, który przypadkowo zainteresował się zanikającą tajemniczą tradycją. Jako nauczyciel w szkółce na Hawajach, spotkał się z dziwnymi legendami, opowiastkami, czy tajemniczymi zachowaniami. Bardzo go to zaintrygowało. Chciał zbadać tą tradycję dokładniej, a jako racjonalista, nawet podważyć istnienie jakiejkolwiek magicznej niezwykłości. Mimo początkowych oporów tamtejszej ludności, zbierał coraz więcej wiadomości. Odkrywał tajemnice starożytnej wiedzy hawajskiej. Przypadkowo spotykał ludzi, którzy próbowali badać to samo.

Zajął się studiowaniem języka używanego przez tradycyjnych Polinezyjczyków, odkrywał coraz to nowe informacje. Był nawet świadkiem wielu niezwykłych wydarzeń.

W miarę zagłębiania się w tą „wiedzę tajemną”, przed Longiem ukazywały się coraz to bardziej fantastyczne rzeczy. Zafascynował go ogrom i możliwości wykorzystania Huny w dzisiejszych czasach.

Jest autorem wielu książek poświęconych Hunie i zarazem pierwszym wielkim badaczem „tajemnicy”. Odkrył powiązania wiedzy Polinezji, ze starożytnym Egiptem, a nawet Indiami. Wszystko zaczynało się układać w całość.

Huna stała się brakującym ogniwem między religią, a nauką. Między praktyką, a teorią. Dzięki niej, Long mógł bardzo jasno wytłumaczyć wiele do tej pory niewyjaśnionych zjawisk. Wiele tajemnic przeszłości związanych z religią stało się jasnych.

Sam autor uważał, że jego odkrycie może zrewolucjonizować świat…i miał rację. Huna stała się popularna. Wielu ludzi korzysta z tej wiedzy z powodzeniem. Posługuje się nią świadomie w codzienności, dzięki temu kreując sobie cudowną i świetlaną przyszłość.

c.d.n.

Medytacja serca

Poniżej została przedstawiona medytacja serca – wzbudzenie wysokich wibracji miłości, współczucia, radości. Jeśli czytasz ten tekst, może to oznaczać, że jest już na to pora. Prawdziwy TY (Dusza) pragnie odrzucić skorupę ego i zacząć się w końcu przejawiać w tej materii, świadomie i czysto. To dobry czas.

Usiądź sobie wygodnie (lub połóż się). Nie ma znaczenia jak siedzisz, jak leżysz czy zaśniesz czy nie. Wystarczy poczuć się wygodnie. Niech ciało odpocznie, porzuci napięcia. Jest to chwila powrotu do domu (a raczej uświadomienie sobie, że dom jest już tu i teraz). Zrelaksuj się, weź kilka głębokich oddechów, zamknij oczy.

Teraz właściwa część medytacji. Jest to prosta technika. Wystarczy przenieść świadomość (zwrócić uwagę, zacząć odczuwać) na centrum serca. W zasadzie to wystarczy, jednak dla ludzi zabieganych okazuje się to niewystarczające. Świadomość ta zostaje szybko zgubiona i rozsproszona. Dlatego można posłużyć się wizualizacją. Wyobraź sobie piękne, zielone, kryształowo czyste światło, które promieniuje z wnętrza Twego serca. Zieleń może przybierać kolor złoty lub czerwonawy. Wszystko jest doskonale czyste i jasne. Twe światło promieniuje na przestrzeń. Wszystko wokoło Ciebie zalewa się czystym i łagodnym światłem serca. Jest ciepło. Cały świat przybiera czysty kolor miłości, promieniującej z Twego serca. Wszystko jest odbierane sercem, wszystko jest zabarwione miłością. To serce czuje i oświetla wszystko światłem.

Rzeczywistość jest zabarwiona kryształowym kolorem Twego serca. Wokoło czuć delikatność i miłość. Prawdziwy TY (dusza), promieniuje przez to ciało. Utrzymaj ten stan. Nie musisz starać się kochać. Po prostu patrz przez serce, niech świat zostaje odbierany przez centrum serca. Niech stanie się delikatny w dotyku, miły, pełny błogości. Nie ma takiej wibracji, która jest w stanie zakłócić silnie promieniujące serce. Dlatego warto rozwijać to uczucie. Nawet po wyjściu z medytacji można utrzymywać świadomość na sercu, odbierać sercem, działać sercem. Otaczać całą przestrzeń kolorem miłości.

Dalsze warianty medytacji: Wyobraź swoje życie. Swoją postać, swoje otaczające sytuacje (praca, szkoła, rodzina) – i oświetl tą wizję światłem serca (w domyśle czysty zielony, jednak może być różnie, jak czujesz – ważne by był czysty i ciepły, taki serdeczny). Wypełnij Twe życie kolorem serdeczności wypływającym z serca. Niech wszystko stanie się jasne, delikatne, radosne i przyjemne. Utrzymuj tą wizję tak długo jak chcesz.

W trakcie takiej wizualizacji może niknąć lęk, niepewności, problemy, cierpienie. Zaczyna przejawiać się miłość, płynąca ze źródła. Jeśli chcesz, możesz skupić się również na duszy (prawdziwym TY). Tak jakby dusza patrzała z centrum serca. Cały świat jest widziany oczyma duszy, przybiera czyste kolory, staje się bezpieczny. Tu naturalna jest miłość, poczucie jedności z każdą istotą. Nie ma obaw, nie ma śmierci. Jest wieczny moment miłości, która promieniuje z wewnątrz. Dalej ten stan może przerodzic się w bezosobową miłość. Już nie ma tego, który promieniuje… jest miłość. Wtedy też jest pełnia iluminacji. Jest czyste działanie boskości, która manifestuje się przez to ciało.

Wychodząc z medytacji utrzymuj uwagę na sercu. Nie trzeba się nigdzie spieszyć. Ty jesteś nieśmiertelną duszą. Otacza Cię miłość – jesteś miłością.

W tym punkcie nie trzeba nic więcej. Ten moment zawiera w sobie początek i koniec. Istnieje tylko jedno :)

Sens życia – doświadczanie i miłość cz.2

W poprzedniej części został określony obraz prawdziwego człowieka – Duszy, czystej świadomości. Przedstawione zostało też ego (sztuczna tożsamość) i zagubienie pierwotnej świadomości. W tej części zostanie przedstawiony zarys drogi ewolucyjnej i możliwość uwolnienia się od cierpień.

Karma i droga przez wcielenia.

Dusza wydziela cząstkę siebie aby doświadczać, wyrażać się jak najpełniej. Jednak na planie materialnym tworzy się osobowość, sztuczna i wykreowana przez społeczność, która nie zawsze jest świadoma woli duszy. W aktualnej erze ludzie są w jakiś sposób nieświadomi swego źródła. Nie są świadomi jedności.  Kiedy świadomość zamyka się w iluzji ego, zaczyna tworzyć problemy i pragnienia. Zaczyna tworzyć się karma. To ona właśnie powoduje nieświadome zagubienie w tym świecie. To dość skutecznie uniemożliwia duszy czysto się przejawiać. „Nauka” przejawiania siebie w pełni (przejawiania w pełni miłości) trwa czasem bardzo długo. Choć posuwa się do przodu – wystarczy aby przez całe życie choć chwilowo odczuć wysokie wibracje – to już da bardzo wiele. Wskazuje (przypomina) to drogę powrotu do źródła – czystego doświadczania.

Warto zauważyć, że obracanie się w niskich wibracjach nie wpływa na duszę. Złość, nienawiść, cierpienie, smutek, załamanie, depresja, zazdrość, zagubienie itp… Są to energie o niskich wibracjach i nie wpływają one na poziom czystego doświadczenia. Dlatego też z niskich wibracji nie wypływa żadna bezpośrednia korzyść (o korzyściach można mówić odnosząc się do ustalonego celu). Doświadczanie niskich wibracji nie jest prostą drogą ewolucji duszy. Jest to swego rodzaju opóźnienie. Ogólnie patrząc niskie emocje nie mają znaczenia – nie docierają one do poziomu prawdziwego człowieka (duszy). Nie istnieją na poziomie niedualnym, gdzie wszystko jest totalnością i doskonałością. Tworzą się i spalają na niższych poziomach energetycznych. Jednak są one częścią doświadczenia i mają swój cel.

Przede wszystkim pozwalają odczuć piękno miłości, poprzez stworzenie kontrastu (dualizmu). Jak inaczej „szczęśliwość” byłaby tym czym jest bez odniesienia do „nieszczęśliwości”? Poznanie połowiczne nie jest pełne. Świadomość dąży do poznania, doświadczania pełnego.

Po drugie wskazują drogę ewolucji, wskazują gdzie iść -> skoro boli, to sygnał zawróć. Doświadczyłeś, wiesz, nie musisz dalej. Chyba, że chcesz.

Po trzecie tworzą różne możliwości, w których może przejawiać się dusza. Wynika z tego, że nawet w największym cierpieniu można promieniować światłem (o ile wyrazi się taką wolę). Ponieważ będąc w stanie świadomości, całe doświadczenie jest cudem. Również te niskie wibracje. Chodzi tylko o odpowiedni stan postrzegania.

Twe aktualne ciało przeminie, emocje i smutki przeminą, myśli i chaos przeminie… miłość/świadomość, którą pierwotnie jesteś zostanie. Nawet logicznie rzecz biorąc jedyną słuszną drogą jest wtedy rozwijanie w sobie miłości. Nieważne gdzie jesteś, nieważne kim jesteś… jesteś tu po to by wyrażać odczuwać tą pierwotną wibrację istnienia, miłość.

Miłość, a miłość.

Mówiąc to słowo mogą powstać różne wyobrażenia. Nie trzeba tego tłumaczyć. Każdy może zinterpretować miłość jako co innego. Jest miłość porządania, jest miłość do ojczyzny, jest miłość braterska, jest miłość cierpiąca, miłość boska, współczucie…

Tą miłość, która jest esencją duszy, jest trudno określić. Jest to światło pokoju, radości, pierwotnej błogości, poczucia jedności. Jest to miłość wszechświata do siebie samego, do wszystkich swoich dzieci. Wiele można użyć słów by określić to uczucie, warto jednak samemu poczuć (lub przypomnieć).

Wtedy zmienia się postrzeganie tej osobowości. W obliczu tego światła ego staje się całkowicie nieważne – znika. Dotychczasowe priorytety tego wcielenia, które zostały wpojone przez społeczeństwo zaczynają blednąć, stają się bez znaczenia. Mgła iluzji opada gdy wstaje słońce miłości. Wszystko kieruje się wtedy w jedną stronę – w stronę przejawiania duszy. Wstęp do iluminacji istoty boskiej.

Współczucie jest inną nazwą tego stanu. Jest to odbicie energii duszy w materii, w tym fizycznym ciele. Istota współczująca kieruje swą uwagę właśnie na miłość, co jest jedną z najpięknieszych dróg samorealizacji – droga serca. Dlatego tak wielu mistrzów kieruje uwagę uczniów na to uczucie lub na centrum serca, gdzie światło duszy ma swoje „okno” na materię. Ta miłość sprawia niedualne poznanie, otwiera świat doświadczania jedności, gdzie „JA” i „TY” to jedno. Nie ma dobra, nie ma zła. Wszystko jest na miejscu.

Rozwijanie miłości

Świadome rozwijanie miłości może okazać się ogromnym skokiem w rozwoju. Nie mówiąc już o poprawie jakości życia czy całkowitej wolności od cierpienia. Rozwijać w sobie to uczucie można na wiele sposobów. Jest wiele szkół, które w zasadzie prowadzą do tego samego. Jest wiele dróg, tak wiele, jak jest ludzi. Można wydzielić dwa zasadnicze kategorie.

1.Droga umysłu i droga serca.

2.Droga wnętrza i droga na zewnątrz.

Człowiek egzystujący w tej materii balansuje gdzieś między tymi drogami. Mogą to być kombinacje elementów punktu pierwszego jak z elementami drugiego. Przykładowo poprzez badanie tego świata (droga umysłu + uwaga na zewnętrz) można osiągnąć zrozumienie inicjujące poczucie jedności tego wszechświata. Można również umysłem badać wnętrze, zrozumieć swe uczucia, myśli, swą istotę (buddyzm). Można także iść drogą serca kochając wszystkich wokoło lub skupiając się na własnym sercu duchowym. Wszystkie drogi i ich kombinacje prowadzą do wyzwolenia, którego nieodłączym elementem jest przejawianie miłości (współczucia, akceptacji, błogości, światła…)

Zarówno zrozumienie jak i bezpośrednie stworzenie miłości jest efektywne. Poprzez zrozumienie „co to wszystko jest” i „jestem TYM” osiąga się nieuwarunkowaną miłość, współczucie, które promieniuje na wszystkie istoty. Wtedy też może tworzyć się postawa Bodhisattwy. Nie jest to coś narzuconego sobie z góry. Taka istota nie ogranicza siebie twierdząc, że musi działać dla dobra innych. To działanie przychodzi naturalnie. Jest to manifestacja wysokich wibracji duszy, która tu w materii jest nazywana bezinteresowną i bezgraniczną miłością. W takiej istocie nie ma JA, to jest miłość. Wszędzie gdzie się pojawi promieniuje pięknem i światłem. Harmonizuje otoczenie. Tu przejawia się już prawdziwy człowiek, nie sztuczne ego (osobowość).

Bezpośrednie skierowanie uwagi na serce jest inną drogą. Nie trzeba tu wiele rozumieć. Kieruje się uwagę na miłość to wystarczy. Jest to droga serca. W tej drodze nie chodzi o to by uciec z tego świata cierpienia. Chodzi o to, by wibracje duszy zaczęły się przejawiać właśnie tutaj „na dole”. Dalej uświadomić sobie, że nie ma różnicy między tym co na dole, a tym co u góry. Wyjść ponad dualizm – nie trzeba rozumieć, wystarczy kochać. Zrozumienie przyjdzie samo. Jest to zrozumienie serca.

W każdej chwili swego życia możesz rozpocząć rozwijanie miłości. Nie ma znaczenia kim jest Twoje ciało, gdzie jest i co teraz czuje. W każdym momencie można dostroić się do duszy i zacząć przejawiać jej wysokie wibracje. Aktualna sytuacja ciała nie jest ważna. Dla duszy nie ma znaczenia czy aktualna osobowość pracuje czy nie, czy jest spełniona czy nieszczęśliwa, czy wygląda tak czy inaczej… nie jest to ważne. Te rzeczy są chwilowe, które nie mają wpływu na ewolucję duszy. Dla prawdziwego TY liczą się doświadczanie, poznanie siebie samego.

Blokady serca

Często dzieje się tak, że serce duchowe jest zablokowane. Oznacza to mniej więcej sytuację, kiedy po prostu nie jest używane. Powody mogą być różne. Od lęków, do wypełnienia nienawiścią czy zaległe zranienia. Wszystko to powoduje, ze serce nie może promieniować właściwą energią. Staje się zamknięte.

Zamknięcie serca jest przede wszystkim spowodowane utożsamianiem się z ego. To właśnie na podstawie wyobrażeń o oddzieleniu tworzy się niskie wibracje lęku i jego pochodne. W takiej sytuacji wysokowibracyjne uczucia nie mają jak się przejawiać. Bardzo skuteczną drogą jest właśnie świadome rozwijanie serca, czyli otwieranie się na miłość, serdeczność, błogość, piękno, zachwyt. Skierowanie uwagi na serce i wizualizacja czystości, miłości… jest wiele technik. Wtedy blokady odpuszczają i wysokie wibracje mogą się bez problemu przejawiać.

Często blokady serca objawiają się jako bóle, uciski, chęć płaczu, uczucie zatkania w okolicy klatki piersiowej. Dalej mogą przeradzać się w choroby fizyczne (przykładowo brak radości tworzy nadciśnienie). Jeśli energia serca nie przepływa swobodnie, człowiek czuje się zagubiony i w jakiś sposób smutny. Szuka wszędzie miłości, jednak nie potrafi zaspokoić tego braku. Warto poświęcić temu uwagę.

Bez blokad serca energia miłości płynie naturalnie i swobodnie. Jest to naturalny stan dla każdej istoty. Jest to stan bliski błogości wczesnego dzieciństwa, jednak o wiele bardziej świadomy. Tak, jak tu w materii manifestuje się czysta energia duszy. Ta energia posiada niesamowitą siłę sprawczą, jest uzdrawiająca dla ciała i umysłu. Wszędzie gdzie się zmanifestuje zmienia rzeczywistość i wprowadza harmonię.

Poniżej link do prostej, ale jakże potężnej medytacji.

Medytacja Serca

 

 

Sens życia – doświadczanie i miłość cz.1

Pytanie o sens życia. Jeśli chodzi o ludzi związanych z rozwojem duchowym jest to jedno z najczęściej stawianych pytań. Szczególnie popularne w chwilach cierpienia, kiedy to umysł zostaje niemal zmuszony do spojrzenia na swą sytuację. Dlaczego tu jestem? Dlaczego tak jest? Jaki jest tego sens? Gdzie w tym wszystkim Bóg? O co tu w ogóle chodzi?

Oczywiście niektórzy nie mają z tym problemu. Jest jak jest, jak każą tak się robi i wszystko gra. Lepiej nie myśleć za dużo, bo i po co. Jeśli wszystko jest w porządku, to po co to zmieniać? Racja, nie trzeba. Nie trzeba też czytać takich tekstów. Skupmy się więc na tych, którzy jednak zadają takie pytanie. Tu właśnie spotykamy ludzi pragnących rozwijać się duchowo.

W procesie wychodzenia z okresu dzieciństwa zaczynają pojawiać się trudności. Świat zaczyna być coraz dziwniejszy. Radość i naturalna miłość zostaje gdzieś zatracona. Człowiek zaczyna dostrajać się do różnych wibracji lęku, złości, nienawiści… Tworzy się umysł, który ocenia, nazywa, tworzy iluzje. Świat powoli staje się coraz bardziej nieprzyjemny. Wtedy też mogą zacząć pojawiać się pytania o sens życia.

Odpowiedź nie jest intelektualna. Jest prosta i zawarta w jednym słowie – miłość. To uczucie promieniujące z centrum serca. Nic więcej. To wszystko co trzeba wiedzieć. Świat jest stworzony z miłości, trwa z miłości i rozwija się w kierunku miłości. Już tu jesteś, tu jest Twój dom. I komu wystarczy taka odpowiedź, nie musi czytać dalej. Wystarczy, że kocha.

Jednak w naszej cywilizacji jest trochę więcej zamieszania, dlatego niezbędne może się okazać intelektualne objaśnienie. Co wiecej, zrozumienie powoduje zmiany energetyczne i może wzbudzić w ciele pierwotne uczucie miłości. Dzięki zrozumieniu można poczuć. Trzeba tylko wiedzieć co.

To co zapomniane, a najważniejsze.

Każdy ma w swoim polu (pole energetyczne istoty – ciało, uczucia, myśli…) pamięć z bardzo wczesnego stanu istnienia (być może sprzed narodzin). Nie było wtedy ciała, nie było uczuć, nie było myśli, nie było ego (osobowości). Trwało czyste istnienie. Bardzo głębokie poczucie błogości, „jestem w domu”, poczucie jedności ze wszystkim. Jest to stan wysokich wibracji. Tu na ziemi można go porównać z uczuciem błogości, miłości, całkowitej akceptacji, jedności ze wszystkim. Każda istota w okresie niemowlęcym jest bardziej świadoma tego właśnie stanu niż materii, w której się znalazła. W miarę dorastania świadomość zaczyna coraz bardziej skupiać się na materii i innych niższych energiach tego świata (uczuciach, myślach). Pamięć pobytu w wysokich wibracjach coraz bardziej słabnie, tym samym zaczyna się coraz większe zwrócenie uwagi na zewnątrz, Powstaje uczucie oddzielenia, separacji od całego istnienia. co również staje się przyczyną cierpienia. I zaczynają się pytania o sens życia.

Można powiedzieć, że to ciało, uczucia i myśli – czyli ego, TY – jest tylko niewielką cząstką prawdziwej duszy. Jest to niewielki procent Ciebie prawdziwego, wielkiej istoty duchowej. Większość ludzi jest świadoma tylko swojej osobowości, konstruktu psychofizycznego. Widzą tylko ułamek istnienia. Ograniczają siebie wyobrażając swój początek (narodziny) swoje życie (małe ja i świat) i swój koniec (śmierć). Następuje utożsamienie się z tym obrazem małego ludzika w wielkim świecie. Następuje uzależnienie od zdarzeń, osobiste cierpienia, radości i wszystko co dotyczy wyobrażenia o sobie. Ta osobowość jest całkowicie sztuczna, stworzona przez interpretacje umysłu. Jest iskrą, ułamkiem sekundy w istnieniu prawdziwej istoty – Duszy – Prawdziwego totalnego doświadczenia.

Teozofia ma trafne porównanie. Dusza jako ciało człowieka, osobowość jako palec. Dusza zanurza tylko jeden palec (ułamek siebie) w materii. Następuje manifestacja cząstki duszy tu, w tym materialnym wszechświecie. Świadomość tak mocno skupia się na palcu i jego doznaniach, że zapomina o całym ciele (duszy). Palec staje się świadomy w materii, narzuca na siebie iluzję oddzielenia. Myśli, że jest tylko małym, bezbronnym i cierpiącym palcem (osobowość). Na tej podstawie boi się śmierci, boi się zagrożenia, boi się utraty, zamyka się w iluzji i zapomina o swojej prawdziwej istocie (duszy), która trwa w nieustannym szczęściu.

Innym porównaniem może być gra komputerowa. Człowiek siedzący bezpiecznie przed komputerem kieruje wszystkie swoje zmysły w monitor i zaczyna utożsamiać się z postacią, która jest w grze. Czuje lęk i inne emocje. Choć nie do końca zapomina o swym realnym ciele, to jednak świadomość zamyka się w pewnej iluzji. Gdyby utożsamić się całkowicie z bohaterem gry, powstałby prawdziwy lęk o jego życie. Analogicznie człowiek utożsamia się z aktualnym kształtem ciała, tworzy osobowość i zamyka w niej swą świadomość. Zapominając, że jest totalnością tego wszechświata.

Często słychać głosy zawiedzenia tym światem.”Ja się tu nie prosiłem”, „Bóg sadysta zesłał na mnie cierpienia…” itp. To mówi osobowość, która nie jest świadoma swej prawdziwej istoty. Prawdziwa istota ludzka jest nieśmiertelna, trwająca nieustannie w stanie szczęśliwości i miłości. Na poziomie duszy wszystko wygląda inaczej. Wszystko jest jasne, wszystko jest doskonałe. To Twój prawdziwy dom, źródło. Na tym poziomie świadomości jesteś doskonałością.

Gdyby świadomość zamknięta w osobowość ujrzała choć na chwilę majestat totalności, którym jest… całe życie uległoby zmianie. Tak się czasem zdarza. Są to mistyczne doświadczenia, które odmieniają światopogląd. Człowiek tu w materii już nigdy nie jest taki sam. Jest świadomy boskości.

Może powstać pytanie – dobrze, ale skoro jestem duszą, to dlaczego o tym nie wiem. Przecież wszystko co czuję określa mój wszechświat. Jeśli czegoś nie czuję – to tego nie ma. Co mi tu ktoś będzie wciskał kity, że jestem duszą, jak nie jestem (bo nie czuję). Odpowiedź jest prosta – istota ludzka zawsze to czuje i zawsze ma z tym łączność. Im bardziej świadomość jest skierowana na zewnątrz w świat formy, tym bardziej „zapomina” o swej prawdziwej istocie, o źródle. Jeśli jesteś w stanie przypomnieć sobie stan wczesnego dzieciństwa, tą błogość, spokój, światło… to jesteś blisko zauważenia źródła. Nie jest to takie proste, ponieważ to co było w bardzo wczesnym dzieciństwie nie jest ubrane w formę i sklasyfikowane przez umysł. Trudno to określić i sprecyzować, jest to odsunięte w podświadomość. Jednak ten stan ciągle w nas jest. Co więcej nie trzeba cofać się pamięcią do etapu dzieciństwa czy etapu przed narodzinami. Wystarczy głęboko wejść w siebie – w teraźniejszości. Odrzucić wszelkie określenia stworzone przez egotyczny umysł (osobowość) i wejść w moment istnienia, w ciszę teraźniejszości. Tu pojawia się stan realnego doświadczenia. Zanika dualizm, świadomość ponownie staje się zjednoczona ze wszystkim.

Punkt widzenia prawdziwego człowieka (duszy).

Osobowość tworzy pewną skorupę, pancerz. Świadomość zamyka się w tym pancerzu i tak przygotowana zaczyna działać w świecie. Ma w swym zanadrzu pewne wyuczone cechy, wie jak działać w materii i działa. Jest tylko jedno ale – zapomina o prawdziwej i pierwotnej istocie, którą jest. Zapomina też o „sensie życia”, nie jest do końca świadoma po co tu jest. Tu warto określić sens życia z punktu widzenia duszy.

Tak jak ciało fizyczne jest zbudowane z materii, tak esencją duszy jest czysta świadomość. Każda istota przebywa w świetle tej świadomości, ma w niej swoje źródło. Jest to pierwotny dom, w którym nie ma śmierci, nie ma narodzin. Jest nieustanne trwanie w jedności ze wszystkim. Dusza postanawia przejawiać siebie jak najbardziej, postanawia doświadczyć siebie na wszystkie możliwe sposoby. Czasem jest to nazwane pragnieniem duszy, jednak nie jest to do końca trafne słowo, ponieważ nie ma tam energii braku czy niespełnienia. Bardziej trafne jest określenie – wola duszy (wola Boga). Tak więc wspaniała istota duchowa pragnie przejawiać siebie, tym samym zanurza swą cząstkę w materii. Wygląda to tak, jakby wokoło pewnego pierwiastka duszy zaczęło się krystalizować ciało fizyczne. Dzięki ciału dusza może manifestować siebie w materii, przejawiać się, doświadczać. Na poziomie czystej świadomości to doświadczanie jest czymś doskonałym, pięknym, jest to boska pieśń życia… to TY.

Jedna ważna rzecz. Tam, gdzie jest dusza, czysta świadomości, bez dualizmu, jest energia o bardzo wysokich wibracjach. Niemożliwym jest tam zaistnienie energii z niższych planów, takich jak złości, smutku, a nawet myśli. Te niższe energie wchodzą w skład osobowości, czyli aktualnej manifestacji cząstki duszy. Gdy prawdziwy człowiek (dusza/czysta świadomość) postanawia zanurzyć swą cząstkę w materii, wokoło niej zaczyna się gromadzić energia niższa. Różne energie astralne, myśli, energie życia, materia fizyczna… tak powstaje ciało wraz z całą osobowością. Cała istota ludzka składa się więc z duszy (wysokich i nieprzemijających energii światła) i aktualnej osobowości (różnych energii, czasem przyjemnych czasem nie).

Celem duszy jest przejawianie swego światła w materii. Prawdziwy TY wyraża wolę, by jak najpełniej przejawiać siebie w tym fizycznym świecie. Można powiedzieć, że się uczy, choć nie jest to trafne słowo, ponieważ na swoim poziomie jest już doskonałością. Powracając do sensu życia – jest to wyrażanie miłości. Człowiek jest tu po to, by wyrażać siebie jak najpełniej. Wszechświat poprzez samoświadomość doświadcza siebie. Jest to pragnienie i realizacja w jednym. Dzieje się to właśnie teraz. Czysta świadomość doświadcza sama siebie.

Jesteś tym doświadczeniem. Jesteś wszechświatem, który doświadcza siebie. Spełnia właśnie swoje poznanie. Sens wypełnia się właśnie w tej chwili, niezależnie od wszystkiego. Możesz odpocząć. :)

C.D.N.

Dusza i doświadczenie cz.2

Czy dusza chce dla nas zła? Czy dusza chce dla nas dobra?

Przede wszystkim, dusza to TY. Nie są to oddzielne istoty. Nie ma tu dualizmu i rozdzielenia między „Ja”, a „Moja dusza”. Aktualna świadomość, której doświadczasz jest świadomością duszy. Co co patrzy Twoimi oczyma. Ty jesteś duszą – jednak nieświadomą na aktualnym poziomie przejawiania się. Na tą chwilę dusza nie jest świadoma siebie i boskości, jest świadoma tylko iluzji umysłu, tego świata form. Nazywa ten świat prawdą i rzeczywistością ostateczną, nie widząc nic poza nim. Na początku napisałem, że dusza jest świadoma na własnym poziomie, jednak nie zna się na niższych poziomach rzeczywistości. Dlatego też ma prawo gubić się na niższych planach (materii, uczuć i myśli) i nie rozumieć o co w tym wszystkim chodzi… i do tej pory wiele dusz jeszcze nie rozumie. Świadomość zamyka się na poziomie umysłu, tworzy wyobrażenia dobra i zła, balansując między nimi. Ugania się za różnymi rzeczami zewnętrznymi nie wiedząc, że wszystko jest po to by wzbudzić wewnętrzne doświadczenie. Dusza na tym etapie ewolucji gubi się w świecie. Wygląda to tak, że świadomość sama siebie ogranicza i zamyka w formach sztucznie stworzonych wyobrażeń.

Twoja wola jest wolą duszy. Warto tu okryć swoją pierwotną i wewnętrzną wolę doświadczania. Nie jest to wola zaprogramowanego umysłu. Nie jest to wola narzucona przez innych. Wola duszy jest odczuwana jako wewnętrzne pragnienie doświadczania. Kiedy wewnętrznie czegoś pragniesz, często wiesz, że jest Ci to przeznaczone. Może to być najskrytsze marzenie lub delikatna myśl. Faktem jest, że jest to wola duszy i zostanie ona spełniona (po to rodzi się w danym miejscu i czasie). To jest Twa prawdziwa wola, boski Plan dla Twej istoty. Już podążasz zgodnie z tym Planem, choć umysł może być zagubiony i twierdzić, że mijasz się z powołaniem. Umysł nie zna tego planu, często nie czuje wewnętrznego pragnienia. Umysł potrafi powtarzać tylko cudze myśli, które może uznać za „własne powołanie”. Na tej podstawie może stwierdzić, że mija się z powołaniem. Jednak dusza zawsze doświadcza tego, czego chce. Nie ma innej możliwości. Innymi słowy, zawsze doświadczasz tego, czego wewnętrznie pragniesz. I to się dzieje już teraz.

Na poziomie duszy dobro i zło jest postrzegane zupełnie inaczej niż z poziomu umysłu. Dusza widzi wszystko jako czyste doświadczenie. Czasem po prostu pragnie doświadczyć pewnych wibracji istnienia, by poznać bardziej możliwości tego wszechświata. Jednak gdy już pozna, pragnie doświadczyć czego innego. Przykładowo człowiek doświadczający cierpienia – gdy je pozna – zacznie doświadczać czego innego. Dlatego tak ważne jest poznanie i zrozumienie (możliwie najszerzej). Jeśli doświadczenie „złych” energii będzie zrozumiane, nastąpi uwolnienie. Czyli dokładniej zmiana wewnętrznej woli duszy, która postanawia doświadczyć czego innego.

Mówiąc prosto – kiedy znudzi Ci się cierpienie, zmienisz swoje doświadczenie. Ten mechanizm działa doskonale i można go przyrównać do prawa karmy (choć nie jest to to samo). Dlatego tak ważne jest świadome doświadczanie, poznawanie.

Niektórzy mówią, że samo poznawanie jest tak bolesne – dlaczego muszę doświadczać tego cierpienia, podczas gdy inni doświadczają szczęśliwości – to niesprawiedliwe. Taki pogląd jest bardzo popularny wśród ludzi aktualnej cywilizacji. Upatrują niesprawiedliwości czy to w Bogu czy w jakimś fatum nad nimi ciążącym. Jednak problem tkwi w ocenie umysłu.

Po pierwsze umysł widzi siebie jako oddzieloną jednostkę. Wydziela z rzeczywistości pojęcia „JA” i „INNI”, tym samym tworząc pojęcie niesprawiedliwości. Gdyby świadomość nie zamykała się w tym światopoglądzie i wyszła ponad umysł, zauważyłaby, że wszystko jest jednością. Nie ma różnicy kto teraz doświadcza – ważne, że jest doświadczane. Jesteśmy jedną świadomością, która doświadcza siebie w różnych aspektach.

Po drugie umysł tworzy pojęcia dobra i zła. Chce doświadczać dobra, nie chce doświadczać zła. Jednak to tylko pojęcia. Dusza na swoim poziomie traktuje każde doświadczenie jako doskonałość, jednak kiedy zamyka się w okowach umysłu, traci tą jasną wizję doskonałości. Wtedy zaczyna tworzyć cierpienie osobiste. Kiedy zauważy, że te pojęcia są wymysłem, samo doświadczenie stanie się piękne.

Można powiedzieć, że kiedy świadomość spojrzy choć raz ponad umysł – dotknie istnienia i nawiąże z nim kontakt – przypomni sobie po co tu jest. Wtenczas będzie wiedziała, że ta rzeczywistość określona przez umysł nie jest rzeczywistością ostateczną. Wtedy w życiu człowieka pojawi się przestrzeń i luz. Wszystko nagle powróci na miejsce (choć nic nie musi się zmieniać). Świadomość zauważy, że jest w porządku. Szczęśliwe życie zależy tylko od tego, na jakim poziomie jest świadomość. Jeśli jest na poziomie umysłu i zamyka się na nim, jest narażona na szczęścia i nieszczęścia – utożsamia się z nimi. Jeśli świadomość jest na poziomie duszy, całe aktualne życie postrzega jako wspaniały sen, w którym trwa istnienie. To jest kontakt ze źródłem – to stąd wypływa wszelka szczęśliwość z doświadczania. Gdy tylko ten kontakt zostanie uświadomiony (dusza przypomni sobie, że nie jest umysłem) życie stanie się inne. To jest moment przebudzenia, do którego zmierzamy.

Dusza na swoim poziomie jest doskonałością. Jest światłem, świadomością i miłością. Jednak dusza pragnie poznać również inne wibracje. Poznać wszechświat w całości.

Dlatego wyraża wolę przejawiania się w materii. Gdyby tak nie było, nic nie zostałoby stworzone, nie byłoby materii i całego istnienia. Każda cząstka boskości (dusza) uczy się przejawiać w materii. Dąży do tego by móc świadomie przejawiać się na każdym planie energetycznym – czyli poznać wszystko co chce.

Na tym etapie ewolucji dusza nie może w pełni się przejawiać, ponieważ „nie umie”. Nie poznała tych niskich światów energetycznych (materii, uczuć, myśli), nie potrafi przejawiać w pełni swych czystych wibracji na niższych planach.

Podczas poznawania dusza „schodzi” do ciała. Uczestniczy w życiu jako świadek, obserwator. Jest to ta wewnętrzna świadomość istnienia, wewnętrzne i wieczne światło w każdym z nas (choć może wielu sobie tego nie uświadamia). Można powiedzieć, że to światło delikatnie prowadzi umysł. U nierozwiniętego człowieka dusza nie ma za dużego wpływu na umysł i ciało – pierwotny człowiek jest pochłonięty swoimi żądzami i pragnieniami. Świadomość jest całkowicie zamknięta w pragnieniach i formach zewnętrznych. Człowiek działa zgodnie z instynktem. Jest to bardzo nieświadome działanie i wręcz „szaleńczy pęd” poznania, który również jest głęboką wolą duszy.

W miarę rozwoju dusza zaczyna prowadzić (narazie inspirować) umysł coraz bardziej, człowiek ma coraz większy kontakt ze swoją Wyższą Jaźnią. Aż w końcu dusza przejmie całkowicie „władzę” nad sztucznie stworzonym umysłem. Można ten proces obserwować jako próby działań duszy na planie mentalnym, czyli próby przejawiania swoich boskich wibracji w postaci myśli. Myśli przyjmują wtedy czyste kształty, stają się jasne i pogodne. Również na planie astralnym dusza uczy się świadomie przejawiać, czyli próbuje doświadczać uczuć boskości. W pewnym momencie dusza zaczyna przejawiać się w pełni. Wtedy nastąpi całkowite zjednoczenie – pełna manifestacja duszy na niższych planach. Nie będzie już błądzącego umysłu, będzie pełna świadomość boskości i jedności. Wyrażanie boskości ciałem, uczuciami i umysłem. Jest to pełne zjednoczenie niższych ciał człowieka (materialne, astralne i mentalne) z ciałami wyższymi (atmiczne, buddyczne i przyczynowe). Samorealizacja boskości.

Kluczowym pytaniem okazuje się – czym jest cierpienie? Jeśli mowa o emocji –  jest to wibracja energii, równie boska jak wibracja szczęśliwości. I choć na poziomie umysłu jest ogromna różnica, na poziomie duszy wszystko jest boską manifestacją istnienia – energią. Gdy umysł zaprzestaje ocen, cała rzeczywistość zaczyna być postrzegana jako nieopisany cud – istnienie.

Ważne by zrozumieć to właściwie. Dusza nie pragnie doświadczać cierpienia, nie jest jakąś masochistyczną istotą. Dusza wyraża wolę jak najpełniejszego przejawiania się. Z poziomu wyższej świadomości nie ma rozróżniania na dobro i zło. Po prostu jest wiele boskich wibracji, a dusza wyraża wolę by móc ich doświadczyć. Nie ma cierpienia, nie ma radości – jest „nauka” pełnego przejawiania boskości. Na wszystkich planach energetycznych, w pełnym spektrum energii.

Za tym idzie jeszcze jedna rzecz – dusza sama w sobie nie zaniża nigdy wibracji. Nie jest tak, że dusza trwając w wysokich energiach (trwając w miłości i świetle) schodzi do brudnego ciała i materii cierpienia. Dusza nigdzie nie schodzi. Ona poszerza swoje pole doświadczania.. Schodząc do ciała nie odcina się od stanu pierwotnej świetlistości. Nadal jest zanurzona w szczęśliwości. Można powiedzieć, że całe nasze pole jest już wypełnione piękną energią miłości i światła. Kwestia w tym, że umysł tego nie dostrzega. Nazywając i oceniając tą rzeczywistość tworzy iluzję oddzielenia od pierwotnego stanu szczęśliwości. Świadomość zapomina, że jest duszą trwającą w miłości i świetle. Jeśli już o tym zapomni, świadomość zamyka się w iluzji tego świata, zamyka się w umyśle i jego ocenach.

Warto wiedzieć, że dusza (prawdziwy TY) ciągle istnieje na właściwym sobie poziomie trwając w szczęśliwości i miłości. Już jesteś otoczony i wypełniony energią światła, życia i miłości. Wystarczy byś tylko to dostrzegł. Wychodząc ponad oceny umysłu, świadomość zaczyna dostrzegać boskość aktualnego doświadczenia. Cała rzeczywistość staje się doskonałym procesem istnienia.

Teraz ważna rzecz. Na poziomie umysłu to, co dusza pragnie przejawiać jest traktowane jako dobro, a to czego dusza jeszcze nie przejawia jest traktowane jako zło. Wynika z tego, że zło nie istnieje samo w sobie, jest tylko brakiem dobra. W tym sensie brak ten oznacza, że dusza po prostu nie umie świadomie działać na danej wibracji. Przykładowo kiedy czujemy nienawiść jest to oznaka, że dusza na poziomie astralnym nie potrafi jeszcze świadomie i totalnie przejawiać miłości – uczy się. Tak to wygląda z poziomu umysłu. Z poziomu duszy wszystko jest doskonałym procesem.

Podsumowując w jednym zdaniu – Jesteś wszechświatem, który wyraził wolę i znalazł sposób by poznać samego siebie.:)

Dusza i doświadczenie cz.1

Poniższy tekst jest tekstem ezoterycznym. Nie jest publikacją naukową udowadniającą jakiekolwiek twierdzenie, objawiającą prawdę prawdziwą. Znajduje się w nim wiele słów i teorii nie mających potwierdzenia w obiektywnej rzeczywistości. Dotyczy on sfery ezo – wewnętrznej przestrzeni człowieka. Dla wielu mogą być to bajki i to będzie dla nich prawdą. Dla innych z kolei okaże się pomocne, to też będzie ich prawda.

***

Dużym krokiem do przebudzenia jest zrozumienie, czym jest dusza i dlaczego postanowiła doświadczyć istnienia. Warto przyjrzeć się temu procesowi. W końcu warto spojrzeć czysto na rzeczywistość – spojrzeć z punktu widzenia duszy. Takie spojrzenie rozwiewa wszelkie cierpienie i niepewności. Świadomość zaczyna jednoczyć się z pierwotną boskością. Istota ludzka powraca do „utraconego” źródła. Ten tekst może zainspirować i wskazać świadomości drogę powrotu. Nie ma na celu ukazania Prawdy absolutnej. Może być jedynie drogowskazem do poznania własnej Prawdy – tylko tyle… aż tyle.

Boskość (wszechświat, wszystko co istnieje) rozdzieliła się na niezliczoną ilość dusz (cząstek świadomości, punktów świadomości subiektywnej), dzięki którym poznaje sama siebie. Każde doświadczenie (ruch energii – materii, uczuć, myśli) jest poznawaniem siebie. Dla duszy możliwość doświadczania jakichkolwiek ruchów na niższych planach jest po prostu cudem. To wspaniała „przygoda”, dzięki której wszechświat poznaje swoje możliwości. Jest to fenomen, osobliwość gdzie „nieświadomy” wszechświat nagle uświadamia sobie swoje istnienie.

Dusza na swoim poziomie jest doskonale świadoma. Jednak na niższych poziomach rzeczywistości nie potrafi się poruszać. W swoim pierwotnym stanie nie zna doświadczeń niższych energii – nie zna materii, nie zna uczuć, nie zna myśli. Jednak posiada wolę doświadczania, wolę poznania, wolę pełniejszego przejawiania się – po prostu wolę istnienia. Dlatego też świadomie schodzi na niższe plany rzeczywistości i zaczyna się przejawiać. Tak powstaje szeroko rozumiane życie.

Dusza zaczyna swą podróż na planie fizycznym. Najpierw doświadcza wszelkich ruchów materii (czasem jest to zwane duszą grupową minerałów – gdzie wiele dusz doświadcza rych samych zdarzeń fizycznych). Tu zaczyna się budzić bardzo mglista samoświadomość istnienia. Dusza poznaje materię poprzez fizyczną interakcję.

Kolejnym krokiem ewolucji jest doświadczenie energii życia i emocji (rośliny i zwierzęta). Na tym poziomie również istnieją dusze grupowe. Tak na przykład wiele dusz doświadcza działań jednego zwierzęcia. Takie doświadczanie różnych konfiguracji istnienia dzieje się w obrębie jednego gatunku zwierząt.

Indywidualizacja doświadczania następuje w przypadku człowieka. To tu każda dusza tworzy własne ciało, by pełniej doświadczać tej rzeczywistości. Człowiek jest istotą doświadczającą wielu energii. Od materii, poprzez energie życia, uczuć, emocji, po myśli i subtelne wyobrażenia. To doświadczanie różnych aspektów wszechświata jest dla duszy nieskończoną radością – Może istnieć, to nieopisane szczęście. Ta wola istnienia przejawia się w każdej cząstce wszechświata. W każdej żywej istocie, nawet w materii (atomy fizyczne również są energią, która przejawia pierwotną wolę istnienia).

Każde doświadczenie jest dla duszy piękne. Z punktu widzenia czystej świadomości wszystko jest doskonałe. Dobro i zło stanowią tylko inne kolory tej samej rzeczywistości. Różnią się tylko wibracją energii. To umysł narzuca na pewne konfiguracje energetyczne różne formy i nazwy – określa czystą energię jako zło lub dobro. Umysł tworzy formę. Wszechświat jest energią, która sama w sobie jest piękna i czysta. Dusza wyraża wolę poznać wszystkie kolory tęczowego wszechświata.

W tym boskim procesie poznawania, dusza doświadczała materii, energii życia u roślin, a dalej uczuć u zwierząt. Kolejnym krokiem w ewolucji stał się człowiek. To tu pojawiły się bardzo ciekawe energie – energie mentalne. To tu został stworzony umysł. I to on właśnie przyczynił się do tworzenia cierpienia. To umysł określił dobro i zło, na tej podstawie zaczął tworzyć warunkowe szczęście i cierpienie. Problem ten pojawia się tylko wtedy, kiedy świadomość (dusza) zamyka się na poziomie umysłu i traktuje wszelkie jego wymysły jako ostateczną rzeczywistość. Kiedy cała świadomość zamknie się w formach umysłu, cały świat przyjmuje określoną barwę. Wszystko staje się do bólu realne i prawdziwe. Rzeczywistość określona przez umysł staje się prawdą, z której nie ma ucieczki. W tym punkcie przychodzi najczęściej cierpienie. Po prostu dusza zapomniała, że cała rzeczywistość jest tylko iluzją, a postrzegany świat nie jest ostateczny.

Umysł może określać ten świat na różne sposoby. Dla jednych może być piękny, dla innych koszmarny. Wszystko zależy od umysłu. Jeśli dusza zamknie się w tych określeniach i nie będzie widziała nic poza tym, Jednak obraz świata wykreowany przez umysł nie jest ostateczną rzeczywistością, nie jest prawdą prawdziwą. Ponad umysłem jest „rzeczywistość duszy”. Kiedy świadomość wyjdzie ponad umysł, zacznie spoglądać na materię i wszelkie doświadczenia z poziomu duszy. To z tego punktu zaczyna postrzegać wszystko jako doskonałe doświadczenie, jako cudowny taniec stworzenia. Każde doświadczenie jest wtedy pięknem samym w sobie. Każda wibracja energii jest wibracją nieskończonej radości. Można istnieć – nie ma nic piękniejszego.

Wychodząc ponad umysł, świadomość robi kolejny krok w ewolucji, powraca do swego pierwotnego stanu – swojego planu energetycznego. Zaczyna być świadoma nie tylko własnych wysokich energii, ale i wszelkich aspektów istnienia, począwszy od materii, poprzez uczucia, aż po myśli. Tym samym powraca w pełni świadoma, bogata w doświadczenia i zdolna przejawiać się świadomie na niższych planach stworzenia.

Wyjście świadomością ponad umysł jest właśnie krokiem do przebudzenia. Świadomość zaczyna dostrzegać, że dualny świat dobra i zła jest w rzeczywistości iluzją – wymysłem. Człowiek zaczyna dostrzegać, że każde doświadczenie jest energią miłości (nawet te, które umysł określił jako złe). To po prostu różne aspekty tego samego istnienia. Zaczyna w końcu dostrzegać, że wszystko jest jednością. Choć nie jest takie same, to jest częścią tego samego.

Faktem jest, że dusza nie potrzebuje doświadczać. Dusza niczego nie potrzebuje. Określenie braku i potrzeb zostało stworzone przez umysł. Na poziomie duszy nie ma braku i potrzeb. Istnieje całkowita pełnia teraźniejszości. Dusza nie potrzebuje doświadczać, jednak chce doświadczać. Jest to pierwotna wola istnienia. Można powiedzieć – My chcemy doświadczać. Wszechświat przejawia się przez nasze ciała i poznaje siebie. Kiedy świadomość przestanie zamykać się w określeniach umysłu, zauważa, że jest tu z własnej woli. Każdy człowiek może poczuć tą pierwotną wolę istnienia w ciele. Wielu ludzi przypomina też sobie stan przed narodzinami, kiedy to trwając w „wiecznej świetlistości” wyrazili wolę zejścia w materię – wolę doświadczania. Jest to całkowicie naturalne i zgodne z procesem rozwoju wszechświata.

c.d.n.