Archiwa tagu: ramana maharishi

Ramana Maharishi – nauki – Villemo

W pierwszej części artykułu poznaliśmy życie Ramana Maharishiego. Z poniższego tekstu dowiemy się, co chciał nam przekazać, co pokazać swoim przykładem oraz czego nauczyć.

Żaden GURU, czy święte księgi, nie oświeciły go i nie uczyniły Wielkim. Odkrył PRAWDĘ sam, własnym wysiłkiem, przekazując naukę opartą na własnym doświadczeniu, w sposób oryginalny i niepowtarzalny. Odsłonił prawdę kosmicznej świadomości w jej przyrodzonej, nagiej postaci, pełnej przebudzenia Siebie poza początkiem i kresem, wiecznie istniejącej poza kreacją i osiąganiem. To, co ma początek, musi mieć kres, stworzone ulega zniszczeniu, osiągnięte musi być utracone! Tylko świadek jest wieczny, jako najwyższe „JA – JESTEM” w sercu każdej żyjącej istoty.

BHAGAVAN wskazywał, iż samorealizacja oznacza zjednoczenie z Czystą Świadomością, stanem bezosobowym, pozaczasowym, pozaprzyczynowym, całkowitym porzuceniem Ego, darzącym WOLNOŚCIĄ i SPOKOJEM. Był on świadectwem wspaniałego objawienia otwartego dla każdego i dla wszystkich. Dlatego serce jego życia to serce życia wszechświata.

Dla SRI RAMANA MAHARISHI JEDNOŚĆ poza światem złud JEST wiecznym FAKTEM, boską kondycją łączącą wszystkie religie i wyznania, Jego fizyczna obecność między ludźmi promieniowała jak słońce mądrości, delikatnie i w ciszy, ponieważ milczenie było jego naturą. Jeśli używał słów, były one proste i jasne, pełne mocy – przerywające tamę rzeki powszechnej świadomości. Nie było tu żadnych dogmatów i doktryn niemożliwych do sprawdzenia. O prawdzie jego słów mógł się przekonać każdy, kto z odwagą pogrążył się w głąb swej świadomości, kto był w stanie uwolnić się ze świata pojęć, odczuć i znaczeń.

Życie MAHARISZIEGO było praktyczną demonstracją REALNOŚCI BRAHMANA, najwyższego JA, rozpraszającą niesubstancjalną ułudę zjawiskowego świata. Poznać BHAGAVANA można tylko stając się NIM, ponieważ według jego słów – wiedzieć o czymś w pełni, to być tym – – PRAWDZIWA WIEDZA JEST BYCIEM. Pojedyncze słowo, które padło z jego ust, zmieniało cały bieg naszego dotychczasowego życia, budząc duszę do wysiłku samooczyszczenia.

NAUKI Bhagawana

Naukę Maharishiego najlepiej przedstawiają notatki z jego odpowiedzi dawanych różnym ludziom przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat, i parę jego własnych utworów o niezmiernej głębi filozoficznej; właściwie dwa główne – klasyczne, jak utwory pradawnych mędrców to: Upadeśa Saram, czyli Trzydzieści Wierszy o Prawdzie i Ulladu Narpadu lub Sat Widia, czyli Prawda Bytu lub Wiedza Bytu; zostały spisane przez uczniów łącząc w całość poszczególne strofy przez Maharishiego, na wzór mantram, w różnych chwilach tworzone; oczywiście z aprobatą i korektą mędrca. Jedynymi utworami, które samorzutnie, w przypływie ogromnej szczęśliwości – w młodzieńczych latach – stworzył, są hymny do Najwyższego pod imieniem Arunaczali.
Poglądy teoretyczne Ramany można by porównać do trzech stwierdzeń Siankary:

– Świat jest pozorny;

– Brahman jest jedyną rzeczywistością;

– Brahman jest światem.
Świat jest pozorny

Nie jesteś żadnym z obiektów, które mogą być ujrzane. Jesteś neti – nie tym, co może być wskazane (skr. neti neti – nie tym, nie tamtym). Nie powinieneś uzależniać swojego istnienia i wyzwolenia od tego, co skończone, chwilowe i przemijające, bo w ten sposób podlegasz ciągłemu cierpieniu.

Brahman jest jedyną rzeczywistością

Niewysłowiona świadomość-Duch (Brahman-Atman, Self, prawdziwe Ja/Jaźń) jest tym, co jest rzeczywiste. Jest to Czysty Świadek, wieczny, nienarodzony Widz.

Bezforemna promienna Pustka.

Pozaczasowa, wieczna esencja. Pełna i doskonała świadomość ciągłej teraźniejszości

Brahman jest światem

Po odkryciu dwóch poprzednich kroków, pojawia się zrozumienie, że względny świat (forma), nie jest różny od Brahmana (pustki). Świat istnieje tylko i wyłącznie w pierwotnej świadomości. Forma jest pustką, a pustka formą.

Dopełnieniem urzeczywistnienia najwyższej świadomości, ostatecznego Ducha, bezforemnej i pozaczasowej, wiecznie świeżej podstawy wszystkiego, jest stan niedualny, w którym świat i duch nie są dwoma.

Ramana Maharishi zwraca także uwagę, że to czyste Self, najwyższa prawda, do której dążymy, nie jest czymś, co się osiąga. Jest to raczej coś, co istnieje faktycznie i co mamy jedynie odkryć.

Dlatego urzeczywistnienie jest czymś, co nie ma początku – to, co ma swój początek – nie jest urzeczywistnieniem, ale kolejnym obiektem – przemijającym i chwilowym.

Spoczęcie w tym, który robi, obserwuje, czy czegoś nie wie – jest właśnie tym prawdziwym Self (Ja).

Jedną z podstawowych rad i metod, które doradzał Maharishi było „zapytywanie siebie”.

Poszukując odpowiedzi na jakieś konkretne pytanie dotyczące urzeczywistnienia, Ramana zalecał skupić się na odczuciu „kto pyta?” i pójść właśnie tym torem.

Kto zna świat, ale sam nie może być poznany? Kto słyszy? Kto słyszy np. ptaki, ale sam nie może być usłyszany?

Kim jest widzący? Kto widzi np. chmury, ale sam nie może być ujrzany?
Zdaniem tego mistrza powinniśmy zadawać sobie pytanie: KIM JESTEM?

Widzę obiekty, ale nie jestem tymi obiektami. Kim jestem?

Doświadczam emocji (mam emocje), ale nie jestem tymi emocjami. Kim jestem?

Mam pragnienia, ale nie jestem tymi pragnieniami. Kim jestem?

Myślę, ale nie jestem moimi myślami. kto myśli? Kim jestem?

Dzięki takiemu zapytywaniu się człowiek (osoba, istota czująca) powraca do swojej własnej świadomości, do najgłębszego jej jądra, które jest podstawą wszystkiego.

Wszystkie tworzone przez nas koncepcje o czasie i przemijaniu powstają w świadomości.

Doświadczenie „ja-Ja” (pierwotnej świadomości) wykracza poza wszelkie takie koncepcje.

Jest to podstawa, na której możemy budować faktyczną harmonię. Nawet żyjąc codziennym życiem, możemy znaleźć swój fundament w odnalezieniu: „kto doświadcza tego wszystkiego?”
NAJWYŻSZA ISTOTA – Paraatman

Forma Jaźni jest kształtem Boga

On jest w postaci „Ja-Ja”.

Pomiędzy pojęciami wewnątrz a przedmiotami na zewnątrz możliwa jest wzajemna relacja [tylko dlatego], że u podstawy [tej relacji] znajduje się uniwersalna zasada, która jest prawdziwym znaczeniem [tego, co nazywamy] umysłem.

Dlatego ciało i świat, które pojawiają się wobec siebie jako zewnętrzne, są tylko mentalnymi odbiciami.

Tylko Serce manifestuje się w tych wszystkich formach.

W naturze wszechogarniającego Serca, a więc w przestrzeni czystego umysłu, ma swoją siedzibę zawsze [to samo] świetliste, samoświetlne „Ja”.

Ponieważ manifestuje się Ono w każdym, nazywane jest Wszechwiedzącym Świadkiem lub Czwartym Stanem.

Nieskończona Przestrzeń jest Rzeczywistością znaną jako Najwyższy Duch lub Jaźń,

która świeci bez [poczucia] ego wewnątrz Ja,

jako Jedno we wszystkich indywidualnych istotach.

To, co znajduje się poza Czwartym Stanem jest tylko Tym.

Należy [więc] medytować nad rozległą [przestrzenią] Absolutnej Świadomości, która wszechprzenikając świeci wewnątrz i na zewnątrz;

[należy medytować] nad świetlistością Czwartego Stanu, [która podobna jest do] przenikającej w najgłębszy niebieski rdzeń świetlistego płomienia i nieskończonej poza Tym przestrzeni.

Prawdziwym stanem jest ten, który świeci nad wszystkim

zawierając [w sobie] [płomień] i [nieskończenie przenikając] poza płomień.

Nie ma potrzeby zwracać uwagi na Światło. Wystarczy wiedzieć, [że] Rzeczywiste jest Stanem wolnym od ego.

Każdy wskazuje na pierś, gdy wskazuje na siebie i to jest wystarczającym dowodem, że Absolut jako Jaźń przebywa w Sercu.

Rishi Washistha mówi, że poszukiwanie Jaźni na zewnątrz siebie, bez pamiętania [o tym], że świeci ona nieprzerwanie jako „Ja-Ja” w Sercu, podobne jest do odrzucenia bezcennego klejnotu w zamian za błyszczący kamyk.

Wedantyści uważają, iż świętokradztwem jest traktowanie Jednej Stwórczej Utrzymującej i Pochłaniającej Jaźni jako oddzielnych bogów Ganapati, Brahmy, Wishnu, Rudry, Maheśwary i Sadashivy.

Przez pierwsze lata Maharishi stale przebywał w samadhi, zachowując milczenie. Kiedy został rozpoznany, coraz więcej ludzi przybywało do niego po wskazówki i rady.

Z czasem zaczął odpowiadać na pytania i udzielać wyjaśnień. Odpowiadał na pytania opierając się na własnej wiedzy uzyskanej dzięki urzeczywistnieniu; dopiero później stwierdził, że daje się ona wyrazić w terminach hinduizmu i zgodna jest z wykładnią szkoły Adwajty.

Myśli różne

Problemem jest to, że człowiek uważa się za sprawcę wszystkiego. To błąd. WYŻSZA SIŁA wszystko umożliwia, człowiek zaś jest tylko narzędziem. Jeśli zaakceptujesz ten punkt widzenia, staniesz się wolny od kłopotów. W przeciwnym wypadku zniszczą cię problemy. Weź na przykład posąg podtrzymujący Gopurę (wieża świątyni). Zdaje się, że dźwiga całą budowlę na swych barkach. Jest realistycznym obrazem wielkiego wysiłku towarzyszącego dźwiganiu ciężaru. Lecz pomyśl – wieża stoi na ziemi, oparta na solidnym fundamencie, figura jest częścią wieży, czy to nie zabawne?! Taki sam jest człowiek podtrzymujący koncepcję „działającego”.

Jeśli dokonało się odkrycia, czym jest umysł? Umysł znika. Stanowi to spontaniczną reakcję, „kontrolę umysłu”. Jeśli jednak umysł pozostaje nienaruszony i pragniesz go kontrolować, spowodujesz fikcyjny proces. Tak jakby złodziej przebrał się za policjanta, aby się samemu schwytać!

Samo ciało, z natury bezwładne, nie mówi o sobie JA. Nikt też nie może stwierdzić „nie istniałem podczas głębokiego snu”. Myślenie wchodzi w byt tylko po zaistnieniu EGO. Dlatego szukaj istoty, szukaj, skąd EGO wypływa, skupiając na tym całą władzę umysłu.

Siastry stają się bezużyteczne, kiedy zrealizowano ich treść. Święte pisma są potrzebne jedynie, by wskazać egzystencję WYŻSZEJ SIŁY (JAŹNI) oraz drogę do niej prowadzącą. To wszystko. Kiedy treść została przyswojona, reszta jest bezużyteczna. Bezsensowne jest wymierzanie na skali „duchowego poziomu” — adepta, który przebył drogę do wyższego stanu świadomości. Kiedy cel został osiągnięty, tylko to pozostaje, cała reszta staje się zbędna. Oto stan, w którym siastry są bezużyteczne!

Autentyczne Siddhi — parapsychiczne MOCE — to twój stan naturalny, w którym wciąż jesteś prawdziwą jaźnią, osiągnięty przez bycie świadomie przebudzonym w tej JAŹNI, podczas gdy inne władze są jak te pozyskane w snach. Czy jakakolwiek rzecz otrzymana we śnie pozostanie prawdziwa na jawie?! Czy Mędrzec, który odrzucił fałsz przez wtopienie się w RZECZYWISTE, może być omamiony przez siddhi?

Dla kogoś ugruntowanego ostatecznie w błogim stanie naturalnym, poza zmianami, dla niedostrzegającego różnic, pozbawionego myśli – „Oto ja, a to ktoś inny”. Kto może znajdować się „na zewnątrz” JAŹNI?! Dla niego nie istnieją koncepcje „Jedności” i „Wielości”. Jeśli ktokolwiek powie o nim, co się dzieje? Będzie to dla niego to samo, jakby sam to o sobie powiedział.

Pytający siebie — „kim ja jestem” oraz „gdzie się znajduję” wciąż istniejąc jako JAŹŃ, przypomina pijanego człowieka, który zapomniał swego nazwiska i szuka drogi do domu, chodząc wokół jego ścian.

Ciało jest zanurzone w JAŹNI — ten, kto uważa, że to JAŹŃ zawarta jest w nietrwałym ciele, jest jak człowiek, który twierdzi, iż płótno, na którym namalowany jest krajobraz, należy do krajobrazu.

Pytasz o łaskę guru — łaska jest w tobie. Jeśli byłaby czymś zewnętrznym nie można byłoby jej użyć! Łaska to JAŹŃ. Nie jest to coś, co można od kogoś otrzymać. Wszystko, czego potrzebujesz to jej egzystencja w tobie. Nigdy nie znajdziesz się na zewnątrz jej działania. Łaska jest zawsze tutaj. Nie przejawia się z powodu ignorancji. Wraz z żarliwą wiarą (śraddhą) stanie się widoczna. ŚRADDHA, ŚWIATŁO, ŁASKA, DUCH to wszystko synonimy JAŹNI!

Czym jest medytacja, jeśli nie mentalnym oglądaniem pewnych koncepcji? Jest to (japam), — powtarzanie zaczynające się słowami (mantra), kończąca się zaś w ciszy JAŹNI. Medytacja i kontrola umysłu są współzależne. Medytacja zawiera czujne śledzenie myśli — ,,kontrolę” nieustannego strumienia wyobrażeń. Na początku towarzyszy temu koncentracja, pewien wysiłek na rzecz utrzymania czujnej uwagi, zakłócający właściwy prąd medytacji. Lecz po pewnym czasie praktyki medytacja oczyszcza się i staje się bezwysiłkowa, spontaniczna. W fazie tej zbędne staje się unieruchomienie ciał i wyznaczanie specjalnego czasu dla medytacji. Zamienia się ona w ciągły cichy prąd, niezależny od aktywności ciała.

Jnani (mędrzec) widzi wszystkich wokół siebie jako mędrców — jnani. W stanie ignorancji osoba projektuje własną ignorancję na jnani, uważając, że jest on działającym sprawcą czynów (karta). W stanie jnany, jnani nie postrzega niczego oderwanego od JAŹNI. JAŹŃ jest całą świetlistością i jedyną czystą mądrością — jnana. Dwaj przyjaciele ułożyli się do snu. Jeden z nich miał sen o długiej podróży odbywanej wspólnie z drugim przyjacielem, w której przeżyli dziwne przygody. Po przebudzeniu będąc pod wrażeniem snu budzi towarzysza pytając, czy nie śnił czegoś podobnego?! Przyjaciel zaprzeczył stwierdzając, że przecież sen nie może przenieść się na innych. Tak samo jest z jnani — ignorantem, który przypisuje swoje złudne idee innym.

Na podstawie źródeł opracowała Villemo

——————

Źródła:

Ramana Maharishi – życiorys – Villemo


Osoba Sri Ramana Maharishi’ego przedstawiona została w artykule, który będzie miał dwie części. W pierwszej części dowiemy się między innymi o jego życiu, poszukiwaniu drogi, doświadczeniach duchowych oraz ciekawostka…jaki miał związek z Polską .. W drugiej części odkryjemy tajemnicę nauk Mistrza, co według Niego jest najważniejsze, jak odkrywać siebie oraz Boga.

 „A gdy się starało zbliżyć swą ludzką świadomość do Maharish’iego, spotykało się bezkres, nieskończoną, niemożliwą do ogarnięcia wielkość, jakby jego indywidualność nie istniała oddzielnie od Świadomości Kosmicznej; odczuwało się w nim Boga, niejako bezpośrednio, «dotykalnie»”

30 grudnia w 1879 roku na południu Indii, w Tamilskim kraju, niedaleko sławnego grodu Madury, urodził się w kulturalnej i bogobojnej bramińskiej rodzinie chłopak, którego nazwano Wenkataraman. Był silnie zbudowany, lubił sporty, zabawę, nie palił się do nauki, ale dzięki fenomenalnej pamięci – mógł powtórzyć każdą lekcję po jednokrotnym jej przeczytaniu lub wysłuchaniu – nie był uważany za złego ucznia.

W wieku 16 lat miał doświadczenie duchowe, które spowodowało, że porzucił dom i udał się do Tiruvannamalai, gdzie znajduje się wzgórze Arunachala poświęcone Śiwie.

Fakt zmieniający całe jego życie, a właściwie odsłaniający dokładnie jego przeznaczenie, wielkość i osiągnięte – zapewne w ciągu wielu poprzednich żywotów sadhany – szczyty. Sam Maharishi opisał to zdarzenie – oto w prostych słowach opis najdziwniejszego mistycznego przeżycia, które ze zwykłego, wesołego chłopca uczyniło świętego.:

 

„Ta wielka zmiana w moim życiu zaszła około sześciu tygodni przed moim definitywnym opuszczeniem Madury. A była zupełnie nagła. Siedziałem sam w pokoju, na pierwszym piętrze domu mego stryja. Chorowałem w ogóle niezmiernie rzadko, a w ów dzień absolutnie nic mi nie dolegało; aż oto nagle ogarnął mnie przerażający strach śmierci. W stanie mego zdrowia nic nie mogło być tego przyczyną; nie starałem się też przyczyny tej szukać i strach mój uzasadniać. Po prostu czułem: «zaraz umrę», i począłem zastanawiać się, co mam zrobić. Nie przyszło mi wcale na myśl, by zwrócić się do lekarza, czy do starszych z rodziny lub przyjaciół; czułem, iż mam stanąć przed tym faktem twarzą w twarz, zupełnie sam.”

„Ów wstrząs przenikliwego lęku śmierci skierował całą moją uwagę i myśl ku głębi, w siebie; powiedziałem sobie wewnętrznie, bez formułowania w słowach: «0to przyszła śmierć, ale cóż to znaczy? Co ma umrzeć? To ciało umiera.» I od razu dramatyzując ten oczekiwany fakt i chcąc nadać jak największą realność swemu badaniu położyłem się wyciągając członki sztywniejące, jakby rigor mortis już mnie ogarniał; wstrzymałem oddech, zacisnąłem usta, aby żadne słowo się z nich nie wymknęło, ani «ja», ani żadne inne. Mówiłem sobie: «Ciało to już umarło; zaniosą je i spalą na popiół na stosie pogrzebowym. Ale czyż ze śmiercią tego ciała umarłem i ja? Czy to ciało to ja? Wszak jest ono nieruchome i nieme, a JA czuję pełnię sił mej indywidualności, a nawet słyszę głos mej Jaźni wewnątrz, w głębi, zupełnie poza ciałem i od niego niezależnie. A więc jestem Duchem, wyższym od ciała. Ciało umiera, ale Ducha, który jest ponad nim, śmierć nie może dotknąć. Jestem, więc nieśmiertelnym Duchem»”.

„A nie były to mgliste, niewyraźne myśli, były one jak błyskawice świadomości, żywej bezpośrednio przeżywanej prawdy, niejako poza procesem myślowym. «Ja» było czymś tak żywym i realnym, jakby to była w tej chwili jedyna rzeczywistość. Cała działalność świadomości, dotąd związana z ciałem, była teraz ześrodkowana w tym «Ja». Jaźń skupiła całą swą uwagę na sobie, została wciągnięta niejako w głąb siebie samej jakimś potężnym impulsem. Strach śmierci zniknął, aby nigdy nie wrócić.”

„To pogrążenie się w Jaźń-Ducha trwało odtąd nieprzerwanie wciąż. Inne myśli mogły pojawiać się i znikać, jak różne tony muzyczne, ale owa «Jaźń» trwała wciąż jak podstawowa nuta brzmiąca nieustannie, zlewając się z innymi tonami. Czy byłem zajęty rozmową, czytaniem, czy jakąkolwiek inną czynnością, wykonywało ją moje ciało, a «Ja» byłem wciąż skupiony w Duchu. Poprzednio przed owym krytycznym przeżyciem nie miałem jasnego pojęcia o swym Duchu, nie byłem świadom jego przyciągania; nie odczuwałem żadnego zainteresowania nim, a tym bardziej pragnienia, by się weń całkowicie i na stałe pogrążyć.”

Można sobie zresztą wyobrazić, jak trudne było dostosowanie codziennego życia do tej nowej, dotąd zupełnie nieprzeczuwanej świadomości, zwłaszcza przy braku jakiejkolwiek wiedzy z dziedziny jogi. Maharishi sam powiedział ciekawe i dla jogi znamienne słowa, oto, że dusza – będąca łącznikiem, pomostem pomiędzy Duchem, (z którym był się w owym przeżyciu zjednoczył) a świadomością fizyczną – „usiłowała znaleźć na nowo «miejsce» do zarzucenia kotwicy”; kto wie, czy następne lata samotności, milczenia i zupełnego zdawałoby się „odejścia” od fizycznego ciała nie były poświęcone właśnie tej pracy; bo jest to praca olbrzymia – jak uczynić z duszy i ciała fizycznego odpowiedni, najwrażliwszy przewodnik dla niezmiernie szybkich i potężnych wibracji Ducha, tak, aby jego moc mogła dosięgać przez ten instrument fizycznej sfery oraz całej ludzkości.

W dwa miesiące po owym przeżyciu, gdy jego zachowanie się coraz bardziej niecierpliwiło otoczenie, nastąpił „wybuch” – stryj zastawszy go pogrążonego w medytacji, z otwartą książką gramatyki angielskiej na kolanach, zauważył, iż te książki na nic się nie przydadzą „takiemu” chłopcu, czyli chcącemu prowadzić życie sannjasina, a nie człowieka świeckiego.

Zrobiło to na nim ogromne wrażenie, uderzyła go niezaprzeczalna słuszność tych słów i natychmiastowe zrozumienie jak błyskawica wychyliło się z wewnątrz – „oczywiście tylko sannjasa jest dla mnie właściwa.” Wstał z postanowieniem odejścia z domu zaraz. Dokąd? Ma się rozumieć do Tiruwannamalai, do Arunachali. Pozostawił charakterystyczny list:

„Wyruszyłem ku Ojcu, na Jego rozkaz. Przedsięwzięcie, które «to» podejmuje, jest słuszne, przeto niech nikt się nie smuci tym czynem i nie wydaje pieniędzy na szukanie «tego». Czesne w koledżu nie zostało zapłacone, resztę – 2 rupie – załączone.”

Arunachala – w miejsu tym spędził resztę życia. Góra Świętego Płomienia. Niemal samotna wśród szerokich równin, pólek ryżowych, zarośli zwanych dżunglą, lasków i jeziorek – wśród malowniczego krajobrazu o niebieskawych wzgórzach, o muzycznych liniach na horyzoncie – wznosi się wielka i majestatyczna. Choć obiektywnie niezbyt wysoka – około 800 m – góruje nad całą okolicą. Arunachala nie jest zwykłą górą, stwierdza to każdy wrażliwy człowiek, który ją zna. Promieniowanie gleby i skał jest inne, prąd spod ziemi odmienny… Odczucie wichru wieków i zaduma, unosząca się jak żywy obłok, ciągną w głąb.

Arunachala nie jest zwykłą górą. Wzięta przed wiekami za symbol Najwyższego, Niewysłowionego, zdaje się nosić na sobie odblask Jego majestatu i oczy człowieka kierować ku Niemu.

W tym okresie zewnętrzny wygląd Maharisziego mógłby przerazić każdego Europejczyka – bo Hindusi przyzwyczajeni są do widoku skołtunionych włosów, popękanej skóry, chudości przypominającej raczej szkielet niż człowieka, itp. Po prostu w krótkich chwilach, gdy powracał świadomością do fizycznego świata, zdawał się własnego ciała nie dostrzegać czy też nie być go normalnie świadomym. Ale właśnie taki wygląd przemawiał do wyobraźni licznie przeciągającego przed świątyńkami ludu i niejeden zatrzymywał się, oddawał cześć najgłębszym pokłonem, lub rozciągnięciem się na ziemi.

I tak młodziutki swami powoli stawał się znany. Ale nikt nie wiedział ani skąd przybył, ani jakim włada językiem

Dla rodziny zniknięcie Wenkataramana było zarówno niespodziewane jak i bolesne. Pewnego dnia wybrała się do niego jego matka. Błagała go o powrót do domu przez kilka tygodni. On nawet słowem się do niej nie odezwał. Któregoś dnia napisał na kartce taką dla niej odpowiedź:

„Najwyższy Zarządca kieruje przeznaczeniem dusz, zależnie od prarabdha karmy każdej. To, co nie jest przeznaczone, nie stanie się, choćbyśmy się o to najusilniej starali. A to, co jest przeznaczone, stanie się, choćbyśmy wszystko robili, by tego uniknąć. Jest to niezawodne i pewne. Najlepiej więc trwać w milczeniu.”

Maharishi zawsze podkreślał, że to, co się zdarza, jest wynikiem naszych przeszłych czynów, myśli i uczuć, wyrazem niezłomnego prawa przyczyny i skutku, a więc jest już przeznaczone (prarabdha karma), ale jednocześnie wciąż powtarzał, iż mamy pełną swobodę nie utożsamiania się z ciałem, podległym temu przeznaczeniu; a kto zdoła utożsamić się, tj. czuć się Duchem, a nie ciałem, ten jest od wszelkiej karmy (skutków) wolny. Mistrz powtarzał wyraźnie, że człowiek jest sam odpowiedzialny za to, jakie stwarza przyczyny, ale od logicznych i naturalnych ich skutków nie może się uwolnić, musi je „wyżyć”. Kiedyś powiedział:„Ponieważ ludzie zgodnie z prawem Boga zbierają tylko plon, który sami posieli, przeto odpowiedzialność jest ich, a nie Boga”. Najwyższy stwarzając wszechświat ustanawia pewne niezłomne prawa, tak fizykalne jak i moralne, i żadne błagania, prośby ni zaklęcia, działania tych praw nie są w stanie uchylić; ale mogą dodać człowiekowi w ciężkim położeniu więcej sił i rozumu o tyle, aby się nie buntował przeciw „przeznaczeniu” i nie chciał się uchylić od tego, co się już nie może odmienić.

O dalszym życiu Maharishiego jest stosunkowo niewiele do powiedzenia; o tyle, że poznawanie jego mądrości i potęgi dokonywało się powoli, ale stale. Zaczęło się od prostaczków, chłopów okolicznych, potem przychodzili inteligentniejsi i nabożni ludzie i różnego rodzaju sannjasiny, potem „biegli w Piśmie”, pandity, jogowie i swami, oraz intelektualiści – lekarze, prawnicy itd. itd., wreszcie zjawił się „przypadkiem” sławny już i wielce uczony Ganapati Muni, zwany też zaszczytnym mianem Kawiakanta, tj. „mistrzem w poezji”, dzięki jego wspaniałym improwizacjom sanskryckim.

Rzucił mu się do nóg z charakterystyczną bezpośredniością swej natury i drżącym ze wzruszenia głosem mówił: „Wszystko, co można było przeczytać (z filozofii i religii hinduizmu) – przeczytałem; nawet zrozumiałem w pełni Wedanta-siastry (trudne sławne księgi), praktykowałem bez końca dżapę (śpiewy i różańcowe modlitwy, jak i inwokacje), a jednak nie zrozumiałem jeszcze, na czym polega prawdziwy tapas. Po to przychodzę tu, naucz mnie, oświeć, powiedz, co jest treścią tapasu.

Maharishi zwrócił wzrok na uczonego i trwał bez ruchu; wreszcie rzekł:

„Jeśli badasz skąd pochodzi pojęcie «ja», cały umysł pogrąża się w TO; to jest tapas. Gdy powtarzasz mantry i badasz, jakie jest źródło, z którego powstaje głos, dźwięk, dusza pogrąża się w TO; to jest tapas”.

Dumny uczony rozpogodził się, poczuł światło w sercu a radość w duszy. Odtąd począł tworzyć pieśni sanskryckie ku czci Wenkataramana, którego czcił jako swego guru. To on nadał mu imię Bhagawan Szri Ramana Mahariszi – Błogosławiony, najczcigodniejszy wielki riszi Ramana; a imię to przyjęło się tak dalece, że mało kto dziś zna, jakim go nazywała matka. Uczony ten, gdy zmienił się w najgorętszego bhaktę, rozsławił imię Maharishiego na całe Indie.

Do Maharishiego zwracano się często „Bhagawan”. Dosłownie znaczy to w sanskrycie święty, wzniosły, szlachetny, Pan; są to przydomki Boga. W ten sposób zwracano się do wielkich świętych. Słowo „Śri”, umieszczane przed imieniem Maharisziego, znaczy „czcigodny”. Wenkataraman, nazwany później Ramana Maharishi (wielki riszi Ramana)

Ze wstępu książki „Słowa Ramany Maharishi” dowiadujemy się, iż BHAGAVAN SRI RAMANA MAHARISHI był uosobieniem niezależności, postawy najwyższego spokoju, nieskończonego oceanu wolności. Rozwiązał on tajemnicę przenikającą każdą formę życia na ziemi. Jego obecność unosiła nas poza ciała i mózgi do naszego prawdziwego JA. Jego życie na ziemi było głębokim wnikaniem w boską iluminację, bazującym na dynamicznej sile milczenia ciała i umysłu. Wszelkie światowe obawy i potrzeby rozpływały się w jego obecności, jak lód topnieje przy ognisku. Ramana odkrył na nowo zapomnianą, starożytną metodą przywracania człowiekowi jego boskiej świadomości, (atma vichara), aby poprzez swą obecność oraz wciąż żywe SŁOWO ofiarować ją całej ludzkości.

W rozmowie dotykał on wszelkich aspektów życia, bez żadnego skrępowania, bez pomijania czegokolwiek.

Nie można go też zaklasyfikować do żadnej szkoły filozoficznej, religii, kultu, czy specjalnej formy yogi. Sam żyjąc wolny, poza społeczeństwem i kastą, ciałem i duszą, życzył wszystkim wolności i spokoju. Święty, filozof, wyrzeczeniec, inkarnacja Boga czy bytu, żaden z tych terminów nie odpowiada adekwatnie MAHARISHI, nie był on produktem jakiejś dawnej tradycji.

POLSKA i Maharishi

Ramana dużo wiedział o Polsce; m.in. od Wandy Dynowskiej* , jak od wcześniej przybyłego do Indii i częściej odwiedzającego aszramę, bardziej „odważnego” w swych pytaniach, a wielce przez Maharishiego lubianego – Maurycego Frydmana. Nieraz pytał o Polskę, czytał i pomagał na odległość. Pani Wanda wspomina: „(…) gdy z grupą młodzieży uchodźczej objeżdżałam południowe Indie – dając wszędzie przedstawienia polskich tańców, i zawitaliśmy także do aszramy, chciał je zobaczyć; kazał mi stanąć tuż przy sobie i tłumaczyć każdą piosenkę, którą dziewczęta śpiewały. W sali przy jego tapczanie stał od 1935 r. huculski drewniany lichtarz, który służył do laseczek kadzidła palącego się cały dzień. Na Arunachali zostały zakopane kamyczki z Polski i wylana woda z Morskiego Oka. Łączność z Polską nie przerwała się i po jego odejściu; wiem, iż Maharishi jest bardzo aktywny w pomaganiu każdemu, kto się doń w Polsce zwraca, i… całemu krajowi.

Myślę, że doskonałym podsumowaniem postaci Mistrza będą wspomnienia, jakie po sobie pozostawił wśród ludzi, którzy go znali.

„Był on jednym z nielicznych dziś mędrców i świętych na miarę największych, jacy kiedykolwiek istnieli w historii, nawet starożytnych – tak bogatych w mędrców – Indii. Nazywano go również Dżnianinem i Dżiwanmuktą. Te słowa sanskryckie zawierają szerszą treść, wyrażają wyższe szczyty ducha aniżeli nasze określenia: mędrzec i święty. Dżniana – to najczystsza mądrość ducha, a ten kto w niej osiąga szczyt – Dżnianin, jest na wieki zjednoczony z Prawdą, o świadomości pogrążonej w Rzeczywistość jedną i nieprzemijającą. Trwa on w morzu niezmąconej światłości i bezgranicznej szczęśliwości (Ananda).”

Dżiwanmukta – to dusza (Dziwa), która osiągnęła bezwzględną wolność – Mukti lub Moksza (zbawienie w terminologii chrześcijańskiej). Jest to więc człowiek – ściślej mówiąc nadczłowiek – tak w Bogu pogrążony, iż Jego światłość – mocy, mądrości, miłości – świeci przezeń nieustannie, niezmącona i potężna.

„Istotnie, każdy, kto widział Maharishiego, musiał to odczuć silniej lub słabiej, zależnie od własnego rozwoju i «pojemności duszy»; ale w ciągu mego wieloletniego kontaktu z aszramą nie spotkałam ani jednego człowieka, który by nie doświadczył tego niewymownego promieniowania. A przybywali tam ludzie o najwyższym wykształceniu europejskim, różnych narodowości i wyznań, ze wszystkich części świata. Wielu, zarówno hindusów, jak chrześcijan lub muzułmanów, Europejczyków czy Amerykanów, pozostawało tam przez szereg miesięcy, a nawet lat, wgłębiając się w nauki Mistrza, usiłując stosować wskazywane przezeń metody samopoznania i odkrywania Boga; niejeden odjechał istotnie przemieniony. Setki i tysiące ludzi doznawało przedziwnej pomocy w jego obecności; milczące jej promieniowanie uleczyło niejedno, zarówno fizyczne jak psychiczne schorzenie. Trudno jest oddać słowami atmosferę aszramy, ten nieskończony spokój, głębię ciszy, a jednocześnie dynamicznej mocy.”

„A gdy się starało zbliżyć swą ludzką świadomość do Maharishiego, spotykało się bezkres, nieskończoną, niemożliwą do ogarnięcia wielkość, jakby jego indywidualność nie istniała oddzielnie od Świadomości Kosmicznej; odczuwało się w nim Boga, niejako bezpośrednio, «dotykalnie». Osobiście widziałam w nim «soczewkę» bożej światłości, żywą, nieskończoną Prawdę, a nie człowieka. Takim pozostał dla mnie zawsze. Nie byłam zresztą bynajmniej odosobniona ani w tym odczuciu, ani w wyrażaniu go w poetyckiej formie; w wielu, bardzo wielu, budziła się samorzutna twórczość, wypowiadająca się, u ludzi Zachodu w wierszach, u Hindusów zaś w najłatwiejszej dla nich formie – w pieśni.”

„Maharishi nieraz powiadał, iż żadna wyobraźnia ludzka nie może sobie wytworzyć najsłabszego pojęcia, czym jest ta przepastna głębia, ta bezgraniczna intensywność Szczęśliwości – Anandy – jaką zna, którą nieustannie żyje ten, który się zjednoczy z Rzeczywistym. Myślę również, że trudno sobie wyobrazić, czym mogą być doznania tych, którzy mieli możność znalezienia się w obecności Człowieka promieniującego takim, szczęściem.”

„Milczenie było jego żywiołem; ale odpowiadał chętnie na wszelkie ustnie, pisemnie lub myślowo stawiane mu pytania; gdyż czytał w myślach ludzi jak w otwartej księdze. Niejednokrotnie najtrudniejsze zagadnienia męczące ludzi latami rozwiązywały się nagle «same», już w pierwszych godzinach cichego skupienia w obecności mędrca. Słuszna okazywała się w tym wypadku tradycja hinduska, iż wystarczy tzw. darśan – tj. milczące, choćby krótkie, przebywanie w obliczu świętego i wewnętrzne oddanie mu czci, by promieniowanie jego mocy mogło dokonać w nas wielkich i doniosłych przemian. Byłam sama świadkiem niejednej…”

———————

* Wanda Dynowska urodzona 12 lipca 1888 w Petersburgu, dzieciństwo i młodość spędziła w majątku nad jeziorem Istal na Łotwie. O wykształceniu panny Dynowskiej wiemy, że w 1908 nauczyciel guwerner przygotował ją do egzaminu z łaciny na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie studiowała literaturę romańską i filozofię, pogłębiała studia w Lozannie i na paryskiej Sorbonie. współtwórczyni Polskiego Towarzystwa Teozoficznego. W 1919 wyjechała, jako członek włoskiego Towarzystwa Teozoficznego, na kongres do Paryża i tam uzyskała od Annie Besant upoważnienie do powołania polskiej sekcji TT, której cele sformułowano tak: 1. utworzenie związku wszechludzkiego braterstwa bez różnicy ras, narodowości, płci i wyznania, 2.prowadzenie studiów porównawczych nad religiami, filozofią i nauką, 3. badania nie znanych praw natury i ukrytych sił człowieka. Dewizą było: Nie ma religii wyższej nad Prawdę. W 1935 Wanda Dynowska wyjechała do Indii, gdzie przez szereg lat przebywała w ashramie Mędrca z Góry Arunachala Ramany Maharshi, z którym, jak sama wspomina, wielokrotnie rozmawiała o Polsce.

——————–

Źródła:

Villemo

2.5 Zakończenie

Jest w naszej mocy przyjęcie prostej i pożywnej diety poprzez poważny i nieprzerwany wysiłek wykorzenienia ego – przyczyny wszelkiego cierpienia – przez powstrzymanie wszelkiej aktywności I zrodzonej z ego.

Czyż mogą powstawać obsesyjne myśli bez ego, albo czy może istnieć iluzja oddzielenia od tych myśli?

Dlatego medytuj bez przerwy nad Jaźnią aż osiągniesz Najwyższą Szczęśliwość Oświecenia. To jest naprawdę celem tej książeczki.

2.4 Wyrzeczenie

W tym rozdziale powiedziano, że całkowite zniknięcie myśli jest jedyną i prawdziwą sannjasą i wyrzeczeniem.

Sannjasa czyli wyrzeczenie nie polega na odrzuceniu zewnętrznych rzeczy, ale na wyrzeczeniu się ego. Dla takich ludzi (sannjasów ) nie istnieje różnica między pustelnią, a aktywnym życiem. Riszi Wasiszta powiedział : „Tak jak człowiek, którego umysł jest zajęty, nie uświadamia sobie tego, co jest przed nim, tak samo Mędrzec, choć zaangażowany w pracy, nie jest działającym, ponieważ jego umysł jest pogrążony w Jaźni i wolny od podnoszenia się ego. Tak jak człowiek leżący na swoim łóżku, któremu śni się, że spada w przepaść głową w dół, jest nie wiedzący, którego ego jest wciąż obecne, choć pochłonięty w głębokiej medytacji na odosobnieniu nie przestaje być sprawcą wszelkiej działalności.

2.3 Ośmioraka Ścieżka Wiedzy

W tym rozdziale opisano dżnanamargę (ścieżkę wiedzy) która prowadzi do Samo-urzeczywistnienia przez urzeczywistnienie tego, że Najwyższe jest Jedyne i niepodzielne.

Szczegółowy opis faz dżanana asztangi (ośmiorakiej ścieżki wiedzy) takich jak jama i nijama leży poza zasięgiem tej małej pracy. Wydech w tej ścieżce oznacza odrzucenie dwóch aspektów nazwy i formy, ciała i świata. Wdech jest ujmowaniem (chwytaniem) sat (bytu), czit (świadomości), ananda (szczęśliwości), tj., aspektów przekraczających nazwy i formy. Zatrzymanie oddechu jest zatrzymaniem ich, zasymilowaniem tego, co zostało wzięte.

Pratyahara jest nieustannym czuwaniem nad tym żeby odrzucone nazwy i formy nie niepokoiły więcej umysłu.

Dharana jest zatrzymaniem umysłu w sercu tak, że on nie błądzi, przez mocne trzymanie się pojęcia „Ja jestem sat-czit-ananda Atman” (Jaźń, która jest Bytu-Swiadomością-Szczęśliwością). Dhyana (medytacja) jest stałym pozostawaniem jako aham swarupa (we własnej prawdziwej formie), która doświadczana jest spontanicznie jako „Ja”, tak samo, kiedy zapytujemy „Kim jestem?”, Przez wyciszenie ciała pięciu powłok. Dlatego rodzaju kontroli oddechu nie ma potrzeby takich ćwiczeń jak asany. Można praktykować to w dowolnym miejscu i czasie.

Głównym celem jest skupienie umysłu w Sercu u stóp Pana świecącego jako Jaźń i nie zapominanie o Nim. Zapominanie o Jaźni jest źródłem wszelkiego cierpienia. Starzy mędrcy mówią, że takie zapomnienie jest śmiercią dla aspiranta ku Wyzwoleniu. Można zapytać, czy wobec tego regularna kontrola oddechu Radżajogi (ścieżki jogistycznej) jest niepotrzebna? Na to odpowiemy: ona jest pożyteczna, lecz jej wartość trwa tylko tak długo dopóki ją ktoś praktykuje, podczas gdy kontrola oddechu ośmiorakiej ścieżki Wiedzy pomaga na stałe. Celem tych obu rodzajów kontroli oddechu jest pamiętanie o Jaźni i wyciszenie umysłu. Dlatego dopóki umysł nie wyciszy się w sercu za pomocą kontroli oddechu lub wnikania w Jaźń, regularna jogistyczna kontrola oddechu jest konieczna; poza tym, nie jest potrzebna. Kontrola oddechu typu Kewala kumbhaka jest tej natury, że oddech wycisza się w Sercu nawet bez kontroli wdechu i wydechu. Każdy może praktykować metodę albo jogi albo dżniany (wiedzy) według własnej woli.

Wszystkie pisma polecają kontrolę umysłu, ponieważ zniszczenie umysłu jest mokszą czyli wyzwoleniem. Joga jest kontrolą oddechu, podczas gdy metody dżniany polegają na widzeniu wszystkiego jako formę prawdy czyli jako Brahmana, Jedynego i Niewidzialnego. To, która z tych ścieżek przemawia do kogoś zależy od jego osobistych ukrytych skłonności. Ścieżka wiedzy jest podobna do powstrzymywania niesfornego byka przez pokazanie mu wiązki trawy, natomiast joga jest podobna do powstrzymania go przez uderzanie i ujarzmianie. Tak mówią ci, którzy to znają. W pełni właściwe osoby osiągają cel przez kontrolę umysłu, osadzeni i skupieni w prawdzie Wedanty, znający pewność Jaźni i widzący swoją Jaźń i wszystko jako Brahmana. Inni zaś, mniej zdolni skupiają umysł w sercu przy pomocy kontroli oddechu i nieustającej medytacji w Jaźni. Inni, jeszcze mniej uzdolnieni osiągają wyższe stany takimi metodami jak kontrola oddechu ufając to na uwadze jogę kontroli umysłu określa się jako ośmioraką ścieżkę wiedzy bądź jogę.

Wystarczy, gdy praktykuje się kontrolę oddechu aż nie osiągnie się stanu kewala kumbhaki. Bezpośrednie doświadczenie samadhi ,-można także osiągnąć przez poświęcenie się (bhakti) w formie ciągłej medytacji (dhyana). Kewala kurnhaka razem z samo-zanikaniem, nawet bez kontroli wdechu i wydechu, prowadzi do celu. Gdy stanie się to dla kogoś czymś naturalnym, wtedy będzie praktykowane przez cały czas, nawet podczas codziennych zajęć i nie ma potrzeby poszukiwania jakiegoś specjalnego miejsca dla takiej praktyki. Cokolwiek jakaś osoba znajdzie jako odpowiednie dla siebie, może ona to potraktować. Gdy umysł stopniowo uspakaja się to nie ma znaczenia czy inne rzeczy przychodzą czy odchodzą. W Bhagawad Gicie, Pan Kriszna mówi, że oświecający się jest wyżej od jogina, oraz że środkiem wiodącym do wyzwolenia jest poświęcenie (bhakti) w formie ciągłej lub przedłużonej medytacji na Jaźń, która jest jedyną Rzeczywistością. Toteż, jeśli w ten czy inny sposób, osiągamy siłę do trwałego spoczynku umysłu, po co martwić się o inne rzeczy?

2.2 Ośmioraka Ścieżka Jogi

W tym rozdziale opisano ścieżkę jogi dla osiągnięcia Samo-urzeczywistnienia, zyskania kontroli umysłu przez kontrolę oddechu.

Dla osiągnięcia poświęcenia się w formie medytacji opisanej w poprzednim rozdziale, stopnie podobne jamie i nijamie (dwa pierwsze stopnie w asztanga czyli ośmiorakiej jodze.)

Jama i Nijama posiadają dwie formy, jedna natury jogi a druga dżniany. Kontrola nad oddechem jest jogą. Eliminacja umysłu jest dżnianą. Która z nich łatwiej przychodzi aspirantowi to zależy od jego wrodzonych skłonności i dojrzałości. Obie prowadzą do tego samego, ponieważ przez kontrolę oddechu, umysł jest kontrolowany, a przez eliminację umysłu jest kontrolowany oddech. Celem obu tych metod jest wyciszenie i wyeliminowanie umysłu.

Jama (moralna samo-kontrola, która jest koniecznym wstępem do jogistycznej ścieżki; dokładnie są to: powstrzymywanie „się od kłamstwa, zabijania, kradzieży, żądzy i chciwości), nijama (wskazania dyscypliny), asana (postawy), pranajama (kontrola oddechu), pratiahara (odcięcie zmysłów od zewnętrznych przedmiotów), dharana (skoncentrowana uwaga), dhjana (stała niezakłócona kontemplacja), samadhi (utożsamienie siebie z Atmanem).

Tak więc jest osiem stopni jogi. Co się tyczy kontroli oddechu to składa się ona z wydechu, wdechu i zatrzymania. Podczas gdy we wszystkich śastrach powiedziano, że wydech i wdech powinny być równe sobie a zatrzymanie dwa razy dłuższe, w Radżajodze, zatrzymanie oddechu jest cztery razy tak długie jak wdech, a dwa razy tak długie jak wydech. Kontrola oddechu ścieżki Radżajogi jest wyższa od innego rodzaju jogi. Gdy praktykuje się tę kontrolę oddechu odpowiednio do swoich zdolności bez wysiłku, ale regularnie wówczas ciało ulega w pewien sposób znużeniu, lecz staje się przez to spokojne i stopniowo wzrasta w umyśle pragnienie znalezienia się w stanie szczęśliwości. Wtedy trzeba próbować pratyahary, że nie biega on za zewnętrznymi przedmiotami nazw i form. Ponieważ umysł, który aż do tego czasu biegał za zewnętrznymi przedmiotami, rzadko kiedy jest w stanie wycofać się od nich i spocząć w sobie samym, czyni się więc wysiłki dla zjednoczenia i uspokojenia przez ukierunkowanie go na szczególny cel przy pomocy następujących sposobów: prahara dżapę (wymawianie sylaby OM) i inne wibracje wykonywane mentalnie; skupianie uwagi między brwiami; koncentrowanie się na czubku nosa; słuchanie dźwięków powstających w uszach naprzemian, tj., usiłowanie słyszenia dźwięku w lewym uchu, prawym uchem i vice versa. Następnie trzeba próbować Dharana (skupionej uwagi). To znaczy, skupianie umysłu na punkcie odpowiednim dla medytacji. Serce i brahmarandhara (otwór, luka w szczycie głowy) poleca się jako odpowiednie punkty dla dharany. Umysł jest skupiony na którymś z tych punktów podczas wyobrażania sobie przez kogoś jego osobistego bóstwa w formie płomienia światła tu świecącego. Gdy praktykujący skupia swoją uwagę w sercu jest to ośmiopłatkowy lotos; jeżeli w brahmarandhra, to jest to również ośmiopłatkowy lotos, chociaż, mówi się, że tworzy sahasra dale (tysiącpłatkowy) lub 125 małych płatków. W ten sposób koncentrując się uczeń musi medytować o tym, że nie jest on istotą oddzieloną od swojego własnego bóstwa i że płomień światła jest formą jego własnego Ducha-Jaźni. Innymi słowy, jest to medytacja na „Ja jestem Nim”. Pisma święte mówią, że sam wszechprzenikający Brahman świeci w sercu jako „Ja”, świadek intelektu. Gdy ktoś zapyta „Kto Ja jestem?”, wtedy On (Bóstwo czyli Jaźń) będzie świecić (pulsując) jako „Ja-Ja” w lotosie serca. Praktykowanie tego też jest medytacją i to o wiele lepszą od „Ja jestem Nim”. Człowiek może praktykować to, co mu łatwiej przychodzi. Przez praktykowanie tego rodzaju medytacji uczeń traci świadomość siebie samego oraz tego jak funkcjonuje, a jego umysł zostaje wchłonięty w Jaźń. Subtelny stan, w którym nawet opada pulsowanie jest stanem samadhi. Tylko praktykujący musi się bronić przed zaśnięciem w tym stanie. Wtedy to mu udzieli najwyższej szczęśliwości. Gdy ktoś praktykuje tak codziennie i regularnie. Bóstwo udzieli mu błogosławieństwa na tej Najwyższej Ścieżce, na której on osiągnie doskonały Pokój.

Ponieważ istnieją opracowane dokładne traktaty na temat asztanga jogi, powiedzieliśmy o niej tutaj tyle o ile jest konieczne.

Każdy, kto pragnie wiedzieć więcej musi się zwrócić do praktykującego i doświadczonego jogina i nauczyć się od niego dalszych szczegółów.

Pranara jest inkantacją sylaby OM z trzema i pół taktami, A, U, M i pół taktem M. Z tych A odnosi się do stanu czuwania, fizycznego ciała i powstawania; U odnosi się do stanu śnienia, subtelnego ciała i trwania; M odnosi się do snu głębokiego i zanikania. Półdźwięk odnosi się do czwartego stanu, prawdziwego stanu Ja czyli Jaźni. Stanem poza tym jest stan czystej Szczęśliwości Czwarty stan osiągnięty w medytacji jako czyjś prawdziwy stan zawiera w sobie A, U, M i pół takt, toteż jest zwany stanem, w którym wszystkie formy dźwięków zanikają i jest również zwany stanem w milczącej wibracji i nie dualne wibracji, która jest essencją wszystkich praktyk mantr. Właśnie w celi osiągnięcia prawdziwego doświadczenia OM na stopniu pratyahary, przepisano milczącą inkantację.

„Dusza osiąga świadomą nieśmiertelność przez medytację na tą zasadę zawsze świecącą jak płomień światła wypromieniowujący światło, przebywający jako Wszechprzenikliwy w środku lotosu serca z ośmioma płatkami wielkości kciuka i różnie opisany jako kaiIas waikunta i paramapada.” Uczniowi radzi się medytować zgodnie z tym tekstem. Poczucie zmienności w jaźni może wydawać się, że powstają także rozróżnienia między medytującym, a tym na co on medytuje. Radzi się uczniowi medytować na jego własną Jaźń, dlatego, że ten płomień, który pulsuje jako Ja, Ja, jest Jaźnią. Dlatego nie potrzeba wątpić w ten tekst pisma. Ze wszystkich form medytacji atmadhyany (medytacji na Jaźń), które właśnie zostały opisane, ta jest najlepsza. Gdy to zostanie osiągnięta, nie ma potrzeby próbowania innych form medytacji, ponieważ wszystkie są w niej zawarte. Inne formy poleca się tylko jako pomocne w osiągnięciu powodzenia tej medytacji. Forma medytacji, jaką ktoś praktykuje będzie zależeć od czyjejś dojrzałości umysłu. Chociaż różne sposoby medytacji mogą się wydawać różnymi to jednak one wszystkie zbiegają się na tym samym punkcie; nie potrzeba w to wątpić, „poznanie swojej własnej jaźni jest poznaniem Boga. Nie znając natury tego, kto medytuje i myśli o Bogu jako o czymś obcym względem własnej Jaźni jest podobne do marzenia własnego cienia swoimi stopami. Idziesz, marzysz podczas gdy cień idzie coraz dalej.” Tak mówią pisma. Stąd medytacja na jaźń jest najlepsza, dlatego, że sama Jaźń jest Najwyższą Jaźnią wszystkich bogów.

 

2.1 Wyzwolenie

Ten rozdział naucza, że wyzwolenie można rzeczywiście osiągnąć przez ciągłą medytację na Jaźni w formie „Siwo ham” (Jestem Siwą,) co znaczy „Ja” jestem Atmanem. Oraz jest podana charakterystyka Dziwanmukti czyli (Wyzwolenia w tym życiu) i Widehamukti (Wyzwolenia po śmierci).

Ponieważ indywidualna jaźń, która nie jest niczym jak umysłem, straciła wiedzę o swojej identyczności z rzeczywistą Jaźnią, i zaplątała się w więzach, jej poszukiwanie Jaźni czyli własnej pierwotnej natury jest podobne do pasterza poszukującego owcy, którą przez cały czas nosił na swoich własnych piecach.

Jednakże ego w swym zapomnieniu o Jaźni, nawet jeżeli raz uświadomi sobie Jaźń, to nie uzyskuje jeszcze przez to wyzwolenia, czyli samo-urzeczywistnienia, z powodu nagromadzonych mentalnych skłonności. Ego miesza często ciało z Jaźnią, zapominając o tym, że naprawdę ono samo jest Jaźnią. Długo rozwijane skłonności można jednak wykorzenić przez wytrwałą medytację: „Ja nie jestem ciałem, zmysłami, umysłem itd., Ja jestem Jaźnią”. Dlatego, ego, czyli umysł, który jest niczym innym jak tylko wiązką skłonności i który miesza

ciało z „Ja”, powinien być podporządkowany, co prowadzi do osiągnięcia najwyższego, wyzwolonego Stanu znanego jako Samo-urzeczywistnienie po długim i pełnym oddania kulcie boskiej Jaźni, która jest prawdziwym Bytem wszystkich bogów. Takie samo poznawanie unicestwia umysł i w końcu samo ulega zniszczeniu, tak jak kij używany do podsycania płonącego stosu, sam spala się w końcu. To jest stanem Wyzwolenia. Jaźń, Mądrość, Poznanie, Świadomość, Absolut i Bóg oznaczają tą samą rzecz.

Czy może człowiek stać się wyższym urzędnikiem przez to tylko że widział raz takiego urzędnika? Owszem, on może nim zostać jeżeli do tego dąży i przygotowuje się odpowiednio do takiego stanowiska. Podobnie, czy może ego, znajdujące się w więzach jako umysł, stać się boską Jaźnią, jeżeli zdarzyło mu się raz dostrzec przelotnie że jest nią? Czy jest to możliwe bez zniszczenia umysłu? Czy może żebrak zostać królem przez samo tylko odwiedzenie króla i ogłoszenie królem siebie samego? Podobnie, dopóki węzeł umysłu nie zostanie rozcięty przez długotrwałą i nieprzerwaną medytację. „Ja jestem Jaźnią, Absolutem”, niemożliwe jest osiągnięcie transcendentalnego stanu Szczęśliwości, który jest identyczny z zniweczeniem umysłu. „Jaźń jest Absolutem i Absolut jest Jaźnią. Tylko Jaźń jest Absolutem. To, co jest ukryte razem z łuską jest niełuskanyrn ryżem, dopiero po odłuszczeniu staje się ryżem. Podobnie pod wpływem więzów działania jest się indywidualną jaźnią i kiedy zasłona zostanie usunięta, świeci się jako Absolut.” Tak głoszą pisma święte, które dalej oświadczają: „Umysł powinno się wciągnąć do wewnątrz i utrzymać w Sercu dotąd dopóki poczucie ego, które wyrasta jako niewiedzący umysł, nie zostanie w nim zniszczone. To jest zarówno mądrością i medytacją; wszystko inne to tylko kazania i pedanteria”. Zgodnie z tym ostatecznym słowem powinno się skupić umysł na Nim, być Jego świadomym i urzeczywistnić Go przez każdy możliwy wysiłek.

Tak samo jak aktor będący braminem, nie zapomina o tym, że jest braminem bez względu na to, jaką rolę przyjdzie mu odgrywać, także człowiek nie powinien utożsamiać siebie ze swoim ciałem, ale osiadać nieugiętą świadomość siebie jako Jaźni bez względu na rodzaj aktywności jaką wykonuje. Ta świadomość przejawi się skoro tylko umysł zostanie wchłonięty w swój własny pierwotny stan. Taka absorpcja umysłu, kiedy Jaźń objawia siebie spontanicznie, prowadzi do najwyższej szczęśliwości. Wtedy nie dotykają nas przyjemności i ból wynikające z kontaktu z zewnętrznymi przedmiotami. Wszystko będzie dostrzegane bez przywiązania jak we śnie. Takim myślom jak „Czy to jest dobre lub tamto?”, „Czy to trzeba zrobić czy tamto?” nie powinno się pozwalać żeby powstały. Zaraz jak tylko myśl powstanie, powinno się ją zniszczyć u jej źródła. Gdy praktykujący zajmie się taką myślą choć przez chwilę, ona popędzi go na oślep jak zdradliwy przyjaciel. Czy umysł skupiony w swoim własnym naturalnym stanie może posiadać poczucie ego czy mieć jakiś problem do rozwiązania? Czy same myśli nie stanowią uwięzienia? Stąd, kiedy jakieś myśli powstaną z przyczyny przeszłych skłonności to umysł nie tylko powinien być powściągnięty i doprowadzony do swego pierwotnego stanu, ale powinno się go również zobojętnić na zewnętrzne wydarzenia. Czyż nie z powodu samozapomnienia powstają takie myśli i są przyczyną coraz to większego niezadowolenia. Chociaż rozróżniająca myśl, „Ja nie jestem sprawcą; wszystkie czynności są tylko reakcjami ciała, zmysłów i umysłu”, jest środkiem dla odwrócenia umysłu z powrotem do jego pierwotnego stanu, nie mniej jednak to jest w dalszym ciągu także myślą, chociaż myślą konieczną dla tych umysłów, które są nałogowo przyzwyczajone wiele myśleć. Z drugiej strony, czy niewzruszony umysł skupiony w boskiej Jaźni nawet, gdy jest czynnie zaangażowany w działaniu, może poddać się takim myślom jak „Jestem ciałem. Jestem zajęty pracą”, albo rozróżniającej myśli, „Ja nie działam gdyż te prace są tylko reakcjami ciała, zmysłów i stopniowo powinno się przy pomocy wszystkich możliwych środków starać się być zawsze świadomym Jaźni. Wszystko jest możliwe do osiągnięcia, gdy się to komuś powiedzie. Niech umysł nie zwraca się do jakiegokolwiek innego przedmiotu. Praktykujący powinien przebywać w Jaźni bez poczucia bycia działającym nawet wtedy, kiedy jest zajęty pracą wynikającą z jego przeznaczenia. Czyż wielu uczniów nie osiągnęło bardzo dużo poprzez taką właśnie postawę nie przywiązania i wielkie poświęcenie?

Ponieważ właściwość czystości (sattwa) jest rzeczywistą naturą umysłu, przejrzystość podobna do bezchmurnego nieba jest charakterystyczną cechą umysłowej przestrzeni. Umysł poruszany przez właściwość aktywności (radżas) jest niespokojny i ulega wpływom ciemności (tamas), przejawiając się jako fizyczny świat. Umysł ulega wzburzeniu z jednej strony, a z drugiej okazuje się w formie stałej materii, co powodują, że Rzeczywiste nie jest dostrzegane. Tak, jak delikatnych jedwabnych nici nie można tkać przy użyciu ciężkiego żelaznego czółna, jak nie można odróżnić delikatnych odcieni artystycznego dzieła w świetle lampy migotającej na wietrze, tak i urzeczywistnienie Prawdy jest niemożliwe z umysłem obciążonym przez ciemność (tamas) i niespokojnym z powodu aktywności (radżas). Ponieważ Prawda jest wyjątkowo subtelna i pogodna. Umysł zostanie rozjaśniony ze swych nieczystości tylko przez wolne od pożądania wykonywanie obowiązków w ciągu kilku odrodzeń, uzyskanie wartościowego Nauczyciela, uczenie się od niego i nieustanną praktykę medytacji w Najwyższym. Przemiana umysłu na świat bezwładnej materii spowodowana właściwością ciemności (tamas) i jego wynikającym z aktywności (radżas) wzburzeniu, ustanie. Umysł odzyskuje wtedy własną subtelność i spokój. Szczęśliwość Jaźni może się przejawić tylko w umyśle posiadającym subtelność i zrównoważenie osiągnięte przez wytrwałą medytację. Ten, kto doświadczy tej Szczęśliwości jest wyzwolony nawet podczas tego życia.

Kiedy umysł pozbawiony jest właściwości ciemności i aktywności przez ciągłą medytację, Szczęśliwość Jaźni przejawi się przejrzyście wewnątrz subtelnego umysłu. Jogowie uzyskują wszechwiedzę przy pomocy tej umysłowej przestrzeni. Ten tylko, kto osiągnął taką subtelność umysłu i osiągnął urzeczywistnienie Jaźni jest wyzwolony już podczas swojego życia. Ten sam stan został opisany w Rama Gicie jako stan Brahmana poza wszelkimi atrybutami, Jako jeden uniwersalny, niezróżnicowany Duch.

Ten, kto osiągnął nieprzerwany wiekuisty stan przekraczający nawet umysł, nazywa się Videhamukta; to Jest, kiedy nawet wyżej omówiony subtelny umysł zostanie zniszczony, doświadczenie Szczęśliwości jako takie również ustaje. On jest pogrążony I rozpuszczony w bezdennym Oceanie Szczęśliwości i nieświadom czegokolwiek poza tym. To jest videhamukti. Tu nie ma niczego poza tym. To jest koniec wszystkiego,

W miarę tego, jak ktoś pozostaje jako Jaźń, doświadczenie „Jestem Najwyższym Duchem” vvzrasta i staje się naturalne: niepokój umysłu i myśl o świecie wygasają wraz z upływem czasu. Ponieważ doświadczenie nie jest możliwe bez umysłu, urzeczywistnienie ma miejsce z subtelnym umysłem. Ponieważ videhamukti oznacza całkowite rozpuszczenie nawet subtelnego umysłu, ten stan leży poza doświadczeniem. Jest to stan transcendentalny. „Nie jestem ciałem. Jestem „czystym Duchem” jest jasnym i niewątpliwym doświadczeniem Dżiwanmukty, to jest tego, który wyzwolił się podczas swojego życia. Niemniej jednak, gdy umysł nie jest całkowicie zniszczony, istnieje możliwość tego, że jogin stale się wyraźnie nieszczęśliwy z powodu przypadkowego związku z przedmiotami, w jakie wikła go jego przeznaczenie. Ona także wygląda dla innych, którzy go obserwują jako ten, nie zrealizował nieprzerwanej, wiecznej szczęśliwości, gdyż jego umysł wydaje się być niespokojny. Jednakże, Szczęśliwość Wyzwolenia w tym życiu jest możliwa tylko dla umysłu subtelnego i co osiąga się przez długie kontynuowanie medytacji.

1.7 Kult Boga

W tym rozdziale powiedziano, że nieprzerwana świadomość Jaźni jest prawdziwym kultem i skruchą (topos)

 

Celem kultu Nieosobowego Najwyższego Bytu jest nieustanne pamiętanie tej prawdy, że jesteśmy Brahrnanem, ponieważ medytacja „Jam jest Brahmanem” zawiera w sobie ofiarę, dary, skruchę, rytuał, modlitwę, jogę i kult. Jedyną drogą do pokonania przeszkód w twojej medytacji jest zakazać umysłowi trzymanie się ich i odwrócić go ku Jaźni i tutaj stwierdzać bezinteresownie wszystko, co się dzieje; nie ma innej metody, Ani przez chwilę nie trać z oczu Jaźni. Skupiając umysł na Jaźni lub na „Ja” przebywające w Sercu jest doskonałością jogi, medytacji, mądrości, pobożności i kultu. Chociaż Najwyższa Istota przebywa jako Jaźń, mówi się, że ustawiczne podporządkowanie umysłu i jego wchłonięcie w Jaźni, obejmuje wszystkie formy kultu. Gdy umysł jest kontrolowany, wszystko inne jest kontrolowane. Umysł jest sam w sobie strumieniem życia; ignorant mówi, że w swej formie wygląda, on jak zwinięty wąż. Sześć subtelnych centrów (czakr) są tylko mentalnymi obrazami i mają znaczenie tylko dla początkujących w jodze. My projektujemy siebie na posągi i czcimy je dlatego, że nie rozumiemy prawdziwego wewnętrznego kultu. Poznanie Jaźni, która wszystko wie, jest poznaniem w doskonałości.

Rozproszeni przez rozmaite myśli, gdybyśmy ustawicznie kontemplowali Jaźń, która sama w sobie jest Bogiem, wówczas ta pojedyncza myśl po pewnym czasie usunęłaby wszelkie rozproszenie i sama by w końcu ostatecznie zanikła; czysta Świadomość, która ostatecznie pozostaje jest Bogiem. To jest Wyzwoleniem. Nie zaniedbuj nigdy swojej własnej wszech-doskonałości, bowiem czysta Jaźń jest szczytem jogi, mądrości i wszystkich innych form duchowej praktyki. Nawet, chociaż umysł błądzi bezustannie zajęty zewnętrznymi sprawami i przez to zapomina o własnej Jaźni, powinieneś pozostawać czujnym I pamiętać: ” Ciało nie jest Ja. Kim jestem?? Wnikaj wnikliwie w ten sposób, odwracając umysł z powrotem do jego pierwotnego stanu. Wnikanie w to „Kim ja jestem?? jest jedyną metodą położenia kresu wszelkiemu cierpieniu i spoczynkiem w najwyższym błogosławieństwie. Cokolwiek można by powiedzieć i jakkolwiek wyrazić, to jest cała prawda jak na dłoni.

1.6 Wiedza o Najwyższej Jaźni

W tym rozdziale opisano metodę urzeczywistnienia Jaźni.

Kiedy umysł w formie ego, który przyjmuje ciało za Jaźń i błądzi na zewnątrz, zostanie? zaczepiony wewnątrz Serca, poczucia „Ja” w ciele zanika. Wówczas poprzez wnikliwe wniknięcie z wyciszonym umysłem to kim jest ten, co mieszka w ciele, doświadczy się subtelnego oświecenia; jako „Ja”, które nie jest inne od Absolutu, Jaźni, spoczywającej w lotosie serca. Wówczas powinno się pozostawać spokojnie z przekonaniem, że Jaźń świeci jako wszystko i nic, wewnątrz, na zewnątrz i wszędzie i jest transcendentną Istotą. To jest znane jako medytacja nad Prawdą przekazaną w słowie „Siwo ham ” „jestem Siwą” i nazywa się Czwartym Stanem.

To, co jest jeszcze poza tym subtelnym doświadczeniem, jest Bogiem jako różnie określanym Stanem poza czwartym. Wszechobecnym, Najwyższym Bytem, który świeci jako Rdzeń Boskiego Płomienia wewnątrz i opisany jest jako przejawiający się w koncentracji i medytacji szóstego i siódmego stopnia ośmiostopniowej jogi, jako Rozległości Serca, czysta Świadomość, Absolut świecący pośrodku nieba. Szczęśliwość, Jaźń i Mądrość. Przez długą, ciągłą i wytrwałą praktykę tej medytacji zasłona ignorancji w Sercu i wszystkie wynikające stąd przeszkody będą usunięte, a doskonała Mądrość osiągnięta. Poznanie w ten sposób Rzeczywistości, przebywającej w komorze Serca, w przybytku ciała, jest rzeczywistym urzeczywistnieniem Absolutu wrodzonego wszystkim, ponieważ Serce obejmuje sobą wszystko, co istnieje. Zostało to potwierdzone przez tekst pisma, „Mędrzec przebywa szczęśliwy w mieście o dziesięciu bramach, którym jest ciało”, i „Ciało jest świątynią, zaś indywidualną Jaźnią jest Absolut. Gdy jest On czczony jako „Najwyższe Jam jest”, nastąpi Wyzwolenie; Duch, który nosi ciało w formie pięciu powłok jest ukryciem; ukryciem jest jedynie Serce, transcendentalna Istota tutaj przebywająca jest Panem Ukrycia.” Ta metoda urzeczywistnienia Absolutu jest znana jako daharawidja, czyli Intuicja Wiedza Serca

Cóż więcej jest tu do powiedzenia? To powinno się urzeczywistnić bezpośrednim doświadczeniu.

1.5 Najwyższa Istota

W tym rozdziale ukazano, że forma Jaźni jest formą Boga i On jest w formie „Ja-Ja”

Uniwersalna zasada u podstawy korespondencji między pojęciami „wewnątrz” a przedmiotami „zewnątrz” jest prawdziwym znaczeniem terminu „umysł”. Dlatego ciało i świat, które ukazują się sobie jako zewnętrzne są tylko mentalnymi odbiciami. Tylko Serce manifestuje się w tych wszystkich formach.

W naturze wszechobejmującego Serca, czyli w rozległości czystego umysłu, znajduje się zawsze świecące, samoświetliste „Ja”. Ponieważ ono manifestuje się w każdym, nazywa się takie Wszechwiedzącym Świadkiem lub Czwartym Stanem.

Nieskończona Rozległość jest Rzeczywistością znaną Jako Najwyższy Duch lufo Jaźń, która świeci bez egoizmu jako Świadomość wewnątrz „Ja”, Jako Jedno we wszystkich indywidualnych istotach. To, co jest poza Czwartym Stanem jest tym tylko. Należy medytować nad rozległością Absolutnej Świadomości, która świeci wszech-przenikliwie wewnątrz i zewnątrz, nad świetlistością Czwartego Stanu, podobnej do przestrzeni przenikającej w najgłębszy niebieski rdzeń świetlistego płomienia i nieskończonej poza Tym przestrzeni. Prawdziwym stanem jest ten, który świeci nad wszystkim jak przestrzeń zawierająca i rozciągająca się poza płomień. Nie potrzeba zwracać na Światło żadnej uwagi. Wystarczy wiedzieć, że Rzeczywiste jest Stanem wolnym od ego. To, że każdy wskazuje na pierś, gdy wskazują na siebie jest wystarczającym dowodem, że Absolut przebywa jako Jaźń w Sercu. Riszi Wasiszta też mówi, że poszukiwanie Jaźni na zewnątrz siebie, zapomniawszy o jej nieprzerwanym świeceniu jako „Ja-Ja ” w Sercu jest podobne do odrzucenia bezcennego niebieskiego klejnotu w zamian za błyszczący kamyk. Wedantyści uznają za świętokradztwo traktowanie Jednej Stwórczej Utrzymującej i Pochłaniającej Najwyższej Jaźni jako oddzielnych bogów, Gana-pati, Brahmę, Wisznu, Rudrę, Maheśwarę i Sadasiwę.