Archiwa tagu: świadomość

Dlaczego tu jesteśmy?

Po co istniejemy? Dlaczego Bóg nas stworzył? Po co to wszystko? Dlaczego tak, a nie inaczej? – Te pytania nurtują wielu duchowych poszukiwaczy. Wbrew pozorom jest to trudne i bardzo filozoficzne pytanie. Jest to pytanie o sens istnienia. Po co istniejemy? Umysł zawsze szukał na to odpowiedzi. Odkąd zaczął myśleć logicznie i liniowo zawsze doszukiwał się sensu swego istnienia. Jednak to pytanie jest zadane z poziomu umysłu i nie da się na nie dobrze odpowiedzieć na tym poziomie. Aby znać całkowicie odpowiedź trzeba „wyjść poza myślenie”, wejść w czyste doświadczenie, wtenczas wszelkie odpowiedzi mentalne nie będą potrzebne. Póki co, pozostaje nam umysł.

Doświadczenie – odpowiedź na wszystko.

Bóg tworzy się, by doświadczać samego siebie. To wydaje się najbardziej trafna odpowiedź. Warto zwrócić uwagę na czas teraźniejszy. Bóg tworzy się w teraźniejszości, jest to nieustanny proces stwarzania. Wiele ludzi myśli, że Bóg gdzieś, kiedyś coś zapoczątkował (stworzył świat) i teraz sobie ogląda lub w ogóle poszedł. Faktem jest, że rzeczywistość jest nieustannie stwarzana. Boskość trwa w chwili teraźniejszej, nie ma przyszłości i nie ma przeszłości. Te dwa czasy zostały wymyślone przez umysł i istnieją tylko w wyobraźni. Boskość jest teraz.

Czym jest ta boskość? Jest wszystkim, co istnieje w chwili teraźniejszej. Jest energią, z której formuje się wszystko. Każda cząsteczka materialna jest energią. Jeśli słowo Bóg budzi za wiele niepotrzebnych skojarzeń można użyć słów „istnienie”, „wszechświat”, „energia”, „boskość”… Ta energia jest wieczna, posiada nieskończony potencjał i jest wszechobecna. We wszechświecie trwa nieustanny ruch energii, która przyjmuje najróżniejsze formy (formy materii, ciał stałych, ciekłych gazowych, grawitacji, pól magnetycznych, myśli umysłu, uczuć… wszystko jest energią). Cała energia jest wprawiana w ruch według określonych wzorów w niewyobrażalną precyzją. Dla mnie jest to wzór stworzenia, pierwotny magnetyzm, wzór miłości. Wszystko jest stworzone na jego podstawie. Bóg jest miłością. My jesteśmy właśnie Tym. Nie ma oddzielenia. Nasze ciała są nieustannie tworzone przez boski proces istnienia. Są nieustannie utrzymywane przy życiu, jak wszelkie stworzenie wokoło. Jest to ruch energii, boski proces miłości. :)

Po co to wszystko? Wszechświat jest tworzony by doświadczać siebie. Wyłania się ze stanu „niebytu”, aby być. To realny cud. Pierwotna wola istnienia trwa w tej chwili nieustannie i powołuje wszystko do życia. Cały wszechświat „chce” istnieć i doświadczać samego siebie. Ty również, ponieważ jesteś tego częścią. Jest to proces miłości. Nie ma większej radości niż istnienie i doświadczenie. Ta radość jest naturalnym stanem każdej istoty istniejącej. Każde doświadczenie jest niesamowitym cudem, fenomenem energetycznym. Kiedy energie nakładają się na siebie, doświadczają siebie. Wszechświat jest pełen zdarzeń energetycznych. Od wpływania na siebie planet, do kontaktów międzyludzkich. Wszystko to jest cudem doświadczania siebie. Z tego poziomu spoglądania na sprawę, nie ma różnicy co powie umysł. Nie jest ważne, co wymyśli sobie człowiek, czy zna sens życia czy nie. Wszystko i tak jest boskim ruchem energii stworzonym na podstawie wzoru miłości.

Aby ujrzeć proces „istnienia” trzeba też być świadomym „nieistnienia”. W chwili kiedy świadomość utożsamia się całkowicie z istnieniem nie dostrzega go. To się dzieje właśnie w tej chwili. Stan „cudu istnienia” jest niedostrzegany, a raczej jest postrzegany jako „zwyczajne życie”. Dopiero medytacja daje wyjście ponad to postrzeganie. W chwili porzucenia myśli, ocen, utożsamiania się z umysłem – świadomość wchodzi na inny stan. Stan wolności, ponad ocenami i dualizmem, ponad iluzję istnienia. W tym momencie „pustki” wszystko jest doskonałe. Nawet ta iluzja zwyczajnego życia staje się doskonałością, istnieniem i formą wyłaniającą się z nicości. Wtedy właśnie wszystko staje się cudem.
Cykle istnienia

Pierwotny wzór miłości, na którym działa wszechświat, powoduje uporządkowane działania i ruchy energii. Wszystko wibruje własnymi cyklami, większymi lub mniejszymi. Największym i najbardziej podstawowym cyklem jest cykl tworzenia i cofania się całego istnienia. Wszechświat zaczyna istnieć, rozwijać się, poczym cofać do stanu niebytu. Jest to cykl stworzenia zapoczątkowany wolą istnienia. Można to utożsamiać z wolą boskości, wolą miłości. W tym zawierają się wszystkie inne cykle, jak tworzenie galaktyk, pojedynczych gwiazd, ruchy układów planetarnych. Wszystko jest pulsowaniem, cyklicznością wibracji energii. Również na ziemi jest cykl życia – narodziny, wzrost, spadek, śmierć. Cykle poszczególnych doświadczeń życia. Cykl oddechu czy bicia serca. Są to pomniejsze i bardzo szybkie cykle – w porównaniu do globalnych. Wszystkie one nakładają się na siebie tworząc różne kombinacje istnienia.

Cała cykliczność i pulsacja ma na celu doświadczenie istnienia ze wszystkich stron. Wszechświat pragnie doświadczać siebie i wszystkich swoich możliwości. To jest możliwe poprzez nakładanie się na siebie cykli (wibracji). Istnieje jedna wielka pulsacja wszechświata, w której zawarte są wszystkie mniejsze. Każda energia ma swoją wibrację i własną pulsację. Tak jak atomy w każdej rzeczy wibrują bardzo szybko tworząc mikro-cykle, tak w coraz większej skali cykle są wydłużane. Jest to podstawowa właściwość wszechświata, która pozwala doświadczyć każdej kombinacji istnienia. Wibracje nakładają się na siebie powodując doświadczanie najróżniejszych możliwości. To właśnie się dzieje. Boskość doświadcza siebie, wszystkich swoich aspektów. Twoje ciało jest również częścią tego doświadczenia. Ty jesteś boskością doświadczającą niepowtarzalnego układu wibracji (Twój świat). Jesteś dokładnie na miejscu.

Warto zauważyć różnorodność istnienia. Każda istota doświadcza wszechświata na swój własny i niepowtarzalny sposób. Jest tu tyle różnych energii, tyle niesamowitych kombinacji istnienia. Jest pole nieskończonych możliwości doświadczenia. Dzięki tej różnorodności, wszechświat poznaje wszelkie swoje aspekty. Uczestniczy w nieustannym i cudownym tańcu istnienia. Doświadcza siebie, ponieważ to przynosi niewyobrażalną (dla umysłu) radość. Radość istnienia. Istota ludzka również może to poczuć, jednak do tego trzeba przekroczyć umysł i jego ocenę. Umysł zawsze powie, ze Teraźniejsza chwila jest niedoskonała, bo czegoś jej brakuje. To tylko ocena umysłu, która sprawia, że człowiek ciągle cierpi.

Dualność umysłu.

Wielu ludzi myśli „jak Bóg mógł stworzyć tyle cierpienia”. Przecież powinien dawać samą radość, skoro jest taki doskonały. Kwestia w tym, że wzór istnienia wszechświata jest doskonały. Wszystko jest stworzone z niewyobrażalną dokładnością i porusza się kierowane niewyobrażalną inteligencją (przewyższającą intelekt). Inteligencja ta jest bezpośrednia i jasna. Jest to inteligencja działania, która stwarza cały wszechświat TU i TERAZ. Boskość jest doskonała sama w sobie. Cały problem leży w umyśle, który myśli, że doskonały nie jest. Umysł sam wymyślił, że ból jest zły, a radość dobra. We wszechświecie nie ma rozdzielenia na dobro i zło. Wszystko jest boskim doświadczeniem, ruchem energii (światła). Każdy ruch energii, każde doświadczenie sprawie radość z istnienia. Jak wspomniałem jest to naturalna i pierwotna radość dla każdej istoty, tylko w większości nieuświadamiana. Na tym etapie ludzie tkwią na poziomie utożsamiania się z umysłem. Nie widzą nic poza umysłem. Jak umysł powie, że to jest dobre – to jest dobre. Jak powie, że coś jest złe – to jest złe. Dzięki temu ludzie tworzą świat ocen i wyobrażeń, a potem na jego podstawie zaczynają cierpieć (kiedy doświadczają tego, co nazwali jako złe). Cierpią na własne życzenie i z własnego wyboru, ponieważ sami ustanowili dobro i zło.

Ponad umysłem nie ma dobra i zła. Istnieje doświadczenie procesu miłości. Uświadamiając sobie to, istota ludzka wychodzi świadomością ponad dualizm i wymysły umysłu. Wchodzi w przestrzeń doświadczenia boskości. Wtenczas każde zdarzenie jest traktowane jako cud istnienia. Każde doświadczenie jest doskonałe i piękne. Tak jak cudem jest doświadczenie radości, tak cudem jest doświadczenie smutku. To piękne uczucia. Człowiek nie jest świadomy jak wielki dar posiada, mogąc doświadczać tych energii. Człowiek nie jest świadomy, w jakiej sytuacji się znalazł. Może doświadczać materii (ma ciało materialne), może doświadczać uczuć i jeszcze wyższych energii – myśli. To wszystko sprawia, że istota ludzka jest bardzo „zaawansowaną” istotą, mogącą doświadczać szerokiego pola energii istnienia. To jest cud życia.

Większość ludzi tkwi na poziomie umysłu. Wyobrażają sobie świat „dobra i zła”, gdzie jakiś Bóg z zewnątrz dyktuje warunki. Nie są świadomi, że sami są przejawem boskości. Sami uczestniczą w tym ruchu energii, są jego częścią. Ludzie są Bogami. Nie ma tu nic do ukrycia. Dlaczego więc szukać Boskości poza sobą, skoro samemu się jest tego częścią? Taki układ istnienia jest naturalny. To jest naturalna droga ewolucji. Na tą chwilę energie przybrały taki, nie inny układ – istota ludzka doświadcza zagubienia umysłowego. Nie widzi nic poza światem stworzonym przez własny umysł. Jest to taki etap ewolucji (uporządkowanego ruchu energii), w którym człowiek sam tworzy wyobrażenia o świecie. A żeby doświadczyć wszystkiego, musi też stworzyć sobie własne „dobro i zło”. Ten etap ma się ku końcowi. Ludzie zaczynają dostrzegać, że ponad umysłem jest moment czystego doświadczenia. Zaczynają widzieć doskonałość we wszystkim. Świadomość budzi się ze snu mentalnego. Umysł przestaje sprawować władzę, kończy się jego dominacja. Przychodzi czas bezpośredniego doświadczenia miłości.

Oświecenie

W kręgach duchowych wiele jest mowy o oświeceniu, zjednoczeniu z Bogiem czy osiągnięciu pierwotnego szczęścia. Wiele narosło wokoło mitów.

Oświecenie jest proste. Jest to najbardziej naturalna rzecz dla każdej istoty. Każde stworzenie jest z natury oświecone. Już Tu i Teraz. Wszystko, co oddziela człowieka od tego stanu jest to umysł, a dokładniej myśl, że nie jestem oświecony. Umysł myśli, że oświecenie jest czymś trudnym, dalekim, niemożliwym. Umysł często tworzy różne wyobrażenia co do momentu oświecenia. Wyobraża sobie oświecenie jako posiadanie nadludzkich mocy, jako posiadanie nieskończonej świadomości. Oczywiście to też jest możliwe, jednak w swoim czasie. Aktualna chwila jest taka, a nie inna. Aktualne oświecenie wygląda tak, a nie inaczej. Nie trzeba dążyć do czego innego. Ruch energii boskości sam do tego dąży. Wystarczy zaufać boskości. Innymi słowy rozgościć się w chwili teraźniejszej. Poczuć jej piękno i doświadczać. Nic więcej nie można zrobić – aż tyle można zrobić. Wtedy przychodzi spełnienie. Wszystko co potrzebne, jest już tu i teraz. Przecież istniejemy, doświadczamy boskości bezpośrednio. Co więcej można zrobić? Totalna akceptacja tego jest tożsama z momentem oświecenia. Taka akceptacja jest możliwa tylko po uprzednim uświadomieniu sobie natury wszechświata. Tkwiąc na poziomie umysłu będzie istnieć ciągłe niespełnienie i uwikłanie w warunki myśli. Ponad tym jest doświadczenie boskości. Już teraz wszystko w tym uczestniczy. Warto zacząć robić to świadomie.

Za inspirację dziękuję Annie. :)

Uczeń mistrza… bez mistrza.

Na ścieżce rozwoju duchowego od niepamiętnych czasów była znana relacja mistrz-uczeń. Zawsze, kiedy chodziło o jakikolwiek rozwój czy naukę, występował mistrz i jego uczeń. Mistrz miał wiedze i doświadczenie, uczeń miał chęć nauki i ufność. Dzięki takiej relacji uczeń miał niemal zagwarantowany szybki postęp na swojej ścieżce. Był prowadzony wręcz indywidualnie.

Był Jezus i 12 apostołów, Budda i 5000 mnichów, Jogin i grono małych joginków, Krishna i Arjuna, Ali Baba i 40 rozbójników… Batman i Robin. :)

Każdy mistrz miał swojego ucznia. Każdy uczeń miał swojego mistrza. Relacja między mistrzem a uczniem była bardzo osobista. Wręcz intymna. Między nimi było głębokie zrozumienie, była bardzo bliska relacja. Szczególnie się tyczy uczniów oddanych za młodu pod opiekę mistrza. Nauki przekazywane w ten sposób, były pełne i kompletne. Nie było mowy o przypadkowej czy błędnej interpretacji tego czego nauczał mistrz. Nauki te były skierowane konkretnie do ucznia, a ten je doskonale rozumiał.

Mistrz prowadził ucznia, a uczeń miał do mistrza bezgraniczne zaufanie. Był w stanie oddać swojemu guru wszystko. Całe swoje życie, totalnie poświęcał mistrzowi. Było to głębokie zaufanie. Taka relacja była korzystna ze względu przekazania wiedzy i wskazania drogi duchowej. Czasem jednak uczeń zbyt uzależniał się od mistrza, a mistrz od ucznia (szczególnie wtedy, gdy mistrz nie był urzeczywistniony). Co powodowało różne niekorzystne skutki karmiczne. Jednak jeśli chodzi konkretnie o sam system prowadzenia – bliska relacja z mistrzem okazuje się bardzo korzystna.

Na samym początku drogi warto jest zrobić jedną rzecz – warto się pomodlić o znalezienie właściwiej drogi. Jeśli robisz to z ufnością, prędzej czy później trafisz na odpowiednią dla siebie drogę. Nie jest ważne do kogo się modlisz. Nie musisz tego także nazywać modlitwą. Może to być po prostu głośne wyrażenie życzenia i puszczenie go z ufnością w przestrzeń.

Co się dzieje teraz, w Polsce, z ludźmi rozwijającymi się duchowo? Różne rzeczy. Jednak jedna cecha jest wspólna – nikt nie ma jednego mistrza, któremu byłby całkowicie oddany. Nikt nie ma tak bliskiego stosunku z mistrzem, jaki mieli jogini. Dlatego powstają zupełnie nowe problemy. Rozwój duchowy przyjmuje trochę inny wymiar i staje się, chcąc nie chcąc, trudniejszy. Choć daje większe możliwości dla tych, którzy umieją z nich skorzystać.

Po pierwsze nie mając mistrza, człowiek musi wybierać sam. Nikt za rączkę nie prowadzi. Nikt nie mówi zrób to, a potem zrób tamto. Właściwie człowiek rozwijający się duchowo błądzi. Nie dość, że nie wie skąd zacząć, to jeszcze nie wie gdzie dojdzie. Uczeń mistrza też błądzi, ponieważ nie jest urzeczywistniony. Jednak ma tą przewagę, że wie co powinien robić. Człowiek idący całkowicie samotną drogą ma przed sobą całe pole możliwości. Jest zdany tylko na siebie i swoją intuicję.

Właśnie intuicja pełni bardzo ważną rolę w rozwoju duchowym. Kontakt z Bogiem, Wyższym Ja jest bardzo zbliżony do kontaktu z osobistym mistrzem duchowym. Jest to kontakt ze swoim wnętrzem i jest niezastąpiony na drodze rozwoju. Jedyny problem jaki się tu pojawia, to możliwość nieczystego odbioru boskich inspiracji i brak ufności do Boga. Zanim jednak będziesz całkowicie polegał na boskich inspiracjach, możliwe, że czeka Cię droga samotnego rozwoju i wolnego wyboru.

Rozwijając się duchowo człowiek czyta wiele książek, interesuje się tematem, słucha różnych źródeł. Gdzieś coś usłyszał, gdzieś przeczytał, coś zrozumiał, czegoś nie. Droga jest niepewna i często ma mgliste pojęcie o celu. Przecież tak wiele jest religii i każda oferuje co innego. Prawda, religie są do siebie podobne, jednak każda czymś się różni. A jeśli droga się różni, to zgodnie z prawem przyczynowo-skutkowym, prowadzi do innego celu. Na dodatek każdy mówi, że jego droga jest prawdziwsza niż inne.

Powstaje natłok informacji, z którego niewiadomo co wybrać. Najprościej jest żyć tak jak nas wychowano. Żyć w takiej religii, w której są rodzice i w której wyrośliśmy. Iść posłusznie nie zadając niewygodnych pytań. Tak jest najprościej dla obu stron (owieczek i duszpasterzy). Najprościej, ale czy najkorzystniej? W wielu wypadkach pewnie tak, jednak u większości ludzi poszukujących to się nie sprawdza. Ludzie tacy dostrzegają, że coś z tym światem jest nie tak. I właśnie oni najczęściej upatrują przyczyn w duchowości. I mają rację. Chcąc poprawić swój byt, czy znaleźć sens życia – zaczynają szukać. Szukać w innych religiach w innych filozofiach. I natrafiają często na ogromny świat sprzecznych duchowych informacji, w którym trudno się odnaleźć.

Chciałbym tu zauważyć, że wiele z nauk mistrzów jest podobnych. Nauki te są do siebie podobne, tak jakby pochodziły z jednego źródła, tylko inaczej są opowiadane. To jest ważna wskazówka dla poszukiwaczy. Wskazuje ona na jeden cel, o którym mówi większość mistrzów. Tak naprawdę większość mówi o oświeceniu, osiągnięciu nirwany, czy jedności z Bogiem. Cel jest ten sam, tylko inaczej nazwany. Warto sobie to uświadomić.

Właściwie im bardziej urzeczywistniony mistrz, tym bardziej celnie i trafnie potrafi ukazać prawdę. Jego nauki są przejrzyste i bardzo proste. Wręcz dziecinnie proste i piękne. To powinna być kolejna wskazówka. Ponieważ Boskość jest prosta. Nie ma w sobie pomieszania umysłowego i wielkich filozofii, których mało kto rozumie. Boskość to czysta prostota. Tylko umysł ubiera ją w słowa. Z tego powstają różne nauki i interpretacje.

Mając już jakiś zarys nauk o „prawdzie”, uczeń może skonfrontować te nauki z własnym doświadczeniem. To ostateczny i konieczny sprawdzian wyboru drogi. Jeśli jakaś nauka nie pokrywa się z Twym doświadczeniem, nie ufaj jej. Nie ufaj do czasu aż sam nie doświadczysz. Możesz wierzyć w prawdziwość słów jakiegoś mistrza, jednak powinieneś zostawić sobie pewien margines, pewien dystans, póki sam nie doświadczysz. Jeśli ktoś mówi, że cierpienie przynosi radość, a z własnego doświadczenia wiesz, że tak nie jest, to odstaw tą naukę. Jeśli jakiś mistrz mówi, że seks jest przyjemny i może wyzwalać człowieka, a z doświadczenia wiesz, że to prawda – warto posłuchać dalej, co ten mistrz ma do powiedzenia.

Tak naprawdę warto słuchać wielu mistrzów i wielu religii. Słuchać w sensie zapoznać się z nimi, a nie oddać się im. Warto wiedzieć jak inni ludzie postrzegają sprawy duchowe, wtedy można mieć jakieś odniesienie. Wtedy można wybrać właściwie. Patrząc z innego punktu widzenia, człowiek wyłamuje się ze sztywnych ram umysłu. Staje się elastyczny i otwarty. Jest to korzystna postawa.

Drugą sprawą, na którą chciałbym zwrócić uwagę, jest jakość przekazu nauk. Jeśli wspomniani na początku jogini mieli ścisły kontakt z mistrzem, to i przekaz nauk był bardzo czysty i pełny. Uczeń doskonale rozumiał, co mistrz miał na myśli przekazując nauki. Nawet słowa między nimi nie stanowiły ograniczenia dla przekazu. Kiedy mały joginek przychodził na naukę w wieku 7 lat, to właściwie wszystkie pojęcia dotyczące duchowości przejął od mistrza. Doskonale rozumiał, co mistrz ma na myśli mówiąc „ego”, „maya”, czy „miłość”. Te słowa wywołują u ucznia odpowiednie wibracje i skojarzenia, takie same jak ma mistrz. Dlatego rozumieją się doskonale. Nie było możliwości złej interpretacji słów. Doświadczenia ich się pokrywały.

Problem powstaje, kiedy brak jest osobistego kontaktu ucznia z mistrzem. Tak się niestety dzieje w krajach ucywilizowanych. Wtedy pierwszy lepszy człowiek łapie książkę z naukami buddyjskimi i czyta: „Ego to tylko iluzja, trzeba wyjść ponad ego, żeby doświadczyć rzeczywistości…”. Pierwsze skojarzenie do słowa ego, to egoizm. Coś tam kiedyś ktoś mówił, gdzieś się słyszało, trochę psychologii, trochę telewizji – no mniej więcej wiem, co to znaczy. Ważne by się pozbyć ego. Czytam dalej… Poczym łapię książkę teozoficzną i czytam, że Ego to Wyższa Trójca – Wyższe Ja. Mam się pozbyć Wyższego Ja? … I tak czasem wygląda zrozumienie nauk dzisiejszych poszukiwaczy prawdy.

Słowa są na tyle ograniczające i wieloznaczne, że przekaz jest faktycznie zafałszowany. Same słowa mogą wprowadzać w błąd, szczególnie jeśli mistrz używa ich w jednym znaczeniu, a uczeń w innym. Po prostu mistrz myśli innymi kategoriami niż uczeń. Uczeń został wychowany kategoriami odpowiednimi dla swego społeczeństwa. Różnica między nimi jest różnicą rozumienia pojęć.

Mówiąc miłość, mistrz myśli o miłości bezinteresownej, nieuwarunkowanej przez myśli, przyzwyczajenia i uprzedzenia. A odbiorca słysząc słowo „miłość” może pomyśleć o całej gamie odczuć. „Ah miłość!” – od zachwytu, „Oh… miłość” – poprzez westchnienie, „hm… miłość” i zadumę, „ech… miłość” – do zawodu i cierpienia. Warto wiedzieć, jakie odczucia wzbudza dane słowo i czy na pewno o to chodzi. Często nauki mistrza niekoniecznie trafiają do ucznia tak, jakby sobie tego życzył. Warto mieć na uwadze subiektywność postrzegania.

Korzystnie jest przeanalizować, co dokładnie rozumiemy pod pojęciami mniej zrozumiałymi. Chociażby można poczytać w słowniku wyrazów obcych znaczenia niektórych słów. Tak, aby przynajmniej rozumieć pojęcia – tak ogólnie. Wtedy mamy większe szanse na czysty odbiór przekazu. Nie tyczy się to tylko nauk pisanych w książkach. Również wykłady mistrzów mogą nieść ze sobą niezrozumienie, jeśli mistrz i uczeń nie nadają na tych samych falach. Jeśli rozumieją inaczej kluczowe pojęcia, z nauk może wyjść jeszcze większe pomieszanie.

Każdy słyszy to, na co jest otwarty. Dlatego często zdarza się tak, że po przeczytanej książce każdy wie co innego. Każdy zwraca, na co innego uwagę. Jest to właściwie korzystne, ponieważ umysł pracuje nad rozwiązaniem aktualnego problemu i szuka do niego inspiracji. Dlatego czasem warto powrócić do wcześniej czytanych inspiracji, szczególnie jeśli się czuje, że są one bardzo wartościowe. Przy ponownym zapoznaniu się z naukami, mogą dotrzeć do świadomości zupełnie inne rzeczy. Tym samym przekaz mistrza staje się pełniejszy.

Całe zagubienie i błądzenie zaczyna się kończyć, wraz z otwarciem na boskie inspiracje Wyższego Ja. Podczas modlitwy czy medytacji mogą się pojawić czyste inspiracje z poziomu wysokich wibracji. Wtedy niosą one pewność, radość, czystość i światło. Takim inspiracjom warto zaufać. Takie inspiracje są ponad słowa, dlatego nie pojawia się błąd interpretacji słów.

Każdy sam jest dla siebie mistrzem. Każdy z nas ma boskie światło w sobie. Każdy człowiek idzie własną drogą, którą odkrywa poprzez kontakt z Wyższym Ja. Dlatego tak ważna jest modlitwa o wskazanie najodpowiedniejszej drogi, czy o wskazanie najlepszego rozwiązania. Po takiej szczerej modlitwie wszystko przychodzi do nas samo. Najodpowiedniejsza droga pojawia się nieoczekiwanie – dokładnie wtedy, kiedy jest potrzebna. Warto zaufać czystej rzeczywistości i iść za głosem intuicji.

Zamiast szukać materialnych mistrzów i nauk, dobrze jest wejść w kontakt ze swoim Boskim, Wyższym Ja.

Podsumowując :

– Prawdą jest to, co sam doświadczysz. Nauki mistrzów mają jedno źródło. Każda nauka jest tylko wskazaniem tego źródła.

– Można się zastanowić, czy rozumie się kluczowe pojęcia i przesłanie mistrza. Czym dla mnie jest słowo „ego”? Czy rozumiem przez to słowo to samo, co rozumie mistrz?

Wbrew pozorom takie ujednolicenie (normalizacja) pojęć jest bardzo ważna.

– Mistrzem jesteś sam dla siebie. Twoja wewnętrzna boska istota jest największym mistrzem.

Moja desidreata – Confiable

Krocz spokojnie pośród zgiełku i pośpiechu, pamiętając jaki spokój można znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.

Prawdę swoją wypowiadaj jasno i spokojnie. Słuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.

Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.

Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Źródłem radości niech będą dla Ciebie zarówno twoje osiągnięcia jak i plany.

Wykonuj swą pracę z sercem, jakakolwiek byłaby skromna, jedynie ją posiadasz w zmiennych kolejach losu.

Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.

Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.

Przyjmuj spokojnie to, co przynoszą ci lata, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.

Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się jednak tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.

Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie – wszechświat bez wątpienia jest taki, jaki być powinien.

Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się trudzisz i jakikolwiek są twoje pragnienia, w zgiełku życia pozostań w zgodzie ze swą duszą.

Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.

Bądź uważny. Staraj się być szczęśliwy.

– 1927r. Dezyderata, Max Ehrmann.

——————————————————————-

Życie bez zmartwień

Każdy z nas czasem się martwi; nieraz martwienie się daje pożytek (jeśli myślimy nad tym co wymaga przemyślenia), częściej jednak martwienie się jest złym nawykiem, myśleniem nad czymś czego nie zmienimy, denerwowaniem się, traceniem nerwów i czasu.

Jak przestać się martwić?

* Pogódź się z najgorszym możliwym scenariuszem. Wyjdź z przegranej sytuacji; zadaj sobie pytanie: „Ile mogę teraz zyskać jeśli się postaram?”, zamiast „Ile mogę stracić jeśli się nie postaram?”. Jeśli postawisz problem z perspektywy „ile mogę zyskać?”, nie będziesz się martwić o ewentualną utratę (z którą już się pogodziłeś!), łatwiej przyjdzie Ci koncentrowanie się na działaniu, osiąganiu.

* Pomyśl jakie są szanse, że w ogóle wydarzy się coś czego się obawiasz.

* Jeśli coś się i tak wydarzy (niezależnie od tego co zrobisz) i nie będziesz mieć wpływu jak to się potoczy: NIE MARTW SIĘ. Są ciekawsze i konstruktywniejsze rzeczy do robienia, niż martwienie się tym czego zmienić nie możesz.

Koncentrowanie się na pracy, sukcesach, pozytywach

Patrz w górę, nie w dół. Koncentruj się na wysiłku, pracy, dochodzeniu do celów, sukcesach. Nie na porażkach, trudnościach, upływającym czasie. Z każdej porażki i krytyki wyciągaj lekcje; nie powtarzaj błędów. Nie rozpamiętuj jednak przeszłości – BYŁO – MINEŁO, nie wróci. Zostało już tylko w pamięci.

Patrz w przyszłość – na to co Cię czeka, na to jakie będziesz mieć okazje.

Oddychaj głęboko. Ewolucja wykształciła w nas mechanizm, który powoduje, że przestajemy oddychać w stresie – ukrywając się w krzakach, np. przed niebezpiecznym zwierzęciem, musieliśmy być bezszelestni. Teraz jednak mamy inne zagrożenia; bezdech wciąż jest wywoływany stresem, ale nie pomaga nam radzić sobie z problemami, które go wywołują. Inne czasy, inne problemy, inne metody radzenia sobie z problemami; że wysiłku ewolucji w XX wieku nie zmieniliśmy i wciąż mamy mechanizmy działające nawet u zwierząt, które nie są optymalnym wsparciem w naszej kulturze.

Patrz przed siebie – dosłownie: nie bądź pochylonym, nie patrz w dół, bo wtedy uciskasz tętnice zapewniające dopływ krwi (wraz ze składnikami odżywczymi, tlenem i glukozą) do mózgu. Postawa ciała ma wpływ na to jak się czujesz i kim się czujesz.

Żyj teraźniejszością, carpe diem!

Zbyt często odkładamy życie na przyszłość – „Jak się dorobię to zacznę żyć tak jak chcę”; „Po studiach, gdy znajdę dobrą pracę za granicą i wyemigruje z tego chorego kraju, zacznę żyć, teraz muszę tylko przetrwać”.

Łatwo jest żyć przyszłością, która zawsze będzie dalej niż na wyciągnięcie ręki, a teraźniejszość umyka nam tak szybko iż tego nie zauważamy. Liczymy naiwnie, że za kilka lat na naszym horyzoncie pojawi się coś wspaniałego. Usprawiedliwiamy tym samym własną bezczynność.

Życie jest krótkie; nie odkładaj życia – żyj teraz. Nie mów sobie, że zaczniesz żyć tak jak chcesz od jutra, następnego tygodnia. Zacznij teraz!

Działaj!

„Jesteś znudzony życiem? Rzuć się w jakąś pracę, w którą wierzysz całym sercem; żyj dla niej, umrzyj dla niej, a znajdziesz szczęście, którego nie spodziewałeś się mieć.” – D. Carnegie.

Gdy zdecydujesz się coś zrobić, coś osiągnąć – działaj! Bądź zajęty działaniem, dochodzeniem do swoich celów i marzeń – nie znajdziesz czasu na negatywne myśli (smutek, niepewność, niepokój). Znajdziesz satysfakcję.

Nie szukaj szczęścia – im mocniej go będziesz szukać tym większe nieszczęście znajdziesz.

Wybieraj optymalne rozwiązania

Stoisz przed wyborem jakiejś decyzji? Przeanalizuj ją dokładnie na podstawie wszystkich informacji jakie są Ci dostępne i podejmij na ich podstawie najlepszy – Twoim zdaniem – wybór.

Jeśli później okaże się, że wybór nie był najlepszy: są dwie możliwości:

1. Nie miałeś dostępu do wszystkich informacji lub wystąpił czynnik losowy, którego nie byłeś w stanie przewidzieć – nie martw się więc złą decyzją: podjąłeś najlepszą jaką byłeś w stanie mając dane informacje.

2. Twoja decyzja była błędna, bo źle oceniłeś informacje – pomyśl co dokładnie oceniłeś źle, wyciągnij z tego lekcje na przyszłość.

Nauka z błędów

Czujesz, że w swojej przeszłości popełniłeś mnóstwo błędów, przez to nie jesteś tam gdzie chciałeś dojść?

Życie dało Ci lekcję, nie marnuj jej. Ludzie, którzy na początku swojego życia przypadkiem nie popełnili wielu błędów – popełnią je w przyszłości, tracąc jeszcze więcej. Ty jesteś mądrzejszy o pewne lekcje. Żaden człowiek nie zaszedłby daleko, gdyby nie popełniał błędów – uczymy się na błędach, a kto więcej się nauczył ten jest mądrzejszy i dalej zajdzie. Oczywiście, nie należy powtarzać błędów, ani ich specjalnie popełniać. To nie sama ilość i kaliber błędów nas uczy, lecz lekcja z nich wyciągnięta.

Staraj się też uczyć na cudzych błędach – te nic Cię nie kosztują.

Krytyka innych

Nie krytykuj innych.

Gdy nachodzi Cię chęć krytyki, postaw się w butach danej osoby. Czy na jej miejscu, mając jej możliwości i otoczenie, mając za sobą jej przeszłość i wiedze, zachowywałbyś się inaczej?

Staraj się dawać innym pozytywne informacje zwrotne (np. „Podoba mi się sposób w jaki zaczynasz się uczyć, coraz bardziej systematycznie i z pasją”), zamiast negatywnych („Wciąż uczysz się źle! jak tak dalej będzie to skończysz jako robotnik z łopatą w ręce!”). Negatywne opinie działają negatywnie na drugą osobę: powodują, że traci pewność siebie, wiarę w siebie, energie, poczucie własnego „ja”, wiarę w to, że w ogóle jest sens się starać. Niszczą ją. Obniżają sprawność pracy danej osoby i jej komfort życia. Przy okazji budzą negatywne nastawienie do Ciebie – osoby, od której wychodzą negatywne opinie.

Zostaw krytykę na wrogów, a i na nich szkoda… Twojego czasu.

Pozytywne opinie motywują do lepszego działania („jakbyś tu jeszcze się bardziej starał to już w ogóle byłoby super”, zamiast „wciąż to robisz źle!”).

Jeśli już jesteś zmuszony zwrócić komuś uwagę na błąd: unikaj niekonstruktywnej krytyki („Wciąż to robisz źle!”); staraj się dawać informacje jak dana osoba może się poprawić („Gdybyś tutaj jeszcze trochę to usprawnił to już by było super””).

Gdy jesteś zmuszony skrytykować, zwrócić uwagę na czyjś błąd, staraj się to zrobić pośrednio, niejako przypadkiem („tu jest OK, tam trochę Ci nie wyszło, ale to nic”), przyznając się, że i Ty popełniasz błędy.

Zamiast też mówić wprost – „Robisz to źle!”, lepiej zadać nieoskarżające pytanie – „Czy nie sądzisz, że można by było to zrobić lepiej?”

Odbieranie krytyki

Ludzie są uczuleni na swoje wady występujące u innych (w skrajnym wypadku, w psychologii, mechanizm ten nazywa się projekcja – wręcz przypisujemy innym nasze wady). Jeśli ktoś Cię krytykuje, popatrz czy on sam nie ma tych wad.

Jeśli ktoś neguje Twoje dokonania, nie wierzy w Ciebie – popatrz czy dana osoba nie uważa tak naprawdę tego o sobie; wyparcie (wyparcie się swoich wad, słabości, złych myśli, etc. do podświadomości) oraz projekcja (nieświadome przypisywanie innym własnych wad lub złych myśli) to jedne z najczęściej używanych mechanizmów obronnych ludzkiej psychiki.

Powodem krytyki bywa też czasami zazdrość – im mocniej odstawiasz innych tym bardziej jesteś narażony na krytykę z zawiści, często mocno przesadzoną, czasami całkiem chybioną.

Zastanów się czy krytyka, której doświadczasz, jest słuszna. Jeśli jest – zastanów się nad tym co możesz w sobie zmienić aby ta krytyka stała się nieaktualna za jakiś czas, abyś był lepszym człowiekiem. Wyciągnij z krytyki lekcje.

Jeśli krytyka jest niekonstruktywna, ale zasadna – również zastanów się czego możesz się z niej nauczyć, co w sobie zmienić.

Jeśli krytyka jest nietrafiona (bo ktoś np. nie zna Twojej sytuacji z bliska, ocenia po mylnych pozorach), nie myśl o niej, zapomnij o niej, otwórz parasol i spraw by spłynęła po parasolu niczym brudny deszcz, a na Ciebie nie kapnęła.

Pamiętaj, że wielu ludzi ma wiele kompleksów i tak mocno zaniżoną samoocenę, że jedyny sposób jaki widzą na poprawienie sobie nastroju, i dowartościowanie się względem innych, jest obniżanie wartości innych (zamiast pracowania nad sobą!), tj. krytykowanie innych, negowanie ich starań i zdolności, wytykanie im błędów, itd. – czerpią satysfakcje z kopania innych; są sfrustrowani, więc nie miej im tego za złe, ale ich krytykę odbieraj z przymrużeniem oka. Ludzie w złości podejmują złe decyzje; agresje kierują nieco na ślepo. Krytyka często jest wyrażana ze złości, a więc rzadko jest w pełni celna i słuszna. I działa jak jad, wirus, który Cię zaczyna niszczyć od środka.

Pamiętaj też, że nikt nie jest idealny i w każdym można znaleźć jakieś defekty, ale należy się skupiać na pozytywach.

Odbierając krytykę skup się na argumentach, pomiń zachowanie i emocje. Wysłuchaj spokojnie krytyki do końca, bez przerywania – daj się komuś wygadać, zachowując cisze i spokój. Gdy skończy – zapytaj spokojnie czy ma jeszcze coś do dodania. Przyznaj, że wysłuchałeś krytyki, niekoniecznie wprost („Rozumiem, że jesteś zatroskany moim zachowaniem i nie podoba się ono Tobie.”).

Jeśli ktoś ma racje – przyznaj to! Jeśli ktoś ma racje tylko w niektórych punktach – powiedz „masz rację z …”.

Jeśli krytykę uważasz za niesłuszną – możesz się z nią zgodzić pośrednio, unikiem, rozładowując emocje osoby atakującej.

– Nie masz zielonego pojęcia jak dobrze jeździć samochodem, zobaczysz: w końcu będziesz mieć wypadek!!!

– Ciężko odmówić Ci racji, że mamy inne style prowadzenia pojazdu.

– Jesteś głupi!!! Nie masz pojęcia co znaczy to słowo! (…)

– Rozumiem Twoje zdenerwowanie. Nie jestem nieomylny. Masz jeszcze coś do dodania?

– Nie posprzątałeś znowu pokoju!!! Jesteś beznadziejnym, chaotycznym bałaganiarzem, nikt inny by z tobą nie wytrzymał!!!

– Przyznaję, że mam ostatnio dużo pracy i nie znalazłem dziś czasu aby zrobić porządek, za co Cię przepraszam.

„Jeśli los podsuwa Ci pod rękę cytrynę – zrób lemoniadę!”

Nie walcz z losem – korzystaj z okazji jakie Ci oferuje; zajdziesz wtedy daleko i szybko, bez większego wysiłku. Jeśli będziesz szedł pod prąd – szybko się zmęczysz i daleko nie zajdziesz. Współpracuj z tym co nieuchronne. Stań się trochę… oportunistą.

Wyciągaj z wszystkiego pozytywne strony, które działają na Twoją korzyść (np. krytyka daje Ci informacje nt. tego co możesz ulepszyć, pozwanie Twojej firmy do sądu da jej darmową reklamę, stanie w korku daje Ci okazję pomedytować, etc.)

Przełamuj swoją strefę komfortu

Wychowałeś się w rodzinie, w której były określone zarobki, był określony komfort życia, określony status społeczny. Życie na tym, określonym, pułapie (i powiedzmy ±25%) jest już Tobie znane, swojskie. Jest to Twoja tzw. strefa komfortu (ang. comfort zone). Jeśli z powodu przeciwności życiowych zaczniesz zarabiać znacznie mniej, będziesz czuć się bardziej niekomfortowo, źle, niż wynikałoby to ze stanu rzeczywistego.

Co jest zaskajujące, to to iż nagła okazja do życia znacznie powyżej tego pułapu również postawi Cię w sytuacji niekomfortowej, nawet do tego stopnia iż np. możesz nieświadomie sabotować swoją rozmowę o dobrze płatną pracę w dobrze prosperującej firmie. Sabotować okazje do lepszego życia.

Taki sabotaż własnych wysiłków, ale także okazji jakie daje Ci życie (np. okazji do umówienia się z kimś atrakcyjnym) jest częsty i zwykle nieświadomy. Z jednej strony czegoś chcemy, z drugiej stawia nas to w sytuacji nieznanej, niepewnej, poza granicami naszego poczucia bezpieczeństwa, a przed tym z kolei usilnie broni nas nasza podświadomość.

Być może jest to mechanizm na stałe wpisany w nasz mózg i w geny: być może przez wieki ewolucji jednostki, które trzymały się sprawdzonych, działających rozwiązań, stałej osady, częsciej przekazywały swoje geny; natomiast osobniki przełamujące granice częściej gineły. Być może to ten sam mechanizm, który powoduje, że mamy lęk wysokości i instynktownie oddalamy się od krawędzi zbocza.

Najlepszą bronią przeciwko nieświadomemu samo-sabotażowi jest zdawać sobie sprawę iż każda nowa sytuacja, jeśli ma szanse znacznie poprawić nasz byt, zbudzi opór w jakieś głębokiej sferze naszego umysłu i może nas pchnąć do samo-sabotażu: wprost (np. poprzez narośnięcie negatywnych emocji i ucieczkę) lub pośrednio (np. poprzez zwiększony stres, który spowoduje iż wszystko zepsujemy).

Relacje z innymi

Nie rób niczego, w kontaktach międzyludzkich, co będzie działać na Twoją niekorzyść (np. nie krytykuj nikogo o ile nie odniesiesz z tego wymiernej korzyści, przy czym sama satysfakcja jest kiepską korzyścią – pewnie minie dużo szybciej niż negatywny stosunek drugiej osoby do Ciebie; nie mów nikomu niczego co pozwoli o Tobie myśleć negatywnie, itd. – o ile nie musisz lub nie odniesiesz z tego większej korzyści niż strat).

Na ogół lepiej powiedzieć zbyt mało niż zbyt dużo; brak informacji o Tobie zwykle działa na Twoją korzyść: np. wywołuje pozytywną ciekawość Twoją osobą.

Zawsze możesz udzielić więcej informacji, lecz wypowiedzianych zdań już nie cofniesz.

Nie krytykuj innych dla samej satysfakcji „dokopania komuś” – to Ci nic nie da na dłuższą metę, a wywoła negatywny stosunek do Ciebie; krytyka wróci do Ciebie niczym bumerang. Wypuść negatywne emocje, nie w kogoś, lecz „w powietrze” czy rzeczy martwe. Z powodu ewolucji człowiek ma m.in. negatywne emocje, ale to nie znaczy, że ma nimi rzucać na prawo i lewo. Nie tłum jednak emocji w sobie, chyba że chcesz mieć nerwicę i depresje.

Nie ukazuj nigdy nikomu swojej niepewności w jakiejkolwiek kwestii. Żadnych trzykropek, żadnego dawania znać, „nie wiem co robić…”.

 

Staraj się nie brać od nikogo żadnych podarków wciskanych Tobie do ręki jeśli nie są (i nie będą) Tobie potrzebne – nie czyń sobie zbędnego długu u innych za coś co i tak wyrzucisz do śmieci.

Gdy komuś wyświadczysz przysługę i usłyszysz „Bardzo Ci dziękuje, jak mógłbym się Tobie odwdzięczyć?” nie przesadzaj z formułkami grzecznościowymi typu „nie ma za co” i „ależ nie masz u mnie żadnego długu”. Dług wdzięczności drugiej osoby może Ci się przydać w przyszłości – nie pozbywaj się go pochopnie.

Nie wywołuj wobec siebie negatywnych postaw i emocji innych.

Bądź skromny; nawet jeśli uważasz, że jesteś w czymś od kogoś lepszy – nigdy tego nie ukazuj, to by tylko zaspokoiło Twoją próżność i nie dało żadnych innych korzyści.

Nie daj nikomu odczuć, że masz słabości, wady, potrzeby. Ludzie cenią i zbliżają się do tych, którzy wydają im się silni, bezproblemowi i radzą sobie z każdą sytuacją. Lgną do takich ludzi nawet nieświadomie – to instynkt nas pcha do tych, którzy mogą zapewnić nam bezpieczeństwo i wsparcie.

Przykład: jest Ci samotno, chcesz się spotkać z przyjaciółką. Nie mów jej jednak: „Jest mi smutno, chciałbym żebyś się ze mną spotkała, znajdziesz dla mnie dzisiaj czas?” bo to da jej do zrozumienia, że potrzebujesz czegoś od niej (co budzi jej negatywną postawę), ujawni Twoją słabość, a także (jeśli się zgodzi z Tobą spotkać) spowoduje, że obydwoje będziecie czuli, że masz wobec niej dług.

Jeśli więc pragniesz się z kimś spotkać, lepiej jest np. powiedzieć: „Dzisiaj będę na rynku, będę miał chwilę czasu. Wiem, że ostatnio masz problemy – może zechcesz ze mną wypić piwo czy kawę i porozmawiać? Jeśli to by Ci pomogło to chętnie się z Tobą spotkam.” – to wywoła pozytywny stosunek do Ciebie i niewymuszoną chęć spotkania.

Innymi słowy: nie tylko ukrywaj swoje wady, potrzeby, słabości, ale wręcz „projektuj” je na innych. Staraj się im pomóc. A oni pomogą Tobie, nawet nie pozwalając Ci zdążyć powiedzieć „pomóż mi”.

Niektórzy ludzie powiedzą Ci, że lubią pomagać, że lubią jak czasem ktoś ich potrzebuje, że wcale nie szukają osób silnych, bez wad, etc. Na poziomie świadomym może tak być, ale jest też podświadomość. Wydaje się nam, że jesteśmy ponad nasze instynkty – możemy je kontrolować, ale nie możemy zniewelować ich wpływu do zera.

Pamiętaj, że słowa nie przekazują myśli w sposób dokładny. Nawet jeśli ktoś mówi, że coś myśli to nie znaczy, że jego podświadomość tak myśli – w podświadomości tkwią w nas zwierzęce instynkty i dążenie do przetrwania m.in. poprzez zbliżanie się do silnych ludzi, bez słabości, którzy są gwarantem naszego bezpieczeństwa. Nasza podświadomość wcale nie jest skomplikowana, dąży do przekazania genów następnym pokoleniom, wyeliminowania innych, słabszych jednostek gdy następuje przeludnienie, itp. Rządzą nią proste zasady i popędy, które mają nadbudowę w postaci naszej świadomości, wpojonych nam zasad, etc.

Czasami jednak warto ukazać swoje słabości, nie te prawdziwe, lecz zmyślone. Niech inni (w tym Twoi wrogowie) gryzą Cię w Twoje dobrze chronione punkty. Niech sobie połamią zęby, Haniu ;-)

Postaw się czasami w butach obcej osoby – w ten sposób znajdziesz się 100 mil dalej nosząc czyjeś buty – (to cytat anonimowej osoby, ale jakże prawdziwy – ludzie są egocentryczni, wiele nauczyliby się o świecie próbując się postawić na miejscu innych, ujrzeć świat ich oczyma).

Jeśli jesteś zmuszony sytuacją (np. podczas rozmowy kwalifikacyjnej) przyznać się do czegoś co działa na Twoją niekorzyść (np. niskie wykształcenie, marna poprzednia praca, etc.) – przyznaj się otwarcie, szczerze, pewnym głosem, nie okazując iż uważasz tego za swoją wadę czy słabość. To jakie Ty masz podejście do danego aspektu Twojej historii, czy osobowości, przekłada się na to jak ktoś inny to odbierze. Jeśli ze wstydem, niepewnym głosem powiesz: „mam tylko średnie… nie udało mi się dostać na studia…” zabrzmisz jak osoba przegrana, niepewna siebie, mierna. Jeśli powiesz pewnym siebie głosem „mam wykształcenie średnie” i np. dodasz „nie miałem czasu na studia, jest w życiu tyle ciekawych zajęć” – wypowiesz dokładnie ten sam fakt, ale tym razem zabrzmi on wręcz jako Twój atut, zaleta.

Nie okazuj przesadnych emocji. Uśmiech? OK. Złość, agresja, smutek? NIE!

Szanuj innych, a sam będziesz szanowany. Szanowanie nie oznacza ulegania. Szanowanie znaczy docenianie czyjegoś czasu, tolerowanie czyichś opinii (nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy, choć mamy też prawo wyrazić własne), nie mówienie „mylisz się” bez podawania argumentów.

Nikomu niczego nie obiecuj.

Popełniłeś błąd w relacji z kimś? Szybko i otwarcie przyznaj się do tego tej osobie. Buduj mosty, nie zostawiaj za sobą zgliszczy.

Słuchaj innych więcej niż mów. Słuchaniem czegoś się uczysz i tworzysz pozytywną więź drugiej osoby z Tobą. Mówieniem zaspokajasz własną próżność.

Wspólnie z kimś doszedłeś do jakiegoś pomysłu? Nie przywłaszczaj sobie tego pomysłu, powiedz raczej, że to pomysł tej drugiej osoby. Lepiej na tym wyjdziesz. Pewne rzeczy, które dajesz innym wracają później do Ciebie z procentem, a dawanie niektórych rzeczy nic Cię nie kosztuje.

Sugerując coś komuś: spraw, aby myślał, że to jego pomysł. Nawet najlepsze pomysły są ignorowane przez innych jeśli są wypowiedziane słowami „Mam ten genialny pomysł! Musimy to zrobić!”. Słowo „musimy” rodzi bunt, awersje. Jeśli zadasz komuś pytanie „Czy nie rozsądnie byłoby zrobić to? Co o tym myślisz?” sprawisz, iż ktoś odniesie wrażenie, że ma wpływ, współudział w danym pomyśle, zaangażuje go to i łatwiej się na niego zgodzi.

Ludzie robią innym na złość i pociąga ich to czego robić nie mogą. Uczynienie danego środka nielegalnym (np. narkotyku) to najsprytniejszy sposób na wywołanie zainteresowania nim. Korzystaj więc z przewrotnej ludzkiej natury. Następujące słowa skierowane do osoby o płci przeciwnej:

„Nie zaurocz się we mnie przypadkiem. Choć pewnie i tak tego nie zrobisz, bo wiem że nie lubisz się pakować w problemy.” są bardzo przewrotne i przebiegłe, a skutek czasami jest odwrotny.

Okaż zainteresowanie drugim człowiekiem – nie ważne czy to śmieciarz czy prezydent – ludzka natura, niezależnie od wykształcenia, statusu i inteligencji, jest próżna. Lubimy gdy inni się nami interesują, w pewnych granicach oczywiście (zbyt duże zainteresowanie może wystraszyć daną osobę).

Uśmiechaj się do ludzi – to budzi sympatie.

Nie używaj słów typu 'dzięki’ (lecz 'dziękuje’), nie przeplataj jednego języka z drugim (np. wstawki w j. ang. w wypowiedzi w j. pol.), nie używaj „sh” zamiast „sz”, nie używaj w jednym zdaniu więcej niż 3 znaków zapytania, ani więcej niż 3 wykrzykników!!!!!!! Ogólnie: bądź dbały o mowę i pisownie. Wypowiadaj się wolno – szybkie mówienie kojarzy się z nieprzemyślaną paplaniną. Ludzie oceniają (nawet nieświadomie) po pozorach, a jednym z pozorów jest sposób w jaki się wypowiadasz. Ich ocena Ciebie ma wpływ na Twoją samo-ocenę, a ta na Twoje samopoczucie i produktywność.

Imię człowieka jest zwykle najmilszym słowem jakie dla niego istnieje. Używaj czasami imienia rozmówcy w rozmowie jeśli chcesz, aby obdarzył Cię sympatią i zaufaniem.

Jeśli rozmawiasz z kimś dla egoistycznych celów (tj. np. chcesz by dana osoba Cię polubiła), a nie chcesz wynieść z danej rozmowy informacji dla siebie (lub dana osoba i tak nie wie nic co Cię interesuje): staraj się poruszać tematykę, która interesuje Twojego rozmówce; zaspokoisz tym jego próżność, wzbudzisz sympatie.

Staraj się spowodować, żeby dana osoba poczuła się przy Tobie ważna, wyjątkowa – to wzbudzi jej sympatię do Ciebie. Ale nie przesadzaj i absolutnie nie daj odczuć drugiej osobie, że mocno Ci na niej zależy. No, chyba że w bardzo bliskim związku (partner, którego darzysz miłością).

Ludzie mają tendencje do doceniania tego co jest niedostępne, co nie przychodzi im same do ręki. Gdy komuś na nas mocno zależy – ktoś jest dla nas na wyciągniecie ręki – nie doceniamy tego. Dlatego za nikim nie szalej, spraw by to innym zależało na Tobie. Paradoksalnie: Twoja niedostępność (w rozsądnych granicach) może okazać się kluczem do zainteresowania sobą kogoś na kim Ci zależy.

Zamiast rozkazywać (jeśli musisz wydać polecenie), staraj się zadawać pytania. „Zrób to!” -> „Może byś zrobił to?”.

Ludzie nie lubią mieć kogokolwiek nad sobą, a chętnie wykonują pracę gdy wydaje im się, że to oni zdecydowali, że będą ją robić (a „polecenie” może być ukryte w pytaniu, wymuszona odpowiedź powoduje, iż ktoś myśli, że sam podjął decyzje, iż coś zrobi)

Unikaj głupich ludzi (tj. mało-inteligentnych, nie mało-wiedzących). Lepiej mieć inteligentnych wrogów niż głupich przyjaciół.

Nie czyń sobie wrogów, lecz sprzymierzeńców.

Nie złość się na swoich wrogów – złość na nich zaszkodzi tylko Tobie. Nie trać ani chwili na myślenie o ludziach, których nie lubisz. Nie trać czasu na żadne zemsty, etc. – takim działaniem robisz krzywdę przede wszystkim sobie, a agresja którą byś wyrzucił z siebie znowu by wróciła – druga osoba zemściłaby się za Twoją zemstę. Ignoruj ich – w ten sposób wyświadczysz sobie przysługę (będziesz mieć więcej czasu i stracisz mniej nerwów) i szybciej wykończysz ich samych. Postaw się z drugiej strony: jeśli Twój wróg teraz zaciska zęby ze złości na Ciebie: niszczy sobie szkliwo, traci nerwy i czas – nienawiść do Ciebie i Twoje niewzruszenie niszczy go.

Wyrażając swoje opinie używaj słów typu „Wg mnie…”.

Wypowiedź bez uwagi, że to Twoja subiektywna opinia („Aborcja powinna być zabroniona!”) budzi negatywny stosunek do Ciebie i tego co mówisz, szczególnie jeśli Twój rozmówca nie podziela Twojej opinii. Nie bądź arogancki jeśli nie wyniesiesz z tego pożytku.

Wyrażając swoje życzenie, pragnienie, zawsze staraj się uargumentować: „… bo …”, „… ponieważ …”.

Często to co po słowie „bo” nie ma już znaczenia, ale istnienie w prośbie słowa bo działa magicznie.

Jeśli ktoś Ci przeszkadza – zajmuje Twój czas, asertywnie daj do zrozumienia, że masz do wykonania pracę; powiedz np. „niestety, ale muszę już wracać do pracy”. Nikt nie poczuje się odrzucony, ani nie będzie Cię dłużej zatrzymywał, jeśli usprawiedliwisz, że wracasz do pracy, a nie np. do oglądania TV. Jeśli jakiś Nowak wciąż będzie natrętny powiedz „Do widzenia Panie Nowak”, formuła żegnająca jest dość mocnym (ale wciąż kulturalnym) akcentem dającym do zrozumienia „idź już sobie”.

Wpływanie na innych

Oto główne sposoby wpływania na innych; mówiąc wprost: manipulacji. Uważaj z nimi – jeśli ich nadużyjesz – wywołasz do siebie antypatie. Zrozum jak one działają (aby umieć się przed nimi bronić) i staraj się ich sam nie wykorzystywać. Zdecydowanie nie korzystaj z tych metod na osobach, z którymi na utrzymaniu dobrej relacji Ci zależy.

* Reguła wzajemności: wywołanie poczucia zobowiązania drugiej osoby. Przykład: dajesz drobny (nawet symboliczny) prezent drugiej osobie, tak żeby wyglądało to na altruistyczną intencje („chcę Ci to dać, bo Cię lubię”), później prosisz ją o jakąś przysługę. Ciężko będzie jej odmówić, gdyż będzie czuła, że ma wobec Ciebie dług, który wypada spłacić.

* Reguła sympatii: łatwiej jest nam zaakceptować prośby od osób, które są podobne do nas i które darzymy sympatią. Przykład: osoba stara się wpierw wzbudzić Twoją sympatie do niej, wykazuje jak bardzo jesteście do siebie podobni. Później pyta się o jakąś przysługę. Bliskim (również w znaczeniu emocjonalnym) ciężko odmówić, prawda?

* Reguła zaangażowania: jeśli ktoś podejmie błędną decyzje i zacznie brnąć nienajlepszą ścieżka – ciężko będzie mu zawrócić. Mamy tendencje do trzymania się naszych wyborów, nawet tych nienajlepszych. Człowiek, który idzie ulicą, nagle zawraca i idzie w przeciwnym kierunku (bo zdał sobie sprawę, że nie ma sensu iść tam gdzie właśnie szedł) wygląda dla innych jak wariat i on też by się dziwnie czuł ukazując taką niekonsekwencje. Jeśli więc ktoś podjął jakąś decyzje, która jest Tobie na rękę, a z której chce się teraz wycofać – możesz względnie łatwo przekonać daną osobę, że teraz głupio by było, żeby cała praca w tym kierunku poszła na marne.

* Reguła malejących próśb: Odmowa spełnienia naszej prośby budzi wyrzuty sumienia, które sprzyjają nam przy wypowiedzeniu następnej prośby. Można poprosić kogoś o coś poważnego, na co wiemy że się nie zgodzi, aby po chwili wypowiedzieć to na czym tak naprawdę nam zależy („a może chociaż zgodzisz się na …?”).

Przykład: Damian chce wrócić do domu dopiero o 23.

– Mamo! Mamo! Czy mogę do domu wrócić o 23?

– Damianku… nie, proszę Cię wróć przed 22.

Porażka! Oto ta sama scena rozegrana z wykorzystaniem reguły malejących próśb:

– Mamo! Mamo! Czy mogę zostać u Moniki na noc?

– Damianku… nie, proszę Cię: wróć na noc.

– Mamo.. a mogę chociaż być do 23?

– No dobrze…

Sukces! Mama Damiana miała wyrzuty sumienia, że nie zgodziła się spełnić pierwszej prośby syna, głupio jej też było odmawiać wszystkim życzeniom syna.

* Ocenianie po pozorach: gdy nie mamy o czymś dużej ilości informacji – używamy tych co mamy. Mówi się wtedy, że oceniamy po pozorach. Kupując używany samochód zwracamy uwagę nawet na to czy jest umyty – po tej błahej informacji oceniamy czy właściciel dbał o samochód. Spotykając zadbanego człowieka w garniturze, oraz kogoś nieuczesanego, nieogolonego… jak myślisz, kto wzbudzi w Tobie większą ufność? A przecież to pozory, które stosunkowo łatwo zmienić!

* Reguła doceniania tego co ciężko dostępne: doceniamy to co utraciliśmy, to co właśnie tracimy lub widzimy, że możemy wkrótce utracić. Doceniamy (a często przeceniamy) też to co jest trudne do zdobycia. Przykład: wchodzisz do sklepu i na wystawie widzisz coś co chciałbyś kupić, lecz się wahasz. Po chwili widzisz, że ktoś kupuje tę rzecz, a ekspedientka mówi „och, teraz nam został już tylko ostatni egzemplarz, na wystawie”. Pomoże Ci to w zdecydowaniu się na kupno, prawda?

* Podążanie za innymi: gdy nie wiemy jak się zachować, co robić: patrzymy na ludzi obok nas i ich naśladujemy. Na słabsze jednostki działa to nawet wtedy gdy powinny wiedzieć jak się mają zachować. Przykłady: śmiech – jeśli ktoś powie kawał, którego nie zrozumiemy, lecz inni się zaczną śmiać – pewnie i my się roześmiejemy, wręcz głupio byłoby odstawać od reszty; będąc w obcej nam sytuacji (np. wizyta w kościele obcego nam wyznania, wizyta u ludzi z innej kultury, innej części świata) patrzymy na innych i zachowujemy się jak oni; słowa w reklamie „Już 12 milionów ludzi kupiło nasz produkt” wywołają u wielu osób myślenie „Tyle ludzi się na to zdecydowało, to musi być dobre, więc ja to też chce”.

* Podążanie za autorytetami: jeśli to same zdanie wypowie śmieciarz oraz dr hab. wykładający na uniwersytecie, to oczywiście… Osoba, która wypowiada dane zdanie może mieć większy wpływ na to jak odbierzemy dane zdanie, niż sama treść zdania! Nawet jeśli coś jest całkowicie bez sensu, lecz jest wypowiedziane przez autorytet – przez kogoś kogo uważamy za osobę mądrzejszą od nas samych, nie zanegujemy tego łatwo.

* Reguła względności: Nasze oceny są względne, tzn. cokolwiek oceniamy przyrównujemy do tego co znamy, co widzimy. Przykład: w sklepie elektronicznym stoją 3 zestawy DVD, różnej klasy. Najdroższy i najlepszy kosztuje 800zł. Wchodzimy do innego sklepu, tutaj tamten („najdroższy i najlepszy”) jest najgorszym i najtańszym, kosztuje też mniej (mimo, że to ten sam model) – 700zł. Kupimy go skoro jest tańszy? Raczej nie. W naszych oczach straci na wartości gdy ujrzymy lepsze modele.

Jaka z tego lekcja? Np. pokazujemy klientowi specjalnie gorszy towar o wysokiej cenie. Klient się zastanawia… Po chwili mówimy: „ach, przypomniało mi się, że mam tu coś znacznie lepszego prawie w tej samej cenie!”. To działa jak haczyk na ryby. Jeśli jeszcze wzbogacimy trick o wykorzystanie zasady „doceniania tego co ciężko dostępne” i regułę „podążanie za innymi”, słowami: „ale to ostatni egzemplarz, tyle ludzi już go kupiło” to mamy bankowego klienta. Nie ważne, że na zapleczu mamy jeszcze dużo takiego towaru. Niemoralne? Ale używane! Nie każdy sprzedawca ma serce Matki Teresy i altruizm Czerwonego Krzyża. Miej to na uwadze kupując coś w sklepie, nie daj z siebie zrobić ofiary.

Inne metody manipulacji

Mówi się, że statystyki są trzecim rodzajem kłamstw. Statystyki nie są jednak subiektywne, natomiast sposób prezentacji i prezentowane wnioski z nich wyciągnięte bywają manipulacją.

Ta sama informacja przedstawiona innymi słowami może być całkowicie inaczej odebrana.

Metoda „korelacji” jest chyba najczęściej stosowaną metodą manipulacji statystykami – na ironie: nierzadko osoby, które podają daną informacje same nie są świadome bzdurnego wniosku jaki wyciągają ze statystyk.

Przykład: jakiś czas temu przeprowadzono badania naukowe sprawdzające jak długość snu wpływa na długość życia.

Okazało się, że Ci którzy śpią krócej żyją dłużej (w znaczeniu lat życia, a nie tylko czasu spędzonego w stanie świadomości).

Prosty (i błędny!) wniosek jaki się nasuwa z powyższej informacji: śpijmy krócej, bo tak jest zdrowiej.

Problem polega na tym, że korelacja nie oznacza związku przyczyno-skutkowego! Korelacja większej śmiertelności z dłuższym snem może wynikać z wielu innych czynników, m.in. faktu że ludzie chorzy (często nieuleczalnie) mają osłabiony organizm i spędzają więcej czasu w stanie snu.

Ta sama informacja może być przedstawiona na różne sposoby – można ją „wybielić”, można zaciemnić. Czasami wystarczą same emocje. Prezenter w TV mówiący z oburzeniem o uczestnikach jakieś manifestacji może przelać negatywny stosunek widza na uczestników danej manifestacji. To nic, że widz – gdyby nie emocjonalna reakcja prezentera i niepełne informacje o manifestacji – mając pełne dane pomyślałby coś całkiem innego.

Ludzie mają tendencje do przejmowania emocji rozmówcy: zacznij się denerwować i krzyczeć na rozmówcę: prawie na pewno wzrośnie mu tętno i za chwilę też będzie krzyczeć na Ciebie. W ten sposób można w innych wzbudzać określone emocje i postawy. Emocje są potężną bronią, której nie doceniamy, myśląc naiwnie, że naszym racjonalnym umysłem kontrolujemy wszystkie sfery naszej psychiki. A jakże łatwo nas czasem wyprowadzić z równowagi i sprawić by to emocje wzięły w nas góre nad zdrowym rozsądkiem.

Odpowiednio zadane pytanie sugeruje odpowiedź. Jeśli nauczyciel powie „Kto nie chce mieć dzisiaj klasówki ręka do góry” to inna ilość będzie przeciwko klasówce niż gdyby powiedział „Kto chce mieć dzisiaj klasówkę ręka do góry”. Jeśli zadajesz komuś pytanie licząc, że odpowie tak, a nie inaczej: zasugeruj odpowiedź w pytaniu, spraw by inna odpowiedź (niż ta, która jest Ci na rękę) zabrzmiała głupio, wywołała wstyd czy poczucie winy.

Kłótnie

Jest w nas pewna siła fatalna: skłonność do kłótni, agresji, atakowania innych. W psychologii takie zachowania nazywają się acting-out – wyładowujemy nasze negatywne emocje na innych i jest to nasza ludzka natura. Kilka tyś. lat temu przeżyły te osoby, które wykończyły inne, słabsze, samemu przekazując geny następnym pokoleniom. To dlatego w człowieku jest tyle złości i „zła” – samo dobro odpadło podczas ewolucji; szczęście również – osoby, które były szczęśliwe nic nie robiły i nie przekazywały genów następnym pokoleniom.

Najlepszym sposobem na wyciągnięcie maksimum z kłótni jest unikanie kłótni. Kłócenie się jest jak startowanie w para-olimpiadzie – z góry jesteś skazany na przegraną, bo wygrana w niej to tylko wykazanie własnej ułomności.

Memy – wirus umysłu

Memami nazywa się odpowiednik genów w naszej psychice – pomysły, myśli które są kopiowane. Memy są samolubne, podobnie jak geny, tj. dążą do replikowania się. Kopiowane nie są te najlepsze (z naszego, subiektywnego punktu widzenia), lecz te które łatwo wpadają ludziom do głów. Dobrym przykładem są tutaj religie – wiara w to, że żyjemy po śmierci – taki mem trafia na podatny grunt, bo chcemy abyśmy żyli wciąż po śmierci. Jak bardzo potężne są memy? Spójrz na ilość ludzi religijnych. Memy to jednak nie tylko religia, lecz… wszystko. Każda nasza myśl, którą możemy przekazać drugiemu człowiekowi, jest memem. Stwórz odpowiedni mem i puść go w świat – będzie żył dłużej niż Ty i być może wejdzie w psychikę milionów ludzi i setek następnych pokoleń.

Pamiętaj też, że niewielka akcja może wzbudzić olbrzymią reakcje. Kulka śniegowa puszczona z dużej góry może szybko stać się olbrzymią kulą, która zabije 10 turystów, podobnie jak krzyk w górach może wywołać lawinę; odkrycie pozornie błahej substancji może diametralnie zmienić ten świat. Błaha rzecz, którą powiesz swojemu znajomemu może zostać przez niego przekazana jemu matce, ta może powiedzieć jej przyjaciółce, … postęp jest często lawinowy, niektóre memy kopiują się niczym wirus.

Pamiętaj, że Twoja niewielka akcja teraz może w olbrzymi sposób wpłynąć na świat za 100 lat. Np. spóźnisz się na autobus, kierowca poczeka na Ciebie wstrzymując autobus na przystanku o 20 sekund, później na drodze autobus będzie 50 metrów do tyłu i nie weźmie udziału w wypadku samochodowym nie zabijając osoby, która później okaże się ojcem matki osoby, która wywoła III wojnę światową, a brak III wojny światowej (w której doszłoby do wybuchu bomby zmiatającej z powierzchni ziemi 95% ludności) będzie miał jeszcze bardziej kolosalny wpływ na cywilizacje za 500 lat, bo wszystkie wydarzenia, które inaczej się potoczyły będą się potęgować z czasem.

Ten świat jest mechanizmem, w którym jeden inaczej działający tryb może wywołać lawinę zmian. Niczym domino. Uważaj więc, który klocek przewracasz i jakie memy puszczasz w świat. Jesteś jednym z 6 miliardów ludzi na tej planecie, ale masz spory wpływ na ten świat. Postaraj się, żeby to był pozytywny wpływ i abyś na łożu swojej śmierci miał czyste sumienie i myśli „byłem dobrym człowiekiem”.

Schematy

Schematy prześladują nas na każdym kroku – powodują, że często funkcjonujemy niczym roboty robiąc coś niejako automatycznie, z rutyny.

Schematy zachowania to wpojone nam zasady kultury, ale też np. wizerunek rodziny – nie ważne jak dobra/zła była sytuacja w Twoim domu, w Twoim dzieciństwie, i nie ważne jak bardzo wydaje Ci się, że nie powtórzysz błędów rodziców. Dziecko alkoholików będzie miało tendencje do alkoholizmu. Córka agresywnego ojca będzie podświadomie szukać agresywnego partnera, który będzie jej przypominał wzorzec męża wyniesiony z domu – tj. własnego ojca. Dziecko z rozbitej rodziny nie będzie w stanie utrzymać rodziny, gdyż nawet nie wie jak taka rodzina wygląda od środka, jak funkcjonuje na co dzień.

Schemat rodziny masz wpojony głęboko – zapewne myślisz, że przed nim uciekniesz, używając racjonalnego umysłu. Powodzenia. Nie mniej jednak zdaj sobie sprawę z istnienia schematów – świadomość tego gdzie, w czym tkwi problem będzie Ci pomocna. Bądź świadomy z czym walczysz.

Schematy to memy. Schematami są też Twoje zachowania i cechy: np. nieśmiałość, śmiałość, pewność siebie czy niepewność, itd. Bądź wolny, pozbądź się schematów. Przynajmniej do tego dąż.

Nieśmiałość

Umysł szuka jednocześnie pozytywnych, przyjemnych bodźców, jak i unika negatywnych, nieprzyjemnych. Niestety, perspektywa bliskich negatywnych bodźców (np. odrzucenia) przyćmiewa zwykle dużo ważniejsze pozytywy, które są bardziej odległe w czasie. Okazje (m.in. na poznanie ciekawych ludzi) przechodzą nam więc koło nosa.

Na nieśmiałość ma też wpływ niska samo-ocena i brak pewności siebie.

Samo-ocena jest nie mniej ważna niż to jak wyglądasz i kim jesteś – Twoja samo-ocena przekłada się na to jak odbierają Cię inni. Wyrzuć ze swojej głowy zdania „jestem nieciekawy”, „pewnie się jej/mu nie podobam”, etc. – takie myśli są samo-spełniającą się przepowiednią, ponieważ podświadomie dążysz do tego, aby spełniło się to w co wierzysz. Co więcej – szukamy potwierdzenia tego w co wierzymy. Jeśli więc będziesz myśleć negatywnie (’nie podobam się tej osobie”) to możesz nawet neutralne informacje niewerbalne od tej osoby odebrać (błędnie!) jako wyrażające niechęć do Ciebie.

Praktyka czyni mistrza: jeśli np. nigdy nie podrywałeś obcej kobiety na ulicy to nie licz, że pierwszy Twój debiut będzie w 100% udany – nikt z nas nie urodził się z takimi umiejętnościami, są one nabyte, wyuczone – m.in. na błędach. Jeśli nie wyjdzie Ci „zagadanie do kogoś” spróbuj się na chwile postawić na miejscu drugiej strony – jak siebie samego widzisz oczami danej osoby? Co było źle? Co mógłbyś poprawić w swoim zachowaniu?

Naucz się znosić swoje pomyłki i chwilowe przegrane. Młody ptak zanim wzleci wysoko w powietrze wpierw wiele razy się potyka. Każdy błąd czegoś go jednak uczy i ptak w końcu wzlatuje. Ty też możesz wzbić się wysoko o ile przezwyciężysz w sobie strach przed drobnymi upadkami. W każdym aspekcie życia, nie tylko w pokonywaniu nieśmiałości. 

Mowa ciała

Kontakt wzrokowy

* unikanie – niepewność siebie i/lub podporządkowanie i/lub chęć ukrycia myśli, informacji lub chęć odejścia

* 25% – zainteresowanie

* 90% – zainteresowanie seksualne

* 100% – agresja

Rozszerzone źrenice oznaczają zainteresowanie, poza tym wyglądają atrakcyjnie u osobnika płci przeciwnej.

Jeśli kobieta spuszcza wzrok w dół, potem patrzy na boki: pewnie jest Tobą zainteresowana. Jeśli od razu patrzy na bok, bez spuszczania wzroku – są mniejsze szanse, że interesuje się Tobą.

Głowa

Po wychyleniu głowy (do przodu, w kierunku rozmówcy, na bok lub do tyłu) można rozpoznać nastawnie: im bardziej głowa nachylona w kierunku rozmówcy (i nie na bok) tym nastawienie jest bardziej pozytywne. Podobnie z innymi częściami ciała (ręce, nogi) – wychylone w kierunku rozmówcy oznaczają pozytywne nastawienie.

Podbródek podparty na palcach oznacza krytyczne nastawienie. Głowa podparta na rękach wyraża znudzenie.

Dłonie, ręce

Dłonie otwarte wyrażają szczerość, otwartość, uspokojenie.

Im mocniejszy uścisk dłoni tym, zazwyczaj, osoba bardziej pewna siebie, mniej podporządkowana.

Ręce wyciągnięte w kierunku rozmówcy (np. położone na stole) oznaczają pozytywne nastawienie, otwartość, zgodę. Ręce ukryte (np. w kieszeni) zdradzają chęć ukrycia czegoś.

Ręce założone „na krzyż” oznaczają negatywne, obronne nastawienie.

Uwodzenie płci przeciwnej

Jest proste – jeśli znamy kilka zasad.

Pomyśl na chwilę, że człowiek to małpa. Pomyśl jakich cech u płci przeciwnej będzie nakazywał szukać instynkt samcowi, a jakie samicy. Te same instynkty są w nas, choć nasza kultura je tłumi, a nam wydaje się, że jesteśmy ponad nie.

Kobieta szuka kogoś kto zapewni jej bezpieczeństwo, wsparcie, ochroni ją i dzieci przed niebezpieczeństwem, zapewni im dobrobyt.

Mężczyzna szuka kobiety, która zapewni mu potomstwo – a im jest ładniejsza i zdrowiej wygląda tym podświadoma ocena jej płodności wypada lepiej.

Wykrywanie kłamstw, wyciąganie prawdy

Kłamca:

* unika kontaktu wzrokowego (choć może to oznaczać zaledwie brak pewności siebie lub chęć ukrycia jakichś faktów)

* unika gestykulacji, a jeśli już poruszy, np. ręką lub nogą, to ruch ten jest nienaturalny

* brakuje mu synchronizacji mowy i gestów, lub jego gesty i mowa zaprzeczają sobie wzajemnie

* broni się przed zarzutami o kłamstwo; osoba, która mówi prawdę, oskarżona o kłamstwo, zwykle przejdzie do ataku

* częściej używa słów rozmówcy w kłamstwie. – „Kochasz mnie?”; – „Tak, kocham Cię”. – „Oszukujesz mnie?; – „Nie oszukuje Cię”.

* stara się unikać ciszy, paplając ile się da

* nie mówi danej informacji wprost, lecz ją implikuje („przecież wiesz, że tak było” zamiast „tak było!”)

* zwykle myśli dłużej nad odpowiedzią

* oskarża łatwiej innych o kłamstwo (w psychologii to tzw. projekcja)

* czuje się lepiej po zmianie tematu

Sposoby na wyciągnięcie prawdy:

* zadaj jasne i krótkie pytanie wprost, bez wcześniejszego uprzedzenia tematu, aby dana osoba nie miała czasu na przygotowanie zmyślonej odpowiedzi

* pytaj łagodnym głosem, bez oskarżania, nawet jeśli spodziewasz się kłamstwa

* nie ukazuj tego co już wiesz – aby móc sprawdzić czy dana osoba mówi coś co się zgadza z tym co już wiesz, czy może kłamie na całej linii

* jeśli podejrzewasz, że właśnie zostałeś okłamany – po chwili ciszy zadaj pytanie „Naprawdę?” i spójrz danej osobie prosto w oczy, obserwuj jej mowę ciała

* Zadaj niewinne pytanie, np. „Czy coś ciekawego się wydarzyło wczoraj rano?” – odpowiedź „Czemu pytasz?” sugeruje zaniepokojenie drugiej osoby, zwykle nie bez powodu.

* Oskarż niewprost, np. „Potrzebuje Twojej rady: Wydaje mi się, że ktoś w naszej firmie wykrada materiały eksploatacyjne z magazynu, nie wiesz co można by z tym zrobić?”, „Podobno ktoś w naszej firmie pije alkohol podczas pracy. Nie wiem jak dyplomatycznie podejść do tej osoby – może masz jakiś pomysł?” – jeśli Twój rozmówca jest niewinny to z przyjemnością Ci doradzi co czynić, jeśli jest winny będzie czuł się niezręcznie i będzie starał się bronić zapewniając, że on tego nigdy nie robi.

* Porusz ogólny temat. Będąc nauczycielem możesz powiedzieć do ucznia: „Czy nie jest to niesamowite, że ktoś może ściągać na klasówce, kiedy stoję za jego plecami, i liczyć że tego nie widzę? ” – winny uczeń spróbuje zmienić niewygodny dla niego temat, niewinny chętnie o nim porozmawia.

Udaj, że znasz prawdę:

* „Chyba nie miałeś mnie za idiotę, który o tym wszystkim nie wiedział?”

* Oskarż kogoś o coś, lecz nie precyzując do końca tego co „wiesz”; po chwili powiedz „Jestem zbyt zdenerwowany by teraz o tym rozmawiać, może jednak innym razem” – osoba winna raczej nie będzie miała nic przeciwko, niewinna wpadnie w szał i poprosi, żebyś sprecyzował o co Ci chodzi teraz.

* Strzał w ciemno. „Właśnie dowiedziałem się czegoś nieprzyjemnego. Wiem, że teraz znowu mnie okłamiesz i się tego wyrzekniesz, ale chcę żebyś wiedział, że ja wiem” – udajesz, że dobrze wiesz, iż jest winny jakiegoś kłamstwa – „Obydwoje wiemy o co chodzi. Czy możesz przestać się ze mną bawić? Nie chcesz powiedzieć? Im dłużej będę czekał na wyjaśnienia od Ciebie tym bardziej zły będę.” – jeśli jest naprawdę niewinny – łatwo to po nim poznasz.

Asertywność

Asertywność to sprawna komunikacja, chronienie granic własnego „ja” przed innymi, stanowcze ale grzeczne wyrażanie swoich myśli, oczekiwań i pragnień w sposób, który nie rani uczuć innych oraz nie narusza ich praw.

Pamiętaj, że masz pewne prawa. Ludzie są bezwzględni – będą prosili Cię o pomoc, będą zwalać na Ciebie pracę, odpowiedzialność. Nie wystarczy umieć powiedzieć „nie” – należy też zwykle usprawiedliwić swoją decyzję: jeśli ktoś Ci coś narzuca (i nie jest to usprawiedliwione, np. pracą) – spróbuj wywołać winę danej osoby, spróbuj żeby to ona czuła się źle, a nie Ty odmawiając.

Będąc pewnym siebie, inteligentnym i mądrym człowiekiem (jakim zapewne jesteś dochodząc tak daleko w lekturze tego pliku), być może wrażliwym, altruistycznym i uczynnym, jesteś narażony na presje otoczenia, które chętnie zwraca się do Ciebie z prośbami o pomoc. Przykładowy Marek może usłyszeć od kogoś kto próbuje go wykorzystać: „Marek, to Twój problem, że umiesz tak dużo – a ja mam teraz inny problem i tylko Ty potrafisz sobie z nim poradzić; nie masz wyjścia: musisz mi pomóc”.

Pamiętaj, że Twoje zalety (wiedza-mądrość, etc.) są Twoimi atutami, nie pozwól, by ktoś zrobił z nich „wady”. Bądź grzeczny, ale i stanowczy i nie bój się odmawiać, nie bój się też oczekiwać czegoś w zamian. Jednak zamiast agresywnego „nie!” staraj się odmówić dyplomatycznie, używając magicznego słowa „bo” (lub „ponieważ”) – „… bo teraz jestem zajęty pracą i niestety nie mogę dla Ciebie znaleźć czasu, przykro mi”.

Wytłumaczenie po słowie bo może być szczere do bólu – nie wstydź się powiedzieć, że np. nie masz ochoty pomóc i już. Niech to druga strona się wstydzi – że Cię o coś prosi.

Unikaj agresywnej postawy. Weź 10 głębokich oddechów i dopiero wtedy powiedz jasno to co chcesz wypowiedzieć.

Mów powoli. Wolna mowa kojarzy się z wyrażaniem przemyślanych mysli.

Odmawiając nigdy nie okazuj niepewności („raczej tego nie zrobię…”), bo ktoś zacznie wtedy naciskać właśnie tam gdzie się wahasz; nie prowokuj do dyskusji – pierwsze Twoje zdanie powinno być wypowiedziane na tyle stanowczym głosem (ale nie agresywnym!), aby ktoś sobie od razu zdał sprawę, że tego nie zrobisz i już.

Bądź bezpośredni, „nie owijaj w bawełne”, powiedz wprost czego oczekujesz lub czego sobie nie życzysz.

W odniesieniu do swoich decyzji wypowiadaj się pewnym tonem (np. „jutro wyjeżdzam na wycieczkę”), dając do zrozumienia, że decyzje już zapadły i inni nie mają na nie wpływu.

„Przykro mi, ale nie spełnię pańskiej prośby, ponieważ nie mam w tym żadnego interesu. Mam nadzieję, że znajdzie pan kogoś innego kto zechce panu pomóc – życzę powodzenia. Do widzenia.” – grzeczne, a zarazem dobitne.

Sen

Martwienie się bezsennością powoduje większe negatywne skutki niż sama bezsenność.

Nie masz ochoty spać? Wstań i rób coś! Zegar tyka, czas ucieka, życie mija; nie ma sensu go marnować leżąc w łóżku i próbując na siłę zasnąć – sen jest najbardziej cenny, gdy jest głęboki, a taki ma miejsce gdy idziemy spać padnięci, a nie na siłę mimo braku senności.

Sen dorosłego człowieka odbywa się w ok. 90-120 minutowych cyklach; u dzieci cykle te są dłuższe, u starszych osób krótsze; podczas każdego cyklu ma miejsce faza NREM (sen głęboki, który ma na celu oszczędzanie energii, regeneracje organizmu, wzmocnienie układu odpornościowego) oraz REM (tzw. sen paradoksalny, z irracjonalnymi i żywymi marzeniami sennymi, który jest potrzebny tylko naszemu mózgowi, a jego dokładna rola jest wciąż niewiadoma; prawdopodobnie ma m.in. na celu regeneracje połączeń pomiędzy neuronami, tj. synaps).

Podczas snu REM, który stanowi 10-25% snu, mózg przestaje kontrolować temp. ciała (jednak faza REM trwa do 30 minut, więc nie ma tu zagrożenia); EEG w stanie REM jest rozsychnchronizowane, nieregularne; marzenia senne w fazie REM są wynikiem wyładowań w synapsach – nasz mózg „wariując” z powodu procesu regeneracji w synapsach generuje różne dziwne, przypadkowe informacje, które nasza świadomość odbiera jako marzenia senne i próbuje nieudolnie stworzyć z tego sensowną całość. Dopatrujemy się w marzeniach sennych różnych ukrytych znaczeń, ale ich tam nie ma (chyba, że akurat nasz umysł sobie coś tam utworzył z serii przypadkowych impulsów). Marzenia senne to efekt uboczny potrzebnych mózgowi procesów. W fazie REM mięśnie naszego ciała (oprócz odpowiadających za ruchy gałek ocznych) są sparaliżowane, po to abyśmy sobie nie wyrządzili krzywdy śniąc, że np. właśnie biegniemy wykopać piłkę na boisku. Mechanizm tego paraliżu u niektórych osób działa przesadnie, jeszcze chwilę po przebudzeniu, a u niektórych w ogóle nie działa i są oni każdej nocy narażeni na zrobienie sobie krzywdy – lunatykują.

W fazie NREM marzenia senne mają miejsce rzadko, w mniej głębokiej fazie NREM, są racjonalne, mało żywe i w zasadzie do nich nie pasuje nazwa marzenia senne, lecz „myślenie spowolnionego mózgu”.

Po zakończeniu każdego cyklu (tj. co 90-120 min.) na chwilę się budzimy, ale zwykle tego nie pamiętamy, przyzwyczailiśmy się do tego, że po zakończeniu cyklu zwykle nie wstajemy i śpimy dalej. Nasz mózg jest dość plastyczny jeśli chodzi o dopasowanie się do rytmu jaki mu narzucimy, jeśli tylko będziemy systematyczni.

Czasami budząc się przedwcześnie (np. z powodu hałasu) czujemy się bardziej rześcy niż po dłuższym śnie; czasami przeciwnie: po krótszym śnie czujemy się fatalnie zmęczeni – samopoczucie nie zależy jednak tylko od długości snu, lecz przede wszystkim od momentu przebudzenia się; obudzenie się w głębokiej fazie NREM jest fatalne dla naszego samopoczucia; obudzenie się w fazie REM powoduje, że pamiętamy aktualnie „śnione” marzenie senne i czujemy się dobrze. Najlepsze samopoczucie jest, gdy obudzimy się naturalnie pomiędzy dwoma kolejnymi cyklami. Unikaj więc budzika.

Nasz biologiczny zegar pracuje w trybie 24,5 do 25,5 h (mimo, że doba ma 24h), ale bodźce zewnętrzne (m.in. brak światła wieczorem) spychają nas w tryb 24h. Gdy jesteśmy pozbawieni bodźców, mówiących nam czy jest dzień czy noc, nasza „doba” ma 25h.

Oprócz 25h, okołodobowych cykli (rytm cirkaradialny), za które odpowiada mała grupa neuronów na przodzie mózgu zwana SCN, mamy też rytm ultradobowy, który dzieli sen na fazy NREM i REM, ale wpływa na nas również gdy nie śpimy – po naturalnym przebudzeniu mamy 90-110 minut dobrej koncentracji po czym przychodzi 20 minutowy okres gorszego skupienia, podczas którego łatwiej wpaść w „marzenia na jawie”, odpowiednik fazy REM podczas snu – potem znów 90-110 min. dobrej koncentracji, itd. Wykorzystując te 20 min. na drzemkę możemy znacznie poprawić efektywność naszej pracy umysłowej, szczególnie na następne 90-110 min. Wielu twórczych ludzi (np. T. Edison, Leonardo da Vinci, N. Tesla, Napoleon) korzystało z takich drzemek. Jeśli wesprzesz swój umysł takimi drzemkami może za 100 lat i Twoje nazwisko pojawi się obok tamtych geniuszy na liście wielkich ludzi, którzy zmienili ten świat.

W stanie snu spędzamy ok. 1/3 życia; sen typowej osoby w XXI wieku bardzo odbiega od naturalnego trybu, naturalniej jest spać kilka razy w ciągu doby; wbrew powszechnemu mniemaniu, nie mamy zaprogramowanego 8 godzinnego snu – można spać efektywniej, krócej.

Odpowiednia ilość snu o optymalnych porach to klucz do dobrego samopoczucia i dobrej sprawności intelektualnej. Depresja i geniusz mają wysoką korelacje z nieprzeciętnym trybem snu.

Nie leż w łóżku jeśli nie śpisz – niech Twój umysł kojarzy łóżko ze snem i szybko Cię usypia gdy się w nim znajdziesz.

Rano, po przebudzeniu się, od razu wstań z łóżka – dalsze leżenie w pół-śnie, choć przyjemne, jest nieproduktywne i ma negatywny wpływ na Twoją energie podczas dnia.

Zminimalizuj oświetlenie przed zaśnięciem i zapewnij sobie jasne (najlepiej naturalne!) oświetlenie po przebudzeniu.

Rozwój umysłu

Nie bój się zmian.

Spraw, by Twój mózg odbierał różne bodźce; nie wpadaj w rutynę. Jeśli możesz dojeżdżać do pracy różnymi drogami o podobnej długości – jeździ nimi na przemian. W dane miejsce staraj się dostać taką drogą jakiej jeszcze nie znasz.

Staraj się od-uzależnić od wsparcia technologii: przed spojrzeniem na zegarek spróbuj zgadnąć godzinę wyrabiając sobie lepsze poczucie czasu, przed spojrzeniem na kompas spróbuj odczytać kierunki z takich inf. jak godzina i kierunek skąd świeci słońce, numery tel. znajomych staraj się zapamiętywać w głowie z pomocą mnemoniki, etc. Noś przy sobie jednak jakiś notes – jeśli przyjdą Ci do głowy ciekawe pomysły – nie warto ryzykować ich utraty.

„Jesteśmy tym co jemy”

Chcesz poprawić swoją inteligencje, pamięć, refleks, wytrzymałość mięśni, samopoczucie, etc.?

Upewnij się, że Twoja dieta zawiera w odpowiedniej ilości wszystko co niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Stosuj różnorodną dietę – organizm sam wybierze co mu potrzeba jeśli będzie miał zapewnione wszystkie składniki – w różnym pokarmie.

Jednak nawet najbardziej zróżnicowana typowa, współczesna dieta może nie zapewnić optymalnej ilości pewnych składników lub chemia (np. konserwanty) czy inne procesy (np. gotowanie) skutecznie pozbawią pokarm niektórych cennych składników.

Jedz dużo ryb lub nawet wesprzyj się suplementem o nazwie Omega-3 z apteki – pomaga nie tylko na krwiobieg, ale przede wszystkim na nasz mózg, zawiera to co jest mu bardzo potrzebne, a jednocześnie to czego jest b. mało w typowej, zachodniej diecie. Zainteresuj się też innymi suplementami, które wspomogą Twoją pracę umysłową.

Życie to nieustanna walka

Radzenie sobie z innymi ludźmi to jedno, z samym sobą to drugie. Najcięższe walki przeprowadzamy ze sobą.

Rób wszystko najlepiej jak potrafisz – miej czyste sumienie. „Zrobiłem wszystko co mogłem, nic więcej zrobić nie mogłem, osiągnąłem tyle ile byłem w stanie”. A zajdziesz w życiu daleko i osiągniesz spokój ducha.

Bądź sobą; nie patrz na innych – nie pozwól by względne normy społeczne i presja innych abyś i Ty mieścił się w przeciętności, spowodowały, że… może nie okażesz się drugim Einsteinem czy Edisonem; ludzie wyjątkowi i kreatywni są ekscentryczni i nie mieszczą się w normach przeciętności. Nie wychodź jednak poza normy dla samego wyróżniania się, „bo chcę być inny”, dla zaspokojenia własnej próżności.

Co masz zrobić dziś zrób dziś. Bądź systematyczny. Zaczynaj od najważniejszych i najtrudniejszych zadań.

Pamiętaj, że nie istnieje coś takiego jak „Twoje prawdziwe, jedyne >ja<„.

Nasza osobowość jest zmienna, kształtuje się przez całe nasze życie, dostosowuje się do warunków w jakich żyjemy. Nie szukaj własnego „ja” – nie znajdziesz tego czego nie ma. Kreuj własną osobowość, staraj się być tym kim chcesz być, a nim będziesz jeśli włożysz w to prace.

Twój mózg odbiera zewnętrzne bodźce, które mają na niego duży wpływ, ale ma też pewną pętle zwrotną – to co sam myślisz potrafi działać, w pewnym stopniu, jak zewnętrzne bodźce. Wykorzystaj to. Korzystaj również ze swojej wyobraźni.

Masz jutro ważne spotkanie? Rozegraj je w swojej wyobraźni – będziesz lepiej na nie przygotowany, bo w części… już je będziesz mieć za sobą.

Chcesz poderwać ciekawą osobę? Rozegraj podryw w wyobraźni – udany! Wtedy Twój umysł będzie miał w pamięci udany podryw, co doda Ci wiary w siebie.

Im ciekawsze, oryginalniejsze i odkrywcze masz pomysły, tym bardziej inni nie będą w stanie wyrazić sensownej opinii o nich. Nie przejmuj się więc opiniami innych – jeśli niektóre Twoje pomysły są genialne i wyprzedzają aktualną cywilizacje 50 lat wprzód: pewnie zostaną docenione dopiero jak ludzkość do tego dojrzeje, za 40 lat, po Twojej śmierci, a teraz zostaną skwitowane przez głupich ludzi słowami „głupota!”. Bynajmniej nie czekaj na swoją śmierć – idź dalej naprzód. daVinci

Uwierz w siebie – masz tak samo działający mózg jak Sokrates, Newton, Albert Einstein, … – też jesteś człowiekiem. Nie wierz w to, że ktoś ma w genach bycie „Einsteinem”. Geny to sposób na usprawiedliwienie własnego lenistwa.

Nie rób sobie „testów na inteligencje” – inteligencji nie potrafimy zmierzyć, nawet nie zdefiniowaliśmy czym ona dokładnie jest. „Testy IQ” mierzą umiejętności powiązane ze zdolnością rozwiązywania klasy pewnych problemów, ale jakikolwiek wynik Ci nie wyjdzie – będzie on zależał od Twojej chwilowej sprawności (samopoczucie, wyspanie, stan emocjonalny, chwilowa chemia w mózgu, koncentracja) i wynik ten może negatywnie wpłynąć na Twoją psychikę, tzn. możesz stworzyć sobie w głowie mentalną barierę, granice: „nie mogę zrobić więcej, bo nie jestem na tyle inteligentny”. Ograniczysz sam siebie. To co przede wszystkim wyróżnia wielkich ludzi (Edison, DaVinci, Darwin, itd.) od reszty to nie inteligencja, lecz pasja, otwartość umysłu, chęć nauki, pracowitość, dziecięca ciekawość i wyciąganie satysfakcji z tego co się robi – czy myślisz, że mając te cechy i poświęcając swoje życie jakieś dziedzinie (która Cię interesuje i nad którą praca przynosiłaby Ci satysfakcje) nie osiągnąłbyś równie wiele co tamci wielcy ludzie?

Rozwijanie się, praca mentalna, itd. zwiększają Twoją inteligencje; testy IQ są samo-spełniającą się, groźną, przepowiednią – komu wyjdzie wysokie „IQ” ten będzie więcej nad sobą pracował mentalnie, wierząc w siebie, zwiększając swoją inteligencje, ten komu wyjdzie niskie „IQ” nie będzie pracował, nie będzie miał wiary, w to że ma – jak to się szumnie mówi – „zdolności”, w efekcie swojej inteligencji nie zwiększy. W genach mamy pewne predyspozycje, ale są one małym ułamkiem tego co się nazywa „zdolnościami” i „talentami”. Reszta to wpływ otoczenia, bodźców napływających do naszego mózgu, tego co spożywamy i tego jak myślimy (np. wiara w siebie).

 

Najpoważniejsze bariery, limity tego co możesz osiągnąć, to nie Twoje zdolności, nie inni ludzie, nie Twój status, nie sytuacja finansowa; największe limity masz we własnej głowie – sam sobie je tworzysz, tworzą je też inni ludzie wciskając Ci kit, że coś jest niemożliwe, że nie dasz rady, etc.

Jeśli nie wierzysz, że coś jest możliwe: nie dokonasz tego. Przyjdzie ktoś inny, kto nie zda sobie sprawy, że „nie można” i zrobi to, z powodzeniem. Jeśli połowa ludzi na tym świecie czas spędzony na myśleniu „nie dam rady” spędziłaby na działaniu to już byśmy pewnie skolonizowali księżyc, Mars, spowolnili proces starzenia o 200% i kto wie co jeszcze. Ale blokują nas bariery, które sami sobie tworzymy w umysłach. Bariery, które tworzą podstawowe mechanizmy naszej psychiki – dążenie do stałości, strach przed zmianami, ryzykiem, strach przed tym co nieznane, co może przynieść nowe zagrożenia, które są dla nas niewiadomą.

Jeśli ktoś powie Ci, żebyś przebiegł przez rozżarzone węgle – pewnie tego nie zrobisz; powstrzyma Cię Twoja psychika, bariery mentalne, nie fizyczne. Bariery mentalne chronią nas przed zajęciami, które nasz umysł uważa za niebezpieczne, chronią przed samo-destrukcją, przed powstrzymaniem przekazania genów. Jednak to te jednostki, które łamią bariery dochodzą daleko i wyświadczają następnym pokoleniom cenniejszą przysługę niż tylko przekazanie genów. Pamiętaj, że Twoja podświadomość wyolbrzymia kłopoty, limity i bariery, aby Cię chronić.

Naucz sie j. ang. (jeśli jest Ci obcy) – to może być najlepsza inwestycja w siebie jakiej dokonasz.

Staraj się zachować optymalną wagę ciała.

Staraj się uczynić wszystko najprostszym jak się da (to słynne słowa Einsteina), lubimy sobie zbyt komplikować wiele spraw.

Niczego nie bądź pewien. Nie wszystko jest takie na jakie wygląda. Nawet precyzyjne dowody w matematyce opierają się na aksjomatach, których udowodnić nie potrafimy – przyjmujemy je na intuicje. Nikt jeszcze nie udowodnił, że ten świat istnieje (a może to sen?) – nie ma takiej rzeczy, której można być pewnym; pozory mylą, a prawda często okazuje się inna niż przypuszczaliśmy.

Słuchaj się swojego wewnętrznego głosu – on dobrze wie co masz robić; ignorujemy go z lenistwa, bo on nie mówi nam abyśmy się obijali. Chcesz nie pójść dziś do pracy? Wewnętrzny głos powie Ci, żebyś poszedł, ale lenistwo może go zagłuszyć.

Biegasz dla sportu, kondycji, dobrego samopoczucia? Biegaj w drodze z/do szkoły/uczelni/pracy – zaoszczędzisz sporo czasu.

Nie oglądaj w TV wiadomości; nie zaprzątaj sobie głowy negatywnymi informacjami, na które nie masz wpływu i które nic Ci nie dają prócz zdenerwowania.

Kieruj swoje marzenia w kierunku tego co możesz osiągnąć – marzenia o tym co osiągalne zmotywują i zmobilizują Cię do działania. Marzenia o tym czego osiągnąć nie możesz będą dla Ciebie usprawiedliwieniem nic-nie-robienia, pomyślisz: „przecież i tak tego nie osiągnę”.

Podpatruj tych, którzy do czegoś doszli w życiu – pewnie możesz się od nich czegoś nauczyć, nawet jeśli są głupsi od Ciebie.

Automatyzuj swoją pracę; inwestuj teraz, abyś mógł czerpać z tego później; jeśli masz do wykonania daną pracę na 2 sposoby: jeden żmudniejszy, ale ułatwiający wykonywanie danej pracy w przyszłości – zainwestuj w ten żmudniejszy wybór; jednocześnie korzystaj teraz z wszystkiego, nie odkładaj życia – pamiętaj, że jutra może dla Ciebie już nie być, nie znasz dnia, ani godziny. Naucz się łowić grube ryby, jedna gruba ryba może da Ci więcej pożytku niż 10 małych, a łowiąc 10 małych stracisz 10 razy więcej czasu i energii.

Społeczeństwo to piramida – staraj się być na jej górze, niech to inni pracują na Ciebie. Jeśli masz np. małą firmę – rozwijaj się; pracując samemu nie masz perspektyw na rozwój; zatrudnij ludzi, niech pracują na Ciebie – oni robią pracę fizyczna, a Ty psychiczną. Ty możesz mieć 100 różnych, wielkich firm – jeśli tylko stworzysz z nich „piramidy”, które same będą pracować na Ciebie, przy okazji zrobisz dobry uczynek i dasz ludziom pracę. Nie miej wyrzutów sumienia, że „żyjesz z pracy czyichś rąk” – nie Ty to ktoś inny; praca umysłowa to też praca, nie mniej lekka, a będąca jednocześnie dobrym inwestowaniem w siebie.

Pamiętaj, że Bill Gates nie został najbogatszym człowiekiem poprzez pisanie programów, lecz przez wykupywanie dobrych rozwiązań innych, dobry marketing, przez dobre układy, umowy, dobre zarządzanie firmą i stworzenie „piramidy”. Pozwól pracować na „niskim poziomie” innym (czasami fizycznie, niczym koń na polu), nie zabieraj im pracy jakiej chcą. Ich wybór. Ty pracuj umysłowo.

Nie zawsze więcej pracy implikuje większe korzyści; często sposób użycia siły ma większe znaczenie niż natężenie siły; 10 osiłków może próbować całe życie pchnąć z jednego miejsca głaz, bezskutecznie; ktoś inny chwilę się zastanowi i pchnie głaz w odpowiednim miejscu, lub użyje kija jako dźwigni – głaz po chwili poleci z hukiem. Nie bądź tym, który próbuje głową rozwalić mur, a śrubkę odkręcić młotkiem – wybieraj optymalne rozwiązania. Nawet najszybszy komputer potrafi liczyć latami kiepskim algorytmem to co słaby komputer policzy w 10 sekund optymalnym algorytmem. Używaj optymalnych narzędzi do danych problemów.

Skup się na wygrywaniu, a nie na unikaniu przegranej.

Trenuj „silną wolę” – bez niej nie zajdziesz daleko, będziesz oddawał się przyjemnym, lecz nieproduktywnym zajęciom, które nie przyniosą Ci korzyści w dłuższym okresie.

Pamiętaj, że zajęcia produktywne też przyniosą Ci pozytywne rezultaty, w znacznie większych ilościach, lecz trzeba na nie poczekać. Zwykle warto.

Sposób na silną wolę?

Myśl o motywacjach – wyobraź sobie siebie za x dni/miesięcy/lat, gdy już osiągniesz to co chcesz osiągnąć danym działaniem.

Nie trenuj silnej woli np. stawianiem na widocznym miejscu czegoś czemu nie możesz się oprzeć (np. czekolada, papierosy) i mówieniem sobie „nie mogę!” – lepiej jest używać pozytywnych myśli i afirmacji, niż zakazów! I nie rozpraszać się niepotrzebnie widokiem czegoś zbędnego np. na naszym biurku.

Lepsza kontrola własnych pragnień zwiększy Twoją samoocene, poczucie kontroli nad swoim życiem i… zwiększy silną wolę. Mechanizm ten, jak i wiele innych w psychologii, działa z pętlą zwrotną: im więcej inwestujesz tym później wykładniczo więcej zyskujesz. Inwestuj więc; odmów sobie teraz przyjemnej bzdury, aby później czerpać korzyści z dużo bardziej przyjemnych zajęć. Ale nie wpadnij też w drugą skrajność i nie odkładaj czerpania satysfakcji ciągle „na przyszłość”; nie bądź jak człowiek, który całe życie sieje na polu, lecz nigdy nie zbiera plonów.

Na prawo do życia nie musisz zapracowywać – już je masz. Akceptuj siebie, dbaj o siebie. Jeśli Ty zaakceptujesz siebie takim jakim jesteś – inni też Cię zaakceptują. Nie narzucaj sobie niemożliwych celów; słowa „muszę być perfekcyjny” będą Cię niszczyć i spychać na dno. Słowa „chcę być perfekcyjny” działają lepiej. Do niczego się nie zmuszaj, rób wszystko z ochotą, pasją, albo nie rób wcale.

Uczucia i myśli są samonapędzającym się mechanizmem – dlatego myśl pozytywnie. Myśl „idę w dół, jest coraz gorzej” rozkręci negatywne myśli, będzie samo-spełniającą się przepowiednią. Pamiętaj, że prócz świadomej sfery w Twojej psychice jest też podświadomość – ona Cię uważnie słucha i stara Ci się wierzyć; jeśli powiesz sobie, że jesteś beznadziejny, ona „usłyszy” i tego nie zignoruje – zadziała to niczym bomba zegarowa, impuls który wróci do Twojej świadomości mówiący, że jesteś beznadziejny. A nie jesteś.

Interpretacja faktów w naszym umyśle bywa ważniejsza niż same fakty. To nie tragedia 11 września 2001r. w Nowym Jorku spowodowała u wielu ludzi w N.J., którzy przeżyli, zespół-stresu-pourazowego; dobił ich sposób w jaki odebrali tę tragedie i zagrożenie. Jeśli byliby psychicznie gotowi na wszystko – ta tragedia nie wpłynełaby tak negatywnie na ich psychikę. zegar

Żyj pełnią życia – tak jakby każdy dzień był Twoim pierwszym i ostatnim, ale nie zapominaj, że czeka Cię też pewnie przyszłość i staraj się, aby było Ci w niej coraz lepiej.

Bądź gotowy na wszystko, nawet na to, że za 8 minut umrzesz, stracisz zdrowe zmysły lub dowiesz się, że je straciłeś je 10 lat temu, a część Twoich znajomych istnieje tylko w Twoim umyśle – nie pozwól, aby życie Cię zaskakiwało.

Nie bierz życia zbyt serio, prawdopodobnie i tak nie wyjdziesz z niego żywy (chyba, że dożyjesz momentu, w którym ludzkość będzie w stanie zatrzymać proces starzenia).

Baw się póki możesz, jeśli masz 2 ręce i 2 nogi, póki nie musisz chodzić o lasce i nie zmaga Cię choroba Alzhaimera. Aktualne lata już nie wrócą, zegar tyka, klepsydra Twojego życia została przewrócona, z każdym Twoim oddechem dzieli Cię od Twojego końca coraz mniej.

 

„Jakież to wspaniałe, czuć się bezpiecznie z osobą, przy której ani nie ważysz myśli, ani nie mierzysz słów, ale wylewasz je dokładnie takie jakimi są, nieoddzielając ziarna od chwastów, wiedząc, że przyjazna ręka przesortuje je, zatrzyma to, co wartościowe, a resztę rozwieje podmuchem miłego wiatru…”

Jeśli 'czujesz’ – mów o tym. Nie zachowuj tego na inny, 'lepszy’ moment, który być może nigdy nie nadejdzie.

Kieruj się sobą, nie innymi. Kiedy stoisz na rozdrożu, nie wiesz dokąd iść – wsłuchaj się w swoje serce. Nikt nie zna Ciebie, Twoich pragnień, lepiej niż ono.

„Niech słońce nie zachodzi nad gniewem Twoim…” – nie pozwalaj by kierowały Tobą negatywne emocje, gniew czy złość.

Naucz się jako pierwszy wyciągać dłoń do tych, których kochasz. Nigdy nie będziesz tego żałować.

Nie trać czasu. Nigdy. Chcesz poczekać z tym co w Tobie teraz, dziś? Rok, miesiąc, tydzień? Po co? Czasem i dzień może stać się niepotrzebną nikomu wiecznością.

 

autor artykułu: Confiable

Jestem lepszą kapustą

Ja po prostu jestem lepsza. Jestem ładniejsza niż inne – i mimo, że nikt inny tego nie potwierdzi, to wiem że jestem ładniejsza. Jestem mądrzejsza niż inni – i ci inni czasem zaskakują mnie swoja mądrością, a ja siebie zaskakuję swoim zacofaniem, ale to tylko wyjątek który potwierdza regułę – że jestem mądrzejsza. Jestem taka inna niż wszyscy, taka wrażliwsza, czulsza, taka bardziej głęboka – nikt nie jest na takim poziomie głębokości i wrażliwości jak ja. Jestem bardziej utalentowana – i mimo, że nie mam żadnego konkretnego talentu, to i tak jestem bardziej utalentowana od innych. Mam lepszy gust – i mimo, że sama się najciekawiej nie ubieram, to przecież wiem co jest ładne a co nie jest – i wiem, że ludzie powinni się na mnie wzorować, bo lepszego gustu niż mój, nigdzie nie znajdą.

A co się kryje pod tą – „najlepszą” ? Gdyby ta postawa, że jestem najlepsza zniknęła, to co mi zostanie? Strach, że jestem gorsza, że wcale taka mądra nie jestem i że wybierałam życie w iluzji żeby czuć się lepiej, że wcale taka piękna nie jestem i starałam się wypatrywać brzydotę w innych żeby samej poczuć się lepiej. Okaże się, że wcale nie mam tak wiele ludziom do zaoferowania, że ludzie wcale nie chcą mojej pomocy, bo całkiem dobrze sobie radzą. Ale wybierałam życie w iluzji, że ja radzę sobie lepiej, że mam innym pomagać, że mają brać że mnie przykład – tylko po to, by nie zobaczyć szarości i ubogości mojego własnego życia. Wolałam skupić się na zastanawianiu się dlaczego inni nie biorą że mnie przykładu, niż zająć się własnym życiem, żyć tym życiem na 100% i być w pełni sobą.

A co się kryje pod tym że jestem gorsza? Pod tym strachem, że nic nie mam do zaoferowania, że jestem bardziej szara niż mysz?

Jesteśmy jak kapusta. Każda nasza „prawda” o nas jest jak liść, który przykrywa kolejny liść, czyli kolejną „prawdę ”. A liści jest wiele i zwariować można zastanawiając się nad tym jacy naprawdę jesteśmy, który liść jest bardziej prawdziwy. Często wybieramy myślenie o sobie w jakiś sposób i stosujemy afirmacje, aby zacząć wierzyć w to co chcemy wierzyć. Ale najczęściej afirmacje są jak kolejny liść, który ma przykryć te inne mniej atrakcyjne liście.

Może twoim wierzchnim liściem jest ten który mówi, że jesteś lepszy i wybiórczo czerpiesz informacje ze świata aby to potwierdzić. Możliwe że twoim wierzchnim liściem jest ten, że jesteś gorszy – więc używasz wybiórczych przykładów ze świata by to sobie udowodnić. Każdym przykładem osoby odnoszącej sukces katujesz siebie, jesteś w stanie użyć każdego wydarzenie by udowodnić sobie, że coś z tobą jest nie tak. Czasami nie możesz się zdecydować co o sobie myśleć – jednego dnia czujesz się panem świata, ponadczłowiekiem, a drugiego dnia spadasz na dno uważając się za ostatnie byle co. Nie możesz się zdecydować w które kłamstwo o sobie wierzyć bardziej.

Tak na prawdę boimy się uchylić kolejnego liścia, boimy się spojrzeć w głąb siebie aby przypadkiem nie okazało się, że to co ukrywamy sami przed sobą, jest faktycznie straszne. Ale to tylko kolejny liść. Prawda o każdym człowieku jest piękna.

Gdzie jest ta prawda? Jak do niej dotrzeć?

Prawda tkwi w głąbie. Każda kapusta ma swój głąb – środek, do którego podoczepiane są liście – i w tym środku zapisana jest prawda o nas. Nie jest tym to kłamstwo, że jesteśmy lepsi, nie jest tym też ten fałsz że jesteśmy gorsi. Prawda o każdym człowieku jest identyczna. Każdy człowiek jest taki sam. Każdy człowiek jest dobry i jeśli nie czujesz się dobry to znaczy, że nie dotarłeś jeszcze do środka siebie a wciąż otaczasz się jakimś liściem. Człowiek jest pełnią, ma w sobie wszystko, człowiek z natury jest szczęśliwy i radosny i nie potrzebuje nic, by czuć pełnię szczęścia i radości. Jeśli nie czujesz tej pełni, to zapewne wierzysz w jakieś kłamstwa o sobie, wierzysz że masz coś, albo że nie masz czegoś, co pozwalałoby ci czuć się szczęśliwym. Wierzysz, że urodziłeś się niepełny. Wierzysz że zostałeś stworzony z brakami, że nie jesteś doskonały. Ale to nie jest prawdą. Urodziłeś się doskonały. W każdym wcieleniu rodziłeś się doskonały, pełny, rodziłeś się bogiem. Jeśli tego teraz nie czujesz, to dlatego, że bardzo silnie wierzysz we wszystkie swoje liście, wierzysz we wszystkie kłamstwa na swój temat, wierzysz we wszystkie fałszywe ograniczenia ciebie dotyczące – i boisz się, że to jest prawda.

Wybierasz myślenie, ze gdybyś wyglądał inaczej, był niższy wyższy, chudszy, grubszy, to byłbyś szczęśliwszy. W osiągnięciu szczęścia przeszkadza nam kraj w którym się urodziliśmy, miasto, dzielnica. Przeszkodą jest czas w którym się urodziliśmy – bo gdybyśmy się urodzili 10 lat wcześniej albo 10 lat później, to wszystko byłoby lepiej i inaczej. Za przyczynę nieszczęścia uważamy nasze imię – bo brzmi dziwacznie albo nie podoba się nam pod kontem numerologii. Data naszego urodzenia też nas krzywdzi – używamy astrologii jako kata – to przeklęte ustawienie planet. Nasz znak zodiaku jest kolejnym wielkim ograniczeniem. Gdybym tylko była baranem – to moje życie byłoby takie proste. Wygląda na to, że cały wszechświat się sprzysiągł aby nam spartaczyć życie. Ale to wszystko nieprawda. To nasz umysł wyszukuje kolejne dowody na to, że przyczyna naszego nieszczęścia powodowana jest warunkami zewnętrznymi które nas ukształtowały. Czy ustawienie planet jest w stanie jakoś wpłynąć na naszą boskość, na nasz niezmienialny, prawdziwy, boski środek? Czy jest coś, co może nam tę boskość odebrać albo przyćmić? Człowiek jest w stanie uwierzyć w iluzje i w kłamstwo i naoszukiwać się, że jego boskość jest przyćmiona. Ale to tylko iluzja. Boskość jest nieprzyćmiewalna.

Zapewne masz jakiegoś idola, którego życie jest dla ciebie przykładem. Czy wiesz że jesteś dokładnie taki sam jak ta osoba – a jedyne co was odróżnia, to iluzje w które wierzycie na swój temat? To co ciebie dzieli od osoby, którą chciałbyś być, to strach że jesteś inny, że jesteś gorszy i że jesteś niedoskonały.

Czy jest jakaś metoda by rozebrać się z liści i dotrzeć do swojego środka? Czy da się pozbyć tych kolejnych nawarstwionych kłamstw bez przyjrzenia się im? Nie wiem. Wiem natomiast, że świadomość kłamstwa je rozpuszcza.

Często siadam i wyobrażam sobie spływającą na mnie prawdę . Wyobrażam sobie ją jako białe światło które niczym surowica spływa z góry i poprzez moją głowę płynie do serca. Serce transformuje i wysyła tą prawdę tam, gdzie są iluzje i bloki we mnie powodując, że one się kruszą a do mojej świadomości docierają informacje o kolejnych kłamstwach i pozwalam im wtedy odejść. Gdy tylko wpadam w pułapkę mojego umysłu i zaczynam grać w tą grę, jestem gorsza/jestem lepsza, staram się jak najszybciej zobaczyć w tym grę. Gdy tylko poczuję się gorzej – staram się w tym dostrzec kolejny liść kapusty, kolejną warstwę. Staram się nie zagłębiać w to kłamstwo, nie babrać w nim masochistycznie, tylko traktować to jako informacje od mojego serca do świadomości o tym, którego kłamstwa się właśnie pozbywam.

Moja mama zawsze powtarzała, ze głąb kapusty ma najwięcej witamin, że jest najzdrowszy, obierała mi go z liści i dawała do jedzenia niczym najlepszy przysmak. Dość ciekawe jest to, że gdy większość osób gotuje coś z kapusty, to używa głównie liści, czy to do bigosu czy do gołąbków, a środek kapusty wyrzuca bo jest za twardy. Czy nie jest to analogią do naszego życia? Zajmujemy sie liśćmi, czyli kolejnymi warstwami kłamstw o nas – a głąb, to centrum, tą twardą opokę nas samych, wyrzucamy.

…o kacu 2013.

Od jakiegoś czasu obserwuje na rozmaitych portalach i forach poświęconych sprawom ducha wzrost zainteresowania liczbą, która wywołuje masę emocji: 2012. Data 2012 oznacza niezwykle wiele… Postanawiam zatem dorzucić swoje trzy grosze. Ale, tym razem, nie w formie proroctw czy wizji… lecz pytań do samodzielnego rozważenia. Pytania te powstały jako wynik prostych wierzeń, przemyśleń i obserwacji faceta, który jest dobrze ukorzenionym realistą, tak dobrze ukorzenionym, że jak idzie to jądrami ociera o chodnik :)

Przede wszystkim, 2012 to katastrofy i kataklizmy…

ZASADNICZE PYTANIE 1. W JAKI SPOSÓB JAKIKOLWIEK KATAKLIZM JEST W STANIE PODNIEŚĆ WIBRACJE CZY ŚWIADOMOŚĆ?

Jakie są korzyści z naturalnych katastrof? Czy tsunami z 2004 roku, w którym zginęło 275 tysięcy ludzi, kogokolwiek oświeciło? Czy naprawdę wierzysz, że jak huknie kometa czy wyleją oceany, to papież nagle ogłosi, że przez tysiąclecia Kościół się mylił i mówił nieprawdę i namówi się na sesję regresingu? Czy raczej, stwierdzi że to Boska kara za grzechy i zacznie wzywać grzeszników do powrotu na łono jedynie nieomylnego Kościoła? Albo inaczej, czy śmierć milionów nagle oświeci pozostałe miliony? Czy też może, spowoduje chaos, strach i panikę? Czy naprawdę istnieje katastrofa naturalna, która jest w stanie spowodować, że miliony osób jak za dotknięciem magicznej różki nagle zrozumieją swoje błędy, pomyłki, ujrzą ograniczające wzorce i zechcą porzucić dotychczasowe życie i stworzyć idealny świat? Czy rewolucja jest naturalną drogą przemian? Czy natura wybiera ewolucję czy rewolucję jako optymalną ścieżkę rozwoju i wzrostu? Jak dotychczas w historii tej planety kończyły się rewolucje, jakie były ich owoce?

Ciekawe są wizje głoszące elektryczne katastrofy…

ZASADNICZE PYTANIE 2. CZY BRAK PRĄDU UCZYNI ŚWIAT LEPSZYM?

Czy naprawdę wierzysz, że brak prądu podniesie świadomość społeczną? Jak będzie wyglądać codzienne życie ludzi w milionowych miastach, gdy z dnia na dzień stracą prąd, a co za tym idzie, przestaną działać wszystkie urządzenia, włącznie z kanalizacją, wodociągami? Jak wyobrażasz sobie funkcjonowanie dużych miast, kiedy z powodu braku prądu zabraknie dostaw żywności? Albo i bardziej prosto i bezpośrednio – jak wyobrażasz sobie swoje własne życie, kiedy zabraknie prądu, nie zadziała komputer i telefon, nie skontaktujesz się ze znajomymi, po trzech dniach zacznie psuć się jedzenie w rozmrożonej lodówce, sklepy będą zamknięte zaś w kranie nie będzie wody? Czy wierzysz, że głodni ludzie w miastach w zaczną masowo medytować, kiedy nie będą mieli nic do picia i jedzenia? Czy wierzysz, że ludzie będą wówczas myśleli o sprawach wyższych, skoro zagrożona zostanie ich podstawowa egzystencja? Że nagle rozkwitnie miłość? Czy może zrodzi się panika? I kontynuując tą wizję:

Czy naprawdę wierzysz, że izolując się w samowystarczalnej społeczności jesteś w stanie przetrwać zalew głodnych, zdesperowanych ludzi szukających jedzenia po to, aby przeżyć? Czy jesteś w stanie przed nimi się obronić? Czy podzielisz się z głodnymi, narażając swoją własną egzystencję i swoich bliskich? A jeśli nie to, czy – skrajnie patrząc – czy gotowy/gotowa jesteś zabijać, aby bronić swoich zapasów żywności? Czy ta sytuacja wzniesie Cię na wyżyny duchowej świadomości?

Interesujące są też wrażenia z czytania tekstów o 2012…

ZASADNICZE PYTANIE 3. JAK ZMIENIAJĄ SIĘ MOJE WIBRACJE, JAK CZYTAM TEKSTY O ROKU 2012?

Czy zauważasz, jak zmieniają się Twoje wibracje, kiedy czytasz teksty o roku 2012? Czy teksty te wypełniają Cię pozytywnymi myślami i odczuciami? Czy też zasiewają lęk i niepokój o przyszłość swoją i najbliższych? Czy teksty te niosą harmonię oraz ukorzeniają w poczuciu bezpieczeństwa i wewnętrznego spokoju? Czy z proroctw o 2012 płynie miłość, tak charakterystyczna dla czystych energetycznie przekazów? Czy z głębokiej Miłości mogą słowa takiego przekazu?Jak się czujesz myśląc o roku 2012? Kto w Tobie zasiał takie odczucia? Dlaczego na nie pozwalasz, dlaczego im wierzysz? Skoro przemiana ma się dokonywać na lepsze i mają podnosić wibracje, to dlaczego czytając pewne przesłania czujemy się gorzej, czy też rodzi w nas lęk i strach?

Z tym też wiąże się kwestia istot, które takie przesłania tworzą…

ZASADNICZE PYTANIE 4. JAKIE INTENCJE STOJĄ ZA PRZEKAZAMI O 2012?

Czy przekazy o 2012 celebrują Twoją Boskość i Boskość świata czy też lęk? Czy wierzysz, że można komuś pomóc, podnieść jego wibracje i świadomość przez zasianie w nim lęku przed przyszłością? Czy wysokowibracyjne istoty – mistrzowie, przewodnicy, opiekunowie – kiedykolwiek karmili ludzi przesłaniami zawierającymi choćby cień lęku i strachu? Czy też może ugruntowywali wiarę, ufność, pozytywne nastawienie? Jakie istoty sieją zamęt i wątpliwości? Jaka była natura i wibracja najbardziej inspirująch przesłań duchowych, jakie do Ciebie dotarły? Czy sprawdzam informacje, którymi dzielę się z innymi? Czy zawsze mam świadomość tego, co wzbudzam w innych pisząc o roku 2012? Jakie są korzyści z emocji wzbudzanych przez owe proroctwa? Kto czerpie owe korzyści? Ja?

A na koniec…

ZASADNICZE PYTANIE 5. CZYM JEST DLA MNIE DZISIEJSZY, TERAŹNIEJSZY ROZWÓJ DUCHOWY?

Czy rozwój duchowy jest wyczekiwaniem na to, aż ktoś czy coś przyjdzie i zmieni otaczający świat? Czy wierzysz, że wysoko rozwinięte istoty zrobią coś za Ciebie? Czy rozumiesz, że otaczający świat to projekcja Twojego umysłu – zaś w skali planety, to projekcja umysłów miliardów ludzi? Czy nie lepiej zatem działać już teraz na rzecz owych zmian w sobie, aby ową projekcję zmienić? Jakie są moje intencje wobec świata, jak go postrzegam? Czy rozwój duchowy jest dla mnie ucieczką od rzeczywistości materialnej i ciała? Czy akceptuję siebie i świat takim, jaki jest? Czy świat, który nas otacza jest naprawdę taki zły? Co ja chcę tworzyć w otaczającej rzeczywistości? Jak będę się czuł 1 stycznia 2013 po tym, co dotychczas powiedziałem i napisałem? doświadczę kaca fałszywego proroka?…

Elijah

www.elijah-blog.info

Problem i rada

Jednym z doskonałych sposobów by lepiej poznać siebie jest obserwowanie przychodzących do nas ludzi. Ludzie przychodzą do nas z problemami, nie po to byśmy pomogli im rozwiązać problem, ale po to, byśmy dostrzegli ten problem w sobie i go w sobie rozwiązali. Brzmi to dziwnie.

Gdy dzwoni do nas zapłakana koleżanka – to jedyną intencja, jaką ona ma, jest uzyskanie pomocy od nas. I ona tej pomocy faktycznie potrzebuje i my jej ją dajemy najlepiej jak potrafimy i wszystko jest tak, jak być powinno. Ale z perspektywy Wielkiego Planu – ta koleżanka zwraca się właśnie do nas nie przypadkowo. W tym naprawdę jest misternie ukryty Wielki Plan. Koleżanka przychodzi do nas pokazując nam to, co mamy w sobie. I gdyby tak właśnie patrzeć na przychodzących po pomoc, to nasza nauka o nas samych, nabierze nowego, szybszego tempa.

Tak samo jest z dawaniem rad. To, co wypływa z naszych ust jako rada dla kogoś, jest tak naprawdę informacją od nas, dla nas. I gdybyśmy tylko posłuchali siebie, gdybyśmy tylko zastosowali się do własnych rad …

Więc, gdy ktoś przychodzi do nas po pomoc – przypatrzmy się mu – i doszukajmy się w nim siebie. Tak, jakby ta osoba była naszym przedłużeniem. Albo tak, jakby ta osoba przynosiła do nas bezcenne informacje o nas samych.

Za każdym razem, gdy robię coś przeciwnego – czyli patrzę na osobę z problemem i zastanawiam się jak można mieć taki problem i rozpaczać, albo jak można doprowadzić do takiego problemu czy stanu – moja ciekawska dusza nie czeka długo żeby mi pokazać, że można. Ta moja dusza decyduje się odpowiedzieć mi na moje pytanie tym, że właśnie można i dokładnie pokazuje mi jak można. Czyli w niewielkim czasie sama, na własnej skórze, doświadczam identycznego problemu. Dlatego teraz, gdy pojawia się w moim życiu czyjś problem, rozwiązuję go w sobie zanim stanie się faktycznym problemem. Unikam tym wielu emocji, stresu i szamotania się.

Wiele możemy się nauczyć o innych, traktując ich jako lustro nas samych.

Zdarzyło się kiedyś, że kilka moich koleżanek wpadło – czyli przypadkowo zaszło w ciąże. Ja jako osoba roztropna, zodiakalna panna, której takie rzeczy się nie zdarzają – zadałam pytanie „jak można być tak nie uważnym” i nie musiałam długo czekać. Dwa miesiące później zaczął mi się spóźniać okres. Najpierw to było kilka dni, potem kilka tygodni. Prawie osiwiałam wtedy ze stresu. I miałam to, co chciałam – w końcu dowiedziałam się o tym, że nawet mi może zdarzyć się wpadka. Wtedy, szczęśliwie dla mnie, okazało się że w ciąży nie jestem, że mój okres spóźniał się z innych przyczyn. Ale tak właśnie działa ta moja ukochana, ciekawska dusza – dostarcza mi doświadczeń, których nie rozumiem, po to, bym mogła je zrozumieć.

Stosowanie filozofii Zen w codziennym życiu – Hubert78

Filozofia Zen jest prosta. Po prostu utrzymuj jasny, uważny umysł z chwili na chwilę i przez to działaj właściwie, z satysfakcją. Taki styl życia zapewni Ci utrzymanie harmonii w życiu a przez to i uczucie szczęścia, satysfakcji. Samo działanie świadome jest już samo w sobie głęboko satysfakcjonujące. Nie ma tu potrzeby odwoływania się do Boga, metafizyki, ezoteryki, ale mimo swej filozofii skupienia się na konkrecie w tu i teraz myślę, że Zen jest również głeboką duchowością. To, czym zajmuje się Zen to bowiem również poznanie siebie, poznanie czym jesteśmy, czym jest umysł. Pytanie o samą egzystencję. Nazywa się to w Zen „wielkim pytaniem”. Gdy zadajesz wielkie pytanie np. „Czym jestem?” i pełen pasji szukasz odpowiedzi, to jesteś na ścieżce duchowej. Poznanie siebie, poznanie czym jesteśmy to najbardziej podstawowa zagadka. Mistycy twierdzą, że zanim nastąpi takie poznanie, nasze życie właściwie niewiele przypomina życie zwierząt, jest życiem we śnie. A więc pierwsze co mówią mistrzowie Zen: zadaj sobie Wielkie Pytanie i utrzymuj je w swym umyśle: „Czym jestem?”, „Czym jest życie?”, „Czym jest mój umysł?”, „Czym jest doświadczający tego wszystkiego?”.

I pojawi się ściana. Bo to jest zagadka, nikt tak naprawdę tego nie wie. Można wymyślać tysiące teorii, filozofii, ale samo zadanie sobie tego pytania szczerze już stawia Cię głęboko sam na sam z egzystencją, już jest głęboko duchowym aktem.

I jeśli jesteś szczery, nie wymyślasz za dużo, albo tylko obserwujesz te wymysły bez przywiązywania się do nich, pojawi się „nie wiem”.

Nie wiem czym jestem. Mam pewne teorie, tłumaczę sobie to jakoś, mam pewne wyjaśnienia, ale tak naprawdę ostatecznie to całe istnienie jest niezmierzoną zagadką.

Nie wiem. W tym momencie przekraczasz umysł. Stajesz nago wobec egzystencji.

Nazywa się to w Zen jasnym, albo czystym umysłem. Ale to nie koniec. Teraz przenieś ten jasny, czysty umysł do codziennego życia. Pojawia się sytuacja. Jak zareagować właściwie? Pojawia się relacja? Jak zareagować właściwie? Jaka jest właściwa funkcja tej sytuacji. Tu dopiero zaczyna się prawdziwa przygoda. Świadome życie z chwili na chwilę. Wszystko, co się pojawia warte jest pełnego przeżywania, głębokiego doświadczania, zrozumienia życia krok po kroku. Tu mistrzowie Zen zalecają by skupić się na tym, co robimy teraz w pełni. Czyli gdy masz chaos w umyśle, nie wiesz za co się zabrać, myślisz o wielu sprawach naraz, uporządkuj to sobie, zrób listę priorytetów i następnie krok po kroku poświęć się całkowicie poszczególnym działaniom ze swojej listy. Każdemu w swoim czasie.

I teraz znowu: kto tego doświadcza? Czym jest ten, który to wszystko przeżywa? Kim jest ten, kto chce przeżyć swoje życie świadomie i szczęśliwie?

I teraz codzienne życie: związki, praca. Zwykłe, codzienne sytuacje. Mistrzowie Zen zalecają kontakt z rzeczywistością, czyli to, co tu i teraz. A co to znaczy „tu i teraz”? Tu i teraz żyję, obejmuję moją percepcją to, co aktualnie się pojawia, dokładnie takie jakie jest. Wtedy jest możliwość także właściwej reakcji na sytuację, właściwego działania. Pojawia się głodny, dajesz mu jeść. Nie zastanawiasz się, działasz. Pojawia się potrzeba, realizujesz ją. Jesteś w Rzeczywistości. Takie życie jest bardzo konkretne. Jesteś w harmonii. Wymaga to jednak nieustannej praktyki, bo łatwo jest zatracić właściwy kierunek. Dlatego w Zen kładzie się nacisk na praktykę medytacji. Medytacja to ćwiczenie, które ma na celu uzyskanie i utrzymywanie jasnego, uważnego umysłu. Dzięki medytacji przyzwyczajasz się do tego, by żyć świadomie, harmonijnie, z jasnym umysłem. Z czasem medytacja nie będzie tylko ćwiczeniem w pozycji siedzącej. Zauważasz, że świadomy umysł zaczyna Ci towarzyszyć i wspierać Cię w codziennym życiu. W związkach, w pracy. To mogą być zupełnie zwyczajne sytuacje, w których już funkcjonujesz. Tu nie chodzi o jakieś ideały. Chodzi o przeniesienie świadomego umysłu do Twojego normalnego życia, które już prowadzisz. Objęcie świadomością tych dziedzin życia, które już są obecne w Twoim życiu. Dzięki temu więcej zrozumienia, więcej harmonii, skupienie się na skutecznym rozwiązywaniu problemów.

I jeszcze jedno. Dzięki takiemu świadomemu życiu zaczynasz promieniować szczególną energią. Ludzie świadomi, przytomni są prawdziwym skarbem dla tego świata. Można nawet nie wykonywać żadnej altruistycznej działalności, ale poprzez samo utrzymywanie świadomego, jasnego umysłu oddziaływuje się w sposób pozytywny i konstruktywny na otoczenie. Jest to pokazywanie jak można działać harmonijnie, świadomie, skutecznie. Jest to wyjątkowo cenna inspiracja dla innych ludzi, dla tych, którzy są zagubieni w nieprzytomnych wzorcach. Oczywiście Twoja praca wykonywana świadomie, uważnie ma dużą wartość i produkuje wysokiej jakości usługi i produkty, które są cenne dla klientów.

Czyli tak naprawdę nieważne co robisz, ważne jak robisz. Ważna jest jakość Twego umysłu, Twego funkcjonowania. Po prostu rób, co czujesz, co lubisz, ale rób to ze świadomym umysłem, w pełni. Takie życie daje Ci osobistą, głęboką satysfakcję, jak również bezcenną inspirację dla innych, którzy potrzebują takiego przykładu. I w cichy sposób po prostu dajesz to, co dobre, wysokiej jakości innym ludziom.

Hubert78

Mieć prawo

Otoczeni jesteśmy różnymi regułami, regulacjami, prawami, przepisami. Dużo tego jest, oj, dużo. Dochodzą do tego jeszcze nasze osobiste prawa typu: „Mam prawo do szacunku”, „Mam prawo do miłości”, „Mam prawo do bogactwa”. Och, mamy tyle prywatnych praw w sobie i im silniejsi w naszej asertywności się robimy, tym bardziej domagamy się, by inni ich przestrzegali. A gdy inni ich nie przestrzegają, to wyciągamy całą dostępną broń, najczęściej inteligencję, sarkazm i stanowczość, aby wyegzekwować nasze prawa. Problemem jest, że każdy ma inny zestaw osobistych praw. Czasem są one zbliżone, czasem wywodzą się z podobnych założeń, ale zawsze są przyczyną nieporozumień, a nawet wojen.

Dla przykładu: wielokrotnie byłam świadkiem rozmowy, w której jedna ze stron domaga się szacunku – bo „Mam prawo do szacunku”, a druga strona egzekwuje swoje prawo: „Mam prawo mówić, co mi się podoba” albo „Mam prawo szanować według mojego uznania”. Najbardziej interesujące, a nawet żenujące, są starcia osób uduchowionych, gdy obie strony przypinają duchowo-logiczne uzasadnienia, dlaczego to one mają rację. Wygrywa ta strona, której silniej uda się zmanipulować przeciwnika wiedzą, prestiżem, logiką, uporem, agresją i innymi tanimi lub drogimi chwytami. Taki spór niby prowadzony przez „uduchowione” osoby, na „uduchowione” tematy, przywołujące „uduchowione” argumenty, nie ma nic wspólnego z duchowością. To jest zwykła walka o władze maskowana logicznymi, powszechnie tolerowanymi prawami osobistymi.

Przykładowe prawo „Mam prawo do szacunku” – co ono naprawdę oznacza? Oznacza, że mam prawo wymagać szacunku od innych. Mam prawo egzekwować pewne specyficzne, miłe memu sercu zachowania, od otoczenia. Mam prawo złościć się, gdy ich nie otrzymuję. Tak naprawdę nikt nie ma prawa do szacunku – szacunek po prostu jest. Nie ma się do niego prawa, nie zdobywa się do niego prawa. Szacunek jest rzeczą daną nam przez innych albo odczuwaną względem siebie przez nas samych. Nikt nie ma prawa wymagać od innej osoby, by nas szanowała, kochała, lubiła, akceptowała, tolerowała itd. itp.

Gdyby bardziej się w to zagłębić, to okaże się, że nie mamy prawa do niczego. I och, jak to strasznie i pesymistycznie brzmi. Nie mamy prawa do miłości. Mamy wybór, by kochać. Nie mamy prawa do bogactwa. Mamy wybór, by być bogatym. Nie mamy prawa do spokojnego wieczoru (bo te tysiące osób dokoła nas nie urodziło się po to, by spełniać nasze zachcianki), ale mamy wybór, by spokojnie spędzić wieczór. Gdy mamy prawo do spokojnego wieczoru, to każdy sąsiad z wiertarką, kobieta stukająca obcasami, płaczące dziecko będą nas denerwować i będziemy się czuć ignorowani. Gdy nie mamy prawa do spokojnego wieczoru, a zamiast tego mamy wybór, by spędzić wieczór w spokoju, to głosy świata zewnętrznego spowodują, że przemieścimy się w inne cichsze miejsce. Ale oczywiście, gdy masz prawo do spokojnego wieczoru, to będziesz się wściekał przez większość wieczoru i ostatecznie będzie to czas zmarnowany.

To, co opisałam, to taka subtelna różnica prawie tylko w nazewnictwie. Ale to nie jest tylko nazewnictwo. Wielkie wyzwolenie i wielką pokorę przynosi zrozumienie i poczucie, że do niczego nie mamy prawa. Dopóki czujesz, że masz prawo do czegoś, to zawsze będziesz się gniewał (czy odczuwał innego rodzaju negatywne emocje), gdy tego nie dostaniesz. Będziesz też się cieszył (lub odczuwał inne pozytywne emocje), gdy dostaniesz to, do czego masz prawo. W ten sposób będziesz sam siebie wodził za nos lub, jak kto woli, grał w gry własnego umysłu.

W temacie prawa chciałabym dodać parę zdań o prawach innego typu. O pierwotnych prawach danych nam od Boga. Są to dwa prawa. Tylko dwa – a zawierają w sobie wszystko, co potrzebne jest nam do szczęścia.

Pierwsze prawo to „Kochaj Boga najbardziej na świecie” Kochaj go tak mocno, że nie będziesz miał miejsca w sercu, by kochać coś lub kogoś innego. Gdy tak rozkochasz się w Bogu, a Bóg jest wszędzie i we wszystkim, zaczniesz kochać wszystko dookoła, a to się wiąże z drugim prawem „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”. Kochając Boga z całego serca będziesz też tak kochał każdą osobę, każdego człowieka, bo Bóg jest w nim, i będziesz też tak kochał siebie, bo Bóg jest w Tobie.

Może kiedyś rozwinę ten temat, a może go tak zostawię ufając, że głębokie przemyślenie tego tematu doprowadzi nas wszystkich do podobnych wniosków.

Pozdrawiam serdecznie

Monika