Archiwa tagu: świadomość

4.8 Zakotwiczenie świadomości

“Nie poprzez myśli pozbędziesz się ego: tylko poprzez doświadczenie.” Ramana Maharishi

Myśli cały czas płyną, a umysł jest w nich zatracony. To jedna z przyczyn cierpienia.. Tam gdzie jest świadomość, jest i energia. Gdy świadomość zatraci się w tworzeniu uczuć, będą one miały wiele energii. Jeśli świadomość zatraci się w myślach, nieustanny potok myśli będzie silny energetycznie.

Zazwyczaj umysł skacze od rzeczy do rzeczy. Myśli o różnych tematach plączą się w głowie. Każda myśl przynosi skojarzenie do nowej, poczym świadomość tam podąża. Cały ruch świadomości odbywa się wraz z ruchem myśli. Świadomość utożsamia się całkowicie z myślami. Człowiek nie jest stabilny, tylko podąża świadomością za wszelkimi wymysłami. Kiedy świadomość zakotwiczy się w ciele, zacznie obserwować -stanie nieruchomo. Wtenczas nie podąża za płynącymi myślami. Zamiast tego obserwuje je ze stabilnego punktu ciała. Świadomość obserwuje, jak myśli przepływają przez pole ciała. Jednak jest nad nimi.

Spójrz, te strumienie myśli -to całe twe ego. To pewien nietrwały i uwarunkowany proces. Jest on powtarzany w kółko i w kółko, ponieważ świadomość nie potrafi go dostrzec z zewnątrz. Nie potrafi widzieć procesu myślowego z boku. Podąża cały czas za nim. Ten proces stwarza największą iluzję człowieka. Kiedy sobie to uświadomisz i poczujesz, ego zacznie się chwiać. Zacznie być niestabilne, zacznie się rozpadać. Nie jest to groźne, jest to wyzwalające. Może poczujesz nagle dziwną wolność. Uświadomisz sobie, że to wszystko jest dziecinnie proste, łatwe i wręcz niepoważne. Wszystko jest wymysłem, a Ty jesteś wolny i stabilny. Twoja świadomość jest w ciele i może obserwować cały wszechświat, niezależnie od niczego i nikogo. Może uchwycisz ten moment niezależności i staniesz się wolny od myśli. Świadomość ma wyzwalającą moc. Warto wznieść się nią ponad iluzje ego. Wtenczas przychodzi jasność i wolność.

Jednak to tylko wstęp do rozpoczęcia całego procesu wyzwolenia. Nadal w ciele są zaległe emocje, przyzwyczajenia, lęki. Podświadomość ich na razie nie ujawnia, jednak one nadal tam są. Jednak kiedy pojawią się w życiu sytuacje wyzwalające stare emocje, nie musisz się już bać. Jeśli tak się stanie, zacznij być ich świadomy i obserwuj. Ta stabilność obserwacji pozwoli Ci zachować niezależność od wymysłów umysłu.. Znów będziesz „tu i teraz”, świadomy i spokojny.

Pozwól uczuciom wyjść na światło świadomości. Pozwól im się pojawić i obserwuj. Zobacz je. Uświadom sobie, że one są w Tobie i podobnie jak myśli przechodzą tylko przez ciało z powodu starych uwarunkowań. Te uczucia są tylko wyuczoną reakcją na bodźce zewnętrzne. Mogą pojawić się wspomnienia, kiedy to pierwszy raz pojawił się dany wzorzec. Nie zatapiaj się we wspomnieniach, bądź świadom, że to są wspomnienia. Nie stawaj się nimi, tylko je zauważ, że są tworzone w ciele. Niech świadomość będzie stabilna w obserwacji. Niech trwa w teraźniejszości ciała. Każdy ruch jest „zewnętrzny” i nie trzeba za nim podążać. Wystarczy go obserwować. Wtedy ujrzysz całość programu lękowego.

Obserwuj te reakcje, bądź ich świadom, a może się stać coś cudownego -nagle wydadzą się absurdalne, dziecinne, niepoważne, nieprawdziwe i znikną. Po tym pojawi się uwolnienie, lekkość i radość. To jest prosta transformacja i bardzo efektywna. Ta przemiana może być błyskawiczna i zaskoczyć samego Ciebie. Bądź tylko świadomy tych uczuć.

Jest to moment, w którym stare niepotrzebne rzeczy zostają „spalone w ogniu świadomości”.

Możesz spróbować także intencjonalnie wywołać wspomnienia. Nie utożsamiając się z nimi, będziesz wiedział, że są one pewnym wyuczonym sposobem reakcji, na czynniki zewnętrzne. Dlatego kiedy wywołasz obraz przykrego wydarzenia, w Twym ciele pojawi się przykre uczucie. Teraz możesz je obserwować i uświadomić sobie, dlaczego one się pojawiło. Uświadomić sobie i uwolnić się od niego. To nie jest aż takie proste, jeśli mamy do czynienia z silnymi emocjami i uwarunkowaniami. Wtedy podświadomość próbuje przejąć kontrolę i utożsamia się z uczuciem. Jednak utrzymanie świetlistej świadomości to kwestia praktyki. Po pewnym czasie będziesz mógł zachować świadomość nawet przy konfrontacji z najcięższymi wspomnieniami.

4.7 Świadome tworzenie

Nawet swoje myśli o przeszłości czy przeszłości twórz z pełną świadomością. Twórz je bardzo uważnie i pewnie, z pełną energią. Niech tworzenie myśli odbywa się w głowie. Niech będzie intencjonalne. Bądź tego świadom. Niech umysł tworzy myśli będąc cały czas w teraźniejszości i w ciele. Świadomość procesu myślenia (nie zagubienie się w nim) przeniesie Cię natychmiast w stan „Tu i Teraz”. Będzie świadomość swego ciała i przechodzących przez nie myśli.

Nie można być świadomym w innym czasie. Po prostu bądź świadom teraźniejszego procesu myślowego. Wiedz, że właśnie używasz umysłu. Bądź świadom przelatujących przez umysł myśli. Nie ma w tym nic trudnego, choć na początku może się wydać trochę nieswojo. Jednak po pewnym czasie ciało przyzwyczai się, by utrzymywać świadomość w teraźniejszości.

W większości momentów umysł podąża za myślami. Zaczyna wyobrażać sobie, że jest w przeszłości lub przeszłości. Umysł stwarza iluzję dla ciała, a ciało reaguje tak, jakby była ona prawdziwa. Wyobrażenia sprawiają, ze ciało działa jakby tam naprawdę było. Przykładowo można pomyśleć o jutrzejszym egzaminie, ciało od razu może wejść w stan napięcia. Ponieważ dla ciała nie ma przyszłości, a myśl o egzaminie jest już teraz. Dlatego reakcja jest w teraźniejszości. Tak działa większość stresu, który jest wynikiem lęku przed rzeczami w przyszłości. Warto sobie uświadomić, że tych rzeczy nie ma. Po prostu nie istnieją. Teraźniejszość jest czysta. Kiedy umysł pomyśli o trudności i utożsami się z tym, wytworzy w teraźniejszości wyobrażenie. Da tym samym polecenie ciału -> „Uwaga!”. Ciało zareaguje samo, według wcześniej wyuczonego wzorca. W tym wypadku będzie to napięcie. Warto zaobserwować ten proces.

Jeśli będziesz przez dłuższą chwilę świadomy, zauważysz, że myśli łączą się w grupy. Podobne przyciągają podobne. Wszystko jest powiązane pewnymi skojarzeniami. Jest to pewnego rodzaju samonapędzające się koło. Myśl powoduje odczucie w ciele, odczucie w ciele powoduje myśl. Właściwie nie da się tego zatrzymać, jeśli się z tym potokiem myśli utożsamiamy. Dopiero, kiedy przychodzi świadomość, przerywa ona ciągły chaos. Kiedy widać, że wszystko jest wymysłem, ciało staje się bezpieczne. Otrzymuje komunikat „już w porządku”, wtenczas nie tworzy w sobie uczuć, te z kolei nie powodują skojarzeń myśli. Powstaje wewnętrzna przestrzeń ciszy.

Jeśli tworzysz myśli o przyszłości, bądź świadomy. Twórz je świadomie w teraźniejszości. Jeśli tworzysz myśli o przeszłości, twórz je świadomie, trwając w tym momencie i w tej przestrzeni. Bądź teraźniejszym ciałem, które myśli. Nie zatracaj się w myślach samych w sobie. Jeśli obserwujesz myśl, nie utożsamiasz się z nią.

Również tworząc iluzje, oceny i wyobrażenia, bądź świadomy, że je tworzysz. Często ego tworzy najróżniejsze wyobrażenia i przyjmuje je jako prawdę ostateczną. Wymyśli sobie obraz świata i widzi, że jest on jedyny możliwy. Dlatego utożsamia się z nim i trwa w świecie iluzji. Warto uświadomić sobie, że to tylko wytwór umysłu.

Twórz te wyobrażenia świadomie. Jeśli stworzysz je będąc w pełni uważny, wydadzą się ona małe i nic nieznaczące -to tylko myśli, struktury energetyczne. Kiedy tworzysz świadomie, nie utożsamiasz się ze swoim tworem. Świadomość ciągle jest w ciele i w teraźniejszości. W głowie można tworzyć różne rzeczy, jednak jeśli się robi to świadomie, nie zatraca się w nich.

Przykładowo patrząc na osobę umysł ocenia -„ale ona jest lepsza, jak jej się powodzi, jak ja jej zazdroszczę.” Umysł leci w stronę tej osoby, wyobraża sobie ją jako szczęśliwą, bogatą, a siebie jako nieszczęśnika. Te myśli są tworzone w głowie, niech będą więc tworzone świadomie Po prostu je obserwuj i intencjonalnie je twórz. Słuchaj wyraźnie, posmakuj swych myśli. Twórz odpowiednie formy energetyczne w swojej głowie, które nazywasz myślami. Twórz je dokładnie i w pełni świadomie. „Ta… osoba… jest … lepsza…, jak… ja… jej… zazdroszczę…”-Zauważysz, że jeśli się nie utożsamiasz z myślami, tylko tworzysz je świadomie, nie mają one w ogóle mocy. Ciało się już się tak nimi nie przejmuje. Są one tylko wymysłem. Zaczynasz wychodzić na wolność.

Wszystko, co tworzysz w swoim polu ciała, twórz świadomie. Jeśli już zdarzyło się tak, że nieświadoma myśl przedostała się niezauważona i wytworzyła reakcje w ciele -twórz świadomie tą reakcję. Jeśli myśl powodująca złość pojawiła się w umyśle, a świadomość się z nią utożsamiła, powstanie w ciele energia złości. Kiedy ją zauważysz obserwuj. Działaj tak, jakbyś tworzył ją intencjonalnie. Twórz tą energię świadomie. Niech będzie ona w ciele z Twojej woli. Nic więcej nie musisz robić. Nie musisz skakać, krzyczeć, walić, płakać -wystarczy świadomie obserwować tą energię w ciele, widząc, że jest ona tylko Twoim wytworem. Jeśli oczywiście wybierzesz, że chcesz płakać, szaleć i krzyczeć – rób to świadomie. Takie działanie przyniesie wyzwolenie spod uzależnień, uwarunkowań i utożsamiania się z myślami.

4.6 Śmierć ego – upadające cele

Ego nie chce umrzeć. Jedyną i ostatnią rzeczą, jaką chce ego to zniknąć. Myśli, że śmierć jest czymś bardzo złym. Bierze się to z pierwotnego instynktu chronienia życia i jest całkiem naturalne. Gdyby nie ten instynkt żadne życie by nie przetrwało. To jest normalny program działania, którym życie jest chronione. Ciało chroni swoje istnienie, aby nie ulegało za szybkim zmianom wibracji. Tak samo ego chroni swoją sztuczną tożsamość przed śmiercią. Cała kwestia w tym, że ego narzuca na cały proces śmierci swoje iluzje, dlatego tak się boi i traktuje śmierć jako coś najbardziej strasznego.

Kiedy umierają wyobrażenia, człowiek czuje, że dzieje się coś strasznego. Jakby walił się cały świat. I faktycznie światopogląd się zmienia. Nic już nie jest takie jak przedtem. Taka sytuacja dzieje się w momencie, kiedy ktoś podważa nasz aktualny światopogląd i mówi, że jest nieprawdziwy. Ego najpierw się broni, nie chce przyznać, że wszystko było iluzją -przecież ma taką wspaniałą historię życia. Takie wielkie „JA”, być nie może, że to jest iluzją. Poczucie własnej wartości jest w tej chwili naruszane.

Kiedy przykładowo ktoś powie, że całe Twoje wcześniejsze życie było bez obiektywnej wartości, to powstać może oburzenie, a nawet smutek. Dotyczy to szczególnie osób o silnym ego, popartym wieloma rzeczami. Przykładowo osoby o dużym statusie społecznym czy mające wysokie mniemanie o sobie i swoich zdolnościach. Najbardziej boli to jednak te osoby, które podświadomie czują się gorsze, które nadal walczą z tym, by być wystarczająco dobrym -znaleźć swoje miejsce. Informacja o tym, że cała przeszłość obiektywnie nic nie znaczy może wprowadzić w depresję. Ego sądzi, że całe życie jest zmarnowane. Powstaje ból i smutek. Oczywiście są to uczucia uwarunkowane.

Faktem jest, że wszystkie cele, które sobie postawiłeś są wymyślone. Wszystko, co dokonałeś w życiu, wszystko, czego dokonasz – jest tylko subiektywnym celem, który w odniesieniu do czystości istnienia jest nieważny. Wszystkie cele są wymyślone. Jeśli nie przez Ciebie to przez innych. W rzeczywistości nie ma obiektywnych celów życia czy misji do spełnienia. Dlatego cokolwiek robiłeś, robiłeś właściwie dla własnego ego – dla własnych wyobrażeń. Nie jest to nic negatywnego. Po prostu działasz jako świadomość w nieograniczonym wszechświecie i możesz działać jak tyko chcesz. Nikt Ci nic nie narzuca. Jesteś totalnie wolnym. Możesz to zaakceptować lub nie.

Wiele osób poświęca swoje życie innym ludziom, różnym ideom, bogom, czy różnym innym wyobrażeniom. Są to wymyślone egotyczne cele. Jeśli akceptują oni całkowicie swój wybór, są dokładnie na swoim miejscu. Wszystko jest w porządku spełniają się. Jeśli natomiast czują różne podświadome opory, zwątpienia, smutek w tle, to oznacza, ze nie akceptują w pełni tego, co robią. Warto więc się zastanowić, czy tego nie zmienić. Jesteś wolny, wszechświat Cię niczym nie ogranicza (z wyjątkiem prawa przyczyny i skutku, które nie jest ograniczeniem, a możliwością).

Każdy cel jest iluzją. Każde samookreślenie się względem innych jest wymysłem. Nie istnieje w obiektywnej rzeczywistości. Nie jesteś lepszy ani gorszy. Po prostu jesteś. Całkowicie wolny i niezależny. Twoja rzeczywistość jest całkowicie subiektywna i możesz z nią robić, co tylko chcesz. Możesz zmieniać swój punkt widzenia dowolnie. Jeśli Ci to pomoże, pomyśl sobie, że jesteś już doskonały, piękny, cudowny, najlepszy… to chwilowo pomoże. Ego poczuje się dowartościowane. Jednak będą to tylko oceny umysłu, od których nadal będziesz uzależniony. Chodzi o to, by wyjść ponad oceny innych. Wyjść ponad ego. Ponad sztucznymi ocenami nie ma gorszych i lepszych. Wszystko jest jedyne w swoim rodzaju i można powiedzieć, ze jest doskonałe. Wszystko jest przejawem boskości natury. Nieważne się już staje, co robiłeś, czego nie zrobiłeś. Nie musisz już siebie oceniać, ponieważ historia Twojego życia jest wymysłem i informacją dla ego. Kiedy nie ma ego, nie ma historii życia. Jest tylko moment teraźniejszości i wspaniałość doświadczania.

Uświadamiając sobie naturę ego, przychodzi moment, w którym człowiek już ego nie potrzebuje. Widzi, że nie jest to realne, oddziela od reszty, stawia warunki i tworzy iluzje. W momencie zrozumienia całej tej sytuacji, ego po prostu znika. Jest to też naturalny proces. Oświetlona światłem świadomości iluzja rozpływa się. Jest to kolejny etap rozwoju. Tak jak małe dziecko w pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że potwór w szafie, którego się bało przecież nie istnieje. Staje się na tyle dorosłe, że przestaje w to wierzyć. Potwór już nigdy nie powróci. Sprawa zostaje zrozumiana i przekroczona.

Tu wystarczy dostrzec mechanizmy ego. Nie walczyć i nie próbować usunąć go na siłę. Siła jest domeną ego. Siła jest potrzebna do kontroli. Wszędzie gdzie pojawia się kontrola, musi być i siła. Próbując robić coś na siłę, próbujesz kontrolować rzeczywistość (siebie, świat). Jedyne, co z tego wyjdzie, to jeszcze głębsze uwikłanie się w egotyczną iluzję.

Dlatego nie warto walczyć czy się wysilać.

Pojawia się jednak lepsza możliwość – świadomość.

Świadomość jest czymś naturalnym, co jest w stanie wyzwolić spod więzów egotycznego umysłu. Świadomość obserwuje i doświadcza. Ona to jest ponad ego i ponad myślami. Wszystko co jest, jest w jej polu. Dlatego też, aby wyjść ponad ego, warto uświadomić sobie jego struktury. Zaobserwować i doświadczyć własnego ego „z góry”, jako czegoś, co istnieje w polu ciała. Kiedy się obserwuje myśli, jest się ich świadomym, nie zatraca się w nich. Świadomość nie podąża za myślami, nie utożsamia się z nimi, tylko obserwuje je w przestrzeni ciała.. Jest ponad nimi, dlatego może je dostrzec. To cała tajemnica. Nie utożsamiać się z myślami i wyobrażeniami, ale być świadomym procesu życia. Być świadomym tego, co dzieje się w ciele. Nie jesteś swoimi myślami.

Świadomość siebie i świata jest możliwa tylko w chwili obecnej. Nie jest możliwe być świadomym w przyszłości, czy przeszłości. Istnieje tylko chwila obecna – teraźniejszość. Nie da się zrobić żadnej rzeczy w przeszłości, nie da się działać w przyszłości. Jedynie w teraźniejszości działanie jest możliwe. Jedynie w teraźniejszości świadomość może zaistnieć. Ważna jest także przestrzeń. Jeśli świadomość jest gdzieś daleko, w wyobrażeniach, również zatraca się w myślach. Dlatego ważne jest bycie w ciele. Obserwacja całego pola ciała.

Pierwszą rzeczą, jaką warto zrobić, jest nauczyć się przebywać w chwili obecnej i własnym ciele. Na początku postarać się przebywać „tu i teraz” jak najczęściej. Bądź świadom tej właśnie chwili. Teraz, kiedy to czytasz. Ten moment jest momentem życia. To ciało jest miejscem życia. Zwróć uwagę na swój oddech. Poczuj ciało, bądź w ciele. Wejdź w ten moment, wejdź głęboko w rzeczywistość. Nie istnieje żadna inna chwila. Jeśli uchwycisz ten moment, może się zdarzyć, że odkryjesz coś niesamowitego. To może być przeżycie mistyczne. Nawiążesz prawdziwy kontakt z rzeczywistością. Możliwe, że nigdy wcześniej nie doświadczyłeś. Tym bardziej urzeknie Cię piękno tej rzeczywistości. Gdy tylko zauważysz, że umysł wybiega w przyszłość lub błądzi w przeszłości -zacznij być tego świadom, obserwuj. Uświadom sobie swoje ciało i umysł, który tworzy myśli. Doświadcz tworzenia tych myśli.

Wszelkie ważne do tej pory cele narzucone przez innych staną się tylko formą energetyczną -iluzją umysłu. Wszelkie misje, nakazy, zakazy, powinności -wszystko to stanie się przezroczyste i nietrwałe jak mgła. Twoje imię, nazwisko, pozycja społeczna, historia życia ciała, wszystko to jest wyobrażeniem unoszącym się w polu mentalnym. Wyobrażenie to jest narzucone na całą Twoją istotę, dzięki czemu Twoja rzeczywistość wygląda tak, a nie inaczej. Wszystkie określenia Twojego istnienia są wymysłem. Jesteś częścią wszechświata. Nagle nie ma już nic do spełnienia. Cokolwiek pomyślisz, będzie to ruchem myśli. Możesz myśleć cokolwiek, możesz tworzyć jakiekolwiek cele, jakiekolwiek misje. Nie ma to obiektywnego znaczenia. Istniejesz i doświadczasz cudowności stworzenia. Gdy to zauważysz, zaczniesz wychodzić na wolność.

Po takim wyjściu człowiek może stać się całkowicie niezależny. Nie jest już ważne czy spełnia swoje cele czy nie. Nie jest ważne czy się udaje czy nie. Wszystko staje się boskością. Wychodzi się ponad ego. W stanie wolności dopiero zaczyna się życie. Może się okazać, że zaczniesz robić to, co zawsze chciałeś robić. Podążysz za naturalnością Tego ciała. Znajdziesz się dokładnie na miejscu. Nie będzie już postawionych celów i oczekiwań. Będzie czysta radość z teraźniejszego działania. Do tego cały system ego nie jest potrzebny. Świadome tworzenie iluzji.

Czym jest Rozwój Duchowy – Jakub „Qba” Niegowski

Artykuł ten zdecydowałem się napisać w odpowiedzi na częste listy dotyczące rozterek związanych tym, co robić, aby rozwijać się duchowo. Jest też komentarzem do padających często na forum Internetu stwierdzeń, że ktoś zajmuje się rozwojem duchowym, bądź jest rozwinięty duchowo, podczas gdy zaledwie interesuje się on zdolnościami różnego rodzaju.

Czas więc chyba zdefiniować i raz na zawsze wyjaśnić czym jest, a czym nie jest Rozwój Duchowy.

Wbrew pozorom to dość proste:

Rozwój Duchowy polega na Poszerzaniu Świadomości, oraz Rozwoju Moralnym danej osoby.

Pierwsza część tego stwierdzenia, czyli rzecz o poszerzaniu świadomości, powinna być właściwie zrozumiana.

Poszerzanie Świadomości nie polega na intelektualnym procesie zdobywania wiedzy.

Czytanie dużej ilości książek, czy nawet uczestnictwo w wielu kursach „rozwoju duchowego” może wcale tegoż rozwoju nie stymulować. Nie polega on bowiem na zwykłym przyswajaniu wiedzy teoretycznej, czy na rozwijaniu w sobie logiki bądź wiary. Nie polega też nawet na zdobywaniu praktycznych zdolności takich jak medytacja, podróżowanie poza ciałem czy inne techniki ezoteryczne.

Innymi słowy, kiedy rozwijamy swój intelekt i zdolności, nawet, jeżeli do tego celu używamy przyswajania treści z zakresu tak zwanej „ezoteryki” to niekoniecznie rozwijamy się automatycznie duchowo.

Wysoka świadomość wynika z doświadczeń. I to doświadczeń, które zostały przez naszą istotę należycie zrozumiane. Innymi słowy można by powiedzieć – wysoka Świadomość wynika z właściwie odrobionych lekcji życia.

I znowu kwestia istotna. Jeśli ktoś się sparzy za pierwszym razem na czymś i od tej pory nazywa to coś samym złem, to wcale nie oznacza, ze on już ten etap zaliczył. Pochopna interpretacja doświadczeń jest również oznaka zblokowanej i niskiej świadomości.

Świadomość jest niejako całokształtem, a zarazem czymś, co wychodzi poza granice intelektu. Dopełniana jest tak zwaną inteligencją emocjonalną, czyli postrzeganiem poziomu serca, a nie tylko umysłu stricte logicznego. Wszystko to razem tworzy świadomość i określa jej stopień.

Drugim składnikiem rozwoju duchowego, jaki wymieniłem to coś, co nazywam rozwojem moralnym.

Moralność może się niektórym kojarzyć nieco staroświecko i archaicznie, ale to tylko wynik szafowania tym pojęciem, zazwyczaj w kontekstach religijnych, co niekoniecznie jest jakimś faktycznym jej wyznacznikiem.

Rozwój moralny mogę chyba przyrównać do szlifowania diamentu, którym jest pierwszy składnik, czyli Świadomość.

Przy tym niezwykle trudno jest mi przekazać, czym jest owa moralność, no może poza prostym stwierdzeniem, iż to skłonność do wybierania prawdziwego dobra w swoim postępowaniu, skłonność do szlachetności realizowana w życiu, bez względu na cenę.

Tak więc podwyższanie własnej świadomości oraz podnoszenie własnych standardów moralnych – oczywiście w trwającym naturalne procesie naszego rozwoju – jest prawdziwym Rozwojem Duchowym.

Natomiast na pewno nim nie jest rozwijalnie zdolności ezoterycznych.

Wspominam o tym właściwie już po raz kolejny, ale widzę, że przypomnieć warto, gdyż zwłaszcza w Internecie w wyniku używania pojęć bez pełnego ich zrozumienia, wynikło niemałe pomylenie. Dla wielu ludzi rozwój duchowy, zaczął oznaczać po prostu rozwijanie zdolności parapsychicznych, czy medytacyjnych.

Gdyby te rzeczy były faktycznie rozwojem duchowym, to mieli byśmy dziś zapewne bardzo uduchowione (czyli szlachetne i bardzo świadome) społeczeństwo, jako że techniki „ezoteryczne” zyskały w ostatnich latach bardzo na popularności. Ale wcale bardzo uduchowionego społeczeństwa nie mamy, zwarzywszy jak ludzie na forach ze sobą walczą, bawią się notorycznie w „kto jest największym mistrzem” i niemal zawodowo wypisują oszczerstwa na całą swoją „konkurencję”. Wielu z nich praktykuje jakieś ćwiczenia i rozwija zdolności parapsychiczne, ale zapewniam Cię drogi czytelniku bądź czytelniczko, iż ta błazenada nie ma nic wspólnego z faktyczną duchowością. Używanie „ezoteryki” do poczucia się kimś lepszym od innych, nie jest rozwojem duchowym, a wręcz jest jego zaprzeczeniem.

Ludzie, którzy praktykują rozwój zdolności parapsychicznych, bez ich faktycznego zrozumienia i w oderwaniu od prawdziwego, a nie tego udawanego rozwoju duchowego, w zasadzie pchają się w nieuniknione kłopoty i zazwyczaj prędzej czy później je znajdują. Wielu z nich w takiej sytuacji, wcale nie uświadamia sobie gdzie popełnili błąd, tylko jeszcze mocniej utwierdzają się w swoich przekonaniach. Tak też powstaje wielu pseudo „guru”, którzy proponują potem „rozwój duchowy” za odpowiednią kwotę.

Za pieniądze można kogoś nauczyć różnych technik, pokazać jak rozwijać pewne zdolności, czy przekazać pewien zasób wiedzy teoretycznej, ale nie można mu zapewnić faktycznego Rozwoju Duchowego. Nigdy. Bo rozwoju duchowego nie można sobie kupić. Nie można go dostać od kogoś w prezencie.

Można go jedynie samodzielnie wypracować.

Rozwój Duchowy ma to do siebie, że nie da się nim pochwalić, zabłysnąć, zaszpanować etc. Może zostać dostrzeżony przez osoby z zewnątrz ale wcale nie musi i nie jest to takie częste. Rozwój Duchowy nie jest czymś, co może podnieć naszą samoocenę, czy nadmuchać ego pokazując go „w środowisku”. Bo gdyby tak właśnie było, oznaczałoby to, iż nie jest to wcale rozwój duchowy, a tylko jego imitacja kamuflująca braki w samoocenie.

Na koniec powtórzę:

Rozwój Duchowy polega na Poszerzaniu Świadomości, oraz Rozwoju Moralnym.

Rozwój Duchowy można wypracowywać sobie, jeśli pragniemy się właśnie w ten sposób rozwijać. Jest to proces stopniowy, który trudno w jakikolwiek sposób sztucznie wymusić. Prawdziwy Rozwój Duchowy następuje jako naturalna realizacja rozwoju naszej istoty, o ile taka ścieżkę sobie obieramy.
Jakub „Qba” Niegowski

www.jakubniegowski.pl

Droga donikąd – czyli dlaczego nic nie działa?

Od wielu lat słyszę narzekania ludzi zajmujących się duchowością, New Age i każdą inną dziedziną samopomocy.

Narzekają głównie na to, że tak długo już się tym zajmują i nie widzą żadnych rezultatów, i że najbardziej dołujące jest to, że inni ludzie zupełnie nie mający pojęcia o duchowym rozwoju, zdają się żyć i być bardziej szczęśliwi, odnosić sukcesy osobiste, finansowe, zawodowe i miłosne.

Dlaczego tak się dzieje? No właśnie, dlaczego?

Mam wrażenie, że w końcu udało mi się odpowiedzieć sobie na to pytanie, a teraz postaram się przelać to na papier i mam nadzieję, że uda m się to zrobić w sposób zrozumiały. Zacznę od podstawowych założeń:

Założenie nr 1: potrzeba zmiany wynika z niezadowolenia ze stanu obecnego.

Sięgamy po pomoc, książkę, narzędzia, ćwiczenia czy afirmacje, gdy mamy dość naszej rzeczywistości, tego jak traktują nas ludzie, tego jak sami o sobie myślimy. Mamy tego po dziurki w nosie i uważamy to za złe lub za wymagające zmiany. Z nadzieją więc bierzemy jakieś narzędzie mające nam pomóc zmienić nasze życie, z oczekiwaniem i ekscytacją, że zmienimy się w inną, lepszą osobę. Wykonujemy ćwiczenie z zapałem licząc na pozytywne i pożądane rezultaty. Robimy i sprawdzamy, czy już działa, czy już coś pożądanego przez nas zaczyna pojawiać się w naszej rzeczywistości. Czujemy się naładowani energią.

Ale wraz z upływem czasu dostrzegamy, że to pierwsze wzniesienie i naładowanie energią zaczyna mijać. Czujemy, jakby czas podcinał nam skrzydła. I nigdzie na horyzoncie nie pojawiają się pożądane rezultaty. Nasza nadzieja i oczekiwanie pozytywnej zmiany zaczyna wygasać i zamieniać się w rozczarowanie. Dochodzimy do momentu, w którym uznajemy metodę za nieskuteczną i porzucamy ją. Znowu jesteśmy tym pierwotnym sobą, którego chcemy zmienić. Chcemy zmienić siebie tak bardzo, że wyszukujemy kolejne ćwiczenie czy metodę i cała praca nad zmianą siebie zaczyna się od początku.

Założenie nr 2: jest różnica między tym, co czujemy, a tym, co myślimy.

Każdy z nas czuje o sobie pewne rzeczy i fakty, i każdy z nas myśli o sobie pewne rzeczy i fakty. Czasem nie ma znaku równości między tym, co czujemy i myślimy. Często czujemy się gorsi, ale staramy się myśleć o sobie pozytywnie mając nadzieję, że pozytywne myśli o sobie zamienią się z biegiem czasu w pozytywne uczucia o sobie.

Czy tak się stanie? Raczej nie. Dlaczego?

Ponieważ nawet milionowe powtórzenie tej samej pozytywnej afirmacji nie ma żadnego przełożenia na uczucia. To tak jakbyś starał się dogadać z Chińczykiem nie znając chińskiego i nie wykazując żadnej ochoty i gotowości, by się go nauczyć.

Powtarzanie pozytywnych afirmacji powoduje rozdmuchanie ego. Rozdmuchane ego to nic innego, jak rozbieżność między tym, co czujemy na swój temat a tym, co o sobie myślimy. Mając rozdmuchane ego działamy jakbyśmy wierzyli w to, co o sobie myślimy. Czyli podejmujemy decyzje opierając nasze oczekiwania na tym co, o sobie myślimy, a rezultaty otrzymujemy zgodnie z tym, co o sobie czujemy.

Założenie nr 3: Każda pozytywna afirmacja na nasz temat jest jednocześnie nośnikiem pozytywnej i negatywnej myśli i energii.

Pomyśl sobie o czymś, co jest oczywistym faktem na twój temat. Np: Mam głowę. Mam dwie ręce. Moja ręka ma 5 palców. Jest to fakt. Gdy mówisz o czymś prawdziwym o sobie nie musisz używać przymiotników. Nie mówisz: „mam wspaniała głowę”. Masz głowę i koniec. Po prostu ją masz. Wierzysz, że ją masz. Ponieważ głowa zazwyczaj nie jest określona normami społecznymi, tak jak np waga, tusza, biust czy pośladki, to po prostu się nią nie zajmujesz.

Gdy natomiast chcesz schudnąć, a czujesz się grubym, to zaczynasz powtarzać np. taką afirmacje: „Jestem szczupły”. I oczekujesz, że nagle za sprawą tej afirmacji schudniesz albo za sprawa tej afirmacji przestaniesz czuć się gruby bez żadnej zmiany w swojej tuszy.

Jestem szczupły – to afirmacja pozytywna, bo przecież taki chcesz być, ale ona jednocześnie zawiera w sobie informacje że taki nie jesteś. Nawet jeśli nie ma w niej słowa: „gruby”, to ta afirmacja zawiera w sobie automatycznie coś w rodzaju echa: „Jestem szczupły – ale tak naprawdę jestem gruby”. I nie musisz tego słyszeć, ani powtarzać, bo to i tak w tym jest. To jest tym, co czujesz.

Przypomnij sobie, co czujesz na myśl o rzeczach, których nie czujesz? Nic! Nie myślisz o nich. Nie zawracasz sobie nimi głowy. Więc jak doprowadzić do tego, by w temacie np. tuszy czuć się tak, jak się czujemy na temat tego, że mamy głowę? O tym później.

Założenie nr 4: każdy człowiek ma moc tworzenia i u każdego człowieka proces tworzenia przebiega w ten sam sposób.

Proces tworzenia przebiega następująco: najpierw jest uczucie, potem jest myśl, następnie słowo, a ostatecznie czyn. Żaden proces tworzenia nie przebiega inaczej. Żadnego procesu tworzenia nie da się zacząć np od myśli, bo każdy proces tworzenia zaczyna się od uczucia.

Dlatego afirmacje nie działają, bo przeskakują pierwszy i najważniejszy etap: czucie. Ani powtarzanie afirmacji na głos, ani informowanie świata o tym, co chcielibyśmy, by było, nie zadziałają, jeśli ten proces pomija któryś z dwóch pierwszych etapów.

Założenie nr 5: czuciem nie da się manipulować.

Jeśli coś czujesz, to czujesz to i koniec. Jeśli czujesz się gruby, a chciałbyś poczuć się szczupły, już wiesz, że proces tworzenia zaczyna się od czucia. Aby schudnąć, najpierw musisz prawdziwie i sam z siebie poczuć, że jesteś szczupły, by potem to uczucie zaczęło formułować się w myśl. Dopiero potem ta myśl staje się na tyle silna i wystarczająco natrętna, że udaje nam się ją świadomie wyłowić z morza naszych myśli i wyartykułować.

Gdy już mówimy o sobie jako o osobie szczupłej, to patrząc w lustro widzimy się szczupłymi. I jak pisałam wyżej – nie da się po prostu zaszczepić w sobie pozytywnej myśli. Etap tworzenie przebiega inaczej. Dlatego też niektórzy starają się schudnąć przez połowę swego życia i jedyne, co uzyskują, to efekt jojo.

Z połączenia powyższych założeń wychodzi mniej więcej taka historia:

Jest to, co o sobie czuję, i to, co chciałabym o sobie czuć. Za sprawą wszelkich dostępnych metod staram się siebie zmienić, ale w każdym moim pozytywnym ćwiczeniu i myśli na mój temat jednocześnie kryje się niewypowiedziana negatywna, zaprzeczająca myśl, czyli to, co chcę zmienić. Afirmuję więc pozytywny i negatywny aspekt.

Ćwiczenie polega na myśleniu i nie jest w stanie zmienić mojego czucia. Im większą mam nadzieję, że ćwiczenie zadziała, tym bardziej rozczarowana się czuję, gdy nie widzę pozytywnych rezultatów. Za sprawą procesu tworzenia moja przyszłość będzie wyglądała tak, jak to teraz czuję. A teraz czuję niezadowolenie z tego, kim jestem (bo chcę to zmienić), a także rozczarowanie metodami i sobą, bo zmiana nie udała się w kolejnym ćwiczeniu.

To uczucie po jakimś czasie stanie się myślą, potem zacznę o tym mówić, a ostatecznie też tak się zachowywać, czyli moja rzeczywistość stanie się przeciwieństwem tego, do czego dążę. Na dodatek rzeczywistość będzie gorsza niż była w punkcie wyjścia i wtedy poczuję, że jest gorzej i że jest zupełnie źle i że dla mnie nie ma nadziei, potem będę to o sobie myśleć, potem będę tak o sobie mówić, a potem moje działanie będzie to udowadniać i mi i światu, i potem znowu poczuję się już najgorzej na świecie i będę tak o sobie myśleć…. i tak w koło Macieju.

Ile osób jest w stanie sobie przypomnieć, jak wyglądał początek naszej duchowej drogi?

Nasza przygoda z duchowością zaczęła się od zwykłych problemów typu „nie mogę znaleźć chłopaka”, „chciałabym lepszą pracę”, „chciałabym schudnąć” – a jak nasza rzeczywistość wygląda teraz?

Odczuwamy jakiś bliżej niesprecyzowany ciężar, zupełny brak nadziei przerywany ekscytacją związaną z nową metodą lub oczekiwaniem na cud.. Często poczucie bezsensu życia, u wielu pragnienie śmierci i ucieczki od rzeczywistości, która z każdym dniem wydaje się coraz bardziej nieznośna.

Czy jest na to jakieś sposób?

Ano jest.

Odwróć swoją uwagę od potrzeby zmiany samego siebie i tego, że chcesz zmiany. Wyrwij się z tego błędnego koła poprzez przekierowanie uwagi na to, co w efekcie utworzy nowy pozytywny proces tworzenia.

Przekieruj uwagę na miłość. Zatop się w miłości, oblewaj się miłością, stawaj się miłością, przypominaj sobie miłość, czuj miłość, zaufaj miłości, przywołuj uczucie miłości i rób to jak najczęściej, a resztę pozostaw. Reszta nie jest ważna. Nie oczekuj żadnych rezultatów. Nie rób tego z myślą o korzyściach i oczekiwaniu tych korzyści.

Rób to ot tak po prostu – tak jak się oddycha, nie myśląc o oddychaniu.

Wiele osób ma za sobą doświadczenie śmierci klinicznej i przechodzenia przez białe, pełne bezgranicznej miłości światło, i opowiadają , jak cudownie się czuli w tym świetle.

A gdyby tak przywoływać do siebie ten stan bezgranicznej miłości i akceptacji i pławić się w nim jak najczęściej, to jakie myśli zaczną w nas pojawiać? Będą to myśli pełne miłości i akceptacji. Zamienią się w słowa, a te z kolei w czyny, które zmienią naszą rzeczywistość.

Co jeśli nie masz w swoim doświadczeniu śmierci klinicznej?

Możesz wtedy przywoływać do siebie to uczucie, gdy patrzysz na śpiące dziecko, na bawiące się dzieci i zwierzęta.

Możesz przywołać do siebie uczucie wdzięczności, im głębszej tym lepiej.

Gdy poczujesz się wdzięczny nawet za to, że tysiące lat temu ktoś wymyślił koło, gdy poczujesz się tak bezgranicznie wdzięczny, zaczniesz formować myśli oparte na wdzięczności i miłości, potem słowa, czyny, a następnie stworzysz sobie rzeczywistość opartą na miłości i wdzięczności.

Ciekawe, czy teraz myślisz o tym, czy uda ci się dzięki temu schudnąć albo zmienić prace na lepszą, zarabiać więcej pieniędzy, znaleźć kochającego partnera?

Bardzo możliwe, że dzięki tej metodzie to Ci się nie uda. Ale przynajmniej odwrócisz swoją uwagę od tego, skupisz się na czymś innym i bardzo możliwe, że pozwolisz Bogu działać.

Nie wiem, czy słyszałeś: „jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach”.

Może w końcu zaprzestaniesz tego usilnego działania w kierunku, który wcale nie jest dla ciebie ważny, i pozwolisz, by ta miłość, którą się otaczasz, przyniosła miłość w wymiarze fizycznym.

Możliwe, że czując tę miłość, poczujesz miłość do siebie.

Czując miłość zaczniesz emanować miłością i być dla niej magnesem.

Będąc miłością zaczniesz wibrować jak miłość i Bóg i droga do tego, czego NAPRAWDĘ pragniesz, skróci się niesamowicie. Przestaniesz chcieć zmieniać siebie i uciekać od samego siebie. Zaczniesz przyciągać rzeczy i zdarzenia, o których nie przypuszczałeś, że właśnie one są darem dla Ciebie od kochającego Boga.

A ponieważ przestaniesz oczekiwać jakiś konkretnych zmian, o które Ci chodzi, przyjdą do ciebie rzeczy, które mają do Ciebie przyjść. Bóg przestanie się śmiać z Twoich planów i pokaże Ci to, co On dla Ciebie zaplanował.

 

Monika

San Diego, California

…o najprostszej medytacji świata

Wielu nauczycieli różnych szkół duchowych przekazuje, czasami w grubych tomach, bogatą wiedzę o medytacji. Rozmaite techniki, pozycje, oddech, odpowiednie ubranie, otoczenie, kadzidła, odpowiednia wiedza i świadomość – i tym wszystkim obciążają ludzkie umysły. Pamiętam jak kilka lat temu udałem się na swoje pierwsze spotkanie z pewną buddyjską grupą medytacyjną. Jednym z punktów była, oczywiście, wspólna medytacja. Wszyscy usiedli w pozycji, jaką nakazywał mistrz, jedynie ja usiadłem trochę inaczej – zasadniczo tak, jak się nauczyłem wcześniej medytować i jak już było mi po prostu wygodnie. Prowadzący nic nie powiedział, jedynie kilka razy, jak zauważyłem, rzucił okiem w moją stronę. Przez pół godziny trwaliśmy w ciszy, po czym na skinienie mistrza, medytacja się zakończyła i zaczął krótki wykład. Adresowany do wszystkich obecnych – a było to nieco ponad dwadzieścia osób – dotyczył medytacji Zen, którą ów mistrz kiedyś praktykował i opisywał dumę i pychę z jaką do niej zasiadał i jaka go wówczas owa praktyka wypełniała. Dał do zrozumienia, że tamta technika była ewidentnie niewłaściwa i błędna. W podtekście przekaz adresowany był do mnie i był krytyką i dezaprobatą mojego sposobu siedzenia. Wysłuchałem tego ze spokojem, po czym podziękowałem i wyszedłem.

Tak naprawdę, w prostocie swojej oceny uznałem wówczas, że skoro ego tego faceta drażni pozycja w jakiej siedzę, to jaki z niego guru? – i nie będzie nim, przynajmniej dla mnie. Było to moje ostatnie spotkanie z owymi ludźmi.
Medytacja którą chcę przedstawić jest jedną z najprostszych rzeczy na świecie. Obojętne jest, kim i gdzie jesteś, z kim jesteś, co sobą reprezentujesz, jaki masz ubiór, poglądy i przekonania. Oczywiście, nie ważne jest też, jak siedzisz, możesz nawet być na toalecie. Jedyne, co potrzeba, to odrobiny dobrej woli oraz 60 sekund koncentracji.

Zamknij oczy – to też nie jest konieczne, ale poprawia zabawę. Poczuj swoje ciało.

1. Weź głęboki wdech przez nos, wypełniając powietrzem brzuch, przeponę i idąc w górę, kończąc na górnych partiach klatki piersiowej. Niech wdech naturalnie wypełnia Cię od dołu do góry.

2. Kiedy dojdziesz do szczytu, pozwól sobie na naturalny wydech i opadnięcie ciała. Jedyne co wówczas masz robić – to obserwuj jak oddychasz.

3. Koncentruj się na oddechu – i nawet jeśli umysł ‘odpłynie’ Ci w inna stronę – łagodnie przywołaj go do porządku.

4. Powtórz powyższe trzy punkty – dziesięć razy. A teraz do dzieła :)

5.
Gratulacje! Właśnie zakończyłeś najprostszą medytację świata :)
Co można zaobserwować po takiej krótkiej praktyce?

– można w łatwy sposób uwolnić nieco stresu i dziennego napięcia

– można zaoferować sobie odprężenie i rozluźnienie – kiedy umysł zajęty jest czymś innym, nie napina niepotrzebnie ciała

– można na chwilę uspokoić umysł i zrelaksować się mentalnie, odpoczywając od męczącej gonitwy myśli

– można spojrzeć w istotę swoich problemów – gdzie się podziewały, kiedy trwałeś/trwałaś w owej krótkiej medytacji? Ile z nich tak naprawdę tkwi jedynie w nas samych? Czy warto je w sobie potrzymywać i nosić? O ile łatwiej i przyjemniej jest pozostawić je poza nami?

– można też zobaczyć dużo więcej, naprawdę :)

Życzę miłej zabawy, bo tym dokładnie jest najprostsza medytacja świata – dobrą i przyjemną zabawą :)
Elijah

http://www.elijah-blog.info/

Sens życia – doświadczanie i miłość cz.2

W poprzedniej części został określony obraz prawdziwego człowieka – Duszy, czystej świadomości. Przedstawione zostało też ego (sztuczna tożsamość) i zagubienie pierwotnej świadomości. W tej części zostanie przedstawiony zarys drogi ewolucyjnej i możliwość uwolnienia się od cierpień.

Karma i droga przez wcielenia.

Dusza wydziela cząstkę siebie aby doświadczać, wyrażać się jak najpełniej. Jednak na planie materialnym tworzy się osobowość, sztuczna i wykreowana przez społeczność, która nie zawsze jest świadoma woli duszy. W aktualnej erze ludzie są w jakiś sposób nieświadomi swego źródła. Nie są świadomi jedności.  Kiedy świadomość zamyka się w iluzji ego, zaczyna tworzyć problemy i pragnienia. Zaczyna tworzyć się karma. To ona właśnie powoduje nieświadome zagubienie w tym świecie. To dość skutecznie uniemożliwia duszy czysto się przejawiać. „Nauka” przejawiania siebie w pełni (przejawiania w pełni miłości) trwa czasem bardzo długo. Choć posuwa się do przodu – wystarczy aby przez całe życie choć chwilowo odczuć wysokie wibracje – to już da bardzo wiele. Wskazuje (przypomina) to drogę powrotu do źródła – czystego doświadczania.

Warto zauważyć, że obracanie się w niskich wibracjach nie wpływa na duszę. Złość, nienawiść, cierpienie, smutek, załamanie, depresja, zazdrość, zagubienie itp… Są to energie o niskich wibracjach i nie wpływają one na poziom czystego doświadczenia. Dlatego też z niskich wibracji nie wypływa żadna bezpośrednia korzyść (o korzyściach można mówić odnosząc się do ustalonego celu). Doświadczanie niskich wibracji nie jest prostą drogą ewolucji duszy. Jest to swego rodzaju opóźnienie. Ogólnie patrząc niskie emocje nie mają znaczenia – nie docierają one do poziomu prawdziwego człowieka (duszy). Nie istnieją na poziomie niedualnym, gdzie wszystko jest totalnością i doskonałością. Tworzą się i spalają na niższych poziomach energetycznych. Jednak są one częścią doświadczenia i mają swój cel.

Przede wszystkim pozwalają odczuć piękno miłości, poprzez stworzenie kontrastu (dualizmu). Jak inaczej „szczęśliwość” byłaby tym czym jest bez odniesienia do „nieszczęśliwości”? Poznanie połowiczne nie jest pełne. Świadomość dąży do poznania, doświadczania pełnego.

Po drugie wskazują drogę ewolucji, wskazują gdzie iść -> skoro boli, to sygnał zawróć. Doświadczyłeś, wiesz, nie musisz dalej. Chyba, że chcesz.

Po trzecie tworzą różne możliwości, w których może przejawiać się dusza. Wynika z tego, że nawet w największym cierpieniu można promieniować światłem (o ile wyrazi się taką wolę). Ponieważ będąc w stanie świadomości, całe doświadczenie jest cudem. Również te niskie wibracje. Chodzi tylko o odpowiedni stan postrzegania.

Twe aktualne ciało przeminie, emocje i smutki przeminą, myśli i chaos przeminie… miłość/świadomość, którą pierwotnie jesteś zostanie. Nawet logicznie rzecz biorąc jedyną słuszną drogą jest wtedy rozwijanie w sobie miłości. Nieważne gdzie jesteś, nieważne kim jesteś… jesteś tu po to by wyrażać odczuwać tą pierwotną wibrację istnienia, miłość.

Miłość, a miłość.

Mówiąc to słowo mogą powstać różne wyobrażenia. Nie trzeba tego tłumaczyć. Każdy może zinterpretować miłość jako co innego. Jest miłość porządania, jest miłość do ojczyzny, jest miłość braterska, jest miłość cierpiąca, miłość boska, współczucie…

Tą miłość, która jest esencją duszy, jest trudno określić. Jest to światło pokoju, radości, pierwotnej błogości, poczucia jedności. Jest to miłość wszechświata do siebie samego, do wszystkich swoich dzieci. Wiele można użyć słów by określić to uczucie, warto jednak samemu poczuć (lub przypomnieć).

Wtedy zmienia się postrzeganie tej osobowości. W obliczu tego światła ego staje się całkowicie nieważne – znika. Dotychczasowe priorytety tego wcielenia, które zostały wpojone przez społeczeństwo zaczynają blednąć, stają się bez znaczenia. Mgła iluzji opada gdy wstaje słońce miłości. Wszystko kieruje się wtedy w jedną stronę – w stronę przejawiania duszy. Wstęp do iluminacji istoty boskiej.

Współczucie jest inną nazwą tego stanu. Jest to odbicie energii duszy w materii, w tym fizycznym ciele. Istota współczująca kieruje swą uwagę właśnie na miłość, co jest jedną z najpięknieszych dróg samorealizacji – droga serca. Dlatego tak wielu mistrzów kieruje uwagę uczniów na to uczucie lub na centrum serca, gdzie światło duszy ma swoje „okno” na materię. Ta miłość sprawia niedualne poznanie, otwiera świat doświadczania jedności, gdzie „JA” i „TY” to jedno. Nie ma dobra, nie ma zła. Wszystko jest na miejscu.

Rozwijanie miłości

Świadome rozwijanie miłości może okazać się ogromnym skokiem w rozwoju. Nie mówiąc już o poprawie jakości życia czy całkowitej wolności od cierpienia. Rozwijać w sobie to uczucie można na wiele sposobów. Jest wiele szkół, które w zasadzie prowadzą do tego samego. Jest wiele dróg, tak wiele, jak jest ludzi. Można wydzielić dwa zasadnicze kategorie.

1.Droga umysłu i droga serca.

2.Droga wnętrza i droga na zewnątrz.

Człowiek egzystujący w tej materii balansuje gdzieś między tymi drogami. Mogą to być kombinacje elementów punktu pierwszego jak z elementami drugiego. Przykładowo poprzez badanie tego świata (droga umysłu + uwaga na zewnętrz) można osiągnąć zrozumienie inicjujące poczucie jedności tego wszechświata. Można również umysłem badać wnętrze, zrozumieć swe uczucia, myśli, swą istotę (buddyzm). Można także iść drogą serca kochając wszystkich wokoło lub skupiając się na własnym sercu duchowym. Wszystkie drogi i ich kombinacje prowadzą do wyzwolenia, którego nieodłączym elementem jest przejawianie miłości (współczucia, akceptacji, błogości, światła…)

Zarówno zrozumienie jak i bezpośrednie stworzenie miłości jest efektywne. Poprzez zrozumienie „co to wszystko jest” i „jestem TYM” osiąga się nieuwarunkowaną miłość, współczucie, które promieniuje na wszystkie istoty. Wtedy też może tworzyć się postawa Bodhisattwy. Nie jest to coś narzuconego sobie z góry. Taka istota nie ogranicza siebie twierdząc, że musi działać dla dobra innych. To działanie przychodzi naturalnie. Jest to manifestacja wysokich wibracji duszy, która tu w materii jest nazywana bezinteresowną i bezgraniczną miłością. W takiej istocie nie ma JA, to jest miłość. Wszędzie gdzie się pojawi promieniuje pięknem i światłem. Harmonizuje otoczenie. Tu przejawia się już prawdziwy człowiek, nie sztuczne ego (osobowość).

Bezpośrednie skierowanie uwagi na serce jest inną drogą. Nie trzeba tu wiele rozumieć. Kieruje się uwagę na miłość to wystarczy. Jest to droga serca. W tej drodze nie chodzi o to by uciec z tego świata cierpienia. Chodzi o to, by wibracje duszy zaczęły się przejawiać właśnie tutaj „na dole”. Dalej uświadomić sobie, że nie ma różnicy między tym co na dole, a tym co u góry. Wyjść ponad dualizm – nie trzeba rozumieć, wystarczy kochać. Zrozumienie przyjdzie samo. Jest to zrozumienie serca.

W każdej chwili swego życia możesz rozpocząć rozwijanie miłości. Nie ma znaczenia kim jest Twoje ciało, gdzie jest i co teraz czuje. W każdym momencie można dostroić się do duszy i zacząć przejawiać jej wysokie wibracje. Aktualna sytuacja ciała nie jest ważna. Dla duszy nie ma znaczenia czy aktualna osobowość pracuje czy nie, czy jest spełniona czy nieszczęśliwa, czy wygląda tak czy inaczej… nie jest to ważne. Te rzeczy są chwilowe, które nie mają wpływu na ewolucję duszy. Dla prawdziwego TY liczą się doświadczanie, poznanie siebie samego.

Blokady serca

Często dzieje się tak, że serce duchowe jest zablokowane. Oznacza to mniej więcej sytuację, kiedy po prostu nie jest używane. Powody mogą być różne. Od lęków, do wypełnienia nienawiścią czy zaległe zranienia. Wszystko to powoduje, ze serce nie może promieniować właściwą energią. Staje się zamknięte.

Zamknięcie serca jest przede wszystkim spowodowane utożsamianiem się z ego. To właśnie na podstawie wyobrażeń o oddzieleniu tworzy się niskie wibracje lęku i jego pochodne. W takiej sytuacji wysokowibracyjne uczucia nie mają jak się przejawiać. Bardzo skuteczną drogą jest właśnie świadome rozwijanie serca, czyli otwieranie się na miłość, serdeczność, błogość, piękno, zachwyt. Skierowanie uwagi na serce i wizualizacja czystości, miłości… jest wiele technik. Wtedy blokady odpuszczają i wysokie wibracje mogą się bez problemu przejawiać.

Często blokady serca objawiają się jako bóle, uciski, chęć płaczu, uczucie zatkania w okolicy klatki piersiowej. Dalej mogą przeradzać się w choroby fizyczne (przykładowo brak radości tworzy nadciśnienie). Jeśli energia serca nie przepływa swobodnie, człowiek czuje się zagubiony i w jakiś sposób smutny. Szuka wszędzie miłości, jednak nie potrafi zaspokoić tego braku. Warto poświęcić temu uwagę.

Bez blokad serca energia miłości płynie naturalnie i swobodnie. Jest to naturalny stan dla każdej istoty. Jest to stan bliski błogości wczesnego dzieciństwa, jednak o wiele bardziej świadomy. Tak, jak tu w materii manifestuje się czysta energia duszy. Ta energia posiada niesamowitą siłę sprawczą, jest uzdrawiająca dla ciała i umysłu. Wszędzie gdzie się zmanifestuje zmienia rzeczywistość i wprowadza harmonię.

Poniżej link do prostej, ale jakże potężnej medytacji.

Medytacja Serca

 

 

Sens życia – doświadczanie i miłość cz.1

Pytanie o sens życia. Jeśli chodzi o ludzi związanych z rozwojem duchowym jest to jedno z najczęściej stawianych pytań. Szczególnie popularne w chwilach cierpienia, kiedy to umysł zostaje niemal zmuszony do spojrzenia na swą sytuację. Dlaczego tu jestem? Dlaczego tak jest? Jaki jest tego sens? Gdzie w tym wszystkim Bóg? O co tu w ogóle chodzi?

Oczywiście niektórzy nie mają z tym problemu. Jest jak jest, jak każą tak się robi i wszystko gra. Lepiej nie myśleć za dużo, bo i po co. Jeśli wszystko jest w porządku, to po co to zmieniać? Racja, nie trzeba. Nie trzeba też czytać takich tekstów. Skupmy się więc na tych, którzy jednak zadają takie pytanie. Tu właśnie spotykamy ludzi pragnących rozwijać się duchowo.

W procesie wychodzenia z okresu dzieciństwa zaczynają pojawiać się trudności. Świat zaczyna być coraz dziwniejszy. Radość i naturalna miłość zostaje gdzieś zatracona. Człowiek zaczyna dostrajać się do różnych wibracji lęku, złości, nienawiści… Tworzy się umysł, który ocenia, nazywa, tworzy iluzje. Świat powoli staje się coraz bardziej nieprzyjemny. Wtedy też mogą zacząć pojawiać się pytania o sens życia.

Odpowiedź nie jest intelektualna. Jest prosta i zawarta w jednym słowie – miłość. To uczucie promieniujące z centrum serca. Nic więcej. To wszystko co trzeba wiedzieć. Świat jest stworzony z miłości, trwa z miłości i rozwija się w kierunku miłości. Już tu jesteś, tu jest Twój dom. I komu wystarczy taka odpowiedź, nie musi czytać dalej. Wystarczy, że kocha.

Jednak w naszej cywilizacji jest trochę więcej zamieszania, dlatego niezbędne może się okazać intelektualne objaśnienie. Co wiecej, zrozumienie powoduje zmiany energetyczne i może wzbudzić w ciele pierwotne uczucie miłości. Dzięki zrozumieniu można poczuć. Trzeba tylko wiedzieć co.

To co zapomniane, a najważniejsze.

Każdy ma w swoim polu (pole energetyczne istoty – ciało, uczucia, myśli…) pamięć z bardzo wczesnego stanu istnienia (być może sprzed narodzin). Nie było wtedy ciała, nie było uczuć, nie było myśli, nie było ego (osobowości). Trwało czyste istnienie. Bardzo głębokie poczucie błogości, „jestem w domu”, poczucie jedności ze wszystkim. Jest to stan wysokich wibracji. Tu na ziemi można go porównać z uczuciem błogości, miłości, całkowitej akceptacji, jedności ze wszystkim. Każda istota w okresie niemowlęcym jest bardziej świadoma tego właśnie stanu niż materii, w której się znalazła. W miarę dorastania świadomość zaczyna coraz bardziej skupiać się na materii i innych niższych energiach tego świata (uczuciach, myślach). Pamięć pobytu w wysokich wibracjach coraz bardziej słabnie, tym samym zaczyna się coraz większe zwrócenie uwagi na zewnątrz, Powstaje uczucie oddzielenia, separacji od całego istnienia. co również staje się przyczyną cierpienia. I zaczynają się pytania o sens życia.

Można powiedzieć, że to ciało, uczucia i myśli – czyli ego, TY – jest tylko niewielką cząstką prawdziwej duszy. Jest to niewielki procent Ciebie prawdziwego, wielkiej istoty duchowej. Większość ludzi jest świadoma tylko swojej osobowości, konstruktu psychofizycznego. Widzą tylko ułamek istnienia. Ograniczają siebie wyobrażając swój początek (narodziny) swoje życie (małe ja i świat) i swój koniec (śmierć). Następuje utożsamienie się z tym obrazem małego ludzika w wielkim świecie. Następuje uzależnienie od zdarzeń, osobiste cierpienia, radości i wszystko co dotyczy wyobrażenia o sobie. Ta osobowość jest całkowicie sztuczna, stworzona przez interpretacje umysłu. Jest iskrą, ułamkiem sekundy w istnieniu prawdziwej istoty – Duszy – Prawdziwego totalnego doświadczenia.

Teozofia ma trafne porównanie. Dusza jako ciało człowieka, osobowość jako palec. Dusza zanurza tylko jeden palec (ułamek siebie) w materii. Następuje manifestacja cząstki duszy tu, w tym materialnym wszechświecie. Świadomość tak mocno skupia się na palcu i jego doznaniach, że zapomina o całym ciele (duszy). Palec staje się świadomy w materii, narzuca na siebie iluzję oddzielenia. Myśli, że jest tylko małym, bezbronnym i cierpiącym palcem (osobowość). Na tej podstawie boi się śmierci, boi się zagrożenia, boi się utraty, zamyka się w iluzji i zapomina o swojej prawdziwej istocie (duszy), która trwa w nieustannym szczęściu.

Innym porównaniem może być gra komputerowa. Człowiek siedzący bezpiecznie przed komputerem kieruje wszystkie swoje zmysły w monitor i zaczyna utożsamiać się z postacią, która jest w grze. Czuje lęk i inne emocje. Choć nie do końca zapomina o swym realnym ciele, to jednak świadomość zamyka się w pewnej iluzji. Gdyby utożsamić się całkowicie z bohaterem gry, powstałby prawdziwy lęk o jego życie. Analogicznie człowiek utożsamia się z aktualnym kształtem ciała, tworzy osobowość i zamyka w niej swą świadomość. Zapominając, że jest totalnością tego wszechświata.

Często słychać głosy zawiedzenia tym światem.”Ja się tu nie prosiłem”, „Bóg sadysta zesłał na mnie cierpienia…” itp. To mówi osobowość, która nie jest świadoma swej prawdziwej istoty. Prawdziwa istota ludzka jest nieśmiertelna, trwająca nieustannie w stanie szczęśliwości i miłości. Na poziomie duszy wszystko wygląda inaczej. Wszystko jest jasne, wszystko jest doskonałe. To Twój prawdziwy dom, źródło. Na tym poziomie świadomości jesteś doskonałością.

Gdyby świadomość zamknięta w osobowość ujrzała choć na chwilę majestat totalności, którym jest… całe życie uległoby zmianie. Tak się czasem zdarza. Są to mistyczne doświadczenia, które odmieniają światopogląd. Człowiek tu w materii już nigdy nie jest taki sam. Jest świadomy boskości.

Może powstać pytanie – dobrze, ale skoro jestem duszą, to dlaczego o tym nie wiem. Przecież wszystko co czuję określa mój wszechświat. Jeśli czegoś nie czuję – to tego nie ma. Co mi tu ktoś będzie wciskał kity, że jestem duszą, jak nie jestem (bo nie czuję). Odpowiedź jest prosta – istota ludzka zawsze to czuje i zawsze ma z tym łączność. Im bardziej świadomość jest skierowana na zewnątrz w świat formy, tym bardziej „zapomina” o swej prawdziwej istocie, o źródle. Jeśli jesteś w stanie przypomnieć sobie stan wczesnego dzieciństwa, tą błogość, spokój, światło… to jesteś blisko zauważenia źródła. Nie jest to takie proste, ponieważ to co było w bardzo wczesnym dzieciństwie nie jest ubrane w formę i sklasyfikowane przez umysł. Trudno to określić i sprecyzować, jest to odsunięte w podświadomość. Jednak ten stan ciągle w nas jest. Co więcej nie trzeba cofać się pamięcią do etapu dzieciństwa czy etapu przed narodzinami. Wystarczy głęboko wejść w siebie – w teraźniejszości. Odrzucić wszelkie określenia stworzone przez egotyczny umysł (osobowość) i wejść w moment istnienia, w ciszę teraźniejszości. Tu pojawia się stan realnego doświadczenia. Zanika dualizm, świadomość ponownie staje się zjednoczona ze wszystkim.

Punkt widzenia prawdziwego człowieka (duszy).

Osobowość tworzy pewną skorupę, pancerz. Świadomość zamyka się w tym pancerzu i tak przygotowana zaczyna działać w świecie. Ma w swym zanadrzu pewne wyuczone cechy, wie jak działać w materii i działa. Jest tylko jedno ale – zapomina o prawdziwej i pierwotnej istocie, którą jest. Zapomina też o „sensie życia”, nie jest do końca świadoma po co tu jest. Tu warto określić sens życia z punktu widzenia duszy.

Tak jak ciało fizyczne jest zbudowane z materii, tak esencją duszy jest czysta świadomość. Każda istota przebywa w świetle tej świadomości, ma w niej swoje źródło. Jest to pierwotny dom, w którym nie ma śmierci, nie ma narodzin. Jest nieustanne trwanie w jedności ze wszystkim. Dusza postanawia przejawiać siebie jak najbardziej, postanawia doświadczyć siebie na wszystkie możliwe sposoby. Czasem jest to nazwane pragnieniem duszy, jednak nie jest to do końca trafne słowo, ponieważ nie ma tam energii braku czy niespełnienia. Bardziej trafne jest określenie – wola duszy (wola Boga). Tak więc wspaniała istota duchowa pragnie przejawiać siebie, tym samym zanurza swą cząstkę w materii. Wygląda to tak, jakby wokoło pewnego pierwiastka duszy zaczęło się krystalizować ciało fizyczne. Dzięki ciału dusza może manifestować siebie w materii, przejawiać się, doświadczać. Na poziomie czystej świadomości to doświadczanie jest czymś doskonałym, pięknym, jest to boska pieśń życia… to TY.

Jedna ważna rzecz. Tam, gdzie jest dusza, czysta świadomości, bez dualizmu, jest energia o bardzo wysokich wibracjach. Niemożliwym jest tam zaistnienie energii z niższych planów, takich jak złości, smutku, a nawet myśli. Te niższe energie wchodzą w skład osobowości, czyli aktualnej manifestacji cząstki duszy. Gdy prawdziwy człowiek (dusza/czysta świadomość) postanawia zanurzyć swą cząstkę w materii, wokoło niej zaczyna się gromadzić energia niższa. Różne energie astralne, myśli, energie życia, materia fizyczna… tak powstaje ciało wraz z całą osobowością. Cała istota ludzka składa się więc z duszy (wysokich i nieprzemijających energii światła) i aktualnej osobowości (różnych energii, czasem przyjemnych czasem nie).

Celem duszy jest przejawianie swego światła w materii. Prawdziwy TY wyraża wolę, by jak najpełniej przejawiać siebie w tym fizycznym świecie. Można powiedzieć, że się uczy, choć nie jest to trafne słowo, ponieważ na swoim poziomie jest już doskonałością. Powracając do sensu życia – jest to wyrażanie miłości. Człowiek jest tu po to, by wyrażać siebie jak najpełniej. Wszechświat poprzez samoświadomość doświadcza siebie. Jest to pragnienie i realizacja w jednym. Dzieje się to właśnie teraz. Czysta świadomość doświadcza sama siebie.

Jesteś tym doświadczeniem. Jesteś wszechświatem, który doświadcza siebie. Spełnia właśnie swoje poznanie. Sens wypełnia się właśnie w tej chwili, niezależnie od wszystkiego. Możesz odpocząć. :)

C.D.N.

Dusza i doświadczenie cz.2

Czy dusza chce dla nas zła? Czy dusza chce dla nas dobra?

Przede wszystkim, dusza to TY. Nie są to oddzielne istoty. Nie ma tu dualizmu i rozdzielenia między „Ja”, a „Moja dusza”. Aktualna świadomość, której doświadczasz jest świadomością duszy. Co co patrzy Twoimi oczyma. Ty jesteś duszą – jednak nieświadomą na aktualnym poziomie przejawiania się. Na tą chwilę dusza nie jest świadoma siebie i boskości, jest świadoma tylko iluzji umysłu, tego świata form. Nazywa ten świat prawdą i rzeczywistością ostateczną, nie widząc nic poza nim. Na początku napisałem, że dusza jest świadoma na własnym poziomie, jednak nie zna się na niższych poziomach rzeczywistości. Dlatego też ma prawo gubić się na niższych planach (materii, uczuć i myśli) i nie rozumieć o co w tym wszystkim chodzi… i do tej pory wiele dusz jeszcze nie rozumie. Świadomość zamyka się na poziomie umysłu, tworzy wyobrażenia dobra i zła, balansując między nimi. Ugania się za różnymi rzeczami zewnętrznymi nie wiedząc, że wszystko jest po to by wzbudzić wewnętrzne doświadczenie. Dusza na tym etapie ewolucji gubi się w świecie. Wygląda to tak, że świadomość sama siebie ogranicza i zamyka w formach sztucznie stworzonych wyobrażeń.

Twoja wola jest wolą duszy. Warto tu okryć swoją pierwotną i wewnętrzną wolę doświadczania. Nie jest to wola zaprogramowanego umysłu. Nie jest to wola narzucona przez innych. Wola duszy jest odczuwana jako wewnętrzne pragnienie doświadczania. Kiedy wewnętrznie czegoś pragniesz, często wiesz, że jest Ci to przeznaczone. Może to być najskrytsze marzenie lub delikatna myśl. Faktem jest, że jest to wola duszy i zostanie ona spełniona (po to rodzi się w danym miejscu i czasie). To jest Twa prawdziwa wola, boski Plan dla Twej istoty. Już podążasz zgodnie z tym Planem, choć umysł może być zagubiony i twierdzić, że mijasz się z powołaniem. Umysł nie zna tego planu, często nie czuje wewnętrznego pragnienia. Umysł potrafi powtarzać tylko cudze myśli, które może uznać za „własne powołanie”. Na tej podstawie może stwierdzić, że mija się z powołaniem. Jednak dusza zawsze doświadcza tego, czego chce. Nie ma innej możliwości. Innymi słowy, zawsze doświadczasz tego, czego wewnętrznie pragniesz. I to się dzieje już teraz.

Na poziomie duszy dobro i zło jest postrzegane zupełnie inaczej niż z poziomu umysłu. Dusza widzi wszystko jako czyste doświadczenie. Czasem po prostu pragnie doświadczyć pewnych wibracji istnienia, by poznać bardziej możliwości tego wszechświata. Jednak gdy już pozna, pragnie doświadczyć czego innego. Przykładowo człowiek doświadczający cierpienia – gdy je pozna – zacznie doświadczać czego innego. Dlatego tak ważne jest poznanie i zrozumienie (możliwie najszerzej). Jeśli doświadczenie „złych” energii będzie zrozumiane, nastąpi uwolnienie. Czyli dokładniej zmiana wewnętrznej woli duszy, która postanawia doświadczyć czego innego.

Mówiąc prosto – kiedy znudzi Ci się cierpienie, zmienisz swoje doświadczenie. Ten mechanizm działa doskonale i można go przyrównać do prawa karmy (choć nie jest to to samo). Dlatego tak ważne jest świadome doświadczanie, poznawanie.

Niektórzy mówią, że samo poznawanie jest tak bolesne – dlaczego muszę doświadczać tego cierpienia, podczas gdy inni doświadczają szczęśliwości – to niesprawiedliwe. Taki pogląd jest bardzo popularny wśród ludzi aktualnej cywilizacji. Upatrują niesprawiedliwości czy to w Bogu czy w jakimś fatum nad nimi ciążącym. Jednak problem tkwi w ocenie umysłu.

Po pierwsze umysł widzi siebie jako oddzieloną jednostkę. Wydziela z rzeczywistości pojęcia „JA” i „INNI”, tym samym tworząc pojęcie niesprawiedliwości. Gdyby świadomość nie zamykała się w tym światopoglądzie i wyszła ponad umysł, zauważyłaby, że wszystko jest jednością. Nie ma różnicy kto teraz doświadcza – ważne, że jest doświadczane. Jesteśmy jedną świadomością, która doświadcza siebie w różnych aspektach.

Po drugie umysł tworzy pojęcia dobra i zła. Chce doświadczać dobra, nie chce doświadczać zła. Jednak to tylko pojęcia. Dusza na swoim poziomie traktuje każde doświadczenie jako doskonałość, jednak kiedy zamyka się w okowach umysłu, traci tą jasną wizję doskonałości. Wtedy zaczyna tworzyć cierpienie osobiste. Kiedy zauważy, że te pojęcia są wymysłem, samo doświadczenie stanie się piękne.

Można powiedzieć, że kiedy świadomość spojrzy choć raz ponad umysł – dotknie istnienia i nawiąże z nim kontakt – przypomni sobie po co tu jest. Wtenczas będzie wiedziała, że ta rzeczywistość określona przez umysł nie jest rzeczywistością ostateczną. Wtedy w życiu człowieka pojawi się przestrzeń i luz. Wszystko nagle powróci na miejsce (choć nic nie musi się zmieniać). Świadomość zauważy, że jest w porządku. Szczęśliwe życie zależy tylko od tego, na jakim poziomie jest świadomość. Jeśli jest na poziomie umysłu i zamyka się na nim, jest narażona na szczęścia i nieszczęścia – utożsamia się z nimi. Jeśli świadomość jest na poziomie duszy, całe aktualne życie postrzega jako wspaniały sen, w którym trwa istnienie. To jest kontakt ze źródłem – to stąd wypływa wszelka szczęśliwość z doświadczania. Gdy tylko ten kontakt zostanie uświadomiony (dusza przypomni sobie, że nie jest umysłem) życie stanie się inne. To jest moment przebudzenia, do którego zmierzamy.

Dusza na swoim poziomie jest doskonałością. Jest światłem, świadomością i miłością. Jednak dusza pragnie poznać również inne wibracje. Poznać wszechświat w całości.

Dlatego wyraża wolę przejawiania się w materii. Gdyby tak nie było, nic nie zostałoby stworzone, nie byłoby materii i całego istnienia. Każda cząstka boskości (dusza) uczy się przejawiać w materii. Dąży do tego by móc świadomie przejawiać się na każdym planie energetycznym – czyli poznać wszystko co chce.

Na tym etapie ewolucji dusza nie może w pełni się przejawiać, ponieważ „nie umie”. Nie poznała tych niskich światów energetycznych (materii, uczuć, myśli), nie potrafi przejawiać w pełni swych czystych wibracji na niższych planach.

Podczas poznawania dusza „schodzi” do ciała. Uczestniczy w życiu jako świadek, obserwator. Jest to ta wewnętrzna świadomość istnienia, wewnętrzne i wieczne światło w każdym z nas (choć może wielu sobie tego nie uświadamia). Można powiedzieć, że to światło delikatnie prowadzi umysł. U nierozwiniętego człowieka dusza nie ma za dużego wpływu na umysł i ciało – pierwotny człowiek jest pochłonięty swoimi żądzami i pragnieniami. Świadomość jest całkowicie zamknięta w pragnieniach i formach zewnętrznych. Człowiek działa zgodnie z instynktem. Jest to bardzo nieświadome działanie i wręcz „szaleńczy pęd” poznania, który również jest głęboką wolą duszy.

W miarę rozwoju dusza zaczyna prowadzić (narazie inspirować) umysł coraz bardziej, człowiek ma coraz większy kontakt ze swoją Wyższą Jaźnią. Aż w końcu dusza przejmie całkowicie „władzę” nad sztucznie stworzonym umysłem. Można ten proces obserwować jako próby działań duszy na planie mentalnym, czyli próby przejawiania swoich boskich wibracji w postaci myśli. Myśli przyjmują wtedy czyste kształty, stają się jasne i pogodne. Również na planie astralnym dusza uczy się świadomie przejawiać, czyli próbuje doświadczać uczuć boskości. W pewnym momencie dusza zaczyna przejawiać się w pełni. Wtedy nastąpi całkowite zjednoczenie – pełna manifestacja duszy na niższych planach. Nie będzie już błądzącego umysłu, będzie pełna świadomość boskości i jedności. Wyrażanie boskości ciałem, uczuciami i umysłem. Jest to pełne zjednoczenie niższych ciał człowieka (materialne, astralne i mentalne) z ciałami wyższymi (atmiczne, buddyczne i przyczynowe). Samorealizacja boskości.

Kluczowym pytaniem okazuje się – czym jest cierpienie? Jeśli mowa o emocji –  jest to wibracja energii, równie boska jak wibracja szczęśliwości. I choć na poziomie umysłu jest ogromna różnica, na poziomie duszy wszystko jest boską manifestacją istnienia – energią. Gdy umysł zaprzestaje ocen, cała rzeczywistość zaczyna być postrzegana jako nieopisany cud – istnienie.

Ważne by zrozumieć to właściwie. Dusza nie pragnie doświadczać cierpienia, nie jest jakąś masochistyczną istotą. Dusza wyraża wolę jak najpełniejszego przejawiania się. Z poziomu wyższej świadomości nie ma rozróżniania na dobro i zło. Po prostu jest wiele boskich wibracji, a dusza wyraża wolę by móc ich doświadczyć. Nie ma cierpienia, nie ma radości – jest „nauka” pełnego przejawiania boskości. Na wszystkich planach energetycznych, w pełnym spektrum energii.

Za tym idzie jeszcze jedna rzecz – dusza sama w sobie nie zaniża nigdy wibracji. Nie jest tak, że dusza trwając w wysokich energiach (trwając w miłości i świetle) schodzi do brudnego ciała i materii cierpienia. Dusza nigdzie nie schodzi. Ona poszerza swoje pole doświadczania.. Schodząc do ciała nie odcina się od stanu pierwotnej świetlistości. Nadal jest zanurzona w szczęśliwości. Można powiedzieć, że całe nasze pole jest już wypełnione piękną energią miłości i światła. Kwestia w tym, że umysł tego nie dostrzega. Nazywając i oceniając tą rzeczywistość tworzy iluzję oddzielenia od pierwotnego stanu szczęśliwości. Świadomość zapomina, że jest duszą trwającą w miłości i świetle. Jeśli już o tym zapomni, świadomość zamyka się w iluzji tego świata, zamyka się w umyśle i jego ocenach.

Warto wiedzieć, że dusza (prawdziwy TY) ciągle istnieje na właściwym sobie poziomie trwając w szczęśliwości i miłości. Już jesteś otoczony i wypełniony energią światła, życia i miłości. Wystarczy byś tylko to dostrzegł. Wychodząc ponad oceny umysłu, świadomość zaczyna dostrzegać boskość aktualnego doświadczenia. Cała rzeczywistość staje się doskonałym procesem istnienia.

Teraz ważna rzecz. Na poziomie umysłu to, co dusza pragnie przejawiać jest traktowane jako dobro, a to czego dusza jeszcze nie przejawia jest traktowane jako zło. Wynika z tego, że zło nie istnieje samo w sobie, jest tylko brakiem dobra. W tym sensie brak ten oznacza, że dusza po prostu nie umie świadomie działać na danej wibracji. Przykładowo kiedy czujemy nienawiść jest to oznaka, że dusza na poziomie astralnym nie potrafi jeszcze świadomie i totalnie przejawiać miłości – uczy się. Tak to wygląda z poziomu umysłu. Z poziomu duszy wszystko jest doskonałym procesem.

Podsumowując w jednym zdaniu – Jesteś wszechświatem, który wyraził wolę i znalazł sposób by poznać samego siebie.:)

Dusza i doświadczenie cz.1

Poniższy tekst jest tekstem ezoterycznym. Nie jest publikacją naukową udowadniającą jakiekolwiek twierdzenie, objawiającą prawdę prawdziwą. Znajduje się w nim wiele słów i teorii nie mających potwierdzenia w obiektywnej rzeczywistości. Dotyczy on sfery ezo – wewnętrznej przestrzeni człowieka. Dla wielu mogą być to bajki i to będzie dla nich prawdą. Dla innych z kolei okaże się pomocne, to też będzie ich prawda.

***

Dużym krokiem do przebudzenia jest zrozumienie, czym jest dusza i dlaczego postanowiła doświadczyć istnienia. Warto przyjrzeć się temu procesowi. W końcu warto spojrzeć czysto na rzeczywistość – spojrzeć z punktu widzenia duszy. Takie spojrzenie rozwiewa wszelkie cierpienie i niepewności. Świadomość zaczyna jednoczyć się z pierwotną boskością. Istota ludzka powraca do „utraconego” źródła. Ten tekst może zainspirować i wskazać świadomości drogę powrotu. Nie ma na celu ukazania Prawdy absolutnej. Może być jedynie drogowskazem do poznania własnej Prawdy – tylko tyle… aż tyle.

Boskość (wszechświat, wszystko co istnieje) rozdzieliła się na niezliczoną ilość dusz (cząstek świadomości, punktów świadomości subiektywnej), dzięki którym poznaje sama siebie. Każde doświadczenie (ruch energii – materii, uczuć, myśli) jest poznawaniem siebie. Dla duszy możliwość doświadczania jakichkolwiek ruchów na niższych planach jest po prostu cudem. To wspaniała „przygoda”, dzięki której wszechświat poznaje swoje możliwości. Jest to fenomen, osobliwość gdzie „nieświadomy” wszechświat nagle uświadamia sobie swoje istnienie.

Dusza na swoim poziomie jest doskonale świadoma. Jednak na niższych poziomach rzeczywistości nie potrafi się poruszać. W swoim pierwotnym stanie nie zna doświadczeń niższych energii – nie zna materii, nie zna uczuć, nie zna myśli. Jednak posiada wolę doświadczania, wolę poznania, wolę pełniejszego przejawiania się – po prostu wolę istnienia. Dlatego też świadomie schodzi na niższe plany rzeczywistości i zaczyna się przejawiać. Tak powstaje szeroko rozumiane życie.

Dusza zaczyna swą podróż na planie fizycznym. Najpierw doświadcza wszelkich ruchów materii (czasem jest to zwane duszą grupową minerałów – gdzie wiele dusz doświadcza rych samych zdarzeń fizycznych). Tu zaczyna się budzić bardzo mglista samoświadomość istnienia. Dusza poznaje materię poprzez fizyczną interakcję.

Kolejnym krokiem ewolucji jest doświadczenie energii życia i emocji (rośliny i zwierzęta). Na tym poziomie również istnieją dusze grupowe. Tak na przykład wiele dusz doświadcza działań jednego zwierzęcia. Takie doświadczanie różnych konfiguracji istnienia dzieje się w obrębie jednego gatunku zwierząt.

Indywidualizacja doświadczania następuje w przypadku człowieka. To tu każda dusza tworzy własne ciało, by pełniej doświadczać tej rzeczywistości. Człowiek jest istotą doświadczającą wielu energii. Od materii, poprzez energie życia, uczuć, emocji, po myśli i subtelne wyobrażenia. To doświadczanie różnych aspektów wszechświata jest dla duszy nieskończoną radością – Może istnieć, to nieopisane szczęście. Ta wola istnienia przejawia się w każdej cząstce wszechświata. W każdej żywej istocie, nawet w materii (atomy fizyczne również są energią, która przejawia pierwotną wolę istnienia).

Każde doświadczenie jest dla duszy piękne. Z punktu widzenia czystej świadomości wszystko jest doskonałe. Dobro i zło stanowią tylko inne kolory tej samej rzeczywistości. Różnią się tylko wibracją energii. To umysł narzuca na pewne konfiguracje energetyczne różne formy i nazwy – określa czystą energię jako zło lub dobro. Umysł tworzy formę. Wszechświat jest energią, która sama w sobie jest piękna i czysta. Dusza wyraża wolę poznać wszystkie kolory tęczowego wszechświata.

W tym boskim procesie poznawania, dusza doświadczała materii, energii życia u roślin, a dalej uczuć u zwierząt. Kolejnym krokiem w ewolucji stał się człowiek. To tu pojawiły się bardzo ciekawe energie – energie mentalne. To tu został stworzony umysł. I to on właśnie przyczynił się do tworzenia cierpienia. To umysł określił dobro i zło, na tej podstawie zaczął tworzyć warunkowe szczęście i cierpienie. Problem ten pojawia się tylko wtedy, kiedy świadomość (dusza) zamyka się na poziomie umysłu i traktuje wszelkie jego wymysły jako ostateczną rzeczywistość. Kiedy cała świadomość zamknie się w formach umysłu, cały świat przyjmuje określoną barwę. Wszystko staje się do bólu realne i prawdziwe. Rzeczywistość określona przez umysł staje się prawdą, z której nie ma ucieczki. W tym punkcie przychodzi najczęściej cierpienie. Po prostu dusza zapomniała, że cała rzeczywistość jest tylko iluzją, a postrzegany świat nie jest ostateczny.

Umysł może określać ten świat na różne sposoby. Dla jednych może być piękny, dla innych koszmarny. Wszystko zależy od umysłu. Jeśli dusza zamknie się w tych określeniach i nie będzie widziała nic poza tym, Jednak obraz świata wykreowany przez umysł nie jest ostateczną rzeczywistością, nie jest prawdą prawdziwą. Ponad umysłem jest „rzeczywistość duszy”. Kiedy świadomość wyjdzie ponad umysł, zacznie spoglądać na materię i wszelkie doświadczenia z poziomu duszy. To z tego punktu zaczyna postrzegać wszystko jako doskonałe doświadczenie, jako cudowny taniec stworzenia. Każde doświadczenie jest wtedy pięknem samym w sobie. Każda wibracja energii jest wibracją nieskończonej radości. Można istnieć – nie ma nic piękniejszego.

Wychodząc ponad umysł, świadomość robi kolejny krok w ewolucji, powraca do swego pierwotnego stanu – swojego planu energetycznego. Zaczyna być świadoma nie tylko własnych wysokich energii, ale i wszelkich aspektów istnienia, począwszy od materii, poprzez uczucia, aż po myśli. Tym samym powraca w pełni świadoma, bogata w doświadczenia i zdolna przejawiać się świadomie na niższych planach stworzenia.

Wyjście świadomością ponad umysł jest właśnie krokiem do przebudzenia. Świadomość zaczyna dostrzegać, że dualny świat dobra i zła jest w rzeczywistości iluzją – wymysłem. Człowiek zaczyna dostrzegać, że każde doświadczenie jest energią miłości (nawet te, które umysł określił jako złe). To po prostu różne aspekty tego samego istnienia. Zaczyna w końcu dostrzegać, że wszystko jest jednością. Choć nie jest takie same, to jest częścią tego samego.

Faktem jest, że dusza nie potrzebuje doświadczać. Dusza niczego nie potrzebuje. Określenie braku i potrzeb zostało stworzone przez umysł. Na poziomie duszy nie ma braku i potrzeb. Istnieje całkowita pełnia teraźniejszości. Dusza nie potrzebuje doświadczać, jednak chce doświadczać. Jest to pierwotna wola istnienia. Można powiedzieć – My chcemy doświadczać. Wszechświat przejawia się przez nasze ciała i poznaje siebie. Kiedy świadomość przestanie zamykać się w określeniach umysłu, zauważa, że jest tu z własnej woli. Każdy człowiek może poczuć tą pierwotną wolę istnienia w ciele. Wielu ludzi przypomina też sobie stan przed narodzinami, kiedy to trwając w „wiecznej świetlistości” wyrazili wolę zejścia w materię – wolę doświadczania. Jest to całkowicie naturalne i zgodne z procesem rozwoju wszechświata.

c.d.n.