Archiwa kategorii: Inni Autorzy

Ramana Maharishi – nauki – Villemo

W pierwszej części artykułu poznaliśmy życie Ramana Maharishiego. Z poniższego tekstu dowiemy się, co chciał nam przekazać, co pokazać swoim przykładem oraz czego nauczyć.

Żaden GURU, czy święte księgi, nie oświeciły go i nie uczyniły Wielkim. Odkrył PRAWDĘ sam, własnym wysiłkiem, przekazując naukę opartą na własnym doświadczeniu, w sposób oryginalny i niepowtarzalny. Odsłonił prawdę kosmicznej świadomości w jej przyrodzonej, nagiej postaci, pełnej przebudzenia Siebie poza początkiem i kresem, wiecznie istniejącej poza kreacją i osiąganiem. To, co ma początek, musi mieć kres, stworzone ulega zniszczeniu, osiągnięte musi być utracone! Tylko świadek jest wieczny, jako najwyższe „JA – JESTEM” w sercu każdej żyjącej istoty.

BHAGAVAN wskazywał, iż samorealizacja oznacza zjednoczenie z Czystą Świadomością, stanem bezosobowym, pozaczasowym, pozaprzyczynowym, całkowitym porzuceniem Ego, darzącym WOLNOŚCIĄ i SPOKOJEM. Był on świadectwem wspaniałego objawienia otwartego dla każdego i dla wszystkich. Dlatego serce jego życia to serce życia wszechświata.

Dla SRI RAMANA MAHARISHI JEDNOŚĆ poza światem złud JEST wiecznym FAKTEM, boską kondycją łączącą wszystkie religie i wyznania, Jego fizyczna obecność między ludźmi promieniowała jak słońce mądrości, delikatnie i w ciszy, ponieważ milczenie było jego naturą. Jeśli używał słów, były one proste i jasne, pełne mocy – przerywające tamę rzeki powszechnej świadomości. Nie było tu żadnych dogmatów i doktryn niemożliwych do sprawdzenia. O prawdzie jego słów mógł się przekonać każdy, kto z odwagą pogrążył się w głąb swej świadomości, kto był w stanie uwolnić się ze świata pojęć, odczuć i znaczeń.

Życie MAHARISZIEGO było praktyczną demonstracją REALNOŚCI BRAHMANA, najwyższego JA, rozpraszającą niesubstancjalną ułudę zjawiskowego świata. Poznać BHAGAVANA można tylko stając się NIM, ponieważ według jego słów – wiedzieć o czymś w pełni, to być tym – – PRAWDZIWA WIEDZA JEST BYCIEM. Pojedyncze słowo, które padło z jego ust, zmieniało cały bieg naszego dotychczasowego życia, budząc duszę do wysiłku samooczyszczenia.

NAUKI Bhagawana

Naukę Maharishiego najlepiej przedstawiają notatki z jego odpowiedzi dawanych różnym ludziom przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat, i parę jego własnych utworów o niezmiernej głębi filozoficznej; właściwie dwa główne – klasyczne, jak utwory pradawnych mędrców to: Upadeśa Saram, czyli Trzydzieści Wierszy o Prawdzie i Ulladu Narpadu lub Sat Widia, czyli Prawda Bytu lub Wiedza Bytu; zostały spisane przez uczniów łącząc w całość poszczególne strofy przez Maharishiego, na wzór mantram, w różnych chwilach tworzone; oczywiście z aprobatą i korektą mędrca. Jedynymi utworami, które samorzutnie, w przypływie ogromnej szczęśliwości – w młodzieńczych latach – stworzył, są hymny do Najwyższego pod imieniem Arunaczali.
Poglądy teoretyczne Ramany można by porównać do trzech stwierdzeń Siankary:

– Świat jest pozorny;

– Brahman jest jedyną rzeczywistością;

– Brahman jest światem.
Świat jest pozorny

Nie jesteś żadnym z obiektów, które mogą być ujrzane. Jesteś neti – nie tym, co może być wskazane (skr. neti neti – nie tym, nie tamtym). Nie powinieneś uzależniać swojego istnienia i wyzwolenia od tego, co skończone, chwilowe i przemijające, bo w ten sposób podlegasz ciągłemu cierpieniu.

Brahman jest jedyną rzeczywistością

Niewysłowiona świadomość-Duch (Brahman-Atman, Self, prawdziwe Ja/Jaźń) jest tym, co jest rzeczywiste. Jest to Czysty Świadek, wieczny, nienarodzony Widz.

Bezforemna promienna Pustka.

Pozaczasowa, wieczna esencja. Pełna i doskonała świadomość ciągłej teraźniejszości

Brahman jest światem

Po odkryciu dwóch poprzednich kroków, pojawia się zrozumienie, że względny świat (forma), nie jest różny od Brahmana (pustki). Świat istnieje tylko i wyłącznie w pierwotnej świadomości. Forma jest pustką, a pustka formą.

Dopełnieniem urzeczywistnienia najwyższej świadomości, ostatecznego Ducha, bezforemnej i pozaczasowej, wiecznie świeżej podstawy wszystkiego, jest stan niedualny, w którym świat i duch nie są dwoma.

Ramana Maharishi zwraca także uwagę, że to czyste Self, najwyższa prawda, do której dążymy, nie jest czymś, co się osiąga. Jest to raczej coś, co istnieje faktycznie i co mamy jedynie odkryć.

Dlatego urzeczywistnienie jest czymś, co nie ma początku – to, co ma swój początek – nie jest urzeczywistnieniem, ale kolejnym obiektem – przemijającym i chwilowym.

Spoczęcie w tym, który robi, obserwuje, czy czegoś nie wie – jest właśnie tym prawdziwym Self (Ja).

Jedną z podstawowych rad i metod, które doradzał Maharishi było „zapytywanie siebie”.

Poszukując odpowiedzi na jakieś konkretne pytanie dotyczące urzeczywistnienia, Ramana zalecał skupić się na odczuciu „kto pyta?” i pójść właśnie tym torem.

Kto zna świat, ale sam nie może być poznany? Kto słyszy? Kto słyszy np. ptaki, ale sam nie może być usłyszany?

Kim jest widzący? Kto widzi np. chmury, ale sam nie może być ujrzany?
Zdaniem tego mistrza powinniśmy zadawać sobie pytanie: KIM JESTEM?

Widzę obiekty, ale nie jestem tymi obiektami. Kim jestem?

Doświadczam emocji (mam emocje), ale nie jestem tymi emocjami. Kim jestem?

Mam pragnienia, ale nie jestem tymi pragnieniami. Kim jestem?

Myślę, ale nie jestem moimi myślami. kto myśli? Kim jestem?

Dzięki takiemu zapytywaniu się człowiek (osoba, istota czująca) powraca do swojej własnej świadomości, do najgłębszego jej jądra, które jest podstawą wszystkiego.

Wszystkie tworzone przez nas koncepcje o czasie i przemijaniu powstają w świadomości.

Doświadczenie „ja-Ja” (pierwotnej świadomości) wykracza poza wszelkie takie koncepcje.

Jest to podstawa, na której możemy budować faktyczną harmonię. Nawet żyjąc codziennym życiem, możemy znaleźć swój fundament w odnalezieniu: „kto doświadcza tego wszystkiego?”
NAJWYŻSZA ISTOTA – Paraatman

Forma Jaźni jest kształtem Boga

On jest w postaci „Ja-Ja”.

Pomiędzy pojęciami wewnątrz a przedmiotami na zewnątrz możliwa jest wzajemna relacja [tylko dlatego], że u podstawy [tej relacji] znajduje się uniwersalna zasada, która jest prawdziwym znaczeniem [tego, co nazywamy] umysłem.

Dlatego ciało i świat, które pojawiają się wobec siebie jako zewnętrzne, są tylko mentalnymi odbiciami.

Tylko Serce manifestuje się w tych wszystkich formach.

W naturze wszechogarniającego Serca, a więc w przestrzeni czystego umysłu, ma swoją siedzibę zawsze [to samo] świetliste, samoświetlne „Ja”.

Ponieważ manifestuje się Ono w każdym, nazywane jest Wszechwiedzącym Świadkiem lub Czwartym Stanem.

Nieskończona Przestrzeń jest Rzeczywistością znaną jako Najwyższy Duch lub Jaźń,

która świeci bez [poczucia] ego wewnątrz Ja,

jako Jedno we wszystkich indywidualnych istotach.

To, co znajduje się poza Czwartym Stanem jest tylko Tym.

Należy [więc] medytować nad rozległą [przestrzenią] Absolutnej Świadomości, która wszechprzenikając świeci wewnątrz i na zewnątrz;

[należy medytować] nad świetlistością Czwartego Stanu, [która podobna jest do] przenikającej w najgłębszy niebieski rdzeń świetlistego płomienia i nieskończonej poza Tym przestrzeni.

Prawdziwym stanem jest ten, który świeci nad wszystkim

zawierając [w sobie] [płomień] i [nieskończenie przenikając] poza płomień.

Nie ma potrzeby zwracać uwagi na Światło. Wystarczy wiedzieć, [że] Rzeczywiste jest Stanem wolnym od ego.

Każdy wskazuje na pierś, gdy wskazuje na siebie i to jest wystarczającym dowodem, że Absolut jako Jaźń przebywa w Sercu.

Rishi Washistha mówi, że poszukiwanie Jaźni na zewnątrz siebie, bez pamiętania [o tym], że świeci ona nieprzerwanie jako „Ja-Ja” w Sercu, podobne jest do odrzucenia bezcennego klejnotu w zamian za błyszczący kamyk.

Wedantyści uważają, iż świętokradztwem jest traktowanie Jednej Stwórczej Utrzymującej i Pochłaniającej Jaźni jako oddzielnych bogów Ganapati, Brahmy, Wishnu, Rudry, Maheśwary i Sadashivy.

Przez pierwsze lata Maharishi stale przebywał w samadhi, zachowując milczenie. Kiedy został rozpoznany, coraz więcej ludzi przybywało do niego po wskazówki i rady.

Z czasem zaczął odpowiadać na pytania i udzielać wyjaśnień. Odpowiadał na pytania opierając się na własnej wiedzy uzyskanej dzięki urzeczywistnieniu; dopiero później stwierdził, że daje się ona wyrazić w terminach hinduizmu i zgodna jest z wykładnią szkoły Adwajty.

Myśli różne

Problemem jest to, że człowiek uważa się za sprawcę wszystkiego. To błąd. WYŻSZA SIŁA wszystko umożliwia, człowiek zaś jest tylko narzędziem. Jeśli zaakceptujesz ten punkt widzenia, staniesz się wolny od kłopotów. W przeciwnym wypadku zniszczą cię problemy. Weź na przykład posąg podtrzymujący Gopurę (wieża świątyni). Zdaje się, że dźwiga całą budowlę na swych barkach. Jest realistycznym obrazem wielkiego wysiłku towarzyszącego dźwiganiu ciężaru. Lecz pomyśl – wieża stoi na ziemi, oparta na solidnym fundamencie, figura jest częścią wieży, czy to nie zabawne?! Taki sam jest człowiek podtrzymujący koncepcję „działającego”.

Jeśli dokonało się odkrycia, czym jest umysł? Umysł znika. Stanowi to spontaniczną reakcję, „kontrolę umysłu”. Jeśli jednak umysł pozostaje nienaruszony i pragniesz go kontrolować, spowodujesz fikcyjny proces. Tak jakby złodziej przebrał się za policjanta, aby się samemu schwytać!

Samo ciało, z natury bezwładne, nie mówi o sobie JA. Nikt też nie może stwierdzić „nie istniałem podczas głębokiego snu”. Myślenie wchodzi w byt tylko po zaistnieniu EGO. Dlatego szukaj istoty, szukaj, skąd EGO wypływa, skupiając na tym całą władzę umysłu.

Siastry stają się bezużyteczne, kiedy zrealizowano ich treść. Święte pisma są potrzebne jedynie, by wskazać egzystencję WYŻSZEJ SIŁY (JAŹNI) oraz drogę do niej prowadzącą. To wszystko. Kiedy treść została przyswojona, reszta jest bezużyteczna. Bezsensowne jest wymierzanie na skali „duchowego poziomu” — adepta, który przebył drogę do wyższego stanu świadomości. Kiedy cel został osiągnięty, tylko to pozostaje, cała reszta staje się zbędna. Oto stan, w którym siastry są bezużyteczne!

Autentyczne Siddhi — parapsychiczne MOCE — to twój stan naturalny, w którym wciąż jesteś prawdziwą jaźnią, osiągnięty przez bycie świadomie przebudzonym w tej JAŹNI, podczas gdy inne władze są jak te pozyskane w snach. Czy jakakolwiek rzecz otrzymana we śnie pozostanie prawdziwa na jawie?! Czy Mędrzec, który odrzucił fałsz przez wtopienie się w RZECZYWISTE, może być omamiony przez siddhi?

Dla kogoś ugruntowanego ostatecznie w błogim stanie naturalnym, poza zmianami, dla niedostrzegającego różnic, pozbawionego myśli – „Oto ja, a to ktoś inny”. Kto może znajdować się „na zewnątrz” JAŹNI?! Dla niego nie istnieją koncepcje „Jedności” i „Wielości”. Jeśli ktokolwiek powie o nim, co się dzieje? Będzie to dla niego to samo, jakby sam to o sobie powiedział.

Pytający siebie — „kim ja jestem” oraz „gdzie się znajduję” wciąż istniejąc jako JAŹŃ, przypomina pijanego człowieka, który zapomniał swego nazwiska i szuka drogi do domu, chodząc wokół jego ścian.

Ciało jest zanurzone w JAŹNI — ten, kto uważa, że to JAŹŃ zawarta jest w nietrwałym ciele, jest jak człowiek, który twierdzi, iż płótno, na którym namalowany jest krajobraz, należy do krajobrazu.

Pytasz o łaskę guru — łaska jest w tobie. Jeśli byłaby czymś zewnętrznym nie można byłoby jej użyć! Łaska to JAŹŃ. Nie jest to coś, co można od kogoś otrzymać. Wszystko, czego potrzebujesz to jej egzystencja w tobie. Nigdy nie znajdziesz się na zewnątrz jej działania. Łaska jest zawsze tutaj. Nie przejawia się z powodu ignorancji. Wraz z żarliwą wiarą (śraddhą) stanie się widoczna. ŚRADDHA, ŚWIATŁO, ŁASKA, DUCH to wszystko synonimy JAŹNI!

Czym jest medytacja, jeśli nie mentalnym oglądaniem pewnych koncepcji? Jest to (japam), — powtarzanie zaczynające się słowami (mantra), kończąca się zaś w ciszy JAŹNI. Medytacja i kontrola umysłu są współzależne. Medytacja zawiera czujne śledzenie myśli — ,,kontrolę” nieustannego strumienia wyobrażeń. Na początku towarzyszy temu koncentracja, pewien wysiłek na rzecz utrzymania czujnej uwagi, zakłócający właściwy prąd medytacji. Lecz po pewnym czasie praktyki medytacja oczyszcza się i staje się bezwysiłkowa, spontaniczna. W fazie tej zbędne staje się unieruchomienie ciał i wyznaczanie specjalnego czasu dla medytacji. Zamienia się ona w ciągły cichy prąd, niezależny od aktywności ciała.

Jnani (mędrzec) widzi wszystkich wokół siebie jako mędrców — jnani. W stanie ignorancji osoba projektuje własną ignorancję na jnani, uważając, że jest on działającym sprawcą czynów (karta). W stanie jnany, jnani nie postrzega niczego oderwanego od JAŹNI. JAŹŃ jest całą świetlistością i jedyną czystą mądrością — jnana. Dwaj przyjaciele ułożyli się do snu. Jeden z nich miał sen o długiej podróży odbywanej wspólnie z drugim przyjacielem, w której przeżyli dziwne przygody. Po przebudzeniu będąc pod wrażeniem snu budzi towarzysza pytając, czy nie śnił czegoś podobnego?! Przyjaciel zaprzeczył stwierdzając, że przecież sen nie może przenieść się na innych. Tak samo jest z jnani — ignorantem, który przypisuje swoje złudne idee innym.

Na podstawie źródeł opracowała Villemo

——————

Źródła:

Ramana Maharishi – życiorys – Villemo


Osoba Sri Ramana Maharishi’ego przedstawiona została w artykule, który będzie miał dwie części. W pierwszej części dowiemy się między innymi o jego życiu, poszukiwaniu drogi, doświadczeniach duchowych oraz ciekawostka…jaki miał związek z Polską .. W drugiej części odkryjemy tajemnicę nauk Mistrza, co według Niego jest najważniejsze, jak odkrywać siebie oraz Boga.

 „A gdy się starało zbliżyć swą ludzką świadomość do Maharish’iego, spotykało się bezkres, nieskończoną, niemożliwą do ogarnięcia wielkość, jakby jego indywidualność nie istniała oddzielnie od Świadomości Kosmicznej; odczuwało się w nim Boga, niejako bezpośrednio, «dotykalnie»”

30 grudnia w 1879 roku na południu Indii, w Tamilskim kraju, niedaleko sławnego grodu Madury, urodził się w kulturalnej i bogobojnej bramińskiej rodzinie chłopak, którego nazwano Wenkataraman. Był silnie zbudowany, lubił sporty, zabawę, nie palił się do nauki, ale dzięki fenomenalnej pamięci – mógł powtórzyć każdą lekcję po jednokrotnym jej przeczytaniu lub wysłuchaniu – nie był uważany za złego ucznia.

W wieku 16 lat miał doświadczenie duchowe, które spowodowało, że porzucił dom i udał się do Tiruvannamalai, gdzie znajduje się wzgórze Arunachala poświęcone Śiwie.

Fakt zmieniający całe jego życie, a właściwie odsłaniający dokładnie jego przeznaczenie, wielkość i osiągnięte – zapewne w ciągu wielu poprzednich żywotów sadhany – szczyty. Sam Maharishi opisał to zdarzenie – oto w prostych słowach opis najdziwniejszego mistycznego przeżycia, które ze zwykłego, wesołego chłopca uczyniło świętego.:

 

„Ta wielka zmiana w moim życiu zaszła około sześciu tygodni przed moim definitywnym opuszczeniem Madury. A była zupełnie nagła. Siedziałem sam w pokoju, na pierwszym piętrze domu mego stryja. Chorowałem w ogóle niezmiernie rzadko, a w ów dzień absolutnie nic mi nie dolegało; aż oto nagle ogarnął mnie przerażający strach śmierci. W stanie mego zdrowia nic nie mogło być tego przyczyną; nie starałem się też przyczyny tej szukać i strach mój uzasadniać. Po prostu czułem: «zaraz umrę», i począłem zastanawiać się, co mam zrobić. Nie przyszło mi wcale na myśl, by zwrócić się do lekarza, czy do starszych z rodziny lub przyjaciół; czułem, iż mam stanąć przed tym faktem twarzą w twarz, zupełnie sam.”

„Ów wstrząs przenikliwego lęku śmierci skierował całą moją uwagę i myśl ku głębi, w siebie; powiedziałem sobie wewnętrznie, bez formułowania w słowach: «0to przyszła śmierć, ale cóż to znaczy? Co ma umrzeć? To ciało umiera.» I od razu dramatyzując ten oczekiwany fakt i chcąc nadać jak największą realność swemu badaniu położyłem się wyciągając członki sztywniejące, jakby rigor mortis już mnie ogarniał; wstrzymałem oddech, zacisnąłem usta, aby żadne słowo się z nich nie wymknęło, ani «ja», ani żadne inne. Mówiłem sobie: «Ciało to już umarło; zaniosą je i spalą na popiół na stosie pogrzebowym. Ale czyż ze śmiercią tego ciała umarłem i ja? Czy to ciało to ja? Wszak jest ono nieruchome i nieme, a JA czuję pełnię sił mej indywidualności, a nawet słyszę głos mej Jaźni wewnątrz, w głębi, zupełnie poza ciałem i od niego niezależnie. A więc jestem Duchem, wyższym od ciała. Ciało umiera, ale Ducha, który jest ponad nim, śmierć nie może dotknąć. Jestem, więc nieśmiertelnym Duchem»”.

„A nie były to mgliste, niewyraźne myśli, były one jak błyskawice świadomości, żywej bezpośrednio przeżywanej prawdy, niejako poza procesem myślowym. «Ja» było czymś tak żywym i realnym, jakby to była w tej chwili jedyna rzeczywistość. Cała działalność świadomości, dotąd związana z ciałem, była teraz ześrodkowana w tym «Ja». Jaźń skupiła całą swą uwagę na sobie, została wciągnięta niejako w głąb siebie samej jakimś potężnym impulsem. Strach śmierci zniknął, aby nigdy nie wrócić.”

„To pogrążenie się w Jaźń-Ducha trwało odtąd nieprzerwanie wciąż. Inne myśli mogły pojawiać się i znikać, jak różne tony muzyczne, ale owa «Jaźń» trwała wciąż jak podstawowa nuta brzmiąca nieustannie, zlewając się z innymi tonami. Czy byłem zajęty rozmową, czytaniem, czy jakąkolwiek inną czynnością, wykonywało ją moje ciało, a «Ja» byłem wciąż skupiony w Duchu. Poprzednio przed owym krytycznym przeżyciem nie miałem jasnego pojęcia o swym Duchu, nie byłem świadom jego przyciągania; nie odczuwałem żadnego zainteresowania nim, a tym bardziej pragnienia, by się weń całkowicie i na stałe pogrążyć.”

Można sobie zresztą wyobrazić, jak trudne było dostosowanie codziennego życia do tej nowej, dotąd zupełnie nieprzeczuwanej świadomości, zwłaszcza przy braku jakiejkolwiek wiedzy z dziedziny jogi. Maharishi sam powiedział ciekawe i dla jogi znamienne słowa, oto, że dusza – będąca łącznikiem, pomostem pomiędzy Duchem, (z którym był się w owym przeżyciu zjednoczył) a świadomością fizyczną – „usiłowała znaleźć na nowo «miejsce» do zarzucenia kotwicy”; kto wie, czy następne lata samotności, milczenia i zupełnego zdawałoby się „odejścia” od fizycznego ciała nie były poświęcone właśnie tej pracy; bo jest to praca olbrzymia – jak uczynić z duszy i ciała fizycznego odpowiedni, najwrażliwszy przewodnik dla niezmiernie szybkich i potężnych wibracji Ducha, tak, aby jego moc mogła dosięgać przez ten instrument fizycznej sfery oraz całej ludzkości.

W dwa miesiące po owym przeżyciu, gdy jego zachowanie się coraz bardziej niecierpliwiło otoczenie, nastąpił „wybuch” – stryj zastawszy go pogrążonego w medytacji, z otwartą książką gramatyki angielskiej na kolanach, zauważył, iż te książki na nic się nie przydadzą „takiemu” chłopcu, czyli chcącemu prowadzić życie sannjasina, a nie człowieka świeckiego.

Zrobiło to na nim ogromne wrażenie, uderzyła go niezaprzeczalna słuszność tych słów i natychmiastowe zrozumienie jak błyskawica wychyliło się z wewnątrz – „oczywiście tylko sannjasa jest dla mnie właściwa.” Wstał z postanowieniem odejścia z domu zaraz. Dokąd? Ma się rozumieć do Tiruwannamalai, do Arunachali. Pozostawił charakterystyczny list:

„Wyruszyłem ku Ojcu, na Jego rozkaz. Przedsięwzięcie, które «to» podejmuje, jest słuszne, przeto niech nikt się nie smuci tym czynem i nie wydaje pieniędzy na szukanie «tego». Czesne w koledżu nie zostało zapłacone, resztę – 2 rupie – załączone.”

Arunachala – w miejsu tym spędził resztę życia. Góra Świętego Płomienia. Niemal samotna wśród szerokich równin, pólek ryżowych, zarośli zwanych dżunglą, lasków i jeziorek – wśród malowniczego krajobrazu o niebieskawych wzgórzach, o muzycznych liniach na horyzoncie – wznosi się wielka i majestatyczna. Choć obiektywnie niezbyt wysoka – około 800 m – góruje nad całą okolicą. Arunachala nie jest zwykłą górą, stwierdza to każdy wrażliwy człowiek, który ją zna. Promieniowanie gleby i skał jest inne, prąd spod ziemi odmienny… Odczucie wichru wieków i zaduma, unosząca się jak żywy obłok, ciągną w głąb.

Arunachala nie jest zwykłą górą. Wzięta przed wiekami za symbol Najwyższego, Niewysłowionego, zdaje się nosić na sobie odblask Jego majestatu i oczy człowieka kierować ku Niemu.

W tym okresie zewnętrzny wygląd Maharisziego mógłby przerazić każdego Europejczyka – bo Hindusi przyzwyczajeni są do widoku skołtunionych włosów, popękanej skóry, chudości przypominającej raczej szkielet niż człowieka, itp. Po prostu w krótkich chwilach, gdy powracał świadomością do fizycznego świata, zdawał się własnego ciała nie dostrzegać czy też nie być go normalnie świadomym. Ale właśnie taki wygląd przemawiał do wyobraźni licznie przeciągającego przed świątyńkami ludu i niejeden zatrzymywał się, oddawał cześć najgłębszym pokłonem, lub rozciągnięciem się na ziemi.

I tak młodziutki swami powoli stawał się znany. Ale nikt nie wiedział ani skąd przybył, ani jakim włada językiem

Dla rodziny zniknięcie Wenkataramana było zarówno niespodziewane jak i bolesne. Pewnego dnia wybrała się do niego jego matka. Błagała go o powrót do domu przez kilka tygodni. On nawet słowem się do niej nie odezwał. Któregoś dnia napisał na kartce taką dla niej odpowiedź:

„Najwyższy Zarządca kieruje przeznaczeniem dusz, zależnie od prarabdha karmy każdej. To, co nie jest przeznaczone, nie stanie się, choćbyśmy się o to najusilniej starali. A to, co jest przeznaczone, stanie się, choćbyśmy wszystko robili, by tego uniknąć. Jest to niezawodne i pewne. Najlepiej więc trwać w milczeniu.”

Maharishi zawsze podkreślał, że to, co się zdarza, jest wynikiem naszych przeszłych czynów, myśli i uczuć, wyrazem niezłomnego prawa przyczyny i skutku, a więc jest już przeznaczone (prarabdha karma), ale jednocześnie wciąż powtarzał, iż mamy pełną swobodę nie utożsamiania się z ciałem, podległym temu przeznaczeniu; a kto zdoła utożsamić się, tj. czuć się Duchem, a nie ciałem, ten jest od wszelkiej karmy (skutków) wolny. Mistrz powtarzał wyraźnie, że człowiek jest sam odpowiedzialny za to, jakie stwarza przyczyny, ale od logicznych i naturalnych ich skutków nie może się uwolnić, musi je „wyżyć”. Kiedyś powiedział:„Ponieważ ludzie zgodnie z prawem Boga zbierają tylko plon, który sami posieli, przeto odpowiedzialność jest ich, a nie Boga”. Najwyższy stwarzając wszechświat ustanawia pewne niezłomne prawa, tak fizykalne jak i moralne, i żadne błagania, prośby ni zaklęcia, działania tych praw nie są w stanie uchylić; ale mogą dodać człowiekowi w ciężkim położeniu więcej sił i rozumu o tyle, aby się nie buntował przeciw „przeznaczeniu” i nie chciał się uchylić od tego, co się już nie może odmienić.

O dalszym życiu Maharishiego jest stosunkowo niewiele do powiedzenia; o tyle, że poznawanie jego mądrości i potęgi dokonywało się powoli, ale stale. Zaczęło się od prostaczków, chłopów okolicznych, potem przychodzili inteligentniejsi i nabożni ludzie i różnego rodzaju sannjasiny, potem „biegli w Piśmie”, pandity, jogowie i swami, oraz intelektualiści – lekarze, prawnicy itd. itd., wreszcie zjawił się „przypadkiem” sławny już i wielce uczony Ganapati Muni, zwany też zaszczytnym mianem Kawiakanta, tj. „mistrzem w poezji”, dzięki jego wspaniałym improwizacjom sanskryckim.

Rzucił mu się do nóg z charakterystyczną bezpośredniością swej natury i drżącym ze wzruszenia głosem mówił: „Wszystko, co można było przeczytać (z filozofii i religii hinduizmu) – przeczytałem; nawet zrozumiałem w pełni Wedanta-siastry (trudne sławne księgi), praktykowałem bez końca dżapę (śpiewy i różańcowe modlitwy, jak i inwokacje), a jednak nie zrozumiałem jeszcze, na czym polega prawdziwy tapas. Po to przychodzę tu, naucz mnie, oświeć, powiedz, co jest treścią tapasu.

Maharishi zwrócił wzrok na uczonego i trwał bez ruchu; wreszcie rzekł:

„Jeśli badasz skąd pochodzi pojęcie «ja», cały umysł pogrąża się w TO; to jest tapas. Gdy powtarzasz mantry i badasz, jakie jest źródło, z którego powstaje głos, dźwięk, dusza pogrąża się w TO; to jest tapas”.

Dumny uczony rozpogodził się, poczuł światło w sercu a radość w duszy. Odtąd począł tworzyć pieśni sanskryckie ku czci Wenkataramana, którego czcił jako swego guru. To on nadał mu imię Bhagawan Szri Ramana Mahariszi – Błogosławiony, najczcigodniejszy wielki riszi Ramana; a imię to przyjęło się tak dalece, że mało kto dziś zna, jakim go nazywała matka. Uczony ten, gdy zmienił się w najgorętszego bhaktę, rozsławił imię Maharishiego na całe Indie.

Do Maharishiego zwracano się często „Bhagawan”. Dosłownie znaczy to w sanskrycie święty, wzniosły, szlachetny, Pan; są to przydomki Boga. W ten sposób zwracano się do wielkich świętych. Słowo „Śri”, umieszczane przed imieniem Maharisziego, znaczy „czcigodny”. Wenkataraman, nazwany później Ramana Maharishi (wielki riszi Ramana)

Ze wstępu książki „Słowa Ramany Maharishi” dowiadujemy się, iż BHAGAVAN SRI RAMANA MAHARISHI był uosobieniem niezależności, postawy najwyższego spokoju, nieskończonego oceanu wolności. Rozwiązał on tajemnicę przenikającą każdą formę życia na ziemi. Jego obecność unosiła nas poza ciała i mózgi do naszego prawdziwego JA. Jego życie na ziemi było głębokim wnikaniem w boską iluminację, bazującym na dynamicznej sile milczenia ciała i umysłu. Wszelkie światowe obawy i potrzeby rozpływały się w jego obecności, jak lód topnieje przy ognisku. Ramana odkrył na nowo zapomnianą, starożytną metodą przywracania człowiekowi jego boskiej świadomości, (atma vichara), aby poprzez swą obecność oraz wciąż żywe SŁOWO ofiarować ją całej ludzkości.

W rozmowie dotykał on wszelkich aspektów życia, bez żadnego skrępowania, bez pomijania czegokolwiek.

Nie można go też zaklasyfikować do żadnej szkoły filozoficznej, religii, kultu, czy specjalnej formy yogi. Sam żyjąc wolny, poza społeczeństwem i kastą, ciałem i duszą, życzył wszystkim wolności i spokoju. Święty, filozof, wyrzeczeniec, inkarnacja Boga czy bytu, żaden z tych terminów nie odpowiada adekwatnie MAHARISHI, nie był on produktem jakiejś dawnej tradycji.

POLSKA i Maharishi

Ramana dużo wiedział o Polsce; m.in. od Wandy Dynowskiej* , jak od wcześniej przybyłego do Indii i częściej odwiedzającego aszramę, bardziej „odważnego” w swych pytaniach, a wielce przez Maharishiego lubianego – Maurycego Frydmana. Nieraz pytał o Polskę, czytał i pomagał na odległość. Pani Wanda wspomina: „(…) gdy z grupą młodzieży uchodźczej objeżdżałam południowe Indie – dając wszędzie przedstawienia polskich tańców, i zawitaliśmy także do aszramy, chciał je zobaczyć; kazał mi stanąć tuż przy sobie i tłumaczyć każdą piosenkę, którą dziewczęta śpiewały. W sali przy jego tapczanie stał od 1935 r. huculski drewniany lichtarz, który służył do laseczek kadzidła palącego się cały dzień. Na Arunachali zostały zakopane kamyczki z Polski i wylana woda z Morskiego Oka. Łączność z Polską nie przerwała się i po jego odejściu; wiem, iż Maharishi jest bardzo aktywny w pomaganiu każdemu, kto się doń w Polsce zwraca, i… całemu krajowi.

Myślę, że doskonałym podsumowaniem postaci Mistrza będą wspomnienia, jakie po sobie pozostawił wśród ludzi, którzy go znali.

„Był on jednym z nielicznych dziś mędrców i świętych na miarę największych, jacy kiedykolwiek istnieli w historii, nawet starożytnych – tak bogatych w mędrców – Indii. Nazywano go również Dżnianinem i Dżiwanmuktą. Te słowa sanskryckie zawierają szerszą treść, wyrażają wyższe szczyty ducha aniżeli nasze określenia: mędrzec i święty. Dżniana – to najczystsza mądrość ducha, a ten kto w niej osiąga szczyt – Dżnianin, jest na wieki zjednoczony z Prawdą, o świadomości pogrążonej w Rzeczywistość jedną i nieprzemijającą. Trwa on w morzu niezmąconej światłości i bezgranicznej szczęśliwości (Ananda).”

Dżiwanmukta – to dusza (Dziwa), która osiągnęła bezwzględną wolność – Mukti lub Moksza (zbawienie w terminologii chrześcijańskiej). Jest to więc człowiek – ściślej mówiąc nadczłowiek – tak w Bogu pogrążony, iż Jego światłość – mocy, mądrości, miłości – świeci przezeń nieustannie, niezmącona i potężna.

„Istotnie, każdy, kto widział Maharishiego, musiał to odczuć silniej lub słabiej, zależnie od własnego rozwoju i «pojemności duszy»; ale w ciągu mego wieloletniego kontaktu z aszramą nie spotkałam ani jednego człowieka, który by nie doświadczył tego niewymownego promieniowania. A przybywali tam ludzie o najwyższym wykształceniu europejskim, różnych narodowości i wyznań, ze wszystkich części świata. Wielu, zarówno hindusów, jak chrześcijan lub muzułmanów, Europejczyków czy Amerykanów, pozostawało tam przez szereg miesięcy, a nawet lat, wgłębiając się w nauki Mistrza, usiłując stosować wskazywane przezeń metody samopoznania i odkrywania Boga; niejeden odjechał istotnie przemieniony. Setki i tysiące ludzi doznawało przedziwnej pomocy w jego obecności; milczące jej promieniowanie uleczyło niejedno, zarówno fizyczne jak psychiczne schorzenie. Trudno jest oddać słowami atmosferę aszramy, ten nieskończony spokój, głębię ciszy, a jednocześnie dynamicznej mocy.”

„A gdy się starało zbliżyć swą ludzką świadomość do Maharishiego, spotykało się bezkres, nieskończoną, niemożliwą do ogarnięcia wielkość, jakby jego indywidualność nie istniała oddzielnie od Świadomości Kosmicznej; odczuwało się w nim Boga, niejako bezpośrednio, «dotykalnie». Osobiście widziałam w nim «soczewkę» bożej światłości, żywą, nieskończoną Prawdę, a nie człowieka. Takim pozostał dla mnie zawsze. Nie byłam zresztą bynajmniej odosobniona ani w tym odczuciu, ani w wyrażaniu go w poetyckiej formie; w wielu, bardzo wielu, budziła się samorzutna twórczość, wypowiadająca się, u ludzi Zachodu w wierszach, u Hindusów zaś w najłatwiejszej dla nich formie – w pieśni.”

„Maharishi nieraz powiadał, iż żadna wyobraźnia ludzka nie może sobie wytworzyć najsłabszego pojęcia, czym jest ta przepastna głębia, ta bezgraniczna intensywność Szczęśliwości – Anandy – jaką zna, którą nieustannie żyje ten, który się zjednoczy z Rzeczywistym. Myślę również, że trudno sobie wyobrazić, czym mogą być doznania tych, którzy mieli możność znalezienia się w obecności Człowieka promieniującego takim, szczęściem.”

„Milczenie było jego żywiołem; ale odpowiadał chętnie na wszelkie ustnie, pisemnie lub myślowo stawiane mu pytania; gdyż czytał w myślach ludzi jak w otwartej księdze. Niejednokrotnie najtrudniejsze zagadnienia męczące ludzi latami rozwiązywały się nagle «same», już w pierwszych godzinach cichego skupienia w obecności mędrca. Słuszna okazywała się w tym wypadku tradycja hinduska, iż wystarczy tzw. darśan – tj. milczące, choćby krótkie, przebywanie w obliczu świętego i wewnętrzne oddanie mu czci, by promieniowanie jego mocy mogło dokonać w nas wielkich i doniosłych przemian. Byłam sama świadkiem niejednej…”

———————

* Wanda Dynowska urodzona 12 lipca 1888 w Petersburgu, dzieciństwo i młodość spędziła w majątku nad jeziorem Istal na Łotwie. O wykształceniu panny Dynowskiej wiemy, że w 1908 nauczyciel guwerner przygotował ją do egzaminu z łaciny na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie studiowała literaturę romańską i filozofię, pogłębiała studia w Lozannie i na paryskiej Sorbonie. współtwórczyni Polskiego Towarzystwa Teozoficznego. W 1919 wyjechała, jako członek włoskiego Towarzystwa Teozoficznego, na kongres do Paryża i tam uzyskała od Annie Besant upoważnienie do powołania polskiej sekcji TT, której cele sformułowano tak: 1. utworzenie związku wszechludzkiego braterstwa bez różnicy ras, narodowości, płci i wyznania, 2.prowadzenie studiów porównawczych nad religiami, filozofią i nauką, 3. badania nie znanych praw natury i ukrytych sił człowieka. Dewizą było: Nie ma religii wyższej nad Prawdę. W 1935 Wanda Dynowska wyjechała do Indii, gdzie przez szereg lat przebywała w ashramie Mędrca z Góry Arunachala Ramany Maharshi, z którym, jak sama wspomina, wielokrotnie rozmawiała o Polsce.

——————–

Źródła:

Villemo

Czym jest Rozwój Duchowy – Jakub „Qba” Niegowski

Artykuł ten zdecydowałem się napisać w odpowiedzi na częste listy dotyczące rozterek związanych tym, co robić, aby rozwijać się duchowo. Jest też komentarzem do padających często na forum Internetu stwierdzeń, że ktoś zajmuje się rozwojem duchowym, bądź jest rozwinięty duchowo, podczas gdy zaledwie interesuje się on zdolnościami różnego rodzaju.

Czas więc chyba zdefiniować i raz na zawsze wyjaśnić czym jest, a czym nie jest Rozwój Duchowy.

Wbrew pozorom to dość proste:

Rozwój Duchowy polega na Poszerzaniu Świadomości, oraz Rozwoju Moralnym danej osoby.

Pierwsza część tego stwierdzenia, czyli rzecz o poszerzaniu świadomości, powinna być właściwie zrozumiana.

Poszerzanie Świadomości nie polega na intelektualnym procesie zdobywania wiedzy.

Czytanie dużej ilości książek, czy nawet uczestnictwo w wielu kursach „rozwoju duchowego” może wcale tegoż rozwoju nie stymulować. Nie polega on bowiem na zwykłym przyswajaniu wiedzy teoretycznej, czy na rozwijaniu w sobie logiki bądź wiary. Nie polega też nawet na zdobywaniu praktycznych zdolności takich jak medytacja, podróżowanie poza ciałem czy inne techniki ezoteryczne.

Innymi słowy, kiedy rozwijamy swój intelekt i zdolności, nawet, jeżeli do tego celu używamy przyswajania treści z zakresu tak zwanej „ezoteryki” to niekoniecznie rozwijamy się automatycznie duchowo.

Wysoka świadomość wynika z doświadczeń. I to doświadczeń, które zostały przez naszą istotę należycie zrozumiane. Innymi słowy można by powiedzieć – wysoka Świadomość wynika z właściwie odrobionych lekcji życia.

I znowu kwestia istotna. Jeśli ktoś się sparzy za pierwszym razem na czymś i od tej pory nazywa to coś samym złem, to wcale nie oznacza, ze on już ten etap zaliczył. Pochopna interpretacja doświadczeń jest również oznaka zblokowanej i niskiej świadomości.

Świadomość jest niejako całokształtem, a zarazem czymś, co wychodzi poza granice intelektu. Dopełniana jest tak zwaną inteligencją emocjonalną, czyli postrzeganiem poziomu serca, a nie tylko umysłu stricte logicznego. Wszystko to razem tworzy świadomość i określa jej stopień.

Drugim składnikiem rozwoju duchowego, jaki wymieniłem to coś, co nazywam rozwojem moralnym.

Moralność może się niektórym kojarzyć nieco staroświecko i archaicznie, ale to tylko wynik szafowania tym pojęciem, zazwyczaj w kontekstach religijnych, co niekoniecznie jest jakimś faktycznym jej wyznacznikiem.

Rozwój moralny mogę chyba przyrównać do szlifowania diamentu, którym jest pierwszy składnik, czyli Świadomość.

Przy tym niezwykle trudno jest mi przekazać, czym jest owa moralność, no może poza prostym stwierdzeniem, iż to skłonność do wybierania prawdziwego dobra w swoim postępowaniu, skłonność do szlachetności realizowana w życiu, bez względu na cenę.

Tak więc podwyższanie własnej świadomości oraz podnoszenie własnych standardów moralnych – oczywiście w trwającym naturalne procesie naszego rozwoju – jest prawdziwym Rozwojem Duchowym.

Natomiast na pewno nim nie jest rozwijalnie zdolności ezoterycznych.

Wspominam o tym właściwie już po raz kolejny, ale widzę, że przypomnieć warto, gdyż zwłaszcza w Internecie w wyniku używania pojęć bez pełnego ich zrozumienia, wynikło niemałe pomylenie. Dla wielu ludzi rozwój duchowy, zaczął oznaczać po prostu rozwijanie zdolności parapsychicznych, czy medytacyjnych.

Gdyby te rzeczy były faktycznie rozwojem duchowym, to mieli byśmy dziś zapewne bardzo uduchowione (czyli szlachetne i bardzo świadome) społeczeństwo, jako że techniki „ezoteryczne” zyskały w ostatnich latach bardzo na popularności. Ale wcale bardzo uduchowionego społeczeństwa nie mamy, zwarzywszy jak ludzie na forach ze sobą walczą, bawią się notorycznie w „kto jest największym mistrzem” i niemal zawodowo wypisują oszczerstwa na całą swoją „konkurencję”. Wielu z nich praktykuje jakieś ćwiczenia i rozwija zdolności parapsychiczne, ale zapewniam Cię drogi czytelniku bądź czytelniczko, iż ta błazenada nie ma nic wspólnego z faktyczną duchowością. Używanie „ezoteryki” do poczucia się kimś lepszym od innych, nie jest rozwojem duchowym, a wręcz jest jego zaprzeczeniem.

Ludzie, którzy praktykują rozwój zdolności parapsychicznych, bez ich faktycznego zrozumienia i w oderwaniu od prawdziwego, a nie tego udawanego rozwoju duchowego, w zasadzie pchają się w nieuniknione kłopoty i zazwyczaj prędzej czy później je znajdują. Wielu z nich w takiej sytuacji, wcale nie uświadamia sobie gdzie popełnili błąd, tylko jeszcze mocniej utwierdzają się w swoich przekonaniach. Tak też powstaje wielu pseudo „guru”, którzy proponują potem „rozwój duchowy” za odpowiednią kwotę.

Za pieniądze można kogoś nauczyć różnych technik, pokazać jak rozwijać pewne zdolności, czy przekazać pewien zasób wiedzy teoretycznej, ale nie można mu zapewnić faktycznego Rozwoju Duchowego. Nigdy. Bo rozwoju duchowego nie można sobie kupić. Nie można go dostać od kogoś w prezencie.

Można go jedynie samodzielnie wypracować.

Rozwój Duchowy ma to do siebie, że nie da się nim pochwalić, zabłysnąć, zaszpanować etc. Może zostać dostrzeżony przez osoby z zewnątrz ale wcale nie musi i nie jest to takie częste. Rozwój Duchowy nie jest czymś, co może podnieć naszą samoocenę, czy nadmuchać ego pokazując go „w środowisku”. Bo gdyby tak właśnie było, oznaczałoby to, iż nie jest to wcale rozwój duchowy, a tylko jego imitacja kamuflująca braki w samoocenie.

Na koniec powtórzę:

Rozwój Duchowy polega na Poszerzaniu Świadomości, oraz Rozwoju Moralnym.

Rozwój Duchowy można wypracowywać sobie, jeśli pragniemy się właśnie w ten sposób rozwijać. Jest to proces stopniowy, który trudno w jakikolwiek sposób sztucznie wymusić. Prawdziwy Rozwój Duchowy następuje jako naturalna realizacja rozwoju naszej istoty, o ile taka ścieżkę sobie obieramy.
Jakub „Qba” Niegowski

www.jakubniegowski.pl

Afirmacja według Full Moon cz.2

Technika

1.Afirmuj rzeczy dla Ciebie prawdziwe. Najważniejszą zasadą w tej metodzie jest wypowiadanie zdań, które dla są ciebie prawdziwe. Czyli mają to być zdania do których jesteś całkowicie przekonany. Musisz być pewny tego co mówisz (myślisz) tak jak jesteś pewien, że jesteś wstanie podnieść rękę do góry. Zastanawiasz się w tym momencie czemu ma to służyć? Otóż w tobie, w twojej podświadomości są już zalążki do osiągnięcia tego czego pragniesz. Z tego co napisałem wyżej wynika, że próbując zmienić jedną swoją cechę na drugą poniesiesz porażkę i może nawet pojawią się negatywne skutki. Dlatego afirmacja nie ma służyć zamianie jednego w drugie, ale przekształceniu systemu, który cię obecnie kieruje w miejsce w którym nie bardzo chcesz się znajdować. Przekształcenie polegać będzie na wzmacnianiu tego co już w tobie jest, a co przyczynia się do odniesienia sukcesu. Jest to swego rodzaju nawiązaniem do zasady rozwoju osobistego mówiącej o tym by wzmacniać swoje zalety i wyrównywać swoje wady. Na przykład chcąc zostać podróżnikiem zacznij od afirmacji „potrafię się przemieszczać(i tu możesz podać sobie jakiś konkretny i realny dla ciebie zakres np. między ulicami).

2.Działaj planowo. Tzn. ustal jaki jest twój cel, marzenie, podziel go na pewne średniej wielkości elementy, zacznij od afirmacji małych pojedynczych spraw, a w raz z postępem zwiększaj rozmach. To bardzo ważne byś zaczął od afirmacji małych pojedynczych i konkretnych. Czasem nawet będą to rzeczy trywialne. Chodzi tu o to byś nabrał pewnych nawyków. Ta technika nie jest czynnością którą wykonasz przez określoną ilość czasu i będziesz miał określony efekt. Jest raczej swego rodzaju umiejętnością, którą nabędziesz i którą będziesz się posługiwał zawsze, niemal automatycznie, wkomponuje się ona w twój tryb działania i na wszystkich aspektach jego będzie procentować. Dlatego na początku ćwicz po trochu, na prostych sprawach, będziesz miał w ten sposób wystarczającą ilość okazji by się przyzwyczaić do afirmowania się, a afirmacje będą w ten sposób urozmaicone, przez co nie zanudzisz się powtarzając w kółko jedną i tą samą treść.

3.Połącz afirmacje z działaniem. Ten punkt jest ściśle związany z dwoma poprzednimi. Łączenie afirmacji z działaniem wzmacnia samą afirmacje dając podświadomości informacje zwrotną. Przede wszystkim zwiększa to twoją siłę sprawczą. Jesteś wstanie robić coraz więcej i podnosisz jakoś swoich działań łącząc je na wyższym poziomie. Dajmy tu najprostszy przykład:

Cel – mieć lepszy kontakt z ludźmi,

plan – a. poznać ludzi wokół mnie, b. nawiązać z nimi żywszy kontakt, c. zaprzyjaźnić się,

odwołanie do pamięci – przypomnij sobie z kim lubiłeś się witać, z kim nawiązałeś lepszy kontakt, jak wyglądało twoje zachowanie, jak się w tedy czułeś.

przykładowa afirmacja – „mam możliwość czerpania satysfakcji z witania się z innymi z której potrafię korzystać i na którą się decyduje”

pierwsze proste działanie wykonane tuż po afirmacji – witać się z każdą osobą z którą możemy mieć jakiś związek np. z sąsiadami, kolegami\koleżankami w szkole,

4.Odwołaj się do swojej pamięci. Afirmacje, których będziesz używać niech wynikają z twojego doświadczenia (pamięci) lub niech się z nim łączą. Jeśli szukasz idealnej osoby z którą zawrzesz związek i zaczynasz od poznawania nowych osób to zadaj sobie pytanie jakie przyjazne mi osoby zapoznawałem w nowych okolicznościach ? Przypomnij sobie jak to wyglądało? Jak się wtedy czułeś?

5.Jak układać afirmacje? – Używaj prostych, twierdzących zdań w czasie teraźniejszym. Używaj słów, które potwierdzają twoją siłę sprawczą: wybieram, decyduje się, mam taką możliwość z której korzystam i inne. To są najogólniejsze zasady, reszta zależy od twoich preferencji, pomyśl co najbardziej może na ciebie wpłynąć i jest zgodne z twoimi zamysłami? No i tego używaj!

6.Baw się i pracuj! – Nie pozwól aby dopadła Cię nuda. Wybierz jakąś afirmacje i stosuj ją jakiś czas. Lecz jeśli zauważysz, że nie budzi ona w tobie żadnych skojarzeń i uczuć zmień ją na nową. Oczywiście nie chodzi o to byś co chwila wymyślał nową, jeśli czujesz, że w jakiś sposób pracujesz stosując daną afirmacje to znaczy, że ona jest dobra. Po prostu oprócz afirmacji „z którą pracujesz” zastosuj również taką „z którą się bawisz”, wymyśl dodatkowo jakąś afirmacje „dla zabawy” tylko po to by cię rozśmieszała i poprawiała Ci humor. Korzystaj z tych dwóch typów afirmacji naprzemiennie.

7.Nie śpiesz się, ale bądź konsekwentny. – Na wszystko potrzeba czasu, możesz sobie pozwolić na to, aby twój rozwój przebiegał spokojnie. Znasz zasadę „mniej oznacza więcej”? Wraz z upływem dni będziesz się coraz bardziej rozwijać, nie czekaj na zmiany, one same przyjdą. Satysfakcje czerp raczej z faktu zrealizowania wyznaczonych sobie punktów dnia( jednej, dwóch afirmacji) niż z efektów jakie one dają.

PAMIĘTAJ! Afirmacja ma za zadanie wzmocnić twoje pozytywne strony, a nie zmieniać Cię w inną osobę. Wyszukuj w sobie – nawet drobnych rzeczy – tego co dobre, co już potrafisz, z czego się cieszysz i na tym opieraj swój rozwój. Zaakceptuj swoją osobą taką ją jesteś, a jeśli siebie nie akceptujesz to zaakceptuj to uczucie. Postanów o swoim rozwoju, lecz nie chciej być „jakiś”. Postaw na swoją transgresje, czyli poruszanie się od środka (tego co jest) do zewnątrz, nowych możliwości i nowych perspektyw. 

 

Dodam jeszcze do tego artykułu kilka myśli do refleksji. Ot tak do przemyślenia.:)

Kropla po kropli napełnia się dzban wodą, i podobnie głupiec, gromadząc zło po trochę, cały się nim wypełnia. Kropla po kropli napełnia się dzban wodą, i podobnie mądry człowiek, gromadząc dobro po trochę, cały się nim wypełnia. – przysłowie buddyjskie.

To jaką teraz jesteś osobą i to w jakiej się teraz znajdujesz sytuacji jest wynikiem mnóstwa twoich drobnych działań i małych wydarzeń, które się w twoim życiu pojawiły. Tak samo twoje nawyki – korzystne, bądź niekorzystne, które są w tobie, są skutkiem miliona twoich drobnych myśli i drobnych działań. Jak myślisz co będzie bardziej wpływało od teraz na twoje zachowanie jedno zdanie, które używasz jako afirmacji czy tysiąc myśli, które już masz przyswojone nawykowo? To jest pierwsza sprawa o której warto byś wiedział.

Każda, nawet najdłuższa podróż, zaczyna się od jednego kroku. – Przysłowie chińskie

Drugą sprawą jest droga jaką musisz przejść w kierunku swoich pragnień. Tak jak prawdziwa droga w terenie ma swój początek i ma swój cel ku któremu prowadzi, a także jest określona przez odpowiednią ilość kroków, które trzeba wykonać, aby ją przejść do odpowiedniego dla nas miejsca. Załóżmy, że ktoś chce pokonać trasę kilku kilometrów na piechotę i będzie się skupiał tylko i wyłącznie na celu swej podróży oraz na tym jak zrobić, by się tam od razu znaleźć, w takim wypadku nie dostrzeże pierwszego kroku, drugiego kroku, trzeciego kroku itd., który musiałby wykonać, aby znaleźć się u celu. Z czego wynika, że będzie stał w miejscu. Bedzie ciągle się zastanawiał, zamiast wykonać ten krok i następne, nigdy nie zaspokajając swojego pragnienia dotarcia do danego miejsca. Tak samo jest z naszym umysłem, może on podążać jedynie o jeden krok będący w zasięgu jego możliwości. Jeśli wskażemy mu pierwszy, drugi, trzeci krok i następne poprowadzi nas tam gdzie będziemy chcieli się znaleźć. Myśl jest właśnie taką wskazówką, która mówi na co ma patrzeć nasz umysł.

Full Moon

Afirmacja według Full Moon cz.1

Termin.

Zapewne większość z nas spotkała już się z terminem „afirmacja”. Jedni mieli z nią kontakt zgłębiając temat rozwoju duchowego, inni przy okazji pracy nad rozwojem osobistym, jeszcze inni od swoich znajomych zafascynowanych tematyką z zakresu ezoteryki, a jeszcze inni ucząc się psychologii.
Czym afirmacja wydaje się być?

Dla pierwszego najogólniejszego znaczenia w moim przekonaniu, przyjmę, że afirmacja to każda myśl, która jest przez nas cały czas powtarzana. Zastanów się, czy masz takie myśli w swoim umyśle, które pojawiają się dosyć często, albo gdy powtarzasz sobie coś czekając na jakieś wydarzenie, albo gdy pojawia się jakaś sytuacja, a ty chcesz się w czymś utwierdzić? Zawodnik bokserski przed walką afirmuje sobie zdania typu: „jestem zwycięzcą”, „ciężko pracowałem i jestem dobrze przygotowany”, „musi mi się udać” (są to przykłady afirmacji pozytywnych). Albo inny przykład. Chłopak widząc, że zaraz przejdzie obok koleżanki w której jest po uszy zakochany, mówisz sobie: „co ja jej powiem, przy niej wydaję się taki beznadziejny”(jest to przykład afirmacji negatywnej). Przeważnie, nie są to myśli oderwane od rzeczywistości, dotyczą relacji z ludźmi, zajęć, obowiązków lub zabaw z którymi stykamy się na co dzień.

Afirmowanie się w drugim znaczeniu jakie przyjmuję jest to świadome używanie myśli jako narzędzia w celu wywołania zmiany w swojej postaci (na którą mogą się składać takie elementy jak osobowość, charakter, wygląd, stan posiadania oraz część duchowa). Wielu ludzi zaczyna używać afirmacji, bo nie podoba im się ich wygląd, chcieliby być szczuplejsi, bardziej wysportowani, albo chcą być bardziej atrakcyjni dla płci przeciwnej :). Niektórzy z kolei, pragnął być po prostu szczęśliwsi, pełniej przeżywać swoje życie. Jest ogólnie dużo powodów dla których zaczynamy się afirmować.

Pojawia się w tym miejscu pytanie: 
W jaki sposób i jak się afirmować by to było rzeczywiście skuteczne? 

Ogólnie, według tradycyjnych założeń, afirmacja jest to powtarzanie wybranego zdania tak długo, aż zaczynamy się z nim identyfikować i działać według wizji jaką niesie treść afirmacji. Czemu uważam, że taka afirmacja jest skuteczna tylko w niewielkiej ilości przypadków? Uważam tak dlatego, że:

  • Jest oderwana od naszej osobistej rzeczywistości i jest raczej pobożnym życzeniem, które chcielibyśmy by się spełniło.
  • Rzadko ma ona związek z naszym działaniem, po takiej afirmacji nie otrzymujemy żadnego potwierdzenia w naszych reakcjach.
  • Powtarzanie wciąż monotonnego zdania, które może albo mało co znaczyć, albo znaczyć tak dużo, że nie wiemy w jaki sposób do niego podchodzić sprawia, że szybko to nam się nudzi i zaprzestajemy afirmowania się.
  • Przeważnie jest tak, że najpierw się z czymś identyfikujemy a potem zaczynamy się w tym utwierdzać przez nasze myśli, ten mechanizm raczej nie działa na odwrót. 
    O to kilka przykładów afirmacji:

    „Moje najpiękniejsze marzenia spełniają się w rzeczywistości”
    „Wybaczam innym, że hamowali moje twórcze przejawianie się”
    „Zawsze mam powody do zadowolenia z efektów mojej pracy”

    Ładnie brzmią te zdania i chciałoby się aby były prawdą, nie sądzisz? Jednak czy powtarzanie tych zdań w kółko da nam takie efekty jakich byśmy rzeczywiście pragnęli? Muszę przyznać, że w niektórych przypadkach tak będzie, a przynajmniej ludzie wypowiadający takie sentencje mogą mieć wrażenie, że to co się dzieje w ich życiu rzeczywiście zmienia się na lepsze. Może już próbowałeś takich afirmacji? Powiedz czy dały one rezultaty jakich się spodziewałeś? Jeśli tak to pewnie nie czytałbyś tego kolejnego artykułu o afirmacji, tylko kontynuował swoją technikę dalej. Te zdania są przykładem afirmacji, które nazywam „odgórnymi”. Są wypowiedziami, które wyrażają opinie o docelowym stanie rzeczy, którego pragnęlibyśmy.
    Oczywiście są pewne zasady afirmacji w tradycyjnym podejściu, które uznałbym za rozsądne i przyznałbym im racje bytu. Są to m. in.

    1)Zdanie do afirmacji musi być pozytywne, twierdzące i wyrażone w czasie teraźniejszym.

    2)Dobieraj zdania, które harmonizują z twoją podświadomością (które są tobie znajome).
    Pomyśl sobie teraz o jakimś swoim marzeniu, które się już spełniło (może być duże lub małe).
    Ile czasu minęło od pojawienia się w tobie pragnienia do jego spełnienia?
    Ile sytuacji musiało przez ten czas zaistnieć by się to pragnienie spełniło?
    Jak bardzo różni się zaspokojenie twojego pragnienia od twoich początkowych wyobrażeń o nim?

    W moim przypadku niekiedy to była bardzo długa droga np. dostać się na studia, albo nie tak długa, ale która zajęła trochę czasu np. znaleźć prawdziwych przyjaciół. Moje wyobrażenia o tym co chciałem mogę porównać do zamazanej plamy w porównaniu do tego co otrzymałem od życia. Doszedłem jednak do tego drogą „od dołu”, którą chciałbym teraz tobie zaprezentować.
    Powstanie techniki.

    Gdy zacząłem afirmować się w taki sposób jaki intuicyjnie uważałem za poprawny, szybko dostrzegłem rezultaty. Była to jednak moja osobista technika, nie nazywałem jej oraz nie określałem werbalnie na czym ona właściwie polega. Dlatego pisanie tego artykułu stało się dla mnie wyzwaniem, aby jak najlepiej przekazać Ci esencje tego z czego korzystam na co dzień już w sposób niemal nawykowy, a z czego jestem naprawdę rad. Co więcej postanowiłem poszerzyć swoją wiedzę o afirmacji, aby dać Ci coś jeszcze doskonalszego i jeszcze skuteczniejszego, aby nie wprowadzić Cię przez przypadek w błąd. Poznałem jeszcze inne sposoby afirmowania się, oraz dowiedziałem się zaskakujących rzeczy.
    Niebezpieczeństwo zwykłej afirmacji.

    Co się okazało? Afirmacje które do tej pory mogłeś spotkać, a które mogą przypominać te podane wyżej, mogą wywoływać negatywne skutki. Dlaczego tak się dzieje? W twojej podświadomości są już ugruntowane przekonania, zakorzenione w cały system twoich wartości i zasad, którymi się świadomie lub podświadomie kierujesz, dlatego starając się uporczywie zmienić któreś z tych przekonań możesz napotkać reakcję obronną swojego ego, która służy wytłumieniu konfliktu między twoim ugruntowanym przekonaniem, a tym które chcesz wprowadzić. Nowe metody afirmacji polegają na szczerym przyznaniu się, że to co siedzi w naszej głowie nie zawsze musi być prawdziwe i dobre, na zaakceptowaniu tego, że jest w nas coś co może być fałszywe oraz na rozszerzaniu świadomości , która dostrzegając te blokujące nas miejsca, sprawia, że się upłynniają i wyparowują z naszej podświadomości. Polecam sięgnąć po tego typu techniki, jednak moja jest podejściem od drugiej strony i swego rodzaju nowatorską alternatywą.

    cdn.

Full Moon

Dieta wegetariańska a medytacja

Wiele osób, które medytują wybiera dietę wegetariańską, stąd chciałem podzielić się informacjami jakie korzyści taka dieta im przyniesie.

Zaznaczam, że nikogo nie pragnę przekonywać do tej diety, jeśli ktoś sam chce na nią przejść to fajnie, ja nie nakłaniam, nie mówię, że ktoś jest gorszy bo je mięso, nie nie, to nie jest moim celem. Ten tekst to nie jest atak na ludzi spożywających mięso.

Przedstawiam fakt uznany przez wiele ścieżek duchowych, który jest pomocny w rozwoju duchowym.

Pewnie jesteście wegetarianami, dlatego chciałbym przedstawić wam kilka korzyści jakie płyną z tego sposobu odżywiania. Jeśli o nich nie wiecie, to te informacje przydadzą się wam. Jeżeli nie jesteście wegetarianami to także przydadzą się wam te informacje.

W tradycji hinduistycznej, tantrycznej wyróżnia się kilka rodzajów pokarmu, który ma określony wpływ na organizm. I tak wyszczególniono pokarm :

– satwiczny

– radżasowy

– tamasow

Jak każdy z nas zauważył jedzenie oddziałuje na nasze funkcjonowanie. Pokarm ciężkostrawny powoduje ociężałość fizyczną a także umysłową, ogarnia nas uczucie senności, mogą powstawać problemy z trawieniem, z nadwagą. Wolne trawienie powoduje dłuższe pozostawanie pokarmu rozkładającego się w organizmie i rozprowadzanie toksyn po całym ciele, krwi itd. Inne rodzaje produktów sprawiają, że czujemy się lekko (wrażenie lekkości w brzuchu, poczucie rześkości umysłu ), nie odkładają się w organizmie.

Jeszcze inne pokarmy i pożywienie powoduje pobudliwość umysłową i emocjonalną, co może przyczyniać się do nadmiernego przeciążenia organizmu poziomem stresu. Szybkie tempo życia, wielość przeżywanych emocji podczas dnia, złe odżywianie i pozostawanie na wysokich obrotach plus produkty stymulujące aktywność…wiadomo do czego to prowadzi.

Jedzenie wegetariańskie jest w głównej mierze satwiczne (tzn. czujące). Wprowadza w organizmie równowagę, jest lekkostrawne i szybkostrawne więc nie zalega w jelitach. Dodatkowo powoduje wyciszenie organizmu bo nie ma w nim środków stymulujących umysł (które są w np.kawie). To daje więcej spokoju emocjonalnego, mentalnego i fizycznego. Wyciszony umysł i organizm oznacza więcej spokoju i uczucia błogości.

Do pokarmu satwicznego zalicza się głównie owoce, większość warzyw, ziarna, łagodne przyprawy, orzechy, naturalne słodycze, herbata ziołowa, nasiona, rośliny strączkowe.

Do pokarmów radżasowych, które reprezentują energię działania, pobudzenia i aktywności zalicza się : większość przypraw w ilościach umiarkowanych, rzodkiweki, kawę, herbatę, kakao, czekoladę ( oprócz białej), sos sojowy, lekarstwa, większość witamin i dodatków spożywczych. Pokarm ten wprowadza do krwi i pobudza gruczoły do aktywności co powoduje zwiększone pobudzenie psycho-fizyczne.

Ostatnią kategorię stanowi pokarm tamasowy (statyczny, energia zastała, zwana e. śmierci). Są to cebula, czosnek, nadmiar ostrych przypraw, chrzan, grzyby, przejrzały ser, mięso i jego przetwory, jajka, tytoń, ryby, alkohol, narkotyki, pokarm spleśniały, spalony, sfermentowany.

W naszych dietach mieszają się wszystkie trzy siły ( satwiczna, radżasowa, tamasowa). Każdy produkt zawiera wszystkie z nich tyle, że zawsze występuje przewaga jednej z sił. W pokarmie wegetariańskim przeważa siła sawticzna. Jest to korzystne dla wszystkich osób medytujących, ćwiczących jogę itp.. Pokarm ten pomaga rozwijać spokój umysłu i uczucia wyższe. Stąd jest korzystny dla wszystkich ludzi.

Teraz już zdajesz sobie sprawę z korzyści jakie przynosi Ci spożywanie pokarmu wegetariańskiego. Sam możesz obserwować jak się czujesz po spożyciu określonych produktów. Sam możesz świadomie wybrać swój rodzaj pożywienia.

Nie bądźcie wobec siebie zbyt wymagający, dajcie sobie czas na wypracowanie nowych nawyków żywieniowych. Zalecane jest jednak stopniowe przechodzenia na dietę satwiczną.

Pozdrawiam

P.S. Więcej informacji w internecie na stronie www.anandamarga.pl

Jeżeli ktoś zamierza przejść na dietę wegetariańska to proszę dokładnie dowiedzieć sie jak uzupełniać ważne składniki dla organizmu.

Dla tych, którzy pragną uzyskać postęp w rozwoju duchowym widoczne są wyraźnie korzyści z tej diety.

autor artykułu: Balendra

Kalachakra – mandala

Kalachakra – tłumacząc z sanskrytu to koło lub krąg czasu.

W ogólnym znaczeniu „kalachakra” to zbiór podglądów filozoficznych oraz odpowiednich do nich praktyk medytacyjnych opartych na tantrze.

Tantra Kalachakry uważana jest za najbardziej zaawansowaną tantrę, wyrażaną również pięknymi formami artystycznymi np.wielobarwną mandalą.

Przedstawia ona m.in połączenie i związki między mikro- i makrokosmosem.

Mikrokosmos czyli nasze ciało, umysł i wszystkie procesy i cykle w nas zachodzące.

Makrokosmos – otaczający nas świat, przyroda, kosmos…

Wszystko jest ze sobą połączone i wpływa na siebie wzajemnie, poszczególne cykle się przenikają i tworzą harmonię.

W mandali występuje wiele symboli, niezwykle szczegółowo odnoszących się do wszystkich procesów zachodzących w nas i całym wszechświecie.

Ogólnie przedstawia ona widok z góry pałacu Kalachakry, czyli bóstwa opiekującego się kołem czasu (mądrości). Świątynia otoczona jest pierścieniami nawiązującymi do żywiołów: pierścień ziemi, wody, ognia, wiatru, przestrzeni. Zewnętrzny ostatni krąg, to pierścień mądrości.

Kalachakra-Mandala
 

autor artykułu: Jaasmin

Zmiana – Artman

Zmiana jest częścią rozwoju. Oczywiście zmiana na lepsze. Zmiana powoduje to, że zmienia się nasze życie, nasze poglądy, otoczenie i ludzie, z którymi wchodzimy w relacje. Często wydaje się nam, że możemy robić to samo, mówić to samo, przebywać z tymi samymi ludźmi i równocześnie się zmieniać. Jeżeli otaczający nas ludzie również się harmonijnie zmieniają w sposób zbliżony, do naszego, to wtedy jest to możliwe. Jeżeli natomiast osoby, z którymi mamy kontakt się nie zmieniają, wtedy nie ograniczaj się myślą, że musisz przebywać z tymi ludźmi, bo są na przykład twoją rodziną, więc nie możesz zrezygnować z rodzinnych spotkań, które przeważnie zmieniają się w wielkie użalanie się i opowiadanie o okropnościach świata i chorobach. To Twój wybór i ty go dokonujesz. To ty żyjesz swoim życiem i to ty zbierasz owoce swoich wyborów. Nikt Cię nie zmusza do niczego. To zawsze jest twoja decyzja. Oczywiście możesz mi teraz udowadniać, że na nic nie masz wpływu – począwszy od globalizacji, poprzez problemy finansowe, a skończywszy na tym, że w pobliskim warzywniaku nie ma twoich ulubionych jabłek. Ale prawda jest taka, że swoim myśleniem, działaniem i słowami tworzysz swoją rzeczywistość. Zrozum to dobrze – tworzysz swoją rzeczywistość. Jesteś stworzony na podobieństwo Boga. Masz więc również moc tworzenia. Może innym odpowiada życie w głodzie, poniżeniu i ciągłych konfliktach. Ty jednak masz już szerszą świadomość i wiesz, że za wszystko w swoim życiu odpowiadasz ty. Ty podejmujesz decyzje. To prawda, że wielu ze swoich decyzji nie pamiętasz, bo zostały one podjęte bardzo dawno temu – w dzieciństwie, okresie prenatalnym lub nawet w przeszłych wcieleniach (nie musisz w to wierzyć, choć to oczywiście, że nie wierzysz, nie kasuje automatycznie skutków podjętych wtedy decyzji). Nie czas „płakać nad rozlanym mlekiem” jednak. Przebacz sobie i Bogu za podjęte wcześniej decyzje. Teraz możesz podjąć znacznie lepsze. Masz więcej dobrych, rozwijających lektur, masz większy dostęp do informacji – również duchowej. Możesz również uczestniczyć w najróżniejszych warsztatach. Pamiętaj jednak, że to ty zawsze podejmujesz decyzje. Inni – również wielcy mistrzowie Cię tylko inspirują i są gotowi przekazać ci wiedzę i umiejętności do których dojrzałeś i które mogą Ci bardzo pomóc.

Obawiamy się zmiany z jednej głównej przyczyny – nie wiemy co ona spowoduje w naszym życiu. Nie jesteśmy zatem pewni tego, co nas spotka. Jeśli podjąłeś dobre decyzje, to może cię spotkać tylko dobro. I nawet, jeśli w początkowym okresie będą Cię spotykały sytuacje powodujące, że poczujesz, iż chcesz dobrze, ale wciąż jeszcze przyciągasz do siebie niekorzystne wydarzenia, czy osoby, to wiedz, że spotyka cię dokładnie to, czego oczekujesz – świadomie i podświadomie. Zatem w początkowym okresie, choć świadomie chcesz zmiany i chcesz inaczej funkcjonować, to twoja podświadomość, która zawiera wszystkie twoje doświadczenia, decyzje i intencje, zmienia się wolniej. Po prostu sfera podświadoma jest o wiele większa.

Wraz ze zmianą myśli, słów i czynów, nawyków, energii i intencji, twoja podświadomość powoli uczy się tego. Następuje zmiana również w niej. Wchodzą nowe wzorce, które zaczynają pracować i przyciągać do siebie odpowiadające im energetyczne okoliczności oraz ludzi czy inne istoty.

Często nabieramy ochoty na zmiany dopiero, gdy w naszym życiu jest bardzo źle i się nie układa. Po prostu wcześniej mogliśmy wytrzymać z cierpieniem i bólem, ale skoro przybrał on na sile, to zdajemy sobie sprawę z tego, że już dłużej tak nie można. Znaczy to, że trzeba wprowadzić jakieś zmiany. Zazwyczaj chcielibyśmy, aby w pięć minut dokonał się w naszym życiu prawdziwy przełom. Tak również może być, choć, aby coś takiego mogło się zdarzyć, potrzebna jest pełna wewnętrzna zgoda na zmianę i całkiem nowe sytuacje czy energie oraz sposoby reagowania na nie. To jest właściwie najważniejsze – sposób reagowania na to, co nas spotyka, czyli Twój odbiór danej sytuacji i wnioski jakie wyciągasz. To twoja reakcja powoduje czy coś jest miłe, przyjemne czy nieprzyjemne albo nijakie dla ciebie. Twoja umiejętność pozwalania lub nie, alby coś na ciebie wpływało.

Jeśli jest w twoim życiu źle i już nie możesz wytrzymać, siądź zupełnie sam, najlepiej w kompletnej ciszy. Oddychaj spokojnie przez pewien czas, zrób sobie herbatę owocową i rozluźnij się. Możesz się również położyć i dłoń, którą piszesz – dawczą – na głowie, sercu lub splocie słonecznym. Poleż tak kilka minut. Potem pomódl się o najkorzystniejsze dla Ciebie rozwiązanie tej sprawy i wyniesienie z niej możliwie najwięcej korzyści. Słowa modlitwy mogą brzmieć na przykład tak:

Dobry Boże (Jezusie, Opiekunie Duchowy) proszę Cię teraz o pomoc. Widzisz w jakiej jestem sytuacji. Proszę Cię abym znalazł najlepsze rozwiązanie. Proszę Cię Boże, podsuń mi teraz pomysł, jak to rozwiązać. Proszę Cię o moc i wsparcie, abym dokonał w swoim życiu zmiany na lepsze. Proszę o wsparcie również wszystkie wysokorozwinięte Duchowo Istoty, które mogą i chcą mi pomóc. Wiem, że Ty Boże (Jezusie, Opiekunie Duchowy) możesz wszystko. Powierzam Ci w całości rozwiązanie tej sprawy. Otwieram się na boską miłość, mądrość i moc. Dziękuję Ci Boże.

Możesz również dodać:

Dziękuję Ci Boże za to, że się o mnie troszczysz i chcesz, abym żył już teraz w dostatku, radości, szczęściu i dobrobycie. Dziękuję, że zmieniasz moje nastawienie do siebie samego, wydarzeń, jakie mi się zdarzają, do innych ludzi oraz Ciebie Boże. To cudownie móc żyć zgodnie z bosko Doskonałym Planem, jaki masz dla mnie. Dziękuję, że pokazujesz mi, jak można żyć zgodnie z nim. Dziękuję, że już teraz jestem jego częścią i potrafię coraz pełniej wyrażać sobą boskie cechy i energie.

Dziękuję również wszystkim wysokorozwiniętym istotom, jak Jezusowi, Buddzie za wsparcie i pomoc. Niech Światło Bożej Mądrości prowadzi mnie zawsze przez życie.

Teraz chwilę posiedź w ciszy. Na chwilę „wyłącz” myślenie w rodzaju „oj co ja teraz zrobię” czy „ale się wpakowałem”. Posłuchaj w ciszy, co Bóg i Twoja własna intuicja mają Ci do powiedzenia. Zapisz to. Możesz również siąść z kartką i zapisać własne pomysły na rozwiązanie sprawy. Wybierz potem najlepszy. Najczęściej znamy od razu rozwiązanie, ale boimy się czy sobie poradzimy, albo co inni – rodzina, znajomi czy przyjaciele na to powiedzą. Pozwól sobie na wolność. Jeśli nie krzywdzisz nikogo – również siebie, to masz prawo działać tak, jak uważasz za stosowne. Bóg cię w tym wesprze, bowiem on zawsze wspiera to, co dobre i korzystne. Nie myl tego z działaniami ludzi, którzy chwilowo zewnętrznie doszli do czegoś krzywdząc innych. Prędzej czy później zapłacą za to. Bóg Cię wesprze, ale to ty będziesz działać, więc masz się sam przekonać do tego, co chcesz zrobić, bo Bóg nikogo do niczego nie zmusza i nikomu nic nie każe. Jest nieograniczoną, wszystko akceptującą Miłością.

Po dokładnym określeniu co chcesz zmienić i po co, pozostaje ci najważniejsze – wprowadzenie twego najlepszego pomysłu w życie. Co bowiem po najlepszym planie, skoro nie jest realizowany. Wiele osób wycofuj się przed szybkimi i znacznymi zmianami, bowiem boją się swojej własnej siły. Boją się, co będzie dalej, bo…wcześniej tak nie działali. Nie każę Ci wywracać swojego życia do góry nogami. Raczej zwracam uwagę na to, że aby zaszła w twoim życiu jakakolwiek zmiana, trzeba mówić, myśleć i działać inaczej niż przedtem. Albo z innym zrozumieniem. Najlepiej jeszcze, jeżeli wyrażasz wewnętrznie pełną zgodę na przemianę i zmianę. Wtedy wszystko niejako dzieje się samo, bowiem wszechświat pomaga ci w realizacji dobrego, boskiego planu.

Wyrażanie siebie jest bardzo ważne w rozwoju duchowym. Chodzi o przejawianie w coraz pełniejszy sposób swojej dobrej, boskiej natury.

To oznacza, że jeśli wcześniej baliśmy się reakcji otoczenia, przejawiając na przykład spokój, radość czy miłość, to teraz pozwalamy sobie na przejawianie tych boskich cech i uczuć. Nie oczekuj jednak od razu, że otoczenie przyjmie to ze zrozumieniem i miłością. To Ty się zmieniasz, a nie oni. Zrozumienie tego faktu zaoszczędzi Ci mnóstwa nerwów i walk z otoczeniem. To Ty się zmieniasz, a więc to Twoje reakcje i poglądy się zmieniają. Twoje dotychczasowe otoczenie może nadal obstawać przy dotychczasowych sposobach działania i myślenia. Pozwolenie im na to i nie przekonywanie ich na siłę do Twojego światopoglądu jest ważne. Takie podejście sprawia, że po pierwsze, szanujesz ich wolną wolę, a po drugie, oddajesz tę sprawę Bogu – co oznacza, że wierzysz, że jeżeli naprawdę będą chcieli zmiany, to również, podobnie jak Ty – trafią na właściwe książki, publikacje i właściwych ludzi.

Możesz przy innych wyrazić swoją opinię odnośnie jakiejś kwestii wiary, rozwoju duchowego czy modlitwy. Jeśli jednak poczujesz, że twoje poglądy są im obce i patrzą na Ciebie co najmniej jak na kosmitę, wtedy chyba nie warto tracić czasu na walkę słowną. Zrobiłeś swoje. Powiedziałeś co myślisz i pozwalasz im zadecydować, co sami chcą wyrażać. Sam zobaczysz, że nawet po rozwoju trwającym kilka lat będziesz miał chwile (dłuższe lub krótsze), gdy będzie Ci się wydawało, że błądzisz i że to może nawet to oni mają rację. Chodzi o to, że często jakieś myślokształty dotyczące ważnych kwestii, jak Bóg czy formy kultu są ukryte głęboko w podświadomości i mogą wywołać gwałtowne reakcje. Można to porównać do gorączki. Wbrew pozorom i opiniom niektórych lekarzy, gorączka nie jest symptomem choroby, tylko zdrowienia. Organizm podwyższa temperaturę ciała, aby łatwiej i szybciej poradzić sobie z wirusami czy bakteriami, albo trucizną. Dlatego obniżanie temperatury lekami przeciwgorączkowymi, jeśli nie trwa ona dłużej niż trzy dni i nie przekracza temp 38-39 st. Jest raczej szkodliwe, bo spowalnia zdrowienie. Dlatego też czasem i w duchowości ma się „gorączkę” polegającą na tym, że przez kilka dni lub dłuższy okres czujemy się rozbici wewnętrznie i jakby zawieszeni w próżni. Przyjmujemy nowe poglądy, ale jakby chętnie wrócilibyśmy do tych starych, bo dobrze znane i wydawałoby się, bardzo bezpieczne. Poza tym najbliższe otoczenie robi wiele, abyśmy znowu „byli sobą”, czyli powrócili do tego, jacy byliśmy kiedyś. To normalne, że tak się czujemy. To ustalanie się wewnętrznej równowagi pomiędzy energetyką poszczególnych ciał. To jak przechodzenie przez próg. Podnosimy nogę i zastanawiamy się czy mamy dość sił, aby go przekroczyć. Myślę, że warto pójść do przodu i zobaczyć, co przygotował dla nas w salonie Bóg. To co przygotowali ludzie już znamy.

Zmiana, aby była trwała powinna być ugruntowana. Znasz pewnie nie raz tzw. noworoczne postanowienia: od dziś ćwiczę codziennie, od dziś nie jem lodów. I co dalej? Zazwyczaj po kilku dniach idziesz po lody wmawiając sobie, że właśnie ćwiczysz mięśnie nóg pokonując trzy schodki sklepiku. Ugruntowanie to przekonanie własnej podświadomości, że oto wybraliśmy coś nowego, innego, że jest to dla nas ważne i cenne. Pamiętasz jak uczyłeś się chodzić? A jak uczyłeś się pisać? A prowadzić samochód? Wiele z tego nie pamiętasz wcale, albo bardzo słabo. A wiesz dlaczego? Bo na tyle utrwaliłeś sobie te umiejętności, że wykonujesz je prawie automatycznie. Nie myślisz o nich, tylko je robisz. Twoja podświadomość sobie je utrwaliła. Nie namawiam Cię, byś robił cokolwiek nieświadomie. Po prostu każda zmiana potrzebuje trochę czasu, aż ty sam się do niej przyzwyczaisz i zaczniesz traktować jako coś naturalnego i dobrego. Obecnie, ponieważ podejmujemy o wiele więcej decyzji, niż nasi przodkowie, zmiany są szybsze i częstsze. Dobrze jest odnaleźć swoją własną wewnętrzną harmonię – również tę związaną z wprowadzeniem jakichkolwiek zmian. Poza tym, ponieważ działasz inaczej i myślisz inaczej również ciało dostosowuje się do zmian. W mózgu zostają przetarte nowe ścieżki połączeń nerwowych. Mózg uczy się przekazywać bodźce nowymi drogami.

Ponieważ nie żyjemy w próżni, to zazwyczaj nasza zmiana spotyka się z zainteresowaniem otoczenia. Jeśli będziemy obstawać przy swoim, dobrym postanowieniu, to otoczenie to zaakceptuje, choć niekoniecznie się z tym zgadza. Jeśli jednak będziesz szukał u nich poparcia dla swoich decyzji, wtedy nie zawsze się z nim spotkasz. Być może zmiany, jakie chcesz wprowadzić w swoim życiu w ocenie najbliższych są złe, szkodliwe i oczywiście burzą ich wizję ciebie oraz tego, jaki i kim jesteś. Teraz, jeśli będziesz próbował zadowolić wszystkich, to najprawdopodobniej zahamujesz swoje zmiany, albo też w ogóle się wycofasz. Czasami trzeba postawić na swoim. Zależy, na ile sam chcesz zmiany i na ile jesteś samodzielny w formułowaniu swoich celów i podejmowanych działaniach. Zależy, na ile ufasz Bogu w sobie, a na ile ludziom i ich wyobrażeniom o tym co dobre, kim jesteś, jaki jesteś, kim jest Bóg i co On od nas ma.

Pamiętaj, że na dobrą zmianę zawsze jest odpowiednia pora. Nie liczy się ani wiek, ani pora roku. Liczy się tylko twoja wola zmiany. Szanuj siebie co najmniej tak, jak szanujesz innych.

Spokój, zdecydowanie i łagodność znacznie ułatwiają kontakty z otoczeniem. Twoja postawa komunikuje otoczeniu, że się zmieniłeś. Wybrałeś inne poglądy i inne wartości i chcesz je teraz prezentować.

Konsekwentne wyrażanie wybranych wartości i postaw sprawia, że czujesz do siebie szacunek i zaufanie. Ponieważ ty się zmieniłeś, zmieni się również twoje otoczenie, albo zmieni się stosunek otoczenia do Ciebie, co właściwie jest tym samym. Chodzi o to, że oczekujemy innej reakcji na siebie i swoje działania.

Najtrudniejsze zmiany dotyczą światopoglądu – tego za kogo się sami uważamy i w co wierzymy. Ale w końcu dlaczego mamy całe życie mieć te same poglądy, również na te najważniejsze sprawy? Zmieniamy ubrania, zmieniamy mieszkania, ba – nasze ciało się zmienia. Dlaczego więc również w kwestiach Boga czy wiary mamy tkwić w poglądach, jakie nam wpojono, gdy byliśmy małymi dziećmi? Przecież dochodzą nowe fakty, nowe interpretacje i nowe spostrzeżenia. Nie daj sobie wmówić, że ktoś, choćby nie wiem jakim znanym, podziwianym i szanowanym człowiekiem był, że tylko on ma monopol na mądrość i władny jest mówić, co mamy myśleć i robić. Jeżeli działasz zgodnie z boskimi zasadami – to znaczy pełen bożej miłości, mądrości i mocy, zgodnie z Najwyższym Dobrem, robiąc to co jest korzystne zarówno dla Ciebie jak i dla innych, to zawsze działasz dobrze i Bóg Cię wspiera obdarzając wszystkim, co Ci aktualnie potrzebne. Tutaj oczywiście warto zaznaczyć, że wraz ze zmianą następuje pełniejsze rozumienie – również tak podstawowych pojęć, jak miłość czy szczęście, albo dobroć. Dlatego Twoje rozumienie tych spraw będzie się różnić od rozumienia, które posiadają osoby nie zainteresowane zmianą na lepsze. Szanuj ich stanowisko, ale nie ulegaj namowom innych, byś „był taki jak zawsze” czy też „nie wygłupiał się”. Jeżeli szczerze czujesz, że robisz coś z głębi serca, będąc w pełni przekonanym, że to jest dobre dla Ciebie i nikomu nie szkodzi, to zrób to. Żyj mądrze korzystając ze wszystkich swoich wrodzonych cech, predyspozycji i zdolności. Odkrywaj je i rozwijaj. Po to tu jesteś, aby odkrywać i tworzyć samego siebie, zgodnie z bożym planem.

Ktoś mądry zauważył, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja również ułożyłem podobny aforyzm: Jego punkt widzenia był dziurką od klucza. Postrzeganie zależy od naszej wiedzy, predyspozycji, umiejętności, doświadczenia, mądrości, inteligencji, poczucia humoru, relacji z samym sobą, otoczeniem, ludźmi, Bogiem, przyjaciółmi itd. W zasadzie można powiedzieć, że zależy od wielu czynników. Zależy od tych czynników, których jesteśmy świadomi i od tych, które sobie dopiero uświadomimy.

Zwrócenie uwagi na to, co powoduje, że nasze postrzeganie się zmienia uświadamia nam, że wraz ze zmianą w którejkolwiek ze sfer mających wpływ na nas i nasze postrzeganie siebie, świata, zjawisk zachodzi również zmiana w naszym postrzeganiu. Oczywiście, nie od razu zmienia się to w dużym stopniu. Stopień zmiany zależy od ważności danego czynnika, który się zmienił, lub w którym my coś zmieniliśmy.

Ezoteryka uczy – Jak wewnątrz, tak i na zewnątrz. I choć zewnętrze, środowisko jest również ważnym czynnikiem wpływającym na nas i na zmiany, jakie wprowadzamy w swojej osobowości, to decydujące znaczenie ma nasze nastawienie wewnętrzne – nasza własna i wolna wola.

Zmiany, jakie zachodzą w naszym życiu zazwyczaj zaczynają się właśnie od zmiany wewnętrznej – dostrzeżenia czegoś istotnego i podjęcia nowej, lepszej decyzji. To prawda, że często, aby doszło do podjęcia decyzji o zmianie najpierw coś widzimy na zewnątrz. Ale, gdyby wewnątrz nas – w naszym umyśle nie było tej mądrości, która rozpoznaje to, co chcemy zmienić, to zewnętrzny czynnik nie miałby na nas żadnego wpływu. Dzięki takiemu spojrzeniu możemy stać się świadomi prawdy o tym, że to nasze własne wewnętrzne postrzeganie odpowiedzialne jest za wszystko. To powoduje, że odzyskujemy moc zmiany, albowiem moc zmiany zawsze jest wewnątrz nas. Dopóki czekamy tylko i wyłącznie na to, aż czynniki zewnętrzne ułożą się po naszej myśli, możemy czekać długo. Z chwilą jednak, gdy wychodzimy z inicjatywą, wszechświat i nasza podświadomość jakby zauważają to i mówią sobie „oho to jest dla niego ważne, no dobrze, pomóżmy mu urzeczywistnić jego pragnienie zgodnie z bożym planem”. I wtedy wydarzenia często układają się bardzo pomyślnie. Poza tym nasze działanie pogłębia w nas wiarę w osiągnięcie celu. Dajemy również Bogu znać, że oto jesteśmy gotowi. Idziemy i…reszta należy do Niego. Jest taka anegdota. Do znanego z pobożności rabina przyszli okoliczni rolnicy z prośbą, by się pomodlił o deszcz, bo od miesiąca nie padał w tej okolicy i pola ze zbożem zaczynały wysychać. On ich wysłuchał i zapytał; Wierzycie, że moja modlitwa sprawi, że Bóg ześle deszcz? O tak Rabi – odpowiedzieli. On im na to odparł – nieprawda. Gdybyście wierzyli, zabralibyście ze sobą parasole.

Zmiana jest częścią życia i kto nie podąża za zmianami na lepsze, marnuje okazje do polepszenia swojego życia i rozwoju. Zmiana jest podążaniem za Boskim Planem każdego z nas. Gdy te zmiany przychodzą naturalnie, łagodnie i swobodnie, a my podejmując je czujemy się radośni i szczęśliwi to zazwyczaj znaczy to, że odnaleźliśmy swoją ścieżkę, swoją drogę wytyczoną dla nas przez Boga i że nią podążamy. Radość, czysta radość jest oznaką, że nasz świadomość jest wypełniona boskimi energiami, że napełniamy się Miłością. Jak jestem radosny kocham siebie i świat, a właściwie samo się kocha. Radość jest przedpokojem Miłości. A może odwrotnie;).

Czy jest jakiś kres zmian? Na tym planie przejawiania się jest to oświecenie. A co będzie dalej? Może kolejna zmiana i rozwój. Podążając w stronę pełnego poznania Boga z pewnością się dowiesz. Do zobaczenia u celu.

Życzę Ci, aby wszelkie zmiany w Twoim życiu były na lepsze i szybko się realizowały zgodnie z Najwyższym Dobrem Twoim i innych. Tego samego życzę sobie:)

Artman

Każdy uśmiech – Jakub „Qba” Niegowski

Uśmiech to znak nie tylko tego, że jest u nas dobrze, to także symbol życzliwości i sympatii, który daje sygnał innym „jest dobrze” i tym samym może szybko nakręcić bardzo pozytywną atmosferę i ułatwić wiele rzeczy.

Uśmiech powinien być tak naprawdę jedną ze sztandarowych rzeczy zaliczanych do elementów rozwoju duchowego. I choć życzliwość i pomoc innym wiele szkół duchowych zalicza w poczet elementów rozwojowych, jakoś rzadko się teraz słyszy po prostu – uśmiech.

Dlaczego? To przecież najprostsze co możemy zrobić, a często szalenie skutecznie podnosi nas i naszych bliźnich na duchu.

Oczywiście ktoś może powiedzieć – a z czego tu się cieszyć, nie mam powodów by się uśmiechać. Ale prężcież nasze postępowanie i reakcje determinują w dużej mierz nasz dalszy los. Podobne przyciąga podobne. Skoro jesteśmy naburmuszeni i zdołowani, to w efekcie dostajemy tylko więcej powodów do naburmuszenia i dołowania. Uśmiech może nas uwolnić, zwłaszcza poparty specyficznym wewnętrznym rozweseleniem.

Oto małe ćwiczonko:

Stań przed lustrem, lub postaw sobie mniejsze lusterko na stole, ale takie, w którym swobodnie będziesz widział całą swoją twarz. Uśmiechnij się do siebie. Popatrz sobie głęboko w oczy, uśmiechnij się i powiedz do osoby w lustrze coś miłego. Może być w myślach, może być na głos, jak uważasz, że będzie lepiej tak zrób.

Jeżeli masz problem z uśmiechaniem się do siebie i mówieniem do lustra pozytywnych miłych rzeczy, to znak, że masz fatalną samoocenę i wtedy koniecznie trzeba nad nią popracować.

Przyjmijmy jednak, że umiesz mówić sobie komplementy do lusterka.:) Uśmiechasz się i co? Długo Ci zajęło nim poprawił Ci się choć trochę nastrój? Prawdopodobnie zmianę na lepsze odczułeś niemal natychmiast.

Tak samo działa to z innymi ludźmi – wystarczy jeden życzliwy uśmiech, a wewnętrzne napięcia zaczynają ustępować, ludzie się rozluźniają i łatwiej im jest przywołać u siebie jakieś pozytywne myśli, które zastąpią dotychczasowe dołowanie i napięcie.

Oczywiście nie zawsze jeden uśmiech wystarczy by rozwiązać czyjeś problemy i pozbawić go stresu, aż tak dobrze to niema, ale częste uśmiechnie się do siebie wydatnie pomaga ludziom lepiej radzić sobie z rzeczywistością i swoim życiem.

Pewien człowiek powiedział kiedyś: „Życie jest podobne do lustra: Jeśli się do niego uśmiechasz, jest piękne, gdy spozierasz na nie z ukosa, staje się nie do wytrzymania.”

W Internecie nie możemy się uśmiechać do siebie, ale możemy napisać coś miłego, pozytywnego. Możemy komuś napisać np., że podoba nam się to, co robi, że cieszymy się i jesteśmy wdzięczni. Możemy w jakiś inny sposób wyrazić swój entuzjazm. To nie jest nieważne. To jest szalenie ważne i czasem decydujące dla spraw wagi ogromnej.

Dlatego zachęcam, uśmiechajcie się do ludzi, a jeśli nie możecie, piszcie im to, co normalnie przekazalibyście w życzliwym uśmiechu.

W ten prosty sposób czynimy świat lepszym!

Miłość do drugiego człowieka może być tak łatwo wyrażona, wystarczy malutki wysiłek poruszenia kilkoma mięśniami twarzy i jedna pozytywna myśl wysłana do kogoś – efekt jest zaś przepotężny! I może to właśnie dlatego ludzie uśmiechają się tak rzadko, gdyż z jakiegoś powodu nie chcą sięgać po tak potężną i prostą zarazem technikę. Miast tego wolą skomplikowanymi metodami próbować, ale tylko próbować, naprawiać swoje życie, zamiast się uśmiechnąć..

Pamiętajcie więc o tej wielkiej mocy którą posiada każdy jeden człowiek. Każdy posiada tak silne narzędzie, tak dużą moc, a im bardziej świadomie jej użyje, tym bardziej niesamowite rzeczy się dzieją! Jakie? Eksperymentujcie i sprawdzacie sami. :) Niema nic równie łatwego jak pradawna, Boska technika – Uśmiech. :)

Jakub „Qba” Niegowski

www.jakubniegowski.pl

Moja desidreata – Confiable

Krocz spokojnie pośród zgiełku i pośpiechu, pamiętając jaki spokój można znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.

Prawdę swoją wypowiadaj jasno i spokojnie. Słuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.

Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.

Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Źródłem radości niech będą dla Ciebie zarówno twoje osiągnięcia jak i plany.

Wykonuj swą pracę z sercem, jakakolwiek byłaby skromna, jedynie ją posiadasz w zmiennych kolejach losu.

Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.

Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.

Przyjmuj spokojnie to, co przynoszą ci lata, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.

Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się jednak tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.

Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż drzewa i gwiazdy masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie – wszechświat bez wątpienia jest taki, jaki być powinien.

Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się trudzisz i jakikolwiek są twoje pragnienia, w zgiełku życia pozostań w zgodzie ze swą duszą.

Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.

Bądź uważny. Staraj się być szczęśliwy.

– 1927r. Dezyderata, Max Ehrmann.

——————————————————————-

Życie bez zmartwień

Każdy z nas czasem się martwi; nieraz martwienie się daje pożytek (jeśli myślimy nad tym co wymaga przemyślenia), częściej jednak martwienie się jest złym nawykiem, myśleniem nad czymś czego nie zmienimy, denerwowaniem się, traceniem nerwów i czasu.

Jak przestać się martwić?

* Pogódź się z najgorszym możliwym scenariuszem. Wyjdź z przegranej sytuacji; zadaj sobie pytanie: „Ile mogę teraz zyskać jeśli się postaram?”, zamiast „Ile mogę stracić jeśli się nie postaram?”. Jeśli postawisz problem z perspektywy „ile mogę zyskać?”, nie będziesz się martwić o ewentualną utratę (z którą już się pogodziłeś!), łatwiej przyjdzie Ci koncentrowanie się na działaniu, osiąganiu.

* Pomyśl jakie są szanse, że w ogóle wydarzy się coś czego się obawiasz.

* Jeśli coś się i tak wydarzy (niezależnie od tego co zrobisz) i nie będziesz mieć wpływu jak to się potoczy: NIE MARTW SIĘ. Są ciekawsze i konstruktywniejsze rzeczy do robienia, niż martwienie się tym czego zmienić nie możesz.

Koncentrowanie się na pracy, sukcesach, pozytywach

Patrz w górę, nie w dół. Koncentruj się na wysiłku, pracy, dochodzeniu do celów, sukcesach. Nie na porażkach, trudnościach, upływającym czasie. Z każdej porażki i krytyki wyciągaj lekcje; nie powtarzaj błędów. Nie rozpamiętuj jednak przeszłości – BYŁO – MINEŁO, nie wróci. Zostało już tylko w pamięci.

Patrz w przyszłość – na to co Cię czeka, na to jakie będziesz mieć okazje.

Oddychaj głęboko. Ewolucja wykształciła w nas mechanizm, który powoduje, że przestajemy oddychać w stresie – ukrywając się w krzakach, np. przed niebezpiecznym zwierzęciem, musieliśmy być bezszelestni. Teraz jednak mamy inne zagrożenia; bezdech wciąż jest wywoływany stresem, ale nie pomaga nam radzić sobie z problemami, które go wywołują. Inne czasy, inne problemy, inne metody radzenia sobie z problemami; że wysiłku ewolucji w XX wieku nie zmieniliśmy i wciąż mamy mechanizmy działające nawet u zwierząt, które nie są optymalnym wsparciem w naszej kulturze.

Patrz przed siebie – dosłownie: nie bądź pochylonym, nie patrz w dół, bo wtedy uciskasz tętnice zapewniające dopływ krwi (wraz ze składnikami odżywczymi, tlenem i glukozą) do mózgu. Postawa ciała ma wpływ na to jak się czujesz i kim się czujesz.

Żyj teraźniejszością, carpe diem!

Zbyt często odkładamy życie na przyszłość – „Jak się dorobię to zacznę żyć tak jak chcę”; „Po studiach, gdy znajdę dobrą pracę za granicą i wyemigruje z tego chorego kraju, zacznę żyć, teraz muszę tylko przetrwać”.

Łatwo jest żyć przyszłością, która zawsze będzie dalej niż na wyciągnięcie ręki, a teraźniejszość umyka nam tak szybko iż tego nie zauważamy. Liczymy naiwnie, że za kilka lat na naszym horyzoncie pojawi się coś wspaniałego. Usprawiedliwiamy tym samym własną bezczynność.

Życie jest krótkie; nie odkładaj życia – żyj teraz. Nie mów sobie, że zaczniesz żyć tak jak chcesz od jutra, następnego tygodnia. Zacznij teraz!

Działaj!

„Jesteś znudzony życiem? Rzuć się w jakąś pracę, w którą wierzysz całym sercem; żyj dla niej, umrzyj dla niej, a znajdziesz szczęście, którego nie spodziewałeś się mieć.” – D. Carnegie.

Gdy zdecydujesz się coś zrobić, coś osiągnąć – działaj! Bądź zajęty działaniem, dochodzeniem do swoich celów i marzeń – nie znajdziesz czasu na negatywne myśli (smutek, niepewność, niepokój). Znajdziesz satysfakcję.

Nie szukaj szczęścia – im mocniej go będziesz szukać tym większe nieszczęście znajdziesz.

Wybieraj optymalne rozwiązania

Stoisz przed wyborem jakiejś decyzji? Przeanalizuj ją dokładnie na podstawie wszystkich informacji jakie są Ci dostępne i podejmij na ich podstawie najlepszy – Twoim zdaniem – wybór.

Jeśli później okaże się, że wybór nie był najlepszy: są dwie możliwości:

1. Nie miałeś dostępu do wszystkich informacji lub wystąpił czynnik losowy, którego nie byłeś w stanie przewidzieć – nie martw się więc złą decyzją: podjąłeś najlepszą jaką byłeś w stanie mając dane informacje.

2. Twoja decyzja była błędna, bo źle oceniłeś informacje – pomyśl co dokładnie oceniłeś źle, wyciągnij z tego lekcje na przyszłość.

Nauka z błędów

Czujesz, że w swojej przeszłości popełniłeś mnóstwo błędów, przez to nie jesteś tam gdzie chciałeś dojść?

Życie dało Ci lekcję, nie marnuj jej. Ludzie, którzy na początku swojego życia przypadkiem nie popełnili wielu błędów – popełnią je w przyszłości, tracąc jeszcze więcej. Ty jesteś mądrzejszy o pewne lekcje. Żaden człowiek nie zaszedłby daleko, gdyby nie popełniał błędów – uczymy się na błędach, a kto więcej się nauczył ten jest mądrzejszy i dalej zajdzie. Oczywiście, nie należy powtarzać błędów, ani ich specjalnie popełniać. To nie sama ilość i kaliber błędów nas uczy, lecz lekcja z nich wyciągnięta.

Staraj się też uczyć na cudzych błędach – te nic Cię nie kosztują.

Krytyka innych

Nie krytykuj innych.

Gdy nachodzi Cię chęć krytyki, postaw się w butach danej osoby. Czy na jej miejscu, mając jej możliwości i otoczenie, mając za sobą jej przeszłość i wiedze, zachowywałbyś się inaczej?

Staraj się dawać innym pozytywne informacje zwrotne (np. „Podoba mi się sposób w jaki zaczynasz się uczyć, coraz bardziej systematycznie i z pasją”), zamiast negatywnych („Wciąż uczysz się źle! jak tak dalej będzie to skończysz jako robotnik z łopatą w ręce!”). Negatywne opinie działają negatywnie na drugą osobę: powodują, że traci pewność siebie, wiarę w siebie, energie, poczucie własnego „ja”, wiarę w to, że w ogóle jest sens się starać. Niszczą ją. Obniżają sprawność pracy danej osoby i jej komfort życia. Przy okazji budzą negatywne nastawienie do Ciebie – osoby, od której wychodzą negatywne opinie.

Zostaw krytykę na wrogów, a i na nich szkoda… Twojego czasu.

Pozytywne opinie motywują do lepszego działania („jakbyś tu jeszcze się bardziej starał to już w ogóle byłoby super”, zamiast „wciąż to robisz źle!”).

Jeśli już jesteś zmuszony zwrócić komuś uwagę na błąd: unikaj niekonstruktywnej krytyki („Wciąż to robisz źle!”); staraj się dawać informacje jak dana osoba może się poprawić („Gdybyś tutaj jeszcze trochę to usprawnił to już by było super””).

Gdy jesteś zmuszony skrytykować, zwrócić uwagę na czyjś błąd, staraj się to zrobić pośrednio, niejako przypadkiem („tu jest OK, tam trochę Ci nie wyszło, ale to nic”), przyznając się, że i Ty popełniasz błędy.

Zamiast też mówić wprost – „Robisz to źle!”, lepiej zadać nieoskarżające pytanie – „Czy nie sądzisz, że można by było to zrobić lepiej?”

Odbieranie krytyki

Ludzie są uczuleni na swoje wady występujące u innych (w skrajnym wypadku, w psychologii, mechanizm ten nazywa się projekcja – wręcz przypisujemy innym nasze wady). Jeśli ktoś Cię krytykuje, popatrz czy on sam nie ma tych wad.

Jeśli ktoś neguje Twoje dokonania, nie wierzy w Ciebie – popatrz czy dana osoba nie uważa tak naprawdę tego o sobie; wyparcie (wyparcie się swoich wad, słabości, złych myśli, etc. do podświadomości) oraz projekcja (nieświadome przypisywanie innym własnych wad lub złych myśli) to jedne z najczęściej używanych mechanizmów obronnych ludzkiej psychiki.

Powodem krytyki bywa też czasami zazdrość – im mocniej odstawiasz innych tym bardziej jesteś narażony na krytykę z zawiści, często mocno przesadzoną, czasami całkiem chybioną.

Zastanów się czy krytyka, której doświadczasz, jest słuszna. Jeśli jest – zastanów się nad tym co możesz w sobie zmienić aby ta krytyka stała się nieaktualna za jakiś czas, abyś był lepszym człowiekiem. Wyciągnij z krytyki lekcje.

Jeśli krytyka jest niekonstruktywna, ale zasadna – również zastanów się czego możesz się z niej nauczyć, co w sobie zmienić.

Jeśli krytyka jest nietrafiona (bo ktoś np. nie zna Twojej sytuacji z bliska, ocenia po mylnych pozorach), nie myśl o niej, zapomnij o niej, otwórz parasol i spraw by spłynęła po parasolu niczym brudny deszcz, a na Ciebie nie kapnęła.

Pamiętaj, że wielu ludzi ma wiele kompleksów i tak mocno zaniżoną samoocenę, że jedyny sposób jaki widzą na poprawienie sobie nastroju, i dowartościowanie się względem innych, jest obniżanie wartości innych (zamiast pracowania nad sobą!), tj. krytykowanie innych, negowanie ich starań i zdolności, wytykanie im błędów, itd. – czerpią satysfakcje z kopania innych; są sfrustrowani, więc nie miej im tego za złe, ale ich krytykę odbieraj z przymrużeniem oka. Ludzie w złości podejmują złe decyzje; agresje kierują nieco na ślepo. Krytyka często jest wyrażana ze złości, a więc rzadko jest w pełni celna i słuszna. I działa jak jad, wirus, który Cię zaczyna niszczyć od środka.

Pamiętaj też, że nikt nie jest idealny i w każdym można znaleźć jakieś defekty, ale należy się skupiać na pozytywach.

Odbierając krytykę skup się na argumentach, pomiń zachowanie i emocje. Wysłuchaj spokojnie krytyki do końca, bez przerywania – daj się komuś wygadać, zachowując cisze i spokój. Gdy skończy – zapytaj spokojnie czy ma jeszcze coś do dodania. Przyznaj, że wysłuchałeś krytyki, niekoniecznie wprost („Rozumiem, że jesteś zatroskany moim zachowaniem i nie podoba się ono Tobie.”).

Jeśli ktoś ma racje – przyznaj to! Jeśli ktoś ma racje tylko w niektórych punktach – powiedz „masz rację z …”.

Jeśli krytykę uważasz za niesłuszną – możesz się z nią zgodzić pośrednio, unikiem, rozładowując emocje osoby atakującej.

– Nie masz zielonego pojęcia jak dobrze jeździć samochodem, zobaczysz: w końcu będziesz mieć wypadek!!!

– Ciężko odmówić Ci racji, że mamy inne style prowadzenia pojazdu.

– Jesteś głupi!!! Nie masz pojęcia co znaczy to słowo! (…)

– Rozumiem Twoje zdenerwowanie. Nie jestem nieomylny. Masz jeszcze coś do dodania?

– Nie posprzątałeś znowu pokoju!!! Jesteś beznadziejnym, chaotycznym bałaganiarzem, nikt inny by z tobą nie wytrzymał!!!

– Przyznaję, że mam ostatnio dużo pracy i nie znalazłem dziś czasu aby zrobić porządek, za co Cię przepraszam.

„Jeśli los podsuwa Ci pod rękę cytrynę – zrób lemoniadę!”

Nie walcz z losem – korzystaj z okazji jakie Ci oferuje; zajdziesz wtedy daleko i szybko, bez większego wysiłku. Jeśli będziesz szedł pod prąd – szybko się zmęczysz i daleko nie zajdziesz. Współpracuj z tym co nieuchronne. Stań się trochę… oportunistą.

Wyciągaj z wszystkiego pozytywne strony, które działają na Twoją korzyść (np. krytyka daje Ci informacje nt. tego co możesz ulepszyć, pozwanie Twojej firmy do sądu da jej darmową reklamę, stanie w korku daje Ci okazję pomedytować, etc.)

Przełamuj swoją strefę komfortu

Wychowałeś się w rodzinie, w której były określone zarobki, był określony komfort życia, określony status społeczny. Życie na tym, określonym, pułapie (i powiedzmy ±25%) jest już Tobie znane, swojskie. Jest to Twoja tzw. strefa komfortu (ang. comfort zone). Jeśli z powodu przeciwności życiowych zaczniesz zarabiać znacznie mniej, będziesz czuć się bardziej niekomfortowo, źle, niż wynikałoby to ze stanu rzeczywistego.

Co jest zaskajujące, to to iż nagła okazja do życia znacznie powyżej tego pułapu również postawi Cię w sytuacji niekomfortowej, nawet do tego stopnia iż np. możesz nieświadomie sabotować swoją rozmowę o dobrze płatną pracę w dobrze prosperującej firmie. Sabotować okazje do lepszego życia.

Taki sabotaż własnych wysiłków, ale także okazji jakie daje Ci życie (np. okazji do umówienia się z kimś atrakcyjnym) jest częsty i zwykle nieświadomy. Z jednej strony czegoś chcemy, z drugiej stawia nas to w sytuacji nieznanej, niepewnej, poza granicami naszego poczucia bezpieczeństwa, a przed tym z kolei usilnie broni nas nasza podświadomość.

Być może jest to mechanizm na stałe wpisany w nasz mózg i w geny: być może przez wieki ewolucji jednostki, które trzymały się sprawdzonych, działających rozwiązań, stałej osady, częsciej przekazywały swoje geny; natomiast osobniki przełamujące granice częściej gineły. Być może to ten sam mechanizm, który powoduje, że mamy lęk wysokości i instynktownie oddalamy się od krawędzi zbocza.

Najlepszą bronią przeciwko nieświadomemu samo-sabotażowi jest zdawać sobie sprawę iż każda nowa sytuacja, jeśli ma szanse znacznie poprawić nasz byt, zbudzi opór w jakieś głębokiej sferze naszego umysłu i może nas pchnąć do samo-sabotażu: wprost (np. poprzez narośnięcie negatywnych emocji i ucieczkę) lub pośrednio (np. poprzez zwiększony stres, który spowoduje iż wszystko zepsujemy).

Relacje z innymi

Nie rób niczego, w kontaktach międzyludzkich, co będzie działać na Twoją niekorzyść (np. nie krytykuj nikogo o ile nie odniesiesz z tego wymiernej korzyści, przy czym sama satysfakcja jest kiepską korzyścią – pewnie minie dużo szybciej niż negatywny stosunek drugiej osoby do Ciebie; nie mów nikomu niczego co pozwoli o Tobie myśleć negatywnie, itd. – o ile nie musisz lub nie odniesiesz z tego większej korzyści niż strat).

Na ogół lepiej powiedzieć zbyt mało niż zbyt dużo; brak informacji o Tobie zwykle działa na Twoją korzyść: np. wywołuje pozytywną ciekawość Twoją osobą.

Zawsze możesz udzielić więcej informacji, lecz wypowiedzianych zdań już nie cofniesz.

Nie krytykuj innych dla samej satysfakcji „dokopania komuś” – to Ci nic nie da na dłuższą metę, a wywoła negatywny stosunek do Ciebie; krytyka wróci do Ciebie niczym bumerang. Wypuść negatywne emocje, nie w kogoś, lecz „w powietrze” czy rzeczy martwe. Z powodu ewolucji człowiek ma m.in. negatywne emocje, ale to nie znaczy, że ma nimi rzucać na prawo i lewo. Nie tłum jednak emocji w sobie, chyba że chcesz mieć nerwicę i depresje.

Nie ukazuj nigdy nikomu swojej niepewności w jakiejkolwiek kwestii. Żadnych trzykropek, żadnego dawania znać, „nie wiem co robić…”.

 

Staraj się nie brać od nikogo żadnych podarków wciskanych Tobie do ręki jeśli nie są (i nie będą) Tobie potrzebne – nie czyń sobie zbędnego długu u innych za coś co i tak wyrzucisz do śmieci.

Gdy komuś wyświadczysz przysługę i usłyszysz „Bardzo Ci dziękuje, jak mógłbym się Tobie odwdzięczyć?” nie przesadzaj z formułkami grzecznościowymi typu „nie ma za co” i „ależ nie masz u mnie żadnego długu”. Dług wdzięczności drugiej osoby może Ci się przydać w przyszłości – nie pozbywaj się go pochopnie.

Nie wywołuj wobec siebie negatywnych postaw i emocji innych.

Bądź skromny; nawet jeśli uważasz, że jesteś w czymś od kogoś lepszy – nigdy tego nie ukazuj, to by tylko zaspokoiło Twoją próżność i nie dało żadnych innych korzyści.

Nie daj nikomu odczuć, że masz słabości, wady, potrzeby. Ludzie cenią i zbliżają się do tych, którzy wydają im się silni, bezproblemowi i radzą sobie z każdą sytuacją. Lgną do takich ludzi nawet nieświadomie – to instynkt nas pcha do tych, którzy mogą zapewnić nam bezpieczeństwo i wsparcie.

Przykład: jest Ci samotno, chcesz się spotkać z przyjaciółką. Nie mów jej jednak: „Jest mi smutno, chciałbym żebyś się ze mną spotkała, znajdziesz dla mnie dzisiaj czas?” bo to da jej do zrozumienia, że potrzebujesz czegoś od niej (co budzi jej negatywną postawę), ujawni Twoją słabość, a także (jeśli się zgodzi z Tobą spotkać) spowoduje, że obydwoje będziecie czuli, że masz wobec niej dług.

Jeśli więc pragniesz się z kimś spotkać, lepiej jest np. powiedzieć: „Dzisiaj będę na rynku, będę miał chwilę czasu. Wiem, że ostatnio masz problemy – może zechcesz ze mną wypić piwo czy kawę i porozmawiać? Jeśli to by Ci pomogło to chętnie się z Tobą spotkam.” – to wywoła pozytywny stosunek do Ciebie i niewymuszoną chęć spotkania.

Innymi słowy: nie tylko ukrywaj swoje wady, potrzeby, słabości, ale wręcz „projektuj” je na innych. Staraj się im pomóc. A oni pomogą Tobie, nawet nie pozwalając Ci zdążyć powiedzieć „pomóż mi”.

Niektórzy ludzie powiedzą Ci, że lubią pomagać, że lubią jak czasem ktoś ich potrzebuje, że wcale nie szukają osób silnych, bez wad, etc. Na poziomie świadomym może tak być, ale jest też podświadomość. Wydaje się nam, że jesteśmy ponad nasze instynkty – możemy je kontrolować, ale nie możemy zniewelować ich wpływu do zera.

Pamiętaj, że słowa nie przekazują myśli w sposób dokładny. Nawet jeśli ktoś mówi, że coś myśli to nie znaczy, że jego podświadomość tak myśli – w podświadomości tkwią w nas zwierzęce instynkty i dążenie do przetrwania m.in. poprzez zbliżanie się do silnych ludzi, bez słabości, którzy są gwarantem naszego bezpieczeństwa. Nasza podświadomość wcale nie jest skomplikowana, dąży do przekazania genów następnym pokoleniom, wyeliminowania innych, słabszych jednostek gdy następuje przeludnienie, itp. Rządzą nią proste zasady i popędy, które mają nadbudowę w postaci naszej świadomości, wpojonych nam zasad, etc.

Czasami jednak warto ukazać swoje słabości, nie te prawdziwe, lecz zmyślone. Niech inni (w tym Twoi wrogowie) gryzą Cię w Twoje dobrze chronione punkty. Niech sobie połamią zęby, Haniu ;-)

Postaw się czasami w butach obcej osoby – w ten sposób znajdziesz się 100 mil dalej nosząc czyjeś buty – (to cytat anonimowej osoby, ale jakże prawdziwy – ludzie są egocentryczni, wiele nauczyliby się o świecie próbując się postawić na miejscu innych, ujrzeć świat ich oczyma).

Jeśli jesteś zmuszony sytuacją (np. podczas rozmowy kwalifikacyjnej) przyznać się do czegoś co działa na Twoją niekorzyść (np. niskie wykształcenie, marna poprzednia praca, etc.) – przyznaj się otwarcie, szczerze, pewnym głosem, nie okazując iż uważasz tego za swoją wadę czy słabość. To jakie Ty masz podejście do danego aspektu Twojej historii, czy osobowości, przekłada się na to jak ktoś inny to odbierze. Jeśli ze wstydem, niepewnym głosem powiesz: „mam tylko średnie… nie udało mi się dostać na studia…” zabrzmisz jak osoba przegrana, niepewna siebie, mierna. Jeśli powiesz pewnym siebie głosem „mam wykształcenie średnie” i np. dodasz „nie miałem czasu na studia, jest w życiu tyle ciekawych zajęć” – wypowiesz dokładnie ten sam fakt, ale tym razem zabrzmi on wręcz jako Twój atut, zaleta.

Nie okazuj przesadnych emocji. Uśmiech? OK. Złość, agresja, smutek? NIE!

Szanuj innych, a sam będziesz szanowany. Szanowanie nie oznacza ulegania. Szanowanie znaczy docenianie czyjegoś czasu, tolerowanie czyichś opinii (nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy, choć mamy też prawo wyrazić własne), nie mówienie „mylisz się” bez podawania argumentów.

Nikomu niczego nie obiecuj.

Popełniłeś błąd w relacji z kimś? Szybko i otwarcie przyznaj się do tego tej osobie. Buduj mosty, nie zostawiaj za sobą zgliszczy.

Słuchaj innych więcej niż mów. Słuchaniem czegoś się uczysz i tworzysz pozytywną więź drugiej osoby z Tobą. Mówieniem zaspokajasz własną próżność.

Wspólnie z kimś doszedłeś do jakiegoś pomysłu? Nie przywłaszczaj sobie tego pomysłu, powiedz raczej, że to pomysł tej drugiej osoby. Lepiej na tym wyjdziesz. Pewne rzeczy, które dajesz innym wracają później do Ciebie z procentem, a dawanie niektórych rzeczy nic Cię nie kosztuje.

Sugerując coś komuś: spraw, aby myślał, że to jego pomysł. Nawet najlepsze pomysły są ignorowane przez innych jeśli są wypowiedziane słowami „Mam ten genialny pomysł! Musimy to zrobić!”. Słowo „musimy” rodzi bunt, awersje. Jeśli zadasz komuś pytanie „Czy nie rozsądnie byłoby zrobić to? Co o tym myślisz?” sprawisz, iż ktoś odniesie wrażenie, że ma wpływ, współudział w danym pomyśle, zaangażuje go to i łatwiej się na niego zgodzi.

Ludzie robią innym na złość i pociąga ich to czego robić nie mogą. Uczynienie danego środka nielegalnym (np. narkotyku) to najsprytniejszy sposób na wywołanie zainteresowania nim. Korzystaj więc z przewrotnej ludzkiej natury. Następujące słowa skierowane do osoby o płci przeciwnej:

„Nie zaurocz się we mnie przypadkiem. Choć pewnie i tak tego nie zrobisz, bo wiem że nie lubisz się pakować w problemy.” są bardzo przewrotne i przebiegłe, a skutek czasami jest odwrotny.

Okaż zainteresowanie drugim człowiekiem – nie ważne czy to śmieciarz czy prezydent – ludzka natura, niezależnie od wykształcenia, statusu i inteligencji, jest próżna. Lubimy gdy inni się nami interesują, w pewnych granicach oczywiście (zbyt duże zainteresowanie może wystraszyć daną osobę).

Uśmiechaj się do ludzi – to budzi sympatie.

Nie używaj słów typu 'dzięki’ (lecz 'dziękuje’), nie przeplataj jednego języka z drugim (np. wstawki w j. ang. w wypowiedzi w j. pol.), nie używaj „sh” zamiast „sz”, nie używaj w jednym zdaniu więcej niż 3 znaków zapytania, ani więcej niż 3 wykrzykników!!!!!!! Ogólnie: bądź dbały o mowę i pisownie. Wypowiadaj się wolno – szybkie mówienie kojarzy się z nieprzemyślaną paplaniną. Ludzie oceniają (nawet nieświadomie) po pozorach, a jednym z pozorów jest sposób w jaki się wypowiadasz. Ich ocena Ciebie ma wpływ na Twoją samo-ocenę, a ta na Twoje samopoczucie i produktywność.

Imię człowieka jest zwykle najmilszym słowem jakie dla niego istnieje. Używaj czasami imienia rozmówcy w rozmowie jeśli chcesz, aby obdarzył Cię sympatią i zaufaniem.

Jeśli rozmawiasz z kimś dla egoistycznych celów (tj. np. chcesz by dana osoba Cię polubiła), a nie chcesz wynieść z danej rozmowy informacji dla siebie (lub dana osoba i tak nie wie nic co Cię interesuje): staraj się poruszać tematykę, która interesuje Twojego rozmówce; zaspokoisz tym jego próżność, wzbudzisz sympatie.

Staraj się spowodować, żeby dana osoba poczuła się przy Tobie ważna, wyjątkowa – to wzbudzi jej sympatię do Ciebie. Ale nie przesadzaj i absolutnie nie daj odczuć drugiej osobie, że mocno Ci na niej zależy. No, chyba że w bardzo bliskim związku (partner, którego darzysz miłością).

Ludzie mają tendencje do doceniania tego co jest niedostępne, co nie przychodzi im same do ręki. Gdy komuś na nas mocno zależy – ktoś jest dla nas na wyciągniecie ręki – nie doceniamy tego. Dlatego za nikim nie szalej, spraw by to innym zależało na Tobie. Paradoksalnie: Twoja niedostępność (w rozsądnych granicach) może okazać się kluczem do zainteresowania sobą kogoś na kim Ci zależy.

Zamiast rozkazywać (jeśli musisz wydać polecenie), staraj się zadawać pytania. „Zrób to!” -> „Może byś zrobił to?”.

Ludzie nie lubią mieć kogokolwiek nad sobą, a chętnie wykonują pracę gdy wydaje im się, że to oni zdecydowali, że będą ją robić (a „polecenie” może być ukryte w pytaniu, wymuszona odpowiedź powoduje, iż ktoś myśli, że sam podjął decyzje, iż coś zrobi)

Unikaj głupich ludzi (tj. mało-inteligentnych, nie mało-wiedzących). Lepiej mieć inteligentnych wrogów niż głupich przyjaciół.

Nie czyń sobie wrogów, lecz sprzymierzeńców.

Nie złość się na swoich wrogów – złość na nich zaszkodzi tylko Tobie. Nie trać ani chwili na myślenie o ludziach, których nie lubisz. Nie trać czasu na żadne zemsty, etc. – takim działaniem robisz krzywdę przede wszystkim sobie, a agresja którą byś wyrzucił z siebie znowu by wróciła – druga osoba zemściłaby się za Twoją zemstę. Ignoruj ich – w ten sposób wyświadczysz sobie przysługę (będziesz mieć więcej czasu i stracisz mniej nerwów) i szybciej wykończysz ich samych. Postaw się z drugiej strony: jeśli Twój wróg teraz zaciska zęby ze złości na Ciebie: niszczy sobie szkliwo, traci nerwy i czas – nienawiść do Ciebie i Twoje niewzruszenie niszczy go.

Wyrażając swoje opinie używaj słów typu „Wg mnie…”.

Wypowiedź bez uwagi, że to Twoja subiektywna opinia („Aborcja powinna być zabroniona!”) budzi negatywny stosunek do Ciebie i tego co mówisz, szczególnie jeśli Twój rozmówca nie podziela Twojej opinii. Nie bądź arogancki jeśli nie wyniesiesz z tego pożytku.

Wyrażając swoje życzenie, pragnienie, zawsze staraj się uargumentować: „… bo …”, „… ponieważ …”.

Często to co po słowie „bo” nie ma już znaczenia, ale istnienie w prośbie słowa bo działa magicznie.

Jeśli ktoś Ci przeszkadza – zajmuje Twój czas, asertywnie daj do zrozumienia, że masz do wykonania pracę; powiedz np. „niestety, ale muszę już wracać do pracy”. Nikt nie poczuje się odrzucony, ani nie będzie Cię dłużej zatrzymywał, jeśli usprawiedliwisz, że wracasz do pracy, a nie np. do oglądania TV. Jeśli jakiś Nowak wciąż będzie natrętny powiedz „Do widzenia Panie Nowak”, formuła żegnająca jest dość mocnym (ale wciąż kulturalnym) akcentem dającym do zrozumienia „idź już sobie”.

Wpływanie na innych

Oto główne sposoby wpływania na innych; mówiąc wprost: manipulacji. Uważaj z nimi – jeśli ich nadużyjesz – wywołasz do siebie antypatie. Zrozum jak one działają (aby umieć się przed nimi bronić) i staraj się ich sam nie wykorzystywać. Zdecydowanie nie korzystaj z tych metod na osobach, z którymi na utrzymaniu dobrej relacji Ci zależy.

* Reguła wzajemności: wywołanie poczucia zobowiązania drugiej osoby. Przykład: dajesz drobny (nawet symboliczny) prezent drugiej osobie, tak żeby wyglądało to na altruistyczną intencje („chcę Ci to dać, bo Cię lubię”), później prosisz ją o jakąś przysługę. Ciężko będzie jej odmówić, gdyż będzie czuła, że ma wobec Ciebie dług, który wypada spłacić.

* Reguła sympatii: łatwiej jest nam zaakceptować prośby od osób, które są podobne do nas i które darzymy sympatią. Przykład: osoba stara się wpierw wzbudzić Twoją sympatie do niej, wykazuje jak bardzo jesteście do siebie podobni. Później pyta się o jakąś przysługę. Bliskim (również w znaczeniu emocjonalnym) ciężko odmówić, prawda?

* Reguła zaangażowania: jeśli ktoś podejmie błędną decyzje i zacznie brnąć nienajlepszą ścieżka – ciężko będzie mu zawrócić. Mamy tendencje do trzymania się naszych wyborów, nawet tych nienajlepszych. Człowiek, który idzie ulicą, nagle zawraca i idzie w przeciwnym kierunku (bo zdał sobie sprawę, że nie ma sensu iść tam gdzie właśnie szedł) wygląda dla innych jak wariat i on też by się dziwnie czuł ukazując taką niekonsekwencje. Jeśli więc ktoś podjął jakąś decyzje, która jest Tobie na rękę, a z której chce się teraz wycofać – możesz względnie łatwo przekonać daną osobę, że teraz głupio by było, żeby cała praca w tym kierunku poszła na marne.

* Reguła malejących próśb: Odmowa spełnienia naszej prośby budzi wyrzuty sumienia, które sprzyjają nam przy wypowiedzeniu następnej prośby. Można poprosić kogoś o coś poważnego, na co wiemy że się nie zgodzi, aby po chwili wypowiedzieć to na czym tak naprawdę nam zależy („a może chociaż zgodzisz się na …?”).

Przykład: Damian chce wrócić do domu dopiero o 23.

– Mamo! Mamo! Czy mogę do domu wrócić o 23?

– Damianku… nie, proszę Cię wróć przed 22.

Porażka! Oto ta sama scena rozegrana z wykorzystaniem reguły malejących próśb:

– Mamo! Mamo! Czy mogę zostać u Moniki na noc?

– Damianku… nie, proszę Cię: wróć na noc.

– Mamo.. a mogę chociaż być do 23?

– No dobrze…

Sukces! Mama Damiana miała wyrzuty sumienia, że nie zgodziła się spełnić pierwszej prośby syna, głupio jej też było odmawiać wszystkim życzeniom syna.

* Ocenianie po pozorach: gdy nie mamy o czymś dużej ilości informacji – używamy tych co mamy. Mówi się wtedy, że oceniamy po pozorach. Kupując używany samochód zwracamy uwagę nawet na to czy jest umyty – po tej błahej informacji oceniamy czy właściciel dbał o samochód. Spotykając zadbanego człowieka w garniturze, oraz kogoś nieuczesanego, nieogolonego… jak myślisz, kto wzbudzi w Tobie większą ufność? A przecież to pozory, które stosunkowo łatwo zmienić!

* Reguła doceniania tego co ciężko dostępne: doceniamy to co utraciliśmy, to co właśnie tracimy lub widzimy, że możemy wkrótce utracić. Doceniamy (a często przeceniamy) też to co jest trudne do zdobycia. Przykład: wchodzisz do sklepu i na wystawie widzisz coś co chciałbyś kupić, lecz się wahasz. Po chwili widzisz, że ktoś kupuje tę rzecz, a ekspedientka mówi „och, teraz nam został już tylko ostatni egzemplarz, na wystawie”. Pomoże Ci to w zdecydowaniu się na kupno, prawda?

* Podążanie za innymi: gdy nie wiemy jak się zachować, co robić: patrzymy na ludzi obok nas i ich naśladujemy. Na słabsze jednostki działa to nawet wtedy gdy powinny wiedzieć jak się mają zachować. Przykłady: śmiech – jeśli ktoś powie kawał, którego nie zrozumiemy, lecz inni się zaczną śmiać – pewnie i my się roześmiejemy, wręcz głupio byłoby odstawać od reszty; będąc w obcej nam sytuacji (np. wizyta w kościele obcego nam wyznania, wizyta u ludzi z innej kultury, innej części świata) patrzymy na innych i zachowujemy się jak oni; słowa w reklamie „Już 12 milionów ludzi kupiło nasz produkt” wywołają u wielu osób myślenie „Tyle ludzi się na to zdecydowało, to musi być dobre, więc ja to też chce”.

* Podążanie za autorytetami: jeśli to same zdanie wypowie śmieciarz oraz dr hab. wykładający na uniwersytecie, to oczywiście… Osoba, która wypowiada dane zdanie może mieć większy wpływ na to jak odbierzemy dane zdanie, niż sama treść zdania! Nawet jeśli coś jest całkowicie bez sensu, lecz jest wypowiedziane przez autorytet – przez kogoś kogo uważamy za osobę mądrzejszą od nas samych, nie zanegujemy tego łatwo.

* Reguła względności: Nasze oceny są względne, tzn. cokolwiek oceniamy przyrównujemy do tego co znamy, co widzimy. Przykład: w sklepie elektronicznym stoją 3 zestawy DVD, różnej klasy. Najdroższy i najlepszy kosztuje 800zł. Wchodzimy do innego sklepu, tutaj tamten („najdroższy i najlepszy”) jest najgorszym i najtańszym, kosztuje też mniej (mimo, że to ten sam model) – 700zł. Kupimy go skoro jest tańszy? Raczej nie. W naszych oczach straci na wartości gdy ujrzymy lepsze modele.

Jaka z tego lekcja? Np. pokazujemy klientowi specjalnie gorszy towar o wysokiej cenie. Klient się zastanawia… Po chwili mówimy: „ach, przypomniało mi się, że mam tu coś znacznie lepszego prawie w tej samej cenie!”. To działa jak haczyk na ryby. Jeśli jeszcze wzbogacimy trick o wykorzystanie zasady „doceniania tego co ciężko dostępne” i regułę „podążanie za innymi”, słowami: „ale to ostatni egzemplarz, tyle ludzi już go kupiło” to mamy bankowego klienta. Nie ważne, że na zapleczu mamy jeszcze dużo takiego towaru. Niemoralne? Ale używane! Nie każdy sprzedawca ma serce Matki Teresy i altruizm Czerwonego Krzyża. Miej to na uwadze kupując coś w sklepie, nie daj z siebie zrobić ofiary.

Inne metody manipulacji

Mówi się, że statystyki są trzecim rodzajem kłamstw. Statystyki nie są jednak subiektywne, natomiast sposób prezentacji i prezentowane wnioski z nich wyciągnięte bywają manipulacją.

Ta sama informacja przedstawiona innymi słowami może być całkowicie inaczej odebrana.

Metoda „korelacji” jest chyba najczęściej stosowaną metodą manipulacji statystykami – na ironie: nierzadko osoby, które podają daną informacje same nie są świadome bzdurnego wniosku jaki wyciągają ze statystyk.

Przykład: jakiś czas temu przeprowadzono badania naukowe sprawdzające jak długość snu wpływa na długość życia.

Okazało się, że Ci którzy śpią krócej żyją dłużej (w znaczeniu lat życia, a nie tylko czasu spędzonego w stanie świadomości).

Prosty (i błędny!) wniosek jaki się nasuwa z powyższej informacji: śpijmy krócej, bo tak jest zdrowiej.

Problem polega na tym, że korelacja nie oznacza związku przyczyno-skutkowego! Korelacja większej śmiertelności z dłuższym snem może wynikać z wielu innych czynników, m.in. faktu że ludzie chorzy (często nieuleczalnie) mają osłabiony organizm i spędzają więcej czasu w stanie snu.

Ta sama informacja może być przedstawiona na różne sposoby – można ją „wybielić”, można zaciemnić. Czasami wystarczą same emocje. Prezenter w TV mówiący z oburzeniem o uczestnikach jakieś manifestacji może przelać negatywny stosunek widza na uczestników danej manifestacji. To nic, że widz – gdyby nie emocjonalna reakcja prezentera i niepełne informacje o manifestacji – mając pełne dane pomyślałby coś całkiem innego.

Ludzie mają tendencje do przejmowania emocji rozmówcy: zacznij się denerwować i krzyczeć na rozmówcę: prawie na pewno wzrośnie mu tętno i za chwilę też będzie krzyczeć na Ciebie. W ten sposób można w innych wzbudzać określone emocje i postawy. Emocje są potężną bronią, której nie doceniamy, myśląc naiwnie, że naszym racjonalnym umysłem kontrolujemy wszystkie sfery naszej psychiki. A jakże łatwo nas czasem wyprowadzić z równowagi i sprawić by to emocje wzięły w nas góre nad zdrowym rozsądkiem.

Odpowiednio zadane pytanie sugeruje odpowiedź. Jeśli nauczyciel powie „Kto nie chce mieć dzisiaj klasówki ręka do góry” to inna ilość będzie przeciwko klasówce niż gdyby powiedział „Kto chce mieć dzisiaj klasówkę ręka do góry”. Jeśli zadajesz komuś pytanie licząc, że odpowie tak, a nie inaczej: zasugeruj odpowiedź w pytaniu, spraw by inna odpowiedź (niż ta, która jest Ci na rękę) zabrzmiała głupio, wywołała wstyd czy poczucie winy.

Kłótnie

Jest w nas pewna siła fatalna: skłonność do kłótni, agresji, atakowania innych. W psychologii takie zachowania nazywają się acting-out – wyładowujemy nasze negatywne emocje na innych i jest to nasza ludzka natura. Kilka tyś. lat temu przeżyły te osoby, które wykończyły inne, słabsze, samemu przekazując geny następnym pokoleniom. To dlatego w człowieku jest tyle złości i „zła” – samo dobro odpadło podczas ewolucji; szczęście również – osoby, które były szczęśliwe nic nie robiły i nie przekazywały genów następnym pokoleniom.

Najlepszym sposobem na wyciągnięcie maksimum z kłótni jest unikanie kłótni. Kłócenie się jest jak startowanie w para-olimpiadzie – z góry jesteś skazany na przegraną, bo wygrana w niej to tylko wykazanie własnej ułomności.

Memy – wirus umysłu

Memami nazywa się odpowiednik genów w naszej psychice – pomysły, myśli które są kopiowane. Memy są samolubne, podobnie jak geny, tj. dążą do replikowania się. Kopiowane nie są te najlepsze (z naszego, subiektywnego punktu widzenia), lecz te które łatwo wpadają ludziom do głów. Dobrym przykładem są tutaj religie – wiara w to, że żyjemy po śmierci – taki mem trafia na podatny grunt, bo chcemy abyśmy żyli wciąż po śmierci. Jak bardzo potężne są memy? Spójrz na ilość ludzi religijnych. Memy to jednak nie tylko religia, lecz… wszystko. Każda nasza myśl, którą możemy przekazać drugiemu człowiekowi, jest memem. Stwórz odpowiedni mem i puść go w świat – będzie żył dłużej niż Ty i być może wejdzie w psychikę milionów ludzi i setek następnych pokoleń.

Pamiętaj też, że niewielka akcja może wzbudzić olbrzymią reakcje. Kulka śniegowa puszczona z dużej góry może szybko stać się olbrzymią kulą, która zabije 10 turystów, podobnie jak krzyk w górach może wywołać lawinę; odkrycie pozornie błahej substancji może diametralnie zmienić ten świat. Błaha rzecz, którą powiesz swojemu znajomemu może zostać przez niego przekazana jemu matce, ta może powiedzieć jej przyjaciółce, … postęp jest często lawinowy, niektóre memy kopiują się niczym wirus.

Pamiętaj, że Twoja niewielka akcja teraz może w olbrzymi sposób wpłynąć na świat za 100 lat. Np. spóźnisz się na autobus, kierowca poczeka na Ciebie wstrzymując autobus na przystanku o 20 sekund, później na drodze autobus będzie 50 metrów do tyłu i nie weźmie udziału w wypadku samochodowym nie zabijając osoby, która później okaże się ojcem matki osoby, która wywoła III wojnę światową, a brak III wojny światowej (w której doszłoby do wybuchu bomby zmiatającej z powierzchni ziemi 95% ludności) będzie miał jeszcze bardziej kolosalny wpływ na cywilizacje za 500 lat, bo wszystkie wydarzenia, które inaczej się potoczyły będą się potęgować z czasem.

Ten świat jest mechanizmem, w którym jeden inaczej działający tryb może wywołać lawinę zmian. Niczym domino. Uważaj więc, który klocek przewracasz i jakie memy puszczasz w świat. Jesteś jednym z 6 miliardów ludzi na tej planecie, ale masz spory wpływ na ten świat. Postaraj się, żeby to był pozytywny wpływ i abyś na łożu swojej śmierci miał czyste sumienie i myśli „byłem dobrym człowiekiem”.

Schematy

Schematy prześladują nas na każdym kroku – powodują, że często funkcjonujemy niczym roboty robiąc coś niejako automatycznie, z rutyny.

Schematy zachowania to wpojone nam zasady kultury, ale też np. wizerunek rodziny – nie ważne jak dobra/zła była sytuacja w Twoim domu, w Twoim dzieciństwie, i nie ważne jak bardzo wydaje Ci się, że nie powtórzysz błędów rodziców. Dziecko alkoholików będzie miało tendencje do alkoholizmu. Córka agresywnego ojca będzie podświadomie szukać agresywnego partnera, który będzie jej przypominał wzorzec męża wyniesiony z domu – tj. własnego ojca. Dziecko z rozbitej rodziny nie będzie w stanie utrzymać rodziny, gdyż nawet nie wie jak taka rodzina wygląda od środka, jak funkcjonuje na co dzień.

Schemat rodziny masz wpojony głęboko – zapewne myślisz, że przed nim uciekniesz, używając racjonalnego umysłu. Powodzenia. Nie mniej jednak zdaj sobie sprawę z istnienia schematów – świadomość tego gdzie, w czym tkwi problem będzie Ci pomocna. Bądź świadomy z czym walczysz.

Schematy to memy. Schematami są też Twoje zachowania i cechy: np. nieśmiałość, śmiałość, pewność siebie czy niepewność, itd. Bądź wolny, pozbądź się schematów. Przynajmniej do tego dąż.

Nieśmiałość

Umysł szuka jednocześnie pozytywnych, przyjemnych bodźców, jak i unika negatywnych, nieprzyjemnych. Niestety, perspektywa bliskich negatywnych bodźców (np. odrzucenia) przyćmiewa zwykle dużo ważniejsze pozytywy, które są bardziej odległe w czasie. Okazje (m.in. na poznanie ciekawych ludzi) przechodzą nam więc koło nosa.

Na nieśmiałość ma też wpływ niska samo-ocena i brak pewności siebie.

Samo-ocena jest nie mniej ważna niż to jak wyglądasz i kim jesteś – Twoja samo-ocena przekłada się na to jak odbierają Cię inni. Wyrzuć ze swojej głowy zdania „jestem nieciekawy”, „pewnie się jej/mu nie podobam”, etc. – takie myśli są samo-spełniającą się przepowiednią, ponieważ podświadomie dążysz do tego, aby spełniło się to w co wierzysz. Co więcej – szukamy potwierdzenia tego w co wierzymy. Jeśli więc będziesz myśleć negatywnie (’nie podobam się tej osobie”) to możesz nawet neutralne informacje niewerbalne od tej osoby odebrać (błędnie!) jako wyrażające niechęć do Ciebie.

Praktyka czyni mistrza: jeśli np. nigdy nie podrywałeś obcej kobiety na ulicy to nie licz, że pierwszy Twój debiut będzie w 100% udany – nikt z nas nie urodził się z takimi umiejętnościami, są one nabyte, wyuczone – m.in. na błędach. Jeśli nie wyjdzie Ci „zagadanie do kogoś” spróbuj się na chwile postawić na miejscu drugiej strony – jak siebie samego widzisz oczami danej osoby? Co było źle? Co mógłbyś poprawić w swoim zachowaniu?

Naucz się znosić swoje pomyłki i chwilowe przegrane. Młody ptak zanim wzleci wysoko w powietrze wpierw wiele razy się potyka. Każdy błąd czegoś go jednak uczy i ptak w końcu wzlatuje. Ty też możesz wzbić się wysoko o ile przezwyciężysz w sobie strach przed drobnymi upadkami. W każdym aspekcie życia, nie tylko w pokonywaniu nieśmiałości. 

Mowa ciała

Kontakt wzrokowy

* unikanie – niepewność siebie i/lub podporządkowanie i/lub chęć ukrycia myśli, informacji lub chęć odejścia

* 25% – zainteresowanie

* 90% – zainteresowanie seksualne

* 100% – agresja

Rozszerzone źrenice oznaczają zainteresowanie, poza tym wyglądają atrakcyjnie u osobnika płci przeciwnej.

Jeśli kobieta spuszcza wzrok w dół, potem patrzy na boki: pewnie jest Tobą zainteresowana. Jeśli od razu patrzy na bok, bez spuszczania wzroku – są mniejsze szanse, że interesuje się Tobą.

Głowa

Po wychyleniu głowy (do przodu, w kierunku rozmówcy, na bok lub do tyłu) można rozpoznać nastawnie: im bardziej głowa nachylona w kierunku rozmówcy (i nie na bok) tym nastawienie jest bardziej pozytywne. Podobnie z innymi częściami ciała (ręce, nogi) – wychylone w kierunku rozmówcy oznaczają pozytywne nastawienie.

Podbródek podparty na palcach oznacza krytyczne nastawienie. Głowa podparta na rękach wyraża znudzenie.

Dłonie, ręce

Dłonie otwarte wyrażają szczerość, otwartość, uspokojenie.

Im mocniejszy uścisk dłoni tym, zazwyczaj, osoba bardziej pewna siebie, mniej podporządkowana.

Ręce wyciągnięte w kierunku rozmówcy (np. położone na stole) oznaczają pozytywne nastawienie, otwartość, zgodę. Ręce ukryte (np. w kieszeni) zdradzają chęć ukrycia czegoś.

Ręce założone „na krzyż” oznaczają negatywne, obronne nastawienie.

Uwodzenie płci przeciwnej

Jest proste – jeśli znamy kilka zasad.

Pomyśl na chwilę, że człowiek to małpa. Pomyśl jakich cech u płci przeciwnej będzie nakazywał szukać instynkt samcowi, a jakie samicy. Te same instynkty są w nas, choć nasza kultura je tłumi, a nam wydaje się, że jesteśmy ponad nie.

Kobieta szuka kogoś kto zapewni jej bezpieczeństwo, wsparcie, ochroni ją i dzieci przed niebezpieczeństwem, zapewni im dobrobyt.

Mężczyzna szuka kobiety, która zapewni mu potomstwo – a im jest ładniejsza i zdrowiej wygląda tym podświadoma ocena jej płodności wypada lepiej.

Wykrywanie kłamstw, wyciąganie prawdy

Kłamca:

* unika kontaktu wzrokowego (choć może to oznaczać zaledwie brak pewności siebie lub chęć ukrycia jakichś faktów)

* unika gestykulacji, a jeśli już poruszy, np. ręką lub nogą, to ruch ten jest nienaturalny

* brakuje mu synchronizacji mowy i gestów, lub jego gesty i mowa zaprzeczają sobie wzajemnie

* broni się przed zarzutami o kłamstwo; osoba, która mówi prawdę, oskarżona o kłamstwo, zwykle przejdzie do ataku

* częściej używa słów rozmówcy w kłamstwie. – „Kochasz mnie?”; – „Tak, kocham Cię”. – „Oszukujesz mnie?; – „Nie oszukuje Cię”.

* stara się unikać ciszy, paplając ile się da

* nie mówi danej informacji wprost, lecz ją implikuje („przecież wiesz, że tak było” zamiast „tak było!”)

* zwykle myśli dłużej nad odpowiedzią

* oskarża łatwiej innych o kłamstwo (w psychologii to tzw. projekcja)

* czuje się lepiej po zmianie tematu

Sposoby na wyciągnięcie prawdy:

* zadaj jasne i krótkie pytanie wprost, bez wcześniejszego uprzedzenia tematu, aby dana osoba nie miała czasu na przygotowanie zmyślonej odpowiedzi

* pytaj łagodnym głosem, bez oskarżania, nawet jeśli spodziewasz się kłamstwa

* nie ukazuj tego co już wiesz – aby móc sprawdzić czy dana osoba mówi coś co się zgadza z tym co już wiesz, czy może kłamie na całej linii

* jeśli podejrzewasz, że właśnie zostałeś okłamany – po chwili ciszy zadaj pytanie „Naprawdę?” i spójrz danej osobie prosto w oczy, obserwuj jej mowę ciała

* Zadaj niewinne pytanie, np. „Czy coś ciekawego się wydarzyło wczoraj rano?” – odpowiedź „Czemu pytasz?” sugeruje zaniepokojenie drugiej osoby, zwykle nie bez powodu.

* Oskarż niewprost, np. „Potrzebuje Twojej rady: Wydaje mi się, że ktoś w naszej firmie wykrada materiały eksploatacyjne z magazynu, nie wiesz co można by z tym zrobić?”, „Podobno ktoś w naszej firmie pije alkohol podczas pracy. Nie wiem jak dyplomatycznie podejść do tej osoby – może masz jakiś pomysł?” – jeśli Twój rozmówca jest niewinny to z przyjemnością Ci doradzi co czynić, jeśli jest winny będzie czuł się niezręcznie i będzie starał się bronić zapewniając, że on tego nigdy nie robi.

* Porusz ogólny temat. Będąc nauczycielem możesz powiedzieć do ucznia: „Czy nie jest to niesamowite, że ktoś może ściągać na klasówce, kiedy stoję za jego plecami, i liczyć że tego nie widzę? ” – winny uczeń spróbuje zmienić niewygodny dla niego temat, niewinny chętnie o nim porozmawia.

Udaj, że znasz prawdę:

* „Chyba nie miałeś mnie za idiotę, który o tym wszystkim nie wiedział?”

* Oskarż kogoś o coś, lecz nie precyzując do końca tego co „wiesz”; po chwili powiedz „Jestem zbyt zdenerwowany by teraz o tym rozmawiać, może jednak innym razem” – osoba winna raczej nie będzie miała nic przeciwko, niewinna wpadnie w szał i poprosi, żebyś sprecyzował o co Ci chodzi teraz.

* Strzał w ciemno. „Właśnie dowiedziałem się czegoś nieprzyjemnego. Wiem, że teraz znowu mnie okłamiesz i się tego wyrzekniesz, ale chcę żebyś wiedział, że ja wiem” – udajesz, że dobrze wiesz, iż jest winny jakiegoś kłamstwa – „Obydwoje wiemy o co chodzi. Czy możesz przestać się ze mną bawić? Nie chcesz powiedzieć? Im dłużej będę czekał na wyjaśnienia od Ciebie tym bardziej zły będę.” – jeśli jest naprawdę niewinny – łatwo to po nim poznasz.

Asertywność

Asertywność to sprawna komunikacja, chronienie granic własnego „ja” przed innymi, stanowcze ale grzeczne wyrażanie swoich myśli, oczekiwań i pragnień w sposób, który nie rani uczuć innych oraz nie narusza ich praw.

Pamiętaj, że masz pewne prawa. Ludzie są bezwzględni – będą prosili Cię o pomoc, będą zwalać na Ciebie pracę, odpowiedzialność. Nie wystarczy umieć powiedzieć „nie” – należy też zwykle usprawiedliwić swoją decyzję: jeśli ktoś Ci coś narzuca (i nie jest to usprawiedliwione, np. pracą) – spróbuj wywołać winę danej osoby, spróbuj żeby to ona czuła się źle, a nie Ty odmawiając.

Będąc pewnym siebie, inteligentnym i mądrym człowiekiem (jakim zapewne jesteś dochodząc tak daleko w lekturze tego pliku), być może wrażliwym, altruistycznym i uczynnym, jesteś narażony na presje otoczenia, które chętnie zwraca się do Ciebie z prośbami o pomoc. Przykładowy Marek może usłyszeć od kogoś kto próbuje go wykorzystać: „Marek, to Twój problem, że umiesz tak dużo – a ja mam teraz inny problem i tylko Ty potrafisz sobie z nim poradzić; nie masz wyjścia: musisz mi pomóc”.

Pamiętaj, że Twoje zalety (wiedza-mądrość, etc.) są Twoimi atutami, nie pozwól, by ktoś zrobił z nich „wady”. Bądź grzeczny, ale i stanowczy i nie bój się odmawiać, nie bój się też oczekiwać czegoś w zamian. Jednak zamiast agresywnego „nie!” staraj się odmówić dyplomatycznie, używając magicznego słowa „bo” (lub „ponieważ”) – „… bo teraz jestem zajęty pracą i niestety nie mogę dla Ciebie znaleźć czasu, przykro mi”.

Wytłumaczenie po słowie bo może być szczere do bólu – nie wstydź się powiedzieć, że np. nie masz ochoty pomóc i już. Niech to druga strona się wstydzi – że Cię o coś prosi.

Unikaj agresywnej postawy. Weź 10 głębokich oddechów i dopiero wtedy powiedz jasno to co chcesz wypowiedzieć.

Mów powoli. Wolna mowa kojarzy się z wyrażaniem przemyślanych mysli.

Odmawiając nigdy nie okazuj niepewności („raczej tego nie zrobię…”), bo ktoś zacznie wtedy naciskać właśnie tam gdzie się wahasz; nie prowokuj do dyskusji – pierwsze Twoje zdanie powinno być wypowiedziane na tyle stanowczym głosem (ale nie agresywnym!), aby ktoś sobie od razu zdał sprawę, że tego nie zrobisz i już.

Bądź bezpośredni, „nie owijaj w bawełne”, powiedz wprost czego oczekujesz lub czego sobie nie życzysz.

W odniesieniu do swoich decyzji wypowiadaj się pewnym tonem (np. „jutro wyjeżdzam na wycieczkę”), dając do zrozumienia, że decyzje już zapadły i inni nie mają na nie wpływu.

„Przykro mi, ale nie spełnię pańskiej prośby, ponieważ nie mam w tym żadnego interesu. Mam nadzieję, że znajdzie pan kogoś innego kto zechce panu pomóc – życzę powodzenia. Do widzenia.” – grzeczne, a zarazem dobitne.

Sen

Martwienie się bezsennością powoduje większe negatywne skutki niż sama bezsenność.

Nie masz ochoty spać? Wstań i rób coś! Zegar tyka, czas ucieka, życie mija; nie ma sensu go marnować leżąc w łóżku i próbując na siłę zasnąć – sen jest najbardziej cenny, gdy jest głęboki, a taki ma miejsce gdy idziemy spać padnięci, a nie na siłę mimo braku senności.

Sen dorosłego człowieka odbywa się w ok. 90-120 minutowych cyklach; u dzieci cykle te są dłuższe, u starszych osób krótsze; podczas każdego cyklu ma miejsce faza NREM (sen głęboki, który ma na celu oszczędzanie energii, regeneracje organizmu, wzmocnienie układu odpornościowego) oraz REM (tzw. sen paradoksalny, z irracjonalnymi i żywymi marzeniami sennymi, który jest potrzebny tylko naszemu mózgowi, a jego dokładna rola jest wciąż niewiadoma; prawdopodobnie ma m.in. na celu regeneracje połączeń pomiędzy neuronami, tj. synaps).

Podczas snu REM, który stanowi 10-25% snu, mózg przestaje kontrolować temp. ciała (jednak faza REM trwa do 30 minut, więc nie ma tu zagrożenia); EEG w stanie REM jest rozsychnchronizowane, nieregularne; marzenia senne w fazie REM są wynikiem wyładowań w synapsach – nasz mózg „wariując” z powodu procesu regeneracji w synapsach generuje różne dziwne, przypadkowe informacje, które nasza świadomość odbiera jako marzenia senne i próbuje nieudolnie stworzyć z tego sensowną całość. Dopatrujemy się w marzeniach sennych różnych ukrytych znaczeń, ale ich tam nie ma (chyba, że akurat nasz umysł sobie coś tam utworzył z serii przypadkowych impulsów). Marzenia senne to efekt uboczny potrzebnych mózgowi procesów. W fazie REM mięśnie naszego ciała (oprócz odpowiadających za ruchy gałek ocznych) są sparaliżowane, po to abyśmy sobie nie wyrządzili krzywdy śniąc, że np. właśnie biegniemy wykopać piłkę na boisku. Mechanizm tego paraliżu u niektórych osób działa przesadnie, jeszcze chwilę po przebudzeniu, a u niektórych w ogóle nie działa i są oni każdej nocy narażeni na zrobienie sobie krzywdy – lunatykują.

W fazie NREM marzenia senne mają miejsce rzadko, w mniej głębokiej fazie NREM, są racjonalne, mało żywe i w zasadzie do nich nie pasuje nazwa marzenia senne, lecz „myślenie spowolnionego mózgu”.

Po zakończeniu każdego cyklu (tj. co 90-120 min.) na chwilę się budzimy, ale zwykle tego nie pamiętamy, przyzwyczailiśmy się do tego, że po zakończeniu cyklu zwykle nie wstajemy i śpimy dalej. Nasz mózg jest dość plastyczny jeśli chodzi o dopasowanie się do rytmu jaki mu narzucimy, jeśli tylko będziemy systematyczni.

Czasami budząc się przedwcześnie (np. z powodu hałasu) czujemy się bardziej rześcy niż po dłuższym śnie; czasami przeciwnie: po krótszym śnie czujemy się fatalnie zmęczeni – samopoczucie nie zależy jednak tylko od długości snu, lecz przede wszystkim od momentu przebudzenia się; obudzenie się w głębokiej fazie NREM jest fatalne dla naszego samopoczucia; obudzenie się w fazie REM powoduje, że pamiętamy aktualnie „śnione” marzenie senne i czujemy się dobrze. Najlepsze samopoczucie jest, gdy obudzimy się naturalnie pomiędzy dwoma kolejnymi cyklami. Unikaj więc budzika.

Nasz biologiczny zegar pracuje w trybie 24,5 do 25,5 h (mimo, że doba ma 24h), ale bodźce zewnętrzne (m.in. brak światła wieczorem) spychają nas w tryb 24h. Gdy jesteśmy pozbawieni bodźców, mówiących nam czy jest dzień czy noc, nasza „doba” ma 25h.

Oprócz 25h, okołodobowych cykli (rytm cirkaradialny), za które odpowiada mała grupa neuronów na przodzie mózgu zwana SCN, mamy też rytm ultradobowy, który dzieli sen na fazy NREM i REM, ale wpływa na nas również gdy nie śpimy – po naturalnym przebudzeniu mamy 90-110 minut dobrej koncentracji po czym przychodzi 20 minutowy okres gorszego skupienia, podczas którego łatwiej wpaść w „marzenia na jawie”, odpowiednik fazy REM podczas snu – potem znów 90-110 min. dobrej koncentracji, itd. Wykorzystując te 20 min. na drzemkę możemy znacznie poprawić efektywność naszej pracy umysłowej, szczególnie na następne 90-110 min. Wielu twórczych ludzi (np. T. Edison, Leonardo da Vinci, N. Tesla, Napoleon) korzystało z takich drzemek. Jeśli wesprzesz swój umysł takimi drzemkami może za 100 lat i Twoje nazwisko pojawi się obok tamtych geniuszy na liście wielkich ludzi, którzy zmienili ten świat.

W stanie snu spędzamy ok. 1/3 życia; sen typowej osoby w XXI wieku bardzo odbiega od naturalnego trybu, naturalniej jest spać kilka razy w ciągu doby; wbrew powszechnemu mniemaniu, nie mamy zaprogramowanego 8 godzinnego snu – można spać efektywniej, krócej.

Odpowiednia ilość snu o optymalnych porach to klucz do dobrego samopoczucia i dobrej sprawności intelektualnej. Depresja i geniusz mają wysoką korelacje z nieprzeciętnym trybem snu.

Nie leż w łóżku jeśli nie śpisz – niech Twój umysł kojarzy łóżko ze snem i szybko Cię usypia gdy się w nim znajdziesz.

Rano, po przebudzeniu się, od razu wstań z łóżka – dalsze leżenie w pół-śnie, choć przyjemne, jest nieproduktywne i ma negatywny wpływ na Twoją energie podczas dnia.

Zminimalizuj oświetlenie przed zaśnięciem i zapewnij sobie jasne (najlepiej naturalne!) oświetlenie po przebudzeniu.

Rozwój umysłu

Nie bój się zmian.

Spraw, by Twój mózg odbierał różne bodźce; nie wpadaj w rutynę. Jeśli możesz dojeżdżać do pracy różnymi drogami o podobnej długości – jeździ nimi na przemian. W dane miejsce staraj się dostać taką drogą jakiej jeszcze nie znasz.

Staraj się od-uzależnić od wsparcia technologii: przed spojrzeniem na zegarek spróbuj zgadnąć godzinę wyrabiając sobie lepsze poczucie czasu, przed spojrzeniem na kompas spróbuj odczytać kierunki z takich inf. jak godzina i kierunek skąd świeci słońce, numery tel. znajomych staraj się zapamiętywać w głowie z pomocą mnemoniki, etc. Noś przy sobie jednak jakiś notes – jeśli przyjdą Ci do głowy ciekawe pomysły – nie warto ryzykować ich utraty.

„Jesteśmy tym co jemy”

Chcesz poprawić swoją inteligencje, pamięć, refleks, wytrzymałość mięśni, samopoczucie, etc.?

Upewnij się, że Twoja dieta zawiera w odpowiedniej ilości wszystko co niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Stosuj różnorodną dietę – organizm sam wybierze co mu potrzeba jeśli będzie miał zapewnione wszystkie składniki – w różnym pokarmie.

Jednak nawet najbardziej zróżnicowana typowa, współczesna dieta może nie zapewnić optymalnej ilości pewnych składników lub chemia (np. konserwanty) czy inne procesy (np. gotowanie) skutecznie pozbawią pokarm niektórych cennych składników.

Jedz dużo ryb lub nawet wesprzyj się suplementem o nazwie Omega-3 z apteki – pomaga nie tylko na krwiobieg, ale przede wszystkim na nasz mózg, zawiera to co jest mu bardzo potrzebne, a jednocześnie to czego jest b. mało w typowej, zachodniej diecie. Zainteresuj się też innymi suplementami, które wspomogą Twoją pracę umysłową.

Życie to nieustanna walka

Radzenie sobie z innymi ludźmi to jedno, z samym sobą to drugie. Najcięższe walki przeprowadzamy ze sobą.

Rób wszystko najlepiej jak potrafisz – miej czyste sumienie. „Zrobiłem wszystko co mogłem, nic więcej zrobić nie mogłem, osiągnąłem tyle ile byłem w stanie”. A zajdziesz w życiu daleko i osiągniesz spokój ducha.

Bądź sobą; nie patrz na innych – nie pozwól by względne normy społeczne i presja innych abyś i Ty mieścił się w przeciętności, spowodowały, że… może nie okażesz się drugim Einsteinem czy Edisonem; ludzie wyjątkowi i kreatywni są ekscentryczni i nie mieszczą się w normach przeciętności. Nie wychodź jednak poza normy dla samego wyróżniania się, „bo chcę być inny”, dla zaspokojenia własnej próżności.

Co masz zrobić dziś zrób dziś. Bądź systematyczny. Zaczynaj od najważniejszych i najtrudniejszych zadań.

Pamiętaj, że nie istnieje coś takiego jak „Twoje prawdziwe, jedyne >ja<„.

Nasza osobowość jest zmienna, kształtuje się przez całe nasze życie, dostosowuje się do warunków w jakich żyjemy. Nie szukaj własnego „ja” – nie znajdziesz tego czego nie ma. Kreuj własną osobowość, staraj się być tym kim chcesz być, a nim będziesz jeśli włożysz w to prace.

Twój mózg odbiera zewnętrzne bodźce, które mają na niego duży wpływ, ale ma też pewną pętle zwrotną – to co sam myślisz potrafi działać, w pewnym stopniu, jak zewnętrzne bodźce. Wykorzystaj to. Korzystaj również ze swojej wyobraźni.

Masz jutro ważne spotkanie? Rozegraj je w swojej wyobraźni – będziesz lepiej na nie przygotowany, bo w części… już je będziesz mieć za sobą.

Chcesz poderwać ciekawą osobę? Rozegraj podryw w wyobraźni – udany! Wtedy Twój umysł będzie miał w pamięci udany podryw, co doda Ci wiary w siebie.

Im ciekawsze, oryginalniejsze i odkrywcze masz pomysły, tym bardziej inni nie będą w stanie wyrazić sensownej opinii o nich. Nie przejmuj się więc opiniami innych – jeśli niektóre Twoje pomysły są genialne i wyprzedzają aktualną cywilizacje 50 lat wprzód: pewnie zostaną docenione dopiero jak ludzkość do tego dojrzeje, za 40 lat, po Twojej śmierci, a teraz zostaną skwitowane przez głupich ludzi słowami „głupota!”. Bynajmniej nie czekaj na swoją śmierć – idź dalej naprzód. daVinci

Uwierz w siebie – masz tak samo działający mózg jak Sokrates, Newton, Albert Einstein, … – też jesteś człowiekiem. Nie wierz w to, że ktoś ma w genach bycie „Einsteinem”. Geny to sposób na usprawiedliwienie własnego lenistwa.

Nie rób sobie „testów na inteligencje” – inteligencji nie potrafimy zmierzyć, nawet nie zdefiniowaliśmy czym ona dokładnie jest. „Testy IQ” mierzą umiejętności powiązane ze zdolnością rozwiązywania klasy pewnych problemów, ale jakikolwiek wynik Ci nie wyjdzie – będzie on zależał od Twojej chwilowej sprawności (samopoczucie, wyspanie, stan emocjonalny, chwilowa chemia w mózgu, koncentracja) i wynik ten może negatywnie wpłynąć na Twoją psychikę, tzn. możesz stworzyć sobie w głowie mentalną barierę, granice: „nie mogę zrobić więcej, bo nie jestem na tyle inteligentny”. Ograniczysz sam siebie. To co przede wszystkim wyróżnia wielkich ludzi (Edison, DaVinci, Darwin, itd.) od reszty to nie inteligencja, lecz pasja, otwartość umysłu, chęć nauki, pracowitość, dziecięca ciekawość i wyciąganie satysfakcji z tego co się robi – czy myślisz, że mając te cechy i poświęcając swoje życie jakieś dziedzinie (która Cię interesuje i nad którą praca przynosiłaby Ci satysfakcje) nie osiągnąłbyś równie wiele co tamci wielcy ludzie?

Rozwijanie się, praca mentalna, itd. zwiększają Twoją inteligencje; testy IQ są samo-spełniającą się, groźną, przepowiednią – komu wyjdzie wysokie „IQ” ten będzie więcej nad sobą pracował mentalnie, wierząc w siebie, zwiększając swoją inteligencje, ten komu wyjdzie niskie „IQ” nie będzie pracował, nie będzie miał wiary, w to że ma – jak to się szumnie mówi – „zdolności”, w efekcie swojej inteligencji nie zwiększy. W genach mamy pewne predyspozycje, ale są one małym ułamkiem tego co się nazywa „zdolnościami” i „talentami”. Reszta to wpływ otoczenia, bodźców napływających do naszego mózgu, tego co spożywamy i tego jak myślimy (np. wiara w siebie).

 

Najpoważniejsze bariery, limity tego co możesz osiągnąć, to nie Twoje zdolności, nie inni ludzie, nie Twój status, nie sytuacja finansowa; największe limity masz we własnej głowie – sam sobie je tworzysz, tworzą je też inni ludzie wciskając Ci kit, że coś jest niemożliwe, że nie dasz rady, etc.

Jeśli nie wierzysz, że coś jest możliwe: nie dokonasz tego. Przyjdzie ktoś inny, kto nie zda sobie sprawy, że „nie można” i zrobi to, z powodzeniem. Jeśli połowa ludzi na tym świecie czas spędzony na myśleniu „nie dam rady” spędziłaby na działaniu to już byśmy pewnie skolonizowali księżyc, Mars, spowolnili proces starzenia o 200% i kto wie co jeszcze. Ale blokują nas bariery, które sami sobie tworzymy w umysłach. Bariery, które tworzą podstawowe mechanizmy naszej psychiki – dążenie do stałości, strach przed zmianami, ryzykiem, strach przed tym co nieznane, co może przynieść nowe zagrożenia, które są dla nas niewiadomą.

Jeśli ktoś powie Ci, żebyś przebiegł przez rozżarzone węgle – pewnie tego nie zrobisz; powstrzyma Cię Twoja psychika, bariery mentalne, nie fizyczne. Bariery mentalne chronią nas przed zajęciami, które nasz umysł uważa za niebezpieczne, chronią przed samo-destrukcją, przed powstrzymaniem przekazania genów. Jednak to te jednostki, które łamią bariery dochodzą daleko i wyświadczają następnym pokoleniom cenniejszą przysługę niż tylko przekazanie genów. Pamiętaj, że Twoja podświadomość wyolbrzymia kłopoty, limity i bariery, aby Cię chronić.

Naucz sie j. ang. (jeśli jest Ci obcy) – to może być najlepsza inwestycja w siebie jakiej dokonasz.

Staraj się zachować optymalną wagę ciała.

Staraj się uczynić wszystko najprostszym jak się da (to słynne słowa Einsteina), lubimy sobie zbyt komplikować wiele spraw.

Niczego nie bądź pewien. Nie wszystko jest takie na jakie wygląda. Nawet precyzyjne dowody w matematyce opierają się na aksjomatach, których udowodnić nie potrafimy – przyjmujemy je na intuicje. Nikt jeszcze nie udowodnił, że ten świat istnieje (a może to sen?) – nie ma takiej rzeczy, której można być pewnym; pozory mylą, a prawda często okazuje się inna niż przypuszczaliśmy.

Słuchaj się swojego wewnętrznego głosu – on dobrze wie co masz robić; ignorujemy go z lenistwa, bo on nie mówi nam abyśmy się obijali. Chcesz nie pójść dziś do pracy? Wewnętrzny głos powie Ci, żebyś poszedł, ale lenistwo może go zagłuszyć.

Biegasz dla sportu, kondycji, dobrego samopoczucia? Biegaj w drodze z/do szkoły/uczelni/pracy – zaoszczędzisz sporo czasu.

Nie oglądaj w TV wiadomości; nie zaprzątaj sobie głowy negatywnymi informacjami, na które nie masz wpływu i które nic Ci nie dają prócz zdenerwowania.

Kieruj swoje marzenia w kierunku tego co możesz osiągnąć – marzenia o tym co osiągalne zmotywują i zmobilizują Cię do działania. Marzenia o tym czego osiągnąć nie możesz będą dla Ciebie usprawiedliwieniem nic-nie-robienia, pomyślisz: „przecież i tak tego nie osiągnę”.

Podpatruj tych, którzy do czegoś doszli w życiu – pewnie możesz się od nich czegoś nauczyć, nawet jeśli są głupsi od Ciebie.

Automatyzuj swoją pracę; inwestuj teraz, abyś mógł czerpać z tego później; jeśli masz do wykonania daną pracę na 2 sposoby: jeden żmudniejszy, ale ułatwiający wykonywanie danej pracy w przyszłości – zainwestuj w ten żmudniejszy wybór; jednocześnie korzystaj teraz z wszystkiego, nie odkładaj życia – pamiętaj, że jutra może dla Ciebie już nie być, nie znasz dnia, ani godziny. Naucz się łowić grube ryby, jedna gruba ryba może da Ci więcej pożytku niż 10 małych, a łowiąc 10 małych stracisz 10 razy więcej czasu i energii.

Społeczeństwo to piramida – staraj się być na jej górze, niech to inni pracują na Ciebie. Jeśli masz np. małą firmę – rozwijaj się; pracując samemu nie masz perspektyw na rozwój; zatrudnij ludzi, niech pracują na Ciebie – oni robią pracę fizyczna, a Ty psychiczną. Ty możesz mieć 100 różnych, wielkich firm – jeśli tylko stworzysz z nich „piramidy”, które same będą pracować na Ciebie, przy okazji zrobisz dobry uczynek i dasz ludziom pracę. Nie miej wyrzutów sumienia, że „żyjesz z pracy czyichś rąk” – nie Ty to ktoś inny; praca umysłowa to też praca, nie mniej lekka, a będąca jednocześnie dobrym inwestowaniem w siebie.

Pamiętaj, że Bill Gates nie został najbogatszym człowiekiem poprzez pisanie programów, lecz przez wykupywanie dobrych rozwiązań innych, dobry marketing, przez dobre układy, umowy, dobre zarządzanie firmą i stworzenie „piramidy”. Pozwól pracować na „niskim poziomie” innym (czasami fizycznie, niczym koń na polu), nie zabieraj im pracy jakiej chcą. Ich wybór. Ty pracuj umysłowo.

Nie zawsze więcej pracy implikuje większe korzyści; często sposób użycia siły ma większe znaczenie niż natężenie siły; 10 osiłków może próbować całe życie pchnąć z jednego miejsca głaz, bezskutecznie; ktoś inny chwilę się zastanowi i pchnie głaz w odpowiednim miejscu, lub użyje kija jako dźwigni – głaz po chwili poleci z hukiem. Nie bądź tym, który próbuje głową rozwalić mur, a śrubkę odkręcić młotkiem – wybieraj optymalne rozwiązania. Nawet najszybszy komputer potrafi liczyć latami kiepskim algorytmem to co słaby komputer policzy w 10 sekund optymalnym algorytmem. Używaj optymalnych narzędzi do danych problemów.

Skup się na wygrywaniu, a nie na unikaniu przegranej.

Trenuj „silną wolę” – bez niej nie zajdziesz daleko, będziesz oddawał się przyjemnym, lecz nieproduktywnym zajęciom, które nie przyniosą Ci korzyści w dłuższym okresie.

Pamiętaj, że zajęcia produktywne też przyniosą Ci pozytywne rezultaty, w znacznie większych ilościach, lecz trzeba na nie poczekać. Zwykle warto.

Sposób na silną wolę?

Myśl o motywacjach – wyobraź sobie siebie za x dni/miesięcy/lat, gdy już osiągniesz to co chcesz osiągnąć danym działaniem.

Nie trenuj silnej woli np. stawianiem na widocznym miejscu czegoś czemu nie możesz się oprzeć (np. czekolada, papierosy) i mówieniem sobie „nie mogę!” – lepiej jest używać pozytywnych myśli i afirmacji, niż zakazów! I nie rozpraszać się niepotrzebnie widokiem czegoś zbędnego np. na naszym biurku.

Lepsza kontrola własnych pragnień zwiększy Twoją samoocene, poczucie kontroli nad swoim życiem i… zwiększy silną wolę. Mechanizm ten, jak i wiele innych w psychologii, działa z pętlą zwrotną: im więcej inwestujesz tym później wykładniczo więcej zyskujesz. Inwestuj więc; odmów sobie teraz przyjemnej bzdury, aby później czerpać korzyści z dużo bardziej przyjemnych zajęć. Ale nie wpadnij też w drugą skrajność i nie odkładaj czerpania satysfakcji ciągle „na przyszłość”; nie bądź jak człowiek, który całe życie sieje na polu, lecz nigdy nie zbiera plonów.

Na prawo do życia nie musisz zapracowywać – już je masz. Akceptuj siebie, dbaj o siebie. Jeśli Ty zaakceptujesz siebie takim jakim jesteś – inni też Cię zaakceptują. Nie narzucaj sobie niemożliwych celów; słowa „muszę być perfekcyjny” będą Cię niszczyć i spychać na dno. Słowa „chcę być perfekcyjny” działają lepiej. Do niczego się nie zmuszaj, rób wszystko z ochotą, pasją, albo nie rób wcale.

Uczucia i myśli są samonapędzającym się mechanizmem – dlatego myśl pozytywnie. Myśl „idę w dół, jest coraz gorzej” rozkręci negatywne myśli, będzie samo-spełniającą się przepowiednią. Pamiętaj, że prócz świadomej sfery w Twojej psychice jest też podświadomość – ona Cię uważnie słucha i stara Ci się wierzyć; jeśli powiesz sobie, że jesteś beznadziejny, ona „usłyszy” i tego nie zignoruje – zadziała to niczym bomba zegarowa, impuls który wróci do Twojej świadomości mówiący, że jesteś beznadziejny. A nie jesteś.

Interpretacja faktów w naszym umyśle bywa ważniejsza niż same fakty. To nie tragedia 11 września 2001r. w Nowym Jorku spowodowała u wielu ludzi w N.J., którzy przeżyli, zespół-stresu-pourazowego; dobił ich sposób w jaki odebrali tę tragedie i zagrożenie. Jeśli byliby psychicznie gotowi na wszystko – ta tragedia nie wpłynełaby tak negatywnie na ich psychikę. zegar

Żyj pełnią życia – tak jakby każdy dzień był Twoim pierwszym i ostatnim, ale nie zapominaj, że czeka Cię też pewnie przyszłość i staraj się, aby było Ci w niej coraz lepiej.

Bądź gotowy na wszystko, nawet na to, że za 8 minut umrzesz, stracisz zdrowe zmysły lub dowiesz się, że je straciłeś je 10 lat temu, a część Twoich znajomych istnieje tylko w Twoim umyśle – nie pozwól, aby życie Cię zaskakiwało.

Nie bierz życia zbyt serio, prawdopodobnie i tak nie wyjdziesz z niego żywy (chyba, że dożyjesz momentu, w którym ludzkość będzie w stanie zatrzymać proces starzenia).

Baw się póki możesz, jeśli masz 2 ręce i 2 nogi, póki nie musisz chodzić o lasce i nie zmaga Cię choroba Alzhaimera. Aktualne lata już nie wrócą, zegar tyka, klepsydra Twojego życia została przewrócona, z każdym Twoim oddechem dzieli Cię od Twojego końca coraz mniej.

 

„Jakież to wspaniałe, czuć się bezpiecznie z osobą, przy której ani nie ważysz myśli, ani nie mierzysz słów, ale wylewasz je dokładnie takie jakimi są, nieoddzielając ziarna od chwastów, wiedząc, że przyjazna ręka przesortuje je, zatrzyma to, co wartościowe, a resztę rozwieje podmuchem miłego wiatru…”

Jeśli 'czujesz’ – mów o tym. Nie zachowuj tego na inny, 'lepszy’ moment, który być może nigdy nie nadejdzie.

Kieruj się sobą, nie innymi. Kiedy stoisz na rozdrożu, nie wiesz dokąd iść – wsłuchaj się w swoje serce. Nikt nie zna Ciebie, Twoich pragnień, lepiej niż ono.

„Niech słońce nie zachodzi nad gniewem Twoim…” – nie pozwalaj by kierowały Tobą negatywne emocje, gniew czy złość.

Naucz się jako pierwszy wyciągać dłoń do tych, których kochasz. Nigdy nie będziesz tego żałować.

Nie trać czasu. Nigdy. Chcesz poczekać z tym co w Tobie teraz, dziś? Rok, miesiąc, tydzień? Po co? Czasem i dzień może stać się niepotrzebną nikomu wiecznością.

 

autor artykułu: Confiable