Archiwa autora: Admin

Stosowanie filozofii Zen w codziennym życiu – Hubert78

Filozofia Zen jest prosta. Po prostu utrzymuj jasny, uważny umysł z chwili na chwilę i przez to działaj właściwie, z satysfakcją. Taki styl życia zapewni Ci utrzymanie harmonii w życiu a przez to i uczucie szczęścia, satysfakcji. Samo działanie świadome jest już samo w sobie głęboko satysfakcjonujące. Nie ma tu potrzeby odwoływania się do Boga, metafizyki, ezoteryki, ale mimo swej filozofii skupienia się na konkrecie w tu i teraz myślę, że Zen jest również głeboką duchowością. To, czym zajmuje się Zen to bowiem również poznanie siebie, poznanie czym jesteśmy, czym jest umysł. Pytanie o samą egzystencję. Nazywa się to w Zen „wielkim pytaniem”. Gdy zadajesz wielkie pytanie np. „Czym jestem?” i pełen pasji szukasz odpowiedzi, to jesteś na ścieżce duchowej. Poznanie siebie, poznanie czym jesteśmy to najbardziej podstawowa zagadka. Mistycy twierdzą, że zanim nastąpi takie poznanie, nasze życie właściwie niewiele przypomina życie zwierząt, jest życiem we śnie. A więc pierwsze co mówią mistrzowie Zen: zadaj sobie Wielkie Pytanie i utrzymuj je w swym umyśle: „Czym jestem?”, „Czym jest życie?”, „Czym jest mój umysł?”, „Czym jest doświadczający tego wszystkiego?”.

I pojawi się ściana. Bo to jest zagadka, nikt tak naprawdę tego nie wie. Można wymyślać tysiące teorii, filozofii, ale samo zadanie sobie tego pytania szczerze już stawia Cię głęboko sam na sam z egzystencją, już jest głęboko duchowym aktem.

I jeśli jesteś szczery, nie wymyślasz za dużo, albo tylko obserwujesz te wymysły bez przywiązywania się do nich, pojawi się „nie wiem”.

Nie wiem czym jestem. Mam pewne teorie, tłumaczę sobie to jakoś, mam pewne wyjaśnienia, ale tak naprawdę ostatecznie to całe istnienie jest niezmierzoną zagadką.

Nie wiem. W tym momencie przekraczasz umysł. Stajesz nago wobec egzystencji.

Nazywa się to w Zen jasnym, albo czystym umysłem. Ale to nie koniec. Teraz przenieś ten jasny, czysty umysł do codziennego życia. Pojawia się sytuacja. Jak zareagować właściwie? Pojawia się relacja? Jak zareagować właściwie? Jaka jest właściwa funkcja tej sytuacji. Tu dopiero zaczyna się prawdziwa przygoda. Świadome życie z chwili na chwilę. Wszystko, co się pojawia warte jest pełnego przeżywania, głębokiego doświadczania, zrozumienia życia krok po kroku. Tu mistrzowie Zen zalecają by skupić się na tym, co robimy teraz w pełni. Czyli gdy masz chaos w umyśle, nie wiesz za co się zabrać, myślisz o wielu sprawach naraz, uporządkuj to sobie, zrób listę priorytetów i następnie krok po kroku poświęć się całkowicie poszczególnym działaniom ze swojej listy. Każdemu w swoim czasie.

I teraz znowu: kto tego doświadcza? Czym jest ten, który to wszystko przeżywa? Kim jest ten, kto chce przeżyć swoje życie świadomie i szczęśliwie?

I teraz codzienne życie: związki, praca. Zwykłe, codzienne sytuacje. Mistrzowie Zen zalecają kontakt z rzeczywistością, czyli to, co tu i teraz. A co to znaczy „tu i teraz”? Tu i teraz żyję, obejmuję moją percepcją to, co aktualnie się pojawia, dokładnie takie jakie jest. Wtedy jest możliwość także właściwej reakcji na sytuację, właściwego działania. Pojawia się głodny, dajesz mu jeść. Nie zastanawiasz się, działasz. Pojawia się potrzeba, realizujesz ją. Jesteś w Rzeczywistości. Takie życie jest bardzo konkretne. Jesteś w harmonii. Wymaga to jednak nieustannej praktyki, bo łatwo jest zatracić właściwy kierunek. Dlatego w Zen kładzie się nacisk na praktykę medytacji. Medytacja to ćwiczenie, które ma na celu uzyskanie i utrzymywanie jasnego, uważnego umysłu. Dzięki medytacji przyzwyczajasz się do tego, by żyć świadomie, harmonijnie, z jasnym umysłem. Z czasem medytacja nie będzie tylko ćwiczeniem w pozycji siedzącej. Zauważasz, że świadomy umysł zaczyna Ci towarzyszyć i wspierać Cię w codziennym życiu. W związkach, w pracy. To mogą być zupełnie zwyczajne sytuacje, w których już funkcjonujesz. Tu nie chodzi o jakieś ideały. Chodzi o przeniesienie świadomego umysłu do Twojego normalnego życia, które już prowadzisz. Objęcie świadomością tych dziedzin życia, które już są obecne w Twoim życiu. Dzięki temu więcej zrozumienia, więcej harmonii, skupienie się na skutecznym rozwiązywaniu problemów.

I jeszcze jedno. Dzięki takiemu świadomemu życiu zaczynasz promieniować szczególną energią. Ludzie świadomi, przytomni są prawdziwym skarbem dla tego świata. Można nawet nie wykonywać żadnej altruistycznej działalności, ale poprzez samo utrzymywanie świadomego, jasnego umysłu oddziaływuje się w sposób pozytywny i konstruktywny na otoczenie. Jest to pokazywanie jak można działać harmonijnie, świadomie, skutecznie. Jest to wyjątkowo cenna inspiracja dla innych ludzi, dla tych, którzy są zagubieni w nieprzytomnych wzorcach. Oczywiście Twoja praca wykonywana świadomie, uważnie ma dużą wartość i produkuje wysokiej jakości usługi i produkty, które są cenne dla klientów.

Czyli tak naprawdę nieważne co robisz, ważne jak robisz. Ważna jest jakość Twego umysłu, Twego funkcjonowania. Po prostu rób, co czujesz, co lubisz, ale rób to ze świadomym umysłem, w pełni. Takie życie daje Ci osobistą, głęboką satysfakcję, jak również bezcenną inspirację dla innych, którzy potrzebują takiego przykładu. I w cichy sposób po prostu dajesz to, co dobre, wysokiej jakości innym ludziom.

Hubert78

Czystość zen – Lemn

Czasem się mnie pytają – czym jest zen?

Za każdym razem mam inną odpowiedź.

Nie wiem jak można określić pustkę.

Nic stałego czy czegoś nieokreślonego nie przypisuje się do stałej definicji.

Być może dlatego najlepiej jest podawać za każdym razem inną odpowiedź.

Zawsze mówię to, co mi pierwsze przychodzi na myśl.

Najpierw to czuję, dopiero później staram się to przetłumaczyć na nasz język.

Słysząc słowo zen rozglądam się w około i w jednej chwili staję się świadomy całego piękna jakiego mogę doświadczyć.

Odczuwam zarazem coś wielkiego, przestrzeń o niezwykłej mocy i spokoju.

Jest to subtelne odczucie, bardzo delikatne i dające mi realną radość.

Teraz pytając się mnie o zen na myśl przychodzi mi jedno – czystość.

Czystość umysłu zen to lśniąca przezroczystością szyba, która doskonale pokazuje rzeczywistość – nie jest wybrudzona myślami.

Rzeczywistości nie sposób opisać – na jedną rzecz jest milion definicji i wszystkie są poprawne a można wymyśleć ich jeszcze nieskończenie wiele więcej.

Dlatego najlepiej nic nie mówić.

To jest właśnie ta czystość, która nie mąci obrazu.

Nie ma definicji, nie ma porównań, nie ma walki i nie ma czego poszukiwać.

Pozostaje tylko wielki spokój i czysty przekaz.

Dbajmy więc o czystość swojego umysłu.

Być sadhaką – Ananda Margii w Polsce – Balendra

Być Ananda Margi w Polsce… nie jest łatwo. Podjąłem drogę wiodącą od niedoskonałości do doskonałości.

W naszym kraju jestem sekciarzem, dziwakiem i nie wiem jak jeszcze postrzega się podobnych mi ludzi.

Jednak z radością kontynuję poruszanie sie po ścieżce jaką wybrałem.

Ostatnio miałem przyjemność być na wykładzie prowadzonym przez mistrza z Bhutanu, J. Ś. Gangteng Tulku Rinpocze odpowiedzialnego za ponad 25 klasztorów. Jest to mistrz buddyjsckiej tradycji Dzogczen.

Człowiek ten zwrócił uwagę na to, że w praktyce medytacyjnej prowadzącej do rozwoju osobowości człowieka, miłości do świata i inncyh żywych istot ważne jest służenie innym. Służba ludzkości jest także częścia praktyki, jest medytacją, utrzymywaniem ideału w umyśle.

Jako Ananda Margi także pragnę służyć ludziom, pomagać odnaleźć drogę tym którzy jej szukają tak jak ja niegdyś.

W dzisiejszym świecie jest wiele różnych rodzajów medytacji. Pamiętam jedną z wypowiedźi mojego Guru odoszącą sie do zagadnienia, która medytacja jest właściwa. Guru odpowiedział jednemu z uczniów, że medytacja, która rozwija w człowieku miłość do Boga, miłość do innych istot, do otaczającego swiata jest medytacją właściwą. Jeśli medytacja nie rozwija w nas tych uczuć należy poszukać innej ścieżki.

Jest to piękna wypowiedź, pełna akceptacji i tolerancji dla innych ścieżek, religii, wyznań, wartości itd..

Jestem zwyczajnym człowiekiem, takim samym jak Wy. Pracuję nad sobą od pewnego czasu, walczę z pokusami i przeciwnościami i ta walka nigdy się nie kończy ale jestem w niej coraz silniejszy i nie sprawia mi takich kłopotów jak na początku. Nie dajcie sobie wmówić, że wam się nie uda, że jesteście zwykli, że nie macie zdolności – przeciwnie, macie wszystko, co potrzeba by zmienić swoje życie, by stać się szczęśliwymi.

Depresyjne nastroje, poczucie braku celu w życiu – to wszystko przeżyłem i wiem że można to zmienić. Dajcie sobie czas, nie poddawajcie się nigdy, bądzcie zawsze walczący i zwyciężający swe słabości.

Mój Guru mówił, że życie to wartki strumień rzeki, a nie mętny staw. Życie – strumień będzie rozmywać wszystkie przeszkody na waszej drodze, ale musicie walczyć, kto przestaje walczyć tego życie staje się mętnym stawem i umiera. Dlatego żyjcie, bądzcie odważni.

 

Jestem zwykłym facetem, prowadzę normalne życie – normalne dla mnie.

Do dziewietnastego roku życia nic nie zdawało się wskazywać, że moje losy potoczą się tak, jak się potoczyły.

W 2002 roku zdałem maturę i nie wiedząc co począć z sobą, jak żyć, nie słysząć żadnego głosu mądrości w sobie, pełen lęku o przyszłość materialną wybrałem się za radą rodziców i siostry na studia prawnicze. Szybko okazało się, że te studia są ciężkie, stresujące i męczą mnie bardzo. Ginęła wszelka radość życia, uczyłem się czegoś co dla mnie było kompletną paranoją, co nie odpowiadało na moje najważniejsze pytania jak żyć, jak być szczęśliwym, gdzie tego szczęścia szukać. Po ciężkim pierwszym semestrze pełen wewnętrznych sprzeczności, bojąc się podjęcia jakiejkolwiek decyzji i nie wiedząc co robić pożyczyłem od kolegi książkę o tematyce psychologicznej a drugą o tematyce filozoficznej, egzystencjalnej – to był Ken wilber i książka „Niepodzielone”. Poczułem nagle, że moja uwaga się wyostrza i że chłonę te książki.które pożyczyłem. Uwierzyłem, że mogę w życiu robić coś, co sprawi mi przyjemność i pomoże innym. Postanowiłem zostawić studia prawnicze i nawet nie dotarłem na sesję letnią. Byłem pełen obaw czy postępuję słusznie, czy nie zmieniam swego życia w koszmar bo przecież po prawie miałem perspektywy, ludzi którzy mogli mi pomóc. Jednak wybrałem swoją drogę i zacząłem dwa nowe kierunki studiów : pierwszy to doradztwo psychospołeczne na Uniwersytecie Szczecińskim a drugi kierunek to pomoc psychologiczna w amerykańsko – rosyjskiej Akademii Intercollage.

Od kiedy byłem mały pamiętam wyraźnie, że bałem się śmierci – to bardzo wyraźne wspomnienie z niewielu wspomnień z mego dzieciństwa. Drugim podobnie mocnym i żywym było wspomnienie filmu o Gautanamie Buddzie i fascynacji duszą i jego naukami. W chwili obejrzenia tego filmu mogłem mieć 13 lat. Postanowiłem wtedy że będę medytował codziennie i próbowałem przez jakiś czas realizować swój zamiar ale wkrótce o nim zapomniałem. Jednak pytanie o Boga i duszę, o to kim jestem nadal żyło w mym umyśle.

Przeznaczenie upomniało się o mnie i dało mi szansę, gdy zrezygnowałem ze studiów prawniczych. Wtedy to przeżyłem wiele trudnych chwil. Począwszy od bezsensu istnienia, poczucia absurdu egzystencji, wołałem niemym krzykiem do Boga o pomoc. Spać nie mogłem, chodziłem smutny i zamyślony. Miłości prawdziwej nie mogłem odnaleźć a w obecnym związku byłem nieszczęśliwy. Nie chciałem ranic dłuzej osoby, która mnie kochała, bałem się rozstania i jeszcze większej samotności ale ostatecznie uwolniłem tą osobę od siebie. O dziwo poczułem się lepiej, wolny.

Przez rok od zakończenia związku a nawet już wcześniej zacząłem praktykować medytację. Z czasem doszła joga, do której brakowało mi siły woli by być systematycznym w ćwiczeniach. Zmieniłem dietę dotychczasową na wegetariańską.

Od momentu gdy zacząłem medytować a pragnienie Boga stawało się we mnie coraz wyraźniejsze i czystsze zaczęły pojawiać się piewsze problemy. Mieszkałem przecież z rodzicami, dla któych czymś dziwnym było medytowanie a dieta wegetariańska była zagrożeniem dla mego zdrowia. Matka szybko uznała, że jestem „w sekcie”. Ojciec wypowiadał sie bardziej stonowanie, a jako że interesował się żywieniem, to niczego złego nie widział w diecie wegetariańskiej chociaż wyznawał pogląd, że powinienem jeść mięso bo jeszcze dorastam. Martwili się o mnie, rozumiem ich uczucia. Ja jednak uparcie i wytrwale podżałem za tym co mi podpowiadało serce i rozum. Medytowałem nadal, jednak brak mi było prawdziwego mistrza duchowego, który nauczyłby mnie prawdziwej medytacji. Starałem się oddać Bogu wszystko, chciałem Go poznać, przestał mnie bawić ten świat. Wreszcie,splotem wielu okoliczności Bóg mnie przyciągnął. Okazało się, że w górach, koło Karpacza jest pewien hindus i uczy medytacji za darmo. Pojechałem w to miejsce i dostałem inicjację w medytacji. Jest to medytacja Ananda Marga, inicjacji udzielił mi aczarja Dada Vanditananda, a Guru który się mną opiekuje i prowadzi mnie na ścieżce duchowego postępu to Shrii Shrii Anandamurti.

Od tego momentu poczułem, że moje życie wpadło na właściwe tory.

Zacząłem wprowadzać zmainy w mym życiu z wielikim entuzjazmem. Zasady moralne, żywieniowe i stałą praktykę medytacyjną. Moje życie zmieniło się diametralnie. Satwało się coraz bardziej harmonijne wewnątrz mnie chociaż to była prawdziwa walka ze swymi słabościami, dawnymi skłonnościami. Na zewnątrz, moje kontakty z otoczenim uległy gwałtownej burzy i radykalnym zmianom. Nie przyciągały mnie dyskoteki, alkohol i robienie wielkich pieniędzy. Moi znajomi naturlanie się oddalali ode mnie. Byłem dla nich „inny”. Mnie to nie przeszkadzało, nawet było na rękę.

Gorzej było w domu. Stałem się obiektem drwin, bo udaję świętego, jestem na pewno w sekcie, uważam się za kogoś lepszego, a naprawdę to jestem lekko stuknięty i odbiło mi. Budząca się we mnie świadomość i bunt wobec takiej kategoryzacji, wobec stosowania w stosunku do mnie szantażów emocjonalnych, wobec pozycjonalnego układu mojej rodziny, gdzie nie liczyła się osobowość, a rola pełniona przez każdego, przypisana była człowiekowi gdy się rodzi, wobec braku poszanowania moich wartości i akceptacji moich wyborów dałem sobie spokój z przekonywaniem rodziców, że robię słusznie. Pozwoliłem im dokonać własnego wyboru. Nie pozostało mi nic innego jak żyć swoim życiem i zaakceptować to, że mogą oni mnie nie rozumieć. Wymagając od nich zrozumienia dla siebie byłbym wielkim egoistą. Postanowiłem że będę żył po swojemu a moi bliscy, gdy będą gotowi zobaczyć, że jestem szczęśliwy może zmienią zdanie.

Po studiach związanych z psychologią byłem świadom mechanizmów dzięki którym niszczymy sobie zycie, dzięki którym boimy się żyć po swojemu więc nie mogłem pozwolić sobie na błędy. Chciałem życ po swojemu. Wiedziałem dokąd zmierzam i nie zamierzałem zmieniać swego kursu.

Dziś nadal jestem prostym człowiekiem, medytuję i staram się pomagać innym ludziom – dalej podążam swoją scieżką.

Może kogoś z Was zainspiruje moja historia, a może ktoś odnajdzie w niej część swoich doświadczeń.

Namaskar!!!

 

P.s. Jeśli kogoś interesuje ścieżka jaką podążam – Ananda Marga („ścieżka błogości”) to moze nauczyć się medytacji od acaryi z Indii, Dady Vanditanandy, oczywiśćie za darmo. Taka tam prosta informacja dla tych co poszukują swojej drogi jak ja niegdyś, może ta okaże się dobra i dla was – www.anandamarga.pl pozdrawiam

List do Ciebie – autor anonimowy

MÓJ DROGI…, KOCHAM CIĘ!!! Kiedy otrzymasz ten list, rozejrzyj się wokół i pocałuj kogoś mówiąc mu: „Kocham Cię!”. Słowami tymi obdarzaj swoich bliskich i znajomych. List ten przyniesie ci szczęście, radość, miłość, sukcesy… wszystko co najlepsze. Przyniesie ci cud za cudem.

MYŚL JEST TWÓRCZA. Możesz więc uczynić wszystko swoimi myślami. W ciągu każdej doby poprzez twój umysł przepływa około 50.000 myśli. Przeciętny człowiek sam wytwarza około 25%, pozostałe dopływają do ciebie drogą telepatii od innych ludzi i z kosmosu. Za każdą myśl, którą wysyłasz, odpowiadasz ty sam. Każda bowiem pozytywna myśl tworzy szczęście, radość, dobro, piękno, sukcesy… Natomiast myśl negatywna przyczynia się do szerzenia zła, destrukcji, wojen…

Popatrz na swoje otoczenie, środowisko – efekt myśli twoich i twoich znajomych. Efekty twojego życia to wypadkowa twoich myśli pozytywnych i negatywnych. Od dnia dzisiejszego masz szansę dołączyć do twórców piękna, dobra, pokoju szczęścia, sukcesów… oczywiście poprzez twoje pozytywne myślenie. Jesteś w stanie zrealizować każde twoje pragnienie. Wystarczy wierzyć w to, że wszystko jest możliwe i wykreować to. Można narysować czy opisać, co chcesz i… głęboko oddychając w pełnym relaksie podziękować Bogu, że to już masz. Powtarzasz to aż do skutku.

Pamiętaj: myśl jest twórcza! Odtąd twoje życie jest jednym cudem za drugim. Tworzysz je sam swoimi pozytywnymi myślami.

Niechaj szczęście, pokój, radość, sukcesy… wszystko co piękne i dobre, Boskie, rozprzestrzenia się w życiu Twoim i twoich bliskich, w naszym kraju, w świecie.

KOCHAM ciebie I CAŁY ŚWIAT. Ty również kochaj siebie i wszystko co cię otacza. Jesteś cudownym darem dla świata i świat jest cudownym darem dla Ciebie. Wszystko co dajesz, wraca do ciebie pomnożone. Bądź więc Bosko hojny i Bosko szczodry. Od tej chwili wszystko co najlepsze należy do Ciebie, bo ty tak chcesz i tworzysz swoimi pozytywnymi myślami. Bądź szczęśliwy – to twoja droga. Zaproś do tej wspaniałej zabawy swoich bliskich i znajomych, wysyłając kopię tego listu tym, którym życzysz jak najlepiej. Niech cuda zdarzają się również w ich życiu. Niech oni również świadomie tworzą swoje życie, swoje szczęście.

Wszystko co nie jest miłością jest wołaniem o pomoc. Niech więc w twoim życiu i otoczenia zawsze towarzyszą Ci:

PRAWDA, PROSTOTA, i MIŁOŚĆ.

Poprzez światło – Mellen-Thomas Benedict

Mellen-Thomas BenedictMellen-Thomas Benedict jest artystą, który przeżył śmierć w 1982r. Był martwy przez ponad półtorej godziny, w ciągu której opuścił ciało i udał się w kierunku Światła. Ponieważ ciekawił go Wszechświat, został zabrany w jego odległe rejony, a nawet dalej – w energetyczną Pustkę Nicości poza Wielkim Wybuchem. Komentując jego doświadczenie, Dr. Kenneth Ring powiedział:„Jego historia jest jedną z najbardziej niezwykłych, z jakimi zetknąłem się w trakcie swoich rozległych badań nad doświadczeniami śmierci klinicznej”.

Droga ku śmierci

W 1982 doświadczyłem śmierci spowodowanej nieuleczalnym nowotworem, którego nie można było zoperować, a z kolei jakakolwiek chemioterapia zrobiłaby jedynie ze mnie warzywo. Lekarze dawali mi sześć do ośmiu miesięcy życia. W latach 70-tych interesowałem się informacją, czytając o kryzysie nuklearnym, ekologicznym i innych, stopniowo traciłem nadzieję i ogarniało mnie zniechęcenie. Ponieważ nie miałem podstaw duchowych, zacząłem wierzyć, że natura pomyliła się i że prawdopodobnie byliśmy rakiem na naszej planecie. Nie widziałem rozwiązania żadnego z problemów, które sami stworzyliśmy sobie i naszej planecie. Uważałem wszystkich ludzi za raka i dostałem raka. Właśnie to mnie zabiło. Uważaj, jaki masz pogląd na życie. Może się on odbić na tobie, zwłaszcza jeśli jest negatywny. Mój był bardzo negatywny. To właśnie doprowadziło do mojej śmierci. Wypróbowałem różne rodzaje alternatywnych metod leczenia, ale nic nie poskutkowało.

Tak więc postanowiłem, że to sprawa tylko miedzy mną a Bogiem. Nigdy wcześniej nie stanąłem twarzą twarz z Bogiem, nigdy nie miałem z nim do czynienia. Nie interesowałam się wówczas duchowością, ale wyruszyłem w podróż, by dowiedzieć się jak najwięcej na ten temat oraz na temat alternatywnych metod leczenia. Zacząłem czytać wszystko, co wpadło mi w ręce i zagłębiłem się w to, ponieważ nie chciałem, by spotkała mnie niespodzianka po drugiej stronie. Zacząłem więc czytać o różnych religiach i filozofiach. Wszystkie były bardzo interesujące i dawały nadzieję, że jest coś po drugiej stronie.

Z drugiej strony jako niezależny artysta tworzący witraże, nie miałem żadnego ubezpieczenia zdrowotnego. Oszczędności całego mojego życia wydałem w jednej chwili na badania medyczne. Następnie leczyłem się, nie mając ubezpieczenia. Nie chciałem narażać rodziny na problemy finansowe, zdecydowałem więc, że sam się tym zajmę. Ból nie trwał bez przerwy, ale były chwile, kiedy byłem zamroczony. Doszło do tego, że bałem się jeździć i w końcu wylądowałem w hospicjum. Miałem tam swoją opiekunkę, która była przy mnie w ostatnich chwilach. Obecność tego anioła, zesłanego mi przez Boga, była dla mnie błogosławieństwem. Trwało to około 18 miesięcy. Nie chciałem jednak brać leków przeciwbólowych, bo pragnąłem zachować świadomość na tyle, na ile to było możliwe. Następnie doświadczyłem takiego bólu, że nie istniało nic poza nim, na szczęście ataki trwały tylko po kilka dni.

Światło Boga

Pamiętam, że obudziłem się któregoś ranka w domu około 4:30 i po prostu wiedziałem, że nadszedł koniec. To był dzień, kiedy miałem umrzeć. Zadzwoniłem do kilku przyjaciół, aby się pożegnać. Obudziłem swoją opiekunkę z hospicjum i uprzedziłem ją. Ponieważ przeczytałem, że kiedy się umiera dzieją się różne ciekawe rzeczy, umówiłem się z nią, że po mojej śmierci zostawi moje ciało na sześć godzin. Znowu zasnąłem. Następne, co pamiętam, to początek typowej śmierci klinicznej. Nagle byłem w pełni świadomy i stałem, choć moje ciało spoczywało w łóżku. Otaczała mnie ciemność. Kiedy byłem poza ciałem, wszystko było bardziej wyraźne niż normalnie. Było tak wyraźne, że widziałem każdy pokój w domu, strych, okolice domu, i to, co znajdowało się pod nim.

Zobaczyłem Światło i zwróciłem się ku niemu. Było bardzo podobne do tego, które ludzie opisują w swoich relacjach o śmierci klinicznej. Było takie wspaniałe. Można go dotknąć, można go poczuć. Przyciąga do siebie – chcesz podejść do niego, tak jak podszedłbyś do idealnej matki lub ojca, by Cię przytulili. W miarę jak zbliżałem się do Światła, wiedziałem intuicyjnie, że jeśli wejdę w nie, to umrę. Tak więc zbliżając się, powiedziałem: „Proszę, poczekaj chwilę, moment. Chcę to przemyśleć; chciałbym z Tobą porozmawiać zanim pójdę dalej”.

Ku mojemu zaskoczeniu, całe doświadczenie zatrzymało się w tym punkcie. W rzeczywistości mamy kontrolę nad swoją śmiercią. To nie jest karuzela, której nie można zatrzymać. Moja prośba została spełniona i odbyłem klika rozmów ze Światłem. Światło przybierało różne postacie, np. Jezusa, Buddy, Kriszny, mandali, archetypów i znaków.

Zapytałem Światło: „Co tu się dzieje? Proszę, Światło, wyjaśnij mi, kim jesteś. Chcę wiedzieć, co jest rzeczywiste”.

Nie potrafię przytoczyć dokładnych słów, bo to był rodzaj telepatii. Światło odpowiedziało, przekazując mi informację, że to, co dzieje się, kiedy spotykamy się ze Światłem, zależy od naszych poglądów. Jeśli jesteś Buddystą, Katolikiem lub Muzułmańskim fundamentalistą, to dostajesz to, w co wierzysz. Masz szansę, by przyjrzeć się temu i zbadać to, ale większość ludzi z niej nie korzysta. Gdy objawiło się Światło, uświadomiłem sobie, że w rzeczywistości widzę matrycę Wyższego Ja. Mogę tylko powiedzieć, że przybrało postać matrycy, mandali ludzkich dusz, i ujrzałem, że to, co nazywamy Wyższym Ja, jest matrycą. Jest to również nasze połączenie ze Źródłem; każdy z nas pochodzi bezpośrednio ze Źródła, jest jego bezpośrednim doświadczeniem. Wszyscy mamy Wyższe Ja, coś, co stoi ponad naszą duszą. Objawiło mi się ono w swojej najprawdziwszej formie energetycznej. Mogę to jedynie opisać w taki sposób, że Wyższe Ja przypomina połączenie/przewód. Nie przypominało go z wyglądu, ale jest to bezpośrednie połączenie ze Źródłem, które jest w każdym z nas. Jesteśmy bezpośrednio połączeni ze Źródłem. Tak więc Światło pokazało mi matrycę Wyższego Ja. I uzmysłowiłem sobie wyraźnie, że wszystkie Wyższe Ja są połączone ze sobą w jedno, wszyscy ludzie są jednością, jesteśmy w rzeczywistości jedną istotą, różnymi jej aspektami. Nie chodziło tu o jakąś konkretną religię. Właśnie takie informacje dostałem. I zobaczyłem tę mandalę ludzkich dusz. To była najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem. Wszedłem w nią i całkowicie mnie pochłonęła. To było jakbyś otrzymał całą miłość, jakiej kiedykolwiek pragnąłeś, i to taką miłość, która leczy, uzdrawia i regeneruje.

Kiedy tak prosiłem Światło o wyjaśnienia, zrozumiałem, czym jest matryca Wyższego Ja. Wokół Ziemi istnieje sieć stworzona ze wszystkich połączonych ze sobą Wyższych Ja. To jak wielkie przedsiębiorstwo, kolejny wyższy poziom energii subtelnej otaczającej nas, jeśli można tak powiedzieć. Następnie, po kilku minutach, poprosiłem o dalsze wyjaśnienia. Naprawdę chciałem wiedzieć, o co chodzi we Wszechświecie, i tym razem byłem gotów do podróży.

Powiedziałem: „Jestem gotów, zabierz mnie”.

Wtedy Światło zamieniło się w najpiękniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem: w mandalę ludzkich dusz na tej planecie. Wcześniej podchodziłem do wszystkiego, co działo się na Ziemi, bardzo negatywnie. Kiedy więc poprosiłem Światło o wyjaśnienia, ujrzałem dzięki tej cudownej mandali, jak piękni wszyscy jesteśmy w swej istocie. Jesteśmy najpiękniejszymi stworzeniami. Ludzka dusza, ludzka matryca, którą wspólnie tworzymy jest absolutnie fantastyczna, elegancka, egzotyczna, jest wszystkim. Nie jestem w stanie wyrazić, jak zmieniło to mój pogląd na istoty ludzkie w tej chwili.

Powiedziałem: „Oh, Boże, nie wiedziałem, jacy jesteśmy piękni”.

Na jakimkolwiek jesteś poziomie, wysokim czy niskim, jakąkolwiek postać przybrałeś, jesteś najpiękniejszym stworzeniem, naprawdę. Zaskoczyło mnie to, że żadna dusza nie była zła.

Zapytałem: „Jak to możliwe?”.

W odpowiedzi usłyszałem, że żadna dusza nie jest z natury zła. Straszne rzeczy, które przydarzają się ludziom, sprawiają, że robią oni złe rzeczy, ale ich dusze nie są złe. Światło powiedziało mi, że to, czego wszyscy szukają, to, co daje im siłę, to miłość. To, co ich niszczy, to brak miłości.

 

Wydawało mi się, że objawieniom pochodzącym od światła nie ma końca i wtedy zapytałem Je: „Czy to znaczy, że ludzkość zostanie zbawiona?”.

Wtedy, jakby w dźwięku trąby pośród deszczu spiralnych świateł, Wielkie Światło przemówiło: „Pamiętaj i nigdy o tym nie zapominaj; sami się zbawiacie, ocalacie i leczycie. Zawsze tak było. Zawsze tak będzie. Zostaliście stworzeni tak, byście mieli tę moc jeszcze zanim powstał świat”.

 

W tej chwili zrozumiałem nawet więcej. Zrozumiałem, że JUŻ ZOSTALIŚMY ZBAWIENI, ocaliliśmy siebie, ponieważ zostaliśmy stworzeni tak, byśmy się sami udoskonalali i „naprawiali”, podobnie jak reszta Boskiego Wszechświata. Podziękowałem Boskiemu Światłu z całego serca. Przyszły mi jedynie na myśl te proste słowa absolutnej wdzięczności: „O drogi Boże, drogi Wszechświecie, droga Wspaniała Jaźni, kocham swoje Życie”. Wydawało się, że Światło wdycha mnie coraz głębiej. To było uczucie, jakby Światło wchłaniało mnie całkowicie. Po dziś dzień nie potrafię opisać Światła Miłości. Wszedłem w inny wymiar, jeszcze głębszy, i stałem się świadomy czegoś więcej, o wiele więcej. Był to potężny strumień Światła, wielki i pełny, głęboko w Sercu Życia.

Zapytałem: „Co to jest?”.

 

Światło odrzekło: „To jest RZEKA ŻYCIA. Wypełnij nią swe serce po brzegi”.

Tak zrobiłem. Wziąłem jeden duży łyk, potem następny. Pić Samo Życie! Byłem w ekstazie.

 

Wtedy Światło powiedziało: „Masz życzenie”.

Wiedziało wszystko o mnie, znało całą moją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

 

„Tak!” – wyszeptałem.

 

Chciałem zobaczyć resztę Wszechświata; to, co jest poza układem słonecznym, poza ludzkimi iluzjami. Wtedy Światło powiedziało mi, że mogę dać się ponieść Nurtowi. Tak zrobiłem i Światło przeniosło mnie na koniec tunelu. Poczułem i usłyszałem całą serię bardzo delikatnych uderzeń dźwiękowych*. Co za szybkość!

Pustka Nicości

Nagle zacząłem oddalać się z zawrotną prędkością od Ziemi z nurtem Życia, widząc, jak planeta znika mi z oczu. Układ słoneczny, w całym swym majestacie, śmignął mi przed oczami i zniknął. Poruszając się z prędkością szybszą od prędkości światła, przeleciałem przez środek galaktyki, dowiadując się po drodze nowych rzeczy. Przekonałem się, że ta galaktyka, jak i reszta Wszechświata, tętni ŻYCIEM, różnymi jego odmianami. Widziałem wiele światów. Dobra wiadomość – nie jesteśmy sami we Wszechświecie! Kiedy płynąłem strumieniem świadomości przez środek galaktyki, przekształcił się on w niezwykłą falę energetyczną zbudowaną z fraktali. Mijałem wielkie grupy galaktyk, zawierające w sobie starożytną mądrość. Najpierw myślałem, że dokądś zmierzam, podróżuję. Ale wtedy zrozumiałem, w miarę jak strumień powiększa się i rozszerza, poszerza się również moja świadomość, obejmując wszystko we Wszechświecie! Mijałem wszystko, co zostało stworzone. To był niewyobrażalny cud!

 

Wszystko, co zostało stworzone, zdawało się mijać mnie z zawrotną prędkością i znikać w Świetlnych cętkach. Niemal natychmiast pojawiało się kolejne Światło. Nadchodziło ze wszystkich stron i było tak odmienne; Światło stworzone z czegoś więcej niż wszystkie częstotliwości Wszechświata. Ponownie czułem i słyszałem kilka razy aksamitne uderzenia dźwiękowe. Moja świadomość, czy też istota, rozszerzała się, by połączyć się z całym Wszechświatem Holograficznym, a nawet czymś więcej. Kiedy mijałem drugie Światło, pojawiła się we mnie świadomość, że właśnie przekroczyłem Prawdę. Nie potrafię tego lepiej wyrazić słowami, ale postaram się to wyjaśnić. Kiedy wkroczyłem w strefę drugiego Światła, wyszedłem poza pierwsze Światło. Znalazłem się w głębokim bezruchu, poza wszelką ciszą. Widziałem i postrzegałem WIECZNOŚĆ, poza Nieskończonością.

 

Byłem w Pustce.

 

Byłem w tym, co istniało przed stworzeniem, przed Wielkim Wybuchem. Przekroczyłem początek czasu – Pierwszy Świat – Pierwszą Wibrację. Byłem w Oku Stworzenia. Czułem się, jakbym dotykał twarzy Boga. To nie było doznanie religijne. Po prostu stanowiłem jedność z Najwyższym Życiem i Świadomością.

 

Mówiąc, że widziałem lub postrzegałem wieczność, mam na myśli, że doświadczałem całego stworzenia tworzącego samego siebie. Nie było początku ani końca. To myśl, która poszerza umysł, prawda? Naukowcy uważają, że Wielki Wybuch był pojedynczym wydarzeniem, dzięki któremu powstał Świat. Ja widziałem, że Wielki Wybuch jest tylko jednym z nieskończenie wielu takich samych Wybuchów, poprzez które Wszechświaty stwarzane są nieustannie i jednocześnie. Jedyne obrazy w miarę bliskie naszym kategoriom, które to oddają, to obrazy tworzone za pomocą superkomputerów przy użyciu równań geometrii fraktali.

 

Starożytni wiedzieli o tym. Twierdzili, że Bóg co jakiś czas stwarza nowe Wszechświaty poprzez wydech i de-konstruuje inne poprzez wdech. Te epoki nazywane są Jugami. Współczesna nauka nazywa to Wielkim Wybuchem. Przebywałem w absolutnej, czystej świadomości. Widziałem, obserwowałem wszystkie Wielkie Wybuchy czy też Jugi tworzące i de-konstruujące siebie. Natychmiast wszedłem w nie wszystkie jednocześnie. Ujrzałem, że każda najmniejsza cząsteczka stworzenia posiada moc, by tworzyć. Bardzo trudno to wyjaśnić. Wciąż brak mi słów, by to wyrazić.

 

Dopiero po wielu latach od powrotu znalazłem jakieś słowa, które oddają doświadczenie Pustki. Teraz mogę wam powiedzieć: Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja.

 

Gdzie jest ta pustka? Wiem. Ta Pustka jest wewnątrz i na zewnątrz wszystkiego. Ty sam, właśnie teraz, choć żyjesz, zawsze jesteś jednocześnie wewnątrz i na zewnątrz pustki. Nie musisz nigdzie iść ani umierać, by się do niej dostać. Pustka jest próżnią lub nicością istniejącą pomiędzy wszystkim, co posiada formę fizyczną. PRZESTRZEŃ pomiędzy atomami i ich składnikami. Współczesna nauka zaczęła badać tę przestrzeń pomiędzy wszystkim. Nazywają to punktem zerowym (Zero-point). Gdy tylko próbują go zmierzyć, wskaźnikom przyrządów zaczyna brakować skali, innymi słowy – zmierzają ku nieskończoności. Jak na razie nie znają sposobu, by dokładnie zmierzyć nieskończoność. Więcej jest przestrzeni zerowej w twoim ciele i całym Wszechświecie niż czegokolwiek innego!

 

To, co mistycy nazywają Pustką, nie jest nią. Jest tak pełna energii, energii innego rodzaju, która stworzyła wszystko, czym jesteśmy. Od czasu Wielkiego Wybuchu wszystko jest wibracją, począwszy od pierwszego Słowa, które jest pierwszą wibracją. Po biblijnym „Jam Jest” w rzeczywistości jest znak zapytania.„Jam Jest – Czym Jestem?” Tak więc to, co istnieje, jest Bogiem, który poznaje Własną Jaźń w każdy sposób, jaki można sobie wyobrazić, w nieustannym nieskończonym procesie poznawania poprzez każdego z nas. Poprzez każdy włos na twojej głowie, poprzez każdy liść na każdym drzewie, poprzez każdy atom Bóg bada Boską Jaźń, wielkie „Jam Jest”. Ujrzałem, że wszystko, co istnieje, jest Jaźnią, dosłownie, twoją Jaźnią, moją Jaźnią. Wszystko jest wielką Jaźnią. Właśnie dlatego Bóg wie, nawet kiedy opada liść. Jest to możliwe, ponieważ gdziekolwiek jesteś, tam jest centrum Wszechświata. Gdziekolwiek znajduje się jakikolwiek atom, tam jest centrum Wszechświata. Jest w nim Bóg i jest Bóg w Pustce.

 

Kiedy poznawałem Pustkę i wszystkie Jugi, czy też całe stworzenie, istniałem całkowicie poza czasem i przestrzenią w takiej formie, w jakiej my je znamy. W tym stanie poszerzonej świadomości odkryłem, że to, co zostało stworzone, jest Absolutnie Czystą Świadomością lub Bogiem, Doświadczającym Życia takiego, jakim je znamy. Pustka sama w sobie pozbawiona jest doświadczenia. To stan przed-życiem, sprzed pierwszej wibracji. Bóg to coś więcej niż tylko Życie i Śmierć. Dlatego we Wszechświecie można doświadczać czegoś więcej niż tylko Życia i Śmierci!

 

Byłem w Pustce i byłem świadomy wszystkiego, co kiedykolwiek zostało stworzone. To było jakby patrzenie oczyma Boga. Stałem się Bogiem. Nagle nie byłem już sobą. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że patrzyłem oczyma Boga. Nagle znałem przyczynę istnienia każdego atomu i widziałem wszystko. Interesujące jest to, że kiedy wszedłem w Pustkę, powróciłem ze zrozumieniem, że Bóg nie istnieje gdzieś tam. Bóg jest tutaj. Właśnie o to chodzi. Ludzie ciągle gdzieś szukają Boga… a Bóg dał nam wszystko, wszystko jest tutaj, właśnie tutaj. I teraz jesteśmy Bogiem, który poprzez nas poznaje Samego Siebie. Ludzie są tak zajęci, próbując stać się Bogiem, że powinni zrozumieć, iż już jesteśmy Bogiem, a Bóg staje się nami. Właśnie o to chodzi w rzeczywistości.

Kiedy pojąłem to, nie miałem już co robić w Pustce i chciałem wrócić do stworzenia lub Jugi. Wydawało się to być naturalną koleją rzeczy. Wówczas nagle powróciłem poprzez drugie Światło lub Wielki Wybuch, słysząc kolejne aksamitne odgłosy uderzeń dźwiękowych. Poruszałem się wraz ze strumieniem świadomości z powrotem poprzez wszystko, co istniało – co to była za przejażdżka! Wielkie skupiska galaktyk przechodziły przeze mnie, a ja doświadczałem jeszcze więcej. Przekroczyłem centrum naszej galaktyki, które jest czarną dziurą. Czarne Dziury to wielkie procesory lub też urządzenia do przetwarzania Wszechświata. Wiecie co jest po drugiej stronie Czarnej Dziury? My; nasza galaktyka, która została przetworzona z innego Wszechświata. W swej całkowitej konfiguracji energetycznej galaktyka wyglądała jak fantastyczne świetlne miasto. Cała energia po tej stronie Wielkiego Wybuchu jest światłem. Każda cząsteczka, atom, gwiazda, planeta, nawet sama świadomość stworzona jest ze światła, posiada częstotliwość i/lub jest cząsteczką. Światło żyje. Wszystko stworzone jest ze światła, nawet kamienie. Tak więc wszystko żyje. Wszystko zostało stworzone ze Światła Boga; wszystko jest bardzo inteligentne.

Światło miłości

Kiedy tak podążałem z nurtem strumienia, zobaczyłem w końcu, jak zbliża się wielka Światłość. Wiedziałem, że to było Pierwsze Światło – Świetlna Matryca Wyższego Ja naszego układu słonecznego. Wtedy cały układ słoneczny pojawił się w Świetle, czemu towarzyszyły aksamitne uderzenia dźwiękowe.

Ujrzałem, że nasz układ słoneczny, w którym żyjemy, jest naszym większym, lokalnym ciałem. To nasze ciało lokalne i jesteśmy o wiele więksi, niż nam się wydaje. Zobaczyłem, że układ słoneczny to nasze ciało. Jestem jego częścią, a Ziemia jest nami, częścią tego czegoś wielkiego, co zostało stworzone, a my jesteśmy częścią tego, co wie, że istnieje. Ale jesteśmy tylko częścią. Nie jesteśmy wszystkim, ale jesteśmy tą częścią, która wie, że istnieje.

Widziałem całą energię, jaką wytwarza nasz układ słoneczny, i jest to niewiarygodny pokaz świetlny! Słyszałem Muzykę Sfer. Nasz układ słoneczny, podobnie jak wszystkie inne ciała niebieskie, wytwarza unikalną matrycę światła, dźwięku oraz energii wibracji. Zaawansowane cywilizacje z innych systemów gwiezdnych umieją dostrzec we Wszechświecie życie, takie jak my je pojmujemy dzięki wibracyjnemu lub energetycznemu odciskowi matrycy. To dziecinna zabawa. Cudowne Dzieci Ziemi (ludzkie istoty) obecnie wytwarzają mnóstwo dźwięku, jak dzieci bawiące się na podwórku Wszechświata.

Bezpośrednio z nurtem strumienia dotarłem do środka Światła. Poczułem, jakby Światło mnie objęło, kiedy znowu wchłonęło mnie ono swym oddechem, po czym nastąpiła seria delikatnych uderzeń dźwiękowych.

Przebywałem w tym wielkim Świetle Miłości, a strumień życia przepływał przeze mnie. Muszę to powtórzyć: to najbardziej pełne miłości Światło, w którym nie ma ni cienia krytyki. To idealny rodzic dla Cudownego Dziecka.

 

„Co teraz?” – zastanawiałem się.

 

Światło wyjaśniło mi, że nie ma śmierci; jesteśmy nieśmiertelnymi istotami. Żyjemy od zawsze! Pojąłem, że jesteśmy częścią naturalnego systemu życia, który sam się odnawia nieustannie. Nigdy mi nie powiedziano, że muszę wrócić. Po prostu wiedziałem, że tak będzie. To było po prostu oczywiste, z tego, co widziałem.

 

Nie wiem jak długo przebywałem ze Światłem z punktu widzenia ziemskiego czasu. Lecz nadszedł moment, kiedy pojąłem, że dostałem odpowiedź na wszystkie swoje pytania i nadszedł czas powrotu. Mówiąc, że po tamtej stronie dostałem odpowiedź na wszystkie swoje pytania, dokładnie to mam na myśli. Dostałem odpowiedź na wszystkie pytania. Każdy człowiek ma inne życie i swój zestaw pytań, na które musi znaleźć odpowiedź. Niektóre pytania są uniwersalne, lecz każdy z nas bada to, co nazywamy Życiem, na swój własny, wyjątkowy sposób. To samo odnosi się do każdej innej formy życia, od gór do każdego listka na każdym drzewie.

Jest to bardzo ważne dla nas wszystkich w tym Wszechświecie, dlatego że wszystko składa się na Wielki Obraz, pełnię Życia. Jesteśmy Bogiem, w dosłownym tego znaczeniu, który bada Swoją Jaźń poprzez nieskończony Taniec Życia. Twoja wyjątkowość wspiera całość Życia.

Powrót na ziemię

Kiedy zacząłem powracać do tego cyklu życia, nigdy nie przyszło mi do głowy, nikt też mi tego nie powiedział, że powrócę do tego samego ciała. To po prostu nie miało znaczenia. Pokładałem całkowitą ufność w Świetle i procesie Życia. Kiedy strumień połączył się z wielkim Światłem poprosiłem o to, bym nigdy nie zapomniał tego, co zostało mi objawione ani odczuć tego, czego nauczyłem się po drugiej stronie.

Odpowiedź brzmiała: „Tak”.

Było to jak pocałunek dla mojej duszy.

Potem Światło zabrało mnie z powrotem w sferę wibracji. Cały proces przebiegł ponownie w odwrotnym kierunku i dowiedziałem się jeszcze więcej. Wróciłem do domu. To była lekcja na temat tego, jak działa reinkarnacja. Dostałem odpowiedź na wszystkie swoje pytania, choćby te najbardziej błahe: „Jak działa to? Jak działa tamto?”. Wiedziałem, że odrodzę się. Ziemia to wielki przetwarzacz energii, z którego indywidualna świadomość ewoluuje w każdego z nas. Po raz pierwszy pomyślałem o sobie jak o człowieku i byłem szczęśliwy, że nim jestem. Z tego, co widziałem, byłbym szczęśliwy, będąc atomem w tym Wszechświecie. Atomem. A być częścią Boga jako człowiek to… najwspanialsze błogosławieństwo. To błogosławieństwo, które przekracza nasze najśmielsze oczekiwania i pojęcie. Dla każdego z nas udział w tym doświadczeniu jako ludzka istota jest cudowny i wspaniały. Każdy z nas, bez względu na to gdzie jesteśmy, czy jesteśmy szczęśliwi czy nie, jest błogosławieństwem dla planety, właśnie tu gdzie jest.

Przeszedłem więc przez proces reinkarnacji, spodziewając się, że odrodzę się gdzieś jako niemowlę. Ale „dostałem nauczkę” w kwestii tego, jak indywidualna tożsamość i świadomość ewoluują. Wróciłem z powrotem do swojego ciała. Byłem bardzo zaskoczony, kiedy otworzyłem oczy. Nie wiem dlaczego, ale to była taka niespodzianka wrócić z powrotem do tego ciała, do mojego pokoju i zobaczyć kogoś, kto wypłakiwał sobie nade mną oczy. To była moja opiekunka z hospicjum. Poddała się półtorej godziny po tym, jak odnalazła mnie martwego. Była pewna, że nie żyję; były wszystkie oznaki śmierci – sztywniałem. Nie wiemy, jak długo byłem martwy, ale wiemy, że minęło półtorej godziny od momentu, kiedy mnie znalazła. Na tyle na ile mogła, uszanowała moje życzenie, by moje ciało zostawić tuż po śmierci na kilka godzin. Mieliśmy specjalny stetoskop i wiele sposobów kontroli podstawowych funkcji życiowych, by stwierdzić, co się działo. Może potwierdzić, że naprawdę byłem martwy. To nie była śmierć kliniczna. Przez co najmniej półtorej godziny doświadczyłem śmierci. Znalazła mnie martwego i zbadała przy pomocy stetoskopu, zbadała ciśnienie i monitorowała serce przez półtorej godziny. Potem przebudziłem się i zobaczyłem światło na zewnątrz. Próbowałem wstać, by podejść do niego, ale wypadłem z łóżka. Wtedy usłyszała głośny „łomot”, wbiegła do pokoju i znalazła mnie na podłodze.

Kiedy doszedłem do siebie, byłem bardzo zaskoczony, a jednocześnie zafascynowany tym, co mi się przytrafiło. Na początku nie pamiętałem nic z podróży, którą odbyłem. Byłem na wpół świadomy i ciągle pytałem: „Czy ja żyję?”. Ten świat był dla mnie bardziej snem niż tamten. W ciągu trzech dni zacząłem powracać do normy, czuć się normalnie, myśleć jaśniej, a mimo to czułem się inaczej niż w ciągu całego mojego życia. Pamięć mojej podróży powróciła później. Nie dostrzegałem zła w żadnej ludzkiej istocie. Wcześniej byłem bardzo krytyczny. Myślałem, że większość ludzi ma nierówno pod sufitem, w rzeczywistości myślałem, że wszyscy mają nierówno pod sufitem poza mną. Ale wszystko to mi się wyjaśniło.

Mniej więcej trzy miesiące później przyjaciel poradził mi, że powinienem przebadać się, więc poszedłem i zrobiłem wszystkie badania. Naprawdę czułem się dobrze, jednak bałem się, że wiadomości mogą być złe. Pamiętam jak lekarz w przychodni popatrzył na wyniki badań robionych przed i po tym wszystkim i powiedział: „Hm, ale teraz tu nic nie ma”.

Powiedziałem: „Naprawdę? To musi być cud”.

Odparł: „Nie, to się zdarza, nazywa się to samoistna remisja”.

Wydawało się, że nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Ale to był cud i ja byłem pod wrażeniem, nawet jeśli nikt inny nie był.

Czego się nauczyłem

Tajemnica życia ma niewiele wspólnego z inteligencją. Wszechświat to wcale nie jest proces intelektualny. Intelekt jest pomocny, jest wspaniały, ale na razie wszystko przetwarzamy wyłącznie za jego pomocą, zamiast za pomocą naszych serc i mądrzejszej części nas samych.

 

Jądro Ziemi jest wielkim transmuterem energii, tak jak to jest przedstawione na obrazkach ziemskiego pola magnetycznego. To nasz cykl, ponowne przyciąganie reinkarnowanych dusz. Znakiem tego, że zaczynasz osiągać ludzki poziom, jest to, że zaczynasz ewoluować w indywidualną świadomość. Zwierzęta mają zbiorowa duszę, reinkarnują w zbiorowej duszy. Jeleń może na zawsze pozostać jeleniem. Ale jeśli urodzisz się jako człowiek, czy to kaleka czy geniusz, oznacza to, że jesteś na ścieżce do rozwoju indywidualnej świadomości. To z kolei tworzy część grupowej świadomości nazywanej ludzkością. Widziałem, że rasy są grupami osobowości. Narody, takie jak Francja, Niemcy, Chiny, każdy ma swoją własną osobowość. Miasta mają swoją własną osobowość, swoje lokalne zbiorowe dusze, które przyciągają pewnych ludzi. Rodziny mają grupowe dusze. Indywidualna tożsamość ewoluuje jak odgałęzienia fraktala; dusza zbiorowa rozwija się poprzez naszą indywidualność. Różne pytania, które ma każdy z nas, są bardzo bardzo ważne. Właśnie w taki sposób Bóg poznaje Swoją Jaźń – poprzez Ciebie. Zadaj swoje pytania, poszukuj. Odnajdziesz swoją Jaźń i odnajdziesz Boga w tej Jaźni, bo to jedyna Jaźń jaka istnieje.

 

Coś więcej, zacząłem dostrzegać, że my wszyscy, ludzie, tworzymy duchową jedność. Jesteśmy częścią tej samej duszy, rozgałęziającej się w formie fraktali w różnych kierunkach, ale wciąż tą samą. Teraz każdego człowieka postrzegam jako swego duchowego przyjaciela, przyjaciela mej duszy, tego, którego zawsze szukałem. Poza tym, najwspanialszym przyjacielem duchowym, którego będziesz miał zawsze, jesteś ty sam. W każdym z nas jest pierwiastek zarówno męski, jak i żeński. Doświadczamy tego w macicy i doświadczamy tego w trakcie reinkarnacji. Jeśli szukasz najlepszego, największego duchowego przyjaciela poza sobą, to być może nigdy go nie znajdziesz, bo go tam nie ma. Tak jak Boga nie ma „tam”. Bóg jest tutaj. Nie szukaj Boga „gdzieś tam”. Boga szukaj tutaj. Szukaj poprzez swoją Jaźń. Znajdź miłość swojego życia… swoją Jaźń. Dzięki temu wszystko pokochasz.

 

Zszedłem do czegoś, co można nazwać Piekłem i było to bardzo zaskakujące doświadczenie. Nie było w nim Szatana czy zła. Moje zejście do Piekła było zejściem w indywidualną ludzką niedolę, ignorancję i ciemność niewiedzy każdego człowieka. Wydawało się to być wiecznością nieszczęścia. Ale każda z tych milionów dusz, które mnie otaczały, zawsze miała gwiazdkę światła. Tyle, że nikt nie zauważał tego. Byli tak pochłonięci swoimi własnymi żalami, traumą i nieszczęściem. Lecz po czasie, który wydawał się być wiecznością, zacząłem wzywać Światło, jak dziecko, które woła rodzica, by mu pomogło. Wtedy Światło otworzyło się, tworząc tunel, który pojawił się tuż przy mnie i odizolował mnie od tego całego bólu i lęku. Właśnie tak wygląda Piekło. Teraz uczymy się, jak chwycić się za ręce i razem wyjść z niego. Wrota Piekieł są teraz otwarte. Połączymy się, chwycimy za ręce i wspólnie wyjdziemy z Piekła. Światło podeszło do mnie i przybrało postać wielkiego, złotego Anioła.

Zapytałem: „Czy jesteś aniołem śmierci?”.

Odpowiedziało mi, że jest moją wyższą duszą, matrycą mojego Wyższego Ja, najdawniejszą częścią mnie. I wtedy zostałem zabrany do Światła.

 

Wkrótce nasza nauka zmierzy ducha. Czyż to nie wspaniałe? Wymyślamy urządzenia, które są czułe na subtelną energię, energię duchową. Fizycy używają akceleratorów, po to by doprowadzać do zderzenia atomów i przekonać się, z czego są zbudowane. Doszli do kwarków i powabów** i całej reszty. Któregoś dnia dojdą do tego, co scala te cząsteczki i nazwą to… Bogiem. Za pomocą akceleratorów nie tylko badają budowę cząsteczek, ale również je tworzą. Dzięki Bogu, większość z nich istnieje zaledwie milisekundy i nanosekundy***. Zaczynamy dopiero pojmować, że również stwarzamy istniejąc. Kiedy zobaczyłem wieczność, wszedłem w sferę, w której istnieje punkt, w którym przekraczamy wszelką wiedzę i zaczynamy tworzyć kolejny fraktal, następny poziom. Poznając, mamy moc by tworzyć. To Sam Bóg, który poprzez nas rozprzestrzenia się.

 

Od czasu powrotu doświadczam Światła spontanicznie i nauczyłem się, jak dostać się w tę przestrzeń niemal w każdej chwili podczas medytacji. Każdy z Was może zrobić to samo. Nie musicie umierać, by to osiągnąć. To jest w zasięgu waszych możliwości, macie do tego wszystko, co potrzeba. Ciało to najwspanialsza istota Świetlna, jaka istnieje. Ciało to Wszechświat niewiarygodnego Światła. Duch nie popycha nas do tego, by nasze ciało rozpuściło się. To nie tak. Przestań próbować stać się Bogiem; Bóg staje się Tobą. Tutaj.

 

Umysł jest jak dziecko, które biega po Wszechświecie, stawiając żądania i uważając, że to ono stworzyło Wszechświat. Lecz zapytaj umysłu: „Co wspólnego z tym ma twoja matka?”. To kolejny poziom duchowej świadomości. Oh! Moja matka! Nagle rezygnujesz z ego, ponieważ nie jesteś jedyną dusza we Wszechświecie.

 

Jedno z pytań, które zadałem Bogu, brzmiało: „Czym jest Niebo?”. Zostałem oprowadzony po wszystkich niebach, jakie zostały stworzone: Nirwana, Kraina Wiecznych Łowów oraz wszystkich innych. Zwiedziłem je. To są myślokształty, które sami stworzyliśmy. W rzeczywistości nie idziemy do nieba; jesteśmy przetwarzani. Lecz cokolwiek stworzyliśmy, zostawiamy w tym cząstkę siebie. To jest prawdziwe, ale to nie jest całość duszy.

 

Zobaczyłem Niebo chrześcijan. Wyobrażamy sobie, że to piękne miejsce, w którym stoimy przed tronem Boga, oddając mu cześć po wsze czasy. Sprawdziłem. To nudy! Tylko to mamy robić? To dziecinne. Nie chcę nikogo obrażać. Niektóre Nieba są bardzo interesujące, a niektóre bardzo nudne. Według mnie starożytne nieba są bardziej interesujące, np. indiańska Kraina Wiecznych Łowów. Egipcjanie mają fantastyczne nieba. Nieba ciągną się i ciągną. Jest ich wiele. W każdym z nich jest fraktal, który jest twoją indywidualną interpretacją, chyba że jesteś częścią zbiorowej duszy, która wierzy tylko w Boga danej religii. Ale nawet wtedy każdy jest nieco inny. To ta część ciebie, którą tam zostawiasz. W Śmierci chodzi o Życie, a nie o Niebo.

 

Zapytałem Boga: „Jaka jest najlepsza religia na Ziemi? Która jest właściwa?”.

A Bóg odpowiedział z wielką miłością: „Dla mnie to nie ma znaczenia”.

To była niewiarygodna łaska. Oznaczało to, że to my jesteśmy istotami, dla których to ma znaczenie. Najwyższy Bóg wszystkich gwiazd mówi nam: „Nieważne jakiego jesteś wyznania”. Religie pojawiają się i znikają, zmieniają się. Buddyzm nie istniał od zawsze, katolicyzm tak samo, i we wszystkich wkrótce będzie więcej światła. Obecnie więcej światła dociera do wszystkich systemów. W duchowości nastąpi reformacja, równie dramatyczna jak Reformacja Protestancka. Wiele osób będzie walczyć z tego powodu, jedna religia przeciwko innej, a każdy będzie wierzył, że racja jest po jego stronie. Wszyscy myślą, że posiadają na własność Boga, religie i filozofie, zwłaszcza religie, ponieważ tworzą one wielkie organizacje skupione wokół filozofii. Kiedy Bóg powiedział: „Dla mnie to nie ma znaczenia”, natychmiast pojąłem, że to dla nas ma mieć znaczenie. To ważne, ponieważ to my jesteśmy istotami, którym zależy. Dla nas to ma znaczenie i dlatego jest ważne. Najwyższy Bóg nie dba o to, czy jesteś Protestantem, Buddystą lub kimkolwiek innym. Chciałbym, żeby wyznawcy wszystkich religii to zrozumieli i żyli obok siebie. To nie jest koniec żadnej religii, ale rozmawiamy o tym samym Bogu. Żyj i daj żyć innym. Każdy ma swój własny pogląd, który składa się na wielki obraz, wszystko jest ważne.

 

Zanim znalazłem się po drugiej stronie, miałem wiele obaw dotyczących toksycznych odpadów, pocisków nuklearnych, eksplozji demograficznej, wyrębu lasów tropikalnych. Kiedy wróciłem, pokochałem każdy z tych problemów. Kocham odpady toksyczne. Kocham grzyba nuklearnego; to najświętsza mandala, którą stworzyliśmy w postaci archetypu. Ona właśnie, bardziej niż jakakolwiek filozofia czy religia na świecie, zjednoczyła nas nagle, wznosząc na nowy poziom świadomości. Wiedząc, że możemy wysadzić planetę pięćdziesiąt lub pięćset razy, pojmujemy w końcu, że być może wszyscy jesteśmy tu teraz razem. Przez jakiś czas musieli odpalać bomby, by nam to uświadomić. Wtedy zaczęliśmy mówić: „już tego nie potrzebujemy”. Teraz żyjemy w świecie bezpieczniejszym niż kiedykolwiek wcześniej, a będzie jeszcze bezpieczniejszy. Powróciłem więc z miłością dla odpadów toksycznych, ponieważ one nas zjednoczyły. To takie ważne kwestie. Jak powiedziałby Peter Russel: te problemy przybrały „rozmiar duszy”. Czy mamy odpowiedź na miarę duszy? TAK!

 

Wyrąb lasów tropikalnych wkrótce zmniejszy się i za pięćdziesiąt lat będzie tyle drzew, ile od dawna już nie było na naszej planecie. Jeśli interesuje cię ekologia, zajmij się nią; jesteś częścią systemu, który staje się świadomy. Zaangażuj się w to tak mocno, jak tylko możesz, ale nie bądź przygnębiony. To część czegoś większego. Ziemia przechodzi proces oswajania samej siebie. Nigdy już nie będzie tak dzika jak niegdyś. Będą jednak wspaniałe, dzikie, niedostępne miejsca, w których natura przetrwa w swej pierwotnej postaci. Ogrodnictwo i rezerwaty będą ważne w przyszłości. Liczba ludności zbliża się do optymalnego poziomu energetycznego, by wywołać zmianę w świadomości. Ta zmiana zmieni politykę, pieniądze, energię.

 

Co dzieje się, kiedy śnimy? Jesteśmy wielowymiarowymi istotami. Mamy dostęp do innych wymiarów poprzez świadomy sen. W rzeczywistości ten Wszechświat jest snem Boga. Jedną z rzeczy, o których się przekonałem, było to, że jesteśmy punkcikiem na planecie, która jest punkcikiem w galaktyce, która też jest punkcikiem. Istnieją wielkie systemy, a my jesteśmy czymś w rodzaju przeciętnego systemu. Ale istoty ludzkie już stały się legendą w całym kosmosie świadomości. Niewielka, chaotyczna istota ludzka z Ziemi/Gaji stała się legendarna. Jedną z rzeczy, dzięki którym przeszliśmy do legendy, są sny. Jesteśmy Legendarnymi Śniącymi. W rzeczywistości cały kosmos poszukuje sensu życia, znaczenia wszystkiego. A to właśnie ta niewielka istota, która śni, znalazła najlepszą odpowiedź. Wyśniliśmy ją. Sny są więc ważne.

 

Po śmierci i po powrocie, naprawdę szanuję życie i śmierć. Być może dzięki eksperymentom na DNA otwarliśmy wrota do wielkiej tajemnicy. Wkrótce już będziemy mogli żyć w jednym ciele tak długo, jak tylko zapragniemy. Po około 150 latach dusza intuicyjnie wyczuje, że czas na zmianę kanału. Życie wieczne w jednym ciele nie jest tak twórcze jak reinkarnacja, jak transfer energetyczny w tym fantastycznym wirze energii, w którym jesteśmy. Ujrzymy mądrość życia i śmierci i spodoba nam się to. Żyjemy od zawsze, tak jak teraz. Ciało, w którym obecnie jesteście, żyje od zawsze. Pochodzi od wiecznego strumienia życia, powraca do Wielkiego Wybuchu i poza niego. To ciało daje życie następnemu życiu, w gęstej i subtelnej energii.

To ciało istnieje już od zawsze.

* W fizyce uderzenia dźwiękowe to zjawisko, które pojawia się przy przekraczaniu prędkości dźwięku.

** Rodzaj cząstek elementarnych.

*** nanosekunda – 1 ns = 0,000000001s; milisekunda – 1ms = 0,001s.

Mellen-Thomas Benedict

tłumaczenie: INDYGO, astraldynamics.pl

Kody zniewolenia – Krzysztof Myśl

Zakodowane jest nasze życie,
tkwimy w niemocy żelaznym uchwycie,
zakodowane jest nasze ciało,
przez lata życia, by wciąż cierpiało.
Gdy się rodzimy, jesteśmy niewinni,
robimy to, cośmy powinni,
bawimy się i radości doświadczamy,
pamięć miłości jeszcze w sobie mamy.
Lecz czas szybko mija i świadomość życia
pakuje nam kody w niewinność z ukrycia.
Zapominamy, że z nieba przyszliśmy.
że niebo na Ziemi tworzyć mieliśmy.
Słuchamy tego, co nam inni każą,
nieświadomi, że z posługą obce kody włażą.
Zaczynamy chorować, bo się z tym nie zgadzamy,
lecz do dziecięcej miłości już nikły dostęp mamy.
Idziemy do szkoły i znów nas kodują,
w strachu i służalstwie każdego wychowują.
Ksiądz na religii straszy Bogiem każącym,
koduje szatanem w kościół wątpiącym.
Przyjmujemy kody, żeśmy grzeszni od urodzenia,
że tylko przez kościół świat na lepszy się zmienia.
Brniemy w tym kłamstwie, szukając na zewnątrz Boga,
bo nas zakodowano, że to jedyna do nieba droga.
Rodzice nasi, korzystając z naszej miłości,
zmuszają nas do powielania swoich błędów młodości.
Niby nas kochają, lecz ciągle kody dają,
chyba już nie wierzą, że nad sobą władzę mają.
I dalej brniemy w życia ślepym zaułku,
przyjmując komunię świętą w kościółku.
Od tego momentu Boga, swego przyjaciela,
zjadać będziemy w kościele co niedziela,
będziemy pić jego krew dla jego chwały,
kodując się dalej, jaki człowiek mały.
Idziemy przez życie z coraz większym kodów bagażem,
pakując podarki niemocy od ludzi z większym stażem.
W szkole się uczymy wszystkiego, tylko nie miłości,
kodując się na innych w uczuciach uległości.
I wtedy co niektórzy budzą sie z letargu,
nie chcą uczestniczyć w życiu dusz przetargu,
znajdują prawdę w sobie, z Bogiem rozmawiają,
budząc strach w innych, że wpływ na życie mają,
są izolowani w życiu społeczeństwa
za odbieranie kościołowi władzy palmy pierszeństwa,
że się ośmielili iść inną drogą, jak kościół każe,
i zamiast cielce miłość i prawdę wnoszą na ołtarze.
Ci, co Boga w swoim sercu do tej pory nie odkryli,
do końca się zamkną i pod dyktando władzy będą żyli.
Sakrament bierzmowania wetrze się w ich Boskie ciało,
żeby służyli hierarchii, gdyż kościołowi jest wciąż mało.
I tak docieramy do wieku mocy dojrzewania,
tłumi się pod strachem energię naszego wzrastania.
Nikt nam nie tłumaczy, jak wielką mocą dysponujemy,
gdyż nieświadomi dobrymi niewolnikami systemu zostaniemy.
Kształcić się będziemy przez lata w wielkim stresie,
nie zdając sobie sprawy, że wiedza jest w nas, a nauczyciele w lesie.
Kończąc naukę, zasilamy szeregi bezrobotnych armii,
licząc na to, że władza i kościół nasze ciała nakarmi.
Gdy już tak tkwimy w niewoli i chorzy z uzależnienia,
nasze dusze wołają o pobudkę ze snu niemocy spełnienia.
I niektórym się udaje zerwać kody nieświadomości,
zdobywając Boską wiedzę napełniając się uczuciem miłości,
zasilając szeregi ludzi pragnących wolności,
doprowadzając tym system do uczucia wściekłości.
Lecz większość niestety we śnie swym zostaje,
licząc wciąż na to, że przy bogatym i głodny się naje.
Większość też ludzi sakrament małżeński przyjmując,
kochaną osobę wiąże, fałszywą miłością kodując.
I rodzą się dzieci Boże w biedzie i braku miłości,
byle było ich więcej, to kod kościoła dla swej chciwości.
Kościół i władza obdzierają nas z ostatniego tchnienia,
zabierając nam godność i możliwość samostanowienia.
Ci, co szczęście mają, pracować będą w pocie czoła,
kodując się na ciężkie życie, smutek rozsiewając dookoła.
Smutki i żale nasze zatopione w oparach alkocholu
wprowadzać będą zakłócenia i kody niemocy w ziemskim polu.
Bogaci jeszcze bardziej bogacić się będą,
nie wiedząc, że tacy do wnętrza klucza nie zdobędą.
Z każdym oddechem materialnego uzależnienia,
będą patrzyli w swą duszę z pozycji własnego cienia.
Jednak i z nich co niektóry ze snu się obudzi
i zapał do gromadzenia w swym sercu ostudzi.
Gdy pojmą, że bogactwo i władza żądzą światem iluzji,
zdejmą kody niewiedzy, budząc świat miłości, energii fuzji,
i będą pionierami, głosząc prawdę w społeczeństwie,
że życie bogate na zewnątrz jest fałszem w bezpieczeństwie,
że świątynią Boga jest nie budynek kościelny,
że ci, co tak myślą, w niewiedzy służą mocom piekielnym,
że Bóg umiłował tylko jednego przedstawiciela,
tego, co w nas żyje i jego nauki w życie wciela.
Lecz takich osób jest i będzie bardzo niewiele,
będą szykanowani i opuszczą ich przyjaciele,
fałszywi zresztą, drżąc ze strachu o egzystencję,
oddadzą swą wolności prawdę w pazerne władzy ręce.
I większość z nich będzie, nie mogąc z kodami sobie dać rady,
szukać na zewnątrz pomocy korzystając z lekarza porady.
Dożywając kwiecia wieku, wieku swego przekwitania,
dusze bardzo wielu ludzi zanucą pieśń rozstania,
pieśń rozpaczy dla ciała, dla duszy westchnienia,
że znowu w tym wcieleniu mało było zrozumienia,
co jest w życiu ważne, po co tu żyliśmy,
za jaką prawdą w świecie ciągle goniliśmy.
Niektórzy odeszli, lecz inni pozostają,
dalszą szansę nauki od swej duszy dostają.
I znowu tylko garstka z nich oprzytomnieje,
że życie to nie starość, co jak metal rdzewieje,
że ważna jest miłość do wszelkiego stworzenia,
by u schyłku życia mieć poczucie zjednoczenia,
że każda istota, co z miłości się tworzy,
nasze serca na wszechświat jedności otworzy.
Uczyć też będą ci szanowni ludzie,
że żyjąc dla pieniędzy żyje się w ułudzie,
że goli tu przyszliśmy i goli odejdziemy,
że tylko w miłości swe spełnienie znajdziemy.
Lecz i oni, gdy odejdą, już na to wpływu nie będą mieli,
złożą ich kości na cmentarzu grobie, choćby tego nie chcieli.
Ostatni kod przyjmą od swego martwego ciała,
że gdy zapłacą za pogrzeb, w niebie ich czeka chwała.
I skończyć w zasadzie tę smutną opowieść można by było,
żeby nie myśl, że bez pieniędzy i władzy lepiej by się żyło.
Bo cóż nam dają te wszystkie kody władzy i kontroli,
niszczą nasze ciała i psychikę trzymają w niewoli,
wyciskują uczucia nienawiści, pogardy i strachu,
gdyż są zła mistrzami iluzji w swym piekielnym fachu.
A gdyby tak spojrzeć na życie nasze z dobrej strony
i mieć wszystkie stworzenia i miłość przed złem do obrony,
żyć chwilą obecną, widzieć w każdym swe odbicie Boskie,
być Bogiem za życia i prowadzić życie beztroskie,
wierzyć w swą moc, o której Chystus opowiadał,
być taki jak on, by każdy świadectwo prawdzie dawał.
Nie będzie morału z tej długiej o życiu opowieści,
scenariusz niech każdy napisze sam, a życie jego prawdę obwieści.

źródło: magazyn Nexus 2/2003 (32)
http://www.nexus.media.pl

Krzysztof Myśl

3.12 Odkryj swą jaźń – medytacja

Oddech jest esencją życia. Stanowi swego rodzaju pomost między ciałem fizycznym, a ciałami duchowymi. Dzięki niemu człowiek jest cały czas w kontakcie z całym światem. Umysł ma kontakt z ciałem. Przy wdechu ciało wypełnia się świeżą energią, przy wydechu ciało opuszcza przemieniona forma tej energii. Dzięki oddechom człowiek cały czas uczestniczy w wymianie energii życiowej. Dlatego skupianie się na oddechu tworzy potężną technikę medytacyjną, która była znana od zamierzchłych czasów.

Celem tej medytacji jest doświadczenie swojej wewnętrznej jaźni. Doświadczenie swego istnienia. Niby nic wielkiego, każdy z nas przecież istnieje. Jest człowiekiem. Każdy żyje, je, oddycha, rozmawia, myśli. Każdy istnieje. Ale nie każdy czuje, że istnieje. Nie każdy wie, że jest częścią totalnego procesu istnienia wszechświata i może tego doświadczać świadomie. Większość interpretacji swego istnienia pochodzi z umysłu -to wszystko są wyobrażenia na temat istnienia. Wyjdź ponad wyobrażenia, a doświadczysz czystego istnienia. Na początek zarezerwuj sobie godzinę wolnego czasu i wolną przestrzeń. Na godzinę porzuć cały mentalny chaos tego świata. Znajdź bezpieczne miejsce, w którym Ci nikt nie przeszkodzi, wyłącz telefon, poczuj się całkowicie bezpiecznie. Zostaw wszystkie problemy i troski za sobą. Nie będą Ci potrzebne. Zostaw za sobą cały szum mentalny. Niech Twój umysł będzie czysty i lekki. Niech Twoje ciało fizyczne będzie czyste i świeże.

Usiądź wygodnie tak, aby kręgosłup był wyprostowany. Możesz też leżeć, jednak wtedy możesz zasnąć. To nic złego. Nawet warto czasem robić tą medytację przed snem. Wtedy zaśniesz w błogim poczuciu istnienia.

Weź kilka głębokich oddechów. Oddychając nabieraj czystej i jasnej energii życia. Możesz zamknąć oczy. Po czym rozluźnij ciało. Skupiaj się i w raz z każdym wydechem rozluźniaj, odpuszczaj poszczególne części ciała. Począwszy od stóp, poprzez łydki, kolana, uda, biodra, brzuch, klatkę piersiową, ramiona, szyję, żuchwę, usta, oczy, czoło. Zwróć uwagę szczególnie na twarz. To ona nosi w sobie najwięcej napięć. Niech z każdym wydechem następuje całkowite rozluźnienie.

Teraz właściwa część medytacji:

Zogniskuj świadomość na swoim oddechu. Poczuj jak powietrze wpływa do płuc i odpływa. Poczuj jego falowanie. Niech nie będzie nic, prócz doświadczenia oddechu. Skup się na tym procesie. Nie popychaj, nie wymuszaj, niech oddech płynie sam. Obserwuj. Ciało oddycha samo. Z oddechu można przenieść łatwo uwagę na swoje pole wewnętrznej energii. Spróbuj zaobserwować cały proces oddechu. Nie tylko poczuć powietrze w płucach, ale również całe oddychające ciało. Jeśli Ci się uda poczujesz prawdziwe, żyjące pole energii. Poczujesz energię wewnętrzną ciała, które oddycha. Poczuj cały ten proces oddechu. Nie oceniaj, nie interpretuj, tylko czuj. To całe pole życia jest bardzo spójne. Nie dziel w umyśle ciała na poszczególne części. Doświadczaj całości wewnętrznego istnienia.

Teraz czas na doświadczenie jaźni, istnienia. Zadaj sobie pytanie: „Kto oddycha?”

To pytanie może mieć wyzwalającą moc. Kieruje ono uwagę na wewnętrzne źródło świadomości. Możesz to poczuć od razu. A może minąć trochę czasu (praktyki).

Kiedy czujesz wewnętrzne pole energii, czujesz oddech życia, stajesz się oddychającym ciałem i nagle zadajesz umysłowi pytanie: Kto oddycha? – Może się stać zadziwiająca rzecz. Możesz nagle zobaczyć całe istnienie w innym wymiarze. Nie będzie już utożsamiania się z ciałem, uczuciami czy myślami. Zostanie samo istnienie. Samo pole życia. Twoja świadomość zogniskuje się na samym istnieniu, staniesz się jaźnią. Pytanie to kieruje do źródła, do bezpośredniego doświadczenia. Ponieważ umysł nie może znaleźć tego kto oddycha, następuje zmiana postrzegania. Nie jest już szukającym, a obserwującym. TY jesteś TYM.

Możliwe jednak, że umysł spróbuje Ci odpowiedzieć na różne sposoby. Będzie tworzył wyobrażenia: Poda Ci twoje imię, poda Ci wyobrażenie Twego ciała, pokaże Ci wyobrażenie człowieka… jednak to ciągle będą interpretacje umysłu. Nie warto się nad nimi zastanawiać i w nie wchodzić. Te wszystkie wymysły nie są Twoją prawdziwą istotą. Nie są istnieniem. A kto naprawdę oddycha? Co oddycha? Te pytania nakierują Cię na źródłowe pytanie: „Kim Jestem?” Tym samym skierują Cię do źródła istnienia.

Czując pole życia, będąc istnieniem, sprawdź kim lub czym jesteś. To pytanie poprowadzi Cię w głąb własnej istoty. W głąb istnienia. Wzniesie Cię ponad mentalne interpretacje, staniesz się jaźnią. Być może odkryjesz tą przepiękną wolę życia, jaką są wypełnione wszystkie stworzenia. Tak jak i wszechświat żyje, tak i Ty żyjesz. Możesz to sobie uświadomić stając się jaźnią. Kiedy to sobie uświadomisz, poczujesz życie na zupełnie inny sposób. Będziesz przejawem czystego procesu miłości, uczestniczysz w świetle istnienia. To piękna i błoga chwila. Wydaje się przepełniona światłem i cudownością. Samo istnienie jest fascynujące.

Aby wyjść z medytacji możesz stosować klucze wyjścia:

„Kiedy doliczę od 1 do 5, otworzę oczy, będę wypoczęty i przebudzony”

…1…2…3

„Otworzę oczy, będę wypoczęty i przebudzony”

…4….5

Otwierasz powoli oczy i cieszysz się życiem.

Ta medytacja może być dla Ciebie wyzwalającym doświadczeniem. Może się okazać, że już nic nigdy nie będzie takie samo. Zaczniesz dostrzegać we wszystkim cudowny przejaw boskiego istnienia. Uświadomisz sobie, że przez tą istotę, którą jesteś, wszechświat doświadcza siebie. Uczestniczysz w całym procesie, który jest utrzymywany przez miłość. Możesz mieć świadomość istnienia. To wyzwalające doświadczenie.

3.11Doświadczenie boskości

Tat Twam Asi – Ty jesteś Tym.

Te starożytne powiedzenie wywodzące się z duchowego serca świata – Indii, daje do zrozumienia, że nie ma oddzielenia. Ty i Bóg to jedno. Nie ma tu dualności stworzonej przez umysł. Jasno widać, że ciało, umysł, uczucia… wszystko to jest częścią jednego procesu.

Wielu poszukiwaczy Boga próbuje dostać się w moment doświadczania Boga. Zapominają oni, że już w tym momencie są. Przejawiają się w tym doskonałym procesie. Już teraz doświadczasz boskości. Skoro jest ona wszystkim, stanowi podstawę i substancję każdej formy. Być może chcesz doświadczyć innego aspektu boskości. Innych energii. Być może masz dość cierpienia i chcesz doświadczyć szczęśliwości. Oczywiście masz prawo, co więcej masz taką możliwość. Możesz doświadczać czego tylko zapragniesz. Gdy jednak przyjdzie świadomość, że wszystko jest i tak stworzone w polu boskości, nie będzie trzeba nigdzie iść. Nagle powstanie przestrzeń wolności, która jest teraźniejszością. Będzie to w pełni świadome doświadczenie totalności istnienia.

Aby świadomie doświadczać boskości warto zdać sobie sprawę, że słowa to tylko drogowskazy. Nie są po to by tworzyć nowe wyobrażenia, choć najczęściej są tak wykorzystywane. Mają na celu doprowadzenie człowieka do pewnego stanu, do pewnego doświadczenia, jednak same w sobie nie są ważne. Te słowa zawsze stworzą jakieś skojarzenia, wyobrażenia. Warto postarać się podążać myślą za słowami, by w pewnym momencie objąć świadomością całą totalność teraźniejszości. W pewnym momencie trzeba porzucić słowa, aby móc pójść dalej. Boga można doświadczyć, wielu ludzi tego doświadcza. Różnie to nazywają, niekoniecznie Bóg. Może to być jedność z wszechświatem, proces życia, pustka, miłość, cisza, źródło wszechrzeczy, totalna teraźniejszość… warto pamiętać, że to tylko słowa. Mają na celu wskazać drogę, a nie wzbudzać kolejne fałszywe wyobrażenia.

Aby doświadczyć boskiej jedności trzeba porzucić wszystko, co ogranicza postrzeganie boskości. Uświadomić sobie iluzoryczność wszelkich dotychczasowych wyobrażeń. W akcie twórczym wyobraźni, świadomość jest kierowana do pewnego punktu przestrzeni. Po stworzeniu w wyobraźni Boga nie ma kontaktu z teraźniejszością. Nie ma kontaktu z aktualnym istnieniem. Zamiast doświadczać całości, umysł tworzy pewien wycinek rzeczywistości i nazywa go Bogiem. Wycinkiem jest to wyobrażenie. Bóg jest totalnością tego wszechświata, mocą chwili teraźniejszej. Nie jest wyobrażeniem, które jest zamknięte w głowie. Choć to wyobrażenie też jest częścią boskości, to jednak nie jest całą boskością. Warto więc odrzucić wszystkie dotychczasowe wyobrażenia. Po takim akcie pozostaje tylko prawdziwa natura człowieka, pozostaje istnienie w teraźniejszości. Wtedy można doświadczyć Boga, czyli doświadczyć tej rzeczywistości w sposób mistyczny, bezpośredni. Dotknąć samego źródła miłości. W celu pełnego doświadczenia boskości chwili teraźniejszej, warto zadbać o czystość ciał: fizycznego, uczuciowego (astralnego) i mentalnego. Kiedy te ciała są w harmonii, tworzą odpowiednią przestrzeń dla doświadczenia boskości. Tak, aby nic nie przeszkadzało, choć nie jest to warunek. Zawsze można wznieść się świadomością ponad te „ograniczenia”. Objąć wszystko totalnie. Otworzyć się. Wtedy objąć świadomie ten cud teraźniejszości. Wchodzi się wtedy w pole czystej rzeczywistości. Można dostrzec boskość bezpośrednio, dotknąć jej. Być boskością. Jednak na początku wszelkie przyzwyczajenia cielesne przytrzymują świadomość w iluzji tego nieboskiego świata. Puszczając cielesne napięcia świadomość łatwiej dostrzega to, co poza interpretacjami umysłu.

Ciało fizyczne jest materialnym przejawem Boga, tak jak cały fizyczny wszechświat. Poprzez ciało można otworzyć drzwi do doświadczenia. Dlatego ciało jest tak ważne. Powinno być ono dobrze odżywione i zadbane. Wszystko po to, by stworzyć odpowiednią przestrzeń i miejsce do doświadczenia na czysto rzeczywistości.

Dalsze ciało to ciało astralne. Nie powinny nas trapić żadne emocje i niekorzystne uczucia. One blokują swobodny przepływ energii w ciele. Ciało powinno być rozluźnione, w stanie głębokiego relaksu. Dlatego porzuć wszelkie troski, smutek, cierpienie, wyobrażenia niespełnienia. To wszystko skutecznie uniemożliwia doświadczenie Boga. Świadomość zamyka się w doświadczaniu emocji i uczuć. Utożsamia się z nimi, dzięki temu trudno pojąć rzeczywistość całkowicie. W dalszej części są opisane różne techniki, które umożliwiają uspokojenie emocjonalne ciała.

Kolejnym ciałem jest ciało mentalne. Tu trzeba porzucić wszelkie wyobrażenia i wszelkie myśli. Jest to najtrudniejsze, bo myśli wydają się naszą naturą. Umysł zawsze coś myśli, zawsze ma jakieś wyobrażenia. Jednak przez te wyobrażenia nie można dostrzec Boga. Dostrzega się tylko wyobrażenia i interpretacje aktualnych zdarzeń. To tu trzeba porzucić słowa, przekroczyć je. Pozbyć się całego mentalnego szumu, wyobrażeń, dialogu w głowie. Kiedy już się uda, człowiek staje się czysty. Naprawdę czysty.

Powyższa propozycja jest tylko jedną z dróg. Kiedy choć raz dotkniesz stanu zjednoczenia, będzie później łatwiej się do niego dostroić. Wtedy warunki zewnętrzne i wewnętrzne mogą nie mieć znaczenia. Myśli i emocje mogą się pojawiać i będą postrzegane jako część tej totalności istnienia. Jednak zanim to nastąpi oczyszczenie umysłu wydaje się niezbędne.

Kiedy pełen akceptacji i błogości usiądziesz, rozgościsz się w teraźniejszości. Uświadomisz sobie piękno tej chwili, ogarnie Cię głęboki szacunek do wszelkiego stworzenia. Kiedy spojrzysz czysto na rzeczywistość, dostrzeżesz w tym całym procesie piękno i naturalność. Będziesz całym sobą zanurzony w doświadczeniu materii, w doświadczaniu boskości. Cała kwestia to zmienić swój aktualny punkt widzenia. Przejść do innego postrzegania. Nie dostrzegać rzeczywistości przez stare filtry i etykietki. Spojrzeć zupełnie czysto i jasno na ruch energii rozgrywający się w Twoim polu.

W TEJ CHWILI nie ma bólu, nie ma niedostatku, nie ma chaosu myśli, nie ma nawet wyobrażeń. Jedyne co jest, to światło. Piękna i niezgłębiona cisza wszechświata. Nie jest to cisza fizyczna, jest to cisza istnienia. Poczujesz, że jesteś częścią tej cudownej przestrzeni. Jesteś świadomością, trwającą w tej rzeczywistości. Uświadomisz sobie, że cały wszechświat przejawia się na tle tej czystej przestrzeni, a Ty możesz go doświadczać. Jesteś częścią wszechświata, która doświadcza siebie samej. Spoglądasz wtedy z poziomu boskiego, gdzie nie ma ocen i interpretacji umysłu. Jest to poziom duszy, która jest zjednoczona z wszechświatem w cyklu życia. W tej chwili jesteś jedno z Bogiem. Czujesz to całym ciałem, każdą komórką. Kiedy uświadomisz sobie istnienie, miłość popłynie sama. Nie będziesz musiał niczym manipulować, niczym kierować uczucie radości i miłości ogarnie Twoje ciało. Jest to bardziej radość z współistnienia, dziękczynienie za istnienie. Ten stan pojawia się samoistnie, wystarczy się na to otworzyć i to dostrzec.

Jest ogromna różnica jakościowa między wyobrażeniem Boga, a stanem ciszy i świadomego istnienia. Wyobrażenie jest pełne myśli, obrazów, całego tego szumu. Cisza miłości jest nieporównywalnie czystsza. W ciszy wszechświata jest czyste istnienie i świadomość. Doświadczenie tej rzeczywistości w pełni. Bez ocen i filtrów umysłu. Gdzie nie ma już nic, nie ma rozdziału na boskie i nie boskie. Wszystko istnieje i jest cudem. Pewnie teraz sobie pomyślisz, że miało być doświadczenie Boga, a nie jakaś cisza, czy teraźniejszość. -Cóż za różnica, czy zostanie użyte słowo-drogowskaz „cisza”, czy słowo-drogowskaz „Bóg”. Równie dobrze można powiedzieć doświadczenie „istnienia”, czy doświadczenie „procesu miłości wszechświata”. Właściwie korzystniejsze jest słowo „cisza”, słowo „Bóg” jest już zbyt naładowane wyobrażeniami.

***

Jedną z dróg do doświadczania boskości jest medytacja. Jest to wejście w stan świadomego istnienia. Stan świadomości. To jest właśnie celem tego tekstu. W medytacji często doświadczane są stany błogości i miłości. Są to piękne stany. Jest to boskość, a dokładniej pewien wysoko wibracyjny aspekt boskości. Boskie myśli i wyobrażenia. One to napełniają miłością i nadzieją. Są to tak pozytywne energie, że umysł uznaje je za boskość. Te piękne energie są faktycznie boskie, a właściwie są częścią boskości, Wycinkiem tej całej totalności istnienia. Te wspaniałe uczucia i wizje mogą zainspirować do działań czy przynieść nowe pomysły. Warto za nimi iść, ponieważ wysoko wibracyjne energie przynoszą wiele dobrego. Takie odczucia pojawiają się najczęściej w sercu i są pełne światła. Takie inspiracje mogą się pojawić jako wynik wielkiej otwartości i ufności. Sama otwartość stwarza czystą przestrzeń, a ufność pozwala przyjąć inspiracje.

Wspaniale, kiedy istoty tego doświadczają. Nie dzieje się nic złego, kiedy nie doświadczają. Widać wtedy doświadczają innego aspektu boskości -co jest jak najbardziej na miejscu. Wszystko jest boskością i z poziomu świadomości nie ma różnicy czego doświadczasz. Ciągle istniejesz, ciągle płyniesz z falą miłości wszechświata. Możesz doświadczać wysokich wibracji, możesz też niskich. Kiedy człowiek sobie to uświadomi, wyjdzie ponad dualizm dobra i zła. Od tej pory wszystko będzie cudem.

Kiedy człowiek sobie uświadomi naturę boskości, przestanie stawiać opór przed rzeczywistością. Nie będzie już napięcia, bez względu na to, co przyjdzie. Będzie totalna akceptacja tego, co jest, ponieważ wszystko jest boskością. Wszystko odbywa się w polu miłości. Nie ma już ocen umysłu, które wprowadzają oddzielenie od boskości. Ruch, który wtedy nastąpi, będzie ruchem natury. Nie ma już indywidualnego starania się, walki czy pragnienia. Proces ewolucji następuje naturalnie – jak Pan Bóg przykazał. Przychodząca akceptacja zmieni ciało. Jest to wielkie cielesne i mentalne „tak” dla rzeczywistości. Nie ma złego i dobrego. Nic nie trzeba oceniać. Jest się na miejscu, uczestniczy się w naturalnym rozwoju wszechświata. Koniec walki o cokolwiek. Koniec starań i stwarzania napięć. Umysł nie ma co do roboty, nie musi już błądzić w pojęciach, cierpieniu i szczęściu. Jest czysta naturalność. Człowiek dochodzi do punktu boskości, w którym przecież zawsze był.

3.10 Zaufanie naturalności

Gdy uświadomić sobie wszechobecność boskości, można oddać się całkowicie tej rzeczywistości. Wygląda to jak rzucenie się na ocean boskiej energii. Całkowite zatopienie się w teraźniejszej rzeczywistości. Tu przychodzi ufność do tego całego i wspaniałego procesu. Ufność jest powiązana z otwartością, akceptacją i głębokim poczuciem bezpieczeństwa. Nic co istnieje, nie może mi zaszkodzić, ponieważ nie ma już pojęcia „Ja”, jest cała totalna rzeczywistość. Wszystko jest jednością. Takie oddanie się i zaufanie boskości przynosi wiele korzyści. Nic nie może Cię skrzywdzić, nic nie może pójść źle. Wszystko już w tej chwili jest doskonałe, a Ty płyniesz z życiem.

„Człowiek doskonały używa swego umysłu jak lustra, które niczego nie podchwytuje, niczemu nie przeczy. Otrzymuje, ale nie zatrzymuje.” przypowieść zen

Ufając swemu ciału i swej naturalności podąża się z falą istnienia. Jest się w zgodzie z tao. Całą istotą przejawiać naturalność, a tym samym boskość. Nie stawiać oporu rzeczywistości. Warto zagłębić się w swoje ciało i zaufać mu. Mówiąc o ufności do swojego ciała nie mam na myśli podążania za jego wyuczonymi reakcjami. Te najczęściej są budowane na bazie napięcia. Ciało można przyzwyczaić do szkodliwych rzeczy. Wtedy ono je wykonuje nieświadomie. Można to pomylić z naturalną mądrością ciała. Cała kwestia w tym, że to co jest dla ciała korzystne przynosi mu ulgę, błogość, odpoczynek. W momencie zsynchronizowania świadomości z ciałem następuje zsynchronizowanie z boskością, z naturalnością.  Ciało w tym momencie jest drzwiami do boskości.

Chodzi o subtelne odczucia „prawdziwości”. Jeśli w głębi czuć delikatną wibrację „tak”, można zaufać uczuciu. Jest się wtedy w zgodzie ze swoim ciałem, w zgodzie z prawdziwą naturą. Tu zachodzi również integracja ciała i umysłu. Skierowanie uwagi na ciało wycisza umysł, zostaje samo istnienie.

Ciało doskonale wie, co dla niego jest dobre. Cechuje się pierwotną inteligencją natury. Ponieważ jest zawsze w teraźniejszości i poza mentalnymi filtrami, jest zawsze najbliżej czystego doświadczenia. Jest stworzone i utrzymywane przez boskość. Warto za tym podążać.  Wejść świadomie w ciało. Jest to pewnego rodzaju wyższa inteligencja, która wskazuje drogę.

Warto wczuć się w swoje ciało. Wszelkie odczucia czy subtelne ruchy energii nie dzieją się przypadkowo. Można powiedzieć, że jest to komunikacja z momentem istnienia wszechświata. Warto mieć bliski kontakt z ciałem. Wczuć się w każdy najmniejszy ruch energii. Dzięki temu uzyskujemy głęboki kontakt z przejawem życia – boskością w teraźniejszości. Jest to delikatna szczęśliwość, błogość, przyjemność, radość. Warto temu zaufać. Zogniskować na tym świadomość. Jest to swoista medytacja. Przykładowo odmianą tej formy medytacji jest vipassana, która skupiając się na oddechu kieruje świadomość do ciała.

Wewnętrzna wibracja ciała jest bezpośrednim doświadczeniem tej rzeczywistości. Jest to delikatny szum istnienia, subtelna przyjemność życia. To uczucie jest naturalne dla wszelkich istot. Wyciszając umysł i kierując uwagę na ciało powracamy do pierwotnego stanu odczuwania. Do naturalności. Powstaje inna klasa doświadczenia. Żyjąc w harmonii ze swoim ciałem zaczyna się żyć w zgodzie z pierwotną wibracją życia. W tym momencie odzyskuje się harmonię z wszechświatem. Jest się jego częścią i podąża za jego ruchem. Twoje ciało jest częścią tego ruchu. Warto więc działać naturalnie.

3.9 Naturalność Boskości

W przyrodzie nie ma rozróżnienia na boskie i nieboskie. Natura nie ma potrzeby takiego podziału, czemu miałby on służyć? Ptak szybujący po błękitnym niebie nie szuka boskości. Nie dąży do żadnego zjednoczenia z Bogiem, nie dąży do oświecenia. On już jest na swoim miejscu. Cała natura jest dokładnie tu, gdzie powinna być. Nic więcej nie trzeba. Jest to ogromna inteligencja, szeroko przekraczające umiejętność logicznego myślenia umysłu. Umysł nie potrafiłby rozwinąć tak wspaniałego systemu życia, jaki wytworzył się na tej planecie. Jest to piękny proces rozwoju miłości, gdzie wszystko jest naturalne i spontaniczne.

„Spoglądałem na szumiące drzewa, nie mówiły o doskonałości. Spoglądałem na niebo, nie mówiło o nieziemskich mocach. Spoglądałem na morze, nie powiedziało o boskości… jest boskością. Wtenczas zdałem sobie sprawę z tego, że te wszystkie rzeczy, które opowiedzieli mi inni o boskości mogę włożyć między bajki.”

Boskość jest naturalnością. To bardzo ważne stwierdzenie. Jeśli nie wiesz gdzie szukać boskości pośród zgiełku umysłu i chaosu cywilizacji – najprędzej dostrzeżesz ją na łonie natury w swojej najczystszej postaci. Można powiedzieć, że jeśli poczujesz naturę, poczujesz boskość. Jeśli jesteś naturalny, jesteś boski. Idąc dalej jasno widać, że już przecież żyjesz i istniejesz, więc jesteś częścią natury, częścią boskości. To wspaniałe, a zarazem tak oczywiste.

Boskość jest do końca naturalna dla wszystkich istot. Boskość jest tym, co istnieje. Wszystko jest jednym procesem, gdzie nie ma żadnych podziałów. Jesteś totalnie zanurzony w boskości, w materii, w miłości, energii, Bogu, czy jakkolwiek to nazwać. Czego chcieć więcej? To już się odbywa. Moment przestrzeni jest teraz. Jesteś w nim. Czy trzeba gdzieś iść?

Można powiedzieć, że człowiek zaprzeczył boskości poprzez odejście od naturalności. Jest to po części prawdą, ponieważ stając się nienaturalnym stworzył ból ciała, blokady energii. Przestał się przejawiać w pełni. Ma to swoją przyczynę w mentalnym (umysłowym) oddzieleniu od całości. Umysł wydzielając siebie z przestrzeni istnienia stworzył nienaturalność i cierpienie.

Umysł korzystając z mocy twórczej oddzielił się od boskości. Dokładniej wykreował iluzję oddzielenia. Nie może się oddzielić od boskości, ponieważ sam jest stworzony przez to pierwotne źródło. Mimo to wymyślił sobie boskość i nie boskość, poczym stwierdził, że wcale boski nie jest. Dotykając bezpośrednio miłości stwierdził, że miłości nie doświadcza. Dzięki swojej mocy kreacji, stworzył świat dualizmu, gdzie są same podziały: boski -nieboski, ładny -brzydki, piękna -bestia. Świat iluzji. To oddzielenie przyniosło wszelkie cierpienie. Jest to charakterystyczne postrzeganie umysłu egotycznego – oddzielenie.

Natura wytworzyła tak zaawansowany fenomen jak umysł. Jest to ogromny krok w stronę całkowicie świadomego odczuwania boskości. Stworzenie umysłu przyniosło jednak iluzję. Ludzka populacja gdzieś zbłądziła, a raczej naturalnie zaczęła badać pewne rejony mentalne. W porządku, wiemy już jak to jest być oddzielonym. Teraz można zobaczyć jak to jest być jednością z boskością. Przynajmniej warto spróbować. Jako ludzkość jesteśmy na to gotowi. Nie opierajmy się naturalnemu rozwojowi, który dąży do jedności. A skąd wiadomo, że rozwój dąży do jedności? Ta książka jest stworzona przez cząstkę natury. Ten, który to czyta również jest częścią tego procesu. Komunikacja za pośrednictwem tej książki tworzy ruch dążący do wyjścia ponad ego. Boskość pragnie odczuć znów jedność.

Ta iluzja indywidualności pojawiła się wraz z umysłem, a skrystalizowała się wraz z wykształceniem intelektu. Jest to proces indywidualizacji, który jest naturalny i jest częścią całościowego procesu ewolucji wszechświata. A więc wszystko jest w porządku. Teraz idziemy dalej.

Warto zauważyć, że ten proces ewolucji działa sam. Jest to fala życia, ocean energii, w którym ruch zdarza się samoistnie. Rozwój po prostu się dzieje. Można powiedzieć, że nie masz na niego wpływu, choć nie do końca. Możesz za nim podążyć lub stawić mu opór. Tu jest faktycznie realna wolna wola. W tym momencie Ty wybierasz, co chcesz robić. Innymi słowy, wszechświat sprawdza dzięki Twemu ciału, czy korzystnie jest się opierać, czy może lepiej podążyć za falą życia. Podążając za naturalnością, człowiek osiąga upragnione szczęście. Stawiając opór naturalności, odchodząc od źródła, istota ludzka tworzy cierpienie.

Właśnie, co dla Ciebie jest korzystne? Możesz działać, możesz nic nie robić. Możesz walczyć, możesz zaakceptować. Tylko Ty wybierasz jak chcesz się przejawiać. Masz swoje cele, swoje marzenia, wyobrażenia, warunki. Ja też je mam. Nasze światy się różnią w mniejszym lub większym stopniu. Jednak to wszystko nie ma różnicy, ponieważ jesteśmy do końca zanurzeniu w boskim procesie rozwoju. Nieważne czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, proces nadal trwa. Nieważne czy żyjemy, czy nie, czy do czegoś dążymy, czy stoimy w miejscu. Czy płyniemy z falą życia, czy stawiamy jej opór, wszystko jedno. Te wszystkie rzeczy i tak znajdują się w polu boskości i dzięki nim wszechświat poznaje siebie. Innymi słowy -wszystko jest w porządku. Warto tylko to dostrzec i tym samym zaakceptować.