Archiwa autora: Admin

2.6 „Świat” to skrót od słowa „Światło”.

Jak wygląda prawdziwy świat? Co nim jest naprawdę? Czy będziemy w stanie to zrozumieć?

Słowo „świat” to skrót od słowa „Światło”. Prawdziwy świat to Światło. Drogą ku Światłu jest miłość ku Niemu. Nie ku ludziom, Stworzeniu i światu. Miłość ku Miłości, Bogu, Prawdzie, Wszechmiłości jakkolwiek zechcecie To nazwać. Mniej myślenia a więcej kochania to najlepsza wskazówka dla was.

Odczuwam pewna trudność w podążaniu za tokiem Twoich myśli.

Nic nie szkodzi powtórzę to jeszcze jakieś dwieście razy. 

Miłość ku Bogu?

Miłość do Boga. 

Jak się Jej nauczyć?

O, to jest dobre PYTANIE!

Trzeba zacząć zmieniać swoje życie, porzucać po kolei przyzwyczajenia i nawyki opierając się na rozsądku lub miłości, jeśli już Ją odczuwacie. Myśleć o Bogu, o Jego bliskości, miłości, oddaniu. Starać się zbliżyć do Niego przez medytację i modlitwę. On widzi co czynicie, słyszy każde słowo. Wiedzcie, że Bóg to Miłość. Wiedzcie, że was kocha ponad wszystko.

Zadawajcie pytania o to kim On jest i poszukujcie na nie odpowiedzi. Idźcie za tym co wynika z najlepszej wiedzy, doświadczeń duchowych i zaufania w Jego miłość i Mądrość.

Nawet, jeśli od razu nie dostrzegacie efektów swoich próśb i wysiłków wiedzcie, że one są, że nic się nie marnuje, ani jeden gest, ani jedno spojrzenie, żadne dobre słowo nie idzie na marne.
Wszystko, co robicie w tym kierunku zbliża was ku Miłości i Bóg błogosławi wasze wysiłki. Kiedy wasza wrażliwość wzrośnie zaczniecie odczuwać Jego żywe odpowiedzi na wasze zwroty ku Niemu. Na razie nie jesteście w stanie ich dostrzec, ale one już są.

Boskie oddanie? Nasza religia nic o tym nie wspomina.

Nie wspomina o wielu aspektach Boskości, o miłości, oddaniu, skromności, która może i powinna być dla was przykładem. Po prostu jeszcze niewiele wie, ponieważ kiedyś, zamiast kierować się ku poznawaniu i doznawaniu szczęścia i miłości w słodkiej unii z Najwyższym zaczęła poszukiwać władzy nad ludźmi.

Macie dziś spaczony obraz Boskości, bo nigdy nie chcieliście zbadać jaka jest rzeczywistość. Do tej pory nie chcieliście poznać Boga, zatrzymaliście się na teoriach i nawet nie staraliście się ich sprawdzić. Czas dokonać tego małego kroku naprzód. Przyszedł czas aby go POZNAĆ. Jeden mały krok i staniecie u wrót Wszechświata pełnego cudów. Otwórzmy owe wrota na całą szerokość. I niech się staną Światło, Miłość i Szczęście.

Światło, Miłość i Szczęście. Tym właśnie JEST BÓG. 

[…]

Mistrzu, nasuwa mi się pytanie dręczące od stuleci różne szkoły duchowe – czy Bóg jest osobowy jak twierdzą jedni czy nieosobowy jak twierdzą inni?

Stwierdzenia ze Bóg jest Osobą czy też bezosobowym Absolutem są w tej samej odległości od Prawdy. Jest On osobowy i nieosobowy i jeszcze czymś więcej. Istotą jest nie tyle oddawać się rozważaniom o Jego domniemanej naturze ujmowanej w kategoriach tego, co zna umysł, ale odejść od słów i POZNAĆ jak jest naprawdę. 

Jak wiec poznać?

Umysłem nie ogarniesz Boga, ale doznasz Go czystym i kochającym sercem. Drogą ku poznaniu Boga, rozpoznaniu swojej Prawdziwej Natury, jest miłość. Miłość ku Bogu, Prawdzie, Miłości czy jak To nazwiesz. I jest to wyzwanie każdego z was. Uczcie się kochać Stwórcę, i nie ustawajcie tak długo aż się nauczycie.

Miłość jest kluczem, który otwiera wrota cudownego Wszechświata, bramy Niebios. Kochasz, zbliżasz się, wchodzisz i spoglądasz w kochającą Twarz Stwórcy. Uczuć, które się wtedy rodzą nie sposób wyrazić.

Możesz Mnie wysłuchać, możesz dziesiątki razy przeczytać Moje słowa, ale nie dotkniesz rzeczywistości, która za nimi stoi. Pamiętaj, że one są jedynie drogowskazem. Idź we wskazanym kierunku a znajdziesz sam to, o czym mówię. 

Mistrzu, zapytam Cię więc jak nauczyć się kochać, proszę o kilka praktycznych wskazówek.

Ależ jesteś uparty, już kilka razy mówiłem ci na ten temat. 

Drogi Nauczycielu, powtarzanie ugruntowuje wiedzę. Jak mówią „repetitio est mater studiorum”

Powtarzanie co prawda jest matką wiedzy, ale doświadczanie miłości Boskiej jest matką wszelkiej mądrości. 

Właśnie o tym mówię, proszę o kilka praktycznych wskazówek.

I co myślisz, że przydadzą się na coś? 

Mistrzu, mam wrażenie, że droczysz się ze mną.

Wolno mi. Cenię swoje słowa. 

Jestem zdziwiony Twoja odpowiedzią. Mistrzu, czyżbyś sugerował, że ja ich nie cenię?

Tak, dokładnie tak.

Już wysłuchałeś Moich odpowiedzi wiele razy ale nadal mało wprowadziłeś w życie. To, że otrzymałeś wielki dar możliwości poznania Moich odpowiedzi powinno zainspirować cię do większego szacunku dla dobra, które ci przekazuję. Fakt, że wysłuchasz tego co powiem nie ma dla Mnie większego znaczenia, bo wcale nie muszę z tobą rozmawiać. Poprosiłeś więc odpowiedziałem ale zmiana przychodzi nie przez słuchanie ale wprowadzanie w życie, poprzez naukę miłości ku Bogu i kierowanie się nią.

Tylko po to rozmawiamy abyś mógł przejść tę przemianę. Dla Mnie napisanie tej książki tez nie jest jakąś wartością. Wartością jest Miłość i droga ku Niej. Wejdź na drogę i zacznij stawiać pierwsze kroki. Potkniesz się, upadniesz, poprosisz a Ja cię podniosę. Pójdziesz dalej i znajdziesz Cel. Po to jestem. Po to mówię. Daję wiedzę i energię na drogę. Wskazówki i ochronę. Ale celem nie jest wysłuchanie Moich słów. Celem jest znalezienie miłości drogą przemiany siebie.

Od teraz słuchaj bardzo uważnie co mówię i staraj się wprowadzać w życie, to co słyszysz. To jedyna droga. Wprowadź Moje wskazówki w życie. 

Mistrzu, dziękuję Ci za Twoje słowa pełne miłości. Czy jednak mógłbyś jeszcze raz coś podpowiedzieć?

Już nie. Powiedziałem już dosyć. Teraz jest czas na samodzielną pracę. Jeśli to co mówię jest prawdą, zwróć się do Boskości, aby pokierowała twoimi poszukiwaniami i myśleniem. Ucz się współpracy z Bogiem a nie tylko słuchania tego co mówię. Pracuj, praca cię zmieni. To dotyczy każdego z was. 

[…]

Mistrzu, mam wrażenie pewnej nieokreśloności jak wkrada się w naszą rozmowę, nieokreśloności pojęć, których używamy skąd mogą powstawać nieporozumienia.

Umysł tworzy pojęcia i ma skłonność do zamykania się w nich. Stworzycie sobie wyobrażenie, że „jest dokładnie tak” i ?. przestajecie myśleć a zaczyna się budowanie własnej ważności i autorytetu. Przerwijcie ten proces.

„Nieokreśloność” to postawienie znaku zapytania przy myślach, pojęciach i sądach po to, byście uwolnili się od wyobrażeń umysłowych o tym, co jest jedyną prawdą. Przestaniecie wtedy gonić za chęcią zamknięcia wszystkiego w pojęciach, poukładania i jak to nazywacie śmiesznie „zrozumienia”, ale zdacie sobie sprawę, że warto szukać gdzie indziej, z innej strony. Warto kochać i szukać miłości, bo to Ona ciebie i was wszystkich wyprowadzi z ciemności w Światło.
I jeszcze jedno – nie będzie to miłość do żadnej rzeczy stworzonej tylko do Najwyższego. Każda inna powiększa wasze uwarunkowanie a ta jedna wyzwala.

Nie ma innej drogi?

Nie ma innej dobrej.

A medytacje, istnieje tak wiele metod?

Medytacje służą różnym rzeczom. Jeśli medytujesz, bo kochasz względnie chcesz się nauczyć kochać Boga to w porządku, to najwyższy cel medytacji. Jeśli w innym celu to osiągniesz z pewnością jakieś korzyści, ale nie dotkniesz tej najważniejszej wartości – miłości. Każda z wielkich religii odnosi się do ćwiczeń medytacyjnych jako do lekarstwa na obłęd świata. Każda z nich umieszcza miłość ku Boskości w samym centrum swych nauk i doktryn. Teraz połączmy te dwie rzeczy – cel, jakim jest miłość ku Bogu i środek, którym jest medytacja w swych licznych odmianach a otrzymamy harmonijną i co ważniejsze skuteczną całość. 

Czytam, słucham a to, co mówisz jest dla mnie nieuchwytne.

Próbujesz uchwycić sens Moich słów myśląc, że zawierają jakieś ukryte znaczenie. Tymczasem ono jest bardzo proste, Bóg jest Celem, miłość ku Niemu jest Celem, a medytacją środkiem do jego osiągnięcia. To nie jest jakaś głęboka prawda wymagająca medytacji to jest konkretna wskazówka do wprowadzenia w działanie.

Pozostawcie umysł i skierujcie się na drogi miłości a zaraz wiele spraw stanie się jasnych „samych z siebie”. Idźcie ku miłości i za Nią a reszta sama się rozjaśni. Zaufajcie Mi. I kochajcie Mnie.

O to doskonała wskazówka. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do myślenia i nieustannego przetwarzania informacji.

Że jesteście jak człowiek, który wiele wysiłku wkłada żeby na prostej drodze wykopać głęboki dół a potem zaraz w niego wpaść! Ten dół to umysł kierowany egoizmem. Myśl na usługach „ja” ze swymi licznymi odmianami; „ja wiem”, „ja mam”, „ja jestem kimś”, „ja jestem wielki”, „ja jestem mądry”.

Mistrzu, to chyba nie może być takie proste.

To jest takie proste. Podążajcie drogami miłości, idźcie na bezdroża umysłu mając Boga za Przewodnika. A przyjdzie miłość i pozostanie z wami. Spotkacie Boskość twarzą w twarz. Spotkacie się w miłości.

Potrzeba wam więcej luzu a mniej napięcia, więcej radości, więcej polotu. Nie męczcie tak waszych umysłów, one nie są od tego. Kierujcie się ku miłości a z czasem wszystko co będzie wam potrzebne wyjaśni się samo.

To Twoja obietnica?

Przyrzeczenie. Prawda ma to do siebie że można Ją sprawdzić. Doświadczyć i przekonać się na „własnej skórze”. Miłość jest realna i Bóg jest realny. Ja to wiem, Ty to wiesz i każdy może się o tym przekonać sam. O ile odstawi łopatę, przestanie kopać dół „ja” i skieruje się ku miłości. Odstawcie to co „wiecie” i zwróćcie się umysłem i sercem ku Miłości, ku Stwórcy, który jest najukochańszą Istotą we Wszechświecie.

Na tej drodze zaraz zaczyna się manifestować Boskość i Jej miłość. Wasza miłość jest magnesem, któremu nie jest w stanie się oprzeć. Kochajcie Boga a resztę pozostawcie na boku. 

A co w takim razie z tzw. „codziennym życiem”, ono wymaga od nas skupienia, uwagi i myślenia.

Naprawdę? I cóż jesteście w stanie wymyślić? Większość wydarzeń i tak jest od was niezależnych, a te, które wydają się zależne – wydają się takimi…

Jeśli jesteś w stanie spojrzeć za zasłonę rzeczy, a miłość daje taką możliwość, to ujrzysz prawdę – nawet jedna myśl nie powstaje bez woli i interwencji Boga. Cała nasza rozmowa dzieje się w Bogu i jest przez Niego inspirowana, nadawana i odbierana. To dotyczy każdego człowieka i każdej sytuacji. I patrząc uważnie możecie to czasem dostrzec. 

Czy płyną z tego jakieś głębokie wnioski?

Oczywiście, cokolwiek zrobisz ty czy ktokolwiek i tak nie „wyjdziesz” poza Boga. W głębokim sensie nie jesteś w stanie zrobić nic. Wszystko, co czynisz i co czyni każdy człowiek w istocie czynię Ja. 

W ten sposób nie ujawniając się Jesteś.

Jestem podstawą wszystkiego. Moja świadomość jest areną, na której rozgrywa się tragedia czy tez jak twierdzą ci bliżsi prawdy – komedia życia. Nierzeczywisty chociaż piękny pląs ułudy.

Pląs ułudy… Świat złudzeń, Mistrzu, co jest rzeczywiste?

Bóg jest Rzeczywistością i tylko On, reszta jest Boską grą. Ty i wy jako osobowości bierzecie w niej udział. Zapomnieliście jedynie, że ta gra nie jest rzeczywista, to film, w który tak się zaangażowaliście, że zapomnieliście, że jesteście aktorami. Obudźcie się!

Ale jak to zrobić?

Należy prosić i modlić się do Boga, aby to On pokierował tym procesem i samemu podjąć wysiłek nauki kierowania się z miłością ku Niemu. 

Co powinno składać się na taki wysiłek, jesteśmy różni, ale być może są jakieś elementy wspólne?

Jest ich wiele, po pierwsze sposób życia. Każdy z was jest tak przywiązany do spraw ziemskich, rodziny, pracy, przyjaciół, rozrywek, że nie ma czasu łączyć się ze Mną i poznawać Moje zdanie odnośnie swego życia.

Pierwsze kroki na drodze ku Bogu to częściowe odchodzenie od spraw świata, ograniczanie kontaktów do niezbędnego minimum, świadome nieangażowanie się w sprawy innych.
Druga sfera to oczyszczenie z obciążeń przeszłości. Do tego niezbędna jest nauka medytacji. Potraficie spędzić lata w szkołach i uniwersytetach przyswajając masę informacji a nie chce wam się spędzić kilku minut dziennie na pożyteczny trening umysłu przynoszący wiele błogosławieństw podczas całego życia.

Medytacja oczyszcza umysł, zmniejsza podatność na choroby, usuwa wiele dolegliwości fizycznych i psychicznych, poprawia sprawność umysłową. Jest tak ważna, że prawdą jest, że życie bez medytacji jest stracone.
Dzięki medytacji ujrzycie niektóre pułapki „ja” i przestaniecie, przy pewnej czujności i wysiłku w nie wpadać. Miłość, ku której zwrócicie się wskaże wam drogę. 

Jak medytować? Czy jest jakaś najlepsza, uniwersalna metoda?

Jedna; zapytać Boga, którego nosicie w sercu, która metoda jest dla was odpowiednia i poprosić Go by was uczył i strzegł podczas medytacji. Poprosić Go aby wskazał tę, którą powinniście stosować. 

Mistrzu, czy masz tu na myśli jakieś specjalne książki, kursy, nauczycieli medytacji?

Poproście o metody bezpieczne i odpowiednie dla was. Miłość wam nie odmówi. Możecie skorzystać z opisanych w tej książce. 

Czy tej drodze do Ciebie będą towarzyszyły jakieś szczególne znaki?

Będą. Ludzie dziś potrzebują znaków, cudów po to by się w pełni przekonać o prawdziwości tego, czego doświadczają. Doświadczanie prawd duchowych, działania Boskości, istnienia prawa przyczyny i skutku sprawi, że z czasem w pełni przekonacie się o wartości nauk, które wam przekazuję. Najgorszym przeciwnikiem na drodze duchowej są wątpliwości, powodują wiele zamieszania i przysparzają cierpień.

O tak, pamiętam sprzed laty to przekleństwo. Co robić w takich wypadkach?

Zająć się czymś pożytecznym pozwalając sytuacji aby ułożyła się sama. Przerywać niepotrzebne rozmyślania, zazwyczaj prowadzą one donikąd. Zastąpić myślenie skupieniem na Boskości, modlitwą, prośbami o wsparcie, prośbami o wsparcie dla innych, modlitwami o szczęście wszystkich istnień. 

2.5 Porzucić religię?

Dziwna rzecz przyszła mi dzisiaj do głowy, że niezależnie od wychowania w takiej czy innej religii człowiek może ją zawsze porzucić jak również Bóstwa w niej czczone dla podążania za głosem serca wskazującym mu inne przejawy Boskości.

Jest to prawda. Jeśli potrzebujesz pocieszenia nie ma znaczenia, w której religii je znajdziesz, ale jeśli poszukujesz drogi do zjednoczenia z Boskością, to co wymyślili ludzie jest na niej przeszkodą.

Wasze wierzenia często odbiegają od rzeczywistości, wierzycie w rzeczy niedorzeczne a nawet szkodliwe. Większość ludzi zapomniała, że religia jest drogowskazem na drodze do Boga, nawet nie samą drogą a z pewnością nie jej celem. Ludzie przez wieki tyle nazmyślali, że zamiast dziś rozważać, co jest wartościowe a co nie lepiej oddać się Bogu w opiekę, aby prowadził was i oświetlał drogę ku Sobie. 

Mistrzu, zabierasz nam coś, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Coś, na czym opiera się nasza kultura i struktura społeczna.

Kultura jest wartością o ile potrafi przekazać przez pokolenia przesłanie miłości do Boga, troski o innych i Przyrodę, natchnąć do poszukiwań wartości wyższych i wzbogacić w ten sposób życie ludzkie.
Wasza kultura przekazuje osądy i uprzedzenia, uczy wrogości wobec obcych, szacunku dla autorytetu, instytucji i uległości wobec władzy. Daje wam fałszywe światło, za którym podążacie.

Stąd wniosek, że powinniśmy zapomnieć i religię i kulturę?

Odejść od nich poszukując prawdziwych wartości w sercu i w Bogu. Granica pomiędzy Boskością i światem jest bardzo wyraźna i powinniście opowiedzieć się po jednej ze stron.

W systemie o którym mówisz cały czas chodzi o władzę nad ludźmi?

Tak, o zainteresowanie sprawami i poglądami, które ktoś wam podsuwa, abyście przejęli się nimi i zaangażowali. To nie jest dobry sposób pracy z ludźmi. O wiele lepiej jest nakłaniać ludzi do poszukiwania własnych prawd w sercu i sumieniu i wspierać ich w rozwoju ku wyższym wartościom, miłości, pokojowi, ku dobru. Wasze dokonania na polu bardzo szeroko rozumianej kultury, co obejmuje również światopogląd, są skrzywione. Głównym czynnikiem przeszkadzającym w rozkwicie dobrej „kultury” jest was egoizm, przywiązanie do „moje”, niechęć do „obcego”.

Waszej religii i kulturze po prostu brakuje miłości. Miłość nie poszukuje władzy ponieważ jest skromna, nie chce niczego dla siebie ponieważ jest bezinteresowna. Miłość żyje nieustannym dawaniem, to jedna z Jej cech. To cecha Boska. Nie musi tworzyć zhierarchizowanych struktur społecznych ani aparatu nacisku by utrzymać posłuszeństwo. Miłość to dbanie o dobro i interesy innych, ponad swoje własne. Tak jest urządzony Wszechświat, może was to dziwić ale tak po prostu jest.

Jeśli opieracie wartości społeczne na egoizmie, nie uwzględniacie Boskich Praw, miłości, dobra, bezinteresowności to tworzycie system, który przynosi ludziom cierpienie. Obecnie jako ludzkość stajecie przed ogromnym wyzwaniem transformacji systemu, który stworzyliście na nowy, zgodny z uniwersalnymi, Boskimi prawami, zgodny przede wszystkim z prawami miłości. W nim, w wartościach i mądrości, które przekaże przyszłym pokoleniom, a więc i wam samym kiedy tu powrócicie odnajdziecie dobro i miłość i Boskość. Nowy system da wam wolność od cierpień. 

Mistrzu, obawiam się jednak, że dla wielu ludzi, to co teraz mówisz jest zbyt enigmatyczne, wygląda na kolejną teorię, których ostatnio mieliśmy w obfitości. Żadna się nie sprawdziła.

Zadajcie sobie pytanie dlaczego tak było. Zastanówcie się nad tą kwestią. Weźcie pod uwagę szerokie spojrzenie. Zastanówcie się czy istnieje rozdźwięk pomiędzy tym co się mówi a tym co się robi. Oraz oczywiście dlaczego tak jest. 

Istnieje rozdźwięk pomiędzy głoszoną teorią a praktyką, i chyba on jest główną przyczyną niepowodzeń, głosimy jedno, robimy drugie a najczęściej wychodzi z tego trzecie. Politycy wiele obiecują ale jak przychodzi „co do czego” najczęściej zajmują się własnymi interesami albo interesami jakiejś wąskiej grupy społecznej lub partii. Do tego dochodzi fakt, że nie znamy siebie i konsekwencji swoich czynów.

To dobra uwaga. Dlatego zacznijcie tworzyć nową “kulturę” i nową “religię” rozumianą jako duchowość w oparciu o to co sprawdzicie. Zadajcie sobie jako pojedynczy ludzie i całe społeczeństwo kilka pytań i znajdźcie na nie odpowiedzi.

Pierwszym niech będzie następujące „Czy istnieje Bóg?”

Niech każdy z was szuka odpowiedzi tak długo aż ją znajdzie. Zwróćcie się do Boskości aby dała wam doświadczalne dowody na swoje istnienie. Proście o nie. Ten eksperyment da wam bardzo, bardzo wiele. Wiem, że pojawią się lęki i to będzie naturalny proces. Religia uczyła was przez wieki, że Boskości należy się bać. Przetrwajcie to w spokoju. Wiele dobrych sił przyjdzie wam z pomocą.

Drugim pytaniem niech będzie „Kim jest Bóg?”

I znów, tak jak poprzednio proście o doświadczenie Go. O to, by pokazał wam Siebie Samego, tak byście bez najmniejszych wątpliwości odczuli Go i doznali. Dla większości z was będzie to szok. Boskość okaże się bowiem zupełnie różna od tego, co przekazały wam religie. Przekonajcie się sami. Boskość to czuła miłość, to oddanie, to służenie wam każdego dnia, to zupełna bezinteresowność i brak śladu myślenia o sobie, to myśli wyłącznie o dobru innych. To skromność stawiającą Siebie na ostatnim miejscu, tak aby wszyscy kochani otrzymali to co jest im potrzebne i nikt nie został zapomniany.
Ale wy przekonajcie się o tym sami. Sprawdźcie Moje słowa. Bądźcie na tyle odważni by zadać pytania i przekonać się samemu o wartości odpowiedzi. 

[…]

Mistrzu, a jaki powinien być nasz stosunek do władzy? W Europie znajdujemy jeszcze ślady dawnej, mistycznej aury, jaka otaczała władców, Amerykanie mają bardziej pragmatyczne podejście.

Kierujcie się w życiu miłością ku Bogu a wszystko inne stanie się znacznie prostsze. Pytasz mnie o sprawy po prostu banalne i nieważne w porównaniu z tym, co jest rzeczywiście istotą rzeczy. Władza, władcy i urzędy byli tutaj od tysięcy lat i jeszcze długo będą. Są wyrazem zbiorowego wysiłku organizacji życia, zapewnienia jako takiego porządku i bezpieczeństwa, także socjalnego, zapewnienia rozwoju gospodarczego i społecznego. Władza i jej instytucje ewoluują i nadal tak będzie.
Problem z ludźmi na stanowiskach jest wszędzie tan sam i jest to generalny problem ludzi na ziemi; jest nim egoizm. Pod jego wpływem, ludzie, którzy mają strzec wspólnego dobra i dbać o jego rozwój myślą o sobie i o tym, jak by coś osiągnąć dla samych siebie. 

Mistrzu, ale przecież właśnie na tym jest zbudowana cała struktura naszego społeczeństwa.

Tak, ale jeśli mówimy o miłości i o tym, że wszystko z Niej pochodzi to już możesz dostrzec, że takie podejście jest jedynie fazą przejściową. Władza, tak jak ja rozumiecie, nie jest właściwym pojęciem. Znacznie lepszym jest służba, wtedy ci, którzy z jakiegoś powodu maja więcej czy to dóbr, zdolności czy możliwości dzielą się nimi z innymi myśląc o ich, nie swoim dobru.
Za jakiś czas dojrzejecie na tyle, żeby zamienić własność na miłość, koncentrację na sobie na skupienie na Bogu, za czym w naturalny sposób nadejdzie służenie wszystkim istotom w duchu miłości. Czekają was olbrzymie zmiany, wobec których obecna rewolucja technologiczna jest jedynie dziecięcą zabawką. 

Powróćmy jeszcze na chwilę do wpływu społeczeństwa na człowieka.

Dobrze. Zadaj sobie pytanie, co wartościowego do tej pory przekazali ci inni ludzie, w tym rodzice oraz w szczególności szkoła i religia. Co wartościowego wyniosłeś z tych setek godzin przesiedzianych w szkolnych ławkach, w kościelnych ławkach i ławach uniwersyteckich?

Czy nauczyli cię jak masz samodzielnie poszukiwać odpowiedzi, czy nauczyli cię samodzielnie dochodzić do prawdy i żyć według jej przewodnictwa, czy pokazali jak budować relacje z innymi ludźmi tak abyście ty i oni mogli znaleźć szczęście, czy nauczyli cię jak kochać Boskość i wszelkie stworzenie, jak znaleźć satysfakcję z życia?
Czy pokazali, czym jest dobro płynące z człowieka i wzbogacające wszystko wkoło, czy nauczyli jak zachowywać spokój wśród wydarzeń życiowych, czy pokazali jak możesz stać się wartościowym członkiem społeczności i wnieść do niej prawdziwe wartości? Czy pokazali ci jak powinieneś się zwracać do Boga, aby otrzymać Jego miłość, wskazówki i prowadzenie?

Czy potrafili nauczyć cię miłości? Kochać Boskość nie w słowach, ale w myślach, uczuciach i czynach? To przecież jest najważniejsza umiejętność, z której wynika wszelkie dobro i piękno wewnętrzne. 

Po raz kolejny nie wiem, co Ci odpowiedzieć. Miałem wrażenie, że jednak szkoły i uniwersytety uczą wielu wartościowych rzeczy, a jednak słysząc Twoje pytania dotyczące tak istotnych kwestii zaczynam mieć wrażenie ze ten czas był w dużej mierze zmarnowany.

I tu masz całkowitą rację. Żadna szkoła nie uczy tych przedmiotów, żadna nie uczy jak żyć, jak znaleźć własne miejsce w życiu, jak stawiać czoło przeciwnościom i dążyć do poznania prawdziwej wartości. Zamiast tego zmusza do zapamiętywania „prawd objawionych”, czyli poglądów opartych na osądzie historii i kultury. Kultywujecie wartości, które tak naprawdę nie są wartościami. Dlatego właśnie nie możecie odnaleźć miłości i prawdy. One nie należą do waszego „świata” chociaż on uparcie tak twierdzi.

Problem z waszym dorobkiem społecznym i kulturalnym polega na zawężeniu spojrzenia. Ograniczacie się do tego co „moje” i „znane” ignorując, oceniając negatywnie lub bojąc się „inności”. Tymczasem jesteście jedną rodziną a nawet więcej, jesteście Jednym. I zamiast rozszerzać horyzonty umysłu i serca otwierając je na całą Ziemię, kosmos, ludzi, każecie kochać i poświęcać się tylko jednemu krajowi, tylko jednej doktrynie. Gdybyście potrafili uczyć ludzi poświęcania się wartościom a nie teoriom, życie tutaj wyglądałoby zupełnie inaczej. Wasza kultura jest oparta na lęku i manipulacji. Ale i to się zmieni, gdy zaczniecie kierować się w życiu ku Miłości i Bogu. Miłość łączy ponad wszelkimi barierami, które tworzy umysł. Uczcie się miłości ku Boskości, przekazujcie tę umiejętność nowym pokoleniom a będą żyli, wy będziecie tutaj żyli, gdy przyjdziecie ponownie, w coraz większym szczęściu i pomyślności a negatywna moc iluzji będzie traciła władzę nad wami. 

[…]

Jaka przyszłość nas czeka?

Ty mi powiedz. 

Z tego, co powiedziałeś wcześniej możemy mieć kłopoty. Jakie Ty, drogi Mistrzu widzisz rozwiązanie?

Zamiast słowa kłopoty użyjmy słowa skutki. Dziś naruszacie równowagę życia na Ziemi a za jakiś czas, gdy powrócicie już w nowych ciałach otrzymacie owoce dzisiejszych działań. Możecie w to nie wierzyć i tu leży wasz duży, może największy problem. Zachowujecie się w myśl zasady „po nas choćby potop”. A to nie jest dobry klimat mentalny dla zrozumienia życia i znalezienia w nim szczęścia.

Dlatego proponuję wam aby każdy z was zastanowił się nad zjawiskiem reinkarnacji oraz prawem przyczyny i skutku. To dobrze, że już budzi się tak zwana świadomość ekologiczna rozumiejąca, że przyszłe pokolenia też muszą mieć miejsce do życia. Teraz przesuńcie poznanie krok dalej. Proście o możliwość przekonania się o tym czy zjawisko reinkarnacji jest prawdziwe. I o rzecz kolejną – o to czy prawo przyczyn i skutków rzeczywiście działa. Masz kolejne pytania, o które prosiłeś.
Gdy znajdziecie odpowiedzi zastanówcie się nad nieco głębszymi wnioskami, które z nich wynikają. Te przyszłe pokolenia to przecież wy sami. Wasi rodzice, dziadkowie, dzieci i wnuki. I wy. A jeśli prawo działa to każdy negatywny czyn prędzej czy później odbije się na was samych. Zastanówcie się, czy chcecie cierpieć?

Niech wiedza o prawie przyczyn i skutków wraz z miłością ku Boskości staną się osią waszego myślenia o świecie, ludzkości i cierpieniu. Wiele, wiele zrozumiecie, gdy uczynicie ten jeden krok. Wielu z was po raz pierwszy zobaczy, że obraz „świata”, który tworzycie z tak ogromnym zaangażowaniem ma olbrzymie luki.

Ale nie zatrzymujcie się i stawiajcie następne kroki. Poproście Boskość, aby przekonała was w doświadczeniu o swoim działaniu i Istnieniu. To będzie druga wielka luka. A następnie by prowadziła was już stale ku Sobie, poza i ponad ten świat iluzji ku krainie szczęścia i miłości. 

[…]

Powróćcie do miejsca skąd wyszliście, do Boga i Jego Miłości. Finałem każdej podróży jest powrót do Miłości i żadna cywilizacja nie może się rozwijać nie biorąc pod uwagę współpracy z Siłą, która stworzyła Wszechświat. Nauka i technologia, jeśli nie są zrównoważone miłością powodują wiele kłopotów. Są jak szalony koń, pędzący po górskich drogach. O nieszczęście nie trudno. 

Szkoda by było.

Wszechświat nie zna pojęcia szkody, są procesy, które prowadzą do takich a nie innych skutków. Wynik jest znany i jest nim miłość. Po tej, lub tamtej stronie. 

Ty znasz przyszłość, czy mógłbyś mi powiedzieć jak się to wszystko skończy?

Ludzkość roztopi się w Świetle. 

A czy życie na Ziemi przetrwa?

Nie, w ciągu kilku miliardów lat Słońce obejmie je swoim promieniowaniem i ta planeta spłonie. 

Ale czy w ciągu najbliższych stu i dwustu lat nie wydarzy się coś, co może zagrozić ludzkości?

Nie dostaniesz odpowiedzi na to pytanie. Już powiedziałem dosyć. 

Mistrzu, wydaje mi się, że pomimo naszej rozmowy o zagrożeniach w przyszłości i tak ani Twoje ani moje słowa nic nie zmienią.

Mylisz się, mogą zmienić bardzo wiele, w tej chwili ma miejsce wyścig z czasem. Czasem jeden trzeźwo myślący człowiek może odwrócić bieg historii. 

Myślę, że jednak w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat nic takiego się nie wydarzy.

Nie znasz przyszłości. Niewielu ludzi przeczuwało wydarzenia z września 2001 roku a popatrz, jaki ogromny wstrząs przeżyliście. Nie wiecie, co jeszcze niesie przyszłość. Nie jesteście w stanie zabezpieczyć się przez wszystkim. Jeden trzeźwo myślący może pokazać nowy kierunek i sprawić, aby ludzie nim podążali. 

I przestali się np. bawić nauką?

Niekoniecznie, bo nie sama nauka jest zagrożeniem, jedynie sposób, w jaki wykorzystacie jej odkrycia. Jeśli będziecie żyć w unii z Bogiem zaczniecie odkrywać jeszcze potężniejsze siły i nie będą one stanowić zagrożenia dla waszego bytu. Po wielkich odkryciach technicznych i technologicznych czas odkryć rozum i sumienie. I oczywiście zacząć kierować się nimi. Czas odkryć Boga. Czas znaleźć Miłość i pojednać się z Nią. Miłość bez początku i końca. Miłość bez granic, Tę, która wypełnia Sobą Wszechświat.

Jesteście częścią większego systemu a system ten to jedna Istota. Szkodząc jakiejś jego części w rzeczywistości niszczycie jakąś część Mnie. Życie jest jedno.

Nie mam co liczyć na to że odpowiesz na pytanie jak będzie wyglądała przyszłość?

Gdybym dziś opowiedział odebrałoby to nam całą radość z przygody odkrywania świata i Wszechświata. Księga wydarzeń przyszłości jest od tysięcy lat zamknięta przed ludźmi i nie należy tego zmieniać. 

Największą przygodą jest jednak odkrycie Ciebie.

Święta prawda. 

Wydaje mi się, że Ty jednak znasz dokładną a nawet bardzo dokładną odpowiedź na pytanie, co będzie tutaj za 100 czy 200 lat tylko nie chcesz powiedzieć.

Poznanie przyszłości, nie jest wam do niczego potrzebne, choć są ludzie, którzy na ten temat wiele wiedzą. Wciąż jeszcze ich przemyślenia i wizje pozostają w sferze fantastyki naukowej. 

Pamiętam z książek Juliusza Verne’a czy Arthura Clarce’a – podawali wiele zaskakująco trafnych obserwacji dotyczących np. pierwszego lotu na Księżyc, wynalazków.

Nie tylko oni odkryli złoty klucz do drzwi, za którymi znajduje się przyszłość. 

Ten klucz to imaginacja?

Nie, inspiracja wewnętrzna. 

Ale dziś moglibyśmy już porozmawiać o możliwych scenariuszach wydarzeń?

Nie, dziś jeszcze nie, być może za kilka lub kilkanaście lat, teraz jeszcze jest grubo za wcześnie. 

Ostatnie pytanie – z tego, co powiedziałeś to nad niebezpiecznymi eksperymentami pracują ludzie bezmyślni lub też zwichnięci moralnie.

Nie, nie powiedziałem, że bezmyślni, wprost przeciwnie są bardzo sprawni intelektualnie. Jednak brak im wyczucia wewnętrznego niezbędnego przy zajmowaniu się sprawami tak wielkiej wagi, o tak daleko idących konsekwencjach. Brak im przede wszystkim miłości, która wskazuje badaczom drogę do odkrywania rzeczy dobrych, pięknych i przynoszących pomoc innym. Umysł kierowany przez serce jest potężnym narzędziem czynienia dobra. Dzięki takiemu połączeniu będziecie w stanie poznać znacznie, znacznie więcej.

Wiele obszarów odkryć jest i będzie nadal zamkniętych przed wami, o ile nie zmienicie siebie. Miłość w sercu jest najlepszym Przewodnikiem dla każdego z was.

Jaki wniosek może płynąć dla czytelnika z tego, o czym przed chwilą opowiedziałeś?

Że warto w każdej sytuacji zwracać się do Boga i w Nim poszukiwać wsparcia i ochrony. Że warto zwracać się ku Jego Miłości, bo Ona rozwiązuje wszystkie problemy i daje nadzieję na przyszłość. O ile sprawy potoczą się właściwie to, tak jak wiek dwudziesty był czasem fascynacji techniką i technologią, wiek dwudziesty pierwszy zapoczątkuje okres fascynacji Boskością i Miłością i wtedy zakończą się wszelkie kłopoty ludzi na Ziemi.

A w tej „materii” jest bardzo wiele do odkrycia.

Cały Wszechświat, miłość, radość i napęd do życia, który nigdy się nie wyczerpie.

Na moje odczucie, w ciągu najbliższych 10 lat Ziemi nic nie grozi.

Grozi i to wiele, ale na szczęście jestem tutaj i dbam, aby nie zaszło nic takiego, co mogłoby przeszkodzić wam w drodze rozwoju. 

To znaczy, że nasz los jako ludzkiej rasy zależy od rozwoju duchowego?

Tak, to główny wyznacznik przyszłości. 

Czyli może się zdarzyć sytuacja, w której skutkiem odejścia od Światła nastąpi jakąś wielka katastrofa.

Mówimy hipotetycznie – tak może się zdarzyć. Nie musi być to zjawisko zewnętrzne, może być wywołane fizycznie przez was samych.

Czyli z Twoich słów wynika, że siedzimy na wulkanie.

Tak.

Mistrzu, co byś nam doradził w takiej sytuacji?

Chcielibyście znać wszystkie odpowiedzi. Sięgnijcie do własnego wnętrza tam je znajdziecie. Szukajcie drogi w oparciu o miłość do Boga, obierzcie sobie Ją za przewodnika i tłumacza. Miłość was nie zawiedzie. 

A czy mógłbyś cos podpowiedzieć?

Ależ właśnie to zrobiłem. Pokazałem prostą drogę do trwałego pokoju i pomyślności. Tylko iść. 

A jakąś bardziej konkretną wskazówkę?

To jest jak najbardziej konkretna wskazówka. Zwróćcie się do wnętrza, do serca do Boga, który tam mieszka. Znajdźcie Go i zacznijcie żyć w zgodzie z Nim i sobą. Będziecie szczęśliwsi i świat się zaraz zmieni. Dla każdego są indywidualne wskazówki, znajdźcie je, proście o nie, Jestem stale dostępny, o każdej porze, zawsze i wszędzie. Jestem Miłością i was kocham. Proście a dostaniecie. Nikt nie odmówi wam pomocy.

I to jest droga do transformacji świadomości społecznej na Ziemi.

Nawet więcej, do całkowitej zmiany świadomości społecznej i zestrojenia jej ze świadomością planetarną. Zbliżenie tych dwóch, dziś jeszcze odrębnych stanów bytowania, uwolni wielkie zasoby energii duchowej angażowanej obecnie do powstrzymania dalszego zniszczenia. Wtedy nawet najbardziej oporni zaczną więcej widzieć i rozumieć a ich postępowanie zmieni się niemal automatycznie. 

Wspominałeś w jednej ze swych książek o masie krytycznej.

Jest to ilość podobnie myślących ludzi, zorientowanych duchowo zdolna kształtować świadomość zbiorową w pozytywnym kierunku. Po przekroczeniu punktu krytycznego wydarzenia zaczynają toczyć się same jako ze zostaje uruchomiona wasza powszechna moc stwórcza i ukierunkowana w pozytywną stronę. Czekam na tę chwilę. 

Jak daleko nam do tego punktu?

Daleko.

Jak rozumiem chodzi tu o powszechną zmianę świadomości?

I postępująca w ślad zmianę świadomości zbiorowej. Dlatego mówię nie o konkretnych rozwiązaniach, ale o drodze, która prowadzi do wszystkich rozwiązań. Chciałbym aby to do was dotarło.

Moje odpowiedzi tutaj podane mogą was zainteresować, ale nie przyniosą prawdziwej przemiany wewnętrznej. To może uczynić jedynie miłość ku Stwórcy. Bez niej pozostaniecie nadal w martwym punkcie i nie odwrócicie niekorzystnego dla was biegu wydarzeń. Możecie wiele wiedzieć, ale wiedza nie posunie was ani na krok. 

„Niekorzystnego biegu wydarzeń”

A tak. Skupiona praca nad sobą, zwrot ku Miłości i doświadczanie Jej, właściwe wybory, nawiązywanie relacji pomiędzy człowiekiem i kochającą Boskością to jest droga do przemiany waszego losu. Praca indywidualnie z każdym człowiekiem, bez pośredników. 

Mistrzu, tak twierdzi każda religia, że powiem nieco niegrzecznie.

Każda religia tworzy pośredników i żyje z pośrednictwa więc naturalne, przy waszym egoistycznym stanie umysłu, staje się poszukiwanie sposobów wpływu na jak największą ilość ludzi. W ślad za tym religia traci zainteresowanie indywidualnym rozwojem jednostki ku Bogu zastępując go nakazami coraz doskonalszego dopasowania do rozwijającej się doktryny.

Mówię, o czym innym – nie są ci potrzebni pośrednicy i nikomu nie są potrzebni. Każdy z was ma serce i Mnie mieszkającego wewnątrz, wystarczy się zwrócić. Jedynie to spowoduje przeniesienie świadomości zbiorowej na wyższy poziom nie „rozwój moralny” albo „ugruntowanie w wierze” jak niedorzecznie twierdzicie. Zacznijcie od siebie, zwróćcie się ku Boskości by zapoczątkowała w was pozytywną przemianę. Podejmijcie wyzwanie zmian na lepsze. Razem stworzymy inny „świat”, oparty na miłości. 

Podsumowując: nie są nam potrzebne ani pisma ani pośrednicy.

Już nie. Teraz potrzebujecie jedynie miłości ku Bogu oraz oddźwięku Jego Miłości i łaski, ponieważ tylko one mogą was wyzwolić. Większość doktryn religijnych i towarzyszącej im kultury duchowej jest zatruta egoizmem, podziałami na „moje” i „cudze”, „nas” i „obcych”. Podziały to zamknięte serca, to brak miłości. Nie tędy wiedzie droga ku Bogu.

Czy myślisz, że Boskość nie jest w stanie prowadzić człowieka i dotrzeć do niego bez tych „pomocników”? Serce, które jest zamknięte może otworzyć tylko Bóg. Nie uczyni tego żaden pośrednik ani książka. Prawdziwa przemiana może przyjść jedynie od wewnątrz.

„Prawdziwa przemiana może przyjść tylko od wewnątrz”

Przemiana jednostki, społeczeństwa i świata, dokładnie w takiej kolejności.

2.4 Miłość to serce religii

W waszej kulturze (zachodniej) niezbyt dobrze rozumiecie znaczenie modlitwy. Tymczasem ma ona potężną siłę, oczyszcza duchowo i uwzniośla a czasem pozwala odwrócić bieg wydarzeń. Modlitwa to spotkanie Boga i człowieka, spotkanie na krawędzi Nieskończoności. Spotkanie z miłością i oddaniem. Bóg jest esencją Prawdy, Dobra i Piękna, dlatego warto zbliżać się ku Niemu poprzez pełną miłości modlitwę.

Wyobraźcie sobie kogoś, kto jest niesłychanie czuły i kochający, kto spogląda na was i wasze czyny z niesłychaną dobrocią, kogoś, kto akceptuje i kocha, kogoś, do kogo modlą się wszystkie istniejące byty we wszystkich czasach. Cudowni aniołowie, Istoty pełne Blasku i wewnętrznej chwały spoglądają z nieustającym wzruszeniem w twarz Tego, z którego wszystko wzięło swój początek, a który pozostając w centrum uwagi jednocześnie jest wzorem skromności i oddania. Wyobraźcie sobie, że ten Ktoś jest tuż obok was i jest gotów obdarzać i was swoją miłością i wszystkim, co ma. Gdy tak myślicie jesteście bardzo, bardzo blisko prawdy. Jesteście wraz z Nim w niebie. Miłość to serce religii. Miłość to wzruszająca serce pieśń istnienia i wdzięczności. Wdzięczności za życie, za miłość, za wszelkie dobro, które płynie od najukochańszego Najwyższego, który jest wzorem dla nas wszystkich.

Ojcze i Matko nasza, wywodzimy się z Twej Miłości, prosimy wskaż nam drogę ku Tobie, abyśmy mogli spocząć w Twych kochających ramionach na wieki. Poprowadź nas poprzez życie, tak byśmy każdego dnia spełniali Twoje, pełne miłości wskazania, prosimy Cię rozwiń w nas skłonność do wsłuchiwania się w Twój Głos i zgodnego podążania za Nim. Obdarz nas i wszystkie istoty Twoim błogosławieństwem miłości, radości i szczęścia. 

2.3 Zadowolić rodziców społeczeństwo i Boga?

Cała nasza kultura i duchowa i „świecka” opiera się na tym, że musisz zasłużyć, musisz coś zrobić, aby zadowolić rodziców, społeczeństwo i Boga.

Nic nie musisz robić, aby Mnie zadowolić, bo Ja jestem stale zadowolony a nawet więcej jestem stale szczęśliwy a nawet więcej Ja jestem samą szczęśliwością. Dlatego nie musisz robić nic, aby spodobać się Mnie.

Jedyne, czego pragnę to abyś i ty stał się równie szczęśliwy jak Ja jestem. Bo kocham a miłość to dzielenie się z ukochanymi.
Jestem Miłością i kocham każdego z was, bez żadnego wyjątku. Kocham i akceptuję was takimi, jakimi jesteście. Jestem Miłością, jestem Radością, jestem Szczęściem. I teraz mówię wam abyście zaczęli się budzić i rozumieć. Miłość, akceptacja, radość z życia i szczęście bez powodu są waszym naturalnym stanem. Są one nam wspólne.

Kochający ojciec zwraca uwagę na to, co robisz tylko ze względu na twoje dobro i czasem reaguje tak a nie inaczej. Ale nie zmienia to jego miłości do ciebie. Twoja matka akceptuje cię i kocha bez zastrzeżeń i chociaż czasem skarci to w niczym nie zmienia to jej miłości do ciebie. A Ja jestem miłością równą milionom miłości ojców i matek. Miliardom. Tym właśnie Jestem.

Gdybym nie akceptował was takimi, jakimi jesteście i nie kochał was bez zastrzeżeń znaczyłoby to, że Moja miłość jest uwarunkowana, zależna od waszego postępowania i myślenia. A nie jest i nigdy nie była. Ci, których potępiacie jako największych zbrodniarzy maja takie samo prawo do Mojej miłości jak wasi święci.

To znaczy, że nie potępiłeś ani Stalina, ani Hitlera, ani Pol Pota?

Nie, Ja nie potępiam nikogo Ja jestem miłością, która akceptuje, tuli w sobie, kocha i czeka aż wrócicie do Mnie. 

Może to jest właśnie problem tego świata, jest on taki jaki jest, ponieważ nie opowiedziałeś się po żadnej ze stron, nie opowiedziałeś się po stronie tego co nazywamy dobrem.

Oj ostrożnie, bo wchodzisz na śliski grunt!
Po pierwsze jesteście czymś na kształt Mojej rodziny, Moich dzieci i jak już powiedziałem wasze czyny nie wpływają na Moją miłość, więc jak miałbym się opowiedzieć po którejś ze stron?
Po drugie dobrem nazywasz osąd historii, czyli spojrzenie z perspektywy czasu na czyny i ich skutki. Wasza ocena nie jest, jednoznaczna bo w czasach, gdy oni rządzili mieli poparcie wielu milionów ludzi i wielu modliło się za nich w najlepszej wierze, że czynią dobro!
Po trzecie spojrzenie z perspektywy czasu na waszą cywilizację jest również krytyczne a wielu z waszych dzisiejszych przywódców będzie potępianych przez przyszłe pokolenia. Również za to, co robicie z tą planetą a na co dziś nie zwracacie uwagi.
Po czwarte chcielibyście abym opowiedział się po jednej ze stron tylko nie jesteście w stanie jednoznacznie i jednogłośnie ustalić, po której, świat Zachodu ma swoje preferencje, świat arabski swoje a Daleki Wschód jeszcze inne.
Po piąte nie wiecie, co wam pisane z powodu zaszłości karmicznych, jakie nabyliście w przeszłości. To prawo jest ustalone tutaj w dużej mierze przez was samych i służy nauce przejawiania miłości. Stąd wojny i nieszczęścia są akceptowane przez was jako istoty duchowe i służą waszemu rozliczeniu się z przeszłością i kroczeniu naprzód w trudnych warunkach. I tylko w skutek waszej niewiedzy twierdzicie, że prawa łączące przyczyny i skutki nie istnieją.
Po szóste oceniając i potępiając ich według nie uczynków, ale charakterów, co oczywiście mógłbym zrobić wiedząc, co w was siedzi musiałbym potępić was wszystkich, bo w każdym z was znajdują się cząstki tych cech, które doprowadziły do rozwoju osobowości Stalina czy Pol Pota.

Dlatego zamiast osądzać innych przyjrzyjcie się sobie i wiedzcie, że wśród was jest wielu takich, którzy w sprzyjających warunkach wprowadziliby chętnie prawo silniejszego i zaczęli fizycznie eliminować swoich przeciwników. I nie potępiajcie nikogo, ani innych ani was samych. Gdybym Ja przyłożył do was miary, które mi proponujecie ta planeta w miesiąc byłaby pusta.

Po siódme Ziemia bardziej jest szkołą i szpitalem niż sądem i więzieniem. Nieświadomi wymagają uświadomienia, chorzy uzdrowienia a nie osądzania i ukarania. Tak wyglądają drogi miłości. 

Dziękuję Ci za wyjaśnienie, rzeczywiście teraz jaśniej rozumiem, że powinniśmy bardziej przyjrzeć się sobie i być ostrożniejsi w wydawaniu osądów, bo to między innymi prowadzi do podziału na dobro i zło i staje się przyczyną konfliktów i nieszczęść.

Utrafiłeś w dziesiątkę. Gdy zwracacie się do Mnie widząc jasno swoje słabości moralne i umysłowe rodzi się w was pokora i zrozumienie potrzeby polegania na kimś więcej niż tylko samych sobie. I to jest dobry moment, w którym mogę pojawić się Ja i natchnąć was czymś zupełnie nowym. Nie osądzajcie nikogo, nie znacie przeszłości, nie znacie kulis. 

Podsumowując to, co powiedziałeś, podział na dobro i zło jest względny.

Nie, on nie jest względny tylko niewłaściwy, ponieważ nie jesteście w stanie widzieć i rozumieć całości ludzkich losów, nauk oraz sił duchowych, jakie budujecie wskutek przejść przez różne wydarzenia. Nie oceniajcie tyle, zostawcie osąd sądom a sami zajmijcie się drogą w kierunku Boskości, bo tylko Ona może was wyprowadzić ku światłu, zrozumieniu, miłości i znacznie, znacznie lepszemu życiu. 

Więcej pokory wobec życia a zaraz wszystko stanie się prostsze.

Więcej pokory wobec Boga, tak należy powiedzieć a życie zaraz przyjmie inny obrót. Pokora i skromność są wstępem do miłości. 

[…]

Rodzą się nowe pytania, wiele pytań.

Pytaj więc. 

Pokłony przed bezosobowym Absolutem dla wielu mogą stanowić zbyt wielki wysiłek. Można kłaniać się przed Tobą jako Jezusem? Ja odkąd wiem, kim jest Sri Sathya Sai Baba kłaniam się przed Sai.

Kochająca Boskość jest esencją każdej Formy jak i Bezimiennym, Bezpostaciowym Absolutem. Kłaniajcie się przed Miłością. Ona jest Stwórcą.

Forma jest naczyniem, w które wstępuje miłość promieniująca na wyznawców.

Im jestem starszy tym wyraźniej czuję a nawet widzę dobroczynne skutki, które dają medytacje z pokłonami przed ucieleśnioną Miłością. Człowiek staje się „lżejszy” i zamiast ważności i siły osobowego „ja” pojawiają się spokój myśli, radość, często miłość. Znikają opory i skupienie na samym sobie a Bóg staje się bliższy.

[…]

Jednak niektóre figury czy obrazy świętych nie promieniują dobrze, brak im lekkości, radości, uniesienia, które widzę w Sai każdego dnia.

Patrz zatem poza formę, nie czcij posągu tylko Miłość, a Ona cię uniesie ponad wszystko. Nie myl drogowskazu z celem. „Wejdź do najciemniejszej komory”

Chodzi o to by spotykać się z Tobą prywatnie?

Masz cudowne poczucie humoru. Oczywiście, że prywatnie. Mów cicho. Ja jestem i słucham. Wystarczy twój szept. Mówcie do Mnie w ciszy serc, w ciszy umysłów. Mówcie do Mnie z miłością. Ten, kto będzie znał wasze ciche słowa wypowiadane w największej tajemnicy i kto odpowie na nie, to Bóg.

Bóg. 

[…]

Wydaje mi się, że świat coraz silniej przyciąga ludzi do siebie i coraz głębiej ingeruje w duszę i umysł i coraz trudniej jest ten proces powstrzymać. Co byś nam zalecił?

Dla Boskości nie ma żadnych przeszkód i jeśli człowiek jest gotów do duchowej drogi potrafi tak ułożyć mu los, aby nią szedł. Nie myślisz chyba, że świat jest silniejszy ode Niej? To byłaby ignorancja. Coraz więcej masz do czynienia z zewnętrznością, więc mylisz przelotne wrażenie z prawdą o Mnie, świecie i naszej wzajemnej relacji. Świat jest częścią Mnie i Moim darem dla was. To, co spotyka każdego z was jest Moją intencją, potrzebą wynikającą z ważkich przyczyn natury duchowej. Świat jest sceną, na której rozgrywa się cudowne przedstawienie. Wy jesteście aktorami. 

Ty jesteś reżyserem.

Reżyserujemy wspólnie, jesteśmy Jednią. Świat jest przejawem Miłości, Jej wyrazem i Ona nadaje mu sens w najdrobniejszych szczegółach. Zaczynajcie dzień miłością do Boga, napełniajcie dzień miłością do Boga, kończcie dzień miłością do Boga – oto jest droga ku Światłu. 

2.2 Mądra i kochająca Siła

Powróćmy jeszcze na chwilę do odwracania się od wydarzeń tego świata.

Dobrze.

Wielu ludzi sądzi, że powinni wiedzieć, co dzieje się na świecie, jakie są kursy akcji, kto zmarł…

Tak, ale spójrzcie jakie skutki to daje. Zadajcie sobie pytanie czy jesteście bardziej szczęśliwi? Czy ta wielka masa informacji sprawia, że stajecie się lepsi? Że potraficie bardziej kochać? Czy dzięki czytaniu gazet czy słuchaniu wiadomości pojawia się w was głęboki spokój i relaks dający następnie napęd do przynoszącej radość pracy? Czy uczycie się dzięki temu czegoś wartościowego, budującego? Czy jest wam łatwiej żyć? Zadajcie sobie te proste pytania. Odpowiedź na nie postawi duży znak zapytania przy waszych codziennych nawykach. 

Dziękuję Ci Baba za te wspaniałe pytania. Po raz pierwszy dzięki nim zrozumiałem, że to co robimy powinno albo nam albo innym przynosić jakąś korzyść, jakieś dobro.

Raczej nie stajemy się lepsi od oglądania wiadomości czy różnych programów. Wiele grup stara się zdobyć nasze poparcie dla swoich racji i nie przebierają w socjotechnikach, doprowadzają do perfekcji sztukę manipulacji umysłami. Pod pozorem faktów podają przesłanie niechęci, wrogości, uprzedzeń. Każdy chce nas pozyskać dla swoich racji, a więc i dla własnego interesu. Nikt nie chce zrobić czegoś naprawdę dobrego dla nas. Boże, kiedy to napisałem aż zatrzęsłem się ze śmiechu. Media i czynienie dobra. To chyba dwie sprzeczności. Ani więcej spokoju, ani więcej miłości, ani odprężenia, ani łatwiejszego życia, jedynie reklama, nakłanianie do konsumpcji i wydawania pieniędzy. Wniosek jest jeden, przynajmniej dla mnie – szkoda czasu, szkoda życia, czas umyka i nigdy nie wraca.

Warto od czasu do czasu przyjrzeć się życiu i zadać pytanie o wartość takich czy innych działań. Czy spodobałyby się Miłości? Czy prowadzą ku dobru? Czy przynoszą jakakolwiek wartość wam lub innym?
Miłość przychodzi spoza tego sztucznego świata. Szczęście płynie z doświadczania Boskości i współpracy z Nią. Poświęćcie trzydzieści procent czasu, który zajmuje wam zainteresowanie sprawami „świata” na zainteresowanie Boskością a życie zaraz się odmieni. Tutaj leży olbrzymia żyła złota, warta eksploatacji.

Boskość nie myli się nigdy, czuwa nad doskonałym przebiegiem wszelkich spraw. Po cóż im jeszcze wasza uwaga? I tak zazwyczaj nic nie jesteście w stanie zrobić. A nawet gdy jesteście, to nie robicie.

Ten cały „świat” zostawcie Bogu a sami skierujcie swe myśli ku Niemu. To jedyna dobra droga do poprawy sytuacji. Twojej, każdego człowieka i przez to całego świata.

Świat wcale nie wymaga zmian na waszą modłę, on wymaga miłości. Miłość wprowadza trwałe i pozytywne zmiany, to co wy czynicie jest zazwyczaj niepełne i tymczasowe. 

[…]

Jak wspaniale i bez wysiłku z mojej strony układa sie sytuacja w ciągu dnia! Spotykam ludzi, z którymi powinienem porozmawiać, wcześniej „bez wyraźnego powodu” studiuję jakąś książkę i materiał stamtąd właśnie przydaje się w rozmowie… Wiesz o wszystkim i dbasz o wszystko.

Ludzie nazywają to przypadkiem, zbiegiem okoliczności, szczęściem, losem, rozmaicie. A ci, którzy wiedzą mówią, że za tymi wszystkimi wydarzeniami pozornie bez związku stoi mądra i kochająca Siła. Bóg. I ci mają rację.

Czyli właściwie gdzie spojrzę widzę Ciebie. Komputer, biurko, ściany, drzewa za oknem. To Ty.

Tak, Miłość to wszystko co istnieje. Wyjrzyj przez okno. Wiatr miłości smaga drzewa utkane z miłości. Trawy falują łagodnie w rytm cichutkiej pieśni miłości, którą kołysze ich Stwórca. Woda dotyka z miłością kamieni, opływa je i dąży ku odległemu morzu.

Miłość jest Twórcą i Tworzywem Wszechświata. Wszystko wyłoniło się z Miłości i wszystko w Niej się odbywa. Jesteście zanurzeni w Niej po same uszy. Żyjcie z tą świadomością. Mówcie do ludzi i zwierząt miło. Nie myślcie źle o nikim i niczym. Wydarzenia mają swój początek i kres w miłości. 

[…]

Z jednej strony jesteś tak czuły i kochający, Twoja skromność wielokrotnie robiła na mnie piorunujące wrażenie, ale potrafisz też być twardy jak diament.

Jestem wszystkim, co wymieniłeś jak również pauzą i milczeniem wskazującym na To.
Cenię skromnych ludzi, to bardzo wartościowa i tak rzadka dziś cecha. Sprawicie mi radość, jeśli zaczniecie ją kultywować.

Mistrzu, co moglibyśmy zrobić w tej sprawie?

Ludzie powinni zacząć od uświadomienia sobie konieczności bycia skromnym.

Skromność wobec Boga jest siostrą duchowości. Bez skromności nie ma duchowości. Uniwersalną wskazówką jest prośba, modlitwa do Boga, aby pomógł w wykształceniu tej cechy. Setki kłopotów każdego dnia można by uniknąć gdyby ludzie byli tylko troszkę skromniejsi i tak nie unosili się ego.

Ciśnienie ego sprawia, że nie widzicie nic poza samymi sobą. Wszystko wam umyka, radość, szczęście, miłość, składacie je na ołtarzu własnego ego. Wasz sposób zachowania się, ubierania, wystrój domów, cały tak zwany dorobek cywilizacji jest nastawiony na podkreślanie i wzmacnianie ego. Droga ku Bogu wiedzie w przeciwną stronę. Spuśćcie trochę powietrza, dajcie odetchnąć sobie samym, sobie nawzajem, Mnie i przyrodzie. Nie bądźcie tacy ważni, naprawdę nie macie ku temu powodu. Osobiste dokonania, wynalazki, nowe idee, wykształcenie i majątki, wszystko dostaliście od Boga. Ziemię z jej dobrami do zagospodarowania, niebo do wpatrywania się i budzenia tęsknoty za Nieskończonym. Wszechświat do poznawania i niesienia dobra i miłości.
Więcej pokory, więcej skromności moje dzieci. Zważcie na me słowa, bo poruszyłem tutaj bardzo ważny punkt.

Przedstawię go za pomocą równania:

Ja + ty = 1

Jeśli więc ty jesteś, Ja muszę w tym równaniu być zerem. Innymi słowy im więcej ciebie tym mniej Mnie i oczywiście odwrotnie. Gdy małe „ja” znika otwiera się przestrzeń, niebiosa, pojawiam się Ja. Pojawia się Mądrość, Miłość i Moc. Sam Bóg.

Ten świat potrzebuje miłości, ona ożywi i uniesie was ponad wszelkie przeciwności. Ego broni jej dostępu i jest przez to przyczyną wielu niepotrzebnych cierpień. Zwróćcie się ku Miłości by zajęła się tym stanem i odmieniła go na Jej sposób. Zaraz wszystkim będzie żyło się lżej. I o to chodzi. Bądźcie szczęśliwi. 

Mam świadomość, że bardzo brakuje nam pokory i skromności. Jak możemy się ich nauczyć?

Pamiętajcie, że Nauczyciel jest zawsze z wami. Pamiętajcie ze wasz Nauczyciel jest Miłością. Jest i patrzy i gdy tylko zwrócisz się do Niego pomoże ci w każdej sprawie. Pamiętaj, że jest powiedziane „Proście a dostaniecie”. Proście więc. Proście z miłością. Kochający Stwórca jest, widzi i słyszy. Zwykle nie odpowiada natychmiast, choć i to się zdarza. Odpowiada sytuacją, splotem okoliczności, snem, książką, spotkaniem. Tak działa Miłość i to są Jej znaki. Słuchajcie a usłyszycie odpowiedź. Zwracajcie się ku Bogu z miłością a nie odmówi wam pomocy. Nigdy nie odmawia. 

Wiele lat temu uczyłeś mnie pokłonów, kłaniałem się fizycznie i mentalnie, prywatnie i w miejscach publicznych, w kościołach i w muzeach. Ludzie mieli zabawę. Mówiłeś, aby złożyć Ci pokłon właśnie teraz, tutaj. Wkoło wielki plac, pełno ludzi a ja na ziemię i raz za razem czołem po bruku. Dziś wspomnienie tych zabaw bardzo mnie cieszy.

To były bardzo dobre zabawy jak ładnie to ująłeś i wiele ci przyniosły. Pozbyłeś się większej części swojej wyniosłości, która przeszkadzała ci latami. 

[…]

W imieniu czytelników chciałbym Cię zapytać czy pokłony przed Tobą są wartościowe, czy coś dadzą, przyniosą skutek w postaci zbliżenia do Ciebie, sprawią, że ludzie staną się Ci bardziej bliscy?

Każdy zostanie pobłogosławiony. Te ćwiczenia mogą wam pomóc otrząsnąć się z ciężarów ego. Kłaniajcie się przed kochającą Boskością, proście Ją o miłość i oddanie. Zaraz zobaczycie o ile lżej się wam żyje. Oczywiście, będziecie też bliżsi Boskości. Wszystko co czynicie z dobrą intencją zbliżenia się ku Niej przyniesie dobroczynne skutki. 

2.1 Niepewność

Tak naprawdę to nie jestem do końca pewny czy w ogóle powinienem spisywać swe doświadczenia i rozmowy. Lata, które przeminęły nadały spotkaniom z Nim i rozmowom charakter bardzo osobisty, wiele rzeczy dziś przestało mnie interesować, choć być może byłyby interesujące dla innych: życie na innych planach i planetach, działanie i leczenie energią, życie Mistrzów. Czas zatarł odpowiedzi i to chyba dobrze, mój Rozmówca konsekwentnie i od lat powraca do jednych kwestii, pokazując je z coraz to innej strony a z kolei wiele konsekwentnie pomija odmawiając odpowiedzi.

Tak oto doprowadził mnie do punktu, w którym przestałem interesować się światem, wydarzeniami, polityką i całą masą niepotrzebnych rzeczy. Żyję skupiony na tym, co przynosi dzień nawigując stale z miłością ku Niemu. Z każdym rokiem rośnie we mnie świadomość, że jest On Źródłem wszystkiego.

Teraz usłyszałem już po raz kolejny, że powinienem zacząć pisać, zadawać pytania i zapisywać odpowiedzi. To właśnie zamierzam teraz zrobić. Nie wiem, od czego zacząć i nie wiem, co będzie za chwilę, to ciekawy moment, kiedy pozwalamy ucichnąć umysłowi i duszy i stajemy się tylko skromną soczewką, przez którą może zajaśnieć wewnętrzne Światło. Boskie Światło.

Czy z tej pracy powstanie kiedyś coś wartościowego? Nie potrafię odpowiedzieć, czas pokaże.

Zapraszam więc do podróży w nieznane, nie wiemy gdzie jesteśmy ani co jest celem, zatem wolni od spraw świata płyńmy.

Ale się rozpisałeś… Napisałeś dobry wstęp.

Sam nie wiem tak jakoś samo szło, bez zastanowienia.

To dobry sposób na uwolnienie się od własnych koncepcji.

Ale ja czuje się jak „wyłączony” po prostu nic nie przychodzi do głowy, zupełna cisza.

I o to właśnie chodzi, kiedy umysł milczy jest cisza, w której można usłyszeć Głos, który stale mówi. Mówi o miłości, o jedności wszelkiego życia. Stale wskazuje wam drogę.

Mówisz stale.

Tak.

Mistrzu dlaczego się śmiejesz?

Pytasz Mnie czy mówię stale. Taaak. Pomyśl, że cały Wszechświat jest Moją wypowiedzią. Jest Moim Wyrazem Siebie.

Niesamowite stwierdzenie.

I na dodatek prawdziwe. 

Powiedziałeś mi wcześniej, że celem tej książki, jest przekazanie wskazówek aby każdy, kto zechce odnaleźć Twój głos mógł tego dokonać. Myślę tu o formie bezpośredniej komunikacji, tak jak pomiędzy nami.

To dobra intencja, lecz wprowadziłbym pewną poprawkę. Słyszenie Mojego głosu nie jest aż tak ważne jak zbliżanie się ku Boskości, doświadczanie Jej miłości i transformacja waszego życia. Jak już zapewne zdołałeś się zorientować po korespondencji z ludźmi istnieje niebezpieczeństwo, że Moje przesłanie podane tutaj zostanie sprowadzone do pewnej sztuczki technicznej pozwalającej na kontakt z nie do końca poznanymi rejonami świata duchowego. Dla waszego dobra wolałbym tego uniknąć. Samo słyszenie Mojego głosu nie jest aż tak istotne jak przemiana życia, która dokona się w was dzięki zwróceniu się ku Miłości. Reszta poczeka na swój czas. Zacznijcie od spraw najważniejszych. 

Mistrzu co masz na myśli?

Zwrot ku Bogu, drogę która ma wiele aspektów praktycznych. Temu właśnie jest poświęcona cała książka. 

[…]

Mistrzu, słyszę Cię jako myśl przychodzącą „znikąd” w odpowiedzi na moje pytanie. Odpowiedź spoza umysłu, niepoddaną obróbce intelektualnej i pojawiającą się od razu, czasem jeszcze zanim skończę pytanie. Myśli tej bardzo często towarzyszy energia miłości, coś tak słodkiego, miłego, cudowne uczucie.

To prawidłowy objaw. Cisza umysłu jest warunkiem podstawowym. Z niej, kiedy umysł jest cichy mogą przyjść myśli ode Mnie. Pierwszy krok do ciszy umysłu to stopniowe odwracanie się od świata i jego wydarzeń. Świat niepokoi nas swym głośnym domaganiem się naszej uwagi w sprawach polityki, gospodarki, praw etc. Najpierw, więc należy znieść, zmniejszyć ten niepożądany wpływ na umysł, to pozwoli myślom uwolnić się spod silnego wpływu opinii publicznej.

Wydarzenia nie są warte naszej uwagi?

Zazwyczaj nie, nie dotyczą was bezpośrednio i naprawdę w większości wypadków nie musicie „zajmować swojego stanowiska” wobec tego co się dzieje czy kto co powiedział. Inwestując swój czas i uwagę wchłaniacie masy niepotrzebnych informacji oraz energii i odwracacie się od Boga. Inwestujcie swoją energię w coś, co da wam napęd do życia i doprowadzi do kontaktu z najniezwyklejszą i najcudowniejszą Istotą pod tym Słońcem. Bądźcie mądrzy i dokonujcie dobrych wyborów.

Inaczej nadal będziecie tkwić w iluzji „świata”. Aby się od niej uwolnić najpierw należy od niej odejść. 

[…]

Wiele społeczności żyje w izolacji, np. studiują Pismo, święte księgi, Mistrzu co powiesz o tym?

Izolacja jest dobra, jeśli eliminuje to, co zakłóca wasz rozwój ku dobru i miłości. Jest nawet potrzebna – jeśli będziemy ją rozumieć jako ograniczenie kontaktów ze światem do niezbędnego minimum. Ograniczenie studiowania prasy, oglądania wiadomości, interesowania się polityką czy w ogóle wydarzeniami na świecie. Z jednej strony macie przez to więcej czasu na pożyteczne czynności albo na aktywny odpoczynek, z drugiej eliminujecie zakłócenia, jakie wnoszą energie zewnętrzne. Ta sprawa jest jeszcze głębsza, ponieważ zainteresowanie światem i jego sprawami wikła was z karmę zbiorową i karmę innych ludzi.

Istnieją drzwi, które cierpliwy człowiek może otworzyć miłością ku Stwórcy, modlitwą, czynieniem dobra innym, ofiarowaniem skutków czynów Najwyższemu. Studiowanie Pism może być w tym pomocne i jest pomocne. Pisma należy rozumieć bardzo szeroko, nie tylko jedna Biblia, wielu ludzi odnajduje swoją drogę studiując inne dzieła. Serce wskaże wam drogę.

Złotym kluczem otwierającym na oścież drzwi rozwoju duchowego jest miłość ku kochającemu Stwórcy, zbliżanie się ku Niemu każdego dnia a nawet w każdej chwili, wykonywanie wszystkich prac z myślą o Nim, ofiarowanie Mu efektów i skutków wszystkich czynności. Książki są pomocą na początku, po czym zaraz stają się przeszkodą. Pamiętajcie, że są on jedynie drogowskazami na drodze ku Bogu, nie są ani drogą ani jej celem. Jeśli dzięki którejś z książek uczysz się miłości to oznacza, że jest ona dla ciebie dobra. Ale patrz poza słowa, poza treść, patrz w Boskość i kieruj się ku Niej. Ona nie potrzebuje książek by prowadzić cię ku Sobie. Zamiast spędzać tyle czasu nad literaturą skupcie się bardziej na Boskości, a korzyści będą stukrotnie większe. Wielu ludzi przedkłada tez uczoność nad miłość co prowadzi potem do wieloletnich dyskusji o znaczeniu takiej czy innej wypowiedzi. Dyskusji, które, wierzcie mi są jałowe i prowadzą donikąd. Nie zmienią was pozytywnie nawet w najmniejszym stopniu, nauczą jedynie szermierki słownej i wzbudzą wiele antagonizmów. 

Ludzie boją się i szukają pewnej drogi. Nie chcą się wplątać w jakąś sektę czy coś w tym rodzaju.

Szukajcie rzeczy dobrych a je znajdziecie. Jeśli poszukujecie bezpieczeństwa, samozadowolenia, poczucia przynależności, poczucia bycia kimś wybranym to dokładnie to dostaniecie. Jeśli poszukujecie Boga i Jego Miłości to dokładnie to dostaniecie. Zastanówcie się więc dobrze czego naprawdę pragniecie. Jeśli jasno określicie cel i będziecie się go trzymać, wasza podróż będzie bezpieczna, bez narażania się na wpadnięcie w pułapki pragnień.
Gorąco proście Boskość, aby wskazała wam ścieżkę ku Niej. To najlepsza droga.

Najbezpieczniej jest zwracać się ku Boskości, którą każdy człowiek nosi w swym sercu. Mówcie w ciszy – Ten, który Jest Miłością odpowie wam.

Mówcie w ciszy – Ten, który Jest Miłością odpowie wam. 

Teraz powróćmy do głównego tematu – słyszenia głosu Boga. Pierwszym krokiem jest odwrócenie się od świata, przynajmniej częściowe, redukcja godzin poświęconych studiowaniu gazet, oglądaniu telewizji, słuchaniu radia. To przyniesie wam wiele spokoju. Czyńcie to z intencją przeznaczenia zaoszczędzonego czasu na poszukiwanie głębszych wartości, na podążanie drogą ku Miłości.

Druga sprawa to medytacja i modlitwa. Przyniosą wam wiele pozytywnych zmian i błogosławieństw. Przeznaczcie część waszego czasu wyłącznie na skupienie na Najwyższym i naukę miłości ku Niemu. Odsuńcie wtedy wszelkie inne myśli na bok i kierujcie się całym sobą, całym sercem wyłącznie ku Niemu.

Trzecia to obserwacja tego co dzieje się wokół, „zbiegów okoliczności”, niecodziennych wydarzeń i odpowiedzi na wasze modlitwy i prośby. W ten sposób przekonacie się o realności Drogi Miłości i oczywiście o miłości, którą ma dla was Stwórca. 

[…]

Wiele razy przynaglany przez Ciebie znów zabrałem się do pisania, ale kompletnie nie mam pojęcia, od czego zaczniemy. Wiem, mówiłeś wcześniej, że chciałbyś powiedzieć kilka słów o świecie, religii, drodze do Ciebie, no i miłości, którą jesteś. Gdy tylko wspomnieć o miłości robi się tak cudownie. Od czego zaczniemy?

Zacznijmy może od tego, co jest celem tej książki, bo jakbyś jeszcze nie wiedział właśnie zaczynam ci dyktować kolejne rozdziały.

To cudownie, już się cieszę z tej pracy.

Ta książka będzie poświęcona Miłości przez duże „M”, czyli Boskiej Miłości, jej działaniu w świecie i drodze człowieka ku Niej.
Ta droga składa się z wielu etapów i omówimy je po kolei. Obecnie na Ziemi są ludzie na wszystkich etapach rozwoju – od słabo ukształtowanych umysłowości po wysoko rozwiniętych Mistrzów duchowych. Ci ostatni zeszli na ziemie z powodu końca pewnej epoki i przejścia w następną – erę Prawdy, w której Bóg zostanie rozpoznany jako Przyczyna Sprawcza Wszechświata.

Wspominają o tym liczne pisma i przepowiednie.

Tak, Mistrzowie przygotowywali ludzkość do niej od tysięcy, nawet nie setek lat.

Żyjemy więc w ciekawych czasach. Awatar jest na Ziemi i są Mistrzowie, Jego pomocnicy.

To prawda. W Nowej Epoce miłość rozleje się szerokim strumieniem po całej Ziemi i ludzie uczynią z niej światło życia, którym w istocie jest. Będą się Nią kierować w codziennym życiu, co całkowicie zmieni oblicze tego świata. Nie będzie już wojen ani lokalnych konfliktów, tylko porozumienie i współpraca pomiędzy jednostkami i zbiorowościami.

Z tego co mówisz płynie cudowna energia. Właśnie miłości, takiej słodkiej, łagodnej i rozumiejącej.

To Nią właśnie Jestem. Kiedy kochasz kogoś i myślisz tylko o nim/niej znasz Mnie najpełniej, kiedy pochylasz się czule nad dzieckiem czy zwierzęciem i mówisz do niego łagodnie wtedy odczuwasz Mnie.

Każde słowo miłości i dobra zawiera Mnie, wyraża i tworzy nową rzeczywistość. Znacie Mnie dobrze, ale dotąd nie rozpoznaliście. Teraz nadchodzi czas poznania, kim jest Bóg i zrozumienia, że byłem tu zawsze tylko nie umieliście Mnie dostrzec.

W tej książce powiem jak to zrobić by żyć z Bogiem w bliskiej i pełnej radości przyjaźni, jak znaleźć w Nim powiernika, kolegę i kochającego, oddanego przyjaciela.

Dziękuję Ci za rozmowę, wiele mi wyjaśniła.

Przyjmuję podziękowania tylko pamiętaj, że Ja jestem wszędzie i zawsze. Mówię stale. Miłość jest wszechobecna. Rozmowa nie kończy się nigdy. Życie jest rozmową pomiędzy nami. Życie to nieustanny dialog pomiędzy człowiekiem a kochającą Boskością. 

1.8 Korzyści z zapisywania dialogów

Mistrzu, zamiast spisywać rozmowy z Tobą piszę wspomnienia z przeszłości, nie odmawiam tej pracy wartości, tym bardziej, że wiele uczę się dzięki temu, ale to przecież przeszłość. Czy warto do niej wracać?

Wspomnienia przywołują miłość i pozwalają przypomnieć sobie i wprowadzić w życie idee i wartości z którymi kiedyś miałeś kontakt. Pod tym względem wspominanie jest bardzo cenne – stanowiąc ugruntowanie prawd, wokół których warto budować życie. Przypomnij sobie sen, który miałeś dwa dni temu. 

Szedłem gdzieś z matką, a wiem, że jak śni mi się matka to chodzi we śnie najczęściej o Ciebie – o Boską Matkę, szedłem i nagle zauważyłem, że przeczesując ręką włosy sporo mi ich zostaje na dłoni. Pokazałem to matce ze słowami – chyba niedługo będę całkiem łysy jak mnich.

Wypadające włosy symbolizują pozbywanie się czegoś niepotrzebnego a związanego z głową i myśleniem – ogólnie z obrazem świata powstającym w myśli i odczuciu. Tematy, które zacząłeś przywoływać pisząc zaczęły bardzo silnie zmieniać twój stosunek do świata, zacząłeś myśleć o służeniu Mnie i innym i stało się to nowym odkryciem. To wielki dar, jaki otrzymałeś. A wszystko, dlatego że w końcu dałeś się nakłonić do zapisywania tego, co mam do powiedzenia. Opisy wydarzeń ilustrują różne prawdy życiowe i duchowe oraz pokazują jak można żyć i tworzyć własne życie mając Boga za Przewodnika i przyjaciela. Pisz nadal a Ja będę urozmaicał opowiadania swoimi komentarzami i objaśnieniami. Pisz więc i nie ociągaj się bo ten sposób komunikacji ze Mną będzie ci coraz bardziej potrzebny, tak jak dzisiaj.

Tak, powiedziałeś, że powinienem napisać kilka słów do znajomej a ja broniłem się przed tym, ponieważ nie chciałem się wygłupić tym bardziej, ze nie wiem, co się aktualnie z nią dzieje, tyle wiem, co słyszę od Ciebie, – że ma kłopoty.

I co się stało?

Usiadłem i po pierwszym słowie, które napisałem zaczęły tak szybko płynąć następne, że nie mogłem zdążyć z ich spisywaniem. Aż się denerwowałem, że piszę tak szybko i robię wiele błędów aż w końcu dotarło do mnie, że żartujesz sobie i starasz się mnie rozzłościć i to mnie rozbawiło.

I co dalej?

Kiedy skończyłem byłem zaskoczony, że napisałem tak wiele a czuję się jakbym nie napisał nic.

Od ciebie nie pochodziło nic.

Potem, gdy przeczytałem te dwie strony druku byłem zaskoczony jak konkretnie i stanowczo się wypowiedziałeś.

I co?

Dziś ten list już został wysłany, dziś jest dobry dzień, 23 listopada, dzień urodzin Sri Sathya Sai Baby. Chcę Ci z tej okazji podziękować za wszystkie prezenty, jakie dostałem od Ciebie w ciągu ostatniego tygodnia, było ich zaskakująco wiele. Bardzo Ci dziękuję. Oprócz wielu rzeczy materialnych szczególnie dziękuję za to, że pokazałeś mi jak wielką radością jest dawanie i dzielenie się z innymi. Kupiłem kilka prezentów dla znajomych, których na takie rzeczy nie stać. To była wielka radość.

Po drugie chciałbym Ci życzyć wiele radości i szczęścia, tego abyś jak najwięcej znajdował ich w naszym działaniu tutaj i abyś mógł jak najczęściej dzielić się z nami Twoja miłością, bo myślę, że to sprawi Ci radość.

To piękne życzenia, szczególnie to ostatnie. I dziękuję ci za nie. 

1.7 Boskie Światło

Sri Sathya Sai Baba wtargnął w moje życie jak nagły sztorm. Interesując się sprawami duchowymi, prędzej czy później każdy zetknie się z informacjami o Nim. Tak, jak to było w moim wypadku mogą one nie zrobić na człowieku specjalnego wrażenia. Dziś już wiem, że znaczy to, że nie jest jeszcze gotów. Kto choć raz zetknie się ze Sri Sathya Sai Babą nigdy już nie jest taki sam. Kolega wyruszył do Indii z pielgrzymką po świętych miejscach. Ostatnie dwa tygodnie wyprawy spędził w ashramie w Puttaparthi. Powrócił zupełnie odmieniony. Byłem bardzo zaskoczony skalą zmian, racjonalista odbierający rzeczywistość wyłącznie poprzez pryzmat intelektu nagle opowiadał o niezwykłych doświadczeniach duchowych. O miłości której doznawał, miłości do wszelkiego stworzenia, miłości która była bardzo wyraźnie związana z postacią Sri Sathya Sai, miłości, która bez najmniejszych wątpliwości została przez Niego udzielona na wyraźną prośbę o doświadczalne doznanie Prawdy.

Rozmowa z kolegą wstrząsnęła mną do głębi. Miłość, która odczuwał w obecności Sri Sai była bardzo podobna do tego co odczuwałem przed laty. Każdy z nas buduje swój świat na podstawie własnych przeżyć, inaczej nie potrafimy. Prawdomówność kolegi i zmiany, które w nim zaszły w bardzo krótkim czasie wskazywały dobitnie na dwie sprawy; autentyczność doświadczeń oraz wręcz niewyobrażalną duchową moc Sri Sathya Sai.

Rozstaliśmy się późnym wieczorem. Ledwie przyłożyłem głowę do poduszki pojawiło się zdumiewające zjawisko. Zamknąłem oczy i pojawiło się błękitne, potężniejące z każdą chwilą światło. Miało cudowny kolor, wizje tego rodzaju to rzadkość. Po chwili dostrzegłem w świetle ruch i ujrzałem zbliżającą się Postać. Trudno było Go nie poznać – płomienista pomarańczowa szata i charakterystyczna fryzura afro. Sri Sathya Sai zbliżał się powolnym krokiem, od Jego słodkiego uśmiechu robiło się po prostu cudownie na sercu. Nawet dziś, kiedy spisuję te wspomnienia następuje wyraźne połączenie duchowe z miłością Sri Sai i jej gorący prąd wpada wprost do serca i ożywia całą istotę.
W lewej ręce Baba niósł skrzypce. Zapytałem zdziwiony – „Baba, Ty grasz na skrzypcach?” Nie odpowiedział, lekkim ruchem podniósł instrument do policzka i wciąż z tym cudownym uśmiechem dotknął strun smyczkiem. Najpierw oniemiałem by po chwili rozpłynąć się i zniknąć w cudownej muzyce. W subtelnych tonach pieśni, która docierała do najgłębszych rejestrów duszy, tam gdzie królują wyłącznie światło i miłość, zawierało się Boskie tworzenie i niszczenie, słodycz ponad pojęcie i ponad możliwości wyrażenia. Pieśń dobra i miłości. Taką muzykę musiał słyszeć Stwórca, kiedy tworzył ten Wszechświat?

Następne dni i tygodnie były okresem głębszej refleksji. Szybko zrozumiałem, że w tak niezwykły sposób mogą manifestować się jedynie autentyczna Moc i Miłość. Jeśli tak, to zdałem sobie sprawę, że żyjemy w niesamowitych czasach. Dwa tysiące lat temu podobne zjawiska, związane z innym człowiekiem, nadały kształt kulturze i duchowości Zachodu. Dziś dzieją się podobne lub jeszcze większe rzeczy, w dodatku na olbrzymią skalę, dotykającą już nie dziesiątek czy setek ale setek tysięcy i milionów ludzi na całym świecie. Jako ludzkość nie możemy przejść obok nich obojętnie. Prawdopodobnie mamy do czynienia z najważniejszym wydarzeniem w naszych dziejach jako gatunku ludzkiego. Żywa i kochająca Boskość, z której wszystko wzięło swój początek, jest z nami, w ludzkim ciele, tutaj na Ziemi.

Wkrótce stało się dla mnie jasne, że po prostu muszę pojechać do Indii i doświadczyć bezpośrednio kontaktu z Sri Sai. Ta konstatacja przyszła w dość niecodzienny sposób. Właściwie nie była wynikiem żadnego racjonalnego procesu. Obudziłem się pewnego dnia i wiedziałem, że powinienem pojechać, odwiedzić Sri Sathya Sai Babę w Indiach.

Jednak wyjazd nastąpił znacznie później niż się spodziewałem, jeszcze wiele spraw musiało się zmieścić „między ustami a brzegiem pucharu”. W końcu jednak znalazły się pieniądze, trudności z wizą i otrzymaniem biletu zostały pokonane i na dzień przed wyjazdem siedziałem w domu z wielkimi oczekiwaniami i nadziejami. Siedziałem i płakałem, sam nie wiem czemu.

Wylot miał nastąpić w piątek około południa, a w czwartek wczesnym wieczorem odbierałem paszport z wizą i bilet, wszystko zostało załatwione dosłownie na ostatnią chwilę. Wcześniej nie było miejsc w samolocie, konsul domówił wizy, wiele rzeczy jakby wyraźnie się nie układało. Gdy wychodziłem z biura, spojrzałem na dokumenty w dłoni i zwróciłem się do Mistrza z podziękowaniem. Powiedziałem. „Wiem, że przyłożyłeś do tego rękę. Dziękuję Ci.” W tym samym momencie przyszła zaskakująca odpowiedź – po angielsku. „You are welcome”. Z odpowiedzią przyszła miłość. Wtedy zrozumiałem, kto odpowiadał mi przez te wszystkie lata. Wtedy dotarło to do mnie po raz pierwszy.

Opuszczałem kraj, z lekką obawą, czy aby nie doznam rozczarowania?. Jednak to co się tam wydarzyło? Pobyt w Indiach w obecności Sri Sathya Sai Baby przekroczył o całe niebo wcześniejsze oczekiwania i wyobrażenia. Powiedzieć, że zostałem oczarowany to mało. Wróciłem zupełnie innym człowiekiem.

Jeszcze w kraju obejrzałem kilka kaset z ashramu. Zauważyłem, jak wydawałoby się nienaturalnie ludzie reagują na pojawienie się Swamiego. Składają ręce jak do modlitwy, uśmiechają się dziwnie i w ogóle robią rozanielone miny. Dopiero na miejscu wszystko stało się jasne. A powód takich zachowań wykraczał swoją niesamowitością daleko poza wszelkie moje wyobrażenia.
Siedzieliśmy w dużej grupie oczekując na wyjście Swamiego. Kiedy pojawił się na horyzoncie przez zgromadzenie przeszło coś na kształt uderzenia prądem. Po chwili zrobiło się po prostu cudownie. Z dużą intensywnością napływała czysta i świeża energia, serdeczna miłość, trudne do opisania spokojne i głębokie szczęście. Doświadczałem tego za każdym razem gdy Baba się pojawiał się w polu widzenia, łącznie grubo ponad sto razy.

Efekty działania energii Sri Sathya Sai Baby były aż nadto wyraźne. Po pierwsze znacznie zmieniało się samopoczucie. W miejsce zmęczenia upałem, oczekiwaniem, klimatem i w ogóle Indiami pojawiał się spokój, głęboki spokój i odprężenie. Po drugie, energia Sri Sai przynosiła tez wyraźne efekty w sferze psychiki i myśli. Wiele razy obserwowałem jak podczas darshanu pojawia się głęboki wgląd w procesy psychiczne. Niektóre elementy umysłu zostały oświetlane po czym odchodziły w nicość. Wydaje mi się, że w ten sposób Sai Baba prowadzi proces oczyszczenia ludzi, którzy Go odwiedzają. Po trzecie pojawiała się żywa, przejmująca i intensywna miłość, obejmowała sobą ciało, umysł, duszę, jest to uczucie nieopisywalne, nie porównywalne z żadnym innym, orzeźwiający i krystalicznie czysty dotyk kochającej Boskości. W obecności Sri Sathya Sai Baby bardzo łatwo doznać prawdy, że Bóg to Najwyższa, najbardziej przejmująca do głębi i najbardziej słodka Miłość.

Podczas darshanów często siedziałem w medytacji z zamkniętymi oczami i nie zwracałem uwagi na zachowania ludzi wokoło. W pewnej chwili przychodziła elektryzująca fala miłości, za nią następna i następna. Jakby ktoś zapalał w środku, w umyśle, światło i powoli powiększał jego moc. Po chwili otwierałem oczy i widziałem, że to Sathya Sai właśnie wyszedł do oczekujących ludzi.

W dzień swoich urodzin miałem to szczęście, że Sri Sai podszedł i zatrzymał się może 30 centymetrów ode mnie. Pomyślałem, że takiej okazji do badań nie mogę przepuścić i dotknąłem prawą dłonią Jego stopy. Przeżyłem szok. Natychmiast włosy stanęły mi na całym ciele, a ręka zamieniła się w coś na podobieństwo napęczniałego węża strażackiego, przez który z olbrzymią siłą była wtłaczana wrząca energia. Energia płynęła nie tylko przez ciało, lecz również w odległości do około pięciu centymetrów od powierzchni skóry. Zalała mnie fala niesłychanego szczęścia i uniesienia. Sri Sai stał obok może pół minuty a ja po prostu nie mogłem cofnąć ręki. Potem przez kilka godzin mówiłem z wielkim trudem. Wtedy jeszcze nie byłem do końca świadomy faktu, że ten dotyk całkowicie odmienił moje życie.

Pamiętam, jak innym razem Swami powoli przechodził tuż obok a ja modliłem się w duchu i prosiłem Go by szedł szybciej, bo czułem że za chwilę spłonę od wrzącego dotyku Jego miłości. Jej natężenie było tego dnia tak wielkie, że czułem się jakbym siedział w płomieniu wypływającym z hutniczego pieca. Nie wiem jak to przetrwałem, chyba dlatego, że nie miałem wyjścia. Po takim darshanie człowiek długo pozostaje w stanie słodkiej ekstazy. W większości wypadków przez kilka godzin mówiłem z trudnością.

Wniosek z wielu doświadczeń jest dla mnie oczywisty. Jako Sri Sathya Sai Baba manifestuje się kochająca Boskość, co do tego nie mam już żadnych wątpliwości i żadna siła ani niczyje opinie nie są w stanie zachwiać tego przekonania czy raczej powiedziałbym ściślej tej wiedzy.

Po powrocie z ashramu wkrótce zauważyłem, że kiedy mówi się lub tylko myśli o Sri Sai zaraz zmienia się atmosfera i napływają Jego energie. Do dziś jestem zaskoczony jak silne jest to zjawisko, odczuwam je szczególnie, kiedy jestem zmęczony. Znajomi, którym zwracam na ten fakt uwagę są zazwyczaj za pierwszym razem bardzo zdumieni.
Energia Sri Sathya Sai, wiem to bo wypraktykowałem w ciągu wielu lat jest zawsze dostępna. Wystarczy o Nim pomyśleć, poprosić o pomoc, On nigdy nie odmawia. Jest czystą, niezakłóconą niczym Miłością. Energia płynie z książek, filmów o Nim, także ze zdjęć. Kiedy w ciągu dnia czuję się gorzej np. z powodu choroby siadam przed Jego zdjęciem i często objawy ustępują po kilku – kilkunastu minutach. Mam świadomość, że brzmi to dziwnie, ale tak po prostu jest.

Wiem, że niektórzy ludzie oskarżają Sri Sai o przedziwne rzeczy, twierdzą jakoby utracił swe moce etc. To plotki, którym nie warto poświęcać uwagi. Dla mnie jest dziwne, że ludzie, którzy nie widzą energii i nie potrafią określić jakie skutki fizyczne, psychiczne i umysłowe wywołuje pozwalają sobie na tak kategoryczne stwierdzenia. Zwodzą ludzi. Gdyby byli w stanie choć w części ujrzeć energię Sri Sai wiedzieliby w jakim są błędzie. Energia Sri Sai nie da się porównać z żadną inną energią ludzką. Każdy wielki Nauczyciel wywołuje w ludziach różne reakcje. Dlaczego to czyni pozostaje Jego tajemnicą. Jednak jestem pewny, że Sri Sathya Sai Baba robi to wyłącznie dla dobra innych.

Drogi Mistrzu, dziś, kiedy kieruję umysł ku Twej bliskości pojawia się to samo odczucie uniesienia i miłości. Dziękuję, że nauczyłeś mnie tych ćwiczeń.

Kontemplacja formy, w której żywo i czysto przejawia się Boskość przynosi liczne błogosławieństwa, wznosi, oczyszcza, daje nowy napęd życiowy i stopniowo prowadzi poza obręb tego świata.

Stałe zatopienie w kontemplacji z umysłem skierowanym ku bliskości Boskiej jest najwyższą formą istnienia ludzkiego w ciele, co więcej jest to możliwe do osiągnięcia. 

Czy jest jakaś granica, nie wiem jak to powiedzieć, poza którą już nie możesz dać nic więcej, czy ta droga kiedyś się kończy?

Kończy się wtedy, gdy nie ma już pomiędzy nami rozdziału, ale zawsze mam coś do zaoferowania i niekoniecznie musi to być prezent dla ciebie. Potem i ty możesz dawać z serca, nie myśląc o sobie dzielić się radością i szczęściem.
A jeśli interesuje cię to czy Moje zasoby miłości i szczęścia mogą się kiedyś wyczerpać i czy istnieje dla nich jakaś granica to wiedz, że nie istnieje.

[…]

Mój poprzedni nauczyciel twierdził, że najwyższą wartością jest poznanie samego siebie.

Poznanie siebie samego, jeśli masz na myśli sens absolutny to tak, bo jest to równoznaczne z rozpoznaniem i zjednoczeniem się w miłości z Brahmanem. Ale on miał na myśli poznanie siebie jako osobowości i wolność od jej skrytego wpływu a to jest dar uboczny otrzymywany na drodze miłości i wcale nie jest to takie ważne.

Umysł chce wiele wiedzieć, bo sądzi, że ta wiedza da mu wolność lub przewagę nad innymi, ale to nie jest dobra droga. Wiele rzeczy usuwam z was bez informowania o tym zewnętrznie, a i to, co wiecie dzisiaj możecie jutro zapomnieć i zająć się czymś innym.

Wielu ludzi gromadzi duchową wiedzę jakby to ona sama w sobie miała jakąś wartość, ale wartość ma jedynie duch, który ją ożywia i sprawia, że naturalnie w jasnym wglądzie umiesz w jednej chwili ogarnąć istotę sprawy.

Wiedza ma wtedy wartość gdy wzbogaca ciebie i otwiera serce ku Bogu. Aby skorzystać z niej w pełni nie wystarczy „wiedzieć’, trzeba wprowadzać ją i wnioski z niej wynikające w życie.

A nade wszystko warto zbliżać się ku Miłości. Miłość jest ważna i ku niej należy się kierować, ku bliskiemu, niemal fizycznemu odczuwaniu Boskiej bliskości i obecności a resztą dobrze się bawić i z niczym nie wiązać. Żyjcie w miłości ku Bogu i niech Ona oświetla wam drogę. 

Jak to zrobić? Mam tu na myśli sprawy, że tak powiem techniczne.

Tak, wiem. Wyobraźcie sobie, że jestem bardzo blisko was, że dotykacie Mnie a potem obejmujecie. Tak trwajcie. To potężna medytacja, miłość, która z nią przyjdzie spali wiele obciążeń ego. Ona wyprowadzi was poza twory waszego umysłu, które nazywacie światem. Tuż za nim a więc tuż obok, a więc wszędzie, rozciągają się nieskończone połacie zalanej cudownym światłem ziemi miłości. To wasz kraj, wasza Ojczyzna, skąd wszyscy pochodzicie. 

1.6 Przygoda ze śmiercią

Wiele lat temu siedziałem w gabinecie i czytałem książkę poświęconą śmierci i umieraniu, napisaną przez pewnego lamę z Tybetu. Był wieczór, wkoło bardzo cicho, pusty dom, przysiadłem w wygodnym fotelu. Umysł naturalnie wszedł w medytację, uspokoił się, znikły myśli. Właściwie kołatała się tylko jedna, pod wpływem lektury rozmyślałem o śmierci o tym, czym ona jest.
I jakby na zawołanie nagle poczułem, że nie jestem sam. W salonie, obok może w odległości 4-5 metrów pojawił się jeszcze Ktoś. Bardzo wyraźnie odczuwałem Jego promieniowanie wewnętrzne, rosło z każda chwilą. Zalała mnie fala niezwykle lekkiej miłości, takiej czułej i niesłychanie troskliwej, takiej, która widzi wszystko i wszystko rozumie…
Nigdy nie jestem do końca pewny tego co widzę w sferze wewnętrznej, wydawało mi się że Gość to mężczyzna. Stał, patrzył i emanował cudowną mocą miłości. I wiedziałem, że to właśnie On jest Śmiercią. Niezwykłe zjawisko, niesamowite odczucie.
Nie twierdzę, że rozumiem to, czego doświadczyłem. Z jednej strony bardzo wyraźna obecność Kogoś, kogo każda komórka mego ciała rozpoznaje jako Śmierć a z drugiej cudowna płynąca od Niego miłość, tak żywa, tak natchniona, darząca niesłychanym ukojeniem i wyzwoleniem. Skłoniłem się przed Nim głęboko i zwróciłem z prośbą o błogosławieństwo. Nie wykonał żadnego gestu, ale Jego miłość mówiła wszystko. Była tak intensywna i tak gorąca, że czułem jak otwiera mi serce i płynie gdzieś głęboko szerokim strumieniem. Wizyta niezwykłego Gościa trwała trzy dni. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że tylko Ktoś tak gorąco kochający jak On może pełnić rolę towarzysza w przejściu na drugą stronę. Wiem ze pójdę tam kiedyś za Nim i będzie to dzień wielkiej radości i wielkiej miłości.
I właściwie nadal nie wiem, co się wydarzyło i kogo wtedy ujrzałem.

Ujrzałeś Śmierć i wiedz, że jest to wielka rzadkość spotkać Ją za życia. 

To dziwne, że była osobą, mężczyzną…

Nie, tylko się tak tobie wydawało. On/Ona nie posiada płci.

Ale jest żywą istotą? Człowiekiem?

Tak, przychodzi, aby dopełnić cielesnego bytu stworzeń i poukładać to, co da się poukładać tak, aby odchodzący miał jak najlepszą podróż na drugą stronę. Aby płynął swobodnie na skrzydłach miłości ponad wszystkie sprawy i stany wprost w objęcia kochającego i troskliwego Stwórcy Wszechświata. 

Wielu ludzi odchodzi w wypadkach, nagle lub długo cierpi.

Dla wielu ludzi śmierć jest wyzwoleniem od cierpień, zmagań ze sobą, od ograniczeń. A stanu, którego doświadczają tuż po przejściu nie da się porównać z niczym.

Z „tej strony” granica śmierci ma duże znaczenie, z drugiej nie jest aż tak istotna. Tuż za nią rozciąga się cudowna kraina. 

Już drżę z niecierpliwości na myśl o niej, chciałbym ją poznać, jest z pewnością niesamowita.

Tak, rzeczywiście jest dla was „niesamowita”. Ale nie pragnij, wszystko przyjdzie w swoim czasie. I następna uwaga. Pragnienie poznania tego czy tamtego świata nie jest cennym uczuciem. Znacznie wartościowsze jest pragnienie służenia innym a najcenniejsze ze wszystkich – pragnienie miłości i zjednoczenia z Najwyższym. Weź sobie do serca Moje słowa. 

Chyba nie boję się śmierci, raczej czekam na nią z zainteresowaniem, wiem że zobaczę wtedy Ciebie kochany Mistrzu.

To prawda. 

I będzie bardzo fajnie.

O tak. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. 

Czy już wiadomo, kiedy to nastąpi?

Z dokładnością do godziny. 

To dobrze, lubię precyzję, w niej jak sądzę wyraża się doskonałość.

Masz poczucie humoru. 

Chyba po Tobie Ojcze.

Dawno Mnie tak nie nazywałeś. 

Rzeczywiście trochę czasu upłynęło, czy może masz coś przeciwko temu? Chętnie się dostosuje do Twojej woli.

Nie, skądże, ale „Baba” jest słodsze. 

Sanskryt to dziwny język. Natchniony.

Przeze Mnie. 

Czy mogę mieć jeszcze dodatkowe pytania odnośnie mego Gościa tamtego wieczoru?

Oczywiście, pytaj śmiało. 

W naszej kulturze śmierć jest zazwyczaj kobietą a tu pojawił się mężczyzna, przystojny i na dodatek taki czuły.

Tak było. 

Dlaczego akurat w takiej formie?

Mistrz wybrał taką formę, ponieważ była dla ciebie odpowiednia. Innych mógłbyś nie zrozumieć. 

Nie czułem, że był Mistrzem, ale wyraźnie, że Śmiercią.

Odczuwałeś przejmującą miłość i to właśnie była Jego wizytówka. To był jeden z Mistrzów pełniących rolę strażników pomiędzy światami, którzy prowadzą umierających ludzi na drugi brzeg. 

Czy mógłbyś powiedzieć na ten temat nieco więcej?

Innym razem, nie dziś. Wiedza nie jest tak ważna jak miłość i nie należy nigdy zastępować jednej drugą. Jeśli masz do wyboru kierować się głosem rozumu czy wiedzy albo postępować za Boską Miłością zawsze wybieraj to drugie.

Śmierć jest częścią życia. Żyjesz dalej poza światem materialnym. Istnienie nie kończy się nigdy. Przyjdziesz do Mnie to wszystko sobie przypomnisz. Przyjdziecie do Mnie to wszystko sobie przypomnicie.

Będziemy mieli dużo do omówienia.

Rozmowa serc toczy się bez słów. Jej tematem, teraz i przez całą wieczność jest?

Miłość.

Tak. 

1.5 Wizja Boga

Witaj drogi Mistrzu, chcę ci przede wszystkim podziękować za dzień dzisiejszy, za Twoją bliskość i czułość. Chciałbym Cię tez zapytać o to co dziś ujrzałem. Przez chwilę jakby zaczynała otwierać się druga rzeczywistość, poza „zasłoną” materialności istniało żywe, olbrzymie Światło a jego blask przebijał się strumieniami „stamtąd” „tutaj”. Nagle dotarło do mnie jak nietrwały jest nasz świat, a właściwie nasz obraz świata, który nosimy w sobie bo rzeczywistość może być zgoła zupełnie inna. Zdjął mnie lęk, że zaraz to Światło obejmie mnie i zniknę w Nim na zawsze bez śladu wraz z całym światem i wtedy Ono jakby zaczęło się wycofywać i po chwili wizja znikła. Bałem się, kiedy ten widzialny i odczuwalny świat zaczął topnieć i niknąć i zaczęło do mnie docierać że Ty, kochane i cudowne Światło jesteś jedyną, tą prawdziwą Rzeczywistością.

Lęk jest dużym problemem dla wielu z was. Lęk nie pozwala wam otworzyć się i przyjąć Miłości, tak jakby na to zasługiwała.

Drugim problemem są zamknięte serca. Zamknięte na miłość, na innych, na Boskość. Winne temu stanowi rzeczy jest skupienie się na sobie, własności, pragnieniach, pożądaniu, pomysłach. A Boskość jest bardzo, bardzo blisko. Jest tutaj przez cały czas. Wszystko jest światłem, jedynie w umyśle powstaje obraz materialnych wrażeń, wokół których konstruujecie ten świat. To, co nazywacie „światem” składa się z wiązki wrażeń i wyobrażeń, utrwalanych przez wiele lat. To co nazywacie „światem” ma naturę z gruntu umysłową, nie „fizyczną”. 

Mistrzu przyznam, że nie rozumiem. Czy to znaczy, że „fizyczność” nie istnieje? Czym w takim razie jest to co nazywamy „materialnością”, „fizycznością”?

Materialność to pewna koncepcja oparta o wrażenia zmysłowe. Rzeczywistość jest inna. Rzeczywistość to Światłość i Miłość. Materialność nie jest bytem obiektywnym, jedynym Bytem Obiektywnym, jest Byt Najwyższy, Stwórca, który wyłonił z siebie wszystko. 

Przyznam, że nadal nie bardzo rozumiem.

To co nazywasz rzeczami i określasz jako “istniejące” jest czymś innym, niż ci się WYDAJE. Tak was wychowano, że nadajecie byt obiektywny „rzeczywistości” złożonej z wrażeń cielesnych i na ich podstawie kształtujecie swoje koncepcje umysłowe. I to nazywacie rzeczywistością. Ale tak naprawdę to jedynie wasze myśli, wyobrażenia o tym co jest, nie to co naprawdę jest. I tak jesteście przywiązani do tego SPOSOBU MYŚLENIA o świecie, że gdy pojawiają się wydarzenia, czy doświadczenia kwestionujące wasz „ulubiony, przyjęty porządek rzeczy” rodzi się wielki lęk. Boicie się utraty „własnej rzeczywistości” czyli własnych myśli o tym jaki jest świat. 

Chyba zaczynam pojmować. To co nazywamy światem jest wiązką wrażeń myślowo – emocjonalnych. Czy dobrze myślę?

Z grubsza tak. 

Mistrzu, jakie praktyczne wnioski wynikają z Twoich słów?

Zacznijcie myśleć, że nie rozumiecie „świata”, że nie rozumiecie nawet podstaw jego istnienia, że nie znacie i nie rozumiecie samych siebie. Porzućcie dumę z „wiedzy”, i z każdego innego powodu, owo dumne „ja wiem”, które tworzy świat i swoje jego zrozumienie, by w nim panować i się wywyższać. “Wy” jako samodzielne jednostki też jesteście jedynie stanem myślenia, myślą zakorzenioną głęboko i uparcie. Bez realnego bytu. Prawdziwym Bytem człowieka jest Światłość, nie ta myśl „ja” dręcząca was od pokoleń, której nadajecie tak wielką rangę. Wiedzcie o tym, a kiedyś ten obraz zniknie, myśli o „świecie” i on sam znikną pewnego dnia jak płomień zdmuchniętej świecy. Pozostaną Miłość, Radość i Szczęśliwość, jedyne Istnienie. Na razie wstrzymajcie rozbudowę tego „ja”. Ograniczajcie myślenie oparte na „ja” i ograniczajcie pragnienia. Myślcie o Bogu nie o „ja”.
Nie pozwalajcie aby kierował wami lęk. Lęk zamyka was przed Światłem, Miłością i Bogiem. Otwórzcie się na Nie całkowicie, teraz, zaraz. Pozwólcie, aby Boskość ujęła was Sobą. 

W jaki sposób powstaje nasze uczucie oddzielenia i osobowość „ja”?

„Ja osobowe” związane z cielesnością jest odbiciem Jedynego Ja, Boskiej Istoty. Podobnie jak „świat” jest oparte na wiązce wrażeń cielesnych i rodzi się wraz z tym co nazywacie „światem”. Obie te konstrukcje łącznie możemy nazwać stanem myślenia śmiertelnego. Chcę podkreślić, że są to stany umysłu, nie mające wiele wspólnego z Rzeczywistością. 

Dlaczego nie widzimy i nie rozumiemy tego jasno?

Ponieważ uwikłaliście się w działanie i myślenie ”wewnątrz świata”. Weźmy takie porównanie; jesteście aktorami, którzy tak bardzo zaangażowali się w grę, że zapomnieli, że to tylko przedstawienie. Weźmy następne; kiedy śpicie wszystkie wydarzenia wydają się wam bardzo realne i często reagujecie na nie silnymi emocjami, ale rano wiecie, że to był tylko sen. To co nazywacie rzeczywistością, światem i sobą to właśnie jest taki sen. Życie jest snem, śmierć jest przebudzeniem. Wtedy stajecie twarzą w twarz z Miłością. 

Co w takim razie powinniśmy zrobić, jakie praktyczne działania podjąć?

Ujmę je tutaj krótko, więcej znajdzie się w dalszej części książki. Obudzenie się, czy tez dostrzeżenie Rzeczywistości to powrót, uświadomienie sobie prawdziwej tożsamości poza wyobrażeniami umysłu na temat siebie i świata. Będąc stale zanurzony w „sobie” i „świecie” powinieneś stać się bardzo uważny i ostrożny, tak aby dalszymi działaniami nie powiększać jeszcze więzów, to raz. Druga cześć odpowiedzi i wskazówek wynika z tego kim naprawdę jest każdy z was. Dziś możecie wierzyć Mi lub nie, ale jesteście Miłością i Światłem, jednością z Bogiem i samym Bogiem. Dlatego dobrze będzie, gdy „małe ja’ zacznie zwracać się z miłością do Boskości, zwracać się z modlitwą i prośbą do Najwyższej Mocy, po to by pobłogosławiła je przebudzeniem, wolnością od siebie i tego świata snu.

Nie wracajcie do przeszłości, swoich poglądów, opinii i nawyków, lecz proście Miłość, aby ukształtowała „was” tak jak Ona sobie tego życzy. Zapomnijcie i przeszłości i idźcie za kochającą Boskością wciąż dalej i dalej – w Nieznane. Nieznane na długo stanie się waszym domem.

Przeszłość to tylko wasza myśl, prawdziwej przyszłości nie znacie. Pozostaje teraźniejszość, która tez nie jest ważna bo nie odbieracie jej czysto i właściwie. Co pozostaje? Zwrot ku Miłości i Boskości. Tylko to przyniesie z czasem trwałe, dobre skutki i wiele, wiele błogosławieństw. 

[…]

Drogi Mistrzu czy rzeczywiście jest tak, że jesteś jedynym inspiratorem tego, co się wydarza? Wszystko mieści się dokładnie w granicach które Ty zakreślasz i nic, absolutnie nic nie może się z nich wyłamać?

Tak jest. 

Wciąż nie pojmuję, dlaczego świat jest taki, jaki jest, ten świat śpi będąc święcie przekonanym o swej samodzielności tymczasem to Ty skryty za cienką powłoką zdarzeń pociągasz za wszystkie sznurki. Stąd wynika, że wszystko jest tak jak ma być i w żadnym z wydarzeń nie ma błędu ani niesprawiedliwości, bo przecież jesteś we wszystkim. Czy to oznacza, że ty jako Najwyższy nie masz żadnych pragnień wobec świata? Np. by ludzie bardziej ciebie kochali, przecież mógłbyś to uczynić? Gdzie tu jest prawda?

Prawda jest prosta i jest nią Miłość, którą jestem. Prawda ta jest nieprzenikniona dla umysłu i nie robi na nim większego wrażenia. To jest bowiem prawda serca, tej „części” was, która dzięki duchowej świadomości ma kontakt z żywą Boskością.

Wszystkie wydarzenia mają swe miejsce w Boskim Planie. Plan to słodka pieśń miłości dająca uniesienie ku Obecności kochającego Stwórcy. Nie ma w nim błędu, nawet najmniejszego. Plan to jedna z najcudowniejszych tkanek Życia, to Boski Dar dla Wszechświata, dar miłości i mądrości. 

Nie mam wątpliwości Mistrzu, że jest tak jak mówisz, ale dlaczego w tym Planie istnieje cierpienie?

W „waszym świecie” w ten sposób Wszechświat daje wam znać, że pewnych rzeczy nie powinniście czynić, ponieważ są odstępstwem od obowiązujących Zasad. Zasady, na których opiera się konstrukcja Wszechświata wynikają z miłości, która troskliwie dba o dobro wszystkich istnień. O dobro i rozwój. Możecie ich nie przyjmować do wiadomości w „waszym świecie” co jednak nie zmienia ich działania. Cierpienie spala negatywne skłonności, uczy korygować postępowanie i myślenie, kieruje ku wyższym wartościom. W rzeczywistości, w której żyjecie stanowi także hamulec dla wybujałych pragnień i czynów powodowanych ignorancją. Ono dokonuje w was transformacji. 

Mistrzu, są to bardzo piękne słowa i płynie z nich cudowna energia, są więc z pewnością prawdą. Ale jest coś co nadal mnie niepokoi i każe pytać dalej. Trudno pogodzić się z koniecznością istnienia cierpień kiedy widzimy co się dzieje na świecie.

Pomyśl więc co by się stało, gdyby czyny nie spotykały się ze swoimi konsekwencjami. Przemoc, oszustwo, manipulacja, agresja, kłamstwo. Jak wyglądałby ten świat, gdyby nie istniał czynnik oduczający was tych zachowań i kierujący konsekwentnie na ścieżki Miłości?

Chcecie aby „sprawiedliwość była na świecie”, ponieważ jej brak kłóci się z waszymi głębokimi odczuciami. Ale jednocześnie nie macie ochoty przyjąć do wiadomości, że sprawiedliwość JUŻ JEST. Bez istnienia prawa karmy kierującego ludzkość ku Miłości Wszechświat byłby nielogiczny. Tak mógłby wyglądać, gdyby stworzył go szalony Bóg.
Jednak sprawy idą w dobrym i coraz lepszym kierunku, dziś wydaje się, że katastrof i konfliktów jest więcej ale to chwilowy stan. Rozliczacie się w ten sposób z przeszłością, z wiekami, kiedy żyliście pogrążeni w ciemnościach. Światłość jest blisko, bardzo blisko. „Świat” odejdzie, ujawni się Światło. 

Drogi Baba, być może problemem jest tutaj fakt, że nie widzimy na co dzień działania prawa przyczyny i skutku.

Tak, to jeden z „problemów”, ale jest bardzo prosty sposób, aby się przekonać o jego istnieniu i to dość szybko, jeśli tylko zechcecie. 

Tak? W jaki sposób?

Jest taki cudowny sposób na wszelkie problemy, nie tylko ten jeden. 

Tak? Czy mógłbyś Mistrzu uchylić rąbka tajemnicy?

Prosty sposób na wszystkie problemy i pytania to poprosić o pomoc. Poprosić o odpowiedź. Poproście a dostaniecie. Ludziom w potrzebie, ludziom szczerze poszukującym prawdy nikt nie odmawia.
Zwróćcie się z modlitwą, z prośbą ku Boskości by odpowiedziała na pytanie o istnienie prawa przyczyn i skutków. Aby wam pokazała jego działanie i logikę.

A kiedy się to stanie zacznijcie głęboko zastanawiać się nad waszym życiem. Gdy już odkryjecie istnienie prawa – starajcie się dostosować wasze słowa, myśli i czyny do najważniejszych zasad. Myślcie o dobru, mówcie dobrze, nie mówcie źle, czyńcie dobro i proście w tych działaniach kochającą Boskość o pomoc. To droga do przemiany życia na lepsze, droga do wyzwolenia spod wpływu waszego negatywnego obrazu „świata”.

Pamiętajcie – proście a dostaniecie. 

[…]

Pamiętam taką sytuację sprzed lat. Śpieszyłem się na zajęcia, miałem je chyba około dwunastej. Z niewiadomego dla mnie powodu furtka z ogrodu na ulicę nie była zamknięta i pies, wilczur, który biegał w ogrodzie gdzieś znikł. Spieszyłem się do pracy ale przecież musiałem go wcześniej znaleźć. Im dłużej szukałem go w okolicy, tym bardziej byłem zły i zdenerwowany. W końcu odnalazłem go w parku, dość daleko od domu, przyprowadziłem i skrzyczałem oraz uderzyłem kilka razy otwartą dłonią. Do dziś pamiętam jak się trząsł, potężny wilczur a drżał na całym ciele. Potem było mi bardzo głupio z tego powodu, że się tak uniosłem i że go uderzyłem. Żałuję tego.

Była jesień i szybko zapadał zmrok. Tego samego dnia znajomy poprosił mnie abym pojechał z nim odstawić samochód do serwisu. Załatwiliśmy lawetę, załadowaliśmy uszkodzone auto i pojechaliśmy pod miasto do warsztatu. Gdy dojechaliśmy na miejsce zapadł zmrok. Wokół pustego o tej porze warsztatu rozciągał się metalowy płot z prętów. Wysiadłem i pomyślałem, że trzeba kogoś poszukać, w końcu musimy zostawić tutaj samochód. Było bardzo ciemno, podszedłem do ogrodzenia i oparłem się o nie, chciałem zajrzeć do domku ochrony. W tym momencie poczułem silne uderzenie w prawe biodro, tak silne, że odrzuciło mnie na metr, może półtora od płotu. Bardziej zdziwiony i zaskoczony niż przestraszony chciałem zorientować się co zaszło. Podszedłem do świateł samochodu. Z prawej strony, na wysokości biodra, miałem wyrwany kawał spodni wielkości dłoni. Po prostu wisiał na kilku nitkach. Byłem zdumiony.

Za chwilę z domku wyszedł ochroniarz z latarką. Wtedy, za płotem, zauważyłem ciemny kształt psa, podobnego z budowy do rotweilera. Człowiek odprowadził go i zamknął w domku. Powiedział, że trzeba na niego bardzo uważać, bo został wyszkolony i atakuje bez ostrzeżenia. Rzeczywiście pies nawet nie szczeknął, podszedł cicho i czekał na mnie. Gdyby nie ogrodzenie mógłby po prostu wyszarpnąć mi kawał ciała. Nie był w stanie przecisnąć szerokiego pyska przez pręty.
Przyznam, że gdy dotarło do mnie co właśnie mnie ominęło gorąco podziękowałem Mistrzowi za ochronę a zaraz potem jeszcze goręcej przepraszałem Go za wcześniejsze postępowanie. To była doskonała lekcja, pamiętam ją do dziś.

Przemoc nie jest rozwiązaniem. Rozwiązaniem jest miłość. 

Kilka razy już opowiedziałem ja znajomym, raz czy dwa spotkałem się z wątpliwością, że to przecież mógł być przypadek.

Ale nie był. Gdyby nawet, to poszukaj najbardziej wartościowej lekcji, jaką mogłeś wynieść z tego doświadczenia. Poza tym, cudze wątpliwości nie są dobrą wskazówką na drodze duchowej. Ludzie działają pod wpływem iluzji, a duchowość to wyjście poza jaj obręb. 

Najbardziej wartościowa lekcja jest taka, że moje postępowanie przyniosło natychmiast nieprzyjemny skutek i na przyszłość nie powinienem się złościć a już na pewno nie powinienem podnosić ręki na zwierzątko.

Akceptuję wniosek. Miałeś wtedy duże szczęście. 

Jeszcze raz Ci dziękuję. Nawet się nie przestraszyłem, potem, gdy zrozumiałem co się stało pojawił się doskonały nastrój. Coś w końcu zrozumiałem, a może raczej cieszyłem się że prawo działa i wcześniejsze przeczucia wewnętrzne były trafione w dziesiątkę. Odczuwałem też dużą pokorę wobec życia i Ciebie.

Tak wygląda jeden z kroków ku Światłu. 

[…]

Dziękuję ci za to, że pojawiasz się przed moim wewnętrznym wzrokiem, szkoda, że ludzie nie mogą ujrzeć Twej zdumiewającej, olbrzymiej skromności, na pewno zmieniliby w jednej chwili stosunek do Ciebie.

Wielu ludzi nie ma ochoty Mnie oglądać. Uważają, że nie daję im tego czego potrzebują. Jednak najczęściej to o co proszą nie jest dla nich korzystne, nie przyniesie ani im ani nikomu innemu nic dobrego. Stąd bierze się Moje „nie”. Ludzie czasem urągają Mi z tego powodu i gniewają się na Mnie ale nigdy się nie obrażam.

Jestem Miłością. Świat utkany jest z cienkiej przędzy miłości. Ziemia i chmury nad nią to miłość. Liście jesienią to kolorowe miłosne listy wysyłane przez drzewa ku Ziemi. Wiatr to oddech Boga, który delikatnie głaszcze wasze twarze. Kocham was moi serdeczni przyjaciele. Spójrzcie we Mnie, spójrzcie z miłością a ukażę się wam. Jestem blisko, bardzo blisko. Jestem Miłością. Miłością bez granic. Ty i Ja jesteśmy Miłością. Wasze myśli mają moc tworzenia „świata”. Nie twórzcie go nadal na starą modłę, zwróćcie je wszystkie ku Mnie a Ja pomogę wam wyzwolić się ku M