Archiwa autora: Admin

1.4 Trzej Mistrzowie w jaskini

Pewnego wieczoru siedziałem nad książką Paula Bruntona „Ścieżkami jogów”. Brunton opisuje w niej niezwykłe wydarzenia, w których uczestniczył podczas pobytu w Indiach. Nagle dotarło do mnie, że wszystkie manifestacje, cudowne wydarzenia są pewnymi procesami energetycznymi i jako takie wymagają istnienia zbiornika, bądź zbiorników specjalnych energii. Skoro bowiem jest skutek – musi istnieć jego przyczyna. To odezwał się mój ścisły umysł – skoro w Indiach zachodzi tyle niezwykłych wydarzeń, skoro jest to kraj słynny z życia i działalności wielu świętych to znaczy, że jest tam jakieś źródło promieniujące energia duchową. A skoro tak, to z pewnością można się z nim „połączyć”, ponieważ w świecie energii nie istnieje coś takiego jak oddzielenie.

Wielokrotnie w życiu obserwowałem i doświadczałem energii przypływających wskutek myślenia o kimś lub czymś. Umiejętność ta jest naturalnym skutkiem ubocznym medytacji.
Ale do rzeczy. Pomyślałem, że zrobię małe doświadczenie, wejdę w stan medytacji, wyciszę umysł a następnie spróbuje się połączyć z tym centrum energii jak je roboczo nazwałem.
Jak pomyślałem tak zrobiłem. W pogłębiającym się wyciszeniu pomyślałem tak – Mistrzu będę liczył od dziesięciu w dół i kiedy doliczę do jednego proszę Cię, aby nastąpiło połączenie.

Dziesięć, dziewięć, osiem,…trzy, …, dwa,…., jeden….

Przez moment nie działo się nic, trwałem w ciszy i ciemności. Jednak po chwili zaczęły się pojawiać pierwsze obrazy. Zauważyłem, że jestem w jakiejś wielkiej grocie skalnej, z tyłu piętrzyło się wielkie rumowisko zawalające wejście. Po wysokich ścianach gdzieniegdzie spływała wilgoć znacząc ciemniejszymi smugami swe ścieżki.
Odwróciłem się tyłem do wejścia i mało nie krzyknąłem ze zdumienia. Pieczara rozszerzała się i kończyła w odległości dziesięciu kroków pionową ścianą. U jej stóp ujrzałem trzy postaci ludzkie, trzech mędrców siedzących w postawie lotosu. Siedzący pośrodku znajdował się na podwyższeniu. Wszyscy trzej sprawiali wrażenia bardzo, bardzo starych. Świadczyły o tym długie siwe włosy, brody spływające na złączone w pozycji lotosu nogi, pomarszczone twarze. A jednak biła od nich niesamowita aura, jakby ciepło, oddanie, miłość znajdująca swe źródło gdzieś bardzo głęboko i promieniująca przez tych ludzi na zewnątrz w świat. Co dziwne wszyscy trzej nie dawali żadnych oznak życia, tylko wysiliwszy wzrok wewnętrzny dostrzegałem w ich wnętrzu coś na kształt słabego światełka świadczącego o tym, że wciąż żyli.

Zwróciłem się do Mistrza z prośbą, aby wyjaśnił co widzę. Po chwili usłyszałem Jego cichy głos.

Ci trzej mędrcy znaleźli się tutaj przed ponad tysiącem ziemskich lat. Przybyli do niedostępnych Himalajów, aby oddawać się medytacji. Tutaj kochająca Boskość objawiła im plan, według którego mogą służyć Jej wprowadzając swe ciała w głęboki letarg i tworząc z nich kanały dla strumieni Boskiej Miłości, które przez dziesięć wieków będą potrzebne światu do czasu przyjścia następnego Posłańca. Oddali się całkowicie Bogu i używając objawionych im sekretnych technik jogicznych weszli w stan pomiędzy życiem i śmiercią. Trwają w nim do dziś dnia. Pomimo iż nie widzisz w nich oznak życia, są w pełni świadomi tego, że tu jesteś, że jesteśmy tu obaj. 

Później kilka razy zastanawiałem się, kim będzie Posłaniec, o którym wspominał Mistrz, ale On milczał a sam nie byłem znaleźć odpowiedzi innej jak podawana przez religie w przepowiedni o Powtórnym Przyjściu: Jezusa w chrześcijaństwie, Mesjasza u Żydów, Maitrei w buddyzmie i Kalki Awatara w hinduizmie. Dopiero po latach w pełni zrozumiałem, o kim wtedy mówił Mistrz dopiero, gdy spotkałem się z niezwykłymi cudami towarzyszącymi życiu Awatara naszych czasów – Bhagavana Sri Sathya Sai Baby.

Mistrzu, do czego jest potrzebna ta energia?

Bez niej ludzie zapomnieliby o istnieniu wyższych światów i konieczności zwracania się z miłością ku Bogu. Wasze serca stałyby się wyschnięte bez miłości, ludzie kierowaliby się innymi motywami niż dobro i miłość a to przyniosłoby wam wiele cierpienia. Mistrzowie jogi wiedząc o tym powstrzymali się od dalszych narodzin na Ziemi. Pokłoń się przed Nimi, oddaj hołd ich pracy i poświeceniu dla was. 

Pokłoniłem się im do stóp i powiedziałem: Wielcy Mistrzowie dziękuje wam za Waszą pomoc i poświecenie. Proszę o Wasze błogosławieństwo.
Nie nastąpił żaden ruch. Po dłuższej chwili odczułem mrowienie w okolicach szczytu głowy stopniowo przechodzące w ucisk. Po kilku minutach już bardzo wyraźnie czułem jak powoli spływa w dół wysoka i gorąca energia jakby wypalająca coś po drodze. Można to porównać do cieczy, miodu powoli osuwającego się po sklepieniu czaszki niżej i niżej. Po dotarciu do klatki piersiowej, na wysokości serca zjawisko ustąpiło. Całość odczuwałem bardzo wyraźnie, trwało to ponad półtorej godziny. Następnego dnia ponownie poprosiłem Mistrza o „połączenie” i znów przyszło wrażenie spływającej powoli płomienistej energii, tym razem trwało około piętnastu minut.

Poprosiłem dziś Mistrza o komentarz do całego wydarzenia.

Ci ludzie są tam do dziś dnia, jeśli chcecie otrzymać od nich wsparcie duchowe to wiedzcie, że nigdy wam nie odmówią. Zachowujcie się przyzwoicie i poproście o błogosławieństwo duchowe, wyłącznie o to, nic ziemskiego. Są bardzo potężni i ich władza rozciąga się daleko poza Ziemię. 

Mistrzu, jak to „władza”?

Wpływ na przebieg zdarzeń. Oni dawno zakończyli swój ziemski cykl i rozpłynęli się w miłości. Przez ten czas, kiedy byłem tu cieleśnie nieobecny podtrzymywali płomień miłości do Boga. Czynią cuda jeszcze dziś. Czas i przestrzeń nie jest dla nich przeszkodą. Miłość dawno otworzyła im wszystkie bramy. Pomogą wam. Proście a dostaniecie. 

Poproszę ich o miłość do Ciebie, mogę?

Tak, nie odmówią ci, jesteśmy jednym, wiele ciał jedno Serce.

Mistrzu, mam jeszcze jedno pytanie.

Słucham.

Czy ten sposób myślenia – o istnieniu jednego centrum, które wywołuje, lub zasila energią duchową wszystkie procesy w Indiach jest prawidłowy?

Nie, nie istnieje jedno materialne centrum. Istnieje Jedno Centrum wszelkiej energii i jest nim kochający Stwórca. Sytuacja, którą opisałeś, jak również prowadzący do niej sposób myślenia zostały zaaranżowane po to byś mógł skorzystać z błogosławieństwa Mistrzów. Ty i wielu innych, którzy teraz przeczytają te słowa. Poproście a dostaniecie Wiele istnień czeka aby wam pomóc i skierować na właściwą drogę. Wiele istnień, czerpiących swą inspirację od Jedynego. 

Kosmos i ludzie stamtąd, wejście w strefę Wegi

Ni stąd ni zowąd przeżyłem jedną z najdziwniejszych i najwspanialszych przygód w życiu.

Właśnie wychodziłem od dentysty, co istotne nie brałem żadnych środków znieczulających, takie były wtedy czasy w państwowej służbie zdrowia.

Szedłem przez niewielki plac wśród domów i zupełnie niespodziewanie jakaś siła zmusiła mnie do podniesienia wzroku i spojrzenia w niebo. Ku memu zaskoczeniu na bezchmurnym niebie zauważyłem całkiem niewysoko srebrnie lśniący obiekt. Kształtem swym przypominał pękate cygaro. Powoli płynął w powietrzu kierując się od rynku (najludniejszej części miasta) na zachód.
Tym, co prawie natychmiast przykuło moją uwagę był fakt, że poruszał się w poziomie bardzo równym kursem po linii prostej. Nie widziałem żadnych śladów smugi kondensacyjnej ani jakiegokolwiek spalin czy śladów działania silnika. Drugą zastanawiającą rzeczą była lśniąca otoczka dobrze widoczna przy bliższym przyjrzeniu się. Wyglądała jak wielka lśniąca bańka mydlana o eliptycznym kształcie, w której owo cudo było zamknięte.
Trudno mi było ocenić wielkość pojazdu ze względu na odległość. Pomyślałem, że oto mam przed sobą prawdziwe UFO, w biały dzień, w samym środku miasta. Zaskoczony już chciałem zatrzymywać przechodzących ludzi, jednak wyraźnie odczułem, że nie powinienem tego czynić. Wyszedłem zza domów w kierunku większego placu skąd miałem lepszy widok i obserwowałem oddalający się obiekt przez mniej więcej dziesięć minut.
Wyraźnie nigdzie się nie śpieszyli. Co więcej miałem wrażenie jakby pojazd emitował silną energię spływającą ku ziemi.

W domu zaraz usiadłem do medytacji próbując połączyć się z pojazdem i jego załogą.

W wyciszeniu skupiłem się na energii pojazdu i po chwili zobaczyłem jego dowódcę, takie przynajmniej robił wrażenie. Nie chciał kontaktu i robił wszystko, aby mnie zignorować. Zapytałem kim jest i co robi, coś tam odburknął więc poprosiłem aby przekazał mnie swojemu opiekunowi czy tez odpowiedzialnemu za misję. W międzyczasie w 1/3 walcowatego kształtu dostrzegłem dwa równolegle ustawione generatory emitujące silną energię, którą tak wyraźnie odczułem wcześniej.
Po chwili ciszy pojawił się bardzo sympatyczny człowiek, uśmiechnięty i skory do rozmowy.

– Skąd jesteście?

– Z miejsca, które wy nazywacie Wega.

– Czym zajmujecie się na Ziemi??

– Działamy na terenie obszaru Europy środkowo – zachodniej. Bazę mamy w Polsce. Pracujemy nad zmianą wibracji tego terenu, zmieniają się u was warunki życia i nadchodzą nowe czasy, więc potrzebujecie świeżego spojrzenia.

– Jak rozumiem nasycacie teren miasta czymś w rodzaju nowej energii.

– Tak, można tak to ująć. Pomagamy wam.

Odpowiedzi wyłaniały się z ciszy, która zapadła wskutek medytacji, a była tak głęboka, że umysł chwilami wyłączał się zupełnie dając miejsce niezakłóconemu odbiorowi słów, myśli i wrażeń płynących od mego rozmówcy.

Rozmawiałem z nim chwilę a on odpowiadał i pokazywał obrazy, jakby zdjęcia i towarzyszące im wrażenia napływające z bardzo daleka. Obrazy baz, pojazdów, terenów, nad którymi przelatują i skutków, jakie spodziewają się wywołać
W pewnej chwili przyszło mi do głowy, aby poprosić o pokazanie jego macierzystej planety. Tu nagle zamilkł na dłuższą chwilę.

– Nie mogę takiej decyzji wydać sam, muszę zapytać Opiekuna planety czy się zgodzi.

Poczułem jakby „wyłączył się” z kontaktu ze mną i zapadła głęboka cisza. Trwała dosyć długo a ja spokojnie siedziałem w głębokiej medytacji i czekałem.

W absolutnej ciszy, która nastąpiła wyczułem gdzieś bardzo daleko jakieś poruszenie. Tak jakby ktoś zainteresował, skierował ku mnie swoje myśli i sprawdzał czy jestem właściwym człowiekiem. Za chwile nastąpiło zjawisko, które mnie zaszokowało. Pojawił się Mistrz, w obrazie przed wewnętrznym wzrokiem przyszedł jako mężczyzna, ale w odczuciu… Napłynęła fala niesłychanie serdecznej miłości, takiej ciepłej, pełnej ufności i akceptującej wszystko. Szokiem dla mnie było to, że człowiek który wcale mnie nie znał kochał i akceptował bez najmniejszych zastrzeżeń. Ten wstrząs dobrze pamiętam do dziś.

– Czy mogę.. – Zapytałem

– Tak. – Nie dał mi dokończyć.

Ale spotkanie z Nim było dopiero wstępem do tego, co miało się dopiero wydarzyć.

– Chciałbym zobaczyć jak wygląda odlot z Ziemi.

– Dobrze, to będzie dla ciebie pouczające doświadczenie. – Odpowiedział z tą swoją cudowną akceptacją. Zapadła cisza.
Wkrótce przed mym wewnętrznym wzrokiem pojawiła się polana w parku na skraju miasta. Stał na niej znajomy mi pojazd. Obok pilot ubrany w ciekawy kombinezon „cztery kwadraty”, na głowie hełm z szybą z tworzywa w cienkie paseczki. Zaskakujące, że kolana miał w innym miejscu, znacznie niżej niż ludzie na Ziemi. Sprawiały wrażenie jakby mogły zginać się w obie strony, inaczej niż nasze. Tak samo dłonie w ciemnych, miękkich rękawicach i palce poruszające się bardzo miękko w przód i tył, jakby dłuższe i mające więcej stawów.
Gestem wskazał żebym wszedł do środka. Obiekt mógł mieć na oko jakieś osiem-dziewięć metrów długości i trzy i pół do czterech wysokości. Teraz już bardzo wyraźnie widziałem otaczającą go, połyskującą, przezroczystą bańkę.

Podszedłem i przeniknąłem przez nią. Nie sposób opisać doznania, które nastąpiło. Moja świadomość zamknięta jak u każdego normalnego człowieka w obrębie głowy nagle rozszerzyła się obejmując sobą wnętrze statku i przestrzeń wokół niego. „Widziałem’ i „słyszałem” wszystko samą świadomością tak jakby była ekranem, na którym wszystko wewnątrz się dzieje a ja bez najmniejszego wysiłku znałem myśli i stan psychiczny pozostałych członków załogi. Poza nami było jeszcze dwóch ludzi, uśmiechali się do mnie bardzo życzliwie, siedzieli gdzieś w bardzo ciasnych pomieszczeniach, ale wyraźnie im to nie przeszkadzało. Wyraźnie odczuwałem, że podstawą świadomości była miłość. Wszechobecna i wszechprzenikająca miłość i akceptacja wszystkiego. Jakby nasze świadomości stopiły się tworząc jedną wspólną. Ta właśnie wspólna świadomość kierowała i napędzała ten pojazd!

Przeszedłem na przód pojazdu, za mną pilot. Usiedliśmy w ciasnej kabinie, on po mojej prawej stronie. Nad nami przezroczysta czasza, za chwilę bez żadnego wrażenia przeciążenia ujrzałem wierzchołki drzew, chmury i gwiaździste niebo. Zdążyłem jeszcze zapytać „Ile potrwa lot?” i otrzymać odpowiedź „Sześć minut” gdy przezroczysta szyba nad głowami przybrała mleczny kolor a cały pojazd jakby zanurzył się w miłej i gorącej wibracji. Nie miała tam wstępu żadna myśl. Trwało to pięć do sześciu minut. Nagle szyba znów stała się przezroczysta i z pewnej odległości dostrzegłem przed nami ogromną planetę. Była bardzo piękna, trwała majestatycznie zawieszona w pustej przestrzeni, otaczała ją gigantyczną połyskująca sfera. Zatrzymaliśmy się na chwilę, tak jakby mój przewodnik pytał o pozwolenie dalszego lotu. Najwyraźniej je otrzymał, bo zaraz niezauważalnie ruszyliśmy dalej. Prawie krzyknąłem z wrażenia, kiedy przekraczaliśmy barierę. Tym razem świadomość rozpłynęła się i objęła niewyobrażalny bezkres całej planety. To było wielkie pojednanie z Miłością, z Naturą, z Bogiem. Niewyrażalne uczucie…
Świadomość święciła swój triumf, uwolniona spod codziennych barier znajdowała swe spełnienie w unii ze wszystkim. Nie pragnęła niczego. Jak można pragnąć czegokolwiek będąc wszystkim?

Jakiś czas płynęliśmy wysoko ponad chmurami potem pojazd zanurkował w dół i po chwili zza mlecznej mgły dostrzegłem ziemię. Pośród niewyrażalnej słodyczy wszechobecnej miłości usłyszałem niezwykłą pieśń. A raczej powinienem powiedzieć, że odczułem ja całym sobą jakbym słyszał i doznawał uniesienia towarzyszącego chorałowi śpiewanemu przez zastępy anielskie. Nie były to jednak dźwięki, ale wibracje miłości jedne silniejsze inne cichsze zestrojone razem w ogromnej przestrzennej symfonii. Wsłuchałem się całym sobą w tony owej pieśni miłości, pieśni istnienia docierającej na falach wewnętrznej, słodkiej ekstazy. W miarę jak zbliżaliśmy się do powierzchni pieśń potężniała i stawała wyraźniejsza, dołączały coraz to nowe subtelniejsze tony. Wkrótce zrozumiałem co jest jej źródłem. Ta niezwykła symfonia wydobywała się z otaczającej nas przyrody. To była jej pieśń życia. Niższe i mocniejsze tony to głosy wysokich drzew, „głosy” krzewów i młodych drzew brzmiały mniej donośnie, kwiaty a nawet pojedyncze źdźbła traw dołączały swe cichutkie nuty i tak powstawała niesłychana harmonia dźwięków. Wrażenie to można porównać do orkiestry symfonicznej w olbrzymiej katedrze, gdy dźwięki rodzą się i wybrzmiewają swobodnie w wielkiej pustej przestrzeni.

Wylądowaliśmy na niewielkiej polanie i wysiadłem z pojazdu. Wszystko widziałem jakby przez mgłę, ale wewnętrznie odczuwałem bardzo żywo. Polanę okalały wysokie na jakieś cztery metry krzewy, wkoło było sporo kwiatów i różnych roślin. Czułem się nieswojo nie chcąc mimowolnie czegoś zniszczyć, nie wiedziałem, jakie skutki mogę tu wywołać, więc tylko stałem i rozglądałem się. Widziałem kwiaty podobne do ziemskich narcyzów i pamiętam jak zacząłem uważnie przyglądać się roślinom, w końcu nie każdego dnia ma się okazję zobaczyć florę z innej planety.

Bliższe przyjrzenie się kwiatom sprawiło, że dostrzegłem wyraźną różnicę, to z pewnością nie były narcyzy ani żadne znane mi ziemskie kwiaty! Gdy sobie to uświadomiłem, poczułem się przez chwilę jak w pułapce i zalała mnie nagła fala panicznego lęku najwyraźniej wywołana obcością środowiska wokół. Szybko jednak opanowałem się i przeniosłem odczuwanie na tony wszechobecnej, słodkiej miłości. Nie, stanowczo tutaj nic nie mogło mi grozić!

Uważne przyglądanie się roślinom sprawiło, że dostrzegłem coś nowego. Skupienie na roślinie czy jakimkolwiek innym obiekcie powodowało, że zaczynałem silnie odczuwać jego doznania. Wszystko wokół żyło i czuło. W ten sposób odkryłem kolejną niesamowitą rzecz. Skupiłem się na małym źródełku i po chwili napłynęły wyraźne wrażenia; ono chciało wydać z siebie jak najwięcej wody, ponieważ ktoś tam, inne rośliny czy istnienia mogły jej potrzebować. Ono starało się ze wszystkich sił, aby zrobić, co w jego mocy – dla dobra innych. Kwiaty wytwarzały pyłek i nektar po to by podzielić się nim z owadami i służyć im. Drzewa kształtowały swe liście po to by służyć cieniem komuś, kto mógł tego potrzebować, tak samo płynące po niebie chmury przenikało pragnienie oddawania siebie, transformacji w deszcz dający życie przyrodzie i ochrony innych żywych istnień przed promieniami słońca. Gdziekolwiek, na czymkolwiek skupiłem swą uwagę znajdowałem bezinteresowną troskę o innych, wolę służenia im i miłości. Tak oto odkryłem drugą cechę konstytuującą ten niezwykły świat – płynącą z miłości wolę służenia innym. Każda najmniejsza cząsteczka tego świata była przeniknięta miłością i bezinteresowną wola służenia, bez najmniejszej troski i myśli o sobie. W tym świecie nie było śladu ego.

Te planetę poznawałem przez kilka następnych dni. Wracałem do domu, siadałem do medytacji i po kilkunastu minutach przekraczałem barierę wokół pełnej miłości Wegi.
Czasem towarzyszył mi człowiek z pierwszego dnia podróży a czasem nie, czasem pojawiał się Mistrz. Dużo czasu poświęcał na tłumaczenie współzależności pomiędzy organizmami żyjącymi na planecie i temu skąd one wynikają – ze wspólnego Źródła, którym jest Miłość. Tam było to takie oczywiste!

Życie na Wedze przejawia w niezwykłym stopniu wiele boskich cech; miłości, bezinteresownej troski o innych, poświecenia, oddania i pokory rozumianej jako nieobecność ego. Bezpośrednie doświadczenie tych stanów wywarło na mnie niezatarty przez czas ślad, co innego bowiem słuchać o nich a co innego doświadczać w pełni i czerpać z tego naukę. Chcę tutaj wyrazić swą głęboką wdzięczność Mistrzowi z Wegi za poświecony czas i ofiarowaną miłość.

Moje podróże na Wegę zakończyły się równie niezwykle jak się zaczęły.

Chyba trzeciego dnia przyszła mi do głowy myśl, aby zapytać Mistrza o życie ludzkie na Wedze – czy są tu istoty podobne do nas? Mistrz odpowiedział, że owszem i zaraz może mnie do nich zabrać. Po kilku minutach obok na polanie pojawił się znany mi pojazd. To dziwne, właściwie dopiero teraz zdałem sobie sprawę z faktu, że moje pytanie mogło zabrzmieć dziwacznie, przecież widziałem już pojazdy i rozmawiałem z ludźmi stamtąd, z załogą ziemskiej bazy, w końcu chyba byli mieszkańcami Wegi?

Wsiadłem do pojazdu, uniósł się i po kilku, nie więcej jak pięciu minutach wlecieliśmy w coś przypominające gęstą mgłę. Pojazd wylądował. Bardziej wyczuwałem niż widziałem obecność co najmniej kilku ludzi. Znajdowali się za wysokim i szerokim murem, którego końce ginęły we mgle. Wyraźnie wyczuwałem rezerwę z ich strony, byli czujni, najwyraźniej mieli świadomość, że ktoś obcy pojawił się w okolicy. Zza muru płynęło kilka strumieni energii, najwyraźniej pochodzących od żywych i myślących istot. Każdy z nich znajdował się wewnątrz mniej więcej owalnej budowli, ich układ i wielkość przywodziła na myśl afrykańską wioskę z okrągłymi chatami. Po chwili zwróciłem się do tego, który promieniował najsilniej.

– Witaj.

– Kim jesteś? – Przyszło w odpowiedzi.

Pomyślałem, że skoro pytają to znaczy, że nie wiedzą, Mistrz wcześniej przejrzał mnie na wylot, widocznie nie chcą albo nie potrafią tego zrobić.

– Jestem tu gościem, przybyłem z Ziemi, żyjecie na cudownej planecie.

– Ludzie na Ziemi nie rozumieją istoty życia ani jego wartości. Niszczycie w barbarzyński sposób delikatną strukturę, jaka otacza waszą planetę.

Myśli napływały i układały się w pełne spokoju zdania. Nie chciałem zaprzeczać ani wyjaśniać że być może jestem inny.

– W jakim celu przybyłeś? – Pomimo uprzejmości cały czas wyczuwałem wyraźną rezerwę w stosunku do mnie.

– Chciałem zobaczyć jak wygląda życie poza Ziemią i jestem tym co widzę niesłychanie podbudowany.

– Rozumiemy znaczenie tej planety dla naszego istnienia i kochamy ją. Stanowimy jej część. Chcielibyśmy abyś otworzył się na nas tak abyśmy mogli zobaczyć kim jesteś.

Pytanie zastanowiło mnie, a wiec najwyraźniej nie chcieli „prześwietlać” mnie na siłę. Ja również powstrzymywałem się od gapienia się na nich nie wiedząc czy może to zostać źle odebrane. Nie chciałem posunąć się do czegoś niewłaściwego podczas tak kulturalnie rozpoczętego spotkania z istotami z innej planety.

Jednak nie wiedziałem, co zrobić, w końcu zastanowiłem się i zwróciłem z prośbą do drogiego Mistrza, aby to On im się ukazał. To miało być coś w rodzaju kawału. Mistrz wyraził zgodę i po chwili przygotowania otwarłem całą swą sferę mentalną i duchową zwracając się jednocześnie do Mistrza z prośbą, aby przybliżył się z Jego miłością.

Poczułem tylko jak przepływa gorąca, wibrująca energia taka, jaka towarzyszy zazwyczaj błogosławieństwom udzielanym przez Mistrza.
Kiedy przeniosłem z powrotem wzrok na zewnątrz ujrzałem że w moich rozmówców jakby nagły piorun strzelił. Szok mieszał się z konsternacją. Płynęły chaotyczne urywane zdania.

– Nie wiedzieliśmy kim jesteś, byłeś tak głęboko ukryty, mieliśmy tak negatywne zdanie o ziemianach…

Nagle znikła cała poprzednia rezerwa, w jej miejsce pojawiła się szczera otwartość i wyraźne przejęcie.

Po kilku dniach takich, trwających nawet do kilku godzin wizyt, Mistrz pojawił się i powiedział, że już czas się żegnać i że jeszcze kiedyś powrócę na niezwykłą Wegę. Pożegnałem się z Opiekunem Wegi i jej mieszkańcami. Tego dnia wieczorem zasiadłem do spisywania na gorąco swoich wrażeń i to jest ten opis, a przynajmniej pewne jego fragmenty.

Drogi Mistrzu czy miałbyś ochotę podsumować to doświadczenie?

Owszem. Wiele się nauczyłeś z tego króciutkiego pobytu poza Ziemią. To wielki dar już w młodym wieku zajrzeć za zasłonę, jaka oddziela planetę od mieszkańców Kosmosu. Jeszcze większym darem jest spojrzenie w głębiny samoświadomości opiekującej się żywymi istotami Wegi. Świadomości i Miłości. 

Dziękuje Ci Baba za to tak budujące doświadczenie. Doznawałem na samym sobie głębokich i przejmujących odczuć miłości, oddania i służenia innym istotom, w imię miłości i dobra.

Ta Siła stworzyła Wszechświat. 

Miłość.

Żywa i czuła Miłość. 

Chciałbym Cię prosić o to bym potrafił z Twoją pomocą uczyć się, nabywać tych wspaniałych cech i wprowadzać w życie to, co z nich wynika.

Znakomita prośba. 

1.2 Mistrz w krótkiej szacie.

Przed laty wielokrotnie miałem przyjemność widywać Mistrzów i Nauczycieli. Pojawiali się w snach lub przed wzrokiem wewnętrznym, najpierw w trakcie medytacji potem widywałem ich również w podczas codziennych zajęć. Wielokrotnie przekonywałem się, że nie tylko są bardzo mądrzy, lecz również posiadają niezwykłe poczucie humoru. Pamiętam jeden taki wypadek – wielka, amfiteatralna sala wypełniona po brzegi Mistrzami ubranymi w długie, piękne szaty. Był to czas oczekiwania na wybór nowego prezydenta i wynik nie był znany do końca.

Wynik był znany wiele lat wcześniej? Pamiętasz co ci powiedziałem na rok przed wyborami? 

Rzeczywiście, zupełnie zapomniałem. Usłyszałem od Ciebie imię i nazwisko przyszłego prezydenta, jak również to, że będzie rządził dwie kadencje. Wszystko się sprawdziło.

Ludzie rządzący powinni więcej czasu poświęcać medytacji a ich zadanie byłoby znacznie łatwiejsze. Rządzenie to bardzo trudne i wymagające zajęcie a często poza inspiracją wewnętrzną nie ma innych źródeł wsparcia i dobrych pomysłów.

Być może, ktoś przeczyta Twoje słowa drogi Mistrzu i weźmie je sobie do serca. W końcu idzie tu o dobro nas wszystkich.
Powracając do mojej opowieści, stałem przed salą pełną Mistrzów, patrzyłem jak siedzą, rozmawiają pomiędzy sobą, żartują, to był niezwykły widok. Bardzo budujący, płynęła od Nich taka słodka i unosząca energia, radość nosząca ślady ekstazy.

To wcale nie były ślady, po prostu nie byłeś w stanie odebrać pełni słodyczy emanacji Mistrzów. 

W pewnej chwili zastanowił mnie fakt, ze wszyscy są tak pięknie ubrani we wspaniałe szaty sięgające od ziemi i zadałem Tobie pytanie – czy wszyscy Mistrzowie zawsze chodzą tak ubrani?

I co, i co?

Masz cudowne poczucie humoru… Nie odpowiedziałeś, ale prawie w tej samej chwili z drugiego lub trzeciego rzędu wstał jeden z Nich, podniósł rękę i powiedział:

„Ja nie!”

Miał na sobie taka samą piękna szatę jak wszyscy tyle, że sięgająca zaledwie do połowy ud. Spod niej wystawały gołe nogi… To była taka wersja „mini”. Nie wiem, całość robiła komiczne wrażenie i najwyraźniej o to Mu chodziło. Wybuchnąłem śmiechem.

I co było dalej?

Pojawiłeś się Ty jako Sri Sathya Sai Baba a wszyscy obecni wstali i zapadła niesamowita cisza.
Usiadłeś z boku w pierwszym rzędzie i zaraz Mistrzowie usiedli także. Kiedy tak stałem i patrzyłem poczułem że powinienem pokłonić się Wam wszystkim, tyle w Was było miłości, spokoju, mądrości, wielu, wielu nie wyrażonych rzeczy. Myślę, że doświadczyłem wielkiej łaski, że mogłem ujrzeć tak wspaniałe zgromadzenie. Dziękuję Ci za to. Potem Twoja aura objęła salę i Mistrzowie, Ty i ja stopiliśmy się w jedno.

Wszyscy czekali na zakończenie liczenia głosów i ogłoszenie wstępnych wyników. Byłem tam z Wami ponad dwie godziny. Wtedy była ustalana dalsza przyszłość tego kraju, wydarzenia, które maja nastąpić w ciągu najbliższych trzech lat.

A widzisz, cos jednak zapamiętałeś. Wszystko wiadomo na wiele lat naprzód, wydarzeniami w świecie zajmują się Mistrzowie i skrupulatnie wszystko planują. Biorą pod uwagę losy indywidualne i zbiorowe oraz to, czego powinniście się nauczyć. Bo życie jest lekcją. 

A jej tematem jest Miłość.

Miłość to Boskość…

Właściwie na wiele lat wcześniej wszystko jest ustalone, wszystkie wydarzenia polityczne i społeczne.

Tak.

Stąd wynika, że właściwie nie ma co się w nie angażować ani nawet nimi interesować skoro i tak będzie co ma być.

Tak, jeśli idziesz w kierunku Boskości nie jest wskazane interesowanie się polityką czy wydarzeniami na świecie. Wynik wszystkich wydarzeń w tym konfliktów i wojen jest znany na długo przed datą ich rozpoczęcia. Ich przyczyny leżą głęboko w sferach karmy i dharmy. Nikt z was nie ma na nie wpływu a udzielanie im uwagi odwraca od Boskości. 

Jeden z Mistrzów siedział przed czymś przypominającym komputer – tyle ze był sterowany myślą a jego moc obliczeniowa przekraczała miliony razy to, czym dziś dysponujemy. Siedział i w skupieniu patrzył na ekran – tam w trudny do wytłumaczenia przestrzenny sposób były generowane przyszłe scenariusze wydarzeń a On z miliardów kombinacji wybierał ten, który zostanie zrealizowany.

Opowiedz jak to robił. 

To był bardzo ważny Mistrz. Wokół siedzieli inni i czekali na ostateczny wynik – oni zajmowali się szczegółami. Mistrz pozwolił mi spojrzeć przez ramię, pokazał jak tworzą się scenariusze i na ilu płaszczyznach należy je rozważać. Pamiętam, że przed wzrokiem wewnętrznym przepływały w niesamowitym tempie tysiące obrazów. Wtedy, gdy zapytałem Go o to jak wybierze ten właściwy wskazał na swoje serce i powiedział, że Bóg w sercu mu powie. Wtedy Jego odpowiedź stanowiła dla mnie zagadkę.

Odpowiedź przychodzi z serca. Boskość mieszka z sercu każdego człowieka. 

Wszystko jest określone z góry. Zmiany gospodarcze, wahania cen akcji. Wszystko.

Wypadki lotnicze.

I samochodowe też.

Czas odejścia każdego z nas.

Tak, ale wy nie odchodzicie, raczej przechodzicie w drugi, poza materialny wymiar bytu. Każdy „po tej stronie” ma pewien zapas energii wystarczający na przeżycie określonej ilości lat. 

Mistrzu, Ty możesz to zmienić.

Nie ma z tym problemu.

Od czego to zależy?

Naprawdę chciałbyś to wiedzieć?

Tak, proszę.

Aktualnie na Ziemi długość życia jest określana przez serce człowieka, duchową świadomość, tę „część” was, która ma kontakt z Boskością. Rozważamy karmę, waszą drogę duchową i wspólnie podejmujemy najlepszą decyzję. Gdy przebieg wypadków idzie w niewłaściwym kierunku i mógłby wam przynieść duże szkody karmiczne, zdarza się, że odchodzicie „przed terminem”. 

Kto o tym decyduje?

Wy sami. 

No chyba nie.

Patrzycie na człowieka jako na ciało, to nie jest właściwe widzenie. Jesteście kimś znacznie, znacznie większym. Zdarza się również, że otrzymujecie możliwość dłuższego przebywania w ciele na Ziemi, ma to miejsce wówczas, gdy zdecydowanie kierujecie się w stronę Ducha i odejście z ciała zakłóciłoby ten korzystny proces. 

Czy zatem można Cię prosić o przedłużenie życia?

Nie.

Nie?

Nie. Można prosić o dodatkowy czas na poukładanie, dokończenie spraw, zrobienie czegoś wartościowego, czas na zwrot ku Bogu i pojednanie z Nim. Przedłużenie życia po to tylko żeby być „tutaj” dłużej nie ma większej wartości. Życie to nieustanny ruch naprzód, rozwój ku Miłości. Rozwój za życia ziemskiego, a potem rozwój za życia pozamaterialnego. Dobrze przemyślcie o co chcecie poprosić, niektóre dobre rzeczy maja szansę spełnić się natychmiast. 

Drogi Mistrzu, czy mógłbyś podpowiedzieć, które prośby są Ci szczególnie miłe, czym możemy sprawić Ci radość?

O, to pytanie sprawia mi radość! To bardzo dobre pytanie.

Sprawiacie radość Boskości, gdy zwracacie się ku Niej z prośbami, modlitwami o możliwość zwrócenia się ku dobru, ku miłości, z prośbami o wsparcie dla innych, cierpiących i potrzebujących, z prośbami o miłość i szczęście dla innych, dla ludzi tutaj i „tam”, dla zwierząt, wszystkich istnień.

Boskość To miłość, to ktoś, kto bardzo was kocha. Matka, Ojciec, drogi przyjaciel, oddany powiernik. Proście o możliwość zbliżenia się ku Niej, o siłę duchową niezbędną do odwrócenia się i wzniesienia ponad przyciąganie spraw świata. Proście o możliwość nauki pokory i skromności. Proście o łaskę i miłość ku Bogu. 

Dziękuję Ci Mistrzu za rozmowę

1.1 Doświadczenia zazen

Już jako dziecko byłem religijny, z upodobaniem budowałem małe ołtarzyki Jezusowi, i przynosiło mi to dziwne zadowolenie. Jako nastolatek znalazłem fascynujące książki na temat Raja Jogi, między innymi doktora R. S. Mishra „Podstawy Jogi Królewskiej” (Fundamentals of Yoga”), ale tak na poważnie zająłem się medytacją mając blisko piętnaście lat.
Pomimo wszelkich ostrzeżeń, jakie można znaleźć w każdej dobrej książce o medytacji, że w żadnym wypadku nie należy podejmować praktyki medytacyjnej na własną rękę, temat tak mnie pociągał, że podjąłem samodzielna praktykę polegająca na ćwiczeniach oddechowych i skupianiu uwagi. Nie przypominam sobie żadnych interesujących doświadczeń z tego okresu.

Jakieś dwa lata później zaczął być modny buddyzm Zen i wpadła mi w ręce książka sensei Philipa Kapleau o zazen. Rodzina goniła mnie do nauki, więc rozkładałem książki i siadałem do zazen. I rodzina była szczęśliwa, że jestem pilnym uczniem i ja, bo robiłem to co mnie pociągało. Wiele lat później zostałem uczniem sensei Zensona Gifforda z Toronto, ucznia Rosiego Kapleau.

Moja medytacja nie miała jeszcze wtedy charakteru religijnego. Po prostu siedziałem ze skrzyżowanymi nogami, skupiałem umysł na miejscu wewnątrz brzucha i regulowałem oddech czekając aż ucichną myśli. Na początku było to bardzo trudne, ale na początku wszystko jest trudne i miałem tego świadomość. Siedziałem w zazen trzy razy po pół godziny w ciągu dnia, czasem także około trzydzieści minut przed zaśnięciem. Chyba po dwóch miesiącach takiej medytacji odczułem wyraźną zmianę stanu umysłu. Myśli ucichały, to była jakaś nowość, coś się działo. „Sprowadzałem” myśli na dno brzucha aż pojawiała się pustka w głowie. Zupełne zacichnięcie, żadnej myśli, a cały umysł pozostawał skupiony na dnie brzucha. To bardzo fajne uczucie. Po jakimś czasie zacząłem spostrzegać, że ni stąd ni zowąd, z dużą siłą „wybuchają” w ciszy dawne wspomnienia. Nagle przychodzą i owładają człowiekiem doznania czy przemyślenia sprzed miesięcy albo i lat. Sporo czasu trwało zanim pojąłem, że to część jakiegoś naturalnego procesu. Kiedy to wreszcie zrozumiałem byłem z siebie bardzo dumny, coś udało mi się odkryć a to był już jakiś postęp.

Cisza nastawała zazwyczaj po pierwszej, półgodzinnej rundzie medytacji a pod koniec drugiej zdarzały się nagłe wspomnienia. Wkrótce nauczyłem się nie zwracać na nie uwagi i dalej robić swoje skupiając myśli na dnie brzucha. Tak medytowałem jeszcze około miesiąca i obserwacja całego procesu – myśli, ich zniknięcie, pustka w głowie, jaka przychodzi a potem nagłe przebłyski wspomnień potem znów cisza i pustka – zaczęła stawać się już czymś rutynowym. I wtedy zdarzyło się coś, co wywróciło całą moja wiedzę o świecie do góry nogami.

Usiadłem do medytacji, skupiłem umysł na dnie brzucha, wyobraziłem sobie jak z oddechem wszelkie energie związane z myślami spływają na dno brzucha i tam pozostają. Przyszła cisza, potem dodatkowe myśli a potem… Nagle poczułem jakby na ciele poruszyła się jakaś zasłona i powoli od czubka głowy w dół spływała odsłaniając coś niesamowitego. Po jej opadnięciu ujrzałem Światło.

Doświadczyłem Miłości i stopiłem się z Nią w jedno.

Umysł nie istniał a w jego miejsce pojawiła się bezkresna przestrzeń wypełniona cudowną miłością, wolnością i właśnie Światłem. Było Ono wszędzie, kochające, żywe nieskończone. Poza czasem i przestrzenią. Znikła wszelka odległość i poczucie oddzielenia. To małe „ja osobowe” rozpłynęło się a w zamian napłynęła świadomość że jestem i żyję w tym ciele i poza nim i mym prawdziwym Bytem jest bezkres, miłość i cudowna niezmącona niczym wolność. To była świadomość, że Jestem wszystkim we wszystkich i nigdy nie istniał żaden podział ani dystans. Łzy płynęły mi po policzkach z ogromnego i cudownego wzruszenia. Wstałem z zazen i widziałem wszystko w nowym świetle, spoglądałem na biedne sprzęty w małym pokoiku i odczuwałem głęboką wdzięczność za to ze tu są i służyły mi do tej pory. Usiadłem nad książką do języka rosyjskiego i płakałem tylko z tego powodu, że mogę czytać. Nie było we mnie ani śladu ego. Wyjrzałem przez okno, przed domem stała sąsiadka, ale w miejsce zwyczajnej odrębności była cudowna jedność z nią i ze wszystkim. Istniało tylko Światło i Jedność. Pierwszego dnia, kiedy się pojawił stan ten trwał wiele godzin a znikł dopiero następnego dnia podczas normalnych zajęć szkolnych. Potem przychodził jeszcze wiele razy i wskutek różnych wydarzeń. Najczęściej powodem była kilkugodzinna medytacja. Raz, co niezwykłe – przez kilka godzin skupiałem się na rozwiązaniu zadania z matematyki i nie chciałem przyjąć do wiadomości, że nie mogę sobie poradzić. Z upływem czasu rosło skupienie i determinacja. Wreszcie udało się i poszedłem spokojnie do łóżka. Obudziłem się następnego ranka i To już było. Znów Światło i bezkres i ta cudowna nie do opisania miłość przenikająca wszystko, będąca podstawą i treścią wszystkiego.

Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, że świat nie jest wcale tym, za co go uważamy.

0 Wprowadzenie

Jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że mogę podzielić się doświadczeniami i mądrością płynącą z rozmów z Mistrzem z szerokim gronem ludzi zainteresowanych.

Książka jest owocem duchowej miłości i jej pisaniu towarzyszyły przez bardzo długi czas cudowne chwile. Dziękuję za nie Mistrzowi, konsekwentnie i od lat dzielącemu się ze mną i każdym, kto zechce się ku Niemu zwrócić Jego niezwykłą miłością. Dziękuję Mu z całego serca, ponieważ tak, jak dał mi się poznać, jest najbardziej czułą i kochającą Istotą na świecie, zawsze gotową służyć innym bez cienia osobistego zainteresowania. Dziękuję Ci drogi Mistrzu raz jeszcze.

Zaczynałem dawno temu, pewnym przełomem był moment, kiedy jeden z moich ziemskich Nauczycieli nauczył mnie słyszeć głos wewnętrzny ponad ograniczeniami czasu, przestrzeni i ludzkiego umysłu. Po latach doświadczeń okazało się, że stanowi to dopiero wstęp do czegoś znacznie większego – do budzenia się miłości ku Boskości i zbliżania ku Niej.
Mam nadzieję, że ta książka będzie stanowić źródło wskazówek i natchnienia dla ludzi zainteresowanych i poszukujących.

Do swego Rozmówcy zwracam się często Mistrzu lub Baba – co pochodzi z sanskrytu, natchnionego języka Indii i znaczy „Ojcze”.

Wiele razy pytano mnie, z kim jak sądzę rozmawiam. Odpowiedź pozostawiam Twojej czytelniku domyślności, wrażliwości i inteligencji. Tak proszę Cię abyś głęboko zastanowił się i sam znalazł odpowiedź. Będzie to znacznie cenniejsze niż podanie jednego słowa, które nie niesie jeszcze dla Ciebie takiej głębi znaczenia, szczęścia i miłości. Znajdź odpowiedź a nade wszystko wszystkie uczucia, jakie jej towarzyszą. One są najważniejsze będąc nam dobrym przewodnikiem, bowiem najlepiej ku Miłości prowadzi właśnie miłość. Wartość przekazu poznasz po owocach, jakie Ci przyniesie.

Zapraszam Cię do wspólnej podróży i wspólnego odkrywania tego, co było tu zawsze a swoja cudownością i niezwykłością przekracza wszystko, co dotąd znaliśmy.

Wiem, że wiele poruszonych tu spraw wyda Ci się dziwnymi a niektóre uznasz za niemożliwe. Jednak już teraz odpowiem na te wątpliwości w następujący sposób. Tuż koło Ciebie rozpościera się niezwykła kraina cudów, jest ona dosłownie na wyciagnięcie ręki. Co więcej właściwie to nawet nie trzeba jej specjalnie szukać, była tutaj zawsze i zawsze będzie. Sam byłem zdumiony, gdy kochający Mistrz zaczął ją odkrywać przede mną. To kraina niezwykłych wydarzeń, budujących inspiracji, kraina, w której penetrujący ja człowiek doświadcza pogłębiającego się szczęścia i radości. Kraj, gdzie króluje miłość, żywa, gorąca, odczuwalna i bliska. Kraj, gdzie można spotkać Kogoś, kto był i jest tutaj od zarania czasów i tylko czeka na każdą naszą dobrą myśl, czyn słowo, by w zamian móc obdarzyć nas swoją miłością. I jednocześnie, przeciwnie do tego, co nas uczono – to wszystko jest na wyciągnięcie ręki, tutaj, teraz, nie gdzieś daleko czy dopiero po śmierci. Wydaje mi się, że w tym życiu pozwolono mi znaleźć ukryte drzwi, za którymi, tuż obok możemy znaleźć łączność, dostęp czy też jak to nazwiemy – do najwspanialszej tajemnicy tego świata a może i Wszechświata. Tą niesamowitą Tajemnicą Tajemnic jest sam kochający nas Stwórca. Uwierz mi proszę czytelniku, że zapisuję te słowa z dużym namysłem, świadomością i odpowiedzialnością za to, co mówię.

Wiem, że dziś jeszcze możesz mi nie wierzyć, jest to naturalne zjawisko. Ale proszę Cię poczekaj i sam sprawdź, co jest rzeczywistością. Stąd właśnie książka, opisująca wydarzenia, jak i wyjaśnienia wielu ważnych kwestii, które przekazał mi kochający Mistrz. Opisująca dowody, które mi wskazano i wskazówki jak Ty możesz znaleźć swoje. Oczywiście same słowa, mimo znaków, jakie im towarzyszyły i zazwyczaj towarzyszą nie są jeszcze dowodem. Na czym więc polega mój i być Twój czytelniku dowód? Pozwolono mi znaleźć niezwykły i cudowny sam w sobie klucz do rzeczywistości miłości. I teraz ten złoty klucz, na życzenie mego kochającego Mistrza, przekazuję Tobie, wraz z garścią Jego wskazówek jak znaleźć drzwi. Proszę Cię otwórz szeroko swoje umysł i serce i daj się unieść słowom Mistrza a nade wszystko Jego Miłości. Być może już wkrótce zrozumiesz, że w ogóle nie potrzebujesz klucza, bo drzwi są zawsze otwarte a jedyne ograniczenia, to te, które sami sobie kiedyś narzuciliśmy i przy których uparcie trwamy.

Przekazuję Tobie tę książkę z najlepszymi życzeniami i najlepszymi myślami a teraz pozwalam sobie zamilknąć, aby już wkrótce mógł przemówić Ktoś, przy kim wszyscy, którzy Go poznali milczą, trwając w emanującej z Niego potędze Miłości i Szczęścia.

Drogi Mistrzu przyjmij miłość jako skromny wyraz głębokiej wdzięczności za Twoje dary, za Twoją Miłość, za to, że jesteś i za to, Kim jesteś. Kocham Cię. Niech wszyscy czytelnicy będą szczęśliwi. Niech wszystkie istoty będą szczęśliwe. Bardzo, bardzo szczęśliwe.

9.10 Ziemia, planeta miłości

Tytuł tego rozdziału może dla niektórych brzmieć zbyt słodko i utopijnie. Ktoś może to określić jako uganianie się za new age`owskimi mrzonkami, wizjami marzyciela, teoretyka bujającego w obłokach. Jeśli ktoś tak postrzega, jest to dla niego prawdą. Być może ten ktoś żyje we własnym „prawdziwym” świecie, z „prawdziwymi” poglądami i opiniami. Realista-racjonalista. Tylko czy takim ludziom zawdzięczamy postęp?

Cały wszechświat jest stworzony z ruchu energii. Wszystko jest złączone pewnym magnetyzmem. Jest on polem, które utrzymuje wszystko w stanie ruchu. To pole można nazwać polem miłości. Jest ona tłem dla wszelkich zdarzeń w przestrzeni. Otacza wszystko i jest przyczyną wszystkiego. Cały układ słoneczny został stworzony pod wpływem pewnej woli – sprecyzowanego ruchu energii. Jest to energia miłości, która utrzymuje wszystko w stanie istnienia. Utrzymuje nieustanny ruch i sploty energii o różnych wibracjach. Planeta ziemia jest doskonałym miejscem do wzrostu świadomości. Wszystkie warunki są tu doskonale wyważone i optymalne. Wszystko, czego potrzebuje świadomość do rozwoju już tu jest. Naturalny proces rozwoju ma na tej planecie doskonałe pole do działania. Jesteś przejawem tego procesu. Cała ludzkość jest manifestacją miłości istnienia. Jesteśmy tu po to, by doświadczać siebie.

Aby zmiana była globalna muszą w niej uczestniczyć wszyscy. Ty również. Nie warto liczyć, że zmiana nastąpi pod wpływem władzy, rządu czy mistrzów duchowych. Oni stanowią cząstkę tego procesu. Zmiana zależy od Ciebie. Twój świat zależy od Ciebie. Twoje działanie zależy od Ciebie. Co z tym zrobisz? Jest też twoim wyborem.

Jest możliwość, aby ta ziemia stała się rajem. Jest możliwość stworzenia też piekła. Cały ten czas jest określony przez indyjskich mędrców jako Kali Juga -jest to wiek nieświadomości, hipokryzji i kłótni. Cała ta cywilizacja jest zmaterializowaną nieświadomością i zagubieniem. Jest wypadkową tego, co przyniósł umysł. Człowiekowi trudno jest ulepszyć naturę, dlatego wszelkie próby zbudowania cywilizacji doskonałej i nienaturalnej nie przyniosły efektu. Warto to sobie uświadomić, a zmiany przyjdą niedługo. Może ludzie uświadomią sobie, że droga do szczęścia idzie przez akceptację i współczucie, a nie przez sztuczną kreację umysłu. Wtedy cała cywilizacja nie będzie potrzebna, a ludzie będą szczęśliwi. Będzie to „cywilizacja” nowej generacji, stworzona na podstawie świadomości i miłości.

W takiej społeczności nie będzie społeczeństw, w których każdy żyje samotnie. Wszyscy ludzie będą równi. Nie dlatego, że będą tacy sami, tylko dlatego, że umysł nie będzie patrzał z perspektywy oceny. Każdy będzie doskonałym przejawem boskości, bez względu na to jak wygląda i czym się zajmuje. Nie będzie możliwości, by jedni byli lepszą, a drudzy gorszą boskością. Wszyscy zjednoczą się w jednym procesie życia. Taki system może dobrze funkcjonować na łonie natury, w małych grupach społecznych. Przychodzi tu na myśl obraz społeczeństwa dawnych ludów Polinezji, którzy wiedli całkiem szczęśliwe życie. Tworzyli oni osady, w których każdy był częścią społeczności. Każdy czuł się kochany i kochał innych. Nie było tam miejsca na uczucia gniewu, zazdrości czy smutku. Wszyscy mieli swoje własne role i spełniali się na sowim miejscu. Każdy robił to, do czego był stworzony. Cały system opierał się na wzajemnej akceptacji. Choć tamta społeczność nie była idealna, można się nią inspirować w niektórych aspektach.

Każdy robi to, co czuje. Natura wykształciła ludzi odpowiednich do każdego zajęcia. Wszyscy mają własne predyspozycje, które mogą być wykorzystane. Jeśli umysł nie rozsądzi inaczej, ciało wie, co ma robić. Wystarczy zaufać istnieniu. W cywilizacji nowej generacji nie będzie własności. Posiadanie rzeczy jest domeną ego. Tam gdzie nie ma „Ja” nie ma też moje. Wszystkie rzeczy będą istniały, ludzie będą ich używali, jednak nikt ich nie zawłaszczy. Jakiekolwiek narzędzia specjalistyczne będą wykorzystywane przez osoby, które są do tego przystosowane. Nikt inny nie będzie tego używał, bo nie widzi potrzeby. Jeśli ktoś nie potrzebuje danej rzeczy, oddaje ją. Jest tu więcej świadomości i bezinteresownej miłości niż egotycznych zachcianek. Każdy działa dla dobra wspólnoty. Ponad ego widzi całokształt społeczeństwa i działa tak, by dla wszystkich było jak najlepiej. Zupełnie czysto i świadomie.

Nie będzie złodziejstwa, nie będzie walki o przetrwanie. Natura daje wszelkie rzeczy potrzebne do życia. Nie trzeba pracować po 12 godzin dziennie by istnieć. Przyroda jest wyposażona w mechanizmy utrzymywania życia. Nie trzeba się o nic martwić. Dążenie do stanu lepszego, do posiadania więcej jest domeną ego. Gdy nie ma ego, człowiek rozpływa się w błogości istnienia i niczego nie potrzebuje. Nie będzie wojen, nie będzie kradzieży, nie będzie zazdrości. Wszelkie materialne rzeczy staną się narzędziami do użytku całej społeczności. Będzie panowała jedność. Jeśli każdy działa dla dobra wspólnoty i jest wypełniony miłością -akceptuje w pełni swoje istnienie. Nie potrzebuje rzeczy drugiego człowieka, ponieważ wie, że są drugiemu bardziej potrzebne. Wszystko wynika z głębokiego zrozumienia i współczucia.

Nie będzie religii. Będzie realne życie w boskości -tu i teraz. Religia zakłada ograniczenia i wiarę w coś oddzielonego. W cywilizacji nowej generacji nie będzie bogów czy systemów etycznych. Każdy będzie świadomy istnienia jako przejawu boskości. Będzie działanie sercem i świadomością. Każdy będzie wolny. Takie życie przynosi transcendentalne szczęście i błogość istnienia. Jest to najbardziej korzystny sposób przejawiania się świadomości na ziemi.

Wydaje się to utopią. Jednak jest możliwe. Stworzenie takiej społeczności zależy od ludzi. Jeśli nastąpi przekroczenie ego i wyjście w wyższą jakość egzystencji, stworzenie takiej społeczności będzie naturalne. Będzie to naturalny proces. W miarę wzrostu świadomości dotychczasowa cywilizacja zacznie przekształcać się w moment piękna. Im więcej ludzi stanie się świadomych, tym szybciej nadejdą zmiany. Ludzkość się budzi i jest to nieuniknione.

Wybór zależy od Ciebie. Zacznij więc od siebie. Wybierz taką drogę, która Ci odpowiada, którą czujesz. Bądź do końca naturalny. Warto wznieść swój punkt świadomości i otoczyć nią całą ludzkość. Zauważyć jedność procesu. Wtedy po prostu działać na miarę swoich możliwości. Nie musisz od razu robić rewolucji (choć jeśli to Twoja droga, to działaj). Nie musisz być mistrzem duchowym (choć jeśli to Twoja droga, to działaj). Nie musisz być zbawcą tego świata. Bądź po prostu przejawem miłości, na początek dla siebie samego. Dalej potoczy się samo. Czyń to, co jest zgodne z Twoimi odczuciami. Czyń to, co uważasz za słuszne.

Stając się świadomym, osiągając poziom zrozumienia i poczucie jedności. Kierujesz się miłością. Cokolwiek zrobisz będzie dobre. Jeśli więc masz możliwości (a każdy ma), działaj. Zacznij od siebie. Niedługo zmiany odczują wszyscy w około. Zacznij od teraz. Każde Twoje działanie przyniesie odpowiedni rozdźwięk w przestrzeni. Każdy czyn, każde słowo ma w sobie potencjał. To wszystko wpływa na wibracje Twojej istoty. Stwórz więc wokoło siebie pole miłości. Działaj czysto i świadomie. Nic Cię nie ogranicza. Dzięki Twojemu działaniu globalna przestrzeń ulega zmianie.

Jeśli spojrzeć całościowo, większość ludzi zacznie się zmieniać, cywilizacja ulegnie przekształceniu. To naturalny proces świadomości. Po czasie zagubienia przychodzi czas przebudzenia. Żyjemy właśnie w tym czasie. Rodzą się jednostki świadomości, które dostrzegają niekorzystność i zagubienie tej cywilizacji. Następuje powolne budzenie się ze snu o formie. Świadomość rozkwita na polu ludzkości. Ziemia staje się planetą miłości.

9.9 Szczęście w społeczeństwie

Założeniem większości działań człowieka jest osiągnięcie szczęścia. Prehistoryczni budowali coraz lepsze bronie, żeby lepiej polować. Szukali lepszych miejsc, by żyć wygodniej. Wszystko stawało się coraz lepsze i lepsze, coraz szybsze i kosztowniejsze. Każde działanie było powodowane pewną motywacją osiągnięcia szczęścia. Działało się w nadziei, że skutek przyniesie upragnione szczęście. Jednak za każdym razem okazywało się, że zdobycz obiecanego raju nie przyniosła, dlatego ludzie szukali coraz dalej. Tak rozwinął się handel, gospodarka, nauka, polityka i inne funkcje społeczeństwa. Większość działań ludzkości była motywowana osiągnięciem upragnionego szczęścia. Wszystko mogłoby się skończyć dobrze, gdyby było robione świadomie. Niestety nie było. Nieświadomość oplotła umysły i spowodowała zatracenie się w tym biegu rozwoju. To dobrze widać na przestrzeni ostatnich lat, kiedy to dążenie do szczęścia zasłania sam teraźniejszy moment szczęścia.

Dlaczego to wszystko? Do czego zmierzamy? Co nam daje cywilizacja? Być może ludzie tego nie wiedzą, jednak wszystkie działania są motywowane osiągnięciem szczęścia. Może to być szczęście pochodzące od spełnienia, osiągania celów, odkrywania, kreatywności itp. Człowiek chce wreszcie znaleźć to, czego szuka, osiągnąć to, czego pragnie i być szczęśliwy. Chce oddalić od siebie wszelkie problemy i momenty cierpienia. Ego ciągle walczy o spełnienie. Każdy pragnie by mieć wreszcie spokój i osiągnąć harmonię. Jest to naturalne pragnienie.

Ludzie pracują, pragną zapewnić sobie dom, pieniądze, wszelkie możliwe wygody. Wszystko po to, by być szczęśliwymi. Gdy to już mają, okazuje się, że coś nadal jest nie tak. Takie poszukiwanie może trwać wiele lat, a nawet pokoleń. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że szczęścia nie ma w przedmiotach, nie ma w zdarzeniach, nie ma nawet w bliskich osobach. Są oczywiście radości, jednak one są bardzo ulotne i nietrwałe. Przychodzą i odchodzą. Zwykło się mówić nawet „chwile szczęścia”. Faktycznie, są to chwile pojawiające się na tle przestrzeni. Pomiędzy chwilami radości pojawiają się chwile smutku. Reszta życia jest spędzona na dążenie do szczęścia i obracanie się wibracjach cywilizacji.

Człowiek dąży do zaspokojenia swoich potrzeb. Psychologowie wydzielili szereg potrzeb człowieka. Począwszy od jedzenia, potrzeb fizjologicznych, poprzez potrzeby społeczne do doświadczeń duchowych. Jest cały wachlarz potrzeb człowieka, których spełnienie rzekomo przynosi szczęście. Więc psychologowie znają drogę do szczęścia, znają warunki szczęścia. Więc wszyscy powinni być szczęśliwi. Powinniśmy mieć oświeconą cywilizację, pełną miłości i radości. Może mamy? Przeprowadzając ankiety pewnie by wyszło, ze taką faktycznie mamy. Nie trzeba kwestionować rzetelności ankietowanych. Jeśli wszystko jest w porządku, to skąd te problemy?

Rzeczywistość jest tak uformowana, że możesz doświadczać wszystkiego, czego zechcesz. Jeśli chcesz doświadczać naturalności, wybierz naturalność. Jeśli chcesz doświadczać oporów i nieświadomości wybierz szaleńczy pęd cywilizacji. Nikt Cię do niczego nie zmusza. Warto jednak działać świadomie. Warto również wybrać swój punkt widzenia – punkt zjednoczenia. Jeśli chcesz działać tylko dla siebie i walczyć ze wszystkimi wokoło, przyjmij punkt zjednoczenia z ciałem. Będziesz wtedy sam ze swoim ciałem przeciwko wszelkiemu stworzeniu. Jeśli chcesz się rozpłynąć w miłości, przyjmij punkt zjednoczenia całej ludzkości. Tylko od Ciebie zależy, co czujesz.

Nie chodzi o to, że cywilizacja jest w jakiś sposób zła. Nie jest ani dobra ani zła. Wiele wytworów, które ulepszają życie jest stworzona na bazie czystej kreatywności. Ludzie są twórczy, wykorzystują możliwości tej rzeczywistości do samorealizacji w twórczości. Sama technologia powstała po części z pasji naukowców. Wiele rzeczy, które odkryli ludzie jest bardzo użytecznych, chociażby środki komunikacji (tej fizycznej jak i tej cyfrowej).  Nic nie jest złe. Wszystko w jakiś sposób działa. Twoją wolą jest jak z tego skorzystasz. Można użyć internetu do wzrostu świadomości, można tez użyć do zastraszania i manipulowania ludzkością.

Kwestią kluczową jest świadomość, a ta niema nic wspólnego wiedzą. Wiedza również jest ważna na pewnym poziomie, jednak bez świadomości podstaw życia jest całkowicie bezużyteczna. Jeśli współczesny system nauczania (szkoła, kościół) wpaja wszystko oprócz medytacji, to skąd w młodych ludziach ma się wykształcić zrozumienie, wewnętrzny spokój i akceptacja? Widać nie są one potrzebne.

Tworząc społeczeństwo szczęśliwe, warto zacząć od zmiany siebie. Gdy większość ludzi będzie świadoma swego istnienia na tej planecie, stanie się bardzo wrażliwa na wszelki przejaw życia. Osoba świadoma miłości nie jest w stanie zabijać, nie jest w stanie kraść, nie sprawia bólu, nie walczy. Taka osoba staje się źródłem pokoju i świadomości. Im więcej takich osób, tym całokształt cywilizacji ulega zmianie. To staje się całkiem naturalne. Zacznij więc zmianę od siebie, poczym wskazuj drogę innym. Swoim zachowaniem inspirujesz innych. Wprowadzając w swoje pole spokój, świadomość i lekkość Twoje otoczenie się do Ciebie dostraja. Rozpoczyna się łańcuchowa reakcja miłości, której jesteś źródłem. Każdy ma wpływ na zmianę obrazu ludzkości, jeśli chcesz, zacznij więc od siebie.

W dalszej perspektywie bardzo ważna jest edukacja młodych ludzi. Jest to najważniejszy punkt w rozwoju cywilizacji. Wychowanie młodych ludzi kształtuje przyszły obraz tego świata. Nie warto tego lekceważyć. Jeśli przekażemy młodym nieodpowiednie wzorce działania, skierujemy tą cywilizację w stronę unicestwienia. Jest to naturalna zasada przyczyny i skutku. Tworząc przyczynę chaosu, otrzymamy chaos. Dlatego tak ważne jest zajęcie się odpowiednim wychowaniem dzieci. Żeby to jednak zrobić, warto samemu mieć odpowiednie wzorce. Tu przychodzi z pomocą świadomy rozwój.

Brzmi jak indoktrynacja? Wpajanie młodym odpowiednich wzorców zachowań… a co w tej chwili się robi? Wpaja młodym odpowiednie wzorce zachowań (zgodne z religią, moralnością i zasadami opartymi na utożsamianiu się z umysłem). Skutkiem jest aktualne społeczeństwo.

Mechanizm rozwoju cywilizacji działa łańcuchowo. Wzorce przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Dzieci powtarzają błędy swoich rodziców, ponieważ przejmują ich światopogląd, sposób działania. Dzieci przejmują w większości wibracje rodziców. Jedynym momentem, w którym da się przerwać nieustanny łańcuch nieświadomości jest teraźniejszość. To właśnie Ty jesteś pokoleniem, które jest w stanie uwolnić się od nieświadomego podążania za niekorzystnymi programami. Oczywiście to nadal Twój wybór. Można działać tak, jak wszyscy przodkowie. Powtarzać ich nieświadome programy. Można tworzyć wojny, można tworzyć pole nienawiści wokoło siebie. Jeśli człowiek nie porzuci starych i niepotrzebnych wzorców działania, możemy skończyć na wojnie globalnej, po której mało co zostanie. Warto zadać sobie pytanie czy to stworzy pole doświadczania szczęścia? Dla człowieka świadomego jasne staje się, że trwając w wibracji nienawiści nie osiągnie się szczęścia, nawet jeśli rzekomo się do szczęścia dąży.

Aby przerwać łańcuch nieświadomości warto zacząć żyć świadomie. Wtenczas aktualne pokolenie ma szansę dać nowe wzorce swoim dzieciom. Jest możliwość wprowadzenia cywilizacji miłości. Wystarczy zająć się odpowiednio młodymi ludźmi.

Najkorzystniejsza sytuacja jest wtedy, kiedy rodzic sam ma świadomość i harmonię z samym sobą. Wtenczas uczy dziecko korzystnego działania. Kolejnym etapem może być szkoła, w której można prowadzić lekcje prostych medytacji. No i ośrodki religijne, które mogłyby bazować na świadomości.

Jeśli dziecko nie ma świadomości tego świata, nie ma świadomości procesu życia, to zagłębianie się w szczegóły wiedzy stworzonej przez umysł staje się pustą grą iluzji. Na dodatek te iluzje stają się tak ważne, że przysłaniają całokształt istnienia. Warto zacząć od podstaw. Od znajomości swego ciała, znajomości emocji, świadomości myśli. Zrozumienia zasad przyczyny i skutku. Zrozumienia jakości energii, którymi się człowiek otacza. Są to podstawowe rzeczy, które są tak banalnie proste, że można ich uczyć nawet w przedszkolu. Jeśli dziecko zauważy, że robiąc coś na złość czuje się źle, tworzy sobie i innym cierpienie -zaprzestanie tego. Tylko trzeba mu to najpierw pokazać. Jeśli rodzice tego nie zrobią, warto to wprowadzić w szkołach. Jeśli rodzice nie są w stanie przekazać dziecku świadomości, niech robią to wykwalifikowani nauczyciele.

Religia jest tu strażnikiem moralności. To jest w porządku. Tylko często jest tu mowa o rzeczach na tyle abstrakcyjnych, że młody człowiek nie odnosi tego do siebie. Jest jakiś Bóg (wyobrażenie Boga), był Jezus, jest Msza Święta. Młodzi ludzie to akceptują, jednak w większości nie czują. Nie ma to przełożenia na życie w tym społeczeństwie. To społeczeństwo nadal jest przeplatane walką i nieświadomością. Religia nie musi wychodzić poza ciało. Nie musi wskazywać czegoś odległego i abstrakcyjnego. Niech wprowadza młodych ludzi w głąb własnego ciała. Niech młody człowiek zrozumie swoje wnętrze. Niech pojmie zasadę działania emocji, myśli, ciała. Poczym zauważy, że sam jest przejawem boskości i uczestniczy w boskim procesie życia. To bardzo praktyczny sposób przekazywania wiedzy. Ponieważ młody człowiek sam tego doświadcza. To ma realne przełożenie na codzienność. Niech religia stanie się nauką świadomego życia.

Dzięki takiemu działaniu ludzkość ma szansę stworzyć społeczność miłości. Dzięki świadomości możliwa jest przemiana. Niech nastanie cywilizacja boskości. Ludzkość ma ten potencjał. Cywilizacja pełna szczęścia. Istoty połączą się jako ludzkość w tym procesie istnienia. Nastanie moment boskości.

9.8 Związki bez ego

Związki ludzi duchowych są oparte przede wszystkim na wolności. Dlatego samo słowo „związek” jest niewłaściwie. Nawet samo słowo „relationship” oznaczające związek, pochodzi od relation, co znaczy też zależność. Nie można być wolnym będąc zależnym. Nie można być wolnym, będąc pochłoniętym przez ego i jego wymagania. Dlatego każdy związek oparty na ego będzie przyczyną większego lub mniejszego cierpienia. Model rodziny opartej na ego jest modelem przynoszącym często zagubienie, gdzie każdy jest od każdego zależny.

Oczywiście nie można negować z marszu całego modelu związków. Sama natura interakcji między ludźmi, tworzenia rodzin, par, grup społecznych jest piękną wymianą energii. Często inspirującą, dającą radość i prawdziwe chwile szczęścia. Jeśli wszystko jest w porządku, to nie ma czego zmieniać. Nie ma potrzeby też czytać takich tekstów jak ten. A jednak czasem taka potrzeba powstaje.

Kiedy ludzie się spotykają, powstaje pewna przyjemność, która jest w swej naturze transcendentalna. Ma ona podłoże w radości z samego istnienia. Jest to wcześniej wspomniana interakcja z „samym sobą”. Punkt gdzie jedna cząstka świadomości obserwuje drugą. Kiedy oboje są tego świadomi, powstaje relacja, którą trudno nazwać związkiem. Raczej współistnieniem.

„Cieszę się istniejąc. Jeśli Ty istniejesz i cieszysz się ze mną, to wspaniale. Cieszmy się wiec razem.”

Taka wspólnota może istnieć, ale nie musi, nie wpływa to w żaden sposób na szczęście. Dlatego jest to bliskość zupełnie wolna i całkowicie bezpieczna. Czy partner będzie czy też odejdzie, to nie jest ważne. Nie ma uzależnienia i uwarunkowania. Nie ma kontroli i napięcia. Dopiero w tak wielkiej swobodzie i wolności może narodzić się czysta miłość. Gdy nie ma żadnych przeszkód, miłość płynie. Jest ona prawdziwie boska i bezinteresowna. Taka miłość nie ma uzasadnienia, po prostu jest. Wynika z samego istnienia, jest naturalnym stanem istoty ludzkiej. Co więcej nie jest skierowana konkretnie na partnera, jest bardziej radością ze współistnienia, co przeradza się na miłość do wszystkiego.

Żeby jednak powstała taka relacja, człowiek powinien być na to gotowy. Wewnętrznie powinien być na tyle wolny, żeby móc pozwolić na wolność innemu. Powinien być na tyle niezależny, by pozwolić na niezależność drugiego. Dopiero wtedy jest możliwa „związek świadomości”, wspólnota w jedności.

Tak na prawdę miłość „zwyczajna”, która tworzy się w okolicach serca w „zwyczajnych” związkach jest tą samą energią miłości. Poprzez tą miłość czujesz również miłość wszechświata. Może być to drogą do rozwoju serca, a tym samym świadomości. Może być wspaniałą drogą medytacji – skierowaniu uwagi na serce, rozwijaniu tej osobowej miłości i kierowaniu jej do wszystkiego – partnera, siebie, świata. Czuj i ciesz się tym, doświadczaj.

Człowiek świadomy potrafi pozbyć się swoich niekorzystnych zachowań względem partnera. Dostrzega swoje negatywne programy i potrafi ich zaniechać. Nasza relacja z płcią przeciwną jest formowana we wczesnym dzieciństwie. Obserwując rodziców uczymy się jak należy zachować się w obecności ludzi o odmiennej płci. Obserwując rodziców, zapamiętujemy archetypy i wzory dotyczące obrazu mężczyzny i kobiety. Tak dla chłopaka, kontakt z matką może przełożyć się na wszystkie inne kontakty z kobietami. Obraz matki staje się pryzmatem, przez który patrzy się na inne kobiety. Obserwując ojca, można z kolei nauczyć się postępować z kobietami. Dziewczynka z kolei obserwuje zachowanie matki względem ojca. Tak uczy się jak należy postępować z wszystkimi chłopakami. Są to uwarunkowania, które rzutują na przyszłe związki. Dlatego warto uzdrowić relację z rodzicami, zanim przejdzie się do tworzenia własnego związku.

Jeśli wczesne kontakty z matką i ojcem nie były właściwie, jeśli nie były pełne miłości i swobody, mogą się pojawić błędne wzorce postępowania w związkach. Najczęściej człowiek ma podświadomie wpojoną pozycję w związku. Albo przyjmuj pozycję dominującą, albo uległą. Jeśli jest dominujący, wtedy próbuje narzucić swoją wolę na partnera. Jeśli jest uległy, wtedy oczekuje opieki i kierownictwa, podporządkowuje się.

Każda rola to jakiś wzorzec. Na dłuższą metę nie jest to korzystne, ponieważ ogranicza wolność i naturalnie płynącą miłość. Warto uświadomić sobie, że partner jest doskonałą boską istotą, zawsze nową w każdej chwili. Nie ma odgrywania starych wzorców i niszczenia związku. Wszystko dzieje się doskonale swobodnie i wynika z miłości. Nie ma przywiązania i ograniczeń. Jeśli w pewnym momencie postanowi się zakończyć wspólną drogę życiową, nic się nie stanie. Będzie to tak samo radosne jak pierwsze poznanie się. Każdy ruch w przestrzeni jest przecież boskim przejawem życia. Bez interpretacji umysłu nic się nie kończy i nic się nie zaczyna. Wszystko jest światłem.

9.7 Miłość ego

Wielu ludzi żyjących w aktualnej cywilizacji problemy ze związkami. Wszystko dzieje się z powodu niewłaściwego poglądu na ten proces. Warto się temu przyjrzeć.

Ego jest obecne w miłości, a raczej zauroczeniu, które często jest z miłością mylone. Jest to miłość warunkowa, silne energetycznie uzależnienie, które zmienia punkt widzenia. Zauroczenie jest bardzo złożonym procesem energetycznym. Zmienia się chemia ciała, zmienia się funkcjonowanie całego organizmu. Każdy oczywiście chciałby, by była to miłość wieczna, wspaniała, romantyczna i najcudowniejsza. Prawda jest troszkę inna, może mniej romantyczna niż na początek się zdaje. Po prostu ego macza w tym palce. Stawia najróżniejsze warunki i oczekiwania, narzuca na ten naturalny stan energetyczny swoje projekcje. Uzależnia się od tego, chce ten stan utrzymać. Chce by miłość była wieczna, dlatego chce jak najczęściej być z partnerem. Chce wypełnić partnerem swoją przestrzeń. Narzuca na pociąg seksualny wiele własnych myśli, które tworzą całą otoczkę mentalną. Doświadczenie zostaje przykryte własnymi iluzjami.

Prawda cielesna jest bardzo prosta. Ciało dąży naturalnie do rozmnażania się. Jest to naturalny proces rozwoju, dzięki któremu jest możliwy postęp. Natura stworzyła ten proces bardzo inteligentnie. Stworzyła pewne zabezpieczenie, tak że całkowicie utożsamione z uczuciami zwierzęta nie mogą się temu oprzeć. Pociąg seksualny jest jedną z najbardziej silnych energii. Jest to naturalne.

Wszystko jest w porządku, dopóki umysł nie narzuca na ten ruch swoich iluzji. Gdy to zrobi, może powstać bardzo wielkie cierpienie, ponieważ jest poparte bardzo silną energią seksualną. Można z niej stworzyć raj lub piekło. Nie będzie tu nowością, że wszystko zależy od Ciebie i Twojego poglądu.

Podświadomość ma pewne wzorce miłości. Mogą to być wzorce pozytywne lub negatywne. Jeśli są pozytywne, człowiek spotyka partnera i jest miło, przyjemnie, ekscytująco. Energia skupia się w brzuchu (splot słoneczny). Tak działa podświadomy i pierwotny program magnetyzmu między istotami. Z czasem ta energia może przejść do serca, w którym odczuwamy czystą radość z przebywania z daną osobą. Nie koniecznie musi to być miłość bezosobowa, nawet skierowana ku osobie jest piękna.

Gdy jednak umysł i jego działania zaczynają zakłócać naturalność cielesną, pojawiają się problemy. Ludzie zaczynają grać w pewną grę. Grę opartą na uzależnieniu i manipulacjach. Najlepsi w tą grę są uważani za najlepszych „podrywaczy”, często postrzeganych jako bardzo atrakcyjnych dla płci przeciwnej. Są to ludzie, którzy wiedzą jak manipulować, jak grać. Wie jak „wymusić” na dziewczynie to, aby spełniła jego potrzeby (i nie chodzi tu tylko o seks). Ego doskonale sobie z tym radzi. Tak samo jak dziewczyny uwodzicielki. Nie muszą być ładne, wystarczy, że umieją doskonale manipulować. To sprawa ego i podświadomych programów działania.. Ego uwielbia kontrolować i kiedy jest wyuczone tego działania, robi to doskonale skutecznie.

Dla takich ludzi podrywanie, flirtowanie, podlatywanie staje się emocjonującą zabawą, która przynosi wyzwanie. Tacy ludzie widzą pewne zadanie, pewne wyzwanie, problem -jak zaspokoić swoje potrzeby przy pomocy innych. Dzięki swoim umiejętnościom udawania, zachęcania, manipulacjami starają się osiągnąć cel podrywu. Taki jest schemat każdej randki. Brzmi to może mało romantycznie. W gruncie rzeczy jest to bardzo egoistyczne. Mimo to ludzie robią takie rzeczy nieświadomie. Nikt nie jest winny, tak po prostu jest. Pierwotna energie seksualna pojawia się w człowieku samoistnie i niejako „zmusza” go do kierowania swojej uwagi na potencjalne obiekty seksualne. Właściwie to może być wspaniała gra, byle się w niej nie zatracać i być jej świadomym.

Inaczej ma się sprawa z tymi mniej towarzyskimi i nieśmiałymi. Ich ego jest inne, wszystko działa inaczej. Inne są też wzorce przeżywania miłości i inaczej wygląda ich gra. Właściwie to wypełnia ich lęk. Boją się bliższych kontaktów, z różnych powodów. Ich lęk ma źródło w wychowaniu, kiedy to negatywne zdarzenia obarczyły dziedzinę życia dotyczącą związków międzyludzkich. Aby z tego wyjść, można uświadomić sobie, jakie myśli powodują lęk, zobaczyć to. Oświetlić światłem świadomości, a nastąpi uwolnienie.

 Śmiali atakują, nieśmiali walczą wewnętrznie. Jednak wszystko opiera się na podobnym działaniu umysłu. Kiedy następuje zauroczenie, energia odpływa z głowy. Człowiek traci głowę. Można powiedzieć, że ego nie ma nic do powiedzenia, a jednak nie. Ma i to wiele. Nie należy zapominać, że ego to również wzorce emocjonalne i wyuczone zachowania (podświadomość). Dlatego wyuczone wzorce dotyczące miłości przejmują pałeczkę. Wszystko to jest modyfikacją pierwotnej energii życiowej, zwanej seksualną.

Kiedy w grę wchodzi zauroczenie, samo logiczne myślenie schodzi na dalszy plan – człowieka ogarniają uczucia/emocje. Najczęściej mocne i przyjemne uczucia związane z obiektem pożądania. Są one na tyle silne, że utrudniają trzeźwe i przytomne spojrzenie na sytuację. Są one naturalne i wspaniałe. Jednak człowiek się w nich zatraca, tak jak to miało miejsce w negatywnych uczuciach. Zatraca się w miłości warunkowej, świata poza nią nie widzi. Nie jest w stanie nawet spojrzeć na to przytomnie. Wpada w pewien trans – ograniczenie świadomości. To dlatego, że te uczucia są mocne, a ich punktem kulminacyjnym jest splot słoneczny, a nie głowa (trzecie oko). Energia odchodzi z głowy, traci się świadomość i jasność postrzegania. Zakochany traci głowę – w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Zakochany traci świadomość na randce, traci głowę w pobliżu ukochanej/ ukochanego. Właściwie wszystkie myśli i logiczna ocena zostają przyćmione energią zauroczenia. Nie można już pokusić się o logiczne działanie i czy jasne postrzeganie. Wszystko jest zabarwione energią seksualną i pociągiem do partnera. Partner w takim momencie wydaje się idealny. Nie ma w tej chwili wad, wszystko jest doskonałe Cały świat wiruje i przepełnia się kolorami. Ego puszcza swe filtry i blokady, umysł ustępuje miejsca silniejszym centrom energetycznym. Jest to trans zauroczenia. To bardzo silna i piękna energia, jest ona całkowicie naturalna. Można powiedzieć, ze jest to uwarunkowana miłość – czyli to, czego każdy podświadomie pragnie. Nie jest to czysta i bezwarunkowa miłość, jednak stanowi jej przedsmak.

Ego zatraca się w dalszej części gry miłosnej (dalsza część to ta po pierwszych randkach, gdzie już można trochę mniej udawać). Jednak im więcej czasu minie, tym mniejsze zauroczenie. Euforia opada, energia się wypala. Ludzie przestają grać w grę „zdobyć partnera”, przestają udawać. Im bardziej przytomni się stają, tym mniej idealizują partnera. Do akcji wraca umysł ze swoimi starymi i znanymi programami. Na ten moment partner może zacząć wydawać się „taki jakiś zwyczajny”. Umysł zaczyna dostrzegać coraz więcej wad. Nie da się tego uniknąć. Stan warunkowej miłości nie może trwać długo, ponieważ zakłóca energetykę ciała. Kiedy energia opada, wszystko znów powraca do zwyczajności – wtedy może stać się początkiem rozpadu związku. Może, ale nie musi. Wszystko zależy od tego czy jesteśmy świadomi tego procesu. W momencie, kiedy partner zaczyna wydawać się mniej atrakcyjny, energia zauroczenia mija, warto pamiętać, że jest to przejściowe. Ta energia wróci prędzej czy później. Partner znów stanie się atrakcyjny (jak nie ten to inny).

Ludziom w większości udaje się znaleźć dobrych partnerów. Jednak nie wszystkim. Coraz więcej jest osób, które swoich partnerów traktują okresowo. Na początku jest fajnie, a potem coraz gorzej, aż w końcu nie można ze sobą wytrzymać. Schemat niestety dość popularny. Po prostu ego znudziło się uznało, że partner jest niewystarczający i chce tworzyć następne problemy. Taka jego natura.

9.6 Stosunki z ludźmi

Aktualne stosunki z ludźmi polegają na ocenie i odgrywaniu odpowiednich programów podświadomości. Na początku ego ocenia, jaki jest to człowiek. Stara się określić, zaszufladkować, nadać etykietkę, by wiedzieć jak z nim postępować. Stara się dostroić do człowieka, by posiąść o nim jak najwięcej informacji. Potem gdy już umysł ma odpowiednią ilość informacji o człowieku może ustosunkować się do niego. Odgrywać wyuczone reakcje. Wszystko jest niemalże mechaniczne i podświadome.

Każdy związek z innym człowiekiem opiera się na pewnych warunkach. Umysł jest takim tworem, który stawia warunki. Czasem lubi, czasem nie lubi człowieka. Jest to uzależnione od oceny i wcześniejszych uwarunkowań.

Związki ludźmi opierają się na wyobrażeniach. Właściwie dla umysłu nie jest ważna sama istota człowieka i jego istnienie, tylko ważne jest, co ta istota daje. Ego wypatruje korzyści, jakie osiąga dzięki innym. W myślach jest obraz osoby wraz ze wszystkimi plusami i minusami (ocenami) dotyczącymi tej osoby. Wszystkie stosunki opierają się na wyobrażeniach. Przykładowo zauroczenie jest tylko pewnym uzależnieniem od wyobrażeń o danej osobie. W myślach powstaje wyidealizowany obraz partnera. Powstaje wyidealizowane wyobrażenie. Świadomość nie postrzega już istoty jako boskiego przejawu energii, widzi tylko to, co chce widzieć. Miłość w dzisiejszym świecie jest grą wyobrażeń i warunków.

Przyjaźń, podobnie jak antypatia, jest tworzona przez ego. Umysł wybiera, które istoty są przyjaciółmi, a które nie. Wybiera sobie przyjaciół na podstawie podobieństwa. Jest to całkiem naturalny mechanizm. Najpierw następuje ocena człowieka, poczym stworzenie z niego przyjaciela, bądź wroga. Wszystko zależy od wcześniejszych uwarunkowań.

Człowiek spotyka się z innymi ludźmi, ponieważ dają mu swoją indywidualność, w pewien sposób bawią ego. Można tworzyć relacje między ludźmi, a różnice charakterów urozmaicają całą zabawę. To jest w porządku. Warto tylko mieć świadomość tych procesów.

Korzyści ze spotkań z innymi ludźmi są nie tylko pożywką dla ego. Nie tylko po to, by bawić. Można tu dostrzec coś głębszego. Spotkanie dwóch istot jest spotkaniem dwóch pozornie oddzielonych cząstek świadomości. Świadomość, która jest jednością doświadcza sama siebie. Ogląda siebie z różnych stron, poznaje tworząc różne wibracje i energie. Dzięki temu może wzrastać, doświadczać, rozwijać się. Dlatego wszelka interakcja z innymi istotami jest tak cenna dla całego wszechświata. Pomijając określenia i wymysły ego, towarzystwo innych istot może być piękną celebracją istnienia. Warto patrzeć na ludzi jako na boskie przejawy istnienia. Jako cząstki tego samego procesu. Jako cudowna organizacja energii. Przejaw świadomości. Dzięki temu całe otoczenie stanie się boskością.

Za każdym razem podświadomość wiąże się z daną osobą emocjonalnie. Czasem bardziej czasem mniej. Największe związanie występuje w momencie silnych emocji wytworzonych przy kontakcie. Dzieje się tak na przykład na pierwszej randce, gdzie ego chce wypaść jak najlepiej. Warto zauważyć, że ekstremalne sytuacje zbliżają ludzi.

Do grupy najsilniejszych związków emocjonalnych należą związki z rodzicami. To właśnie od tych osób powstaje największe uzależnienie. Warto zauważyć, ze rodzice wpływają na dziecko od początku życia. Małe dziecko dostraja się do rodzica, próbując przejąć jego sposób zachowania i całe jego wibracje. Uczy się od niego wszystkiego, tym samym rodzic staje się dla dziecka większą częścią świata. Jest to ten wycinek rzeczywistości, który jest dla dziecka stały i względnie niezmienny. Rodzic jest najważniejszą częścią świata dziecka.

Już od momentu porodu powstaje głęboka więź między dzieckiem a matką. Od samego początku są ustalane pewne role, które odgrywają matka i dziecko. Powstają pewne warunki i przyzwyczajenia. Zostaje określony ścisły stosunek między matką, a dzieckiem. To wszystko kształtuje w znacznym stopniu psychikę dziecka i wpływa na przyszłe, dorosłe życie. Wiele jest przypadków, kiedy wzorce uzależnienia od mamusi przewijają się nawet u dorosłych ludzi. Warto być świadomym swoich uwarunkowań. Warto również uzdrowić relację między swoimi rodzicami. To może w znacznym stopniu zmienić aktualną rzeczywistość.

Wiele blokad mentalnych i ograniczeń jest narzucanych właśnie przez związek emocjonalny z rodzicami. Na podstawie światopoglądu przejętego od rodziców człowiek organizuje swoją aktualną rzeczywistość. Wynika z tego wiele ograniczeń i iluzji, które ograniczają świadomość. Uzdrawiając relacje z rodzicami można się od większości tych blokad uwolnić.

Uwolnienie jest stosunkowo proste. Chodzi tu o zyskanie całkowitej niezależności mentalnej i emocjonalnej. Tu pomaga medytacja, w której relacje z rodzicem postrzega się na czysto, bez zbędnych iluzji. Wtedy widać, że rodzic nie jest kimś wielkim, najważniejszym i niepodważalnym, Jest to boska istota przejawiająca się w materii, dzięki której wszechświat wytworzył „moje” ciało. Warto sobie w tym punkcie uświadomić, że to nie rodzic stworzył „mnie”. Wszechświat i natura wytworzyła to ciało. Pewne procesy zaszły naturalnie w ciele rodzica, dzięki czemu powstało nowe życie. Rodzic nie ma jakiegoś bezwzględnego prawa do życia swego dziecka. Po prostu naturalny proces ruchu energii wytworzył nowe życie. Rodzic był tylko częścią tego procesu. Warto to dobrze pojąć. Zobaczyć w rodzicu czyste wibracje boskiej energii, dzięki którym powstała nowa forma świadomości i nowe ciało. Niech opadną wszelkie podstawowe wyobrażenia i iluzje dotyczące rodzica. Dzięki temu człowiek uwolni się od wielu negatywnych wzorców i uzależnień.

Dostrzeżenie na czysto danej sytuacji (danego splotu energii) jest tożsame z głębokim przebaczeniem. Wszelkie krzywdy wyrządzone przez rodzica, wszelkie żale, czy też poczucie winy opada w chwili porzucenia iluzji. Przebacza się sobie i rodzicom. Stosunek emocjonalny zostaje puszczony. Bardzo często dzieje się to w chwili uświadomienia, jednak czasem emocje tkwią gdzieś głęboko. Tu warto użyć medytacji by przyjrzeć się tym emocjom. Można je nawet świadomie wywołać przypominając sobie najbardziej emocjonalne sytuacje z dzieciństwa, poczym uświadomić sobie ich naturę. Po takiej medytacji uwolnienie przyjdzie natychmiastowo.

Warto uwolnić się nie tylko od iluzorycznego związku z rodzicami, ale i wszelkimi osobami, które miały jakikolwiek wpływ na emocje. Pierwsza niespełniona miłość, pierwszy wróg, pierwsze ośmieszenie, pierwsze niepowodzenie. Wszystkie te rzeczy mogą mieć związek z jakimiś konkretnymi osobami. Po danym zdarzeniu w podświadomości zapisał się wzorzec emocjonalny. Podświadomość trzyma w sobie winę, żal, smutek, chęć zemsty itp. Te wszystkie programy wpływają na aktualną rzeczywistość. Warto się od nich uwolnić, czyli zobaczyć sobie na czysto ich genezę i moment powstania. Zrozumieć je.

Podświadomość działa w taki sposób, że powtarza stare i wyuczone wzorce, kiedy widzi podobne sytuacje. Dlatego czasem dzieje się, że przy spotkaniu z nieznaną osobą nagle czuć nieuzasadnione emocje. Są to stare programy uruchamiane, gdy w rzeczywistości pojawi się osoba o danych wibracjach, które przypominają pierwotne zdarzenie. Zatem warto obserwować siebie i swoje emocje. Po czym uświadomić sobie ich przyczynę i stać się niezależnym.

Wiele osób być może myśli, że całkowita niezależność emocjonalna sprawi, że człowiek stanie się nieczuły i pusty. Nic bardziej mylnego. Po uwolnieniu dawnych emocjonalnych wzorców kontakty z ludźmi staną się bardziej świeże, wolne i czyste. Nie będzie już automatycznie odgrywanych wzorców. Nie będzie nieświadomych reakcji i zbędnych filtrów postrzegania. W momencie wolności emocjonalnej postrzega się innych ludzi jako boskie przejawy życia. Jako ruch światła, który jest sam w sobie czysty. W takim momencie wszyscy ludzie stają się jednako wspaniali. Nie ma już wybiórczości umysłu, nie ma oceniania. Wszyscy są na jednym przejawem boskości, nie trzeba narzucać na nich iluzji. W momencie czystego postrzegania przychodzi naturalnie miłość. Bez warunków i uzależnień. Miłość czysta i bezwzględna. To uczucie jest o wiele subtelniejsze niż emocje i płynie do każdej istoty tak samo. Właściwie człowiek staje się źródłem miłości na otoczenie.

Przychodzi głęboka niezależność i wolność. Nie trzeba już podlegać innym, nie trzeba walczyć z innymi. Stosunki z otoczeniem poprawiają się w mgnieniu oka. Wszystko staje się boskim i niczym nie uwarunkowanym ruchem.