Archiwa autora: Admin

9.5 Dopasowanie do czystej rzeczywistości

Cała tajemnica „dopasowania” się do tego świata jest prosta. Wystarczy opuścić filtry zakłócające odbiór czystej rzeczywistości. Wtedy postrzegamy rzeczy jako „po prostu będące”, wszystko na swoim miejscu. Jesteśmy wtedy dostrojeni do naturalności wszechświata, do „boskich wibracji”. Trwając w najwyższych wibracjach świadomości i „TU i TERAZ”, człowiek nie dostraja się do mentalnych ograniczeń i lęków niesionych przez cywilizację. Jest to bardzo proste, a mimo to nieosiągalne dla większości ludzi – wymaga świadomości i zrozumienia. Medytacja daje jedno i drugie. Wycisza umysł, tym samym rozpuszcza myśli, filtry mentalne dając spojrzenie ponad nimi, na realną rzeczywistość.

W stanie aktywnej świadomości reakcje człowieka nie muszą być automatyczne, nie są reakcjami społeczności. Kiedy człowiek jest w „Tu i Teraz”, jest świadomy boskiej rzeczywistości. Nie działa na zasadzie reakcji wyuczonej przez cywilizacje. Działa na zasadzie akcji (lub zaniechania akcji). Każde działanie jest żywe, nie jest mechaniczne. Każde działanie jest pełne świadomości i miłości. Człowiek kieruje się zrozumieniem i współczuciem, a nie programami cywilizacyjnymi. Pozostaje uważny i dostrojony do wysokich wibracji, żyjąc między ludźmi tak jak do tej pory. Przejawia się z innymi w tej materii, jednak nie jest do nich dostrojony – jest ponad cywilizacyjnym zamętem.

Kiedy wszyscy wokoło, podążając za wymysłami społeczeństwa, zaczynają szaleć z powodu ptasiej grypy czy bezrobocia, można zachować wewnętrzną stabilność. Nie trzeba dostrajać się do tych lęków. Nie trzeba za nimi podążać. Warto zachować świadomość i robić to, co w danej chwili jest najlepsze, a nie to co każe społeczność. Utrzymując czysty stan umysłu człowiek jest wolny, a co za tym idzie nieprzewidywalny. Jest czysty i dostrojony do najwyższych wibracji. Nie dostraja się do innych, goniących za pieniędzmi, używkami, mocnymi emocjami. Po prostu jest niezależny i robi wszystko ze współczuciem. Warto wyrobić w sobie niezależność wewnętrzną aby w całości nie podlegać mentalnie systemowi społecznemu.

Nie chodzi o to, by się znieczulić. Stając się wolnym, człowiek staje się automatycznie świadomy i wrażliwy. Świadomość wychodzi ponad bariery oddzielenia, dzięki temu pojawia się głębokie współczucie dla innych istot. Wtenczas zaczyna płynąć miłość.

Warto działać z wewnętrzną naturalnością, a nie zgodnie z zaprogramowanym przez cywilizację wzorcem. Warto robić to, co jest naturalne, a nie to, co nakazuje cywilizacja. Warto robić to, co pochodzi z głębi serca, z poziomu boskiego, a nie to co pochodzi z utworzonych przez wieki filtrów postrzegania. To ogromna różnica. Wielu ludzi myśli, że osiągnie szczęście idąc za cywilizacją i żyjąc jak ona nakazuje. Takie życie może powodować napięcia wewnętrzne. Droga do szczęścia prowadzi przez boską naturalność ponad schematami. Dlatego warto być naturalnym.

Wielu ludzi boi się być naturalnymi, ponieważ myślą, że wtedy będą robić rzeczy niezgodne z cywilizacyjnymi ograniczeniami. Niezgodne z prawem. Tym sposobem zostaną wykluczeni ze społeczeństwa, napiętnowani, pozamykani w więzieniach itp. Jeśli mają takie intencje, to tak się pewnie stanie. Jednak jeśli są naprawdę dostrojeni do wysokich wibracji, działają ze współczuciem (do wszystkich, innych i siebie) to nic takiego nie ma prawa zaistnieć. Kiedy człowiek jest dostrojony do czystej rzeczywistości, jest świadomy co robi. Nie będzie wplątywał się w walki, konflikty i rywalizacje. Przecież życie ponad mentalnymi ograniczeniami nie oznacza od razu biegania nago po ulicy manifestując na siłę swą boską wolność. Warto wiedzieć, co jest działaniem wynikającym z buntu przeciw cywilizacji, a co jest działaniem dostrojonym do boskiej rzeczywistości. To jest ogromna różnica.

Nie chodzi mi o zupełną ucieczkę do lasu (choć to też jest możliwe, o ile okaże się w danej chwili najlepsze). Chodzi mi o nieutożsamianie się z wymysłami cywilizacji. Kiedy stracisz pracę, cywilizacja mówi, że przegrałeś. Umysł mówi, że jesteś stracony. Natomiast boski poziom rzeczywistości nie mówi nic – nadal istniejesz. Nadal oddychasz. Nadal możesz kochać. Cóż więc takiego się stało? To jest prawdziwa stabilność wewnętrzna, niezależna od uwarunkowań cywilizacyjnych.

Dlatego można robić, co się robi, tylko stan umysłu będzie już dostrojony do czystej rzeczywistość „Tu i Teraz”. Jeśli stwierdzimy świadomie, że to co robimy nie odpowiada nam, zróbmy co innego. Bez żadnej walki, bez napięć i lęków. Nie jesteśmy już dostrojeni do cywilizacji, dlatego działanie jest czyste i boskie.

9.4 Problemy dopasowania

Gdyby nagle wszyscy ludzie zobaczyli iluzję własnej tożsamości, prawie cały system cywilizacji upadłby w mgnieniu oka. Ludzie z dnia na dzień stworzyliby zupełnie inną rzeczywistość. Społeczność wolną od lęku, rywalizacji i zazdrości. Za to pełną miłości, akceptacji, współczucia i zrozumienia. Po prostu aktualne prawa tej cywilizacji zostałby by zupełnie naturalnie opuszczone. Wszystko stałoby się bardzo płynnie. Nie trzeba by ustanawiać nowych praw, nie było by żadnych praw. Wszyscy kierowaliby się miłością i świadomością. Cały organizm ludzkości zacząłby działać harmonijnie. Wszystko wyglądałoby inaczej. Jest to tylko spekulacja, jednak może wskazać pewną rozbieżność działania ludzkości.

Najciekawsze jest to, że można osiągnąć szczęście i spokój w tym systemie. Jednak nie uczestnicząc w nim tak jak nakazuje kanon. Nie korzystając z utartego „przepisu na szczęście”, który każe szukać spełnienia „na zewnątrz” i w przyszłości. Standardowo regułki szczęścia oparte są na pewnych wyobrażeniach takich jak: bogactwo, sukces, władza, wysoka pozycja społeczna, posiadanie określonych rzeczy czy partnerów. Jest to typowy wyścig szczurów, do którego jesteśmy podświadomie przygotowywani już od najmłodszych lat. Czy warto w to wchodzić? Czy tam na prawdę znajdziemy szczęście? Czy nie jest czasem tak, że wplątani w ten wyścig zostajemy pozbawieni możliwości wygrania już na starcie? Zatracając się w tej pogoni rośnie wewnętrzna frustracja, rozwija się nieustanny stres i ciążące nad głową widmo porażki. I skutek jest dokładnie odwrotny. Zamiast szczęścia dostajemy cierpienie. Narasta poczucie zagubienia i pomieszania. Chyba nie o to w tym wszystkim chodzi.

Wielu ludzi czuje dużą niechęć do tego świata. Niechęć do tego całego systemu zdobywania szczęścia. Czują odrazę i bezsilność w obliczu trudów, jakie muszą pokonać, by osiągnąć szczęście. Każdy przecież chce jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem. Każdy wie też, że bez „pracy nie ma kołaczy”. To już sugeruje, że będzie ciężka przeprawa w tym świecie. I daleka jest droga do szczęścia. Budzi to u wielu osób wewnętrzny bunt przed tą rzeczywistością. Jest to podświadomy bunt, który ujawnia się przy pracy nad własnym wnętrzem. Dlatego tak wielu ludzi zainteresowanych rozwojem duchowym marzy o wyjeździe w miejsce z dala od cywilizacji.

Taki człowiek przychodzi do mistrza duchowego w poszukiwaniu szczęścia, a ten go uczy miłości do tego świata. I będzie miał rację, ponieważ bezwarunkowa miłość jest tożsama z uczuciem szczęśliwości. Jednak tu pojawia się sprzeczność – jak można kochać coś, co sprawia opór. To często niezrozumiała kwestia u ludzi rozwijających się duchowo. Gdzieś w głębi czują, że ten świat jest przeciwko nim i nie wiedzą jak go pokochać. Pojawia się problem. Chcę kochać, a nie mogę. Nie w tym rzecz.

Po pierwsze Miłości nie można wymusić. Miłość płynie sama gdy jest poprzedzona zrozumieniem i akceptacją . Dlatego próba wymuszenia kochania wytworzy jedynie niesmak i pomieszanie.

Po drugie istota ludzka raczej nie ma tendencji do kochania ograniczeń, cierpienia i bólu. Miłość jest inną energią niż cierpienie. Jeśli świat kojarzy się dla człowieka z cierpieniem, raczej małe szanse, że go pokocha. Nie chodzi o sam świat raczej o wyobrażenia o nim ugruntowane przez to społeczeństwo. Ludzie mylą czystą rzeczywistość, z systemem wyobrażeń cywilizacji, który staje się ostateczną rzeczywistością. Dlatego myślą, że ta iluzja to świat właściwy i tak powinno być. Dlatego mówią, że Bóg (osobowy) stworzył ten świat przepełniony cierpieniem. Tu wychodzi rozbieżność pojęć. Bóg jego nie stworzył. Bóg (boskość, energia, cokolwiek) utrzymuje tą rzeczywistość w stanie przejawiania się, w stanie istnienia. A to jak się w niej przejawiamy wybieramy my sami. To umysł namieszał w percepcji tej rzeczywistości. Czyste postrzeganie nie przynosi bólu i cierpienia, ponieważ jest doskonale zgodne „tym co jest”. Tworzy się uczucie „jestem na miejscu”. Przez to zrozumienie rodzi się miłość. Świat tak naprawdę jest cudowny i doskonały. Kwestia w tym, że człowiek, przez swoje filtry postrzegania, sam go zmienił na miejsce nieprzyjazne dla siebie samego.

Często ludziom medytującym trudno przychodzi życie w tej społeczności ludzi nieświadomych i zatraconych w biegu cywilizacji. Ludzie wrażliwi czują opór przed tą cywilizacją i nazywają go niechęcią do świata. To właśnie zdarza się często rozwijającym się duchowo. Nie mogą pokochać świata, tylko dlatego, że utożsamiają wyobrażenia umysłu (narzucone przez cywilizację) ze światem, rzeczywistością. Tak naprawdę cały system cywilizacyjny nie ma nic wspólnego z czystą rzeczywistością. Cała cywilizacja jest wymysłem pół-świadomego umysłu, dlatego budzi niechęć. Rzeczywistość poza umysłem jest czysta, ona dopiero budzi miłość. Świat nie jest taki, jakim nam go określili inni. Świat jest nieokreślony, rzeczywistość jest nieokreślona i totalnie naturalna.

Kiedy cywilizacja nakazuje ograniczanie, stres i walkę – czysta rzeczywistość nic takiego nie nakazuje. Jest czysta. Dlatego jest bardzo zgodna z prawdziwą naturą człowieka – wolnością. Kontakt z „pustą” rzeczywistością przynosi radość, harmonię, naturalność i spokój. To właśnie wtedy płynie miłość. Ona płynie sama, jednak nie do mentalnego tworu, jakim jest cywilizacja, ale do rzeczywistości.

Kiedy ludzkość uświadomi sobie istnienia czystej rzeczywistości ponad cywilizacją, jest szansa na odmianę. Jest możliwość, że stworzą oni społeczność całkiem czystą i pełną naturalnej miłości.

9.3 Punkty zjednoczenia

Za podział całego organizmu ziemi na poszczególne i indywidualne części odpowiada umysł. Sztuczny zbiór wyobrażeń dotyczących pojęcia „Ja” i utożsamianie się z nimi. To wszystko sprawiło, że z całego organizmu, jakim jest planeta ziemia, wydzielone zostały poszczególne komórki. Człowiek stworzył iluzję oddzielenia, stworzył sobie sztuczną tożsamość. Indywidualne i oddzielone od wszystkiego „Ja”. Już nie było globalnego procesu rozwoju, zamiast tego stało się indywidualne „Ja”. Nie było już wspólnego dobra, było dobro dla „Ja”.

Natura działa wspólnie. Wcześniej wspomniane mrówki działają w harmonii. Żadna mrówka nie ma o sobie wyobrażeń. Nie nadaje sobie tożsamości, tym samym nie oddziela się od reszty. Nie jest ani lepsza ani gorsza od innych mrówek. Ma swoje miejsce i działa doskonale harmonijnie. Mrówki jako całość mają pewną mglistą świadomość działania. Są jednym organizmem, który działa wspólnie.

Może pojawić się pytanie: Czy mamy być jak mrówki, bez indywidualności, jak maszyny? – Ten stan byłby cofnięciem się ewolucji. Musielibyśmy cofnąć rozwój umysłu. Chodzi o co innego, o jego przekroczenie, pójście dalej. Następnym krokiem jest uświadomienie sobie jedności bez negowania indywidualności. Chodzi o przekroczenie ego, tak jak przechodzi się kolejne fazy rozwoju okresu dziecięcego. Na przykład na pewnym etapie dziecko nie jest w stanie pojąć, że inna osoba może mieć własny punkt widzenia. Po prostu umysł nie rozwinął jeszcze takiego myślenia. Dziecko jest przekonane, że jego punkt widzenia jest jedynym możliwym. Po przekroczeniu tego etapu dziecko nadal ma swój punkt widzenia, jednak dodatkowo jest w stanie zrozumieć, że inna osoba może mieć własny. Nic tu nie zostało zgubione, po prostu świadomość jest w stanie pojąć więcej. Analogicznie do przekroczenia indywidualności – nie zostanie ona zatracona, nadal będzie istniało pojęcie JA, jednak nie będzie ono jedynym możliwym spojrzeniem na świat. Nie będzie utożsamienia.

Nie chodzi też o „poświęcenie” siebie na rzecz całości, ponieważ w takim układzie jednostka poświęcająca może cierpieć. Jeśli część organizmu jest chora, całości nie działa harmonijnie. Dlatego aby uzdrowić całość, każda jednostka powinna być zdrowa. Dlatego zanim ktokolwiek zabierze się do zbawiania świata… niech najpierw zwróci uwagę do swego wnętrza.

W przypadku człowieka sprawa jest nieco inna niż u mrówek. Nadal występują tu jednostki, nadal jest jeden organizm ludzkości. Jednak tu każda jednostka oddzieliła się mentalnie od pozostałych. Stworzyła własny i indywidualny punkt zjednoczenia. Właściwie stworzyła zespół tych punktów, z którymi się utożsamia. Punkt zjednoczenia jest pewnym punktem widzenia. Świadomość ogranicza się do pewnego postrzegania i tworzy różne iluzje jedności i oddzielenia. Tworzy sztuczną tożsamość. W zależności od punktu widzenia jest jednością lub częścią oddzieloną. Każdy ma swoje indywidualne iluzje zjednoczenia. Poniżej kilka przykładowych:

– Najbardziej oczywistym punktem zjednoczenia jest ciało. Jest to najmocniejszy punkt, który tworzy bardzo silną iluzję. Z tego punktu wdać, że ciało jest jednym organizmem, który działa wspólnie, a zewnętrzna reszta jest czymś oddzielnym. Ciało jest jednością oddzieloną od reszty. Tu świadomość postrzega własne ciało jako „dom”, a inne ciała jako zagrożenie. Świadomość w takim wypadku utożsamia się z ciałem, w którym się przejawia. Jest to egotyczny punkt widzenia. Ciało jest jedno i jest „moje”. To jestem „Ja”. Wszystko, co na zewnątrz jest obce i stanowi pewnego rodzaju zagrożenie. Taki punkt zjednoczenia ogranicza świadomość. Nie pozwala wyjść ponad pojęcie „Ja” i dostrzec całego organizmu ludzkości. Jest to sztucznie stworzony punkt widzenia. Utożsamianie się ze swoim ciałem. To powoduje poczucie oddzielenia od innych ludzi.

Co ciekawe punty zjednoczenia mogą być również wytwarzane wewnątrz ciała. Dla przykładu umysł może się utożsamiać z pewną częścią – ego a negować tożsamość z częścią zwaną Cieniem (w ujęciu jungowskim częścią wypartą, zepchniętą do nieświadomości, np. nieakceptowany obraz siebie).

-Kolejnym punktem zjednoczenia może być rodzina. Rodzina jako wspólna całość. Wszystko poza rodziną jest zagrożeniem. W tym punkcie człowiek czuje się bezpiecznie w rodzinie. Wszystkich wewnątrz tego punktu (wewnątrz rodziny) traktuje jako harmonijne komórki organizmu. Wszystko poza tym punktem traktuje jako zagrożenie z zewnątrz.

-Następnym punktem może być grono przyjaciół, drużyna czy grupa. Tu wszyscy są jednym organizmem. Nikt siebie nie zwalcza, ponieważ wie, że jest to niekorzystne dla całego organizmu (w tym wypadu drużyny). Jest wspólne i harmonijne działanie w obrębie grupy. Poza nią jest obcy świat zagrażający ludzie.

-Innym punktem zjednoczenia może być naród. Kiedy przychodzą momenty, w których naród staje przeciw narodowi, ludzie się jednoczą. Punkt zjednoczenia zostaje przeniesiony na pole narodowości. Ego traktuje wszystkich swoich jako jeden organizm. Wszystkich z inną narodowością traktuje wtedy jako wrogów. Jest to kolejna iluzja i interpretacja rzeczywistości. Warto zauważyć, że nawet ci, który byli wrogami w poprzednim punkcie, stają się przyjaciółmi. Kiedy przychodzi moment zagrożenia całej narodowości, problem wydaje się większy, dlatego ego zmienia swój punkt widzenia. Przechodzi z punktu indywidualnego do punktu zjednoczenia narodowego. Widać to wyraźnie na tle historii, kiedy to Polacy jednoczyli się w momentach zagrożenia. Gdy zagrożenia zewnętrznego nie ma, punkt zjednoczenia powraca na niższy poziom i kontynuuje swoje destrukcyjne działanie. Kiedy nie ma zagrożenia z zewnątrz narodu, ego tworzy problemy walcząc z innym ludźmi o tej samej narodowości.

-Następnym punktem zjednoczenia może być globalne pojęcie ludzkości. Jest to ważny punkt, w którym świadomość obserwuje proces całości ludzkości. Nie ma już indywidualnej tożsamości, tylko wspólny organizm ludzkości. Widać wtedy każdego człowieka jako pojedynczą komórkę organizmu. Wszystko wpływa na siebie i działa w obrębie jednego procesu rozwoju. Kiedy świadomość osiągnie ten „poziom” działa korzystnie i dla wspólnego dobra wszystkich. Człowiek nie ogranicza się wtedy do działania tylko na korzyść swego ciała, czy rodziny. Działa na korzyść całej ludzkości, widząc co jest korzystne dla wszystkich. Jest to czasem porównywane z działaniem zgodnie z wolą Boga. Kiedy to nie ma już indywidualnego pojęcia „Ja”, jest całość procesu rozwoju ludzkości.

Na takim punkcie zjednoczenia wszyscy są jednością. Człowiek może działać całkiem bezinteresownie. Bez egoistycznych pobudek, ponieważ jego punkt zjednoczenia otacza całokształt ludzkości. Ludzkość jest jednym organizmem, a człowiek jest jego częścią, która działa naturalnie na korzyść całości. Jest to piękny punkt zjednoczenia, który przynosi miłość dla wszystkich istot. Każde działanie, jakie zostanie tu wyprowadzone, będzie działaniem miłości. Będzie to działanie dla dobra ludzkości, dla dobra innych ludzi. Jednak nadal jest to punkt zjednoczenia, który jest pewną iluzją w umyśle. Dlatego w pewnym momencie wychodzi się do…

-Jedności z całym wszechświatem/całą rzeczywistością. Tu już nie rozdziela się między sobą, a wszechświatem. Wszystko, cała totalność istnienia jest jednym procesem energii. Nie ma rozwoju ludzkości, nie ma rozwoju jednostki. Jest nieustanny i boski ruch energii. Ruch światła. To już nie jest punkt zjednoczenia, jest to po prostu zjednoczenie. Nie jest to obrany pewien punkt świadomości, który powoduje wydzielenie. Tu nie ma wydzielenia. Wszystko jest całością, bez względu na to co się dzieje. Każde zdarzenie, każdy ruch w przestrzeni jest całą totalnością boskości. Taki człowiek po prostu działa. Jego działania nie są niczym warunkowane. Może działać, może nie działać. Przychodzi głębokie zrozumienie procesu wszechświata i siebie. Każdy ruch jest ruchem miłości. Człowiek już nie działa – miłość działa.

9.2 Jeden organizm

Cała ludzkość jest jednym wielkim organizmem. Wszystko jest między sobą połączone i od siebie zależne. Nic nie jest oddzielone od całości. Każdy indywidualny człowiek jest komórką jednego organizmu – społeczności. Społeczność jest komórką organizmu zwanego naród, co z kolei jest częścią całej ludzkości. Każde indywidualne działanie rozchodzi się echem po całej społeczności. Każdy pojedynczy czyn jednostki wpływa na inne jednostki, to z kolei powoduje pewnego rodzaju falę, która może rozejść się w szerokich kręgach. Ten mechanizm jest potęgowany przez wszelkiego rodzaju media. Komunikacja wewnątrz organizmu ludzkości jest w dzisiejszych czasach bardzo dobra. Wystarczy spojrzeć na telefony, telewizję, prasę, radio internet… nie ma problemu z przepływem informacji. Tu jedna jednostka może mieć wpływ na wiele innych. Każdy ruch ma swój oddźwięk. Warto więc być wiadomym, co się czyni. W naturze każda pojedyncza jednostka organizmu działa na korzyść całości. Jeśli było by inaczej, cały organizm uległby samozniszczeniu. Przykładem jest zdrowe ciało ludzkie. Każdy narząd, każda komórka ma swoje zadanie, swoje miejsce. Działa w jedności ze wszystkimi innymi. Wszystkie narządy i komórki harmonizują się ze sobą, Wszystko funkcjonuje dla dobra całości.

Podobnie jest z grupami zwierząt. Wato się przypatrzeć działaniu mrówek czy dowolnej grupy zwierząt stadnych. Wszyscy działają razem, w pewnej ściśle ustalonej hierarchii. Wszystko jest całością. Jest to piękna synchronizacja istot żywych, działających dla wspólnego dobra. Istota indywidualna wie co ma robić, robi to właściwie intuicyjnie -kierowana pewną wyższą inteligencją działania. Wszelkie działania są podejmowane w sposób bardzo prosty, a zarazem inteligentny. Całość jest niesamowicie zorganizowana. Warto zauważyć, że mrówki bez koordynacji zewnętrznej układają swój kopiec wg ściśle określonego wzoru. Każda wie, co ma robić i po prostu to robi. Nie potrzeba tam zaawansowanego umysłu, a przecież w tym działaniu jest zawarty plan dla milionów pojedynczych mrówek. Jakże wielka wewnętrzna inteligencja musiała ustalić reguły tych zachowań, aby powstała tak dobra współpraca.

Ludzkość jest takim samym organizmem. Jako ludzkość tworzymy całość populacji. Patrząc jeszcze dalej, tworzymy całość natury i część tego świata. Jesteśmy częścią ziemi i wszechświata. Dziećmi ziemi i słońca. Stanowimy jedność w procesie rozwoju. Dlatego logicznym wydaje się, że powinniśmy działać wspólnie – zgodnie ze wspólnym dobrem wszystkich. Działanie harmonijne przynosi korzyść dla wszystkich istot.

Oczywiście nie musimy działać wspólnie i dla dobra całości. Jako jedyny żyjący gatunek na tej planecie mamy wolną wolę. Możemy z niej korzystać jak chcemy. Nikt nam nie zabroni działać nieharmonijnie i samo destrukcyjnie. Nasz wybór, a właściwie indywidualny wybór każdego człowieka. Twój wybór.

Cywilizacja wykształciła mechanizmy samo destrukcyjne, które działają poprzez ludzi. Poszczególne komórki oddzieliły się tworząc wewnętrzne antagonizmy. Poszczególne komórki ludzkości zwalczają się nawzajem. Zabijamy siebie i innych pogrążeni w nieświadomości. Czy tego na prawdę chcemy? Czy jest to Twój wybór? Zaniechanie działania to również wybór. Jeśli więc masz możliwość i chęć coś realnie zmienić, zrób to. Ludzka istota ma moc kreacji. Jeśli była w stanie stworzyć niszczącą cywilizację, jest też w stanie ją przekształcić. Ty możesz to zrobić. Ty, jako jedna komórka, jako część ludzkości masz na nią wpływ. Działaj więc wedle swoich możliwości dla wspólnego dobra.

Zanim jednak cokolwiek zaczniesz robić w świecie zewnętrznym, cokolwiek zmieniać – zacznij zmianę od siebie. Jeśli zyskasz harmonię wewnątrz swego ciała, Twoje działania będą naturalnie wpływały promieniowały na zewnątrz.

9.1 Cywilizacja

Człowiek do Boga: „Boże, ja pragnę szczęścia!”

Bóg do człowieka: „Jeśli opuścisz „Ja” i „pragnę”, zostanie samo „szczęście”.

***

 Ludzie jako całość stanowią jeden organizm. Nawet nie jako gatunek ludzki, ale jako jedna całość życia na ziemi. Ludzkość stanowi jeden organizm z planetą ziemią. Jest to jeden współzależny proces. Wszystko na siebie wpływa i wszystko jest od siebie zależne. Istota ludzka jest wspaniałą manifestacją naturalnej świadomości wszechświata. Jest to doskonała istota, która może świadomie doświadczać istnienia. Planeta daje nam wszystko, czego potrzebujemy. Słońce daje nam energię do życia. Daje nam swoją miłość (jakkolwiek nie nazwiesz energii, faktem jest, że utrzymuje nas przy życiu bezinteresownie, daje nam wszystko całkiem czysto)

W tych warunkach wibracje energii wytworzyły życie. Jest to wspaniały proces, który nieustannie się rozwija. Aktualnie proces ten przyjął bardzo ciekawą formę. Wytworzył istoty, które są w stanie świadomie organizować przestrzeń. Potrafią ingerować w materię i korzystać z niej do własnych celów. To wszystko jest doskonałe i czyste. Proces ewolucji doszedł do momentu, kiedy ma możliwość świadomej kreacji swego bytu. Jednak wraz z wolną wolą przyszła także możliwość zaprzeczenia naturalnemu procesowi życia. Aktualnie jako ludzkość, właśnie z tej możliwości korzystamy.

Nasza cywilizacja jest jak szaro-żółty, chaotyczny sen. Rozpędzona nieświadomością do szaleńczego i bezcelowego biegu. W pogoni za pieniądzem, przetrwaniem i przyjemnościami. Uczestniczą w niej wszyscy ludzie i wraz z nimi wszystkie stworzenia. To co nazywam cywilizacją jest jednym wielkim tworem ludzkości. Wraz ze wszystkimi osiągnięciami i porażkami. Wszystkie działania ludzi trwające przez wieki stworzyły aktualną sytuację – naszą cywilizację. Nadal ją tworzymy. Jednak to co już stworzyliśmy jest dość chaotyczne.

Każdy człowiek jest odpowiedzialny za to, jak wygląda teraźniejsza przestrzeń. Każde działanie, każdy ruch w rzeczywistości ma swoją wagę i kształtuje tą rzeczywistość. Dlatego wszystko co robisz wpływa w pewien sposób na materię, myśli bądź uczucia – to wszystko tworzy naszą rzeczywistość. Jesteśmy za nią odpowiedzialni. Każdy człowiek ma potencjał twórczy i odpowiada za swoją przestrzeń lokalną, która jest częścią środowiska globalnego.

Zmiana lokalnej przestrzeni wiąże się również ze zmianą tej globalnej. Im więcej ludzi tworzy zmianę tym większą przestrzeń ona obejmuje. Nawet politycy czy wielcy władcy świata nie mieliby żadnej władzy, gdyby nie ludzie, którzy ich popierają. Wszystko nadal zależy od Ciebie. Nie ma potrzeby opowiadać o sprawach politycznych, organizacyjnych czy dawać  przepis na idealny system społeczny. Każdy system jest dobry, jeśli ludzie są dobrzy. Każdy system jest taki, jacy są ludzie w nim uczestniczący. Dlatego nie jest ważna ideologia. Ważne jest Twoje działanie.

Całokształt naszej cywilizacji nie odznacza się spokojem, poczuciem bezpieczeństwa i radością. Większość struktur społecznych nie jest w harmonii z naturą człowieka, wprowadza chaos i pomieszanie. Wiele tworów w naszej cywilizacji jest skierowana przeciw naturze, ponieważ jest kreacją błądzącego umysłu. Rzeczy są tworzone bez udziału intuicji, bez wewnętrznej naturalności i współczucia. Dlatego są skierowane przeciw sobie i otoczeniu. Niszczą naszą planetę i nas samych. Stworzyliśmy doskonały system samozniszczenia. Ziemia cierpi, wszystkie istoty znajdujące się w jej polu cierpią. Wszystkie istoty w mniejszym lub większym stopniu doświadczyły skutków naszej cywilizacji. Czy jest się czym chwalić? Co takiego osiągnęliśmy, żeby być tak dumni z naszej cywilizacji? Czy ludzie są świadomi, co stworzyli?

Ludziom przyszło się urodzić w czasach tej cywilizacji, przeżyli swoje życie tak jak ich nauczono. A nauczono jak „rozwijać” tą wspaniałą cywilizację, żyć z nią w zgodzie. Jedni wykorzystują, drudzy są wykorzystywani i nie chodzi nawet o jednostki, ale o całe narody.  Tak żywot za żywotem, wiek po wieku cała ludzkość przyczyniła się do zbudowania całego systemu nieświadomości i cierpienia, z którego zdaje się nie można uciec.

Cały proces jest tu nieświadomy. Dzieci uczą się od rodziców jak żyć, jak zarabiać, jak kupować, jak działać w trybie konsumpcyjnym. Przyjmują to jako coś zupełnie naturalnego. Świat tak wygląda i koniec. Ludzie są nauczeni działać programami dopasowanymi do aktualnej cywilizacji. Stworzyła się pewnego rodzaju globalna armia nieświadomych ludzi, którzy nieustannie za czymś gonią. Jest to pewnego rodzaju trans.

Warto to dobrze pojąć. To MY stworzyliśmy i tworzymy tą cywilizację. Przez wszystkie wcielenia ludzie nieświadomie dążyli do szczęścia. Zatracali się w tym, tak że przez żywoty budowali coraz większą i potężniejszy twór. Tak więc przez wszystkie przeszłe wcielenia, budowaliśmy własnymi rękoma to, co teraz widzimy i doświadczamy. To nasza kreacja się teraz przejawia. Mamy skutki naszych czynów. Nawet jeśli nie wierzysz w przeszłe wcielenia, jest faktem, że reprezentujesz gatunek ludzki. Reprezentujesz tą formę istnienia, jaką jest człowiek. Ponad wszelką indywidualność, jesteś częścią ludzkości jako jednej całości. Jesteś częścią ewolucji. Powiedzieć można – człowiek jest skutkiem ewolucji. Aktualna forma ludzkości jest wypadkową wszystkiego, czego w przeszłości doświadczyła i co zrobiła. Aktualny obraz ludzkości jest skutkiem najróżniejszych działań w przeszłości. Wygląd człowieka, cechy, tendencje, intencje, charakter – wszystko to jest przesiąknięte przeszłymi działaniami naszej cywilizacji. Dlatego jesteś częścią stworzonej całości. Jesteś częścią tej rzeczywistości, która się teraz przejawia.

Teraz ważna rzecz: Człowiek ma w swoim ciele i umyśle ślady wszystkich przeszłych działań cywilizacji. Ponieważ całokształt człowieka, jego uwarunkowania mentalne itp, są skutkiem przeszłych procesów. Forma ta jest zharmonizowana wibracyjnie z teraźniejszą rzeczywistością. Z kolei teraźniejszość jest wynikiem wszystkich przeszłych działań.

Wibracje ludzi są dostrojone do wibracji cywilizacji, w której żyją. Niestety ta cywilizacja nie tworzy ogólnie pozytywnych energii.

Cała ludzkość nosi w swoich ciałach i umysłach brzemię naszej cywilizacji, czyli brzemię przeszłych wyborów. Wszystkie blokady w ciele, nienaturalne przejawianie się istoty ludzkiej, blokady mentalne – to wszystko oddala człowieka od szczęścia. I niestety tym wszystkim obarcza nas nasze cywilizowane społeczeństwo.

Już od samego początku dziecko uczy się jak żyć w tym systemie, jak sobie radzić. Uczy się wszystkiego o cywilizacji, istniejąc w niej po uszy. Synchronizuje się z wibracjami tej cywilizacji. Przejmuje wszystkie blokady, nakazy, lęki, poglądy, wyobrażenia – umysł przejmuje wszystko. Jedynym punktem odniesienia staje się cywilizacja, czyli wszystkie jej informacje. Na podstawie tego tworzy światopogląd. Dostraja się do całej cywilizacji.

Umysł przechwytuje wszystkie określenia rzeczywistości. Wtedy już nie ma czystej rzeczywistości, jest rzeczywistość filtrów mentalnych, narzuconych społecznych reguł, zasad itp. Człowiek nie żyje w czystej rzeczywistości, tylko w cywilizacji, razem ze wszystkimi jej określeniami. Te określenia stają się zakazami i nakazami ograniczającymi istotę ludzką. Wprowadzają wielkie napięcia do ciała, a co za tym idzie cierpienie. Nakazy mentalne posuwają się jeszcze dalej twierdząc, że żyjąc w zgodzie z ustalonymi normami można osiągnąć szczęście. Utwierdza w przekonaniu, że trzeba walczyć o szczęście w życiu i chwali się tym, że umożliwia wygranie tego szczęścia.

Kluczowym pytaniem w takiej sytuacji staje się: czy żyjąc w zgodzie z naszą cywilizacją można być całkowicie szczęśliwym? Można osiągnąć to szczęście, które rzekomo jest gwarantowane żyjąc wedle norm społecznych?

Wydaje się, że można. Jednak wtedy, kiedy zaprzestanie się tego szaleńczego biegu, który nakazuje społeczeństwo. Szaleńczy bieg cywilizacji do niczego nie doprowadzi, chyba że do większego pomieszania i chaosu.:)

Założeniem większości działań człowieka, było osiągnięcie szczęścia. Prehistoryczni budowali coraz lepsze bronie, żeby lepiej polować. Szukali lepszych miejsc, by żyć wygodniej. Dalej potoczyło się z górki. Wszystko stawało się coraz lepsze i lepsze, coraz szybsze i kosztowniejsze. Wszystko to w nadziei, że skutek przyniesie upragnione szczęście. Jednak za każdym razem okazywało się, że zdobycz obiecanego raju nie przyniosła, dlatego ludzie szukali coraz dalej. Tak rozwinął się handel, nauka i inne dziedziny życia. Wszystko mogłoby się skończyć dobrze, gdyby było robione świadomie. Niestety nie było. Nieświadomość oplotła umysły i spowodowała zatracenie się w tym biegu rozwoju. To dobrze widać na przestrzeni ostatnich lat.

Do czego to wszystko? Do czego zmierzamy? Do czego nam taka cywilizacja? Być może ludzie tego nie wiedzą (przynajmniej większość nie wie), jednak wszystkie działania są motywowane osiągnięciem szczęścia. Człowiek chce wreszcie znaleźć to, czego szuka, osiągnąć to, czego pragnie i być szczęśliwy. Pragnie po prostu harmonii i spokoju.

Ludzie pracują, aby być szczęśliwymi. Zapewnić sobie dom, pieniądze, wszelkie możliwe wygody. Wszystko po to, by być szczęśliwymi. Gdy to już mają, okazuje się, że coś nadal jest nie tak. Szczęścia nie ma w przedmiotach, nie ma w zdarzeniach, nie ma nawet w bliskich osobach. Są oczywiście radości, jednak one są bardzo ulotne i nietrwałe. Zwykło się mówić nawet „chwile szczęścia”. Faktycznie, są to chwile. Reszta życia jest stracona na dążenie do szczęścia i obracanie się w szalonych wibracjach istnienia cywilizacji. Coś tu jest zgubione.:)

Człowiek dąży do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Psychologowie wydzielili szereg potrzeb człowieka. Począwszy od jedzenia, do doświadczeń duchowych. Jedno co się rzuca w oczy to fakt, że te wszystkie potrzeby da się zaspokoić bez udziału naszej wielkiej cywilizacji. Oczywiście te potrzeby, których nie wymyśliła sama cywilizacja. Do zaspokojenia wystarczy tylko trochę świadomości i czyste ciało. A co spowodowało nieświadomość i zanieczyszczone ciało? Cywilizacja, która rzekomo ma nas doprowadzić do szczęścia.:)

Nasz system społeczny jest niezdrowy dla człowieka. Cała cywilizacja wydaje się być przeciwko naturze, przeciwko samemu człowiekowi. Większość ludzi tego nie dostrzega, ponieważ zagubienie i nieświadomość są totalne. Większość ludzi myśli, że oglądanie telewizora jest korzystne. To, że uważa tak większość, nie znaczy, że jest to prawda. Szczególnie, jeśli większość nie jest świadoma. Jednak skąd ludzie mają wiedzieć co jest naprawdę korzystne, skoro jedynym punktem odniesienia stają się zasady cywilizacyjne.

Większość rzeczy wymyślonych przez naszą cywilizację zaprzecza naturalności człowieka i całej przyrody. Nie jest naturalnie czysta. Jest stworzona przez zagubiony umysł. Dlatego nasza cywilizacja tworzy tak wiele chorób, śmierci i nieszczęścia. Ludzie wymyślili już wystarczająco rzeczy „ulepszających życie”, które tylko życie niszczą. Chociażby wspomniany wcześniej telewizor. Ktoś powie, że TV jest potrzebny – dzięki temu wiemy, co się dzieje w świecie. Pewnie, taka odpowiedź jest godna ucywilizowanego człowieka, który więcej wie o świecie, niż o sobie.:) A przecież kwestią kluczową jest świadomość, a ta niema nic wspólnego wiedzą. Po co mi wiedza, jak nie będę świadomy i będę cierpiał? Co innego twierdzi nasza cywilizacja. Uczy w szkołach co zrobił kot Behemot (nie mam nic do utworu Bułhakowa:) ), czy jak obliczyć pole koła. W porządku, jeśli ta wiedza kogoś uszczęśliwi, to niech i tak będzie. Jednak podejrzewam, że w ciele nadal będą blokady cywilizacyjne. Może nawet dojść nowa spowodowana stresem w szkole.

Myślę, że o wiele korzystniej jest uczyć w szkołach świadomości – medytacji. Wskazywać, że to co pochodzi z umysłu jest względne i subiektywna wizja rzeczywistości nie jest jedyną prawdziwą. Taka świadomość wykształca współczucie, a to z kolei tworzy bardzo głębokie zmiany w relacjach ludzi z otoczeniem. Korzystne zmiany.

Czy można być szczęśliwym bez całej cywilizacji? Z pewnością można. Przyroda daje wszystko, co nam potrzeba. Natura jest tak ogromnie bogata w swoje owoce, naprawdę nie trzeba jej ulepszać. Nie trzeba gonić za zyskiem i zwiększaniem produktywności by potem kolejną siłą naprawiać zniszczenia wyrządzone naturze.

Trochę zabłądziliśmy jako ludzkość. Dlatego taka duża nieświadomość. Warto zrozumieć mechanizmy umysłu tworzące taki system i taką cywilizację. To może pomóc w przemianie świadomości globalnej.

8.12 Uczeń mistrza… bez mistrza

Na ścieżce rozwoju duchowego od niepamiętnych czasów była znana relacja mistrz-uczeń. Zawsze, kiedy chodziło o jakikolwiek rozwój czy naukę, występował mistrz i jego uczeń. Mistrz miał wiedze i doświadczenie, uczeń miał chęć nauki i ufność. Dzięki takiej relacji uczeń miał niemal zagwarantowany szybki postęp na swojej ścieżce. Był prowadzony wręcz indywidualnie.

Był Jezus i 12 apostołów, Budda i 5000 mnichów, Jogin i grono małych joginków, Krishna i Arjuna, Ali Baba i 40 rozbójników…nawet Batman i Robin.

Każdy mistrz miał swojego ucznia. Każdy uczeń miał swojego mistrza. Relacja między mistrzem a uczniem była bardzo osobista. Wręcz intymna. Między nimi było głębokie zrozumienie, była bardzo bliska relacja. Szczególnie się tyczy uczniów oddanych za młodu pod opiekę mistrza. Nauki przekazywane w ten sposób, były pełne i kompletne. Nie było mowy o przypadkowej czy błędnej interpretacji tego, czego nauczał mistrz. Nauki te były skierowane konkretnie do ucznia, a ten je doskonale rozumiał. Można powiedzieć, ze uczeń stawał się „kopią mistrza”. Otrzymywał jego pogląd na świat, jego doświadczenie. Doskonale się rozumieli.

Mistrz prowadził ucznia, a uczeń miał do mistrza bezgraniczne zaufanie. Był w stanie oddać swojemu guru wszystko. Całe swoje życie, totalnie poświęcał mistrzowi. Było to głębokie zaufanie. Taka relacja była korzystna ze względu przekazania wiedzy i wskazania drogi duchowej. Czasem jednak uczeń zbyt uzależniał się od mistrza, a mistrz od ucznia (szczególnie wtedy, gdy mistrz nie był urzeczywistniony). Co powodowało różne niekorzystne skutki. Jednak jeśli chodzi konkretnie o sam system prowadzenia bliska relacja z mistrzem okazuje się bardzo korzystna.

Na samym początku drogi warto jest zrobić jedną rzecz -warto się pomodlić o znalezienie właściwiej drogi. Jeśli robisz to z ufnością, prędzej czy później trafisz na odpowiednią dla siebie drogę. Nie jest ważne, do kogo się modlisz. Nie musisz tego także nazywać modlitwą. Może to być po prostu głośne wyrażenie życzenia i puszczenie go z ufnością w przestrzeń.

Wielu ludzi rozwijających się duchowo w „społeczeństwie zachodu” nie ma właściwego autorytetu. Nikt nie ma tak bliskiego stosunku z mistrzem, jaki mieli jogini. Dlatego powstają zupełnie nowe problemy. Rozwój duchowy przyjmuje trochę inny wymiar i staje się, chcąc nie chcąc, trudniejszy. Choć daje większe możliwości dla tych, co umieją z nich skorzystać.

Po pierwsze nie mając mistrza, człowiek musi wybierać sam. Nikt za rączkę nie prowadzi. Nikt nie mówi zrób to, a potem zrób tamto. Właściwie człowiek rozwijający się duchowo błądzi. Nie dość, że nie wie skąd zacząć, to jeszcze nie wie gdzie dojdzie. Zawsze będzie błądzenie. Póki nie ma świadomości istnienia, jest uwikłany w iluzje umysłu. Jest to dla tej społeczności całkiem normalne. Nie warto się tym zrażać. Warto jednak wiedzieć, że jest możliwość wyjścia poza te ograniczenia i iluzje. Poza tym kryje się całkowicie czysty i wspaniały wszechświat. Całkowicie inna rzeczywistość. Nie musisz w to wierzyć. Jeśli nie wierzysz, i myślisz, że Twoja rzeczywistość jest jedynie prawdziwa, to w porządku. Możesz w niej trwać. Nie musisz zmieniać punktu postrzegania. Jeśli jednak ta rzeczywistość zaczyna Ci przeszkadzać, być może czas coś z tym zrobić. Wolna wola.

Na samym początku ważna jest ufność do siebie samego. Nie ufając sobie człowiek prowadzi wewnętrzną walkę. Wszystko jest sprzeczne. Jeśli nie ufa swoim zmysłom trwa w chaosie. Nie wierzy sobie, nie wierzy w siebie. To nie pozwala wykonać kroku na przód. Warto dojść do ładu z samym sobą. Brzmi to dość absurdalnie, jednak wielu ludzi ma wewnętrzne sprzeczności, które skutecznie blokują wszelkie próby rozwoju.

Rozwijając się duchowo człowiek czyta wiele książek, interesuje się tematem, słucha różnych źródeł. Gdzieś coś usłyszał, gdzieś przeczytał, coś zrozumiał, czegoś nie. Droga jest niepewna i często ma mgliste pojęcie o celu. Przecież tak wiele jest religii i każda oferuje co innego. Prawda, religie są do siebie podobne, jednak każda czymś się różni. A jeśli droga się różni, to zgodnie z prawem przyczynowo-skutkowym, prowadzi do innego celu. Na dodatek każdy mówi, że jego droga jest prawdziwsza niż inne.

Powstaje natłok informacji, z którego nie wiadomo co wybrać. Najprościej jest żyć tak jak nas wychowano. Żyć w takiej religii, w której są rodzice i w której wyrośliśmy. Iść posłusznie nie zadając niewygodnych pytań. Tak jest najprościej dla obu stron (owieczek i duszpasterzy). Najprościej, ale czy najkorzystniej? W wielu wypadkach pewnie tak, jednak u większości ludzi poszukujących to się nie sprawdza. Ludzie tacy dostrzegają, że coś z tym światem jest nie tak. I właśnie oni najczęściej upatrują przyczyn w duchowości. I mają rację. Chcąc poprawić swój byt, czy znaleźć sens życia -zaczynają szukać. Szukać w innych religiach w innych filozofiach. I natrafiają często na ogromny świat sprzecznych duchowych informacji, w którym trudno się odnaleźć.

Warto zauważyć, że wiele z nauk mistrzów jest podobnych. Tak jakby pochodziły z jednego źródła, tylko inaczej są opowiadane. To jest ważna wskazówka dla poszukiwaczy. Wskazuje ona na jeden cel, o którym mówi większość mistrzów. Tak naprawdę większość mówi o oświeceniu, osiągnięciu nirwany, czy jedności z Bogiem. Cel jest ten sam, tylko inaczej nazwany. Warto sobie to uświadomić.

Właściwie im bardziej urzeczywistniony mistrz, tym bardziej celnie i trafnie potrafi ukazać prawdę. Jego nauki są przejrzyste i jasne. Wręcz dziecinnie proste i piękne. To powinna być kolejna wskazówka. Ponieważ Boskość jest prosta. Nie ma w sobie pomieszania umysłowego i wielkich filozofii, których mało kto rozumie. Boskość to czysta prostota. Tylko umysł ubiera ją w słowa. Z tego powstają różne nauki i interpretacje.

Mając już jakiś zarys nauk o „prawdzie”, uczeń może skonfrontować te nauki z własnym doświadczeniem. To ostateczny i konieczny sprawdzian wyboru drogi. Jeśli jakaś nauka nie pokrywa się z Twym doświadczeniem, nie ufaj jej. Nie ufaj do czasu aż sam nie doświadczysz. Możesz wierzyć w prawdziwość słów jakiegoś mistrza, jednak powinieneś zostawić sobie pewien margines, pewien dystans, póki sam nie doświadczysz. Jeśli ktoś mówi, że cierpienie przynosi radość, a z własnego doświadczenia wiesz, że tak nie jest, to odstaw tą naukę. Jeśli jakiś mistrz mówi, że seks jest przyjemny i może wyzwalać człowieka, a z doświadczenia wiesz, że to prawda warto posłuchać dalej, co ten mistrz ma do powiedzenia.

Tak naprawdę warto słuchać wielu mistrzów i wielu religii. Słuchać w sensie zapoznać się z nimi, nie koniecznie zatracać się w nich. Warto wiedzieć jak inni ludzie postrzegają sprawy duchowe, wtedy można mieć jakieś odniesienie. Wtedy można wybrać właściwie. Patrząc z innego punktu widzenia, człowiek wyłamuje się ze sztywnych ram umysłu. Staje się elastyczny i otwarty. Jest to otwarta postawa umożliwiająca rozwój.

Drugą wartą uwagi sprawą jest jakość przekazu nauk. Jeśli wspomniani na początku jogini mieli ścisły kontakt z mistrzem, to i przekaz nauk był bardzo czysty i pełny. Uczeń doskonale rozumiał, co mistrz miał na myśli przekazując nauki. Nawet słowa między nimi nie stanowiły ograniczenia dla przekazu. Kiedy mały joginek przychodził na naukę w wieku 7 lat, to właściwie wszystkie pojęcia dotyczące duchowości przejął od mistrza. Doskonale rozumiał, co mistrz ma na myśli mówiąc „ego”, „maya”, czy „miłość”. Te słowa wywołują u ucznia odpowiednie wibracje i skojarzenia, takie same jak ma mistrz. Dlatego rozumieją się doskonale. Nie było możliwości złej interpretacji słów. Doświadczenia ich się pokrywały.

Problem powstaje, kiedy brak jest osobistego kontaktu ucznia z mistrzem. Tak się niestety dzieje w krajach cywilizowanych. Wtedy pierwszy lepszy człowiek łapie książkę z naukami buddyjskimi i czyta: „Ego to tylko iluzja, trzeba wyjść ponad ego, żeby doświadczyć rzeczywistości…”. Pierwsze skojarzenie do słowa ego, to egoizm. Coś tam kiedyś ktoś mówił, gdzieś się słyszało, trochę psychologii, trochę telewizji -no mniej więcej wiem, co to znaczy. Ważne by się pozbyć ego. Czytam dalej… Poczym łapię książkę teozoficzną i czytam, że Ego to Wyższa Trójca -Wyższe Ja. Mam się pozbyć Wyższego Ja? … I tak czasem wygląda zrozumienie nauk dzisiejszych poszukiwaczy prawdy.

Wszelkie nauki New Age są oparte na naukach duchowych mistrzów Indii. Jest to bardzo dobre, jednak warto zwrócić uwagę na zupełnie inną kulturę ludzi wschodu. Mistrz nie musiał mówić niektórych rzeczy, ponieważ tamtejsi ludzie wiedzieli o tym od małego. Wychowanie ludzi wschodu jest bardziej duchowe. Tamci ludzie są wychowywani na pojęciach prawa karmy, ego czy mayi. Dla nich nie jest to coś nowego, dlatego mogą wgłębiać nauki duchowe. Ludzie zachodu zaczęli od wgłębiania się w nauki, pomijając podstawy. Interesują się w większości paranormalnymi zjawiskami, reinkarnacją, wszelkimi cukierkami duchowości nie wiedząc nic o podstawach. I tak spotyka się ludzi „zaawansowanych” duchowo, którym ego kojarzy się jedynie z klockami Lego.

Słowa są na tyle ograniczające i wieloznaczne, że przekaz jest faktycznie zafałszowany. Same słowa mogą wprowadzać w błąd, szczególnie jeśli mistrz używa ich w jednym znaczeniu, a uczeń w innym. Po prostu mistrz myśli innymi kategoriami niż uczeń. Uczeń został wychowany kategoriami odpowiednimi dla swego społeczeństwa. Różnica między nimi jest różnicą rozumienia pojęć.

Mówiąc miłość, mistrz myśli o miłości bezinteresownej, nie uwarunkowanej przez myśli, przyzwyczajenia i uprzedzenia. A odbiorca słysząc słowo „miłość” może pomyśleć o całej gamie odczuć. „Ah miłość!” -od zachwytu, „Oh… miłość” -poprzez westchnienie, „hm… miłość” i zadumę, „ech… miłość” -do zawodu i cierpienia. Warto wiedzieć, jakie odczucia wzbudza dane słowo i czy na pewno o to chodzi. Często nauki mistrza niekoniecznie trafiają do ucznia tak, jakby sobie tego życzył. Warto mieć na uwadze subiektywność postrzegania.

Korzystnie jest przeanalizować, co dokładnie rozumiemy pod pojęciami mniej zrozumiałymi. Chociażby można poczytać w słowniku wyrazów obcych znaczenia niektórych słów. Tak, aby przynajmniej rozumieć pojęcia -tak ogólnie. Wtedy mamy większe szanse na czysty odbiór przekazu. Nie tyczy się to tylko nauk pisanych w książkach. Również wykłady mistrzów mogą nieść ze sobą niezrozumienie, jeśli mistrz i uczeń nie nadają na tych samych falach. Jeśli rozumieją inaczej kluczowe pojęcia, z nauk może wyjść jeszcze większe pomieszanie.

Każdy słyszy to, na co jest otwarty. Dlatego często zdarza się tak, że po przeczytanej książce każdy wie coś innego. Każdy zwraca na coś innego uwagę. Jest to właściwie korzystne, ponieważ umysł pracuje nad rozwiązaniem aktualnego problemu i szuka do niego inspiracji. Dlatego czasem warto powrócić do wcześniej czytanych inspiracji, szczególnie jeśli się czuje, że są one bardzo wartościowe. Przy ponownym zapoznaniu się z naukami, mogą dotrzeć do świadomości zupełnie inne rzeczy. Tym samym przekaz mistrza staje się pełniejszy.

Wszystkie nauki są tylko słowami. Na podstawie słów słuchacz wzbudza w sobie różne energie, dostraja się do mistrza. W książce jest nieco trudniej. Warto być świadomym tego procesu. Nie jest ważne, co czytasz, ale jakie energie to w Tobie budzi.

Ostatecznie każdy sam jest dla siebie mistrzem. Każdy z nas ma boskie światło w sobie. Każdy człowiek idzie własną drogą. Warto jest być tego świadomym. Być otwartym na wszelkie inspiracje. Nie zamykać się na jedną drogę, a być w stanie przekroczyć wszystkie i samemu dotrzeć do punktu ciszy. Można inspirować się wieloma rzeczami, wszelkie nauki mistrzów prowadzą do tego samego punktu.

Same w sobie nauki mistrzów nie mają żadnej wartości. Ważne stają się dopiero wtedy, kiedy ktoś je odbiera. Ich interpretacja wprawia istoty ludzkie w stan działania i inspiracji. Warto się inspirować naukami mistrzów, pamiętając, że to tylko nauki. Prawdą staną się tylko wtedy, kiedy ją osobiście poczujesz. Tylko od Ciebie zależy kogo słuchasz i gdzie teraz jesteś. Otwórz się więc na inspiracje wszechświata. Gdziekolwiek pójdziesz, trafisz do celu. Być może zauważysz, że zawsze tam byłeś.

8.11 Modlitwa

Modlitwa jest kolejną bardzo skuteczną techniką wspomagającą rozwój. Wiele osób rozwijających się duchowo może podważyć jej skuteczność. Modlitwa kojarzy się ludziom z prośbą błagalną do jakiegoś wyższego bytu, odmawianą w czasie nieszczęścia. To jest pewien stereotyp modlitwy, który został stworzony na przestrzeni wielu lat. Często taka modlitwa nie jest skuteczna, szczególnie kiedy jest niewłaściwie ułożona. Warto więc poznać tą technikę.

Jeśli spojrzeć na modlitwę czysto, jest to wyrażenie życzenia skierowane gdzieś do wszechświata. Ludzie najczęściej kierują modlitwy do swoich Bogów. Tu wielu ma własne wyobrażenia Boga, i do wyobrażenia kieruje modlitwę. Właściwie nie jest ważne, do kogo modlitwa jest skierowana. Ważna jest jej treść i zaangażowanie modlącego się.

Modlitwa działa na takiej samej zasadzie jak poprzednie techniki. Modląc się, człowiek jest skupiony na temacie. Wytwarza w swoim ciele odpowiednie wibracje. Wyraża życzenie, które jest narzucane podświadomości. Tym samym wprawia w ruch procesy energetyczne dążące do urzeczywistnienia swojej modlitwy. W tej technice bardzo ważna jest ufność. Jeśli człowiek jest wypełniony całkowitą ufnością, wtedy nie ma oporów przed wprowadzeniem zmian. Jest wewnętrznie pewien o skuteczności modlitwy, tym samym rzeczywistość zmienia się bez problemu. Chodzi właśnie o to wewnętrzne przekonanie -ufność. Nie jest ważne do kogo jest modlitwa skierowana. Czy do wyobrażenia Boga czy do wewnętrznej boskości.

Ważna jest ufność i przekonanie o skuteczności modlitwy. Jest to po prostu niezachwiana wola, która zostaje wyrażona i wprowadzona w życie. Dlatego modlitwa okazuje się skuteczna. Ważna jest tu sama formuła modlitwy. Podobnie jak w afirmacjach wizualizacjach można wymodlić sobie wszystko. Można zmienić swój stan wibracyjny jakkolwiek się chce. Dlatego trzeba też uważać, czego się chce. Układając modlitwę warto układać ją w sposób podobny do afirmacji. Czyli bez negatywnych słów czy wyobrażeń. Wtenczas świadomość nie skupia się na niepotrzebnych rzeczach i nie realizuje negatywnych programów. Warto więc układać modlitwy całkowicie pozytywne.

Praca z modlitwą jest jak praca z wizualizacją. Warto tu utrzymywać ufność i miłość do Boga. Wtenczas zostają inicjowane bardzo czyste energie twórcze. Wchodząc w wibracje miłości, wibracje kontaktu z Bogiem (nawet jeśli jest to wyobrażenie), całe ciało odnosi korzyści. Pojawia się ufność, miłość, pewność w rozwiązaniu problemu, poczucie ogromnego wsparcia. Odchodzi uczucie niemożliwości i wszelkiego ograniczenia. W takim momencie świadomość również wychodzi ponad swoje dotychczasowe filtry mentalne. Podobnie jak w medytacji zmienia swój punkt widzenia, dzięki czemu następuje rozwój.

Modlitwa nie zawsze jest medytacją. Medytacja jest świadomą obserwacją. Modlitwa czasem może być pewnym ograniczeniem świadomości. Nie zawsze jest obserwacją całej przestrzeni. W większości jest bardziej wyrażaniem woli i zogniskowaniem świadomości na obiekcie modlitwy. Nie jest to złe. Po prostu jest to inne narzędzie, które służy do wprowadzania pozytywnych zmian do życia. Podobnie jak afirmacje i wizualizacje.

Modlitwy warto używać wtedy, kiedy problem wydaje się przerastać możliwości. Kiedy widać, że nie da rady rozwiązać problemu, kiedy wszystkie próby umysłu zawodzą, kiedy nie da rady dostrzec na czysto problemu w medytacji -wtedy przychodzi czas modlitwy. Jest to wysłanie w przestrzeń prośby o skuteczne rozwiązanie problemu i zaniechanie wszelkich działań. Całkowite zdanie się na boski proces i ruch. Modlitwa uruchamia w podświadomości odpowiednie działania, dzięki czemu problem zostaje rozwiązany bez wysiłku. Jest to naturalna właściwość wszechświata. Można to nazwać boskością materii. Faktem jest, że każdy zainicjowany w rzeczywistości ruch ma swój skutek. Tak więc warto modlitwą wprawić w ruch energie, które przyniosą uwolnienie.

Jeśli nie ufasz nikomu i jesteś przekonany o nieskuteczności modlitwy, nie musisz się modlić. Wtenczas nawet modlitwa nie odniesie skutku, ponieważ podświadomie jest tworzona blokada, nieufność. Jeśli jednak łatwo Ci przychodzi ufność do boskości, jeśli łatwo Ci przychodzi miłość, wtenczas modlitwa może okazać się doskonałym narzędziem zmiany całej istoty. Warto z niej korzystać.

8.10 Medytacja prowadzona i wizualizacja

Na początku praktyki z medytacją warto zacząć od medytacji prowadzonych lub kierowanych. Na różnych spotkaniach medytacyjnych, na płytach lub książkach można znaleźć wiele medytacji prowadzonych. W tych medytacjach jest z góry określony temat i jest on rozwijany. Medytacje te są najczęściej połączone z wizualizacją, czyli świadomym wyobrażaniem sobie danych rzeczy.

Taka medytacja jest dobra na początek, kiedy to jeszcze sama obserwacja chaosu umysłu nie wychodzi dobrze. Początkującym łatwiej jest być prowadzonym w medytacji. Wtedy umysł nie błądzi, jest kierowany na różne bardzo pożyteczne tematy. Wizualizuje bardzo piękne energie, to wszystko jest dla istoty ludzkiej bardzo korzystne.

Medytacja czy wizualizacja prowadzona pozwala na zmianę punktu widzenia. Właściwie dzięki takiej medytacji przenosisz się do innego stanu postrzegania. Wybija to umysł z starych wzorców postrzegania tak, że widać wszystko z innej perspektywy. Dzięki temu można sobie uświadomić, że wszystko jest względne. Czy też po prostu zauważyć iluzję tego świata.

Dzięki takiej medytacji można zmienić swoje życie i swój sposób przejawiania się. Postrzeganie się zmienia, rzeczywistość się zmienia. Podczas wizualizacji ciało przyzwyczaja się do funkcjonowania na wyższych wibracjach. Staje się rozluźnione i spokojne. Otacza się błogim nastrojem i relaksem. To wszystko uczy ciało zupełnie innego funkcjonowania w świecie.

Warto więc wizualizować i medytować nad świetlistymi i wzniosłymi rzeczami. Świadomie przenosić się na pole wyższych wibracji. Otaczać się światłem, wizualizować sobie wiele pozytywnych rzeczy. To wszystko wpływa na umysł i ciało zmieniając punkt widzenia.

Niech te medytacje będą świadome. Jeśli umysł „odleci” i pogrąży się we własnych wizjach, może przejąć kontrolę. Może zacząć sam działać i pokazywać najróżniejsze obrazy. Nie warto się nimi przejmować, tym bardziej traktować jako „objawienie prawdy ostatecznej”. Te wizje są najczęściej tworzone przez podświadomość i zależą od tego, co mamy w głowie. Tak jak sny. Jeśli zauważysz, że umysł przejmuje kontrolę, powróć świadomie do wizualizacji. Możesz też zacząć obserwować świadomie umysł. Niech każda twoja aktywność w medytacji będzie świadoma.

8.9 Medytacja

Jest to podstawowa technika na ścieżce duchowej. Prawie w każdym systemie rozwoju duchowego, medytacja spełnia najważniejszą rolę. Warto więc wiedzieć, czym ona jest i jak do niej podejść. Jest bardzo ładne stwierdzenie odnośnie medytacji. Mówi ono: „Medytacja jest powrotem do jedności”. Trafnie ujmuje pojęcie medytacji. Medytacji nie da się jednak opisać w jednym zdaniu. Przede wszystkim dlatego, że dla każdego znaczy ona coś innego. Na polu duchowości subiektywność odczuć zarysowuje się wyraźniej niż zwykle. Kiedy uwaga kieruje się do wewnątrz, otwiera się całkiem nowy, subiektywny świat. Dlatego tak trudno czasem sprecyzować pojęcie medytacji. Niekorzystnie wydaje się porównywać ją do rzeczy zewnętrznych, jednak innej możliwości nie ma. Dopóki człowiek nie rozwinął umiejętności telepatycznego i bezpośredniego kontaktu, trudno jest przekazać czysto swoje doznania duchowe. Zawsze będzie to porównanie do czegoś innego. Porównanie natomiast zazwyczaj wprowadza w błąd. Mimo to wzbudza pewne odczucia i daje pojęcie o doświadczeniach innych.

Warto powiedzieć, że już umiesz medytować. Medytacja jest naturalnym stanem dla każdej istoty. Jeśli ktoś mówi, że nigdy nie medytował, prawdopodobnie nie wie, czym jest medytacja. Jest to spowodowane pewnymi mitami, jakoby prawdziwa medytacja to coś trudnego i możliwego tylko dla mnichów tybetańskich czy wielkich joginów. Nic bardziej mylnego. Medytacja jest możliwa dla wszystkich i nie trzeba spełniać specjalnych warunków, by ją praktykować. Medytacja jest tym, co naturalne.

Dziecko swoje pierwsze lata życia spędza najczęściej w stanie medytacji. Jest to stan głębokiego kontaktu z teraźniejszą rzeczywistością, z ciałem. Świadomość jest zogniskowana na tym, co jest. Mózg pracuje prawie cały czas w stanie alfa (częstotliwość 7-13Hz). Jest to stan spokoju i harmonii, gdzie wszystkie informacje są z łatwością przyswajane. Dlatego też dziecko uczy się w tak szybkim tempie. Potem ta zdolność odchodzi. Dziecko przechodzi w inny stan działania, zwany stanem beta. Są to fale o większej częstotliwości, bardziej chaotyczne. Umysł jest wtedy pełen myśli, nie ma w nim harmonii. Wtedy już nie słucha, nie trwa świadomie w obserwacji, tylko sam generuje różne myśli. Najpierw się nauczył słuchać słów, a kiedy je zrozumiał, sam zaczął je tworzyć. Tak powstała wewnętrzna egotyczna gadanina, kiedy są odtwarzane w umyśle głosy rodziców czy opiekunów. Po prostu dziecko widzi, że bez mówienia nie da się żyć. Dlatego też ciągle podtrzymuje ten głos w głowie.

Umysł zamyka się też w różnych pojęciach, analizach, interpretacji tego, co widzi. Cały czas działa, nigdy nie zwalnia. Wykracza ponad swoją funkcję narzędzia, a staje się dość szkodliwy i przeszkadzający. Dlatego dorośli muszą się uczyć ponownie medytacji. Czasem trudno jest im się wyciszyć, szczególnie, że świat wymaga od nich pełnego działania i chaosu. Umysł myśli, że jeśli będzie więcej myślał, tym lepiej sobie poradzi. Nic bardziej błędnego. Im więcej myśli, tym większy chaos, sprawność umysłu i spontanicznego działania zostaje znacznie obniżona. Staje się to niekorzystne. W medytacji natomiast istnieje przestrzeń spokoju. Z tej przestrzeni wyłaniają się najlepsze i najbardziej trafne pomysły. Kiedy umysł jest rozluźniony, ma dostęp do większej części swojego potencjału. Wtedy jest wykorzystywany optymalnie.

Medytacja jest obserwacją. Jest świadomym trwaniem tu i teraz. Nic skomplikowanego. Świadomość przychodzi tu naturalnie. Można powiedzieć, że jest to zogniskowanie świadomości na przestrzeni, w której istniejesz. W takim stanie całe Twoje pole jest objęte świadomością. Widać wszelkie procesy zachodzące w ciele, wszystkie myśli i odczucia. Świadomość spogląda na istnienie, tym samym na samą siebie. Nie jest to żaden dziwny i mistyczny stan. Jest to naturalne. Czasem człowiek popada w pewno „zagapienie”, czy też zamyślenie. Wtedy to ciało zwalnia, wszystko wokoło staje się spokojne. Umysł na chwilę wygasa. Jest to wejście w stan medytacji. Wystarczy być wtedy świadomie w ciele, a zacznie się to, co nazywam medytacją. Zacznie się świadome istnienie.

Aby medytować nie musisz siedzieć w konkretnej i trudnej pozycji. Najważniejsza jest wygoda. Jeśli Twoje ciało nie akceptuje aktualnej pozycji, zmień ją. Znajdź właściwie dla siebie ustawienie. Ludziom zachodu, którzy prawie nigdy nie siadają na ziemi najłatwiej siedzieć na krześle. To jest dobra pozycja. Warto tylko zadbać o pewne szczegóły, które są korzystne dla ciała.

Najpierw prosty kręgosłup. Wtedy ciało nie przechyla się niepotrzebnie. Jest naturalnie rozprostowane i energia może płynąć swobodnie. Dalej warto nogi postawić stabilnie i płasko na podłodze. Tak, aby nie było skulone i niestabilne. Warto znaleźć wygodę w tej pozycji. Oczywiście, jeśli chcesz, możesz użyć innej pozycji. Na przykład leżącej. Jedyne na co trzeba wtedy uważać jest sen. Po prostu ciało zasypia. Nie ma nic w tym złego, jeśli ciało potrzebuje snu, niech śpi. Wtedy po przebudzeniu nie wstawaj od razu. Potrwaj chwilę w obserwacji swojej przestrzeni. Skieruj świadomość do ciała i obserwuj. Jest to zwrócenie aktywnej uwagi na wnętrze (ciało i umysł). Skieruj tą uwagę tak jakbyś pytał „co się tu dzieje? co to jest?”, jakbyś uważnie obserwował to ciało po raz pierwszy w życiu. W pełni zaangażowany i uważny. Co się dzieje w ciele? Co się dzieje w umyśle? Trwaj w ciszy i obserwuj… to cała medytacja.

Kiedy już przyzwyczaisz umysł do medytacji, nie będziesz musiał siadać w specjalnym miejscu i czasie. Medytacja będzie się zdarzała całkiem spontanicznie i w ciągu dnia. W tych momentach znajdziesz się w innej przestrzeni. Nie będzie już napięcia zbudowanego z wyobrażeń i iluzji. Wejdziesz w „inną rzeczywistość”, w której nie ma tyle stresu. Właściwie jest to ta sama rzeczywistość, tylko sposób jej odbioru się zmienił. Twój punkt widzenia stał się inny, medytacyjny. Kiedy zauważysz, że to wszystko stało się luźne, pełne przestrzeni, staniesz się pogodny. Tacy są właśnie ludzie medytujący -są pogodni i pełni ciepła. Jest to naturalne dla istoty ludzkiej. Niepogoda przychodzi wtedy, kiedy jest napięcie, stres i zimno. Warto więc wybrać, jak się przejawiać.

Dzięki medytacji, można praktycznie zrobić wszystko na polu rozwoju duchowego. Można powiedzieć, że jest to podstawowa praktyka na duchowej ścieżce i nie tylko. Jest przede wszystkim podstawową techniką pracy z umysłem. Można powiedzieć więcej, medytacja powinna być podstawowym stanem życia. Jest to stan obserwacji i świadomego istnienia.

Medytacja rozwija wrażliwość i otwartość. Człowiek staje się subtelny. Całe ciało jest delikatne i sensytywne. Postrzega wtedy więcej i jaśniej. Nie zatapia się w morzu myśli i uczuć. Wszystko może trwać dalej, jednak świadomość wychodzi ponad to. Wychodzi ponad wszelkie myśli i wyobrażenia. Wychodzi w czyste pole istnienia. Myśli po pewnym czasie same ustają. Umysł staje się świeży i otwarty na wszystko. Jest to naturalny stan relaksu i świadomości. Stan cichej obserwacji.

Warto zauważyć, że obserwacja jest bez wysiłkowa. Nie jest to stan usilnej koncentracji na obiekcie czy też umyśle. Taka koncentracja może być czasem ograniczeniem świadomości. Świadomość zamyka się wtedy tylko w jednym punkcie. To podobne do zamknięcia w pojęciach. Takie ograniczenie staje się zamroczeniem i pewnym otępieniem. Stan obserwacji jest pełen przestrzeni. Pełen delikatności i uwagi. Wszystko dokładnie czuć. Wszystko jest jasne. Taki stan utrzymuje się bez wysiłku. Właściwie wtedy jest samo ciało, które obserwuje. Nie pojawia się umysł jako ego. W umyśle panuje cisza, nie ma żadnych spekulacji. Wszystko, co jest, to doświadczające ciało, które staje się delikatne i zmysłowe. Świadomość wchodzi wtedy do ciała i zaczyna świadomie istnieć. Wszystko, co się pojawi w polu jest natychmiast zauważane. Każdy ruch jest ruchem piękna. Wszechświat promieniuje światłem i miłością.

Medytacja powinna być naturalna. Jeśli ciało jest nieprzystosowane do pozycji medytacji, zmień pozycje. Jeśli ciało nie chce siedzieć w miejscu, tylko się ruszać, ruszaj się medytując. Nie warto walczyć ze swoim ciałem. To przyniesie tylko napięcia i zmęczenie. Jeśli nie chcesz medytować, nie medytuj. Po prostu wykonuj normalnie czynności codzienne będąc świadomym. Wykonuj wszystko, co czujesz, a przy tym obserwuj pole istnienia. Wszystko, co w Twoim ciele i na zewnątrz stanowi pole istnienia, które postrzegasz. Medytacja jest obserwacją tego pola.

Są różne warianty medytacji. Np. medytacja skupiania się na oddechu czy na poszczególnym centrum energetycznym ciała. Oczywiście są to skuteczne techniki, jednak zawsze podstawą medytacji powinna być obserwacja (świadomość).

8.8 Relaks

Relaks jest podstawą wszelkiego działania człowieka. Jest to rozluźnienie ciała i umysłu. Umożliwia to swobodny przepływ energii i lekkość działania. Dlatego jest tak ważny dla człowieka. Wszystko, co się robi, warto robić swobodnie. Przynosi to wiele korzyści.

Pierwszą rzeczą jest rozluźnienie ciała. U ludzi tej cywilizacji ciało jest ogólnie napięte. Jest przepełnione stresem, bólem, niewygodą. To wszystko skutecznie ogranicza swobodny przepływ energii życia. Mięśnie ciała są napięte, całe ciało jest zablokowane. Wszystko to jest spowodowane niewłaściwym poglądem na świat. Umysł oceniając świat jako pełen zagrożenia i trudności, tworzy w ciele wszelkie blokady i napięcia. Cały czas walczy z tą rzeczywistością napinając ciało. Z takim działaniem daleko zajść nie można.

Medytacja i wszelkie techniki rozwoju duchowego były stworzone wiele wieków temu. Wtedy ludzie byli prości. Ich ciała były bardzo naturalne i swobodne. Nie było większych napięć i blokad. Kiedy taki człowiek zasiadał do medytacji, była to swobodna i pełna lekkości medytacja. Nic mu nie przeszkadzało. W dzisiejszych czasach ludzie mają pełno cielesnych napięć. Kiedy przychodzi moment medytacji, ciało podświadomie trzyma te napięcia. Energia nie jest w pełni swobodna. Warto na to zwrócić uwagę.

Warto rozpocząć od relaksu. Czyli wprowadzenia ciała i umysłu w stan odprężenia i swobody. Ważne jest aby podczas świadomego relaksowania zwracać uwagę na swoje myśli. To myślami sprawiasz, że ciało się rozluźnia. Warto więc myśli wprowadzić w stan całkowitej błogości. Wyobrazić sobie całkowitą wolność, swobodę. Odłożyć wszelkie problemy świata. Nie są one ważne, są tylko wymysłem skutecznie utrudniającym relaks.

Warto zauważyć, że wielu ludzi rozluźnia same ciało. Intencjonalnie nakazują swemu ciału rozluźnienie. Jest to dobry sposób, jednak czasem nieskuteczny. Umysł trzyma ciągle myśli o zagrożeniu, o problemach i trudnościach. Dlatego nawet jeśli świadomie ciało dostanie rozkaz rozluźnienia, to podświadomie będzie napięte pod presją problemów. Warto więc wprowadzić cały umysł w stan relaksu. Wyobrażać sobie spełnienie, bezpieczeństwo, swobodę. Warto opuścić wszelkie problemy. Niech nie liczy się nic oprócz chwili teraźniejszej -chwili relaksu. Dzięki wprowadzeniu umysłu w stan rozluźnienia, ciało automatycznie puści podświadome napięcia.

Ćwiczenie:

Usiądź wygodnie na fotelu. Weź kilka głębokich oddechów. Zamknij oczy. Zwróć uwagę na swoje ciało, poczym zacznij po kolei rozluźniać poszczególne części ciała. Zacznij od stóp. Poczuj, jak ze stóp schodzi całe napięcie, cały ciężar i odpowiedzialność. Wszystko to odchodzi w przestrzeń. Stopy stają się całkowicie rozluźnione. Nic już nie trzeba robić. Przejdź świadomością wyżej, do łydek. Poczuj jak uchodzi całkowicie napięcie, łydki stają się rozluźnione i zupełnie wolne. Nic już nie trzeba robić. Dalej uda. Nie musisz nigdzie iść, jesteś całkowicie wolny i spełniony. Rozluźnij więc wszelkie napięcia w udach. Puść wszystko. Następnie biodra. Tu gromadzi się wiele napięć. Wyobraź sobie, że całe biodra i krocze są całkowicie swobodne, spełnione i rozluźnione. Wszystko jest w porządku. Nastaje swoboda, wolność i lekkość. Nic już nie trzeba robić. Puść wszystko. Dalej przenieś swoją uwagę na brzuch. Również obserwuj i wyraź wolę swobody. Niech brzuch stanie się pełnią, luzem, bezpieczeństwem. Nic już nie trzeba robić. Jest spokój i swoboda. Rozluźnij całkowicie brzuch. Kolejny moment to klatka piersiowa. Wyobraź sobie, jak opadają z niej wszelkie oczekiwania, napięcia, lęki. To wszystko spływa z klatki piersiowej. Powstaje przestrzeń swobody i delikatności. Nic już nie trzeba robić, rozluźnij mięśnie do końca. Może się zdarzyć, że oddech się zmieni. Stanie się bardziej lekki i wyprowadzany z brzucha. Takim oddechem oddycha małe dziecko. Przenieś teraz uwagę na barki. Zrzuć z nich wszystkie niepotrzebne problemy. Odłóż wszelki stres i napięcia. Niech barki będą całkowicie rozluźnione i swobodne. Niech energia się rozpłynie. Już nic nie trzeba robić. Jest wolność, bezpieczeństwo i niewinność. Kolejną rzeczą są ramiona, przedramiona i dłonie. Rozluźnij je w taki sam sposób jak nogi.

Teraz świadomość będzie przeniesiona na głowę. Tu znajduje się najwięcej napięć. Warto więc osobno rozluźniać poszczególne części głowy. Zaczynając od karku, poprzez żuchwę, usta, nos, oczy, brwi, czoło, czubek głowy, tył głowy, okolice uszu… po kolei rozluźniać i wyobrażać sobie stan swobody, spełnienia, odpoczynku i bezpieczeństwa.

Na końcu można objąć świadomością całe ciało i rozluźnić je w całości. Niech rozpłynie się w delikatności istnienia. Nic już nie trzeba robić. Wszystko jest w porządku. Można odpocząć. Energia może płynąć swobodnie.

Posiedź w tym stanie. Zbadaj ten stan. Niech ciało przyzwyczaja się do stanu rozluźnienia. Niech taki stan towarzyszy Ci jak najdłużej. Wtenczas umysł jest swobodny i otwarty. Ciało lekkie i delikatne. Na początku może się zdarzyć, że ciało zasypia. Jest to dobra oznaka. Ciało może potrzebować snu. Jeśli zaśnie w takim błogim stanie relaksu, sen będzie regenerujący. Warto często wprowadzać się w taki stan. Niech ciało się przyzwyczaja do takiego działania. Jeśli nie ma czasu w dzień, niech relaks będzie przez zaśnięciem. Daje to dobre efekty. Wolność umysłu i ciała.

Nie jest wskazane szybkie wychodzenie z relaksu. Jeśli nagle zadzwoni telefon, albo ktoś wejdzie do pokoju ciało może za szybko wprowadzić się w stan „działania”. Jeśli skok będzie natychmiastowy, człowiek będzie się czuł zdezorientowany i pogrążony w chaosie. Dlatego jeśli przystępujesz do medytacji, relaksu czy innych praktyk, warto zarezerwować sobie odpowiednio dużo przestrzeni i czasu. Odłącz telefon, wyłącz dzwonek. Zarezerwuj sobie godzinę totalnego odpoczynku. Niech nic Ci nie przeszkadza. Stwórz sobie w przestrzeni godzinę całkowitej wolności i relaksu. Masz do tego całkowite prawo.