Archiwa tagu: miłość

Czym jest Rozwój Duchowy – Jakub „Qba” Niegowski

Artykuł ten zdecydowałem się napisać w odpowiedzi na częste listy dotyczące rozterek związanych tym, co robić, aby rozwijać się duchowo. Jest też komentarzem do padających często na forum Internetu stwierdzeń, że ktoś zajmuje się rozwojem duchowym, bądź jest rozwinięty duchowo, podczas gdy zaledwie interesuje się on zdolnościami różnego rodzaju.

Czas więc chyba zdefiniować i raz na zawsze wyjaśnić czym jest, a czym nie jest Rozwój Duchowy.

Wbrew pozorom to dość proste:

Rozwój Duchowy polega na Poszerzaniu Świadomości, oraz Rozwoju Moralnym danej osoby.

Pierwsza część tego stwierdzenia, czyli rzecz o poszerzaniu świadomości, powinna być właściwie zrozumiana.

Poszerzanie Świadomości nie polega na intelektualnym procesie zdobywania wiedzy.

Czytanie dużej ilości książek, czy nawet uczestnictwo w wielu kursach „rozwoju duchowego” może wcale tegoż rozwoju nie stymulować. Nie polega on bowiem na zwykłym przyswajaniu wiedzy teoretycznej, czy na rozwijaniu w sobie logiki bądź wiary. Nie polega też nawet na zdobywaniu praktycznych zdolności takich jak medytacja, podróżowanie poza ciałem czy inne techniki ezoteryczne.

Innymi słowy, kiedy rozwijamy swój intelekt i zdolności, nawet, jeżeli do tego celu używamy przyswajania treści z zakresu tak zwanej „ezoteryki” to niekoniecznie rozwijamy się automatycznie duchowo.

Wysoka świadomość wynika z doświadczeń. I to doświadczeń, które zostały przez naszą istotę należycie zrozumiane. Innymi słowy można by powiedzieć – wysoka Świadomość wynika z właściwie odrobionych lekcji życia.

I znowu kwestia istotna. Jeśli ktoś się sparzy za pierwszym razem na czymś i od tej pory nazywa to coś samym złem, to wcale nie oznacza, ze on już ten etap zaliczył. Pochopna interpretacja doświadczeń jest również oznaka zblokowanej i niskiej świadomości.

Świadomość jest niejako całokształtem, a zarazem czymś, co wychodzi poza granice intelektu. Dopełniana jest tak zwaną inteligencją emocjonalną, czyli postrzeganiem poziomu serca, a nie tylko umysłu stricte logicznego. Wszystko to razem tworzy świadomość i określa jej stopień.

Drugim składnikiem rozwoju duchowego, jaki wymieniłem to coś, co nazywam rozwojem moralnym.

Moralność może się niektórym kojarzyć nieco staroświecko i archaicznie, ale to tylko wynik szafowania tym pojęciem, zazwyczaj w kontekstach religijnych, co niekoniecznie jest jakimś faktycznym jej wyznacznikiem.

Rozwój moralny mogę chyba przyrównać do szlifowania diamentu, którym jest pierwszy składnik, czyli Świadomość.

Przy tym niezwykle trudno jest mi przekazać, czym jest owa moralność, no może poza prostym stwierdzeniem, iż to skłonność do wybierania prawdziwego dobra w swoim postępowaniu, skłonność do szlachetności realizowana w życiu, bez względu na cenę.

Tak więc podwyższanie własnej świadomości oraz podnoszenie własnych standardów moralnych – oczywiście w trwającym naturalne procesie naszego rozwoju – jest prawdziwym Rozwojem Duchowym.

Natomiast na pewno nim nie jest rozwijalnie zdolności ezoterycznych.

Wspominam o tym właściwie już po raz kolejny, ale widzę, że przypomnieć warto, gdyż zwłaszcza w Internecie w wyniku używania pojęć bez pełnego ich zrozumienia, wynikło niemałe pomylenie. Dla wielu ludzi rozwój duchowy, zaczął oznaczać po prostu rozwijanie zdolności parapsychicznych, czy medytacyjnych.

Gdyby te rzeczy były faktycznie rozwojem duchowym, to mieli byśmy dziś zapewne bardzo uduchowione (czyli szlachetne i bardzo świadome) społeczeństwo, jako że techniki „ezoteryczne” zyskały w ostatnich latach bardzo na popularności. Ale wcale bardzo uduchowionego społeczeństwa nie mamy, zwarzywszy jak ludzie na forach ze sobą walczą, bawią się notorycznie w „kto jest największym mistrzem” i niemal zawodowo wypisują oszczerstwa na całą swoją „konkurencję”. Wielu z nich praktykuje jakieś ćwiczenia i rozwija zdolności parapsychiczne, ale zapewniam Cię drogi czytelniku bądź czytelniczko, iż ta błazenada nie ma nic wspólnego z faktyczną duchowością. Używanie „ezoteryki” do poczucia się kimś lepszym od innych, nie jest rozwojem duchowym, a wręcz jest jego zaprzeczeniem.

Ludzie, którzy praktykują rozwój zdolności parapsychicznych, bez ich faktycznego zrozumienia i w oderwaniu od prawdziwego, a nie tego udawanego rozwoju duchowego, w zasadzie pchają się w nieuniknione kłopoty i zazwyczaj prędzej czy później je znajdują. Wielu z nich w takiej sytuacji, wcale nie uświadamia sobie gdzie popełnili błąd, tylko jeszcze mocniej utwierdzają się w swoich przekonaniach. Tak też powstaje wielu pseudo „guru”, którzy proponują potem „rozwój duchowy” za odpowiednią kwotę.

Za pieniądze można kogoś nauczyć różnych technik, pokazać jak rozwijać pewne zdolności, czy przekazać pewien zasób wiedzy teoretycznej, ale nie można mu zapewnić faktycznego Rozwoju Duchowego. Nigdy. Bo rozwoju duchowego nie można sobie kupić. Nie można go dostać od kogoś w prezencie.

Można go jedynie samodzielnie wypracować.

Rozwój Duchowy ma to do siebie, że nie da się nim pochwalić, zabłysnąć, zaszpanować etc. Może zostać dostrzeżony przez osoby z zewnątrz ale wcale nie musi i nie jest to takie częste. Rozwój Duchowy nie jest czymś, co może podnieć naszą samoocenę, czy nadmuchać ego pokazując go „w środowisku”. Bo gdyby tak właśnie było, oznaczałoby to, iż nie jest to wcale rozwój duchowy, a tylko jego imitacja kamuflująca braki w samoocenie.

Na koniec powtórzę:

Rozwój Duchowy polega na Poszerzaniu Świadomości, oraz Rozwoju Moralnym.

Rozwój Duchowy można wypracowywać sobie, jeśli pragniemy się właśnie w ten sposób rozwijać. Jest to proces stopniowy, który trudno w jakikolwiek sposób sztucznie wymusić. Prawdziwy Rozwój Duchowy następuje jako naturalna realizacja rozwoju naszej istoty, o ile taka ścieżkę sobie obieramy.
Jakub „Qba” Niegowski

www.jakubniegowski.pl

Medytacja serca

Poniżej została przedstawiona medytacja serca – wzbudzenie wysokich wibracji miłości, współczucia, radości. Jeśli czytasz ten tekst, może to oznaczać, że jest już na to pora. Prawdziwy TY (Dusza) pragnie odrzucić skorupę ego i zacząć się w końcu przejawiać w tej materii, świadomie i czysto. To dobry czas.

Usiądź sobie wygodnie (lub połóż się). Nie ma znaczenia jak siedzisz, jak leżysz czy zaśniesz czy nie. Wystarczy poczuć się wygodnie. Niech ciało odpocznie, porzuci napięcia. Jest to chwila powrotu do domu (a raczej uświadomienie sobie, że dom jest już tu i teraz). Zrelaksuj się, weź kilka głębokich oddechów, zamknij oczy.

Teraz właściwa część medytacji. Jest to prosta technika. Wystarczy przenieść świadomość (zwrócić uwagę, zacząć odczuwać) na centrum serca. W zasadzie to wystarczy, jednak dla ludzi zabieganych okazuje się to niewystarczające. Świadomość ta zostaje szybko zgubiona i rozsproszona. Dlatego można posłużyć się wizualizacją. Wyobraź sobie piękne, zielone, kryształowo czyste światło, które promieniuje z wnętrza Twego serca. Zieleń może przybierać kolor złoty lub czerwonawy. Wszystko jest doskonale czyste i jasne. Twe światło promieniuje na przestrzeń. Wszystko wokoło Ciebie zalewa się czystym i łagodnym światłem serca. Jest ciepło. Cały świat przybiera czysty kolor miłości, promieniującej z Twego serca. Wszystko jest odbierane sercem, wszystko jest zabarwione miłością. To serce czuje i oświetla wszystko światłem.

Rzeczywistość jest zabarwiona kryształowym kolorem Twego serca. Wokoło czuć delikatność i miłość. Prawdziwy TY (dusza), promieniuje przez to ciało. Utrzymaj ten stan. Nie musisz starać się kochać. Po prostu patrz przez serce, niech świat zostaje odbierany przez centrum serca. Niech stanie się delikatny w dotyku, miły, pełny błogości. Nie ma takiej wibracji, która jest w stanie zakłócić silnie promieniujące serce. Dlatego warto rozwijać to uczucie. Nawet po wyjściu z medytacji można utrzymywać świadomość na sercu, odbierać sercem, działać sercem. Otaczać całą przestrzeń kolorem miłości.

Dalsze warianty medytacji: Wyobraź swoje życie. Swoją postać, swoje otaczające sytuacje (praca, szkoła, rodzina) – i oświetl tą wizję światłem serca (w domyśle czysty zielony, jednak może być różnie, jak czujesz – ważne by był czysty i ciepły, taki serdeczny). Wypełnij Twe życie kolorem serdeczności wypływającym z serca. Niech wszystko stanie się jasne, delikatne, radosne i przyjemne. Utrzymuj tą wizję tak długo jak chcesz.

W trakcie takiej wizualizacji może niknąć lęk, niepewności, problemy, cierpienie. Zaczyna przejawiać się miłość, płynąca ze źródła. Jeśli chcesz, możesz skupić się również na duszy (prawdziwym TY). Tak jakby dusza patrzała z centrum serca. Cały świat jest widziany oczyma duszy, przybiera czyste kolory, staje się bezpieczny. Tu naturalna jest miłość, poczucie jedności z każdą istotą. Nie ma obaw, nie ma śmierci. Jest wieczny moment miłości, która promieniuje z wewnątrz. Dalej ten stan może przerodzic się w bezosobową miłość. Już nie ma tego, który promieniuje… jest miłość. Wtedy też jest pełnia iluminacji. Jest czyste działanie boskości, która manifestuje się przez to ciało.

Wychodząc z medytacji utrzymuj uwagę na sercu. Nie trzeba się nigdzie spieszyć. Ty jesteś nieśmiertelną duszą. Otacza Cię miłość – jesteś miłością.

W tym punkcie nie trzeba nic więcej. Ten moment zawiera w sobie początek i koniec. Istnieje tylko jedno :)

Sens życia – doświadczanie i miłość cz.2

W poprzedniej części został określony obraz prawdziwego człowieka – Duszy, czystej świadomości. Przedstawione zostało też ego (sztuczna tożsamość) i zagubienie pierwotnej świadomości. W tej części zostanie przedstawiony zarys drogi ewolucyjnej i możliwość uwolnienia się od cierpień.

Karma i droga przez wcielenia.

Dusza wydziela cząstkę siebie aby doświadczać, wyrażać się jak najpełniej. Jednak na planie materialnym tworzy się osobowość, sztuczna i wykreowana przez społeczność, która nie zawsze jest świadoma woli duszy. W aktualnej erze ludzie są w jakiś sposób nieświadomi swego źródła. Nie są świadomi jedności.  Kiedy świadomość zamyka się w iluzji ego, zaczyna tworzyć problemy i pragnienia. Zaczyna tworzyć się karma. To ona właśnie powoduje nieświadome zagubienie w tym świecie. To dość skutecznie uniemożliwia duszy czysto się przejawiać. „Nauka” przejawiania siebie w pełni (przejawiania w pełni miłości) trwa czasem bardzo długo. Choć posuwa się do przodu – wystarczy aby przez całe życie choć chwilowo odczuć wysokie wibracje – to już da bardzo wiele. Wskazuje (przypomina) to drogę powrotu do źródła – czystego doświadczania.

Warto zauważyć, że obracanie się w niskich wibracjach nie wpływa na duszę. Złość, nienawiść, cierpienie, smutek, załamanie, depresja, zazdrość, zagubienie itp… Są to energie o niskich wibracjach i nie wpływają one na poziom czystego doświadczenia. Dlatego też z niskich wibracji nie wypływa żadna bezpośrednia korzyść (o korzyściach można mówić odnosząc się do ustalonego celu). Doświadczanie niskich wibracji nie jest prostą drogą ewolucji duszy. Jest to swego rodzaju opóźnienie. Ogólnie patrząc niskie emocje nie mają znaczenia – nie docierają one do poziomu prawdziwego człowieka (duszy). Nie istnieją na poziomie niedualnym, gdzie wszystko jest totalnością i doskonałością. Tworzą się i spalają na niższych poziomach energetycznych. Jednak są one częścią doświadczenia i mają swój cel.

Przede wszystkim pozwalają odczuć piękno miłości, poprzez stworzenie kontrastu (dualizmu). Jak inaczej „szczęśliwość” byłaby tym czym jest bez odniesienia do „nieszczęśliwości”? Poznanie połowiczne nie jest pełne. Świadomość dąży do poznania, doświadczania pełnego.

Po drugie wskazują drogę ewolucji, wskazują gdzie iść -> skoro boli, to sygnał zawróć. Doświadczyłeś, wiesz, nie musisz dalej. Chyba, że chcesz.

Po trzecie tworzą różne możliwości, w których może przejawiać się dusza. Wynika z tego, że nawet w największym cierpieniu można promieniować światłem (o ile wyrazi się taką wolę). Ponieważ będąc w stanie świadomości, całe doświadczenie jest cudem. Również te niskie wibracje. Chodzi tylko o odpowiedni stan postrzegania.

Twe aktualne ciało przeminie, emocje i smutki przeminą, myśli i chaos przeminie… miłość/świadomość, którą pierwotnie jesteś zostanie. Nawet logicznie rzecz biorąc jedyną słuszną drogą jest wtedy rozwijanie w sobie miłości. Nieważne gdzie jesteś, nieważne kim jesteś… jesteś tu po to by wyrażać odczuwać tą pierwotną wibrację istnienia, miłość.

Miłość, a miłość.

Mówiąc to słowo mogą powstać różne wyobrażenia. Nie trzeba tego tłumaczyć. Każdy może zinterpretować miłość jako co innego. Jest miłość porządania, jest miłość do ojczyzny, jest miłość braterska, jest miłość cierpiąca, miłość boska, współczucie…

Tą miłość, która jest esencją duszy, jest trudno określić. Jest to światło pokoju, radości, pierwotnej błogości, poczucia jedności. Jest to miłość wszechświata do siebie samego, do wszystkich swoich dzieci. Wiele można użyć słów by określić to uczucie, warto jednak samemu poczuć (lub przypomnieć).

Wtedy zmienia się postrzeganie tej osobowości. W obliczu tego światła ego staje się całkowicie nieważne – znika. Dotychczasowe priorytety tego wcielenia, które zostały wpojone przez społeczeństwo zaczynają blednąć, stają się bez znaczenia. Mgła iluzji opada gdy wstaje słońce miłości. Wszystko kieruje się wtedy w jedną stronę – w stronę przejawiania duszy. Wstęp do iluminacji istoty boskiej.

Współczucie jest inną nazwą tego stanu. Jest to odbicie energii duszy w materii, w tym fizycznym ciele. Istota współczująca kieruje swą uwagę właśnie na miłość, co jest jedną z najpięknieszych dróg samorealizacji – droga serca. Dlatego tak wielu mistrzów kieruje uwagę uczniów na to uczucie lub na centrum serca, gdzie światło duszy ma swoje „okno” na materię. Ta miłość sprawia niedualne poznanie, otwiera świat doświadczania jedności, gdzie „JA” i „TY” to jedno. Nie ma dobra, nie ma zła. Wszystko jest na miejscu.

Rozwijanie miłości

Świadome rozwijanie miłości może okazać się ogromnym skokiem w rozwoju. Nie mówiąc już o poprawie jakości życia czy całkowitej wolności od cierpienia. Rozwijać w sobie to uczucie można na wiele sposobów. Jest wiele szkół, które w zasadzie prowadzą do tego samego. Jest wiele dróg, tak wiele, jak jest ludzi. Można wydzielić dwa zasadnicze kategorie.

1.Droga umysłu i droga serca.

2.Droga wnętrza i droga na zewnątrz.

Człowiek egzystujący w tej materii balansuje gdzieś między tymi drogami. Mogą to być kombinacje elementów punktu pierwszego jak z elementami drugiego. Przykładowo poprzez badanie tego świata (droga umysłu + uwaga na zewnętrz) można osiągnąć zrozumienie inicjujące poczucie jedności tego wszechświata. Można również umysłem badać wnętrze, zrozumieć swe uczucia, myśli, swą istotę (buddyzm). Można także iść drogą serca kochając wszystkich wokoło lub skupiając się na własnym sercu duchowym. Wszystkie drogi i ich kombinacje prowadzą do wyzwolenia, którego nieodłączym elementem jest przejawianie miłości (współczucia, akceptacji, błogości, światła…)

Zarówno zrozumienie jak i bezpośrednie stworzenie miłości jest efektywne. Poprzez zrozumienie „co to wszystko jest” i „jestem TYM” osiąga się nieuwarunkowaną miłość, współczucie, które promieniuje na wszystkie istoty. Wtedy też może tworzyć się postawa Bodhisattwy. Nie jest to coś narzuconego sobie z góry. Taka istota nie ogranicza siebie twierdząc, że musi działać dla dobra innych. To działanie przychodzi naturalnie. Jest to manifestacja wysokich wibracji duszy, która tu w materii jest nazywana bezinteresowną i bezgraniczną miłością. W takiej istocie nie ma JA, to jest miłość. Wszędzie gdzie się pojawi promieniuje pięknem i światłem. Harmonizuje otoczenie. Tu przejawia się już prawdziwy człowiek, nie sztuczne ego (osobowość).

Bezpośrednie skierowanie uwagi na serce jest inną drogą. Nie trzeba tu wiele rozumieć. Kieruje się uwagę na miłość to wystarczy. Jest to droga serca. W tej drodze nie chodzi o to by uciec z tego świata cierpienia. Chodzi o to, by wibracje duszy zaczęły się przejawiać właśnie tutaj „na dole”. Dalej uświadomić sobie, że nie ma różnicy między tym co na dole, a tym co u góry. Wyjść ponad dualizm – nie trzeba rozumieć, wystarczy kochać. Zrozumienie przyjdzie samo. Jest to zrozumienie serca.

W każdej chwili swego życia możesz rozpocząć rozwijanie miłości. Nie ma znaczenia kim jest Twoje ciało, gdzie jest i co teraz czuje. W każdym momencie można dostroić się do duszy i zacząć przejawiać jej wysokie wibracje. Aktualna sytuacja ciała nie jest ważna. Dla duszy nie ma znaczenia czy aktualna osobowość pracuje czy nie, czy jest spełniona czy nieszczęśliwa, czy wygląda tak czy inaczej… nie jest to ważne. Te rzeczy są chwilowe, które nie mają wpływu na ewolucję duszy. Dla prawdziwego TY liczą się doświadczanie, poznanie siebie samego.

Blokady serca

Często dzieje się tak, że serce duchowe jest zablokowane. Oznacza to mniej więcej sytuację, kiedy po prostu nie jest używane. Powody mogą być różne. Od lęków, do wypełnienia nienawiścią czy zaległe zranienia. Wszystko to powoduje, ze serce nie może promieniować właściwą energią. Staje się zamknięte.

Zamknięcie serca jest przede wszystkim spowodowane utożsamianiem się z ego. To właśnie na podstawie wyobrażeń o oddzieleniu tworzy się niskie wibracje lęku i jego pochodne. W takiej sytuacji wysokowibracyjne uczucia nie mają jak się przejawiać. Bardzo skuteczną drogą jest właśnie świadome rozwijanie serca, czyli otwieranie się na miłość, serdeczność, błogość, piękno, zachwyt. Skierowanie uwagi na serce i wizualizacja czystości, miłości… jest wiele technik. Wtedy blokady odpuszczają i wysokie wibracje mogą się bez problemu przejawiać.

Często blokady serca objawiają się jako bóle, uciski, chęć płaczu, uczucie zatkania w okolicy klatki piersiowej. Dalej mogą przeradzać się w choroby fizyczne (przykładowo brak radości tworzy nadciśnienie). Jeśli energia serca nie przepływa swobodnie, człowiek czuje się zagubiony i w jakiś sposób smutny. Szuka wszędzie miłości, jednak nie potrafi zaspokoić tego braku. Warto poświęcić temu uwagę.

Bez blokad serca energia miłości płynie naturalnie i swobodnie. Jest to naturalny stan dla każdej istoty. Jest to stan bliski błogości wczesnego dzieciństwa, jednak o wiele bardziej świadomy. Tak, jak tu w materii manifestuje się czysta energia duszy. Ta energia posiada niesamowitą siłę sprawczą, jest uzdrawiająca dla ciała i umysłu. Wszędzie gdzie się zmanifestuje zmienia rzeczywistość i wprowadza harmonię.

Poniżej link do prostej, ale jakże potężnej medytacji.

Medytacja Serca

 

 

Sens życia – doświadczanie i miłość cz.1

Pytanie o sens życia. Jeśli chodzi o ludzi związanych z rozwojem duchowym jest to jedno z najczęściej stawianych pytań. Szczególnie popularne w chwilach cierpienia, kiedy to umysł zostaje niemal zmuszony do spojrzenia na swą sytuację. Dlaczego tu jestem? Dlaczego tak jest? Jaki jest tego sens? Gdzie w tym wszystkim Bóg? O co tu w ogóle chodzi?

Oczywiście niektórzy nie mają z tym problemu. Jest jak jest, jak każą tak się robi i wszystko gra. Lepiej nie myśleć za dużo, bo i po co. Jeśli wszystko jest w porządku, to po co to zmieniać? Racja, nie trzeba. Nie trzeba też czytać takich tekstów. Skupmy się więc na tych, którzy jednak zadają takie pytanie. Tu właśnie spotykamy ludzi pragnących rozwijać się duchowo.

W procesie wychodzenia z okresu dzieciństwa zaczynają pojawiać się trudności. Świat zaczyna być coraz dziwniejszy. Radość i naturalna miłość zostaje gdzieś zatracona. Człowiek zaczyna dostrajać się do różnych wibracji lęku, złości, nienawiści… Tworzy się umysł, który ocenia, nazywa, tworzy iluzje. Świat powoli staje się coraz bardziej nieprzyjemny. Wtedy też mogą zacząć pojawiać się pytania o sens życia.

Odpowiedź nie jest intelektualna. Jest prosta i zawarta w jednym słowie – miłość. To uczucie promieniujące z centrum serca. Nic więcej. To wszystko co trzeba wiedzieć. Świat jest stworzony z miłości, trwa z miłości i rozwija się w kierunku miłości. Już tu jesteś, tu jest Twój dom. I komu wystarczy taka odpowiedź, nie musi czytać dalej. Wystarczy, że kocha.

Jednak w naszej cywilizacji jest trochę więcej zamieszania, dlatego niezbędne może się okazać intelektualne objaśnienie. Co wiecej, zrozumienie powoduje zmiany energetyczne i może wzbudzić w ciele pierwotne uczucie miłości. Dzięki zrozumieniu można poczuć. Trzeba tylko wiedzieć co.

To co zapomniane, a najważniejsze.

Każdy ma w swoim polu (pole energetyczne istoty – ciało, uczucia, myśli…) pamięć z bardzo wczesnego stanu istnienia (być może sprzed narodzin). Nie było wtedy ciała, nie było uczuć, nie było myśli, nie było ego (osobowości). Trwało czyste istnienie. Bardzo głębokie poczucie błogości, „jestem w domu”, poczucie jedności ze wszystkim. Jest to stan wysokich wibracji. Tu na ziemi można go porównać z uczuciem błogości, miłości, całkowitej akceptacji, jedności ze wszystkim. Każda istota w okresie niemowlęcym jest bardziej świadoma tego właśnie stanu niż materii, w której się znalazła. W miarę dorastania świadomość zaczyna coraz bardziej skupiać się na materii i innych niższych energiach tego świata (uczuciach, myślach). Pamięć pobytu w wysokich wibracjach coraz bardziej słabnie, tym samym zaczyna się coraz większe zwrócenie uwagi na zewnątrz, Powstaje uczucie oddzielenia, separacji od całego istnienia. co również staje się przyczyną cierpienia. I zaczynają się pytania o sens życia.

Można powiedzieć, że to ciało, uczucia i myśli – czyli ego, TY – jest tylko niewielką cząstką prawdziwej duszy. Jest to niewielki procent Ciebie prawdziwego, wielkiej istoty duchowej. Większość ludzi jest świadoma tylko swojej osobowości, konstruktu psychofizycznego. Widzą tylko ułamek istnienia. Ograniczają siebie wyobrażając swój początek (narodziny) swoje życie (małe ja i świat) i swój koniec (śmierć). Następuje utożsamienie się z tym obrazem małego ludzika w wielkim świecie. Następuje uzależnienie od zdarzeń, osobiste cierpienia, radości i wszystko co dotyczy wyobrażenia o sobie. Ta osobowość jest całkowicie sztuczna, stworzona przez interpretacje umysłu. Jest iskrą, ułamkiem sekundy w istnieniu prawdziwej istoty – Duszy – Prawdziwego totalnego doświadczenia.

Teozofia ma trafne porównanie. Dusza jako ciało człowieka, osobowość jako palec. Dusza zanurza tylko jeden palec (ułamek siebie) w materii. Następuje manifestacja cząstki duszy tu, w tym materialnym wszechświecie. Świadomość tak mocno skupia się na palcu i jego doznaniach, że zapomina o całym ciele (duszy). Palec staje się świadomy w materii, narzuca na siebie iluzję oddzielenia. Myśli, że jest tylko małym, bezbronnym i cierpiącym palcem (osobowość). Na tej podstawie boi się śmierci, boi się zagrożenia, boi się utraty, zamyka się w iluzji i zapomina o swojej prawdziwej istocie (duszy), która trwa w nieustannym szczęściu.

Innym porównaniem może być gra komputerowa. Człowiek siedzący bezpiecznie przed komputerem kieruje wszystkie swoje zmysły w monitor i zaczyna utożsamiać się z postacią, która jest w grze. Czuje lęk i inne emocje. Choć nie do końca zapomina o swym realnym ciele, to jednak świadomość zamyka się w pewnej iluzji. Gdyby utożsamić się całkowicie z bohaterem gry, powstałby prawdziwy lęk o jego życie. Analogicznie człowiek utożsamia się z aktualnym kształtem ciała, tworzy osobowość i zamyka w niej swą świadomość. Zapominając, że jest totalnością tego wszechświata.

Często słychać głosy zawiedzenia tym światem.”Ja się tu nie prosiłem”, „Bóg sadysta zesłał na mnie cierpienia…” itp. To mówi osobowość, która nie jest świadoma swej prawdziwej istoty. Prawdziwa istota ludzka jest nieśmiertelna, trwająca nieustannie w stanie szczęśliwości i miłości. Na poziomie duszy wszystko wygląda inaczej. Wszystko jest jasne, wszystko jest doskonałe. To Twój prawdziwy dom, źródło. Na tym poziomie świadomości jesteś doskonałością.

Gdyby świadomość zamknięta w osobowość ujrzała choć na chwilę majestat totalności, którym jest… całe życie uległoby zmianie. Tak się czasem zdarza. Są to mistyczne doświadczenia, które odmieniają światopogląd. Człowiek tu w materii już nigdy nie jest taki sam. Jest świadomy boskości.

Może powstać pytanie – dobrze, ale skoro jestem duszą, to dlaczego o tym nie wiem. Przecież wszystko co czuję określa mój wszechświat. Jeśli czegoś nie czuję – to tego nie ma. Co mi tu ktoś będzie wciskał kity, że jestem duszą, jak nie jestem (bo nie czuję). Odpowiedź jest prosta – istota ludzka zawsze to czuje i zawsze ma z tym łączność. Im bardziej świadomość jest skierowana na zewnątrz w świat formy, tym bardziej „zapomina” o swej prawdziwej istocie, o źródle. Jeśli jesteś w stanie przypomnieć sobie stan wczesnego dzieciństwa, tą błogość, spokój, światło… to jesteś blisko zauważenia źródła. Nie jest to takie proste, ponieważ to co było w bardzo wczesnym dzieciństwie nie jest ubrane w formę i sklasyfikowane przez umysł. Trudno to określić i sprecyzować, jest to odsunięte w podświadomość. Jednak ten stan ciągle w nas jest. Co więcej nie trzeba cofać się pamięcią do etapu dzieciństwa czy etapu przed narodzinami. Wystarczy głęboko wejść w siebie – w teraźniejszości. Odrzucić wszelkie określenia stworzone przez egotyczny umysł (osobowość) i wejść w moment istnienia, w ciszę teraźniejszości. Tu pojawia się stan realnego doświadczenia. Zanika dualizm, świadomość ponownie staje się zjednoczona ze wszystkim.

Punkt widzenia prawdziwego człowieka (duszy).

Osobowość tworzy pewną skorupę, pancerz. Świadomość zamyka się w tym pancerzu i tak przygotowana zaczyna działać w świecie. Ma w swym zanadrzu pewne wyuczone cechy, wie jak działać w materii i działa. Jest tylko jedno ale – zapomina o prawdziwej i pierwotnej istocie, którą jest. Zapomina też o „sensie życia”, nie jest do końca świadoma po co tu jest. Tu warto określić sens życia z punktu widzenia duszy.

Tak jak ciało fizyczne jest zbudowane z materii, tak esencją duszy jest czysta świadomość. Każda istota przebywa w świetle tej świadomości, ma w niej swoje źródło. Jest to pierwotny dom, w którym nie ma śmierci, nie ma narodzin. Jest nieustanne trwanie w jedności ze wszystkim. Dusza postanawia przejawiać siebie jak najbardziej, postanawia doświadczyć siebie na wszystkie możliwe sposoby. Czasem jest to nazwane pragnieniem duszy, jednak nie jest to do końca trafne słowo, ponieważ nie ma tam energii braku czy niespełnienia. Bardziej trafne jest określenie – wola duszy (wola Boga). Tak więc wspaniała istota duchowa pragnie przejawiać siebie, tym samym zanurza swą cząstkę w materii. Wygląda to tak, jakby wokoło pewnego pierwiastka duszy zaczęło się krystalizować ciało fizyczne. Dzięki ciału dusza może manifestować siebie w materii, przejawiać się, doświadczać. Na poziomie czystej świadomości to doświadczanie jest czymś doskonałym, pięknym, jest to boska pieśń życia… to TY.

Jedna ważna rzecz. Tam, gdzie jest dusza, czysta świadomości, bez dualizmu, jest energia o bardzo wysokich wibracjach. Niemożliwym jest tam zaistnienie energii z niższych planów, takich jak złości, smutku, a nawet myśli. Te niższe energie wchodzą w skład osobowości, czyli aktualnej manifestacji cząstki duszy. Gdy prawdziwy człowiek (dusza/czysta świadomość) postanawia zanurzyć swą cząstkę w materii, wokoło niej zaczyna się gromadzić energia niższa. Różne energie astralne, myśli, energie życia, materia fizyczna… tak powstaje ciało wraz z całą osobowością. Cała istota ludzka składa się więc z duszy (wysokich i nieprzemijających energii światła) i aktualnej osobowości (różnych energii, czasem przyjemnych czasem nie).

Celem duszy jest przejawianie swego światła w materii. Prawdziwy TY wyraża wolę, by jak najpełniej przejawiać siebie w tym fizycznym świecie. Można powiedzieć, że się uczy, choć nie jest to trafne słowo, ponieważ na swoim poziomie jest już doskonałością. Powracając do sensu życia – jest to wyrażanie miłości. Człowiek jest tu po to, by wyrażać siebie jak najpełniej. Wszechświat poprzez samoświadomość doświadcza siebie. Jest to pragnienie i realizacja w jednym. Dzieje się to właśnie teraz. Czysta świadomość doświadcza sama siebie.

Jesteś tym doświadczeniem. Jesteś wszechświatem, który doświadcza siebie. Spełnia właśnie swoje poznanie. Sens wypełnia się właśnie w tej chwili, niezależnie od wszystkiego. Możesz odpocząć. :)

C.D.N.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Gdy miałam 14 lat, byłam dość typową nastolatką. Zadawałam pytania, na które nikt nie miał odpowiedzi. Byłam otoczona ludźmi, a jednocześnie bardzo samotna w moim postrzeganiu świata i dążeniu do zapełnienia pewnego rodzaju nieokreślonej pustki i wewnętrznej tęsknoty. Wciąż mi czegoś brakowało, nigdy nie czułam się spełniona i nawet otoczona przyjaciółmi czułam, że jest coś bardzo ważnego, co wciąż omijam. Nie wiedziałam, co to jest, więc zaczęłam szukać. Wpadła mi w ręce pierwsza duchowa książka, potem następna, i w ten sposób weszłam na Drogę Poznania.

Zaczęłam szukać – ale nie wiedziałam, czego szukam i co chcę poznać. Z przeczytanych książek i studiów psychologicznych coraz więcej dowiadywałam się o sobie, innych ludziach i zależnościach między nami. Ponieważ psychologia nie przyniosła mi oczekiwanych odpowiedzi, zajęłam się parapsychologią i duchowością. W którymś momencie okazało się, że jestem na ścieżce rozwoju duchowego i że moja z początku nikła wiedza zaczęła się powiększać do tego stopnia, że z osoby wciąż zadającej pytania zamieniłam się w osobę, które miała coraz więcej odpowiedzi dla innych, którzy te pytania zadawali. No dobrze – przyznam się bez bicia, że odpowiadałam nawet na pytania, jeśli ktoś ich nie zadał i nawet jeśli ktoś nie chciał znać odpowiedzi. Poczułam swoją misję. Poczułam, że mogę pomóc innym, gdyby tylko zechcieli mnie słuchać.

Zdobywanie wiedzy z dziedziny rozwoju duchowego i dzielenie się nią bardzo mnie pochłonęło. Przestały być ważne relacje z innymi ludźmi – bo nie chciałam spędzać z nimi czasu, chciałam natomiast ich nawracać i naprawiać. Nie chodziłam na imprezy i przyjęcia, bo to było marnowanie czasu, czynność niegodna osoby uduchowionej. Często zamykałam się w czterech ścianach własnego domu i robiłam ćwiczenia, pisałam, wybaczałam, wynajdowałam w sobie kolejne rzeczy do przepracowania, czytałam przekazy kolejnego guru i starałam się zastosować je na sobie. Przeszukiwałam Internet, by znaleźć kolejną pożywkę dla mojego duchowego nałogu. Odwiedzałam fora duchowe, ale z nich uciekałam dość szybko, widząc w nich lustro własnych chybionych poszukiwań. Przestałam żyć a zaczęłam się duchowo rozwijać.

W końcu przyszedł czas, gdy szukając inspiracji do kolejnego artykułu zaczęłam rozmyślać o tym, co mnie skłoniło do wstąpienia na drogę rozwoju duchowego, i zaczęłam zadawać sobie pytania o to, dokąd ta droga mnie prowadzi. Odpowiedzi mną wstrząsnęły. Okazało się, że jestem starsza o prawie 20 lat i bardziej zagubiona niż gdy miałam 14 lat, a przyczyna mojej przygody z duchowością wcale nie została uleczona. Pustka, którą czułam wewnątrz, wciąż we mnie jest, wciąż tęsknie do czegoś, czego nie potrafię sprecyzować.

Zdałam sobie sprawę, że prawie dwie dekady spędziłam na poszukiwaniu, dowiadywaniu się, zbieraniu informacji i faktów, dzieleniu się wiedzą. Dotarł do mnie prosty fakt, że wiem tak dużo, tak dużo, dużo więcej niż na samym początku, i że ta wiedza nie jest w stanie mnie uszczęśliwić i wypełnić mnie. Dotarło do mnie, że to wszystko, co wiem, nie jest nawet jedną tysięczną procenta wiedzy wszechświata – a jeśli wszechświat jest nieskończony, to wiedza o nim też jest nieograniczona. Droga poznania przestała być dla mnie czymś, co chciałabym kontynuować. Poznawanie prowadziło mnie do potrzeby głębszego poznawania. Każde pytanie przynosiło i odpowiedź i wiele kolejnych pytań. Zrozumiałam, że droga poznania, aczkolwiek bardzo chwalebna, jest także długa, żmudna i wiele setek lub tysięcy wcieleń mnie czeka, by ją zgłębić. A ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem starą duszą i, że jest to moje ostatnie wcielenie. Wszystko, czego dowiedziałam się o sobie na drodze poznania, przestało mieć sens i jakiekolwiek znaczenie. Natomiast tęsknota, którą miałam w środku, zaczęła być rozdzierająco nieznośna.

Zaczęłam czuć, że potrzebuję czegoś dobrego – jakiegoś niewypowiedzianego dobra. Bezskutecznie rozpowiadałam o tym wszystkim dookoła mając nadzieję, że coś mi podpowiedzą. Czułam, że z tym „dobrem” jestem bliżej tego czegoś, do czego tęsknię, niż byłam kiedykolwiek wcześniej. Męczyłam się z tym przez kilka miesięcy. I nagle zrozumiałam.

Każda droga prowadzi do Rzymu. Dla mnie Rzymem jest Bóg, jego fizyczno-energetyczna obecność w człowieku, tak by mógł on się stać boskim człowiekiem. Nie wiedza o Bogu i jego dziele, ale jego nieustająca obecność w moim sercu. Zrozumiałam, że tęskniłam za Bogiem. Zrozumiałam, że tym wszystkim, do czego tak długo dążyłam, czego pragnęłam, jest obecność Boga w moim sercu. Stanęła mi przed oczami biblijna przypowieść o owocu / drzewie poznania, o wygnaniu z Raju i powrocie do niego. Poczułam, że moje nowe odkrycie postawiło mnie u bram Raju.

Zastanawiałam się nad ostatnimi dwudziestoma laty i myślałam, że były zmarnowane. Byłam pod wpływem bardzo silnego odwracacza uwagi, czyli rozwoju duchowego. Zrozumiałam, że to coś znane jako rozwój duchowy, w takiej postaci w jakiej jest obecnie uprawiane, jest niczym innym jak zdobywaniem wielu faktów i informacji często niekoniecznie prawdziwych i akuratnych. Jest długą i mamiącą nasze ego drogą, która wydaje się tak logiczna i prawdziwa i która kusi oświeceniem (wzniesieniem, wniebowstąpieniem) tuż za kolejnym zakrętem. To droga, na której końcu i tak czeka na nas Bóg. Naszym przeznaczeniem jest powrót do Raju czyli do Boga – od nas tylko zależy, kiedy i po jak wielu trudach się to wydarzy.

Ktoś mógłby pomyśleć, że pobrzmiewam jak nawrócona katoliczka – ale nie zgodzę się z nim zupełnie – daleko mi do katolicyzmu tak samo jak daleko mi do wyznawania każdej innej religii. Ta biblijna przypowieść wydawała mi się po prostu najodpowiedniejszym obrazowym sposobem, by przedstawić to, co czuję. Ja lubię słowo „Bóg”, ale równie dobrze mogłabym je zastąpić Wielką Jaźnią, Początkiem Wszystkiego… to tylko słowa.

Co i jak się zmieni, gdy wpuszczę Boga do mojego serca? Tego nie wiem i niczego nie oczekuję. Wiem natomiast, że już nie chcę żyć bez Boga i miłości w moim sercu. Do tej pory starałam się dobrze postępować, ale też pełna byłam wymówek i wytłumaczeń, gdy moje postępowanie nie wynikało z miłości do drugiego człowieka. Dobre postępowanie na moje oko ma mało wspólnego z postępowaniem wynikającym z czucia Boga i prawdziwej miłości w sercu. Dobre postępowanie wynika z uciekania przed poczuciem winy i wyrzutami sumienia, a czasem nawet ze strachu przed karą. Dobre postępowanie ma też jakiś cel – może to pokazywanie się przed innymi jako osoba dobra, może głaskanie swojego ego i udowadnianie sobie, że jest się dobrym. Natomiast życie i działanie z Bogiem i miłością w sercu wynika z wszechogarniającej miłości i czucia tej miłości wobec wszystkich i wszystkiego dookoła. Mając Boga w sercu zupełnie inaczej zaczyna się dzień, inaczej się działa, planuje. Inaczej zwraca się do ludzi, inaczej się ich traktuje, inaczej się na nich patrzy. Nie ma w nas oceny a jest zrozumienie. Nic nie jest złe i wszystko staje się zrozumiałe.

Kiedyś miałam problem z pewnym forum duchowym, na którym jego uczestnicy zalewali się miłością, czułymi słowami, serduszkami, kwiatkami i całą słodyczą dostępną w emotikonach. Ja się czułam jak obrzucana błotem wtedy gdy Ci ludzie mówili mi, że szanują mnie i moje wypowiedzi i gdy zalewali mnie miłością. Nie potrafiłam dokładnie wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. Starałam się o tym pisać i tłumaczyć, ale szczerze mówiąc sama nie byłam pewna, o czym piszę i co mi w trawie piszczy. Teraz już wiem, że uczestnicy tego forum, mimo ich najszczerszych chęci, nie zalewali się prawdziwą miłością, tylko tą najbardziej popularną miłością warunkową. Gdyby to była prawdziwa miłość, nie potrzebowaliby tak bardzo o tej miłości mówić, nie skupialiby się na słowach o miłości a po prostu by kochali – miłość byłaby zawarta i widoczna w każdej ich wypowiedzi. A na tym forum posty z nienawiścią, obwinianiem i brakiem akceptacji dla drugiego człowieka przeplatały się z wyznaniami miłości, przeprosinami komplementami najróżniejszej treści. Nie daj Boże ktoś powiedział coś innego, coś nowego, coś co burzyło spokój uczestników – sucha nitka na takiej osobie nie zostawała. To nie jest miłość.

Czym jest ta prawdziwa miłość? Czuję, że istnieje coś takiego jak prawdziwa miłość, która to jest odmienna od tego, co często obserwuję dookoła i co sama wielokrotnie odczuwałam i co miłością nazywałam. Prawdziwą miłością nie jest uczucie, którym obdarzamy naszego partnera – bo jego najczęściej kochamy za coś. Kochamy czyli często odczuwamy przyjemny komfort z bycia razem albo rosnące nadzieje na spełnienie naszych oczekiwań. Kochamy go za to, jaki jest (nie za to, że po prostu jest), kochamy go za to, jak się dzięki niemu czujemy, za skrzydła których nam dodaje, za to jak nas traktuje, jak o nas mówi, za to że chce z nami być. Czasami po jakimś czasie taka miłość zmienia się, często słabnie, czasami się kończy. Czy prawdziwa miłość może się skończyć? Czy kochając prawdziwie zmienia się natężenie naszej miłości, czy raczej wciąż się kocha tak samo albo każdego dnia głębiej? Czy kochając prawdziwie możemy kogoś krzywdzić? …

Tematu miłości chyba nigdy nie wyczerpie.

Wracając do Boga. Śmiem przypuszczać, że On się nam daje poznać – bo szanuje drogę którą wybraliśmy. Wie On, że wybraliśmy długą drogę, praktycznie niekończący się objazd do celu – drogę poznawania Boga i jego dzieła. Bóg się nam daje poznać, bo wie, że w pewnym momencie zaprzestaniemy tego poznawania i zaczniemy go czuć i wpuścimy go świadomie do naszych serc.

List do Ciebie – autor anonimowy

MÓJ DROGI…, KOCHAM CIĘ!!! Kiedy otrzymasz ten list, rozejrzyj się wokół i pocałuj kogoś mówiąc mu: „Kocham Cię!”. Słowami tymi obdarzaj swoich bliskich i znajomych. List ten przyniesie ci szczęście, radość, miłość, sukcesy… wszystko co najlepsze. Przyniesie ci cud za cudem.

MYŚL JEST TWÓRCZA. Możesz więc uczynić wszystko swoimi myślami. W ciągu każdej doby poprzez twój umysł przepływa około 50.000 myśli. Przeciętny człowiek sam wytwarza około 25%, pozostałe dopływają do ciebie drogą telepatii od innych ludzi i z kosmosu. Za każdą myśl, którą wysyłasz, odpowiadasz ty sam. Każda bowiem pozytywna myśl tworzy szczęście, radość, dobro, piękno, sukcesy… Natomiast myśl negatywna przyczynia się do szerzenia zła, destrukcji, wojen…

Popatrz na swoje otoczenie, środowisko – efekt myśli twoich i twoich znajomych. Efekty twojego życia to wypadkowa twoich myśli pozytywnych i negatywnych. Od dnia dzisiejszego masz szansę dołączyć do twórców piękna, dobra, pokoju szczęścia, sukcesów… oczywiście poprzez twoje pozytywne myślenie. Jesteś w stanie zrealizować każde twoje pragnienie. Wystarczy wierzyć w to, że wszystko jest możliwe i wykreować to. Można narysować czy opisać, co chcesz i… głęboko oddychając w pełnym relaksie podziękować Bogu, że to już masz. Powtarzasz to aż do skutku.

Pamiętaj: myśl jest twórcza! Odtąd twoje życie jest jednym cudem za drugim. Tworzysz je sam swoimi pozytywnymi myślami.

Niechaj szczęście, pokój, radość, sukcesy… wszystko co piękne i dobre, Boskie, rozprzestrzenia się w życiu Twoim i twoich bliskich, w naszym kraju, w świecie.

KOCHAM ciebie I CAŁY ŚWIAT. Ty również kochaj siebie i wszystko co cię otacza. Jesteś cudownym darem dla świata i świat jest cudownym darem dla Ciebie. Wszystko co dajesz, wraca do ciebie pomnożone. Bądź więc Bosko hojny i Bosko szczodry. Od tej chwili wszystko co najlepsze należy do Ciebie, bo ty tak chcesz i tworzysz swoimi pozytywnymi myślami. Bądź szczęśliwy – to twoja droga. Zaproś do tej wspaniałej zabawy swoich bliskich i znajomych, wysyłając kopię tego listu tym, którym życzysz jak najlepiej. Niech cuda zdarzają się również w ich życiu. Niech oni również świadomie tworzą swoje życie, swoje szczęście.

Wszystko co nie jest miłością jest wołaniem o pomoc. Niech więc w twoim życiu i otoczenia zawsze towarzyszą Ci:

PRAWDA, PROSTOTA, i MIŁOŚĆ.

Jednostronna miłość

Pytający: „Czemu miłość nie jest odwzajemniona? Czemu powstaje sytuacja jednostronnej miłości? Kładę moje bolące serce przed Tobą. Proszę operuj.”

– Dobrze, zaczynam więc operację.

Jedna forma kocha, a druga tego nie odwzajemnia. Dlaczego tak się dzieje? I jest ból, który za tym idzie. Wielki ból. Dla wielu ludzi jest to niebywały ból.

Wiecie, że podstawowym uwarunkowaniem – „JA” umysłowego, egotycznego – jest bardzo głęboko zakorzenione poczucie braku. Poczucie niedostatku, niekompletności. I wtedy umysł próbuje to wypełnić poprzez swoje strategie. Stworzone przez umysł „JA” próbuje wypełnić ten brak, który zna i czuje prawie bezustannie. Z wyjątkiem krótkich momentów kiedy coś było tam wstawione i wtedy przez chwilkę, brak nie jest odczuwany. Jednak to nigdy nie trwa długo, więc szuka następnej rzeczy. Szuka w przyszłości. Szuka żeby dodać coś do siebie, żeby wypełnić tę nieustannie istniejącą dziurę. „Nie jestem sobą, nie jestem kompletny. Nie jestem w domu, nie jestem spełniony. Są to różnego rodzaju strategie.

Jednym z głównych obszarów, w których umysł poszukuje wypełnienia tego braku jest obszar relacji międzyludzkich. Druga osoba. On lub ona. Kiedy to się dzieje, cała uwaga „JA” (umysłu) zostaje skupiona na jednej, innej osobie, która jest postrzegana nieświadomie jako „Jedyna, która mnie dopełni”. Sprawi, że stanę się całością. On lub ona jest tą jedyną/tym jedynym. Jest to niemalże obsesyjne lgnięcie do tego obrazu, formy tej osoby. I to nazywa się „zakochaniem”. I czasem, jeśli masz szczęście, druga osoba czuje to samo w stosunku do Ciebie. Czuje, że Ty również ją dopełnisz.

Oczywiście jest to wspaniałe. Obydwoje czujecie, że będziecie dopełniać się nawzajem. Prawdopodobnie będziecie chcieli wziąć ślub, „podpisać kontrakt”… tylko dlatego, żeby mieć pewność: „Do końca życia będziesz mnie dopełniał i mnie nie opuścisz, a jeśli to zrobisz to poniesie za sobą niemiłe konsekwencje… Nawet o tym nie myśl…” I wtedy pobieracie się, tu film się kończy. Reżyser mówi: „Cięcie.” Mimo to życie płynie dalej. Potem w małżeństwie, być może nawet podczas miesiąca miodowego, przychodzą do głowy pierwsze wątpliwości. Czy to właściwie działa? Czy ktoś może sprostać temu ogromnemu zadaniu jakim jest zaspokajanie i dopełnianie drugiej osoby? Wtedy zaczynacie codzienne życie. Praca, rodzina… I tak stopniowo zaczyna wyglądać na to, że to dopełnianie już nie działa. Poczucie braku powraca. On lub ona nie zachowuje się już tak jak zachowywać się powinien, żebym czuł się dopełniony. Żeby mnie uszczęśliwić. Możecie to przeczytać w anonsach. Nie wiem czy czytacie to w indiach… „Szukam osoby, która uczyni mnie szczęśliwym”. Kto mógłby temu podołać? Nikt nie jest w stanie.

I wtedy ten brak, który był przysłonięty przez tymczasową iluzję, że ta osoba Cię dopełnia… powraca. (Swoją drogą ta osoba była Twoim ciałem bolesnym, ale tego nie wiedziałeś). Nagle poczucie niepełności, osamotnienia, strachu, nie bycia sobą… powraca. Ale teraz powiązałeś to z tą drugą osobą i mówisz: „On lub ona jest powodem tego co ja czuję.” Znów czujesz podstawowe, egotyczne uwarunkowania. Czujesz to nawet mocniej, ponieważ przez krótką chwilę to było przykryte przez wasz związek miłosny. Dalej stopniowo miłość obraca się w nienawiść. Za każdym razem, kiedy osoba nie wypełnia swoich obligacji, miłość zamienia się w agresję, wrogość. Potem oboje są zamknięci w sobie: – „Co jest z Tobą nie tak?” – „Nic… nie chce z tobą rozmawiać.” Złość może się przejawiać dowolnie np.: rzucanie czymś… cokolwiek sobie wymyślą.

Nagle ich związek załamuje się. Potem przez jakiś czas znowu funkcjonuje. Dalej znów się psuje. Raz działa, raz nie. Potem te okresy, w których nie działa stają się coraz dłuższe. I wtedy czujesz to nieprzyjemne uczucie. Szczęśliwość małżeńska obraca się w nieszczęśliwość przebywania ze sobą. Szczęśliwość miesiąca miodowego staje się rozwodem. To wszystko jest tak na prawdę jednym i tym samym. To była próba wypełnienia Ciebie przez jakąś formę, jakiś rodzaj formy. To co się dzieje z Tobą na końcu to poczucie jeszcze większego niedopełnienia…. i wtedy obwiniasz tamtą formę, że jest powodem tego co czujesz. To jest egotyczny ból. Jest to ból powstający w związkach „miłość-nienawiść”.

Teraz pytający oczywiście nie jest na tym etapie, ponieważ jest to „jednostronny ruch” (jednostronna miłość) jak to określił. Ta wielka miłość jest odczuwana do jakiejś formy jednak nie jest odwzajemniona. Co wtedy zrobić? Wtedy czujesz ten brak jeszcze mocniej. I to boli. Istnieje tendencja umysłu do wymyślania różnego rodzaju fantazji na ten temat. Różnych historii. I to wyobrażenie o „JA” staje się bardzo bolesnym obrazem. Jeśli będzie to trwało dalej może się zdarzyć, że to przyciąganie zamieni się w nienawiść. Może się zdarzyć, nie mówię, że tak będzie w tym przypadku. I wtedy dostrzegasz, że miłość nigdy nie była tam na pierwszym miejscu. Więc to co ludzie nazywają „miłością”, jest to głęboko zakorzeniona potrzeba ego. Skupiona na jednej formie.

Miłość – na zawsze?

Poniższy tekst zawiera stwierdzenia z dziedziny ezoteryki, niepotwierdzone naukowo, z którymi nie każdy musi się zgadzać. Tekst dotyczy karmicznych uwarunkowań i przeszłych wcieleń. Większość może potraktować to jako jedną wielką bajkę i będzie miało rację. Jednak jest grupa osób, których problem dotyczy i odpowiednie podejście może mieć zasadnicze znaczenie terapeutyczne.

***

Któż z nas nie słyszał romantycznych historii o kochankach, którzy przyrzekali sobie wieczną miłość? Takich sytuacji było na tym świecie naprawdę wiele i do tej pory takie przyrzeczenia są praktykowane. Miłość wieczna, miłość bez końca – miłość, która przetrwa nawet śmierć. To bardzo romantyczna i emocjonalna wizja miłości. Najczęściej ta wizja jest przejmowana przez ludzi zauroczonych sobą, chcących by ten stan trwał wiecznie, w końcu taki jest wspaniały. Również ludzie tęskniący za miłością pragną spotkać wreszcie taką osobę, która by potrafiła kochać po wsze czasy.

Stan zakochania jest tak piękny, że człowiek chce go za wszelką cenę utrzymać. W takim stanie można składać wszelkie obietnice i przyrzeczenia dotyczące ciągłego partnerstwa. W ogóle najlepiej byłoby, żeby ten związek trwał wiecznie i był zawsze tak samo doskonały. Umysł pragnie się zabezpieczyć, dlatego też wymyśla przyrzeczenia, które wiążą ze sobą ludzi. Co więcej, te obietnice są faktycznie skuteczne. Nie chodzi nawet o przysięgę małżeńską, w której mowa o dotrzymywaniu towarzystwa „aż do śmierci”. Ślubowanie kościelne jest tu akurat bardzo trafnie sformułowane, ponieważ „wygasa” wraz ze śmiercią jednego z partnerów. Szczęśliwi ci, którzy brali ślub kościelny.

Poza tym są o wiele ciekawsze ślubowania. Chodzi o osobistą obietnicę między partnerami, która jest wiążąca na wieczność. Wiele było takich praktyk i nadal takie są. Taka obietnica może być wypowiedziana nawet w umyśle, jako osobiste przyrzeczenie, może też być uzgodniona z partnerem. Sam rytuał nie jest tak ważny jak sam fakt złożenia takiej obietnicy. Po takim akcie może być wszystko w porządku przez pewien czas, jednak potem mogą się zacząć karmiczne schody.

Po szczerym wyznaniu sobie miłości na wieczność istnieje ryzyko, że taki związek faktycznie będzie wieczny, a przynajmniej rozciągnie się na wiele wcieleń. Cóż w tym złego? – spytają niektórzy. Przecież o to chodzi, by być ze sobą razem. Cała kwestia w tym, że wyobrażenia tkwiące w podświadomości nie są czyste i taka obietnica przybiera różne niekorzystne oblicza.

Często dusze powiązane obietnicami wiecznego partnerstwa rodzą się posiadając ciała w zupełnej dysharmonii. Wtenczas nawet jak się spotkają nie potrafią stworzyć udanego związku, choć podświadomie do tego dążą. Taka sytuacja przynosi jedynie cierpienie, a odejść od siebie nie zbytnio można, ponieważ podświadomość utrzymuje starą obietnicę. Oczywiście ciała mogą być w harmonii, jednak cele na to wcielenie mogą się różnić, taki związek też może być trudnym.

Przy takich ślubowaniach pojawia się najczęściej więcej problemów, ponieważ wprowadzają dodatkowe ograniczenia. Dusza jest ze swojej natury wolna, człowiek ma chęć doświadczania różnych rzeczy. Nie chce być niczym ograniczany i związany. Niestety przyrzeczenia z poprzednich wcieleń wiążą i to bardzo skutecznie. Na tym opiera się wiele związków karmicznych, czyli związków opartych na pragnieniach lub awersjach.

Związki karmiczne mogą przybierać różną postać. Wszystko zależy od podświadomych programów. Może to być pragnienie jednej osoby, by związać się z drugą (i tak przez wiele wcieleń). Często spotyka się osoby, które wydają się bliskie i czuć do nich silny pociąg (niekoniecznie seksualny) i pragnienie by być razem. Jednak druga osoba nijak nie chce tworzyć związku. Po prostu jedna strona pamięta podświadomie obietnicę wiecznej miłości, a druga zupełnie nie wie o co chodzi. Jedna strona oczekuje cudownego związku, a druga zupełnie nic nie czuje. Tu przychodzi najczęściej cierpienie.

Ból pojawia się również wtedy, kiedy obie strony czują, że spotkały „bratnią duszę”, jednak związek w ogóle się nie układa. Taka trudna relacja może trwać bardzo długo, aż jedna ze stron nie postanowi się od tego uwolnić. Większość negatywnych i karmicznych relacji przynosi cierpienie, od którego można się w łatwy sposób uwolnić, trzeba być tylko tego świadomym.

Takie uwolnienie zawsze jest możliwe poprzez użycie modlitwy czy prośby o uwolnienie od niekorzystnych związków. Można ułożyć sobie modlitwę w taki sposób, by unieważnić i uwolnić się od wszystkich obietnic złożonych w przeszłości. Przykładowym zdaniem do takiej modlitwy może być:

„Za pomocą Boskiej mocy, uwalniam się teraz od wszelkich przyrzeczeń, ślubowań i obietnic złożonych w przeszłości. Jestem wolny, całkiem niewinny i bezpieczny.”

Warto również poprosić boskość o pomoc w odnalezieniu faktycznie harmonizującego partnera na to wcielenie. To da podświadomości sygnał, że nic nas nie wiąże z przeszłością i możemy otworzyć się na coś nowego. Ważne tu jest wewnętrzne przyzwolenie, otwarcie na nowy związek.

Czasem przyrzeczenia wiecznej miłości dają bardzo trudne sytuacje w następnych wcieleniach. Przykładowo partnerzy rodzą się jako bliźnięta, które są bardzo blisko, jednak nijak nie potrafią stworzyć związku. To powoduje często trudne problemy w życiu.

Jeszcze ciekawsza sytuacja ma miejsce wtedy, kiedy jedna dusza wycofuje się z tego świata (człowiek umiera), a dusza partnera zostaje. Wtenczas mogą zdarzyć się opętania. Po prostu zagubiona dusza po śmierci nadal czuje się związana ze swoim partnerem i zwyczajnie wchodzi w jego pole. Oczywiście żyjący partner na to pozwala, a nawet tego pragnie. Wtenczas dochodzi do bardzo dużego zjednoczenia. Jednak taka sytuacja jest bardzo niekorzystna dla obu stron. Po pierwsze dlatego, że od żyjącego człowieka brana jest energia. Po drugie dusza opętująca jest bardzo ograniczona (nie ma takich możliwości rozwoju jak we własnym ciele). Po pewnym czasie wszystko obraca się w czarny związek i sytuacja stale się pogarsza. Oczywiście do momentu egzorcyzmu lub wyrażenia woli uwolnienia. Z punktu widzenia terapeutycznego taka osoba powinna sobie uświadomić, że już nie musi nikogo „utrzymywać”, może być całkowicie wolna i może stworzyć związek z realnym partnerem/partnerką.

Warto tu również wspomnieć o innych intencjach powodujących opętanie. Często jest tak, że ludzie zawiedzeni życiem, czujący brak miłości, nie widzący możliwości znalezienia ziemskiego partnera, zaczynają szukać partnera na innych planach istnienia. Tak można znaleźć partnera na przykład w świecie astralnym. To wydaje się bardzo kusząca propozycja. Po pierwsze dlatego, że partner już tu jest (nie trzeba szukać), po drugie to partner totalnie lojalny, po trzecie bardzo blisko… wręcz w ciele. Czy można kochać istotę astralną? Owszem, tylko ten związek jest również szkodliwy i niekorzystny dla obu stron. Taka osoba „kocha” wyobrażenie, jest zamknięta na zdrowe związki z innymi ludźmi. W takim wypadku warto uświadomić sobie, że o wiele korzystniejszy jest związek z realnym partnerem. Aby to zrobić warto poczuć się bezpiecznie w relacjach z innymi.

Wiele astralnych istot wykorzystuje samotność i zagubienie ludzi. Najczęściej nie są to przychylne istoty, jednak zrobią wszystko by tylko móc dostać się do pola człowieka. Jeśli tylko człowiek na to pozwoli, stworzy się związek z astralem. Taka istota może obiecywać wiele rzeczy, może zapewniać o swojej miłości, lojalności, może obiecywać wsparcie, może nawet twierdzić, że jest drugą połówką (a czasem może być drugą połówką, związaną obietnicą). Nie jest ważne czy jest to dusza drugiej połówki czy jakiegoś tworu astralnego, takie istoty stawiają zawsze jeden warunek – chce dostać energię. I tu mogą zacząć się różne manipulacje. Od wyzwalania niskich uczuć na tle seksualnym, do lęków, tworzenia poczucia winy, pogrążenia w smutek i depresję. Takie energie są bardzo miłym podarunkiem dla takich istot. Jakby korzystny wydawał się związek z takim astralem – nie warto go utrzymywać. Choćby nawet obiecywał miłość wieczną, nie jest w stanie jej zapewnić, a co więcej doprowadzi do upadku świadomości. Warto uświadomić sobie naturę takich związków. One nie mają nic wspólnego z czystą miłością. Prędzej z zamknięciem serca.

Co zrobić, jeśli się ma w polu taką istotę? Można ją odesłać do światła samemu, wyrażając taką wolę. Można użyć modlitwy uwolnienia i prośby o oczyszczenie, można też poprosić o pomoc egzorcystę. Każda metoda może okazać się skuteczna. Ważne by oczyścić się z takiego toksycznego związku astralnego.

Żadna obietnica wiecznej miłości nie przyniosła jeszcze oczekiwanych efektów. Co najwyżej przynosi zagubienie i problemy karmiczne, od których czasem nie tak łatwo się uwolnić. Szczególnie jeśli nie jest się świadomym o co chodzi.

Pytanie więc – jak stworzyć czysty związek? Wystarczy postrzec na czysto relację miedzy dwoma istotami. Wyobrażenia o partnerze i związku tworzą wszelkie pragnienia i najczęściej powodują tworzenie różnych obietnic. Wszelkie myśli tworzą filtry, przez które postrzegany jest partner i związek, są to najczęściej filtry idealizujące. Na tej podstawie człowiek pragnie by taki „doskonały” związek nigdy się nie kończył.

Kluczem jest tu spojrzenie ponad wyobrażeniami. Po pierwsze zauważa się, że wszystko jest jednością. Nie ma tu Mnie i Partnera jako oddzielonych od siebie jednostek. Dlatego też nie trzeba się specjalnie wiązać czy tworzyć obietnic. Warto zauważyć, że wszystkie istoty są przejawem tej samej świadomości. Dlatego nie jest ważne z jaką istotą tworzy się relacje, z jaką istotą aktualnie się jest. Tu opada wielka presja i związanie z partnerem. Pozostaje tu wewnętrzna wolność i sama radość bycia w tej chwili z daną osobą. Gdy ta osoba odejście, przyjdzie inna… i również będzie można czuć radość. W każdym momencie. Nie ma tu warunków. Można kochać każdą istotę. To natura miłości, natura oświecenia.

Oczywiście jeśli jest miło i przyjemnie z aktualnym partnerem, to nie trzeba szukać nikogo innego. Może to z zewnątrz wyglądać jak normalny związek, jednak wewnątrz pozostaje wolność. Kiedy partner odchodzi, nie ma już bólu, ponieważ nie ma uwarunkowania. Wszystko jest naturalne i jasne. Nie trzeba tworzyć obietnic nieskończonej miłości, ponieważ miłość i tak jest nieskończona i może być odczuwana wszędzie. W następnym wcieleniu może być inny partner, to nie przeszkadza. Uświadomienie sobie tego daje wolność i uwalnia od wielu powiązań karmicznych.

Kiedy podświadomość myśli, że tylko z tym partnerem może być szczęśliwa, to powstaje ograniczenie. Podświadomość warunkuje się i ogranicza tylko do jednej istoty (a właściwie do wyobrażeń o niej). To najczęściej przynosi cierpienie, ponieważ jest wewnętrznym ograniczeniem i przywiązaniem.

Kiedy człowiek wie, że wszystko jest jednością, nie ważne z jaka istota będzie aktualnie najbliżej, zawsze można kochać. To naturalna wolność istoty ludzkiej. Choć nie brzmi tak romantycznie jak osobowa i wieczysta miłość, to jednak jest o wiele bardziej czysta i pełna światła.

Czy miłość może być wieczna? Miłość wszechświata już taka jest. :)