Archiwa tagu: miłość

2.11 Wpływ energii

Pamiętam jak kilka lat temu zacząłem zauważać wpływ energii zewnętrznych na siebie i otoczenie. Kiedyś siedzieliśmy w gronie przyjaciół i rozmawialiśmy o sprawach duchowych. Wyraźnie odczuwaliśmy spokojną radość i uniesienie, w każdym razie ja odczuwałem je bardzo wyraźnie. Stan ten można również nazwać bardzo sympatyczną atmosferą, dającą spokój i jasność myśli.
Kiedy po chwili rozmowa zeszła na jednego z dalszych znajomych, człowieka wtedy dość zadufanego w sobie i aroganckiego poczułem tak bardzo wyraźny dysonans że aż zwróciłem na ten fakt uwagę wszystkich obecnych. I zaraz zrobiliśmy doświadczenie – najpierw chwile rozmawialiśmy o Mistrzach i sprawach duchowych a po chwili z powrotem przenosiliśmy uwagę na tego znajomego. Wszyscy obecni wyraźnie odczuwali rozdźwięk, jaki dzielił obie napływające energie. Raz atmosfera była naładowana bardzo pozytywnie a po chwili robiło się nieprzyjemnie. Co to było?

Energie związane z opisanym człowiekiem, wasza wrażliwość podpowiedziała wam co zawierają. W rzeczywistości ów człowiek udawał rozwój duchowy grzęznąc w gąszczu własnych teorii. Prawdziwa duchowość to lekkość, inspiracja, uniesienie, to miłość. W obecności ludzi promieniujących pozytywnie wszyscy czują się dobrze.

Jest takie powiedzenie „Z kim przestajesz takim się stajesz” i dotyczy ono efektu upodobnienia się bliskich sobie istot. Myślenie, związki emocjonalne zbliżają. Myślisz o ludziach z problemami, nasycasz się ich energią i sam popadasz w depresję. Myślisz o Boskości, o miłości ku Stwórcy i twój umysł przenikają czyste i wysokie prądy Boskich energii. Przynoszą one ze sobą inspirację, natchnienie, głębsze zrozumienie życia.
Z tego powodu religie Wschodu tyle mówią o powtarzaniu Imienia Pana, ma Ono moc wyzwalania spod niekorzystnych wpływów środowiska.

Myśl o Bogu i stale przebywaj w Jego energiach, tak można podsumować opisane przez ciebie doświadczenie. Powtarzaj Jego Imię. Ma Ono olbrzymią moc oczyszczania. Kieruje życie w pozytywna stronę. 

„Z kim przestajesz takim się stajesz”

Przenikacie się swoimi energiami w domu, w pracy, wszędzie gdzie jesteście. Energie zewnętrzne maja na was wielki i często niekorzystny wpływ. Stąd Moja wskazówka – gdziekolwiek jesteś i cokolwiek czynisz staraj się myśleć o Bogu i powtarzać Jego Imię. Będziesz czuł się lepiej i twoja praca będzie lżejsza.

A jeśli dużo pracuję umysłowo i skupiam się na pracy i nie mogę przez ten czas skupić się na Bogu?

Możesz, dlatego że mamy dwa rodzaje prac. Rutynowe angażujące myślenie w mniejszym stopniu oraz twórcze wymagające wysiłku i inspiracji. Pierwsze zostawiają ci zawsze nieco „wolnej mocy umysłu” a drugie wymagają najczęściej wspomagania wewnętrznego i zostaną wykonane lepiej, jeśli tylko pozwolisz Mnie w twym wnętrzu wziąć udział w pracy. Skupiaj się na Mnie częściej i proś abym to Ja czynił. Odkładaj częściej ?swoje” pomysły i swoje „ja” na bok i kieruj się z miłością i modlitwą do Mnie. Jestem twoim przyjacielem i naucz się traktować Mnie stosownie do tego. Bądź milszy. Bądź czuły. Pytaj Mnie o zdanie. 

[…]

Wiele razy doświadczyłem, że jeśli myślę o innych zaraz psuje mi się nastrój i dopiero skierowanie ku Tobie przynosi świeżość, radość i uniesienie. Już rozumiem, dlaczego przez lata uczyłeś mnie nie kierować się ku innym i nawet nie wspominać o nikim. Po co się łączyć ze światem, on w niczym Ci nie dorównuje.

Energia przenika wszystko, ludzie są zanurzeni w jej polu i emanują nią. Kierujcie myśli ku Bogu, nie ku ludziom i światu. To pomoże wam najwięcej. Łączcie się z Bogiem, nie ze światem. 

1.6 Przygoda ze śmiercią

Wiele lat temu siedziałem w gabinecie i czytałem książkę poświęconą śmierci i umieraniu, napisaną przez pewnego lamę z Tybetu. Był wieczór, wkoło bardzo cicho, pusty dom, przysiadłem w wygodnym fotelu. Umysł naturalnie wszedł w medytację, uspokoił się, znikły myśli. Właściwie kołatała się tylko jedna, pod wpływem lektury rozmyślałem o śmierci o tym, czym ona jest.
I jakby na zawołanie nagle poczułem, że nie jestem sam. W salonie, obok może w odległości 4-5 metrów pojawił się jeszcze Ktoś. Bardzo wyraźnie odczuwałem Jego promieniowanie wewnętrzne, rosło z każda chwilą. Zalała mnie fala niezwykle lekkiej miłości, takiej czułej i niesłychanie troskliwej, takiej, która widzi wszystko i wszystko rozumie…
Nigdy nie jestem do końca pewny tego co widzę w sferze wewnętrznej, wydawało mi się że Gość to mężczyzna. Stał, patrzył i emanował cudowną mocą miłości. I wiedziałem, że to właśnie On jest Śmiercią. Niezwykłe zjawisko, niesamowite odczucie.
Nie twierdzę, że rozumiem to, czego doświadczyłem. Z jednej strony bardzo wyraźna obecność Kogoś, kogo każda komórka mego ciała rozpoznaje jako Śmierć a z drugiej cudowna płynąca od Niego miłość, tak żywa, tak natchniona, darząca niesłychanym ukojeniem i wyzwoleniem. Skłoniłem się przed Nim głęboko i zwróciłem z prośbą o błogosławieństwo. Nie wykonał żadnego gestu, ale Jego miłość mówiła wszystko. Była tak intensywna i tak gorąca, że czułem jak otwiera mi serce i płynie gdzieś głęboko szerokim strumieniem. Wizyta niezwykłego Gościa trwała trzy dni. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że tylko Ktoś tak gorąco kochający jak On może pełnić rolę towarzysza w przejściu na drugą stronę. Wiem ze pójdę tam kiedyś za Nim i będzie to dzień wielkiej radości i wielkiej miłości.
I właściwie nadal nie wiem, co się wydarzyło i kogo wtedy ujrzałem.

Ujrzałeś Śmierć i wiedz, że jest to wielka rzadkość spotkać Ją za życia. 

To dziwne, że była osobą, mężczyzną…

Nie, tylko się tak tobie wydawało. On/Ona nie posiada płci.

Ale jest żywą istotą? Człowiekiem?

Tak, przychodzi, aby dopełnić cielesnego bytu stworzeń i poukładać to, co da się poukładać tak, aby odchodzący miał jak najlepszą podróż na drugą stronę. Aby płynął swobodnie na skrzydłach miłości ponad wszystkie sprawy i stany wprost w objęcia kochającego i troskliwego Stwórcy Wszechświata. 

Wielu ludzi odchodzi w wypadkach, nagle lub długo cierpi.

Dla wielu ludzi śmierć jest wyzwoleniem od cierpień, zmagań ze sobą, od ograniczeń. A stanu, którego doświadczają tuż po przejściu nie da się porównać z niczym.

Z „tej strony” granica śmierci ma duże znaczenie, z drugiej nie jest aż tak istotna. Tuż za nią rozciąga się cudowna kraina. 

Już drżę z niecierpliwości na myśl o niej, chciałbym ją poznać, jest z pewnością niesamowita.

Tak, rzeczywiście jest dla was „niesamowita”. Ale nie pragnij, wszystko przyjdzie w swoim czasie. I następna uwaga. Pragnienie poznania tego czy tamtego świata nie jest cennym uczuciem. Znacznie wartościowsze jest pragnienie służenia innym a najcenniejsze ze wszystkich – pragnienie miłości i zjednoczenia z Najwyższym. Weź sobie do serca Moje słowa. 

Chyba nie boję się śmierci, raczej czekam na nią z zainteresowaniem, wiem że zobaczę wtedy Ciebie kochany Mistrzu.

To prawda. 

I będzie bardzo fajnie.

O tak. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. 

Czy już wiadomo, kiedy to nastąpi?

Z dokładnością do godziny. 

To dobrze, lubię precyzję, w niej jak sądzę wyraża się doskonałość.

Masz poczucie humoru. 

Chyba po Tobie Ojcze.

Dawno Mnie tak nie nazywałeś. 

Rzeczywiście trochę czasu upłynęło, czy może masz coś przeciwko temu? Chętnie się dostosuje do Twojej woli.

Nie, skądże, ale „Baba” jest słodsze. 

Sanskryt to dziwny język. Natchniony.

Przeze Mnie. 

Czy mogę mieć jeszcze dodatkowe pytania odnośnie mego Gościa tamtego wieczoru?

Oczywiście, pytaj śmiało. 

W naszej kulturze śmierć jest zazwyczaj kobietą a tu pojawił się mężczyzna, przystojny i na dodatek taki czuły.

Tak było. 

Dlaczego akurat w takiej formie?

Mistrz wybrał taką formę, ponieważ była dla ciebie odpowiednia. Innych mógłbyś nie zrozumieć. 

Nie czułem, że był Mistrzem, ale wyraźnie, że Śmiercią.

Odczuwałeś przejmującą miłość i to właśnie była Jego wizytówka. To był jeden z Mistrzów pełniących rolę strażników pomiędzy światami, którzy prowadzą umierających ludzi na drugi brzeg. 

Czy mógłbyś powiedzieć na ten temat nieco więcej?

Innym razem, nie dziś. Wiedza nie jest tak ważna jak miłość i nie należy nigdy zastępować jednej drugą. Jeśli masz do wyboru kierować się głosem rozumu czy wiedzy albo postępować za Boską Miłością zawsze wybieraj to drugie.

Śmierć jest częścią życia. Żyjesz dalej poza światem materialnym. Istnienie nie kończy się nigdy. Przyjdziesz do Mnie to wszystko sobie przypomnisz. Przyjdziecie do Mnie to wszystko sobie przypomnicie.

Będziemy mieli dużo do omówienia.

Rozmowa serc toczy się bez słów. Jej tematem, teraz i przez całą wieczność jest?

Miłość.

Tak. 

9.10 Ziemia, planeta miłości

Tytuł tego rozdziału może dla niektórych brzmieć zbyt słodko i utopijnie. Ktoś może to określić jako uganianie się za new age`owskimi mrzonkami, wizjami marzyciela, teoretyka bujającego w obłokach. Jeśli ktoś tak postrzega, jest to dla niego prawdą. Być może ten ktoś żyje we własnym „prawdziwym” świecie, z „prawdziwymi” poglądami i opiniami. Realista-racjonalista. Tylko czy takim ludziom zawdzięczamy postęp?

Cały wszechświat jest stworzony z ruchu energii. Wszystko jest złączone pewnym magnetyzmem. Jest on polem, które utrzymuje wszystko w stanie ruchu. To pole można nazwać polem miłości. Jest ona tłem dla wszelkich zdarzeń w przestrzeni. Otacza wszystko i jest przyczyną wszystkiego. Cały układ słoneczny został stworzony pod wpływem pewnej woli – sprecyzowanego ruchu energii. Jest to energia miłości, która utrzymuje wszystko w stanie istnienia. Utrzymuje nieustanny ruch i sploty energii o różnych wibracjach. Planeta ziemia jest doskonałym miejscem do wzrostu świadomości. Wszystkie warunki są tu doskonale wyważone i optymalne. Wszystko, czego potrzebuje świadomość do rozwoju już tu jest. Naturalny proces rozwoju ma na tej planecie doskonałe pole do działania. Jesteś przejawem tego procesu. Cała ludzkość jest manifestacją miłości istnienia. Jesteśmy tu po to, by doświadczać siebie.

Aby zmiana była globalna muszą w niej uczestniczyć wszyscy. Ty również. Nie warto liczyć, że zmiana nastąpi pod wpływem władzy, rządu czy mistrzów duchowych. Oni stanowią cząstkę tego procesu. Zmiana zależy od Ciebie. Twój świat zależy od Ciebie. Twoje działanie zależy od Ciebie. Co z tym zrobisz? Jest też twoim wyborem.

Jest możliwość, aby ta ziemia stała się rajem. Jest możliwość stworzenia też piekła. Cały ten czas jest określony przez indyjskich mędrców jako Kali Juga -jest to wiek nieświadomości, hipokryzji i kłótni. Cała ta cywilizacja jest zmaterializowaną nieświadomością i zagubieniem. Jest wypadkową tego, co przyniósł umysł. Człowiekowi trudno jest ulepszyć naturę, dlatego wszelkie próby zbudowania cywilizacji doskonałej i nienaturalnej nie przyniosły efektu. Warto to sobie uświadomić, a zmiany przyjdą niedługo. Może ludzie uświadomią sobie, że droga do szczęścia idzie przez akceptację i współczucie, a nie przez sztuczną kreację umysłu. Wtedy cała cywilizacja nie będzie potrzebna, a ludzie będą szczęśliwi. Będzie to „cywilizacja” nowej generacji, stworzona na podstawie świadomości i miłości.

W takiej społeczności nie będzie społeczeństw, w których każdy żyje samotnie. Wszyscy ludzie będą równi. Nie dlatego, że będą tacy sami, tylko dlatego, że umysł nie będzie patrzał z perspektywy oceny. Każdy będzie doskonałym przejawem boskości, bez względu na to jak wygląda i czym się zajmuje. Nie będzie możliwości, by jedni byli lepszą, a drudzy gorszą boskością. Wszyscy zjednoczą się w jednym procesie życia. Taki system może dobrze funkcjonować na łonie natury, w małych grupach społecznych. Przychodzi tu na myśl obraz społeczeństwa dawnych ludów Polinezji, którzy wiedli całkiem szczęśliwe życie. Tworzyli oni osady, w których każdy był częścią społeczności. Każdy czuł się kochany i kochał innych. Nie było tam miejsca na uczucia gniewu, zazdrości czy smutku. Wszyscy mieli swoje własne role i spełniali się na sowim miejscu. Każdy robił to, do czego był stworzony. Cały system opierał się na wzajemnej akceptacji. Choć tamta społeczność nie była idealna, można się nią inspirować w niektórych aspektach.

Każdy robi to, co czuje. Natura wykształciła ludzi odpowiednich do każdego zajęcia. Wszyscy mają własne predyspozycje, które mogą być wykorzystane. Jeśli umysł nie rozsądzi inaczej, ciało wie, co ma robić. Wystarczy zaufać istnieniu. W cywilizacji nowej generacji nie będzie własności. Posiadanie rzeczy jest domeną ego. Tam gdzie nie ma „Ja” nie ma też moje. Wszystkie rzeczy będą istniały, ludzie będą ich używali, jednak nikt ich nie zawłaszczy. Jakiekolwiek narzędzia specjalistyczne będą wykorzystywane przez osoby, które są do tego przystosowane. Nikt inny nie będzie tego używał, bo nie widzi potrzeby. Jeśli ktoś nie potrzebuje danej rzeczy, oddaje ją. Jest tu więcej świadomości i bezinteresownej miłości niż egotycznych zachcianek. Każdy działa dla dobra wspólnoty. Ponad ego widzi całokształt społeczeństwa i działa tak, by dla wszystkich było jak najlepiej. Zupełnie czysto i świadomie.

Nie będzie złodziejstwa, nie będzie walki o przetrwanie. Natura daje wszelkie rzeczy potrzebne do życia. Nie trzeba pracować po 12 godzin dziennie by istnieć. Przyroda jest wyposażona w mechanizmy utrzymywania życia. Nie trzeba się o nic martwić. Dążenie do stanu lepszego, do posiadania więcej jest domeną ego. Gdy nie ma ego, człowiek rozpływa się w błogości istnienia i niczego nie potrzebuje. Nie będzie wojen, nie będzie kradzieży, nie będzie zazdrości. Wszelkie materialne rzeczy staną się narzędziami do użytku całej społeczności. Będzie panowała jedność. Jeśli każdy działa dla dobra wspólnoty i jest wypełniony miłością -akceptuje w pełni swoje istnienie. Nie potrzebuje rzeczy drugiego człowieka, ponieważ wie, że są drugiemu bardziej potrzebne. Wszystko wynika z głębokiego zrozumienia i współczucia.

Nie będzie religii. Będzie realne życie w boskości -tu i teraz. Religia zakłada ograniczenia i wiarę w coś oddzielonego. W cywilizacji nowej generacji nie będzie bogów czy systemów etycznych. Każdy będzie świadomy istnienia jako przejawu boskości. Będzie działanie sercem i świadomością. Każdy będzie wolny. Takie życie przynosi transcendentalne szczęście i błogość istnienia. Jest to najbardziej korzystny sposób przejawiania się świadomości na ziemi.

Wydaje się to utopią. Jednak jest możliwe. Stworzenie takiej społeczności zależy od ludzi. Jeśli nastąpi przekroczenie ego i wyjście w wyższą jakość egzystencji, stworzenie takiej społeczności będzie naturalne. Będzie to naturalny proces. W miarę wzrostu świadomości dotychczasowa cywilizacja zacznie przekształcać się w moment piękna. Im więcej ludzi stanie się świadomych, tym szybciej nadejdą zmiany. Ludzkość się budzi i jest to nieuniknione.

Wybór zależy od Ciebie. Zacznij więc od siebie. Wybierz taką drogę, która Ci odpowiada, którą czujesz. Bądź do końca naturalny. Warto wznieść swój punkt świadomości i otoczyć nią całą ludzkość. Zauważyć jedność procesu. Wtedy po prostu działać na miarę swoich możliwości. Nie musisz od razu robić rewolucji (choć jeśli to Twoja droga, to działaj). Nie musisz być mistrzem duchowym (choć jeśli to Twoja droga, to działaj). Nie musisz być zbawcą tego świata. Bądź po prostu przejawem miłości, na początek dla siebie samego. Dalej potoczy się samo. Czyń to, co jest zgodne z Twoimi odczuciami. Czyń to, co uważasz za słuszne.

Stając się świadomym, osiągając poziom zrozumienia i poczucie jedności. Kierujesz się miłością. Cokolwiek zrobisz będzie dobre. Jeśli więc masz możliwości (a każdy ma), działaj. Zacznij od siebie. Niedługo zmiany odczują wszyscy w około. Zacznij od teraz. Każde Twoje działanie przyniesie odpowiedni rozdźwięk w przestrzeni. Każdy czyn, każde słowo ma w sobie potencjał. To wszystko wpływa na wibracje Twojej istoty. Stwórz więc wokoło siebie pole miłości. Działaj czysto i świadomie. Nic Cię nie ogranicza. Dzięki Twojemu działaniu globalna przestrzeń ulega zmianie.

Jeśli spojrzeć całościowo, większość ludzi zacznie się zmieniać, cywilizacja ulegnie przekształceniu. To naturalny proces świadomości. Po czasie zagubienia przychodzi czas przebudzenia. Żyjemy właśnie w tym czasie. Rodzą się jednostki świadomości, które dostrzegają niekorzystność i zagubienie tej cywilizacji. Następuje powolne budzenie się ze snu o formie. Świadomość rozkwita na polu ludzkości. Ziemia staje się planetą miłości.

9.8 Związki bez ego

Związki ludzi duchowych są oparte przede wszystkim na wolności. Dlatego samo słowo „związek” jest niewłaściwie. Nawet samo słowo „relationship” oznaczające związek, pochodzi od relation, co znaczy też zależność. Nie można być wolnym będąc zależnym. Nie można być wolnym, będąc pochłoniętym przez ego i jego wymagania. Dlatego każdy związek oparty na ego będzie przyczyną większego lub mniejszego cierpienia. Model rodziny opartej na ego jest modelem przynoszącym często zagubienie, gdzie każdy jest od każdego zależny.

Oczywiście nie można negować z marszu całego modelu związków. Sama natura interakcji między ludźmi, tworzenia rodzin, par, grup społecznych jest piękną wymianą energii. Często inspirującą, dającą radość i prawdziwe chwile szczęścia. Jeśli wszystko jest w porządku, to nie ma czego zmieniać. Nie ma potrzeby też czytać takich tekstów jak ten. A jednak czasem taka potrzeba powstaje.

Kiedy ludzie się spotykają, powstaje pewna przyjemność, która jest w swej naturze transcendentalna. Ma ona podłoże w radości z samego istnienia. Jest to wcześniej wspomniana interakcja z „samym sobą”. Punkt gdzie jedna cząstka świadomości obserwuje drugą. Kiedy oboje są tego świadomi, powstaje relacja, którą trudno nazwać związkiem. Raczej współistnieniem.

„Cieszę się istniejąc. Jeśli Ty istniejesz i cieszysz się ze mną, to wspaniale. Cieszmy się wiec razem.”

Taka wspólnota może istnieć, ale nie musi, nie wpływa to w żaden sposób na szczęście. Dlatego jest to bliskość zupełnie wolna i całkowicie bezpieczna. Czy partner będzie czy też odejdzie, to nie jest ważne. Nie ma uzależnienia i uwarunkowania. Nie ma kontroli i napięcia. Dopiero w tak wielkiej swobodzie i wolności może narodzić się czysta miłość. Gdy nie ma żadnych przeszkód, miłość płynie. Jest ona prawdziwie boska i bezinteresowna. Taka miłość nie ma uzasadnienia, po prostu jest. Wynika z samego istnienia, jest naturalnym stanem istoty ludzkiej. Co więcej nie jest skierowana konkretnie na partnera, jest bardziej radością ze współistnienia, co przeradza się na miłość do wszystkiego.

Żeby jednak powstała taka relacja, człowiek powinien być na to gotowy. Wewnętrznie powinien być na tyle wolny, żeby móc pozwolić na wolność innemu. Powinien być na tyle niezależny, by pozwolić na niezależność drugiego. Dopiero wtedy jest możliwa „związek świadomości”, wspólnota w jedności.

Tak na prawdę miłość „zwyczajna”, która tworzy się w okolicach serca w „zwyczajnych” związkach jest tą samą energią miłości. Poprzez tą miłość czujesz również miłość wszechświata. Może być to drogą do rozwoju serca, a tym samym świadomości. Może być wspaniałą drogą medytacji – skierowaniu uwagi na serce, rozwijaniu tej osobowej miłości i kierowaniu jej do wszystkiego – partnera, siebie, świata. Czuj i ciesz się tym, doświadczaj.

Człowiek świadomy potrafi pozbyć się swoich niekorzystnych zachowań względem partnera. Dostrzega swoje negatywne programy i potrafi ich zaniechać. Nasza relacja z płcią przeciwną jest formowana we wczesnym dzieciństwie. Obserwując rodziców uczymy się jak należy zachować się w obecności ludzi o odmiennej płci. Obserwując rodziców, zapamiętujemy archetypy i wzory dotyczące obrazu mężczyzny i kobiety. Tak dla chłopaka, kontakt z matką może przełożyć się na wszystkie inne kontakty z kobietami. Obraz matki staje się pryzmatem, przez który patrzy się na inne kobiety. Obserwując ojca, można z kolei nauczyć się postępować z kobietami. Dziewczynka z kolei obserwuje zachowanie matki względem ojca. Tak uczy się jak należy postępować z wszystkimi chłopakami. Są to uwarunkowania, które rzutują na przyszłe związki. Dlatego warto uzdrowić relację z rodzicami, zanim przejdzie się do tworzenia własnego związku.

Jeśli wczesne kontakty z matką i ojcem nie były właściwie, jeśli nie były pełne miłości i swobody, mogą się pojawić błędne wzorce postępowania w związkach. Najczęściej człowiek ma podświadomie wpojoną pozycję w związku. Albo przyjmuj pozycję dominującą, albo uległą. Jeśli jest dominujący, wtedy próbuje narzucić swoją wolę na partnera. Jeśli jest uległy, wtedy oczekuje opieki i kierownictwa, podporządkowuje się.

Każda rola to jakiś wzorzec. Na dłuższą metę nie jest to korzystne, ponieważ ogranicza wolność i naturalnie płynącą miłość. Warto uświadomić sobie, że partner jest doskonałą boską istotą, zawsze nową w każdej chwili. Nie ma odgrywania starych wzorców i niszczenia związku. Wszystko dzieje się doskonale swobodnie i wynika z miłości. Nie ma przywiązania i ograniczeń. Jeśli w pewnym momencie postanowi się zakończyć wspólną drogę życiową, nic się nie stanie. Będzie to tak samo radosne jak pierwsze poznanie się. Każdy ruch w przestrzeni jest przecież boskim przejawem życia. Bez interpretacji umysłu nic się nie kończy i nic się nie zaczyna. Wszystko jest światłem.

9.7 Miłość ego

Wielu ludzi żyjących w aktualnej cywilizacji problemy ze związkami. Wszystko dzieje się z powodu niewłaściwego poglądu na ten proces. Warto się temu przyjrzeć.

Ego jest obecne w miłości, a raczej zauroczeniu, które często jest z miłością mylone. Jest to miłość warunkowa, silne energetycznie uzależnienie, które zmienia punkt widzenia. Zauroczenie jest bardzo złożonym procesem energetycznym. Zmienia się chemia ciała, zmienia się funkcjonowanie całego organizmu. Każdy oczywiście chciałby, by była to miłość wieczna, wspaniała, romantyczna i najcudowniejsza. Prawda jest troszkę inna, może mniej romantyczna niż na początek się zdaje. Po prostu ego macza w tym palce. Stawia najróżniejsze warunki i oczekiwania, narzuca na ten naturalny stan energetyczny swoje projekcje. Uzależnia się od tego, chce ten stan utrzymać. Chce by miłość była wieczna, dlatego chce jak najczęściej być z partnerem. Chce wypełnić partnerem swoją przestrzeń. Narzuca na pociąg seksualny wiele własnych myśli, które tworzą całą otoczkę mentalną. Doświadczenie zostaje przykryte własnymi iluzjami.

Prawda cielesna jest bardzo prosta. Ciało dąży naturalnie do rozmnażania się. Jest to naturalny proces rozwoju, dzięki któremu jest możliwy postęp. Natura stworzyła ten proces bardzo inteligentnie. Stworzyła pewne zabezpieczenie, tak że całkowicie utożsamione z uczuciami zwierzęta nie mogą się temu oprzeć. Pociąg seksualny jest jedną z najbardziej silnych energii. Jest to naturalne.

Wszystko jest w porządku, dopóki umysł nie narzuca na ten ruch swoich iluzji. Gdy to zrobi, może powstać bardzo wielkie cierpienie, ponieważ jest poparte bardzo silną energią seksualną. Można z niej stworzyć raj lub piekło. Nie będzie tu nowością, że wszystko zależy od Ciebie i Twojego poglądu.

Podświadomość ma pewne wzorce miłości. Mogą to być wzorce pozytywne lub negatywne. Jeśli są pozytywne, człowiek spotyka partnera i jest miło, przyjemnie, ekscytująco. Energia skupia się w brzuchu (splot słoneczny). Tak działa podświadomy i pierwotny program magnetyzmu między istotami. Z czasem ta energia może przejść do serca, w którym odczuwamy czystą radość z przebywania z daną osobą. Nie koniecznie musi to być miłość bezosobowa, nawet skierowana ku osobie jest piękna.

Gdy jednak umysł i jego działania zaczynają zakłócać naturalność cielesną, pojawiają się problemy. Ludzie zaczynają grać w pewną grę. Grę opartą na uzależnieniu i manipulacjach. Najlepsi w tą grę są uważani za najlepszych „podrywaczy”, często postrzeganych jako bardzo atrakcyjnych dla płci przeciwnej. Są to ludzie, którzy wiedzą jak manipulować, jak grać. Wie jak „wymusić” na dziewczynie to, aby spełniła jego potrzeby (i nie chodzi tu tylko o seks). Ego doskonale sobie z tym radzi. Tak samo jak dziewczyny uwodzicielki. Nie muszą być ładne, wystarczy, że umieją doskonale manipulować. To sprawa ego i podświadomych programów działania.. Ego uwielbia kontrolować i kiedy jest wyuczone tego działania, robi to doskonale skutecznie.

Dla takich ludzi podrywanie, flirtowanie, podlatywanie staje się emocjonującą zabawą, która przynosi wyzwanie. Tacy ludzie widzą pewne zadanie, pewne wyzwanie, problem -jak zaspokoić swoje potrzeby przy pomocy innych. Dzięki swoim umiejętnościom udawania, zachęcania, manipulacjami starają się osiągnąć cel podrywu. Taki jest schemat każdej randki. Brzmi to może mało romantycznie. W gruncie rzeczy jest to bardzo egoistyczne. Mimo to ludzie robią takie rzeczy nieświadomie. Nikt nie jest winny, tak po prostu jest. Pierwotna energie seksualna pojawia się w człowieku samoistnie i niejako „zmusza” go do kierowania swojej uwagi na potencjalne obiekty seksualne. Właściwie to może być wspaniała gra, byle się w niej nie zatracać i być jej świadomym.

Inaczej ma się sprawa z tymi mniej towarzyskimi i nieśmiałymi. Ich ego jest inne, wszystko działa inaczej. Inne są też wzorce przeżywania miłości i inaczej wygląda ich gra. Właściwie to wypełnia ich lęk. Boją się bliższych kontaktów, z różnych powodów. Ich lęk ma źródło w wychowaniu, kiedy to negatywne zdarzenia obarczyły dziedzinę życia dotyczącą związków międzyludzkich. Aby z tego wyjść, można uświadomić sobie, jakie myśli powodują lęk, zobaczyć to. Oświetlić światłem świadomości, a nastąpi uwolnienie.

 Śmiali atakują, nieśmiali walczą wewnętrznie. Jednak wszystko opiera się na podobnym działaniu umysłu. Kiedy następuje zauroczenie, energia odpływa z głowy. Człowiek traci głowę. Można powiedzieć, że ego nie ma nic do powiedzenia, a jednak nie. Ma i to wiele. Nie należy zapominać, że ego to również wzorce emocjonalne i wyuczone zachowania (podświadomość). Dlatego wyuczone wzorce dotyczące miłości przejmują pałeczkę. Wszystko to jest modyfikacją pierwotnej energii życiowej, zwanej seksualną.

Kiedy w grę wchodzi zauroczenie, samo logiczne myślenie schodzi na dalszy plan – człowieka ogarniają uczucia/emocje. Najczęściej mocne i przyjemne uczucia związane z obiektem pożądania. Są one na tyle silne, że utrudniają trzeźwe i przytomne spojrzenie na sytuację. Są one naturalne i wspaniałe. Jednak człowiek się w nich zatraca, tak jak to miało miejsce w negatywnych uczuciach. Zatraca się w miłości warunkowej, świata poza nią nie widzi. Nie jest w stanie nawet spojrzeć na to przytomnie. Wpada w pewien trans – ograniczenie świadomości. To dlatego, że te uczucia są mocne, a ich punktem kulminacyjnym jest splot słoneczny, a nie głowa (trzecie oko). Energia odchodzi z głowy, traci się świadomość i jasność postrzegania. Zakochany traci głowę – w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Zakochany traci świadomość na randce, traci głowę w pobliżu ukochanej/ ukochanego. Właściwie wszystkie myśli i logiczna ocena zostają przyćmione energią zauroczenia. Nie można już pokusić się o logiczne działanie i czy jasne postrzeganie. Wszystko jest zabarwione energią seksualną i pociągiem do partnera. Partner w takim momencie wydaje się idealny. Nie ma w tej chwili wad, wszystko jest doskonałe Cały świat wiruje i przepełnia się kolorami. Ego puszcza swe filtry i blokady, umysł ustępuje miejsca silniejszym centrom energetycznym. Jest to trans zauroczenia. To bardzo silna i piękna energia, jest ona całkowicie naturalna. Można powiedzieć, ze jest to uwarunkowana miłość – czyli to, czego każdy podświadomie pragnie. Nie jest to czysta i bezwarunkowa miłość, jednak stanowi jej przedsmak.

Ego zatraca się w dalszej części gry miłosnej (dalsza część to ta po pierwszych randkach, gdzie już można trochę mniej udawać). Jednak im więcej czasu minie, tym mniejsze zauroczenie. Euforia opada, energia się wypala. Ludzie przestają grać w grę „zdobyć partnera”, przestają udawać. Im bardziej przytomni się stają, tym mniej idealizują partnera. Do akcji wraca umysł ze swoimi starymi i znanymi programami. Na ten moment partner może zacząć wydawać się „taki jakiś zwyczajny”. Umysł zaczyna dostrzegać coraz więcej wad. Nie da się tego uniknąć. Stan warunkowej miłości nie może trwać długo, ponieważ zakłóca energetykę ciała. Kiedy energia opada, wszystko znów powraca do zwyczajności – wtedy może stać się początkiem rozpadu związku. Może, ale nie musi. Wszystko zależy od tego czy jesteśmy świadomi tego procesu. W momencie, kiedy partner zaczyna wydawać się mniej atrakcyjny, energia zauroczenia mija, warto pamiętać, że jest to przejściowe. Ta energia wróci prędzej czy później. Partner znów stanie się atrakcyjny (jak nie ten to inny).

Ludziom w większości udaje się znaleźć dobrych partnerów. Jednak nie wszystkim. Coraz więcej jest osób, które swoich partnerów traktują okresowo. Na początku jest fajnie, a potem coraz gorzej, aż w końcu nie można ze sobą wytrzymać. Schemat niestety dość popularny. Po prostu ego znudziło się uznało, że partner jest niewystarczający i chce tworzyć następne problemy. Taka jego natura.

9.5 Dopasowanie do czystej rzeczywistości

Cała tajemnica „dopasowania” się do tego świata jest prosta. Wystarczy opuścić filtry zakłócające odbiór czystej rzeczywistości. Wtedy postrzegamy rzeczy jako „po prostu będące”, wszystko na swoim miejscu. Jesteśmy wtedy dostrojeni do naturalności wszechświata, do „boskich wibracji”. Trwając w najwyższych wibracjach świadomości i „TU i TERAZ”, człowiek nie dostraja się do mentalnych ograniczeń i lęków niesionych przez cywilizację. Jest to bardzo proste, a mimo to nieosiągalne dla większości ludzi – wymaga świadomości i zrozumienia. Medytacja daje jedno i drugie. Wycisza umysł, tym samym rozpuszcza myśli, filtry mentalne dając spojrzenie ponad nimi, na realną rzeczywistość.

W stanie aktywnej świadomości reakcje człowieka nie muszą być automatyczne, nie są reakcjami społeczności. Kiedy człowiek jest w „Tu i Teraz”, jest świadomy boskiej rzeczywistości. Nie działa na zasadzie reakcji wyuczonej przez cywilizacje. Działa na zasadzie akcji (lub zaniechania akcji). Każde działanie jest żywe, nie jest mechaniczne. Każde działanie jest pełne świadomości i miłości. Człowiek kieruje się zrozumieniem i współczuciem, a nie programami cywilizacyjnymi. Pozostaje uważny i dostrojony do wysokich wibracji, żyjąc między ludźmi tak jak do tej pory. Przejawia się z innymi w tej materii, jednak nie jest do nich dostrojony – jest ponad cywilizacyjnym zamętem.

Kiedy wszyscy wokoło, podążając za wymysłami społeczeństwa, zaczynają szaleć z powodu ptasiej grypy czy bezrobocia, można zachować wewnętrzną stabilność. Nie trzeba dostrajać się do tych lęków. Nie trzeba za nimi podążać. Warto zachować świadomość i robić to, co w danej chwili jest najlepsze, a nie to co każe społeczność. Utrzymując czysty stan umysłu człowiek jest wolny, a co za tym idzie nieprzewidywalny. Jest czysty i dostrojony do najwyższych wibracji. Nie dostraja się do innych, goniących za pieniędzmi, używkami, mocnymi emocjami. Po prostu jest niezależny i robi wszystko ze współczuciem. Warto wyrobić w sobie niezależność wewnętrzną aby w całości nie podlegać mentalnie systemowi społecznemu.

Nie chodzi o to, by się znieczulić. Stając się wolnym, człowiek staje się automatycznie świadomy i wrażliwy. Świadomość wychodzi ponad bariery oddzielenia, dzięki temu pojawia się głębokie współczucie dla innych istot. Wtenczas zaczyna płynąć miłość.

Warto działać z wewnętrzną naturalnością, a nie zgodnie z zaprogramowanym przez cywilizację wzorcem. Warto robić to, co jest naturalne, a nie to, co nakazuje cywilizacja. Warto robić to, co pochodzi z głębi serca, z poziomu boskiego, a nie to co pochodzi z utworzonych przez wieki filtrów postrzegania. To ogromna różnica. Wielu ludzi myśli, że osiągnie szczęście idąc za cywilizacją i żyjąc jak ona nakazuje. Takie życie może powodować napięcia wewnętrzne. Droga do szczęścia prowadzi przez boską naturalność ponad schematami. Dlatego warto być naturalnym.

Wielu ludzi boi się być naturalnymi, ponieważ myślą, że wtedy będą robić rzeczy niezgodne z cywilizacyjnymi ograniczeniami. Niezgodne z prawem. Tym sposobem zostaną wykluczeni ze społeczeństwa, napiętnowani, pozamykani w więzieniach itp. Jeśli mają takie intencje, to tak się pewnie stanie. Jednak jeśli są naprawdę dostrojeni do wysokich wibracji, działają ze współczuciem (do wszystkich, innych i siebie) to nic takiego nie ma prawa zaistnieć. Kiedy człowiek jest dostrojony do czystej rzeczywistości, jest świadomy co robi. Nie będzie wplątywał się w walki, konflikty i rywalizacje. Przecież życie ponad mentalnymi ograniczeniami nie oznacza od razu biegania nago po ulicy manifestując na siłę swą boską wolność. Warto wiedzieć, co jest działaniem wynikającym z buntu przeciw cywilizacji, a co jest działaniem dostrojonym do boskiej rzeczywistości. To jest ogromna różnica.

Nie chodzi mi o zupełną ucieczkę do lasu (choć to też jest możliwe, o ile okaże się w danej chwili najlepsze). Chodzi mi o nieutożsamianie się z wymysłami cywilizacji. Kiedy stracisz pracę, cywilizacja mówi, że przegrałeś. Umysł mówi, że jesteś stracony. Natomiast boski poziom rzeczywistości nie mówi nic – nadal istniejesz. Nadal oddychasz. Nadal możesz kochać. Cóż więc takiego się stało? To jest prawdziwa stabilność wewnętrzna, niezależna od uwarunkowań cywilizacyjnych.

Dlatego można robić, co się robi, tylko stan umysłu będzie już dostrojony do czystej rzeczywistość „Tu i Teraz”. Jeśli stwierdzimy świadomie, że to co robimy nie odpowiada nam, zróbmy co innego. Bez żadnej walki, bez napięć i lęków. Nie jesteśmy już dostrojeni do cywilizacji, dlatego działanie jest czyste i boskie.

8.4 Czuć miłość

Wielu ludzi czuje cudowną i boską miłość. Jest to piękne uczucie, pojawiające się w sercu i stwarzające prawdziwie błogie chwile. Czujesz miłość? Wszystkie istoty są tym uczuciem otoczone. Można więc śmiało zadać pytanie, czy czujesz tą wszechobecną miłość?

Jest to tylko słowo. U każdego może budzić inne skojarzenia. Więc co właściwie czują inni? Tego nie wiesz. Dla niektórych miłość przybiera postać radości, u innych współczucia. Jest utożsamiana z delikatną i radosną wibracją w okolicy serca, poczuciem piękna, „łaskoczącej” energii… to tylko porównania, każdy może to określić inaczej. Oczywiście uczucia mogą być zbieżne i podobne, ponieważ istoty ludzkie są do siebie podobne.. Zbudowane z tego samego, wychowane podobnie, wszyscy działają podobnie. Dlatego doświadczenia są podobne, jednak nie takie same. Każdy z nas interpretuje wewnętrzne i osobiste doświadczenia inaczej.

Czym dla Ciebie jest miłość? Niektórym kojarzy się z pociągiem seksualnym i energią seksualną. Innym kojarzy się z zauroczeniem czy uzależnieniem (ogólnie zakochaniem). Smutna miłość romantyczna, kojarzona ze stratą i pustką. Jeszcze innym z oddaniem (poddaniem), uległością. Czasem przywodzi na myśl współczucie, smutek, troskę z miłości. Dalej może być kojarzona z zachwytem, głęboką przyjemnością ciała. Spełnieniem czy błogością wynikającą ze spełnienia warunków umysłu. W końcu niektórym słowo miłość przywodzi skojarzenia o wibrującej i rozświetlającej ciało energii, która promieniuje z głębi istoty.

Z tego wszystkiego wynika jedna rzecz. Nie ma możliwości zobiektyzowania doświadczeń. Każe jest subiektywne i jedyne w swoim rodzaju. Na jakiej podstawie twierdzisz, że nie czujesz boskiej miłości, nie doświadczasz stanów mistycznych? Na podstawie wyobrażeń i porównań do innych? To tylko wyobrażenia.

Nie ma gorszych czy lepszych w rozwoju duchowym. Ci co doświadczają cudownych stanów nie są lepsi od tych, co niedoświadczają. Nie są dalej w rozwoju, nie są „z tyłu” ani „z przodu”. To tylko określenia wynikające z interpretacji umysłu, który widzi wszystko przysłonięte własnymi filtrami. Możesz Ci się zdawać, że niczego nie doświadczasz. Jednak to tylko złuda umysłu powodująca pewne zaślepienie. Zawsze doświadczałeś i będziesz doświadczał istnienia. Przecież istniejesz – to jedyny i niepodważalny argument. Doświadczasz tej rzeczywistości, jesteś nią. Jesteś tą świadomością. Zawsze, w wiecznym TERAZ.

Może jednak czujesz miłość, tylko o tym nie wiesz. Nie wiesz jak ona wygląda? A może to co teraz czujesz wewnątrz ciała, jest właśnie delikatną miłością? Skieruj świadomość do ciała. Zauważ, co czujesz. Wejdź świadomością wewnątrz swojego ciała. Zogniskuj świadomość na swoim polu energii, uświadom sobie, jakie uczucia przepływają delikatnie (prawie niewyczuwalne w tle) w ciele. Odczuj ten delikatny „szum” w ciele, wibracje życia. Może odkryjesz coś niesamowitego – radość i miłość, o której rozprawiają wszyscy mistycy? Po czym ku swemu zdziwieniu uświadomisz sobie, że ta wspaniała energia zawsze w Tobie była. Tylko wcześniej jej nie dostrzegałeś, nie zwracałeś na nią uwagi lub inaczej interpretowałeś. Przepływała delikatnie przez Twoje ciało, jednak Ty nie wiedziałeś, na co zwrócić uwagę. Wyobrażałeś sobie niestworzone rzeczy. Więcej uwagi było poświęcane opowiadaniom innych o wspaniałej miłości i radości, jaka przez nich przepływa. Umysł oczekiwał niewiadomo czego, nie zauważając wewnętrznego ruchu. Zwróć się do swego ciała. Być może odkryjesz, że wszystkie te wspaniałości już przepływają przez Twoje ciało, choć nie wiesz, że to właśnie to.

Jako dziecko na pewno czułeś miłość i radość. Tą czystą, pierwotną i naturalną miłość. Błogi stan istnienia. Było to totalne i całkowicie wypełniało Twoje ciało. Czułeś je w pełni, ponieważ uwaga była skierowana w ciało. Jako dziecko nie kierowałeś uwagi na zewnątrz. Choć nie miałeś porównania tych uczuć z innymi, to jednak one płynęły w Tobie nieustannym strumieniem. Co się stało z tą wspaniałą energią? Dlaczego teraz jej nie ma? Dlaczego wszyscy dążą do miłości i osiągnięcia wspaniałych stanów? Dlaczego wszyscy cierpią na brak miłości?

Ta wspaniała energia ciągle przepływa. Twoje ciało jest pełne energii, przecież żyjesz. Kwestia w tym, że świadomość od niej odeszła zatracając się w mentalnych wyobrażeniach. Jako małe dziecko uczyłeś się, jak odrywać uwagę od ciała wewnętrznego, od istnienia. W miarę przebywania w materii okazało się, że warto świadomością wychodzić ze swojego ciała podążając za rzeczami zewnętrznymi. Ponieważ wszyscy tak robią. Kiedy świadomość straciła łączność z wewnętrzną energią życia, radość i miłość stały się nieodczuwalne.

Wszystko, czego doświadczasz jest w boskim polu. Wszystko, co się dzieje w rzeczywistości jest prawdą. Fakt, że istniejesz jest sam w sobie bardzo mistyczny i wspaniały. Wystarczy skierować na to swoją uwagę. Skierować ją do wnętrza. Jest to łatwe, prawdopodobnie często to robisz, tylko nie jesteś świadomy, że to właśnie to. Często człowiek oczekuje niewiadomo, czego mając w umyśle wyobrażenia o doświadczeniach innych. Tym samym nie dostrzega własnego istnienia.

Zwróć więc uwagę do wnętrza ciała. Poczuj pole energii. Bez oczekiwań, że osiągniesz boskie stany. Niczego nie oczekuj, ponieważ oczekiwania tworzą iluzję, która oddziela od istnienia. Po prostu trwaj i obserwuj. Możliwe, że na początku niczego nie doświadczysz. Jednak tylko, dlatego, że nie wiesz na co zwracać uwagę, na czym zogniskować swoją świadomość. W miarę praktyki wgląd w ciało stanie się głębszy. Staniesz się bardziej wrażliwy. Poczujesz, że tak na prawdę ciało wibruje. Cała energia życia ciągle delikatnie „drży” promieniuje. Im głębiej w to wejdziesz, tym klarowniejsze stanie się doświadczenie. Wtedy zdasz sobie sprawę, że zawsze to czułeś. Cały czas przepływała ta energia, tylko nie zwracałeś na nią uwagi. Czy jest to miłość czy radość? Miłość i radość to tylko słowa, kiedy poczujesz tą wspaniałą energię nie będą potrzebne słowa by to określać. Nic nie będzie potrzebne.

Kiedy światło świadomości zostanie wpuszczone do ciała, dzieje się cudowna rzecz. Wszystko, co jest w ciele, staje się świetliste. Każda komórka ciała ożywa. Ponieważ energia płynie za świadomością, dlatego zwracając świadomość ku wnętrzu, wzmagamy przepływ energii życia. Staje się ona odczuwalna. Mistyczne stany wielkich legendarnych joginów staną się dla Ciebie prawdą. Właściwie zawsze miałeś do nich dostęp, nie wiedziałeś tylko czego szukać.

Miłość przytoczona w tym tekście jest tylko przykładem. Tak samo ma się sprawa ze wszystkimi innymi cudownościami opisywanymi przez mistyków. Wszelka świadomość, poczucie jedni, miłość, głęboki spokój, stany radości czy wolności. To wszystko jest dla Ciebie dostępne w tej chwili. Nigdzie indziej, tylko w teraźniejszości. Zrzuć tylko przekonanie, że tego nie odczuwasz. Kiedy mentalne zaślepienie opadnie, odkryjesz, że zawsze miałeś do wszystkiego dostęp, zawsze byłeś pełny. Wszystko jest już w Tobie. Teraz tylko wiesz, na czym zogniskować swą świadomość. Odkryjesz w sobie wewnętrzny skarb.

Jednak nie próbuj działać na siłę. Twoja rzeczywistość już jest doskonała. Nie trzeba jej zmieniać, wystarczy tylko wyjść poza dotychczasowe oceny i dostrzec doskonałość. Wszelkie doświadczenia przyjdą same. Jeśli zmieniasz punkt widzenia, mistycznym doświadczeniem okaże się samo życie.

6.15 Serdeczne działanie

Serce jest bardzo ważnym centrum energetycznym. Energie, które się tam znajdują (kiedy serce jest otwarte) potrafią wspaniale wpływać na człowieka i na otoczenie. Każda czynność, którą robisz może być „podporządkowana” tej wspaniałej energii miłości. Wszystko co czynisz może wypływać z serca. Miłość może stać się podstawą wszelkiego działania w świecie materii. Warto na to zwrócić uwagę. Jak wspaniała jest miłość i jak wiele inspiracji za sobą niesie. Dzięki niej każde działanie zyskuje nowy wymiar. Nie jest już dyktowane suchym umysłem i logiką. Dzięki miłości Twoje działanie może stać się miękkie i ciepłe. Pełne serdeczności i wdzięku. Jest to zupełnie inna jakość działania.

Warto spróbować skupić uwagę na sercu. Nasza cywilizacja nauczyła nas koncentrować się na umyśle, na myślach i analizach. Cała energia krąży w głowie, dodatkowo zanieczyszczając trzecie oko (również ważne centrum energetyczne). Wszystkie myśli zdają się kierować życiem. Po pewnym czasie wszystko staje się puste i mechaniczne. Reakcje wywołują dalsze reakcje. Ludzie działają jak roboty w mentalnie stworzonym, sztucznym świecie.

Dlatego przede wszystkim, warto skierować świadomość do serca. Jak wiadomo energia podąża za świadomością, dlatego skupiając się na sercu, powodujemy przepływ energii w tym centrum energetycznym. Nie tylko w medytacji, ale i w każdej chwili życia postaraj się pamiętać o sercu. Pamiętaj o świetle i miłości, płynącej z serca. Niech twoje „centrum dowodzenia ciałem” znajduje się na poziomie serca. Niech świadomość skieruje uwagę na serce. Wtenczas będziesz obserwował świat z poziomu miłości. Będziesz działał inspirowany miłością. Będziesz roztaczał miłość na wszystkich wokoło. Twój dotyk stanie się delikatny. Twoje przejawianie stanie się lekkie, pełne radości i miłości. Wtenczas otwierasz się na miłość i będziesz ją otrzymywał od wszechświata. Może się to stać piękną medytacją, ale i całym życiem.

W sercu nie ma wymysłów. Serce nie ocenia, nie analizuje. Dla niego nie ma przyszłości i przeszłości. Nie ma korzyści czy niekorzyści. Serce nie myśli, serce czuje. Nawet, jeśli nie wierzysz, że można działać z poziomu serca -spróbuj. To może odmienić Twoje aktualne życie. Tak więc skup się na sercu.

Niech Twe zmysły dotykają serca. Kiedy patrzysz, niech serce patrzy, nie głowa. Kiedy smakujesz, niech smakuje serce. Kiedy słuchasz, słuchaj sercem, niech melodia gra w sercu budząc wewnętrzną radość. Kiedy dotykasz, dotykaj z miłością i serdecznością. Niech Twoje dłonie będą przedłużeniem serca. Pełne miękkości i delikatności. Kiedy mówisz, niech słowa będą pełne ciepła i życzliwości, niech płyną prosto z serca. Twoje ciało jest nośnikiem miłości. Przejawia miłość w każdej chwili życia. Ty jesteś miłością.

Kiedy czujesz piękny impuls pochodzący z serca, idź za nim. Kiedy czujesz by zrobić coś, co jest inspirowane miłością, zrób to. Warto temu zaufać, choć na początku może być trudno. Na początku umysł zacznie rozważać, czy jest to korzystne, czy nie. Tak impuls zniknie, iskra miłości zostanie stłumiona przez umysł. Kiedy ufasz, możesz pozwolić rozpalić się miłości w Tobie. Wtedy następuje zupełnie inny sposób działania. Nie ma nic wspólnego z logiką umysłu. Jest to bardziej kierowanie się intuicją i ufnością. To jest droga serca. Ufność do wszechświata, do boskości w sobie, do ludzi, do całego istnienia. Ufność i miłość, cokolwiek się stanie. Jest to wielka joga.

Nawet medytacja na temat miłości może zmienić Twoje życie. Kiedy miłość zaczyna płynąć przez całe Twoje działanie, zmienia się jakość Twego istnienia. Działasz wypełniony miłością. Bezinteresownie i lekko. Być może do tej pory działałeś pod wpływem myśli i pod kierownictwem głowy. Może teraz warto spróbować kierować się sercem? Warto spróbować, w końcu jesteś miłością. Wystarczy, że to urzeczywistnisz. Miłość i Oświecenie jest Tu i Teraz. Odpocznij.

4.12 Całkowite oddanie

„[…] kto Mnie wielbi, oddając Mi wszystkie swoje czyny, i w pełnym oddaniu Mnie się powierza, pełniąc służbę oddania i zawsze medytując o Mnie, pogrążywszy swój umysł we Mnie – tego, o synu Prithy, szybko wyzwalam z oceanu narodzin i śmierci. Skoncentruj swój umysł na Mnie, Najwyższym Osobowym Bogu, i całą swoją inteligencję pogrąż we Mnie. W ten sposób bez wątpienia zawsze będziesz żył we Mnie.” (Bhagawadgita, rozdział 12, wersety 6-8)

Pozbyć się ego można też drogą całkowitego oddania, całkowitego zaufania boskości. Jest to droga serca. Jednak nie może to być żadne wyobrażenie boga, ponieważ wyobrażenia są błędne. Boskość jest ponad wyobrażeniami. To oddanie jest innym sposobem niż ścieżka Buddy. Droga Buddy to poznanie i intelekt, dlatego nie ma w niej Boga. Nie ma zaufania, bo nie ma komu zaufać. Jest za to czysta świadomość prawdziwej natury wszechrzeczy.

Droga serca wymaga zaufania. Powinno być ono tak głębokie, żeby nie pozostawiać cienia wątpliwości. Jest to zaufanie totalne, które pozwala porzucić całe ego. Jest to wielki akt porzucenia kontroli nad światem. Przestając kontrolować, ego nie może istnieć. Ponieważ ego musi coś kontrolować. Stara się wszystko robić po swojemu. A tu nagle tak wielkie porzucenie kontroli i zaufanie. Ego takiego momentu nie przetrwa. Nastanie wolność.

Nie kontrolując świata wszystko dzieje się samo, zgodnie z naturą. Nie ma powodu do obaw, wszechświat nikogo nie skrzywdzi, póki sami tego nie zechcemy. Poddając się naturalnemu biegowi wszechświata człowiek nie chce się skrzywdzić. Taki człowiek całkowicie ufa boskości. Jest przekonany i pewny, że boskość jest doskonała. Rzuca się więc całkowicie w ocean życia. Otwiera się totalnie na świat i na wszelkie zdarzenia. Nie kontroluje. Tu przychodzi odpoczynek i wolność -nic nie trzeba robić, boskość mnie prowadzi.

To droga wielbicieli Boga. Bhakti joginów, którzy poprzez oddanie i wielbienie uzyskują zjednoczenie z naturą wszechrzeczy, zjednoczenie z Bogiem. Nie ma nic piękniejszego od całkowitego oddania się wszechobecnej miłości. Wymaga to nieskończonego zaufania i wielkiej akceptacji tego, co jest. Ego nie potrafi ufać, dlatego nie przetrwa. Gdy ego zniknie, powstanie luka, która natychmiast wypełni się miłością i radością.

Ta droga wymaga jednak umiejętności życia „tu i teraz”. Niemożliwe jest całkowite oddanie, jeśli w umyśle tkwią stare wzorce i wyobrażenia. Jakikolwiek opór czy zwątpienie trzymają człowieka w okowach ego. Ciągle istnieją wyobrażenia i warunki. Oddanie boskości powinno być całkowite. Bez wyobrażeń, bez tego, co nie istnieje. Nie ma wyobrażeń o przyszłości, przeszłości, nie ma ocen rzeczywistości. Wszystko jest boskością, jesteś zatopiony w miłości. Dlatego świadome życie tu i teraz jest kluczem do zjednoczenia i całkowitej ufności.

Warto być przekonanym, że wszechświat daje nam wszystko, czego potrzebujemy -tu i teraz. W drodze serca także wymagana jest świadomość. Jednak nie wymagane jest zrozumienie. Tu energia nie płynie przez umysł tylko przez serce. Tu ważna jest ufność, zrozumienie sercem. Jest to podobne do cielesnego wypowiedzenia „tak” dla rzeczywistości. Przychodzi akceptacja i zrozumienie przez serce. W miarę oddania się Bogu, świadomość umysłu przyjdzie sama. Człowiek stanie się pełnią.

Droga oddania jest dobra dla ludzi, którym łatwiej jest rozwijać się poprzez serce. Jest ona dobra dla tych, których energia płynie poprzez serce. Tu większą część zajmuje uczucie. Jest doskonała dla większości kobiet, które są z reguły delikatniejsze i bardziej uczuciowe. Serce duchowe to miłość i ufność. Jest to wspaniała droga, pełna radości i boskiego piękna.

Jezus Chrystus – doskonała osobowość

Jedną z największych radości mojego życia była możliwość poznania, poprzez Księgę Urantii, fascynującej postaci Jezusa. Ten Bóg-człowiek, którego jako dziecko poznałam poprzez skostniałe dogmaty instytucji religijnych, był tak obcy i tak daleki. Wielokrotnie czytając Biblię usiłowałam zobaczyć tę, tak ludzką jak i nadludzką istotę, w życiu codziennym, idącego w kurzu dróg Galilei, to znowu siedzącego w łodzi na Jeziorze Galilejskim. Zawsze coś uciekało, coś było trudno uchwytne, czegoś brakowało. Pozostawało wrażenie, że ma się w ręku opis niekompletny, że gdzieś w końcu powinien znajdować się pełen i wyczerpujący opis tak nauczania jak i postaci Jezusa. Nie chcę tutaj nawet sugerować, że opis poniższy, seria cytatów z Księgi Urantii, jest tą właśnie poszukiwaną prawdą. To kwestia przekonań osobistych. Zanim książka ukaże się w całości, warto zapoznać się z tymi kilkoma wybranymi cytatami, przedstawionymi poniżej.

Małgorzata Jaworska

 

Str. 1101,1102,1103 „Niewyczerpana życzliwość Jezusa poruszała serca ludzkie, lecz nieugięta siła jego charakteru zadziwiała jego wyznawców. Był naprawdę szczery; nie było w nim nic z hipokryty. Był wolny od sztuczności; był zawsze pokrzepiająco autentyczny. Nigdy nie poniżał się do udawania, nigdy nie uciekał się do zawstydzania. Żył prawdą, dokładnie tak jak jej nauczał. On był prawdą. Zmuszony był głosić swojemu pokoleniu zbawczą prawdę, nawet kiedy taka szczerość czasami sprawiała ból. Był bezwarunkowo lojalny wobec wszelkiej prawdy.

Poza tym Mistrz był tak racjonalny, tak przystępny. Był wyjątkowo praktyczny w całej swojej działalności, podczas gdy wszystkie jego plany charakteryzowały się uświęconym zdrowym rozsądkiem. Był tak bardzo pozbawiony wszelkich dziwacznych, niekonsekwentnych i ekscentrycznych tendencji. Nigdy nie był kapryśny, grymaśny czy histeryczny. W całym jego nauczaniu i we wszystkim co zrobił, zawsze była wyrafinowana roztropność połączona z nadzwyczajnym poczuciem stosowności – co wypada a co nie.

Syn Człowieczy zawsze posiadał zrównoważoną osobowość. Nawet jego wrogowie zachowywali odpowiedni szacunek wobec niego; obawiali się nawet jego obecności. Jezus był nieustraszony. Był przepełniony boskim entuzjazmem, lecz nigdy nie bywał fanatyczny. Był ożywiony emocjonalnie lecz nigdy nie był niestateczny. Był obdarzony wyobraźnią lecz zawsze praktyczny. Otwarcie stawiał czoła realnościom życia, lecz nigdy nie bywał nudny czy prozaiczny. Był odważny lecz nigdy nierozważny; rozważny lecz nigdy nie tchórzliwy. Był wyrozumiały ale nie sentymentalny; unikalny ale nie ekscentryczny. Był pobożny lecz nie świętoszkowaty. A był tak bardzo zrównoważony gdyż był doskonale zintegrowany.

Oryginalność Jezusa była niezmożona. Nie był związany tradycją czy ograniczony zniewoleniem zawężonej konwencjonalności. Mówił z niezachwianą pewnością i nauczał z absolutnym autorytetem. Lecz jego wspaniała oryginalność nie przeszkadzała mu w dostrzeganiu klejnotów prawdy w naukach jego poprzedników oraz jemu współczesnych. A najbardziej oryginalną jego nauką było położenie nacisku na miłość i miłosierdzie w miejsce strachu i ofiar.

Jezus odznaczał się wyjątkowo śmiałymi poglądami. Napominał swych wyznawców aby głosili ewangelię wszystkim narodom. Był wolny od zaściankowości. Jego wyrozumiałe serce obejmowało całą ludzkość, nawet wszechświat. Jego zaproszenie zawsze brzmiało: „Ktokolwiek zechce, pozwólcie mu przyjść”.

Prawdziwie powiedziano o Jezusie, że „ufał Bogu”. Jako człowiek pomiędzy ludźmi, ufał najwznioślej Ojcu w niebie. Ufał swemu Ojcu jak małe dziecko ufa swemu ziemskiemu rodzicowi. Jego wiara była doskonała, jednak nigdy nie zarozumiała. Bez znaczenia jak okrutna mogła się wydawać natura, czy jak obojętny byłby jej stosunek wobec dobra człowieka na ziemi, Jezus nigdy nie zachwiał się w swojej wierze. Był odporny na rozczarowania i nieczuły na prześladowania. Był niewzruszony wobec oczywistego niepowodzenia.

Kochał ludzi jak braci, zauważając jednocześnie jak różnią się oni w zdolnościach wrodzonych czy cechach nabytych. „Chodził, czyniąc dobrze”.

Jezus był człowiekiem niezwykle radosnym, lecz nie był ślepym, bezmyślnym optymistą. Ciągle napominał: „Nie upadajcie na duchu”. Mógł zachowywać postawę tak pewną ze względu na swe niezachwiane zaufanie pokładane w Bogu i niewzruszoną ufność w człowieka. Zawsze był wrażliwy i taktowny w stosunku do wszystkich ludzi, gdyż kochał ich i wierzył w nich. Mimo to zawsze był wierny swoim przekonaniom i imponująco niezmienny w swym oddaniu dla czynienia woli jego Ojca.

Mistrz zawsze był szczodry. Ciągle powtarzał, że „bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać niż brać”. Powiedział: „Darmo wzięliście, darmo dawajcie”. A mimo tej całej swej bezgranicznej szczodrości, nigdy nie był rozrzutny czy ekstrawagancki. Nauczał, że trzeba wierzyć aby otrzymać zbawienie. „Każdy, kto prosi, otrzyma”.

Był bezpośredni lecz zawsze życzliwy. Powiedział: „Gdyby tak nie było, nie mówiłbym wam”. Mówił bez ogródek, lecz zawsze był przyjacielski. Był szczery w swej miłości do grzesznika i w swej nienawiści do grzechu. Lecz przy całej tej zadziwiającej bezpośredniości był bezbłędnie sprawiedliwy.

Jezus był wciąż radosny, pomimo że czasem pił do dna puchar ludzkiego smutku. Nieustraszenie stawiał czoła realnościom życia a jednak był przepełniony entuzjazmem dla ewangelii królestwa. Jednak to on panował nad swym entuzjazmem, nigdy entuzjazm nie panował nad nim. Poświęcił się w pełni „sprawie Ojca”. Jego boski entuzjazm doprowadzał jego nie uduchowionych braci do wniosku, że jest obłąkany, lecz przyglądający się temu wszechświat oceniał go jako model rozsądku i wzór najwyższego poświęcenia się śmiertelnika wysokim standardom życia duchowego. Jego kontrolowany entuzjazm był zaraźliwy; jego towarzysze zmuszani byli do podzielania jego boskiego optymizmu.

Ten człowiek z Galilei nie był człowiekiem smutku, był duszą radości. Zawsze mawiał: „Cieszcie się i radujcie”. Jednak gdy obowiązki tego wymagały, był skłonny kroczyć odważnie „doliną cienia śmierci”. Był radosny lecz jednocześnie pokorny.

Jego odwaga dorównywała tylko jego cierpliwości. Gdy wywierano nań nacisk, aby działał przedwcześnie, odpowiadał tylko: „Moja godzina jeszcze nie nadeszła”. Nigdy się nie spieszył; jego opanowanie było majestatyczne. Lecz oburzał się często na zło, nie tolerował grzechu. Był często bardzo poruszony, przeciwstawiając się temu co szkodliwe dla dobra jego dzieci na ziemi. Jednak jego oburzenie na grzech nigdy nie prowadziło go do gniewu wobec grzesznika.

Jego odwaga była imponująca lecz nigdy nie był nieroztropny. Jego hasło brzmiało: „Nie bójcie się”. Jego męstwo było podniosłe a jego odwaga częstokroć heroiczna. Lecz odwaga jego połączona była z rozsądkiem i kontrolowana logiką. Była to odwaga zrodzona z wiary, nie lekkomyślność ślepych przypuszczeń. Był naprawdę odważny, lecz nigdy zuchwały.

Mistrz był wzorem w czczeniu. Modlitwa jego, nawet z czasu młodości, zaczynała się od słów: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje”. Był on pełen szacunku nawet dla błędnych praktyk religijnych swych współbraci. Lecz to nie powstrzymało go od kwestionowania tradycji religijnych czy ostrego występowania przeciw błędom w ludzkim wierzeniu. Był pełen czci dla prawdziwej świętości a przecież słusznie mógł zwracać się do swych braci słowami: „Któż z was może mi dowieść grzechu?”.

Jezus był wielki, ponieważ był dobry a mimo to bratał się z małymi dziećmi. Był delikatny i bezpretensjonalny w swym życiu osobistym a mimo to był doskonałym człowiekiem tego wszechświata. Jego towarzysze nazywali go spontanicznie Mistrzem.

Jezus posiadał doskonale zjednoczoną osobowość ludzką. I dziś, tak jak w Galilei, wciąż jednoczy doświadczenie śmiertelnika i koordynuje wysiłki ludzkie. Jednoczy życie, uszlachetnia charakter i upraszcza doświadczenie. Wnika w ludzki umysł aby wywyższać go, zmieniać i przekształcać. Jest dosłowną prawdą: „Jeśli ktokolwiek ma w sobie Jezusa Chrystusa, jest nowym stworzeniem, to co dawne minęło, oto wszystko stało się nowe”.

Str. 1562 „Inni apostołowie odnosili się do Jezusa z szacunkiem ze względu na pewne szczególne i wybitne cechy jego doskonałej osobowości, ale Tomasz szanował Mistrza ponieważ ów miał wspaniale zrównoważony charakter. Coraz bardziej Tomasz podziwiał i szanował tego, który był tak łaskawie miłosierny a przecież tak bezwzględnie sprawiedliwy i bezstronny; bardzo stanowczy ale nigdy nie uparty; tak opanowany ale nigdy nie obojętny; tak pomocny i tak współczujący ale nigdy nie wścibski czy dyktatorski; tak silny ale jednocześnie tak delikatny; tak stanowczy ale nigdy nie szorstki czy grubiański; tak delikatny ale nigdy nie chwiejny; tak czysty i niewinny ale jednocześnie tak męski, bojowy i pełen siły; tak prawdziwie odważny ale nigdy nie szaleńczy czy nierozważny; tak wielki miłośnik przyrody ale tak wolny od wszelkiej tendencji jej czczenia; tak pełen humoru i tak lubiący żartować ale tak wolny od lekkomyślności i frywolności. To właśnie ta niezrównana symetria osobowości tak bardzo oczarowała Tomasza. Prawdopodobnie, spośród całej dwunastki, Tomasz intelektualnie najpełniej rozumiał i doceniał osobowość Jezusa”.

Str. 1589 „Mistrz wykazywał wielką mądrość i przejawiał doskonałą bezstronność w całym swoim postępowaniu z apostołami i wszystkimi jego uczniami. Jezus prawdziwie był mistrzem dla ludzi; wywierał wielki wpływ na swoich współbraci ponieważ w swojej osobowości łączył urok i siłę. Jego surowe, koczownicze i bezdomne życie charakteryzowało się subtelnym majestatem. Istniał intelektualny powab oraz duchowa moc przyciągająca w jego autorytatywnym sposobie nauczania, w jego klarownej logice, sile rozumowania, jego bystrej wnikliwości, czujności umysłu, w jego niezrównanym opanowaniu i subtelnej tolerancji. Był prosty, mężny, uczciwy i nieustraszony. Wraz z tymi wszystkimi fizycznymi i intelektualnymi czynnikami występującymi w postawie Mistrza, istniały w nim także te wszystkie duchowe uroki jego jestestwa, które były związane z jego osobowością – cierpliwość, łagodność, delikatność i pokora.

Jezus z Nazaretu miał naprawdę silną i dynamiczną osobowość; był intelektualną potęgą i duchową fortecą. Jego osobowość przemawiała nie tylko do duchowo nastawionych kobiet, znajdujących się wśród jego wyznawców, ale także do wykształconego intelektualisty Nikodema i do odważnego rzymskiego żołnierza, kapitana postawionego na straży przy krzyżu, który gdy skończył przyglądać się śmierci Mistrza, powiedział: „Prawdziwe, to był syn Boży”. A krzepcy, surowi rybacy galilejscy, nazywali go Mistrzem.

Wyjątkowo godne pożałowania są obrazy przedstawiające Jezusa. Te malowidła przedstawiające Chrystusa wywierają szkodliwy wpływ na młodzież; kupcy w świątyni pewnie nie uciekaliby przed Jezusem, jeśli byłby on takim człowiekiem, jakiego zazwyczaj przedstawiali wasi artyści. Był on pełen dostojnej męskości, był dobry lecz naturalny. Jezus nie pozował na łagodnego, słodkiego, delikatnego i poczciwego mistyka. Jego nauczanie było przejmująco dynamiczne. On nie tylko miał na myśli dobro, ale faktycznie chodził czyniąc dobro”.

Str. 1609 „Mistrz był doskonałym wzorem ludzkiej samokontroli. Kiedy mu urągano, on nie urągał; kiedy cierpiał, nie wyrzekł słowa groźby przeciwko swoim dręczycielom; kiedy był wydany przez swoich wrogów po prostu powierzył siebie prawemu osądowi Ojca w niebie”.

Str. 1671 „Najbardziej zadziwiającą i najbardziej rewolucyjną cechą misji Michała na ziemi była jego postawa wobec kobiet. W czasach i w pokoleniu, gdy było przyjęte, że w miejscu publicznym mężczyzna nie pozdrawiał nawet własnej żony, Jezus, w związku z trzecią turą po Galilei ośmielił się wziąć ze sobą kobiety jako nauczycielki ewangelii. I miał bezprzykładną odwagę uczynić to w obliczu nauczania rabinicznego, które głosiło, że byłoby „lepiej aby słowa prawa były spalone, niż miały być przekazane kobietom”. Jezus, w jednym pokoleniu, podźwignął kobiety ze stanu lekceważącego zapomnienia i trwającej wieki niewolniczej harówki. I jest rzeczą haniebną dla religii, która ośmieliła się przyjąć imię Jezusa, że w swojej późniejszej postawie wobec kobiet nie miała moralnej odwagi pójścia za jego szlachetnym przykładem.

Gdy Jezus obracał się między ludźmi, zauważali oni, że był zupełnie wolny od przesądów tamtych dni. Był wolny od religijnych uprzedzeń; nigdy nie był nietolerancyjny. W jego sercu nie było niczego, co przypominałoby antagonizmy społeczne. Podczas gdy przestrzegał tego co dobre w religii jego ojców, nie wahał się lekceważyć sztucznych tradycji, wyniku przesądów i niewoli. Ośmielał się nauczać, że katastrofy przyrody, wypadki czasu i inne tragiczne zdarzenia, nie są dopustem bożych wyroków czy tajemniczymi zrządzeniami Opatrzności. Potępiał niewolnicze poświęcanie się nic nie znaczącym obrzędom i demaskował fałszywe rozumowanie kultu materialistycznego. Śmiało głosił duchową wolność człowieka i ośmielał się nauczać, że śmiertelnicy w ciele są faktycznymi i prawdziwymi synami żywego Boga.

Jezus przewyższył wszelkie nauki swoich poprzedników, kiedy śmiało zamienił czyste ręce na czyste serce, jako znak prawdziwej religii. Rzeczywistość postawił na miejscu tradycji i wymiótł wszelkie aspiracje próżności i hipokryzji. A jednak ten nieustraszony człowiek Boży nie dawał upustu destrukcyjnemu krytycyzmowi czy przejawom krańcowego lekceważenia religijnych, społecznych, ekonomicznych i politycznych zwyczajów tamtego czasu. Nie był on agresywnym rewolucjonistą, był postępowym ewolucjonistą. Zajmował się niweczeniem tego co było tylko wtedy, kiedy równocześnie oferował swoim współbraciom rzecz wyższą, która powinna być.

Jezus nie wymagał posłuszeństwa od swoich zwolenników, ale je miał. Tylko trzech ludzi, których powołał osobiście, odmówiło jego zaproszeniu do zostania jego uczniami. Roztaczał osobliwą moc przyciągania nad ludźmi lecz nie był dyktatorski. Przewodził pewnie i nikt nigdy nie czuł się urażony wydawanymi przez niego poleceniami. Przejął absolutną władzę nad swoimi uczniami ale nikt nigdy się nie sprzeciwił. Pozwolił swoim wyznawcom aby nazywali go Mistrzem.

Mistrz był podziwiany przez wszystkich, którzy go spotkali, za wyjątkiem tych, którzy żywili głęboko zakorzenione religijne uprzedzenia lub tych, którzy uważali, że dostrzegli polityczne niebezpieczeństwo w jego nauczaniu. Ludzie byli zdumieni oryginalnością i autorytatywnością jego nauczania. Podziwiali jego cierpliwość w postępowaniu z zacofanymi i natrętnymi ludźmi zadającymi pytania. Bali się go tylko ci, którzy go nie spotkali a znienawidzony był tylko przez tych, którzy uważali go za orędownika tej prawdy, której przeznaczeniem było obalenie zła i błędów, które oni zdecydowani byli zachować w swych sercach za wszelką cenę.

Wywierał wielki i szczególnie fascynujący wpływ zarówno na przyjaciół jak i na wrogów. Tłumy mogły podążać za nim tygodniami tylko po to, żeby usłyszeć jego łaskawe słowa i ujrzeć jego proste życie. Oddani mu mężczyźni jak i kobiety, kochali Jezusa z niemalże nadludzkim uczuciem. Im lepiej go poznawali tym bardziej go kochali. I wszystko to jest prawdą; nawet dzisiaj i we wszystkich przyszłych epokach, im bliżej będzie człowiek poznania tego Boga-człowieka, tym bardziej będzie go kochać i za nim podążać”.

Str. 1674 „To czego Jezus nauczał o zrównoważonym charakterze nie wywarło takiego wpływu na jego towarzyszy jak fakt, że jego własne życie było tak wymownym przykładem jego nauczania. Żył pośrodku stresu i burzy lecz nigdy się nie zachwiał. Jego wrogowie wciąż szykowali mu pułapki lecz go nigdy nie usidlili. Mędrcy i uczeni usiłowali go zwieść lecz on nie pobłądził. Usiłowali go uwikłać w dyspucie lecz odpowiedzi jego były zawsze oświecające, dostojne i ostateczne. Kiedy przerywano mu dyskusję rozlicznymi pytaniami, odpowiedzi jego były zawsze znamienne i decydujące. Nigdy nie uciekał się do niegodziwych taktyk, będąc pod ciągłym naciskiem swoich wrogów, którzy nie wahali się stosować każdego rodzaju fałszywych, nierzetelnych i niecnych metod ataku na niego”.

Str. 1874, 1875 „Jezus szerzył otuchę wszędzie gdzie poszedł. Był pełen łaski i prawdy. Jego towarzysze nigdy nie zaprzestali dziwić się łaskawym słowom, które płynęły z jego ust. Możecie kultywować łaskawość, ale miłosierdzie jest aromatem życzliwości, który emanuje z przesyconej miłością duszy.

Dobroć zawsze wzbudza szacunek, ale kiedy pozbawiona jest łaski, często odpycha uczucie. Dobroć przyciąga powszechnie jedynie wtedy, kiedy jest łaskawa. Dobroć odnosi skutek tylko wtedy kiedy pociąga.

Jezus naprawdę rozumiał ludzi; dlatego też mógł przejawiać prawdziwą życzliwość i okazywać szczere współczucie. Rzadko jednak ulegał litości. Podczas kiedy współczucie jego było bezgraniczne, jego życzliwość była praktyczna, osobista i konstruktywna. Jego obycie z cierpieniem nigdy nie rodziło obojętności i zdolny był do służenia udręczonym duszom bez pomnażania ich litości nad samymi sobą.

Jezus mógł tak bardzo pomagać ludziom dlatego, że kochał ich tak szczerze. Naprawdę kochał każdego mężczyznę, każdą kobietę i każde dziecko. Mógł być tak oddanym przyjacielem, gdyż posiadał nadzwyczajną wnikliwość – wiedział dokładnie co znajdowało się w sercu i umyśle człowieka. Był dociekliwym i przenikliwym obserwatorem. Był mistrzem w rozumieniu ludzkich potrzeb, inteligentnie dostrzegał ludzkie pragnienia.

Jezus nigdy się nie spieszył. Zawsze miał czas pocieszać swoich bliźnich „jak przechodził obok”. W jego obecności jego przyjaciele nie czuli się skrępowani. Był czarującym słuchaczem. Nigdy nie zajmował się wścibskim zagłębianiem się w dusze swoich towarzyszy.

Kiedy pocieszał głodne umysły i służył spragnionym duszom, adresaci jego miłosierdzia nie czuli, że spowiadali się przed nim, ale tak jak gdyby naradzali się z nim. Ludzie mieli do niego bezgraniczne zaufanie ponieważ widzieli, że pokładał w nich tak wiele wiary.

Nigdy nie sprawiał wrażenia, że jest ciekawy ludzi i nigdy nie okazywał chęci kierowania, rządzenia nimi czy ich korygowania. Wzbudzał głęboką wiarę w siebie i bezprzykładną odwagę u wszystkich tych, którzy mieli okazję z nim przebywać. Kiedy uśmiechał się do człowieka, śmiertelnik taki czuł, że posiadł większe możliwości rozwiązywania swoich wielorakich problemów.

Jezus kochał ludzi tak bardzo i tak mądrze, że nigdy nie zawahał się być dla nich surowy, kiedy okoliczność wymagała takiego karcenia. Często zabierając się do pomocy człowiekowi, zwracał się o pomoc do niego samego. W ten sposób ożywiał jego zainteresowanie i odwoływał się do lepszych stron ludzkiej natury.

Mistrz potrafił dostrzec zbawczą wiarę w pospolitym przesądzie u kobiety, która szukała uzdrowienia poprzez dotknięcie jego szaty. Zawsze był gotów i skłonny do przerwania kazania, czy przetrzymania tłumów, podczas gdy służył potrzebom jednostki, nawet małemu dziecku. Wielkie rzeczy zdarzały się nie tylko dlatego, że ludzie mieli wiarę w Jezusa, ale również dlatego, że Jezus miał tak wiele wiary w nich.

Większość naprawdę ważnych rzeczy, jakie Jezus powiedział czy zrobił, wyglądała na zdarzenie przypadkowe, które nastąpiło „kiedy przechodził obok”. Tak mało było profesjonalizmu, starannego planowania czy przemyślenia w ziemskiej służbie Mistrza. Rozdawał zdrowie i szerzył radość naturalnie i w pełni łaski, tak jak szedł przez życie. Było dosłowną prawdą, że „chodził, czyniąc dobrze”.

I dobrze by było aby zwolennicy Mistrza, we wszystkich epokach, uczyli się służyć jak „przechodzą obok” – czynić bezinteresownie dobro, tak jakby właśnie zajmowali się swoimi codziennymi sprawami”.

Fragmenty z Księgii Urantii.

Przekład: Małgorzata Jaworska