Archiwa tagu: świadomość

Vipassana – Ścieżka wglądu – Wstęp

Po kursie Vipassany zyskałem tytuł starszego ucznia. Nie jestem instruktorem, naucielem, guru. W tym momencie zdobywam wykształcenie pedagogiczne i jestem zafascynowany złożonością mojego postrzegania, jak i postrzegania w ogóle.

Chciałbym w kilku odcinkach przedstawić wam moje spojrzenie na najstarszą praktykę medytacyjną wywodzącą się od Buddy. Jest to swego rodzaju ścieżka życiowa, jeśli nią pójdziesz zaprowadzi Cię w odpowiednie miejsce.

Nie mam zamiaru tłumaczyć tutaj wszystkiego, jeśli trafiłeś na ten artykuł zapewne posiadasz już pewną wiedzę na temat medytacji, a jeśli w ogóle nie masz pojęcia co to jest odsyłam Cię do takich tytułów jak „Medytacja Vipassana w prostych słowach” – Henapola Gunaratana , „Medytacja Vipassana” – Rafał Łepik, „Vipassana” – Andrzej Szczypiorski lub innych. Dwie pierwsze są za darmo dostępne w Internecie.

Czemu akurat TA medytacja?

Na świecie istnieje tysiące metod medytowania: bierne, dynamiczne, siedzące, w pozach, poprzez dźwięk, poprzez taniec. Jest tak z kilku powodów. Jesteśmy od siebie różni, nie dla każdego dobre jest to samo, żyjemy w różnych kulturach, mamy różne temperamenty, różne możliwości.

Ta medytacja opiera się na prostocie i konsekwencji, to właśnie mnie do niej zachęciło. Mając pewne problemy ze sobą, perfekcjonizm, uleganie wpływom potrzebowałem metody, która wyrobi we mnie te cechy, których mi brakuje: proste podążanie do celu, dyscypliny i konsekwencji.

Opiera się ona o podstawowe założenia medytacyjne jaki są (na prosty język):

a. Uspokojenie umysłu

b. Koncentracja umysłu

c. Poznanie umysłu

Spokojny, skoncentrowany umysł, który dokonał wglądu we własną naturę, prowadzi nas do szczęścia i harmonii. Nie mam na myśli zdobycie mnóstwa pieniędzy i władzy, ale wewnętrznego poczucia sensu i doznania miłości. Będziemy tam gdzie byliśmy, będziemy tacy jacy jesteśmy, ale będziemy przepełnieni ogromem radości, która do tej pory była ukryta.

Będąc na kursie dostrzegłem, że uczestniczy w nim dużo kobiet, było to dla mnie dziwne, gdyż jest to dość surowa metoda, byłem przekonany, że kobiety wolą jogę, taniec lub jakieś inne niestworzone rzeczy, gdyż są otoczone całą paletą niespodzianek. Tutaj nie ma żadnej niespodzianki, jest poduszka – Ty – i siedzenie. Widocznie i one w niej coś dostrzegły, co jak się później dowiedziałem sprawiło, że pojechały na kurs i wielokrotnie wracały. Jestem mężczyzną i jak zdarzyliście zauważyć wypowiadam się o swoim punkcie widzenia, nie potrafię zrozumieć kobiety :), lecz jestem przekonany w tym siedzeniu jest coś co jest korzystne dla każdego nieważne jakiej jest płci i w jakim jest wieku.

Jeśli chodzi o wstęp to by było na tyle, w następnym artykule opowiem o pierwszym założeniu jakim jest „uspokojenie umysłu”.

9.9 Szczęście w społeczeństwie

Założeniem większości działań człowieka jest osiągnięcie szczęścia. Prehistoryczni budowali coraz lepsze bronie, żeby lepiej polować. Szukali lepszych miejsc, by żyć wygodniej. Wszystko stawało się coraz lepsze i lepsze, coraz szybsze i kosztowniejsze. Każde działanie było powodowane pewną motywacją osiągnięcia szczęścia. Działało się w nadziei, że skutek przyniesie upragnione szczęście. Jednak za każdym razem okazywało się, że zdobycz obiecanego raju nie przyniosła, dlatego ludzie szukali coraz dalej. Tak rozwinął się handel, gospodarka, nauka, polityka i inne funkcje społeczeństwa. Większość działań ludzkości była motywowana osiągnięciem upragnionego szczęścia. Wszystko mogłoby się skończyć dobrze, gdyby było robione świadomie. Niestety nie było. Nieświadomość oplotła umysły i spowodowała zatracenie się w tym biegu rozwoju. To dobrze widać na przestrzeni ostatnich lat, kiedy to dążenie do szczęścia zasłania sam teraźniejszy moment szczęścia.

Dlaczego to wszystko? Do czego zmierzamy? Co nam daje cywilizacja? Być może ludzie tego nie wiedzą, jednak wszystkie działania są motywowane osiągnięciem szczęścia. Może to być szczęście pochodzące od spełnienia, osiągania celów, odkrywania, kreatywności itp. Człowiek chce wreszcie znaleźć to, czego szuka, osiągnąć to, czego pragnie i być szczęśliwy. Chce oddalić od siebie wszelkie problemy i momenty cierpienia. Ego ciągle walczy o spełnienie. Każdy pragnie by mieć wreszcie spokój i osiągnąć harmonię. Jest to naturalne pragnienie.

Ludzie pracują, pragną zapewnić sobie dom, pieniądze, wszelkie możliwe wygody. Wszystko po to, by być szczęśliwymi. Gdy to już mają, okazuje się, że coś nadal jest nie tak. Takie poszukiwanie może trwać wiele lat, a nawet pokoleń. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że szczęścia nie ma w przedmiotach, nie ma w zdarzeniach, nie ma nawet w bliskich osobach. Są oczywiście radości, jednak one są bardzo ulotne i nietrwałe. Przychodzą i odchodzą. Zwykło się mówić nawet „chwile szczęścia”. Faktycznie, są to chwile pojawiające się na tle przestrzeni. Pomiędzy chwilami radości pojawiają się chwile smutku. Reszta życia jest spędzona na dążenie do szczęścia i obracanie się wibracjach cywilizacji.

Człowiek dąży do zaspokojenia swoich potrzeb. Psychologowie wydzielili szereg potrzeb człowieka. Począwszy od jedzenia, potrzeb fizjologicznych, poprzez potrzeby społeczne do doświadczeń duchowych. Jest cały wachlarz potrzeb człowieka, których spełnienie rzekomo przynosi szczęście. Więc psychologowie znają drogę do szczęścia, znają warunki szczęścia. Więc wszyscy powinni być szczęśliwi. Powinniśmy mieć oświeconą cywilizację, pełną miłości i radości. Może mamy? Przeprowadzając ankiety pewnie by wyszło, ze taką faktycznie mamy. Nie trzeba kwestionować rzetelności ankietowanych. Jeśli wszystko jest w porządku, to skąd te problemy?

Rzeczywistość jest tak uformowana, że możesz doświadczać wszystkiego, czego zechcesz. Jeśli chcesz doświadczać naturalności, wybierz naturalność. Jeśli chcesz doświadczać oporów i nieświadomości wybierz szaleńczy pęd cywilizacji. Nikt Cię do niczego nie zmusza. Warto jednak działać świadomie. Warto również wybrać swój punkt widzenia – punkt zjednoczenia. Jeśli chcesz działać tylko dla siebie i walczyć ze wszystkimi wokoło, przyjmij punkt zjednoczenia z ciałem. Będziesz wtedy sam ze swoim ciałem przeciwko wszelkiemu stworzeniu. Jeśli chcesz się rozpłynąć w miłości, przyjmij punkt zjednoczenia całej ludzkości. Tylko od Ciebie zależy, co czujesz.

Nie chodzi o to, że cywilizacja jest w jakiś sposób zła. Nie jest ani dobra ani zła. Wiele wytworów, które ulepszają życie jest stworzona na bazie czystej kreatywności. Ludzie są twórczy, wykorzystują możliwości tej rzeczywistości do samorealizacji w twórczości. Sama technologia powstała po części z pasji naukowców. Wiele rzeczy, które odkryli ludzie jest bardzo użytecznych, chociażby środki komunikacji (tej fizycznej jak i tej cyfrowej).  Nic nie jest złe. Wszystko w jakiś sposób działa. Twoją wolą jest jak z tego skorzystasz. Można użyć internetu do wzrostu świadomości, można tez użyć do zastraszania i manipulowania ludzkością.

Kwestią kluczową jest świadomość, a ta niema nic wspólnego wiedzą. Wiedza również jest ważna na pewnym poziomie, jednak bez świadomości podstaw życia jest całkowicie bezużyteczna. Jeśli współczesny system nauczania (szkoła, kościół) wpaja wszystko oprócz medytacji, to skąd w młodych ludziach ma się wykształcić zrozumienie, wewnętrzny spokój i akceptacja? Widać nie są one potrzebne.

Tworząc społeczeństwo szczęśliwe, warto zacząć od zmiany siebie. Gdy większość ludzi będzie świadoma swego istnienia na tej planecie, stanie się bardzo wrażliwa na wszelki przejaw życia. Osoba świadoma miłości nie jest w stanie zabijać, nie jest w stanie kraść, nie sprawia bólu, nie walczy. Taka osoba staje się źródłem pokoju i świadomości. Im więcej takich osób, tym całokształt cywilizacji ulega zmianie. To staje się całkiem naturalne. Zacznij więc zmianę od siebie, poczym wskazuj drogę innym. Swoim zachowaniem inspirujesz innych. Wprowadzając w swoje pole spokój, świadomość i lekkość Twoje otoczenie się do Ciebie dostraja. Rozpoczyna się łańcuchowa reakcja miłości, której jesteś źródłem. Każdy ma wpływ na zmianę obrazu ludzkości, jeśli chcesz, zacznij więc od siebie.

W dalszej perspektywie bardzo ważna jest edukacja młodych ludzi. Jest to najważniejszy punkt w rozwoju cywilizacji. Wychowanie młodych ludzi kształtuje przyszły obraz tego świata. Nie warto tego lekceważyć. Jeśli przekażemy młodym nieodpowiednie wzorce działania, skierujemy tą cywilizację w stronę unicestwienia. Jest to naturalna zasada przyczyny i skutku. Tworząc przyczynę chaosu, otrzymamy chaos. Dlatego tak ważne jest zajęcie się odpowiednim wychowaniem dzieci. Żeby to jednak zrobić, warto samemu mieć odpowiednie wzorce. Tu przychodzi z pomocą świadomy rozwój.

Brzmi jak indoktrynacja? Wpajanie młodym odpowiednich wzorców zachowań… a co w tej chwili się robi? Wpaja młodym odpowiednie wzorce zachowań (zgodne z religią, moralnością i zasadami opartymi na utożsamianiu się z umysłem). Skutkiem jest aktualne społeczeństwo.

Mechanizm rozwoju cywilizacji działa łańcuchowo. Wzorce przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Dzieci powtarzają błędy swoich rodziców, ponieważ przejmują ich światopogląd, sposób działania. Dzieci przejmują w większości wibracje rodziców. Jedynym momentem, w którym da się przerwać nieustanny łańcuch nieświadomości jest teraźniejszość. To właśnie Ty jesteś pokoleniem, które jest w stanie uwolnić się od nieświadomego podążania za niekorzystnymi programami. Oczywiście to nadal Twój wybór. Można działać tak, jak wszyscy przodkowie. Powtarzać ich nieświadome programy. Można tworzyć wojny, można tworzyć pole nienawiści wokoło siebie. Jeśli człowiek nie porzuci starych i niepotrzebnych wzorców działania, możemy skończyć na wojnie globalnej, po której mało co zostanie. Warto zadać sobie pytanie czy to stworzy pole doświadczania szczęścia? Dla człowieka świadomego jasne staje się, że trwając w wibracji nienawiści nie osiągnie się szczęścia, nawet jeśli rzekomo się do szczęścia dąży.

Aby przerwać łańcuch nieświadomości warto zacząć żyć świadomie. Wtenczas aktualne pokolenie ma szansę dać nowe wzorce swoim dzieciom. Jest możliwość wprowadzenia cywilizacji miłości. Wystarczy zająć się odpowiednio młodymi ludźmi.

Najkorzystniejsza sytuacja jest wtedy, kiedy rodzic sam ma świadomość i harmonię z samym sobą. Wtenczas uczy dziecko korzystnego działania. Kolejnym etapem może być szkoła, w której można prowadzić lekcje prostych medytacji. No i ośrodki religijne, które mogłyby bazować na świadomości.

Jeśli dziecko nie ma świadomości tego świata, nie ma świadomości procesu życia, to zagłębianie się w szczegóły wiedzy stworzonej przez umysł staje się pustą grą iluzji. Na dodatek te iluzje stają się tak ważne, że przysłaniają całokształt istnienia. Warto zacząć od podstaw. Od znajomości swego ciała, znajomości emocji, świadomości myśli. Zrozumienia zasad przyczyny i skutku. Zrozumienia jakości energii, którymi się człowiek otacza. Są to podstawowe rzeczy, które są tak banalnie proste, że można ich uczyć nawet w przedszkolu. Jeśli dziecko zauważy, że robiąc coś na złość czuje się źle, tworzy sobie i innym cierpienie -zaprzestanie tego. Tylko trzeba mu to najpierw pokazać. Jeśli rodzice tego nie zrobią, warto to wprowadzić w szkołach. Jeśli rodzice nie są w stanie przekazać dziecku świadomości, niech robią to wykwalifikowani nauczyciele.

Religia jest tu strażnikiem moralności. To jest w porządku. Tylko często jest tu mowa o rzeczach na tyle abstrakcyjnych, że młody człowiek nie odnosi tego do siebie. Jest jakiś Bóg (wyobrażenie Boga), był Jezus, jest Msza Święta. Młodzi ludzie to akceptują, jednak w większości nie czują. Nie ma to przełożenia na życie w tym społeczeństwie. To społeczeństwo nadal jest przeplatane walką i nieświadomością. Religia nie musi wychodzić poza ciało. Nie musi wskazywać czegoś odległego i abstrakcyjnego. Niech wprowadza młodych ludzi w głąb własnego ciała. Niech młody człowiek zrozumie swoje wnętrze. Niech pojmie zasadę działania emocji, myśli, ciała. Poczym zauważy, że sam jest przejawem boskości i uczestniczy w boskim procesie życia. To bardzo praktyczny sposób przekazywania wiedzy. Ponieważ młody człowiek sam tego doświadcza. To ma realne przełożenie na codzienność. Niech religia stanie się nauką świadomego życia.

Dzięki takiemu działaniu ludzkość ma szansę stworzyć społeczność miłości. Dzięki świadomości możliwa jest przemiana. Niech nastanie cywilizacja boskości. Ludzkość ma ten potencjał. Cywilizacja pełna szczęścia. Istoty połączą się jako ludzkość w tym procesie istnienia. Nastanie moment boskości.

9.6 Stosunki z ludźmi

Aktualne stosunki z ludźmi polegają na ocenie i odgrywaniu odpowiednich programów podświadomości. Na początku ego ocenia, jaki jest to człowiek. Stara się określić, zaszufladkować, nadać etykietkę, by wiedzieć jak z nim postępować. Stara się dostroić do człowieka, by posiąść o nim jak najwięcej informacji. Potem gdy już umysł ma odpowiednią ilość informacji o człowieku może ustosunkować się do niego. Odgrywać wyuczone reakcje. Wszystko jest niemalże mechaniczne i podświadome.

Każdy związek z innym człowiekiem opiera się na pewnych warunkach. Umysł jest takim tworem, który stawia warunki. Czasem lubi, czasem nie lubi człowieka. Jest to uzależnione od oceny i wcześniejszych uwarunkowań.

Związki ludźmi opierają się na wyobrażeniach. Właściwie dla umysłu nie jest ważna sama istota człowieka i jego istnienie, tylko ważne jest, co ta istota daje. Ego wypatruje korzyści, jakie osiąga dzięki innym. W myślach jest obraz osoby wraz ze wszystkimi plusami i minusami (ocenami) dotyczącymi tej osoby. Wszystkie stosunki opierają się na wyobrażeniach. Przykładowo zauroczenie jest tylko pewnym uzależnieniem od wyobrażeń o danej osobie. W myślach powstaje wyidealizowany obraz partnera. Powstaje wyidealizowane wyobrażenie. Świadomość nie postrzega już istoty jako boskiego przejawu energii, widzi tylko to, co chce widzieć. Miłość w dzisiejszym świecie jest grą wyobrażeń i warunków.

Przyjaźń, podobnie jak antypatia, jest tworzona przez ego. Umysł wybiera, które istoty są przyjaciółmi, a które nie. Wybiera sobie przyjaciół na podstawie podobieństwa. Jest to całkiem naturalny mechanizm. Najpierw następuje ocena człowieka, poczym stworzenie z niego przyjaciela, bądź wroga. Wszystko zależy od wcześniejszych uwarunkowań.

Człowiek spotyka się z innymi ludźmi, ponieważ dają mu swoją indywidualność, w pewien sposób bawią ego. Można tworzyć relacje między ludźmi, a różnice charakterów urozmaicają całą zabawę. To jest w porządku. Warto tylko mieć świadomość tych procesów.

Korzyści ze spotkań z innymi ludźmi są nie tylko pożywką dla ego. Nie tylko po to, by bawić. Można tu dostrzec coś głębszego. Spotkanie dwóch istot jest spotkaniem dwóch pozornie oddzielonych cząstek świadomości. Świadomość, która jest jednością doświadcza sama siebie. Ogląda siebie z różnych stron, poznaje tworząc różne wibracje i energie. Dzięki temu może wzrastać, doświadczać, rozwijać się. Dlatego wszelka interakcja z innymi istotami jest tak cenna dla całego wszechświata. Pomijając określenia i wymysły ego, towarzystwo innych istot może być piękną celebracją istnienia. Warto patrzeć na ludzi jako na boskie przejawy istnienia. Jako cząstki tego samego procesu. Jako cudowna organizacja energii. Przejaw świadomości. Dzięki temu całe otoczenie stanie się boskością.

Za każdym razem podświadomość wiąże się z daną osobą emocjonalnie. Czasem bardziej czasem mniej. Największe związanie występuje w momencie silnych emocji wytworzonych przy kontakcie. Dzieje się tak na przykład na pierwszej randce, gdzie ego chce wypaść jak najlepiej. Warto zauważyć, że ekstremalne sytuacje zbliżają ludzi.

Do grupy najsilniejszych związków emocjonalnych należą związki z rodzicami. To właśnie od tych osób powstaje największe uzależnienie. Warto zauważyć, ze rodzice wpływają na dziecko od początku życia. Małe dziecko dostraja się do rodzica, próbując przejąć jego sposób zachowania i całe jego wibracje. Uczy się od niego wszystkiego, tym samym rodzic staje się dla dziecka większą częścią świata. Jest to ten wycinek rzeczywistości, który jest dla dziecka stały i względnie niezmienny. Rodzic jest najważniejszą częścią świata dziecka.

Już od momentu porodu powstaje głęboka więź między dzieckiem a matką. Od samego początku są ustalane pewne role, które odgrywają matka i dziecko. Powstają pewne warunki i przyzwyczajenia. Zostaje określony ścisły stosunek między matką, a dzieckiem. To wszystko kształtuje w znacznym stopniu psychikę dziecka i wpływa na przyszłe, dorosłe życie. Wiele jest przypadków, kiedy wzorce uzależnienia od mamusi przewijają się nawet u dorosłych ludzi. Warto być świadomym swoich uwarunkowań. Warto również uzdrowić relację między swoimi rodzicami. To może w znacznym stopniu zmienić aktualną rzeczywistość.

Wiele blokad mentalnych i ograniczeń jest narzucanych właśnie przez związek emocjonalny z rodzicami. Na podstawie światopoglądu przejętego od rodziców człowiek organizuje swoją aktualną rzeczywistość. Wynika z tego wiele ograniczeń i iluzji, które ograniczają świadomość. Uzdrawiając relacje z rodzicami można się od większości tych blokad uwolnić.

Uwolnienie jest stosunkowo proste. Chodzi tu o zyskanie całkowitej niezależności mentalnej i emocjonalnej. Tu pomaga medytacja, w której relacje z rodzicem postrzega się na czysto, bez zbędnych iluzji. Wtedy widać, że rodzic nie jest kimś wielkim, najważniejszym i niepodważalnym, Jest to boska istota przejawiająca się w materii, dzięki której wszechświat wytworzył „moje” ciało. Warto sobie w tym punkcie uświadomić, że to nie rodzic stworzył „mnie”. Wszechświat i natura wytworzyła to ciało. Pewne procesy zaszły naturalnie w ciele rodzica, dzięki czemu powstało nowe życie. Rodzic nie ma jakiegoś bezwzględnego prawa do życia swego dziecka. Po prostu naturalny proces ruchu energii wytworzył nowe życie. Rodzic był tylko częścią tego procesu. Warto to dobrze pojąć. Zobaczyć w rodzicu czyste wibracje boskiej energii, dzięki którym powstała nowa forma świadomości i nowe ciało. Niech opadną wszelkie podstawowe wyobrażenia i iluzje dotyczące rodzica. Dzięki temu człowiek uwolni się od wielu negatywnych wzorców i uzależnień.

Dostrzeżenie na czysto danej sytuacji (danego splotu energii) jest tożsame z głębokim przebaczeniem. Wszelkie krzywdy wyrządzone przez rodzica, wszelkie żale, czy też poczucie winy opada w chwili porzucenia iluzji. Przebacza się sobie i rodzicom. Stosunek emocjonalny zostaje puszczony. Bardzo często dzieje się to w chwili uświadomienia, jednak czasem emocje tkwią gdzieś głęboko. Tu warto użyć medytacji by przyjrzeć się tym emocjom. Można je nawet świadomie wywołać przypominając sobie najbardziej emocjonalne sytuacje z dzieciństwa, poczym uświadomić sobie ich naturę. Po takiej medytacji uwolnienie przyjdzie natychmiastowo.

Warto uwolnić się nie tylko od iluzorycznego związku z rodzicami, ale i wszelkimi osobami, które miały jakikolwiek wpływ na emocje. Pierwsza niespełniona miłość, pierwszy wróg, pierwsze ośmieszenie, pierwsze niepowodzenie. Wszystkie te rzeczy mogą mieć związek z jakimiś konkretnymi osobami. Po danym zdarzeniu w podświadomości zapisał się wzorzec emocjonalny. Podświadomość trzyma w sobie winę, żal, smutek, chęć zemsty itp. Te wszystkie programy wpływają na aktualną rzeczywistość. Warto się od nich uwolnić, czyli zobaczyć sobie na czysto ich genezę i moment powstania. Zrozumieć je.

Podświadomość działa w taki sposób, że powtarza stare i wyuczone wzorce, kiedy widzi podobne sytuacje. Dlatego czasem dzieje się, że przy spotkaniu z nieznaną osobą nagle czuć nieuzasadnione emocje. Są to stare programy uruchamiane, gdy w rzeczywistości pojawi się osoba o danych wibracjach, które przypominają pierwotne zdarzenie. Zatem warto obserwować siebie i swoje emocje. Po czym uświadomić sobie ich przyczynę i stać się niezależnym.

Wiele osób być może myśli, że całkowita niezależność emocjonalna sprawi, że człowiek stanie się nieczuły i pusty. Nic bardziej mylnego. Po uwolnieniu dawnych emocjonalnych wzorców kontakty z ludźmi staną się bardziej świeże, wolne i czyste. Nie będzie już automatycznie odgrywanych wzorców. Nie będzie nieświadomych reakcji i zbędnych filtrów postrzegania. W momencie wolności emocjonalnej postrzega się innych ludzi jako boskie przejawy życia. Jako ruch światła, który jest sam w sobie czysty. W takim momencie wszyscy ludzie stają się jednako wspaniali. Nie ma już wybiórczości umysłu, nie ma oceniania. Wszyscy są na jednym przejawem boskości, nie trzeba narzucać na nich iluzji. W momencie czystego postrzegania przychodzi naturalnie miłość. Bez warunków i uzależnień. Miłość czysta i bezwzględna. To uczucie jest o wiele subtelniejsze niż emocje i płynie do każdej istoty tak samo. Właściwie człowiek staje się źródłem miłości na otoczenie.

Przychodzi głęboka niezależność i wolność. Nie trzeba już podlegać innym, nie trzeba walczyć z innymi. Stosunki z otoczeniem poprawiają się w mgnieniu oka. Wszystko staje się boskim i niczym nie uwarunkowanym ruchem.

9.3 Punkty zjednoczenia

Za podział całego organizmu ziemi na poszczególne i indywidualne części odpowiada umysł. Sztuczny zbiór wyobrażeń dotyczących pojęcia „Ja” i utożsamianie się z nimi. To wszystko sprawiło, że z całego organizmu, jakim jest planeta ziemia, wydzielone zostały poszczególne komórki. Człowiek stworzył iluzję oddzielenia, stworzył sobie sztuczną tożsamość. Indywidualne i oddzielone od wszystkiego „Ja”. Już nie było globalnego procesu rozwoju, zamiast tego stało się indywidualne „Ja”. Nie było już wspólnego dobra, było dobro dla „Ja”.

Natura działa wspólnie. Wcześniej wspomniane mrówki działają w harmonii. Żadna mrówka nie ma o sobie wyobrażeń. Nie nadaje sobie tożsamości, tym samym nie oddziela się od reszty. Nie jest ani lepsza ani gorsza od innych mrówek. Ma swoje miejsce i działa doskonale harmonijnie. Mrówki jako całość mają pewną mglistą świadomość działania. Są jednym organizmem, który działa wspólnie.

Może pojawić się pytanie: Czy mamy być jak mrówki, bez indywidualności, jak maszyny? – Ten stan byłby cofnięciem się ewolucji. Musielibyśmy cofnąć rozwój umysłu. Chodzi o co innego, o jego przekroczenie, pójście dalej. Następnym krokiem jest uświadomienie sobie jedności bez negowania indywidualności. Chodzi o przekroczenie ego, tak jak przechodzi się kolejne fazy rozwoju okresu dziecięcego. Na przykład na pewnym etapie dziecko nie jest w stanie pojąć, że inna osoba może mieć własny punkt widzenia. Po prostu umysł nie rozwinął jeszcze takiego myślenia. Dziecko jest przekonane, że jego punkt widzenia jest jedynym możliwym. Po przekroczeniu tego etapu dziecko nadal ma swój punkt widzenia, jednak dodatkowo jest w stanie zrozumieć, że inna osoba może mieć własny. Nic tu nie zostało zgubione, po prostu świadomość jest w stanie pojąć więcej. Analogicznie do przekroczenia indywidualności – nie zostanie ona zatracona, nadal będzie istniało pojęcie JA, jednak nie będzie ono jedynym możliwym spojrzeniem na świat. Nie będzie utożsamienia.

Nie chodzi też o „poświęcenie” siebie na rzecz całości, ponieważ w takim układzie jednostka poświęcająca może cierpieć. Jeśli część organizmu jest chora, całości nie działa harmonijnie. Dlatego aby uzdrowić całość, każda jednostka powinna być zdrowa. Dlatego zanim ktokolwiek zabierze się do zbawiania świata… niech najpierw zwróci uwagę do swego wnętrza.

W przypadku człowieka sprawa jest nieco inna niż u mrówek. Nadal występują tu jednostki, nadal jest jeden organizm ludzkości. Jednak tu każda jednostka oddzieliła się mentalnie od pozostałych. Stworzyła własny i indywidualny punkt zjednoczenia. Właściwie stworzyła zespół tych punktów, z którymi się utożsamia. Punkt zjednoczenia jest pewnym punktem widzenia. Świadomość ogranicza się do pewnego postrzegania i tworzy różne iluzje jedności i oddzielenia. Tworzy sztuczną tożsamość. W zależności od punktu widzenia jest jednością lub częścią oddzieloną. Każdy ma swoje indywidualne iluzje zjednoczenia. Poniżej kilka przykładowych:

– Najbardziej oczywistym punktem zjednoczenia jest ciało. Jest to najmocniejszy punkt, który tworzy bardzo silną iluzję. Z tego punktu wdać, że ciało jest jednym organizmem, który działa wspólnie, a zewnętrzna reszta jest czymś oddzielnym. Ciało jest jednością oddzieloną od reszty. Tu świadomość postrzega własne ciało jako „dom”, a inne ciała jako zagrożenie. Świadomość w takim wypadku utożsamia się z ciałem, w którym się przejawia. Jest to egotyczny punkt widzenia. Ciało jest jedno i jest „moje”. To jestem „Ja”. Wszystko, co na zewnątrz jest obce i stanowi pewnego rodzaju zagrożenie. Taki punkt zjednoczenia ogranicza świadomość. Nie pozwala wyjść ponad pojęcie „Ja” i dostrzec całego organizmu ludzkości. Jest to sztucznie stworzony punkt widzenia. Utożsamianie się ze swoim ciałem. To powoduje poczucie oddzielenia od innych ludzi.

Co ciekawe punty zjednoczenia mogą być również wytwarzane wewnątrz ciała. Dla przykładu umysł może się utożsamiać z pewną częścią – ego a negować tożsamość z częścią zwaną Cieniem (w ujęciu jungowskim częścią wypartą, zepchniętą do nieświadomości, np. nieakceptowany obraz siebie).

-Kolejnym punktem zjednoczenia może być rodzina. Rodzina jako wspólna całość. Wszystko poza rodziną jest zagrożeniem. W tym punkcie człowiek czuje się bezpiecznie w rodzinie. Wszystkich wewnątrz tego punktu (wewnątrz rodziny) traktuje jako harmonijne komórki organizmu. Wszystko poza tym punktem traktuje jako zagrożenie z zewnątrz.

-Następnym punktem może być grono przyjaciół, drużyna czy grupa. Tu wszyscy są jednym organizmem. Nikt siebie nie zwalcza, ponieważ wie, że jest to niekorzystne dla całego organizmu (w tym wypadu drużyny). Jest wspólne i harmonijne działanie w obrębie grupy. Poza nią jest obcy świat zagrażający ludzie.

-Innym punktem zjednoczenia może być naród. Kiedy przychodzą momenty, w których naród staje przeciw narodowi, ludzie się jednoczą. Punkt zjednoczenia zostaje przeniesiony na pole narodowości. Ego traktuje wszystkich swoich jako jeden organizm. Wszystkich z inną narodowością traktuje wtedy jako wrogów. Jest to kolejna iluzja i interpretacja rzeczywistości. Warto zauważyć, że nawet ci, który byli wrogami w poprzednim punkcie, stają się przyjaciółmi. Kiedy przychodzi moment zagrożenia całej narodowości, problem wydaje się większy, dlatego ego zmienia swój punkt widzenia. Przechodzi z punktu indywidualnego do punktu zjednoczenia narodowego. Widać to wyraźnie na tle historii, kiedy to Polacy jednoczyli się w momentach zagrożenia. Gdy zagrożenia zewnętrznego nie ma, punkt zjednoczenia powraca na niższy poziom i kontynuuje swoje destrukcyjne działanie. Kiedy nie ma zagrożenia z zewnątrz narodu, ego tworzy problemy walcząc z innym ludźmi o tej samej narodowości.

-Następnym punktem zjednoczenia może być globalne pojęcie ludzkości. Jest to ważny punkt, w którym świadomość obserwuje proces całości ludzkości. Nie ma już indywidualnej tożsamości, tylko wspólny organizm ludzkości. Widać wtedy każdego człowieka jako pojedynczą komórkę organizmu. Wszystko wpływa na siebie i działa w obrębie jednego procesu rozwoju. Kiedy świadomość osiągnie ten „poziom” działa korzystnie i dla wspólnego dobra wszystkich. Człowiek nie ogranicza się wtedy do działania tylko na korzyść swego ciała, czy rodziny. Działa na korzyść całej ludzkości, widząc co jest korzystne dla wszystkich. Jest to czasem porównywane z działaniem zgodnie z wolą Boga. Kiedy to nie ma już indywidualnego pojęcia „Ja”, jest całość procesu rozwoju ludzkości.

Na takim punkcie zjednoczenia wszyscy są jednością. Człowiek może działać całkiem bezinteresownie. Bez egoistycznych pobudek, ponieważ jego punkt zjednoczenia otacza całokształt ludzkości. Ludzkość jest jednym organizmem, a człowiek jest jego częścią, która działa naturalnie na korzyść całości. Jest to piękny punkt zjednoczenia, który przynosi miłość dla wszystkich istot. Każde działanie, jakie zostanie tu wyprowadzone, będzie działaniem miłości. Będzie to działanie dla dobra ludzkości, dla dobra innych ludzi. Jednak nadal jest to punkt zjednoczenia, który jest pewną iluzją w umyśle. Dlatego w pewnym momencie wychodzi się do…

-Jedności z całym wszechświatem/całą rzeczywistością. Tu już nie rozdziela się między sobą, a wszechświatem. Wszystko, cała totalność istnienia jest jednym procesem energii. Nie ma rozwoju ludzkości, nie ma rozwoju jednostki. Jest nieustanny i boski ruch energii. Ruch światła. To już nie jest punkt zjednoczenia, jest to po prostu zjednoczenie. Nie jest to obrany pewien punkt świadomości, który powoduje wydzielenie. Tu nie ma wydzielenia. Wszystko jest całością, bez względu na to co się dzieje. Każde zdarzenie, każdy ruch w przestrzeni jest całą totalnością boskości. Taki człowiek po prostu działa. Jego działania nie są niczym warunkowane. Może działać, może nie działać. Przychodzi głębokie zrozumienie procesu wszechświata i siebie. Każdy ruch jest ruchem miłości. Człowiek już nie działa – miłość działa.

9.2 Jeden organizm

Cała ludzkość jest jednym wielkim organizmem. Wszystko jest między sobą połączone i od siebie zależne. Nic nie jest oddzielone od całości. Każdy indywidualny człowiek jest komórką jednego organizmu – społeczności. Społeczność jest komórką organizmu zwanego naród, co z kolei jest częścią całej ludzkości. Każde indywidualne działanie rozchodzi się echem po całej społeczności. Każdy pojedynczy czyn jednostki wpływa na inne jednostki, to z kolei powoduje pewnego rodzaju falę, która może rozejść się w szerokich kręgach. Ten mechanizm jest potęgowany przez wszelkiego rodzaju media. Komunikacja wewnątrz organizmu ludzkości jest w dzisiejszych czasach bardzo dobra. Wystarczy spojrzeć na telefony, telewizję, prasę, radio internet… nie ma problemu z przepływem informacji. Tu jedna jednostka może mieć wpływ na wiele innych. Każdy ruch ma swój oddźwięk. Warto więc być wiadomym, co się czyni. W naturze każda pojedyncza jednostka organizmu działa na korzyść całości. Jeśli było by inaczej, cały organizm uległby samozniszczeniu. Przykładem jest zdrowe ciało ludzkie. Każdy narząd, każda komórka ma swoje zadanie, swoje miejsce. Działa w jedności ze wszystkimi innymi. Wszystkie narządy i komórki harmonizują się ze sobą, Wszystko funkcjonuje dla dobra całości.

Podobnie jest z grupami zwierząt. Wato się przypatrzeć działaniu mrówek czy dowolnej grupy zwierząt stadnych. Wszyscy działają razem, w pewnej ściśle ustalonej hierarchii. Wszystko jest całością. Jest to piękna synchronizacja istot żywych, działających dla wspólnego dobra. Istota indywidualna wie co ma robić, robi to właściwie intuicyjnie -kierowana pewną wyższą inteligencją działania. Wszelkie działania są podejmowane w sposób bardzo prosty, a zarazem inteligentny. Całość jest niesamowicie zorganizowana. Warto zauważyć, że mrówki bez koordynacji zewnętrznej układają swój kopiec wg ściśle określonego wzoru. Każda wie, co ma robić i po prostu to robi. Nie potrzeba tam zaawansowanego umysłu, a przecież w tym działaniu jest zawarty plan dla milionów pojedynczych mrówek. Jakże wielka wewnętrzna inteligencja musiała ustalić reguły tych zachowań, aby powstała tak dobra współpraca.

Ludzkość jest takim samym organizmem. Jako ludzkość tworzymy całość populacji. Patrząc jeszcze dalej, tworzymy całość natury i część tego świata. Jesteśmy częścią ziemi i wszechświata. Dziećmi ziemi i słońca. Stanowimy jedność w procesie rozwoju. Dlatego logicznym wydaje się, że powinniśmy działać wspólnie – zgodnie ze wspólnym dobrem wszystkich. Działanie harmonijne przynosi korzyść dla wszystkich istot.

Oczywiście nie musimy działać wspólnie i dla dobra całości. Jako jedyny żyjący gatunek na tej planecie mamy wolną wolę. Możemy z niej korzystać jak chcemy. Nikt nam nie zabroni działać nieharmonijnie i samo destrukcyjnie. Nasz wybór, a właściwie indywidualny wybór każdego człowieka. Twój wybór.

Cywilizacja wykształciła mechanizmy samo destrukcyjne, które działają poprzez ludzi. Poszczególne komórki oddzieliły się tworząc wewnętrzne antagonizmy. Poszczególne komórki ludzkości zwalczają się nawzajem. Zabijamy siebie i innych pogrążeni w nieświadomości. Czy tego na prawdę chcemy? Czy jest to Twój wybór? Zaniechanie działania to również wybór. Jeśli więc masz możliwość i chęć coś realnie zmienić, zrób to. Ludzka istota ma moc kreacji. Jeśli była w stanie stworzyć niszczącą cywilizację, jest też w stanie ją przekształcić. Ty możesz to zrobić. Ty, jako jedna komórka, jako część ludzkości masz na nią wpływ. Działaj więc wedle swoich możliwości dla wspólnego dobra.

Zanim jednak cokolwiek zaczniesz robić w świecie zewnętrznym, cokolwiek zmieniać – zacznij zmianę od siebie. Jeśli zyskasz harmonię wewnątrz swego ciała, Twoje działania będą naturalnie wpływały promieniowały na zewnątrz.

Huna cz.3 – Trzy jaźnie człowieka

Gdy misjonarze przybyli na rajskie wyspy Polinezji, rozpoczęli rozgłaszać nauki o Bogu, duszy człowieka, zbawieniu i Jezusie. Przedstawiali im swoją wiarę i swoje poglądy na temat duchowości. Niektóre z tych rzeczy były kahunom znane, inne budziły śmiech. Zarówno kahuni jak i misjonarze dziwili się odmiennością swoich poglądów. Na dodatek wymiana informacji była często utrudniona nieprecyzyjnym tłumaczeniem. Mimo to się dogadywali.

Pierwszą rzeczą, którą byli zaskoczeni kahuni, było twierdzenie jakoby człowiek miał jedną jedyną duszę. Przecież wiedzieli oni dokładnie, że wnętrze człowieka składa się z trzech „duchów”. Był to właściwie podział na trzy funkcje, które jest w stanie wykonywać umysł. Koncepcja kahunów rozśmieszyła z kolei misjonarzy. Nic dziwnego, działo się to w 1820 roku, kiedy psychologia jeszcze nie istniała. (Psychologia jako nauka pojawiła się dopiero ok. 1880r.) Dlatego misjonarze mieli prawo nic nie wiedzieć o strukturze umysłu. I nic nie wiedzieli.

Dzisiejsza wiedza z zakresu psychologii przyjmuje za normalne istnienie dwóch jaźni człowieka – świadomości i podświadomości. Dla kahunów było to oczywiste wieki temu. Co więcej, ta wiedza miała bardzo praktyczne zastosowanie. Znając ją, kahuni potrafili uzdrawiać i działać cuda. Wiedzieli bowiem, jak potężny jest umysł człowieka. Warto poznać jego funkcjonowanie, aby móc skutecznie z niego korzystać.

Podstawowa struktura umysłu wg. Huny.

1. Świadomość (średnie Ja) – Przez kahunów zwane uhane. Jest to ta część umysłu, z którą się utożsamiamy, kiedy mówimy „ja”.

Świadomość pozwala nam myśleć logicznie. Potrafi analizować i przetwarzać fakty. Posiada bardzo ważną cechę – wolną wolę. Dzięki niej człowiek może wybierać to, co uważa za słuszne. Może działać świadomie, czyli świadomie kierować energią. Jak zobaczymy później, energia podąża za świadomością. Dlatego ważne jest na czym się koncentrujemy. Jest to jedna z podstawowych nauk huny. Koncentracja pozwala energii płynąć.

Świadomość może kierować świadomie ciałem. Kiedy się uczymy jakiejś czynności i jeszcze nie umiemy, robimy to świadomie i z uwagą. Kiedy już się nauczymy, podświadomość przejmuje kontrolę.

Świadomość potrafi oceniać i porównywać. Robimy to bardzo często. Dzięki temu wiemy, co dla nas dobre, a co niekoniecznie. Kiedy docierają do nas bodźce ze świata zewnętrznego, zazwyczaj podlegają one ocenie i interpretacji. To właśnie zadanie świadomości. Zobaczyć, porównać i uświadomić sobie.

Niestety, średnie Ja ma bardzo krótką pamięć. W zasadzie, to w ogóle nie ma pamięci. Liczy się dla niej to, co aktualnie odbiera. Działa tylko w chwili teraźniejszej. Można być świadomym tylko w teraźniejszości. Świadomość odbiera wiele informacji. Świat jest zapełniony milionami danych, a najczęściej jesteśmy świadomi tylko kilku z nich. Przykładowo oglądając obraz, jesteśmy skupieni na odbiorze obrazu, dźwięki, które w tej chwili dochodzą do umysłu są objęte marginalną uwagą. Mimo, że świadomie odbieramy tylko wycinek rzeczywistości, to wystarczy by określić swój stosunek do świata i podejmować kolejne decyzje.

Średnie Ja nie ma przyzwyczajeń. Ono po prostu reaguje na aktualne rzeczy i porównując je, wybiera dalsze działania. Jednak ocena wynika z poprzednio uzyskanej wiedzy i poglądów, które znajdują się w podświadomości. Po ocenie, średnie ja kieruje uwagę i wyraża wolę działania.

Świadomość nie potrafi też odczuwać. Działa na wyższych planach wibracyjnych. Potrafi za to myśleć abstrakcyjnie, rozwiązywać logiczne zadania, określać i nazywać przedmioty. Można ją porównać z ciałem mentalnym człowieka, które jest bardzo subtelne. Świadome odczuwanie odbywa się za pośrednictwem Niższego Ja, kiedy to średnie Ja odbiera informacje od niego informacje.

Dzięki świadomości możemy się rozwijać. Co więcej możemy to robić świadomie, a to w dużym stopniu ułatwia nam życie. I tak na przykład po przeczytaniu tego tekstu, możesz stwierdzić, czy informacje tu zawarte mogą Ci pomóc, lub nie. I w zależności od oceny, możesz świadomie podjąć odpowiednie działanie. Oczywiście, ocena i „logika” nie jest obiektywna. Dlatego, że odbierane informacje pochodzą najczęściej z podświadomości, a jej do obiektywizmu daleko.

Prawidłowo działająca świadomość wybiera jak się przejawiać w tej rzeczywistości, dzięki temu uczy ona podświadomość jak żyć.

W drodze ewolucji świadomość rozwija się i staje się nadświadomością.

2. Podświadomość (niższe Ja) – Przez kahunów zwane unihipili.

Przede wszystkim, podświadomość nie ma wolnej woli. Nie umie analizować i oceniać. Można ją przyrównać do komputera, który potrafi doskonale organizować, przetwarzać informacje i wykonywać polecenia. Jednak bez polecenia jest bezużyteczna. Dlatego niższe Ja słucha uważnie swojego nauczyciela – średniego Ja. Słucha bez krytyki i bez oceniania. Jest jak dobry piesek, który wypełnia jak najlepiej polecenia swojego pana. W tym co robi jest praktycznie bezbłędna. Dlatego niektórzy sądzą, że podświadomość sama w sobie jest idealna. To prawda, działa doskonale, tylko nie zawsze ma wprowadzone doskonałe programy.

Co do nazwy, to niższe Ja nie jest w jakiś sposób gorsze od średniego Ja. Każde z nich pełni jedyną w swoim rodzaju i niezastąpioną funkcję. Średnie Ja, jest po prostu na wyższym poziomie ewolucyjnym niż niższe Ja, które jest podobne cechami do zwierzątka. I to właśnie średnie Ja ma za zadanie nauczać, a nie odwrotnie.

Co potrafi niższe Ja? ->

– Niższe Ja jest najbliżej ciała fizycznego. Można je przyrównać do ciała astralnego i eterycznego. To właśnie podświadomość umożliwia funkcjonowanie ciała. Dzięki niej bije serduszko, następuje oddech, krąży energia… czyli odpowiada za podstawowe procesy organizmu, które ciało robi nieświadomie. To jest naturalne zadanie niższego Ja – utrzymać ciało przy życiu. Robi to 24h na dobę, przez całe życie. Teoretycznie rzecz biorąc, człowiek jest stworzony do idealnego zdrowia. Niższe Ja potrafi to wprowadzić w życie i utrzymać taki stan. Wszystko by było pięknie gdyby tylko średnie Ja dało takie polecenie, a z tym jest różnie. Najczęściej daje polecenie, by niszczyć ciało. Po prostu nasza społeczność wychowuje nas w sposób bardzo destrukcyjny, co podświadomość przejmuje i wykonuje.

– Potrafi kreować rzeczywistość. Jest to bardzo ważna rzecz. Dokładny opis w dalszej części.

– Kolejna funkcją niższego Ja jest czucie. Skoro jest najbliżej ciała, potrafi odczuwać. Zarówno bodźce fizyczne, jak i emocje. Wszystko co dochodzi do nas ze świata zewnętrznego przechodzi przez podświadomość. Dlatego tak ważne jest, by podświadomość była czysta i wolna od niekorzystnych programów.

To właśnie dzięki podświadomości potrafimy czuć się dobrze, smutno, szczęśliwie, czy źle. Wszystkie uczucia wywołuje niższe Ja. Wniosek z tego taki, że uczucia zależą tylko i wyłącznie od nas. Od naszych przyzwyczajeń i preferencji. A te są zmienne i wyuczalne. Dlatego mamy całkowitą władzę nad własnym życiem. Jednych cieszy pływanie statkiem, podczas gdy innych mdli na samą myśl o falach. Kwestia podświadomych i zaprogramowanych reakcji na bodźce zewnętrzne. Podobnie jest z uczuciem smutku, powstaje on mechanicznie pod wpływem określonych bodźców. Jest to wyuczona reakcja, którą można zmienić.

Gdy podświadomość odbierze jakiś sygnał z rzeczywistości, przekazuje go natychmiast średniemu Ja. Średnie Ja ocenia i wywołuje jakąś reakcję, a podświadomość zapamiętuje tą reakcję wraz ze zdarzeniem. W taki sposób przy każdym następnym podobnym zdarzeniu, odtwarzana będzie pierwotna reakcja.

– Niższe Ja jest niezastąpione w pamiętaniu informacji. Nieustannie rejestruje to co się wokoło dzieje. Nawet to, czego nie jesteśmy świadomi. Podświadomość pamięta wszystko. Rejestruje każdy zmysł w każdej chwili – przez całe życie. To również jest jej naturalne zadanie.

Niższe Ja nie ocenia tego co odbiera, jednak słucha uważnie średniego Ja. Świadomość mówi, jakie zdarzenia są ważne, a jakie nieważne. I właśnie w ten sposób podświadomość stopniuje wartość rzeczy i zdarzeń w pamięci. Ważne dla świadomości jest to, co jest „mocne”, czyli robi wrażenie. To najczęściej zapada mocno w pamięć. Rzeczy uznane za nieważne i mało istotne, są w pamięci, jednak trudno je sobie przypomnieć i nie wpływają zbytnio na zachowanie. Ponieważ przy ich zapamiętywaniu, było mało energii. Inaczej sprawa ma się z szokującymi wydarzeniami. Przy tych energii jest pełno (i to niezbyt pozytywnej energii, jednak silnej). Dlatego takie zdarzenie jest uznawane za „ważne” i wpływa znacząco na późniejsze działania podświadomości. Przykładowo szok potrafi spowodować głęboki uraz.

M.F.Long przyrównał system pamięci do sieci pajęczej, po której porusza się podświadomość. Wszystkie zdarzenia, są jak muchy. Jedne większe, inne mniejsze. Jedne są ciężkie inne lekkie, jednak wszystkie są w tej samej sieci. Nie ważne jest kiedy się działa dana rzecz, ważne jest, czy jest duża.

Na świadome żądanie można sobie przypomnieć daną rzecz i dać inny wzorzec jej postrzegania. To jest bardzo praktyczne. Ponieważ w większości przypadków średnie Ja nie było w pełni świadome tego co się dzieje, wyciągnęło błędne wnioski. Czyli nawet błahe zdarzenie, mogło być postrzegane za szczególnie niebezpieczne i zostawić uraz psychiczny. Tak jak mamusia straszy dziecko słowami ->” Bądź grzeczny, bo Pan cię zabierze.” Mamusia doskonale wie, że żaden Pan, nie zabierze jej ukochanego dziecka. Jednak dziecko bierze już to całkiem poważnie i naprawdę się boi „Pana który zabiera dzieci”. A w dorosłości powstają urazy psychiczne i lęk przed nieznajomymi ludźmi, którego nijak nie da się wykorzenić. Oczywiście to tylko przykład. Jednak analogicznie może się stać zupełnie co innego i pozostawić uraz na wiele lat.

Uwolnić się jest stosunkowo prosto – Poznać to zdarzenie, które wywołało mocne uczucia i uświadomić sobie, jak było naprawdę, że to naprawdę nie było tak straszne. Spojrzeć na to z innego punktu widzenia. To sprawia, że ówcześnie wprowadzony program zamienia się na nowy, korzystniejszy. Można też przeafirmować problem, czyli wprowadzić pozytywne wyobrażenia, zamiast negatywnych. W naszym wypadku – „Obcy ludzie, są dla mnie mili i bezpieczni.” To spowoduje, że podświadomość będzie już inaczej reagowała na daną sytuację i w rezultacie uwolni się od lęku.

– Kolejną funkcją, niejako wynikającą z poprzedniej, jest uczenie się. Podświadomość uczy się i przyzwyczaja. Tak jak robimy pewną nową rzecz świadomie i z uwagą, bo jeszcze jej nie umiemy, tak w miarę upływu czasu podświadomość uczy się. Idzie coraz łatwiej i sprawniej. W końcu podświadomość przejmuje całkiem kontrolę, to znaczy, że się nauczyła.

Podświadomość uczy się reakcji od świadomości. Najbardziej zwraca uwagę na te „ciężkie” i naładowane energią zdarzenia. Kiedy świadomość pod wpływem zdarzenia wyzwoli duży ładunek energii, wtedy zapadnie to w pamięć. Dlatego mocne urazy tak wpływają na życie. Można podświadomość uczyć za pomocą „szoku”. O wiele skuteczniej (i bezpieczniej), jest jednak uczyć podświadomość przez powtarzanie danej czynności. Aż do opanowania. Tak jak z jazdą na rowerze. Na początku idzie trudno i ciężko. Jednak gdy się opanuje, można się skupić na czym innym, a podświadomość sama utrzyma równowagę.

Afirmacje (czyli pozytywne programy podświadomości) działają dokładnie tak samo. Powtarzamy je, aż podświadomość ich się po prostu nauczy i wcieli w życie. Jest to bardzo praktyczna i efektywna metoda pracy z podświadomością.

Niektóre niższe Ja różnych ludzi, uczą się wolniej, a inne szybciej. Jednak to też zależy od przyzwyczajenia.

– Niższe Ja komunikuje się ze średnim Ja za pomocą telepatii. Nie ma innej drogi. Telepatia, czyli inaczej myśli, a jeszcze inaczej pewien ruch energii. To wszystko dzieje się na bardziej subtelnych poziomach niż materialny, dlatego nazywa się telepatią i jest nie do zmierzenia za pomocą aktualnej technologii. Widać trzeba poczekać jeszcze jakiś czas, aby znów nauka przyznała rację kahunom.:)

Ważne jest, aby nauczyć podświadomość, z kim lub czym ma się kontaktować i jakie informacje zbierać. Wbrew pozorom, nie jest to wszystko jedno. Można koncentrować się na złości i smutku, wtedy niższe Ja nawiąże kontakt z innymi smutnymi i złymi niższymi Ja. Można też koncentrować się na boskości w sobie, czyli wyższym Ja. Wtedy dostrajamy się do miłości i radości.

W miarę ewolucji podświadomość rozwija się i staje się świadomością.

 

*****
 

Misjonarze, którzy przypłynęli na Polinezję, wygłaszali swoje nauki i tłumaczyli zasady swojej wiary. Wiele przy tym było słów o Bogu. Jednym, jedynym Bogu, który jest w niebie. Wbrew pozorom, kahunom nie było trudno zrozumieć pojęcia „Boga”. Znali oni Boga, tylko inaczej nazywali i rozumieli. Bóg pełnił ważną rolę w ich życiu i mieli jego świadomość. Podstawową różnicą była lokacja Boga. O ile chrześcijanie wskazywali na Boga w niebie, o tyle kahuni wiedzieli, że Bóg jest we wnętrzu każdego człowieka.

3. Nadświadomość – (Wyższe Ja) – W języku hawajskim Aumakua, co znaczy „starszy, rodzicielski, godny całkowitego zaufania duch”.

Jest to jedna z jaźni człowieka, ta całkowicie rozwinięta i boska. Można powiedzieć, że ta cząstka człowieka jest już oświecona. Czyli jest złączona z Bogiem w wiecznej radości, świetlistości i miłości. Można ją przyrównać do najbardziej subtelnych ciał człowieka (przyczynowe, buddyczne, atmiczne). Jest to dusza, która trwa w nieustannym szczęściu i spełnieniu.

Kahuni wiedzieli, że tak jak istnieje duch „podrzędny” – czyli podświadomość, tak i istnieje duch „nadrzędny”, czyli nadświadomość. A relacje między nimi są podobne. Niższe Ja nie jest w stanie pojąć logiki średniego Ja, tak i średnie Ja nie jest w stanie pojąć boskości Wyższego Ja. Dlatego kahuni nie próbowali zrozumieć Wyższego Ja. Jest to intuicyjne poznanie, którego nie trzeba rozumieć umysłem. Nie starali się układać religii, domysłów, czy innych filozoficznych rzeczy. Traktowali go jako najwyższego ducha rodzicielskiego, który ich kocha… i oni kochali Jego. Tak po prostu.

Duch rodzicielski nie oznacza Ojca, czy Matki. Nie ma konkretnej płci. Wyższe Ja posiada całkowicie zintegrowane pierwiastki męski i żeński. Niektórzy sądzą, że aby ewoluować na poziom Wyższego Ja (oświecić się), trzeba się połączyć ze swoją drugą połówką. Nie jest to prawdą, ponieważ na poziomie Wyższego ja nie istnieje podział na płeć.

Wyższe Ja posiada nieograniczoną świadomość boskości. Poziom, na którym przebywa Wyższe Ja jest tak subtelny, że nie ma w nim miejsca na smutek, niepewność, ból, czy złość. Jest za to nieskończona miłość, radość, wolność, całkowita harmonia i pokój. Dlatego Wyższe Ja nie potrafi krzywdzić, czy wyrządzać szkód. Pamiętajmy, że nie jest to średnie Ja, które mogłoby coś takiego zrobić. Wyższe Ja jest na wiele wyższym stopniu rozwoju. Jest boskie i doskonałe.

Kahuni wiedzieli, że każdy człowiek ma swoje Wyższe Ja, czyli boską cząstkę w sobie. „Ciało jest świątynią ducha.” – Kahuni nie tylko to rozumieli, ale i to czuli.

Wszystkie Wyższe Ja wszystkich ludzi, są ze sobą nierozerwalnie połączone i tworzą tzw. Poe Aumakua – czyli Wielkie Towarzysto Wyższych Jaźni. To połączenie najbardziej odpowiada koncepcji Boga w chrześcijaństwie. Z tego wynika jedna prosta rzecz, wszyscy ludzie stanowią jedność na tym boskim poziomie rzeczywistości.

Wyższe Ja niczego od nas nie potrzebuje. Ani energii, ani darów, ani ofiar. Jednak może nam dać wszystko to, co najlepsze i to zupełnie za darmo! Ponieważ nas kocha. Wystarczy otworzyć się na jego pomoc i zaufać. A nieskończone błogosławieństwa i cuda staną się częścią naszego życia.

Wyższego Ja nie da się o niczym przekonać. Ono zna doskonały model rzeczywistości, nie potrzebuje nic wiedzieć. Nie ma więc nawet potrzeby przekonywać Wyższego Ja. To tak, jakby trzyletnie dziecko, przekonywało mamusie do swoich racji. Mamusia wysłucha, jednak i tak wie co jest najlepsze dla dziecka, bez względu na jego opinie. Warto o tym wiedzieć, szczególnie, że niektórzy myślą, że podczas modlitwy huny Wyższe Ja spełnia prośby. Ono nie spełnia, to podświadomość spełnia. Wyższe Ja inspiruje i wskazuje drogę.

Wyższe Ja zawsze wie co jest dla nas najlepsze. Jest to wzór idealnej rzeczywistości. Z tego poziomu możemy czerpać inspiracje najwyższej jakości. Wyższe Ja jest doskonałe, dlatego też jego inspiracje również są doskonałe. Jednak, czasem świadomość nie potrafi tego pojąć i często to odrzuca. Wyższe Ja na to pozwala, nie ingeruje, daje świadomości wolną wolę. Jednak, gdy jest poproszone o pomoc, zawsze jej udziela, dając o wiele więcej, z miłością.

Nadświadomość cały czas nam pomaga, inspiruje, cały czas do nas przemawia. Wystarczy skierować na nią uwagę i przyjąć jej inspiracje. Wtedy mamy szanse wznieść się na ten jakże subtelny poziom i pozwolić dziać się szczęściu.

Podsumowanie:

Kahuni odróżniali 3 jaźnie.

– Niższe Ja – Bez świadomości i logicznego myślenia, jednak potrafi perfekcyjnie wykonać program, którego nauczy się od świadomości. Dysponuje doskonałą pamięcią, która działa wg. wagi (im więcej energii w zdarzeniu, tym większy wpływ na rzeczywistość.

– Średnie Ja – Ocenia, analizuje i wnioskuje. Kieruje świadomie energią. Uczy tym samym niższe Ja.

– Wyższe Ja – Trwa w nieskończonym szczęści i miłości. Udziela inspiracji, obdarza miłością, szczęściem, zdrowiem, radością. Niczego nie potrzebuje. Kocha.

Aby skutecznie korzystać z huny, powinno się mieć świadomość swego umysłu i jego funkcjonowania. Bez tego możemy być zagubieni i nie rozumieć procesów zachodzących w nas samych. Dlatego ważne jest dokładne zrozumienie funkcji poszczególnych jaźni i ich możliwości.

Huna cz.1 – Historia początków

Rajskie wyspy Polinezji. Położone nad błękitnym oceanem, zalane jasnym słońcem. Gdzie czystą i obfitą zieleń lasów otaczały złote plaże, a natura swym bogactwem wprawiała w zachwyt. Te piękne wyspy, były zamieszkiwane niegdyś przez wiele plemion Polinezyjczyków. Żyli oni spokojnie w małych skupiskach. Natura hojnie obdarowywała ich swymi owocami tak, że wszyscy żyli w dostatku i spełnieniu.

Wiedli oni naprawdę szczęśliwe życie. Bez zazdrości, bez kłamstwa, bez wstydu. Każdy, kto należał do plemienia, był w pełni akceptowany i kochany. Nie było problemu z okazywaniem miłości. Ludzie byli otwarci i szczęśliwi. A cieszyli się z wielu rzeczy, cieszyli się sobą, miłością, seksem, twórczością, naturą, słońcem, oceanem, tańcem…wszystkim.:)

Społeczność wyspiarzy była podzielona na system kastowy. Każdy miał swoją specjalność, pracę do wykonania i każdy był potrzebny. Dzieci były wychowywane zgodnie ze swoimi predyspozycjami i szkolone w danej specjalności od małego. Dzięki temu, wszystko miało swoje miejsce i było doskonale dopasowane.

Jedną z takich kast była kasta Kahunów. Dosłownie znaczy to „Strażnicy tajemnicy”. A w praktyce byli to kapłani, którzy dbali o wszystkich innych i utrzymywali porządek. Pomagali ludziom w ich ewentualnych problemach, doradzali i uzdrawiali. Ich wiedza w zakresie psychologii dorównywała obecnym odkryciom, a praktyczne zastosowanie tej wiedzy, swą skutecznością daleko przekracza dzisiejsze systemy pomocy psychologicznej.

Wszyscy darzyli kahunów ogromnym szacunkiem, nie tylko za ich zasługi społeczne. Również dlatego, że władali oni potężną mocą magiczną. Dzięki niej właśnie mogli uzdrawiać. Legendy mówią, że potrafili oni chodzić po lawie, zmieniać pogodę, panować nad zwierzętami, a nawet zmieniać przyszłość. Byli to naprawdę wielcy ludzie, którzy świadomie posługiwali się wielką mocą.

Niestety, na przestrzeni wieków nawet oni nie byli w stanie zapobiec zdarzeniom, które miały nadejść. W miarę upływu czasu, ludy polinezyjskie podzieliły się na wiele odrębnych plemion. Zaczęły prowadzić ze sobą wojny, w których kahuni wykorzystywali swoją moc nie tylko do celów ratowania życia.

Powstało wiele odrębnych „wierzeń”, wiele bożków, którym składano ofiary. Byli to bogowie wojny, którzy rzekomo pomagali wodzom podbijać wrogie plemiona. Kahuni jednak wiedzieli, iż miały one charakter bardziej symboliczny.

Po wielu bitwach i ciężkich czasach, przyszło zjednoczenie. Polinezyjskie plemiona stały się jednością za sprawą władcy Kamehamehy I i jego najwyższego kapłana Hewahewy.

Hewahewa był bardzo inteligentnym kahuną, a do tego potrafił władać wielką mocą. Pewnego dnia otworzyła się przed nim wizja przyszłości. Ujrzał białych ludzi przypływających na wielkich łodziach. Wiedział, że posiadają oni potężną broń, wielkie statki, maszyny, bogate ubrania. Wiedział też, że przypływają razem ze swoim Bogiem. Sądząc po wizjach stwierdził, że ten Bóg jest jakąś potężną istotą. To zrobiło na nim wrażenie. Nie chcąc walczyć z tak groźnym przeciwnikiem, kazał zniszczyć wszystkie posągi bożków, wszystkie ołtarze i świątynie, a kahunom zakazał używania mocy. Postanowił przyjąć nową religię, wierząc w, że potrafi ona zdziałać naprawdę ogromne cuda… nawet wskrzeszać zmarłych, jak to czynił mistrz nowoprzybyłych (Jezus).

Dokładnie przewidział czas i miejsce przybycia statku i przygotował specjalną mowę powitalną.

W 1820 roku, na jedną z wysp przybyły europejskie statki. Wylądowali dokładnie na miejscu przewidzianym przez najwyższego Kahunę. Tak więc Hewahewa powitał ich serdecznie, wygłaszając swoją mowę. O tradycyjnej magii tylko wspomniał i powiedział, że sam jest magiem. Jednak całą uwaga była poświęcona nowym kapłanom i ich wszechmocnemu Bogu z dalekich krain.

Po krótkich przygotowaniach misjonarze zaczęli swoje zadanie. Podzielili się i wyruszyli na wiele wysp, by szerzyć wiarę chrześcijańską. Zadowolony Hewahewa postanowił towarzyszyć jednej grupie nowych kapłanów, żeby zobaczyć jak sobie radzą. Niestety czekało go niemiłe zaskoczenie… Szybko okazało się, że biali kahuni nie znają żadnej wielkiej magii. Bóg ich milczy, a oni sami głodują, chorują i umierają. Byli zupełnie bezbronni.

Chcąc dowiedzieć się, o przyczynę niepowodzeń, Hewahewa zaczął wypytywać się misjonarzy dlaczego tak się dzieje. Okazało się, że „chrześcijańscy magowie” potrzebują świątyń. Nie namyślając się długo, Hewahewa zlecił swoim ludziom zbudowanie dużej świątyni, kościoła. Wszystko w nadzieji, że chrześcijański Bóg zacznie działać. Zaczęła się budowa ogromnej świątyni, która pochłonęła wiele czasu i energii. Jednak udało się ją ukończyć i została poświęcona.

Wielki kahuna dumny z tego, że może pomoc swoim braciom, białym magom, był pewien sukcesu. Bardzo się z nimi zaprzyjaźnił. A Polinezyjczycy tylko czekali na spektakularne uzdrowienia z ciężkich dolegliwości i wskrzeszenia zmarłych. Przecież misjonarze nieraz opowiadali barwne opowieści o działaniu Jezusa i mocy ich Boga.

Świątynia stała, misjonarze byli… a po cudach ani śladu.

Hewahewa był coraz bardzies sceptyczny. Widząc w tym wszystkim oszustwo, był zmuszony powrócić do dawnych wierzeń i swojej sprawdzonej magii. To samo polecił kahunom. W końcu ludzie potrzebowali uzdrowień, zarówno Polinezyjczycy, jak i nowoprzybyli chrześcijanie.

Mijały lata, chrześcijaństwo się rozrastało, wyspy stawały się coraz bardziej cywilizowane. Jednak wraz z chrześcijaństwem, równolegle rozwijała się Huna, która była skuteczniejsza. Widząc to, chrześcijanie wystraszyli się, że czarna magia może przysłonić ich nauki i Boga. Postanowili oni zakazać wszelkiego posługiwania się magią. Kahuni zostali wyjęci spod prawa. Zostali zepchnięci do „podziemi” tamtejszego społeczeństwa. Na szczęście tamtejsze władze były w większości pochodzenia polinezyjskiego i miały świadomość mocy kahunów, więc nie wchodziły im w drogę. Magia nie byłą oficjalna, jednak większość i tak jej używała, w tajemnicy przed Europejczykami. Zepchnięta na margines, wiedza ta po pewnym czasie, prawie całkiem zanikła. Przenoszona z pokolenia na pokolenie z coraz mniejszym entuzjazmem, zagubiła się w nowoczesności cywilizacji. Jednak nie do końca.

Max Freedom Long był współczesnym człowiekiem, który przypadkowo zainteresował się zanikającą tajemniczą tradycją. Jako nauczyciel w szkółce na Hawajach, spotkał się z dziwnymi legendami, opowiastkami, czy tajemniczymi zachowaniami. Bardzo go to zaintrygowało. Chciał zbadać tą tradycję dokładniej, a jako racjonalista, nawet podważyć istnienie jakiejkolwiek magicznej niezwykłości. Mimo początkowych oporów tamtejszej ludności, zbierał coraz więcej wiadomości. Odkrywał tajemnice starożytnej wiedzy hawajskiej. Przypadkowo spotykał ludzi, którzy próbowali badać to samo.

Zajął się studiowaniem języka używanego przez tradycyjnych Polinezyjczyków, odkrywał coraz to nowe informacje. Był nawet świadkiem wielu niezwykłych wydarzeń.

W miarę zagłębiania się w tą „wiedzę tajemną”, przed Longiem ukazywały się coraz to bardziej fantastyczne rzeczy. Zafascynował go ogrom i możliwości wykorzystania Huny w dzisiejszych czasach.

Jest autorem wielu książek poświęconych Hunie i zarazem pierwszym wielkim badaczem „tajemnicy”. Odkrył powiązania wiedzy Polinezji, ze starożytnym Egiptem, a nawet Indiami. Wszystko zaczynało się układać w całość.

Huna stała się brakującym ogniwem między religią, a nauką. Między praktyką, a teorią. Dzięki niej, Long mógł bardzo jasno wytłumaczyć wiele do tej pory niewyjaśnionych zjawisk. Wiele tajemnic przeszłości związanych z religią stało się jasnych.

Sam autor uważał, że jego odkrycie może zrewolucjonizować świat…i miał rację. Huna stała się popularna. Wielu ludzi korzysta z tej wiedzy z powodzeniem. Posługuje się nią świadomie w codzienności, dzięki temu kreując sobie cudowną i świetlaną przyszłość.

c.d.n.

8.12 Uczeń mistrza… bez mistrza

Na ścieżce rozwoju duchowego od niepamiętnych czasów była znana relacja mistrz-uczeń. Zawsze, kiedy chodziło o jakikolwiek rozwój czy naukę, występował mistrz i jego uczeń. Mistrz miał wiedze i doświadczenie, uczeń miał chęć nauki i ufność. Dzięki takiej relacji uczeń miał niemal zagwarantowany szybki postęp na swojej ścieżce. Był prowadzony wręcz indywidualnie.

Był Jezus i 12 apostołów, Budda i 5000 mnichów, Jogin i grono małych joginków, Krishna i Arjuna, Ali Baba i 40 rozbójników…nawet Batman i Robin.

Każdy mistrz miał swojego ucznia. Każdy uczeń miał swojego mistrza. Relacja między mistrzem a uczniem była bardzo osobista. Wręcz intymna. Między nimi było głębokie zrozumienie, była bardzo bliska relacja. Szczególnie się tyczy uczniów oddanych za młodu pod opiekę mistrza. Nauki przekazywane w ten sposób, były pełne i kompletne. Nie było mowy o przypadkowej czy błędnej interpretacji tego, czego nauczał mistrz. Nauki te były skierowane konkretnie do ucznia, a ten je doskonale rozumiał. Można powiedzieć, ze uczeń stawał się „kopią mistrza”. Otrzymywał jego pogląd na świat, jego doświadczenie. Doskonale się rozumieli.

Mistrz prowadził ucznia, a uczeń miał do mistrza bezgraniczne zaufanie. Był w stanie oddać swojemu guru wszystko. Całe swoje życie, totalnie poświęcał mistrzowi. Było to głębokie zaufanie. Taka relacja była korzystna ze względu przekazania wiedzy i wskazania drogi duchowej. Czasem jednak uczeń zbyt uzależniał się od mistrza, a mistrz od ucznia (szczególnie wtedy, gdy mistrz nie był urzeczywistniony). Co powodowało różne niekorzystne skutki. Jednak jeśli chodzi konkretnie o sam system prowadzenia bliska relacja z mistrzem okazuje się bardzo korzystna.

Na samym początku drogi warto jest zrobić jedną rzecz -warto się pomodlić o znalezienie właściwiej drogi. Jeśli robisz to z ufnością, prędzej czy później trafisz na odpowiednią dla siebie drogę. Nie jest ważne, do kogo się modlisz. Nie musisz tego także nazywać modlitwą. Może to być po prostu głośne wyrażenie życzenia i puszczenie go z ufnością w przestrzeń.

Wielu ludzi rozwijających się duchowo w „społeczeństwie zachodu” nie ma właściwego autorytetu. Nikt nie ma tak bliskiego stosunku z mistrzem, jaki mieli jogini. Dlatego powstają zupełnie nowe problemy. Rozwój duchowy przyjmuje trochę inny wymiar i staje się, chcąc nie chcąc, trudniejszy. Choć daje większe możliwości dla tych, co umieją z nich skorzystać.

Po pierwsze nie mając mistrza, człowiek musi wybierać sam. Nikt za rączkę nie prowadzi. Nikt nie mówi zrób to, a potem zrób tamto. Właściwie człowiek rozwijający się duchowo błądzi. Nie dość, że nie wie skąd zacząć, to jeszcze nie wie gdzie dojdzie. Zawsze będzie błądzenie. Póki nie ma świadomości istnienia, jest uwikłany w iluzje umysłu. Jest to dla tej społeczności całkiem normalne. Nie warto się tym zrażać. Warto jednak wiedzieć, że jest możliwość wyjścia poza te ograniczenia i iluzje. Poza tym kryje się całkowicie czysty i wspaniały wszechświat. Całkowicie inna rzeczywistość. Nie musisz w to wierzyć. Jeśli nie wierzysz, i myślisz, że Twoja rzeczywistość jest jedynie prawdziwa, to w porządku. Możesz w niej trwać. Nie musisz zmieniać punktu postrzegania. Jeśli jednak ta rzeczywistość zaczyna Ci przeszkadzać, być może czas coś z tym zrobić. Wolna wola.

Na samym początku ważna jest ufność do siebie samego. Nie ufając sobie człowiek prowadzi wewnętrzną walkę. Wszystko jest sprzeczne. Jeśli nie ufa swoim zmysłom trwa w chaosie. Nie wierzy sobie, nie wierzy w siebie. To nie pozwala wykonać kroku na przód. Warto dojść do ładu z samym sobą. Brzmi to dość absurdalnie, jednak wielu ludzi ma wewnętrzne sprzeczności, które skutecznie blokują wszelkie próby rozwoju.

Rozwijając się duchowo człowiek czyta wiele książek, interesuje się tematem, słucha różnych źródeł. Gdzieś coś usłyszał, gdzieś przeczytał, coś zrozumiał, czegoś nie. Droga jest niepewna i często ma mgliste pojęcie o celu. Przecież tak wiele jest religii i każda oferuje co innego. Prawda, religie są do siebie podobne, jednak każda czymś się różni. A jeśli droga się różni, to zgodnie z prawem przyczynowo-skutkowym, prowadzi do innego celu. Na dodatek każdy mówi, że jego droga jest prawdziwsza niż inne.

Powstaje natłok informacji, z którego nie wiadomo co wybrać. Najprościej jest żyć tak jak nas wychowano. Żyć w takiej religii, w której są rodzice i w której wyrośliśmy. Iść posłusznie nie zadając niewygodnych pytań. Tak jest najprościej dla obu stron (owieczek i duszpasterzy). Najprościej, ale czy najkorzystniej? W wielu wypadkach pewnie tak, jednak u większości ludzi poszukujących to się nie sprawdza. Ludzie tacy dostrzegają, że coś z tym światem jest nie tak. I właśnie oni najczęściej upatrują przyczyn w duchowości. I mają rację. Chcąc poprawić swój byt, czy znaleźć sens życia -zaczynają szukać. Szukać w innych religiach w innych filozofiach. I natrafiają często na ogromny świat sprzecznych duchowych informacji, w którym trudno się odnaleźć.

Warto zauważyć, że wiele z nauk mistrzów jest podobnych. Tak jakby pochodziły z jednego źródła, tylko inaczej są opowiadane. To jest ważna wskazówka dla poszukiwaczy. Wskazuje ona na jeden cel, o którym mówi większość mistrzów. Tak naprawdę większość mówi o oświeceniu, osiągnięciu nirwany, czy jedności z Bogiem. Cel jest ten sam, tylko inaczej nazwany. Warto sobie to uświadomić.

Właściwie im bardziej urzeczywistniony mistrz, tym bardziej celnie i trafnie potrafi ukazać prawdę. Jego nauki są przejrzyste i jasne. Wręcz dziecinnie proste i piękne. To powinna być kolejna wskazówka. Ponieważ Boskość jest prosta. Nie ma w sobie pomieszania umysłowego i wielkich filozofii, których mało kto rozumie. Boskość to czysta prostota. Tylko umysł ubiera ją w słowa. Z tego powstają różne nauki i interpretacje.

Mając już jakiś zarys nauk o „prawdzie”, uczeń może skonfrontować te nauki z własnym doświadczeniem. To ostateczny i konieczny sprawdzian wyboru drogi. Jeśli jakaś nauka nie pokrywa się z Twym doświadczeniem, nie ufaj jej. Nie ufaj do czasu aż sam nie doświadczysz. Możesz wierzyć w prawdziwość słów jakiegoś mistrza, jednak powinieneś zostawić sobie pewien margines, pewien dystans, póki sam nie doświadczysz. Jeśli ktoś mówi, że cierpienie przynosi radość, a z własnego doświadczenia wiesz, że tak nie jest, to odstaw tą naukę. Jeśli jakiś mistrz mówi, że seks jest przyjemny i może wyzwalać człowieka, a z doświadczenia wiesz, że to prawda warto posłuchać dalej, co ten mistrz ma do powiedzenia.

Tak naprawdę warto słuchać wielu mistrzów i wielu religii. Słuchać w sensie zapoznać się z nimi, nie koniecznie zatracać się w nich. Warto wiedzieć jak inni ludzie postrzegają sprawy duchowe, wtedy można mieć jakieś odniesienie. Wtedy można wybrać właściwie. Patrząc z innego punktu widzenia, człowiek wyłamuje się ze sztywnych ram umysłu. Staje się elastyczny i otwarty. Jest to otwarta postawa umożliwiająca rozwój.

Drugą wartą uwagi sprawą jest jakość przekazu nauk. Jeśli wspomniani na początku jogini mieli ścisły kontakt z mistrzem, to i przekaz nauk był bardzo czysty i pełny. Uczeń doskonale rozumiał, co mistrz miał na myśli przekazując nauki. Nawet słowa między nimi nie stanowiły ograniczenia dla przekazu. Kiedy mały joginek przychodził na naukę w wieku 7 lat, to właściwie wszystkie pojęcia dotyczące duchowości przejął od mistrza. Doskonale rozumiał, co mistrz ma na myśli mówiąc „ego”, „maya”, czy „miłość”. Te słowa wywołują u ucznia odpowiednie wibracje i skojarzenia, takie same jak ma mistrz. Dlatego rozumieją się doskonale. Nie było możliwości złej interpretacji słów. Doświadczenia ich się pokrywały.

Problem powstaje, kiedy brak jest osobistego kontaktu ucznia z mistrzem. Tak się niestety dzieje w krajach cywilizowanych. Wtedy pierwszy lepszy człowiek łapie książkę z naukami buddyjskimi i czyta: „Ego to tylko iluzja, trzeba wyjść ponad ego, żeby doświadczyć rzeczywistości…”. Pierwsze skojarzenie do słowa ego, to egoizm. Coś tam kiedyś ktoś mówił, gdzieś się słyszało, trochę psychologii, trochę telewizji -no mniej więcej wiem, co to znaczy. Ważne by się pozbyć ego. Czytam dalej… Poczym łapię książkę teozoficzną i czytam, że Ego to Wyższa Trójca -Wyższe Ja. Mam się pozbyć Wyższego Ja? … I tak czasem wygląda zrozumienie nauk dzisiejszych poszukiwaczy prawdy.

Wszelkie nauki New Age są oparte na naukach duchowych mistrzów Indii. Jest to bardzo dobre, jednak warto zwrócić uwagę na zupełnie inną kulturę ludzi wschodu. Mistrz nie musiał mówić niektórych rzeczy, ponieważ tamtejsi ludzie wiedzieli o tym od małego. Wychowanie ludzi wschodu jest bardziej duchowe. Tamci ludzie są wychowywani na pojęciach prawa karmy, ego czy mayi. Dla nich nie jest to coś nowego, dlatego mogą wgłębiać nauki duchowe. Ludzie zachodu zaczęli od wgłębiania się w nauki, pomijając podstawy. Interesują się w większości paranormalnymi zjawiskami, reinkarnacją, wszelkimi cukierkami duchowości nie wiedząc nic o podstawach. I tak spotyka się ludzi „zaawansowanych” duchowo, którym ego kojarzy się jedynie z klockami Lego.

Słowa są na tyle ograniczające i wieloznaczne, że przekaz jest faktycznie zafałszowany. Same słowa mogą wprowadzać w błąd, szczególnie jeśli mistrz używa ich w jednym znaczeniu, a uczeń w innym. Po prostu mistrz myśli innymi kategoriami niż uczeń. Uczeń został wychowany kategoriami odpowiednimi dla swego społeczeństwa. Różnica między nimi jest różnicą rozumienia pojęć.

Mówiąc miłość, mistrz myśli o miłości bezinteresownej, nie uwarunkowanej przez myśli, przyzwyczajenia i uprzedzenia. A odbiorca słysząc słowo „miłość” może pomyśleć o całej gamie odczuć. „Ah miłość!” -od zachwytu, „Oh… miłość” -poprzez westchnienie, „hm… miłość” i zadumę, „ech… miłość” -do zawodu i cierpienia. Warto wiedzieć, jakie odczucia wzbudza dane słowo i czy na pewno o to chodzi. Często nauki mistrza niekoniecznie trafiają do ucznia tak, jakby sobie tego życzył. Warto mieć na uwadze subiektywność postrzegania.

Korzystnie jest przeanalizować, co dokładnie rozumiemy pod pojęciami mniej zrozumiałymi. Chociażby można poczytać w słowniku wyrazów obcych znaczenia niektórych słów. Tak, aby przynajmniej rozumieć pojęcia -tak ogólnie. Wtedy mamy większe szanse na czysty odbiór przekazu. Nie tyczy się to tylko nauk pisanych w książkach. Również wykłady mistrzów mogą nieść ze sobą niezrozumienie, jeśli mistrz i uczeń nie nadają na tych samych falach. Jeśli rozumieją inaczej kluczowe pojęcia, z nauk może wyjść jeszcze większe pomieszanie.

Każdy słyszy to, na co jest otwarty. Dlatego często zdarza się tak, że po przeczytanej książce każdy wie coś innego. Każdy zwraca na coś innego uwagę. Jest to właściwie korzystne, ponieważ umysł pracuje nad rozwiązaniem aktualnego problemu i szuka do niego inspiracji. Dlatego czasem warto powrócić do wcześniej czytanych inspiracji, szczególnie jeśli się czuje, że są one bardzo wartościowe. Przy ponownym zapoznaniu się z naukami, mogą dotrzeć do świadomości zupełnie inne rzeczy. Tym samym przekaz mistrza staje się pełniejszy.

Wszystkie nauki są tylko słowami. Na podstawie słów słuchacz wzbudza w sobie różne energie, dostraja się do mistrza. W książce jest nieco trudniej. Warto być świadomym tego procesu. Nie jest ważne, co czytasz, ale jakie energie to w Tobie budzi.

Ostatecznie każdy sam jest dla siebie mistrzem. Każdy z nas ma boskie światło w sobie. Każdy człowiek idzie własną drogą. Warto jest być tego świadomym. Być otwartym na wszelkie inspiracje. Nie zamykać się na jedną drogę, a być w stanie przekroczyć wszystkie i samemu dotrzeć do punktu ciszy. Można inspirować się wieloma rzeczami, wszelkie nauki mistrzów prowadzą do tego samego punktu.

Same w sobie nauki mistrzów nie mają żadnej wartości. Ważne stają się dopiero wtedy, kiedy ktoś je odbiera. Ich interpretacja wprawia istoty ludzkie w stan działania i inspiracji. Warto się inspirować naukami mistrzów, pamiętając, że to tylko nauki. Prawdą staną się tylko wtedy, kiedy ją osobiście poczujesz. Tylko od Ciebie zależy kogo słuchasz i gdzie teraz jesteś. Otwórz się więc na inspiracje wszechświata. Gdziekolwiek pójdziesz, trafisz do celu. Być może zauważysz, że zawsze tam byłeś.

8.6 Afirmacje

Pierwszą zaprezentowaną tu techniką rozwoju człowieka są afirmacje. Nie są one najważniejsze, jednak najłatwiej obrazują działanie umysłu i podstawy rozwoju. Warto się z tą techniką zapoznać, ponieważ jest bardzo skuteczna. Nawet w ekstremalnych przypadkach, kiedy mamy do czynienia głębokim zagubieniem czy problemami.

Afirmacje są też bardzo przydatne dla ludzi, którzy nie chcą rozwijać się duchowo, a chcą po prostu poprawić jakość swego życia. Ta technika nie wymaga specjalnych zdolności czy inteligencji. Może być używana przez wszystkich i w każdym wieku. Opiera się po postu na naturalnym działaniu umysłu.

Warto zauważyć, że ta technika służy zmianie umysłu, swoich wzorców, filtrów mentalnych. Jednak nie jest to praktyka medytacji, która z założenia pozwala wyjść ponad umysł. Afirmacje są więc dobre na pewnym poziomie i tak jak wszystko, po przekroczeniu danego poziomu, można porzucić.

Struktura umysłu:

Umysł człowieka jest niesamowitym narzędziem. Jest bardzo złożony i daje bardzo duże możliwości. Właściwie wszystko, co przejawia się w naszym życiu jest kreacją umysłu. Od umysłu, punktu widzenia, światopoglądu, przyzwyczajeń i interpretacji zależy cała subiektywna rzeczywistość. Warto więc znać metody pracy z umysłem.

Warto zauważyć, ze zastosowane niżej porównania pomagają zrozumieć pewne funkcje umysłu. Mają na celu wskazać drogę, nie oznajmiać „prawdę prawdziwą”.

Istota ludzka składa się z trzech poziomów jaźni. Odkrył to już Zygmunt Freud, mówiąc o Ego, Id i Superego. Było to ogólne określenie, które dało podstawy współczesnej psychologii. Co ciekawe okazało się, że podobny podział umysłu opracowali polinezyjscy uzdrowiciele zwani kahunami. Oni jednak, w przeciwieństwie do Freuda, posiadali inny wgląd w naturę ludzkiego umysłu. Wiedza którą posiadali okazała się niezwykle praktyczna, a sposoby uzdrawiania oparte na tej wiedzy bardzo skuteczne.

Do pojęcia zasad afirmacji wystarczy wiedza o dwóch właściwościach umysłu. Podświadomość i świadomość. Dzieli się tak ze względu na funkcje, które pełni. Dobre zrozumienie tych funkcji pozwoli lepiej zrozumieć zasadę działania tego wspaniałego narzędzia, jakim jest umysł.

1. Podświadomość – jest to część umysłu odpowiadająca za działania nieświadome. Ma ona kontrolę nad wszystkimi procesami ciała. Utrzymuje prawidłowy przepływ energii, kontroluje oddech, krążenie krwi, trawienie itp. Steruje także czynnościami wyuczonymi przez ciało. Jeśli się czegoś nauczymy, podświadomość potrafi powtarzać pewne zachowania czy działania. Jest ona wyposażona w wspaniałe mechanizmy służące do zapamiętywania. To podświadomość utrzymuje w swoim polu wszystkie wspomnienia. Jest często nazywana niższą jaźnią, nie dlatego że jest w jakiś sposób gorsza. Jest jakby młodszym bratem pozostałych jaźni. Nie ma własnej świadomości. Nie potrafi oceniać i myśleć. Jest często przyrównywana do zwierzątka, które wiernie powtarza wyuczone rzeczy. Nie ocenia czy są one korzystne, czy nie, po prostu je powtarza.

Podświadomość może się uczyć. Dzieje się tak poprzez częste powtarzanie danego wzorca zachowania lub bardzo silną jednorazową koncentrację na wzorcu. Częste powtarzanie jest właśnie wykorzystywane w afirmacjach.

Porozumiewa się językiem uczuć, skojarzeń i wyobrażeń. Dlatego o wiele łatwiej zapamiętujemy uczucia, niż np. ciągi liczbowe. Uczucia są bardzo cielesne. Są to bardzo wyczuwalne energie w ciele. Dlatego są łatwo zapamiętywane. Każda informacja tworzy pewne specyficzne wibracje energii. Im informacja bardziej nawiązuje do uczuć, tym jest lepiej zapamiętana. Dlatego pracując z podświadomością warto używać uczuć i wyobrażeń. Warto o tym pamiętać przy pracy z podświadomością.

2. Świadomość – Czasem zwane średnie Ja. Świadomość, to jest ta część jaźni, z którą się identyfikujemy. Słowo świadomość jest tu użyte w sensie zwykłego stanu umysłu, czyli stanu rozumowania, aktualnego pojmowania i codziennego funkcjonowania. Jest na tyle rozwinięta, że potrafi logicznie myśleć i porównywać. To właśnie świadomość potrafi oceniać i tworzyć wnioski. Na podstawie wcześniejszych zdarzeń i pamięci ocenia teraźniejszą rzeczywistość. Tym samym uczy ciało jak reagować na daną rzeczywistość. To świadomość może ocenić, czy jest w tej chwili dobrze czy źle. Rozkazuje wtedy ciału tworzenie szczęścia lub cierpienia. Ciało czyli podświadomość, tworzy te wibracje słuchając się świadomości. Świadomość jest myślicielem. Często prowadzi się wewnętrzny dialog w umyśle. To właśnie świadomość rozmawia z podświadomością. Świadomość dostaje informacje zapamiętane przez niższe ja i na tej podstawie analizuje aktualną sytuację. Dzięki temu świadomość może oceniać i porównywać rzeczy. Może wybierać. Tak działa ego.

Niższe Ja słucha uważnie swojego „starszego brata”. Natomiast średnie Ja nadaje znaczenia zdarzeniom. Jeśli coś się zdarzy, świadomość może ocenić zdarzenie i powiedzieć: „To jest dobre, tego się trzeba trzymać”. Albo: „to jest złe. Uciekamy!”. Podświadomość to zapamiętuje. Kojarzy zdarzenie z wywołanym uczuciem i pamięta wzorzec, według którego ma się zachowywać. Dlatego tak ważna jest prawidłowa ocena tego, co widzimy i doświadczamy. Jeśli świadomość źle oceni zdarzenie, podświadomość zapamięta jak się ma zachowywać.

Takie procesy zachodzą podczas rozwoju dziecka w wieku od 0-3 lat. Wtedy to, jeszcze niewykształcona świadomość ocenia tak, jak oceniają to rodzice, a PŚ wszystko zapamiętuje. Potem można mieć lęki, albo inne problemy (lenistwo, depresje, uczucie niemocy i przytłoczenia rzeczywistością, nienawiść do ciała, niekorzystne zachowania w różnych okolicznościach). Wszystkie te niekorzystne programy tkwią w umyśle i sabotują teraźniejsze życie człowieka. Dlatego warto się od nich uwolnić zamieniając je na pozytywne.

W tym wypadku całkiem świadomie i przytomnie możemy wybierać jak się chcemy zachowywać. Nie trzeba już być marionetką programów z dzieciństwa. Teraz całkiem świadomie możemy wybrać jak chcemy się przejawiać. Narzędziem zmiany starych programów na nowe są afirmacje.

8.3 Gorsi w rozwoju?

Trzej mnisi postanowili razem pomedytować. Usiedli po jednej stronie jeziora, zamknęli oczy i pogrążyli się w medytacji. W pewnej chwili jeden z nich wstał i rzekł do pozostałych: – „Zapomniałem mojej maty.”

Poczym w cudowny sposób wkroczył na taflę wody i przeszedł na drugi brzeg do swojej chaty. Kiedy wrócił, drugi mnich wstał i powiedział: -„Zapomniałem wywiesić moją drugą szatę do wyschnięcia” -On także pełen spokoju przemaszerował przez taflę jeziora i wrócił tą samą drogą.Trzeci mnich obserwował uważnie towarzyszy i postanowił przetestować swoje własne zdolności. -„Czy wasza wiedza jest większa od mojej? Ja również jestem w stanie to zrobić!”Powiedział głośno i ruszył w stronę jeziora, aby przez nie przejść. Jednak natychmiast

wpadł w głęboką wodę. Z zapałem wspiął się z powrotem i spróbował ponownie tylko po to, aby znów wpaść do wody. Próbował jeszcze raz… i jeszcze… za każdym razem tonąc w wodzie. Dwaj pozostali przypatrywali się temu w spokoju. Nagle jeden powiedział cicho do drugiego: -„Myślisz, że powinniśmy mu powiedzieć gdzie są kamienie??”

***

Słysząc i czytając o wielkich dokonaniach joginów, mistrzów duchowych czy adeptów, człowiek kroczący ścieżką duchową może poczuć się co najmniej gorszy. Można też słuchać o dokonaniach „zwykłych” ludzi, którzy nierzadko podświadomie chwalą się swoimi doświadczeniami. Część ludzi osiąga stany mistyczne, opowiada, jakie to ma wizje, jaki cudowny kontakt z Bogiem, jaką to wielką miłość czuje. Wielką moc i nieskończone cudowności, które powstają w ich ciele lub umyśle. Każdy mówi o swoich doświadczeniach duchowych, czego to on nie doświadczył.

W świecie rozwoju jest wiele doświadczeń. Każdy człowiek ma własne doświadczenia i nie może ich w obiektywny sposób porównać z doświadczeniem innych osób, ponieważ nigdy nie poczuł tego, co inni. Jedynie na podstawie słów i prób dostrajania się do wibracji innych może sobie wyobrazić, co czują inni. Jednak będzie to tylko twór mentalny, wyobrażenie tego, co czuje inny. Tak na prawdę nie wiadomo, co czują inni, ponieważ w teraźniejszości nie czujemy tego, co oni. Porównanie doświadczeń odbywa się na zasadzie metafor, przenośni, porównań do innych rzeczy. Z tego wszystkiego powstaje mentalny obraz tego, co mogą czuć inni. Na podstawie naszych skojarzeń budujemy obraz, jest on iluzoryczny. Dalej można porównać czy czujemy to samo i czy jesteśmy „lepsi” czy „gorsi”.

Cała ocena pochodzi od egotycznego umysłu. Wszelkie określenie siebie jest tylko określeniem swojej sztucznie stworzonej tożsamości. Niektórzy wchodzą w wielkie mistyczne stany, kontaktują się z aniołami czy nawet samym bogiem. Jeśli ich ciała tak odbierają rzeczywistość, to w porządku, staje się dla nich prawdą. Dla Ciebie prawda jest indywidualna. Nie jest lepsza, nie jest gorsza. Twoje doświadczenia mają taką samą naturę jak doświadczenia oświeconych, papieży, świętych czy reszty ludzkości. Wszystkie doświadczenia są stworzone przez pierwotną świadomość i odbywają się na tym polu istnienia. Tylko umysł podzielił doświadczenia na grupy i uzależnił się od tej oceny. W samej ocenie nie ma nic złego. Jest to po prostu zauważenie pewnej różnicy. Jedna osoba postrzega w jeden sposób, inna na inny sposób. Jest różnica doświadczania, jednak ta różnica jest naturalna. Nie trzeba tworzyć ocen lepsze -gorsze. Jeśli powstaną takie oceny, umysł od razu się z nimi utożsami. Dalej w zależności jak siebie określił będzie się czuł dobrze lub źle.

Niektórzy ludzie budują wysoką samoocenę na swoich doświadczeniach czy predyspozycjach ciała. Są wielkimi ludźmi, potrafią takie niestworzone rzeczy. Potrafią wychodzić z ciała, czuć wielką miłość do wszechświata, uzdrawiać, tworzyć sztukę, przewodzić innymi, prowadzić zachwycające rozmowy czy przemówienia… Na dodatek większość wspaniałych ludzi rozwoju czuje miłość i ma całkowitą świadomość. Ta samoocena jest budowana w zestawieniu z możliwościami „przeciętnego człowieka”. Ego takiego człowieka może myśleć „umiem więcej niż inni”, „rozumiem więcej niż inni”. Wszystko wspaniale, jednak we wnętrzu słuchacza pozostaje niespełnienie. Oni doświadczają, ja nie. Coś jest nadal nie tak. Jest to tylko gra wyobrażeń.

Autor tej książki, osoba, która może uchodzić za „duchową”. W końcu pisząc duchową książkę trzeba być duchowym… Trzeba posiadać „wgląd”, „zrozumienie”, „jasność widzenia”. „Stara dusza” powiedzą niektórzy. A co, gdyby autor powiedział, że niczym się nie różni od „przeciętnego człowieka”? Wcale duchowy nie jest, nie posiada innych zmysłów i narządów poznania niż wszyscy. Nie posiada nic, co można by uznać za coś nadzwyczajnego. Kompletnie zwyczajny, wśród tłumu. W takim razie „oszust”? – zapytają niektórzy. Kwestia w tym, że są to tylko wyobrażenia. I tak na prawdę im szybciej one upadną tym lepiej.

Cała totalność wszechświata nie ocenia. Jesteś jaki jesteś i ten kształt właściwie nie jest istotny. Nie jest ważne co umiesz, a czego nie umiesz. Nie jest ważne jaki jesteś, a jaki nie jesteś. Wszechświat na swoim planie materii akceptuje wszystko. Jest to proces miłości, który ogarnia wszelkie istoty. Kocha bezinteresownie i pozwala istnieć. Tylko dla ego staje się ważne kim jesteś, co potrafisz, czego nie potrafisz, czego doświadczasz. Życie z poziomu ego tworzy wszelkie warunki istnienia. Określa jak powinna wyglądać boska istota, a jak wyglądają ludzie nieświadomi. Ocenia wszystko, nawet na tych wysokich szczeblach rozwoju.

Prawdziwe wyjście ponad ego zostawia wszelkie oceny za sobą. Nagle przychodzi świadomość, że wszelkie istoty są równie boskie. Są przejawem miłości na tym planie materii. Wszystko jest doskonałe.