Archiwa tagu: świadomość

8.1 Rozwój duchowy

Czworo mnichów postanowiło medytować przez dwa tygodnie w milczeniu. Pierwszej nocy świeczka rozświetlająca pomieszczenie zaczęła migotać i nagle zgasła. „O nie! Świeczka zgasła!” – powiedział pierwszy mnich.

Odezwał się drugi – „Czy nie powinieneś milczeć?”

Trzeci – „Czy wy dwoje nie potraficie nigdy usiedzieć spokojnie?”

Czwarty zaczął się śmiać mówiąc – „Ha, jestem jedynym, który nie mówi…”

***

Rozwój duchowy jest naturalny dla całego wszechświata. Jest to rozwój świadomości. Właściwie nie ma nic innego. Przez całą ewolucję rozwijały się różne plany rzeczywistości. Od materii, po uczucia czy w końcu myśli i działanie intuicyjne. Jest to wszystko naturalnym procesem rozwoju wszechświata. Człowiek jest w takim momencie, gdzie rozwija swój plan mentalny (ponieważ niższe ma rozwinięte – ciało fizyczne, energetyczne, uczuciowe). Duchowość została stworzona naturalnie. Istoty ludzkie zaczęły być świadome. Zaczęły rozumieć prawa i naturę całego procesu życia. Rozwój wszedł więc na dalszy poziom. Jest to naturalny proces rozwoju świadomości. Cały rozwój duchowy jest czymś normalnym dla istoty ludzkiej. Można powiedzieć, że dzieje się sam.

Cały problem Rozwoju duchowego polega na tym, że stał się odrębną dziedziną życia. Czymś ściśle określonym, zamkniętym w etykietki, sposoby, systemy. Stał się prawie że rutynowy. Przybrał dziwną i nienaturalną formę. Wszystko dlatego, że zaczął być kontrolowany przez umysł.

Każda droga duchowa ma podobne założenia. W zależności do regionu i kultury różnią się bardziej lub mniej, jednak mają pewien wspólny mianownik. Wszyscy dążą do szczęścia,  Wolności od cierpienia, totalnej radości, miłości – raz pod postacią jedności z Bogiem, raz pod postacią oświecenia czy też wreszcie pod postacią świętego spokoju.

Ludzie od wieków poszukują optymalnej drogi duchowej, która ma dać w końcu wyzwolenie z tego dołu cierpienia i nieświadomości, jakim jest świat. Buddyści zwą to wolnością od samsary. Wielu mistrzów takową drogę znalazło, osiągnęli cel. Poczym tańczyli nago wokoło drzew, pełni radości i błogości. Choć była to zawsze indywidualna droga, to wyznaczyli oni pewne nurty rozwoju, które do tej pory funkcjonują wśród adeptów. Każdy znajduje sobie właściwą drogę i nią podąża, to jest jak najbardziej w porządku. Każdy ma nadzieję osiągnąć wspaniałe rezultaty, zjednoczyć się z Bogiem, czy w końcu się oświecić.

Rozwój duchowy pojawił się od momentu, kiedy człowiek chciał zmienić swój stan. Zazwyczaj z cierpienia (które sam sobie stworzył), na szczęście. Kiedy był szczęśliwy i spełniony, nie potrzebował rozwoju. Nie potrzebował nic zmieniać. Wszystko było naturalnie w porządku. Rozwój odbywał się bardzo naturalnie. Wszelkie wglądy czy odkrycia przychodziły spontanicznie. Wszelkie zrozumienie czy świadomość działa się sama. Był pogodzony z tym, co jest tak, że nie stawiał oporu naturze. Można powiedzieć, że wszelki rozwój, który tam występował, był powodowany przez naturę i dział się samoistnie. Dopiero kiedy pojawiło się ego i pragnienie by być lepszym, by wyjść z aktualnego stanu, pojawił się faktyczny rozwój duchowy. Tu pojawiła się też nie akceptacja rzeczywistości. Człowiek chciał od niej uciec, ponieważ zaczął mieć na uwadze lepsze stany i możliwości. Chwila teraźniejsza okazała się niezadowalająca, co w dalszej perspektywie przynosi cierpienie, czyli mentalną niewygodę. Widać wyraźnie, że rozwój duchowy jest ściśle powiązany z cierpieniem. Co więcej, rozwój duchowy jest domeną ego. To poczucie „Ja” się rozwijam, otacza prawie wszystkich adeptów rozwoju. Gdy nie ma „Ja”, nie ma tez rozwoju. Nie ma technik, nie ma kombinowania. Jest po prostu istnienie i naturalność.

Każda szanująca się szkoła rozwoju duchowego ma za cel uwolnienie się od ego. Tym samym zakończenie koła cierpień. Gdzie nie ma „Ja” nie ma cierpienia. Z kolei inne szkoły i systemy bazują na umacnianiu pozycji swego własnego „Ja” – rozwijaniu osobowości czy jej przebudowywaniu. To może doprowadzić do pewnego zagubienia. Nie jest to złe. Każdy wybiera to, co chce.

Człowiek uciekając od cierpienia wpadł w pewną pętlę, z której nie tak łatwo wyjść. Ponieważ nie można uciec od cierpienia, a zarazem ciągle go tworzyć. Tak się niestety dzieje z większością ludzi. Następuje tu pewien mechanizm walki, starania się, droga duchowa. Ucieczka od cierpienia czy marnego życia -może kiedyś się to uda? Uda się wtedy, kiedy wszystkie starania zostaną porzucone i nastąpi całkowita akceptacja swego istnienia.

Przyczyną cierpienia jest iluzoryczny pogląd na świat i utożsamianie się z nim. Pogląd ten jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Można powiedzieć, że rozwija się on samoistnie. Cała cywilizacja jest zarażona poglądem cierpienia stworzonym przez umysł. Jest to nic innego jak pewien filtr mentalny, który narzuca ściśle określone spojrzenie na świat. Zamiast boskości widzimy oddzielenie i cierpienie. Warto pamiętać, że dla samej świadomości nie ma różnicy, co tam aktualnie sobie cywilizacja robi i w co wierzy.

Widzimy, że człowiek nie jest taki, jaki powinien być. Chcemy być lepsi, więksi, bardziej oświeceni, bardziej pełni. Mimo to naturalnie jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. To jest boskie. Wszystko jest w porządku, po co poprawiać naturę? Natura sama wie co robi, jest to wyższa inteligencja działania, po co ją poprawiać? Chcąc poprawić już doskonałe stawiamy tylko opór rzeczywistości i pewne napięcia. Powstaje chęć bycia gdzie indziej. Moment boskości jest tu i teraz.

Nie trzeba nigdzie uciekać, nie trzeba nigdzie dążyć. Oczywiście można to robić, jednak bez zbędnego oczekiwania na coś, co jest gdzieś w przyszłości. Warto brać udział w naturalnym rozwoju z pełną akceptacją. Co ma być to będzie, poddaj się wyższej inteligencji natury. Wtedy rozwój, jeśli takowy ma być, przyjdzie spontanicznie i naturalnie. Bez problemu, bez oporu, z łatwością i lekkością. Bez intencjonalnego pchania i wysiłków starania. Może się okazać, że po poddaniu nic się nie zmieniło. Nadal wykonujemy te same czynności, nadal dzieje się tak samo. Mimo to w głębi czujemy się wolni. Ostateczną rzeczywistością staje się boskość. Nie ma już celu, do którego się dąży. Samo istnienie jest przyczyną i celem samym w sobie.

7.3 Karma

Warto zauważyć, że w istocie ludzkiej, jak i w całym istnieniu, jest również ogromna wola życia. Wola doświadczania. Chęć tworzenia, działania. Rośliny trwają w nieustannym ruchu, dążeniu do optymalnego rozwoju. Energia życia dąży do optymalnego zorganizowania materii, tak by jak najlepiej się przejawiać. Wszystko to jest pewną wolą. Zwierzęta również posiadają wolę. Jest ona inna niż u roślin, ponieważ dotyczy planu astralnego (uczuć i emocji). Tutaj pojawia się już pragnienie. Pragnienie doświadczenia, pragnienie jedzenia, pragnienie ciepła. Te wszelkie pragnienia są ukierunkowanym ruchem i powodują działanie. Pragnienie jest przyczyną, działanie skutkiem. Jest to początek karmy.

U człowieka jest pole astralne całkowicie wykształcone, dlatego pragnienia są bardzo zróżnicowane i precyzyjne. Istota ludzka czuje pełen wachlarz emocji i uczuć. Od furii gniewu do błogiej miłości. Od pożądania do niechęci. Dochodzi do tego jeszcze pole mentalne, które oceniając i interpretując budzi coraz to nowe pragnienia. To wszystko zmusza człowieka do działania. Tak powstaje karma.

Karma wygląda jak chęć wszechświata do doświadczania określonych poziomów wibracyjnych. Karma ma swój początek z chęci doświadczania. Kończy się kiedy człowiek już daną rzecz osiągnie. Jest to cały proces przyczynowo skutkowy. Jeśli człowiek chce doświadczyć uczucia bogactwa, dąży do tego nieustannie, aż do momentu kiedy to osiągnie. Dzięki temu dusza zbiera doświadczenie. Bada cały wszechświat doświadczeń, bada różne wibracje. Cały ten proces trwa do momentu, kiedy dusza stwierdzi, że niczego więcej nie potrzebuje. Wszystkiego już doświadczyła. Przyszło spełnienie. Zbadała całą skalę wibracji wszechświata, którą chciała zbadać. Jest totalne spełnienie i wolność od działania. Nie ma pragnień czy niespełnienia w teraźniejszości. Wszystko jest doskonale w porządku.

Kiedy dusza doświadczy już wszystkiego czego chciała, przychodzi spełnienie. Jest ono totalne, nazywane czasem oświeceniem. Oświecenie można różnie interpretować. Większości ludzi kojarzy się z osiągnięciem nadludzkich mocy, doświadczeniem Boga, świadomością totalną. Tak też być może. Umysł lubi widzieć wielki cel w oświeceniu. Lubi dążyć do niestworzonego celu, do bycia nadczłowiekiem, do bycia oświeconym. Jednak nigdy nie akceptuje teraźniejszości. Nie akceptuje, że jest na takim, a nie innym etapie ewolucji. Chciałby być gdzie indziej, umysł popycha, kombinuje, dlatego też ciągle błądzi.

Karma nie jest zła. Jest naturalna. Wszystko trwa w rozwoju. Czy tego się chce, czy nie, rozwój istnieje. Pragnienie doświadczania jest naturalne. Doświadczaj więc czego tylko chcesz. Cała kwestia w tym, by nie tworzyć z tego cierpienia. Jeśli człowiek czuje pragnienie, uświadamia sobie, że aktualna rzeczywistość jest niepełna. Prowadzi to do nie akceptacji, walki i chęci zmiany. Można i tak. Jednak to przyniesie ból. Można też oświecenie postrzegać jako totalną akceptację tego, co jest. Akceptację totalną nurtu życia, w którym się płynie. Akceptację rzeczywistości i poddanie się jej. Rzucenie się na falę ewolucji, która i tak doprowadzi do tego, co ma się stać. Niczego nie trzeba popychać. Gdyby myszka starała się być ptakiem, całe jej życie byłoby pełne nie akceptacji i niespełnienia. Zatraciła by się w pragnieniu i cierpieniu. Stałaby się nieświadoma własnej formy istnienia, która już jest doskonale na swoim miejscu.

Uwolnić się od karmy można w jeden sposób. Uświadamiając sobie, że już się jest na miejscu. Nawet jeśli umysł mówi, że będę na miejscu dopiero po oświeceniu, teraz to jeszcze nie jest to. Teraźniejszość jest jedynym optymalnym czasem na doświadczanie rzeczywistości. Właściwie innego czasu nie ma. Jesteś dokładnie na miejscu i doświadczasz dokładnie tego, czego świadomie i podświadomie chcesz. Nawet, jeśli ciało pragnie czegoś dalej – jest to naturalne. Działaj więc wedle tego, czego ciało pragnie. To dalsza ewolucja. Tylko bez przywiązania do celu. Już jesteś na miejscu wtedy, kiedy działasz. Już jesteś na miejscu wtedy, kiedy nie działasz. Nieważne, co robisz, zawsze jesteś teraźniejszym przejawem wszechświata.

Cała kwestia jest w tym, jak działasz. Jeśli działasz z myślą o celu, tworzy się niespełnienie w teraźniejszości. Tworzy się nie akceptacja. Wtenczas karma staje się walką, uciążliwością, przekleństwem. Jeśli działanie wypływa z totalnej akceptacji swego miejsca, jest spontaniczne i lekkie. Nie ma w sobie myśli o celu i niespełnienia. Jest to wolność od skutków działania. Wolność od karmy. W takim stanie działania natura przejawia się swobodnie przez całą istotę ludzką. Ewolucja działa lekko i bez oporów. Nieważne gdzie jesteś, jesteś dokładnie tam, gdzie powinieneś być. Jeśli miałbyś być gdzie indziej, już byś tam był.

Nie trzeba opierać się boskiej woli życia. Wystarczy istnieć i być tego świadomym. Zaufać procesowi życia. Zaufać boskości. To naprawdę piękne i wyzwalające. To się nazywa prawdziwe poddanie rzeczywistości. Poddanie i zaufanie Bogu.

Kiedy człowiek to uświadomi, życie i doświadczenie stanie się cudem samym w sobie. Nastanie wolność od karmy, wolność od oczekiwań. Wolność od przeszłości i przyszłości. Pojawi się świadomość piękna ewolucji wszechświata i doskonałej harmonii tego procesu. Nie trzeba nawet nigdzie dążyć. Nie trzeba próbować dotrzeć do oświecenia. Nie trzeba próbować dostać się nigdzie indziej. Przyjdzie wielka akceptacja tego co jest tu i teraz. Przyjdzie wielka akceptacja istnienia. Wypłynie też cudowna radość z samego procesu życia. Uświadomisz sobie, że robisz dokładnie to, co chciała robić dusza -przejawiać się i istnieć. Dlatego wszystko jest w największym porządku, nigdzie nie trzeba iść. Wystarczy być tego świadomym.

Jesteś czystym przejawem natury. Działaj więc naturalnie i z całkowitą akceptacją. Wtenczas przyjdzie wyzwolenie z więzów pragnień i oczekiwań.

7.2 Wola życia. Cud istnienia

Cały wszechświat nieustannie trwa w ruchu. Nieskończony przejaw boskości wzrasta w rozwoju. W minerałach zachodzą procesy fizyczne, we wszystkich istotach pulsuje cudownie życie. Cały wszechświat nieustannie tworzy, rozwija się. Ten cały proces jest zapoczątkowany i napędzany przez jedną z najcudowniejszych rzeczy – wolę istnienia.

Obserwując naturę dochodzi się do wniosku, że ciągle dąży do przejawiania, wzrostu. Cała natura po prostu chce żyć. To jest piękna rzecz. Życie stara się dostosowywać do warunków zewnętrznych, potrafi się zmieniać, ciągle chce żyć. Można powiedzieć, że jest to spowodowane wolą wszechświata. Wolą boskości jest życie, przejawianie się, doświadczanie. Jest to proces totalny, który jest najbardziej widoczny na naszej planecie. Ten proces rozwoju można nazwać procesem miłości. Ponieważ ten pierwotny magnetyzm sprawia, że wszystko może się przejawiać. Miłość utrzymuje wszystko na swoim miejscu. Bez niej nie istniało by nic. Nie byłoby woli życia, nie byłoby rzeczywistości, w której życie mogłoby zaistnieć. Jednak miłość jest i stanowi podstawę wszechświata. To ona sprawia, że wszystko istnieje. Wszystko trwa w ruchu i nieustannej zmianie. We wszechświecie działa wszechobecny magnetyzm. Cały wszechświat chce żyć, doświadczać tej miłości. Chce doświadczać siebie.

Jest taka opowieść:

„Pewnego słonecznego dnia mistrz razem ze swym uczniem szli polną drogą. Słońce mocno grzało, więc postanowili odpocząć chwilę w cieniu drzewa. Uczniowi przyszło do głowy by zażartować z mistrza. Był to psotny uczeń i lubił czasem drwić ze swego mistrza.

– Mistrzu, czy widzisz tą roślinę? – Zapytał uczeń wskazując na rosnącą nieopodal małą roślinkę. – Czy możesz wejrzeć w prawdziwą naturę tej rośliny i przewidzieć jej przyszłość? Powiedz proszę, jakie są jej losy w przyszłości.

Mistrz odparł: – Ta roślina urośnie duża, rozkwitnie i stanie się ozdobą otoczenia.- Wcale tak nie będzie, ja widzę inną przyszłość – odpowiedział uczeń, poczym podszedł do rośliny i wyrwał ją z korzeniami z ziemi. – Widzisz, wcale nie rozkwitnie, myliłeś się.- Uczeń był wyraźnie zadowolony z udanego żartu. Mistrz tylko się uśmiechnął i ruszyli w dalszą drogę.

Po pewnym czasie wrócili na to samo miejsce i ku zdziwieniu ucznia ujrzeli tą samą roślinę, która była duża, rozkwitła i swoją pięknością przyćmiewała wszystkie kwiaty w okolicy. Uczeń z niedowierzaniem zapytał:

– Jak to możliwe, przecież wyrwałem ją, pozbawiłem jej życia. Jak to się stało, że ona urosła?

– Wejrzałem w prawdziwą naturę tej rośliny i ujrzałem cudowną wolę życia. Wiedziałem, że nic jej nie może się stać, ponieważ wola życia przeważała u niej nad wolą śmierci. Wyrwałeś ją z korzeniami i odrzuciłeś. Jednak wola istnienia tej rośliny była silna. Przyszedł deszcz, który rozmoczył ziemię. Roślina mogła znów zapuścić korzenie i rozwinąć się.

Od tej pory uczeń nigdy więcej nie próbował drwić ze swego mistrza.”

Cały wszechświat jest wypełniony wolą przejawiania się. Całe istnienie pragnie doświadczać. Jest to podstawową cechą każdego stworzenia. Cała ewolucja i rozwój polega na doświadczaniu coraz wyższych poziomów wibracyjnych. Od minerałów, które doświadczają fizycznych i chemicznych zmian, poprzez rośliny i zwierzęta doświadczające uczuć, do człowieka, który doświadcza materii, uczuć i myśli. Istota ludzka jest zaawansowana w ewolucji, ponieważ może doświadczać różnych wibracji. Może być świadoma szerokiego pasma rzeczywistości.

Ewolucja minerałów, roślin i zwierząt jest grupowa. Dusza poprzez swą wolę życia stworzyła wiele jednostek, dzięki którym doświadczała życia. Wszechświat uczył się za pomocą tych istnień, jak przejawiać się na różnych poziomach wibracyjnych.

Najpierw były to minerały, przez które dusza doświadczała fizyczności. Procesy zachodzące w minerałach pobudzały delikatnie świat eteryczny. Dusza mogła więc ewoluować i wytworzyć w swoim polu rośliny, w których płynęło życie. W dalszym procesie ewolucji, świadomość (dusza) stworzyła bardziej zaawansowane istoty, by mogły doświadczać materii, życia i emocji -pojawiły się zwierzęta. Całe przejawianie się, ciągle opierało się na pierwotnej woli życia, woli doświadczania wszechświata.

Wszystko jest pewnym przejawem doświadczenia. Sama materia doświadcza siebie tylko na poziomie fizycznym. Każdy ruch materii jest „odczuwany” przez materię. Na pewien swój subtelny sposób materia jest świadoma tych ruchów. Oczywiście nie jest to świadomość ludzka. Jest to świadomość materialna, samo doświadczanie fizyczne. Każdy atom oddziałuje na siebie, dzięki czemu doświadcza siebie. Każdy ruch na planie fizycznym powoduje doświadczenie. Obserwatorem (z pierwotną świadomością, ograniczoną do reakcji fizycznych) jest w tym momencie sama materia.

U roślin doświadczanie przechodzi na wyższy poziom. W roślinie płynie energia życia organizująca materię. Wszelkie rośliny czują na swój sposób istnienie. Trwają w materii i życiu. Ruch na obu tych poziomach jest doświadczeniem. Roślina przejawia się na planie materialnym, mając fizyczny kształt, kolor, zapach. Przejawia się również na polu energii życia, której ruch sprawia, że roślina rośnie. Energia życia organizuje materię fizyczną. Cała roślinność obserwuje wszechświat przez pryzmat materii i energii życia.

Zwierzęta są świadome fizycznie, mają świadomość energetyczną istnienia, jak również świadomość ruchu emocji. Doświadczają istnienia przez te trzy czynniki (uproszczony podział). Z czego każdy ruch subtelniejszej energii organizuje energię niższego poziomu. Tak emocje wpływają na zachowanie energii życia, ta z kolei wpływa na materię. Dzięki temu pod wpływem emocji zwierze ucieka lub czuje sympatie.

Człowiek jest kolejnym krokiem ewolucji istnienia. Tu świadomość jest na poziomie fizycznym, energetycznym, emocjonalnym i umysłowym. Postrzega swój świat przez te wszystkie poziomy. Może być świadomy dużego pola rzeczywistości i doświadczać go w różnym stopniu. Od materii, po subtelne myśli, które dotyczą materii. Dzięki myślom człowiek wyszedł poza bezwolne działanie i potrafi organizować niższe poziomy w bardzo złożony sposób. Myślami może wpływać na uczucia, na energię życia w ciele, tym samym na samą materię. Jest to piękny i bardzo złożony proces.

Istota ludzka może doświadczać wszystkich poprzednich poziomów wibracyjnych. Doszło tez nowe pole doświadczania, pole mentalne. Pole umysłu, myśli, abstrakcyjnego myślenia. Całą ewolucja człowieka wydaje się ewolucją właśnie pola mentalnego. Cała cywilizacja ludzka rozwija umysł. Wszechświat testuje, jak najkorzystniej używać umysłu. Bada całe pole wibracji na planie mentalnym. Doświadcza pomieszania mentalnego, jak i czystości myśli. Wszystkie działania stają się jej doświadczeniem, które rozwija potencjał człowieka. Dlatego wytwór ego nie jest zły sam w sobie. Jest jakby naturalnym procesem ewolucji duszy, który trzeba przejść i dalej się rozwijać.

Ludzkość stoi właśnie w tym miejscu, gdzie mentalne czynności przysłaniają wszystkie inne. Mentalna nadczynność umysłu przysłania rzeczywistość. Ego staje się panem i władcą. Jest to w pewnym sensie naturalne, ale dla ludów dzikich. Wydaje się, ze aktualna cywilizacja powinna wykroczyć ponad ego, przynajmniej ma taki potencjał. Umysł jest w stanie zauważyć własne wyobrażenia. Jest w stanie uświadomić sobie, że ruch na planie mentalnym powoduje zniekształcenia w odbiorze rzeczywistości. Istota ludzka jest w stanie zauważyć, że umysł jest narzędziem organizującym wszystkie niższe plany. Nie trzeba się z nim utożsamiać i tworzyć własnych wyobrażeń o świecie gubiąc się w myślach i emocjach. Nie trzeba używać narzędzia by tworzyć odrębną tożsamość.

Jednak ludzie jeszcze wybierają życie w objęciach umysłu i wyobrażeń. Korzystniej jest iść dalej i doświadczać wyższych planów wibracyjnych. Zauważyć, ze plan mentalny, w którym dzieją się wszelkie myśli, jest kolejnym planem rzeczywistości. Nie trzeba tu tworzyć żadnych iluzji, żadnych oporów czy niekorzystnie organizować niższe plany.

Ludzkość ma umysł wystarczająco rozwinięty. Teraz przychodzi ewolucyjny czas na doświadczenie boskości.

Jest to naturalny etap ewolucji duszy. Dlatego nie warto się mu opierać i błądzić w iluzjach umysłu. Warto poczuć, jak naprawdę dusza chce się przejawiać. Poczuć wewnętrznie wolę doświadczania i iść za jej subtelnym głosem. W tym momencie warto uświadomić sobie swoją boską naturę. Jesteś wszechświatem. Cokolwiek wymyśli Twój umysł, nadal nim będziesz. Nie ma znaczenia co się z Tobą stanie, co się stanie z Twoim imieniem, z Twoim majątkiem, z Twoim ciałem. Jesteś i zawsze będziesz przestrzenią tego procesu miłości, który aktualnie trwa. Jesteś dzieckiem wszechświata i jest to zupełnie czyste.

Wola życia jest naturalna. Jest naturalna dla Ciebie i Twego ciała. Kiedy człowiek świadomie pragnie śmierci, pragnie nie istnieć, to jest tylko nieświadomy całego procesu. Jest zagubiony w świecie pojęć, nie dostrzega cudownej woli życia, jaka go otacza. Chęć nieistnienia jest w pewnym sensie nieporozumieniem. Wynika tylko z zagubienia we własnych iluzjach umysłu dotyczących cierpienia i bezsensu tego świata. Można nie dostrzegać sensu procesu ewolucji. Można widzieć tylko swoją wizję cierpiącego świata i cały czas w niej trwać. Można też zauważyć, że wszelki ruch jest przepełniony pięknem istnienia. Wszystko tu ma swój sens -z nicości wyłania się istnienie. Wola życia. Doświadczenie, ruch, obserwacja światła dają nieskończoną radość. Wychodząc ponad oceny umysłu dochodzi się do punktu ciszy, gdzie każde zdarzenie jest cudownym ruchem na tle przestrzeni. Kwestia punktu widzenia. Po co nie istnieć, skoro można istnieć?

W pewnym momencie sobie uświadomisz, że wola wszechświata jest Twoją wolą. Ty jesteś boskością. Zauważysz że niczego więcej nie potrzebujesz. Wszelkie zdarzenia czy rzeczy stają się nieważne. Stają się obrazami przechodzącymi na ekranie. Wszechświat tego doświadcza. Jesteś doświadczającym wszechświatem. Wtedy inni mogą nazwać Cię oświeconym, co nie zrobi Ci specjalnej różnicy, ponieważ i tak będziesz zanurzony w błogości istnienia.

Jesteś otoczony cudem życia. Spójrz na rzeczywistość czysto, spostrzeż rzeczy takie, jakie są. Niech umysł nie stawia oporu ewolucji duszy. Czuj i obserwuj. Doświadczaj. Poczuj tą wolę duszy, wtedy zrozumiesz chęć doświadczania, czucia. Pojmiesz sens życia, sens przejawiania się. Wtedy przyjdzie wielka akceptacja dla całego istnienia. Zaakceptujesz wolę istnienia, doświadczysz cudu życia.

7.1 Naturalność

W naturze wszystko jest takie, jakie powinno być. Nie ma nic niepotrzebnego czy nieużytecznego. Wszystko trwa w harmonii i w tym bardzo subtelnym pierwotnym pięknie. Cały wszechświat działa według ściśle określonego boskiego wzoru istnienia. Jest to proces doskonale zaprojektowany i idealny. Całe istnienie jest stworzone z niewyobrażalną dokładnością, a stworzenie form życia graniczy wręcz z cudem. Mimo to jesteśmy i istniejemy.

Natura jest do końca spontaniczna i pełna. Kiedy drzewo rośnie robi to totalnie całą swą istotą. Rozprzestrzenia się na wszystkie strony w pełnym majestacie istnienia. Nic nie stanowi dla niego problemu. Jest to czysty i całkowity przejaw życia. Nie ma tu oporów czy napięć. Nawet jeśli drzewo jest z jednej strony ograniczone fizycznie, nie stanowi to problemu, by rozwijać się całkowicie w drugą stronę. Wola życia jest zawsze tak samo czysta i pełna piękna.

Cała roślinność jest do końca na swoim miejscu. Robi dokładnie to, do czego jest stworzona. Nie potrzeba robić nic więcej. Jest tam całkowita wolność i czyste działanie. Każda roślina jest przejawia się totalnie.

Ciało ludzkie stało zagubione. Przez utożsamianie się z niekorzystnymi interpretacjami umysłu, naturalność ciała została zakłócona. Istota ludzka odeszła od natury i jej doskonałej spontaniczności. W zamian za to ludzkość wybrała napięcia, cierpienie i ograniczenie. Jeśli się to znudzi, przyjdzie czas, kiedy ludzkość powróci na drogę pierwotnej lekkości i naturalności działania.

Warto czerpać inspiracje z natury. Warto przebywać na łonie natury. Obserwować ją, harmonizować się z naturą. Natura zna odpowiedzi na wszelkie pytania. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych czy trudnych. Natura nie ma pomieszania i błędnych osądów umysłu.

Człowiek jako ssak nie różni się od innych zwierząt na poziomie materialnym. Skład chemiczny ciała jest taki sam, wszelkie narządy są podobne. Funkcje ciała są niemal identyczne. Jednak człowiek rozwinął w szerszym zakresie swoje pole mentalne. Jako ludzkość jesteśmy dalej w ewolucji świadomości, możemy doświadczać większego pola rzeczywistości. Dochodzi świat mentalny, do którego zwierzęta nie miały dostępu. Pole energetyczne zwierząt obejmuje uczucia i emocje (świat astralnego).

Istota ludzka odgrodziła się od wewnętrznej harmonii. Ludzkość w swoim działaniu zaprzecza często pierwotnej naturalności. Tworzy rzeczy całkiem szkodliwe dla siebie i otoczenia. Również zatruwa własne ciało fizyczne, uczucia i myśli. To wszystko stanowi odejście od naturalności i przynosi cierpienie. Stało się to chorobą, której przyczyną są iluzję umysłu.

Człowiek zagubił się w tym, ponosi teraz tego konsekwencje i cierpi. Wszystkie zanieczyszczenia, niekorzystny tryb życia, wiele działań ucywilizowanego człowieka jest niekorzystnych dla niego samego. Jako cała społeczność oparta na egotycznym umyśle ludzkość działa samodestrukcyjnie. Cywilizacja jaką teraz mamy jest ogólnie skierowana przeciw naturze, przeciw środowisku. Nie oznacza to bynajmniej, że mamy się cofnąć do poziomu zwierzęcego. Cofnąć już się nie da, ponieważ świadomość się rozwija, a nie cofa. Możemy jako ludzkość przejść do następnego etapu, jakim jest społeczność pełna zrozumienia, współczucia i akceptacji. Gdzie nie ma bólu, leku, iluzji. Każdy wie, że ciało jest tylko fizyczną manifestacją świadomości globalnej. Należy do świata materialnego, w nim się rodzi i ginie, jednak świadomość jest wieczna. Dlatego nie ma przywiązania do ciała i rzeczy materialnych. Nie ma miejsca na nienawiść i lek. Nie trzeba więc niszczyć. Wszystko jest zabawą i kreatywnością samą w sobie.

Świadomość budzi się już ze snu o formie. Jesteśmy tego przykładem.

6.14 Wybór doświadczeń

Jest możliwa kreacja doskonałej rzeczywistości tu, na tej „niedoskonałej” ziemi. Wszystko zależy od Twego punktu widzenia. Oceniając świat jako jeden wielki, nieszczęśliwy wypadek możesz czuć się przygnębiony. Jednak wystarczy wybrać inną rzeczywistość. Inne zachowanie, inne wzorce działania, wypełniać się innymi energiami, inaczej reagować na wszystko i wreszcie zmienić swój punkt widzenia. Wtenczas świat staje się zupełnie inny. To wszystko nie jest gdzieś daleko. To jest możliwe teraz. Od tej chwili możesz spojrzeć na wszystko inaczej. Spójrz na swoje dłonie, na swoje ciało. Miliardy atomów w doskonałej organizacji. Wszystko działa harmonijnie z wszechświatem. Spójrz na oddech. Jest to czysty przejaw miłości istnienia. Jest tak blisko, dotykasz go. To jest boskość.

Nawet jeśli uświadomisz sobie doskonałość w tej teraźniejszości, nie musi to oznaczać całkowitego braku działania. Oczywiście osobowe działanie znika, jednak samo działanie zostaje – działanie jako samoistny ruch energii tej rzeczywistości.

Porzucając stare wzorce myślenia wchodzi się w całkiem czystą rzeczywistość. Nic nie jest takie samo jak przedtem. Ciało przyzwyczaja się do nowego działania, do nowego poziomu energetycznego. Nie musi to być błyskawiczne przejście. Może to być proces stopniowy. Nikt nie mówi, że pod wpływem jakiegoś zdarzenia ciało zacznie świecić czy dostanie aureolę na głowie. Przyzwyczajenie ciała do nowych wzorców postrzegania może dziać się stopniowo. W miarę wzrostu świadomości.

Warto zwrócić uwagę na ciało. Jest ono materialnym przejawem istnienia. Wszystko co w polu umysłu to i w polu ciała. Każda blokada cielesna została stworzona przez umysł. W miarę ewolucji świadomości ciało również wychodzi na wolność. Stare emocje się wypalają, blokady puszczają. Cała istota staje się delikatna, wibrująca. Ciało jest lekkie i swobodne. Następuje zupełnie inna jakość doświadczeń. Powstaje niebo na ziemi.

Tylko Ty wybierasz, czego chcesz doświadczać. Nawet Jesteś w tej chwili częścią globalnej świadomości, która doświadcza najróżniejszych przejawów życia. Jesteś do końca wolny w swoich wyborach. Nikt Cię nie będzie oceniał, ani sądził. Nie ma niczego we wszechświecie, co mogłoby Cię osądzić. Warto w tej wolności pamiętać o jednej rzeczy – Każda przyczyna ma swój skutek. Jeśli zainicjujesz przyczynę, doświadczysz skutku. Jeśli podskoczysz, to i spadniesz. Jest to naturalne w tym wszechświecie. Każdy dostaje to, co sam zainicjował. Świadomość doświadcza tego, co wybrała. Tu wielu ludzi błędnie interpretuje nauki mistrzów duchowych. Sądzą, iż dosłownie wszystko jest możliwe. A skoro nikt nie ocenia, nikt nie kara, to można robić wszystko bez konsekwencji. Tu jest pewna pułapka, ponieważ każde działanie przynosi konsekwencje.

W tym wszechświecie jest tyle różnorodnych wibracji, tyle możliwości, że można doświadczyć praktycznie wszystkiego. Jeśli chcesz czegoś doświadczyć, czyń działania w tym kierunku. Prędzej czy później doświadczysz. Jeśli chcesz być bogaty, rób więc wszystko w tym kierunku. Możesz słać modlitwy, możesz afirmować, medytować, możesz działać fizycznie – nie ma to właściwie znaczenia. Ważny jest sam akt działania w kierunku tego, czego chce się doświadczyć.

Jeśli wybierasz doświadczenia, to tylko dlatego, że oczekujesz skutku. Nie ma w tym nic złego. Skoro jest, jest to częścią tej rzeczywistości… wiec baw się tym. Jest to kreacja rzeczywistości w czystej postaci. Poznaj jej zasady i twórz wszystko świadomie. Akceptacja teraźniejszości nie wyklucza Ciebie z ruchu życia. Nie odcina drogi do spontanicznej kreacji. Nic nie neguje. Dlatego też można akceptować całkowicie wszystko i tworzyć, podążać za tym co się w danej chwili pojawia. Jeśli pojawia się pragnienie, zaakceptuj je. Możesz je odpuścić, możesz też za nim podążyć. Nie jest istotne co zrobisz, istotne jest jak to postrzegasz, jak się do tego odnosisz.

Na świadomym działaniu opiera się karma-joga, joga działania. Zakłada ona, że nie jesteśmy twórcami naszych działań, są one tworzone samoistnie przez wyższą świadomość. Jednak nie neguje istnienia samych działań. Działaj więc!

Warto wiedzieć, czego oczekujesz podświadomie od swego działania. Najłatwiej jest to poczuć. Jaki jest Twój stosunek do celu? Co czujesz myśląc o celu działania? Co czujesz działając? Jeśli jest czysto, bez silnych i negatywnych emocji, to prawdopodobnie masz czyste intencje. Możesz ten cel swobodnie i bez problemu osiągnąć. Jeśli jednak czujesz jakikolwiek opór, widzisz przeszkody, czujesz się niegodny, wiesz, że to niemożliwe – w takich wypadkach podświadomość będzie Ci utrudniała realizację celu. Wszystko zgodnie z tym, co czujesz. Warto więc czasami uświadomić sobie te „podskórne” uczucia, które wpływają na każde działanie. Zauważ, co czujesz, gdy działasz. Jeśli działasz bez przywiązania, bez skupienia na celu, a na samym działaniu – podświadomość nie sabotuje działania.

Podświadomość określa Twój punkt widzenia i stare przyzwyczajenia do postrzegania rzeczywistości. Dlatego wszystko, co się w niej zawiera, wpływa realnie na Twoją rzeczywistość. Cały Twój świat jest zabarwiony na kolor filtrów światopoglądu. One też barwią Twój stosunek do celu i drogi, którą idziesz by cel osiągnąć.

Każdy podświadomy program wpływa na Twoje działania, a w rezultacie na skutek, jaki przyniosą działania. Jaką drogę wybierzesz, do takiego dojdziesz celu. Jest tu naturalne prawo przyczyny i skutku. Dlatego wybierając rzeczy niekorzystne, zbudujesz niekorzystną przyszłość. Wybierając rzeczy o wysokich wibracjach, kreujesz sobie wysoko wibracyjną przyszłość. Nie nastawiając się na cel, osiągniesz skutek zgodnie z tym, jak postrzegasz rzeczywistość. Zasady tej „gry” są proste. Kiedy wybierasz drogę miłości, stajesz się miłością. Wybierając drogę cierpienia, tworzysz w teraźniejszości cierpienie. Wybierając drogę akceptacji, jesteś na miejscu niezależnie od sutku.

Warto zwrócić uwagę na swoje działania. Co robisz, żeby osiągnąć cel? Jakie drogi wybierasz? Jak działasz? Co czujesz w związku z samym działaniem? Nawet najmniejsza rzecz jest ważna. Całe Twoje nastawienie do danej rzeczy wpływa na to jak działasz. Wszystko wpływa na całokształt Twojego doświadczenia. Wszystkie działania przyniosą określone skutki.

Im wyższa jakość działania, tym wyższa jakość doświadczeń. Właściwie nie chodzi o to co robisz, ale jak to robisz. Jeśli Twoje działania są lekkie, pełne miłości i jasności, wtenczas tworzysz lekkość, jasność i miłość. Jeśli są pełne lęku, tworzysz lęk. Jeśli czujesz akceptację, doświadczysz akceptacji. Innymi słowy doświadczasz tego, co masz w swoim polu energetycznym. Zwróć więc dokładnie uwagę, co czujesz przy swoim działaniu. Jakie myśli i wyobrażenia są w Twym ciele i warunkują jakość działania. Obserwuj swoje uczucia. Sam stosunek do działania pozwoli Ci określić jakość celu, który osiągniesz.

W późniejszym etapie zauważysz, że cel sam w sobie nie jest ważny. Cel jest gdzieś w przyszłości. Ważne jest za to uczucie w chwili tworzenia -w teraźniejszości. Sama droga do celu staje się ważna. W końcu sama droga staje się celem. Doświadczenie teraźniejszych wibracji staje się celem. Nagle zauważysz, że nic poza tym nie istnieje. Nie będzie już przywiązania i uwarunkowania do celu w przyszłości. Nieważne, co będzie, ważne co jest teraz. Jeśli teraz jest miłość, zgodnie z prawem przyczynowo-skutkowym, jutro też będzie miłość. Nie musisz się zatem o nic martwić. Jeśli się zaczniesz martwić, stworzysz rzeczywistość zmartwienia. Zupełnie niepotrzebnie. Już teraz więc wybierz wibracje, które Ci odpowiadają. Jeśli uznasz, że korzystnie jest być życzliwym – bądź życzliwy dla innych. Już od teraz. Niech Twoja wibracja się zmieni. Nie musisz czekać na przyszłość. Działanie zaczyna się TERAZ.

Liczy się tylko ten moment -już możesz osiągnąć wibracje celu. Już jesteś na miejscu. Moment mocy jest teraz. Możesz zmieniać jakość swej rzeczywistości niemal natychmiastowo. Właściwie zawsze to robiłeś -kiedy wybuchała emocja lub myśl, Twoja rzeczywistość zmieniała się w oka mgnieniu. Tylko Ty masz możliwość jej zmiany. Tylko Ty masz możliwość wyboru tego jak doświadczasz i czego doświadczasz. Wybierz więc to, co czujesz, że jest korzystne i działaj.

Jeśli nagle stwierdzisz, ze nie musisz nic robić. Nie rób nic. Jeśli pojawi się chęć działania możesz działać. Cokolwiek robisz, rób z pełną akceptacją swego wyboru. Nie stworzysz wtedy w ciele napięcia i cierpienia. Cokolwiek wybierzesz, rób to czysto, z pewnością i akceptacją. Życie stanie się jasne i przejrzyste. Światło świadomości wypełni Twoje istnienie.

6.13 Wszystko płynie

Wszechświat to nieustanny ruch. Wszystkie formy energetyczne tańczą w nieustannym tańcu. Nic w tym wszechświecie nie jest stałe. Wszystko jest procesem zmiany. Wszystkie rzeczy, które wydają się względnie stałe, ulegną prędzej czy później zmianie. Nawet najtwardsza materia zmienia się i ulega transformacji. Jest to nieustanny proces energetyczny, który ciągle się rozwija.

Umysł człowieka jest systemem zachowawczym. Za każdym razem próbuje utrzymać to, co już ma. Jest niechętny do zmiany. Każda zmiana wywołuje ruch, któremu umysł się opiera. Dlatego ego walczy z rzeczywistością. To przynosi pewnego rodzaju cierpienie. Każde przywiązanie jest niekorzystne, ponieważ sprawia ból w momencie utraty. Taki moment jest naturalny. Wszechświat jest jednym wielkim procesem transformacji, niemożliwe jest zatrzymanie ruchu. Jednak umysł sprawia cierpienie, kiedy traci rzeczy, do których jest przywiązany. Ciało idąc za umysłem również czuje wewnętrzny ból, kiedy traci coś do czego się przyzwyczaiło. Umysł również broni się przed tym, co ocenił za złe. Również stawia opór i walczy z rzeczywistością. Tu również występuje wewnętrzna niezgoda na ruch energii wszechświata. A jest to przecież naturalny proces. Tylko umysł dzięki swoim ocenom i interpretacjom sprawia sobie ból.

Wyjściem z tego układu okazuje się całkowita zgoda i akceptacja ruchu energii we wszechświecie. Warto więc zaakceptować totalnie wszelką zmianę. Nie trzeba się przywiązywać do rzeczy (materialnych jak i niematerialnych). Po prostu zaakceptować zmianę. Być tą zmianą. Popłynąć wraz z wszechświatem na fali transformacji.

Kiedy umysł utożsamia się i się przywiązuje, stwarza warunek szczęścia. Stwierdza, że jeśli utrzyma daną sytuację, zatrzyma szczęście. Kiedy utrzyma wysoki poziom życia, kiedy utrzyma doskonałe relacje z partnerem, kiedy utrzyma dobry wizerunek, utrzyma dany stan energetyczny. Wszystko to są warunki szczęścia. Naturalną sytuacją jest, że ten moment przeminie, zamieni się na coś innego. Dlatego nie warto się do niczego przywiązywać, tylko uczestniczyć z otwartym sercem na zmiany w rzeczywistości.

W relacjach międzyludzkich przywiązanie to nie miłość. Przywiązanie ogranicza miłość i stawia warunki. Kiedy ktoś jest przywiązany, oczekuje od innej osoby pewnych rzeczy. Jest nie tyle przywiązany do osoby, co do rzeczy, które ta osoba daje. Większość przyjaciół daje dobre samopoczucie. Powstaje przywiązanie nie tyle o istoty, co do dobrego samopoczucia, które ona daje.

Umysł jest przywiązany prawie do wszystkiego. Może być to przywiązanie pozytywne -kiedy są korzyści. Może też być to przywiązanie negatywne -kiedy jest chęć ucieczki od danej rzeczy. W obu wypadkach jest związanie mentalne z daną rzeczą (istotą, sytuacją…itp.). Kiedy umysł czegoś pragnie, wiąże się z obiektem pożądania. Kiedy umysł chce coś utrzymać, wiąże się z tą rzeczą. Również kiedy chce przed czymś uciec i czegoś uniknąć -również mentalnie się z tym wiąże. Wszystko wynika za tego, że uwaga jest skupiona na tych właśnie rzeczach. Wszelkie myśli krążą ciągle przy danej rzeczy, dlatego jest się mentalnie związanym. Wszelki lęk, pożądanie, niechęć, sympatia – są to ustosunkowania do danej rzeczy. Przywiązują umysł. Przywiązanie jest wykreowane przez umysł. Świadomość korzystając z własnej woli postanowiła się przywiązywać. Ty postanowiłeś (lub zostałeś nauczony) przywiązywać się do innych rzeczy. Przywiązanie do ludzi, do zdarzeń, do rzeczy materialnych. To przywiązanie nie pozwala dostrzec szczęścia i czystości Aktualnej rzeczywistości. Kiedy umrze bliska rodzina, kiedy straci się cały majątek, kiedy straci się „dobre imię” w oczach ludzi następuje wielki ból. Wiele ludzi tak się utożsamia z tymi rzeczami, że po ich utracie nie umieją żyć. Warto zauważyć, że to przywiązanie jest przywiązaniem do wyobrażeń. Umysł ocenia, że taka sytuacja jest dobra. Ocenia, że ta część wszechświata to „moja rodzina”. Ocenia, że ten kawałek materii to „mój dom”. Powstaje głębokie utożsamienie się z tymi wycinkami wszechświata, poczym po ich utracie następuje ból. Prędzej czy później nastąpi zmiana. Jest to naturalne. Warto umieć ją zaakceptować i spojrzeć czysto na ten ruch energii.

Każde przywiązanie rodzi cierpienie. Moment wyzwolenia przychodzi wtedy, kiedy umysł staje się neutralny wobec tych rzeczy. Ani nie pożąda, ani nie ucieka. Dana rzecz już po prostu nie jest w jego polu uwagi. Jest to danie wolności innym rzeczom czy ludziom. Głęboka akceptacja zmienności energii wszechświata. Nie ma w tym momencie związania z czymkolwiek. Człowiek wychodzi na wolność. Akceptuje ruch życia i podąża za nim z lekkim sercem.

W brew pozorom nie staje się obojętny i nieczuły. Staje się wrażliwy na każdy ruch życia. Nic go nie trzyma, dlatego też jest otwarty totalnie na aktualne zdarzenia. Dostrzega ciągłą nowość Aktualnej Rzeczywistości. Jest zanurzony całkowicie w tej chwili. Jest świadomy. Dlatego każda nowa rzecz, jaka pojawi się w jego polu sprawia samą radość. Widać wtedy piękno samego ruchu wszelkich zdarzeń. Jest wrażliwość na chwilę obecną.

Wszystko, co w chwili obecnej, ma największą wartość. Inne rzeczy są wymysłem. Najważniejszy jest ruch teraźniejszej energii, który sam w sobie jest doskonały. Dostrzec to można tylko wtedy, kiedy nie ma przywiązania. Człowiek jest wtedy naturalny i otwarty na wszelkie zmiany. Ta otwartość przynosi wiele wspaniałych rzeczy. Wszystko co przyjdzie jest doskonałe. Wszystko co odejdzie jest niepotrzebne. Gdyby było potrzebne dla wszechświata, nadal by trwało. Warto więc z czystym sercem otworzyć się na wszelką nowość, którą wszechświat przynosi.

Uwolnij się więc od brzemienia przeszłości i wszelkich przywiązań. Spójrz czysto na rzeczywistość i zauważ w niej ruch energii. Wtenczas żadna zmiana nie będzie Cię w stanie wyprowadzić z równowagi. Wszystko będzie boskim procesem życia, w którym już jesteś zanurzony. Płyń więc na tej fali i doświadczaj w pełni. Ciągle miej w tle tą świadomość, stwórz sobie z tego medytację i trwaj w niej. Jesteś bezpieczny i wolny. Wyszedłeś na wolność.

6.11 Czas szczęścia

Człowiek to bardzo ciekawa istota. Na pewnym etapie zaczyna rozumieć, że posiada całkowicie wolną wolę i moc twórczą. To człowiek wybiera czym chce się otaczać, czego chce doświadczać, co chce czuć. Te wybory zależą tylko od nas, od nikogo i niczego więcej. Wydaje się proste. Powstaje wtedy jeszcze prostsze pytanie: Dlaczego w takim razie człowiek nie wybiera szczęścia? Dlaczego nie potrafi już tu i teraz odczuwać przestrzeni szczęścia? Czy coś z nami jest nie tak? Na szczęście wszystko w porządku. Po pierwsze człowiek nie wie, gdzie szukać szczęścia i nie jest świadomy, jak łatwo można je znaleźć.

Proste ćwiczenie. Rozluźnij się, weź głębokie i relaksujące oddechy. Uspokój ciało i umysł. Na ten jeden moment postaraj się wejść w ciszę. Odsuń wszystkie problemy, niech nie trwają w umyśle. Odsuń je od siebie. Możesz zwizualizować skrzynkę, w którą wkładasz wszystkie problemy i zamykasz na zamek. Teraz możesz wyrzucić, rozpuścić, spalić skrzynkę, nie będzie Ci już potrzebna.

Bądź czysty i rozluźniony. Teraz spróbuj sobie wyobrazić, że masz wszystko to, co chciałeś mieć. Wyobraź sobie, że spełniły się wszystkie Twoje marzenia, zobacz siebie w spełnionym śnie. Poczuj tą spełnioną rzeczywistość. Wyobraź sobie, że jesteś otoczony wszystkimi wymarzonymi rzeczami. Wejdź w sytuację totalnego szczęścia i spełnienia. Wyobraź sobie idealnego partnera, również szczęśliwego przy Twoim boku. Wyobraź sobie wymarzony dom, spacer nad morzem. Możesz wyobrazić sobie nawet, że jesteś oświecony. Wyobraź sobie, że to wszystko przyszło do Ciebie bardzo łatwo i szybko. Rozsmakuj się w tej wizji, bądź w niej… i czuj.

Na koniec możesz wysłać tą wizję w przestrzeń tak, aby się urzeczywistniła. Poczym wyjdź z tej krótkiej medytacji.

Jak się czułeś? Jak się teraz czujesz? Jeśli wyobraziłeś sobie wszystko odpowiednio realnie, wtedy powinieneś poczuć spełnienie. Choć w minimalnym stopniu poczuć się szczęśliwy i spełniony.

Jeśli poczułeś choć trochę pozytywnej energii, wtedy zwróć uwagę na jedną rzecz. Ta energia była w Tobie. Nadal być może jest. Udało Ci się ją wzbudzić, mimo że te rzeczy nie były prawdziwe (przynajmniej na poziomie materialnym). Wyobrażając sobie spełnienie, udało się wzbudzić poczucie spełnienia. Nawet jeśli nie udało się wzbudzić tego uczucia podczas wizualizacji, to być może przyszło ono na myśl, że będziesz to miał. Być może przyszła radosna myśl, że kiedyś w przyszłości osiągniesz to, co sobie wymarzyłeś. Szczególnie, jeśli wyobraziłeś sobie, że spełnienie marzeń przyszło do Ciebie łatwo i szybko. Tak czy inaczej, na myśl o spełnieniu w ciele pojawiła się pozytywna energia -entuzjazm. Skoro sam wytworzyłeś w ciele tą energię, nasuwa się pytanie: Czyżby świat zewnętrzny nie był odpowiedzialny za nasze uczucia?

Podczas tej wizualizacji, przybliżyłeś się do szczęścia. Tak się stało tylko dlatego, że umysł dostał informację o spełnieniu i uruchomił odpowiednie procesy. Innymi słowy: Kazałeś ciału czuć szczęście. Zmieniłeś swoje wibracje i energie wewnątrz ciała. Zgodnie z wcześniej wyuczonym programem. Spełniliśmy, wymyślone przez ego, warunki szczęścia. Dystans dzielący umysł od szczęścia został zredukowany. Nie było już dystansu czasowego między Tobą, a szczęściem. Wtedy popłynęła pozytywna energia.

Istota ludzka jest stworzona do szczęścia. Ma cudowną możliwość świadomego odczuwania radości istnienia. Kiedy dziecko jest małe, odczuwa szczęście bardzo mocno. To dlatego większość ludzi twierdzi, że dzieciństwo to najpiękniejsza pora życia. Jest takie niewinne i spontaniczne. Wielu ludzi przypomina sobie dzieciństwo jako jasne i radosne czasy. Ponieważ tak było w istocie. Dziecko jest totalne w życiu. Postrzega każdą chwilę na nowo i w pełni swej cudowności. Bez ocen i krytyki. Bawi się życiem. Nie stawia sobie żadnych warunków szczęścia. Po prostu odczuwa szczęście „Tu i teraz”. Ten stan jest naturalny dla każdego.

Kiedy młody człowiek dorasta, uczy się od dorosłych, że ta zabawa wcale szczęścia nie przynosi. Poznawanie świata wcale szczęścia nie przynosi. Doświadczanie rzeczywistości wcale nie jest przesycone radością i szczęściem. Dorośli uczą maluczkich, w jaki sposób stawiać sobie warunki szczęścia. Uczą sposobów, jak osiągnąć szczęście. Uczą jak stać się sławnym, jak zarobić na luksusowe życie, jak stworzyć idealny związek. Nakładają dzieciom swoje programy i swój punkt widzenia świata, w którym wszystko jest stosunkowo trudne, nudne i jakieś takie szarawe. Jest to proces kształtowania młodego człowieka przez cywilizację.

I nagle, o dziwo, pierwotna przestrzeń szczęścia gdzieś znika. Dziecko staje się coraz bardziej poważne. Staje się prawdziwym poszukiwaczem szczęścia. Zaczyna kombinować, jak tu dotrzeć do stanu spełnienia. Przecież dorośli nauczyli i wyznaczyli tyle celów. Tyle jest celów w życiu, które trzeba osiągnąć by być szczęśliwym. Dziecko oddala się od teraźniejszej przestrzeni szczęścia. Jego świadomość skupia się na przyszłości, na interpretacjach. Umysł zaczyna sprawować kontrolę, przysłania doświadczenie istnienia. Młody człowiek zaczyna walczyć o swoje szczęście w przyszłości… i tak już zostaje, nierzadko do końca życia.

Po drodze zostało zgubione coś bardzo istotnego. Została zagubiona przestrzeń szczęścia. Przestrzeń teraźniejszości. Kiedy dziecko nie miało żadnych warunków w głowie, pozwalało sobie na pełne doświadczanie szczęścia. Warto zwrócić uwagę na słowo „pozwalało”. W ćwiczeniu na początku, również można sobie pozwolić czuć szczęście. Zazwyczaj ludzie nie pozwalają sobie czuć radości i spełnienia. Oddzielają się od szczęścia, stawiają sobie warunki szczęścia. Taki warunek wchodzi w podświadomość i staje się blokującym, negatywnym programem -> Jeśli nie osiągnę tego celu, nie będę szczęśliwy. I faktycznie, ludzie nie są szczęśliwi, ponieważ warunek nie jest spełniony. Czasem tylko przychodzi chwila, kiedy to myślą o swoim celu. Wtedy przychodzi radosna dawka energii dodająca siły. Po czym następuje powrót do bazowego stanu braku szczęścia.

Umysł nauczył się, że szczęścia nie ma Tu i teraz. Tu i teraz jest brudno, szaro i ciężko. Może nie dosłownie, jednak brak pełnej radości i spontaniczności. Warto zauważyć jak zmieniła się wizja świata począwszy od dzieciństwa, do chwili obecnej. Dziecko postrzega świat kolorowo i radośnie. Dorosły wszędzie widzi problemy dzielące go od celu. Dlatego nie może być szczęśliwy. A przecież to tylko wyuczone oceny i interpretacje umysłu. Nie są one prawdziwe, to iluzje. Nie ma potrzeby trwać w iluzji nieszczęścia. Sama czysta rzeczywistość jest wystarczająca do poczucia pełnego szczęścia i radości. Wystarczy to dostrzec.

Ego nauczyło się stawiać warunki szczęścia. Stawia sobie cele, za których pomocą chce osiągnąć ten upragniony stan spełnienia i radości. Tylko jest problem, ponieważ to co chce osiągnąć nie istnieje. Nie ma tego teraz (lub umysł myśli, że tego nie ma). Jest wymysłem ego. Takie szczęście nie istnieje i zazwyczaj zaistnieć nie może. Przynajmniej nie ma go Tu i Teraz. Wynika z tego, że go nie czuć. No i faktycznie nie czuć. Ludzie czują tylko szczęście wtedy, kiedy myślą o spełnionych warunkach. Wibracja szczęścia pojawia się w momencie, kiedy umysł spełni warunek. Wtenczas wysyła informację do ciała, a to generuje uczucie spełnienia i radości. Jak widać wszystko dzieje się bardziej nieświadomie i jest uwarunkowane.

Niektórzy potrafią spełniać swoje cele. Osiągają w materii bogactwo, sławę, spełnienie w związku… Jednak zawsze czegoś brakuje. Wtedy ego stawia dalsze cele, na przykład duchowość. Widząc, że materia nie daje mu pełnego szczęścia, zaczyna szukać w duchowości. Tu stawia kolejne cele: oświecenie, zaskarbia sobie miejsce w niebie przy Ojcu, czy pragnie się udać na rajską planetę (zależy w co kto wierzy). Jednak znów powstaje problem. Tym problemem jest kolejny cel, do którego trzeba dążyć. Znów jest dystans między teraźniejszością, a szczęściem w przyszłości. Znów coś zostaje zagubione. Można tak się bawić przez tysiące wcieleń, szukając szczęścia w przyszłości. Tylko pytanie – po co?

Przede wszystkim warto sobie uświadomić, że tylko TY masz władzę nad swoim ciałem i umysłem. Tylko Ty możesz go zmieniać i otaczać odpowiednimi wibracjami. Twoje ciało i umysł to pole energii i tylko TY decydujesz, jaka energia w tym polu przepływa. Nikt inny, żaden czynnik zewnętrzny nie ma na Ciebie wpływu. Może się wydawać, że wszystko zależy od czynników zewnętrznych, jednak to złudzenie. To tylko umysł jest przyzwyczajony reagować tak, a nie inaczej. To są podświadome i wyuczone reakcje, które powstają przy określonych czynnikach zewnętrznych.

Jeśli jesteś totalnie niezależny i masz świadomość wibracji, wtedy możesz wejść w stan szczęśliwości nieuwarunkowanej. Świadomość wibracji to nic innego jak świadomość własnych stanów energetycznych, swoich uczuć, emocji, swego punktu postrzegania.. Po prostu wystarczy być całkowicie świadomym swego ciała i umysłu. Dostrzec niepotrzebne programy warunkujące szczęście i porzucić je. Zamienić wyobrażenie o szczęściu w przyszłości, na szczęście Tu i Teraz. Zamienić wyobrażenie na doświadczenie. Wystarczy opuścić wizje i wyobrażenia i totalnie otworzyć się na teraźniejszość. Bez oceniania, bez tworzenia problemów, bez wyobrażeń -ta rzeczywistość jest naprawdę cudowna. Brak słów by ją opisać. Całe serce jest przepełnione radością istnienia. Nie ma już żadnych warunków szczęścia w przyszłości. Jest za to całkowita wolność. Wystarczy zmienić punkt widzenia.

Niektórzy powiedzą, że to smutne, taki brak marzeń. Wtedy już nic nie trzeba robić, tylko usiąść i czekać na śmierć… Nic bardziej mylnego. Choć czasem ludzie popadają w stan bez marzeń i zdaje się bez ego. Taki stan jest bardzo nieświadomy i pełen smutku. Nie ma w nim spełnienia, a jest beznadzieja. Zamiast wolności jest wielkie poczucie ograniczenia. Wszystko wydaje się bez wartości i obojętne. Taki stan to otępienie i zamknięcie się na świat. Pełna smutku depresja i zwiedzenie światem. To wielka obojętność dla życia i szarego świata. To zagubienie w interpretacjach i iluzjach umysłu. Być może przyszłość została wyeliminowana, przeszłość też straciła na znaczeniu. Jednak negatywna wizja rzeczywistości została. Nadal wszystko może być brudne, słabe i nic nie warte. Oczywiście jest to interpretacja umysłu. Na podstawie oglądanej gry światła (zdarzeń i rzeczy w rzeczywistości) umysł nakazał ciału czuć smutek. Na podstawie interpretacji umysł stworzył smutną rzeczywistość. Ciało wytworzyło odpowiednie wibracje. Taki stan jest zagubieniem. Nie ma nic wspólnego ze stanem czystej świadomości bez ego.

W stanie czystej świadomości i akceptacji wszystko wygląda zupełnie inaczej. To prawda, że nie trzeba nic robić, za to MOŻNA wszystko robić. Można robić obojętnie jaką rzecz. Wtedy pojawia się inna jakość życia. Bardzo wysoka wrażliwość na życie. Kiedy jest świadomość wibracji i swoich myśli, człowiek z wolnej woli dostraja się do boskich wibracji szczęścia, radości, miłości i spełnienia. Wtedy już jest spełniony, więc życia nie traktuje jako wiązanki celów, do których trzeba dążyć. Życie traktuje jako boską zabawę, gdzie nie trzeba nic, a można wszystko. To zupełnie inny punkt widzenia. Już nie trzeba się warunkować, jest totalna wolność. Nie ma lęku przed życiem, bo nie można nic stracić -już się jest spełnionym. To jest cudowna chwila wolności. Wtedy umysł jest czysty. Jeśli będziesz chciał dla zabawy spełnić swoje marzenia, wtedy je spełnisz -bez lęku, bez stresu. Za to z całkowitym spokojem i lekkością, ponieważ już się bawisz, a nie kombinujesz. Jest to ogromna różnica podejścia. Życie nie ma już przed Tobą zamkniętych drzwi. Ponieważ Ty stałeś się nieograniczony, życie stało się przestrzenią możliwości. Trwasz w stanie Tu i Teraz i nic nie wyprowadzi Cię z równowagi. Żadna rzecz nie oddali Cię od szczęścia, ponieważ jesteś świadomy, że nie ma potrzeby odkładać szczęścia na później. Jesteś Tu i Teraz, zanurzony w przestrzeni szczęścia.

***

Pewnego dnia młody mnich, wędrując napotkał na swojej drodze szeroką i rwącą rzekę. Nie mogąc jej przekroczyć usiadł przygnębiony na ziemi. Gdy już miał się poddać i zawrócić nagle na drugim brzegu dostrzegł buddyjskiego nauczyciela. Krzyknął: – „Mistrzu! Mistrzu! Czy możesz mi powiedzieć, jak się dostać na drugą stronę rzeki?”

Nauczyciel zastanowił się, spojrzał pod nogi, poczym zmierzył bacznym wzrokiem oba brzegi i odkrzyknął:- „Chłopcze! Jesteś już na drugiej stronie!”

8.11 Cisza – medytacja

Umysł jest doskonałym narzędziem, podobnie jak ciało. Cała istota ludzka tworzy charakterystyczny splot wibracji i energii. Wszystko przenika siebie na wzajem.

Ciało, uczucia, myśli. Wszystko to tworzy pewien całokształt istoty ludzkiej. Każda wibracja wpływa na punkt widzenia i sposób postrzegania.

W medytacji umysł staje się wolny od utartych interpretacji i iluzji. Zwalnia, wchodzi w stan lekkości i odpoczynku. Wtedy to jest w stanie dostrzec subtelność wibracyjną wszystkiego, co go otacza. Ciało przechodzi na inny sposób funkcjonowania, jest to stan relaksu. Dzięki temu staje się wrażliwe, delikatne i subtelne. Taki stan umożliwia doświadczanie innych jakości istnienia. Świadomość ograniczana do tej pory iluzjami rzeczywistości wychodzi poza nie. Zaczyna otaczać całe pole istnienia człowieka. Zaczyna dostrzegać rzeczy wcześniej niedostrzegalne. Wgłębia się w subtelną naturę istnienia, wszystko postrzega wyraźniej.

Każda wizja, każde uczucie, każda myśl jest ruchem formy postrzeganym przez świadomość. Obserwacja tej formy najczęściej składa się na doświadczenia medytacyjne. Wszystko, co czuje ciało jest ruchem energii. W medytacji czuć to wyraźnie. Każda myśl, wizja czy uczucie jest również pewnym splotem wibracji w przestrzeni. W medytacji jest to jasno postrzegane, obserwowane Każda informacja znajdująca się w polu świadomości jest ruchem energii. To co obserwuje te formy energetyczne jest twoją prawdziwą istotą. Nazywany często obserwatorem, świadkiem czy też jaźnią. Ten punkt czystej obserwacji trwa w nieustannej ciszy, pustce, czystym istnienieniu.

Doświadczeń medytacyjnych jest nieskończona ilość. Są to różne formy energii. Jest ich tyle ile ludzi. Każdy czuje przestrzeń na swój sposób. Każdy jest osobliwym i niepowtarzalnym przejawem energii, dlatego doświadczenia się różnią. Mogą być oczywiście podobne, ponieważ punkty widzenia ludzi w danej społeczności są podobne, jednak nie są identyczne. Ludzie o zbliżonym punkcie widzenia mają podobne doświadczenia. Grupa OOBE czuje wibracje wyjścia, inni widzą opiekunów czy anioły i roztapiają się w ich świetle, Bhakti Jogini czują boskość i miłość do Boga. Jeszcze innym wznosi się kundalini, czy otwiera czakra korony i spływa boska energia. Każdy doświadcza tego, do czego ma predyspozycje cielesne. A właściwie tego, czego chce doświadczać.

Doświadczenia medytacyjne mienią się ogólnie wspaniałością i czystością. Umysł podąża za najbardziej wzniosłymi myślami, przechodząc w przepiękną rzeczywistość. Jednak nie zawsze. Tak na prawdę, w medytacji można doświadczyć wszystkiego. Używa się tu woli by zmienić własne wibracje i doświadczać ich jasno. Jeśli medytujący pragnie doświadczyć światła, doświadcza. Jeśli medytuje się o smutku, całe ciało wchodzi w totalny smutek. Widzi się esencję smutku. Świadomość przesiąka całkowicie tą wibracją. Powstaje mistyczne doświadczenie smutku (czy cierpienia). Popularne w niektórych kręgach.

Każda medytacja, w której występuje jakikolwiek ruch jest względna. Świadomość dostraja się do tego ruchu (doświadczenia) stając się totalnie doświadczeniem. Cała rzeczywistość przyjmuje jedną określoną barwę. Świadomość zmienia totalnie punkt widzenia. Wizje medytacyjną czuć w całej swej istocie. Jest się wizją medytacyjną. Dlatego wszelkie doświadczanie w medytacji wywierają tak duży wpływ na człowieka. Cała rzeczywistość ulega przemianie. Taka medytacja jest bardzo skuteczną techniką zmiany całej istoty. Nowy punkt widzenia zapada w pamięci, staje się częścią istoty ludzkiej.

Mimo to nadal jest do doświadczenie formy, które totalnie pochłania świadomość. Zamyka w pewnym kręgu wibracji. Nadal są wizje, nadal są doświadczenia. Często nadal jest ten, który doświadcza, pojęcie „Ja”. Wszystko zależy od człowieka indywidualnego doświadczenia. Warto na to zwrócić uwagę.

Co jest poza tymi doświadczeniami? Co jest poza światłem, wibracjami, materią… czy istnieje coś poza tym wszelkim ruchem energii?

Medytacja ciszy:

Usiądź lub połóż się wygodnie. Miej półotwarte oczy, tak by widzieć trochę przestrzeni fizycznej. Zastanów się, czego chciałbyś doświadczyć. Czego podświadomie oczekujesz od medytacji. Czego doświadczałeś wcześniej i chcesz powtórzyć. Te wszystkie pytania pozwolą Ci dostrzec Twoje doświadczenia. Być może przyjdzie zrozumienie, że wszelkie stany medytacyjne wywołałeś własną wolą (lub podświadomą chęcią). To jest całkiem naturalne. Obserwuj ten ruch energii myśli i skojarzeń.

Teraz wejdź w stan czekania. Popatrz, jakie pierwsze doświadczenie przyjdzie podczas tej medytacji. Obserwuj całą przestrzeń, każdy moment ciała i rzeczywistości. Czuj wewnątrz ciało i materię na zewnątrz. Co pierwsze się pojawi? Zależnie od przyzwyczajenia. Być może pierwsze przyjdzie czucie ciała. Radosna wibracja światła i życia trwająca w ciele. Dalej może przyjść zmiana punktu postrzegania rzeczywistości. Świadomość może przenieść się na inny punkt postrzegania.

Cokolwiek poczujesz, obserwuj to. Uświadom sobie, że to właśnie forma pojawiająca się w tej przestrzeni. Nie jest tą przestrzenią, ale istnieje na jej tle. Jeśli podążysz za wizją czy odczuciem, utożsamisz się z nim. Cała rzeczywistość stanie się doświadczeniem. To też jest w porządku. Jednak tym razem spróbuj dostrzec tą przestrzeń tła, na której odgrywa się to wszystko. Uświadom sobie to, co pozwala wszystkiemu istnieć. Uświadom sobie tę ciszę, która pozwala na wszelki ruch energii doświadczenia. Ta cisza jest jest świadkiem.

Być może zauważysz, że ta cisza tła jest totalnie nieruchoma. Jest to niezmienny i trwający moment świadomości, na tle którego rozgrywa się wszelki ruch doświadczeń. Sama w sobie nie ma nic. Jest czysta. Przestrzeń świadomości, bez której nic by nie istniało. Przestrzeń dająca miejsce na wszelki ruch wibracji. Twoje źródło. Wtedy przychodzi cisza. Jesteś tą ciszą.

Nie musisz wchodzić w tą przestrzeń czy roztapiać się w niej. Cokolwiek zrobisz będzie to ruch odbywający się na jej tle. Nie musisz nic robić. Nie musisz burzyć ciszy. Nie musisz nawet wychodzić z medytacji. Jakkolwiek wyjdziesz, ta cisza nadal będzie tłem. Przestrzenią wszechświata.

Ta medytacja być może nie przynosi wspaniałych doświadczeń. Nie iluminuje, nie sypią się iskry. Jednak, jeśli raz to dostrzeżesz, poczujesz ciszę tła, wszystko może stać się inne. Wszystko może od tej pory wibrować subtelną radością samego przejawiania się. W każdym doświadczeniu przejawiać się będzie świadomość totalności przestrzeni, na której tle rozgrywa się proces życia (wraz ze wszystkimi swoimi doświadczeniami). Nie jest już ważne, czego doświadczysz – Nie jesteś doświadczeniami. Doświadczenia są tyko ruchem, który przemija. Owszem przynoszą szczęście (czy smutek w zależności od wyboru), jednak same w sobie nie są ostateczne. Pojawiają się tylko jako zewnętrzne i przemijające obiekty na tle ciszy.

Raz dotykając tej świadomości wszystko staje się inne. Przychodzi wielki luz istnienia. Odpoczynek. Twoja świadomość jest tym pierwotnym światkiem. Jest oknem postrzegania wszechświata. Twoje prawdziwe Ja jest zanurzone w tej wiecznej ciszy obserwacji. Tu pojawia się nieśmiertelność.

Tworzenie własnej rzeczywistości

Jak to się dzieje, że przytrafia nam się to, co się nam przytrafia? Co decyduje, że pewne nasze przedsięwzięcia zakończą się sukcesem, a inne nie? Dlaczego niektóre nasze związki się rozpadają, a inne nie? I dlaczego nieszczęścia chodzą parami?

 

Zazwyczaj dzieję się tak dlatego, że staramy się udowodnić światu, iż nasze myśli o świecie są prawdziwe, a nasze pojęcie o nim jest słuszne. Wpojono nam albo na podstawie własnych doświadczeń ustaliliśmy co w naszej rzeczywistości jest prawdą, a co nią nie jest, co jest realne, a co jest nierealne, co ma szanse się wydarzyć, a co takiej szansy nie ma. Od czasu do czasu potrzebujemy zapewnienia, że to, w co wierzymy, jest prawdą i wtedy sami musimy to sobie udowodnić. Zupełnie nieświadomie, nie zdając sobie z tego sprawy tak kierujemy naszymi poczynaniami, aby wyszło na to, że jednak świat jest taki, za jaki go mamy.

 

Weźmy dla przykładu pracę. Okolica, w której mieszkam, zaczęła słynąć z tego, że ciężko tu dostać pracę. Uwierzyłam w to, wobec czego nadszedł czas, by sobie to udowodnić. Gdy szukałam pracy na stronach internetowych, „przypadkiem” wpisywałam nazwę stanowiska z błędem, wobec czego nie wyskakiwały mi żadne ogłoszenia. Zajęło mi miesiąc odkrycie tej literówki. Ktoś pomyśli: „Miesiąc??? Czy ta kobieta jest idiotką?” Nie, nie jestem idiotką, mam natomiast silną potrzebę udowodnienia sobie tego, w co wierzę – w tym przypadku, że znalezienie pracy w moim zawodzie jest praktycznie niemożliwe.

 

Gdy już zaczęłam wysyłać swoje CV do różnych firm i instytucji, zaczęły się dziać inne „przypadkowe” zdarzenia. Do mojego CV „przypadkiem” wkradł się błąd w numerze telefonu, pod którym należy się ze mną kontaktować. Więc na setki wysłanych CV nikt do mnie nie oddzwonił. Gdy już poprawiłam ten błąd, to zaczęły się spotkania z przyszłymi pracodawcami. Na jedną rozmowę kwalifikacyjną starałam się ubrać szczególnie elegancko. Przez „przypadek” sięgając po eleganckie spodnie, wyciągnęłam z szafy dżinsy. Nie zauważyłam pomyłki i tak właśnie w dżinsach i eleganckiej marynarce wyszłam w domu. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy na tej rozmowie powiedziano mi, że praca, o którą przyszłam się starać, wymaga profesjonalizmu, którego na pewno nie ma w moim stroju. Na innej rozmowie paplałam jak trzpiotka o rzeczach nieistotnych i nie na temat. Miałam wtedy świadomość, że ta rozmowa nie przebiega w sposób, w jaki przebiegać powinna, ale… nie mogłam się powstrzymać… „przypadkiem” zapewne. Dzięki tym i kilku innym zdarzeniom uzyskałam to, co chciałam – potwierdziłam moje przekonanie, że ciężko jest dostać pracę. Dzięki moim własnym działaniom uzyskałam niepodważalne na to dowody: gdy wysłałam setki CV to i tak nikt na nie nie odpowiedział, a gdy już uda mi się umówić na rozmowę kwalifikacyjną, to i tak nikt mnie nie chce zatrudnić. To, jak bardzo fałszywe jest to przekonanie i jak sama doprowadziłam do tego, by sobie je udowodnić, zrozumiałam dopiero po długim czasie.

 

W tym momencie nie chcę się wypowiadać na temat, czy prace, o które się starałam, były dla mnie najlepszym rozwiązaniem, czy były tym, czego na prawdę chcę. Chcę tylko pokazać, że to nie był „los” ani „fatum” ani nawet „pech” – to byłam po prostu ja. To ja zasabotowałam samą siebie. To moje działania spowodowały, że otrzymałam to, co otrzymałam. Nic nie było mi odgórnie dane – na wszystko sama zapracowałam. Teraz z perspektywy czasu zaśmiewam się z tego i mam świadomość tego, że te przygody nadają się na scenariusz dobrej komedii. Ale wtedy… wtedy to był okrutny świat, w którym ciężko znaleźć pracę.

 

Dużo łatwiej jest nam zobaczyć samosabotujące działania u innych. Jest nam już zupełnie łatwo, gdy ci inni udowadniają sobie prawdy, w które my nie wierzymy, które są dla nas oczywistymi ograniczeniami. Ale ilu z naszych własnych ograniczeń nie potrafimy dostrzec? Ile z naszych własnych nieuświadomionych, ale destrukcyjnych działań nazywamy „przypadkiem”?

 

Jedna z moich znajomych miała głęboko zakorzenione przekonanie, że coś jest z nią nie tak i że właśnie z tego powodu nie może sobie znaleźć partnera. O jej sabotowaniu siebie przekonałam się, gdy tylko zobaczyłam, w co się ubrała podczas przypadkowego spotkania na dyskotece. Oczywiście, że gust jest rzeczą względną – ale też właśnie gust jest tym, co ma wpływ na to, jak prezentujemy się na zewnątrz. Czy mamy taki, a nie inny gust „przypadkiem”, czy może specyficznego gustu używamy, żeby sobie coś udowodnić. Gust jest rzeczą zmienną – co więc go kształtuje? Moim zdaniem gust kształtuje nasza potrzeba, by coś sobie udowodnić. Gdy nakładamy seksowne ubrania, mamy świadomość, że płeć przeciwna będzie się za nami oglądać. Gdy nakładamy worek po ziemniakach, też możemy oczekiwać konkretnej reakcji. Gdy ubieramy się w seksowne ciuszki, a jednak otoczenie zdaje się tego nie dostrzegać, to może wcale seksownie się nie ubraliśmy. A to, co nam się wydaje seksowne, wcale takim nie jest. Może wydawało nam się seksowne po to, by uzyskać jakiś efekt. Za ową koleżanką oglądali się wszyscy z dość wymownym wyrazem twarzy zatytułowanym „dziwaczka”. Po tylu spojrzeniach bardzo łatwo jest upewnić się, że „coś jest ze mną nie tak” i jako dowód podać, że: „gdziekolwiek pójdę, ludzie patrzą na mnie, jak bym była dziwna”. Nawet i ja potwierdzam, że gdziekolwiek poszła, ludzie tak o niej myśleli, nawet ja tak myślałam o jej stroju. Takie błędne koło. Ale czy nie można było tego zmienić wkładając inne ubrania? Gdy w końcu jakiś mężczyzna zaczynał rozmowę z tą koleżanką, ona tak bardzo się starała wywrzeć pozytywne wrażenie, pokazać się jako osoba inteligentna, że najczęściej stawała się „inteligentnie uszczypliwa” i ironiczna, co w konsekwencji odstraszało już coraz mniej zainteresowanego mężczyznę. Ostatecznie koleżanka otrzymywała upragnione odrzucenie i potwierdzenie, że coś jest z nią nie tak.

 

Inna z moich znajomych ma odwieczny problem z dotrzymaniem terminów zleceń, a także z tym, że jak się zaczyna walić, to wszystko na raz. Jako powód podaje zazwyczaj niewystarczające umiejętności, a także nierealność terminów i problemy osobiste. A jak wygląda jej rzeczywistość? Im bliżej końcowego terminu, tym więcej rozpraszających czynników sobie wynajduje. Czasami wybiera pójście na imprezę zamiast pracy. Wraca późno, kładzie się spać na godzinkę, wstaje nieprzytomna i siedzi nad projektem przez kilka godzin dziwiąc się, dlaczego praca jej nie idzie. Gdy praca jej nie wychodzi, gdy sypią się groźby ze strony pracodawcy, czuję się sfrustrowana i potrzebuje wsparcia ze strony swojego partnera. Zupełnie bez humoru, w destrukcyjnym nastroju, zaczepia więc partnera, w jej opinii szukając wsparcia – z perspektywy szukając zaczepki. Efektem tego koleżanka jest jeszcze bardziej sfrustrowana i zupełnie rozproszona problemem z partnerem i właśnie wtedy przypomina sobie, że musi popracować. Zasiada więc do pracy, ta praca „przypadkiem” jej nie wychodzi. A ponieważ wyznaje zasadę, że związek jest ważniejszy niż pieniądze, powraca do partnera starając się ratować związek. Po czym tak zmęczona, sfrustrowana, załamana, niezrozumiana przypomina sobie że miała gdzieś jechać, zasiada więc za kierownicą samochodu i przypadkiem wjeżdża na stojący na środku drogi pustak, który z łatwością by ominęła, gdyby była mniej zmęczona i bardziej skupiona na prowadzeniu samochodu. Końcowym efektem jest zerwanie zlecenia – i w konsekwencji kłopoty finansowe, zakończony związek – i depresja, a także auto do naprawy. I czy to „los” ją tak doświadczył? Czy może jednak wszystko, co jej się przytrafiło, było konsekwencją podjętych przez nią decyzji? Dodam tylko, że te „przypadkowe” wydarzenia udowodniły jej wszystkie opinie o świecie, pracy, pieniądzach i mężczyznach, które potrzebowała sobie udowodnić.

 

Często, gdy zauważamy nasze ograniczenia i ograniczające myśli o świecie, staramy się je zmienić i zastąpić innymi, mniej limitującymi opiniami. Czasem bywa tak, że gdy już prawie zaczynamy wierzyć w te nowe opinie, przytrafia się nam coś, co bardzo dobitnie potwierdza te stare myśli. To nie przydarza się nam – lub nie dostarczamy sobie tego – po to, by się zdołować, zamknąć w sobie i ostatecznie uwierzyć, że świat jest okrutny. To przydarza się nam po to, by nas wzmocnić, by dodać nam motywacji i siły, by się temu nie dać. Najważniejszą rzeczą jest zrozumieć, że nie jesteśmy karani ani doświadczani przez okrutny wszechświat. Większość z naszych teraźniejszych zdarzeń sami sobie wykreowaliśmy. Do teraźniejszości doprowadziły nas nasze przeszłe decyzje i potrzeby. Dziś podejmujemy decyzje, które kształtują naszą przyszłość. Nie jesteśmy idiotami i nie podejmujemy świadomie i z intencją tych sabotujących decyzji. Krok po kroczku, decyzja po decyzji dodajemy do puli decyzji te, które mają nas doprowadzić tam, gdzie wskazują nasze przekonania, gdzie tkwi nasze przekonanie.

 

Co sobie ostatnio udowodniłeś? W czym się upewniłeś? Co pokazuje ci świat? Czy potrafisz dostrzec, jak sam ten świat kształtujesz? Czy dostrzegasz, że inni, żyjący w tym samym świecie, oddychający tym samym powietrzem udowadniają sobie inne prawdy, często zupełnie przeciwne do Twoich? Co myślisz o świecie? O pieniądzach? Mężczyznach? Kobietach? Pracy? Co myślisz o sobie? Jakie prawdy o tobie udowadniają Ci inni? I pamiętaj, proszę, że to, jak myślą o tobie inni, jest konsekwencją tego, jak wybierasz się prezentować, jest konsekwencją twoich działań. A to, jak się prezentujesz, dyktowane jest nieuświadomioną jeszcze potrzebą, by inni udowodnili ci to, w co wierzysz o sobie. Czyli inni pokazują ci to, w co nieświadomie wierzysz na swój temat.

Grzech Pierworodny i Piekło Umysłu

Dziś zastanawiałam się nad pojęciem „grzechu pierworodnego”. Ci którzy mnie znają wiedzą, że nie jestem szczególnie przychylna katolicyzmowi i uważam, że wiele reguł tej religii jest krzywdzących dla człowieka. Jako psycholog wielokrotnie zajmowałam się „naprawianiem” szkód, które wyrządziły głęboko wpajane doktryny katolickie. Jednak ostatnio zastanawiałam się nad pojęciem grzechu pierworodnego, który zawsze wydawał mi się jedną z najbardziej krzywdzących myśli, jaką człowiek może wpoić drugiemu człowiekowi – a mianowicie, że człowiek rodzi się skażony, grzeszny. Moje przemyślenia dotyczące grzechu pierworodnego przeplatają się ciut z teoriami Rebirthingu.

 

Lata temu doświadczyłam na sobie Rebirthingu – w tamtym czasie dzięki Rebirthingowi właśnie zrozumiałam przyczynę większości moich stanów, myśli i ograniczeń. Dzięki Rebirthingowi połączyłam fakt, że jestem nieplanowanym dzieckiem z tym, że przez całe życie muszę sobie łokciami torować drogę, nikt na mnie nie czeka, i mam wrażenie, że muszę demonstrować swoją obecność by ludzie mnie dostrzegli i przyznali mi miejsce na tym świecie. Całe życie miałam poczucie, że urodziłam się o niewłaściwym czasie, w nie właściwym momencie, że nie ma dla mnie miejsca, że jestem niewidoczna. Potem dowiedziałam się, że nieplanowana ciąża zmusiła moją mamę do rzucenia studiów i jakkolwiek to brzmi nie logicznie to poczułam się winna za to, że pozmieniałam losy moich rodziców i bardzo możliwie, że pozmieniałam je w tym negatywnym kierunku. Całe życie towarzyszy mi strach o przyszłość, o to jak sobie poradzę, często czuję się złapana w pułapkę, przestraszona nie wiedzę wyjścia i czuję się postawiona na skraju przepaści. Te myśli powiązałam z myślami mojej mamy, które musiała odczuwać, gdy była w ciąży.

 

To co opisywałam w poprzednim akapicie, to są tylko negatywne myśli o sobie albo uczucia spowodowane tymi negatywnymi myślami. Większość z tych myśli zaszczepiłam sobie lub została mi zaszczepiona podczas dziewięciomiesięcznego okresu, gdy moja mama była ze mną w ciąży. Moi rodzice mnie nie oczekiwali, ciąża była przypadkowa.

 

Patrząc z perspektywy Duszy, Ducha i Boskiego Planu – wiem, że urodziłam się w dokładnie tej sekundzie, w jakiej to było zaplanowane. W Boskim Planie czas moich narodzin był dokładnie, zaplanowany i staranie wybrany. Moja dusza realizowała Boski Plan. To mój umysł i umysł moich rodziców nie potrafił dostrzec w tym planu – jedyne, co potrafił w tym dostrzec to przypadek, nieplanowość, pokrzyżowanie planów i problem. I to jest właśnie grzech pierworodny – sprzeniewierzenie się planom Boskim, nie uznanie tych planów za Boskie i uznanie planów ludzkiego umysłu za ważniejsze od planów Boskich. Skutkiem grzechu pierworodnego jest wygnanie z raju – czyli wiara w ograniczenia umysłu. Skoro wybrałam wiarę w plan umysłu to w konsekwencji tego musiałam uwierzyć w to, że na tym świecie nie ma dla mnie miejsca, że jestem niechciana, że jestem nic nieznaczącą przypadkową istotą.

 

Skoro wybrałam realizowanie planu umysłu, wiarę w te wszystkie negatywne myśli i ograniczenia to moje życie realizuje się tak jak na to pozwalają mi ograniczenie mojego umysłu, umysłu moich przodków a także umysłu społecznego – jestem wyznawcą tych umysłów, bo na początku mojego życia wybrałam wiarę w umysłowy plan człowieka zamiast wiarę w Boski Plan. Wiarę w umysł wybierałam przy każdych moich narodzinach, wcielenie po wcieleniu decydowałam się wierzyć we wszystko, w co wierzyli moi rodzice. Decydowałam się bać tego, czego oni się bali, decydowałam się na bycie ograniczoną na ich podobieństwo – na podobieństwo ograniczeń ich umysłu, zapominając o tym, że jestem stworzona na podobieństwo Boga.

 

Rajem jest wiara w Boski Plan. Piekłem jest słuchanie umysłu. Piekło człowiek tworzy sobie sam. Te wszystkie ograniczenia, których wyznawcą jestem są tylko myślami, są iluzją. Te iluzje tworzą moją rzeczywistość. Moja rzeczywistość jest iluzją. Jestem iluzją. Jestem tym, czym tak na Prawdę nie jestem. Jestem kłamstwem na swój temat. Czy nie brzmi to absurdalnie? Wybrałam wiarę w umysł dzięki temu uwierzyłam we wszystkie kłamstwa o świecie i w kłamstwa na swój temat. Wierząc w te kłamstwa realizowałam je i stałam się nimi. Stworzyłam swoje piekło złożone z iluzji. Stałam się kłamstwem. To jest moje piekło. To jest piekło każdego człowieka.

 

Kim wiec jestem na Prawdę? Kim jestem pierwotnie? Kim byłam zanim „sprzedałam” się umysłowi? Jestem Boską Istotą. Gdybym wybrała Boski Plan w momencie, w którym wybrałam umysł byłabym Boskim Człowiekiem. Takim Jezusem – ale nie Jezusem zbawicielem, a Jezusem Boskim Człowiekiem. Tajemnica Jezusa tkwi w tym, że odrzucił on umysł i uwierzył w Boski Plan. Prawdziwie uwierzył i poczuł się Boską Istotą, Dzieckiem Boga, Bogiem. Jezus odrzucił wszystkie iluzje na swój temat. Odrzucił wszystko to, czym na Prawdę nie jest. Pozostał pierwotnym i żył w Raju. Ktoś mógłby powiedzieć, że ten raj wcale taki piękny nie był skoro Jezus został ukrzyżowany. To jest umysłowe stwierdzenie. Raj Jezusa polega na tym, że jest on tak blisko Boga, ma zdolności Boga, jest Boskim Człowiekiem. Polega też na tym, że przekroczył granicę życia i śmierci – stał się nieśmiertelny.

 

Nie chce się bardziej wgłębiać w historię Jezusa. Wiem tylko i bardzo to czuję, że za sprawą wiary w Prawdę każdy z nas może być takim Jezusem. Człowiek Boski realizuje Boski Plan odrzucając Umysł. Umysł jest jak wąż kuszący owocem zrozumienia. Czyż nie zrozumienie charakteryzuje umysł? Czyż nie to wybieramy każdego dnia i w każdej chwili – zrozumienie? I czy nie to sprowadza nas na manowce kusząc Rajem a tak na prawdę od tego Raju wciąż nas oddala? Umysł kusi nas zrozumieniem Boskości. Umysł podpowiada, że możemy stać się Boskim człowiekiem za sprawą kolejnej techniki, medytacji, wysiłku. Umysł nas zwodzi. Jedyną rzeczą do zrobienia by na powrót stać się Boskim Człowiekiem jest uwolnić się umysłu, pozbyć się jego ograniczeń, pozbyć się kłamstw na swój temat. Rozebrać się z umysłu, z jego iluzji, rozebrać się z tego, czym się nie jest. Odrzucić to, czym się nie jest.

 

Po wielu latach wiary we własną przypadkowość, mizerność pierwszym krokiem dla mnie na drodze do mnie – Boskiego człowieka – jest dostrzeżenie swojego uczestnictwa w Boskim Planie, swojej Planowości i swojego wielkiego miejsca. Wielokrotnie słyszałam zdanie „Świat bez ciebie nie były taki sam” Starałam się w nie uwierzyć, i nawet wydawało mi się, że w to uwierzyłam. Teraz dostrzegam różnice miedzy wiarą w to zdanie, a Prawdą.