Archiwa autora: Admin

2.4 Świadomość i wewnętrzne iluzje

Co by się stało, gdyby człowiek odrzucił wszelkie umysłowe struktury ograniczające postrzeganie? Gdzie by się znalazł? Czy wyszedłby z jaskini? Co jest „na zewnąrz”? Cokolwiek bym powiedział, stworzyłbym kolejne wyobrażenie. Nie w tym sens. Chodzi by wskazać drogę. Tu wystarczy zrozumienie…

Warto zauważyć te wszystkie wyobrażenia o rzeczywistości obiektywnej powodują jakieś niespełnienie. Umysł myśli „skoro nie postrzegam rzeczywistości czysto, to jest źle, chciałbym postrzegać ją bez filtrów!”. To może powodować kolejne napięcia i błędne wyobrażenia, które znów nie trafiają celu. Warto na początek zwrócić uwagę na swoje myśli. Do tego nadaje się medytacja/obserwacja. Kierując uwagę na umysł można uświadomić sobie, że to tylko myśli, które właściwie nic nie mówią o świecie, są tylko wyobrażeniem.  Ta obserwacja jest oczyszczająca, powoli rozbija skostniałą strukturę światopoglądu.

Oczywiście oczyszczenie nie nastąpi tak od razu. Potrwa to pewien czas zanim umysł zobaczy wszystkie swoje przywiązania do tworzonych iluzji i uwolni się od nich. Dlaczego potrzebny jest czas? Ponieważ umysł jest do tego przyzwyczajony. Jeśli działaby na innych zasadach, czas nie miałby nic do tego. Jednak jest tak skonstruowany i utwierdzony w przekonaniu o realności czasu… że jego nie ominie. Choć właściwie nie ma to znaczenia. Wraz ze zrozumieniem przychodzi akceptacja umysłu i jego sposobu percepcji. Zarówno czas jak i brak czasu nie stanowią problemu,

Na początku warto mieć pewien dystans do tego, co się dzieje. Niech w tle trwa świadomość. Niech obejmie ona rzeczywistość, bodźce odbierane przez zmysły, wszelkie uczucia i myśli pojawiające się w ciele. Ta świadomość jest stała. To jest punkt, w którym można znaleźć stabilność. Świadomość jest poza wewnętrznymi iluzjami. Jest to nieprzemijający i trwały przejaw wszechświata. Właściwie jest to wszechświat sam w sobie. Jeśli cokolwiek można by nazwać stałym punktem odniesienia, to właśnie świadomość. Wszystko poza świadomością jest iluzją, której trwałość wynika z interpretacji umysłu. Dzięki takim wewnętrznym iluzjom, umysł postrzega całą zmienność wszechświata jako zbiór rzeczy trwałych. Ciało wydaje się względnie trwałe, majątek wydaje się trwały, miłość partnera wydaje się trwała. To przynosi w rezultacie cierpienie, ponieważ rzeczy te są w istocie zmienne.

 Ktoś może zapytać czemu świadomość ma być trwała? W sumie nieważne jak ją nazwać. Można też ją nazwać nietrwałą. Nazwa nie ma znaczenia, ponieważ w tym stanie formy takie jak nazwy nie istnieją. Mówiąc „trwała” można jedynie wskazać kontrast względem całej formy, która jest „nietrwała”.

Można powiedzieć, ze świadomość sama tworzy rzeczy zewnętrzne, organizuje postrzeganie w taki sposób, aby doświadczyć tego, co wybrała. Ta świadomość, która otacza Twoje ciało  (i wszystko) jest przyczyną doświadczeń. Ona to właśnie utrzymuje cały proces doświadczania. Jest stała i niezmienna w swoim istnieniu, mimo to rzeczy, których doświadcza przychodzą i odchodzą. Ta pierwotna świadomość jest czymś stałym, na tle jej odbywają się wszelkie ruchy energii w tej rzeczywistości. Ponownie, określenie świadomości jako trwałej ma tylko za zadanie skierować ją na pewną drogę. Same słowa nie są ważne, ważne jest Twoje doświadczenie.

Gdy umysł tworzy filtr mentalny, obserwująca świadomość przybiera pewien stan, pewien punkt odniesienia. To z tego punktu postrzega wszelkie rzeczy. Można powiedzieć, że tym punktem odniesienia jest ego, czyli system wyobrażeń nabyty w dzieciństwie. Ego ogranicza świadomość i warunkuje jej postrzeganie. Świadomość patrzy na wszystko przez filtr ego, dlatego świat wygląda tak, a nie inaczej.  Dochodzi do pewnego aktu samoograniczenia świadomości.  Tak, jakby wszechświat chciał poznać dokładnie ten aspekt istnienia. Wszystko jest więc na swoim miejscu.

Prawdą jest to, co przejawia się w teraźniejszości, aktualnym doświadczeniu. Jedyne co jest, to doświadczenie teraźniejszości. To założenie jest odpowiednim fundamentem na ścieżce rozwoju duchowego. Być może padnie jako ostatnie. Jednak póki co zajmijmy się świadomością / rzeczywistością. Te dwa terminy są zestawione celowo. Nie ma bowiem między nimi faktycznej różnicy. Można powiedzieć, że rzeczywistość jest pewną nieustannie trwającą świadomością. Świadomość wszechświata, która trwa i która jest subiektywnie postrzegana z różnych stron. Wszelkie formy, które są zmienne, nie mają na nią wpływu. Jest ona zarówno tłem wszystkich zdarzeń jak i ich budulcem. Świadomość wszechświata ciągle doświadcza. Jest stała w swoim doświadczeniu teraźniejszości. Wszechświat ciągle istnieje w czystym momencie doświadczania. Żadne zdarzenie tego nie zakończy. Jest to baza istnienia, baza doświadczenia. Cokolwiek zrobisz, jesteś tego częścią. Częścią procesu istnienia/doświadczania/świadomości.

***

Wszystko, co postrzega umysł bazuje na tej właśnie pierwotnej świadomości. Ona tylko zmienia formę. Jeśli umysł postrzega bogactwo, doświadcza bogactwa. Jeśli postrzega w świecie lęk, doświadcza lęku. Jeśli widzi cuda, życie staje się pełne cudów. Jest to bardzo proste i właściwie nie ma w tym nic niewiadomego czy tajemniczego. Świadomość przyjmuje daną formę, organizuje się w doświadczenie. Umysł tworzy iluzje i obraca się w nich. Dla jednych zdarzenia są zbiegami okoliczności, dla innych przyczynowo-skutkowym działaniem rzeczywistości. Oba punkty widzenia są właściwe. Umysł doświadcza tego, czego chce doświadczać. Wszystko dzieje się na planie świadomości.

Wszelkie ponad materialne istoty, ezoteryczne kolory, cuda energetyczne istnieją, odbijają się na tle przestrzeni, jeśli tylko mają w umyśle swój początek. Umysł projektuje na przestrzeń najróżniejsze zdarzenia, poczym ich doświadcza. Spotykają je tylko ci, co dopuszczają do siebie taką możliwość – czyli mają w umyśle zalążek wszelkich zdarzeń. Tak działa mechanizm kreacji rzeczywistości. Umysł stwarza rzeczy, których doświadczamy, stwarza nasz świat. Wszystko jest w nas. Gdyby tego w nas nie było, nie było by doświadczenia. Gdyby w umyśle nie było informacji o czymś, nie istniałoby to. Gdyby w ciele nie było przykrych wyobrażeń o świecie, teraźniejszość również nie byłaby przykra. Gdyby w umyśle nie było pomieszania, ta rzeczywistość również nie byłaby pomieszana. Wszystko jest tym, czym wyobrażasz sobie, że jest.

Do oświecenia niczego nie potrzeba, jeśli myślisz, że czegoś potrzeba – warto zauważyć, że to tylko myśl. Już jesteś doskonały.

***

Spacerowałem brzegiem morza. Fale rytmicznie wybiegały na ląd. Wszystko było spokojem. Moje myśli poszły w pole dawnej, nieznanej miłości. Wzbudziło się w ciele pewne uczucie smutku – kogoś straciłem, ktoś odszedł. Poszedłem w to uczucie głębiej. Poczułem nagle obecność jasnych istot, nawet je zobaczyłem, potrafiłem zidentyfikować. Jedna z nich zbliżyła się do mnie, chciała mnie objąć. Uczucie smutku i żalu stało się bardzo wyraźne. Była to moja miłość, którą straciłem, a która prawdopodobnie już się oświeciła. Czułem smutek, czułem się oszukany, poczułem złość. W tym momencie świetliste istoty rozpłynęły się w przestrzeni. Morze nadal szumiało.

Postanowiłem przebaczyć, zrozumieć i uwolnić się od tego. Obserwowałem to uczucie. Zauważyłem, z czego to wynikało. Była w tym zazdrość, chęć ukarania tamtej istoty, że mnie zostawiła. Smutek samotności i beznadzieja na przyszłość. Bardzo ciekawy wzorzec emocjonalny, widziałem go w sobie. Postanowiłem wszystko zobaczyć na czysto. Ujrzałem to ciało jako pewną część rzeczywistości, która trzyma w sobie te uczucia. Sama zapełnia swoje pole takimi uczuciami. To tylko energia smutku, którą wytworzyło ciało na polecenie umysłu. Wydało się to zupełnie niepotrzebne. Uwolnienie przyszło niebawem. Wszystko działo się we mnie. Morski wiatr lekko poruszał liśćmi drzew.

Czy ta istota pojawiłaby się w tej rzeczywistości, gdyby umysł nie zainicjował uczucia smutku? Nie jest właściwie ważne czy było to złudzenie, czy przejaw kontaktu z prawdziwymi świetlistymi istotami. Ważne, że zaistniało to w polu, stało się częścią doświadczenia. Było ono zainicjowane przez umysł i istniało tylko dzięki umysłowi.

Można powiedzieć, że umysł zainicjował spotkanie z tymi istotami na planie subtelniejszym, niż materialny. Podobnie mogło się stać, gdyby spotkanie miało miejsce zupełnie materialnie, czyli z osobą fizyczną. Mogłyby być te same procesy energetyczne w ciele, te same uczucia.  Taki sam proces uwolnienia emocjonalnego. Wszelkie zdarzenia są odbiciem umysłu. Są inicjowane przez wewnętrzną iluzję.

2.3 Iluzja rzeczywistości

Wszystko co zaistnieje w Twoim ciele, w Twoich uczuciach, w Twoich myślach jest ruchem energii w Twojej wewnętrznej przestrzeni. Jest to subiektywna przestrzeń, do której nikt inny nie ma dostępu. Nie da się jej obiektywnie zbadać. Choć umysły ludzkie działają podobnie i można posługiwać się ogólnymi schematami by je badać. Zajmuje się tym np.: psychologia.

W głowie może pojawić się tylko myśl i wyobrażenie o rzeczywistości. To wyobrażenie o świecie staje się filtrem, przez który świadomość doświadcza istnienia. Kiedy obserwuję drzewo, mogę dostrzegać tylko drzewo, mogę dostrzegać zbiór atomów, mogę dostrzegać kolor, przejaw życia, kształt, samą boskość lub światło. Mogę też postrzegać ściśle sklasyfikowany gatunek drzewa, potencjał na dobre deski  To, co postrzegam, zależy od filtru mojego umysłu. Filtry te zmieniają obraz rzeczywistości w zależności od przeszłych uwarunkowań. Również działania są uzależnione od tego, co postrzegam. Jeśli zauważę we wspomnianym drzewie wroga, mogę z nim walczyć. Jeśli zauważę materiał na sprzedaż, zetnę go. Jeśli zauważę przejaw boskości otoczę go miłością. Wszystko jest tworzone. Świadomość kreuje świat na podstawie swego punktu odniesienia.

Wszystko co dociera do zmysłów jest przetwarzane, a następnie rzutowane na pole umysłu. Oglądamy odbicie świata. Przypomina to trochę jaskinię Platona. Jaskinia ta jest metaforą postrzegania świata przez bardzo wąski kanał informacyjny. U jej wejścia pali się ognisko, rzucające cienie na wewnętrzną ścianę jaskini. Ludzie siedzący wewnątrz są więźniami, którzy mogą oglądać tylko tą ścianę, nie mogą się odwrócić. Widząc różne cienie (osób, przenoszonych rzeczy, czy innych kształtów), zyskują całą możliwą wiedzę o świecie. Mogą myśleć, że na świecie są tylko i wyłącznie ruchome cienie. Nie mają pojęcia o tym co te cienie tworzy, o samym mechanizmie ich tworzenia. Wygląd świata jest zdeterminowany ich percepcją. Gdy taki człowiek wyjdzie z jaskini może doznać szoku. Cała dotychczasowa prawda o świecie została zburzona.

Cienie rzeczywistości są rzucane na ścianę umysłu. Na tej podstawie zbieramy wiedzę o świecie. Obraz ten jest wewnątrz, nie ma go „poza Tobą”. To wyobrażenie o wyglądzie świata jest pewnym zbiorem energii o różnych wibracjach, które są w ciele.

(Wibracja może wydawać się pojęciem abstrakcyjnym i zbyt ezoterycznym, jednak jest to tylko inna nazwa właściwości energii, jej formy i kształtu. Stanowi to kolejny podział rzeczywistości (również stworzony przez umysł), jednak w niektórych momentach łatwiej jest coś wyrazić używając określenia „wibracja energii” – czyli po prostu pewna jej właściwość. )

Kiedy umysł utożsami się z formami myślowymi, stają się one osobistym doświadczeniem. Wszelki bodźce docierające z zewnętrznej przestrzeni są odbierane przez umysł jako formy energetyczne. Umysł zapamiętuje je i klasyfikuje, poczym używa jako filtrów, przez które ogląda Aktualną Rzeczywistość. Dosłownie ją tworzy.

Wszelkie teorie, myśli, zdarzenia, obiekty – wszystko to nie istnieje, kiedy nie jest obserwowane. Do takiego wniosku dochodzą najnowsze badania fizyków kwantowych. Kiedy atom nie jest „zasilany” świadomością obserwatora – nie istnieje. Natomiast kiedy świadomość zacznie go obserwować, zaczyna istnieć. Nic nie jest stałe. Wszystko we wszechświecie jest pewną wibracją energii uzależnioną od obserwatora. W pewnym sensie nie ma różnicy czy rzeczywistość dzieje się wewnątrz czy na zewnątrz. Można dojść do wniosku, że to jest jeden i ten sam proces. Nigdzie nie przebiega granica. Właściwie obserwator i to, co obserwowane stanowią nierozłączną całość. Jest to całość doświadczenia.

Podobnie jak obiekty postrzegane tak samo przyszłość i przeszłość jest bardzo sugestywną iluzją umysłu.

Przyszłość nie istnieje. Jest tylko zbiorem pewnych obrazów w umyślePodobnie przeszłość nie jest realna, ponieważ nie istnieje poza chwilą teraźniejszą. Istnieją tylko obrazy i myśli utrzymywane w pamięci. Myśląc o przyszłości czy przeszłości, świadomość organizuje energię przestrzeni teraźniejszej i tworzy obrazy. Nie oznacza to, że umysł stworzył przeszłość i przyszłość, stworzył tylko ich mentalne obrazy. Mimo to mógł się z nimi utożsamić i stały się dla niego prawdą. Tak powstaje silna iluzja własnej rzeczywistości.

Myślenie o linearnej strukturze wszechświata wynika tylko i wyłącznie ze sposobu poznawczego umysłu. Nie umie on inaczej postrzegać rzeczywistości tylko linearnie. Jest to możliwe dzięki pamięci i umiejętności projekcji. Taki sposób mógł zostać wykształcony przez ewolucję ponieważ umożliwił przetrwanie. Umożliwił tworzenie struktur opartych na przyczynie i skutku, co z kolei dało nowe możliwości egzystowania. To, że umysł postrzega czas linearnie nie oznacza, że tak działa rzeczywistość. Czas jest tylko pewnym sposobem opisu tego co postrzegamy. Nie stanowi on realnej cechy, nie jest on częścią tej rzeczywistości. Jest kolejną kreacją umysłu.

Podobnie dzieje się ze wszystkimi innymi wymysłami. Stają się iluzją rzeczywistości, której umysł wierzy i myśli, że jest prawdziwa. Według nauk Buddy wszystko jest nietrwałe, niestałe i zmienne Wszystko, co przemija nie może być prawdziwe, jest pewnym rodzajem złudy. Mimo to umysł tworzy z tej iluzji bardzo prawdziwą rzeczywistość. Postrzega materię jako stałą, swoje ciało jako coś stałego. Po prostu nie dostrzega zmian długofalowych. Został tak wykształcony aby postrzegać tylko specyficzne przedziały czasowe.

Warto uświadomić sobie, że wszystkie rzeczy, które się pojawiają i odchodzą są pewnego rodzaju iluzją rzeczywistości stworzoną przez umysł. Dzięki ocenom, pamięci, projekcji, analizie umysł tworzy swój iluzoryczny świat, z którym się utożsamia. Tworzy ciąg zdarzeń, indywidualną rzeczywistość, którą nie tak łatwo przekroczyć. Wydaje się tak realna i prawdziwa. Jednak wystarczy zauważyć tylko jej subiektywność i uznać za rzecz nietrwałą, a łatwo będzie można to porzucić.

Drugą kategorią iluzji są wyobrażenia właściwe, czyli takie, które bardzo łatwo zauważyć. Np. wiara bardzo często tworzy ten rodzaj wyobrażeń. Jest to coś, czego się nie doświadcza, jednak wierzy w istnienie. Akurat przejrzeć tą iluzję jest stosunkowo prosto. Wystarczy zdać sobie sprawę, że jeśli sam czegoś nie doświadczysz, to nie istnieje. Jeśli nie doświadczyłeś reinkarnacji, wglądu w naturę wszechrzeczy, energii wewnętrznych czy innych ezoterycznych kolorów, to znaczy, że to nie istnieje. Nie ma tego. Jest to tylko pewną formą wyobrażeń. Wymysłem umysłu opowiedzianym przez innych. Czy trzeba się zajmować wyobrażeniami? Można, jednak korzystniej jest zajmować się własnym doświadczeniem? Zwróć uwagę na siebie i na to, że doświadczasz. Nie jest ważne właściwie czego doświadczasz. Każdy jest inny, dlatego doświadczenia są inne. Nie trzeba dążyć, by być takim samym jak inni. Twoja rzeczywistość jest równie pełna teraźniejszego doświadczenia jak innych. Kwestia w tym, że umysł ocenił doświadczenia innych jako lepsze lub gorsze.

W Twojej rzeczywistości jest wystarczająco wiele rzeczy do doświadczania. Miliony informacji, tysiące zdarzeń. Jeśli doświadczyłeś kiedyś tego wszystkiego, a w tej chwili nie doświadczasz, to oznacza również iluzoryczność tych rzeczy. Są one tylko w umyśle jako formy energii z przeszłości. Widać wyraźnie, ze wszelkie doświadczenia są niestałe. Czasem przychodzą, czasem odchodzą. Są nietrwałe, niestabilne, można powiedzieć, że są iluzją.

Warto tylko wspomnieć, że iluzja nie jest czymś złym, z czym trzeba bezwzględnie walczyć. Właściwie nie trzeba nic z tym robić. Warto być tylko tego świadomym.

2.2 Prawda, a utożsamianie się z nią.

Wszystko, co widzi umysł jest poddawane ocenie. Na podstawie wcześniejszych wyuczonych wzorców umysł ocenia to, co pojawia się w teraźniejszości. Kiedy już oceni, utożsamia się ze swoją oceną, tym samym tworzy własną zamkniętą wizję swojego świata. Pogląd ten staje się osobisty. Wszystkie rzeczy dotyczące mojej rzeczywistości będą odniesione do Mojej osoby. Wszystko zaczyna się ogniskować wokół Ja. Jeśli pojawi się myśl o teraźniejszym szczęściu i będziesz się z tą myślą utożsamiał, zaistnieje ono w Twojej rzeczywistości. Będzie dla Ciebie prawdą, życie będzie szczęściem. Jeśli pojawi się myśl o braku teraźniejszego szczęścia, to również stanie się prawdą. Życie będzie cierpieniem i niespełnieniem. Kiedy się człowiek utożsamia z myślami, wszystko co osądzi umysł, staje się prawdą i jedyną rzeczywistością.

Każdy człowiek tworzy własną prawdę zależną od wizji rzeczywistości. Tylko od Ciebie zależy, co w tej chwili czujesz i jaki jesteś. Tylko od Ciebie zależy jak postrzegasz i interpretujesz świat. Póki umysł nie rozsądzi inaczej, jego stworzona iluzja staje się dla Ciebie prawdziwą rzeczywistością. Wynika to z utożsamiania się umysłu z wszelkimi myślami i ocenami. Pytaniem jest czy jest to potrzebne? Czy można funkcjonować bez tego?

Niektórzy ludzie utożsamiają się całkowicie ze swoją wizją świata. Uważają, że nie ma innego świata jak tylko ich. Świat wygląda tak i koniec. Taki po prostu jest. Nie są w stanie postrzegać inaczej. Trudno im czasem zrozumieć, że ktoś może postrzegać inaczej, co dopiero mówić o względności postrzegania w ogóle.

Jeśli pojawiają się emocje (kłótnie, spory), ludzie cofają się do fazy przedoperacyjnej. Jest to pojęcie wprowadzone przez Jean`a Piaget`a i dotyczy fazy rozwoju dziecka w okolicach od 2 do 7 lat, gdzie dominuje bardzo egocentryczne spojrzenie na świat i niemożliwość zrozumienia, że inni mogą mieć swój punkt widzenia świata. W emocjach ludzie cofają się do pierwotnego spojrzenia, gdzie ego staje się centrum świata i prawdę innych traktują jako zagrożenie. Zrozumienie, że każdy może mieć własny punkt widzenia może zakończyć każdy spór teoretyczny uczuciem akceptacji i szacunku dla zdania drugiej osoby.

Ludziom czasem trudo dostrzec, że to tylko ich własne myśli i wyobrażenia stworzyły wygląd otaczającej rzeczywistości. Trwają w tym stanie subiektywnej świadomości i trudno czasem jest im wyjść ponad to – bo gdzie można wyjść, jak wszystko już się zna i nie ma nic innego? Ludzie czasem są zamknięci na wszelkie nowe doświadczenia, dlatego trudno im się rozwijać duchowo. Z reguły tacy ludzie nie interesują się rozwojem duchowym. Doświadczają innych aspektów wszechświata.

Czasem umysł, który zrozumiał subiektywność i przeszedł do fazy operacji formalnych (również Piaget, faza umożliwiająca abstrakcyjne myślenie) próbuje znaleźć coś obiektywnego w tej rzeczywistości. Na postawie informacji od innych próbuje odkryć całą obiektywność i objąć totalność wszechświata. Z tych wszystkich informacji powstaje wyobrażenie, że obiektywny świat jest poza umysłem i można go poznać. Na tym opiera się cała nauka sprzed okresu fizyki kwantowej. Umysł bada, klasyfikuje i opisuje obiektywny świat. Wydaje się, że istnieje zupełnie obiektywny świat, z którego każdy człowiek doświadcza tylko wycinek. Mimo to myśl o niezależnym i obiektywnym świecie jest nadal myślą – uzależnioną od punktu widzenia. Nie istnieje nic takiego jak niezależny od obserwatora wszechświat. To już opisuje współczesna nauka. Każde doświadczenie rzeczywistości jest subiektywne i zależne od punktu widzenia. Co więcej, tylko Ty doświadczasz swego punktu widzenia, swojej iluzji o wszechświecie. Wszystko więc zależy od Ciebie.

Tu powstaje pewna możliwość, która jest kusząca dla umysłu. Jeśli znam rzekome doświadczenia innych, mogę też spróbować tego doświadczyć. Mogę urzeczywistnić dotychczasowe myśli i pragnienia tak by stały się doświadczeniem. Jeśli słyszałem o oświeceniu, szczęściu, spełnieniu, radości, miłości, mocach parapsychicznych – mogę to wszystko urzeczywistnić. Jeśli słyszałem o wszelkim bogactwie, wspaniałych związkach miłości, wielkiej sławie – również mogę to urzeczywistnić. Kiedy to zrobię zapewne będę szczęśliwy. Kiedy będę doświadczał innych rzeczy niż doświadczam teraz, osiągnę szczęście. Taki jest schemat działania umysłu. Na podstawie stworzonych wyobrażeń powstaje mechanizm pragnienia. Najpierw umysł porównuje dwie sytuacje, poczym pragnie zmienić swoją aktualną. Nie ma w tym nic złego. Jest to naturalne. Tylko warto by było świadome. Umysł chce być na miejscu innego człowieka. Doświadczać jego rzeczywistości, ponieważ uznał, że ta Aktualna Rzeczywistość jest w jakiś sposób gorsza. Dlatego za wszelką cenę dąży do powielania doświadczeń innych.

Zapomina tym samym, że ten wszechświat, który teraz postrzega już jest doskonały. W tej właśnie subiektywnej formie jaką postrzega. W tym właśnie momencie i w tej swojej niepowtarzalnej konfiguracji. Nie jest to gorsza rzeczywistość, nie ma lepszej czy gorszej formy tego wszechświata.

Szczęście jest już teraz potencjalnie obecne. Nigdzie nie trzeba iść czy gonić za wyobrażeniami. Wystarczy zmienić punkt widzenia, przejrzeć przez swoje dotychczasowe pryzmaty i filtry wyobrażeń, oczyścić szybę postrzegania. Wystarczy jedno zrozumienie. Do tego wystarczy dosłownie jeden akt woli i moment. Teraźniejszy moment.

To, co wiesz o wszechświecie, jest Twoją rzeczywistością. Jeśli wiesz, że istnieje szczęście, oświecenie i spełnienie, to oznacza, że czegoś takiego musiałeś kiedyś doświadczyć. Jeśli myślisz o czymś, trzymasz to w głowie i budzisz skojarzenia – to już jest w Tobie. Umysł już to zna Inaczej nigdy by to nie zaistniało w Twoim polu postrzegania. Słowa takie jak „szczęście”, „błogość”, „spełnienie” mogą po prostu przypominać pewne formy z dzieciństwa, kiedy to dziecko jest otoczone błogością i radością istnienia. Tak więc jeśli słyszałeś o nieskończonym szczęściu, jeśli kojarzysz co to takiego (a kojarzysz, skoro wiesz co to jest), to ono już jest potencjalnie w Twoim polu. Wystarczy tylko to dostrzec… Twoje ciało już zna tą wibrację, cała kwestia w tym, że umysł nie każe jeszcze tego szczęścia czuć. Wszystko, o czym kiedykolwiek słyszałeś, czy sobie wyobrażałeś, jest już dostępne w Twoim polu. Jest tu dostępne wszystko, co składa się na Twoją rzeczywistość.

Na podstawie tego co wiem, mogę w sobie wytworzyć uczucia spełnienia lub niespełnienia. Jeśli stwierdzę, że wszystko jest w porządku z moją rzeczywistością, będę spełniony. Jeśli natomiast stwierdzę, że istnieje jakaś lepsza rzeczywistość, a ja jej jeszcze nie mam, stawiam niespełniony warunek szczęścia. Po takim działaniu mogę się czuć nieszczęśliwy i smutny. Wszystko zależy od mojej własnej iluzji narzuconej na rzeczywistość. Każdy sam tworzy swoje doświadczenia.

Niektórzy doświadczają bogactwa, niektórzy biedy. Inni doświadczają szczęścia w rodzinie, inni samotności. Jeszcze inni doświadczają stanów poza ciałem, inni są całkowicie w ciele. Żadne z tych doświadczeń nie jest lepsze czy gorsze. Każde jest indywidualne i staje się prawdziwe dla umysłu, który się z tym utożsamia.

Większość ludzi chce doświadczać tego, co inni. Pragą być inni, pragną mieć to, co inni, pragną posiadać niektóre cechy. Sądzą, że rzeczywistość innych ludzi jest w pewien sposób lepsza. Niestety nie dostrzegają tego, że tamta rzeczywistość istnieje tylko dla innych. Wszelka ocena rzeczywistości drugiego człowieka jest oceną umysłu. Każdy ma inny punkt widzenia, każdy doświadcza życia inaczej. Nie trzeba się stawać kimś innym.

Dla Ciebie istnieje tylko Twoja rzeczywistość. Sama w sobie stanowi pewien zbiór doświadczeń, który już jest pełnią. Jest doskonały – dlaczego miałby nie być?

Wszystko, co nie jest w Twojej rzeczywistości, a potencjalnie mogłoby być, jest tylko wymysłem umysłu. Wymysł ten przynosi właśnie stan niespełnienia. Tak naprawdę niczego Twoim doświadczeniom nie brakuje. Cała kwestia w tym, czy to akceptujesz, czy nie. Już znasz całą prawdę o Twoim wszechświecie. Możesz nie znać prawdy innych, jednak swoją znasz doskonale. Czego więcej trzeba? Wszystko, czego doświadczyłeś wchodzi w Twoje pole doświadczenia. Tworzy Twój własny wszechświat, w którym wszystko znasz. Nie ma czegoś obiektywnego poza Tobą i Twoim doświadczeniem.

2.1 Nie ma nic – Prawda jest Twoja

Każdy postrzega swoją rzeczywistość subiektywnie. To, co jest prawdą i doświadczeniem jednego, nie musi być wcale prawdą i doświadczeniem drugiego. Wszystko zależy od punktu widzenia. Nie jest to nic nowego. Zapewne doskonale to wiesz. Na Twój świat składa się wiele czynników i uwarunkowań, które tworzą obraz świata. Większość z nich zostało wpojonych w procesie wychowawczym i to one określają wygląd tej rzeczywistości. Umysł tworzy z nich kompleksową iluzję postrzegania świata i siebie.

Wszystko zależy od tego, jak odebrałeś rzeczy lub zdarzenia pierwszy raz. Podczas pierwszego świadomego doświadczenia, w umyśle zapisał się wzór jej postrzegania. Właściwie większość istniejących rzeczy w tej rzeczywistości została doświadczona w dzieciństwie, w okresie do 7 lat. Tam został zbudowany fundament osobowości i sposób postrzegania świata. Wszystkie podstawowe reakcje, uwarunkowania powstały właśnie w tym okresie. W umyśle został zbudowany zwarty obraz, struktura rzeczywistości -Twoja Prawda.

Teraz na tej bazie poznajesz wszystko co nowe. W większości dzieje się to nieświadomie, jednak wszystko, co wydaje się nowe, jest od razu porównywane do znanego. Umysł stale porównuje nowe zdarzenie do tego, co trzyma w pamięci. Ciągle ma w wyobraźni stare rzeczy, nigdy nie jest świeży. Dzięki temu Twój stosunek do świata zależy prawie w całości od przeszłości. A dokładniej od Twoich myśli i skojarzeń, które powstały w przeszłości, są pamiętane i nadal tkwią w Twoim polu. To są prawdziwe uwarunkowania umysłu, które ograniczają postrzeganie. Umysł tworzy swoją własną, osobistą rzeczywistość.

Na tą chwilę nikt nie może powiedzieć, że zna obiektywną prawdę. Coś takiego nie istnieje. Może znać swoją prawdę, z którą się utożsamia lub nie. Jednak nie pozna prawdy drugiej osoby. Może poznać schematy doświadczeń innych osób, jednak nigdy nie pozna bezpośrednio (w teraźniejszości) ich doświadczeń. Zresztą nie ma takiej potrzeby. Twoja rzeczywistość jest jedyna i totalna dla Ciebie. To, co obserwujesz istnieje. Nie ma nic innego. Jeśli czegoś doświadczasz, jest to Twoją rzeczywistością. Warto na to zwrócić uwagę. Jeśli nie obserwujesz – dana rzecz nie znajduje się w Twoim polu. Nie istnieje dla Twojej istoty. Nie jest prawdą. Gdy obserwator czegoś nie obserwuje, nie istnieje to dla niego. Wszystko, czego nie obserwujesz w danej chwili czy nie doświadczasz – nie istnieje w Twojej rzeczywistości. Może istnieć tylko w Twym umyśle, jako pamięć i wyobrażenie.

Każda informacja docierająca od zmysłów do umysłu może zostać oceniona i poddana zniekształceniu przez stare wzorce postrzegania. Warto być tego świadomym. Mogę stworzyć sobie różne myśli o rzeczywistości i uwarunkować się od nich. Mogę powiedzieć, że moje doświadczenia są niepełne i czegoś w nich brakuje. Mogę też dostrzec doskonałość w moich dotychczasowych doświadczeniach i odetchnąć z ulgą. Powiedzieć, że jestem spełniony. Kwestia wyboru punktu widzenia. Świat przybiera taki kształt, jaki jest narzucony przez umysł.

Jeśli umysł twierdzi, że coś nie istnieje – nie istnieje to dla Ciebie. Choćby nawet materialna rzecz była przed Twymi oczyma, a umysł nie dopuszcza możliwości jej zaistnienia – nie widziałbyś jej. Brzmi niewiarygodnie, a jednak. Wiele testów hipnotycznych potwierdza te twierdzenie. Wprowadzając osobę w stan hipnozy i narzucając jej sugestię, że czegoś nie ma – ta osoba tego nie dostrzega. Nawet, jeśli rzecz jest dosłownie przed nią. W jej umyśle nie ma takiej możliwości, dlatego nie istnieje to w jej obiektywnej rzeczywistości. Nie widzi tego.

Twój świat jest taki jaki jest z powodu uwarunkowania społecznego. Światopogląd przekazywany przez wychowawców i społeczeństwo całkowicie determinuje wygląd „Twojego świata”. Wychowując się gdzie indziej potencjalnie żyłbyś w innej rzeczywistości, choć w podobnych warunkach. Kwestia interpretacji tego, co się widzi.

***

Swego czasu, z kilkoma osobami stworzyliśmy pewną zabawę w chowanego.

Dwie osoby ukrywały przedmiot, jedna szukała. Postanowiliśmy ustawić przedmiot na widoku, (ponieważ nie było już skrytek) i to w tak oczywistym miejscu, że odkrycie go nie sprawiło problemu. Tym przedmiotem była duża, pięciocentymetrowa śruba. Całą skrytką był oparty na ścianie pręt, który został postawiony na pionowo stojącej śrubie. Była ona doskonale widoczna, po prostu mogła wyglądać jak część prętu. Wydawało się to absurdalne, ale zanim zaczęło się poszukiwanie, zasugerowaliśmy osobie, że śruba jest schowana bardzo dobrze. Umysł szukającego nie dopuszczał możliwości, by śruba była w tym miejscu gdzie pręt, ponieważ tam nie było żadnego miejsca do ukrycia. Po prostu „stojący pręt”. Osoba przechodziła wiele razy obok śruby patrząc na nią i jej nie zauważyła. Doszło do tego, że patrzyła na śrubę (interpretowaną jako pręt) z odległości 50 cm i jej nie widziała. Nie było tam nic więcej, prócz prętu stojącego na pionowo ustawionej, pięciocentymetrowej śrubie. Nawet jak wskazaliśmy miejsce, szukający nas nie rozumiał. Nie widział jej. Byliśmy w szoku. Dopiero po „oddzieleniu” śruby od prętu szukający ją zinterpretował. Było to dla niego niesamowitym doświadczeniem. Dla nas również. Umysł szukającego zinterpretował bodźce docierające do oczu jako śrubę, w tym momencie ją zauważył.

***

Istnieje wiele potwierdzonych eksperymentów z sugestią, hipnozą, percepcją, podświadomym i wybiórczym postrzeganiem. Jako pierwszy lepszy przykład może posłużyć praca Christopher`a Chabris`a i Daniel`a Simons`a z Harward University – sławny eksperyment z „niewidzialnym gorylem”. W tym eksperymencie pokazywano film, na ktorym grupa osób podaje sobie piłki. Podania są losowe co tworzy lekki chaos na ekranie. Grupie kontrolnej oglądającej film kazano liczyć podania. Umysł był tak skupiony na liczeniu, że nie zauważył wychodzącego na środek ekranu goryla. Jest do doskonały przykład wybiórczej uwagi i złudności naszej percepcji.

W rzeczywistości pojawia się tylko to, co jesteśmy w stanie zobaczyć i zinterpretować. Warto czasem dopuścić do siebie możliwość, że w rzeczywistości może istnieć „coś więcej”, tylko po prostu tego nie dostrzegamy.

1.2 Po co ta książka?

Być może niejednemu czytelnikowi nasunie się na myśl pytanie: Po co jest ta książka? Dobre pytanie. Równie dobrze można spytać – po co są kwiaty, po co są chmury? Wszystko to po prostu istnieje, tylko od Ciebie zależy, co z tym zrobisz.

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: Ta książka jest po to, by dać Ci to, co już masz.

Więc właściwie możesz odstawić ten tekst. Można powiedzieć, że nie jest Ci potrzebny, ponieważ wszystko to, co tu jest napisane, jest oczywiste i prawdopodobnie już to wiedziałeś. Jedyna kwestia w tym, że być może nie zwróciłeś na to jeszcze uwagi. Jeśli czytałeś wiele książek ezoterycznych, zajmujesz się świadomie rozwojem duchowym i wiesz o temacie wiele, nie musisz tego czytać. Jeśli jesteś na takim poziomie, że nic Ci nie przeszkadza, wiesz wystarczająco i sam możesz pisać książki, nie musisz tego czytać. Jednak możesz. Nie jest to żadne odkrywcze i rewolucyjne dzieło, które swoją oryginalnością i nowatorstwem zaskakuje wszystkich wokoło. Nie jest to książka odkrywająca jakieś nieznane prawdy czy zapomniane praktyki. Dlatego jeśli szukasz czegoś oryginalnego i niespotykanego, nie musisz jej czytać.

Te teksty są po to, by Cię zainspirować. Nic więcej, nic mniej. Właściwie tylko tyle można zrobić – zainspirować. Nikt nie jest w stanie nikogo do niczego zmusić, czy poprowadzić siłą. Każda istota ma wolną wolę i tylko ona decyduje jak się przejawia. Dlatego tylko od Ciebie zależy, co zrobisz z tą książką. Ten tekst jest tylko tekstem. Tylko od Ciebie zależy czy dzięki niemu się oświecisz, czy użyjesz tego papieru do rozpalenia w kominku. Co właściwie dla papieru i dla mnie nie ma znaczenia. Tym, co się liczy, jest Twoja inspiracja.

Czytając te literki wytwarzasz w sobie różne wyobrażenia i myśli. Próbujesz dostroić się do tego, co miał na myśli autor. Przejąć jego punkt widzenia, nauczyć się czegoś. Zrozumieć to, co jest tu przekazane. To samo w sobie jest pięknym procesem i ruchem w przestrzeni. Za pomocą tak ograniczonego medium jak nadrukowane literki, zostaje nawiązana pewna łączność. Zostaje pokazany pewien sposób myślenia, pewna wibracja. Za pomocą tych literek może się w Tobie zdarzyć coś niesamowitego. Ta książka nie jest niczym szczególnym. Tylko od Ciebie zależy czy ją przyjmiesz, czy Ci ona pomoże, czy cię zainspiruje. Tylko w Twoim ciele, podczas czytania tego tekstu, może powstać jakiekolwiek odczucie lub wgląd.

Jeśli jesteś otwarty i gotowy, inspiracja przyjdzie naturalnie. Całkowicie spontanicznie i lekko. Po prostu poczujesz to w sobie. Odkryjesz w sobie tą prawdę, na którą wskazują te słowa. Nie jest to jakaś obiektywna prawda o wszechświecie. Nie jest to jedyna słuszna i prawdziwa prawda. Moja prawda nie jest prawdziwsza niż Twoja.

Dlaczego miałaby być?

Jeśli dzięki tej książce choć jedna osoba znajdzie w swoim wnętrzu własną prawdę, będzie to wielki sukces. Jeśli choć jedna osoba zostanie zainspirowana do dalszych kroków, będzie to również wielki sukces. Jeśli ktoś stanie się „oświecony”, będzie to sukces. Cokolwiek się stanie, będzie sukcesem. Będzie ruchem energii w przestrzeni wszechświata. To samo w sobie jest sukcesem.

Dzięki tym tekstom, świadomość poznaje samą siebie. Jest to naturalny proces życia. Przychodzi pewnego rodzaju przebudzenie. Możesz z tego skorzystać, jeśli chcesz.

Jeśli już zdecydujesz się ją przeczytać, postaraj się nie przywiązywać do samych słów. Są one tylko zbiorami literek. Istnieją tylko po to, by coś Ci pokazać. By wskazać jakąkolwiek drogę bądź inspirację. Czytając te słowa może się w Tobie pojawić uczucie zrozumienia, akceptacji, znudzenia czy irytacji. Warto pamiętać, że te uczucia są w ciele czytającego, nigdzie indziej. Ruch energii wytworzył się w Twoim ciele, nie w książce, nie w literkach, nie w świecie zewnętrznym.

Jakkolwiek czytając ten tekst doznasz jakiegoś wglądu, zrozumienia, akceptacji, również będzie to Twoja zasługa. Ten ruch również pojawi się w ciele czytającego. Wszystko zależy od Ciebie.

W książce zawarte są różne rozdziały dotyczące ogólnie pojętego rozwoju duchowego. Jest tu tylko opisany pewien punkt widzenia, który wydaje się korzystny.

Przynajmniej okazał się korzystny dla autora. Czy okaże się korzystny dla Ciebie, to zależy tylko od Ciebie.

Książka zawiera przykładowe medytacje, które pomagają poczuć to, co przedstawia treść. Medytacja jest bardzo efektywną techniką rozwoju, warto się z nimi zapoznać.

Wszystkiego dobrego i wiele inspiracji.

1.1 Podziękowania i geneza

Na wstępie chciałby podziękować światłu, przestrzeni i miłości. Dzięki tym czynnikom ta książka mogła w ogóle zaistnieć. Chciałbym podziękować rzeczywistości, a przede wszystkim naturze, która sprawiła pojawienie się tych inspiracji. Dziękuję także wszelkim mistrzom duchowym, których nauki wpłynęły na to ciało. Dziękuję wszystkim osobom, które w jaki kolwiek sposób wzbudziły inspiracje. Specjalne podziękowania chciałbym złożyć Annie Zgierskiej, za wszelką inspirację i życzliwą współpracę.

Ta książka powstała w oparciu o bloga, którego zacząłem pisać jakiś czas temu.

Na samym początku pisania duchowego bloga teksty spełniały funkcję pomocy w rozwoju osobistym. Wszelkie inspiracje i przemyślenia zostawały spisywane, a to z kolei umożliwiało lepsze zrozumienie i wniknięcie w głębiej w ich naturę. Po pewnym czasie okazało się, że teksty służą też innym. Wiele osób zostało zainspirowanych, wielu osobom te teksty pomogły. Stało się jasne, że ta twórczość jest korzystna nie tylko dla mnie, ale i dla innych. Gdy coś jest korzystne, naturalny jest dalszy rozwój. Tak oto powstała ta książka.

Zawiera ona wiele tekstów już wcześniej zamieszczonych na blogu (zredagowanych i „ulepszonych” tak, aby jaśniej przedstawić inspiracje), jak również wiele nowych i czystych treści.

Wiele osób chciałoby się dowiedzieć, kim jestem. Zazwyczaj książki duchowe są pisane przez osoby zaawansowane w rozwoju, praktykujących wiele lat, profesorów, mistrzów. Nie jestem nikim takim. Jestem zwykłym człowiekiem, którego historia życia niemalże zmusiła do „odkrycia czegoś więcej”. Stało się to właściwie bardzo naturalnie, można nawet rzec -bosko naturalnie. Choć z początku wydawało mi się, że to JA jestem sprawcą mego rozwoju, to na tą chwilę widzę, że nic takiego nie zrobiłem. Po prostu miało to miejsce.

Osoby szukające duchowych inspiracji czy porad, zazwyczaj sięgają po pozycje specjalistów. Wszelkiego rodzaju mistrzów duchowych, joginów, psychologów, wykształconych profesorów filozofii, czy chociażby duchownych. Nie jestem nikim takim. Moje ciało nie ma żadnego kwitu, który twierdzi, że jestem „KIMŚ”. Ogólnie można powiedzieć, że dla tej cywilizacji jestem „nikim”. To tylko opinie, które właściwie nie sprawiają większej różnicy. Mimo to, jeśli ktoś szuka mistrzów, prawdopodobnie znajdzie ich w księgarniach ezoterycznych. (niekoniecznie są to sprzedawcy) lub w różnych punktach rozwoju duchowego.

Kim Ja Jestem?

W tym rozdziale podano w sposób zrozumiały ścieżkę wnikania w Jaźń, czyli KIM JA JESTEM?

Czy to nie poczucie „Ja” naturalne wszystkim istotom wyraża się we wszystkich ich wrażeniach takich jak „przyszedłem”, „zrobiłem” lub „byłem?? Badając to widzimy, że ciało jest utożsamiane z „Ja” z powodu ruchów i podobnych sobie właściwości funkcji. Zatem, czy ciało może być tą „świadomością Ja?? Nie istniało przed urodzeniem, składa się z pięciu elementów, jest we śnie nieobecne i staje się w końcu trupem. Nie, ono tym być nie może. To poczucie „Ja”, które powstaje w ciele na czas jego trwania jest nazywane ego, ignorancją, iluzją, nieczystością lub indywidualną jaźnią. Celem wszystkich pism świętych jest wniknięcie w Jaźń. Mówi się w nich, że zniweczenie poczucia ego jest wyzwoleniem. Czy można pozostać obojętnym na tą naukę? Czyż może ciało, nieczułe jak kawałek drewna, świecić i funkcjonować jako „Ja?? Nie, dlatego odłóż to niewrażliwe ciało tak jakby naprawdę było trupem. Nie mrucz nawet „Ja”, lecz badaj wnikliwie to czym jest to, co świeci teraz w twoim sercu jako „Ja”. W głębi, poza nieprzerwanym strumieniem różnych myśli, tutaj wschodzi ciągła, nieprzerwana, spontaniczna i milcząca świadomość jako „Ja” w sercu, Gdy ktoś uchwyci się jej mocno i pozostaje wyciszony, wówczas to niweczy całkowicie poczucie „Ja” w ciele i on sam zniknie jak ogień palącej się kamfory. Mędrcy i święte pisma uznają to za Wyzwolenie.

Zasłona ignorancji nie jest nigdy w stanie przesłonić jaźni całkowicie. Nawet ignorant nie zaprzestaje mówić „Ja”. Ona jedynie ukrywa Rzeczywistość, to że „Ja jestem Jaźnią”, albo „Ja jestem czystą Świadomością”, i miesza „Ja” z ciałem.

Jaźń jest samoświetlista. Nie potrzeba wyobrażać jej sobie w żaden sposób. Myśl, która ją wyobraża jest sama przeszkodą, ponieważ Jaźń jest świetlistością przekraczającą ciemności i światło, nie powinno się myśleć o niej umysłem. Takie umysłowe wyobrażenie stwarza więzy i ograniczenia, podczas gdy Jaźń świeci spontanicznie jako coś absolutnego. To wnikliwe wnikanie w Jaźń w gorliwej medytacji rozwija się w stan, w którym umysł wchłonięty jest przez Jaźń, co prowadzi do Wyzwolenia i niewysłowionej szczęśliwości. Wielcy mędrcy stwierdzili, że tylko przy pomocy takiego gorliwego wniknięcia w Jaźń jest możliwe osiągnięcie Wyzwolenia. Ponieważ ego w postaci „myśli-Ja” jest korzeniem drzewa ułudy, jego zniszczenie odcina ułudę, tak samo jak drzewo zostaje obalone przez odcięcie jego korzeni. Te łatwa metoda unicestwiania ego jest jedynie godną nazwy bhakti (pobożności), Dżniany (wiedzy), jogi (jedności), lub dhjany (medytacji).

W świadomości ” ja jestem ciałem ” zawarte są trzy ciała utworzone z pięciu powłok. Gdy ten sposób wyrażania świadomości zostanie usunięty wówczas wszystko inne odpada samo równocześnie; wszystkie inne ciała od tego zależą. Tutaj nie ma potrzeby eliminowania ich każdego z osobna, gdyż pisma święte mówią, że sama tylko myśl jest przeszkodą i uwięzieniem a najlepsza metoda polega na podporządkowaniu umysłu w formie myśli?”Ja” jemu {Jaźni} i utrzymywaniu całkowitego wyciszenia nie zapominając o Nim.

Myśl, przyjemność i ból – Jiddu Krishnamurti

Dla większości z nas wolność jest ideą a nie rzeczywistością. Gdy mówimy o wolności, chcemy być zewnętrznie wolni by robić to, co lubimy, podróżować, wolni w wyrażaniu siebie na różne sposoby, wolni we własnym sposobie myślenia. Zewnętrzne wyrażanie wolności wydaje się być niezwykle ważne, zwłaszcza w krajach, w których panuje tyrania czy dyktatura – natomiast w tych, gdzie zewnętrzna wolność jest możliwa ludzie poszukują coraz więcej i więcej przyjemności, więcej i więcej rzeczy w swym posiadaniu.

Jeżeli mamy dogłębnie zbadać, co oznacza wolność i być całkowicie i absolutnie wewnętrznie wolni – co zewnętrznie wyraża się w społeczeństwie, w związkach – musimy, wydaje mi się, spytać czy ludzki umysł, silnie uwarunkowany, taki, jakim jest, może się w ogóle w pełni uwolnić. Czy zawsze musi żyć i działać wewnątrz ograniczeń własnego uwarunkowania powodując, że wolność wcale nie ma możliwości zaistnienia? Okazuje się, że ten umysł, rozumiejący werbalnie, że nie ma tu, na tej ziemi wolności wewnątrz ani na zewnątrz, zaczyna wynajdować ją w innym świecie, przyszłe wyzwolenie, raj i temu podobne.

Odłóżcie na bok wszelkie teoretyczne, ideologiczne koncepcje wolności, abyśmy mogli zbadać, czy nasze umysły, wasze i mój, w ogóle mogą być prawdziwie wolne, wolne od zależności, od strachu, obaw, i od niezliczonych problemów, zarówno uświadomionych, jak i tych w głębszych warstwach nieświadomości. Czy może nastąpić całkowita psychologiczna wolność, ażeby umysł ludzki był w stanie dotrzeć do czegoś, co nie powstało z czasu, nie zostało zebrane przez myśl, a ponadto nie jest ucieczką od faktycznych realiów codziennej egzystencji?

Dopóki nie jest on wewnętrznie, psychologicznie w pełni wolny nie można zobaczyć, co jest prawdą, ani czy istnieje rzeczywistość nie stworzona przez strach, nie ukształtowana przez społeczeństwo bądź kulturę, w jakich żyjemy, a jednocześnie nie będąca ucieczką od codziennej monotonii z jej nudą, samotnością, rozpaczą i obawą. By sprawdzić, czy rzeczywiście istnieje taka wolność trzeba uświadomić sobie swe własne uwarunkowania, problemy, monotonną płytkość, pustkę, niespełnienie w życiu, a przede wszystkim uświadomić sobie strach. Trzeba być świadomym siebie nie introspektywnie ani analitycznie, ale w chwili obecnej, takim, jakim się jest, i dostrzec, czy można pozostać zupełnie wolnym od wszystkich tych spraw, jakie zdają się pętać umysł.

Aby badać, jak zmierzamy to zrobić, wolność musi być obecna nie na końcu, lecz już od początku. Jeśli nie jest się wolnym nie można badać. By patrzeć dogłębnie musi zaistnieć nie tylko wolność, ale również dyscyplina konieczna podczas obserwacji – wolność i dyscyplina towarzyszą sobie (to nie tak, że trzeba być zdyscyplinowanym aby stać się wolnym). Używamy tu słowa ‘dyscyplina’ nie w przyjętym, tradycyjnym sensie, gdzie oznacza podporządkować się, naśladować, przyjąć narzucony wzór, ale raczej w pierwotnym znaczeniu tego słowa, czyli ‘poznawać’. Poznanie i wolność towarzyszą sobie, wolność przynosząca swą własną dyscyplinę – bynajmniej nie tę wymuszoną przez umysł celem uzyskania określonego rezultatu. Te dwie rzeczy są zasadnicze: wolność i akt poznania. Nie można poznawać siebie, gdy nie jest się wolnym, wolnym na tyle by obserwować, nie zgodnie z jakimś wzorcem, regułą czy pojęciem, lecz obserwować siebie w chwili obecnej takim, jakim się jest. Ta obserwacja, ta percepcja, to postrzeganie wprowadza swą własną dyscyplinę i poznanie, w których nieobecne jest podporządkowanie, naśladownictwo ani jakakolwiek kontrola – a w tym przejawia się wielkie piękno.

Nasze umysły są uwarunkowane – to fakt oczywisty – uwarunkowane przez określoną kulturę bądź społeczeństwo, poddane wpływom przeróżnych wrażeń, czynników ekonomicznych, klimatycznych, edukacyjnych, napięć i nacisków w związkach, wymagań religii i tak dalej. Nasze umysły są wyszkolone by akceptować strach i, o ile możemy, uciekać od niego, nigdy nie będąc w stanie rozwiązać, zupełnie i kompletnie, całej jego natury i struktury. Tak więc nasze pierwsze pytanie brzmi: czy umysł, tak mocno obciążony, może rozwiązać całkowicie nie tylko swe własne warunkowanie, ale też strach? Bo to strach powoduje, że akceptujemy uwarunkowania.

Nie wysłuchuj jedynie wielu słów i idei – które właściwie nie mają żadnej wartości – ale poprzez akt słuchania, obserwacji swoich własnych stanów umysłu, zarówno werbalnie, jak i niewerbalnie, po prostu zbadaj, czy umysł potrafi być wolny – nie akceptując strachu, nie uciekając, nie mówiąc „Muszę rozwinąć w sobie odwagę, odporność”, ale naprawdę będąc w pełni świadom lęku, w jakiego sidła wpadłeś. Jeśli nie jest się wolnym od zależności od strachu, to nie widzi się czysto i dogłębnie. I oczywiście tam, gdzie jest strach, nie ma miłości.

Czy zatem umysł może naprawdę być wolny od strachu? Wydaje mi się to – dla każdej osoby podchodzącej zupełnie poważnie – jednym z najbardziej pierwszorzędnych i zasadniczych pytań, które muszą paść i na które trzeba znaleźć odpowiedź. Istnieje strach fizyczny i psychologiczny. Fizyczny lęk przed bólem oraz psychologiczny strach powstający z pamięci bólu w przeszłości i obawy przed powtórzeniem go w przyszłości; jak również strach przed starością, śmiercią, poczucie zagrożeń fizycznych, niepewność jutra, lęk przed niemożliwością osiągnięcia sukcesu, nieumiejętnością dokonania czegoś – poczucie bycia nikim w tym raczej nieprzyjemnym świecie, strach przed zgubą, lęki samotności, braku miłości i tak dalej – strach uświadomiony i nieświadomy. Czy umysł może się uwolnić, całkowicie, od tego wszystkiego? Jeśli stwierdza, że nie może, to się ograniczył, wypaczył i jest niezdolny do percepcji, do zrozumienia, niezdolny by pozostać zupełnie spokojnym, cichym – jak gdyby znajdował się w ciemności szukając światła a nigdy go nie znajdując i tworząc w zamian ‘światło’ słów, koncepcji, teorii.

Jak umysł, tak mocno obciążony strachem, z całym swoim uwarunkowaniem, ma się od tego uwolnić? A może musimy zaakceptować lęk jako rzecz nieuniknioną w życiu? – i wielu z nas akceptuje, znosi go. Co powinniśmy zrobić? Jak mamy ja, istota ludzka, wy jako istoty ludzkie uwolnić się od tego strachu? – nie jakiegoś szczególnego lęku, ale w ogóle od całej natury i struktury strachu?

Czym jest strach? (Nie akceptuj, o ile mogę zasugerować, słów mówcy: nie jest on żadnym autorytetem, nie jest nauczycielem, nie jest guru – bo, gdyby był nauczycielem, ty byłbyś naśladowcą, a gdy jesteś naśladowcą niszczysz zarówno siebie jak i nauczyciela.) Próbujemy odkryć, jak wygląda prawda naszego pytania o strach, na tyle kompletnie aby umysł już nigdy nie żywił obaw, w efekcie czego uwolnił się od wszelkiej zależności od innych, wewnętrznie, psychologicznie. Piękno wolności polega na tym, że nie pozostaje po tobie ślad. Orzeł, w swym locie, nie zostawia śladu – w przeciwieństwie do naukowca. Aby wejrzeć w pytanie o wolność potrzebna jest nie tylko naukowa obserwacja, lecz także lot orła, po którym nie zostaje ślad – jedno i drugie jest wymagane, musi być obecne zarówno werbalne wyjaśnienie jak i niewerbalna percepcja – ponieważ opis nigdy nie jest rzeczywistością, którą opisuje, wyjaśnienie nigdy nie jest tym, co objaśnia, słowo nigdy nie jest rzeczą.

Jeżeli wszystko to jest całkiem jasne, możemy iść dalej, możemy odkryć sami dla siebie – nie poprzez mówcę, nie przez jego słowa, nie przez jego idee albo myśli – czy umysł może być zupełnie wolny od strachu.

Pierwsza część to nie wstęp – jeśli nie wysłuchałeś jej dokładnie lub nie zrozumiałeś, nie możesz przejść do dalszej.

Aby badać potrzebna jest wolność patrzenia, potrzebna jest wolność od uprzedzeń, od koncepcji, ideałów umożliwiająca obserwację na bieżąco, dla siebie samego, czym jest strach. Czy, kiedy obserwujesz z bliska, bardzo dokładnie, strach jest w ogóle obecny? Właśnie: możesz przyjrzeć się z bliska, bardzo, bardzo dokładnie, czym jest strach tylko, gdy ‘obserwator’ jest ‘obserwowanym’. Zamierzamy się tym zająć. Więc czym jest strach? Jak się pojawia? Można pojąć naturalne lęki, takie, jak zagrożenie fizyczne, na które pojawia się natychmiastowa odpowiedź; są dość łatwe do zrozumienia, nie musimy się za bardzo nimi zajmować. Ale mówimy o strachu psychologicznym – jak powstają te psychologiczne lęki? Jakie jest ich pochodzenie? – oto problem. Istnieje strach przed czymś, co zdarzyło się wczoraj, strach przed czymś, co może nastąpić dziś jeszcze bądź jutro. Istnieje lęk przed tym, co znamy i przed tym, czego nie znamy, a co oznacza dzień jutrzejszy. Można samemu bardzo wyraźnie zobaczyć, że strach przychodzi poprzez strukturę myśli – poprzez myślenie o tym, co wydarzyło się wczoraj a budzi obawy, lub przez myślenie o przyszłości – zgadza się? Myśl rodzi strach – czy nie tak? Proszę, bądźmy zupełnie pewni – nie akceptujcie słów mówcy, bądźcie absolutnie pewni na własny użytek – tego, czy to myśl jest źródłem strachu. Myślenie o bólu, psychologicznym bólu, który zaistniał jakiś czas temu oraz pragnienie by się nie powtórzył, pragnienie zapomnienia o tej sprawie, myślenie o tym wszystkim rodzi strach. Jeśli nie widzimy tego bardzo wyraźnie nie będziemy w stanie pójść dalej. Myśl, myślenie o jakimś zdarzeniu, doświadczeniu, stanie zdenerwowania, zagrożenia, smutku czy bólu wywołuje strach. A myśl, wypracowawszy pewne psychologiczne poczucie bezpieczeństwa, nie chce, żeby było ono zakłócane – każde zakłócenie jest groźne i stąd bierze się strach.

Myśl jest odpowiedzialna za strach i tak samo też – za przyjemność. Przeżyłeś szczęśliwe zdarzenie – myśl zastanawia się nad nim i chce utrwalić, a gdy to niemożliwe pojawia się opór, gniew, rozpacz i strach. Tak więc myśl jest odpowiedzialna i za strach i za przyjemność – zgoda? To nie werbalna konkluzja, to nie recepta na uniknięcie strachu. Tak się dzieje, że, gdzie jest przyjemność, tam też ból i strach utrwalony przez myśl; przyjemność towarzyszy bólowi, te dwie rzeczy są nierozdzielne, a myśl odpowiada za obie. Gdyby nie było jutra, następnej chwili, o której można myśleć w kategoriach czy to strachu czy przyjemności, nie istniałyby one. Możemy stąd kontynuować? Czy to rzeczywistość? – nie idea, ale rzecz, którą sam odkryłeś, i która, dlatego właśnie, jest prawdziwa, więc możesz powiedzieć „Odkryłem, że myśl rodzi i przyjemność i strach”? Przeżyłeś rozkosz seksualną, później odtwarzasz ją w wyobraźni, w wymyślonych obrazach, i właśnie myślenie o niej daje siłę przyjemności, która jest teraz obecna w wyobraźni, a kiedy zostaje udaremniona pojawia się ból, obawa, strach, zazdrość, irytacja, gniew, brutalność. Nie mówimy bynajmniej, że nie należy zaznawać przyjemności.

Błogość nie jest przyjemnością, ekstaza nie została wywołana przez myśl, to rzecz całkowicie inna. Możesz przejść do błogości lub ekstazy dopiero, gdy rozumiesz naturę myśli – jaka rodzi i przyjemność i strach.

A zatem powstaje pytanie: czy można zatrzymać myśl? Skoro rodzi ona strach i przyjemność – bo, gdzie jest przyjemność, tam musi być ból, to zupełnie oczywiste – zadajemy sobie pytanie: czy myśl może dobiec kresu? – co nie oznacza końca percepcji piękna, radości z piękna. To tak, jakbyśmy widzieli piękno obłoku czy drzewa i cieszyli się nim zupełnie, całkowicie, w pełni. Lecz, kiedy myśl pragnie przeżyć jutro to samo doświadczenie, taki sam zachwyt, jak wczoraj, gdy widziała ten obłok, to drzewo, tamten kwiat, tę piękną twarz, wtedy wywołuje niezadowolenie, ból, strach i przyjemność.

Tak więc czy myśl może dobiec kresu? A może jest to zupełnie nieprawidłowo postawione pytanie? Pytanie jest błędne, ponieważ chcemy doświadczyć ekstazy, błogości, jaka nie jest przyjemnością. Mamy nadzieję, że, poprzez ustanie myśli, dotrzemy do czegoś, co jest nieograniczone, co nie jest produktem przyjemności i strachu. Jakie miejsce w życiu zajmuje myśl? – nie: jak zatrzymać myśl? Jaki jest związek myśli z działaniem i bezczynnością? Jaki związek ma myśl z działaniem tam, gdzie jest ono konieczne? Dlaczego, gdy obecna jest pełna radość z piękna, myśl w ogóle się pojawia? – przecież, gdyby się nie pojawiła, nie zostałaby przeniesiona w dzień jutrzejszy. Chcę odkryć dlaczego – gdy obecna jest pełna radość z piękna góry, urodziwej twarzy, tafli wody – przychodzi myśl, wykrzywia to i mówi „Muszę znów mieć tę przyjemność jutro”? Muszę odkryć jak myśl przejawia się w działaniu i dowiedzieć się czy musi się wtrącać, kiedy w ogóle nie ma potrzeby myślenia. Widzę wspaniałe drzewo bez jednego liścia na tle nieba, jest ono niezwykle piękne i to wystarczy – koniec. Dlaczego przychodzi myśl i mówi „Muszę przeżyć ten sam zachwyt jutro”? I widzę też, że myśl musi przejawić się w działaniu. Zręczność w działaniu to również zręczność w myśleniu. Jaki jest zatem rzeczywisty związek między myślą i działaniem? Nasze działania opierają się na koncepcjach, na ideach. Mam ideę bądź koncepcję tego, co powinno być zrobione, a to, co zostaje zrobione jest przybliżeniem tej koncepcji, idei, tego ideału. Istnieje więc podział na działanie i koncepcję, ideał, ‘to, co być powinno’ – w tym podziale tkwi konflikt. Zapytuję siebie „Jak myśl przejawia się w działaniu?” Jeżeli następuje podział między działaniem i ideą, to działanie jest niepełne. Czy istnieje takie działanie, w którym myśl widzi coś w jednej chwili i bezzwłocznie reaguje, więc nieobecna jest idea, ideologia oddzielonej reakcji? Czy istnieje takie działanie, w którym samo widzenie jest działaniem – w którym samo myślenie jest działaniem? Widzę, że myśl rodzi strach i przyjemność, widzę, że gdzie jest przyjemność, tam jest ból i w efekcie opór przeciw niemu. Widzę to bardzo wyraźnie, widzenie tego jest bezzwłocznym działaniem, w widzeniu tego uczestniczy myśl, logika i bardzo jasne rozumowanie, ponadto widzenie tego jest natychmiastowe i działanie jest natychmiastowe – dlatego się od tego uwalniam.

Czy rozumiemy się nawzajem? Powoli, to rzeczywiście trudne. Proszę, nie mówcie zbyt łatwo ‘tak’. Jeśli mówisz ‘tak’, to, kiedy opuścisz tę salę, musisz być wolny od strachu. Twoje ‘tak’ to jedynie potwierdzenie, że zrozumiałeś werbalnie, intelektualnie – co nic w ogóle nie znaczy. Dziś wy i ja rozpatrujemy tutaj pytanie o strach i, gdy opuścisz salę, musi nastąpić całkowita wolność od niego. To oznacza, że będziesz wolną ludzką istotą, inną ludzką istotą, zupełnie przekształconą – nie jutro, ale teraz. Widzisz bardzo wyraźnie, że myśl rodzi strach i przyjemność, widzisz, że wszelkie wartości są oparte na strachu i przyjemności – moralne, etyczne, społeczne, religijne, duchowe. Jeżeli dostrzeżesz w tym prawdę – a, aby dostrzec w tym prawdę, musisz być niezwykle uważny, logicznie, zdrowo, rozsądnie obserwując każde poruszenie myśli – wtedy sama percepcja jest działaniem pełnym i dlatego, kiedy wyjdziesz, nie będziesz nim związany – w przeciwnym razie zapytasz „Jak mam być wolny od strachu od jutra?”

Myśl musi przejawić się w działaniu. Gdy masz pójść do domu, musisz pomyśleć, tak samo aby złapać autobus, pociąg, pójść do pracy, myśl działa wtedy efektywnie, obiektywnie, nie osobiście, nie emocjonalnie, ta myśl jest niezbędna. Lecz, kiedy przenosi ona doświadczenie, jakiego doznałeś, przenosi je poprzez pamięć w przyszłość, takie działanie jest niepełne, stąd rodzaj oporu i cała reszta.

Chyba możemy przejść do następnego pytania. Postawmy je w ten sposób: czym jest źródło myśli i kim jest myślący? Można zobaczyć, że myśl jest odpowiedzią wiedzy, doświadczenia zgromadzonego w pamięci, z której pojawia się reakcja na każde wyzwanie – jeżeli słyszysz pytanie, gdzie mieszkasz, pojawia się natychmiastowa odpowiedź. Pamięć, doświadczenie, wiedza są źródłem, to stąd pochodzi myśl. Tak więc nie jest ona nigdy nowa, jest zawsze przedawniona, nigdy nie może być wolna, bo związana jest z przeszłością i dlatego też nie może dostrzec nic nowego. Gdy rozumiem to, bardzo jasno, umysł się ucisza. Życie to ruch, nieustanny, wzajemnie powiązany ruch, a myśl, próbując go ująć w kategoriach przeszłości, jako pamięć, obawia się życia.

Widząc to wszystko, widząc, że wolność jest konieczna aby badać – a, aby badać dogłębnie, potrzebna jest dyscyplina poznania, nie tłumienia i naśladowania – widząc, jak umysł został uwarunkowany przez społeczeństwo, przez przeszłość, widząc, że każda wypływająca z niego myśl jest przedawniona i dlatego nie potrafi zrozumieć nic nowego, umysł ucisza się zupełnie – nie kontrolowany, nie kształtowany by milczeć. Nie ma żadnego sposobu ani metody – bez znaczenia, czy to zen z Japonii, czy jakiś system z Indii – aby uciszyć umysł, to najgłupsza rzecz: dyscyplinować go, żeby się uciszył. Teraz, gdy widzisz to wszystko – widzisz faktycznie, nie jako kolejną teorię – działanie następuje poprzez tę percepcję, samo postrzeganie jest działaniem uwalniającym od strachu. A więc, w razie pojawienia się strachu, następuje natychmiastowa percepcja i jego zanik.

Czym jest miłość? Dla większości z nas jest to przyjemność i, w jej wyniku, strach – oto, co nazywamy miłością. Jeśli rozumiemy strach i przyjemność, czym wtedy jest miłość? I ‘kto’ próbuje odpowiedzieć na to pytanie? – mówca, ksiądz, książka? Czy za pośrednictwem czegoś z zewnątrz dowiemy się, że działamy w sposób doskonały? A może, w efekcie sprawdzania, obserwacji, nieanalitycznego przyglądania się całej strukturze i naturze przyjemności, strachu, bólu, odkrywamy, że ‘obserwator’, ‘ten, kto myśli’ to element myślenia? Gdyby nie powstała myśl nie byłoby ‘tego, kto myśli’, te dwie rzeczy są nierozdzielne; myślący jest myślą. To odkrycie niesie ze sobą piękno i subtelność. A gdzie jest w tym momencie umysł, który zaczynał badać nasze pytanie o strach? – rozumiecie? W jakim znajduje się stanie teraz, po przebrnięciu przez to wszystko? Czy tym samym, co wcześniej, zanim tu dotarł? Zobaczył te sprawy z bardzo bliska, zobaczył naturę tego, co nazywamy myślą, strachem i przyjemnością, zobaczył wszystko – jaki jest jego rzeczywisty stan teraz? Oczywiście na to pytanie nie potrafi odpowiedzieć nikt oprócz ciebie – jeżeli faktycznie w to wniknąłeś, zobaczysz, że nastąpiła zupełna przemiana.

Słuchacz: (Niesłyszalne)

Krishnamurti: Oto jedna z najłatwiejszych rzeczy: zadać pytanie. Prawdopodobnie niektórzy z nas zastanawiali się jak ono zabrzmi jeszcze w czasie, kiedy mówca nie skończył. Jesteśmy zainteresowani naszymi pytaniami bardziej niż słuchaniem. Musimy zapytywać o samych siebie, nie tylko tutaj, ale zawsze. Sformułowanie ‘właściwego’ pytania jest daleko ważniejsze niż otrzymanie odpowiedzi. Rozwiązanie problemu leży w jego zrozumieniu – odpowiedź nie znajduje się na zewnątrz, poza problemem, jest w nim samym. Spraw nie można zobaczyć bardzo wyraźnie koncentrując się na odpowiedzi, na rozwiązaniu. Wielu z nas tak bardzo pragnie rozwiązać problem bez wejrzenia w niego – a, aby w niego wejrzeć, potrzeba energii, żywotności, pasji, nie opieszałości i lenistwa, jakie ma w sobie większość z nas – że raczej wolelibyśmy, ażeby ktoś inny go rozwiązał. Nie istnieje nikt, kto rozwiąże którykolwiek z naszych problemów, czy to politycznych bądź religijnych czy też psychologicznych. Trzeba mieć dużo witalności, pasji i żywotności by patrzeć i obserwować problem, a wtedy, podczas obserwacji, jest tam odpowiedź, zupełnie jasna.

Co nie oznacza, że nie macie pytać, przeciwnie musicie to robić, musicie wątpić we wszystko, co od kogokolwiek, włączając mówcę, słyszycie.

Słuchacz: Czy istnieje niebezpieczeństwo w samoobserwacji podczas zgłębiania problemów osobistych?

Krishnamurti: Dlaczego miałoby nie istnieć? Niebezpieczeństwo jest obecne podczas przechodzenia przez ulicę. Czy chciał Pan powiedzieć, że nie mamy patrzeć, bo to niebezpieczne? Pamiętam, jak kiedyś – o ile mogę przywołać pewne zdarzenie – bardzo bogaty człowiek przybył by spotkać się z nami. Powiedział „Traktuję zagadnienie bardzo, bardzo poważnie, jestem zainteresowany tym, o czym Pan mówi i chcę rozwiązać wszystkie moje ‘znów i znów’, zna Pan te nonsensy, które ludzie powtarzają.” Odpowiedziałem „Dobrze, proszę Pana, wejdźmy w to” i rozmawialiśmy. Przychodził kilkakrotnie a po dwóch tygodniach przybył ze słowami „Mam straszne sny, przerażające sny, wydaje mi się, jak gdyby wszystko wokół znikało, różne rzeczy odchodziły.” Potem dodał „To chyba rezultat moich badań nad sobą, widzę w tym niebezpieczeństwo” i już więcej się nie pokazał.

Wszyscy pragniemy bezpieczeństwa, wszyscy chcemy czuć się pewnie w naszym małym pięknym świecie, świecie ‘dobrze zaprowadzonego porządku’, jaki jest nieporządkiem, świecie naszych specyficznych związków, do zakłócenia których chcielibyśmy nie dopuścić – związku pomiędzy żoną i mężem, w którego ciasnych więzach trzymają się nawzajem, w którym obecne są cierpienie, podejrzliwość, strach, w którym pojawia się zagrożenie, zazdrość, gniew, dominacja.

Istnieje sposób patrzenia w głąb siebie bez strachu, bez zagrożenia – należy patrzeć bez jakiejkolwiek krytyki, bez żadnego osądu, po prostu patrzeć, nie interpretować, nie sądzić, nie oceniać. Aby tak działać umysł musi mieć w sobie pragnienie poznania podczas obserwacji tego, co faktycznie jest. Jakie niebezpieczeństwo tkwi w ‘tym, co jest’? Istoty ludzkie są okrutne, oto faktycznie ‘to, co jest’, a zagrożenie, jakie wnoszą w ten świat jest efektem ich okrucieństwa, oto rezultat strachu. Cóż jest niebezpiecznego w obserwacji rzeczywistości i próbach zupełnego wykorzenienia strachu? – to, że możemy stworzyć inne społeczeństwo, inne wartości? Jest wiele piękna w obserwacji, w widzeniu rzeczy takimi, jakimi są – co nie oznacza odrzucania ani pragnienia by coś zrobić z ‘tym, co jest’ – zupełna percepcja ‘tego, co jest’ wywołuje swą własną przemianę. Trzeba tylko znać sztukę ‘patrzenia’, a nie jest ona nigdy introspektywną ani analityczną sztuką, lecz po prostu obserwacją bez żadnego wybierania.

Słuchacz: Czy nie istnieje strach spontaniczny?

Krishnamurti: Czy nazwałby Pan go strachem? Gdy masz przed sobą pożar, gdy widzisz przepaść, czy to strach powoduje, że się cofasz? Czy, kiedy spotykasz dzikie zwierzę, węża, wycofanie się oznacza strach? – a może inteligencję? Ta inteligencja może być efektem uwarunkowania, bo uwarunkowano cię na niebezpieczeństwo napotkania przepaści, przecież gdyby tak nie było mógłbyś w nią wpaść, co oznaczałoby koniec. Twoja inteligencja każe ci zachować ostrożność – czy oznacza ona strach? Lecz czy to inteligencja działa, kiedy dzielimy się na narody, na grupy wyznaniowe? – czy, gdy dokonujemy podziału pomiędzy tobą i mną, nami i nimi, obecna jest inteligencja? Czy to, co powoduje takie działanie i powstanie tego podziału, co przynosi zagrożenie, co dzieli ludzi, co wywołuje wojnę, jest efektem pracy inteligencji czy strachu? Jest tam strach, nie inteligencja. Innymi słowy podzieliliśmy siebie na kawałki: pewna część nas działa, gdy trzeba, inteligentnie, na przykład omijając przepaść czy unikając przejeżdżającego obok autobusu, ale nie jesteśmy wystarczająco inteligentni by zobaczyć niebezpieczeństwa nacjonalizmu, niebezpieczeństwa podziałów między ludźmi. Tak więc część nas – bardzo mała cząstka – jest inteligentna a reszta nie. Tam, gdzie występuje fragmentacja, musi pojawić się konflikt, musi być obecne cierpienie – istotą konfliktu jest właśnie podział, sprzeczność wewnątrz nas. Tej sprzeczności nie da się zintegrować. To jedna z naszych osobliwych manii, że próbujemy na powrót się scalić. Właściwie nie wiem, co to znaczy. Kim jest osoba, która zamierza połączyć dwie rozdzielone, sprzeczne natury? Czyż scalający sam nie jest elementem podziału? Ale gdy widzisz całość tego, kiedy sobie pozwolisz na percepcję bez żadnego wybierania – nie ma podziału.

Słuchacz: Czy istnieje różnica między prawidłową myślą i prawidłowym działaniem?

Krishnamurti: Kiedy używa Pan słowa ‘prawidłowy’ odnośnie myśli i działania, wtedy ‘prawidłowe’ działanie staje się ‘nieprawidłowym’ – zgoda? Używając słowa ‘prawidłowy’ ma się już ideę tego, co prawidłowe. Gdy masz ideę tego, co ‘prawidłowe’, jest to ‘nieprawidłowe’, ponieważ ‘prawidłowe’ opiera się na twych uprzedzeniach, na uwarunkowaniach, strachu, na twojej kulturze, na społeczeństwie, na twych specyficznych nawykach, obawach, zasadach religii i tak dalej. Masz swój model, wzorzec działania: ten właśnie wzorzec jest sam w sobie nieprawidłowy, niemoralny. Moralność społeczeństwa jest niemoralna. Zgadza się Pan z tym? Jeśli tak, to odrzucił Pan społeczną moralność, która oznacza chciwość, zazdrość, ambicję, nacjonalizm, kult podziałów klasowych i całą resztę. Ale czy faktycznie Pan to zrobił i teraz potwierdza mówiąc ‘tak’? Moralność społeczna jest niemoralna – czy rzeczywiście to ma Pan na myśli? – a może to tylko masa słów? Proszę Pana, być naprawdę moralnym, prawym to jedna z najbardziej niezwykłych rzeczy w życiu, i taka moralność w żaden sposób nie ma nic wspólnego ze społecznymi zachowaniami określonymi przez warunki zewnętrzne. Trzeba być wolnym aby być rzeczywiście prawym, a nie jesteś wolny jeżeli poddajesz się społecznej moralności z jej chciwością, zazdrością, współzawodnictwem, uwielbieniem sukcesu – zna Pan wszystkie te sprawy przedstawiane przez kościół i społeczeństwo jako wzór moralności.

Słuchacz: Czy musimy czekać, aż to nastąpi, czy istnieje jakiś rodzaj dyscypliny, której możemy użyć?

Krishnamurti: Czy potrzebujemy dyscypliny aby sobie zdać sprawę, że prawdziwe widzenie jest działaniem? Potrzebujemy?

Słuchacz: Co powiedziałby Pan o spokojnym umyśle – czy to wynik dyscypliny? A może nie?

Krishnamurti: Proszę spojrzeć: żołnierz na placu apelowym, bardzo spokojny, plecy wyprostowane, broń dokładnie we właściwym miejscu, został wyszkolony, szkolono go dzień po dniu, dzień po dniu, wszelka wolność została w nim zniszczona. Jest bardzo spokojny, ale czy to spokój? Albo kiedy dziecko jest zaabsorbowane zabawką, czy to spokój? – usuńmy zabawkę i chłopiec stanie się tym, kim jest. A więc czy dyscyplina (proszę to dobrze zrozumieć, raz na zawsze, to przecież proste), czy dyscyplina zaprowadzi spokój? Może spowodować otępienie, stan stagnacji, lecz czy powoduje spokój w sensie pełnej aktywności a jednak ciszy?

Słuchacz: Co chce Pan, byśmy zrobili my, ludzie tu, na tym świecie?

Krishnamurti: Zupełnie po prostu, proszę Pana: nie chcę niczego. To po pierwsze. Po drugie: żyjcie, żyjcie na tym świecie. Jest on tak cudownie piękny. To nasz świat, nasza ziemia przeznaczona by na niej żyć, ale my nie żyjemy, jesteśmy ograniczeni, jesteśmy podzieleni, jesteśmy zaniepokojeni, jesteśmy wystraszonymi ludzkimi istotami, i dlatego nie żyjemy, nie wchodzimy w związki, jesteśmy odizolowani i zrozpaczeni. Nie wiemy, co to znaczy żyć w ekstatycznym, błogim sensie. Twierdzę, że żyć w ten sposób można tylko kiedy się wie jak pozostać wolnym od wszelkich głupstw codziennego życia. Wolność od nich jest możliwa jedynie gdy staniesz się uważny w swoich związkach, nie tylko z istotami ludzkimi, lecz również z ideami, z naturą, ze wszystkim. W takim związku odkrywasz, kim jesteś, widzisz swój strach, niepokój, rozpacz, samotność, swój kompletny brak miłości. Jesteś wypełniony teoriami, słowami, wiedzą o tym, co powiedzieli inni ludzie, o sobie nie wiesz nic i dlatego nie wiesz jak żyć.

Słuchacz: Jak wyjaśni Pan w kategoriach ludzkiego mózgu różne poziomy świadomości? Mózg wydaje się być sprawą fizyczną, umysł zaś nie. Poza tym umysł zdaje się posiadać część świadomą i nieświadomą. Jak możemy widzieć z jakąkolwiek jasnością, gdy weźmie się pod uwagę wszystkie te różne koncepcje?

 

Krishnamurti: Jaka jest różnica pomiędzy umysłem i mózgiem, czy o to Panu chodzi? Nasz fizyczny mózg będący wynikiem przeszłości, rezultatem ewolucji, wielu tysięcy dni wczorajszych, z wszelkimi wspomnieniami oraz wiedzą i doświadczeniem, czy ten mózg nie jest częścią całego umysłu? – umysłu, w którym zawiera się zarówno świadomy jak i nieświadomy poziom. Fizyczny tak samo jak niefizyczny, psychologiczny, czy wszystko to nie stanowi jednej całości? – czy to nie my podzieliliśmy ją na świadomość i nieświadomość, na mózg i nie-mózg. Czy nie możemy patrzeć na wszystkie te rzeczy jak na niepodzielną całość?

Czy nieświadomość tak bardzo różni się od świadomości? A może nie jest częścią całości, chociaż ją oddzieliliśmy? W tym miejscu pojawia się pytanie: w jaki sposób świadomy umysł ma uświadomić sobie nieświadomość? Czy pozytywna, praktyczna część – rzecz, która funkcjonuje przez cały dzień – jest w stanie obserwować nieświadomość?

Nie wiem, czy mamy czas aby to zgłębić. Nie jesteście zmęczeni? Panowie, proszę, nie traktujcie naszego spotkania jak rozrywkę, przyjemny pobyt w ciepłym pomieszczeniu, słuchanie czyjegoś głosu. Zajmujemy się bardzo poważnymi sprawami i, jeżeli pracowaliście jak należało, musieliście się zmęczyć. Mózg nie potrafi przyjąć naraz więcej niż pewną określoną porcję a wejście w zagadnienie nieświadomego i świadomego wymaga obserwacji bardzo bystrym, jasnym umysłem. Bardzo wątpię, abyście po półtorej godziny byli do tego zdolni. Więc może, jeśli się zgodzicie, podejmiemy ten temat później?

Czy możliwe jest poznanie siebie? – Marcin Kotasiński

Czy uważasz Czytelniku, że możesz osiągnąć poznanie siebie, które będzie zupełne i adekwatne do doświadczenia i do twoich oczekiwań?

Ogólnie, nauka twierdzi, że nie jest to możliwe. Choć nie ma na to dowodów! Takie zagadnienie, o tyle ile się orientuję, nie jest nawet poważnie rozważane w nauce. Ale można tu zapytać, co robi filozofia i psychologia, jeśli nie ‘poznanie siebie’, poznanie filozofującego człowieka, psyche. Albo znamy „Poznaj siebie!” pochodzące, choćby od Sokratesa czy św. Augustyna. Mamy także… wskazówki? Świadectwa(?), poznania siebie pochodzące z dalekiego wschodu, a nawet z bliskiego. Budda miał poznać siebie, jego nauki mają stanowić wskazówkę kierującą na poznanie siebie, a nie tylko Budda świadczy o mądrości buddyzmu. Sporo „buddów” jest w tej religii, choć stoją w cieniu pierwszego. Ta cała rzesza Oświeconych z Indii, z rozmaitych odłamów religijnych, tradycji mistycznych. Trudno wymieniać joginów z imion, choć wielu można znaleźć, o których opowieści w drodze do nas z dalekiego wschodu „zmutowały”, mówią o jarmarcznych sztuczkach joginów-fakirów, czyniących coś nadzwyczajnego ze sobą dzięki poznaniu, że mogą. Ale gdy zaglądamy w ich nauki to, na przykład jogę zaczynamy traktować serio. Filozofia choć nie tak jak nasza konsekwentna w wyjaśnianiu twierdzeń, jednak wzbudza zdziwienie wiedzą, która tłumaczy Jedność i transcendencję. A Jezus? Czy można taki dwu tysiącletni „numer z krzyżem” zrobić nie znając, ile zrobić się potrafi?

Świadectw jest aż nadto, ale wciąż odbiera im się wiarygodność. A jeśli już nie można tym szczegółowym, to w ogóle twierdzi się, że poznać się nie sposób. Choć nie wiadomo dlaczego. Można dalej naciskać, pytać, co mówił, na przykład Schopenhauer pod wpływem buddyzmu, o Wyzwoleniu. Albo ten nietzscheański Nadczłowiek, Wyzwolony, ten, który przekracza ludzi zniewolonych? Nietzsche nad nim się tak egzaltował i może od pędu ku temu zwariował. Poza tym czy fenomenologia nie uzyskuje przypadkiem poznania siebie? Psychoanaliza? Psychologia głębi? Każda inna nauka czy czegoś nie mówi o człowieku? Czy to wszystko, co w ogóle robimy, czy nie jest to przypadkiem poznanie siebie?

Jest taki bezpośredni argument na tę niejasną naukową tezę o braku samopoznania, brzmi on: Czy ten, kto nie poznał jeszcze siebie, może mówić, że nie sposób tego uczynić? Przecież nie poznał. Jest w drodze…, a dowodu odwrotnego też nie ma. Tylko sceptycyzm, to przecież za mało, aby zatrzymać nas, cywilizację w biegu, rzekłbym ku samopoznaniu, bo tak to postrzegam.

Co mamy za?

Kiedy spoglądamy w lustro dokonujemy aktu poznawczego, coś o sobie poznajemy. Poznajemy czy to, co widzimy jest tym, w czym na pewno dobrze się czujemy i czy wygląda dobrze. Poznajemy czy to „o nas”, w nas ukryte, pozwala się na chwilę, trochę do światła wydobyć i porównać z odbiciem w lustrze. Aby przez identyfikację i odkrycie nieuświadomionego podobieństwa uznać, że to, co w lustrze jest ładne, budzi dobre samopoczucie, że to Prawda i Dobro. Albo odwrotnie wymaga zmiany, dalszego poszukiwania siebie. W czym? W tym prostym banale, jakim jest odzież, uczesanie itp., to, co oglądamy w lustrze.

Dzieje się to także ze strony doświadczenia, gdy starając się uczynić coś, nie udaje się to. Dowiadujemy się, że coś z naszą wiedzą o nas i doświadczeniu jest nie tak. Dowiadujemy się, że nasze przeświadczenie o tym, iż wie się, jak coś uczynić, i że ma się odpowiednią wiedzę do tego upada. Poznajemy siebie, choć raczej niezbyt przyjemnie. Można tu użyć jaskrawego przykładu, powtarzającego się nieustępliwie przez każde pokolenie. Młodzież szuka styczności z tym, co dorośli zakazują, eksperymentuje, aby przesadzając poznać, że ‘nie chce takiego siebie’, wyrasta zdrowy człowiek, staje się dorosły i zakazuje, bo posiadł już daną wiedzę o sobie.

Poznajemy także siebie dzięki pośrednictwu innych ludzi, gdy ci mówią nam coś o nas lub radzą coś lepszego, wskazując tym, że wiedzą, o nas, od nas coś więcej i wiedzą lepiej, co dla nas dobre. Jakby mówili, że jest jakaś ogólna wiedza o człowieku, Prawda i Dobro odpowiednie dla każdego, ‘poznanie siebie’ na ileś już jasne i wiadome.

Poznajemy także siebie w „czystych” aktach refleksji, gdy się nad sobą namyślamy w oderwaniu od doświadczenia. Czy to refleksja nad życiem, pewnym szeregiem ostatnich doświadczeń i własnym samopoczuciem w nich, nad tym czy takie coś jest chciane. Są też refleksje bardzie wyabstrahowane, niektóre potężne, podnoszące umysł człowieka na wyższy poziom. Spostrzega się pewną syntezę wiedzy, powtarzających się zdarzeń, różnych i oderwanych od siebie na własny temat i świata, gdzie dotyka się czegoś bardzo ogólnego o sobie, wyabstrahowanego jak nigdy dotąd. Albo te „czyste” oderwane refleksje nad samą świadomością, która sam siebie w nich postrzega, to poznanie skierowane na poznającego, refleksje nad samym sobą, umysłem.

W każdym z tych przypadków coś o sobie poznajemy, zbieramy „ziarnko do ziarnka”. Dzięki temu „zbieractwu” wiemy o sobie w późniejszym i nawet aktualnym wieku więcej. Wiemy wciąż lepiej, co sprawia nam przyjemność, czego szukamy, czego unikamy. Zbierając o sobie wiedzę wiemy wciąż więcej o tym, do czego jesteśmy zdolni, co potrafimy. Zdobywana wiedza pozwala nam dokonywać coraz lepszych i trafniejszych wyborów, w których unikamy tego, czego nie chcemy, a co poznaliśmy jako takie wcześniej. Potrafimy w ten sposób osiągnąć coś lepiej i przyjemniej niż za pierwszym razem, kiedy się jeszcze „potykaliśmy”. Poznaliśmy tu, zatem to o sobie, że nie lubimy się potykać i to, że potrafimy lepiej.

Zbierając „ziarnka” o sobie i w procesie życia budując opinię o sobie, i będąc przy tym obiektywnymi, starając się nie okłamywać samych siebie. Nawet świadomie odszukując w sobie sytuacje, treści, w których siebie okłamujemy… tak poznajemy siebie.

Nie ma tu argumentu na to, że nie możemy poznać siebie w wyższy sposób, w jakiś skończony, wypełniony. Natomiast wciąż zdarzające się jednorazowe ‘poznania siebie’, te przykładowe, świadczą o tym, że poruszamy się do przodu, ku lepiej i więcej. To argument na to, że można. Zapytać tu można, czy jesteśmy skończeni czy nieskończeni? Bo czy poznając siebie, możemy wypełnić ten proces, czy rozciągnąć go w nieskończoność. A jeśliby się okazało, że jesteśmy nieskończeni w tym naszym duchowym, bo mentalnym, nie materialnym życiu jako podmiot. Czy pomimo nieskończoności możliwe są w niej jakościowe skoki? To wypełnienie właśnie, które i tak rozwija się w nieskończoność.

Przecież gdyby się dobrze zorientować, czego się szuka i chce, i zorientować się, co się potrafi, i uczynić to tak, ażeby mało zaskakiwało. Byłoby to świadectwem osiągnięcia pewnej zupełności. To było by już poznanie siebie, orientować się, co do swoich pragnień w każdej sytuacji i zdolności do ich realizacji.

Nie można twierdzić, że nie można poznać siebie. Może w stanie przed nie można twierdzić, że jest on pewny. Ale pewne jest to, że siebie poznajemy, jesteśmy wszyscy jednocześnie we własnych procesach poznania siebie i uczestniczymy w jednym globalnym dotyczącym nas wszystkich.
Czytelniku jeśli zainteresowany jesteś poznaniem siebie, zapraszam na swoją stronę internetową Poznanie:
https://sites.google.com/site/samoswiadomosc

Znajdziesz na niej szereg artykułów o tej tematyce, także informacje na temat książki mojego autorstwa „Rozwój duchowy a samoświadomość”, która opisuje metodę na to jak poznawać siebie efektywnie, zapraszam.

Marcin Kotasiński

Poziom przyczynowy – K.Wilber

Wspomniałeś, że subtelne lub archetypowe Formy powstają prosto z Pustki, z poziomu przyczynowego, który jest następnym stopniem, fulkrum-9.

 

Kiedy w trakcie szczególnego rodzaju medytacji podążasz za obserwującym Self, za Świadkiem, do jego źródła w czystej Pustce, wówczas w świadomości nie powstają żadne obiekty. Jest to odrębny, możliwy do zidentyfikowania stan świadomości – mianowicie nieprzejawione pochłonięcie lub ustanie, znane pod różnymi nazwami, jako nirwikalpa samadhi, dżniana samadhi, ayin, wergezzen, nirodh, klasyczna nirwana.

Jest to stan przyczynowy, odrębny stan, który często porównywany jest do głębokiego snu wolnego od marzeń sennych, z tą różnicą, że stan ten nie jest zwykłą próżnią, lecz raczej całkowitą pełnią. Tak też jest doświadczany – jako bez reszty zatopiony w pełni Istnienia, tak pełny, że żadna manifestacja nie może go objąć. Ponieważ nigdy nie można ujrzeć go jako obiektu, to czyste Self jest czystą Pustką.

 

Wszystko to jest bardzo abstrakcyjne. Czy mógłbyś ująć to konkretniej?

 

Jesteś siebie świadomy w tej chwili, prawda?

 

Tak sądzę.

 

Jeśli więc powiem: Kim jesteś? zaczniesz opisywać siebie – jesteś ojcem, matką, mężem, żoną, przyjacielem; jesteś prawnikiem, urzędnikiem, nauczycielem, kierownikiem. Masz swoje upodobania i uprzedzenia, wolisz takie jedzenie, masz skłonność do takich impulsów i pragnień itd.

 

Tak, wymieniłbym wszystkie rzeczy, które wiem o sobie.

 

Wymieniłbyś „rzeczy, które wiesz o sobie”.

 

Tak.

 

Wszystkie rzeczy, które wiesz o sobie, są obiektami w twojej świadomości. Są to obrazy lub idee, koncepcje, pragnienia, uczucia, które przesuwają się przed twoją świadomością, czy nie tak? Wszystkie są obiektami w twojej świadomości.

 

Tak.

 

Wszystkie te obiekty w twojej świadomości nie są obserwującym Self. Wszystkie rzeczy, które wiesz o sobie, nie są prawdziwym Self. One nie są Widzem; są jedynie czymś, co można zobaczyć. Wszystkie obiekty, które opisujesz, kiedy „opisujesz siebie”, w istocie wcale nie są twoim prawdziwym Self! To tylko kolejne obiekty i nie ma znaczenia, czy zewnętrzne, czy wewnętrzne; one nie są prawdziwym Widzącym te obiekty, nie są prawdziwym Self. Kiedy więc opisujesz siebie, wymieniając wszystkie te obiekty, ostatecznie podajesz listę błędnych utożsamień, listę kłamstw, listę dokładnie tego, czym ostatecznie nie jesteś.

Kim więc jest prawdziwy Widz? Kim lub czym jest to obserwujące Self?

Ramana Maharshi nazywał tego Świadka Ja-Ja, ponieważ ono jest świadome indywidualnego ja czyli self, ale samo nie może być zobaczone. Więc czym jest to Ja-Ja, przyczynowy Świadek, czyste obserwujące Self?

To głęboko wewnętrzne Self postrzega świat zewnętrzny i jednocześnie postrzega wszystkie twoje wewnętrzne myśli. Ten Widz widzi ego, widzi ciało i widzi świat natury. Wszystko to przesuwa się „przed” Widzem. Ale samego Widza nie można zobaczyć. Jeśli coś widzisz, są to tylko kolejne obiekty. Te obiekty są właśnie tym, czym Widz, czym Świadek nie jest.

Pytasz więc dalej: Kim jestem? Kim lub czym jest ten Widz, którego nie można zobaczyć? Po prostu „cofasz się” w swoją świadomość i przestajesz utożsamiać się z jakimkolwiek obiektem, który widzisz lub możesz zobaczyć.

Self lub Widz lub Świadek nie jest żadną określoną myślą – mogę zobaczyć tę myśl jako obiekt. Widz nie jest żadnym określonym doznaniem – jestem świadomy tego jako obiektu. Obserwujące Self nie jest ciałem, nie jest umysłem, nie jest ego – mogę ujrzeć to wszystko jako obiekty. Co patrzy na wszystkie te obiekty? Co w twoim imieniu patrzy teraz na wszystkie te obiekty – patrzy na naturę i jej widoki, patrzy na ciało i jego doznania, patrzy na umysł i jego myśli? Co patrzy na to wszystko?

Próbuj poczuć siebie właśnie teraz – wzbudź silne doznanie bycia sobą – i zauważ, że self jest tylko kolejnym obiektem w świadomości. Ono nie jest nawet prawdziwym podmiotem, prawdziwym self, lecz tylko kolejnym obiektem w świadomości. Małe self i jego myśli przesuwają się przed tobą jak obłoki płynące po niebie. Czym jesteś prawdziwy ty, który obserwujesz to wszystko? Który obserwujesz swoje małe obiektywne self? Kim lub czym to jest?

Kiedy powrócisz do tej czystej Subiektywności, do tego czystego Widza, nie ujrzysz go jako obiektu – nie możesz ujrzeć go w ten sposób, ponieważ nie jest obiektem! Nie jest czymś, co możesz ujrzeć. Raczej, gdy cicho spoczywasz w tej obserwującej świadomości – patrząc jak umysł, ciało i natura przepływają – możesz spostrzec, że w istocie doznajesz uczucia wolności, wyzwolenia, nieprzywiązania do żadnego z obiektów, które spokojnie obserwujesz. Nie widzisz niczego, jedynie spoczywasz w tej bezkresnej wolności.

Przed tobą przepływają obłoki, przepływają twoje myśli, przepływają cielesne doznania, a ty nie jesteś żadną z tych rzeczy. Jesteś bezkresną przestrzenią wolności, w której wszystkie te obiekty pojawiają się i znikają. Jesteś wolną przestrzenią, otwartością, Pustką, bezkresną przestronnością, w której wszystkie te obiekty pojawiają się i znikają. Obłoki pojawiają się i znikają, odczucia pojawiają się i znikają, myśli pojawiają się i znikają – a ty nie jesteś żadną z tych rzeczy; jesteś tym bezkresnym uczuciem wolności, bezkresną Pustką, tą bezkresną otwartością, poprzez którą manifestacja pojawia się, pozostaje na chwilkę i znika.

Zaczynasz więc zauważać, że „Widz” w tobie, obserwujący wszystkie te obiekty, sam jest jedynie bezkresną Pustką. Nie jest rzeczą, obiektem ani czymś, co możesz zobaczyć czy uchwycić. Jest raczej uczuciem bezkresnej Wolności, ponieważ sam nie jest czymś, co wchodzi w ten obiektywny świat czasu, obiektów, stresu i napięcia. Czysty Świadek jest czystą Pustką, w której wszystkie indywidualne podmioty i przedmioty pojawiają się, trwają przez chwilkę i znikają.

A więc czysty Świadek nie jest czymś, co można zobaczyć! Próba ujrzenia Świadka lub poznania go, tak jak poznaje się obiekty, jedynie wzmaga chwytanie, szukanie i lgnięcie w czasie. Świadka nie ma tam, w strumieniu; on jest bezkresną przestrzenią Wolności, w której strumień powstaje. Nie możesz więc go chwycić i powiedzieć: Aha, widzę go! Przeciwnie, to jest Widz, a nie coś, co można zobaczyć. Gdy spoczywasz w Obserwacji, czujesz jedynie bezkresną Pustkę, bezkresną Wolność, bezkresną Przestrzeń – przejrzystą otwartość lub przestronność, w której pojawiają się te wszystkie małe podmioty i przedmioty. Można wyraźnie ujrzeć podmioty i przedmioty, ale nie można ujrzeć Świadka. Świadek jest całkowitym wyzwoleniem od nich, całkowitą Wolnością, która nie jest schwytana w ich zamieszanie, pragnienia, lęki i nadzieje.

Nasz prawdziwy problem polega na utożsamianiu się z małymi indywidualnymi podmiotami i przedmiotami. Utożsamiamy Widza z nic nie znaczącymi małymi rzeczami, które można zobaczyć. To jest początek zniewolenia. W rzeczywistości jesteśmy bezkresną przestrzenią Wolności, ale utożsamiamy się ze zniewolonymi i ograniczonymi rzeczami i podmiotami, które można ujrzeć, które cierpią i które nie są tym, czym my jesteśmy.

Patandżali podał klasyczną definicję zniewolenia jako „utożsamienie Widza z instrumentami widzenia” – z małymi podmiotami i przedmiotami, zamiast z otwartą przestrzenią lub przestronnością czy Pustką, w której one wszystkie powstają.

Kiedy spoczywamy w czystym Świadku, nie widzimy go jako obiektu. Wszystko, co możesz zobaczyć, nie jest nim. Przeciwnie, on jest nieobecnością wszelkich podmiotów i przedmiotów, jest uwolnieniem od wszystkiego. Gdy spoczywamy w czystym Świadku, „doświadczamy” tej podstawowej nieobecności lub Pustki nie jako obiektu, ale jako bezkresnej przestrzeni Wolności i Wyzwolenia od ograniczeń utożsamiania się z nic nie znaczącymi małymi podmiotami i przedmiotami, które wchodzą w strumień czasu i są zanużone w tym potoku udręki.

Kiedy zatem spoczywasz w czystym Widzu, czystym Świadku, jesteś niewidzialny. Nie można cię zobaczyć. Nie można zobaczyć żadnej części ciebie, ponieważ nie jesteś obiektem. Można zobaczyć twoje ciało, można zobaczyć twój umysł, można zobaczyć naturę, ale ty nie jesteś żadną z tych rzeczy. Jesteś czystym źródłem świadomości, a nie czymś, co powstaje w świadomości. Więc trwasz jako świadomość.

Rzeczy powstają w świadomości, pozostają przez chwilę i znikają, przychodzą i odchodzą. Powstają w przestrzeni, poruszają się w czasie. Ale czysty Świadek nie przychodzi i nie odchodzi. Nie powstaje w przestrzeni, nie porusza się w czasie. Jest taki jaki jest; jest zawsze obecny i niezmienny. Nie jest obiektem, więc nigdy nie wchodzi w strumień czasu, przestrzeni, narodzin, śmierci. Wszystko to są doznania, obiekty – wszystkie przychodzą i odchodzą. Ale ty nie przychodzisz i nie odchodzisz; nie wchodzisz w strumień; jesteś świadomy tego wszystkiego i dlatego nie jesteś w to wszystko schwytany. Świadek jest świadomy przestrzeni i czasu – i dlatego sam jest wolny od przestrzeni i od czasu. Nie ma w nim czasu i przestrzeni – jest najczystszą Pustką, poprzez którą płyną czas i przestrzeń.

Czysty Widz jest wcześniejszy od życia i śmierci, wcześniejszy od czasu i zamętu, wcześniejszy od przestrzeni i ruchu, wcześniejszy od manifestacji – wcześniejszy nawet od Wielkiego Wybuchu. Nie znaczy to, że czyste Self istniało w czasie przed Wielkim Wybuchem, lecz że istnieje przed czasem. Ono po prostu nigdy nie weszło w strumień. Jest świadome czasu i dlatego jest wolne od czasu – jest całkowicie bezczasowe. A ponieważ jest bezczasowe, jest wieczne – co nie oznaczna nieskończonego czasu, lecz całkowitą wolność od czasu.

Nigdy się nie urodziło, nigdy nie umrze. Nigdy nie wchodzi w tymczasowy strumień. Ta bezkresna Wolność jest wielkim Niezrodzonym, o którym Budda powiedział: „Istnieje niezrodzone, niezrobione, niestworzone. Gdyby nie było tego niezrodzonego, niezrobionego, niestworzonego, nie byłoby wyzwolenia ze zrodzonego, zrobionego, stworzonego”. Spoczywanie w bezkresnej przestrzeni Wolności jest spoczywaniem w wielkim Niezrodzonym, w bezkresnej Pustce.

A ponieważ jest Niezrodzone, jest też Nieśmiertelne. Nie zostało stworzone razem z twoim ciałem, nie zniknie razem z twoim ciałem. Nie jest tym, co żyje po śmierci twojego ciała, lecz raczej tym, co nigdy nie wchodzi w strumień czasu. Nie żyje po śmierci twojego ciała, żyje przed twoim ciałem, zawsze. Nie żyje wiecznie w czasie, jest po prostu wcześniejsze od samego strumienia czasu.

Przestrzeń, czas, obiekty – wszystko to po prostu przepływa. Ty jesteś Świadkiem, czystym Widzem, który sam jest czystą Pustką, czystą Wolnością, czystą Otwartością, wielką Pustką, przez którą cały ten pochód przechodzi, nigdy cię nie dotykając, nigdy nie kusząc, nigdy nie raniąc, nigdy nie pocieszając.

Ponieważ jest ta bezkresna Pustka, to wielkie Niezrodzone, możesz naprawdę osiągnąć wyzwolenie ze zrodzonego i stworzonego, z cierpienia przestrzeni, czasu i obiektów, z wrodzonego tym fragmentom mechanizmu terroru, z łez padołu zwanego samsarą.

 

Gdy o tym mówisz, potrafię doznać tego na chwilę.

 

Większość ludzi potrafi dość szybko nawiązać kontakt ze Świadkiem. Czym innym jest jednak życie tą Wolnością.

 

Jaki jest związek Świadka z poziomem przyczynowym nieprzejawionym?

 

Świadek sam jest poziomem przyczynowym nieprzejawionym. Sam jest czystą Pustką. Jeśli w ramach jogicznej praktyki rzeczywiście intensywnie zagłębiasz się w źródło, w czystą Subiektywność Widza, wówczas wszystkie przedmioty i podmioty po prostu przestaną się pojawiać. Będzie to nirwikalpa lub ustanie – prawdziwy jogiczny stan, odrębny stan (w istocie jest to faza stopienia fulkrum-9). Jest to czysty bezforemny mistycyzm – wszystkie obiekty, nawet Bóg jako postrzegana forma, nikną w ustaniu. W ten sposób mistycyzm bóstwa ustępuje mistycyzmowi bezforemnemu.

Ponieważ żadne potencjalne obiekty jeszcze nie powstały, jest to całkowicie nieprzejawiony stan czystej Pustki. W tym stanie w istocie „widzisz” nieskończone nic, co jedynie oznacza, że jest to zbyt pełne, aby mogło zostać zawarte w jakimś obiekcie, podmiocie, widoku czy dźwięku. Jest to czysta świadomość wcześniejsza od wszelkiej manifestacji – wcześniejsza od podmiotów i obiektów, wcześniejsza od zjawisk, wcześniejsza od holonów, wcześniejsza od rzeczy, wcześniejsza od wszystkiego. Nie ma w niej czasu, przestrzeni ani obiektów. Dlatego jest całkowicie i nieskończenie wolna od ograniczeń przestrzeni, czasu i obiektów – i całkowicie wolna od udręki właściwej tym fragmentom.

Niekoniecznie trzeba poszukiwać Świadka w ten szczególny, jogiczny sposób. Można się jednak nim posłużyć, gdyż rzeczywiście odsłania nieprzejawione źródło samego Widza. Właśnie dlatego wiele tradycji, jak buddyzm jogaczary, po prostu zrównuje Pustkę i Świadomość. Nie musimy wchodzić we wszystkie techniczne szczegóły i argumenty, ale przedstawiłem ogólny sens – sam Świadek, sama czysta Świadomość nie jest rzeczą, procesem, cechą, bytem – ostatecznie nie można jej określić – ostatecznie jest czystą Pustką.

 

Dlaczego ten poziom zwany jest „przyczynowym”?

Ponieważ jest podporą, przyczyną, twórczą podstawą wszystkich niższych wymiarów. Pamiętaj, że, mówiąc słowami Whiteheada, „ostateczną metafizyczną zasadą jest kreatywne podążanie w novum”. Kreatywność jest częścią podstawowego podłoża wszechświata. Jakoś, w jakiś sposób, cudownie, pojawiają się nowe holony. Ja mówię, że z Pustki, ale ty możesz nazywać to twórcze podłoże, jak chcesz. Niektórzy chcieliby nazwać je Bogiem lub Boginią, Tao, Brahmanem, Keter, Rigpą, Dharmakają, Maat lub Li. Ludzie o bardziej naukowym nastawieniu wolą mówić po prostu o zdolności wszechświata do „przekraczania samego siebie”, jak to określił Jantsch. Świetnie. Nie ma znaczenia. Chodzi o to, że coś się pojawia. Zdumiewające! Jakbyś tego nie nazwał, jest to zdumiewające.

Pustka, kreatywność, holony – dokładnie tutaj rozpoczęliśmy naszą opowieść w rozdziale pierwszym. Holony powstają jako podmiot i przedmiot, zarówno w pojedynczych jak i mnogich formach – to znaczy w czterech ćwiartkach – i podążają zgodnie z dwudziestoma zasadami. Jest to po prostu wzorzec, który ukazuje pojawiająca się manifestacja. Ten wzorzec to potencjał Pustki, potencjał Dharmakaji, potencjał Boga. Z tym wzorcem dwudziestu zasad wyruszamy w ewolucyjną podróż holonów powracających do swego źródła.

Wzorzec ten ucieleśnia twórczy pęd do większej głębi, szerszej świadomości, dalszego rozwoju. Ów rozwój ostatecznie prowadzi do swej własnej nieskończonej podstawy w czystej Pustce. Ale Pustka nie jest czymś, co się pojawiło. Jest wcześniejszą od czasu twórczą podstawą, która jest zawsze obecna, ale w końcu staje się przezroczysta dla samej siebie w tych holonach, które budzą się do Pustki, do Ducha, do nie mającej podstawy Podstawy.

Ta sama Pustka jako Świadomość, była zawsze obecna jako wewnętrzna głębia każdego holonu, głębia, która odrzuca coraz więcej swych niższych form, aż odrzuci wszystkie formy – jej głębia sięga nieskończoności, jej czas sięga wieczności, jej wewnętrzna przestrzeń jest całą przestrzenią, jej działanie jest samą Boskością: podstawą, ścieżką i owocem Pustki.

Fragment książki K.Wilbera pt. „Krótka historia wszystkiego”